Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




W dniu 10 lutego 2010 roku zmarł Charlie Wilson, barwny i nietuzinkowy przedstawiciel Izby Reprezentantów, który jako jeden z bardzo nielicznych amerykańskich polityków czynnie wspomagał walkę z komunistycznym agresorem, najpierw, pod koniec lat 70., w Nikaragui, a następnie, przez niemal całą dziewiątą dekadę dwudziestego wieku, w Afganistanie. W związku ze śmiercią tego antykomunisty publikujemy ponownie artykuł, który ukazał się na naszej witrynie w marcu 2008 roku.  Tekst jest refleksją na marginesie filmu o Charliem Wilsonie.

Wojna Charliego Wilsona jest zabawnym filmem i, jak na standardy Hollywoodu, w miarę ścisłym historycznie.  Film (w reżyserii Mike’a Nicholsa, to ten od Absolwenta) opowiada historię demokratycznego kongresmana z Texasu, który pomiędzy wesołymi bibkami, kokainą, alkoholem i igraszkami z Playboy Bunnies, zdołał, dzięki wyjątkowej determinacji i pomysłowości, stopniowo zwiększyć budżet CIA przeznaczony na pomoc afgańskim mudżahedinom.  To z kolei doprowadzić miało do tak ogromnych strat sowieckich w Afganistanie, że Gorbaczowowi nie pozostało nic innego, jak wycofać się z podkulonym ogonem.

Mike Nichols jest dobrym reżyserem, więc można mu wybaczyć jego lewackie tendencje.  Nichols znakomicie pokazuje centralną dla filmu relację, czy raczej flirt, pomiędzy ultra-konserwatywną i bogobojną antykomunistką, Joanne Herring (jak zwykle drewniana Julia Roberts) i czarującym, lewicowym bon vivant, Charlie Wilsonem (Tom Hanks).  W rzeczywistości, Herring odegrała jeszcze ważniejszą rolę, niż to pokazuje film, ponieważ udała się osobiście do Afganistanu już wiosną 1980 roku wraz z grupą zawodowych filmowców (m.in. swoim własnym synem) i przywiozła stamtąd szokujące materiały, które dzięki jej szerokim kontaktom dotarły do Busha (seniora) i do Ronalda Reagana, którzy byli wówczas zaangażowani w walkę o nominację prezydencką – jako konkurenci – z ramienia partii republikańskiej.

Herring, Wilson i agent CIA Gust Avrakotos (jak zwykle znakomity Philip Seymour Hoffman), wprowadzili wówczas w życie skomplikowany, tajny plan, który zapewnić miał dostawy uzbrojenia, zwłaszcza przenośnych rakiet, dla mudżahedinów poprzez Izrael, Egipt i Pakistan.  Negocjacje z Izraelczykami, Egipcjanami i generałem Zia, są najlepszymi partiami filmu.

Charlie wygrał wojnę w Afganistanie, dostał za to medal, a dziś jest oskarżany, że stworzył „Frankensteina terroryzmu”, ponieważ walka afgańskich mudżahedinów przeciw niewiernym rozbudzić miała islamski ekstremizm.  To w Afganistanie właśnie, pod kuratelą CIA spotkali się Osama bin-Laden i Ayman al-Zawahiri, to tam powstała sieć pod nazwą al-Kaida.  O ile mi wiadomo, nie zostały opublikowane żadne dokumenty wskazujące na to, że CIA bezpośrednio szkoliła obu terrorystów, ale wydaje się to bardzo prawdopodobne.  Z drugiej strony jednak, zamordowany przez agentów fsb Aleksander Litwinienko, utrzymywał, że al-Zawahiri był szkolony także przez kgb.

Ale cofnijmy się jeszcze bardziej wstecz i przyjrzyjmy się uważnie przyczynom sowieckiej interwencji zbrojnej.  Jak do tego doszło, że sowieciarze znaleźli w Afganistanie swój własny Wietnam?

Komuniści objęli władzę w Afganistanie na drodze krwawego przewrotu w maju 1978 roku.  W lutym 79 roku zostaje porwany amerykański ambasador w Kabulu, Adolph Dubs.  Porywacze, otoczeni w pokoju hotelowym, już mieli się poddać, gdy na rozkaz doradcy z kgb, Sergieja Batruchina, dokonano szturmu, podczas którego zginęli zarówno nieznani terroryści, jak i sam ambasador.  Szczegóły tych wydarzeń pozostają do dziś niewyjaśnione, między innymi dlatego, że jednym z niewielu źródeł, jest podejrzanej proweniencji Archiwum Mitrochina.  Wraz z zabójstwem Dubsa, Ameryka została pozbawiona wiarygodnych informacji na temat rozwoju wypadków w Aganistanie.

Tymczasem na szczycie afgańskiej kompartii rozgorzała walka o władzę – jak to zwykle bywa między gangsterami.  Karmal i Nadżibullach, przywódcy jednej frakcji, uciekli do Moskwy ze strachu przed represjami, gdy przywódcy zwycięskiej frakcji, Taraki i Amin, poczęli urządzać zamachy na siebie na wzajem.  20 marca 1979 roku Taraki zwrócił się formalnie o pomoc do Moskwy; o pomoc dwojaką: w pierwszym rzędzie wojskową, dla wsparcia swego reżymu, ale także o pomoc w pozbyciu się Amina.  Kosygin ostrzegł go przed interwencją, ale obiecał 500 doradców i 700 spadochroniarzy „dla ochrony lotniska Bagram”, a Breżniew ostrzegł go przed zamachem ze strony Amina.  Po powrocie do Kabulu Taraki zaprosił Amina na spotkanie, na co ten zgodził się tylko pod warunkiem, że jego bezpieczeństwo będzie gwarantowane przez sowieckiego ambasadora.  Negocjacje wlokły się, aż Amin otrzymał żądane gwarancje, ale oczywiście nie uwierzył ani jednemu słowu ambasadora, toteż podczas spotkania pomiędzy „prezydentem i premierem Demokratycznej Republiki Afganistanu” doszło do strzelaniny – jak to między gangsterami.  Istnieją różne wersje tych wydarzeń, ale jedno jest pewne, że dopiero 10 października 1979 roku ogłoszono zgon „wielkiego nauczyciela, wielkiego geniusza, wielkiego przywódcy” – Tarakiego. 

Jak widać wszystko odbywało się w Afganistanie w typowo bolszewicki sposób, na wzór Nowotki i Mołojca.  W odpowiedzi na zamieszki w Kabulu, 20 tysięcy więźniów zostało rozstrzelanych bez sądu.  Ogólna liczba ofiar bolszewickiego reżymu przed inwazją sowiecką jest oczywiście nieznana, ale ocenia się, że 30 tysięcy rozstrzelano w samej stolicy.  Poza Kabulem, Taraki i Amin nie mieli wiele kontroli.

Naturalnie, każda władza w Kabulu miała zawsze ograniczoną kontrolę nad odległymi prowincjami.  Władza królewska opierała się na zgodzie starszyzny zwaśnionych plemion zamieszkujących Afganistan.  Król raczej rozstrzygał spory, niż „rządził” w ścisłym znaczeniu tego słowa.  Były premier Daud, który obalił monarchię, nie mógł przeprowadzić żadnych reform, ponieważ nie miał poparcia poza Kabulem i większymi miastami.  Można zatem powiedzieć, że władza nad Afganistanem ograniczona być musi do kontroli nad większymi miastami oraz nad strategicznymi szlakami (nie może być rozciągnięta na odległe prowincje bez poparcia szczepowej starszyzny).  Taką władzę mieli w 1979 roku bolszewiccy gangsterzy w Kabulu.  Dlaczego zatem sowieciarze dokonali inwazji? 

W Boże Narodzenie 1979 roku 80 tysięcy żołnierzy armii czerwonej przekroczyło granice zaprzyjaźnionego Afganistanu, na zaproszenie „prezydenta” Amina, który został zamordowany w swym pałacu przez oddziały specjalne „Zenit”.  Sowieci przywieźli ze sobą Karmala, którego zainstalowali jako nowego prezydenta.  W pierwszej fazie wojny armia czerwona zmiotła wszelki opór, ale już po kilku miesiącach było jasne, że pomimo ogromnej przewagi militarnej i pełnej dominacji w powietrzu, sowieci kontrolują zaledwie 20% kraju!  Po co więc dokonywali inwazji?  Kiedy podczas rozmów w Moskwie (przypominam: w marcu 79 roku), Taraki prosił o sowieckie oddziały dla wsparcia jego rządu, Breżniew odparł, że sowiecka interwencja „byłaby na rękę wyłącznie wrogom – zarówno waszym jak naszym”.  Co zatem zmieniło się między marcem a grudniem?

Pierwsza odpowiedź na pytanie o przyczyny sowieckiej interwencji jest zazwyczaj taka, że Breżniew pragnął osadzić swojego człowieka na kabulskim stołku, bo nie ufał Aminowi (istnieje także wariant tej wersji, a mianowicie, że Amin był agentem CIA…).  Chętnie wierzę, że nie ufali Aminowi w Moskwie, ale dlaczego nie rozkazali 700 spadochroniarzom na lotnisku po prostu go aresztować?  Zwłaszcza, że Amin ponawiał prośby Tarakiego o pomoc wojskową.  Nie dokonuje się inwazji dla obalenia przyjaznego kacyka, nawet jeśli się mu nie ufa, a już na pewno nie dokonuje się takiego kroku, mając pełne przekonanie, że „byłby wyłącznie na rękę wrogom”.  „Wrogowie”, czyli Zachód, nie interesowali się Afganistanem w ogóle.  Jeszcze w marcu 79 roku, sowieckie lotnictwo dokonało bombardowań Heratu w odwecie za masakrę sowieckich doradców wojskowych i Carter nie mrugnął nawet okiem, pomimo że zginęło w Heracie 24 tysiące mieszkańców.  Nie było więc żadnej potrzeby dokonywania pełnej inwazji, można było kontynuować „pomoc dla braterskiego rządu” z dystansu.

Druga odpowiedź, jaką się często słyszy, suponuje, że rząd Amina zostałby obalony, gdyby nie bratnia pomoc sowiecka, ponieważ siły mudżahedinów były już poważne.  Najlepszej odpowiedzi udzielił na to Kosygin podczas tej samej rozmowy z Tarakim na Kremlu: „Uważamy, że posłanie sił lądowych byłoby fatalnym błędem, gdyby nasi żołnierze pojawili się w waszym kraju, sytuacja uległaby znacznemu pogorszeniu.”  Co zmieniło się pomiędzy marcem a Bożym Narodzeniem? 

Jeszcze na początku grudnia Jurij Andropow napisał list do Breżniewa, w którym wyraził obawy, co do rozwoju sytuacji w Afganistanie i zaproponował obalenie Amina przy pomocy sił sowieckich znajdujących się już na miejscu.  Ale kiedy 11 grudnia sprawa została zdecydowana i szef sztabu Ogarkow, próbował przekonać politbiuro, że interwencja nie jest konieczna, ten sam Andropow przerwał mu ostro: „Polityką zajmiemy się my!  Zostaliście tu zaproszeni, nie po to, żeby wyrażać opinie, ale żeby zanotować instrukcje politbiura i zająć się wprowadzeniem ich w życie.”  Tak wyraził się chłodny, kalkulujący Andropow, który zaledwie kilka dni wcześniej argumentował dokładnie tak samo, jak teraz Ogarkow.

A co mówią inni?  Najbliższa amerykańskiej „oficjalnej” wersji wydarzeń jest opinia wypowiedziana przez Zbigniewa Brzezińskiego w 1998 roku: „Nie popchnęliśmy Rosjan ku interwencji, ale z pełną świadomością zwiększyliśmy prawdopodobieństwo, że jej dokonają…  Tajna operacja była świetnym pomysłem.  Miała ona ten efekt, że wciągnęła Sowiety w afgańską pułapkę…  Tego dnia, kiedy sowieci oficjalnie przekroczyli granicę, napisałem do prezydenta Cartera: Mamy teraz okazję zgotowania Związkowi Sowieckiemu ich wojny wietnamskiej.”

Ale zaraz, oglądałem przecież właśnie film o Charliem Wilsonie i jego upartej walce o pomoc dla mudżahedinów.  A tam było wyraźnie powiedziane, że żadna pomoc amerykańska do Afganistanu nie docierała; że owszem generał Zia ul-Haq pragnął pomagać mudżahedinom, ale sprzeciwiali się temu Amerykanie – tymczasem wedle Brzezińskiego, jego „tajna operacja” w Afganistanie sprowokowała inwazję.  Jak się bliżej przyjrzeć, to okazuje się, że Brzeziński miał na myśli rozkaz prezydencki z 3 lipca 1979 roku autoryzujący tajne operacje propagandowe (covert propaganda operations) przeciw komunistycznym władzom Afganistanu.  Czyli co dokładnie?  Rozrzucali ulotki?  W filmie Nicholsa odbywa się taka rozmowa na ten temat:

Charlie Wilson: Chcesz mi powiedzieć, że amerykańska taktyka w Afganistanie polega na tym, żeby Afgańczycy wychodzili wprost na serie z karabinów maszynowych, aż Rosjanom skończy się amunicja?

Gust Avrakotos: To jest taktyka Harolda Holta [australijskiego premiera z czasów wojny wietnamskiej], a nie amerykańska strategia.

Charlie Wilson: Jak wygląda amerykańska strategia?

Gust Avrakotos: Ściśle mówiąc, nie mamy żadnej.  Ale pracujemy nad tym.

Charlie Wilson: „My”, to znaczy kto?

Gust Avrakotos: Ja i trzech innych gości.

Fikcja Hollywoodu jest pewnie bliższa prawdy, niż fikcja Zbigniewa Brzezińskiego, ale wróćmy lepiej do rzeczywistości.  Mamy więc taką sytuację: cała sowiecka wierchuszka od Breżniewa i Kosygina, do Andropowa i Ogarkowa nie chce interwencji, ale z jakiegoś powodu się na nią decydują?  Tylko z jakiego powodu?

Zdaniem Anatolija Golicyna, strategia zapoczątkowana przez Szelepina i Mironowa, a kontynuowana przez Andropowa, miała na drodze długoletniej manipulacji najpierw stworzyć sterowany ruch opozycyjny, a następnie wywołać szereg dramatycznych wydarzeń, które stworzą wrażenie upadku komunizmu.  Czy takie wrażenie mogło być przekonujące bez klęski wojennej?  Mało tego, gdyby komunizm miał „upadać” w obecności polityków takich, jak Jimmy Carter, to oni rzuciliby się go podtrzymać.  Jest zatem zupełnie prawdopodobne, że Andropow zmienił zdanie na temat interwencji zbrojnej w Afganistanie, ponieważ dostrzegł ogromne zalety takiej akcji dla długoterminowej strategii, której poświęcił całe swoje życie.

Po pierwsze, dokonanie inwazji podczas kampanii prezydenckiej w Ameryce musiało doprowadzić do wzmocnienia antysowieckich głosów w Stanach Zjednoczonych.  W roku 1979 Ronald Reagan był postacią znaną nie tylko Ameryce, miał za sobą dwie kadencje jako gubernator Kalifornii i stawał do wyborów prezydenckich już po raz trzeci, ale nie był z pewnością faworytem w nadchodzących wyborach.  Jego antykomunistyczna retoryka nie mogła jednak ujść uwagi Andropowa.  Od administracji Cartera nie można było się spodziewać niczego innego niż gestów w rodzaju bojkotu olimpiady w Moskwie.  (Bojkot ten był w owych czasach uważany za polityczny błąd ze strony Cartera, ponieważ zantagonizował jego lewicowy elektorat.)

Po drugie, przewlekła wojna – a tylko taki konflikt może mieć miejsce w Afganistanie – jest idealnym scenariuszem dla zademonstrowania słabości.  Afganistan ze swą mozaiką etniczną ludności, ze swymi niedostępnymi dolinami, dobrze ukrytymi jaskiniami, surowym klimatem i niestrzeżonymi granicami, jest idealnym gruntem do prowadzenia działań partyzanckich.  O ile wiem, nikt nigdy nie zdołał w pełni kontrolować terytoriów, które składają się na współczesny Afganistan.  Przypuszczam, że musiało to być wiadomym także sowieckim strategom, ba! nawet Breżniew i Kosygin zdaje się byli tego świadomi.

Jeżeli rację ma Anatolij Golicyn, że długoterminowa strategia prowadząca do „upadku komunizmu” została zapoczątkowana w 1958 roku, to krwawa inwazja Afganistanu była ważną częścią planu.

Ale czy to jest możliwe?  Czy dorośli, odpowiedzialni ludzie mogą posyłać na śmierć tysiące współobywateli, tylko po to, żeby doprowadzić do klęski, a tym samym stworzyć wrażenie słabości i upadku?  Mnie samemu wydaje się to trudne do uwierzenia.  Nie widzę jednak innego wyjaśnienia dla tej dziwacznej interwencji; interwencji wbrew politycznej logice, wbrew własnym interesom, wbrew rozsądkowi.  Najczęściej powtarzane wyjaśnienie, że komuniści to głupcy, wydaje mi się niezadowalające.  Inteligencja nie jest wcale warunkiem sine qua non prowadzenia skutecznej polityki, bo gdyby była, to Chruszczow, który był człowiekiem raczej tępym, nigdy nie zdołałby wyprowadzić w pole Kennedy’ego, który był człowiekiem raczej bystrym.  Komuniści są z pewnością raczej głupcami – i Bogu dzięki! co by to było, gdyby byli intelektualistami! – ale są wyposażeni w Metodę.  Wypróbowaną Metodę zdobycia i utrzymania władzy.  Ich głupota przejawia się zazwyczaj w niedoskonałości wykonania, ich siłą jest jednak „powszechne chcenie bycia oszukanym”, które dominuje po stronie ich przeciwników.

A co ma z tym wspólnego Good Time Charlie?  Nic, oczywiście.  Wilson, Herring, Avrakotos postępowali tak, jak uczciwi ludzie postępować powinni, to znaczy walczyli z wrogiem.  Czy z postawionej powyżej hipotezy wynikałoby, że byli marionetkami w rękach bolszewików?  Nie.  Podobnie, jak prezydent Reagan, który nie był marionetką w niczyich rękach, ale najlepszym prezydentem Stanów Zjednoczonych w XX wieku.  Mnie się nasuwa raczej taki wniosek, że – jak to pokazał Józef Mackiewicz na przykładzie Aleksandra Sołżenicyna – Metoda pozwala komunistom nawet zawziętych antykomunistów zaprząc do swego rydwanu.  Czy to ma nas, antykomunistów, „demoralizować”?  Czy rzeczywiście po dokonaniu takiej konstatacji, nie pozostaje nam nic innego, jak strzelić sobie w łeb?  Nie wydaje mi się.  Najprawdopodobniej dlatego, że mnie to nie demoralizuje, ponieważ prawdziwe rozpoznanie wroga jest warunkiem koniecznym dla każdej skutecznej polityki.



Prześlij znajomemu

13 Komentarz(e/y) do “Charlie Wilson i wojna w Afganistanie”

  1. 1 Sonia Belle

    Michal,

    Jeżeli rację ma Anatolij Golicyn, że długoterminowa strategia prowadząca do „upadku komunizmu” została zapoczątkowana w 1958 roku, to krwawa inwazja Afganistanu była ważną częścią planu.

    Bardzo mnie cieszy owe „Jeżeli”…

    Ciekawe, ze ty NIGDY nie bierzesz pod uwage alternatywnej hipotezy – ze owa „długoterminowa strategia” zostala wymyslona i wprowadzona w zycie przez szczerych antykomunistow wewnatrz sowieckiej kompartii….

    Udalo im sie przekonac szczerych komunistow, ze te wszystkie reformy, perestrojki i glasnosty to tylko „długoterminowa strategia” by uspic Zachod, obiecujac tym szczerym komunistom, ze po tym „fikcyjnym” upadku komunizmu nastapi ostateczna, zwycieska ofensywa i podboj Zachodu.

    A oni (szczerzy komunisci) ciagle czekaja z nadzieja, podczas gdy tacy jak ty, ciagle czekaja z niepokojem….

    A nie doczekacie sie.

  2. 2 michał

    Soniu,

    Czy ja Cię dobrze rozumiem? Czy Ty przyznajesz niniejszym, że istnieje długoterminowa strategia, że została wporowadzona w życie, żeby stworzyć przekonujący obraz „upadku komunizmu”, i że ten upadek z definicji musiał być fałszywy? Chyba po raz pierwszy godzimy się w tym względzie.

    A dalej, czy dobrze rozumiem, że proponujesz następującą hipotezę: ta długoterminowa strategia wprowadzona została w życie, po to by uśpić nie wroga, tylko „prawdziwych komunistów”, którzy mogliby się opierać „upadkowi komunizmu”, gdyby nie mieli „marchewki” w postaci nadziei na wykiwanie wszystkich, czy tak? A zatem Szelepin, Mironow, Andropow i Kriuczkow, to sami antykomuniści, czy tak? Ale jeśli to „szczerzy antykomuniści”, to wychodziłoby, że np. Józef Mackiewcz był nieszczerym antykomunistą albo szczerym komunistą albo jakkolwiek inaczej zechcesz nazwać przeciwieństwo Andropowa w takim układzie.

    Ja nie czekam z niepokojem na zwycięską ofensywę, bo nie uważam wcale, że tzw. „ostatnia faza” jest tuż za rogiem, że konflikt militarny jest zupełnie nieunikniony, tak samo jak wschód słońca – to oczywiście nonsens. Nie wydaje mi się możliwe, żeby plan Szelepina przewidywał, iż w 1980 roku Bolek obejmie władzę nad 10 milionowym związkiem zawodowym a w 10 lat później zostanie rezydentem. Plan musi być chyba o wiele subtelniejszy, jest to plan wielowątkowy i bardzo giętki; zresztą słowo plan jest tu nie na miejscu, to jest strategia. Strategia ta niewątpliwie przewiduje także konflikt zbrojny, ale tylko jako środek ostateczny. Europa się już wędzi niby łosoś królewski, wbita na złoty hak – po co więc posyłać czołgi sowieckie na ulice zachodnich miast? A nuż ktoś otrząśnie się z oparów na widok „ruskich tanków” i zdejmie łososia z haka? Po co im to?

  3. 3 Jason

    Michal,

    Can you please get this translated into English? Looking greatly forward to reading.

    Thanks,

    Jason

  4. 4 michał

    Jason,

    I wasn’t going to translate this at all but now I feel obliged. I will have to ask you for patience, though, as I will be rather busy for a while.

  5. 5 Jason

    Michal,

    Thank you kindly for your work in translating…. you never dissapoint. Curious as to why you consider the Mihtroikin archives to be highly suspicious? I have generally found them to support Golitsyns analysis.

  6. 6 michał

    Jason,

    Circumstances of the archive coming to light make the contents of it highly suspicious. Consider this: Mitrokhin walks into the US Embassy in Riga (of all places!…) with handwritten notes, is dismissed as unrelaible so he goes – in cold light of the day – to the Brits. A month later they organise recovery of 25,000 notes hidden in his dacha. A month after an ex-kgb archivist walks into a US Embassy… Forgive me, I prefer to take such stories with a pinch of salt.

    His revelations mainly confirm what was already known and add to that sensations such as the exposure of Melita Norwood („Who?” I hear you say…). All this conforms to the pattern of disinformation as described by Golitsyn: successful disinformation campaign implies release of substantial amount of true information. The only question mark over Mitrokhin is what was the disinformation they wished to perpetrate.

    The answer may – just may – lie in the involvemnet of Christopher Andrew, a well known academic and a vocal critic of Golitsyn, whom he describes as „an unreliable conspiracy theorist „. I have very little inclination to read Mr Andrew’s editing of what kgb allowed Mitrokhin to take to the West but judging by what I’ve read about it, it could be that Mitrokhin’s role was to support the Nosenko story and thus further undermine Golitsyn.

  7. 7 Jason

    „it could be that Mitrokhin’s role was to support the Nosenko story and thus further undermine Golitsyn.”

    This never occurred to me and it is certainly an interesting thought. The point is, then, while the information contained within these archives may be „damning”… it’s not THAT damning.

    The admission that Kruschev himself coined the phrase „Liberation Theology”… I find to be pretty damning, although (predictably) this has recieved little/no attention other than an article on frontpagemag a few months back.

    People over here are now starting to realize that communism has been rebranded as „social justice”, but I fear that it is too late. I believe that humanity at large is on the throes of a major convulsion, brought on mainly by failure to comprehend history.

  8. 8 michał

    Dear Jason,

    Mitrokhin’s „revelations” appear to me to be of the non-revelatory variety. It really looks like someone sifting through a mass of documents with a view of releasing those that cannot possibly do any harm…

    Anyway, as I’ve said before, I have not read Mitrokhin’s archive (and find very little inclination to do so) so my views about it are pretty irrelevant.

    You make an interesting point that people in the States are beginninig to wake up but it might be too late. I have to say that I do not share your optimism, as far as the „realization that communism has been rebranded” is concerned. I can’t see much evidence of that or of any waking up. On the contrary, the West seems to be hypnotised by the cobra of „social justice”, „equality”, „human rights”, „democracy” and state control. It’s quite sad, really.

  9. 9 Sonia Belle

    Przepraszam, ze nie na temat, ale ciekawa jestem co myslisz o tym artykule w „Rzeczpospolitej”:

    http://www.rp.pl/artykul/2,452252_Edward_Moskal_byl_zrodlem_informacji_wywiadu_PRL.html

    Okazuje sie, ze Prezes Polonii Amerykanskiej, Edward Moskal, byl informatorem PRL-owskiego wywiadu w latach 80-tych.

    Niektorych moze to dziwic, gdyz Moskal byl przeciez nieprzejednanym antykomunista.

    Mnie to jednak nie dziwi, gdyz Moskal byl rowniez jeszcze bardziej nieprzejednanym antysemita.

    A w latach 80-tych, rzad PRL-u byl bardzo antysemicki, podczas gdy opozycja i Solidarnosc – bardzo filosemickie.

    Kwestie te niestety nie bardzo pasuja do twoich ulubionych teorii…

  10. 10 michał

    Soniu,

    Odpowiedziałbym chyba w ten sposób: tylko w oczach Hegla jest tak, że jeśli fakty nie pasują do teorii, to tym gorzej dla faktów. To raz. A po drugie, zwróciłbym nieśmiało Twoją uwagę na z pewnością znany Ci artykuł Mackiewicza pod tytułem „Sowiety i antysemityzm”, w którym rozprawia się (jak sądzę!) skutecznie ze znaną tezą, którą tu jeszcze raz prezentujesz.

    Po trzecie wreszcie, jestem pewien, że widzisz oczywistą sprzeczność pomiędzy twierdzeniem „Moskal byl przeciez nieprzejednanym antykomunista” oraz oświadczeniem, że tenże „Moskal, byl informatorem PRL-owskiego wywiadu”.

    Albo-albo.

    A co ja o tym myślę? Emigracja była naszpikowana bolszewickimi agentami. Tak było zawsze, od 1917 roku. Nie musieli zaraz być antysemitami, że porzucić swój „nieprzejednany antykomunizm”.

  11. 11 Jason

    Michal,

    Something I have been pondering as of late. While the deception had many successes, it also had several significant failures – the most notable of which was the Soviet’s failure to hijack the reunification of Germany (which was to become perhaps what Belarus is now) and the failure to break up NATO. I also believe the impact of the deception on the Soviet economy (and by extension it’s military) had far greater consequences than they anticipated. Golitsyn wrote in his 2nd book that East/West convergence could be achieved in “about 10 years time”, which would correspond to roughly the year 2000. So, Golitsyn may have been off with his “when”, but I think he had the “what” correct (as he nearly always did). Now that the West is ready to fall (like ripe fruit, as Kruschev said) into the hands of Socialism, will the real communists who brought about all of this „change” be ready to deal with the collapse of Capitalism as they had planned? Or will they be like a dog who finally catches a car and knows not what to do with it – ?

  12. 12 michał

    Dear Jason,

    I think this is a fundamental question about the nature of the provocation we are dealing with. I strongly believe that the main strength of Shelepin’s plan lies in never committing to one possible path, to simultaneously working on many parallel actions, so that if one does not work the other one might, in never ever gambling all on one course of action. But the most important factor is always having many contingency plans for many possibilities (by the way, that’s why I believe that the hypothesis of the “third echelon of soviet leaders” is so vital because they were always prepared that things might not work out so they needed to assure succession to perpetuate the fiction). So when Golitsyn writes about any time scales I think he speculates and diverges from what we know about the nature of soviet long term planning (as you rightly put it: he’s off with his ‚when’ but correct with his ‚what’).

    For instance, I believe that German unification leading to break up of NATO was only one of many possibilities they were taking into account. The other, clearly, was integrating the fundamentally soviet structures of countries such as Poland, Hungary or Czechoslovakia into NATO. Why should they have passed on such an opportunity?!

    Andrei Navrozov described the soviet plan somewhere as a delicate, almost imperceptible, “cranking up of a plate” (I quote from memory), whereby things fall into place very slowly but surely. They obviously have all the time on their hands, they are not afraid that voters will vote them out, they knew before the Guinesses that ‚good things come to those who wait’. Why should they speed things up? For what conceivable benefit?

    Will they not know what to do with it once they catch it? That is of no importance to those millions who will be caught, either way, it ain’t gonna be pleasant.

  13. 13 тв- онлайн

    ок ценно

Komentuj





Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja