Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Książka Roberta Buchara, Do diabła z rzeczywistością…*, jest zjawiskiem nietypowym. Właściwie nie jest książką w tradycyjnym znaczeniu, raczej obszernym zestawem wypowiedzi, jakie autor zgromadził i uporządkował na podstawie przeprowadzonej przez siebie ogromnej liczby wywiadów. Do diabła z rzeczywistością… (jakże adekwatny do realiów ostatnich dwóch dekad tytuł) to po prostu literowy zapis filmowego multiwywiadu, jaki pod tytułem The Collapse of Communism – The Untold Story utknął był kilka lat temu, ze względów finansowych (a pewnie i politycznych), w fazie postprodukcji i nie wiadomo czy i kiedy ujrzy światło dzienne.

Nietypowa przede wszystkim wydaje się materia Bucharowskiego przedsięwzięcia, czechosłowackiego filmowca i amerykańskiego akademika, który, choćby przez wzgląd na obowiązującą na amerykańskiej ziemi (bardziej niż gdziekolwiek na świecie) zasadę politycznej poprawności, powinien z daleka omijać tematy, nie mieszczące się w kanonie oficjalnej propagandy. Szczęśliwie Robert Buchar nie należy do ludzi dbałych o podobne bzdury. Możemy dzięki temu wspólnie z nim zagłębić się w obszary naprawdę interesujące, zastanawiając się choćby nad takim oto fenomenem: Być może po raz pierwszy w historii ludzkości mieliśmy do czynienia z rewolucją, nie zdając sobie przy tym sprawy z tego, kim są zwycięzcy, a kim przegrani.

Nie mam pojęcia jak to się Robertowi Bucharowi udało, ale zrobił to – zwabił przed mikrofon i kamerę różnorodne grono ludzi, w taki czy inny sposób uwikłanych w politykę; profesjonalistów i amatorów; polityków z czołówek gazet i tajnych agentów wywiadów wrogich mocarstw; opozycjonistów i urzędników, analityków, publicystów i badaczy, ba – trafił mu się nawet jeden zdeklarowany komunista, a wszyscy, jak się zdaje, mniej lub bardziej, ale jednak, skłonni do szczerych wypowiedzi. Zestawienie takiego bogactwa indywidualności, ich wrażeń i przemyśleń wydaje się gwarantować obfitą ucztę dla intelektów wszystkich tych, którym zaduma nad przemijającą współczesnością nie jest obca.

O samym Robercie Bucharze możemy powiedzieć stosunkowo niewiele. Pochodzi z Hradec Kralowe, niewielkiego, za to starego miasta w północnej części Czech, gdzie urodził się w 1951 roku, w zaledwie 3 lata po ostatecznym podboju tego kraju przez komunizm; w wieku kilkunastu lat zainteresował się fotografią i sztuką filmową, która zresztą rychło stała się źródłem jego utrzymania; po zdobyciu odpowiedniej edukacji pracował przez kilkanaście lat jako operator; swoją przygodę z filmem kontynuował po wyjeździe na Zachód w 1980 roku.

Szczęśliwie, najbardziej interesuje nas nie tyle biografia, co poglądy Roberta Buchara, a te możemy prześledzić przynajmniej na podstawie dwóch źródeł: fragmentów książki, które stanowią jego bezpośrednią wypowiedź oraz zadawanych w trakcie wywiadów pytań.

O co pyta Robert Buchar?

Na czoło wysuwa się jeden z najważniejszych problemów – pytanie o rzekomy upadek komunizmu w Europie Wschodniej: dlaczego nikt nie mówi na ten temat? Czy dlatego, że w gruncie rzeczy nikogo to nie interesuje? Jak to możliwe?

To oczywiście szalenie celne pytanie, pytanie bez którego nie może być mowy o trafnych odpowiedziach na najbardziej fundamentalne kwestie. Podejmując taki właśnie temat, Buchar nie mógł wybrać lepiej. Skoro komunizm upadł (jeśli upadł), a okoliczności tego upadku były tak niejasne (jak były), dlaczego nikt nawet nie pokusił się o sprawdzenie, co naprawdę wydarzyło się w tej części świata. Wszak wraz z upadkiem Związku Sowieckiego, nie upadało kolejne mini państewko jakiegoś afrykańskiego czy amerykańskiego dyktatora, ale zimnowojenny wróg, bolszewicki barbarzyńca, zagrażający nie tylko zachodnim mocarstwom, zachodnim demokracjom, ale istnieniu cywilizacji, czy – jak pisał Józef Mackiewicz – każdej cywilizacji.

Brnąc głębiej i dalej, Buchar drąży temat, stawiając kolejne problemy, zmuszając swoich rozmówców do wypowiadania rzeczy ważnych, czasem trudnych: Czy możemy przyjąć, że koniec komunizmu został wcześniej przygotowany ? Co zmotywowało sowietów do poczynienia tego kroku ? Czy Zachód wygrał zimną wojnę? Czy zostaliśmy oszukani? Dlaczego ludzie nigdy nie dowiedzieli się prawdy? Jaka była rola KGB w całym tym procesie?

Zadając te i inne pytania Buchar nie sugeruje odpowiedzi, nie stara się podpowiadać, jest powściągliwy, jeśli idzie o formułowanie własnych poglądów, a postępując tak, robi bardzo dobrze. Dzięki takiemu metodologicznemu umiarowi, jego rozmówcy czują się nieskrępowani, możliwie najbardziej swobodnie podejmując proponowane tematy.

Niewątpliwie to pytania przesądzają o wartości książki. Bez nich, bez tych jakże rzadkich wciąż pytań, jak też bez próby odpowiedzi na nie, ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami, nie ma mowy ani o racjonalnym stosunku do aktualnej rzeczywistości politycznej, ani o właściwej ocenie bieżących wypadków, o prognozie politycznej nawet nie wspominając. Książka taka jak ta pozwala zachować odrobinę optymizmu, że, być może, świat jaki znamy z przeszłości, z elementami racjonalnego i przyzwoitego myślenia nie przeszedł jeszcze całkiem do historii.

Obraz komunistycznej nędzy

Co powiedziawszy, wypadnie spojrzeć na dokonanie Buchara z niejakim krytycyzmem – stawianie trafnych pytań to niejedyna domena autora Do diabła z rzeczywistością…, zdarzają mu się również mniej celne wypowiedzi i to w punktach, na oko, zasadniczych. Tak zdaje się być w przypadku tezy, postawionej śmiało już na pierwszej stronie książki:

Podczas ostatniej fazy zimnej wojny – pisze Buchar – Związek Sowiecki pod rządami swoich dogmatycznych i wyraźnie zniedołężniałych partyjnych bossów, tonął do poziomu niemal bankructwa. Jurij Andropow, przewodniczący KGB – jedynej organizacji dysponującej zarówno całkowitą wiedzą na temat stanu gospodarki jak również możliwością podejmowania strategicznych decyzji – doszedł do wniosku, że nie ma sposobu uleczenia komunistycznego systemu ze śmiertelnej choroby, która go opanowała. Aby zabezpieczyć bogactwo, które mogłoby się wyślizgnąć z rąk sowieckich przywódców, opracował niemal nieprawdopodobny program – wrzucenia do ognia moskiewskich rządów nad blokiem wschodnioeuropejskich krajów, a następnie także samej partii, rządzącej Związkiem Sowieckim.

I cóż tu mamy? – Obraz komunistycznej nędzy i rozpaczy. Banda zniedołężniałych bolszewickich starców z niezakrzepłą jeszcze krwią na rękach, usiłująca utrzymać resztki mizernej władzy nad znękanymi komunizmem społeczeństwami Wschodniej Europy; mamy także człowieka KGB, Jurija Andropowa – który w obliczu komunistycznego zmierzchu, końca swojego i towarzyszy, postanawia wykonać ostatni możliwy ruch – skok na kasę; wreszcie mamy i sam komunizm, gnijący i zbankrutowany, który w żaden sposób nie może już dłużej przetrwać!

Zastanawiam się czy Buchar, autor tezy, którą powyżej starałem się nie nazbyt udolnie zreferować, myślał kiedykolwiek nad prawdopodobieństwem takiego właśnie obrazu…? Gdyby wierzył w ostateczny upadek komunizmu, w śmierć bolszewickich ideałów, że, mianowicie, jedyną negatywną spuścizną antykomunistycznej transformacji jest uwłaszczenie nomenklatury – w takich okolicznościach, pewnie tak. Ale przecież Buchar jest człowiekiem dociekliwym, nie wierzy w mainstreamowe bzdury, których pełno w telewizjach całego świata, w prasie, w internecie. Buchar idzie nawet o krok dalej, krok rzec by można – siedmiomilowy (pytanie tylko, czy aby dobrze odmierzony), śmiało antycypując globalny rozwój wypadków, jeden światowy rząd i kluczowe w nim stanowiska dla moskiewskich bolszewików. Dlaczego zatem daje się nabrać na oczywistą bolszewicką prowokację na temat rzekomego upadku sowieckiej gospodarki?

Przerdzewiały Związek Sowiecki

Jak pogodzić dociekliwość i krytycyzm Buchara z tak daleko idącym uproszczeniem? Myślę, że odpowiedzialnością można obarczyć niektórych przynajmniej rozmówców autora, o czym szerzej powiem nieco później. To dzięki ich opiniom, w Bucharowskim toku myślenia pojawiło się pewne, w zasadzie powszechne, aby nie powiedzieć potoczne, nieporozumienie. Nieporozumienie związane z rzekomą niewydolnością gospodarczego organizmu Związku Sowieckiego i jego satelitów.

Pamiętamy obraz rdzewiejących Sowietów: rdzewiejące fabryki, rakiety balistyczne, myśliwce i bombowce, rdzewiejące łodzie podwodne, ba „rdzewiejącą” nawet stację kosmiczną „Mir”, wysublimowany i niedościgły (dla amerykańskich rywali) wytwór komunistycznej myśli technicznej, który najbezczelniej w świecie zutylizowano w charakterze symbolu upadającego komunizmu. Taki dokładnie był obraz Związku Sowieckiego, serwowany u progu lat 90. Cóż, sowiecka dezinformacja nie zna barier ani granic – nie tylko zamieniła w kupę złomu całą komunistyczną potęgę, skaziła swoim drażniącym jadem nawet doskonałą książkę Roberta Buchara.

Rzeczywistość, także rzeczywistość gospodarcza Związku Sowieckiego, jest o wiele bardziej złożona. Przede wszystkim celem komunistycznej gospodarki nigdy nie było zaspokajanie potrzeb ludności. Od samego początku, od październikowego przewrotu roku 1917, niedostatek, bieda, okresowo także głód – były narzędziami, dzięki którym kontrolowano podkomunistyczne społeczeństwo. Nędza była narzędziem władzy, celem – wypełnianie strategicznych aspiracji. Rzucająca się w oczy gospodarcza egzotyka: kolejki, buble, czarny rynek, brak towarów pierwszej potrzeby, kartki żywnościowe etc. służyła z jednej strony do utrzymania w ryzach społeczeństw, z drugiej – do pokrycia istotnych strategicznych celów.

Związek Sowiecki, który w połowie lat 80., według retrospektywnej oceny niemal wszystkich komentatorów i analityków, chylił się ku gospodarczemu upadkowi, w wielu gałęziach gospodarki dorównywał albo przewyższał Stany Zjednoczone: produkował więcej ropy, gazu, aluminium, cementu, miedzi, tytanu. Ponieważ produkcja dóbr konsumpcyjnych stanowiła jedynie margines działalności gospodarczej, te ogromne zasoby służyły w pierwszym rzędzie realizacji celów strategicznych, w tym przede wszystkim produkcji zbrojeniowej.

Projekcja słabości

Twierdzenie, że Związek Sowiecki wraz z satelitami ześlizgiwał się na skraj gospodarczego bankructwa jest równie nieprawdziwe jak pogląd, że zdecydowana większość społeczeństw podkomunistycznych pragnęła upadku komunizmu. Nie tylko nie pragnęła, ale i nie była skłonna wykonać w tym kierunku najmniejszego kroku.

Projekcja słabości Związku Sowieckiego, mająca przekonać Stany Zjednoczone, że dawny przeciwnik nie stanowi już zagrożenia, odgrywała kluczową rolę w strategii pierestrojki. Stąd ogromne znaczenie jakie przywiązywano do tego aspektu propagandy i dezinformacji. Sam Michaił Gorbaczow roztaczał, począwszy od roku 1985, obraz upadającej sowieckiej gospodarki. Pomagali mu w tym dziele m. in. pracownicy Instytutu Badań nad Stanami Zjednoczonymi. Wśród ekspertów informujących dyskretnie o stanie sowieckiej gospodarki stronę amerykańską (pisał na ten temat Edward Jay Epstein – jeden z rozmówców Buchara) był doradca ekonomiczny Gorbaczowa, Abel Angabegian. Według przekazanych przez niego danych, począwszy od roku 1980 wskaźnik przyrostu gospodarczego był bliski zeru. Sowiecka gospodarka przestała się rzekomo rozwijać. Dopiero kilka lat później CIA dokonała niezwykłego odkrycia – okazało się, że informacje gospodarcze czerpane z tego i innych źródeł mijają się z prawdą. Mimo oczywistego, strategicznego oszustwa, nawet cień podejrzenia nie padł na ekipę Gorbaczowa. Co więcej, z jakiegoś powodu tuszowano także dane, mówiące o wyjątkowym wzroście środków przeznaczonych na cele militarne.

Strategiczne oszustwo

Ujawnienie owego statystycznego oszustwa z połowy lat 80. podważa mit o bankructwie Związku Sowieckiego i upadku komunizmu, tym samym traci sens sama pierestrojka jako koło ratunkowe sowieckiego systemu. Skoro nie była politycznym programem obronnym, jakie zadanie miała do spełnienia?

Dobrze przeprowadzona operacja dezinformacyjna zawsze przynosiła Sowietom sukcesy. Warunek powodzenia nieodmiennie był i pozostał jeden, raczej mało wymagający: dezinformacja musi się w jakiś sposób pokrywać z dążeniami lub oczekiwaniami przeciwnika. Warunek taki spełniały przedsięwzięcia największego kalibru, takie jak legenda Trustu, czy operacja rozwiązania kominternu, wirtualne bankructwo Związku Sowieckiego nie stanowi w tym przedmiocie wyjątku.

Jeden z ciekawszych przykładów tego rodzaju oczekiwanej dezinformacji, choć na znacznie mniejszą skalę, opisuje w swojej książce, Spy Catcher, Peter Wright. Rzecz dotyczyła podsłuchu, który udało się Wrightowi zainstalować w egipskiej ambasadzie w Londynie, w dobie kryzysu sueskiego, dzięki czemu Brytyjczycy zyskali świetną orientację w poczynaniach przeciwnika. Idylla trwała do momentu, gdy sowieccy partnerzy Kairu zaproponowali pomoc techniczną przy eliminacji ewentualnego podsłuchu. Sprawa była z góry przegrana, ponieważ wiedziano, że Sowieci (czy raczej, jak twierdzi Wright, Rosjanie) dysponują odpowiednimi środkami technicznymi pozwalającymi na odkrycie tego rodzaju podsłuchu. W tej sytuacji: nasze operacje omal nie zakończyła się fiaskiem. Dzięki stałej łączności Wright i koledzy mieli możliwość na żywo śledzić postępy sowieckich specjalistów, którzy chwycili za naszpikowany telefon, odkręcili obudowę i… pozostawili urządzenie podsłuchowe w spokoju. Było jasne, że Rosjanie odkryli podsłuch, ale też z jakiegoś powodu postanowili nie przerywać jego działania. Najbardziej zdumiewające wydają się wnioski, do jakich doszedł przedstawiciel brytyjskiego wywiadu:

Rosjanie chcieli, abyśmy prawidłowo odczytali stanowisko, jakie postanowili zająć w kwestii Suezu. Nie chcieli, abyśmy myśleli, że blefują. Najlepszym sposobem zapewnienia, że potraktujemy ich postawę poważnie, było pozyskanie przez nas informacji wywiadowczej przy pomocy nienagannego źródła, na przykład ściśle tajnego połączenia. To był mój pierwszy kontakt ze złożoną sowiecką dezinformacją. (85-86)

Oczywisty absurd. Rosjanie z całą pewnością nie troszczyli się o prawidłowe odczytanie ich stanowiska przez Brytyjczyków. Ich jedynym celem, jak się okazuje – zgrabnie zakamuflowanym, było przekonanie brytyjskiego konkurenta, że nie żartują i że w każdej chwili są skłonni (w co właśnie należałoby wątpić) do czynnej interwencji na rzecz Egiptu Nassera.

Ten zadziwiający przypadek naiwności Wrighta, opisany zresztą przez niego samego po wielu, pełnych doświadczeń, latach służby w wywiadzie, jest niezwykłym dowodem kunsztu sowieckiej dezinformacji, przy okazji stanowi też wyśmienity, choć nieco prowokacyjny, wstęp do badania poglądów, nastrojów i sposobu myślenia uczestników Bucharowskiego wywiadu.

—————————

* Robert Buchar, And Reality Be Damned… Undoing America: What media didn’t tell you about the end of the Cold War and the fall of communism in Europe (Do diabła z rzeczywistością… Na zgubę Ameryki: to czego nie usłyszałeś w mediach na temat końca zimnej wojny i upadku komunizmu w Europie), Durham CT 2010.

http://www.amazon.co.uk/Reality-Damned-Undoing-America-Communism/dp/1609111664/ref=sr_1_1?s=books&ie=UTF8&qid=1280875032&sr=1-1

http://www.amazon.com/Reality-Damned-Undoing-America-communism/dp/1609111664/ref=sr_1_1?ie=UTF8&s=books&qid=1267671484&sr=1-1



Prześlij znajomemu

3 Komentarz(e/y) do “Antykomunizm, którego nie ma – cz.1”

  1. 1 zeppo

    „…rzekomy upadek komunizmu w Europie Wschodniej: dlaczego nikt nie mówi na ten temat? Czy dlatego, że w gruncie rzeczy nikogo to nie interesuje?”

    Establiszmentu nie interesuje. Do wielu w pełni nie dotarło. Reszta się boi. Zdaje się, że – aby uniknąć cenzury (także autocenzury) – wciąż niezbędny jest status politycznego emigranta.
    Ja na ten temat mówię bardzo szczegółowo podczas semestralnego wykładu. Ale, czy długo jeszcze? Nie wiem, jak to wygląda z perspektywy Londynu, ale tu wracają lata 60-te.

  2. 2 Dariusz Rohnka

    Drogi Panie Zeppo,

    Ma Pan absolutnie rację, jeśli idzie o kwestię autocenzury (bez wątpienia najgroźniejszej, najbardziej wyniszczającej odmiany cenzury), trudno mi się jednak zgodzić z tezą, że najlepszym w tej sytuacji rozwiązaniem jest emigracja polityczna…
    Przypadek Józefa Mackiewicza i jego liczne powojenne kłopoty z publikacją własnych prac stanowią, myślę, wystarczająco przekonujący kontrargument – niestety, emigracja polityczna, przynajmniej ta z okresu powojennego, nie zapewniała wolności słowa, jakiej można by się spodziewać (dziś, gdy przecież nie istnieje choćby nominalny podział na emigrację polityczną i podkomunistyczny kraj zjawisko to, czy też tendencja, wydaje się jeszcze silniejsze).
    Zatem…, jak Pan widzi, jedynym praktycznie rozwiązaniem (dla uniknięcia pokusy autocenzury) jest nie tyle emigracja, co… podziemie.

  3. 3 Damian Marszal

    Rzecz niezwykla, ze w angielskich ksiegarniach (nie sprawdzalem w Londynie) ksiazka wlasciwie jest nieosiagalna. Ba jej nr ISBN byl nie do zidentyfikowania dla pracownikow kilku ksiegarnii we Wschodniej Anglii. Jest ona natomiast dostepna w … WH Smith. Dla niewtajemniczonych podpowiem, ze to taki spory kiosk z prasa oraz artykulami papierniczymi, tudziez czesto zaopatrzony w ksiazki. Te ostatnie niekoniecznie wysokich lotow. Hmm..

Komentuj





Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja