Fizyk, fotograf, dentysta, szpieg
4 Komentarzy
Opublikowany 29 czerwca 2009    |
Nie wiadomo dokładnie, kiedy miało miejsce owo spotkanie, ani nawet gdzie. Pomiędzy grudniem 1942 i grudniem 1943 roku spotkali się dwaj agenci. Jeden miał kryptonim Eryk, a drugi Glan. Spotkanie odbyło się najprawdopodobniej w Londynie, choć być może w Cambridge. Zaaranżowała je Edyta Tudor-Hart, de domo Suschitzky, austriacka żona brytyjskiego komunisty i wzięty fotograf. Ta sama Edyta Tudor-Hart, która poleciła gpu młodego absolwenta uniwersytetu w Cambridge Kima Philby. Ale do komórki szpiegowskiej, której Philby był głównym ogniwem, wrócę za chwilę, teraz zajmijmy się tylko Erykiem i Glanem. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Co ci przypomina widok znajomy ten? (czyli „wybory” w Iranie)
25 Komentarzy
Opublikowany 19 czerwca 2009    |
Co się dzieje w Iranie? Tłumy manifestujące przeciwko sfałszowanym wynikom wyborów, przeciwko prezydenturze Ahmadinedżada, a nawet przeciw, nietykalnym dotąd, rządom szyickiego kleru. Jeden z najbardziej represyjnych reżymów na świecie pozwala, ni stąd ni zowąd, na demonstracje – czy czegoś nam to nie przypomina?
Mahmud Ahmadinedżad miał wygrać wybory prezydenckie w cuglach, gdyż po pierwsze, nikt tych wyborów nie monitoruje, po drugie, prezydent nie ma rzeczywistej władzy, i wreszcie po trzecie, kandydaci musieli być zaaprobowani przez Radę Nadzorczą, której członkowie są nominowani przez najwyższego przywódcę – czy też raczej: Najwyższego Przywódcę – ajatollacha Chamenei. Rada pozwoliła stanąć do wyborów, czy też nakazała, zależnie od punktu widzenia, czterem kandydatom: Mehdi Karrubi, Mohsenowi Rezai, Hosejnowi Musawiemu i prezydentowi Ahmadinedżadowi. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Kapitan Klos w drugim prlu
44 Komentarzy
Opublikowany 31 maja 2009    |
Smarkateria pokłóciła się na temat jakiegoś prlowskiego serialu. Jeden drugiemu nawyzywał, a potem się przestraszył i poprosił mnie, starca, żebym interweniował. Jeden niedorostek uważa się za „antykomunistę”, a drugi nawet za „Ostatecznego Łowcę Komuchów” („komuchów”, nie „koniuchów”). Zbyt stary ze mnie chrzan, żeby się w takie rzeczy wdawać. Odmówiłem więc bez przykrości, bo ani mnie ziębią, ani grzeją, spory między młodzikami, a spory o prlowską produkcję telewizyjną, mogłyby się równie dobrze odbywać na księżycu, jeśli chodzi o moją skromną, starczą i chrzanową osobę, której zastały reumatyzm nie pozwala nachylać się nad żywiołkami drobniejszego płazu. Odmówiwszy, zapytałem grzecznie na pożegnanie, o jaki film poszło… O, ja naiwny! Dziecko, a nie żaden stary chrzan. Zęby zjadłem na prlowskiej formie i prlowskiej treści – albo raczej „zębym zjadł”, jak to mawiał Bezzębny do Rzeźniczomordego w nieśmiertelnym sporze o Formę – a tu masz, taki placek. Przecież wiem doskonale, jak to działa: najpierw zadynda coś na niteczce, błyśnie tylko na chwilutek, człowiek – zwłaszcza taki stary chrzan jak ja – ma się na baczności, obserwuje z dala – ho ho! mnie się tak łatwo nie da wciągnąć! – ale ani mrugniesz, a już cię mają. Złapany, omotany, wciągnięty jak w bagno, schwytany w pułapkę i zbałamucony. Okazało się, że młódź pokłóciła się o serial pt. Stawka większa niż życie. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Trznadel i Wajda w jednym stali domku
96 Komentarzy
Opublikowany 11 maja 2009    |
Czytelnik naszej strony, podpisujący się pankakaokoniecpolski, uprzejmie zachęcił mnie do przeczytania recenzji Jacka Trznadla z filmu Wajdy o Katyniu. Pan Kakao Koniecpolski nazwał ten tekst „mackiewiczowskim”. Miałem dotąd raczej wyrobione stanowisko w kwestii poglądów Jacka Trznadla, zwłaszcza gdy chodzi o Józefa Mackiewicza. Nie podobają mi się jego metody polemiczne, a jego „aparat naukowy” wydaje mi się komiczny. Jego dotychczasowe wypowiedzi na temat Mackiewicza plasowały go w moich oczach wśród „bandy czterech”, owej grupy publicystów, którzy ograniczają się do bezustannych grubiańskich napaści na jedynego prawowitego wydawcę dzieł pisarza. Ale przecież tylko krowa nie zmienia zdania! Być może antymackiewiczowski dotąd Jacek Trznadel przerodził się w znawcę? Każdy może się zmienić, każdy może przejrzeć, nawet ja. Zabrałem się zatem za lekturę artykułu pod obiecującym tytułem „Film Andrzeja Wajdy Katyń. Między fikcją a kiczem”. [1]
Piszę „obiecującym”, ponieważ film Wajdy wydał mi się przeraźliwie słaby. Katyń jest niestety typowym dla tego reżysera przykładem operowania schematami, symbolami i uproszczeniami, ale tym razem bez najmniejszej pretensji do uniwersalizmu, który czasami nadawał wcześniejszym jego filmom jakąś głębię. Historyczne absurdy połączone z patriotyczną sztampą rzeczywiście umieszczają film Wajdy gdzieś pomiędzy kiczem a fikcją. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Ahmadinedżad i prlowscy konserwatyści
12 Komentarzy
Opublikowany 7 maja 2009    |
Mahmud Ahmadinedżad, prezydent rewolucyjnego Iranu, wygłosił 20 kwietnia tego roku w Genewie przemówienie poświęcone rasizmowi. Zdawałoby się, nic wielkiego. Bolszewicy zawsze używali forum narodów zjednoczonych i wszelkich możliwych międzynarodowych jaczejek dla celów agitacji i propagandy. Zaczęło się to wszystko od konferencji w Genui w 1922 roku, kiedy po raz pierwszy zaproszono sowieckiego reprezentanta do udziału w międzynarodowej debacie. Raj krat reprezentował wówczas Gieorgij Wasiliewicz Cziczerin, wyrafinowany poliglota, wielbiciel muzyki klasycznej i najautentyczniejszy arystokrata.
W dzisiejszych czasach, gdy jesteśmy przyzwyczajeni, że wrogów nie bije się po głowie, ale z nimi rozmawia na szczycie albo przy okrągłym stole, układanie się z bolszewikami w Genui i pobliskim Rapallo może wydawać się naturalnym, ale wtedy żyli jeszcze prawdziwi konserwatyści, i dla nich rozmowy ze zbrodniarzami były nad wyraz szokujące. Oddajmy głos naocznemu świadkowi tamtej konferencji: Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Polski październik i okrągły stół. Część VI
14 Komentarzy
Opublikowany 1 maja 2009    |
Mackiewicz i Golicyn, Łoś i Zybertowicz – a może Jerzy Urban?
Zostało udowodnione ponad wszelką wątpliwość, że tzw. „przemiany ustrojowe” we wschodnioeuropejskich demoludach i w sowietach były inspirowane przez kgb i przeprowadzone przez tajne policje, nie będę więc przytaczał dokumentów ani anegdotycznych dowodów, skoro nawet zwolennicy teorii „upadku komunizmu” przyjmują – aczkolwiek niechętnie – czekistowską proweniencję metamorfozy zapoczątkowanej rzekomo w ubeckiej willi w Magdalence. prl, a za nim także pozostałe bolszewickie twory, przepoczwarzył się z niezgrabnej larwy epoki Solidarności w pozornie martwą poczwarkę stanu wojennego, by wreszcie wylągł się z niej motyl prlu bis – o pardon! – Trzeciej Rzeczpospolitej, tego najlepszego z prlów. Jak to się stało, opisano wielokrotnie i nikt przy zdrowych zmysłach nie kwestionuje zasadniczych faktów. Spory dotyczą raczej interpretacji. (Oczywiście nie mam tu na myśli „interpretacji” w rodzaju: „społeczeństwo w osobach Michnika i Mazowieckiego wywarło nacisk na władzę”, bo to nie jest żadna interpretacja, tylko propaganda.) Po pierwsze, nie ma zgody co do intencji kagebistów: w jakim celu zapoczątkowali tak trudną i dziwną operację? Po drugie, różne są wykładnie wyników operacji. Dla ogromnej większości interpretatorów, analityków, publicystów, polityków i historyków, ba! dla przytłaczającej większości ludzi na świecie, w latach 1989-91 komunizm upadł. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Komunizm czy islamski terroryzm?
15 Komentarzy
Opublikowany 21 kwietnia 2009    |
Od Redakcji: w związku z dyskusją, która wywiązała się jakiś czas temu na naszej stronie na temat terroryzmu muzułmańskiego i jego sowieckich koneksji, publikujemy poniżej fragment rozdziału z książki „Wielkie Arrangement”, Dariusza Rohnka.
Żyjemy w świecie politycznych mitów: mitu o upadku komunizmu, mitu o zwycięstwie w zimnowojennej rywalizacji, mitu o tym, że światowy terroryzm stanowi siłę samą w sobie, i jako taki nie jest od nikogo uzależniony. Rzeczywistość wygląda odmiennie. Joseph D. Douglass, ekspert do spraw światowego handlu narkotykami, w liście otwartym skierowanym do amerykańskiego sekretarza obrony Donalda Rumsfelda, [1] zwrócił uwagę na niepokojącą analogię pomiędzy wojną w Wietnamie a chwilą obecną, wojny z terroryzmem i wojny w Iraku. W obu przypadkach podstawowym błędem popełnionym przez Amerykanów było niewłaściwe rozpoznanie przeciwnika, niedostrzeżenie faktu, że realnym przeciwnikiem, stojącym za wietnamskimi komunistami czy islamskim terroryzmem, jest Związek Sowiecki. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Nagroda dla Niny Karsov
1 Komentarz
Opublikowany 18 kwietnia 2009    |
List do Jury Nagrody Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie
Toruń, 13 marca 2009
Szanowna Pani Prezes, Wielmożni Państwo,
Nie mogąc wziąć udziału w dzisiejszej uroczystości, chciałbym tą drogą przekazać Obu Laureatkom wyrazy podziwu i uznania oraz serdeczne gratulacje. Pragnę także powiedzieć kilka słów, które – jak sądzę – powinny być dzisiejszego wieczora wypowiedziane.
Nagrody literackie nie zawsze są sprawiedliwe. Rzecz wiadoma, nie Pan Bóg je rozdziela, ale ludzie, zaś ludziom, nam wszystkim, daleko zwykle do Boskiego obiektywizmu. Zdarza się jednak, że słysząc o przyznaniu komuś nagrody nie możemy oprzeć się wrażeniu, że oto nie tylko udzielono literackiego wyróżnienia, ale dokonano czynu sprawiedliwego, doceniając piękną pracę i opowiadając się po stronie dobra, przeciwko złu i podłości. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Polski październik i okrągły stół. Część V
11 Komentarzy
Opublikowany 14 kwietnia 2009    |
„Rodzimej dosyć jest kanalii” czyli stan wojenny
Powinienem zacząć od wyznania: ja także byłem jednym z tych długowłosych chłopców, co tęsknili za panną S jak idioci. Ja także malowałem imię jej na płotach i wstydzę się tego dziś. Ale oprócz tego jednego, niewiele z owych lat poczytuję sobie za ujmę. Najpierw sito, a później offset, były bardziej skutecznymi środkami walki z komunizmem, niż uganianie się z zomo po ulicach spowitych dymem łzawiącym, ale próbowałem i jednego, i drugiego. Wydawanie Józefa Mackiewicza w podziemiu mogło bardziej zaszkodzić bolszewikom, niż zawodzenie „pod Kostką” na Żoliborzu, ale uczestniczyłem także w Mszach za Ojczyznę. – Dobrze. Wyznanie zrobione, więc teraz możemy się chłodno zastanowić, co wydarzyło się po 13 grudnia 1981. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Polski październik i okrągły stół. Część IV
14 Komentarzy
Opublikowany 5 kwietnia 2009    |
Anatolij Golicyn i sentymentalna panna S
„Ponieważ Zachód nie zdołał zrozumieć ani strategii komunistycznej, ani potęgi dezinformacji, ani uznać faktu zaangażowania do nich wszystkich zasobów służb bezpieczeństwa i wywiadów Bloku, z agentami wysokiego szczebla, posiadającymi wpływy polityczne, pojawienie się Solidarności w Polsce zostało przyjęte jako spontaniczne wydarzenie, porównywalne do Powstania Węgierskiego z roku 1956 i zwiastujące upadek komunizmu w Polsce.” Anatolij Golicyn
Z punktu widzenia uczestnika tamtych wydarzeń – obojętne, związkowca czy studenta, czy choćby zaciekawionego obserwatora, który przeżył owych szesnaście miesięcy z sentymentalną panną S – główna zaleta analizy Golicyna jest jednocześnie gigantycznym przeoczeniem i źródłem ciągłej irytacji. Golicyn pomija całkowitym milczeniem to, co dla nas wówczas było najważniejsze: ekscytację. Intelektualne, duchowe, jakkolwiek to nazwiemy, podniecenie wydarzeniami wokół, zachłyśnięcie się wolnością, uniesienie, w jakie wprawiało wszystkich odkrywanie prawdy, to bezustannie powtarzane: „Ach! Więc to tak było naprawdę!…” Wszystkich? Nie, na pewno nie wszystkich, na pewno nie rzekomych 10 milionów członków Solidarności, ale z pewnością wielu. I tych wielu wystarczyło dla stworzenia rozgorączkowanej atmosfery intelektualnego wrzenia. Ów porywający ferment duchowy, niezapomniany stan ciągłego poruszenia, przyczynił się do stworzenia mitu – mitu sentymentalnej panny S. Ten sam głód wiedzy i to samo odurzenie musieli odczuwać uczestnicy i obserwatorzy wydarzeń praskiej wiosny, a także ludzie w Budapeszcie w 1956 roku. Jak można zarzucać im brak spontaniczności?! Samo wzburzenie było bez wątpienia autentyczne we wszystkich trzech wypadkach, choć prawdopodobnie tylko najwcześniejszy z nich nie był manipulowany. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Polski październik i okrągły stół. Część III
10 Komentarzy
Opublikowany 22 marca 2009    |
Praska wiosna
Triumwirat, o którym wspominał Józef Mackiewicz, czyli „partia, Kościół, opozycja” wypłynął na powierzchnię w epoce Solidarności, ale w rzeczywistości wszystko zaczęło się o wiele wcześniej.
Golicyn utrzymuje, że polska odnowa z 1980 roku „była planowana z dużym wyprzedzeniem przez polską partię komunistyczną, przy współpracy z jej sowieckimi i blokowymi sojusznikami, oraz przy zakreśleniu widoków na przyszłe szerzenie strategii komunistycznej dalej, na Europę.” Jego zdaniem „znakiem czasu było, że dwie kluczowe figury ostatnich polskich wydarzeń, tak zwanej odnowy [tj. okresu Solidarności] objęły bardzo ważne pozycje, wkrótce po Praskiej Wiośnie w 1968 roku: Jaruzelski został ministrem obrony, a Kania objął funkcję szefa wydziału administracyjnego polskiej partii komunistycznej, z odpowiedzialnością za sprawy polskiej służby bezpieczeństwa.” [1] Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Polski październik i okrągły stół. Część II
12 Komentarzy
Opublikowany 6 marca 2009    |
Zwycięstwo prowokacji
Józef Mackiewicz poświęcił obszerne fragmenty swego monumentalnego Zwycięstwa prowokacji „polskiemu październikowi”. Nie można doprawdy wypowiadać się na temat wydarzeń z 1956 roku, abstrahując od mackiewiczowskiej analizy. Mackiewicz domagał się zawsze używania „kanciastych rozróżnień” zamiast powszechnie stosowanego owijania w bawełnę, toteż mamy w Zwycięstwie prowokacji jasność myślenia i precyzję określeń rzadko spotykane w polskiej publicystyce politycznej. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Polski październik i okrągły stół. Część I
5 Komentarzy
Opublikowany 21 lutego 2009    |
Jacek Bartyzel i „polskość prlu”
„Czy prl można uznać za formę państwowości polskiej?” Każdy stały czytelnik strony Wydawnictwa Podziemnego wie, jaka jest nasza opinia w tej sprawie. Wydawało mi się, że niczego nie można już dodać w tej kwestii, ale natrafiłem na wywiad z profesorem Jackiem Bartyzelem [1], który odpowiada na tak postawione pytanie następująco: Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
To co dzieje się obecnie w amerykańskich mediach przeraża tych, którzy potrafią dostrzec istotę rzeczy. Przesada? Teoria spiskowa? Oceńcie sami i wyciągnijcie własne wnioski z następującego przykładu.
Kiedy gubernator Illinois, Rod Blagojevich, został oskarżony o próbę sprzedaży zwolnionego przez Obamę miejsca w Senacie, pierwszym pytaniem jakie stanęło przed władzami policyjnymi było czy gubernator działał w porozumieniu z prezydentem elektem albo też czy ten ostatni zdawał sobie przynajmniej sprawę z tego co się dzieje. Nie było mowy o ukryciu tego pytania nie tylko dlatego, że wyszło ono bezpośrednio z biura amerykańskiego ministra sprawiedliwości, ale także dlatego, że kilka tygodni wcześniej jeden z głównych doradców w kampanii Obamy, David Axelrod, wspomniał w jednym z wywiadów o spotkaniu z udziałem Obamy i gubernatora Blagojevicha. Nader szybko pojawiło się uspokajające wyjaśnienie Obamy sporządzone, jak sam stwierdził, po szczegółowym zbadaniu sprawy i zostało błyskawicznie obwieszczone przez media jako ostateczne wyjaśnienie zagadki: nikt, ani Obama osobiście, ani żaden z członków jego zespołu nie miał jakichkolwiek kontaktów z Blagojevichem. Axelrod natychmiast potwierdził tę informację, przysięgając, że jego pierwotna deklaracja była w istocie najzwyklejszym przejęzyczeniem. W efekcie media ogłosiły solidarnie, z wielką ulgą dla wyznawców, że upadek Blagojevicha w żadnej mierze nie splamił nieskalanego honoru mesjasza. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Nawróceni w Gazie czyli jak Izrael zdołał pogodzić lewaków z antysemitnikami
15 Komentarzy
Opublikowany 28 stycznia 2009    |
Kiedy w kwietniu 2002 roku armia izraelska zaatakowała obóz uciekinierów w Dżeninie i rynek w Nablusie, walki toczyły się o każdy dom, zza każdego węgła czyhała śmierć. Z jednej strony stali znakomicie wyszkoleni i świetnie wyposażeni żołnierze najlepszej armii na świecie, z czołgami, helikopterami, rakietami i nowoczesną komunikacją, a z drugiej – fanatyczni młodzieńcy z kałasznikowem w ręku i butelkami z benzyną. Narzuciło mi się wówczas oczywiste porównanie z powstaniem warszawskim, ale jeszcze bardziej szokująco, stawało przed oczami powstanie w getcie. Ta sama walka bez nadziei na zwycięstwo, to samo bohaterstwo w najczystszej postaci. Nie, nie miałem wątpliwości co do słuszności sprawy Izraela, ani żadnej sympatii dla Arafata, Fatah, Islamskiej Dżihad, Hamas, Hezbollah i całej tej bolszewickiej hołoty. A jednak walki na kasbah w Nablusie czy w Dżeninie zachwiały mną. Oficerowie izraelscy przyznawali Palestyńczykom heroizm. Nazwali walki o Dżenin „palestyńską Masadą” – i chwała im za to! Uznanie dla wroga jest oznaką kultury. (Zawsze mi żal, że tak rzadko słyszy się polskie głosy, chwalące bohaterstwo niemieckich obrońców Monte Cassino. A przecież broniący klasztoru żołnierze Wehrmachtu mieli przeciw sobie armie wielu krajów i żadnej nadziei na zwycięstwo.) Jednak w Dżeninie, Dawid stał się Goliatem, co jest bez wątpienia równie szokujące, jak filistyński Goliat w roli Dawida. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Bracia Bielscy, masakra nalibocka i – Józef Mackiewicz
5 Komentarzy
Opublikowany 21 stycznia 2009    |
Angielskie słowo defiance jest dziwnie trudne do oddania w języku polskim. Oznacza ono o wiele więcej niż opór (resistance), ale także mniej niż bunt (rebellion). To defy znaczy tyle, co postępować wbrew, przeciwstawiać się. Tytuł hollywoodzkiego filmu o braciach Bielskich, odnosi się nie tyle do ich oporu wobec hitlerowskiej opresji, co do tego, że postępowali wbrew stereotypowi żydowskich ofiar. Film opowiada zdumiewającą historię oddziału partyzanckiego, który przez wiele lat drugiej wojny światowej udzielił schronienia 1200 Żydom w niedostępnych borach litewskich, na rojstach i uroczyskach Puszczy Nalibockiej i pobliskich rozległych lasów, które dziś nazwalibyśmy białoruskimi. Żaden film fabularny, a już zwłaszcza film z Hollywood, nie powinien być brany za podstawę wiedzy historycznej. Produkcja filmowa kosztuje miliony i celem producentów jest nakręcenie filmu, który ludzie będą chcieli oglądać. Jednakże, gdy fabuła opiera się na autentycznych wydarzeniach, pewien poziom historycznej ścisłości musi być wymagany. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Europa się wędzi, niby łosoś królewski
W dymie gazów bojowych wbita na złoty hak,
Żre się kucharz francuski z szefem kuchni niemieckiej
Z ryby tak smakowitej co przyrządzić i jak.
Jacek Kaczmarski,
Epitafium dla Brunona Jasieńskiego
Europa, niby królewski łosoś, wędzi się ponownie. Tym razem wbita na złoty hak w kształcie €uro, w dymie bojowego Gazpromu. Europa ma niespożyte bogactwa, wielką kulturę i starożytne tradycje, więc uwędzenie ryby tak smakowitej zajmie jakiś czas (na szczęście dla „strażnika z twarzą Kałmuka”, Europejczycy sami rozrywać się będą na strzępy). Złoty hak €uro wbity w żywe ciało gospodarki europejskiej jest tylko znakiem większych rzeczy, znakiem brukselskiego sownarkomu, który uparcie niweluje i konsoliduje, prostuje ścieżki i banany, integruje i cementuje, stapia w jedność i ujednolica – by żądz moc móc wzmóc. Złoty hak jest przydatnym narzędziem, ale ani w połowie nie tak groźnym jak doktryna, niepodważalny dogmat związku socjalistycznych respublik europejskich, dogmat demokracji jako najwyższej wartości i praw człowieka jako świeckiej religii ludzkości. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Żydzi, wszędzie Żydzi! (o grzebaniu w genach)
6 Komentarzy
Opublikowany 30 grudnia 2008    |
Błąkam się po polskiej blogosferze złakniony strawy duchowej, a ściślej, pragnąc dowiedzieć się, o czym to dumają prawi Polacy w tym najlepszym z prlów. Gdzieniegdzie zatrzymam się na duchową przekąskę, która niekiedy okazuje się kanapką z awanturką (o czym za chwilę). Nie mam tu wcale na myśli utarczek z panią Kruszewską i jej rozlicznymi wcieleniami [1] („Dusza”, „Miklaszewski”, Pimko „Odrowąż”?), bo niby jak mam dyskutować z kimś, kto mnie nazywa kundlem? Czy mam przedstawić rodowód psa rasowego? Jak odnieść się do takich zdań: „Michnik Panu płaci za wyciszanie dyskusji o Mackiewiczu na internecie? Jest Pan młody, zapalczywy, niedoinformowany i niedouczony. Traci Pan szybko panowanie nad sobą. Pochopnie wyciąga Pan broń poniżej pasa.” [2] Przeczytawszy powyższe, poczułem się rześki i młody, ale zapewniam czytelników najsolenniej, że broni poniżej pasa nie wyciągałem. Poza niniejszym zapewnieniem, nie potrafię ustosunkować się do takich wypowiedzi merytorycznie, więc nie o nich mi tu prawić. O czym zatem dudni blogosfera? Blogosfera huczy o demaskowaniu Żydów. Żydzi rządzą Polską. Żydzi rządzą światem. Wszystkie nieszczęścia dadzą się przypisać Żydom, i te osobiste („Żydzi nie dopuścili mnie do matury!”), i te zawodowe („Michnik nie zapłacił mi za wyciszanie dyskusji o Mackiewiczu, kanalia!”) – a już zwłaszcza wszelkie niepowodzenia Polski. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Z dziejów pozornej emancypacji
0 Komentarzy
Opublikowany 16 grudnia 2008    |
Bombajski zamach może się okazać pod wieloma względami przełomowy. Tylko „może” ponieważ mimo upływu czasu, niewiele wiadomo na temat aktorów zbrodniczego ataku, celów jakie im przyświecały, także skutków, jakie wywoła. A jednak dość powszechnie takie właśnie panuje przekonanie. Przekonanie, że ostatnie wydarzenia w finansowej stolicy Indii nie były tylko jeszcze jednym wystąpieniem zdeterminowanych bojowników o jakąś tam sprawę. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Cybernetyczny atak na Gruzję czy ostrzeżenie dla blogosfery?
0 Komentarzy
Opublikowany 9 grudnia 2008    |
Na trzy tygodnie przed sowieckim – o, pardon! – „rosyjskim” atakiem na Południową Osetię, oficjalne gruzińskie witryny rządowe zostały zaatakowane w ramach wysoce skoordynowanej kampanii, która przybrała klasyczną już postać tzw. bomb cybernetycznych czyli DDOS (Distributed Denial of Service). Technika ta polega na bombardowaniu źródła pytaniami o informacje z ogromną częstotliwością, co prowadzi do załamania się serwera. O dziwo, pierwszy atak na Gruzję, ten z 20 lipca, koordynowany był z komputera na terenie Stanów Zjednoczonych. Ale to był tylko początek. Kiedy sowieckie czołgi skoncentrowane w tunelu Roki, wiodącym z północnej do południowej Osetii, ruszyły w końcu do ataku, rozpoczęto jednocześnie atak w cyberprzestrzeni. Cyberwojna przeciw Gruzji nie była przeprowadzona na tę samą skalę, co atak na Estonię w 2007 roku, ale też e-Stonia jest jednym z najbardziej zaawansowanych technicznie krajów na globie, podczas gdy Gruzja nie jest. W ataku na Gruzję były jednak dwa nowe elementy, z którymi obserwatorzy cyberwojen nie mieli do czynienia wcześniej. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Poemat dygresyjny Barbary Toporskiej
0 Komentarzy
Opublikowany 29 listopada 2008    |
Kim jest Teresa Białecka? Renia, narratorka powieści Barbary Toporskiej pt. Spójrz wstecz, Ajonie!*, jest jednocześnie jedną z postaci książki. Daleka kuzynka, odległa, bo tylko wakacyjna, przyjaciółka głównej bohaterki, także Teresy, Butwiłłowiczówny, Tesy o dwóch osobowościach. Toporska igra sobie z czytelnikiem, bo choć w pierwszych dwóch częściach powieści, wykreowana narratorka konsekwentnie opowiada w pierwszej osobie, nawet wówczas, gdy młoda Renia nie mogła była znać wydarzeń tak intymnie, jak je opisuje, to w trzeciej części Renia staje się dramatis persona i jej udział opisywany jest w trzeciej osobie, by wreszcie padło zasadnicze pytanie: „Pamiętasz, Renia? Renia?…” Renia? Czy raczej Basia? Po czym autorka przyznaje się od razu do swej gry, co wydało mi się zrazu zbędne, wydało się niemal nadużyciem, ale tylko do czasu aż zrozumiałem, że przecież Toporska zwracała się ze swym wyjaśnieniem do czytelników takich jak ja, którzy „zauważyli, a może nawet obruszyli się, że narratorka o podwójnej Teresie, jest także rozdwojona: raz ona Renia, raz autorka”. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Asumpt do niniejszych rozważań dały artykuły profesora Jacka Bartyzela zamieszczone na www.konserwatyzm.pl oraz dyskusja z nimi związana. Pierwszy tekst profesora [1] zwrócony był bezpośrednio pod adresem samego Prezesa Wielomskiego we własnej osobie i dotyczył uczestnictwa w Paxie. Bartyzel, słusznie w moim przekonaniu, wskazywał oraz szeroko uzasadniał, że nie może być jakiejkolwiek analogii pomiędzy oczywistą agenturalnością Paxu a zachowaniem de Bonalda wobec Napoleona czy uczestnictwem Dmowskiego w Dumie. Zwracał się wprost do Prezesa tymi słowy: Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Pierwsza bolszewicka „książka” o Józefie Mackiewiczu*
45 Komentarzy
Opublikowany 11 listopada 2008    |
Wbrew sugestii, którą można by wyczytać z tytułu, poniższy tekst nie będzie w żadnym razie recenzją. Do powstania tej ostatniej niezbędny jest pretekst w postaci mniej lub bardziej, ale jednak intelektualnego przedsięwzięcia. To warunek niezbędny powstania recenzji zarówno dobrej, jak i złej. Przedmiot wyprodukowany przy wsparciu wrocławskiej Biblioteki Solidarności Walczącej tego elementarnego kryterium nie spełnia. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Można było inaczej. Odpowiedź na II Ankietę Wydawnictwa Podziemnego
0 Komentarzy
Opublikowany 1 listopada 2008    |
Z twórczością Mackiewicza zetknąłem się w 1987 r. Pożyczyłem od kolegi wydaną w drugim obiegu „Drogę donikąd”. Urzekł mnie niesamowity klimat tej powieści. Jednak Mackiewicza na dobre odkryłem dopiero w XXI wieku, a stało się to za sprawą pewnego poczciwego antykwariusza, który, zapytany przeze mnie o pisarza polskiego na miarę Dostojewskiego, wymienił właśnie mistrza z Czarnego Boru. Sięgnąłem wówczas po książki Mackiewicza i odkryłem to, czego szukałem od dawna - świat całkiem nowy, ale zupełnie mi nie obcy. Na tyle bliski, że właściwie nie miałem problemów z weryfikacją zdecydowanej większości poglądów, a części z nich w ogóle nie musiałem zmieniać. Mackiewicz głośno nazwał rzeczy po imieniu. Rzeczowo przedstawił sprawy, w odniesieniu do których nie potrafiłem wyartykułować myśli. Brakowało mi wiedzy, jak również siły i ochoty na konfrontację z ogółem rodaków. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
W poszukiwaniu czwartego człowieka czyli ciąg dalszy drugiej sprawy Mackiewicza
26 Komentarzy
Opublikowany 19 października 2008    |
Banda czterech propagatorów drugiej sprawy Mackiewicza powinna, wedle najlepszych bolszewickich wzorów, założyć dodatkową listę „kandydatów na członków”. Oprócz trzech członków stałych: Eberhardt, Odojewski i Trznadel, założycielem bandy był także Orłoś, ale odkąd ośmielił się wyrazić wątpliwości pod adresem antysemickiego tonu nagonki na jedynego prawowitego wydawcę pism Józefa Mackiewicza, pozostali członkowie bandy najwyraźniej rozpisali konkurs: kto wystąpi z bardziej absurdalnymi, groteskowymi i bezwstydnymi oskarżeniami, ten może dostąpić zaszczytu przyjęcia do bandy. I poszło! Posypały się podania. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Zwiastun przyszłości
2 Komentarzy
Opublikowany 5 października 2008    |
Kto widział przyszłość, ten wie. Kto zna dalszy ciąg, ten nie ma wątpliwości. Wahanie i wątpliwość idą precz. Nadchodzi Świetlana Przyszłość.
Wysłany z przyszłości, z następnej, tej idealnej, Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, „Emisariusz ivrp” zstąpił, aby oświecić maluczkim drogę do tej najlepszej z pospolitych rzeczy. Widział przyszłość, ma zatem pewność, tylko czasami jest lekko skonfundowany i sam sobie przeczy. Mieliśmy nieszczęście zacytować herolda, by delikatnie się z nim nie zgodzić oraz wskazać nieśmiało, że dążenie do IV RP zakłada uprzednie uznanie prlu nr 2 za III RP, co nie jest dla nas możliwe ani logicznie, ani politycznie, ani realnie, ani emocjonalnie, i w szczególe, i w ogóle i pod żadnym innym względem. W odpowiedzi usłyszeliśmy: „Nie plujcie na termin IV RP, musimy mieć jakiś szyld. IV RP jest etapem do wolnej RP. Kiedy to się stanie, zniknie numeracja.” Łatwo byłoby wyśmiewać taką logikę, ale spróbuję uniknąć tym razem pójścia na łatwiznę i powiem tylko, że rzeczowa analiza nie powinna być deprecjonowana, że szyldy są potrzebne głównie sklepikarzom, a „opluwanie szyldów” brzmi trochę jak oenerowska akcja przeciw „nie-polskim sklepom”. Zostawmy to jednak. Spróbuję, choć wyznać muszę, że nie będzie to łatwe, poddać wyważonej analizie powyższą wypowiedź. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
„Droga Pani…”
12 Komentarzy
Opublikowany 28 września 2008    |
Dostaliśmy wczoraj list następującej treści:
W imieniu grupy prawicowych bloggerów witryny www.blogmedia24.pl zapraszam do współpracy naszych portali. Proponuję wymienić się banerami i linkami na zasadzie wzajemności dla wzajemnej promocji naszych przedsięwzięć i wspierania akcji prowadzonych przez nasze zespoły.
Postanowiliśmy odpowiedzieć na uprzejmą propozycję Pani Maryli nieco obszerniej:
Otrzymaliśmy od Pani uprzejme zaproszenie do współpracy z www.blogmedia24.pl. Nasunęła nam się tu jaskrawa analogia z sytuacją opisaną przez Józefa Mackiewicza w jego liście-artykule pt. Droga Pani… (Wiadomości, 10/1967). Pozwoli Pani zatem, że zapożyczymy po części naszą odpowiedź od niego. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
…byle prlowska wieś spokojna
4 Komentarzy
Opublikowany 23 września 2008    |
Kapitalizm jest w istocie swej systemem głęboko moralnym, ponieważ nagradza wysiłek przedsięwzięcia i wynagradza ciężką pracę. Istotą kapitalizmu nie jest „kontrola nad kapitałem” ani prywatna własność środków produkcji, ale wolna konkurencja, która pozwala na działanie „niewidzialnej ręki rynku”. Już w tym stwierdzeniu widać zalążek upadku, który tkwi w samym sercu kapitalizmu. Największymi wrogami wolnej konkurencji są oczywiście wielcy kapitaliści – oni nie chcą z nikim konkurować, oni chcą zbijać majątek. Jeśli pozostawić rzeczy ich naturalnemu biegowi, to pierwszą ofiarą kapitalizmu jest wolność konkurencji. I tak, kapitalizm zmierza do socjalizmu, ponieważ leży w naturze rzeczy, że ten kto odnosi sukces, chce go sobie zagwarantować na dłużej, a zatem w pierwszym rzędzie niszczy konkurencję i zmierza do stworzenia monopolu. A monopol to socjalizm. Dlatego właśnie oświecone państwo stać musi na straży wolności konkurencji i regulować rynki kapitału. Naturalnie, państwo strzec się powinno herezji etatyzmu, a skupić się raczej na gwarantowaniu wolności rynków poprzez system prawny; w najbardziej podstawowych przejawach, poprzez anty-monopolistyczne i anty-kartelowe ustawy. Tego rodzaju program legislacyjny jest klasycznym przykładem interwencji państwa w sytuacji, w której działania systemu zagrażają istocie systemu. Taka interwencja wydaje mi się ze wszech miar uzasadniona. I tak dochodzimy do „tygodnia, który wstrząsnął światem” – do najnowszego kryzysu finansowego. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Banda czterech czyli druga sprawa Mackiewicza
2 Komentarzy
Opublikowany 16 września 2008    |
Jak powszechnie wiadomo, Józef Mackiewicz był wybitnym znawcą zbrodni katyńskiej. Opracował na zlecenie Biura Studiów II korpusu, oryginalny tekst tomu Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów. Następnie napisał „bardziej potoczystą wersję własnej książki” pt. Zbrodnia w lesie katyńskim, która ukazała się w wielu językach świata. Poświęcił Katyniowi z górą 50 artykułów, listów i notatek (na marginesie, opracowanie J Trznadla pt. Katyń, Warszawa 1997, podaje wybór niektórych tekstów z „Katyniem” w tytule jako bibliografię publikacji katyńskich). W znacznej części swoich wypowiedzi na temat zbrodni katyńskiej, Mackiewicz koncentrował się na obnażaniu fałszywości sowieckiej wersji wydarzeń, a także na fałszu rzekomo „nowych” dowodów, na obalaniu wciąż pojawiających się „nowych” hipotez. Sprawcy zbrodni byli od dawna znani ponad wszelką wątpliwość i zamieszanie wokół Katynia było im na rękę. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Różne są oblicza wojny. Może być klasyczna, prowadzona z użyciem mniej lub bardziej wymyślnych narzędzi; wojna prowadzona na linii frontu i poza jego obszarem; wojna totalna, której bezwolnym uczestnikiem staje się ludność cywilna. Bywają wojny dyplomatyczne, propagandowe, celne, także ideologiczne. Taką była na przykład zimna wojna. Niezależnie od występujących między nimi różnic, można określić dla nich wspólne prawidła – wszystkie mają swoich generałów i żołnierzy, walczące strony; armie mają swoją strukturę, hierarchię, ściśle określone wewnętrzne reguły; liczy się zwycięstwo, osiągane niekiedy w ciągu kilku minut, dni, miesięcy, czasem lat. Mają, co być może najważniejsze, jeszcze jedną charakterystyczną cechę - są jawne. O istnieniu wojny wiedzą obie walczące strony - zarówno agresor, jak i napadnięty. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Pan Prezes i wcielenia prlu
0 Komentarzy
Opublikowany 31 sierpnia 2008    |
„Jako konserwatysta – jestem państwowcem i popieram Państwo Polskie w jakiejkolwiek formie by istniało: I RP, II RP, Księstwo Warszawskie, PRL, III RP. A to dlatego, że byt ułomny jest zawsze czymś lepszym niż niebyt państwowy. Są formy polityczne bliższe bytu i dalsze – PRL jest bardzo odległa. Mimo to jest to jakaś formuła państwowości polskiej, mająca w dodatku historyczną tendencję do poszerzania wewnętrznej autonomii względem ZSRR (porównajmy rok 1952 a 1988).
Czy ja legitymizuję PRL? Jeśli dokonamy rozróżnienia tego, co jest legalne (zgodne z porządkiem ustawowym), a legitymowalne (uznanym za prawowite przez obywateli), to PRL było legalne, ale pozbawione legitymowalności. Tym niemniej było okaleczoną formą państwowości polskiej. Rzadko zdarza mi się zgadzać z Heglem, ale on miał trafną myśl: „wszystko co istnieje jest racjonalne”. PRL jest faktem z którym nie możemy polemizować. Ludzie, którzy udają, że to jakaś czarna dziura w naszej historii abstrahują od tego, co istniało, a więc są nieracjonalni. Jeśli się głosi, że PRL nie istniało, to należałoby wypuścić z więzień wszystkich skazanych przed 1989 rokiem, gdyż są ‘nielegalnie’ więzieni.”
Tak nam wyrąbał pan Prezes Klubu Konserwatywno-Monarchistycznego, Adam Wielomski, w wywiadzie udzielonym Adamowi Pankowi (http://konserwatyzm.salon24.pl/89304,index.html ). Pan Prezes urasta szybko do rozmiarów bête noir prlowskiej prawicy – przynajmniej w moich oczach. Prezes oczywiście nie zwracał się wcale do nas, do Wydawnictwa Podziemnego, bo gdzież mu tam schodzić do podziemia! Trudno mi jednak nie brać tego do siebie, bo jakkolwiek nie byłbym sformułował mego stanowiska w kwestii prlu tak jak Prezes, to odmawiam temu tworowi godności państwa polskiego. Uważając się za człowieka racjonalnego, muszę zatem spróbować bronić racjonalności mojego stanowiska albo natychmiast i bez zastrzeżeń zmienić zdanie, przyznać rację Prezesowi i uznać prl za państwo polskie. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Chcieliście Polski, no to ją macie!
0 Komentarzy
Opublikowany 27 sierpnia 2008    |
Szukamy ducha wolnego w polskiej dziedzinie. Ducha, co na wyżyny się wspinał i – choćby zbłądził lub upadł, choćby go niepowodzenie ścigało – wolnym pozostał. Ale oto z przerażeniem dostrzegamy, że kto się wzbił, choćby na krótką chwilę, leci zaraz w dół z uśmiechem na ustach, jakby go co trzymało, jakby był na niewidocznej uwięzi. Przekleństwo jakieś, czy co? Kiedyś ponoć zabłąkał się wędrowiec na „najwyższą igłę góry Mont-Blanc”, nawet widział siebie, jako „posąg człowieka na posągu świata”. I cóż go w dół ściągnęło? Polska. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Wycisk Prezesa Wielomskiego
4 Komentarzy
Opublikowany 24 sierpnia 2008    |
Czytałem w polskiej blogosferze na temat wydarzeń w Gruzji i najpierw ogarnęło mnie zdziwienie, potem rozbawienie, a wreszcie przemożny smutek. Nie czytuję prlowskiej prasy z zasady, nie czytuję enuncjacji rządowych ani lewicowej większości – te wcale by mnie nie dziwiły. Czytuję tylko tzw. prawicę, i jej poziom intelektualny wydaje mi się (z nielicznymi wyjątkami) bardzo mizerny. Ale czy jest czemu się dziwić? Czego właściwie spodziewać się po publicystach, którzy nie są w stanie rozpoznać sytuacji swego własnego kraju? Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Adam Danek nazwał mnie liberałem!! To mi się jeszcze nie przytrafiło. W odróżnieniu od niego, mam wiele szacunku dla klasycznego liberalizmu, ale na tym poprzestaję. Klasyczni liberałowie, jak dla przykładu Edmund Burke, byli z gruntu konserwatywni. Sam Burke, choć należał do liberalnej partii Wigów, słusznie uważany jest za ojca konserwatyzmu, ale to dłuższy temat. Liberalizm jest wszakże wielką pomyłką – klasyczny czy nie – i jego wyniesienie wolności na piedestał leży u podstaw zła dzisiejszego świata, jak Danek słusznie zauważa. Błąd liberalizmu polega na uznaniu wolności za wartość. Wolność jest ważna, jest wartościowa, ale nie może być przedmiotem naszych działań. Kiedy wolność wyniesiona jest do poziomu wartości, to wszystkie inne wartości są wobec niej w takim samym stosunku; hierarchia się spłaszcza: obojętne, co się robi, byle by to robić w sposób wolny, co z kolei musi doprowadzić do „konfliktów między wartościami”. Żadna wartość oprócz wolności nie może być wtedy absolutna. Wolność nie przestaje być jednak ważna, ponieważ jest konieczną formą działania; jest warunkiem moralności i odpowiedzialności, winy i zasługi. Tylko działając w sposób wolny, można realizować wartości. Wolność jest z natury ambiwalentna – ku dobru i złu, ku pięknu i brzydocie – i zbyt często jest widziana jako przyczyna zła i brzydoty. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
A zatem, po ich owocach poznacie ich.
Z całą pewnością donosicielska kariera Lecha Wałęsy nie powinna mieć decydującego wpływu na ocenę jego działalności. Równie a może i bardziej skutecznych agentów komunistycznej władzy były setki, a raczej setki tysięcy. Dopiero ujawnienie owej masy ludowych szpicli, a nie zdemaskowanie jednego drobnego pomocnika bolszewickich hycli o znanym w świecie nazwisku, dałoby jako taki obraz peerelowskiej rzeczywistości. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Realizm celów
Jeśli „osiągalność” nie pozwala nazwać celu realistycznym, to czy w ogóle można mówić o realizmie celów?
Cele nie są dowolnymi konstrukcjami. Nie wyznacza ich sytuacja, bo warunki się zmieniają, a cele pozostają te same. Cele nie powinny być narzucane przez polityków, choć niewątpliwie tak właśnie na ogół się dzieje. Wybór celów podyktowany być powinien przez uprzednią akceptację wartości. Wartości się nie wymyśla, ale do nich dociera, ponieważ są zarówno obiektywne jak absolutne. Wartość poznana, zobowiązuje. Działania polityczne, należąc do dziedziny aktów ludzkich, nie mogą być wyłączone z tej reguły. Oznacza to istnienie moralnego (aksjologicznego) a priori w polityce. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Realizm środków
Przyznaję, jest to dość niezręczna nazwa dla polityki czynnej. Chodzi mi rzecz jasna o odpowiedniość środków i metod dla realizacji zamierzeń. Ten punkt może się wydawać oczywisty: żeby podnieść landrynkę do ust, nie używa się żurawia portowego; by poruszyć z miejsca portowy żuraw, nie wystarczy zjeść landrynki. A jednak ta przystawalność środków i celów umyka łatwej definicji, kiedy mowa o działalności politycznej. Czy np. ciężkie bombardowania miast niemieckich pod koniec II wojny światowej przyczyniły się do zwycięstwa sprawy aliantów? Czy żądanie bezwarunkowej kapitulacji Niemiec nie przedłużyło wojny? Nawet z historycznego punktu widzenia są to sprawy sporne, a jak rozstrzygnąć takie problemy w konkretnym działaniu? Kiedy, tu i teraz, polityk musi zdecydować, jakie siły przeznaczyć na osiągnięcie konkretnego celu, sprawa nie jest tak oczywista jak żuraw i landrynka. Tak się składa, że działanie jest zawsze konkretne i z trudem daje się ująć w ogólne prawidła. Spróbuję jednak te najszersze ramy zakreślić. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Realizm opisu
Wymagamy od polityka, aby jego opinie na temat świata nie mijały się z rzeczywistością. Gdyby polityk zaczął rozważać wszystkie trudności, jakie implikuje powyższe zdanie, nigdy nie zacząłby działać i stałby się filozofem. O ile temu pierwszemu należałoby przyklasnąć, to drugie byłoby wątpliwym powodem do radości. Polityka domaga się rzetelnego opisu rzeczywistości bez wdawania się w usprawiedliwienie realizmu poznawczego. Opis nie ma dotyczyć w tym wypadku ontycznych zrębów świata, nie ma dotrzeć do istoty rzeczy, ma wyłącznie adekwatnie przedstawić rzeczywistość ludzką. Przede wszystkim więc, musi widzieć kulturę jako tło wszelkich działań, ale z drugiej strony, uchwycić musi konkretną sytuację. W znajomości społeczeństwa pomóc może politykowi socjologia i psychologia (choć zwłaszcza ta pierwsza jest wątpliwej wartości), ale niezastąpiona będzie intuicja. Dar Boży, który pozwala zrozumieć to, co umyka zazwyczaj statystykom i naukowym tabelom – naturę ludzką. Politycy intuicyjni z reguły górują nad swoimi przeciwnikami, bo antycypują ich posunięcia. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Z góry muszę przeprosić za ten tytuł. Choć właściwie zamiast przepraszać, powinienem go zmienić, bo jest nadużyciem. Nie spełnia żadnego z wymagań stawianych tytułom: nie reprezentuje treści ani nawet jej nie odpowiada. Ma tylko tę zaletę, że zaspokaja jako tako moją próżność. Właściwy tytuł poniższego brzmieć powinien: „O realizmie politycznym”, a czy taki tytuł może zaspokoić czyjąkolwiek próżność? Jeżeli jednak mój przewrotny tytuł przyciągnąć by miał kogoś wcale nie zainteresowanego politycznym realizmem, to niechże czytelnik tak nieszczęśliwie zbłąkany porzuci dalszą lekturę niniejszego. „Żuraw” i „landrynka” grają bowiem rolę zaledwie trzeciorzędnego przykładu, a przedmiotem właściwym „Żurawia i landrynki” jest szary i szpotawy, smętny i wątły realizm polityczny. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Wyobraźmy sobie przez moment całkiem nieprawdopodobną historię. Jest lipiec roku 2008 – znika komunizm, w sposób realny, niekwestionowany, prawdziwy. Owo zniknięcie nie ma nic wspólnego z rokiem 1989 – tamto było fikcją, prowokacją, okrutnym żartem bolszewików. To obecne jest realne, choć tylko umowne, spreparowane na potrzeby niniejszego tekstu. Nie ma… komunizmu. Przestał istnieć i choć nie wiemy, czy kiedy jeszcze nie powróci, możemy poczuć się prawdziwie wolni, raczej uwolnieni z jego natrętnego towarzystwa. Czyż to nie wspaniałe? Czyż nie tego oczekiwaliśmy? Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Indywidualizm zajmuje poczesne miejsce w panteonie bożków współczesnego świata. Jego pozycję najlepiej poświadcza wszechobecne brzęczenie o „prawach jednostki”. Wynika to z faktu, że świat współczesny – w sensie instytucji politycznych, społecznych, a ostatnimi czasy nawet i (o zgrozo!) religijnych – ufundowany jest na liberalizmie we wszelkich postaciach. Propaganda tego ostatniego osiągnęła przerażającą skuteczność: częściej jeszcze niż w formie wyartykułowanej myśli liberalizm występuje ostatnio jako pewna mentalność, uchodząca za normalną i oczywistą. Do propagandowych sukcesów liberałów należy rozpowszechnione szeroko przekonanie, iż alternatywą dla indywidualizmu byłby jedynie kolektywizm, tzn. socjalizm bądź komunizm; mamy tu do czynienia ze starym chwytem erystycznym znanym jako fałszywa alternatywa. Poniżej rozwinę kilka pojęć fundamentalnych dla naturalnego, czyli nie-indywidualistycznego porządku, przeciwstawnego sztucznemu indywidualizmowi liberałów. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Janek, Franek, Bolek? Wszystko jedno
4 Komentarzy
Opublikowany 27 czerwca 2008    |
Wszędzie piszą o Wałęsie. Czytam książkę Cenckiewicza i Gontarczyka z niechęcią, pewnie dlatego głównie, że miałem od dawna ugruntowane zdanie na temat Wałęsy. Po czynach ich poznacie ich. Z mojego punktu widzenia, czy podpisał świstki, czy donosił, jest drugorzędne wobec zła, jakie wyrządził swoją działalnością. Donosicielstwo nie jest oczywiście drobiazgiem godnym machnięcia ręką, ale w systemie sowieckim była masa donosicieli, szpicli, agentów, a tylko jeden Wałęsa. Odegrał on gatunkowo inną rolę, niż zastraszone baby donoszące na swych mężów. Czy został w 1976 roku przekwalifikowany ze szpicla na „agenta wpływu”, wydaje mi się obojętne i nie zostanie raczej nigdy dowiedzione. Natomiast, że jego działanie było na rękę bolszewikom, to da się w miarę łatwo pokazać. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Motto:
Allons enfants de la Patrie
Le jour de gloire est arrivé
Muszę przede wszystkim zaoponować przeciw słowom pana Adama, jakobym „niestrudzenie prowadził z nim dyskusję na temat tego, czym jest lub powinna być prawica”. Mógłbym zakwestionować każdy element tego zdania, ale dam spokój i przypomnę panu Adamowi jego własne słowa, że wymiana myśli (*) byłaby tu trafniejszym określeniem niż polemika. Wymiana myśli ma to do siebie, że ma wiele wątków, że płynie meandrami (jednym z takich meandrów było w naszym wypadku pojęcie „prawicy”), a czasami nawet schodzi na manowce, kochane manowce. I tu właśnie dotarliśmy. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
– Nu, co cieszycie się?
– Naturalnie. Jakżeby inaczej? – odparł tamten bez uśmiechu. – Cieszymy się. Bardzo nawet.
Zajcew spojrzał mu w oczy i nagle zwątpił w jego słowa. „Stary chrzan!” pomyślał. „Takich się nie przerobi”.
Józef Mackiewicz, Droga donikąd
Mówią mi: – Rejs Piwowskiego, jest satyrą na społeczeństwo podkomunistyczne. – Inni przeczą: – Nie, to tylko urocza groteska. – Jeszcze inni utrzymują, że jest bezlitosnym obnażeniem obsesji z „organizacją życia kulturalnego”, ale ja bym powiedział, że raczej obsesji z organizacją życia w ogóle. Rejs ma być jednym z najznakomitszych obrazów zsowietyzowanego społeczeństwa, ale ma być także satyrą na nienaturalność ludzkich zachowań, na uniwersalny kościół międzyludzki, na zwykłą głupotę, która bywa taka sama pod komunistami, jak pod faraonami. Rejs oglądany ponownie po latach wydał mi się przede wszystkim mniej śmieszny niż dawniej, może dlatego głównie, że jest to aż tak prawdziwy, aż tak bolesny obraz tego koszmaru sennego, jakim był prl. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Czy Polska leży nadal między Niemcami a Rosją? - próba odpowiedzi
0 Komentarzy
Opublikowany 29 maja 2008    |
Miraż RP - trzeciej, czwartej, piątej entej - także realne potęgi wokół, są wszystkie podobnej natury.
To zdanie, wyjęte z artykułu Michała Bąkowskiego, wydaje mi się kluczowe, ale jednocześnie nie jestem skłonny podpisać się pod nim bez zastrzeżeń. W moim przekonaniu, pomiędzy Rosją Sowiecką, współczesnym peerelem (także innymi krajami bloku), a zachodnią Europą istnieją nadal jeszcze zasadnicze różnice, które wynikają z odmiennych pozycji startowych wszystkich tych trzech tworów do wspólnego marszu po długiej i karkołomnej drodze wiodącej do jednego celu - bolszewickiej Europy. Różnice wynikające choćby z balastu historycznych doświadczeń. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Odpowiedź na Ankietę Mackiewiczowską
1 Komentarz
Opublikowany 28 maja 2008    |
1. Nazwisko „Józef Mackiewicz” usłyszałem po raz pierwszy w 1995 roku, w drugiej klasie szkoły średniej, od swojego nauczyciela, Pana Wacława Lewandowskiego. Nie pamiętam już, w jakim kontekście mówił nam o twórczości pisarza, pewnie była to jakaś wzmianka na marginesie głównego toku zajęć. Pamiętam jednak dokładnie, że lekcje literatury w liceum były dla mnie i kilku moich kolegów ważnym okresem intelektualnego i czytelniczego rozbudzenia. Zaczęliśmy szperać w bibliotekach, księgarniach, ktoś kupił coś Mackiewicza w antykwariacie… i tak się zaczęło. Pierwszą rzeczą, którą przeczytałem o pisarzu, była książka Włodzimierza Boleckiego – Wyrok na Józefa Mackiewicza, pożyczona od kolegi z klasy. Wyznać trzeba, że twórczość samego pisarza poznawałem w pełni nieco później, już w latach studenckich. W trakcie nauki w liceum przeczytałem tylko słynny list Droga Pani…, opowiadanie Ponary Baza i pewnie jeszcze kilka pomniejszych tekstów publicystycznych. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Pan Michał Bąkowski od pewnego czasu niestrudzenie prowadzi ze mną dyskusję na temat tego, czym jest lub powinna być prawica w ogóle, zaś w szczególności w Polsce. W związku z tym po raz kolejny czuję się zobowiązany uściślić pewne twierdzenia, jakie padły w owej dyskusji z mojej strony. Przede wszystkim – celowo przejaskrawiony – pogląd, że szeregi prawicy mógłby zasilić nawet Andrzej Lepper czy Jerzy Urban, gdyby pod wpływem cudownego nawrócenia uklęknął przed ruinami Ołtarza i Tronu, poprzysięgając walczyć o ich odbudowę. Stanowi on egzemplifikację faktu, iż w obecnej dobie Prawicy pozostała jedynie ciągłość idei, a nie ciągłość pokoleń. Innymi słowy, zabrakło prawowitych elit, bezpośrednich dziedziców świata przednowoczesnego, których kolejne warty mogłyby przekazywać sobie sztandar Kontrrewolucji. Niestety, ich linia musiała wygasnąć, skoro przez glob przetoczyły się w krótkich odstępach czasu dziesiątki rewolt, z których każda stawiała sobie za cel ich unicestwienie. W rezultacie wytworzyła się sytuacja opisana niegdyś przez Carla Schmitta: zlikwidować demoliberalny chaos ma prawo każdy, kto znajdzie w sobie po temu wolę – i siłę. Na czele Prawicy stanąć może ktokolwiek, kto odważy się podnieść jej sztandar z pyłu. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Odpowiedź na Ankietę Mackiewiczowską
0 Komentarzy
Opublikowany 25 maja 2008    |
1. Nietypowo. Podczas studiów polonistycznych na UMK w Toruniu, w 1983 roku. Chodziłem na zajęcia prof. Krystyny Jakowskiej, poświęcone reportażowi w Polsce międzywojennej. Pośród innych lektur trzeba było przeczytać „Bunt rojstów”, dostępny jedynie w czytelni biblioteki uniwersyteckiej. Od 9. rano do godz. 20. przeczytałem ten tom trzykrotnie, z podziwem coraz bardziej rosnącym. Nie wiedziałem niczego o autorze, więc wieczorem opuszczałem bibliotekę z przekonaniem, że jeśli ten nieznany mi pisarz nie padł ofiarą wojny, musi być jakiś ciąg dalszy jego twórczości. Talent wydał mi się zbyt rasowy, aby wyposażony weń człowiek mógł zarzucić pisanie… Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Czy Polska leży nadal między Niemcami a Rosją?
0 Komentarzy
Opublikowany 24 maja 2008    |
Józef Mackiewicz odpowiedział na to pytanie zupełnie wprost, nazywając dwie główne części Zwycięstwa prowokacji kolejno: „Polska nie leży już między Niemcami i Rosją” oraz „…już tylko między wartością życia i wszechkomunistyczną nudą”. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Wielu spośród ludzi posiadających wyrobione poglądy – no, w każdym razie uważających się za posiadaczy takowych – darzy słowo „jednostka” swego rodzaju nabożnością. Jednostka, powiadają, jest pierwotna wobec państwa, a nawet i społeczeństwa. Tylko jednostki są rozumne i tylko one tworzą rzeczywistość społeczną – próby doszukiwania się jakichkolwiek bytów ponadjednostkowych wiodą ku przesądom (oraz, dodają nierzadko, „faszyzmowi”). Jednostka stanowi podmiot suwerenności, jej wolność zaś – wartość najwyższą, na którą nie może nastawać żadna instytucja ani zbiorowość (czego pilnują prawa człowieka i obywatela). Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
„Zgoda, zgoda, a Bóg wtedy rękę poda.” Pomimo najcieplejszych uczuć, jakie żywię dla autora tych słów, to jest zupełny nonsens. Pan Bóg nigdy nie domagał się od nas zgody i nawet jeśli irenizm jest cnotą, to nie z tych kardynalnych. Pan Jezus nakazywał, by mowa nasza była: „Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.” Ale co ja mam zrobić z panem Adamem Dankiem? On się zgadza ze mną, ja się zgadzam z nim. Do czego to wszystko doprowadzi? Zgoda prowadzi do kompromisu, a nam trzeba prawdy, kompromisów mamy dość. Szukać zatem nam wypadnie tych drobnych punktów, w których się różnimy. Dość już o tej zgodzie! Do rzeczy. Pan Danek zapytuje w swoim jak zwykle znakomitym artykule Suweren i heros: „czy zachowawca powinien wystrzegać się refleksji nad suwerennością?” – po czym odpowiada sam sobie, że nie do końca. Nie mogę się oczywiście z tym zgodzić. Nie tylko konserwatysta, ale po prostu każdy myślący człowiek, nie powinien nigdy wystrzegać się refleksji. Kropka. Przedmiot tej refleksji może być mniej lub bardziej wartościowy, mniej lub bardziej wart zastanowienia, ale samo zastanowienie, już niesie w sobie wartość, nadaje sens, którego przedmiot, bez udziału myślącego podmiotu, był pozbawiony. Są to jednak oczywiście drobiazgi, jak rycerskie harce przed właściwą bitwą. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Postrzegany przez jednych jako pięknoduch, przez innych jako polityczny kretyn, Jimmy Carter wciąż wywołuje silne emocje i kontrowersje. Gdy Norweska Akademia Nauk nagradza życiowe dokonania naszego bohatera przyznaniem pokojowej nagrody Nobla, medialny skandalista, Michael Savage, nazywa swojego rodaka zbrodniarzem wojennym, antyamerykaninem, żydożercą i komunistą, przyrównując go jednocześnie do Hitlera. Z czego wynika tak wielka różnorodność ocen? Czy przyczyna tkwi w ideowej polaryzacji świata, dzięki której to, co dla jednych jest pięknym gestem, dla innych oznacza zdradę ideałów? Czy może w bogatej naturze eksprezydenta, którego uśmiech dla jednych jest emanacją jego liberalnego wizerunku, dla innych dowodem, w najlepszym razie, politycznego infantylizmu? Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
P. Michał Bąkowski odpowiedział ostatnio polemicznie na mój artykuł „Na prawej flance”. Ustosunkowanie się do polemiki wymagać będzie rozważenia roli, jaką w ideowej tożsamości Prawicy odgrywają dwa elementy: suwerenność i tzw. mit bohaterski. Pierwszy z nich współczesne środowiska prawicowe niemal bez wyjątku zaliczają do swoich pryncypiów, wzywając do obrony suwerenności własnych państw, rozpuszczanej stopniowo przez procesy globalizacyjne – pomimo, iż sama koncepcja suwerenności z konserwatywnego punktu widzenia jawiła się na ogół jako niezwykle niebezpieczna. Co do drugiego elementu, zachodzi sytuacja odwrotna – nierzadko mówi się o nim jako o obcym prawicowemu, a zwłaszcza konserwatywnemu stylowi myślenia, co moim zdaniem mija się z prawdą. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Odpowiedź na Ankietę Mackiewiczowską
0 Komentarzy
Opublikowany 5 maja 2008    |
1. Nie pamiętam dokładnie, kiedy po raz pierwszy spotkałem się z nazwiskiem Józefa Mackiewicza. Muszę to jednak zawdzięczać tygodnikowi Najwyższy Czas!, najlepszemu wychowawcy młodzieży w III Rzeczypospolitej.
Pierwszą przeczytaną książką „Ptasznika z Wilna” było „Zwycięstwo prowokacji”, zapewne AD 1997-99. Bezkompromisowość i szczerość tej książki dotknęła mię do głębi. Do dziś za clou mackiewiczowskiego poglądu na komunizm uznałbym słowa pochodzące z tej publikacji: „Katastrofa to nie śmierć połowy ludzkości w wojnie atomowej. Katastrofa to życie całej ludzkości pod panowaniem ustroju komunistycznego.” Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Suwerenność Trzeciej Republiki a sprawa polska
0 Komentarzy
Opublikowany 3 maja 2008    |
Czy Trzecia Republika Francuska była państwem suwerennym, czy też nie, wydawać by się mogło zupełnie ezoterycznym przedmiotem dyskusji, toteż spieszę donieść, że III Republika jest zupełnie bez znaczenia. Natomiast suwerenność nie jest.
Adam Danek w tekście zatytułowanym Na prawej flance nie zgodził się z moją oceną suwerenności owej „nieważnej” republiki: „To nieprawda – III Republika nie była państwem suwerennym. Była państwem demoliberalnym, tymczasem (…) nie może być mowy o suwerenności tam, gdzie nie ma suwerena, a w państwie demoliberalnym brakuje podmiotu o cechach suwerena.” Zgoda. Ale to nie jest jedyna możliwa definicja „suwerenności państwowej”. Zatem zarzucanie mi aż „nieprawdy” jest w tym wypadku niezupełnie na miejscu. Pan Danek nadał bowiem normatywny sens słowu „suwerenność”, po czym orzekł (nie wprost), iż tylko w takim sensie tego słowa używać wolno. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Odpowiedź na Ankietę Mackiewiczowską
0 Komentarzy
Opublikowany 30 kwietnia 2008    |
1. Przypadkiem, około 17 lat temu, w bibliotece publicznej na Zachodzie natrafiłam na wydanie „Zwycięstwa prowokacji”. Rewelacja. Pierwszy raz w życiu przeczytałam książkę, która nie krytykowała komunizmu za ten czy inny mankament, nie krytykowała komunizmu ani za kolejki w sklepach, albo za rusyfikację, albo za stan wojenny. Nie, ona rzeczowo, logicznie i spokojnie udowadniała, że komunizm jest najgorszym złem, jakie kiedykolwiek spotkało ludzkość. Złem samym w sobie. Pamiętam wstrząs, jakiego doznałam, gdy Mackiewicz pisał o roli Armii Krajowej w „wyzwoleniu” Wilna. Nie krytykował Armii Czerwonej za jej rzekomą „zdradę”, gdy AK-owcy zostali później aresztowani. Nie było żadnej zdrady, Mackiewicz twierdził z żelazną logiką, gdyż zdradzić może tylko przyjaciel. Wróg zdradzić nie może. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Odpowiedź na Ankietę Mackiewiczowską
0 Komentarzy
Opublikowany 28 kwietnia 2008    |
Na twórczość Józefa Mackiewicza trafiłam w czasie stanu wojennego. Niestety nie potrafię sobie przypomnieć czy był to jego tekst w paryskiej „Kulturze”, czy może raczej jakiś przedruk w jednym z podziemnych wydawnictw (takich wykonywanych na powielaczach). W każdym razie pierwszy jego tekst, który przeczytałam, dotyczył zbrodni katyńskiej. Nieco później przeczytałam także „Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy”. W tamtych czasach większe wrażenie zrobił na mnie, czytany także w ledwie widocznej odbitce z powielacza, „Archipelag Gułag” Sołżenicyna oraz „I powraca wiatr” Władimira Bukowskiego. Zresztą zainteresowanie okresem stalinowskim i poststalinizmem w ZSRR pozostało mi po dzień dzisiejszy. Kilkanaście lat temu przeczytałam jeszcze „Zwycięstwo prowokacji”, jakiś zbiór wspomnień i reportaży oraz zbiór esejów Mackiewicza (tytułów już nie pamiętam, ale jeden z nich to był chyba po prostu „Wybór dzieł”) i na tym właściwie kończy się moja znajomość jego tekstów. Co mnie w nich uderzyło, to jego bezkompromisowość ocen, z którymi jednak nie do końca się zgadzam. Niemniej, zawsze cenię przywiązanie do zasad i szanuję konsekwencję w prezentowaniu swoich poglądów. To znacznie trudniejsze, niż politpoprawność i najczęściej płaci się za taką nieugiętość wysoką cenę. Moje własne intuicje i przekonania plasują się jednakowoż gdzieś poza postrzeganiem rzeczywistości przez Mackiewicza. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Odpowiedź na Ankietę Mackiewiczowską
0 Komentarzy
Opublikowany 27 kwietnia 2008    |
1. Po raz pierwszy z nazwiskiem Józefa Mackiewicza zetknąłem się czytając „Dzienniki” Stefana Kisielewskiego. O ile pamiętam, Kisielewski skomentował ukazanie się dwóch książek Mackiewicza: „Nie trzeba głośno mówić” i „W cieniu krzyża”. Komentarze można było odebrać ambiwalentnie. Z jednej strony Kisielewski zarzucał Mackiewiczowi zbytni radykalizm poglądów, ich nierealność, z drugiej strony, mam wrażenie przyznawał mu rację. „Dzienniki” czytałem 12 lat temu. Wcześniej o nazwisku Józefa Mackiewicza nic nie słyszałem. Świadczy to być może o mojej ignorancji, ale i o jakości nauczania w PRLu w latach 80- tych. Pierwszą książką, jaką przeczytałem było „Nie trzeba głośno mówić”. Tak mnie wciągnęła, że pewnego letniego dnia 2000 roku poświęciłem na nią całą noc w pociągu, podczas podróży do Budapesztu. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie z dwóch powodów: przedstawiała wydarzenia wojenne na Kresach, o których nie miałem w ogóle pojęcia. Poza tym świat przedstawiony był bardzo różnorodny, a język powieści potoczysty. Wtedy już wiedziałem, że do książek Mackiewicza sięgnę nie raz. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Z przyjemnością dowiedziałem się, iż artykuł „Te zacietrzewione oszołomy”, napisany przeze mnie kiedyś na temat dewaluacji pojęcia prawicy na polskim gruncie, doczekał się odzewu ze strony p. Michała Bąkowskiego. W tekście stanowiącym odpowiedź na mój szkic p. Bąkowski wyraża aprobatę dla części zawartych w nim twierdzeń, a wątpliwości w stosunku do innych. Poniżej pozwolę sobie na luźną refleksję, która – mam nadzieję – uzupełni bądź rozwinie niektóre wątki artykułu o oszołomach. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Odpowiedź na Ankietę Mackiewiczowską
0 Komentarzy
Opublikowany 25 kwietnia 2008    |
1. Nie pamiętam tego na pewno, informacje o Nim dopływały do mnie z różnych źródeł. Podejrzewam, że myliłem Go początkowo z Jego bratem. Pamiętam natomiast dokładnie, co zainspirowało mnie do kupna moich pierwszych książek Mistrza. Były to teksty publikowane w „Najwyższym Czasie”. Musiało to być jakieś 10 lat temu, miałem więc wówczas ok. 25 lat. Zacząłem od „Ptasznika z Wilna”. Nabyłem go w tzw. „taniej książce” (nawet dokładnie pamiętam, że była to poznańska księgarnia „Arsenał”), ale przeczytałem ładne parę (paręnaście?) miesięcy po kupieniu, co świadczy o tym, że wtedy Mackiewicz w najmniejszym stopniu nie był dla mnie tym, kim jest teraz. Potem poszło już szybko. W księgarni „Dextra” zamówiłem z osiem tomów (tyle akurat mieli) autorstwa Mistrza i… w ciągu tygodnia stałem się zagorzałym „mackiewiczowcem”. Mało kto, tak dokładnie oddawał moje poglądy. Potem sukcesywnie nabywałem kolejne tomy. W „Dextrze”, w antykwariatach, na „Allegro”, ale i w „Empikach”. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Odpowiedź na Ankietę Mackiewiczowską
0 Komentarzy
Opublikowany 24 kwietnia 2008    |
1. Pierwszą książkę Józefa Mackiewicza („Zwycięstwo Prowokacji”) przeczytałem w 1986 roku. Było to oczywiście wydanie podziemne (niestety nie pamiętam jakiego wydawnictwa) i niezbyt czytelne, jednakże dla 16-latka (trwającego w naturalnym buncie młodzieńczym i jednocześnie antyustrojowym) było to „otwarcie oczu” na otaczającą rzeczywistość. Od tego momentu w pojmowaniu świata zmieniło się wszystko….
2. Twórczością Józefa Mackiewicza zajmuję się już ponad 20 lat. Można nazwać to pasją. A pasja związana jest z poszukiwaniami. I właśnie w trakcie poszukiwań dowiedziałem się, jak dla wielu ludzi Józef Mackiewicz jest ważny, dla ilu z jego czytelników stanowi „wzór ideowy”, jest drogowskazem lub ile osób zajmowało się Mackiewiczem. Często byłem zdziwiony, gdy „odkrywałem” fascynacje Mackiewiczem u tych osób, których nigdy bym o to nie podejrzewał. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Odpowiedź na Ankietę Mackiewiczowską
4 Komentarzy
Opublikowany 23 kwietnia 2008    |
Dziękuję za zaproszenie do ankiety. Przepraszam, że nie będę pisać zbyt wiele, ale robię to w pośpiechu, przed przygotowaniem kolejnej porcji informacji, pomijanych przez media i komentatorów. Na moim blogu widnieje jako motto:
Fatalna fikcja, rozpanoszona u nas, przeżera już nie tylko obyczaje, ale psychikę narodu. Wierzymy i widzimy to tylko, co widzieć chcemy, a nie to, co jest zgodne z rzeczywistością. Ponieważ niepopularnem było w tej chwili wskazywanie na sowiecką dwulicowość, tedy nikt nie chciał jej widzieć…
Józef Mackiewicz
I to niech będzie odpowiedzią na pkt. 3 ankiety. Nic się nie zmieniło od czasu, kiedy pisał te słowa. To właśnie nieznośna świadomość tworzenia codziennie tej fikcji przez media, skłoniła mnie do prowadzenia swojego bloga, który jest z założenia przeglądem naprawdę ważnych wiadomości i demaskacją ukrytych zamiarów. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Adam Danek, którego czytałem ostatnio, przytakując mu w myślach, jest erudytą; pisze i myśli z rzadką jasnością, jego analizy są ostre i przenikliwe. W znakomitym artykule, pt. Te zacietrzewione oszołomy (http://haggard.w.interia.pl/oszolom.html), opisuje, jak w rezultacie magdalenkowych machinacji, koncesjonowana lewicowa opozycja (którą w prlu nazywa się górnolotnie „salonem”) najpierw objęła władzę, a następnie umocniła ją poprzez skoncentrowany atak na niekoncesjonowaną prawicową opozycję. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
„Dziś jedyną autentyczną rewolucją jest kontrrewolucja.”
Józef Mackiewicz
Kiedy kilka miesięcy temu Trybunał Konstytucyjny wydał pamiętne orzeczenie w sprawie ustawy lustracyjnej, w biurach partii politycznych, redakcjach mediów, na uniwersytetach oraz w ośrodkach towarzyskich zwanych salonami rozległo się chóralne „Uff…”. Po ciężkiej próbie nerwów przyszła ulga; wróciły święty spokój i poczucie bezpieczeństwa. „L’ordre regne á Varsovie.” Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
25 lipca 1998 roku, nieznany szerzej aparatczyk mianowany został szefem fsb czyli służby bezpieczeństwa „odrodzonego państwa rosyjskiego”. Nominacja Putina widziana była jako triumf kliki Berezowskiego, który miał rzekomo zdołać osadzić swojego człowieka na stołku szefa czekistów, w obliczu ostrych sprzeciwów innych ludzi z otoczenia Jelcyna. W kwietniu 99 roku, Putin wystąpił w telewizji jako krytyk filmowy; omawiał interesujące dzieło pokazujące orgię z udziałem człowieka podobnego do Prokuratora Generalnego, Skuratowa, który prowadził właśnie dochodzenie w sprawie $15 milionowej łapówki dla rodziny Jelcyna. Skuratow podał się do dymisji. 9 sierpnia Jelcyn mianował Putina premierem. Putin poszedł pożegnać się ze swymi czekistami, wzniósł toast za Stalina, po czym wypowiedział słowa, które do dziś wielu uważa za żart: – Agent oddelegowany do przejęcia władzy w Rosji melduje zakończenie pierwszej fazy operacji. – 19 grudnia Partia Jedności założona zaledwie dwa miesiące wcześniej zajęła drugie miejsce w wyborach do Dumy (za komunistami). BBC komentowała: „to jest pokojowa rewolucja antykomunistyczna”. 31 grudnia 1999 roku Jelcyn ustąpił i tymczasowym prezydentem został Putin. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Optymizm Józefa Mackiewicza
7 Komentarzy
Opublikowany 13 marca 2008    |
…przechodzi wielka choroba, zapada w nicość zaraza i śladu po niej nie ostaje.
Na pierwszy rzut oka, a może i znacznie głębiej, optymizm Józefa Mackiewicza, przenikający w licznych miejscach jego publicystyki i w powieściach, nie wydaje się racjonalny, jest trudny do zaakceptowania, zrozumienia. Bo, jakże to, on – apostoł antybolszewizmu, znający jak nikt inny realia, bolszewicką mentalność i to, co robi z ludźmi ogarniętymi jej wpływem, epatuje konsekwentnie nastrojem, który, choć ponury, przekonuje nieodmiennie, że sprawa nie jest beznadziejna? W jednej z powieści każe przyjacielowi głównego bohatera, Zybience, strzelać sobie w łeb na wieść o ryskim zawieszeniu broni, a w ostatnim rozdziale pisarskiej kariery tenże sam autor Lewej wolnej wykrzykuje wprost do ucha czytelnika: „Miejmy nadzieję…”! W jaki sposób powiązać konsekwentny realizm opisu beznadziejnej sytuacji, w jaką popadł świat u progu bolszewickiego przewrotu, z nieuchwytnymi niemal przebłyskami notorycznego optymizmu? Czy Mackiewicz-realista karmił się był jednocześnie pobożnymi życzeniami? Czy wreszcie, realista, nawet ten żyjący w wieku dwudziestym, musi być koniecznie pesymistą? Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Charlie Wilson i wojna w Afganistanie
9 Komentarzy
Opublikowany 2 marca 2008    |
Wojna Charliego Wilsona jest zabawnym filmem i, jak na standardy Hollywoodu, w miarę ścisłym historycznie. Film (w reżyserii Mike’a Nicholsa, to ten od Absolwenta) opowiada historię demokratycznego kongresmana z Texasu, który pomiędzy wesołymi bibkami, kokainą, alkoholem i Playboy Bunnies, zdołał, dzięki wyjątkowej determinacji i pomysłowości, stopniowo zwiększyć budżet CIA przeznaczony na pomoc afgańskim mudżahedinom. To z kolei doprowadzić miało do tak ogromnych strat sowieckich w Afganistanie, że Gorbaczowowi nie pozostało nic innego, jak wycofać się z podkulonym ogonem. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Rozpisując pierwszą Ankietę Wydawnictwa Podziemnego mieliśmy na uwadze przede wszystkim pytanie: jak w ocenie naszych respondentów kształtuje się obecna kondycja komunizmu-bolszewizmu w Związku Sowieckim, Chinach, peerelu, innych krajach bloku sowieckiego, a także w pozostałych rejonach świata? Czy fenomen bolszewickiej rewolucji, który przewrócił do góry nogami istniejący porządek rzeczy, wspiął się na wyżyny politycznej i militarnej potęgi, nadwerężył mentalnie miliony i miliardy ludzi na całej kuli ziemskiej mógł, nagle a niespodziewane, po prostu zniknąć z powierzchni świata, przechodząc do lamusa historii? Czy możliwe jest, że zjawisko, o którym mowa, bynajmniej nie rozpłynęło się w przestrzeni, ale nadal, jak w przeszłości, stanowi realne zagrożenie? Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
„Strategiczne oblężenie” w wielkiej grze
26 Komentarzy
Opublikowany 15 lutego 2008    |
W klasycznym chińskim dziele, Sztuka wojny, Sun Tzu mówi: „ten, który jest dobry w sztuce wojennej pokonuje siły przeciwnika bez wydania bitwy, podbija miasta przeciwnika bez oblężenia, w krótkim czasie niszczy wrogą ludność.” Proces ten starożytni chińscy stratedzy nazywali „strategicznym oblężeniem”. Sun Tzu mówi tu o podejściu, którego wróg nie powinien zbyt szybko odkryć; mamy do czynienia z tym zjawiskiem mówiąc o długofalowej strategii przyjętej przez Mao Zedonga i Nikitę Chruszczowa podczas zimnej wojny; strategii, w oparciu o którą w okolicach roku 1960 zaczęły działać chińskie i rosyjskie służby specjalne, czego owocem była m.in. „pokojowa koegzystencja” i „détente”. Jest to strategia pasywnej agresji, zamaskowanej wrogości i zdradliwej współpracy. Istnieje ona także współcześnie, pomimo że Zachód niczego nie podejrzewa. Została opisana w 1984 roku przez uciekiniera z KGB Anatolija Golicyna, który pisał: „dla realizacji swojej strategii, komuniści dysponują zestawem manewrów i forteli, wykraczających poza wizję Marksa, poza praktyczne osiągnięcia Lenina, poza wyobrażenia Stalina. Pośród owych niemożliwych do wyobrażenia wcześniej forteli, jest wprowadzenie fałszywej liberalizacji w Europie Wschodniej…” Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
List otwarty do Antoniego Macierewicza
33 Komentarzy
Opublikowany 10 lutego 2008    |
Szanowny Panie,
Piszemy ten list zdumieni treścią Pańskiej Przedmowy do polskiego przekładu książki Anatolija Golicyna Nowe kłamstwa w miejsce starych, opublikowanego niedawno przez mało znaną oficynę o dziwnej nazwie „Biblioteka Służby Kontrwywiadu Wojskowego”.
Publikacja książki Golicyna powinna być wydarzeniem, nawet jeśli intencją wydawców byłoby wyłącznie udostępnienie słynnego dzieła, niezależnie od oceny jego treści. Pańska krótka Przedmowa wydaje się jednak wskazywać, że Pan nie tylko docenia wagę pracy Golicyna, nie tylko trafnie streszcza jej podstawowe tezy, ale wręcz się z nimi zgadza. Jak to jest możliwe? Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Poniższy tekst jest tłumaczeniem artykułu zamieszczonego w Soviet Analyst w 1992 roku. Umieszczam go poniżej bez większych zmian, ponieważ wydał mi się trafnym przyczynkiem do dyskusji, odbywającej się ostatnio na naszej witrynie. Dyskusja ta dotyczy w istocie swej zagadnienia ciągłości historycznej. Z jednej strony musi być oczywiste, że historia jest ciągiem wydarzeń, w którym nieskończony łańcuch prowadzi do określonych – choć nie: zdeterminowanych – konsekwencji. Historia puka do wielu drzwi, a które się otworzą, zależy między innymi od owego łańcucha wydarzeń. Wydawałoby się to bezdyskusyjne, ale są czasami sytuacje, w których inteligentni skądinąd ludzie, utrzymują, iż sytuacja polityczna uległa tak gruntownym zmianom, że wszelka ciągłość historyczna została przerwana.
Niżej podpisany [tzn. ja - mb] jest zwolennikiem podobnej wykładni wobec rewolucji bolszewickiej, z tą jednak zasadniczą różnicą, że październikowy przewrót nie przerwał historii jako takiej, ale przerwał ciągłość państwową Rosji. Pisał o tym obszernie i wielokrotnie Józef Mackiewicz, nie miejsce tu na powtarzanie jego argumentów. Ogromna większość Polaków do dziś nie akceptuje tej tezy, twierdząc uparcie, że sowiecki moloch to „nic, tylko Rosja”, a w konsekwencji, że prl jest przedmiotem „rusyfikacji” (czego obszerne dowody mieliśmy ostatnio w komentarzach na wp). Pomimo to, Polacy gotowi są przyjąć, że ciągłość historyczna przerwana została w 1989 roku, kiedy to Polska odzyskała niepodległość. Analizy sytuacji politycznej sprzed owej zasadniczej cezury strącone zostają do rubryki „historia”, ich aktualność podana w wątpliwość, a inteligencja, uczciwość oraz zdrowie psychiczne autorów zakwestionowane w najostrzejszy sposób.
Prześlij znajomemu
Składany komunizm. Część III. Zaraza czy coś gorszego?
65 Komentarzy
Opublikowany 11 stycznia 2008    |
Komunizm wykazywał się zawsze nadzwyczajną giętkością taktyczną przy żelaznej dyscyplinie strategicznej. Przywódcy komunistyczni nie tracili nigdy z oczu nadrzędnego celu, niezależnie od koniunktury. Tym celem, nie była nigdy mityczna zasada „każdemu według jego potrzeb” czyli uszczęśliwienie ludzkości. Co za tym idzie, centralne zarządzanie gospodarką, które na ogół wskazuje się w pierwszym rzędzie jako punctum saliens komunizmu, nie miało nigdy nic wspólnego z istotą rzeczy. Nigdy nie interesowało komunistów sprawne zarządzanie gospodarką, wyłącznie sprawna kontrola nad gospodarką, a tym samym nad ludnością. Utożsamianie komunizmu z centralnie zarządzaną ekonomią (czyli, żeby posłużyć się marksistowskim bełkotem: „społeczną własnością środków produkcji”) prowadzi prostą drogą do fałszywej opozycji w postaci „komunizm-kapitalizm”. Taka przeciwstawność nigdy nie istniała w rzeczywistości, a komuniści propagowali ją dla swych własnych celów strategicznych, gdyż im mniej rozumie się wroga, tym trudniej go pokonać. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Nie ma to jak w piaskownicy
20 Komentarzy
Opublikowany 31 grudnia 2007    |
Piłkarze zaprosili dzieci do Magdalenki i tam po raz pierwszy dzieci zobaczyły piaskownicę w całej jej okazałości. Piłkarze obiecali im solennie, że jeśli będą grzeczne, to cała ta piękna piaskownica będzie należeć do nich. Dzieci były zachwycone. Takiej piaskownicy nie widziały w życiu. Bolek i Adaś, i Tadzio, i mały Bronek, nigdy, przenigdy, nie spodziewali się, że mogą dostać piaskownicę na własność. A jednak, jak mają w zwyczaju niedorostki, udawali, że im w ogóle nie zależy, twierdząc krnąbrnie, że jeśli mają zajmować się piaskownicą, to muszą otrzymać coś w zamian. Piłkarzom w to graj, więc zaproponowali dzieciukom ni mniej, ni więcej, tylko rozwiązanie potężnego Polskiego Związku Piłki Ręcznej! A jednocześnie zaprosili dzieci do kolejnej zabawy. Tym razem mieli się bawić w Rycerzy Okrągłego Stołu. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Składany komunizm Część II (*) Moskiewski pucz
33 Komentarzy
Opublikowany 13 grudnia 2007    |
19 sierpnia 1991 roku rozpoczął się w Moskwie trzydniowy spektakl bez precedensu. Niemal każdy szczegół przewrotu był zadziwiający. Pomimo rozlicznych twierdzeń, że samo wydarzenie nie było niespodzianką, zarówno zachodnie źródła jak obóz Jelcyna, musiały niechętnie przyznać, że nie było żadnych informacji zapowiadających pucz. Umknęło to uwagi zachodnich obserwatorów, musi więc być istotne. Historia dostarcza niezliczonych przykładów lekceważenia ostrzeżeń nadsyłanych przez wywiady, ale brak jakichkolwiek ostrzeżeń – jakichkolwiek informacji! – na temat przygotowań do wydarzenia takiej wagi, domaga się logicznego raczej niż historycznego wyjaśnienia. Logicznie rzecz biorąc są trzy możliwości: Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
1. Podzielam pogląd „tak zwanej obiegowej opinii”. Od kilkunastu lat mamy niepodległą Ojczyznę. Tym niemniej analiza skutków zmian politycznych zainicjowanych w 1989 r. nie prowadzi do optymistycznych wniosków. Odzyskaliśmy upragnioną wolność, a nie potrafimy dokonywać świadomych wyborów w oparciu o tradycyjne wartości i zasady. Brakuje postaw patriotycznych, troski o polską kulturę i obyczaje. Klasa polityczna tkwi korzeniami w dawnym systemie. Inteligencja zachłystując się „nowinkami” z Zachodu wciąż myśli po sowiecku. Czerwoni profesorowie nadal prowadzą zajęcia dydaktyczne, badania naukowe, piszą podręczniki. Ważne funkcje publiczne pełnią komuniści. Niektórzy z nich nadal głoszą bolszewickie poglądy, inni – „cudownie nawróceni” – rozdają różańce. „Gruba kreska”, brak rozliczenia komunizmu i nazwania po imieniu tworu określanego mianem PRL, zamazanie granic między katami a ich ofiarami – to nic dobrego nie wróżące skutki wspomnianej w pytaniu „rewolucji”. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Składany komunizm. Część I (*)
22 Komentarzy
Opublikowany 4 grudnia 2007    |
Komunizm upadł.
„Skurczył się w sobie,
Chodzić nie może,
Zmniejszył się chyba o głowę;
Nie znam się na tym, ale wygląda,
Jakby miał żeber połowę.”
Komunizm, który od połowy XIX wieku krążył po świecie jak widmo, ale też ciążył nad światem w zupełnie nie-widmowy sposób; komunizm, który panował nad ponad połową ludzkości – zniknął, przepadł, ot, tak sobie. Potężna centrala międzynarodowego komunizmu w Moskwie po prostu zwinęła się w kłębek i znikła. To historyczne wydarzenie zostało spowodowane przez „nieudany przewrót sierpniowy w Moskwie”. Tak zwany Beton, z którego wywodzili się nieudaczni spiskowcy, skutecznie zniszczył kompartię, rozbił niesławnej pamięci aparat bezpieczeństwa, ale także zakończył zimną wojnę. Podchmieleni konspiratorzy zadali śmiertelny cios doktrynie marksizmu-leninizmu i w jednym, króciutkim wybuchu błyskotliwej niezdarności, olśniewającej głupoty, raźnego opilstwa i pryncypialnego niezdecydowania, zdemontowali potężny związek socjalistycznych republik sowieckich. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Odpowiedź na ankietę
0 Komentarzy
Opublikowany 27 listopada 2007    |
1. Pogląd jest nieuzasadniony, gdyż nie wywalczyła.
2. Jeśli rządy w Rosji są interpretowane jako kontynuacja bolszewizmu, wówczas spełniają rolę konsolidującą UE (zagrożenie!), a więc wzmacniają europejski etap globalizacji. Gdy są interpretowane jako demokratyzacja, przemawiają za otwarciem się na Rosję, a więc także służą wzmocnieniu europejskiego etapu globalizacji. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Odpowiedź na ankietę
0 Komentarzy
Opublikowany 14 listopada 2007    |
1. Doświadczenie uczy, że mało co jest PEWNE, może być jedynie mniej lub bardziej prawdopodobne. Jeśli chodzi o „rewolucję” w Europie Środkowej najbardziej prawdopodobną dla mnie wersją jest, że faktycznie – była ona dziełem sowieckich (polskich, enerdowskich itd.) służb specjalnych, których funkcjonariusze zauważyli że więcej ugrają dla siebie w zreformowanym systemie. Został więc on zreformowany, a „funkcjonariusze” rzeczywiście – władzę mają nie mniejszą, a materialnie… materialnie mogą mieć znacznie więcej niż „wczasy w Bułgarii”. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
W poszukiwaniu utraconej suwerenności myślenia
5 Komentarzy
Opublikowany 10 listopada 2007    |
„Z tematów Mackiewiczowskiego pisarstwa sygnalizuję tu tylko kilka najważniejszych. Jak wszędzie w tej książce, staram się przede wszystkim być przewodnikiem.”
Przeczytawszy te słowa na wstępie piątej części książki Boleckiego, pomyślałem w pierwszej chwili, że przecież lepiej czytać samego Mackiewicza niż sygnały od najlepszego nawet przewodnika, ale bardzo prędko pożałowałem tej myśli. Bolecki nie jest rzetelnym przewodnikiem, jest interpretatorem. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby jego interpretacja nie była tak dalece sprzeczna z duchem pisarstwa Mackiewicza, iż nie sposób pozostawić tej części Ptasznika bez najostrzejszej polemiki. Naturalnie, „duch pisarstwa” jest także tylko wynikiem interpretacji. Innymi słowy, moja interpretacja różni się tak diametralnie od interpretacji Boleckiego, że w moim mniemaniu, Bolecki po prostu nie rozumie Józefa Mackiewicza; a nie rozumiejąc, próbuje go ugłaskać, pogodzić z wszystkimi świętościami polrealistycznej kapliczki, żeby nie powiedzieć – upupić. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Nikaraguańska paramnezja
4 Komentarzy
Opublikowany 9 listopada 2007    |
Zwycięstwo przywódcy Sandinistów, Daniela Ortegi, w zeszłorocznych wyborach prezydenckich w Nikaragui jest wydarzeniem w dwójnasób znamiennym. Jest, po pierwsze, potwierdzeniem trendów, które już od niemal dekady dominują w życiu politycznym tej części świata, a które najtrafniej można określić mianem kubanizacji lub komunizacji Ameryki Łacińskiej. Ameryka Południowa zmierza prostą drogą w kierunku komunizmu, co do tego nie można mieć już dzisiaj najmniejszych wątpliwości. Jest to przy okazji największy, choć stosunkowo niegłośny, sukces kubańskiego przywódcy, Fidela Castro. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
O meandrach mackiewiczologii
31 Komentarzy
Opublikowany 1 listopada 2007    |
Ukazało się jakiś czas temu, nakładem Wydawnictwa Arcana, nowe wydanie Ptasznika z Wilna, Włodzimierza Boleckiego, z podtytułem O Józefie Mackiewiczu (Zarys monograficzny). (1) Jest to dzieło ogromne: na przeszło 900 stronach, Bolecki zajmuje się biografią pisarza, potem historią napaści na Mackiewicza (eufemistycznie znaną jako „sprawa”), wreszcie omawia jego poglądy i jego pisarstwo. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Sześć warunków Machiavellego
0 Komentarzy
Opublikowany 31 października 2007    |
W ubiegły poniedziałek świętowaliśmy Dzień Kolumba, w którym możemy dostrzec sedno światowego sporu o kulturę. Niektórzy patrzą na „uniwersalną” kulturę europejską jako coś złego. Być może woleliby, żeby chińska cywilizacja rozprzestrzeniła się po świecie, albo muzułmańska. Czy Inkowie i Aztecy daliby nam demokrację i wolny rynek wraz z wolnością i dobrobytem? Mało prawdopodobne. Mnie się zdaje, że niezależnie od zbrodni popełnianych od czasu do czasu, zachodnia cywilizacja była czymś dobrym. Bez Kolumba i odkrycia nowego świata, nie istniałyby Stany Zjednoczone i kto wtedy wyciągnąłby Europę i Azję z gruzów wojny światowej? Czytelnik nie może sobie wyobrazić ile oburzonych listów dostaję każdego tygodnia od ludzi, którzy przypominają mi, że spuścizna Ameryki składa się głównie z Hiroszimy i Nagasaki. Czyżbyśmy zapomnieli historię ostatnich dwudziestu pięciu wieków? Czy zapomnieliśmy o okrucieństwie królów perskich, o zniszczeniu Kartaginy przez Rzym, o barbarzyńskich inwazjach, które zalały następnie Rzymian? Czy zapomnieliśmy całą tę morderczą historię z napadami Wikingów, z mongolskimi hordami, z kanibalami? Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Na pohybel Bladym Twarzom czyli wojna w cyberprzestrzeni
0 Komentarzy
Opublikowany 27 października 2007    |
Jest pewien gatunek hollywoodzkich filmów, które chcąc być na fali, pokazują konflikt prowadzony przy pomocy komputerów. Jednakże producenci tych filmów bardzo prędko spostrzegli, że jakkolwiek pokazywanie wojny na internecie jest wprawdzie intratne, to samo stukanie w klawisze nie jest wystarczająco spektakularne; zatem, żeby przyciągnąć ludzi do kina, trzeba rozpocząć pościgi, strzelaniny i mordobicia prędzej raczej niż później. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Nie będę krył, że wybierając się na najnowszy film Andrzeja Wajdy, miałem z góry ugruntowany pogląd. Mistrz polskiej szkoły relatywizmu filmowego nie wydawał mi się odpowiednim kandydatem na autora filmu o zbrodni katyńskiej. Jako twórca adaptacji powieści Andrzejewskiego “Popiół i diament”, reżyser propagandowych eposów z gatunku “Człowieka z marmuru” i “Człowieka z żelaza” wydawał mi się nieodmiennie typem ideowca, skrupulatnie dopasowującego swój prywatny etos do zmiennej koniunktury. Dzieło Wajdy to mit zagubionego akowca, dobrodusznego bolszewika, solidarnościowego zrywu, siermiężnej koegzystencji imponderabiliów z koniecznością dziejową. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Nieświęte przymierze (*)
23 Komentarzy
Opublikowany 10 października 2007    |
Carl Bernstein, ten sam, co sprawił łotergacie Nixonowi i „wszystkim ludziom prezydenta”; ten, co obnażył skorumpowaną administrację amerykańską w słynnej książce All the President’s Men, podważając tym samym na lata całe zaufanie Amerykanów do jakiejkolwiek władzy – tym razem postanowił zająć się Solidarnością. Gdyby tylko wynik był ten sam!… Gdybyż tylko podważyć zdołał bezrozumną wiarę Polaków w Solidarność – ale nie ma na co liczyć. „The Holy Alliance”, The Time Magazine, 24.2.1992, jest kolejnym dowodem na to, że inteligentny zachodni dziennikarz, porzuca wszelkie detektywistyczne dociekania, ba, zostawia rozum w domu, kiedy staje wobec rzeczywistości manipulowanej przez komunistów. Jak tylu korespondentów przed nim, niestety, i on dał się nabrać. Iluż to dziennikarzy jechało do Moskwy w celu „obnażenia”, by po powrocie wciskać czytelnikom kit bolszewickiej propagandy. W latach osiemdziesiątych, korespondenci tak bardzo byli pod wrażeniem fatalnych warunków życia, że przywieźli na Zachód zdumiewającą myśl: komunizm chyli się ku upadkowi! Bernstein, jak tylu przed nim, przyjmuje za prawdziwą, tę wersję podkomunistycznej rzeczywistości, w której wszystko układa się zgrabnie, wydarzenia mają jasno określone przyczyny i skutki, wszystkie elementy pasują do siebie jak ulał. Zabawne, że gdyby stosował taką logikę wobec „wszystkich ludzi prezydenta”, to nie byłoby Watergate. No, ale Bernstein zostawił swój rozum na Zachodzie. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Łudzenie moskitów
0 Komentarzy
Opublikowany 10 października 2007    |
Chiny. Znaki zapytania pojawiają się nawet w tych obszarach, których identyfikacja, pozornie, nie powinna stanowić problemu. I tak, biorąc pierwszą z brzegu wątpliwość, możemy zapytać, jaki ustrój polityczny panuje obecnie w tym państwie? Komunizm, socjalizm, a może państwowy kapitalizm? Niezależnie od tej czy owej, oderwanej opinii, próżno by szukać jednoznacznej, zgodnej odpowiedzi ekspertów na to, zdawać by się mogło, stosunkowo proste pytanie. Nie znajdziemy jej z bardzo wielu powodów, z których wymienić wypada przynajmniej trzy. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Niezaprzeczalne przygotowania wojenne Rosji
3 Komentarzy
Opublikowany 9 października 2007    |
Od 1998 roku publicznie mówiłem o przygotowaniach wojennych Rosji. Pomysł szykowania się do wojny nuklearnej jest absurdalny dla większości Amerykanów, ponieważ wojna atomowa nie ma sensu w oczach społeczeństwa konsumpcyjnego. A jednak przygotowania wojenne Rosji były równie niezaprzeczalne wówczas, jak są dziś. Na dodatek Rosja nie jest społeczeństwem konsumpcyjnym. W późnych latach 90. Rosja odnawiała ogromne schrony przeciwatomowe i budowała podziemne miasta. Takie urządzenia mogą przydatne tylko w przyszłym konflikcie nuklearnym. Wydawało się wtedy trudne do wyjaśnienia, dlaczego państwo, które było rzekomo w stanie kryzysu, marnowało swe mizerne zasoby na coś równie kosztownego, ale także tak odległego od „normalnych” oczekiwań. „No to co,” ludzie wzruszali ramionami. „Rosjanie są przyzwyczajeni do robienia takich rzeczy. To im daje psychologiczny komfort. Niech robią, co chcą. Nie musimy się tym przejmować.” Jednakże obserwatorzy nie dostrzegli, że Rosja bez ustanku gwałciła umowy w sprawie kontroli zbrojeń; nie przyznawała się do wszystkich głowic nuklearnych w jej posiadaniu i nie niszczyła ich w weryfikowalny sposób, przez cały czas rozwijając nowe systemy broni biologicznej i chemicznej.
Prześlij znajomemu
Odpowiedź na ankietę
0 Komentarzy
Opublikowany 9 października 2007    |
1. Nie, Europa Wschodnia nie została naprawdę wyzwolona. Ale sztuczne wyzwolenie może łatwo obrócić się w prawdziwą wolność, jeśli ukryci manipulatorzy zostaną ujawnieni i ich władza oddana zostanie w ręce prawdziwych patriotów. Najwyższy na to czas.
2. Czy można by uznać, że nazizm został prawdziwie pokonany, gdyby po zakończeniu II wojny wszyscy szefowie Gestapo pozostali na swoich posadach, nikt nie zakłócałby ich spokoju kryminalnymi dochodzeniami i dysponowaliby nadal taką samą władzą co przedtem? Sowiecki aparat państwowy, KGB i rosyjska mafia – to jedno i to samo. Zmiany w byłym ZSRS były zaledwie zasłoną dymną dla oszukania opinii publicznej na Zachodzie i dla rozbicia ostatków antykomunizmu. Nie muszę dodawać, że operacja zakończyła się sukcesem. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Odpowiedź na ankietę
0 Komentarzy
Opublikowany 9 października 2007    |
1. Rok 1989 oceniam bardzo pozytywnie. Europa Wschodnia wywalczyła wolność.
2. Ani jedno ani drugie. Rządy Jelcyna i Putina to ani kontynuacja sowieckiego bolszewizmu, ani proces demokratyzacji. To ewolucja od międzynarodowego socjalizmu do narodowego kapitalizmu. Zmiany w ROSJI mają minimalny wpływ na sytuację międzynarodową. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
1. W moim przekonaniu rewolucje w Europie Wschodniej zostały zaplanowane ze znacznym wyprzedzeniem przez KGB i utajnioną komórkę działającą w obrębie Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego, w bezpośrednim związku z wielką strategią opracowaną pod koniec lat 50. przez komitet sowieckich strategów, działający pod kierownictwem Leonida Breżniewa (w którego składzie był m.in. Generał KGB, Nikołaj Mironow, miłośnik starożytnej Sztuki Wojennej Sun Tzu). Realizacja nowej strategii związana była z przeświadczeniem, że po śmierci Stalina niezbędne są gruntowne reformy systemu, które pozwolą na jego przetrwanie. Starannie przygotowane zmiany miały być przeprowadzone przez tajne struktury KGB, a jednym z najistotniejszych punktów było wykorzystanie ruchu dysydenckiego, który mógłby być zaakceptowany przez Zachód. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Odpowiedź na ankietę
12 Komentarzy
Opublikowany 30 września 2007    |
1. Nikt sobie niczego nie wywalczył, bo żadnej walki nie było, jeśli nie liczyć zabicia Ceausescu. W wyniku „globalnego porozumienia” Moskwy z Waszyngtonem i kim jeszcze należało, niejawnego „Kongresu Wiedeńskiego” czy nie spisanego „Traktatu Wersalskiego” Imperium zostało okrojone i przeorganizowane. We wszystkich krajach na czele przemian stanęli odpowiednio usytuowani ludzie służb specjalnych, którzy pokierowali „transformacją ustrojową”. W zależności od warunków lokalnych, ta transformacja miała (i ma) różny przebieg. Najgorzej wyszła na tym Polska, ponieważ – dzięki istnieniu zagenturyzowanej opozycji i współpracującej hierarchii kościelnej, przemiany miały charakter najmniej autentyczny, a społeczeństwo zostało oszukane w największym stopniu. Tym niemniej, wszystkie narody uzyskały pewną szansę na „wybicie się na wolność” . Także funkcjonariusze służb, którzy stanęli na czele tych przemian, wyłamują się, lub wyłamywali się z założonego schematu i wykorzystali okazję ,w większym lub mniejszym stopniu, do uwolnienia się od „centrali” bądź poszukania sobie nowych panów. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Wielka Brytania jest od wielu lat uznanym (ciekawe czy słusznie) liderem w dziedzinie inwigilacji swoich obywateli. Władze tego kraju mają do swojej dyspozycji około 4 mln kamer, dzięki czemu, jak się szacuje, przeciętny Brytyjczyk staje oko w oko z kamerą średnio 300 razy dziennie. Zawdzięczając wysublimowanej technice, życie pana Smitha już dawno przestało być tajemnicą dla jego opiekuńczego anioła stróża, który z dużą dozą dokładności może prześledzić niemal każdy krok swojego podopiecznego, sprawdzić, którą linią metra podróżuje, czy aby za często nie spóźnia się do pracy, a nawet w czyim towarzystwie spożywa drugie śniadanie.
Skuteczność brytyjskich metod inwigilacji została objawiona najpełniej w lipcu 2005 roku, w ciągu kilku dni po tragicznych zamachach terrorystycznych w centrum Londynu. Bardzo szybko okazało się, że wszędobylskie kamery pozwalają nie tylko na bezbłędną identyfikację zamachowców, ale nawet na dokładne odtworzenie trasy ich podróży, ostatnie spotkanie przed planowaną akcją, analizę zachowania. 4 mln kamer okazały się w tym przypadku bezcennym źródłem informacji.
Prześlij znajomemu
Tajemnicza śmierć Aleksandra Litwinienki
1 Komentarz
Opublikowany 9 września 2007    |
Martin Sixmith był przed kilku laty tak zwanym spin doctor, czyli szefem od propagandy, w brytyjskim ministerstwie transportu, kiedy wybuchł tam straszny skandal. Sixmith został wyrzucony na zbity pysk, po czym cała maszyna rządu i partii lejburzystowskiej obróciła się przeciw niemu. Na szczęście, jako młody człowiek był także korespondentem BBC w Moskwie, miał więc dość znajomości wśród dziennikarzy, by przeżyć ataki machiny państwowej. Zdawać by się mogło zatem, że taki rzadki zestaw doświadczeń wyposażył go idealnie dla dochodzenia w sprawie tajemniczego zabójstwa Aleksandra Litwinienki, który został otruty w Londynie, w listopadzie ubiegłego roku, przy pomocy radioaktywnego polonu. Mogłoby się tak wydawać, bo przecież poszukiwacz prawdy w tak skomplikowanej historii będzie musiał przebić się przez masy sowieckiej agit-prop, którą w Anglii nazywa się niewinnym mianem spin.
Polon był najprawdopodobniej wielokrotnie używany w przeszłości przez kgb – czy też fsb, jak się teraz chcą nazywać – ale nigdy dotąd nie został wykryty i niewiele brakowało, żeby i tym razem udało się mordercom ujść bez szwanku. Promieniowanie alfa, spowodowane izotopem polonu 210, wykryto dopiero w dzień śmierci Litwinienki. Podejrzenie padło prędko na panów Kowtuna i Ługowoja, „byłych oficerów służb bezpieczeństwa”, którzy spotkali się z nim kilkakrotnie i pozostawili po sobie radioaktywny ślad podczas swych wizyt w Londynie. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Współczesny faryzeizm
16 Komentarzy
Opublikowany 31 sierpnia 2007    |
W grudniu zeszłego roku, nowy metropolita warszawski, arcybiskup Stanisław Wielgus wyraził pogląd na temat pojawiających się od czasu do czasu, z monotonną natarczywością, prób tropienia tajnych współpracowników służby bezpieczeństwa, działających w kościele katolickim: bałbym się bardzo - powiedział hierarcha - żeby lustracja nie stała się formą współczesnej inkwizycji. Osobiście, kościelny dostojnik nie jest przeciwnikiem lustracji, obawia się jednak, że przy tej okazji może dojść do zniszczenia człowieka na podstawie półprawd i wątpliwych informacji ludzi, którzy nie byli nastawieni na prawdę. Wystąpienie nominata nie mogło być zaskoczeniem dla tzw. opinii publicznej, która podobne w tonie i z ducha wypowiedzi wielokrotnie zdołała usłyszeć z ust najwyższych dostojników kościelnych.
Tym razem słowa kolejnego katolickiego hierarchy, usiłującego zamazać obraz rzeczywistego charakteru stosunków państwo-kościół, nabrały wymiaru profetycznego. Jeszcze dobrze nie obeschła farba na uroczystej deklaracji ekscelencji, a już do głosu doszli ludzie podejrzewani o instrumentalne podejście do prawdy. Doniesienia Gazety Polskiej, według której Stanisław Wielgus miał współpracować ze służbami specjalnymi peerelu, zostały uznane za jaskrawy przykład dzikiej lustracji i ostro napiętnowane w mediach. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
Józef Mackiewicz i teoremat nieskończonej ilości małp
3 Komentarzy
Opublikowany 31 sierpnia 2007    |
Tak zwany „teoremat nieskończonej liczby małp” sformułowany został w XIX wieku przez TH Huxleya. Przewiduje on, że jeśli wyposażyć nieskończoną ilość małp w takąż nieskończoną liczbę maszyn do pisania, to któraś z tych małp wystuka w końcu arcydzieło, pozostając w uroczej ignorancji tego wiekopomnego faktu. Małpa jest tu raczej niezasłużonym znakiem „bezmyślności”, maszyna do pisania zaś, jest symbolem techniki. Widać więc jak na dłoni, że teoremat Huxleya, odnieść się da z łatwością do współczesnej wersji internetu, w której niezwykle wysoka (choć nie nieskończona) liczba aktywnych użytkowników wystukuje do upadłego na klawiaturach swoich komputerów.
Wiedzę na temat owego dziewiętnastowiecznego dziwoląga zaczerpnąłem z książki Andrew Keena, pt. Kult amatora czyli Jak dzisiejszy internet zabija kulturę i niszczy gospodarkę.(1) Keen nie jest zwykłym krytykiem internetu z rodzaju tych, którym litery www. wydają się wypowiedzią jąkały – Keen był luminarzem Silicone Valley w latach 90. Jak sam przyznaje, był apologetą rewolucji informacyjnej – ale do czasu. Ściślej, do momentu, gdy zrozumiał, że internet zmierza do „zastąpienia tyranii ekspertów dyktaturą idiotów”. Keen określa cyfrową rewolucję, tzw. Web 2.0, jako „ignorancję zmieszaną z egoizmem, zmieszaną ze złym smakiem, zmieszaną z władzą motłochu – na steroidach.” Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
W swoim poemacie Moskwa - Pietuszki, Wieniedikt Jerofiejew pisał z wewnętrznym przekonaniem: Wszyscy mówią ‘Kreml, Kreml’, od każdego to słyszę, a ja sam ani razu Kremla nie widziałem. Zamykając oczy na dookolną rzeczywistość, tułający się po stolicy swego kraju, Jerofiejew nie mógł chyba lepiej wyrazić swojego zniesmaczenia. Jako poeta, pisarz, człowiek bynajmniej nie sowiecki, mógł sobie ignorować wszystko, na co tylko przyszła mu ochota, choć, po prawdzie owa buńczuczna deklaracja była jedynie błyskotliwą próbą zakamuflowania trawiącej go rozpaczy. Jerofiejew usiłował ignorować podsowiecką rzeczywistość, i takie było jego święte prawo, inaczej rzecz wygląda, gdy owa ignorancja nawiedza wielkich (choćby jedynie tytularnie) aktorów tego świata. W tym drugim przypadku, bezrozumne zamykanie oczu na rzeczywistość prowadzić musi do przykrych konsekwencji.
W połowie lipca 2007 roku na pierwszych stronach wszystkich światowych gazet pojawiła się elektryzująca informacja: Rosja zawiesiła swój udział w Traktacie o Ograniczeniu Sił Konwencjonalnych w Europie. Według oficjalnego oświadczenia Kremla, decyzja ta została podjęta w związku z wyjątkowymi okolicznościami, które naruszają bezpieczeństwo Federacji Rosyjskiej i wymagają podjęcia natychmiastowych kroków. Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu
„Największy polski pisarz XX wieku pozostaje w Polsce prawie nieznany. Jego dzieł nie ma w księgarniach, czytelniach i bibliotekach szkolnych. Erudyta, który wielokrotnie bardziej zasłużył na literacką Nagrodę Nobla niż Czesław Miłosz czy Wisława Szymborska, żadnych nagród nie otrzymał. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest fakt, że Józef Mackiewicz (bo o nim tu mowa) był zdecydowanym antykomunistą, który ten nieludzki system znał nie tylko z literatury czy z opowieści, ale sam zaznał jego dobrodziejstw na własnej skórze, będąc przymusowym poddanym Józefa Stalina w latach 1939-1941. Dziś niezawisłe (!) sądy Rzeczypospolitej Polskiej stoją na straży, aby nawet fragmenty jego dzieł nie mogły być drukowane w kraju bez zgody jedynej spadkobierczyni jego praw. Jest nią Nina Karsow-Szechter, wdowa po Szymonie Szechterze, stryju Adama Michnika. Nie tylko ciekawostką jest więc fakt, że Adam Michnik jest jednym z organizatorów literackiej Nagrody Nike w neo-PRL (bo do takiego kręgu twórców odnosi się głównie środowisko, w którym to wszystko się obraca), natomiast Józef Mackiewicz jest patronem nagrody literackiej, która promuje zupełnie inne wartości. Ale cóż, Gazeta Wyborcza jest bogata i opiniotwórcza, zaś patron nagrody swego imienia skazany został na to, co najgorsze – na niebyt.”
Tak od serca wygarnął Łukasz Reda w wypracowaniu pt. Józef Mackiewicz zaszechterowany, PolskieJutro.com.
Czy wybranie się do biblioteki, czytelni albo księgarni mogłoby mieć jakiś wpływ na Redę? Nie sądzę. Nie bywa w księgarniach, bo gdyby bywał, nie pisałby takich bzdur; nie czytał Mackiewicza ani nie zna historii, bo gdyby czytał, to wiedziałby, że Mackiewicz żył pod bolszewicką okupacją tylko rok, że ani Moja dyskusja z NKWD, ani Prorok z Popiszek nie są fragmentami Drogi donikąd; nie zna pisowni nazwisk ludzi – Świerzewski? Karsow? – o których ośmiela się zabierać głos. I tak dalej. Ten człowiek tak bardzo pochłonięty jest swoim ideologicznym zboczeniem, że nie zauważyłby rzeczywistości nawet, gdyby uderzyła go swym pięknem w twarz, więc nie ma oczywiście sensu polemizować z czymś takim. Poza tym odmawiam doprawdy prowadzenia polemiki z kimś, kto pisze „qui bono”… Zatrzymam się tylko przy jednym punkcie: związku pomiędzy poglądami politycznymi a więzami rodzinnymi.
Argument ten jest do znudzenia powtarzany przez „komentatorów nowej sprawy Mackiewicza”: dziwny związek pomiędzy bolszewikiem, Adamem Michnikiem, i antykomunistką, Niną Karsov. Związek, który w języku polskim nazywa się powinowactwem, a nie pokrewieństwem, jak wielokrotnie błędnie głoszono w prlowskiej blogosferze. Ponieważ ludzie ci nie tylko nie znają historii, ale są pozbawieni najbardziej rudymentarnej kultury, to nie jest im wiadomym, że nawet związki pokrewieństwa, nie determinują podobieństwa poglądów politycznych ani postaw życiowych. Nie słyszeli pewnie nigdy o Kainie i Ablu, o Jakubie i Ezawie, o Izaaku i Ismaelu, o Józefie i jego braciach – nie słyszeli o nich, bo to wszystko Żydzi (z wyjątkiem Ismaela, który był czymś na kształt pre-przechrzty, co pewnie czyni go emocjonalnie bliższym prlowskiemu antysemicie), zatem – spisek! Żydo-komuna! Bij, zabij! Żydzi na Madagaskar!! Wodzu, prowadź!!! Czytaj więcej –>
Prześlij znajomemu






