Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Hitlerowska wizja świata

W świecie Hitlera natura i polityka były jednym i tym samym. Prawo dżungli było jedynym prawem. Formy życia w bezustannej walce zdobywają przewagę i władzę, a wówczas eksterminują pokonane formy: polityka to natura, a natura to walka. Tak Timothy Snyder otwiera swoją nową książkę, pt. „Black Earth. Holocaust as History and Warning”*. Hitler nie był odosobniony w swym myśleniu. Nie inaczej myślał Herbert Spencer, dając wolnemu rynkowi „prawo” do zniszczenia słabszego; podobnie myśleli marksiści-leniniści, doszukując się w walce klas „naukowej” podstawy dla determinizmu historycznego. A jednak w ich wypadku była przynajmniej mowa o jakimś „dobru”; o dobrobycie i wzroście gospodarczym w wypadku Spencera, bądź też o „sprawiedliwości społecznej” czy „zwycięstwie proletariatu”, nawet jeżeli te „dobra” nie mają nic wspólnego z Dobrem. W oczach Hitlera walka nie była metaforą. Jedyną rzeczywistością były dla niego rasy i rasy musiały walczyć bez końca. Rasa ma obowiązek objąć w posiadanie wszystko wokół, by zachować się na przyszłość, do przyszłej walki. Skazą w tak rozumianej naturze był Żyd. Żyd wmówił ludziom, że są ponad zwierzętami, że walka nie jest jedynym wyjściem, bo sam bał się walki. Każda idea jest „żydowska” bo uniwersalna. Wszystko co ponad-rasowe jest nienaturalne, jest żydowskie, jest skazą. Świat natury jest podzielony na rasy, ale Żydzi rasą nie są; są antyrasą lub nie-rasą, bo odrzucili najgłębsze wołanie do podboju. W zamian chcą podbić świat przy pomocy uniwersalnych idej, które odwracają rasy od naturalnej walki. Jedyną moralnością jest solidarność ze swą rasą, każda etyka to błąd. To co nie jest rasowe jest żydowskie. Wszystko co abstrakcyjne, ponad rasą, np. państwo czy rząd, religie czy ideologie – to żydostwo. W naturze nie ma państw, nie ma nawet narodów, są tylko walczące rasy.

Snyder wskazuje, że w pierwszej połowie ubiegłego wieku nie były to poglądy aż tak nie z tej ziemi, jak może się dziś wydawać. Niemcy zwłaszcza byli pod wpływem klęski Wielkiej Wojny. W oczach Hitlera, Niemcy tę wojnę wygrały, zajęły mitycznie żyzną Ukrainę, a pomimo to zwycięzcy zostali zagłodzeni przez blokadę „żydowsko-brytyjską”. Hitler zdołał zjednoczyć dwie potężne, choć przeciwstawne siły XX wieku: kolonializm i antykolonializm. Niemcy jako kolonialiści, mieli zagłodzić niższe rasy i zabrać ich ziemię, a jednocześnie jako anty-kolonialiści, mieli zniszczyć Żydów i wyzwolić świat od tyranii ich powszechnych idej. W świecie Hitlera było miejsce tylko dla jednej prostej anty-idei: ludzie są zwierzętami, natura to walka, wszystko inne jest „żydowskim kłamstwem”. Paradoks tej „idei” polega na tym, że zazwyczaj widzi się Hitlera jako agenta „niemieckiego porządku”, gdy jego celem był chaos i anarchia, w której potężni Arianie zanurzą się w orgii krwi pod wodzą führera i wykażą swą wyższość rasy panów. Osobiście uważałem go zawsze za nacjonalistę, etatystę, socjalistę i leninistę. Z wyjątkiem tej ostatniej laurki, Snyder zachwiał mym przekonaniem.

Hitler, pisze Snyder, brał za wzór podbój i kolonizację Ameryki (a wiedzę na ten temat czerpał z lektury Karola Maya). Nie on jeden. Kolonizatorzy niemieccy w Afryce także odwoływali się do metod kolonizacji zachodu Ameryki; mówili o „anihilacji autochtonów” i nawet o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii tubylców”. (Nawiasem, bo Snyder o tym nie wspomina, w 1904 niemieccy koloniści w Afryce wsadzili całe plemię Herero za druty, przymuszając ich do pracy dla Niemiec. To oni stworzyli niemieckie słowo Konzentrazionslager; Dr Heinrich Goering był imperialnym nadzorcą obozów [jego syn założy pierwsze obozy w Niemczech w 1933]; lekarze niemieccy dokonywali eksperymentów medycznych na Herero i teoretyzowali, że jedyna wartość tych podludzi bierze się z tego, co mogą dać wyższej kulturze. Tak zdehumanizowani stawali się tylko przedmiotami w rękach oprawców.) Hitler wszakże nie był „zwykłym” rasistą, patrzącym z góry na „czarnych”. Cały świat był w jego oczach „Afryką”. Niemiecka literatura Kulturkampf opisywała polskich chłopów jako „czarnych”, a polskich arystokratów jako zniewieścialców. Na marginesie, czy nie przypomina to sienkiewiczowskiej „czerni” w opisie ruskiego chłopstwa?

Lebensraum wszedł do języka niemieckiego początkowo jako przekład słowa „środowisko”, „habitat”. Hitler zmienił to znaczenie. „Potrzebuję Ukrainy, żeby nikt nie był w stanie nas zagłodzić, jak podczas poprzedniej wojny.” W nieuchronnie nadchodzącym konflikcie ras, Hitler musiał mieć co najmniej tyle ziemi, co Ameryka, by móc stanąć do rasowych zapasów. Wołga miała być dla Niemiec tym, czym Mississippi była dla Jeffersona, tj. granicą osiedlenia podludzi.

Stosunek Hitlera do Żydów był jednak zupełnie innej natury niż do słowiańskich podludzi. Snyder podkreśla znaczenie i powszechność idei „żydokomuny” czyli utożsamiania bolszewizmu z żydostwem. Tezę judeo-bolszewizmu akceptowali w owych czasach Churchill, Woodrow Wilson czy Wickham Steed. Ale najdziwniejszą opinię znalazł Snyder u Viktora Koppsa, sowieckiego delegata w Berlinie w roku 1920: Żydzi to burżuje, są przeciw rewolucji i nie ma dla nich przyszłości w sowietach, trzeba ich unisztożyt’… Czy to nie zajmujące, że gdzie Churchill i Wickham Steed się mylili, Viktor Kopps przewidział trafnie dalszy ciąg wypadków?

Hitler i Piłsudski

Mit judeobolszewii pozwalał Hitlerowi pogodzić klasyczną wojnę kolonialną (podbój ziem) z chwalebną antykolonialną walką przeciw opresji żydowskiej, dawał obraz wroga, ale nie pomagał sformułować polityki zagranicznej. „Hasło Lebensraumu było wezwaniem do stworzenia Imperium, a nie strategią militarną,” pisze Snyder. By móc przemienić teorię anarchicznej walki w praktykę ludobójstwa, Hitler musiał najpierw przekształcić Niemcy, a następnie zniszczyć Polskę. O dziwo, przez lata w ogóle się Polską nie zajmował, zakładając, że Polska stanie się jego aliantem, a z czasem satelitą. Snyder podkreśla rzecz znaną, choć powszechnie zapoznaną, że Gdańsk i korytarz nie miały nic wspólnego z wybuchem II wojny. Hitler był gotów traktować Polskę jako sojusznika przeciw Żydom i przeciw sowietom, nie przestając jej traktować przedmiotowo. Ale kierunkiem polskiej dyplomacji była dekolonizacja, gdy Hitler chciał kolonizacji. Narodowe wyzwolenie, samostanowienie nie było czczym hasłem dla polskiej dyplomacji. Różnice najlepiej ilustruje stosunek do Żydów. W Polsce antysemityzm miał większy rezonans niż w Niemczech, ale idee podobne do hitlerowskich nie były poważnie debatowane. Hitler zmierzał do zniszczenia państw, w których żyli Żydzi; Polska pragnęła stworzenia państwa żydowskiego. Hitler widział Żydów jako problem globalny, i z wysiłkiem tylko przekonał sceptycznych Niemców, że Żydzi są problemem lokalnym (nie byli, liczyli zaledwie 1% ludności i byli całkowicie zasymilowani). Polska miała autentycznie ogromną mniejszość żydowską, i widziała to jako problem lokalny, a nie globalny. U podstaw tych różnic leżało doświadczenie I wojny i stosunek do pokoju wersalskiego; powstanie państwa polskiego było ogromnym osiągnięciem, niemal cudem, gdy ze strony niemieckiej, „niezasłużona” klęska i drakońskie reparacje podyktowane w Wersalu wytworzyły głęboki resentyment i niechęć do europejskiego porządku.

Hitler nie był zwolennikiem samostanowienia, ale początkowo przedstawiał się jako taki. Nie miał szacunku dla państwowości, ale używał instytucji państwa dla swych celów. Nie był nawet niemieckim nacjonalistą. Jego celem była anarchiczna, totalna wojna, która wykaże rasową wyższość Niemców-Arian. Musiał więc znaleźć sposób, by zmusić swych rodaków do wojny, musiał omamić ich wizją nacjonalistycznej 1000-letniej Rzeszy. Inspirację znalazł w modelu bałkańskim, gdzie militarystyczne reżymy, używały wymyślonego zagrożenia wobec ziomków za granicą, dla uzasadnienia akcji zaborczej. Celem polityki wewnętrznej Hitlera była wyłącznie mobilizacja sił niezbędnych dla zdobycia nowych ziem. Los ziomków był mu całkowicie obojętny, bo Hitler nie był nacjonalistą; nacjonalizm był mu potrzebny jako siła, jako narzędzie wojny. Wojna była mu potrzebna jak chleb. Nawet ekspansja nie była celem samym w sobie, toteż Hitler zmodyfikował model bałkański. Wprowadził państwo partyjne (na wzór sowietów), gwałt poza prawem i instytucjami państwa, anarchię na eksport, hybrydowe instytucje (SS czy Einsatzgruppen były poza państwową kontrolą), wyjęcie spod prawa (pierwsze obozy koncentracyjne były poza prawem), globalizację żydowskiego zagrożenia, wojnę totalną (zniszczenie państwa i nieograniczona władza nad podbitymi rasami). Z wyjątkiem kwestii żydowskiej, wszystkie te pomysły wziął od Lenina. Snyder pokazuje, że Hitler musiał się namęczyć, by przekonać Niemców do żydowskiego zagrożenia. W Polsce, gdzie antysemityzm był poważną siłą, nawet endecy nie uważali Żydów za globalne zagrożenie: dla polskich antysemitów to byli polscy Żydzi i polski problem.

Ciekawie pisze Snyder o różnicach między Piłsudskim i Hitlerem w podejściu do polityki w ogóle (szacunek Piłsudskiego do państwa i celowa praca poprzez instytucje, wobec bezgranicznej pogardy Hitlera dla instytucji wszelkiego rodzaju), ale też w szczegółach. Piłsudski znał Żydów, miał wśród nich przyjaciół i wrogów; znał także osobiście wielu bolszewików, więc dla niego „żydokomuna” była hasłem nonsensownym, sowiety były realnym zagrożeniem, a mniejszość żydowska problemem polityki wewnętrznej, głównie dzięki wysiłkom endecji. Polityka zewnętrzna była dla niego kwestią wyzwolenia narodów z niewoli, a głównym jej przedmiotem – Ukraina. Dla Hitlera Ukraina była także przedmiotem, ale kolonizacji. W oczach piłsudczyków Ukraina była potencjalnym sojusznikiem lub ojczyzną, ale nigdy nie „Afryką”, jak dla hitlerowców. Prometeizm był najlepszym wyrazem tego podejścia, wyrazem romantycznego przekonania, że można walczyć o wolność „waszą i naszą”. Piłsudski rozumiał zagrożenie sowieckie, ale widział je jako nowoczesną wersję Imperium Rosyjskiego (to słowa Snydera, nie moje). Hitler natomiast rozumiał nowość i odmienność sowietów, ale przypisywał ją żydowskim spiskom. Sowieciarze nazywali obu faszystami, nie odróżniając w swej propagandzie między autorytarnym obrońcą państwowości (Piłsudskim) i biologicznym anarchistą (Hitlerem). Wobec kolonializmu Hitlera sowiety były „samokolonizujące”, skolonizowały swą własną ludność. Kiedy Polacy podpisali umowę ze Stalinem, Ukraińcy odebrali to jako zdradę, i odtąd ostatnią nadzieję na ratunek pokładali w inwazji niemieckiej i zniszczeniu sowietów.

Odnoszę wrażenie, że Snyder przesadnie podkreśla szacunek Piłsudskiego do instytucji. W rzeczywistości Marszałek był zawsze gotów używać zaufanych ludzi i wolał polegać na nieformalnych kontaktach. Zbytnio ufał zakulisowym działaniom, bo to one przyniosły mu w życiu sukces. I Piłsudski, i Hitler byli w głębi duszy spiskowcami.

Żydzi na Madagaskar!

Sanacja, zdaniem Snydera, skompromitowała podstawę moralną polityki Piłsudskiego, a mianowicie, że „Polska” to państwo, a nie rasa. Rzeczpospolita jako ponadnarodowa idea umarła wraz z Piłsudskim. Większość piłsudczyków nie była antysemitami i wielu Żydów było piłsudczykami, ale w walce z endecką opozycją, sanacja przyjęła antysemicką retorykę i politykę. W 1935 roku odpowiedzialność za sprawy żydowskie przeniesiona została z ministerstwa spraw wewnętrznych do spraw zagranicznych. Żydzi przestali być normalnymi obywatelami, chronionymi przez polskie państwo. Odpowiedzialność za nową politykę przyjął Wiktor Drymmer, który wprowadził w życie nowy kurs: prawo do emigracji do zamorskich kolonii. Polska zajęła więc pozycję pomiędzy koncepcją nazistowską (Żydzi muszą być wyeliminowani, więc emigracja jest najlepszym wyjściem), a syjonistami (Żydzi mają prawo do własnego państwa). Wszystkie trzy koncepcje rozpatrywały Madagaskar jako rzeczywisty cel emigracji, ale w końcu stanęło na Palestynie. Hitler był zdecydowanie przeciwko powstaniu państwa żydowskiego, Polska i syjoniści zdecydowanie za, ale najważniejszy głos należał do Wielkiej Brytanii, która kategorycznie odmówiła otwarcia Palestyny dla emigracji żydowskiej. Od 1937 roku, wobec brytyjskiego oporu, Polska zaczęła trening i zbrojenie żydowskich terrorystów. Żabotyński proponował nawet, by Polsce powierzono Mandat Ligi Narodów w Palestynie. Jedyna poważna baza syjonizmu istniała w Polsce, gdzie Begin, Szamir, Stern mogli liczyć na konkretne poparcie. Snyder pokazuje przekonująco polskie korzenie, polską inspirację i polski, romantyczny charakter grup takich jak Betar, Irgun, Lehi, a także rolę odegraną przez ludzi pokroju Witolda Hulanickiego czy Drymmera w powstaniu Izraela. Dla idealistów po stronie polskiej, zaangażowanie w walkę o państwo żydowskie było prostą kontynuacją założeń polityki prometejskiej; widzieli w tym pełną analogię do polskiej walki o niepodległość i wreszcie wprowadzenie w życie hasła „za wolność waszą i naszą”. Wyzwolenie narodowe było w polskich oczach jednoznacznie wartościowe. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że skrywanym motywem tej polityki było pozbycie się Żydów z Polski i taktyczne machinacje przeciw endecji.

Z Polską na sowiety?…

Snyder podkreśla, że nie wolno utożsamiać polityki polskiej w latach przedwojennych z polityką hitlerowską. Wizja Polski bez Żydów była antysemicka, ale nie zawierała w sobie określenia Żydów jako przyczyny wszelkiego zła, metafizycznej siły o globalnym zasięgu. Problem żydowskiej mniejszości w Polsce miał charakter ekonomiczny, gdy w Niemczech nie istniał. Byli w Polsce zacięci antysemici, ale główny nurt anstysemityzmu (jeśli można to tak nazwać) był natury ekonomicznej (jak to m.in. pokazują reportaże Mackiewicza z lat 30.). Hitler nie rozumiał Polski (ani, dodam, rozumieć nie chciał), więc widział w polskiej polityce jedynie miły mu antysemityzm. To z kolei doprowadziło go do myśli, że mógłby z Polską ruszyć na sowiety. Polska doktryna militarna rozważała (i przygotowywała) wojnę z Niemcami i wojnę z sowietami, ale nigdy z obydwoma naraz, przez co polscy stratedzy nie dostrzegli, że odkąd Stalin nie czuł się zagrożony przez Polskę, przestał się z nią liczyć, a odkąd Hitler pojął, że Polska nie pójdzie z nim na sowiety, to najpierw mentalnie, a potem faktycznie, wymazał ją z mapy. W typowy dla siebie sposób, Snyder podsumowuje: Polacy nie zrozumieli, że dla nazistów „Madagaskar” nie był miejscem, ale etykietką, „zakładką w płonącej książce”. Dla Himmlera Madagaskar był synonimem Endlösung, dla Becka był realną alternatywą wobec Palestyny jako terytorium państwa żydowskiego. Dyplomatom Becka wydawało się, że nadchodząca wojna stworzy idealne warunki dla zbudowania przyjaznego Polsce państwa żydowskiego. Nigdy nie przyszło im na myśl, że utracą własną państwowość. Innymi słowy, Polacy nie rozumieli nadchodzącego zagrożenia. Ale kto je wówczas rozumiał?

Pozostaje jeszcze kwestia sławnej Mszy Św. w Berlinie przy symbolicznej trumnie Piłsudskiego w maju 35 i warty honorowej Wehrmachtu przy grobie na Wawelu. Śmierć Piłsudskiego nastąpiła we wczesnej fazie władzy Hitlera i nakazanie żałoby w Niemczech widziane była jako oczywiste posunięcie taktyczne. Ale warta honorowa w zdruzgotanej Polsce? To jest dziwne i całkowicie niezgodne z polityką Hitlera w Polsce, która opierała się na założeniu, że Polska nie jest i nigdy nie była państwem. Jedyne znane mi wyjaśnienie jest takie, że wartę wystawiono bez wiedzy i zgody Hitlera, i prędko ją usunięto.

Lekcja Anschlussu

Snyder pokazuje na przykładzie Austrii, jak zniszczenie państwa tworzy warunki do prześladowań. Anschluss usatnowił z dnia na dzień bezprawie i umożliwił spontaniczną akcję antyżydowską w postaci przymuszania żydowskich przechodniów do czyszczenia chodników w Wiedniu. Rytualne poniżenie, bicie, opluwanie, wyśmiewanie austriackich współobywateli było na porządku dziennym, ponieważ Austria nagle zniknęła, nie było państwa ani prawa. Występy wiedeńskich chuliganów miały symbolicznie polityczny wydźwięk, gdyż Żydzi zmywali z chodników namalowane przez rząd Schuschnigga przed niedoszłym referendum hasło „Österreich”… Żydzi byli pełnoprawnymi obywatelami państwa, którego nazwę wymazano z mapy świata. Bogaci Żydzi byli wyrzucani z domów, bezkarnie okradani i bici na ulicach. „Austriacy w ciągu jednej nocy stali się antysemitami i nauczyli Niemców jak traktować Żydów.” To co w Niemczech zajęło lata – zmiany legislacyjne, biurokratyczna praktyka itd. – w Austrii zajęło jedną noc, bo znikło państwo i przyszła anarchia. Z samej logiki Anschlussu wynikało wszak, że Hitler musiał prędko zamknąć to okno, bo Austria miała stać się częścią Rzeszy. Nauka nie poszła w las i wyczyny nazistów austriackich znalazły swą kulminację podczas Kristallnacht. Snyder podkreśla, że ogromna większość Niemców była przeciwna chaosowi i bezprawiu, co doprowadziło Heydricha i Himmlera do zmiany taktyki: Żydów usuwano odtąd z Niemiec po cichu.

Gdy Hitler przemawiał w Wiedniu, Beck prosił amerykański Departament Stanu o wywarcie nacisku na Anglików, by otworzyli Palestynę dla emigracji żydowskiej. Nikt nie kiwnął palcem pomimo oczywistych dowodów prześladowań Żydów. Co więcej, Polska musiała wkrótce przyjąć dziesiątki tysięcy polskich Żydów, wysiedlonych z Niemiec i Austrii, o czym tak dramatycznie pisał Józef Mackiewicz na początku 1939 roku.

Wojna totalna

Przyczyną zerwania z Polską w styczniu 1939 nie był Gdańsk ani korytarz, a wyłącznie stosunek do Żydów i do Stalina, twierdzi Snyder. Hitler nakazał swym generałom przygotować wojnę destrukcyjną: totalną anihilację polskiego państwa i fizyczną destrukcję wszystkich jednostek, które mogłyby takie państwo odbudować. Była to polityka zgodna z jego rasowymi ideami, ale całkowicie sprzeczna z jego własną polityką wobec Polski prowadzoną z uporem przez z górą 5 lat. Nie należy się jednak dziwić człowiekowi, który po latach opluwania żydokomuny, podpisał pakt ze Stalinem. 22 sierpnia 39 powiedział swym generałom, że celem wojny nie będzie dojście do jakiejś linii, ale „zniszczenie żywych sił”, całkowita destrukcja Polski. „Prawo stoi po stronie silniejszego.” Wojna Hitlera była wojną kolonialną. Europejczycy w owych czasach uważali „niszczenie sił wroga” za dopuszczalne w Afryce; bombardowanie ludności cywilnej było zrozumiałe w koloniach, ale nie w Europie. 7 tysięcy Żydów zginęło walcząc w polskich mundurach we wrześniu, o wiele więcej niż zginęło Żydów niemieckich do tego momentu. Ofensywa niemiecka w aspekcie militarnym, politycznym i rasowym, nie była skierowana przeciw Żydom, tylko przeciw Polsce jako politycznemu podmiotowi. Co rzekłszy, zniszczenie państwa polskiego miało najgorsze konsekwencje dla polskich Żydów. Od czasu podboju Polski, Niemcy zakładali getta w każdym kraju, gdzie próbowali zniszczyć państwo, ale w żadnym z krajów, w których prowadzili bardziej konwencjonalną okupację. „Getto było miejskim wyrazem destrukcji państwa.” Getto było wyrazem wojny totalnej.

Snyder utrzymuje, że zwrócenie pierwszej fali terroru przeciw Polakom, a nie Żydom, było oznaką przekonania Hitlera, że Żydzi nie są rasą. Państwo polskie mogło być sojusznikiem lub wrogiem, rasa słowiańska była na pewno wroga, ale Żydzi byli bakcylem, czymś co należy usunąć całkowicie ze środowiska. Getta miały być jak zagrody dla bydła przed transportem na mityczny Madagaskar. W czerwcu 1940 Vichy zgodziło się na deportację Żydów na wyspę u brzegów Afryki (francuską kolonię), ale transport musiałby się odbyć za zgodą Churchilla. Hitler był zdumiony po raz kolejny. Spodziewał się, że Anglia będzie bronić Czechosłowacji, ale nikt nie kiwnął palcem. Polska miała się poddać, Francja miała się bronić, Anglia miała podpisać pokój po upadku Francji. – Hitler przeliczył się na każdym kroku. Plan deportacji Żydów na Madagaskar upadł wraz z Bitwą o Brytanię. 31 lipca 1940 roku Hitler nakazał przygotować plan inwazji sowietów i Madagaskar zastąpiony został przez Syberię.

Podwójna okupacja

Podwójna okupacja ziem zajętych najpierw przez Stalina, a potem Hitlera stworzyła wyjątkowe warunki. Podwójna inwazja ze strony jakichkolwiek dwóch mocarstw byłaby dramatyczna, ale podwójne zniszczenie państwa miało skutki katastrofalne. Nkwd było o wiele sprawniejsze niż Einsatzgruppen. Wymordowali dwa razy tyle Polaków w latach 37-38 w czasie pokoju, co Niemcy w 39 roku. Powody ludobójstwa nie były tu rasowe, ale „etnostrategiczne” (znakomicie trafne, wydaje mi się, określenie Snydera). Ważne także, iż po czystkach samo nkwd stało się organizacją w większości rosyjską. Ilość żydowskich czekistów spadła z 40% do 4%. Takie nkwd, poniżone przez Stalina, zrusyfikowane i mordercze, zostało obrócone ku zniszczeniu polskich elit i polskich instytucji w 39 roku. Prawie 300 tys. polskich obywateli zostało deportowanych, z czego 60% stanowili Polacy, a 20% Żydzi, których było zaledwie 8% ludności na wschodnich ziemiach RP.

Anihilacja polskiego państwa przez nkwd miała oczywisty wpływ na dalszy bieg wypadków – Hitler zajął „dzikie pola”, a nie „państwo” – poprzez fakt, że nie było odtąd żadnych instytucji państwowych ani prawnych, ale głównie poprzez wpływ wywarty na tych, którzy przeżyli sowiecką okupację. Sowieci, nie oddając nigdy kontroli, stwarzali wrażenie, że oddają władzę w ręce miejscowej ludności, w ten sposób implikując szerokie rzesze w sowiecką okupację. Nikt nie opisał tego mechanizmu tak precyzyjnie jak Józef Mackiewicz w Drodze donikąd. Sowieci brali poważnie możliwość oporu, więc zamiast aresztować konspiratorów, infiltrowali, czyli postępowali dokładnie na odwrót niż gestapo. Społeczeństwo polskie pod sowietami nauczyło się w pierwszym rzędzie nie ufać nikomu, bo każdy był potencjalnym zdrajcą, gdy pod okupacją niemiecką Polacy byli całkowicie wyłączeni z wszelkiej wspólnoty z okupantem, więc, jak mówił Mackiewicz, „Niemcy robili z nas bohaterów, a sowieci gówno”. System sowiecki był inkluzywny, nie było więc jasnych różnic między ofiarami i kolaborantami – kolejny okupant podsunie jaskrawe rozróżnienie: nur für Deutsche.

Sowieci stworzyli warunki materialne (odbierając majątki Polakom i firmy głównie Żydom), psychologiczne i polityczne, dla nadchodzącej okupacji niemieckiej. Polityczny kapitał mogli Niemcy zbić tylko wobec ludności nie-polskiej, gdyż nie mogli uchodzić za wyzwolicieli Polski, ale mogli się podawać za wyzwolicieli wobec Ukraińców i Bałtów. W przeciwieństwie do żydowskich nacjonalistów (którzy byli klientami Polski), ukraińscy nacjonaliści byli w pierwszym rzędzie antypolscy. W 1941 roku i jedni, i drudzy złożyli propozycje współpracy Hitlerowi. Tak! Zarówno Ukraińcy, jak Lehi Avi Sterna! Lehi widzieli Brytyjczyków w tym samym świetle, co Ukraińcy sowietów, więc nie jest aż tak dziwne, że Stern proponował „współpracę między Nowymi Niemcami i odnowionym narodowym Żydostwem”. Stern zakładał, że skoro Hitler chciał się pozbyć Żydów z Europy, to powinien powitać z radością emigrację do Palestyny, w czym najwyraźniej pomylił podejście Polski z metodami nazistów.

Odpowiedź Hitlera mogła być tylko jedna: jedynym wyzwoleniem jest wyzwolenie świata od Żydów i do tego mogą się przyczynić Ukraińcy. Nie było miejsca w jego planach dla żadnych państw, ani polskiego, ani ukraińskiego, ani tym bardziej żydowskiego.

Sytuacja Żydów podczas podwójnej okupacji Polski i Bałtyki (tak nazywano państwa bałtyckie w przedwojennej Polsce), była niemożliwa. Żydzi, jako kapitaliści i burżuje, ucierpieli bardziej pod sowietami niż inni. Polskie prawo było podstawą ich prywatnej własności i działań handlowych, ich samorządu i wolności religijnej, ich szkół i kultury. Na domiar złego, nie mieli dokąd uciekać, bo Ameryka i Palestyna były zamknięte, a w Polsce pod Niemcami panował terror. Uciekali do sowietów i prędko szli do gułagu, jak Juliusz Margolin. Wielu Żydów wolało wrócić do niemieckiej strefy niż przyjąć sowieckie obywatelstwo (nkwd pisało w tajnych raportach, że Żydzi są szczególnie wrogo nastawieni do sowieckiej własti). Margolin opisuje takie wypadki. Na przykład Mieczysław Braun, poeta polski, uciekł przed Niemcami na wschód. We Lwowie należał do bolszewickiego związku literatów, ale znienawidził komunizm tak bardzo, że wrócił do Warszawy, do getta; a przed wyjazdem tłumaczył Margolinowi: „U Niemców grozi śmierć fizyczna, a tu moralna! U Niemców nie trzeba będzie kłamać, ukrywać swoich myśli! U Niemców mieszka więcej Żydów niż tutaj. Moje miejsce jest wśród nich.”

Snyder pokazuje, co najlepiej wykładał Mackiewicz, a mianowicie, jak sowiecka okupacja uczyniła z marginalnych, ekstremistycznych grup nacjonalistycznych, główny nurt polityki. Jednak jego twierdzenie, że Litwini np. mogli sensownie wyobrazić sobie Hitlera jako oswobodziciela z sowieckiej okupacji, gdy Polacy nie mogli, jest nie do przyjęcia. Snyder przykłada tu narodową etykietkę do ludności zamieszkującej te ziemie, ale zapomina, że obok siebie żyli bracia, z których jeden był Litwinem, a drugi Polakiem; jeden Ukraińcem, a drugi Białorusinem. Mieszkańcy tych ziem, „tutejsi”, jak pisał o nich Mackiewicz, nie oglądając się na swą przynależność narodową, czuli się wyzwoleni po prostu jako ludzie. Kiedy Wehrmacht przepędził czerwoną armię, to ludzie poczuli się wolni. Wiemy, co stało się dalej, wiemy, jak to się skończyło, ale oni nie wiedzieli. I dlatego witali chlebem i solą nadchodzących Niemców, ku zgrozie późniejszych autorów bogoojczyźnianych czytanek. Bohaterowie Nie trzeba głośno mówić… też witają Niemców z nadzieją, ale prędko spostrzegają, że „to nie ten Niemiec, co był przyszedszy w pietnastym, osiemnastym. Taki sam bolszewik, tylko że szczeka jak pies”. Ale co im było robić? Choć „gówno wychodzi z Niemcami, to nie z bolszewikami że nam iść”.

Litwa była zacisznym portem dla Żydów pod koniec lat 30. Nie było tam antysemityzmu, bo polityczny dyskurs zdominowany był przez antypolonizm. Łotwa była jeszcze bardziej przyjazna dla Żydów. Sowiecka okupacja przerwała tę idyllę przez klasyczny manewr dekapitacji: areszt i deportację elit. W rezultacie sowieckich prześladowań, ucierpiała nieproporcjonalnie duża liczba Żydów. Ich własność – fabryki, sklepy, domy – sowieciarze „oddali” lokalnej ludności, co miało poważne konsekwencje w czerwcu 1941. I o tym będzie mowa w części II.

______

* Polski przekład: Timothy Snyder, Czarna ziemia. Holokaust jako ostrzeżenie, Znak 2015



Prześlij znajomemu

28 Komentarz(e/y) do “Czerń zagłady. Część I. Snyder o źródłach Holocaustu”

  1. 1 Tomasz

    Szanowni Państwo,
    zaczynam sobie czytać Snydera, powoli, z namaszczeniem… a tutaj niespodzianka: pojawia się „bryk” pana Michała. I kusi… Więc czytam trochę Snydera (polskie tłumaczenie), trochę Michała Bąkowskiego…

    Teraz na poważnie: pierwsze dwa rozdziały „współgrają” z Mackiewiczem. Cały czas kołacze mi się w głowie wspomnienie ” Nie trzeba głośno mówić”. Ten brak zainteresowania współpracą Hitlera z miejscowymi na Ukrainie, Białorusi staje się oczywisty.

    Snyder: „Europejczycy zaczęli zmuszać Żydów do odmawiania Modlitwy Pańskiej i zabijać ich za jej nieznajomość.” O co chodzi?

  2. 2 michał

    Drogi Panie Tomaszu,

    Miałem cichą nadzieję, że to nie jest bryk, ale raczej coś w rodzaju rozważań na marginesie. Ponieważ jednak optyka (bardzo nie lubię tego słowa) Snydera jest tak ciekawa i nietypowa, to wydało mi się konieczne szczegółowe omówienie jego tez. Co rzekłszy, jest mi nadzwyczaj miło, że uważa Pan za pożyteczne czytanie moich rozważań jednocześnie z oryginałem.

    Snyder bardzo współgra z Mackiewiczem. To prawda. Oczywiście są także ważkie różnice: Snyder nie jest ani antykomunistą, ani kontrrewolucjonistą, ale obu interesuje prawda i dlatego sa tak sobie bliscy. Tym wieksza szkoda, że Snyder, który zna Mackiewicza, nigdy go nie cytuje. Pisze np. o Ponarach, gdzie mogłoby sie wwydawać niemożliwe pominięcie tak niezwykłej relacji naocznego świadka; pisze często o potwornej sytuacji ludności na tych ziemiach, prawie w tych samych słowach co Mackiewicz, ale z jakiegokolwiek powodu, woli się na niego nie powoływać.

    Życzę Panu dobrej lektury.

  3. 3 Tomasz

    Dziękuję za życzenia. Wciąga mocno to czytanie. To moja pierwsza książka Snydera. Kupiłem jeszcze Rozważania o wieku XX Tony Judt, Timothy Snyder. Przejrzałem na razie, ale widać, w jakim towarzystwie nasz Tymoteusz się obraca…
    Gdyby się powołał na Mackiewicza, wszystkie drzwi by się przed nim zamknęły. Tymcio dobrze o tym wie, chociażby z lektury Józefa Mackiewicza… Taki to świat.

    Ponawiam pytanie:
    Snyder: „Europejczycy zaczęli zmuszać Żydów do odmawiania Modlitwy Pańskiej i zabijać ich za jej nieznajomość.” O co chodzi?

  4. 4 michał

    To niestety prawda na temat Tymoteusza.

    Proszę mi wybaczyć, że nie odpowiedziałem na Pańskie pytanie. Absurdalnie, pomyślałem, że jest ono pytanie retorycznym.

    Niech mi Pan łaskawie wskaże miejsce tego cytatu – np. rozdział – a sprawdzę kontekst w oryginale.

    A wracając do Snydera, to jakkolwiek wysoko cenię Bloodlands (chyba po polsku Krwawe ziemie), to najlepsze wydają mi się książki o Habsburgu Wyszywanym i o wojewodzie Józewskim. O ile Bloodlands i Black Earth są „syntetyczne”, to wspomniane dwie ksiązki są analityczne, opierają się na dokumentach, i są zupełnie odkrywcze.

  5. 5 Tomasz

    http://1drv.ms/1Sx0pE0
    Tu jest zdjęcie strony

  6. 6 michał

    Panie Tomaszu,

    Dręczy mnie myśl, że nie rozumiem Pańskiego pytania, ale mnie się ten ułamek zdania wydaje raczej jasny w kontekście.

    Snyder wykłada „logikę” Hitlera, wedle której planeta jest skażona obecnością Żydów. Usunięcie Żydów było sercem jego ideologii, ale egzotyczne miejsca w rodzaju Madagaskaru czy Syberii (Syberia jest egzotyczna dla większości Europejczyków), które Hitler wyobrażał sobie jako miejsce deportacji Żydów, nigdy nie były pod jego kontrolą, a ogromna większość Europy padła jego ofiarą. A zatem niedługo po publikacji tych „idej” znaleźli się Europejczycy, którzy mordowali Żydów, każąc im uprzednio recytować Ojcze Nasz.

    Czy chodzi Panu o sam fakt? Czyżby był on poddawany w wątpliwość? Zapewniam Pana, że tak było. Mój śp. Ojciec pochodził z ziem, które dziś nazywa się Zachodnią Ukrainą i nie spędził lat wojny na tamtych ziemiach, ale pomimo to potrafił wyrecytować Modlitwę Pańską po ukraińsku, bo bez tego Ukraińcy mogli człowieka zamordować. A kiedy człowiek nie potrafił powiedzieć Ojcze Nasz w żadnym języku, to jego szanse przeżycia musiały być nikłe.

  7. 7 Tomasz

    Proszę się przestać dręczyć. Jestem na prawdę niedouczony. Idę czytać.

  8. 8 michał

    W takim razie przestaję się dręczyć, a w zamian idę obejrzeć „Ziemię obiecaną”, film o dziewiętnastowiecznych Lodzermenschach, którym przepowiadano straszną przyszłość. Wbrew wszelkim oczekiwaniom proroctwa moru i zguby dla miasteczka Łódź okazały się trafne…

  9. 9 Andrzej

    Wprawdzie, ja również, dopiero co zacząłem czytać „Czarną ziemię” i komentowanie zawartych w niej tez odkładam na czas do zapoznania się z ostatnią stroną książki, tym niemniej chciałbym zwrócić uwagę Pana Tomasza na jej wstępny rozdział (Wprowadzenie. Świat Hitlera), gdzie Snyder porusza (ostatni akapit ze str. 17 i jego kontynuacja na str. 18) kwestię hitlerowskiej interpretacji Modlitwy Pańskiej. Myślę, że we fragmencie który zacytował Pan Tomasz, autor wyraźnie odwołuje się do tego co napisał wcześniej. Czyli tak jak napisał Pan Michał: wg Snydera taka była „logika” Hitlera (taka była narzucona innym i wymuszona na podbitych Europejczykach, jego interpretacja”Ojcze Nasz”).

  10. 10 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Ale czy nie wydaje się Panu, że Snyder ciut naciąga tę interpretację? Hitler po prostu wykorzystywał powszechnie znane obrazy i symbole dla swoich własnych, często sprzecznych z oryginalnymi, celów. Sam Snyder zresztą to mówi. A zatem interpretacja, że poprzez nazwanie rasowej walki „chlebem powszednim” Hitler przywoływał Modlitwę Pańską, wydaje mi się trochę przesadą.

    Po lekturze Snydera – a na pewno nie zamierzam odwoływać się do Mein Kampf, by sprawdzić słuszność jego interpretacji – Hitler jawi mi się jako animalistyczny (albo biologistyczny) poganin i ateista, wróg rozumu i kultury, wróg Boga i człowieka, wróg wszystkiego co dobre, piękne i prawdziwe. Co rzekłszy, nie ma w tym wiele nowego, że sprowadzenie człowieka do zwierzęcia jest antyludzkie.

  11. 11 Andrzej

    Panie Michale,

    Mam problem z wyjaśnieniem tej kwestii. Hitler był bolszewikiem w sensie realizacji zasady „cel uświęca środki”. Jednak powoływanie się przez niego na Chrystusa budzi moje głębokie niedowierzanie i sprzeciw. Snyder jednak na stronie 20 polskiego wydania swojej książki odwołuje się wprost do słów Hitlera w Mein Kampf aby to uzasadnić: „Dlatego też uważam, że działam zgodnie z wolą Stwórcy. Walcząc z Żydami wykonuję pracę Pana Naszego”. Nie bardzo dowierzam w to polskie tłumaczenie (biorąc też pod uwagę że książkę Snydera wydało środowisko powołane przez tzw. katolików postępowych peerelu) więc jeśli Pan dysponuje oryginalnym wydaniem to prosiłbym o sprawdzenie (rozdział wstępny, akapit zaczyna się od zdania „Sposób przedstawienia przez Hitlera zagrożenia żydowskiego zdradzał wyznawany przez niego swoisty amalgamat idei religijnych i zoologicznych.”) czy treść angielska brzmi dokładnie tak samo.

    Na marginesie, towarzystwo o którym wspomniał Pan Tomasz jest zaiste „porażające”: https://www.youtube.com/watch?v=tgkhBtWJQdg
    Oczywiście nie świadczy to wcale o uległości jakimkolwiek środowiskom, „poprawności historycznej” czy też o braku uczciwości intelektualnej.

  12. 12 michał

    Panie Andrzeju,

    Zdanie z Mein Kampf brzmi po angielsku następująco: „Therefore I believe myself to be acting according to the wishes of the Creator. Insofar as I restrain the Jew, I am defending the work of the Lord.” A zatem polskie tłumaczenie jest bardzo nieprecyzyjne, ale też kluczowe byłoby pytanie, jak to wygląda w niemieckim oryginale. Znowu: logika myślenia Hitlera jest bardziej widoczna w angielskiej wersji. Skoro Żydzi sa skazą na planecie, to walcząc z Żydami, chronię Stworzenie. Słowa „wykonuję pracę Pana Naszego” wydają się naciągane, ale jak jest w Mein Kampf?

    Tłumaczenie polskie nie jest najlepsze. Fragment sfotografowany przez p. Tomasza bardzo mi się nie podobał, a na dodatek mój znajomy przekazał mi, że Snyderowskie „entrepreneurs of violence” przełożyli na „grupy przedsiębiorców przemocy”. Pamiętam, że czytając zastanawiałem się, jak to przełożyć. To brzmi dobrze i zrozumiale po angielsku, ale po polsku jest zupełnie idiotycznie. Snyder ma na myśli pewien odcień znaczeniowy, którego słowo „przedsiębiorca” w ogóle nie zawiera. Coś w rodzaju „prywatnej inicjatywy”. Tak zresztą byłoby pewnie trafniej niż „przedsiębiorcy przemocy”, co jest niezamierzenie komiczne.

    Niestety nie miałem chwili, żeby zajrzeć na youtube, ale zrobię to jutro.

  13. 13 michał

    Szanowni Panowie,

    Towarzystwo na załączonym obrazku jesrt rzeczywiście spod ciemnej gwiazdy – ciemno czerwonej.

    Z mojego punktu widzenia jest tak: mnie interesuje CO, ktoś ma do powiedzenia bardziej niż okoliczności, w których to mówi. Tak jak dialog w dramacie Szekspira jest ważniejszy niż didaskalia. Mało tego, treść wypowiedzi wydaje mi się ważniejsza także niż osoba mówcy. Wedle słynnej zasady, że jeżeli Goebbels nazwie krzesło krzesłem, to nie powinienem nagle twierdzić, że to musi być rower, bo Goebbels zawsze kłamie.

    Innymi słowy, towarzystwo w jakim obracają się ludzie obcy (w tym wypadku Snyder) w Polsce czy na Ukrainie nie musi koniecznie źle o nich świadczyć. Co rzekłszy, obiektywna i wyważona analiza Snydera potwierdza w dużej mierze tezy wypowiadane przez dzisięciolecia na temat wojny na tamtych ziemiach. Czy Snyder unika bardziej kontrowersyjnych konkluzji ze względu na powyżej ukazane „towarzystwo” czy tylko dlatego, że go nie interesują jako historyka?

    Oto jest pytanie.

  14. 14 Tomasz

    http://tygodnik.dorzeczy.pl/id,7470/Holokaust-wekologicznym-opakowaniu.html

    A tutaj paszkwil „prawicowego” autora. Gdyby ktoś chciał przeczytać resztę, służę skanami na maila. Niestety, czasami podkusi mnie, żeby kupić jakieś „niepokorne” czsopismo i zawsze potem żałuję. W tym wypadku, uważam, że miało to sens. Po przeczytaniu Chodakiewicza, straciłem resztki złudzeń (uczuciowy jestem). Nędza, nędza wyziera z każdego zakamarka peerelu.

  15. 15 Tomasz

    Panie Michale. Zgadzam się z Panem. Wtłoczono nas w okopy „prawicy” „lewicy”, gdzie myślenie jest tylko wspomnieniem. Tylko podziemie się broni dzielnie.

    Przy okazji: ktoś tu kiedyś pytał o tego Chodakiewicza…. Kiedyś go poważałem z powodu dawania odporu Grossowi. Nawet nie sprawdziłem, co pisze Gross w swoich książkach. Z czasem moja wiedza się poszerzyła i straciłem do Chodakiewicza szacunek. A tu, proszę jakie potwierdzenie! Oto, w jaki sposób blokuje się debatę na temat historii.

  16. 16 michał

    Hmm, to zabawne. Piszę w części III o niektórych „atakach” na Snydera, ale w końcu ja się także nie zgadzam z nim w zasadniczym punkcie, więc gdzież mnie krytykować krytyków. We fragmencie przez Pana przytoczonym, Chodakiewicz mówi, że „Snyder napisał skorygowaną wersję swego bestselleru [Bloodlands], skupiając się na ‚polskim i rosyjskim antysemityzmie'” – to jest po prostu nieprawda.

    Jak próbowałem pokazać powyżej (i w części II), jest właściwie na odwrót. Snyder podkreśla wielokrotnie, że nie wolno przypisywać odpowiedzialności za Holocaust „antysemityzmowi ludów Europy wschodniej”, z czego oczywiście nie wynika, że nie było antysemityzmu w Polsce czy w Rumunii – bo był. Paradoks polega na tym, że antysemici niekiedy bronili Żydów, a ludzie pokroju Arajsa, nie byli antysemitami.

  17. 17 Tomasz

    Przesłałem Panu dalszy ciąg jego twórczości na adres wygrzebany ze starych maili. Sam nie jestem w stanie zweryfikować jego fałszu (oprócz Arendt). Myślę, że cel jest jeden: nie czytajcie Snydera, bo to lewak i oszust.

  18. 18 michał

    Dziękuję, Panie Tomaszu. To jest niestety kompletny bełkot. Chodakiewicz powtarza (nawet verbatim) tezy Snydera, po czym wysuwa je jako zarzuty wobec niego. Zawodowy historyk, który pisze „przecież Hitler namawiał Polaków do współpracy od stycznia 1939 roku”? A może to tylko błąd korekty? Może chciał powiedzieć „do” zamiast „od”? Wg Chodakiewicza Snyder „powiela tezy o samoistnym sprawstwie polskim w Jedwabnem” i „ignoruje solidne badania Musiała”. Hmm, ja też ignoruję solidne badania, ale musiałem czytać jakąś inną książkę, bo Snyder nie obarcza Polaków w Jedwabnem „samoistnym sprawstwem”.

    Chodakiewicz dalej wytacza przeciw Snyderowi, że „kolaboranci Stalina stali się kolaborantami Hitlera”, ale to jest podstawowa teza Snydera… Dalej, Snyder rzekomo odrzuca mit żydokomuny, gdy on go rozwija i pisze o nim niezwykle ciekawie i obszernie. Żydzi owszem byli nadreprezentowani w czeka do roku 1938, a nie potem – Snyder o tym pisze, Chodakiewicz nie zauważył i stawia mu idiotyczny zarzut, że ten nie widzi związku między okupacją sowiecką i prześladowaniem Żydów po przyjściu Niemców. Ależ widzi, widzi, tylko trzeba czytać uważnie, a nie z klapkami na oczach.

    Ale najbardziej mnie zdumiewa poziom tego „naukowca”. W jaki sposób „profesor w Instytucie Polityki Międzynarodowej” może sobie pozwolić na takie enuncjacje: „z jego krótkiego wywodu jednoznacznie wynika, że Polacy byli podli”? Przecież to wstyd po prostu. Mnie wstyd czytać takie brednie.

  19. 19 Andrzej

    Panie Michale i Panie Tomaszu,

    Podzielam zdanie, że ważniejsze jest to co kto mówi a nie to w jakim towarzystwie. Zadałem sobie trud i zapoznałem się z całością tego materiału. W wyniku tego uznaję, że Snyder broni swoich tez nawet gdy jest nakłaniany do ich reinterpretacji przez Michnika. Przyznam jednak, że „familijna atmosfera” owego spotkania mną wstrząsnęła.

    A prof. Chodakiewicz? Zdaje mi się że nie do końca. Nie znam całości jego artykułu ale czy (i jak?) wykazuje w nim, że książka Snydera jest istotnie skorygowaną wersją poprzedniej? Czy przeprowadza stosowną analizę i porównanie? W przytoczonym zdaniu mamy w pierwszej części tezę że Snyder zmienia poglądy a w drugiej dobicie jej tezą że skupia się na „polskim i rosyjskim antysemityzmie”. Czyli, już na wstępie: nie kupować i nie czytać. I tak też większość tzw. patriotów pewnie zrobi. A potem, bez zapoznania się da masowy, kolektywny odpór. Mam odczucie (po lekturach książek Chodakiewicza), że rolę odgrywa tu nie tyle prawicowa poprawność co tzw. patriotyzm narodowy który każe najpierw zamykać oczy na ciemniejsze strony własnej historii w relacjach do innych narodowości zaś na końcu zaprzeczać innym jej wersjom i zwalczać je „od zarodka”. To samo co robi „michnikowszczyzna” lecz w drugą stronę. W efekcie końcowym nie tylko „nie trzeba głośno mówić” ale też trzeba mówić tylko to co jest jedynie słuszne. A wszystko to przy nieodzownym w tym środowisku zawołaniu „jedynie prawda jest ciekawa” i przydzieleniu stosownej nagrody za „jedynie słuszną” postawę.

  20. 20 michał

    Panie Andrzeju,

    Wydaje mi się obojętne, czy kłamie się ze względu na źle pojęty „patriotyzm”, czy z powodu „michnikowszczyzny”. Z mojego punktu widzenia, po Michniku nie spodziewam się niczego dobrego, a w tym wypadku prawdy. Ale ta pseudo recenzja Chodakowskiego jest skandaliczna i głęboko oburzająca.

  21. 21 Andrzej

    Przeczytałem tekst Chodakiewicza i uważam, że jest nierzetelny i nieuczciwy.

    Dlaczego nierzetelny?
    Przeczytałem dotychczas kilka rozdziałów książki Snydera i nigdzie dotychczas nie stwierdziłem aby swoje argumenty „podlewał sosem ekologicznym”. Analizując „świat Hitlera” Snyder przytacza np. słowa Hitlera, w których ten wprost powołuje się do „prawa natury”. Czy to właśnie ma być „ekologiczna narracja”?
    Właśnie czytam rozdział książki Snydera który w sporej części poświęcony jest wybuchowi antysemityzmu w Austriii w czasie wcielania jej do Niemiec i zastanawiam się co oznacza stwierdzenie Chodakiewicza, że Snyder w dużym stopniu zignorował „bagaż antysemityzmu” w Austrii. Chodakiewicz nie podaje przy tym jakich faktów nie uwzględnił Snyder. Wystarczy samo stwierdzenie bez żadnego dowodu.

    Dlaczego nieuczciwy?
    Kiedy wg Chodakiewicza, Snyder coś przedstawia prawidłowo to robi to „nieśmiało i niespójnie” oraz „aby uwiarygodnić swoją pracę”. Jak miałoby to wyglądać „śmiało i spójnie”? Tego się nie dowiedziałem. Zamiast tego Chodakiewicz wkrótce potem twierdzi, że to co napisał Snyder stawia niektóre tezy innych historyków „na bardziej solidnych podstawach”. Czyni to „nieśmiało i niespójnie”?

    Dlaczego teza, że Hitler nie chciał mieć Polaków za kolaborantów (jak rozumiem po 1. września 1939) miałaby być fałszywa tego Chodakiewicz nie wyjaśnia. Wystarczy mu stwierdzenie że „powtarza tezę Grossa”. A gdyby nie powtarzał „tezy Grossa” to byłaby ona możliwa do zaakceptowania?

    Chodakiewicz cytuje Sndera: „Dominujacy w Polsce Kościół rzymskokatolicki nie wyraził sprzeciwu wobec masowego mordu na milionach Żydów” i wmawia, że to powtarzanie antykatolickich stereotypów według których Kościól opowiadał się przeciwko ratowaniu Żydów. Odnoszę wrażenie, że Chodakiewiczowi „wszystko się kojarzy z” (antypolską).

    Chodakiewicz pisze także tak, że nie potrafię go zrozumieć: np. co oznacza zwrot „dawna strefa postsowiecka”? Czy „strefę postsowiecką” która już nie istnieje? Gdzie ona była i co się z nią stało?

    Czyli ponownie historia została zmuszona do służby narodowej ideologii. Tak odbieram tę „recenzję”.

  22. 22 michał

    Czytając tę pożal się Boże „recenzję” byłem najpierw zdziwiony, a potem oburzony. Ale teraz myślę, że obie reakcje są nie na miejscu. Niczego innego nie należy się spodziewać po prlowskich prawicowcach, nawet gdy pohukują z oddali, z Waszyngtonu, więc czemu tu się dziwić?

    A oburzam się też nie potrzebnie. Powinienem był wcześniej przypomnieć sobie zasadę Spinozy – tak, tak, Barucha Spinozy, znaczy znowu Żyd, więc prztaczanie go jest antypolskie i jest na pewno powtarzaniem tez Grossa, którym Musiał dał solidny odpór – non ridere, non lugere, neque detestari, sed intelligere.

    Chodakiewicz jest tyle wart co Michnik. Może nie jest takim samym prlowskim potentatem, ale tak samo łże ku chwale ojczyzny.

    I taka to jest ta prlowska „prawica” – negatyw prlowskiej lewicy.

  23. 23 Tomasz

    A my skupmy się na dalszym czytaniu Snydera.

  24. 24 Andrzej

    Drodzy Panowie,

    Zatem wracam do lektury, która i dla mnie jest bardzo interesująca.

    Lecz, odnośnie tego co napisał Pan Michał nie odmówię sobie uwagi, że tutejsza „prawica” jest nie tylko taka jak ją określił ale ona już inną nie chce być. Dziś znowu „rządzi” peerelem. Tym razem „niepodzielnie”. Po to tylko aby był jeszcze lepszy i bardziej swojski, bardziej polski…

  25. 25 Tomasz

    Dla mnie ważniejsze w tym jest blokowanie debaty na tematy polsko-żydowskie.

    Snyder zrobił wyłom w dwubiegunowym kanonie i to jest bardzo cenne.

    Chodakiewicz ogłaszając swoje brednie usiłuje zniechęcić publikę do sięgnięcia po książki Snydera. Przestaje być historykiem, poszukiwaczem prawdy stając się niby-politykiem. To żałosne. Przeciętny czytelnik wyłapie z jego tekstu kilka haseł (Gross, szkalowanie Polski itp.) i nadal będzie tkwił w swojej „prawdzie” stojąc twardo po jedynej słusznej stronie.
    Ciekawy jestem, czy redakcja opublikowałaby polemikę… Ktoś spróbuje?

  26. 26 Andrzej

    Panie Tomaszu,

    Polemikę z tekstem Chodakiewicza? Kiedyś spóbowałem ale teraz u niego nie ma żadnej myśli. Jest już tylko ideologiczny młotek. Nudne to wszystko i tyle.

  27. 27 michał

    Szanowni Panowie,

    Proponuję, żeby napisali Panowie list do redakcji tygodnika „Do rzeczy”. Np., żeby zmienili tytuł czasopisma na „Od rzeczy”. A poza tym mogliby Panowie wykazać punkt po punkcie, że Chodakiewicz nie mówi prawdy. Służę pomocą w dobieraniu cytatów.

    Jeżeli redkacja będzie do rzeczy, to opublikuje taki list, a jeżeli nie, to my go chętnie opublikujemy…

  28. 28 Tomasz

    Na razie nie czuję się kompetentny. Może po przeczytaniu książki spróbuję coś zainicjować.

Komentuj





Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja