Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Mahmud Ahmadinedżad, prezydent rewolucyjnego Iranu, wygłosił 20 kwietnia tego roku w Genewie przemówienie poświęcone rasizmowi. Zdawałoby się, nic wielkiego. Bolszewicy zawsze używali forum narodów zjednoczonych i wszelkich możliwych międzynarodowych jaczejek dla celów agitacji i propagandy. Zaczęło się to wszystko od konferencji w Genui w 1922 roku, kiedy po raz pierwszy zaproszono sowieckiego reprezentanta do udziału w międzynarodowej debacie. Raj krat reprezentował wówczas Gieorgij Wasiliewicz Cziczerin, wyrafinowany poliglota, wielbiciel muzyki klasycznej i najautentyczniejszy arystokrata.

W dzisiejszych czasach, gdy jesteśmy przyzwyczajeni, że wrogów nie bije się po głowie, ale z nimi rozmawia na szczycie albo przy okrągłym stole, układanie się z bolszewikami w Genui i pobliskim Rapallo może wydawać się naturalnym, ale wtedy żyli jeszcze prawdziwi konserwatyści, i dla nich rozmowy ze zbrodniarzami były nad wyraz szokujące. Oddajmy głos naocznemu świadkowi tamtej konferencji:

„’Paradoks przemieniony w szaleństwo’ – oto najlepszy opis ostatniej fazy konferencji genueńskiej. Od początku pełna paradoksów, stała się teraz zupełnie fantastyczna.

Kiedy bolszewicy, których Niemcy użyli do oderwania Rosji od Aliantów; którzy następnie zamordowali cara i rodzinę carską w okolicznościach obrzydliwie barbarzyńskich (circumstances of revolting barbarity); którzy zabili, torturowali, bądź w inny sposób spowodowali śmierć dziesiątek tysięcy współrodaków; którzy obrabowali zarówno skarb publiczny jak i prywatne dobra, banki i kościoły, z podziwu godną bezstronnością; którzy zrujnowali Rosję do stanu, w którym nie ma nadziei na rekonstrukcję i sprowadzili na nią bezprzykładny głód, kulminujący w ludożerstwie – kiedy przedstawiciele takich ludzi zostali zaproszeni do Genui, by wspomóc odbudowę Europy, zdawało się, że paradoks nie może być posunięty dalej. (…)

Widok pana Cziczerina, w cylindrze, w nienagannym fraku, w irchowych rękawiczkach i z czerwoną flagą w butonierce, rozmawiającego po przyjacielsku z królem Wiktorem Emanuelem na pokładzie włoskiego pancernika, popijającego szampana, trącającego się kieliszkami i wymieniającego podpisane jadłospisy z Arcypiskupem Genui, wobec którego opiewał idyllę wolności religijnej kościołów w Rosji – był spektaklem nieporównanym i niemożliwym do opisania w prozie.

Pancernik nazywał się Dante Alighieri.

Nigdy tak bardzo nie pragnąłem, jak pragnę dziś, żeby Dante żył ponownie. We wczorajszych pamiętnych scenach na wielkim okręcie wojennym jego imienia, jego tylko pióro mogłoby najpierw rozdzielić role do odegrania, po czym rozdać poszczególnym aktorom adekwatne pałace w europejskim Raju, którym Europa będzie musiała się stać kiedyś w przyszłości, by usprawiedliwić przejście przez Czyściec, jakim się okazała konferencja genueńska.”

Są to obszerne fragmenty artykułu Wickhama Steed, pt. Genoa, opublikowanego w londyńskim The Times 24 kwietnia 1922 roku. Pozwoliłem sobie przytoczyć tak szeroko tekst sprzed prawie 90 lat, bo jest to niezwykła proza jak na wysłannika gazety codziennej na polityczną konferencję, ale też Wickham Steed był czymś o wiele więcej niż zwykłym korespondentem. Był konserwatystą, a co za tym idzie – antykomunistą. Steed obserwował początek Wielkiego Ześlizgu, zalążek Wielkiego Arrangement, które panować miało odtąd nad polityką międzynarodową. Steed cytuje dalej z sarkastyczną aprobatą organ genueńskich socjalistów: „Dwa tygodnie konferencji genueńskiej odbiją się echem w historii ludzkości. Rzadko wydarzenia tak niezwykłe następowały po sobie z taką prędkością, rzadko upadek świata był tak głośny, rzadko można było mieć wrażenie, że ruiny wokół przeradzają się w zalążki.” Po czym dodaje od siebie: „To jest głęboko słuszne, tylko w zalążki [1] czego?”

Wickham Steed, podobnie jak wielu konserwatystów w owych czasach, był przerażony tempem rozchodzenia się zarazy. Podobne przerażenie znaleźć można u Mariana Zdziechowskiego.

A teraz przenieśmy się z Genui do Genewy, z kwietnia 1922 do kwietnia 2009 roku. Wielki ześlizg już nastąpił, prawdziwi konserwatyści rozglądają się wśród ruin i oto kolejny bolszewik z krwią niewinnych ludzi na rękach, przemawia do demokratycznej hałastry. Ahmadinedżad nie jest arystokratą ani melomanem – wielki ześlizg niejedno ma imię – ale tak samo jak Cziczerin reprezentuje zbrodniczy reżym, który w krwawej rewolucji obalił prawowitą monarchię. Jakie zatem stanowisko mogą zająć wobec jego mowy konserwatyści i monarchiści z portalu konserwatyzm.prl? Decydują się ją opublikować… [2]

Sama decyzja ogłoszenia bełkotu Ahmadinedżada mówi wiele o „konserwatyzmie” redakcji. Słowo wstępne stara się owinąć fakt publikacji w bawełnę „wolności słowa” („aby każdy z Czytelników mógł się z nim zapoznać i samodzielnie je ocenić”, dlaczego w takim razie nie publikować Kapitału w odcinkach?), ale dopiero w komentarzach dżini ukrytych motywów wyskoczył z lampy.

Ahmadinedżad powtarza najpierw litanię sowieckich zarzutów wobec Zachodu: a to że kompleks przemysłowo-militarny, a to że niesprawiedliwy system finansowy i gospodarczy. Główna teza przemowy wzięta jest żywcem z tasiemcowych przemówień towarzysza Wiesława: imperializm amerykański wspomaga reżym syjonistyczny, by „łamać godność i niepodległość innych narodów”. Ile razy słyszeliśmy bolszewików pomstujących na tych, co „przeszkadzają w budowie pokojowej koegzystencji na całym świecie”?

Sercem mowy Ahmadinedżada, które tak przypadło do gustu prlowskim konserwatystom, był rzecz jasna atak na „syjonizm”. Prezydent rewolucyjnego Iranu taką dał lekcję historii:

„Pod pretekstem krzywd doznanych przez naród żydowski, najpotężniejsze państwa świata uciekły się do wojskowej agresji aby inny naród został pozbawiony domu. Przybysze z Europy, Stanów Zjednoczy jak i innych stron świata ustanowili w okupowanej Palestynie rząd, którego fundamenty zasadzają się całkowicie na rasistowskiej doktrynie. W istocie miało to rekompensować zgubne konsekwencje rasizmu europejskiego, jednocześnie pomagało dojść do władzy najbardziej okrutnemu i opresyjnemu reżimowi w dzisiejszej Palestynie.”

Tak w rzeczywistości nie było. W lipcu 1946 roku terroryści z żydowskiej organizacji Irgun wysadzili w powietrze Hotel King David w Jerozolimie, siedzibę dowództwa wojsk brytyjskich, ponieważ Brytyjczycy NIE zezwalali na emigrację żydowską do Palestyny. W rok później flota brytyjska zmusiła statek Exodus do powrotu do Marsylii, w rezultacie czego prawie 5 tysięcy uchodźców żydowskich zmuszonych było wrócić do Niemiec. Ale cóż takie drobiazgi, jak prawda historyczna, mogą obchodzić Ahmadinedżada?

„Światowy Syjonizm uosabia rasizm który fałszywie ucieka się do religii i nadużywa tejże retoryki, aby ukryć swoje prawdziwe oblicze. Jest sprawą wielkiej wagi przypatrywanie się czołowym krajom społeczności międzynarodowej, które mają do dyspozycji ogromne środki finansowe, zasoby oraz wyznaczają cele polityczne w skali globalnej. Mobilizują wszystkie dostępne im środki, nie wyłączając czynników politycznych oraz medialnych, aby wykazywać się poparciem przed syjonistycznym reżimem, złośliwie wyciszając jego niegodziwości i krytyków.

Nie jest to kwestia wyłącznie zwykłej ignorancji, na której debiutant-obserwator [sic!] mógłby ten obrzydliwy fenomen zakończyć. Przez szacunek dla woli i aspiracji innych naród [sic] trzeba położyć kres szarogęszeniu się Syjonistów oraz ich politycznych i międzynarodowych stronników. Potrzeba rządów gotowych wykorzenić tą barbarzyńską doktrynę, dążąc do zreformowania obecnych mechanizmów międzynarodowych.”  [zachowuję styl i interpunkcję oryginału]

Wzorce sowieckiej agit-prop widoczne tu są na każdym kroku, ale nie analiza demagogii jest przedmiotem tego artykułu – tylko prlowski konserwatyzm. Bo oto po przemówieniu następują komentarze… Sam prezes Wielomski – Prezes Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego! – raczył wypowiedzieć się tak: „Ale w sumie wystąpienie bardzo ciekawe” (dla porządku dodam, że to już cała wypowiedź, przed „ale” nie ma nic). Konrad Rękas: „No cóż, obserwacje i wnioski poprawne.” Blood&Honour [sic!]: „Ahmadineżad, miecz na żydostwo. Tak trzymać!” itd., itp. Ktoś podpisujący się 1odłamek, spróbował wykroczyć poza wykrzykniki i rozwinąć temat: „kwestionowanie prawa Iranu do zbudowania własnego systemu obrony opartego na broni nuklearnej to coś budzącego zdumienie samodzielnie myślącego człowieka o orientacji prawicowej.”

Dlaczego to wszystko ma mieć jakiekolwiek znaczenie? Przecież blogosfera jest pełna bełkotu, a prlowska blogosfera pełna antysemickich niedorzeczności. Nie sposób walczyć z czymś takim, tym bardziej, że ogromna większość tych notek to anonimowy nonsens. Ale ja też nie zamierzam walczyć z antysemityzmem prlowskiej „prawicy”, bo nie interesują mnie nonsensy Yarroka i towarzyszy. Boli mnie raczej, że takie rzeczy dzieją się pod sztandarem konserwatyzmu. Prawdziwy konserwatyzm jest obcy nacjonalizmowi, ponieważ zachowawczość dotyczy wartości, a nie narodowości. Strona internetowa konserwatyzm.pl – nawet jeśli wielokrotnie wyśmiewałem ją jako „konserwatyzm.prl” – wyróżniała się jak dotąd poziomem. To tam właśnie dyskutuje się poglądy „człowieka wśród ruin”, barona Evoli, tam jeszcze pamięta się o Gomezie Davili. Wielomski jest autentycznym znawcą francuskiej myśli konserwatywnej, ale jednocześnie potrafi pojechać na zjazd partii Libertas i tak komentować przybycie tow. Wałęsy: „Zarzuca się Libertasowi, że jesteśmy „rasistami”, „faszystami”, wrogami wszystkich szlachetnych idei. Lewicowe i liberalne media robią z nas demona. I oto genialne posunięcie Ganley’a: przyjeżdża Wałęsa. Ten sam człowiek, z którego GW i TVN robią męża stanu, przyjeżdża na nasz zjazd. Tym samym legitymizuje go, uwiarygodnia nas.” [3]

Wałęsa „legitymizuje”?! Bolek „uwiarygodnia”?! Wybiórcze gazetki robią zeń męża stanu, więc Prezes Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego uważa zaproszenie Wałęsy za „genialne posunięcie”?! Ja rozumiem, że Wałęsa chciałby zostać królem, co jakoś zbliża go do wyznawców idei „Tronu i Ołtarza”, ale co by na to powiedział Carl Schmitt? A gdzie się podziali de Bonald i de Maistre?

Mam nieodparte wrażenie, że prezes i inni publicyści konserwatywnego portalu, zachowują rygor racjonalnej refleksji nad polityką wyłącznie dla historycznych rozważań, ale porzucają rozum u progu działania. Najlepszym tego dowodem jest ich flirt z nacjonalizmem. Flirt? Nie! To jest oddanie się duszą i ciałem: bierz, co chcesz, diable mój!

Nacjonalizm jest śmiercią konserwatyzmu. W oczach tradycyjnego konserwatysty, etniczny pierwiastek zawarty w nacjonalizmie bezpowrotnie bezcześci ideę ojczyzny. Ideę, w której nie ma miejsca na grzebanie w genach, która obejmuje (klasyczne już) „ziemię i groby”, ale także ludzi tę ziemię zamieszkujących. Idea polskiej ojczyzny obejmowała polskich Żydów tak samo, jak polskich Niemców, Tatarów, Rusinów czy Karaimów. Nie jest przypadkiem, że Polska była potężna, gdy była wielonarodowa. Im bardziej polskość zawężała się do ciasnej dyscypliny jednego stronnictwa, tym słabsze stawało się polskie państwo, ale także tym mniej atrakcyjna stawała się kultura. Łatwość z jaką endeckie podejście do ojczyzny (w istocie swej etniczne) zastąpiło w Polsce tradycyjny patriotyzm, da się być może wytłumaczyć historią XIX wieku, ale meandry polskiej historii nie usprawiedliwiają wcale kapitulanctwa polskich konserwatystów. Endecy zastąpili romantyczne pojęcie ojczyzny, wykute przez prawdziwie wielką poezję, jasnym i prostym, nietrudnym do zdefiniowania, topornym i chamskim pojęciem narodu. Ale dlaczego konserwatyści także ulegli tej mistyfikacji? Konserwatyzm z natury swej opierać się powinien takim łatwym przemianom, ponieważ konserwatyzm występuje w imieniu tradycji a przeciw mitowi postępu. Tradycjonalizm nie waha się być reakcyjnym, w tym sensie, iż reaguje i opiera się przemianom, które lewica uznaje za naturalne, nieuniknione i wita je z otwartymi ramionami.

Mieszanie zatem konserwatyzmu z nacjonalizmem jest najgorszym możliwym skandalem. To tak jakby dopuścić Pankracego do Okopów Świętej Trójcy, jakby Robespierre miał podać rękę hrabiemu de Maistre.

Ideowy kogel mogel prezentowany przez konserwatyzm.pl, jest dla mnie bardziej bolesny niż upadek innych orientacji prawicowych w prlu bis. Pisałem już kilkakrotnie o zabawnym kociokwiku myślowym, w jaki popada prezes kiedykolwiek mowa o prlu. Publikując treść przemówienia Ahmadinedżada prlowscy konserwatyści osiągnęli jednakże nowe dno. Ahmadinedżad stoi na czele rewolucyjnego tworu państwowego, które pod powłoczką teokracji kryje czysto bolszewickie treści. Rewolucyjny Iran wspiera międzynarodowy terroryzm, moralnie i finansowo, logistycznie i merytorycznie. Iran bezustannie od 30 lat eksportuje swoją wersję rewolucji. Głośno popiera zamachy samobójcze, otwarcie wspiera Hezbollah w Libanie i szyitów w Iraku, nie ukrywając ambicji stworzenia „szyickiego półksiężyca”.

Sam Ahmadinedżad jest kimś w rodzaju irańskiego Wałęsy. Tak jak Bolek, rzekomo nie potrafi wysłowić się w swym ojczystym języku, tak jak lider Solidarności, ukrywa swą przeszłość, tak samo jak Wałęsa, jest tylko frontem dla innych ludzi, którzy sprawują prawdziwą władzę. I tak samo jak Bolek, nazywany jest niekiedy „konserwatystą”… Czyżby prezes i jego trupa wpadli w tę właśnie pułapkę?

Ludzie wśród ruin, którzy już nie bronią niczego, dla których agit-prop Ahmadinedżada jest „ciekawą wypowiedzią”, których Bolek uwiarygodnia i legitymizuje. Tak długo pełzali na czworakach przed każdą rzeczywistością – byle tylko trzymać się realpolitik! – że w końcu dopełzli do całowania pseudokonserwatystów w dupę.

  1. Trudna do przetłumaczenia gra słów: angielskie słowo germ jest neutralne znaczeniowo i oznaczać może zarówno „zalążek” (czegoś dobrego) jak „zarazek”.

  2. http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/2811/

  3. http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/2841/



Prześlij znajomemu

12 Komentarz(e/y) do “Ahmadinedżad i prlowscy konserwatyści”

  1. 1 RyszardT

    Drogi Panie Michale, podsumowuje Pan postawę polrealizmu.prl (trafniejsza nazwa niż wcześniej używana „K.prl” !) następująco: „[…] w końcu dopełzli do całowania pseudokonserwatystów w dupę.”
    Bodaj od początku swej publicystyki robili hmmm… coś, co typowe jest dla filmów zwanych potocznie „filmami bez fabuły”, o niezbyt skomplikowanym scenariuszu. I to nie tylko pseudokonserwatystom, ale zwykłym komunistom !

    Niech przykładem będzie wywiad prezesa i Paxowca z niedoszłym regentem o poglądach „narodowo-katolickich”: http://konserwatyzm.salon24.pl/81566,ja-tez-nosilem-mieczyk-chrobrego-rozmowa-z-gen-wojciechem

  2. 2 RyszardT

    Na marginesie – też nie lubię Żydów. Zresztą nie tylko ich. Arabów, Persów, Rosjan, Gruzinów… Ba, nawet Polaków ! Ogółem – nie lubię ludzi, NIEKTÓRYCH wręcz nienawidzę ! :D

  3. 3 Daniel

    Wypowiedzi Wielomskiego o przyjeździe Wałęsy na zjazd Libertas i wywiad z Jaruzelskim przypominają mi czasy, gdy zainteresowałem się tygodnikiem Najwyższy Czas! Latem 1998 roku ukazał się w nim również wywiad Korwin-Mikkego z Jaruzelskim, czołobitny niemalże. Nie pamiętam już czy to nie wtedy zmarł Zbigniew Herbert i czy redakcja NCz! nie w jednym z tych numerów tygodnika poświęciła zmarłemu poecie artykuły wspominkowe, min. pióra Rafała Ziemkiewicza. Artykuł Korwin-Mikkego wyraźnie pomniejszał znaczenie poezji Herberta. Był po prostu głupi. Poczułem wtedy niesmak.

    Blog Wielomskiego na witrynie salon24 to dobry humor polityczny. Autor jednak o tym nie wie.

  4. 4 RyszardT

    Tak Panie Danielu – wszystkie artykuły Wielomskiego i Korwina chwalące Jaruzela można poczytać za humor polityczny – ale tego samego sortu, co „rock against communism”(sic !) zespołów typu „Honor” z niebo(?)szczykiem „Szczerym” na vocalu…

  5. 5 michał

    To wszystko prawda, służalczy wywiad z Jaruzelskim, ćwierćinteligenckie wypociny Korwina, polrealizm post-paxowski itp. Problem chyba w tym, że nie odbywa się żadna dyskusja, nie ma żadnego intelektualnego zaangażowania po prawej stronie, a tylko bezustanne okrzyki: To ma być prawica?! To ja jestem konserwatystą, a nie ty!

    Mnie nie interesuje dysputa z lewicą, bo taka dyskusja jest jak przebijanie piłeczki ponad przepaścią, tzn. brak prawdziwej wymiany myśli, brak prawdziwego zaangażowania intelektu, w zamian jest tylko zdobywanie punktów i sprowadzanie własnego myślenia do haseł. A hasła można potem wypisywać na sztandarach i skandować w tłumie, gdy tymczasem mury rosną i rosną, łańcuch kołysze się u nóg.

    Dyskusja po prawej stronie powinna być w teorii o wiele bardziej owocna. Ale nie jest. Prawica jest ukąszona kolektywizmem, który niejedno ma imię, ale najgorszym jego wcieleniem jest narodowy kolektyw. W moim przekonaniu, nacjonalizm jest myśleniem z gruntu lewicowym, ale ilekroć wypowiadam takie zdanie, to sam z łatwością daję się sprowadzić do poziomu, który skrytykowałem na wstępie: „To ma być prawica?! To ja jestem konserwatystą, a nie ty!” I tak mamy błędne koło.

    Trzeba jasno sprecyzować, co się ma na myśli, mówiąc „prawica” albo „konserwatyzm”. Może to jest wyjście. Ale precyzowanie w próżni jest dość jałowym zajęciem.

  6. 6 Sonia Belle

    Sam Ahmadinedżad jest kimś w rodzaju irańskiego Wałęsy…

    Osobiscie, Ahmadinedżad bardziej mi przypomina ojca Rydzyka albo ksiedza Jankowskiego… Natomiast role Walesy w Iranie odgrywa Seyed Mohammad Khātamī…

  7. 7 michał

    Czy aby Chatami nie ma jednak ogromnej władzy w Iranie? On raczej pociąga za sznurki i na końcu jednego z tych sznurków jest Ahmadinedżad. Ale o takich układach niezwykle trudno wyrokować. Dopiero patrząc wstecz, wiadomo z całą pewnością, że np. Lenin miał całą władzę w swoich rękach we wczesnej fazie bolszewii. Gazety z tamtych czasów mało o nim wspominają, o wiele więcej jest o „płomiennym mówcy” Trockim.

  8. 8 Daniel

    Nie do końca jestem przekonany czy powinno się zaczynać od zdefiniowania pojęć prawica lub konserwatyzm w dzisiejszych czasach.

    I swoją drogą uważam, że np. o wiele bardziej owocna może być dyskusja z takim np. środowiskiem pisma Obywatel (a przecież mienią się lewicą) niż z Wielomskim lub Korwinem (lubującymi się w słownej grze absurdów).

  9. 9 michał

    Drogi Panie Danielu,

    Nie znam pisma Obywatel, czy może Pan podać adres? Mienienie się lewicą ciut mnie zniechęca, ale niech tam.

    Mnie nie zależy aż tak bardzo na definicjach, jak to powiedziała prof Ossowska przy innej okazji „brak definicji konserwatyzmu nie mąci mego metodoligicznego sumienia”. Chodziło mi powyżej tylko o zatrzymania błędnego koła: nacjonalizm to nie prawica – realpolitik to nie prawica itd. Takie jest akurat moje zdanie i jestem gotów je uzasadnić, choć nie zajmuje mnie udowadnianie kolektywistycznej proweniencji nacjonalizmu aż tak bardzo.

    Korwin być może bawi się paradoksami, ale Prezes nie potrafi wystarczająco dobrze pisać na takie górnolotne zabawy. Co rzekłszy, cenię prezesa wyżej za niewątpliwą wiedzę, której niestety nie stosuje.

  10. 10 Daniel

    Drogi Panie Michale,

    Adres Obywatela jest następujący: http://www.obywatel.org.pl. Publicyści Magazynu Obywatel prowadzą też blog w witrynie salon24.pl: obywatel.salon24.pl

    Proszę moich poglądów nie utożsamiać z ich poglądami.

    Co do definicji prawica-lewica. Ja mam z tym problem. Podam przykład. Załóżmy hipotetycznie, że prawica to środowiska głoszące konserwatyzm w kwestiach światopoglądowych i liberalizm w kwestiach gospodarczych. Co w takim razie ze środowiskami, które akceptują tylko jeden z tych elementów?

  11. 11 RyszardT

    Przykład środowisk/ludzi akceptujących jeden z elementów konstytuujących prawicę – Państwo Joanna i Andrzej Gwiazdowie, z których Pani Joanna pisze do „Obywatela”. Co do tego pisma, również ostrożny byłbym z zaszufladkowaniem go do „lewicy”, co zapewne ma przyczynę w publicystyce choćby Krzysztofa Wołodźki czy Remigiusza Okraski.

  12. 12 michał

    Drodzy Panowie,

    Wydaje mi się oczywiste, że pojęcia lewicy i prawicy muszą z natury rzeczy być dyskusyjne. W jakiejś dyskusji, ktoś uważający się za prawicowca zarzucił interlokutorowi, że na prawo od niego jest tylko ściana. Na co tamten ze spokojem: – Nie. Ta ściana jest na lewo ode mnie.

    Na pierwszy rzut oka, to jest epatowanie ekstremizmem. Mnie się jednak wydaje, że autor tej sentencji chciał powiedzieć coś ważnego. Otóż cała współczesna debata polityczna odbywa się w sferze, w której prawica nie powinna operować, po drugiej stronie ściany zbudowanej przez rewolucję francuską. To po ICH stronie ma sens, że sankiuloci są na lewo od jakobinów, a Danton na prawo od Robespierre’a, ale to jest ICH strona, ICH polityka, ICH podziały.

    Ja jestem konserwatystą i jako taki – kontrrewolucjonistą. Nie mogę uznawać tworów pseudopaństwowych, powstałych na gruzach narodowych państw w rezultacie puczu robespierrowsko-leninowskiego. Dlatego jest mi w końcu obojętne, czy prezes Wielomski rozpoznaje tylko pewne elementy prawicowego myślenia, bo on jest po drugiej stronie tej ściany, a tam już można wołać, że Wałęsa legitymizuje klub monarchiczno-zachowawczy.

Komentuj





Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja