Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?



Historia nie jest matką wszelkiej mądrości (niech mi to wybaczy mój towarzysz podziemnej niedoli).  Historycy siedzą sobie w wygodnych fotelach i próbują wyrażać sądy na temat wydarzeń, w których nie mogli uczestniczyć.  Jako uczestnicy dyskusji historycznych na niniejszej witrynie, otoczeni jesteśmy wszyscy pomrukiem rozmaitych maszyn do liczenia, powszechnie zwanych komputerami, i w mdłej poświacie ich ekranów próbujemy bez powodzenia rzucić snop ostrzejszego światła na wydarzenia z przeszłości.  Każdy głupek potrafi określić poniewczasie –jakże zachwyca mnie głębia tego słowa: po-nie-w-czasie! – że to oto był właśnie moment zwrotny, że w tamtej chwili należało działać, a w innej powstrzymać się od działania, trochę trudniej podejmować decyzje, gdy strop się wali na głowę.  Czy jesteśmy w stanie zrozumieć skomplikowane, indywidualne motywacje, rozbieżne wektory sił, które oddziaływały na uczestników historycznych wydarzeń?  Wolne wybory, które okazały się przewidywalne?  Wiernie wykonane rozkazy o niespodziewanych skutkach?  Historia jest nauką o źródłach, mówił Józef Mackiewicz, niewątpliwie słusznie.  Kiedy się pisze o Hołodomorze, używając niemal wyłącznie ukraińskich źródeł, to można dojść do wniosku, że stalinowski głód był aktem skierowanym przeciw nacjonalizmowi.  Kiedy się myśli o historii XX wieku na podstawie polskich źródeł, to można sensownie przypuścić, że Polska jest pępkiem świata.  Co się naprawdę działo na skrwawionych ziemiach między Berlinem i Moskwą w czerwcu 1941 roku?  Co się działo w głowach dwóch wąsatych rzezimieszków, którzy do spółki te ziemie skrwawili?  Kto stał w gotowości, a kto na skraju przepaści?  Czy potrafimy do tego jakoś dobrnąć?  Wiktor Suworow i Józef Mackiewicz mogą tu być lepszymi przewodnikami niż wielu innych historyków, bo nie poddają się przemożnemu ciśnieniu poglądów powszechnie uznanych za niewątpliwe.  Ani jeden, ani drugi nie są zawodowymi historykami, i ja także nie jestem, spróbuję więc z uwagą i bez gniewu rozważyć ich przeciwne stanowiska. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Tajemne poczynania

Suworow przywiązuje ogromną wagę do wydarzeń stosunkowo mało znanych, do mów, na które nikt nie zwrócił uwagi, do bitew, o których historycy milczą.  Jego metodę widać jak w soczewce w analizie wydarzeń jednego konkretnego dnia: 19 sierpnia 1939 roku.  Tego dnia Stalin przerwał rozmowy z przedstawicielami Anglii i Francji, przedstawił projekt traktatu niemieckiemu ambasadorowi w Moskwie, podjął decyzję o mobilizacji, wydał Żukowowi rozkaz zgniecenia VI armii japońskiej na granicy Mongolii oraz wygłosił mowę na tajnym zebraniu politbiura.  W mowie tej Stalin dowodził, że partie komunistyczne nie mogą zagarnąć władzy w Europie w warunkach pokoju.  Układ z Hitlerem, argumentował dalej, dawał sowietom natychmiastowe korzyści (zniszczenie Polski i wolną rękę w krajach bałtyckich) oraz potencjalne długoterminowe zyski.  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Wywołać kolejną wojnę światową

Śledząc „przygotowania do drugiej wojny”, Suworow cofa się aż do 1916 roku, do przedrewolucyjnych, fundamentalnych założeń Lenina.  Od początku, celem Lenina była rewolucja światowa, a środkiem do niej globalny konflikt.  Obserwując wszakże rzeź na frontach Wielkiej Wojny, doszedł prędko do wniosku, że ta jedna wojna nie wystarczy, by rewolucja objęła cały świat, potrzeba będzie drugiego, równie krwawego starcia.  Objąwszy władzę, Lenin skupił się na dwóch równoległych działaniach: na umocnieniu swej pozycji w Rosji i wywołaniu światowego pożaru.  Suworow interpretuje wszystkie próby rozpętania rewolucji w Niemczech i na Węgrzech, a nawet atak na państwa bałtyckie, jako próby wywołania II wojny.  Celem istnienia armii czerwonej nie była walka z Białymi (jak utrzymywała niedawno Anne Applebaum), a wyłącznie światowa rewolucja.  Dopiero klęska pod Warszawą stała się sygnałem rozpoczęcia etapu „budowania socjalizmu w jednym kraju” (tak, tak, to już Lenin, a nie Stalin, ograniczył rewolucję do tego sloganu) w oczekiwaniu na drugą światową wojnę i nieuniknioną światową rewolucję.  Ograniczając się tymczasowo do umocnienia swej władzy, Lenin nigdy nie porzucił nadrzędnego celu, toteż już w 1923 roku komuniści nawiązali kontakt z maleńką niemiecką partią robotniczą: narodowo socjalistyczną partią niemieckich robotników – nsdap. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Zżera mię tęsknota do świata, gdzie dwie linie równoległe nie mogą się zetknąć – nawet w nieskończoności.  Do świata, w którym jabłko spada i uderza w głowę Newtona – bęc, i sprawa zamknięta; kiedy woda pokrywa się lodem, to temperatura jest zero stopni, a gdy bulgocze i kipi, to niechybnie musi być około stu stopni.  W tym świecie można było ślizgać się po zamarzniętych stawach, zrywać niedojrzałe owoce prosto z drzewa, a mleko pochodziło od krowy, nie z lodówki.  Kilka leśnych poziomek na kopie bitej śmietany, maliny z trudem zerwane z kolczastych krzaków w niedostępnym chruśniaku i dwa rydze znalezione w gaiku, nieopodal uczęszczanej drogi – wszystko to były niezrównane skarby.  Powidła i konfitury rozświetlały zimowe wieczory, gdy czytało się na głos o Polsce skowanej. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Wiktor Suworow (właściwie Włodzimierz Rezun), sowiecki uciekinier, były oficer specnazu i gru, napisał wiele książek na Zachodzie, ale jego najważniejszym wkładem do dyskusji o sowietach pozostaje tzw. „hipoteza lodołamacza”, którą najtrafniej podsumował Andrej Nawrozow: Stalin stworzył straszak na wróble w postaci Hitlera, by wyrzygać go na wielkie demokracje europejskie, a potem uderzyć od tyłu na osłabione walką na Zachodzie Niemcy.  Suworow, zdaniem Nawrozowa, występuje przeciw wszystkim ustalonym autorytetom, kiedy utrzymuje, że Hitler i Stalin działali ręka w rękę.  Opiera się powszechnie przyjętym opiniom, gdy twierdzi uparcie, że Stalin i Hitler byli jak dwaj bliźniacy.  Nasuwa mi się wątpliwość: być może Nawrozow ma raję, że nikt nie stawia takich tez w anglojęzycznym piśmiennictwie (gdzie nawet wybitne opracowana historyczne są otwarcie prosowieckie), ale w polskiej publicystyce historycznej istnieje ważny głos Józefa Mackiewicza, który nazywał Hitlera „agentem prosowieckim nr 1” prawie od zawsze.  Dla Mackiewicza, bolszewicka i socjalistyczna proweniencja Führera, a także leninowski i totalitarny charakter jego reżymu, nie były tajemnicą.  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Anne Applebaum podsumowuje Hołodomor tak: klęska nie była wynikiem nieurodzaju, ani złej pogody.  Wprawdzie chaos kolektywizacji przyczynił się do ilości ofiar, ale głód był wynikiem „usuwania siłą pożywienia z ludzkich domostw; kontroli i barier na drogach, które uniemożliwiły głodującym znalezienie posiłku; czarnych list; restrykcji handlu; i wreszcie propagandy, która przedstawiała głodujących jako wrogów ludu”.  Po czym dodaje z domniemanym triumfem, że „zapisy archiwalne potwierdzają wspomnienia tych, którzy przeżyli”.  Co to za historia, która szuka potwierdzenia w podejrzanych archiwach?  „Stalin nie próbował wymordować wszystkich Ukraińców,” kontynuuje autorka, „ale chciał fizycznie wyeliminować najbardziej aktywnych i zaangażowanych.”  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Sowieciarze przez dziesiątki lat znani byli w świecie ze swych tzw. działań aktywnych (активные мероприятия, active measures). Posiadali całe departamenty, których jedynym zadaniem było prowadzenie tych tajemniczych akcji. Polskie określenie, „działania aktywne”, jest nie tylko mylące, ale jest także masłem maślanym, bo przecież działania nie mogą być bierne, „działać” to znaczy „być aktywnym”. Sens rosyjskiego określenia w jego dosłownym brzmieniu jest bardziej subtelny: „aktywnie przyjąć miary” albo „środki”. Chodzi zatem o to, by „zmierzyć sytuację” i przedsięwziąć odpowiednie środki, by móc na tę sytuację aktywnie wpływać w pożądany sposób. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Głupi antykomunizm przynosi tyle samo strat,

co infiltracja komunistyczna.

Barbara Toporska

Kardynał Armand du Plessis de Richelieu ma złą prasę wśród demokratów i liberałów, choć swą złą sławę zawdzięcza raczej Aleksandrowi Dumas, który uczynił zeń przebiegłego oponenta dziarskiego d’Artagnana i trzech muszkieterów, niż rzetelnej historycznej analizie.  W dzisiejszych czasach widzi się w nim nie tylko podstępnego intryganta, ale także twardą ostoję absolutyzmu i okrutnego obrońcę autorytarnej kontroli nad społeczeństwem.  W swej niezwykłej mądrości, mylił się wszakże roztropny kardynał, gdy sądził, że sam sobie poradzi z wrogami.  Powinien był wiedzieć, że bez Bożej pomocy, nic nie jest możliwe.  A jednak jego bon mot przeszedł do historii ze względu na pierwszą część: Cave me, Domine, ab amico.  Chroń mnie, Boże, od przyjaciół… Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Nowy szczep

Anne Applebaum identyfikuje trzy główne „decyzje” Moskwy, które doprowadziły do masowego głodu: 1. Nakaz rekwizycji ziarna przy jednoczesnym wprowadzeniu czarnych list i kontroli granic między regionami i kontroli transportu; 2. Zakończenie ukrainizacji; 3. Bezwzględne poszukiwanie ziarna i odbieranie żywności.  Jako motto do rozdziału o rekwizycjach, podaje cytat z eseju Maksyma Gorkiego z 1922 roku „O ruskim chłopie”.  Otóż zdaniem barda rewolucji, „jak Żydzi, których Mojżesz wyprowadził z egipskiej niewoli, półdzicy, głupi, ociężali ludzie z ruskich wiosek wymrą, a na ich miejsce przyjdzie nowy szczep – ludzi wrażliwych, oczytanych i serdecznych”.  Nu, tam Gorki, bolszewicka jego chrząstka, czego innego się po nim spodziewać?  Bardziej interesuje mnie tu intencja, z jaką autorka użyła tego motto.  Mojżesz prowadził lud żydowski po pustyni przez 40 lat, co nie jest łatwe, zważywszy rozmiary półwyspu Synaj, ale Mojżesz pragnął, by wymarły wśród ludu niewolnicze nawyki, by wolni ludzie weszli do Ziemi Obiecanej.  Może tu być więc wezwanie do zrzucenia kajdan, wezwanie do trudnej, indywidualnej wolności.  Znając książki Applebaum o gułagu i zniewoleniu Europy Wschodniej, trudno sobie wyobrazić, by mogła przyjąć taką wykładnię. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Wy chcecie żyć i nie ma podłości, której byście do ręki nie wzięli
i nie przyswoili sercu. Wy chcecie żyć i już trawicie błoto i brud,
i już was nie zadusza zgnilizna i jad; ale jadem i zgnilizną nazywacie wiew świeży od pól i łąk i lasów.
Wy chcecie żyć i plwać na wszystką rękę, która was i podłość waszą odsłania.

Stanisław Wyspiański, Wyzwolenie.

Zastanawiam się, do jakiej kategorii zaklasyfikować byłoby najtrafniej towarzystwo, które wzięło udział w ponurym wileńskim widowisku 16 grudnia 2017 roku? Kogo z uczestników można by określić jako w pełni świadomych propagatorów nieprawdy, ilu spośród zgromadzonych należałoby przypisać nieświadomy udział w incydencie, złożonym z dwóch części: wywieszenia przy Witebskiej 1 w Wilnie, na bocznej ścianie domu rodzinnego Józefa Mackiewicza, „pamiątkowej tablicy” oraz odsłonięcie kamienia przy domu Pisarza w Czarnym Borze; domu, który wraz z żoną Barbarą Toporską postanowili opuścić wiosną 1944 roku, w związku ze zwycięskim pochodem czerwonej armii. Tablica przy Witebskiej głosi:

W tym domu w latach 1907-1921 mieszkali pisarze i publicyści
Józef Mackiewicz (1902-1985)
Stanisław Cat-Mackiewicz (1896-1966)

Na kamieniu w Czarnym Borze napisano:

Jedynie prawda jest ciekawa”
Józefowi Mackiewiczowi
Pisarzowi i publicyście
orędownikowi wolności
Rodacy

Jak wynika z nie całkiem jasnych relacji, „uroczystość” zagaił historyk i politolog, członek Polskiego Klubu Dyskusyjnego Andrzej Pukszto. Powiedział: „Zebraliśmy się dzisiaj w przeddzień urodzin Stanisława Cata-Mackiewicz. Więc data jest przypadkowa i nieprzypadkowa…”.

Cóż dokładnie p. Puszkto chciał w ten sposób powiedzieć? Czy chciał jedynie wskazać, że uroczystość powinna się odbyć dzień później, w niedzielę? A może rocznica urodzin Stanisława Mackiewicza nie jest najlepszą okazją, bo nie o Stanisława chodzi, nie on (ani pamięć o nim) jest przedmiotem „hołdu” zgromadzonych przy Witebskiej 1 aktywistów historycznej niepamięci; że jego nazwisko niekoniecznie powinno się znaleźć na wieszanym akurat przedmiocie? Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Narodowa forma, sowiecka treść

Inaczej niż w carskiej Rosji, dla bolszewików Ukraina była tylko narzędziem, była źródłem ziarna i surowców.  Podobnie, idea samostanowienia narodów była dla nich wyłącznie instrumentalna i mogłoby się zdawać, że Applebaum to dostrzega.  Cytuje np. Piatakowa z czerwca 1917, by pokazać, z jakim cynizmem ten „ukraiński bolszewik” patrzył na swą ojczyznę, po czym natychmiast przypisuje tę pogardę „wychowaniu w Rosji” i „rosyjskim przesądom”.  To jest niestety gonienie w piętkę.  Zinowiew czy Bucharin nie gardzili ukraińskim chłopem dlatego, że byli Wielkorusami, nie ze względu na swe wychowanie w carskiej Rosji (co jest niedorzecznością!), ale ponieważ byli bolszewikami.  A dalej Applebaum całkiem się zakałapućkała, dopatrując się ambiwalencji w samym marksizmie, w „skomplikowanym ideologicznym rebusie” podejścia do narodów, w którym teorie miały przeczyć praktycznym posunięciom.  Mówi otwarcie (i słusznie), że Lenin popierał ukraiński nacjonalizm przeciw carom i Kiereńskiemu, a zwalczał go, gdy niszczył sowiecką jedność.  Ależ tak!  Nie ma tu żadnej sprzeczności, ani rebusów, a tylko klarowna bolszewicka strategia: rozpętać, by móc spętać.  Jakże ma rację Applebaum, gdy nazywa bolszewików małą grupką nieudacznych ideologów, „profesjonalnych rewolucjonistów” bez jakiegokolwiek doświadczenia, by od razu zaprzeczyć samej sobie.  Bo oto jej zdaniem, ci niewydarzeni politycy, zdumieni sukcesem październikowego puczu i postawieni wobec autentycznej kontrrewolucji, musieli się bronić i stąd tylko wzięła się armia czerwona, tajna policja i brutalna propaganda.  Oj, w piętkę goni pani Applebaum.  Zniszczenie wszelkiej opozycji było jasno postawionym celem Lenina, podobnie jak światowa rewolucja.  Armia czerwona miała w pierwszym rzędzie nieść zarzewie rewolucji, ale by to móc uczynić, musiała także bronić bazy rewolucji.  Kiedy amerykańska pomoc dotarła do głodującej Rosji, Litwinow miał się wyrazić: „żywność jest orężem” – to jest klasycznie bolszewicka postawa.  To wszystko jest w książce Applebaum, ale nie wyciąga ona z tego żadnych wniosków co do natury bolszewizmu. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

I

Umieranie z głodu, to powolna, trudna do wyobrażenia agonia, gdy umierający z wyczerpania człowiek ma pełną świadomość nadchodzącego końca, ale całe jego jestestwo sprowadzone jest do jednej myśli, do bolesnego marzenia o kawałku chleba.  Medycyna poucza, że organizm pozbawiony pokarmu będzie zachowywał się w przewidywalny sposób.  W pierwszej fazie, ciało pochłania zapasy cukru, a mózg posyła paniczne sygnały o jedzeniu.  To w tej fazie ludzie gotowi są popełniać zbrodnie dla okruchów chleba.  W drugiej fazie, konsumowane są zapasy tłuszczu, człowieka opanowuje letarg i ogólna słabość.  Aż wreszcie ciało zaczyna spalać białko, pożera bez opamiętania samo siebie; umysł i wola przestają istnieć, człowiek zostaje sprowadzony prawie do czystej zwierzęcości, rozpacz walczy z obojętnością.  Umierali tak ludzie zagubieni na pustyniach lub w górach, rozbitkowie na morzu i na wyspach, odcięci od świata i w samotności.  Umierali w wyniku naturalnych katastrof – powodzi bądź suszy, huraganów i cyklonów, trzęsienia ziemi i wulkanicznych erupcji; czasami głód nadchodził w wyniku nieurodzaju, plagi czy późnego mrozu; umierali w więzieniach, w obozach i w oblężonych twierdzach, głodowali w wyniku działań wojennych i rewolucji.  Ponoć 70 milionów ludzi zmarło z głodu w XX wieku, z czego 40 do 50 milionów straciło życie pod komunistycznymi rządami w Chinach, Korei, Kambodży i w sowietach.  Wielokrotnie wskazywano na tę straszną statystykę, jako ostateczny dowód, że socjalizm nie nadaje się do niczego, skoro nie potrafi nawet wyżywić swojej własnej ludności.  Ale zagłodzeni na śmierć pod komunistycznym nierządem nie padli ofiarami socjalistycznej niewydolności, nieudacznictwa i niekompetencji, którą nie bez powodu przypisuje się wszystkim czerwonym zarządcom.  Nie.  W większości zostali wydani na powolną śmierć głodową celowo, nie z przypadku.  Czerwoni władcy rozmyślnie i z premedytacją zagłodzili miliony ludzi, miliony obywateli, dla dobra których rzekomo przejęli władzę – oto kwintesencja komunizmu.  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Niezwykle trudno jest dziś spotkać Polaka, który nie traktuje „nowego, wspaniałego peerelu” – oczywistej kontynuacji tworu stworzonego 73 lata temu na powojennych gruzach wolnej Polski – jako własnego państwa i w mniejszym bądź większym stopniu nie identyfikuje się z nim, jako swoją niepodległą ojczyzną. Tym cenniejszym wydaje się być przekaz, który tę fatalną postawę podważa. Przekaz głoszący, że tzw. III RP „podtrzymuje historyczną i personalną spuściznę” poprzedniej odsłony peerelu, będąc niczym innym jak „komunistyczną hybrydą” – wynikiem „»wielkiej inscenizacji« tzw. transformacji ustrojowej”, której fundamentem jest komunistyczne kłamstwo: fałszywy upadek komunizmu – dezinformacja i prowokacja jednocześnie. Wydaje się też, że jest to dostateczny powód do zainteresowania się nim i skomentowania go na antybolszewickiej witrynie. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Kto to naprawdę byli hippiesi?  Mówi się o „kontrkulturze”, o flower power, o „lecie miłości”.  Joan Baez i Bob Dylan, The Doors i Grateful Dead.  Ale czy chodziło tylko o długie włosy, rozszerzane spodnie, po amatorsku farbowane koszule i psychodeliczne wzory wymalowane na samochodach?  Czy było w tym coś więcej niż tylko proto-sowiecki ruch młodzieżowy?  Niektórzy wskazują na źródła ruchu tak wzniosłe i rozbieżne, jak Friedrich Nietzsche i Hermann Hesse, św. Franciszek z Asyżu i starożytny cynik Diogenes.  Ale czy jest w tym jakikolwiek racjonalny rdzeń, czy tylko chęć podparcia się wielkimi nazwiskami? Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Lata 70-te to dla Hollywood czas bardzo specyficzny. Wymiana pokoleń, która wtedy nastąpiła przyniosła rewolucyjne zmiany w przemyśle rozrywkowym. Od tamtej pory amerykańskie kino na zawsze (no, w każdym razie do dnia dzisiejszego) zmieniło swoje oblicze. Stało się tak wcale nie dlatego, że, jak twierdzą niektórzy, zachwiał się wtedy porządek zwany star-systemem. Owszem, stare gwiazdy odeszły, ale ich miejsce zajęły nowe, trudno mówić tu o upadku kultu gwiazd ekranu. To raczej charakter gwiazd się zmienił diametralnie. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Jest rok 1935.  Rodzeństwo Walkerów spędza z matką letnie wakacje na jeziorach angielskiego Lake District.  Pływają żaglówkami, bawią się w piratów i odkrywają świat.  A w tym świecie dzieją się rzeczy dziwne.  Podejrzane, obce typki, mówiące perfekcyjnie po angielsku i zupełnie niezrozumiale po rosyjsku, próbują schwytać innego podejrzanego typa, którego dzieci nazwały „Kapitanem Flintem”.  Flint okazuje się być ni to dziennikarzem, ni to pisarzem, ni to szpiegiem, który wywiózł z sowietów zdjęcia urządzeń militarnych i ukrywa je na łodzi, na jeziorze, zamiast przekazać Rządowi Jego Królewskiej Mości. – Tak mniej więcej wygląda główny wątek ubiegłorocznego przygodowego filmu dla dzieci, pt. Jaskółki i Amazonki, wg powieści Arthura Ransome’a pod tym samym tytułem.  Tylko że powieść dzieje się w roku 1929 i nie ma w niej groteskowych sowieckich agentów.  A jednak istnieje namacalny związek między popularną książką, która uczyniła Ransome’a sławnym na cały świat – i rajem krat. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Zapraszamy Czytelników naszej witryny do wyrażenia hołdu dla leninowskiego puczu sprzed 100 lat.

Każdą nadesłaną laurkę opublikujemy z komsomolską szczerością i bolszewicką wiernością dla faktów.



Prześlij znajomemu
Stary chrzan


Pociąg i szajka

Zbóje wyszli z podziemnej nory i schowani w krzakach obserwowali wykwintną salonkę.  Pociąg toczył się bardzo powoli i zwalniał coraz bardziej, aż wreszcie, jak ranny zwierz, zatrzymał się wśród sapania lokomotywy i buchającej pary.  Luksusowa salonka, z rozświetlonymi oknami, stanęła na wprost zaczajonej w krzakach szajki rzezimieszków.  Widzieli mgliste postaci za zaparowanymi oknami.  Potrafili rozróżnić gibkie sylwetki dam od wyprostowanych konturów mężczyzn.  Wyczuwali niepokój wśród eleganckich pasażerów salonki.  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Timothy Snyder, znakomity amerykański historyk, zajmuje się głównie naszą częścią świata i jest niezwykle wnikliwym obserwatorem.  Pisaliśmy o nim na naszej witrynie wielokrotnie, a bywał także często przedmiotem zaciętych dyskusji w komentarzach.  Prawdę mówiąc, doprowadziło mnie to do pewnego – wstyd się przyznać – przesycenia jego pisarstwem.  Snyder wydał kolejną książkę, przygotowuje następną, a ja jakoś nie miałem serca do jego nowych pozycji.  Ale wysłuchałem ostatnio wykładu, wygłoszonego 16 października w Rydze, wykładu na cześć Sir Isaiah Berlina, wielkiego brytyjskiego filozofa, który urodził się w Rydze.  Treść tego wykładu nie mogła pozostawić mnie obojętnym, choć inaczej niż zwykle, trudno było mi tym razem zgodzić się z jego tezami.  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Operacja „Trust”

Przypuszczam, że czekiści nie mogli uwierzyć własnemu szczęściu, gdy, pomimo aresztowania Sawinkowa, nikt na Zachodzie nie podawał poważnie w wątpliwość istnienia masowej monarchistycznej organizacji w sowdepii.  Podlegało jedynie dyskusji, czy Trust ma rzeczywiście tak wielki zasięg i możliwości, jak sugerowali jego wysłannicy na Zachód.  ‘C’ postanowił sprawdzić stan rzeczy na miejscu, i w tym celu zwrócił się do komandora Ernesta Boyce’a, szefa placówki wywiadowczej w Helsinkach, a byłego rezydenta brytyjskiego wywiadu w Moskwie.  Boyce natomiast, bez zgody i wiedzy Cumminga lub kogokolwiek innego w SIS, skontaktował się z Reillym.  Cook podaje obszerne wyjątki z ich korespondencji w pierwszych miesiącach 1925; początkowo mowa w niej o sowietach tylko w zakamuflowany sposób: wspominają o „interesach w Kalifornii”, o „nieudanym przedsięwzięciu”, używając tego rodzaju przejrzystego kodu.  Dopiero niedawno wyszło na jaw, że Boyce został przekonany co do autentyczności i potęgi Trustu przez dwoje agentów, Marię Zacharczenko-Szulc i Nikołaja Bunakowa.  Oboje byli Białymi Rosjanami, Maria była nawet siostrzenicą generała Kutiepowa i pozostaje niejasne do dziś, na ile sama była świadoma roli, jaką odegrała.  Bunakow natomiast był klasycznym podwójnym agentem.  Jego kod w SIS brzmiał ST28 (gdy Reilly miał numer ST1) i Boyce ufał mu na tyle, że skontaktował go bezpośrednio z Reillym.  W jednym z listów do Bunakowa, Reilly wyłożył swą koncepcję aktów terrorystycznych skierowanych przeciw indywidualnym reprezentantom sowieckiego reżymu.  Oprócz usunięcia niebezpiecznych ludzi, argumentował, ważniejszym celem jest „zakończenie letargu, zniszczenie legendy nietykalności bolszewizmu”. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Nad ranem 31 sierpnia, w kilka godzin po zamachu niewidomej na Lenina, zanim jeszcze lekarze zdołali dotrzeć na Kreml, by ratować rzekomo ciężko rannego przywódcę rewolucji, Dzierżyński i Peters aresztowali Lockharta i Mourę Budberg.  Pierwsze pytanie zadane im przez Petersa, brzmiało: Gdzie jest Reilly?  Dokonano wielu rewizji i aresztowań, ale Reilly zniknął.  W rzeczywistości wyruszył dwa dni wcześniej do Pietrogradu, by tam omówić szczegóły planowanego przewrotu z kapitanem Francisem Cromie.  Cromie sprawował funkcję attaché do spraw floty przy byłej ambasadzie brytyjskiej w Pietrogradzie (Zjednoczone Królestwo nie uznało bolszewickiego przewrotu), ale de facto był szefem wywiadu brytyjskiego w północnej Rosji, a jako taki był zwierzchnikiem Reilly’ego.  Mieli się spotkać 31 sierpnia, ale do spotkania nie doszło, gdyż tego dnia rano, budynek byłego poselstwa został otoczony przez czekistów.  Cromie bronił się z bronią w ręku i został zamordowany, a jego ciało wyrzucono przez okno. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


Gdy podaż kształtuje popyt

Ostatnio, w rozmowie, ktoś przypomniał mi zabawę w przedsklepową kolejkę, podbolszewicką dziecięcą rozrywkę, którą świetnie opisał swojego czasu Józef Mackiewicz. W przeciwieństwie do wielu innych zabaw, kolejka jest odbiciem dorosłej rzeczywistości. Dzieci stoją jedno za drugim grzecznie, oczekując każde na swoją… kolejkę, jest milicjant z pałką pilnujący porządku, albo i nieporządku. Niby nic takiego. Nie bardzo skomplikowana zabawa, a jednak mówiąca sporo, choćby o tym, jak świat dziecięcy postrzega świat dorosłych. Z jakiegoś powodu te obserwacje na ogół nie wypadają dobrze. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Michał Bąkowski


Męki Tantala

Zachęcony przez p. Łukasza Kołaka, przeczytałem artykuł Coryllusa pt. Komunizm i komunizmy.  Tytuł intrygujący dla autorów Wydawnictwa Podziemnego, jak każdy czytelnik niniejszej witryny z łatwością zgadnie, bo od lat zajmujemy się tu niewdzięcznym przedsięwzięciem przybijania kisielu do ściany, to znaczy próbą zdefiniowania, czym jest zjawisko, które konsekwentnie uważamy za największe zagrożenie świata, gdy miliardy ludzi na tym świecie żyją w przekonaniu, że komunizm dawno upadł.  Natura komunizmu sprawia, że niezwykle trudno ująć go w karby definicji.  Potwór przepoczwarza się na naszych oczach, właśnie wówczas, gdy wydaje się, że zdołaliśmy uchwycić jego istotę.  Czyżbyśmy, jak Syzyf, skazani byli na wieczne wtaczanie tego głazu pod górę, po to tylko, by przetoczył się po naszych umęczonych członkach?  A może lepszą metaforą na próby definiowania komunizmu, bolszewizmu, sowietyzmu, ale także zastanawiania się nad różnicami między prlem i prlem bis, jest mityczny Tantal skazany przez olimpijskich bogów na wieczne męki niezaspokojonego pragnienia i głodu.  Stać miał Tantal po kolana w chłodnym strumieniu pod owocowym drzewem, ale ilekroć pochylił się, by zwilżyć wyschnięte wargi, woda znikała; ilekroć wyciągnął rękę po dojrzały owoc, gałąź umykała mu.  Definicja jest blisko, wydaje się w zasięgu ręki, ale wymyka się naszemu niedoskonałemu poznaniu. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

W ciągu pierwszych miesięcy roku 1918, zachowanie bolszewików stało się tak barbarzyńskie, aroganckie i otwarcie wrogie wszelkiej kulturze, że nawet przyjazny dotąd Lockhart obrócił się przeciw nim.  Nie przestał kochać się w baronowej Budberg, ale przestał być poputczykiem i zaczął wspomagać siły wrogie bolszewikom.  Umożliwił ucieczkę Kiereńskiego, poparł finansowo Patriarchę Tichona, przekazał miliony Armii Ochotniczej i wreszcie zaangażował się w sprawy Borysa Sawinkowa i Reilly’ego.  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Ogromna większość autentycznych agentów wywiadu, którzy mieli być prawzorem postaci Jamesa Bonda, to byli rówieśnicy Iana Fleminga.  Autor często znał ich osobiście albo ze słyszenia, ale tylko jeden z nich należy do wcześniejszej epoki.  Do czasów walki z bolszewikami.  Najstarszym pierwowzorem Bonda był Sidney Reilly. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu



Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja