Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Młody człowiek z tajemniczej „redakcji podziemnej” zaprosił mnie na wykład amerykańskiego profesora. Ze zdziwieniem zauważyłem, że młody redaktor nie jest już wcale taki młody. Jest wręcz stary, co natchnęło mnie melancholią, czyniąc wiekowym. „Sędziwy chrzan”? To nie brzmi dumnie. Amerykański profesor tymczasem, sprężyście młodzieńczy, mówić miał o zagładzie Żydów. Prawdę mówiąc, nasłuchałem się o zagładzie dość, o Żydach też, a na domiar złego nie mam wiele szacunku dla głębi zrozumienia amerykańskich profesorów. Ale ten szczególny profesor, Tymoteusz Sznajder, ma dobrze w głowie, więc pofatygowałem się, choć niechętnie.

Londyński uniwersytet jest w remoncie, sala nabita słuchaczami i wszystko to, do spółki z tematem wykładu, złożyło się na zjawisko, które współczesna nauka o mózgu nazywa reminiscence bump. Tylko ludzie podeszli wiekiem mają szansę na przeżycie takich radości. Bo oto nagle przeniesiony zostałem do innych, szczęsnych czasów. Dzięki przypadkowemu skojarzeniu i reminiscencji stanął przede mną inny świat, a z niego przyszedł do mnie przedpotopowy ni to wiersz satyryczny, ni to szmonces.

A w Otyni, wielki sali,
Gdzie sie jedne ściany wali,
W nowe spodni i trzewiki
Ubrali sie urzędniki.

Snyder mówił pięknie i elokwentnieo czasach przed potopem. Mówił o przyczynach zagłady tamtego świata. O biologizmie ideologii. O antynaukowym scjentyzmie. O anarchistycznym państwie. Mówił o wykształconych zbrodniarzach z doktoratami i o dwóch niewykształconych bandytach, Stalinie i Hitlerze. O podwójnej okupacji, która dopiero umożliwiła Całopalenie Żydów. A ja odbiegałem myślą do innego świata, do kolorowego świata polskich Żydów. Przez wieki całe nie sposób było wystawić sobie Polski bez Żydów. Byli obecni w każdej dziedzinie życia, w każdym miasteczku i mieście, i ta barwna różnorodność zeszła się w wielkiej sali w Otyni.

Kużdy przyniósł coś w kieszeni,
Co by było do zjedzeni.
Ten dał śledzi, ten pierogi,
Ten dał kurze cztery nogi,
A u pana Horowitz
Lemoniade stał w miednic.

Język polski jest dziś w takim pohańbieniu, że rzadko kto wie, jak to przeczytać. Nikt już nie rozumie, że ostatnie dwa wiersze trzeba akcentować na ostatnie sylaby, nie tylko dlatego, że inaczej się nie rymują, ale także ponieważ tak właśnie wymówiliby te wyrazy polscy Żydzi.

Jajki bajki kużdy powi,
Co sie żaden z nich nie dowi,
A od taki bagatelki
Jest nieszczęści czasem wielki.

Miałem być Winkelriedem, paść wśród zawodu; herosem, albo choćby bohaterem w historycznym eposie, główną postacią w kostiumowym romansie, a stałem się ofiarą. Żebyć choć ofiarą Historii. Ale nie. Nawet nie ofiarą historii, nawet nie ofiarą losu. Jak ostatni wymoczek, stałem się przedmiotem machlojek, ofiarą gry w dwa ognie, w berka podczas spotkania na szczycie i w zbijaka na Checkpoint Charlie. Ofiarą nieporozumień, ofiarą przekładania zapałek na stole. Nieudaczną ofiarą Rzeczywistości.

Opresja Rzeczywistości przybrała we współczesnym świecie kształt błyszczących elektronicznych gadżetów. Ale Rzeczywistość zawsze była niewybaczalna. Współczesność telefonów komórkowych, kamer na każdym rogu ulicy i ekranów przesłaniających świat, nie jest bardziej obraźliwa niż codzienność ludzkiej egzystencji w którymkolwiek z ostatnich czterdziestu stuleci. Jest równie obelżywa, ale mniej rzeczywista. Zanurzeni jesteśmy więc w nierzeczywistej rzeczywistości, w lunarnym świecie odbić. Telefon z aparatem, wystawiony na drągu zastępuje introspekcję. Brednia złożona ze 140 liter ma być refleksją, a pożal się Boże wirtualne redakcje podziemne – namiastką wymiany myśli.

Danser podniósł się powoli.
Był jak tyczka wyt fasoli.
Ręki kurzu z głowy zmiecił,
Porwał w tańcu, i polecił.

Syreni śpiew przeszłości. Ale piękne syreny nie wzywają już zbłąkanych żeglarzy, nie wiodą wędrowców na pokuszenie, tylko siedzą w wyuzdanych pozach na scenie tanich nocnych kabaretów. Ów danser był pewny siebie, bo miał chucpę przedwojennego Żydka, miał zadzierzystość świata skazanego na zagładę. „Porwał w tańcu, i polecił…” A potem, od razu nad głową grzmotnęło do walca, na życie, na śmierć, i „ruszył świat do tańca, świat, co w ramiona mi wpadł”. Jeden danser poszedł do Treblinki, a drugiego powieźli na Kołymę; jeden walczył wraz z Mieczysławem Biegunem o państwo żydowskie w Palestynie, a drugi ukrywał się w kanałach; jeden umarł z głodu w getcie, a inny wstąpił do kompartii.

Mazurek już był ku połowi,
Gdy ona do niemu powi:
‘Niech no pan popatrzy z bliska,
Co mi tak do nogi śliska.’

On prowadzi ją za piec,
Co by w sali nie był hec.
I od spodka
Zajrzał jej do środka.

Polscy Żydzi też padli ofiarą machlojek i nieporozumień. Jedni chcieli ich posłać na Madagaskar, inni oczyścić planetę z żydowskiego myślenia w kategoriach uniwersalnych. Ale Endlösung nie było nieporozumieniem. Snyder opowiadał o tym, jak zbieg okoliczności doprowadził do ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, ale pokazał też, że jej przyczyny leżały głębiej, w biologicznym redukcjonizmie obrazu świata jednego człowieka.

Ona widzi te robote
I ucieknić ma ochote.
A jak człowiek bywa w bidzi
To za dwa człowieki widzi.
Tak i ona w jednej chwili
Umyśliła te sposoby i krzykniła:

‘Rozbójniku!
Coś mi zrobił na trzewiku!?
Komitetu! On mi plami!
Każ wynaszać mu za drzwiami!’

Większość Żydów niemieckich przeżyła wojnę, większość Żydów polskich zginęła. Nasze intuicje na temat Holocaustu są z gruntu fałszywe, twierdził Snyder. Myślimy o nazistowskiej ideologii, ale większość morderców nie była ani nazistami, ani nawet Niemcami; myślimy o niemieckich Żydach, ale większość ofiar żyła poza Niemcami, a większość niemieckich Żydów przeżyła. Obozy koncentracyjne? – większość ofiar nigdy się w nich nie znalazła. Auschwitz jest symbolem zagłady, ale wcale nie jest typowe. Winimy państwo, wszechpotężny Reich, tępą eichmanowską biurokrację, nikczemną buchalterię śmierci, ale masowe morderstwa były możliwe tylko tam, gdzie zniszczono aparat państwa, a biurokracja w wielu wypadkach przyczyniła się do ratowania Żydów; winimy narody, narodowe cechy wrodzone samym Żydom bądź Polakom, Niemcom albo Ukraińcom, a tym samym akceptujemy podstawową przesłankę ideologii Hitlera.

On się zmieszał w te sekundy,
Zdjął se z kołka swoje bundy,
Czapke wyjął se z kieszeni
I wychodek zrobił z sieni.

Amerykański profesor wskazywał na wiele źródeł hitlerowskiej ideologii, ale nie zatrzymał się przy najbardziej oczywistym: teorii ewolucji Darwina. Gdybym miał jednej osobie przypisać odpowiedzialność za przekleństwo XX wieku, to nie mianowałbym Marksa, ani Freuda, ani tym mniej Einsteina, jak czynią niektórzy, ale Darwina. To jego koncepcje wpłynęły na stworzenie leninowskiej praktyki walki klas i pozwoliły XX-wiecznym marksistom utrzymywać, że materializm historyczny ma charakter „naukowy”. To darwinizm pomógł sformułować pojęcie wolnego rynku jako mechanizmu bezwzględnej konkurencji, który zezwala na zniszczenie słabszego. To Darwin przyczynił się do uznania przeżycia, samego utrzymania się przy życiu, jako wartości. Dla Hitlera „walka” nie była metaforą, ale esencją życia, samą rzeczywistością. Rasy zmuszone były walczyć, nie miały wyboru. Jak mówił Snyder: „Dla Hitlera godny cel nie uświęca krwawych środków, bo nie ma żadnego celu, żadnego kresu, jest tylko krwawa walka.” Rasy były w oczach maniaka jedyną prawdą, a jednostki tylko przejawami. Narody też. W jaki sposób przyszło nazistom do głowy, że są rasowo wyżsi, pozostaje do dziś tajemnicą. Ariański władca miał przecież być wysoki jak Goebbels, szczupły jak Göring i jasnowłosy jak Hitler. Jeśli ktoś powinien był zmieszać się za cały ten hec i „wychodek zrobić z sieni”, to tylko Charles Darwin ze swoją redukcją duchowości do biologii i nawrotem do pogaństwa. Tymczasem Darwin ma we współczesnym świecie naukowym status sekularnego świętego.

A na sali krzyczy damy:
‘Gewałt mamy!’
Mama mówi: ‘Brać powoli,
Bo jej pewnie w środku boli.
Ona pewnie sie ścieśniła
I w żołądku udusiła.’

Podstawowa teza Snydera jest następująca: zagłada Żydów mogła nastąpić tylko dzięki uprzedniej zagładzie państw. Anschluss Austrii dał tego pierwszy przykład, a gruntowna anihilacja państwa polskiego przez podwójną okupację we wrześniu 1939 roku była ostatecznym dowodem. Metodyczna anarchia esesmanów z Einsatzgruppen skierowana była pierwotnie przeciw polskiej inteligencji, a nie przeciw Żydom, ale jeszcze raz dowiodła, że wszystko jest możliwe na dzikich polach bezpaństwowości, aż do anarchistycznej metodyczności włącznie. Aparat państwowy, nawet wówczas, gdy państwo było tylko marionetką w rękach Hitlera, mógł bronić – i zazwyczaj bronił, jak wskazuje Snyder – „swoich” Żydów. Nie wspomniał jednak Snyder o tych niezliczonych godnych, odważnych ludziach, którzy ratowali ściganych jak zwierzęta Żydów, ponieważ tak im nakazywało sumienie. Uważali to za swój obowiązek, za wymóg przyzwoitości. Bolało ich w środku, że nie ma państwa, ale bardziej bolało, że prześladuje się niewinnych ludzi. Darwinowski rachunek utylitarny mógł im sugerować, że opłaca się wydawać Żydów na rzeź, ale słowa Jezusa kazały postępować wbrew rachunkom płaskiej korzyści: „Byłem głodny, i daliście mi jeść; byłem spragniony, i daliście mi pić; przybyszem byłem, a przygarnęliście mnie; nagi – a odzialiście mnie; zachorowałem, i odwiedziliście mnie; znalazłem się w więzieniu, a przyszliście do mnie.”

A na sercu, z lewej strony,
Leżał jajnik rozduszony.

Nie ma już tamtej Polski. Nie ma tamtych urzędników ani wielkiej sali w Otyni, nie ma miednicy z lemoniadą i nikt nie pamięta takich wierszyków. Nie ma tych oficerów polskiego wywiadu, którzy szkolili Menachema Begina i Avi Sterna w metodach walki terrorystycznej i nikt ich nie chce pamiętać. W izraelskiej hagiografii Irgunu i Lehi zapomina się o polskich związkach, polskiej pomocy i polskich przyjaciołach, ale być może wobec ogromu endeckiego antysemityzmu powinniśmy im to wybaczyć. W Polsce nikt już w ogóle niczego nie pamięta. Polska leży rozduszona wraz z milionami polskich Żydów. Ale płakać nam trzeba nad tym, że totalitarne państwa, niosąc anarchię bezpaństwowości rozdusiły też pojedynczego człowieka. Przedmiotem rozważań Akwinaty i Spinozy, Wittgensteina i Ingardena, nie był człowiek w ogóle, ani ludzkość, ale ten oto jednostkowy byt. Uniwersalne kategorie myślenia nie są żydowskim spiskiem, ale jedynym godnym sposobem myślenia o człowieku.



Prześlij znajomemu

20 Komentarz(e/y) do “U pana Horowitz lemoniade stał w miednic”

  1. 1 amalryk

    …zagłada Żydów mogła nastąpić tylko dzięki uprzedniej zagładzie państw.
    ————————————————————————-
    Roztrząsaliśmy już tutaj tę kwestię. Nie jest to takie oczywiste. Bez wątpienia Niemcom narodowosocjalistycznym, opętanym budową pangermańskiego imperium, zależało na tym aby w oczach zachodnich nacji, w ich majakach (tzn niemieckich), aspirujących do tego tworu, uchodzić za naród cywilizowany i godny przewodzeniu temu tworowi; więc raczej powściągali bandyckie zapędy (ale nie deportacje) – ale na wschodzie ? między untermensch’ami?
    A pandemonium rozpętane w Jassach, czy Odessie ? Czyżby Rumunia zniknęła wówczas z mapy jak Polska?

  2. 2 michał

    Drogi Panie Amalryku,

    Stary chrzan powtarza tylko tezę wypowiedzianą przez Snydera podczas wykładu. Ja na tym wykładzie także byłem, ale w przeciwieństwie do Starego chrzana, przeczytałem również ostatnią książkę Snydera. Jeśli więc Pan pozwoli, to chciałbym powrócić osobno do Rumunów i ich udziału w zagładzie Żydów, bo Snyder mówi o tym nad wyraz interesująco.

    Oczywiście wiadomo to od dawien dawna, że okupacja niemiecka na Zachodzie Europy w niczym nie przypominała nieprawdopodobnego rozpasania zbrodni na Wschodzie. Snyder jednak zwraca uwagę na pewne anomalie, do których należy przede wszystkim Holandia.

    Jeżeli wszakże dobrze rozumiem starszego pana, to wyraża on inne wątpliwości pod adresem Snydera, a mianowicie, że przykładanie aż takiej wagi do istnienia bądź nieistanienia państwa w ostatecznym losie Żydów podczas wojny – a proste statystyki potwierdzają tezę Snydera – zapoznaje znaczenie zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Wymogi przyzwoitości są niezależne od istnienia państwa.

  3. 3 Andrzej

    I mnie się tak zdaje Amalryku. Z tekstu Starego Chrzana przemawia wg mnie właśnie jednostkowa i „uniwersalna w kategoriach myślenia” interpretacja tematu. Temu chyba służy też rozmieszczenie w nim tytułowego wiersza-szmoncesu.

    Przekonuje mnie hitlerowskie, praktyczne zastosowanie darwinizmu. Czy jednak sowietów i innych komunistów inspirował i inspiruje przede wszystkim Darwin? „Manifest komunistyczny” był o 10 lat wcześniejszy od „o pochodzeniu gatunków zatem „walka klas” zdefiniowana została przed „walką o byt”. Oczywiście narodowi socjaliści powoływali się na „byt” lecz Lenin i reszta bolszewickich łajdaków powoływali się na „klasy”. Jasne, że to był tylko środek do celu lecz czy zastosowanie go nie przyniosło i nie przynosi jeszcze większego ogromu nieszczęść?

    Ponieważ celem bolszewików jest totalne panowanie to czy sam ten cel nie jest bolszewicką „walką o byt”? Więc może jednak jedna i druga „walka” jest tym samym w dwu różnych „płaszczyznach definiowania świata”?

  4. 4 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    To samo zastrzeżenie wysunęli pod adresem Chrzana niektórzy członkowie redakcji jeszcze przed publikacją: Darwin nie mógł wpłynąć na Marksa. Ale starszy pan zwrócił nam uwagę, że w swoim felietonie mówi o wpływie darwinizmu na „leninowską praktykę walki klas” oraz powoływanie się na Darwina dla uzasadnienia „naukowości” walki klas. Od siebie dodam, że znowu to samo mówi Snyder w książce, którą zamierzam omówić osobno.

    Walka klas była dla leninistów walką o byt. Walką, z której tylko jedna klasa mogła wyjść zwycięsko (co to za walka, jeśli wynik jest przesądzony z góry?). W oczach Hitlera klasy zastąpiły rasy (bo nie narody, wedle Snydera). Hitler był tak dalece antynacjonalistą – znowu: wg Snydera – że wielokrotnie stwierdzał, iż przegranie wojny dowiedzie, że Niemcy nie są rasowo wyżsi; zwycięstwo na wojnie, zwycięska walka jest ostatecznym i niezachwianym dowodem wyższości rasy. Tak to widział Hitler. Obiektywnie, to jest oczywiście bełkot. Historia zna wiele przykładów kulturalnie i cywilizacyjnie „wyższych” ras zgniecionych i rozbitych przez barbarzyńców. Nie warto jednak wdawać się w dyskusję z rasizmem Hitlera.

    Pańskie pytanie wydaje mi się jednak zasadne. Bolszewizm nie jest związany swą własną ideologią, Lenin porzucał ją wielokrotnie i bez żalu. Stalin też. Ideologia to jest opium dla mas. I dla tych, co cierpią na dziecięcą chorobę lewicowości. Bolszewicy wykorzystają każdą walkę dla swoich celów, tak jak wykorzystali Hitlera, tak samo wykorzystują dziś „islamski kalifat”.

  5. 5 Andrzej

    Drogi Panie Michale,

    O tym jaką siłę oddziaływania ma wspomniany przez Pana narkotyk ideologii, nie tylko na wspomnianych „cierpiących na”, niech świadczy to, że ostatnimi czasy praktycznie niemożliwym okazuje się dla mnie przekonanie bliskich mi niegdyś poprzez swoje poglądy i krytyczny sposób myślenia osób, że komunistyczne Chiny są niezmiennie i dzisiaj komunistyczne. Moje uwagi, że niepodzielną władzę ma tam partia, która ma komunizm w swojej nazwie nic nie dają. Dla przykładu dziś usłyszałem odpowiedź, że skoro rządzi tam partia komunistyczna (któremu to faktowi nie da się w żaden sposób zaprzeczyć) to jest to komunizm bez… komunizmu. I co z tym zrobić? Próbować tłumaczyć, że Lenin, praktyka komunizmu, nep, dostosowanie się do warunków i tak dalej?

    Albo ktoś przestanie myśleć schematami i będzie myśleć samodzielnie albo nie. Jeśli tak, to wnioski z faktów wyciągnie sam. Jeśli nie, to żadne argumenty go nie przekonają bo zawsze pójdzie za głosem masy. Musi mieć wolę aby poznać rzeczywistość i chcieć z tego wyciągnąć logiczne wnioski i tylko tyle. Lecz tymczasem , zamiast tego, co i rusz ktoś wzywa mnie do nieokreślonego „działania”. „Działania” w masie czyli w istocie do narkotyzowania się wraz z nią.

  6. 6 michał

    Panie Andrzeju,

    Pańscy znajomi nie rozumieją, co to jest komunizm; to jest kwestia definicji, ale Pan to sam rozumie…

    Argumenty są czymś na kształt listów włożonych do butelek i wrzuconych do morza. Tylko że odpowiednikiem znalezienia butelki byłoby dopiero zrozumienie – w przeciewieństwie do biernego usłyszenia – argumentu. To nie znaczy jednak wcale, że nie należy argumentować, nie należy wrzucać butelek z listami do morza. Takim listem jest na swój sposób istnienie niniejszej strony.

    Mówi Pan o woli poznania, ale ja bym powiedział, że kiedy jest taka wola, to sprawa jest już wówczas wygrana. Ten kto ma wolę poznania prawdy, pozna ją; te butelki cudem do niego trafią. Wobec uprzedniej woli, pragnienia prawdy, argumenty nagle docierają, więc doprawdy jedynym naszym obowiązkiem jest wkładanie listów do butelek.

    Ale też wola poznania jest już sama z siebie Łaską.

  7. 7 amalryk

    Panie Michale!

    W ostatecznym rozrachunku Żydów zawsze ratowali ludzie przyzwoici, a nie instytucje. [A tak na marginesie; to przedstawiciele czego jak nie państwa spotkali się 20.01.1942, w pałacyku przy Großer Wannsee 56/58, na międzyresortowej naradzie (reprezentanci czterech ministerstw, czterech głównych urzędów, policji bezpieczeństwa plus przedstawiciel kanclerza Niemiec, w większości, horribile dictu, prawnicy, w tym ośmiu z tytułami doktora!!) w wiadomej kwestii; Czerwonego Krzyża? Czy może kółka różańcowego?]

    O ogromnym wpływie darwinizmu na narodowysocjalizm i bolszewizm nie ma co mówić, to oczywistość. (Z resztą sam darwinizm trwa nadal dzielnie na posterunku tylko za sprawą ideologów, gdyż cały jego schemat logiczny jest prosty; ci których cechy okazują się najbardziej przydatne w walce o byt, zwyciężają konkurentów i przekazują pożyteczne cechy potomstwu; więc publika jest nim zachwycona. Nikt nie zastanawia się głębiej nad ignorancja tego rozumowania i jest super!)

  8. 8 michał

    Panie Amalryku,

    Zgadzamy się, i mam wrażenie, że Stary chrzan także się z nami zgadza. Nie da się wszakże zbyć tezy Snydera tak łatwo. Snyder utrzymuje przekonująco, że tylko w sytuacji istnienia państwowego aparatu istniał mechanizm ratowania Żydów poza indywidualną ludzką przyzwoitością. Przykładów przytacza mnóstwo – przytoczona przez Pana Rumunia jest jednym z nich – ale tym razem pozwolę sobie skoncentrować się na innym. Francja Vichy uznawana jest powszechnie w dzisiejszych czasach za zbrodniczy i kolaborancki reżym, gdy w rzeczywistości (i nie trzeba było Snydera do podkreślenia tego faktu) Vichy uratowało ogromną większość francuskich Żydów od zagłady. Cena zapłacona przez Lavala i innych była potworna: zagłada Żydów nie-francuskich. Snyder przytacza statystykę, wedle której więcej zginęło Żydów polskich, którzy uciekli do Francji, niż Żydów francuskich. A więc wyróżnikiem był paszport, państwowa przynależność.

    Klasycznym przykładem tego jest wielka francuska powieściopisarka, Iréne Niemirovsky, która napisała po francusku wiele powieści, należy do francuskiej literatury, ale nie miała francuskiego obywatelstwa, więc wysłano ją ciupasem do Auschwitz.

    Natomiast w kwestii etatyzmu Hitlera Snyder wydaje mi się odkrywczy. Hitler nie był etatystą, wbrew mojemu dotychczasowemu przekonaniu. Państwo było dla niego, dla istoty jego polityki, niewygodnym gorsetem. Hitler był anarchistą. Ale tym zajmę się chętnie osobno, kiedy napiszę o nowej książce Snydera.

    Darwinizm. Nie sądzę, żeby Stary chrzan wymierzał swą szpilę szczególnie pod moim adresem. Faktem jest jednak, że przez wiele lat debat ze starszym panem twierdziłem z naciskiem, iż XX wiek znajdował się pod przemożnym intelektualnym wpływem Marksa, Freuda i Einsteina. Marks zredukował człowieka do elementów społecznych, Freud do splotu kompleksów, a Einstein umieścił Ziemię na przedmieściu wszechświata. Otóż Snyder przekonująco wskazuje na rolę Darwina w redukcji duchowości człowieka. To się może wydawać oczywiste, ale jest rzadko wspominane. Darwin, jak mówi powyżej Chrzan, jest czymś na kształt Ojca sekularnego kościoła redukcyjnego biologizmu.

  9. 9 amalryk

    Spośród państw Europy które bądź były sojusznikami, bądź wpadły w zależność od Niemiec w drodze podboju, znakomitą większość swoich Żydów uratowała tylko: Dania (w całości), Włochy, Bułgaria, Francja Vichy i Belgia – nie za wiele tego…

    Niemcy Hitlera to rzeczywiście istny bardak krzyżujacych się obszarów kompetencji różnych instytucji wiecznie wchodzących sobie w paradę i ze sobą rywalizujących. Sam styl pracy Hitlera, ten jego lumperei; spanie do południa i długie indywidualne rozmowy z aktualnie będącymi w łaskach dygnitarzami… Pomijając codzienne dwa gigantyczne (ze względu na idiotyczną, na tym szczeblu, drobiazgowość) omawiania sytuacji na frontach, w czasie wojny Hitler w ogóle nie zwoływał posiedzeń swego gabinetu.

  10. 10 michał

    Snyder wielokrotnie podkreśla w książce, że większość Żydów niemieckich przeżyła wojnę, co na pierwszy rzut oka wydaje się absurdalne, ale stało się tak dlatego, że naziści szanowali (niechętnie) niemieckie państwo. Podczas gdy np. w Austrii w dzień Anschlussu działy się rzeczy, które nigdy – aż do Kristallnacht – nie wydarzyły się w Niemczech. Sama Kristallnacht zorganizowana została pod wpływem spontanicznych wydarzeń w Wiedniu. Ale pomimo brutalności prześladowań, Żydzi niemieccy nadal przeżyli. Nie było mowy o rozstrzeliwaniu nad rowami.

    To zaczęło się dopiero w Polsce, wobec polskich elit – a nie wobec Żydów – w 1939 roku, gdy nie istniało już państwo polskie.

    Snyder przekonująco argumentuje, że Hitler był anarchistą; że był przeciwieństwem tego, za co jest na ogół uważany.

  11. 11 Sonia

    „większość Żydów niemieckich przeżyła wojnę”

    Jest pewna teoria spiskowa, ktora czesciowo tlumaczy ten paradoks. Wedlug tej teorii, kluczem do zrozumienia Holocaustu jest styczen 1939, gdy Hitler zaproponowal Polsce sojusz przeciwko Sowietom. Gdy Polska sojusz ten odrzucila, Hitler uznal ze to wina polskich Zydow. O ile wiec jego nienawisc do niemieckich Zydow byla wzglednie „umiarkowana” (chcial tylko na tyle zycie im obrzydzic, zeby wszyscy z Niemiec uciekli), jego nienawisc wobec polskich (i sowieckich) Zydow byla ludobojcza.

  12. 12 michał

    Soniu,

    Piszę osobno o najnowszej książce Snydera, której Chrzan nie czytał. Snyder argumentuje, że Hitler nie był nacjonalistą, ale rasistowskim anarchistą, tj. pragnął wywołać sytuację, w której czysta walka ras zezwoli najlepszej jego zdaniem rasie Arian zapanować nad światem. Wedle jego wizji świata – ciągle podług Snydera – jedyne co powstrzymywało dotąd świat przed tą czystą walką ras – to Żydzi. Żydzi opanowali świat poprzez uniwersalne idee, ponieważ sami nie będąc rasą, wiedzieli, że byliby skazani na zagładę w walce. Musieli więc wymyślać ciągle nowe „idee” we własnej obronie. Dla Hitlera, moralność, chrześcijaństwo, oświecenie, marksizm, wszystko to były żydowskie idee, które miały zniewolić panów. Usunięcie Żydów i wpływu Żydów na świat było więc dla niego warunkiem koniecznym dla wywołania stanu idealnego czyli anarchistycznej wojny.

    Paradoks jego pozycji, jak to błyskotliwie wykazuje Snyder, tkwił w tym, że kiedy Niemcy zaczęły przegrywać wojnę, to był to dla Hitlera dowód, że nie są rasą panów. I wówczas, zamiast skierować wysiłek na wygranie wojny, na separatystyczny pokój z jedną stroną itp. – jak byłby uczynił nacjonalista – Hitler zwrócił się ku jedynemu osiągalnemu celowi: zagładzie Żydów.

    Nie jestem do końca przekonany, czy koncepcja Snydera jest słuszna. Wydaje mi się wszakże, iż Hitler nie faworyzował niemieckich Żydów ponad np. polskich. Żydów w Niemczech było bardzo niewielu, więc najprostszą metodą ich „usunięcia” było zmuszenie ich do emigracji. W latach 30. zachowanie nazistów wobec Żydów było koszmarne w zwykłych ludzkich standardach, ale wobec tego co nadeszło później, wobec Ponar i Bełżca, to było nic. Podobnie zresztą jak wobec postępowania gpu i nkwd. Nic dziwnego, że Juliusz Margolin, kiedy mu opowiedziano o okropnych warunkach w Dachau w 37 roku, uważał to za bajkę. Życie w Dachau wydało mu się cudowne w porównaniu z gułagiem.

    I wreszcie ostatni argument Snydera przeciw teorii, którą przytaczasz, jest taki, że istnienie instytucji państwowych nie pozwalało na tego rodzaju dzikie polowania na Żydów, jakie były możliwe, gdy państwa nie było. Dlatego niemiecy Żydzi czy francuscy Żydzi byli potraktowani inaczej.

  13. 13 Andrzej

    Soniu i Panie Michale,

    Skoro tak by miało być w interpretacji prof. Snydera to jeśli naziści przede wszystkim wymordowali Żydów w okupowanych krajach gdzie mieli pełną władzę to dlaczego nie przede wszystkim u siebie w Niemczech, gdzie mieli władzę totalną i z przyzwoleniem własnego narodu (i znacznie sprawniejszy, bardziej rozwinięty aparat administracyjny)? W podbitych krajach zawsze mogli liczyć się z hipotetycznym oporem w tej mierze (najczęściej istniał tam zbrojny ruch oporu przeciwko nim). Przecież, na zdrowy rozum, jeśli nienawidzili wszystkich Żydów jednakowo (a nigdzie, jak mi się zdaje, temu nie zaprzeczali) i nie udało im się doprowadzić do „walki ras” to skoro tylko moglli sobie na to pozwolić, dlaczego nie zgładzili przede wszystkim Żydów niemieckich jako najbardziej temu, w ich mniemamniu winnych? Czy tylko dlatego, że ich było niewielu? Ale przecież jednak byli (co miałoby dla nazistów przynajmniej wydźwięk propagandowy) i skoro Hitler i jego partia wzbudzili do nich powszechną nienawiść w Niemczech to wydaje mi się logicznym wnioskowaniem to, że chcieliby ich zgładzić w pierwszym rzędzie. Argumentacja Snydera wydaje mi się nie do końca przekonująca.

  14. 14 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Oto paradoks główniej tezy Snydera. Hitler nie był wcale etatystą tylko anarchistą. Niszczył państwa, a nie tworzył je. Ale nie potrafił się zdobyć na zniszczenie państwa niemieckiego. Biurokracje państwowe, gdziekolwiek się zachowały, spowalniały Holocaust. Nawet niemiecka biurokracja, nawet po latach nazifikacji, nie potrafiła mordować Żydów w Niemczech. Nawet uczestnicy konferencji w Wannsee, pomimo wyraźnych chęci, nie potrafili znaleźć „legalnej” drogi innej niż deportacja. Żydzi niemieccy wysiedleni do odległych i nieznanych im miejsc na Wschodzie: do Wilna, Rygi, do Łodzi czy Mińska, mogli być zabici. W rezultacie zarówno niemieckie jak żydowskie źródła powojenne konkludują, że Łódź, Ryga czy Mińsk były tajemniczymi miejscami, gdzie untermenschen mordowali Żydów. W rzeczywistości, wszystkie te miasta były słynnymi ośrodkami żydowskiej kultury.

    Stary chrzan trafnie chyba ujął myśl Snydera, pisząc powyżej:

    „Winimy państwo, wszechpotężny Reich, tępą eichmanowską biurokrację, nikczemną buchalterię śmierci, ale masowe morderstwa były możliwe tylko tam, gdzie zniszczono aparat państwa, a biurokracja w wielu wypadkach przyczyniła się do ratowania Żydów; winimy narody, narodowe cechy wrodzone samym Żydom bądź Polakom, Niemcom albo Ukraińcom, a tym samym akceptujemy podstawową przesłankę ideologii Hitlera.”

    Dlatego być może Pański logiczny wywód nie dotyczy Hitlera i jego nielogicznej polityki. Proszę pamiętać, że konferencja w Wannsee odbyła się w 1942 roku, kiedy na krwawych ziemiach Polski, Ukrainy, Białorusi i państw bałtyckich wymordowano już ogromną ilość Żydów – bez planu, zupełnie spontanicznie. Dopiero wówczas zaczęli się zastanawiać nad „ostatecznym rozwiązaniem”.

    Niezwykłość książki Snydera polega na tym, że podważa on i obala powszechne przekonania w sprawie zagłady Żydów.

  15. 15 Andrzej

    Drogi Panie Michale,

    Ja się zgadzam ze Starym Chrzanem w tym sensie, że to co napisał, odbieram w odniesieniu do jednostki ludzkiej. Winimy takie czy inne organizacje, instytucje czy narody a tymczasem zasadnicza kwestia dotyczy indywidualnych postaw i indywidualnych decyzji. Zaakceptowanie hitlerowskiej ideologii przez Niemców było takim zjawiskiem. Pójście z prądem masy ludzkiej jest świadomym wyborem jednostki. Tam gdzie panuje anarchia, tam o to łatwiej.Tak to rozumiem.

    Czuję, że w analizie Snydera czegoś jednak brakuje. To jest tak samo jak z tezami Rezuna-Suworowa. To się składa w całość ale jednak pojawiają się wątpliwości czy to nie jest zbyt proste: czy Hitler był tylko i wyłacznie beznadziejnie głupi i zbrodniczy? Czy ideologia zabrała mu całkowicie rozum? Być może, gdy już poczuł „nóż na gardle” w istocie pogrążył się w swoich emocjach i to one nim dalej sterowały. Bez wątpienia, jego rasowe i bolszewickie (w tym rewizjonistyczne wobec komunizmu) zasady myślenia doprowadziły go do klęski w wojnie z Sowietami i Ameryką. Lecz wcześniej, prowadził dość skuteczną, zręczną politykę, miał sojuszników. Czy taka jego postawa, była jedynie taktyką a strategicznym celem było doprowadzenie do sytuacji gdy będzie mógł w pełni zrealizować swoje darwinistyczno-bolszewickie zamiary? Czy tylko tyle? Jeśli Hitler postępował nielogicznie to dlaczego do końca 1941 roku odnosił takie sukcesy? Być może decydowała o tym postawa wolnego świata, być może też bolszewików. Czyli, wydaje mi się, że jest wiele wiecej kwestii do rozważenia niż tylko anarchizm Hitlera.

  16. 16 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    To zdumiewające, że przywołał Pan Suworowa i Snydera za jednym zamachem. Akurat pracuję nad obydwoma. Porównanie jest jednak niesprawiedliwe dla Snydera, który jest na najwyższym poziomie, gdy Suworow nie jest. Ma Pan rację, że czegoś u obu brakuje, ale skoncentrujmy się chwilowo na ich wspólnej cesze pozytywnej: obaj podważają powszechnie przyjęte tezy, obaj kwestionują konsensus i dlatego zasługują na naszą uwagę.

    Więc po pierwsze, Snyder nie mówi nigdzie, że „Hitler był wyłącznie beznadziejnie głupi i zbrodniczy”. Ideologia nie odebrała mu rozumu (w potocznym rozumieniu, bo rzecz jasna każda ideologia to zaprzeczenie rozumu), ale prawidłowe jej zidentyfikowanie pozwala na zrozumienie jego decyzji. Dla przykładu, uważa się go za nacjonalistę niemieckiego, co z trudem tylko da się pogodzić z destrukcją, jaką przyniósł narodowi niemieckiemu. Snyder więc twierdzi, że on nie był nacjonalistą, ale biologicznym rasistą. Nie zależało mu specjalnie na niemieckim narodzie, a w ogóle nie przywiązywał wagi do niemieckiego państwa.

    Czy jego postawa wobec sojuszników była wyłącznie taktyką? Tak. Tyle wiadomo i bez Snydera. Wystarczy spojrzeć na stosunek do Polski, którą do stycznia 39 roku uważał za sojusznika, nigdy, ani przez chwilę nie przestając uważać Polaków za podludzi. Ale być może lepszym przykładem jego giętkiej taktyki jest pakt Ribbentrop-Mołotow. Inaczej niż Stalin, Hitler nie mógł sobie pozwolić na całkowite ignorowanie jego własnej podstawy władzy, zwłaszcza Wehrmachtu, który był bez reszty nacjonalistyczny. Stąd więc mylące kompromisy jego polityki.

    Hitler nie „postępował nielogicznie” wedle wewnętrznej logiki swoich własnych poglądów. Przykładem służyć może intensyfikacja zagłady Żydów podczas odwrotu armii ze Wschodu. Dla każdego myślącego Niemca – obojętne, nacjonalisty czy uczciwego patrioty – było to „nielogiczne”, ale nie dla Hitlera. W jego wizji świata, Niemcy mogły przegrywać tylko dzięki żydowskim spiskom. Ciekawe, na marginesie, że zmienił zdanie pod koniec kwietnia 45 roku…

  17. 17 Andrzej

    Panie Michale,

    Pańskie argumenty mnie zasadniczo przekonują lecz jak wyjaśnić szacunek Hitlera dla postaci Józefa Piłsudskiego, który jak mi się zdaje był szczery, skoro od początku oceniał nas jako podludzi? Czy jedynie ukłonem w stronę macjonalistów?

    Moje porównanie historyka Snydera z publicystą Suworowem z było w istocie niezręczne. Jednak chodziło mi właśnie o to co Pan wyraził: zestawienie dwóch postaci „idących pod prąd” obowiązujących stereotypów.

    Przy okazji takich właśnie postaw: nie tak dawno zapoznałem się z ciekawym tekstem Andreja Nawrozowa który pewnie Pan dobrze zna ale który warto chyba polecić innym czytelnikom Podziemnej Witryny, również ze względu na dyskuję jaka po nim nastąpiła, dobrze ukazującą stan tzw. myśli konserwatywnej.

    Dziękuję za dalsze wyjaśnienia w kwestii nowej książki Timothy Snydera i czekam na Pański artykuł. Jeszcze jej nie przeczytałem więc póki co będę milczał na temat zawartych w niej tez.

  18. 18 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Nie znałem artykułu Nawrozowa. Jak zwykle znakomity. Bardzo dziękuję. A dyskusja? Udział w niej niejakiego Kabuda raczej mnie zniechęca.

  19. 19 Andrzej

    Panie Michale,

    Ma Pan rację w stwierdzeniu, że ideologia to zaprzeczenie rozumu. Kabud jest tego dowodem. Kiedy niedawno, ponownie zapoznałem się z jego „interpretacjami” w dyskusji pod tekstem Jeffa Nyquista na niniejszej wirynie to zdziwiłem się, że Redakcja nie zamieściła ich w „Kuriozach”. Czy jednynymi, godnymi tego zaszczytu, mieliby być tutejsi „erudyci” bełkotu oraz co bardziej „zaideologizowani” narodowcy?

  20. 20 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    To nie był jedyny wypadek, kiedy Kabud nawypisywał u nas bredni. Tak, ma Pan zapewne rację, że należało mu się zepchnięcie do czyśćca Kuriozów, ale to jest zawsze bardzo delikatna, trudna do wyczucia i nieuchronnie subiektywna granica. Nie umiem Panu dziś powiedzieć, dlaczego Kabud nie został wówczas posłany w Kurioza. Ale na pewno nie jest tak, żebyśmy tutaj wyżej cenili ukraińskich nacjonalistów niż polskich. Wart Pac pałaca.

Komentuj





Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja