Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Artykuł Jeffa Nyquista, którego przekład umieściliśmy kilka dni temu, dotknął interesującej sprawy „zaginionego” frachtowca o typowo maltańskiej nazwie Arctic Sea. Nyquist zajął się tą aferą marginalnie, by zademonstrować inherentną w sowieckim systemie dezinformację: każda wiadomość, zwłaszcza prawdziwa, jest wykorzystywana w subtelnej i złożonej grze agit-prop. Nyquist zostawił jednak na uboczu fakty, a tym zawsze warto się przyjrzeć, bo a nuż uda się wyciągnąć z potoku dezinformacji jakieś wnioski? Jeśli nawet nie na temat afery Arctic Sea, to choćby o sowieckim modus operandi. A więc do rzeczy.

Prawdziwy początek historii Arctic Sea miał miejsce w 1991 roku, kiedy w tureckiej stoczni spuszczony został na wodę sowiecki frachtowiec pod nazwą Ochockoje. Przechodził odtąd z rąk do rąk, pływał pod różnymi flagami, sowiecką, litewską, a nawet jamajską, ale najczęściej używał flagi maltańskiej. Od 2005 roku jest własnością spółki o nazwie „Arctic Sea Ltd.”, co jest starą sztuczką armatorów, żeby ograniczyć potencjalne straty do jednego statku. Właścicielem owej spółki jest fińska firma o nazwie Oy White Sea Ltd., prowadzona przez obywatela sowieckiego – o pardon, rosyjskiego – Wiktora Matwiejewa. Tenże Matwiejew jest też szefem firmy spedycyjnej, która organizuje ładunki dla Arctic Sea, a także właścicielem większości akcji w obu spółkach. [1] Cała załoga „fińskiego frachtowca pod maltańską flagą”, to rdzenni Rosjanie.

Frachtowiec wyruszył 22 lipca z prowincjalnego portu Jakobstad (Finowie wolą go nazywać Pietarsaari) z ładunkiem drzewa dla Algierii; portem docelowym była Bejaia, maleńki port z dala od głównych szlaków handlowych. 24 lipca nad ranem, w pobliżu Gotlandii na Bałtyku, na pokład weszło 8 lub 10 zamaskowanych osobników. Zniszczyli urządzenia komunikacyjne, poszturchali członków załogi i zabrali im telefony, przeszukali statek gruntownie i po 12 godzinach opuścili go na szybkiej gumowej łodzi z napisem „Polis”, co po szwedzku oznacza policję. Taka przynajmniej była pierwsza wersja wydarzeń. Tylko że, gdyby była prawdziwa, to kapitan skierowałby statek bez zwłoki do najbliższego portu, gdyż nawigowanie ciasnych wód Bałtyku bez kontaktu radiowego nie należy do przyjemności. Tak uczyniłby każdy dowódca statku – chyba, że miałby coś do ukrycia.

Arctic Sea zgodnie z prawem morskim wyposażony jest w najrozmaitsze urządzenia komunikacyjne, m.in. także w AIS (Automatic Identification System), który umożliwia identyfikację każdego statku powyżej pewnego tonażu. AIS zostało wyłączone dopiero 29 lub 30 lipca, gdzieś na Kanale La Manche, a 31 lipca szwedzki sędzia śledczy rozmawiał telefonicznie (!) z członkiem załogi Arctic Sea, ale nie wiadomo o czym. Po 30 lipca statek zniknął. 3 sierpnia oficjalnie ogłoszono go za zaginiony i wszczęto poszukiwania. Arctic Sea odnalazł się dopiero 14 sierpnia w okolicach Wysp Zielonego Przylądka, dokąd, płynąc najkrótszą drogą, mógł był dotrzeć w ciągu trochę ponad tygodnia. Odnaleziony został przez fregaty i łodzie podwodne sowieckiej floty czarnomorskiej. Według niektórych raportów, w sowieckiej ekspedycji ratunkowej brała udział większa ilość okrętów wojennych niż w międzynarodowej akcji przeciw piratom somalijskim.

Warto w tym miejscu dodać, że Arctic Sea przewoził fińskie drewno do Algierii regularnie od końca ubiegłego roku, kiedy to począł obsługiwać linię Kotka-Oran, oba znacznie większe i ważniejsze miasta portowe. W czerwcu jednak Arctic Sea zawinął do Kaliningradu, po czym jego linia została zmieniona na Pietersaari-Bejaia. [2] Rzecz jasna, wszyscy wiedzą, że enklawa królewiecka znana jest z przemytu. Z przemytu papierosów i alkoholu, tylko o narkotykach i broni mowy być nie może.

Odkąd zguba się odnalazła, rozpoczęły się plotki: a to mafijne porachunki miały wchodzić w grę, a to rakiety sowieckie dla Iranu; na pokład mieli wejść osławieni agenci Mossad albo amerykańskie służby specjalne. Do plotek dołączyły się sowieckie oświadczenia, które z zasady mącą wodę, nawet gdy i tak jest błotnista. Najpierw sowiecki minister obrony, Serdiukow, oświadczył początkowo, że załoga „nie znajdowała się pod kontrolą uzbrojonych ludzi”, kiedy statek został znaleziony. [3] Potem rozmaici przedstawiciele sowietów utrzymywali, że statek był pod obserwacją przez cały czas i nigdy nie „zaginął”, tylko nie ujawniono tego, by chronić życie marynarzy.

Po krótkim czasie sowieci zmienili śpiewkę: na pokładzie Arctic Sea aresztowano rzekomo ośmiu porywaczy, czterech Estończyków, dwóch Łotyszy i dwóch Rosjan, którzy mieli domagać się okupu za statek. Byli uzbrojeni po zęby, ale na widok sowieckich frygat porzucić mieli broń. Porywaczy wraz z większością członków załogi porwanego statku przerzucono drogą lotniczą do Rosji, a dokładniej, do więzienia w Lefortowie – i jednych, i drugich. Nikt oprócz sowieckich służb nie zdołał jak dotąd przesłuchać ani sprawców porwania, ani ofiar, pomimo że w świetle prawa sowieci nie mają żadnej jurysdykcji w tej sprawie. Wedle ich własnej wersji, statek został bowiem porwany na szwedzkich wodach terytorialnych, należy do firmy zarejestrowanej w Finlandii, pływa pod maltańską flagą, a ładunek jest własnością odbiorców w Algierii. Ach, żeby bardziej zamącić wody, kapitan miał twierdzić, że Arctic Sea jest statkiem północnokoreańskim…

Mieliśmy więc pod koniec sierpnia następującą sytuację: rzekomi porywacze wraz z załogą przesłuchiwani w Lefortowie, a Arctic Sea z drzewem przeznaczonym dla Algierii płynie pod eskortą do Noworosyjska na Morzu Czarnym. I w tym momencie pojawił się na scenie nowy aktor, Michaił Wojtenko, redaktor Sovfrakht Marine Bulletin, a także ekspert od międzynarodowego piractwa. Sowfracht – pozwolę sobie zwrócić uwagę, że to nie ja przypisałem tej organizacji sowiecką nazwę, ale zachowała tę nazwę bez odrobiny zażenowania – jest starą sowiecką firmą maklerską, w prlu np. operował analogiczny Polfracht. Ów Wojtenko zwołał 18 sierpnia w Moskwie konferencję prasową, na której oznajmił, że nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie porywał statku z drewnem na zatłoczonych drogach morskich Bałtyku. Jeśli w ogóle miało miejsce porwanie, to celem musiał być ukryty ładunek załadowany w Królewcu. Dodał na koniec, że nie oczekuje, żeby niezależnym dziennikarzom dano dostęp do członków załogi Arctic Sea, a także, iż w jego mniemaniu światowe media były wodzone za nos w całej aferze od początku do końca.

Odtąd mącenie wody przybiera na sile. 25 sierpnia Moscow Times podaje nazwiska ośmiu porywaczy, sami rdzenni Rosjanie, w tym sześciu kryminalistów z Estonii. [4] 28 sierpnia zwolniono ośmiu spośród jedenastu członków załogi przetrzymywanych w więzieniu (pozostali czterej obsługują nadal statek). Wszystkim bez wyjątku grozi 7 lat więzienia, jeśli opowiedzą komukolwiek o wydarzeniach na pokładzie statku. Na początku września zablokowany zostaje dostęp do strony internetowej Sovfrakht Marine Bulletin i kiedy piszę te słowa, witryna jest nadal zamknięta. Wojtenko tymczasem został zmuszony do ucieczki z Rosji 3 września, ale zanim zniknął, zdołał jeszcze poinformować Moscow Times, że „bardzo poważni jegomoście” doradzili mu opuszczenie kraju na kilka miesięcy. [5] O dziwo, Wojtenko dba bardzo, żeby było wiadomo wszem i wobec, dokąd uciekł i gdzie się aktualnie znajduje. Najtrudniej jednak pojąć, dlaczego Wojtenko musiał w ogóle uciekać, skoro powiedział tylko to samo, co ogłosił także sowiecki prokurator: być może Arctic Sea miał coś jeszcze na pokładzie oprócz drewna.

Izraelski prezydent, Shimon Peres, przybył do Moskwy niespodziewanie, w dzień po „odbiciu statku z rąk porywaczy”. Rzecznik prezydenta potwierdził, że rozmowy z Miedwiediewem dotyczyły wyłącznie sprzedaży broni do krajów wrogich państwu żydowskiemu. Czy jest możliwe, żeby rozmowy te były tylko zbiegiem okoliczności? Oczywiście jest to zupełnie możliwe, nawet jeśli mało prawdopodobne. Jedna z wielu hipotez wyjaśniających ten dziwny ciąg wydarzeń wskazuje, że agenci Mossad wcale nie musieli niszczyć rakiet znalezionych na pokładzie, bądź zabierać ich ze sobą, co byłoby najpewniej technicznie niemożliwe. W zamian, wystarczyłoby stworzenie „hałasu” wokół Arctic Sea, żeby „spalić” trefny ładunek.

Czy jesteśmy bliżej zrozumienia, co się naprawdę wydarzyło? Czy mamy do czynienia z gigantyczną machinacją w celu zatuszowania wstydliwej sprawy? Jeśli rację ma cytowany przez Nyquista Filin, to odebranie na pełnym morzu sowieckich rakiet przeznaczonych dla Iranu (czy choćby tylko odsłonięcie tajnej dostawy) byłoby rzeczywiście skrajnie ambarasujące dla Putina, ponieważ kompromitowałoby jego „Rosję” jako kontrahenta. Ale przecież żenujące widowisko ze znikającym statkiem, z rosyjskimi kryminalistami, z kilkutygodniowym więzieniem ofiar rzekomego porwania, z niezdarnym zastraszaniem dziennikarza, na którego akurat zwrócone są oczy światowych mediów, to wszystko musi o wiele bardziej wprawiać Putina w zakłopotanie.

Wygląda na to, że nie dowiemy się, co się stało. Ale cała ta afera daje nam także wgląd w metody sowieckie. Po pierwsze, sowieciarze potwierdzili po raz Bóg wie który, że nie czują się związani żadnym prawem. Trzymanie ofiar porwania w więzieniu przez co najmniej dwa tygodnie bez wyroku sądowego (nie udało mi się ustalić, co się stało z trzema z jedenastu uwięzionych marynarzy), byłoby skandalem wszędzie poza komunistycznymi krajami, gdzie z kolei jest to zupełnie normalne. Międzynarodowe prawo morskie mają w takiej samej pogardzie, czego dowiedli lekceważąc żądania algierskich właścicieli ładunku oraz fińskich i maltańskich agencji rządowych, domagających się dostępu do własności swych obywateli, a także do ludzi, którzy mogliby wyjaśnić, co się naprawdę stało.

Po drugie, nie czują się skrępowani tym, co sobie pomyślą o nich inni. Nawet jeśli założyć, że zastraszanie Wojtenki to jest tylko pic na wodę (co jest zresztą bardzo prawdopodobne), to nie może nie zdumiewać dezynwoltura, z jaką sowieciarze gotowi są przyznać, że takie rzeczy są w ich „Rosji” na porządku dziennym i można o nich otwarcie mówić.

Ale czy rzeczywiście potrzeba było jakichkolwiek dowodów, że nie istnieje naprawdę żadna „Rosja”, a tylko kontynuacja złowróżbnego związku sowieckiego?

_______

  1. http://www.hs.fi/english/article/Missing+iArctic+Seai+cargo+vessel+
    pursued+by+rumours+and+Russian+Navy/1135248485958

  2. http://www.hs.fi/english/article/Where+are+you+iArctic+Seai+
    /1135248398283

  3. http://www.hs.fi/english/article/Russian+Navy+rescues
    +iArctic+Seai+crew+near+Cape+Verde/1135248596536

  4. http://www.moscowtimes.ru/article/381183/index.html

  5. http://www.moscowtimes.ru/article/382301/index.html

 

 



Prześlij znajomemu

26 Komentarz(e/y) do “Co się stało na pokładzie Arctic Sea?”

  1. 1 michał

    PS. Perypetie Arctic Sea mają swój równie tajemniczy ciąg dalszy.

    Okazuje się, że w ubiegły poniedziałek, tj. 7 września, do Moskwy przybył Beniamin Netanyahu, izraelski premier. Tego rodzaju wizyta nie byłaby niczym nadzwyczajnym, gdyby nie była otoczona kompletną tajemnicą. Generał w sztabie premiera, który podpisał oświadczenie dla prasy, że Netanyahu odwiedzał tajne urządzenia militarne w kraju, podał się dymisji, gdy okazało się to kłamstwem. Wiemy dziś z pewnością, że Natanyahu był w Moskwie, i że chciał za wszelką cenę ukryć tę wizytę. Czyżby został wezwany na Kreml?

    Cała afera przybrała dziwny obrót: w pierwszej fazie sowieciarze byli zdecydowanie upokorzeni, zarówno samym „zniknięciem” statku, jak i najrozmaitszymi jego interpretacjami. Teraz natomiast wydają się spokojnie brać górę. A więc po pierwsze, wskazują słusznie, że nie potrzebują przemycać rakiet do Iranu, bo dwa lata temu podpisali z nimi umowę na ich dostawę. Po drugie, nawet gdyby nie podpisali jaawnej międzynarodowej umowy, to nadal jest ich sprawa, komu sprzedają broń. Po trzecie, przeciek na temat tajnej wizyty Netanyahu pochodzi wyraźnie z Moskwy, więc Kremlowi zależało na ponownym rozdmuchaniu sprawy, ale w jakim celu? Sowieckie źródła potwierdzają sam fakt wizyty, ale zdecydowanie zaprzeczają, że izraelski premier spotkał się z Putinem bądź z Miedwiediewem. Można z tego wnioskować, że jeśli Netanyahu próbował coś w Moskwie pilnie załatwić, to się nie udało.

    Zabawne, że jedyna sensowna konkluzja tych wszystkich sprzecznych relacji powraca do rewelacji Filina, opisanych przez Nyquista. Filin napomykał bowiem o broni „biochemicznej”, której użycie miałby umożliwić ładunek Arctic Sea. Desperacka eskapada moskiewska Netanyahu mogłaby wskazywać, że afera Arctic Sea w jakiś sposób wiąże się z potencjalną eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie.

  2. 2 zeppo

    Szanowny Panie Michale,

    Czy nie sądzi Pan, że jeden (być może nie najważniejszy) z tropów opisywanej przez Pana, a wcześniej przez Nyquista sprawy, a szczególnie owej tajemniczej wizyty Netanyahu w Moskwie, prowadzić może do – poniekąd – spraw polskich? Mam na myśli faktyczną (bo wciąż jeszcze nie przesądzoną formalnie) rezygnację Obamy z planów administracji Busha włączenia Polski do systemu GBMD? Zdecydowaną, oczywiście, w porozumieniu z Moskwą i Berlinem, bądź pod naciskiem Moskwy. W okresie, kiedy instalacja w Polsce bazy GBI wydawała się prawdopodobna, a dla niektórych wręcz przesądzona – pojawiały się pogłoski (czy tylko pogłoski?), jakoby realnym konkurentem w realizacji polsko-czeskiego projektu GMDB był Izrael, przedkładający Pentagonowi alternatywny wariant, tzn. przeniesienie tego projektu z terytorium Polski i Republiki Czeskiej do Izraela, co łagodziłoby opór Moskwy, wynikający z postrzegania Polski i Czech jako strefy własnych wyłącznych wpływów. Jeśliby rzeczywiście tak się miały sprawy, to – w sytuacji, kiedy nowa administracja wycofuje się z Europy Środkowej – mogłyby wzrosnąć nie tylko nadzieje Izraela na przejęcie bazy GBI, ale także intensywność lobbyingu w tej kwestii.

    Moskwa, która od pewnego czasu nawet już nie ukrywa, iż czuje się suwerenem w Europie Środkowej, przenosi – być może – ciężar swojej polityki na Bliski (i dalszy) Wschód. Nowy, sowiecki „brasok na Jug” obejmuje – rzecz jasna – także festiwal dezinformacji na użytek zewnętrzny. Sowieckie próby neutralizowania Izraela są jednak w tym ogólniejszym kontekście trwałym elementem polityki Moskwy. Mimo że Moskwa gra tu na wielu fortepianach, to izraelski nie należy do najmniej ważnych. Szczególnie, gdyby Tel-Aviv dostał (albo miał szansę dostać) dodatkowy argument w postaci bazy GBI.

    Zastrzegam się jednak, iż moje dywagacje są ocenami laika, nie specjalizujacego się
    w polityce Bliskiego i Środkowego Wschodu. Więc, może niewiele warte.

  3. 3 michał

    Drogi Panie Zeppo,

    Darek Rohnka pisał tu o tarczy parę lat temu, w artykule pt. Tarcza Putina (http://wydawnictwopodziemne.com/2007/08/31/tarcza-putina/ ). Niewiele chyba się zmieniło, oprócz amerykańskiej administracji. Moje stanowisko także pozostaje niezmienione. Tarcza nie była skierowana przeciw sowieciarzom, o czym oni doskonale wiedzieli od początku, a zatem podjęli klasyczną akcję odwracającą uwagę: gwałtownie zaoponowali. Jeśli Amerykanie wycofają się z budowy tarczy pod sowiecką granicą – ogłoszą zwycięstwo; jeśli zbudują tarczę – ogłoszą, że w takim razie oni muszą dbać o swoje bezpieczeństwo, a zatem także zwycięstwo.

    Nie jestem znawcą systemów antyrakietowych, ale opierając się na tym, co na ten temat czytałem, miejsce rozmieszczenia tarczy przeciw rakietom wystrzelonym z Bliskiego Wschodu (powiedzmy z Iranu) jest kwestią geometrii raczej niż geopolityki, ponieważ rakiety balistyczne w pierwszej fazie lotu wznoszą się prawie pionowo w górę, są niezwykle trudne do zestrzelenia, podczas gdy w drugiej fazie, gdy ich trajektoria jest „równoległa” do powierzchni Ziemi, wtedy można próbować je trafić. Innymi słowy, tarcza w prlu działałaby przeciw Iranowi, ale nie przeciw sowietom, gdy tarcza w Izraelu byłaby bezużyteczna wobec rakiet irańskich skierowanych ku Ameryce. Wobec rakiet bliższego zasięgu używa się i tak innych systemów, jak np. Patriot.

    Zatem tarcza nie miała nic wspólnego z bezpieczeństwem prlu. Nigdy. Sowiecka gra wokół tarczy była rozciągnięciem ich stanowiska wobec uczestnictwa demoludów w NATO. W istocie rzeczy nie mieli nigdy nic przeciwko, żeby ich czerwone armie stworzyły zalążek konia trojańskiego w NATO, więc oponowali, żeby osiągnąwszy swój cel wymóc inne ustęptwa.

    Z tych samych powodów nie mogę się zgodzić z Pańską oceną, że „Moskwa od pewnego czasu nawet już nie ukrywa, iż czuje się suwerenem w Europie Środkowej”. Nigdy nie ukrywała, bo komunizm nie upadł, sowiety się nie rozpadły i zmiany zapoczątkowane w 1989 roku są pozorne. Trzeba im zresztą oddać, że oni tego nigdy nie ukrywali.

    Natomiast co do Izraela, to przyznaję, że nie rozumiem, o co chodzi z Arctic Sea, ale polityka Izraela wydaje się w miarę jasna. Netanyahu nie ufa Obamie i Clintonom, czy można mu się dziwić? Próbuje więc negocjować bezpośrednio z Moskwą, aby powstrzymać atak irański. Ahmadinedżad powiedział zupełnie wprost, że zmazanie Izraela z mapy jest jego celem. Dotąd Izraelczycy opierali się na swej ogromnej przewadze militarnej i wsparciu ze strony Ameryki, ale to drugie jest wątpliwe, gdy to pierwsze może być już teraz nieprawdą. Co mają począć? Idą wprost do źródeł irańskiej potęgi, tj. do Moskwy.

  4. 4 Serge Kabud

    Some idiots from GRU, generals for the most part, who in the past distributed desinformation on Arctic Sea story

    play a new game:

    the fake their deaths.

    http://www.google.com/search?hl=en&lr=&client=firefox-a&rls=org.mozilla:en-US:official&hs=bEI&tbo=p&num=100&tbs=qdr:w&q=General GRU Surikov poisoned&btnG=Search&aq=f&oq=&aqi=

    this may be a sign of a coming serious military or terror attacks

    check this out how they lie

    the big one on the right is the one who faked his death – SURIKOV (mansur)

    Intersting to note that the news of his alleged death is not reported anywhere except their fake kavkazcenter site or the clones to it

    ——————-

    you can translate this in polish here

    http://translate.google.com/#en|pl|

  5. 5 michał

    Regardless of the faked death, the whole story remains mysterious. The usual response of most observers, i.e. ” a cock up rather than a conspiracy”, which is very rarely true, somehow rings true in this case. Whatever happened onboard Arctic Sea was an almighty cockup, and the subsequent story about missiles to Iran could plausibly be a clumsy attempt at a cover up.

  6. 6 gniewoj

    Panie Michale,

    czy przez okres blisko dwóch lat udało się może Panu dotrzeć do sensu opisywanych wydarzeń?

  7. 7 michał

    Nie. Może dlatego, że nie pukałem, więc mi nie otworzono, nie szukałem, więc nie znalazłem. Ale ma Pan rację, warto poszperać.

  8. 8 Amalryk

    Sowieci handlują bronią z kim chcą i kiedy chcą, nie oglądając się na nic i na nikogo. A sprzedanie Iranowi systemu S-300 (wielokanałowy, z jednoczesnym śledzeniem przez RPN 100 celów, i dalsza strefą ognia wynoszącą 150km) praktycznie uodporniłoby irańskie instalacje nuklearne na atak z powietrza.(Tylko po jaką cholerę wieźć ten cały majdan do Algierii i to pod stosem drzewa?)
    Najwyraźniej Izrael, widząc co się święci, zmusił Sowietów do bezpośrednich rozmów. A z jakim skutkiem?
    W każdym razie w sierpniu 2010r. Sowieci oświadczyli iż odstępują od sprzedaży Iranowi S-300.(Co oczywiście nic nie znaczy, gdyż równie dobrze może się niebawem okazać, iż jakiś Iwanow, oczywiście w całkowitej niezgodzie z radzieckim prawem i wbrew miłującemu pokój radzieckiemu rządowi, opycha „na boku” ajatollachom trefny towar.)

  9. 9 michał

    Poszperałem ciut i nie widzę żadnych nowych hipotez. Jedyna nowość w tej sprawie, to że „sprawcy przyznali się i zostali skazani”… Miejmy nadzieję, że przeżyją wyroki więzienia.

    Wydaje mi się pewne, że cokolwiek było na pokładzie Arctic Sea, NIE było przeznaczone dla Iranu, bo nie tędy droga. Ale dla kogo? Wydaje się mało prawdopodobne, żeby ładunek był przeznaczony dla Palestyńczyków, a w takim razie pozostaje tylko Syria i Hezbollah.

    Zważywszy, że ładunek musiał być pokaźnych rozmiarów – niektórzy sugerują samoloty MiG 31, co wydaje się mało prawdopodobne – trudno uwierzyć, żeby był przeznaczony dla sił innych niż państwowe, co wykluczałoby partyzantów Hezbollah.

  10. 10 gniewoj

    też nic nie znalazłem. Poza stroną kavkazcenter, linki podane przez SK są nieaktywne. Czyżby opisana przez Pana interwencja Szymona Peresa odniosła skutek i zapobiegła serii zamachów przewidywanych przez SK?

  11. 11 gniewoj

    Panie Michale,

    pozostając przy wątku „marynistycznym”, jak Pan ocenia zatonięcie w 2000 roku okrętu podwodnego Kursk? Czy przyczyną katastrofy było użycie niesprawdzonej technologii (nowy typ torpedy) czy też bolszewikom z jakiś przyczyn zależało na przekonaniu ludzi, że ich armia nie przedstawia żadnej wartości?

  12. 12 michał

    Nic mnie nie zdziwi, jeśli chodzi o Kabuda. Seria zamachów i wojna światowa tuż za rogiem przewidywana bez zażenowania od 15 lat bez przerwy.

    Nie mam żadnego zdania w sprawie zatonięcia Kurska.

  13. 13 gniewoj

    jak Pan ocenia ostatnie wydarzenia w krajach północnej afryki? Kto i o co tam gra?

  14. 14 michał

    Kadafi (czy tak pisze się jego nazwisko po polsku?) gra o swoje własne życie. A Bractwo Muzułmańskie o władzę.

  15. 15 gniewoj

    czyli nie ma to nic wspólnego z okrzykiem „Dałoj sowietskuju włast`!”

    w sprawach ortografii jestem ostatnią osobą, która może zabierać głos

  16. 16 Amalryk

    Jak radzieccy towarzysze, z radosną pomocą NATO, zainstalują w północnej Afryce i okolicach, tamtejszych ajatollachów u władzy – to dopiero będzie „sowietskaja włast'”!

  17. 17 michał

    W Libii, Iraku i Syrii była (lub jest) sowiecka włast’, ale w Egipcie czy Tunezji, były zwykle skorumpoowane reżymy, trudno nie mieć sympatii dla ludzi, którzy chcą poprawić swój los, ale naiwnym byłoby sądzić, że nie ma w tym podwójnej gry sił o wiele gorszych niż korupcja. W Benghazi w nowych „demokratycznych władzach, są byli więźniowie z Guantanamo…

    Bahrain jest z tego kotła najciekawszym przypadkiem, bo znowu trudno nie mieć sympatii dla szyickiej większości, która rządzona jest bezpardonowo przez sunnicką mniejszość, ale naiwnym byłoby sądzić, że Iran nie maczał palców w podburzaniu zamieszek. Iran od lat proponuje ideę szyickiego półksiężyca, od południa Iraku (wokół Basry) przez Iran do sił Hesbollah w Libanie. Bahrain byłby dla nich przyczółkiem najdalej wysuniętym na południe, ale ważniejsze, że położonym po drugiej stronie Zatoki Perskiej niż Iran. Innymi słowy, jest zupełnie nieprawdopodobne, żeby szyicka większość objęła władzę w Bahrainie, bo nie pozwolą na to otaczające ich sunnickie państwa. W Jemenie jest 20 razy więcej szyitów niż w Bahrainie, ale są w poważnej mniejszości.

  18. 18 Jaszczur

    A może ładunek „AS” nie był przeznaczony dla Iranu a np. dla Wenezueli?

    Faktycznie, trudno byłoby ukryć taki sprzęt jak MiG 31, ale rakiety (czy jakiekolwiek do nich komponenty) – to już inna sprawa.

    Sprawę „arabskiej wiosny ludów” z kolei dość klarownie opisał prof. Olavo de Carvalho:

    http://www.theinteramerican.org/commentary/238-danger-ahead-part-i.html
    http://www.theinteramerican.org/commentary/253-danger-aheadpart-ii.html

    Teraz niech Bóg (Wszechmogący, Miłościwy i Sprawiedliwy) ma w opiece dynastie Saudów i Haszymidów. Jeśli te padną pod naporem Ikhwan, alkaidystów i jaczejek irańskiej Gwardii Rewolucyjnej, to już bankowo będzie „sowietskaja włast'”…

  19. 19 Jaszczur

    Drogi Panie Michale,

    Do Pańskiej wypowiedzi dodam następujące:

    1. Sprawa obalenia tow. płk. Kaddafiego przypomina jak żywo operację obalenia „geniusza Karpat”. W założeniu partyzantki libijskiej spory udział mieli… ministrowie jego rządu, w tym ci z tzw. „resortów siłowych” i (bodaj) minister spraw zagranicznych.

    2. Z kolei odsiadka w Gitmo jest – w kontekście powyższego – słabszą poszlaką na sowieckie powiązania dowódców rebelii. Co więcej – ci mogli zostać przewerbowani tam przez CIA albo DIA. Jeśli tak – to z jakim ostatecznie skutkiem.

    3. Przedrewolucyjne władze w Egipcie też miały sowieckie koneksje, począwszy od Mubaraka – absolwenta sowieckiej akademii wojskowej. Z kolei w Jemenie, po zjednoczeniu tego kraju, do jego władz weszli ludzie z Jemenu komunistycznego. I siedzą tam do teraz.

    4. Najbardziej niepokojące (oprócz groźby rozlania się rewolucji na Europę) jest to, że Zachód (którego centrum jest rządzone przez komunizującego prezydenta) ponownie dał się sowieciarni związać konfliktem na peryferiach, atakując do tego słabszą flankę Bloku Sino-sowieckiego. Nawiasem, Afryka zdaje się być strefą wpływów (de facto kolonią) ChRL, co jednak nie wyklucza współpracy obu części Bloku na tym terenie.

  20. 20 michał

    Panie Jaszczurze,

    Cała wierchuszka armii egipskiej ma sowieckie powiązania, ale od lat Egipt nie zajmował stanowiska prosowieckiego. To oczywiście także może być gra, ale to mało prawdopodobne.

    Pański punkt 2. zakłada kompetencje ze strony CIA, których oni nie posiadają. Skąd ten optyzmizm? Gdyby było tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

    Libia jest zbyt wyjątkowym przypadkiem – ze względu na Kaddafiego – żeby wyciągać z sytuacji tam ogólniejsze wnioski. Już sam fakt, że zbolszewizowane onz zezwoliło łaskawie na akcję w Libii, jest dowodem, jak ten półgłówek zalazł za skórę wszystkim, z sowieciarzami włącznie.

  21. 21 Jaszczur

    Stanowiska prosowieckiego Egipt od dawna nie zajmował, ale mógł być choćby bazą dla specsłużb sowieckich albo/i chińskich. Może nadszedł czas na korektę polityki sowieckiej w tym kraju?

    A dlaczego z polityką USA jest tak źle? Po pierwsze – w optyce amerykańskiej administracji i specsłużb wrogiem nr 1 jest (bezprzymiotnikowy najczęściej) „terroryzm”. I nawet pomimo świadomości, że stoi za nim sowieciarnia (trudno zakładać, choćby na przysłowiowy chłopski rozum, że tej świadomości Amerykanie nie mają), nawet oficjalne czynniki bardzo rzadko to choćby artykułują. Dlatego być może ślą bomby na peryferie, a dyplomatów i Bidenów do centrum.

    Ponadto wydaje mi się, że władze USA, nawet pomimo znaczącej przewagi technologicznej nad Rosją Sowiecką i ChRL, obawiają się tego, jakie skutki wewnętrzne miałby choćby ostrzejszy kurs wobec Moskwy i Pekinu. Przy tak znaczącej obecności lewactwa i liberałów w amerykańskiej przestrzeni publicznej, przy powszechnie panującej mentalności krawaciarzy.

    Z Pańskimi ostatnimi dwoma zdaniami się zgadzam, ale tu wracamy do „mojej” jedynki. Ze strony Moskwy/Pekinu byłaby to operacja, mająca doprowadzić do władzy bardziej spolegliwego, a równie niesympatycznego satrapę.

  22. 22 Jaszczur

    Poza tym, Rosja Sowiecka i ChRL zyskują na „Red Dawn of Odyssey” poprzez antagonizację przeciwko Zachodowi na poziomie czysto propagandowym (wymieniona przez Pana rezolucja ONZ) oraz poprzez nieuniknioną konsekwencję, jaką jest wzrost cen ropy naftowej (co jest na rękę m.in. Gazpromowi). Nie mówiąc już o udziale najemników z Rosji Sowieckiej, Ukrainy, Białorusi, Serbii, Zimbabwe, snajperek z FARC i zyskach ze sprzedaży broni obu walczącym stronom.

  23. 23 Jaszczur

    Odchodząc na chwilę od bieżącego tematu – czy uważa Pan za możliwe, że śmierć generałów GRU (Iwanowa i Surikowa) mogła być upozorowana, jak pisze wyżej P. Kabud?

    O ile oczywiście dobrze zrozumiałem komentarz napisany pidgin’em…

  24. 24 michał

    Z polityką amerykańską jest źle, ponieważ CIA jest przeżarta sowieckimi kretami, a klasa polityczna składa się w wielkiej mierze z agentów wpływu.

    Na temat rewelacji Kabuda nie mam nic do powiedzenia.

  25. 25 Jaszczur

    Tak, a do tego typowa dla demoliberalizmu i dla cywilizacji w stadium schyłku mentalność kupiecka, sprowadzająca się do twierdzenia, że wszystko ma cenę (a ta jest zmienna) i że wszystko można przegłosować. Julius Evola pisał wręcz, że demoliberalizm („amerykanizm”) jest o wiele podstępniejszy od komunizmu, torując mu drogę. Zresztą i te tendencje mogą być przez agenturę wpływu podsycane, o czym mówił choćby Jurij Bezmienow.

    To zdaje się nie jest jeszcze tak silne, jak w Europie, choć może to spojrzenie człowieka z TEJ strony Atlantyku, spod wejścia do jaskini czerwonego smoka…

    Do agentury wpływu dołączyć trzeba autentycznych komunistów i idiotów, nie zadaniowanych przez KGB czy Guoanbu, ale których działalność w pewnych układach jest taka sama. Przykładem – Zbigniew Brzeziński, którego koncepcje geostrategiczne są po 1991 roku realizowane.

    O ile kreta czy agenta wpływu można w taki czy siaki sposób złapać za jajca i unieszkodliwić, o tyle z użytecznym idiotą jest o wiele gorzej.

    A jak już jesteśmy przy CIA – może gen. Petraeus (którego oddelegowano tam w sumie dlatego, by nie mógł zagrozić Obamie w wyborach prezydenckich) coś w tej materii zmieni?

  26. 26 michał

    Czy coś zmieni? Szczerze wątpię.

Komentuj





Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja