Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Michał Bąkowski


Szpalery autorytetów

Sięgam po teksty Mackiewicza z Nudis verbis, ponieważ nie ma w polskiej literaturze politycznej rzeczy równie uniwersalnych dla opisania naszej obecnej sytuacji.

Jakże rzadkie to słowa. I jakże słuszne. Napisał je Aleksander Ścios w artykule z września 2014 roku.* Stwierdził dalej, że o ważności słów Mackiewicza świadczy „miara historycznej weryfikacji i sprawdzalności jego prognoz politycznych”, obok nienawiści politycznych wrogów. „Gdzie przebiega analogia, między powojennymi diagnozami pisarza, a naszą współczesnością i co wspólnego z obecnym położeniem Polski może mieć opis realiów sprzed 60 lat?” pyta Ścios i natychmiast przytacza słynny fragment z artykułu Nudis verbis, w którym Mackiewicz odmalowuje obraz pochodu Polaków, z pieśnią na ustach, poganianych przez hitlerowców w bolszewicką przepaść, gdy szpalery autorytetów konspiracji pilnują „z pistoletami w garści, aby nikt z tego pochodu się nie wyłamał, nikt nie próbował zawrócić czy innych przed przepaścią nie ostrzegł”.

Podzielam opinię Ściosa. Fragment ten zawsze wydawał mi się odnosić do współczesności, odkąd czytałem go po raz pierwszy w późnych latach 80. Ten sam „szpaler autorytetów”, choć tym razem bez pistoletów w garści, namawiał Polaków w roku 1989, by nie wyłamywali się z pochodu, pilnowali potem, by nie przekroczyć grubej kreski, namalowanej czerwoną farbą, a wyznaczającej drogę ku przepaści. Zamykali usta każdemu, kto pragnął ostrzegać. I czynią to samo do dziś, z każdym śmiałkiem, który zechce wątpić w iiirp.

Ale o ile ja położyłbym nacisk na te szpalery autorytetów, to Ścios zwrócił uwagę na inne elementy obrazu. Oto w jego interpretacji, „hitlerowskich siepaczy” zastąpili dziś „szacowni politycy niemieccy, z pupilką Stasi na czele”, a „przepaść bolszewicka” jest już tylko „koleiną”, niezmienioną od dziesięcioleci. Muszę przyjąć tę drugą poprawkę Ściosa. Moja interpretacja była fałszywa, bo Polska spadła w bolszewicką przepaść w latach 1944-45, nie może więc nadal iść w jej kierunku. Ma rację Ścios, że jest to już tylko ta sama, nudna, szara koleina w błotnistej drodze donikąd, jaką jest prlowska pseudo-polityka.

Wróćmy jednak do Mackiewiczowskiego obrazu. O ile ja skoncentrowałbym się raczej na nieprzemijającej aktualności tych szpalerów polskich intelektualistów, pilnujących by nikt się nie wyłamywał z narodowej solidarności, to emfaza u Ściosa spoczywa na Angeli Merkel jako odpowiedniku hitlerowskich siepaczy. Czy słusznie?

Ilekroć wdaję się w dyskusję na temat współczesnego prlu, to zawsze słyszę w pierwszym rzędzie, że nie można nazywać tego prlem, bo nie ma żadnego fizycznego przymusu. Z mojego punktu widzenia, to tylko tym gorzej, że bez przymusu, z własnej nieprzymuszonej woli, przytłaczająca większość mych rodaków uznała prl za Wolną Polskę. Ale jeśli zgadzamy się, że przymusu nie ma żadnego, to jak można porównywać brutalną okupację niemiecką – której bezmyślność obwiniał Mackiewicz za tworzenie skutecznej propagandy sowieckiej w okupowanej Polsce – z polityką Merkel? Pisze dalej Ścios:

Wojna na Ukrainie przypomniała z całą bezwzględnością, że dwa żywioły: rosyjski i niemiecki, nigdy nie pogodzą się z istnieniem Rzeczpospolitej. Nawet obecne państwo, powstałe na fundamentach „Polski Ludowej”, jest nie do zaakceptowania dla naszych odwiecznych wrogów.

Czy mi się zdaje, czy Ścios przeczy sam sobie? Albo jest to pseudo-państwowy, bolszewicki twór, w pełnej ciągłości instytucjonalno-prawnej z prlem, albo Rzeczpospolita, z której istnieniem nie mogą pogodzić się Niemcy. Albo beznadziejna „koleina”, albo państwo polskie.

Co więcej, nie spotkałem w życiu Niemca, który miałby jakiekolwiek problemy z „istnieniem” Polski, natomiast miałem nieszczęście spotkać wielu Polaków o jednoznacznie antyniemieckim nastawieniu. Należy do nich najwyraźniej także Aleksander Ścios. Ma prawo. Tylko że taka postawa, prowadzi go do interpretacji Mackiewicza w wyraźnej sprzeczności z postawą Mackiewicza. Józef Mackiewicz pisał wielokrotnie, że nie jest ani antyrosyjski, ani filorosyjski, ani antyniemiecki, ani proniemiecki – jest w zamian anty-bolszewikiem i anty-hitlerowcem. Patrzenie na ościenne narody jako na „odwiecznych wrogów” ma długą historię w polskiej publicystyce, ale nie ma uzasadnienia, gdy wszystkie narody Europy zagrożone są w tej samej mierze przez tego samego wroga. Zagrożenie to nie ma charakteru narodowego i takie jest w moim przekonaniu, główne przesłanie Mackiewicza, naczelny powód nieprzemijającej aktualności jego pism.

Ścios nie interesuje się ponadnarodową groźbą, widzi tylko rozgrywkę między Niemcami i Rosją. Rozgrywkę, której przedmiotem są Polska i Ukraina:

Ukraina jest zaledwie etapem, „polem doświadczalnym” nowego sojuszu Moskwy i Berlina. Akta niemieckich polityków, zgromadzone w archiwach Łubianki, dają pewność, że sojusz ten przetrwa każdą próbę. Putin doskonale odrobił lekcję najnowszej historii i zrozumiał, że nadrzędnym celem społeczeństw „wolnego świata” nie jest prawda historyczna bądź racje moralne, ale dobrobyt i spokój – i za obie te wartości gotowe są zapłacić każdą cenę.

„Realizowany od siedmiu lat plan wasalizacji Polski,” czytam dalej w zdumieniu, „wchodzi w ostatnią fazę.” Puk, puk. Jest tam kto? Ścios pisał te słowa we wrześniu ubiegłego roku, więc zachodzę w głowę, co dokładnie wydarzyło się w roku 2007, co zasługiwałoby na miano rozpoczęcia „planu wasalizacji Polski”? Czyżby naprawdę Ścios, inteligentny, oczytany i wnikliwy, a na dodatek uważny czytelnik Mackiewicza, nie zauważył, że Polska została zwasalizowana w latach 40. ubiegłego stulecia? Szydło wyłazi z worka bardzo prędko: okazuje się, że w 2007 roku zwycięstwo wyborcze jakiejś platformy zostało przyjęte entuzjastycznie przez socjalistów wszystkich maści, i to był znak „wasalizacji Polski”. Innymi słowy, cytaty z Mackiewicza zostały zaprzęgnięte do rydwanu partii politycznej, która przegrała w prlowskich „wyborach” z tą jakąś platformą. Wynika z tego jasno, że gdyby inne były wyniki wyborów w roku 2007, to Ścios nie byłby mówił o wasalizacji Polski. A zatem coś, co pierwotnie nazwał beznadziejną „koleiną”, nagle nabrało mocy stwórczej.

Ścios deliberuje następnie na temat „georealizmu”. Jeżeli dobrze rozumiem, koncepcję tę sprowadza do wiary, że „Polska musi być proniemiecka bądź prorosyjska. Albo nie istnieć w ogóle.” Jego krytyka geopolitycznego pseudo-realizmu jest oczywiście słuszna, podobnie jak dosadne słowa na temat mitów polskiej racji stanu, że mianowicie bezpieczeństwo Polski opiera się na sojuszu z zachodnią Europą i geopolityczną zgodą między Niemcami a Rosją. Miałby jeszcze więcej racji, gdyby tylko Polska istniała jako podmiot w tych wszystkich rozważaniach. Ale przecież nie istnieje.

Dlaczego więc to wszystko tak bardzo mija się z rzeczywistością? Ponieważ w przeciwieństwie do Mackiewicza, Ścios nie zauważa istnienia ponadnarodowego czynnika: komunizmu. Zastępuje „ustrój komunistyczny” „rosyjskim mirem narzuconym światu przez kremlowskich bandytów”, sowiety zastępuje konsekwentnie „Rosją”, jak wszyscy na świecie – i nie zauważa, że przy takich zmianach cała jego interpretacja słów Mackiewicza staje się karykaturą.

Strategia Putina jest pod wieloma względami interesująca, i powrócę do niej za chwilę. W żadnym jednak razie, nie można powiedzieć, że koncepcja „ruskiego miru” zastąpiła ustrój komunistyczny, ponieważ jest to tylko taktyczna wolta, jedna z setek jeśli nie tysięcy takich taktycznych hopsztosów dokonanych przez bolszewików w ciągu ubiegłych prawie stu lat.

Ścios jest zdania, że zamiast szukania sojuszników w Europie, Polska powinna związać się ścisłym sojuszem z Ameryką, poza strukturami NATO. Świetny pomysł. Ale po pierwsze zakłada, że Polska jest niepodległa i suwerenna, czemu Ścios (jak mi się zdawało) wcześniej zaprzeczył w tym samym artykule, a po drugie, że Ameryka zachce wejść w taki układ z Polską. To drugie założenie, opiera się na błędnym przekonaniu, że Stany Zjednoczone są jakoś zasadniczo różne od zachodnioeuropejskich socjaldemokracji, gdy w istocie nie są. Wszystkie argumenty – trafnie streszczone przez Ściosa – używane w Europie przeciw „drażnieniu Moskwy” mają tyleż samo, jeśli nie więcej, posłuchu w Ameryce. Co więcej, Amerykanie posiadają koncepcję izolacjonizmu, jako tradycją uświęcone stanowisko wyjściowe w polityce zagranicznej. Gotowi są wprawdzie porzucić swoją naturalną izolację dla zachodniej Europy i dla Bliskiego Wschodu, dla Ameryki Łacińskiej i dla Azji Południowo-Wschodniej – ale nie dla wschodniej Europy. Dlaczego więc mieliby zrobić wyjątek dla „Polski”, która wedle samego Ściosa jest zaledwie „hybrydą” prlu?

***

Analiza bieżącej taktyki i strategii Putina nie wydaje się doprawdy trudna. Zanim jednak przyjrzymy się Putinowi spróbujmy określić sytuację, korzenie z jakich wyrosła. Przedstawię to poniżej w kilku punktach z odniesieniem do rozlicznych artykułów publikowanych na niniejszej stronie.

  1. Rosja upadła w roku 1917 pod ciosami międzynarodowej szajki gangsterów, by nigdy się nie podnieść. Ciągłość państwowa Rosji została przerwana (por. Rosja czy sowiety).
  2. Co najmniej od wczesnych lat 60., sowieci przygotowywali długoterminową prowokację (por. Golicyn, Nosenko).
  3. Wydarzenia takie, jak „polski październik” (i inne miesiące), „praska wiosna” itp. Były sowiecką prowokacją, której celem było zdławienie antykomunizmu w każdej postaci, promocja koncesjonowanej opozycji oraz propagowanie obrazu sowietów jako „olbrzyma na glinianych nogach” (por. Polski październik i okrągły stół i Charlie Wilson).
  4. W latach 1989-91 sowieciarze przeprowadzili operację „upadku komunizmu”. W pierwszej fazie „uwolnili” demoludy, m.in. prl; w drugiej, zniszczyli partię komunistyczną; i wreszcie zainscenizowali „rozpad związku sowieckiego” (por. Nożyce, Składany komunizm, Antykomunizm, którego nie ma).
  5. Na ruinach sowietów powstać miały „wolne państwa”. Jednak żaden z tych stworów, z „Rosją” na czele, nie jest „państwem”, a wyłącznie państwo-podobnym tworem, którego raison d’etre jest utrzymanie ciągłości sowietów (por. Trzeci eszelon).
  6. Po latach kontrolowanej anarchii pod rządami Jelcyna i kgb, Putin został wywindowany na stolec przywódcy w operacji „Burza w Moskwie” (por. Burza w Moskwie).
  7. Unia Europejska jest organizacją całkowicie zgodną ze strategicznymi celami sowietów na kontynencie europejskim (por. Europa się wędzi i Wędzenia Europy ciąg dalszy).

Powyższych siedem punktów nie ma charakteru aksjomatycznego. Każdy z nich jest wynikiem racjonalnej analizy powszechnie dostępnych danych (być może z jednym wyjątkiem, o czym za chwilę) i każdy podlega dyskusji. Mało tego, powyższe punkty należy uważać zaledwie za punkt wyjścia do dalszej dyskusji.

Jedyny punkt, który do pewnego stopnia opiera się na danych niedostępnych przeciętnemu śmiertelnikowi (jak np. niżej podpisany), to hipoteza długofalowej strategii sowieckiej wysunięta przez Anatolija Golicyna na podstawie tajnych dokumentów, które widział na własne oczy w Moskwie. W moim głębokim przekonaniu, wieloletnie dociekania Józefa Mackiewicza na temat sowieckiej strategii, wskazują na istnienie tego samego planu, a jego analiza nie opierała się na uprzywilejowanym dostępie do tajnych dokumentów sowieckich.

Oprócz powyższych siedmiu punktów, które są interpretacją faktów historycznych, istnieje także nadrzędne założenie na temat istoty komunizmu: nie jest to ani centralne zarządzanie gospodarką, ani dyktatura proletariatu, ani terror i zamordyzm, ale Metoda zdobycia i utrzymania władzy (por. Przybijanie kisielu do ściany).

Na czym więc polega ciągłość sowieckiej strategii w wykonaniu Putina?

Każdy z elementów jego polityki (ale także elementy polityki poprzedników Putina) został wprowadzony w życie, bądź choćby rozważany, w pierwszych latach po bolszewickim przewrocie. Dla przykładu, wielu historyków utrzymuje do dziś, że pakt Ribbentrop-Mołotow był zaprzeczeniem leninowskich zasad. Tymczasem Lenin planował wejść w koalicję w Niemczech już w półtora roku po krwawym zgnieceniu buntu Spartakusowców. Lenin chciał porozumienia z Freikorps, którego członkowie byli odpowiedzialni za brutalny mord Róży Luksemburg. Miał wprawdzie trudności z przekonaniem niedobitków niemieckich komunistów, ale Radek był całkowicie po jego stronie, gotów, by „wykorzystać antykomunistów do ostatecznego zwycięstwa komunizmu”. Strategiczna giętkość była dla Lenina podstawowym wymaganiem. Jest to kolejny dowód, że Stalin był idealnym leninistą: plan paktu Ribbentrop-Mołotow już w roku 1920.

Najważniejsze jednak są leninowskie plany dla Europy. Jeszcze podczas trwania Wielkiej Wojny Trocki sformułował koncepcję Stanów Zjednoczonych Europy. W roku 1920, Lenin dyskutował ze Stalinem na temat związku socjalistycznych republik od Renu po Pacyfik. Stalin był sceptyczny, wskazując, że Niemcy byłyby niechętne federacji prowadzonej z Moskwy, czyli zarzucał Leninowi pominięcie „czynnika narodowego”. Kontrpropozycja Stalina miała być następująca: dwie federacje, moskiewska i berlińska, zjednoczone pod sztandarem Kominternu. Lenin odrzucił ten projekt z oburzeniem i oskarżył Stalina o nacjonalistyczne odchylenie, na co Stalin odparł, że bolszewicy muszą być inteligentni, jeśli chcą skomunizować Europę – czyli uczył Lenina leninizmu.

W krótkim spięciu między tytanami bolszewizmu, mamy zarys koncepcji Dugina, Karaganowa i wszystkich innych sowieckich strategów dnia dzisiejszego. W każdym wypadku, którąkolwiek wykładnię przyjąć za słuszną – wspólny europejski dom czy też dwie równoległe federacje na wspólnych zasadach – zjednoczenie Europy jest w oczach bolszewików krokiem w pożądanym kierunku.

Leninowska strategia opierała się zawsze na jednym niezmiennym punkcie: władza jest najważniejsza. Jeśli nie można w pełni kontrolować sytuacji, to trzeba szukać w niej sojuszników (kto nie przeciw nam, ten z nami), ale kiedy kontroluje się sytuację w pełni, należy byłych sojuszników likwidować (kto nie z nami, ten przeciw nam). Lenin nie miał nigdy kontroli nad Europą, więc gotów był wejść w układ z każdym. Kiedy przejmował kontrolę nad jakąkolwiek strefą, to powoli zaciskał kleszcze. Putin nie postępuje inaczej.

Stosunek Putina do Niuni Europejskiej jest analogiczny do stosunku Lenina do socjaldemokracji: jest to stosunek najwyższej pogardy.

Wiele mówi się o zmniejszeniu się strefy wpływów sowieckich w Europie w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. Warto jednak zwrócić uwagę, że posiadając ogromną koncentrację sił militarnych na czterech przyczółkach daleko odsuniętych od „Rosji” właściwej, w Królewcu, w Transdniestrii, na Krymie i na Kaukazie, Putin może sobie pozwolić na odgrywanie roli słabeusza. Tradycyjnie ważne dla rosyjskiej (carskiej) polityki imperialnej strefy: Inflantów i Kurlandii, Besarabii i Morza Czarnego oraz Kaukazu, Putin kontroluje w zupełności, ale co ważniejsze, sprawia wrażenie, jak gdyby ich nie kontrolował. Może więc poświęcić się obnażaniu słabości zarówno Niuni Europejskiej jak i NATO, które nie kiwną palcem w obronie terytoriów państw bałtyckich czy Ukrainy, bez wielkiego ryzyka dla własnej pozycji.

Tym samym wzmacnia chęć polityków europejskich – którzy i tak byli chętni – do szukania z nim kompromisu. Taki, i tylko taki, jest sens wydarzeń na Ukrainie. A „wybory” w prlu czy „awans” jakiegoś prlowskiego politruka w strukturach Niuni (o czym pisze Ścios), są pozbawione jakiegokolwiek znaczenia w strategicznej grze.

_____

* http://bezdekretu.blogspot.co.uk/2014/09/nudis-verbis-1-diagnoza.html



Prześlij znajomemu

9 Komentarz(e/y) do “Szpalery autorytetów”

  1. 1 sonia

    Nienawisc Sciosa do Angeli Merkel jest tez o tyle niedorzeczna, ze jest ona rodowita Polka. Jej dziadek, Ludwig Kazmierczak, sluzyl nawet w armii Hallera.

  2. 2 michał

    Soniu,

    Każda bezprzedmiotowa niechęć jest niedorzecznością, ale w tym wypadku, jeśli wolno mi domyślać się ściosowych motywacji, to przypuszczam, że Niemiec polskiego pochodzenia jest zapewne najgorszym wrogiem, bo jeszcze renegatem i degeneratem.

    No, dobrze, ale jak to wygląda z Twojego punktu widzenia? Czy, pomijając mowę o odwiecznych wrogach, stanowisko Ściosa nie jest bliższe Twojemu? Nie chciałbym imputować Ci poglądów, ale jeżeli dobrze Cię rozumiem, to widzisz problemy z prlem, a jednocześnie akceptujesz go jako państwo polskie, ponieważ ludziom żyje się lepiej i mają demokratyczną kontrolę nad rządem poprzez proces wyborów parlamentarnych. Czy tak?

    Ciekaw jestem Twojego zdania.

  3. 3 michał

    Post scriptum do powyższego artykułu. W pewnym sensie autorem PS jest sam Aleksander Ścios, który przed kilku godzinami opublikował następujący tekst: http://bezdekretu.blogspot.co.uk/2015/06/nowe-rozdanie-w-drodze-donikad.html

    Ścios ponownie nawiązuje do Józefa Mackiewicza – jak widać, już w tytule – określając powyborcze przepychanki na prlowskiej scenie mianem „drogi donikąd”: „Tym samym, „droga donikąd” – jedyna, w jaką wiodą „polityczne alternatywy” i rozmaite „trzecie siły” – zostanie ponownie otwarta.”

    Paradoks tej sytuacji jest zaiste cudowny. Drogą donikąd nie są wcale alternatywy i trzecie siły, ale cały pseudo-system pseudo-polityczny prlu. Drogą donikąd są także te partie, z których jedną najwyraźniej Ścios popiera, wobec których rozmaite trzecie siły chcą stworzyć alternatywę.

    Ścios nie widzi najwyraźniej, że ostateczną drogą donikąd, jest dopiero jego własne naleganie na wprowadzanie Mackiewiczowskiej terminologii i obrazów do sytuacji, których nie opisują i opisywać nie mogą.

  4. 4 sonia

    „jeżeli dobrze Cię rozumiem, to widzisz problemy z prlem, a jednocześnie akceptujesz go jako państwo polskie, ponieważ ludziom żyje się lepiej i mają demokratyczną kontrolę nad rządem poprzez proces wyborów parlamentarnych. Czy tak?”

    Niezupelnie. Gdyby o „polskosci” decydowala „demokratyczna kontrola nad rządem poprzez proces wyborów parlamentarnych”, to ani Polska Piastow, ani Polska Jagiellonow, ani nawet II Rzeczpospolita po zamachu majowym, do „polskosci” by sie nie kwalifikowala.

    Problem polega raczej na tym, ze te dwie kwestie, „polskosci” i „demokratycznosci” nie maja ze soba nic wspolnego. Wielkie Ksiestwo Poznanskie pod panowaniem Wilhelma II bylo wspaniale demokratyczne, ale na pewno nie „polskie”. Podczas procesu brzeskiego to byla 100% Polska arcypolska, ale na pewno nie demokratyczna.

    Obecnie mamy i „polskosc” i demokracje. Tego nigdy nie mielismy w calej naszej historii poza latami 1918-1926.

    Kwestia zasadnicza (i twoje prawdziwe pytanie): czy obecna Polska jest komunistyczna? W definicji komunizm-jako-metoda, to komunistyczna z pewnoscia jest. Co nie przeszkadza jej byc i „polska” i demokratyczna.

    Oczywisci, wedlug definicji „komunizm-jako-metoda”, komunistyczna jest tez Anglia i Kanada… W rownym stopniu jak Polska…

  5. 5 michał

    Soniu,

    W żadnym miejscu nie stawiałem znaku równości między „polskością” i „demokratyzmem”, nie o tym była mowa. Nigdy też nie pytałem o polskość prlu, bo w końcu, co mnie to obchodzi? Ale to co piszesz, jest jeszcze ciekawsze.

    Więc używając jedynej słusznej – moim zdaniem, tylko moim zdaniem – definicji bolszewizmu, przyznajesz, że prl jest bolszewickim tworem. Cieszę się. Ale skąd w takim razie twierdzenie, że wedle tejże definicji, Anglia i Kanada są w równym stopniu komunistyczne, co prl? Naprawdę?

  6. 6 Sonia

    Komunizm-jako-metoda czyli „sufit jest czarny jak smola mimo ze ja widze doskonale ze jest bialy” to niestety realia universalne. Wszyscy to znamy choc rozne rzeczy denerwuja nas z zupelnie roznych powodow. Mnie osobiscie bardziej denerwuja rzeczy male niz duze. Pani senator USA ktora twierdzi ze szokuje ja scena gwaltu w serialu „Game of thrones”, a ja ogladam ten odcinek i zadnej sceny gwaltu nie ma (to znaczy jest ale nie na ekranie) i wszyscy twierdza ze jest, to mam wrazenie zycia pod komunizmem-jako-metoda. Tylko ze jak narazie ta metoda nikomu nie sluzy

  7. 7 michał

    Droga Soniu,

    Komunizm jako Metoda, to chyba jednak co innego niż sławetne przekonanie widzów filmu Disneya, że widzieli śmierć matki Bambi (gdy na ekranie takiej sceny nie było). Przypuszczam, że podobnie jest z gwałtem w Game of Thrones.

    Łże jak naoczny świadek, mówiło się kiedyś w Polsce. I tak to jest, że sami święcie wierzymy, że widzieliśmy na własne oczy, gdy w rzeczywistości tylko nam zasugerowano. Fenomen ten został skutecznie zaprzęgnięty do sowieckiej agit-prop i jest tak samo używany dziś na Zachodzie, np. w poniżaniu osiągnięć przeszłości. W każdym hollywoodzkim filmie, arystokrata musi być czarnym charakterem, a prości ludzie są nie tylko dobrzy i wierni, ale też mądrzy i wykształceni. A zdawałoby się, że jednak wśród tych podłych szlachciców mógłby się znaleźć choć jeden uczciwy i mądry, ale nie. Jeżeli prosty człowiek jest czarnym charakterem, to tylko dzięki złym wpływom z góry albo z winy wiary i Kościoła. I tak się wmawia ludziom nieprawdę.

    Ale czy na tym polega Metoda? Czy można powiedzieć, że Anglia i Kanada są równie komunistyczne co prl? W moim przekonaniu nie można i wręcz nie wolno.

    Dla opisu dzisiejszego świata, używałem tu kilkakrotnie tej samej metafory, tj. Rosji pod koniec XIX wieku aż do bolszewickiego puczu, a zwłaszcza przed i po rewolucji lutowej. To co dziś jest światem niekomunistycznym porównałbym do rosyjskiego społeczeństwa przed-rewolucyjnego. Są to zasadniczo społeczeństwa socjaldemokratyczne. Rządy tych społeczeństw porównałbym do rządów w Rosji po rewolucji lutowej. Mogą się różnić w odcieniach i w konkretach. Tak jak różnił się książę Lwow i kadeci od Kiereńskiego i eserów, tak samo różnią się Cameron i jego torysi (nic wspólnego z konserwaatyzmem) od Milibanana albo Hollande’a, ale ich polityka jest w istocie ta sama: socjaldemokratyczna. A poza tym łączy ich przekonanie, że „wróg jest tylko na prawo” czyli „lewa wolna!” Dzięki czemu nigdy nie wystąpią przeciw bolszewii.

    Po drugiej stronie są natomiast bolszewicy i to oni stosują Metodę.

    Sytuacja w takich krajach jak prl wydaje mi się w miarę jasna: elektorat może wybierać kogo zechce, ale każda nowa „ekipa” operuje w tych samych ograniczeniach tego, co tam kiedyś nazywano „układem”. Różnica powiedziałbym zasadnicza, nie sądzisz?

  8. 8 Sonia

    To bardzo pesymistyczna analogia. Bo wynikalo by z niej ze Leniny i Staliny obejma wladze juz za kilka lat. Ja mam nieco inne zdanie. W latach 1914-1945 bylo pieklo w calej Europie, a we Wschodniej az do 1989. Ale w tych samych latach i Afryka i Ameryka Lacinska i Bliski Wschod to byly oazami spokoju. A dzisiaj bedzie na odwrot. Beda Kierenscy i Leniny i Staliny i Hitlery, ale w Arabii Saudyjskiej, w Nigerii i w Argentynie. A w Wenezueli, Zimbabwe i Iranie juz sa.

  9. 9 michał

    Putiny, jak Leniny i Staliny, czekają na odpowiedni moment. Jak pisałem w powyższym artykule, stawką jest Europa. Leninowi wydawało się, że Europa jest jego już w 1919 roku, potem ponownie w 1920, gdy Tuchaczewski maszerował na Berlin. Nie udało się, więc czekali na następną okazję.

    Ale wtedy jeszcze istniał antykomunizm. Churchill był jeszcze wrogiem bolszewii, a nie jej najmocniejszym stronnikiem. Dziś, w filmach takich jak „The Imitation Game” przedstawia się Cairncrossa jako bohatera pozytywnego, bo przekazywał Stalinowi potrzebne mu informacje, wbrew temu paranoikowi, Churchillowi.

    Masz rację, że kiedyś ludzie uciekali z europejskiego piekła do Afryki, do Argentyny czy do Bejrutu, a dziś nikomu by to na myśl nie przyszło. A jednak trudno mi sobie wyobrazić, że Grecja będzie w najbliższych latach oazą spokoju (chyba że w porównaniu do Libii i Syrii). Jeżeli Podemos dojdzie do władzy w Hiszpanii, to i tam nie będzie „spokoju”.

    Uciekać pewnie należy do Islandii albo do Kanady.

Komentuj





Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja