Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?


Michał Bąkowski


Trump

Prezydent Stanów Zjednoczonych przyjechał do Warszawy i dał mieszkańcom prlu wykład na temat historii Polski, dzięki czemu jest wiwatowany, jak gdyby był Sowińskim w okopach Woli i Ordonem z reduty w jednej osobie.  Fetowano prezydenta na placu Krasińskich, nie przymierzając, prawie jak towarzysza Wiesława (to znaczy Władysława Gomułkę, szefa polskiej kompartii, że pozwolę sobie dodać na pożytek tych szczęsnych, co nieobeznani są z historią prlu) na placu bolszewickich defilad w październiku 1956 roku. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Od demokracji do bolszewizmu?

Kolejne zdarzenia były już bezpośrednio związane z amerykańskimi wyborami. 18 sierpnia 2016 roku FBI przekazało poufną, przeznaczoną dla wąskiego grona odbiorców, informację o atakach na serwery stanowych systemów wyborczych (State Board of Elections) w Arizonie i Illinois, publikując m.in. wykorzystane w tym celu adresy IP. Informacja ta, dość szybko przedostała się do mediów. Biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się wcześniej, podejrzewano sowietów (rzecz jasna czekistów z Kremla określa się powszechnie na świecie jako Rosjan, zaś sowiety niezmiennie nazywa się Rosją, co, od czasów przyjęcia powszechnie tezy o upadku komunizmu w ZSRS oraz podziału „ojczyzny proletariatu” na oddzielne państwa, ma dla wszystkich formalne uzasadnienie). Specjalizująca się w ostatnim czasie w badaniu takich przypadków firma ThreatConnect, po raz kolejny podjęła się analizy opublikowanych danych. W swoim raporcie z początku września ogłosiła jednak, że nie jest w stanie stwierdzić, kto dokonał tych cyberataków oraz jaka była motywacja napastników. [1] Pomimo tego, przedstawiła szereg istotnych poszlak. Wszystkie opublikowane przez FBI adresy IP miały jakiś związek z sowietami. Jeden z nich wykorzystany został do ataków na systemy komputerowe kilku organizacji politycznych, w tym tureckiej partii rządzącej AK Parti – ugrupowania prezydenta Turcji, Recepa Tayyipa Erdoğana. Cyberataki przeprowadzono w czasie od marca do sierpnia 2016 roku. Jak wiadomo, 9 sierpnia tego samego roku, doszło do „historycznego” spotkania Erdoğana z Putinem, podczas którego Turcja ogłosiła diametralną zmianę swojej polityki w odniesieniu do konfliktu w Syrii, deklarując współpracę z sowietami (określa się ich tak, jak to wcześniej opisałem). Według ThreatConnect, wykorzystane w cyberatakach malware oraz zastosowana metoda ataku sugerowały związek napastnika ze wspomnianą wcześniej grupą Anonymous Poland. Sześć spośród ośmiu wymienionych przez FBI adresów IP, przypisanych było internetowemu usługodawcy King Servers z Federacji Rosyjskiej, zaś osobą, która zarejestrowała jedną z odpowiadających im domen, według podanych informacji, był Vladimir Fomenko z Bijska na Syberii – jak wynikało z zawartości profilu zamieszczonego na serwisie LinkedIn, prezes i założyciel wymienionej powyżej firmy. Wspomniany adres IP, użyty celem ataku na AK Parti, wykorzystywany był w 2015 roku przez cyberprzestępców z Federacji Rosyjskiej do wymiany informacji, zaś dwa inne adresy IP z tego samego zbioru (przypisane holenderskiemu usługodawcy), zostały użyte podczas cyberataków na Ukrainę w tymże roku. Komputerowe ślady, doprowadziły też specjalistów ThreatConnect do zbioru fałszywych e-maili, wysłanych wiosną i latem 2016 roku przez autorów cyberataków do osób związanych z AK Parti, z niemiecką partią Die Freiheit oraz z ukraińskim parlamentem. W celu przeprowadzenia cyberataków, napastnicy korzystali m.in. z internetowego usługodawcy Yandex, wymienionego wcześniej w raporcie dotyczącym DCLeaks. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Moda na szatana, hakerzy-aktywiści i nowa bolszewicka rewolucja

Atak na sieć komputerową DNC, w swoim zastosowaniu, był zasadniczo odmienny od wcześniej opisanych. Wykradzione przez sowietów dane zostały bowiem wkrótce opublikowane w Internecie. Następnego dnia po informacji CrowdStrike, na blogu użytkownika Guccifer 2.0, [1] publicznie pojawiły się pierwsze dokumenty, będące efektem tej kradzieży. Guccifer 2.0, ogłosił, że to on, indywidualnie włamał się do sieci DNC oraz, mówiąc oględnie, „chrzani” Iluminatów i firmę CrowdStrike. Stwierdził przy tym, że dokonał ataku typu zero-day tzn. wykorzystał dostępną mu informację o „luce” (braku kodu, odpowiedzialnego za obsługę zdarzenia) w oprogramowaniu używanym przez DNC. Informacje te wzbudziły jednak powszechny sceptycyzm. Fakt ich pojawienia się bezpośrednio po raporcie CrowdStrike sugerował, że zostały nim sprowokowane. Kwestię, kim naprawdę może być Guccifer 2.0 zbadała m.in. inna zaangażowana przez DNC firma – ThreatConnect. Przedstawiona przez nią analiza ciągu zdarzeń oraz tzw. metadanych związanych z opublikowanymi dokumentami jest, moim zdaniem, uczciwie przeprowadzona i niezmiernie ciekawa. [2] Wynika z niej jednoznacznie, że dokumentami manipulowano – preparując je przed ich zamieszczeniem w Internecie. Wskazują na to zmienione czasy utworzenia i/lub modyfikacji dokumentów. Trudno ocenić, dlaczego to zrobiono, podważa to bowiem autentyczność dokumentów. Czy celem było wprowadzenie elementu niepewności i niejasności? Czy może zagranie na nosie „głuchoniemym ślepcom”? Jednym z efektów tych zabiegów było bowiem wykorzystanie nazwiska „ojca założyciela” czeki, jako współautora jednego z dokumentów, zapisanego cyrylicą i w rosyjskim brzmieniu. [3] Jakkolwiek to było, w efekcie przeprowadzonej analizy, ThreatConnect uznała, że Guccifer 2.0 jest najprawdopodobniej sowiecką operacją dezinformacyjną (D&D – denial and deception). Tezę tę, jeszcze bardziej uwiarygodniła kolejna analiza tej firmy, [4] dla przeprowadzenia której wykorzystano kontakty Guccifera 2.0 z dziennikarzami, które nastąpiły wkrótce po jego publicznym ujawnieniu się w Internecie. Kontaktował się z nimi poprzez swój profil Twittera i przez pocztę elektroniczną, dzięki czemu pozostawiał coraz więcej śladów do zbadania. Twierdząc że jest Rumunem, posługiwał się językiem rumuńskim w sposób, który podważał jego prawdomówność. [5] W treściach jakie przekazywał światu za pośrednictwem mediów, nie tylko zaprzeczał swoim związkom z „Rosją”, ale twierdził wprost, że nie podoba mu się polityka zagraniczna, jaką prowadzą jej władze. Jednocześnie podkreślał swoje uznanie dla Snowdena, Manninga-Manning i WikiLeaks, wpisując się zręcznie w ogólnoświatowy trend wielbienia wszelkiej maści antyamerykańskich „wojowników” za bolszewicką sprawę. Uznanie dla WikiLeaks okazało się być na tyle duże, że wkrótce za słowami Guccifera 2.0 poszły czyny. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

W globalnym labiryncie

Wojna kojarzy się zwykle z otwartym konfliktem i wymianą ciosów. Jak wobec tego nazwać stan, w którym tylko jedna ze stron prowadzi ofensywę, a strona zaatakowana ogranicza się do stawiania „zapór ogniowych”? Zaryglowanie drzwi w mieszkaniu mogłoby przynieść dobry skutek w odniesieniu do zwykłych przestępców, lecz nie będzie skuteczne wobec dobrze wyszkolonej i wyposażonej armii bandytów. Tym bardziej, jeśli ma się do dyspozycji znacznie skuteczniejsze środki, nie tylko do obrony. Zaatakowany mówi i pisze o wojnie, lecz nie podejmuje działań wojennych, ponieważ spowodowałoby to określone konsekwencje: publiczne nazwanie wroga, mobilizację własnych sił, uzbrojenie się i podjęcie walki. Zamiast to uczynić, bada ataki, barykaduje się, i oczekuje aż napastnik dobrowolnie się wycofa. Lecz napastnik jest bezwzględny i stosuje wyłącznie strategię faktów dokonanych. Prowadząc napaść, wykorzystuje każdą słabość ofiary. Szczególnie tę, która skłania ją do negocjowania z nim, „wyciągania urękawicznionej dyplomacją ręki, w kierunku zaciśniętej pięści”. Nie powinno się więc nazywać wojną napaści na kraj, który będąc zaatakowany, nie chce walczyć. To, co kwestionuję powyżej, odnoszę do tzw. cyberwojny – wojny w cyberprzestrzeni – napaści bolszewików na systemy komputerowe swoich przeciwników oraz reakcji na nią. Nazwałbym to zjawisko raczej „podbojem w cyberprzestrzeni”. Termin „wojna w cyberprzestrzeni” jest jednak ogólnie stosowany do określenia wszystkiego, co jest związane z atakami na systemy komputerowe. Nie zamierzam podważać tego znaczenia, zatem przyjmuję taką samą terminologię. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

12 milionów 874 tysiące 985 dorosłych ludzi, rzekomo przy zdrowych zmysłach – ogromna część z nich, to ludzie młodzi, zdrowi i nawet „wykształceni”, choć mam wiele wątpliwości co do jakości tego wykształcenia – oddało swój wolny głos w wyborach generalnych na komunistów.  Osobiście uważam głosowanie w jakichkolwiek demokratycznych wyborach za działanie irracjonalne, ale wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii w czerwcu 2017 roku powinny przejść do historii jako wzór idiotyzmu. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Michał Bąkowski


Towarzysz Corbyn

Jeremy Corbyn jest zazwyczaj przedstawiany jako postać komiczna.  Jako karykaturalna kukła z innych czasów, jako błogosławieństwo zesłane pobożnym Torysom, żeby skazać Lejburzystów na wyborczą zagładę i wieczne zapomnienie, jako oszalały kapitan tonącego kutra z wybałuszonymi, niewidzącymi ślepiami.  Przyznajmy, Corbyn jest rzeczywiście pocieszną postacią rodem z jarmarcznego przedstawienia, i łatwo się śmiać z jego niechlujnego wyglądu i z idiotycznych poglądów, ze sposobu mówienia czy z powoływania się w parlamencie na wymyślone postacie, które rzekomo błagać go miały, żeby zadał jakieś kolejne, niemądre pytanie, ni przypiął, ni przyłatał.  Odkąd wybrany został liderem partii, Corbyn poddawany jest każdego tygodnia rytualnemu upokorzeniu podczas sesji parlamentarnych pytań do premiera.  David Cameron otwarcie się z niego nabijał i nawet drętwa Teresa May potrafi naigrawać się z niego.  Od prawie dwóch lat media brytyjskie dworują sobie unisono z propozycji politycznych Corbyna: renacjonalizacja, podniesienie podatków, podwyżki dla pracowników państwowych, zwiększenie emerytur, rent, zasiłków (jak gdyby za mało było w Zjednoczonym Królestwie rodzin, w których nikt nie pracował od pokoleń) i bezpłatne wszystko.  Równie głośno natrząsano się z wyciągniętych z archiwów zapisów przemówień wygłaszanych przez Corbyna w czasie jego długoletniej kariery politycznego agitatora.  Domagał się jednostronnego rozbrojenia, wystąpienia z NATO i rozwiązania armii, a jednocześnie aktywnie popierał wszystkie możliwe organizacje terrorystyczne od Fatah i IRA, do Hezbollah i Hamas.  Ostatnio zdołał nawet zaproponować nawiązanie rozmów z państwem islamskim.  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

RFE i powstanie

Jak już wielokrotnie podkreślałem, Amerykanie ani się nie spodziewali wybuchu powstania, ani nie rozumieli wydarzeń w Budapeszcie, ale tego samego nie da się rozciągnąć na węgierską sekcję RFE.  Monachijscy Węgrzy byli świadomi wrzenia w Budapeszcie, choć wybuch zaskoczył ich tak samo jak wszystkich innych.  Gdy w Budapeszcie rozległy się strzały, Głos Wolnych Węgier zajął jednoznaczne stanowisko.  Audycje z naciskiem propagowały wśród powstańców przekonanie, że nie wolno ufać Nagy’owi i partyjnym reformatorom, a dążyć należy do obalenia komunizmu na Węgrzech. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Hope, not help

Retoryka „wyzwolenia ludów ujarzmionych”, w różnych wcieleniach, nadawała ton amerykańskiej polityce w ciągu pierwszej dekady powojennej.  Amerykanie oczekiwali rewolty i zachęcali do niej, ale nigdy nie zamierzali zrobić czegokolwiek, by aktywnie wspomóc narody wschodniej Europy.  Taka postawa czyniła „politykę wyzwolenia” szczytem hipokryzji.  Zachęcanie do zrywów wolnościowych, z pełną wiedzą, że nie zamierza się w tej walce wesprzeć słabych lokalnych sił, jest moralnie trudne do obronienia.  Pozostaje to niestety cechą polityki amerykańskiej w bardzo różnych okolicznościach.  George Bush senior wezwał Irakijczyków do powstania przeciw zbrodniczemu reżymowi Saddama Husseina pod koniec pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, z pełną świadomością, że nie zamierzał ich wspomóc w walce z tyranią. [1] I tak Amerykanie ponownie wystawili odważnych ludzi do wiatru.  Hope, not help, jak to ktoś określił z druzgocącym cynizmem. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Miałem CIA agencję wywiadowczą…

Charles Gati twierdzi, że CIA nie była przygotowana na rozwój wypadków, ani nie miała dość personelu węgierskiego, by zrozumieć, co się dzieje w Budapeszcie.  Jakkolwiek słuszna wydaje się ta ocena, warto podkreślić, że Agencja była gotowa do akcji na Węgrzech (w tym sensie, że agenci chcieli pomóc powstańcom), ale jednoznacznie zabroniono jej jakiejkolwiek interwencji.  Wobec tej moralnej gotowości i chwalebnego zaangażowania po stronie powstania, tym bardziej dziwić musi, że nie przewidzieli ani wybuchu rewolty, ani sowieckiej reakcji; zaskoczeni byli klęską militarną sowietów w pierwszej fazie powstania, a 3 listopada, pomimo gigantycznej koncentracji wojsk sowieckich na Węgrzech, byli przekonani, że powstanie zwyciężyło.  Wewnętrzny raport CIA na temat reakcji Agencji na wydarzenia, konkludował z sarkazmem, że już 6 listopada jedynym przedmiotem dyskusji były metody wykorzystania uciekinierów w celach propagandowych. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

W związku z wczorajszym atakiem terrorystycznym w Leningradzie (zdaje się, że sowieci lubią teraz nazywać go starym imieniem Sankt Petersburga), postanowiliśmy przypomnieć artykuł, który ukazał się na naszej witrynie w marcu 2008 roku, o operacji pod kryptonimem „Burza w Moskwie”.  Poniżej publikujemy poprawioną i rozszerzoną wersję tego tekstu, którego przedmiotem były „ataki terrorystyczne” w Moskwie i innych miastach rosyjskich sprzed kilkunastu lat.

Burza w Moskwie

25 lipca 1998 roku, nieznany szerzej aparatczyk mianowany został szefem fsb czyli służby bezpieczeństwa „odrodzonego państwa rosyjskiego”.  Nominacja Putina widziana była wówczas jako triumf kliki Berezowskiego, który miał rzekomo zdołać osadzić swojego człowieka na stołku szefa czekistów, w obliczu ostrych sprzeciwów innych ludzi z otoczenia Jelcyna.  W kwietniu 99 roku, Putin wystąpił w telewizji jako krytyk filmowy; omawiał interesujące dzieło pokazujące orgię z udziałem człowieka podobnego do Prokuratora Generalnego, Skuratowa, który prowadził właśnie dochodzenie w sprawie $15 milionowej łapówki dla rodziny Jelcyna.  Skuratow podał się prędko do dymisji.  9 sierpnia Jelcyn mianował Putina premierem.  Nowo mianowany premier poszedł pożegnać się ze swymi czekistami, wzniósł toast za Stalina, po czym wypowiedział słowa, które do dziś wielu uważa za żart: – Agent oddelegowany do przejęcia władzy w Rosji melduje zakończenie pierwszej fazy operacji. – 19 grudnia Partia Jedności założona zaledwie dwa miesiące wcześniej zajęła drugie miejsce w wyborach do Dumy (za komunistami).  BBC komentowała: „to jest pokojowa rewolucja antykomunistyczna”.  31 grudnia 1999 roku Jelcyn ustąpił i tymczasowym prezydentem został Putin. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Obalić czy ulepszać?

Charles Gati utrzymuje, że Amerykanie nie rozumieli sytuacji na Węgrzech w żadnym momencie rozgrywki.  (Kompletną ignorancję Amerykanów obecnych w Budapeszcie, potwierdził nawet ambasador Andropow, ale o tem potem.)  Według Gatiego, byli źle poinformowani, ponieważ ufali „faszystowskim emigrantom w Zachodnich Niemczech”, którzy nie rozumieli ewolucji węgierskiego społeczeństwa w latach 50.  Innymi słowy, zarówno amerykańscy politycy, jak i ich węgierscy informatorzy, byli antykomunistami, którzy nie przyjmowali do wiadomości procesu sowietyzacji.  Te dwie grupy miały pośredni wpływ na przebieg powstania.  Relacje między postaciami, które decydowały o kierunkach polityki amerykańskiej w owych czasach, a ludźmi, którzy szczerze pragnęli wyzwolenia Węgier z komunistycznej okupacji (czyli antykomunistycznymi emigrantami) są przedmiotem rozważań Gatiego i Sebestyena.  W rzeczywistości jednak, nie było między tymi dwoma grupami prawie żadnych kontaktów, i z pewnością większy wpływ na emigrantów miała amerykańska retoryka wyzwolenia, niż na odwrót.  Co powiedziawszy, jakkolwiek szczerze wierzę w typowo amerykańską mieszankę ignorancji z arogancją, to jest mi obojętne czy dzięki węgierskim emigrantom, czy dzięki zdrowemu rozsądkowi, Departament Stanu nie widział w latach pięćdziesiątych (mniej więcej do 1957 roku) powodu, by popierać jednego komunistę, np. Nagy’a, przeciw innym komunistom, np. Rákosiemu, a potem Gerő.  Gati uważa to stanowisko Eisenhowera i Dullesa za niemoralne, gdyż ludziom żyłoby się lepiej pod władzą Nagy’a niż Gerő, po czym dodaje, że gdyby tylko zamiast Mindszenty’ego był na Węgrzech kardynał Wyszyński, gdyby przewodził węgierskiej sekcji Radia Wolna Europa ktoś na miarę Jana Nowaka, to może i w Budapeszcie wyłoniłby się przywódca skrojony na miarę wielkiego tow. Wiesława, i nie doszłoby do tragedii powstania.  Gati ma oczywiście rację.  Gdyby zniszczono antykomunizm wśród Węgrów równie skutecznie, jak to uczyniono w Polsce i wśród polskiej emigracji, to nie byłoby 12 dni wolności.  Podczas gdy emigracja polska przyjęła Gomułkę jak zbawcę i świętowała „polski październik”, to węgierscy emigranci nawoływali do walki z komunizmem.  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Do niedawna znałem tylko jedno, w całości dobre, opracowanie na temat poglądów i postawy Józefa Mackiewicza. Jest nim książka prof. Janusza Goćkowskiego „Lewa wolna”, czyli „Nie trzeba głośno mówić”. Światopogląd kontrrewolucjonisty. Żyjąc w zmodernizowanym peerelu, o którym – od ponad ćwierć wieku – powszechnie twierdzi się, że jest państwem niepodległym i zapewniającym pełną swobodę wypowiedzi, nie natrafiłem dotychczas na inną wydaną tu książkę, która równie rzetelnie wymienione zagadnienia przedstawia i komentuje. Praktycznie wszystkie prace, które poznałem, w mniejszym lub większym stopniu nasycone są polityczną lub narodowo-patriotyczną poprawnością. W wyniku tego, najważniejszych kwestii, którymi zajmował się autor książki Prawda w oczy nie kole w ogóle nie poruszają lub przedstawiają je nie tak, jak moim zdaniem, Mackiewicz je wyrażał. Wiedziałem o tym, że londyńska „Kontra” wydała kilka książek o Mackiewiczu, lecz nie znalazłem jeszcze sposobu, aby się z nimi zapoznać. Nieoczekiwanie, jedna z nich znalazła się w moich rękach, za co osobie, która mi jej użyczyła, bardzo dziękuję. Książka nosi Mackiewiczowski tytuł Votum separatum, zaś jej autorem jest Michał Bąkowski. Niezwykłe w niej jest dla mnie to, że zawierając wyczerpujące komentarze do myśli Mackiewicza, napisana została w 1989 roku, w czasie gdy ja – co przyznaję ze wstydem, byłem już bowiem człowiekiem dostatecznie dojrzałym – poznałem dopiero kilka, wydanych w tzw. drugim obiegu, książek autora Zwycięstwa prowokacji. Mając na uwadze to, że Votum separatum nie jest przeznaczona do sprzedaży w okrągłostołowej Polsce, postaram się ją streścić, prosząc autora i czytelników o wybaczenie mi tego, że w pewnym zakresie zdradzam jej zawartość. Jakkolwiek od czasu wydania książki w 2000 roku, dzięki „Kontrze” ukazało się wiele nowych dzieł Mackiewicza, które znacznie poszerzają horyzonty poznawcze, Votum separatum jest lekturą pod każdym względem aktualną. Tak, jak aktualnym jest przesłanie Józefa Mackiewicza. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Bolszewizm jest jedynym najeźdźcą na globie, z którym, ze względu na jego naturę, każdy kompromis może prowadzić nie do różnych, a tylko do jednego wyniku: do równi pochyłej wiodącej do przeistoczenia danego narodu w naród sowiecki. Tymczasem jesteśmy świadkami paradoksalnego objawu, mianowicie często daleko posuniętej pobłażliwości dla tych, którzy nadal w tym kompromisie tkwią (nazywa się: „cierpią w Kraju”), a przesadnej surowości dla tych, którzy z tym kompromisem zerwali. Gdy właśnie powinno być odwrotnie. Budzi to podejrzenie, iż chodzi tu nie tylko o względy ideowe, ale może też o miejsce na ciasnym podwórku emigracji politycznej.

Tak pisał Józef Mackiewicz w liście opublikowanym przez paryską Kulturę w początkach 1952 roku(1), w związku z wyjątkowo głośną „sprawą Miłosza”, sprawą porzucenia przez Czesława Miłosza służby dla komunistów. Także w związku z zamieszaniem, jakie decyzja tego pisarza wywoła w świecie emigracji. Dla Mackiewicza była to okazja do spojrzenia wstecz i wyciągnięcia z historii ostatnich kilkunastu lat stosownych wniosków. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Nam strzelać nie kazano…

Dogorywanie powstania było bolesne, choć przewidywalne.  Maléter, wówczas minister obrony w rządzie Nagy’a w randze generała, został „zaproszony na rozmowy” i aresztowany wraz z całym dowództwem armii węgierskiej, w operacji, która była dokładną repliką zwabienia i aresztowania szesnastu przywódców Polski Podziemnej.  Operację zaplanował i przeprowadził ten sam człowiek, który 11 lat wcześniej aresztował generała Okulickiego – Iwan Sierow.  Tym razem do poprzedniego wzoru dodano jeszcze upozorowane egzekucje, tak że każdy z uwięzionych uważał się za jedynego pozostałego przy życiu. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Kij i marchewka

Dowodem na dwutorowość polityki Chruszczowa w Budapeszcie w pierwszej fazie powstania, służyć mogą wydarzenia z 27 października.  Za zgodą Kremla Nagy sformował nowy gabinet, w którym zasiadali „nie-komuniści” (jak np. Tildy, były prezydent komunistycznych Węgier, ale nie członek kompartii), co miało być koncesją ze strony Moskwy.  Jednocześnie jednak kolumna czołgów ruszyła na kino Corvin i pobliskie koszary Killiana.  Przez pół dnia toczyła się regularna bitwa, w rezultacie której sowieci stracili cztery czołgi i sześciu zabitych, po czym wycofali się.  Straty wśród powstańców były zapewne większe, ale wycofanie się sowieciarzy uznano za wielkie zwycięstwo – i słusznie. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Prowokacja czy nieudolność?

Jak próbowałem pokazać w poprzedniej części, wydarzenia wiodące do wybuchu powstania były bardzo chaotyczne i, jak to zazwyczaj bywa w takich sytuacjach, niedołęstwo jest równie prawdopodobnym wyjaśnieniem tego bałaganu, co spisek.  Nie można wykluczyć, że Gerő przygotowywał prowokację przeciw Nagy’owi, którego kunktatorstwo da się rozsądnie wytłumaczyć faktem, że został przed taką prowokacją ostrzeżony.  Wiemy o tym od Tibora Méraya, dziennikarza z bliskiego otoczenia Nagy’a (nie jestem w stanie ocenić, czy Méray jest godnym zaufania świadkiem), a przecież pamiętać należy, że już ostrzeżenie przed prowokacją może samo być częścią prowokacji.  Jakkolwiek jednak dziwnym może się wydawać postępowanie Nagy’a i Gerő w chwilach poprzedzających powstanie, to najwięcej wątpliwości budzić musi zachowanie sowieciarzy w owych dniach. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

moda_na_czytanie-8-grudnia-2916-pl

8 grudnia o godzinie 18.00 w księgarni Moda na Czytanie w Domu Braci Jabłkowskich (ul. Bracka 25, Warszawa) odbędzie się spotkanie z autorem „Punktu Lagrange’a”, Jackiem Szczyrbą.

Informację o spotkaniu znaleźć można także pod adresem księgarni Moda na Czytanie:  https://www.facebook.com/ModaNaCzytanie/?fref=ts

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.



Prześlij znajomemu

Poznański czerwiec

Kilka lat temu, p. Amalryk wyraził na naszej witrynie opinię, że zamieszki poznańskie w czerwcu 1956 roku nie były „antykomunistycznym zbrojnym powstaniem, tylko zwykłą bolszewicką prowokacją”:

A cóż się dzieje w czerwcu w poznańskich Zakładach Stalina? Otóż nie kto inny a dziarscy stachanowcy przypomnieli raptem sobie o niesłusznie im potrącanym od lat (sic!) podatku? Ejże! Delegaci ich wyruszają do stolicy walczyć z tą niegodziwością, ale gdy wracają w radosnych nastrojach z Warszawy dowiadują się, że te całe ich warszawskie ustalenia można sobie za psem rzucić! Za to przypadkowo „ktoś” w takim momencie podnosi całemu towarzystwu plan i normy produkcji! Ciekawe!

Co zastanawia, gdy cała impreza tkwi jeszcze w powijakach i jest do opanowania zdecydowaną akcją policyjną, nasze peerelowskie siły milicyjne opanowuje jakaś dramatyczna bezsilność, więc impreza się rozkręca, aż w końcu leje się krew. [1] Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

plakat-pl-1_m

24 listopada o godzinie 17.30 w Księgarnia na Świętokrzyskiej w Warszawie (ul. Świętokrzyska 14, Warszawa) odbędzie się spotkanie autorskiej z autorem „Punktu Lagrange’a”, Jackiem Szczyrbą.

Informację o spotkaniu znaleźć można także pod adresem Księgarni na Świętokrzyskiej: https://www.facebook.com/events/199418237172073/

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.



Prześlij znajomemu

Część III

Śmierć Stalina

Strajki zaczęły się na krótko po śmierci wielkiego Soso.  W maju robotnicy z fabryki Skody zajęli ratusz w Pilznie, spalili sowieckie flagi i wyrzucili popiersie Lenina przez okno, dając znać wszem i wobec, że jest to aluzja do śmierci Masaryka.  Strajki wybuchły nawet w Bułgarii, uważanej w Moskwie za ostoję sowietyzmu.  Beria, który wraz z Malenkowem, wydawał się przejąć ster władzy w sowietach, wystąpił z propozycją „nowego kursu” i 2 czerwca przedstawił go enerdowcom.  Nakazał im porzucić plan pełnego socjalizmu i już 11 czerwca enerdowskie gazety opublikowały pokajanie się przywództwa za błędy i wypaczenia. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Część II

Przyspieszona sowietyzacja

Partie komunistyczne były bardzo słabe w Europie wschodniej, więc armia czerwona musiała przywozić ze sobą swoich własnych komunistów.  I tak w każdej lokalnej partii zaistniały dwie frakcje: miejscowa i moskiewska; miejscowym nie bardzo ufano.  Ulbricht, Honecker i Misza Wolff byli moskiewskimi komunistami (miejscowych niemieckich komunistów w większości wykończył Hitler).  Rákosi i Nagy przybyli z Moskwy, a Rajk i Kádár byli miejscowi; Bierut, Berman i Moczar z Moskwy, a Gomułka miejscowy.  Ale w csrs zarówno Gottwald, jak i Slansky, byli moskiewskimi komunistami.  Z pewnego punktu widzenia, ten podział jest bez znaczenia: bolszewik to bolszewik, obojętne skąd przyszedł.  Ale różnice miały znaczenie dla sowieciarzy, bo oto ci, którzy przeżyli moskiewskie czystki, przeszli przez taktyczne wolty i zmiany kursu, wyszli z wojny zahartowani w wyższej szczepowej lojalności i przynależności do sowietów; wyszli z wojny jako fanatycy, gotowi wykonać każdy rozkaz, całkowicie oddani.  Młodsi, jak Wolff czy Moczar, byli poddani ostrej indoktrynacji i wychowani na komunistycznych janczarów.  Rację ma Victor Sebestyen, kiedy mówi, że moskiewscy komuniści „wrócili” do krajów sobie obcych, wrócili jako przedstawiciele obcego mocarstwa, by służyć interesom sowdepii.  „Mogli być posłani do innego kraju i służyliby z taką samą werwą.”  Takimi bolszewikami byli Rákosi i Bierut, Nagy i Moczar. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Część I

Co naprawdę wydarzyło się w Budapeszcie w 1956 roku?  Czy było to autentycznie antykomunistyczne powstanie, prawdziwa, krwawa kontrrewolucja, nienotowana w dziejach ujarzmionej wschodniej Europy?  Czy raczej arcywzór prowokacji, z którego wypłynęły wszystkie późniejsze sowieckie prowokacje: praska wiosna, Solidarność i rok 1989?  Dziwna postać Imre Nagy’a – ortodoksyjnego komunisty, który pozostaje do dziś bohaterem nawet dla nie-komunistycznych Węgrów – ale także obecność Andropowa i Kriuczkowa w Budapeszcie czy trudne do zrozumienia wycofanie się sowietów z Austrii na rok przed powstaniem węgierskim, nasuwały zawsze wątpliwości co do autentyczności tamtych wydarzeń.  I wreszcie sam ich przebieg: maleńkie grupki powstańców, często nastolatków, które zmusiły niezwyciężonych krasnoarmiejców do wycofania się ze stolicy.  Dowódcy sowieccy pokonani w tak mało chwalebnych okolicznościach, nie zostali rozstrzelani ani posłani na Kołymę, mimo że ich wyjaśnienia, jakoby „nie byli przygotowani do walki w mieście i mieli przestarzałe czołgi typu T-34”, wydają się mało przekonujące.  Te same czołgi znakomicie wystarczyły do walki z potęgą Wehrmachtu i na ulicach Berlina zaledwie 11 lat wcześniej, a nagle okazały się do niczego wobec garstki powstańców w Budapeszcie? Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Andrzej Dajewski


Texas w Gdyni

Oczywiście jednak, tam gdzie jest dużo nadużyć, tam jest dużo podejrzeń. Trzeba więc zacząć od likwidowania nadużyć. Od wyplenienia tych kłamstw, których nikt nie uważa za kłamstwa, a zależnie od okoliczności nazywa się je „podnoszeniem na duchu”, „urabianiem opinii”, taktyką, polityką, w najgorszym przypadku dobrą propagandą.*

Pisząc powyższe słowa w 1959 roku, Barbara Toporska adresowała je do politycznej emigracji polskiej. Czy jednak nie jest to przesłanie z gatunku uniwersalnych? Czy i dziś nie powinniśmy potraktować je jako drogowskaz?

We współczesnym, potocznym języku polskim często używa się słowa matrix na określenie spreparowanej fikcji realiów, w których obecnie przyszło żyć Polakom. To samo zjawisko, na stronach Wydawnictwa Podziemnego określane jest, jak mi się zdaje trafniej i poprawniej, mianem łżeczywistości. Niezależnie jednak od zastosowanego określenia, ważna jest istota rzeczy. Skoro uważamy, że tak jest i skoro nie chcemy tej fikcji ulec, jak mamy postępować? Sądzę, że powinniśmy skorzystać z przesłania Toporskiej. Należy zacząć od „wyplenienia tych kłamstw, których nikt nie uważa za kłamstwa”, od krytycznego podejścia do narzucanych nam arbitralnie interpretacji i nieudowodnionych tez, od nazywania tego, co nas otacza, w zgodzie z obiektywną prawdą. Na samym początku od tego, co jak sądzę, jest warunkiem koniecznym: od otwartej dyskusji na ten temat, możliwe, że dyskusji z samym sobą. Aby zrozumieć rzeczywistość, musimy zacząć od samodzielnego myślenia i wyprostowania tego, co zostało wykrzywione. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Komunizm upadł.

Skurczył się w sobie,
Chodzić nie może,
Zmniejszył się chyba o głowę;
Nie znam się na tym, ale wygląda,
Jakby miał żeber połowę.

Komunizm, który od połowy XIX wieku krążył po świecie jak widmo, ale też ciążył nad światem w zupełnie nie-widmowy sposób; komunizm, który panował nad ponad połową ludzkości – zniknął, przepadł, ot, tak sobie. Potężna centrala międzynarodowego komunizmu w Moskwie po prostu zwinęła się w kłębek i znikła. To historyczne wydarzenie zostało spowodowane przez „nieudany przewrót sierpniowy w Moskwie”. Tak zwany Beton, z którego wywodzili się nieudaczni spiskowcy, skutecznie zniszczył kompartię, rozbił niesławnej pamięci aparat bezpieczeństwa, ale także zakończył zimną wojnę. Podchmieleni konspiratorzy zadali śmiertelny cios doktrynie marksizmu-leninizmu i w jednym, króciutkim wybuchu błyskotliwej niezdarności, olśniewającej głupoty, raźnego opilstwa i pryncypialnego niezdecydowania, zdemontowali potężny związek socjalistycznych republik sowieckich. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

volume-170816-1-1_small volume-170816-1-2_smallvolume-170816-1-3_small

19 sierpnia 1991 roku rozpoczął się w Moskwie trzydniowy spektakl bez precedensu. Niemal każdy szczegół przewrotu był zadziwiający. Pomimo rozlicznych twierdzeń, że samo wydarzenie nie było niespodzianką, zarówno zachodnie źródła jak obóz Jelcyna, musiały niechętnie przyznać, że nie było żadnych informacji zapowiadających pucz. Umknęło to uwagi zachodnich obserwatorów, musi więc być istotne. Historia dostarcza niezliczonych przykładów lekceważenia ostrzeżeń nadsyłanych przez wywiady, ale brak jakichkolwiek ostrzeżeń – jakichkolwiek informacji! – na temat przygotowań do wydarzenia takiej wagi, domaga się logicznego raczej niż historycznego wyjaśnienia. Logicznie rzecz biorąc są trzy możliwości:

  1. Wszystkie przygotowania były skutecznie owiane tajemnicą.

  2. Wszystkie wywiady zainteresowane rozwojem wypadków w Moskwie są do niczego.

  3. Nie było żadnych przygotowań.

Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu



Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja