<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do: Jednostka a osoba</title>
	<atom:link href="http://wydawnictwopodziemne.com/2008/05/20/jednostka-a-osoba/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://wydawnictwopodziemne.com/2008/05/20/jednostka-a-osoba/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 11 May 2012 11:37:33 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
	<item>
		<title>Autor: michał</title>
		<link>http://wydawnictwopodziemne.com/2008/05/20/jednostka-a-osoba/comment-page-1/#comment-406</link>
		<dc:creator>michał</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 21 May 2008 22:20:10 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://wydawnictwopodziemne.com/2008/05/20/jednostka-a-osoba/#comment-406</guid>
		<description>Tym razem pan Adam mi przyłożył.  Nie ma co owijać tego w bawełnę: nawyzywał mi od lewicowców.  Oczywiście, wrodzona kultura nie pozwoliłaby mu zniżyć się do wyzywania komukolwiek, nawet mnie, nie da się jednak uciec od konstatacji, że sprowadził mnie do poziomu jakiegoś panamichnikowego dziennikarzyny.  Przyjaciel z dzieciństwa, Lew Icek Prawiczek, utrzymywał kiedyś, że jak poskrobać, to okażę się lewy.  Może coś w tym jest, a może... „to już jawny faszyzm!”.  Chętnie jednak wybaczam panu Adamowi te oskarżenia, bo wszystko przecież zaczęło się od mojej uwagi, że zbieranie pod sztandary i stawanie do szeregu, nie przystoi prawicy.  Co więcej, jego artykuł bardzo mi się podoba.  Właściwie mógłbym się pod nim podpisać, ale z jakiegoś dziwnego powodu, Danek uważa go za replikę pod moim adresem, za głos w dyskusji ze mną.  Jakże do tego doszło?  Semantyka, nie po raz pierwszy, odegrała w tym rolę.  Powiedziałem bowiem, że termin ‘prawica’ powinien „oznaczać uprawianie polityki w imię jednostki, ponieważ wystarczająco wiele jest lewicowych ugrupowań, uprawiających politykę w imię kolektywu”.  I tak, w celu uściślenia jednego, zamgliłem coś innego.

„Jednostka” jest zdaniem Danka fundamentalnym pojęciem „liberalizmu, świeckiego humanizmu, pragmatyzmu filozoficznego” i ich koncepcji człowieka jako „egoistycznego i egocentrycznego atomu, fruwającego sobie w próżni, gdzie akurat zechce i dla kaprysu lub przypadkiem zderzającego się z innymi atomami”.  Z takiego fałszywego opisu wynika pojęcie „równości” (suwerenne jednostki muszą być równe), którego polityczne konsekwencje Danek wykłada ze swadą.  Prawdę mówiąc, posunąłbym się dalej.  Błędem wszelkich odcieni lewicy jest niedostrzeganie sprzeczności pomiędzy tak postawionymi koncepcjami wolności i równości, bo tylko odbierając wolność można zrównać nierównych.  Nie jest jednak moim celem wytykanie absurdalności lewicowego sposobu myślenia.  Często tak bywa, że najbardziej błędna koncepcja rodzi się i zdobywa rozgłos, ponieważ tkwi w niej źdźbło prawdy.  Jako jednostki ludzkie, wszyscy powołani jesteśmy do wolności; jesteśmy wszyscy równi wobec Boga, niezależnie od naszych zdolności i wszelkich innych nierówności.  I wreszcie, istnieją tylko byty jednostkowe, &lt;em&gt;there is no such thing as society&lt;/em&gt;, jak się wyraziła pani Thatcher.  Na wzór równości w oczach Stwórcy, powinniśmy być wszyscy równi wobec prawa.  Gdybyż tylko historia nie spłatała nam figla, przejąwszy od starożytnych słowo wzięte ze zbitki wyrazów &lt;em&gt;demos&lt;/em&gt; i &lt;em&gt;kratos&lt;/em&gt;, a w zamian przekazała potomnym treść &lt;em&gt;izonomii&lt;/em&gt; – równości praw – być może świat nie byłby w takim stanie, w jakim się znajduje.  Choć prawdę mówiąc, wątpię.

Danek przeciwstawia zglajchszaltowanej „jednostce” – „osobę ludzką”.  Osoby są sobie nierówne i cenią tę różnorodność; by móc się rozwijać, potrzebują interakcji z innymi osobami w ramach naturalnych wspólnot: rodziny, narodu, państwa.  W duchu „normatywnego podejścia do języka”, które przewija się w tej wymianie myśli od początku, byłbym gotów się zgodzić, że osoba jest lepsza niż jednostka.  Atoli powstrzymuje mnie myśl, że lewicowy zamach na jednostkę jest zupełnie bezpodstawny, ponieważ, co zresztą Adam Danek mimowolnie wykazuje, kiedy lewica pontyfikuje na temat jednostki, to wcale nie ma na myśli jej dobra, ale jej rzekome „prawa”, np. prawo do samorealizacji, które sprowadza się do wolności czynienia, co chce.  Paradoksalnie zatem, ma Pan Adam rację, zaliczając mnie do tych, co traktują termin „jednostka” z pewną nabożnością, choć wolność jednostki nie jest w moich oczach nie tylko wartością najwyższą, ale wręcz nie jest wartością w ogóle.

Mógłbym długo wyliczać słuszne uwagi zawarte w tekście Danka.   Zwłaszcza przypadły mi do gustu fragmenty na temat Obłudnika Powszechnego i jego zgubnego wpływu na Vaticanum II oraz tendencji lewicowych katolików, skupionych wokół tego pisemka, do „powtarzania wyrazu ‘osoba’ jak mantrę przy każdej okazji”.  Gdybym ja coś takiego poważył się powiedzieć o czcigodnym Obłudniku, zaraz oberwałoby mi się, że używam „prześmiewczych nazw, by dodać wiarygodności przedstawianym tezom”.

Pozwolę sobie zatrzymać się tylko nad jednym znakomitym paradoksem.  Pisze Pan Adam: „W ostatniej instancji socjalizm jawi się zatem jako wykwit liberalnego indywidualizmu.”  Ależ tak, jawił się zawsze.  Kapitalizm, ten najwyższy wytwór liberalnego indywidualizmu, pozostawiony sam sobie, zmierza do socjalizmu, ponieważ leży w naturze rzeczy, że ten kto odnosi sukces, chce go sobie zagwarantować na dłużej, a zatem w pierwszym rzędzie niszczy konkurencję i zmierza do stworzenia monopolu.  A monopol to socjalizm.  Paradoks Danka dotyczył rzecz jasna czegoś głębszego, „psychologicznego mechanizmu egalitarnej zawiści do wszystkiego, co nas przewyższa”, dotyczył zatem istoty demokracji.  Danek ma oczywiście rację, w końcu demokracja zabiła Sokratesa, co dla każdego myślącego człowieka powinno być wystarczającym dowodem na nieadekwatną zbrodniczość oraz zbrodniczą nieadekwatność tego systemu; jednak paradoks powyżej zaznaczony, jest także przydatny, by wykazać, że system gospodarczy nazywany w dzisiejszych czasach „kapitalizmem”, nie ma z prawdziwym kapitalizmem nic wspólnego.  Istotą kapitalizmu jest wolna konkurencja, która z kolei pozwala na działanie „niewidzialnej ręki rynku”.  System propagowany przez €uroniunię, sowiety czy Chiny jest fundamentalnym zaprzeczeniem kapitalizmu, ponieważ nie pozwala na wolną grę sił rynkowych.  Jedynym zadaniem oświeconego państwa jest zapewnienie wolności konkurencji, poprzez anty-monopolistyczne i anty-kartelowe prawa, a nie przekazanie kapitału kilku posłusznym miliarderom, pękającym ze strachu, że im państwo odbierze ich jachty.  (Ale to tylko tak na marginesie.)</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Tym razem pan Adam mi przyłożył.  Nie ma co owijać tego w bawełnę: nawyzywał mi od lewicowców.  Oczywiście, wrodzona kultura nie pozwoliłaby mu zniżyć się do wyzywania komukolwiek, nawet mnie, nie da się jednak uciec od konstatacji, że sprowadził mnie do poziomu jakiegoś panamichnikowego dziennikarzyny.  Przyjaciel z dzieciństwa, Lew Icek Prawiczek, utrzymywał kiedyś, że jak poskrobać, to okażę się lewy.  Może coś w tym jest, a może&#8230; „to już jawny faszyzm!”.  Chętnie jednak wybaczam panu Adamowi te oskarżenia, bo wszystko przecież zaczęło się od mojej uwagi, że zbieranie pod sztandary i stawanie do szeregu, nie przystoi prawicy.  Co więcej, jego artykuł bardzo mi się podoba.  Właściwie mógłbym się pod nim podpisać, ale z jakiegoś dziwnego powodu, Danek uważa go za replikę pod moim adresem, za głos w dyskusji ze mną.  Jakże do tego doszło?  Semantyka, nie po raz pierwszy, odegrała w tym rolę.  Powiedziałem bowiem, że termin ‘prawica’ powinien „oznaczać uprawianie polityki w imię jednostki, ponieważ wystarczająco wiele jest lewicowych ugrupowań, uprawiających politykę w imię kolektywu”.  I tak, w celu uściślenia jednego, zamgliłem coś innego.</p>
<p>„Jednostka” jest zdaniem Danka fundamentalnym pojęciem „liberalizmu, świeckiego humanizmu, pragmatyzmu filozoficznego” i ich koncepcji człowieka jako „egoistycznego i egocentrycznego atomu, fruwającego sobie w próżni, gdzie akurat zechce i dla kaprysu lub przypadkiem zderzającego się z innymi atomami”.  Z takiego fałszywego opisu wynika pojęcie „równości” (suwerenne jednostki muszą być równe), którego polityczne konsekwencje Danek wykłada ze swadą.  Prawdę mówiąc, posunąłbym się dalej.  Błędem wszelkich odcieni lewicy jest niedostrzeganie sprzeczności pomiędzy tak postawionymi koncepcjami wolności i równości, bo tylko odbierając wolność można zrównać nierównych.  Nie jest jednak moim celem wytykanie absurdalności lewicowego sposobu myślenia.  Często tak bywa, że najbardziej błędna koncepcja rodzi się i zdobywa rozgłos, ponieważ tkwi w niej źdźbło prawdy.  Jako jednostki ludzkie, wszyscy powołani jesteśmy do wolności; jesteśmy wszyscy równi wobec Boga, niezależnie od naszych zdolności i wszelkich innych nierówności.  I wreszcie, istnieją tylko byty jednostkowe, <em>there is no such thing as society</em>, jak się wyraziła pani Thatcher.  Na wzór równości w oczach Stwórcy, powinniśmy być wszyscy równi wobec prawa.  Gdybyż tylko historia nie spłatała nam figla, przejąwszy od starożytnych słowo wzięte ze zbitki wyrazów <em>demos</em> i <em>kratos</em>, a w zamian przekazała potomnym treść <em>izonomii</em> – równości praw – być może świat nie byłby w takim stanie, w jakim się znajduje.  Choć prawdę mówiąc, wątpię.</p>
<p>Danek przeciwstawia zglajchszaltowanej „jednostce” – „osobę ludzką”.  Osoby są sobie nierówne i cenią tę różnorodność; by móc się rozwijać, potrzebują interakcji z innymi osobami w ramach naturalnych wspólnot: rodziny, narodu, państwa.  W duchu „normatywnego podejścia do języka”, które przewija się w tej wymianie myśli od początku, byłbym gotów się zgodzić, że osoba jest lepsza niż jednostka.  Atoli powstrzymuje mnie myśl, że lewicowy zamach na jednostkę jest zupełnie bezpodstawny, ponieważ, co zresztą Adam Danek mimowolnie wykazuje, kiedy lewica pontyfikuje na temat jednostki, to wcale nie ma na myśli jej dobra, ale jej rzekome „prawa”, np. prawo do samorealizacji, które sprowadza się do wolności czynienia, co chce.  Paradoksalnie zatem, ma Pan Adam rację, zaliczając mnie do tych, co traktują termin „jednostka” z pewną nabożnością, choć wolność jednostki nie jest w moich oczach nie tylko wartością najwyższą, ale wręcz nie jest wartością w ogóle.</p>
<p>Mógłbym długo wyliczać słuszne uwagi zawarte w tekście Danka.   Zwłaszcza przypadły mi do gustu fragmenty na temat Obłudnika Powszechnego i jego zgubnego wpływu na Vaticanum II oraz tendencji lewicowych katolików, skupionych wokół tego pisemka, do „powtarzania wyrazu ‘osoba’ jak mantrę przy każdej okazji”.  Gdybym ja coś takiego poważył się powiedzieć o czcigodnym Obłudniku, zaraz oberwałoby mi się, że używam „prześmiewczych nazw, by dodać wiarygodności przedstawianym tezom”.</p>
<p>Pozwolę sobie zatrzymać się tylko nad jednym znakomitym paradoksem.  Pisze Pan Adam: „W ostatniej instancji socjalizm jawi się zatem jako wykwit liberalnego indywidualizmu.”  Ależ tak, jawił się zawsze.  Kapitalizm, ten najwyższy wytwór liberalnego indywidualizmu, pozostawiony sam sobie, zmierza do socjalizmu, ponieważ leży w naturze rzeczy, że ten kto odnosi sukces, chce go sobie zagwarantować na dłużej, a zatem w pierwszym rzędzie niszczy konkurencję i zmierza do stworzenia monopolu.  A monopol to socjalizm.  Paradoks Danka dotyczył rzecz jasna czegoś głębszego, „psychologicznego mechanizmu egalitarnej zawiści do wszystkiego, co nas przewyższa”, dotyczył zatem istoty demokracji.  Danek ma oczywiście rację, w końcu demokracja zabiła Sokratesa, co dla każdego myślącego człowieka powinno być wystarczającym dowodem na nieadekwatną zbrodniczość oraz zbrodniczą nieadekwatność tego systemu; jednak paradoks powyżej zaznaczony, jest także przydatny, by wykazać, że system gospodarczy nazywany w dzisiejszych czasach „kapitalizmem”, nie ma z prawdziwym kapitalizmem nic wspólnego.  Istotą kapitalizmu jest wolna konkurencja, która z kolei pozwala na działanie „niewidzialnej ręki rynku”.  System propagowany przez €uroniunię, sowiety czy Chiny jest fundamentalnym zaprzeczeniem kapitalizmu, ponieważ nie pozwala na wolną grę sił rynkowych.  Jedynym zadaniem oświeconego państwa jest zapewnienie wolności konkurencji, poprzez anty-monopolistyczne i anty-kartelowe prawa, a nie przekazanie kapitału kilku posłusznym miliarderom, pękającym ze strachu, że im państwo odbierze ich jachty.  (Ale to tylko tak na marginesie.)</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

