Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Is this the real life? Is this just fantasy?
Caught in a landslide, no escape from reality
Open your eyes, look up to the skies and see
I’m just a poor boy, I need no sympathy
Because I’m easy come, easy go, little high, little low
Anyway the wind blows – doesn’t really matter to me

Odpowiedź Foxmuldera na mój list otwarty bardzo mnie ubawiła i jednocześnie ciut zasmuciła.  Smętek wziął się z potwierdzenia powszechnej niechęci do jakiejkolwiek dyskusji.  Wszyscy moi bliscy i znajomi pukali się w czoło na wieść o tym, że podjąłem dyskusję z Foxmulderem.  Podobnie komentatorzy na jego stronie żądali, by nie podejmować wymiany z „trollem” (czyli ze mną), litowali się nad biednym niedojdą, ponieważ nie wiem co to „kuc”, wznosili modły i lamenty, a jeden nawet chciał mnie nauczyć pisać (ciekawe po jakiemu, bo na pewno nie po polsku).  Już pierwsze zdanie w replice mego oponenta jest znamienne.  Wskazał na „niektórych” (na przykład kto?!), porównujących rzekomo moją nieskromną osobę do jakiegoś oszalałego endeka, o którym w życiu nie słyszałem, jak gdyby polemika była równie rzadka, co krokodyle w prlowskich zalewach.  (Pomijam już, że na pewno brak mi cnoty wytrwałości śp. Larkowskiego, a zacięcie zdarza mi się tylko przy goleniu.)  Dyskusja, debata, ścieranie się poglądów, to jest treść życia duchowego, krwioobieg myśli, rozrywka wolnych ludzi i powinność intelektualisty.  Nic dziwnego, że sztuka polemiki jest w pohańbieniu, a „intelektualista” stał się niewybrednym epitetem, gdy sama propozycja podjęcia dyskusji spotyka się z drwiną i ogólnym chichotem.

Dyskusja nie jest okopywaniem się na z góry upatrzonych pozycjach, ale zastanowieniem nad innym punktem widzenia.  Polemika, to nie pole dla sofistycznych popisów, to nie metoda zwycięstwa w debacie, ale sztuka dochodzenia prawdy.  Można dojść prawdy w procesie polemiki tylko wówczas, jeżeli z góry przyjmie się możliwość, że racja leży po innej stronie.  Polska kultura była niegdyś sławna z takiego podejścia do dyskusji.  Mieliśmy „nocne Polaków rozmowy” i wielu ludzi pamiętało na całe życie takie debaty, z których wyszło się ze zmienioną opinią.  „Przekonał mnie ten Józef!” wykrzyknął po całonocnej kłótni z Mackiewiczem, Andrzej Bobkowski.  Ale do tego potrzeba niezawisłego ducha, suwerennej myśli i szlachetnego usposobienia.

Przykro mi zatem, że nie będzie żadnej dyskusji.  W zamian będzie tylko przebijanie piłeczek.  Takich piłeczek i szpileczek jest w tekście Foxmuldera co niemiara i to jest być może najbardziej urocza i lekka strona jego artykułu.  Wyśmiewa Foxmulder „nieskazitelność konserwatystów, masakrujących swymi tekstami polrealizm” na naszej witrynie; natrząsa się z idej „poobijanych w przebijaniu się” i ja się śmieję wraz z nim.  Idee bowiem, o ile pamiętam, są z definicji niematerialne, więc trudno im się obijać.  Owszem, całe pokolenia próbują tłuc idee pałkami, wdeptać je w błoto, dręczyć je w lochach, posyłać na Kołymę, albo choćby zamilczeć na śmierć, ale idealnymi będąc, idee się nie dają i za nic sobie mają te wszystkie zniewagi.  I dlatego tak mi smutno, że Foxmulder znalazł się po stronie pałkarzy i prześmiewców.  Osobiście wolę być po stronie tych stetryczałych niezłomnych, którym zadawniony reumatyzm nie pozwala padać na kolana przed każdą nową, olśniewającą odmianą rzeczywistości, by całować ją soczyście w dupę.

Ale dalej, po tym wstępnym smuteczku, jest weselej, a właściwie, to prawdziwy karnawał: Scaramouche rozpoczyna swoje fandango.  Mam oto „kabalistyczną wiarę w magiczne znaczenie słów” i toczę „tytaniczne boje o ich znaczenie”.  O „znaczenie znaczenia”??  To już prawdziwa uczta semantyczna.  Powinienem teraz rozważyć znaczenie kabały, wiary, magii, znaku, znaczenia, tytanicznych bojów i tak dalej, ale semantyka dadaizmu jakoś mnie nie pociąga.  Trudno dopatrywać się znaczeń tam, gdzie się ich programowo unika.  Is this the real life?

Tymczasem fandango postępuje dalej: sowieciarze posługują się rzekomo rosyjskim nacjonalizmem od roku 1943.  W pierwszej chwili wydało mi się to genialnie komiczne, bo zdawałoby się każde dziecko wie, że już w roku 1920 Lenin wykorzystał hasło „walki z odwiecznym wrogiem”, tak jak to zrobił Stalin w 1941.  Ale zaledwie kilka linijek dalej Foxmulder wspomina Brusiłowa, więc wiedział o rosyjskim nacjonalizmie w służbie bolszewików podczas wojny polsko-bolszewickiej, słyszał o smienowiechowcach, tylko wygodniej mu było o tym zapomnieć.  O ile pamiętam przedstawienia commedia dell’arte, to Scaramouche ma rzeczywiście bardzo słabą pamięć, ale bywa też infantylny.

A zatem twierdzenie, że „Rosja nie istnieje” jest pozbawione sensu w oczach Foxmuldera, bo „tak samo można mówić, że współczesne Niemcy to żadne Niemcy, tylko Trzecia Rzesza lub Republika Weimarska”.  Nie.  Nie można tak mówić i na pewno nie „tak samo”, bo to byłby infantylizm.  W polskiej historiozofii rzeczywiście mówi się o wszelkich germańskich tworach państwowych „Niemcy”, ale to nie znaczy, żeby to było słuszne, bądź historycznie uzasadnione, nawet jeżeli tak uważa żona mego przyjaciela.  Do czasów Bismarcka nie było oczywiście nigdy żadnych „Niemiec”, to jest ahistoryczny nonsens.  Podobnie jak do czasów Risorgimento nie było żadnych Włoch itd.  Wszystkie nowożytne państwa tzw. „narodowe”, są sztucznymi tworami.  Jednym z niewielu organizmów państwowych w Europie, który opierał się postępom nacjonalistycznego modernizmu, była Najjaśniejsza Rzeczpospolita.  Ale zostawmy historię, wróćmy do fandanga, bo oto Foxmulder mówi, że „RFN jest spadkobiercą III Rzeszy” a „Turcja Osmańska uważała się za sukcesora Bizancjum i Rzymu”, co jest uroczą niedorzecznością.  Niewiele państw w historii ludzkości odcięło się tak zupełnie i dramatycznie od swego poprzednika, jak to uczyniły zachodnie Niemcy.  Innym przykładem takiego zerwania ciągłości państwowej jest, rzecz jasna, związek sowiecki.  Lenin powiedział „pluję na Rosję”.  Celem bolszewików było zniszczenie wszystkiego co rosyjskie; nawet mówienie ładnie po rosyjsku było niebezpieczne w czasach czerwonego terroru.  Rosja była krajem bogoiskatielstwa, głębokiej prawosławnej pobożności – sowiety są odwróceniem rosyjskości w każdym jej przejawie.  Ciągłość państwowa Rosji została zerwana przez październikowy pucz brutalnie i nieodwołalnie, ale całkowicie zachowana w latach 1989-92 we wszystkich demoludach z sowietami na czele.  Putin odmawia nawet pogrzebania truchła Lenina i każdy bolszewik ze Stalinem na czele jest fetowany w „Rosji”, podczas gdy, dla porównania, w dzisiejszych Niemczech 96 letni były księgowy obozu koncentracyjnego będzie niedługo posłany do więzienia, co prawdę mówiąc, jest skandaliczną niesprawiedliwością.  A Turcja spadkobiercą Rzymu?  Dobry Boże!…

Ale Imperium Rzymskie jest tu akurat przykładem do rzeczy.  Bo czyż nazwałby Foxmulder państwo Gotów powstałe na ruinach imperium – Rzymem?  Barbarzyńcy zniszczyli Rosję i na jej gruzach zbudowali coś innego.  To coś nazywam sowietami.  Nazywanie tego „Rosją” pogarsza tylko konfuzję semantyczną, w której żyjemy.

Foxmulder wskazuje na „ducha narodowego” jako wyróżnik nazizmu i bolszewizmu.  Będę musiał go prosić o oświecenie, bo na duchach się nie znam, ale spirytyzm jest na miejscu w jarmarcznej budzie obok Arlekina i Scaramouche’a.  Zapytam więc z całą pokorą: czy Bach, Goethe i Beethoven wyszli z tego samego ducha co Goebbels i Himmler?  Czy ten sam duch narodowy zrodził Puszkina i Putina?  Ale brnijmy dalej w tym fandango: czy szumowina taka jak Lech Wałęsa zrodziła się z tego samego ducha co Juliusz Słowacki?  Is this just fantasy?

Figury fandanga przeradzają się powoli w korowód śmierci pod piórem Foxmuldera, bo komunizm okazuje się „formą cywilizacji” i „nie wziął się znikąd”.  Już miałem nadzieję, że Arlekin przybędzie i skończy to fandango, ale nic z tego.  Gierek nie uwalniał się od Moskwy nawet w swoich własnych marzeniach, tym bardziej więc jest komiczne, że uwalniał się w marzeniach Foxmuldera.  Caught in a landslide, no escape from reality.

Wydawałoby się, że wystarczy zajrzeć do Golicyna, żeby nie pleść takich dyrdymałków o „uniezależnieniu od Moskwy”, ale Foxmulder sam powołuje się na Golicyna.  Czy byłoby nie na miejscu z mojej strony, zważywszy karnawałowy charakter tekstu mego oponenta, gdybym poprosił o wskazanie miejsca, gdzie Golicyn pisze o rozwartych nożycach, w których jedno ostrze stanowi komunizm, a drugie „zachodni globalizm”?  Czytałem Golicyna wielokrotnie i w głowę zachodzę, gdzie też mógł wspomnieć o tym globalizmie.  Co rzekłszy, wedle wyznawanych przeze mnie zasad, bardzo byłoby mi miło, gdyby Foxmulder zechciał mi wykazać, że się mylę i jeżeli Golicyn pisał o „zachodnim globalizmie” w New Lies for Old, to wydrukuję przeprosiny wielkim literami.  I’m just a poor boy and I do need some sympathy…

A Trump?  Jak to jest możliwe, żeby tyle słów wypowiedziano na temat takiego zera?  The Donald jest politycznym dzieckiem we mgle, które nie potrafi odróżnić swojej własnej dupy od lampy na biurku sekretarza stanu.  Jest pozbawionym wszelkiego wstydu ignorantem.  Jest półgłówkiem tak szalonym, że przy nim komiczny Scaramouche z commedii dell’arte wychodzi na intelektualistę.  Scaramouche jest chytrym kłamcą i pyszałkowatym samochwałą, ale wobec Trumpa wygląda jak wcielenie wszelkich cnót.  Open your eyes, look up to the skies and see!

Porównanie takiej fajtłapy do Reagana jest obraźliwe.  Wskazywanie na rzekomo „golicynowską” proweniencję jego polityki należy bez reszty do surrealizmu politycznego.  Trump nie ma żadnej strategii, bo nie wychodzi myślą poza czubek własnego nosa.  Ten zadufany w sobie buc ogłosił niedawno objawienie, że jako prezydent Stanów Zjednoczonych może sam siebie ułaskawić, co upodobnia go bardziej do Pulicinelli (skoro już tkwimy po uszy w satyrze menippejskiej), niż do Scaramouche’a.  Nie wątpię także, że wyciągnie się sam za włosy z bagna, w które prowadzi cały świat.  Because I’m easy come, easy go, little high, little low.

Foxmulder powołuje się także na Nyquista.  Bóg mi świadkiem, że są poważne różnice między stanowiskiem Wydawnictwa Podziemnego, a pozycją zajętą przez Jeffa Nyquista w sporze z nami przed wielu laty, ale fakt, że się z nim fundamentalnie nie zgadzam, nie oznacza, żebym nie dostrzegał, że jest inteligentnym i myślącym człowiekiem.  Jakim cudem więc, przywołuje Foxmulder Nyquista (obok Golicyna i Pacepy) jako tych, którzy „od dawna byli przekonani, że Trump zaatakuje oszukańczy system, który przez dziesięciolecia hodował sowietyzm”?  Czyżby nie czytał Jeffa Nyquista na temat Trumpa?

Watching the Trump Administration is more and more like watching a funeral procession. The Republic is dead and there follows a parade of fifty hearses for fifty states. So many obituaries, so many political death notices. “Dearly beloved, we are gathered here together to honour the memory of President Donald Trump, who was…. Well, what was he?” We are not sure. But now, of course, he is a political corpse (like the country itself).

There is so much chaos. Those who cling to hope, who believe in the billionaire hero, who believe he is politically yet alive, refuse to see what is before their eyes.

http://www.jrnyquist.com/swallowed-by-the-swamp.html

Bardzo mnie rozbawiło fandango naszego Scaramouche’a i nawet nie zamierzam dotknąć kolejnej postaci rodem z włoskiej commedia dell’arte – nomen omen – Anthony’ego Scaramucci, którego zaledwie kilka dni temu Foxmulder wychwalał jak proroka, co to „dokona czystki”, wymiecie śmiecie establishmentu.  Scaramucci raczej wziął na przeczyszczenie.  Ale po całej tej menippejskiej, karnawałowej orgii, jak to zwykle bywa po wszelkiego rodzaju nadużyciach, ogarnia mnie znowu smutek.

Nie może być powodem do wesołości, kiedy ludzie z najlepszymi intencjami padają ofiarą tak nikczemnego widowiska, jak to które zafundował światu Trump; jak pisze Nyquist, nie chcą widzieć, co mają przed oczami.

Ale smutek mnie ogarnia z wielu powodów.  Po pierwsze, ponieważ optymizm nie zastąpi nam Polski, a jest raczej drogą donikąd.

A po drugie, ponieważ nie lubię wznoszenia pustych haseł, a „make Poland great again” jest doskonałą próżnią w porównaniu z podobnym hasłem o Ameryce.

Anyway the wind blows – doesn’t really matter to me.



Prześlij znajomemu

17 Komentarz(e/y) do “Scaramouche, Scaramouche, will you do the fandango?”

  1. 1 Szapur

    Może Pan opisać spór Wydawnictwa Podziemnego z Jeffem Nyquistem?
    Będę wdzięczny a bardzo mnie to interesuje.
    Pozdrawiam.

  2. 2 michał

    Szanowny Panie (albo Pani),

    Spór miał swoją historię, ciągnął się w czasie i zaostrzał. Może go Pan znaleźć prawie w całości tu: http://wydawnictwopodziemne.com/category/debaty/trojkatna-konstelacja/ . Prawie, ponieważ jeden z artykułów jest wyłącznie po angielsku (wydawało nam się wówczas, że nie warto go tłumaczyć na polski, gdyż wykłada rzeczy oczywiste dla polskiego czytelnika, ale dziś, z perspektywy czasu, wydaje się to błędem). Debata była prowadzona w większości po angielsku i przekładana na polski (ale bywało też odwrotnie).

    Oczywiście najchętniej odesłałbym Pana po prostu do całości, ale po krótce rzecz wyglądała tak: mój towarzysz podziemnej niedoli, Dariusz Rohnka, znał Jeffa od lat. Przekładał i publikował jego książki, dokonał wyboru artykułów itp. W 2009 roku Jeff udzielił nam wywiadu, który ukazał się w dwóch częściach pod polskim tytułem „Trójkątna konstelacja”. Wypowiedział w nim słowa, które obu nas zbulwersowały, a mianowicie, że Polska jest frontowym krajem w walce z komunizmem. Ponieważ wydało nam się to sprzeczne z jego własnymi założeniami, które dotąd podzielaliśmy, to zaczęliśmy drążyć ten temat. Drążenie doprowadziło do zadrażnień, ale skrystalizowało także fundamentalne różnice w rozumieniu sowieckiej prowokacji pt. „upadek komunizmu”.

    Jak mówiłem, większość artylułów jest na naszej stronie w obu językach, jednak równie ciekawe są niektóre komentarze pod artykułami, ale te są tylko w języku oryginału, tzn. nie-Polacy pisali po angielsku.

    Proszę koniecznie dać znać, jeżeli będzie Pan chciał wiedzieć więcej.

  3. 3 Foxmulder

    @ Michał Bąkowski,

    To o rozwartych „golicynowskich nożycach” to moja interpretacja teorii Golicyna.

    Zacytował Pan też Nyquista, choć jego artykuł jest akurat bardzo protrumpowski i uderzający w Głębokie Państwo, które tezy Pan powtarza. Krytyka Trumpa ogranicza się tam do tego, że jest osamotniony w swej walce i przybył za późno:

    „Trump is not going to save us. He is too outnumbered, too outflanked, too late. He is the victim of the Big Lie. „Russia hacked the election.” He doesn’t know how to fight it. He doesn’t know what to do. Even Hannity is going to be dragged down and trampled by this unstoppable, monstrous lie. It is helpful, in this context, to read Diana West’s piece on The Seth Rich Chronology. (…)

    „I say again, even if Trump was in bed with the Russian mafia, Russia did not hack the election. Russia did not want Trump to be president. They wanted Clinton. Those who have followed the Clinton career, with its communist ties and its trips to the Communist Bloc, knows that Russia has only pretended to dislike Mrs. Clinton. Russia only pretended to like Mr. Trump. (…)”

    Pisze Pan: „Tymczasem fandango postępuje dalej: sowieciarze posługują się rzekomo rosyjskim nacjonalizmem od roku 1943. W pierwszej chwili wydało mi się to genialnie komiczne, bo zdawałoby się każde dziecko wie, że już w roku 1920 Lenin wykorzystał hasło „walki z odwiecznym wrogiem”, tak jak to zrobił Stalin w 1941. ” Napisałem, że ten manewr z rosyjskim nacjonalizmem trwa NIEPRZERWANIE od 1943 r. Nie pisałem, że go wcześniej nie wykorzystywali.

    „Bo czyż nazwałby Foxmulder państwo Gotów powstałe na ruinach imperium – Rzymem? ” – nie, ale Państwo Franków już się za spadkobiercę Rzymu uznawało.

    „Putin odmawia nawet pogrzebania truchła Lenina i każdy bolszewik ze Stalinem na czele jest fetowany w „Rosji”, podczas gdy, dla porównania, w dzisiejszych Niemczech 96 letni były księgowy obozu koncentracyjnego będzie niedługo posłany do więzienia, co prawdę mówiąc, jest skandaliczną niesprawiedliwością.” – a tysiące niemieckich zbrodniarzy uniknęło jakiejkolwiek odpowiedzialności i robiło kariery w RFN. Jak widać wsadzano tam do więzień tylko płotki w rodzaju wspomnianego księgowego…

    „A Turcja spadkobiercą Rzymu? Dobry Boże!…” – tak, Turcja Osmańska uważała się za spadkobiercę Bizancjum i Rzym. Proszę sobie poszukać czegoś na temat Turków Rumelijskich.

    Reszta polemiki jest niestety, albo interpretacjami w stylu „Rosja to nie Rosja”, albo tekstami nie na poziomie w stylu „The Donald jest politycznym dzieckiem we mgle, które nie potrafi odróżnić swojej własnej dupy od lampy na biurku sekretarza stanu. Jest pozbawionym wszelkiego wstydu ignorantem. „

  4. 4 Andrzej

    Odnosząc się do artykułu i do faktu, że Pan Foxmulder lubi ilustrować wpisy na swoim blogu, zaproponowałbym w formie kompromisu i nakłonienia go do nie porzucania tej ciekawej dyskusji dwie „ilustracje” do wyboru. Jedną nowoczesną (tzn. świeżej daty), które jak sądzę preferuje i jedną nieco starą, jak sądzę bardziej w typie zaglądającej na te strony „konserwy”:

    https://www.youtube.com/watch?v=ojRj2JK5oCI

  5. 5 Andrzej

    ps. najmocniej przepraszam za zajęcie tak dużej przestrzeni moim powyższym komentarzem. Wpisałem jedynie linki a system komentarzy tak to sobie zinterpretował. O ile interpretację pierwszej linki jestem w stanie zrozumieć (zapewne autor zaznaczył sobie, aby nie zamieszczać wideo na innych stronach internetowych) o tyle nie wiem dlaczego drugą linkę system zinterpretował jako wideo w tak dużym rozmiarze.

  6. 6 Przemek

    Panie Michale,

    z wielką przyjemnością przeczytałem Pana wypowiedź. Nawet w dużej części zgadzam się z Panem.
    Artykuł , poza wartością merytoryczną, jest też bardzo zgrabnie i ze swadą napisany, co dla mnie jest naprawdę ważne.
    Właśnie czytam po raz kolejny książkę p. Tadeusza Wittlina „Ostatnia cyganeria”, rzecz o światku literackim międzywojennej Warszawy. Wydana po raz pierwszy w Londynie w 1974 r. Ja mam niestety egzemplarz z roku 1989 wydany w Polsce (według Pana PRL-u bis) przez wydawnictwo Czytelnik. Motto: „Śmiejmy się! Któż wie, czy świat potrwa jeszcze trzy tygodnie”. Beaumarchais: Cyrulik Sewilski.

    A teraz łyżka dziegciu. Użył Pan określenia „szumowina”. To chyba przesada. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to „”Kto z was bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem”, ale to zapewne też zbyt mocne no i niepotrzebne mieszanie w dysputę religii. Może bardziej adekwatne będzie zdanie z zakończenia starego filmu „Nikt nie jest doskonały”.

    P.S. 1
    Cywilizacje. To słowo pada tu ostatnio często. Rzeczywiście mam wrażenie, że powoli nadchodzi kres Cywilizacji Europy, jaką znamy. To oczywiście trochę jeszcze potrwa. Nie takie padały. Mityczna Atlantyda, czy wspominane tu Rzym czy Bizancjum. Obejrzałem ostatnio na National Geographic film o historii powstania i rozwoju naszej planety. Historia sięga według hipotetycznych oczywiście ustaleń naukowców 4,5 miliarda lat. Zaciekawił mnie zwłaszcza okres panowania na Ziemi dinozaurów. Trwało to ok. 160 milionów lat. Wydawało się, że nic nie może im zagrozić a jednak. I nie było to tak jak w starym głupim dowcipie. Cóż wobec tej historii znaczą nasze lata, wieki czy nawet tysiące lat. Takie spojrzenie uczy pokory.

    P.S.2
    Manowce i meandry. „Cudne”

    Przemek

  7. 7 michał

    Drogi Panie F,

    (Panie Foxmulder brzmi okropnie obcesowo, a Panie Foxmulderze w ogóle nie brzmi.)

    Ma Pan oczywiście rację, że mój tekst nie jest żadną polemiką, ponieważ Pański tekst nią nie był, napisałem to zupełnie wprost. Znowu nieuważnie Pan czyta. Skoro odmówił Pan zastanowienia się nad problemem jako takim, to odbijamy piłeczki. Odbijamy pileczki pojedyncznych argumentów. A zatem od końca:

    Zarówno twierdzenie, że Rosja i sowiety to nie jest to samo, jak też, że Trump to półgłówek o mentalności feldfebla z c.k. armii, są opiniami (a nie interpretacjami, ale Pan nie lubi zastanawiać się nad znaczeniem słów, więc zmilczę), których jestem gotów bronić. Uzasadniałem obie obszernie i gdyby tylko zechciał Pan podjąć dyskusję, to oczywiście byłyby one kością niezgody i przedmiotem rozważań. Rzecz jasna, na jakim poziomie są moje dywagacje, nie mnie się wypowiadać, ale przypuszczam, że nie na niższym niż co-po-niektóre wypowiedzi na Pańskiej stronie. Czy mam przytaczać przykłady?

    Będę do zgonu wdzięczny za polecenie „szukania czegoś na temat Turków Rumelijskich”, ale jeżeli wolno, pozwolę sobie Panu przypomnieć, że słowo „rumelijski” pochodzi z tureckiego „Kaisar i Rum” czyli rzymski cezar (och, tak mi przykro, że znowu o tym znaczeniu słów, czy to już kabała, czy tylko magia?). Każdy cesarz od czasu Juliusza Cezara nawiązywał do tego samego tytułu, z czego doprawdy nie wynika jakakolwiek ciągłość państwowa – a o tym była mowa. Carowie Wszechrosji także uważali Moskwę za „Trzeci Rzym”, czy zatem i oni w Pańskich oczach są spadkobiercami Rzymu?? Chyba nie. Ciągłość państwowa da się w miarę obiektywnie określić. Na przykład: nie ma żadnej między imperium rzymskim a barbarzyńskimi państwami powstałymi na jego gruzach, włącznie ze Świętym Rzymskim Cesarstwem Narodów Niemieckich. Jest zaledwie CHĘĆ, intencja nawiązania, ale nie ma ciągłości. Toteż historia słusznie odrzuca takie nieuzasadnione pretensje i nie nazywa tego Rzymem. Zapewniam Pana, że podobnie w przyszłości nikt nie będzie nazywał sowietów Rosją, bo są równie sobie odległe.

    Jeżeli naprawdę, z całą powagą, utrzymuje Pan, że współczesne nam Niemcy są bezpieczną przystanią dla nazistów, to ja wymiękam. Nie wiem, jak Pana przekonać, że się Pan myli, bo trudno przekonać do oczywistości. Czy sufit nad moją głową jest czarny?

    Co do roku 1943 znowu wymiękam. Na przykład: jeżeli będę Panu pitolił na temat znaczenia słów od północy do południa, to nie powie Pan przecie sensownie, że pitoliłem od ósmej nad ranem, nie? Jeżeli coś się dzieje nieprzerwanie od 1920 roku, to nie ma sensu mówić, że się dzieje nieprzerwanie od 43. Czy się mylę?

    Albo Pan czytał inny tekst JRN o Trumpie, albo niedokładnie Pan zrozumiał, co on pisze, ale zapewniam Pana, że to nie jest laurka pod adresem Pańskiego „osamotnionego w walce herosa”.

    Być może to Pana zdziwi, choć nie powinno, ale nie jestem po stronie waszyngtońskiej sitwy (głębokiego państwa, wedle Pańskiej terminologii), ani Hilarii Clintonowej, ani lewackich mediów i Hollywoodu, które ściągają Amerykę w przepaść. Ale to nie znaczy, żebym był ślepym na naturę prezydentury Trumpa. Równie dobrze mógłby mi Pan zarzucać, że jestem po stronie Goebbelsa, gdyż tak jak on twierdzę, że to bolszewicy wymordowali polskich oficerów w Katyniu. Nie, drogi Panie. Jeżeli mój wróg nazywa stół stołem, to nie znaczy, żebym ja nazywał toto rowerem. To byłaby rezygnacja ze zdrowego rozsądku.

    I wreszcie ten nieszczęsny Golicyn. Anatolij Golicyn musiał się ukrywać do końca życia. Nawet jego śmierć jest owiana tajemnicą. Nie wolno postępować w taki sposób z człowiekiem, dla którego jego poglądy były kwestią życia lub śmierci. Pańska „interpretacja” jest sprzeczna z literą i z „duchem” Golicyna. Napisał Pan: „opisaną przez płka Anatolija Golicyna strategię rozwartych nożyc”, a on niczego takiego nie opisał, więc to jest, delikatnie mówiąc, nadużycie. To nie jest żadna interpretacja, ale aroganckie podpieranie się autorytetem wielkiej i tragicznej postaci.

    Oczywiście zawsze i wszędzie gotów jestem podjąć poważną debatę na prawie każdy temat, aż do Trumpa włącznie. Jeżeli Pan, lub ktokolwiek inny, zechce mnie poważnie przekonać, że Trump jest wart „drugiego spojrzenia”, to uczynię to z chęcią.

    I z chęcią zmienię zdanie. Ale na razie nie widzę żadnych powodów, żeby to uczynić.

  8. 8 michał

    Panie Andrzeju,

    Nothing really matters … but MOI…

    Miss Piggy nagle wydała mi się bardzo „Trumpesque”.

    Nigdy nie widziałem takich rzeczy, nie byłem nawet świadom ich istnienia, ale Jim Henson może zajmować tyle miejsca na wp, ile mu potrzeba. W końcu, staliśmy się karnawałowym podziemiem. Bardzo dziękuję.

  9. 9 michał

    Panie Przemku,

    Historia o jawnogrzesznicy w Ewangelii jest warta zastanowienia. „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem”, powiedział Pan do faryzeuszów. Ale kiedy odeszli zmieszani, to zapytał: Czy nikt cię nie potępił? Zatem i ja cię nie potępiam. Idź i nie grzesz więcej.

    Pan Jezus nie powiedział: eee, nie martw się, wszystko jest cacy i możesz się puszczać dalej, tylko: idź i nie grzesz więcej. W dzisiejszym świecie nie ma grzechu, wszystko jest dozwolone, a metaforycznym odpowiednikiem rzucania kamieni jest nazwanie grzechu grzechem.

    Ale to nie jest nauka z Ewangelii. Pan Jezus nazywał grzech po imieniu. I przebaczał. Kościół w swej nieskończonej mądrości, poucza nas, że warunkiem odpuszczenia grzechów, jest ich wyznanie, żal i szczere postanowienie poprawy.

    Czy Lech Wałęsa przyznał się do swoich udowodnionych grzechów? Nie ma nawet co pytać o żal bądź postanowienie poprawy. Ten człowiek nazywał siebie samego „antykomunistą”, gdy był ubeckim agentem. Ale nawet gdyby nie był, to jego działalność była całkowicie na rzecz komunistom.

    Nazwanie kogoś takiego szumowiną jest chyba tylko przesadnym cackaniem się. Może ma Pan rację. Nie szumowina, ale kanalia.

  10. 10 Foxmulder

    @ Michał Bąkowski,

    Wielce Szanowny Panie Michale,

    Pisze Pan: „Jeżeli naprawdę, z całą powagą, utrzymuje Pan, że współczesne nam Niemcy są bezpieczną przystanią dla nazistów, to ja wymiękam. Nie wiem, jak Pana przekonać, że się Pan myli, bo trudno przekonać do oczywistości. Czy sufit nad moją głową jest czarny?”

    Słyszał Pan kiedykolwiek o takiej postaci jak Heinz Reinefarth?

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Heinz_Reinefarth

    Główny sprawca Rzezi Woli, mający na sumieniu dziesiątki tysięcy Polaków. Uniknął jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje czyny. Po wojnie był szanowanym burmistrzem miasteczka Sylt i deputowanym do landowego parlamentu.

    Słyszał Pan o Hermannie Josefie Absie? Jeden z architektów hitlerowskiej polityki grabieży Europy, po wojnie prezes Deutsche Banku i doradca kanclerza Adenaura.

    https://en.wikipedia.org/wiki/Hermann_Josef_Abs

    Hans Globke? Współautor Ustaw Norymberskich, najbliższy współpracownik Adenauera, szara eminencja CDU.

    https://en.wikipedia.org/wiki/Hans_Globke

    Nawet opracowania sporządzone na zlecenie niemieckich władz mówią, że kadry w powojennym MSZ RFN, sądownictwie, policji i służbach specjalnych składały się w ogromnej części z danych nazistów.

    Książka „Cicha pomoc dla nazistów” pokazuje jak aparat sprawiedliwości RFN robił wszystko, co tylko możliwe, by nazistowscy zbrodniarze unikali kar. Jest tam opisany m.in. przypadek zbrodniarza z obozu koncentracyjnego Teresin, który uniknął wyroku, bo niemiecki sąd uznał, że 1200 obciążających go zeznań nie ma wystarczającej wiarygodności by go skazać. Opisane tam jest również jak niemieckie służby dyplomatyczne chroniły dawnych nazistów przebywających na emigracji.

    http://www.replika.eu/index.php?k=ksi&id=574

    A kwestia określenia „polskie obozy zagłady”? Ukuł je wywiad RFN w połowie lat 50-tych a z premedytacją propaguje niemiecka telewizja publiczna ZDF.

    Pod względem prawnym RFN jest oczywiście spadkobiercą III Rzeszy. Dlatego m.in. niemieckie sądy uznały, że nie należy zwracać majątku polskim organizacjom w Niemczech, bo konfiskata tego majątku – na mocy dekretów Goeringa – była legalna.

    Więc proszę nie rżnąć głupa i „nie wymiękać”. Jeśli o czymś nie pisali Mackiewicz, Nina Karsov i Szymon Szechter, to nie oznacza, że tego nie było.

    Ps. Nie płakałem po ofiarach bombardowań Drezna. I mam nadzieję, że ten 96-letni przedstawiciel „narodu panów”, który trafił do więzienia za służbę w Auschwitz, otrzyma w pierdlu odpowiednią „opiekę” od tureckich kolegów z celi.

  11. 11 michał

    Po pierwsze, trzeba być ignorantem urodzonym wczoraj, albo wypaść kozie spod ogona, żeby zdołać napisać takie bzdury, jak Pański komentarz powyżej.

    Po drugie, na tej stronie nie cytuje się wikipedii, bo nie jest to rzetelne źródło, na którym można polegać. http://wydawnictwopodziemne.com/2009/12/20/oswiadczenie-redakcji/ Może Pan cytować kogo Pan zechce w Łżeczpospolitej, ale u nas proszę się stosować do naszych zasad.

    Po trzecie, osadzenie 96 letniego starca w więzieniu za to, że 75 lat temu był księgowym w obozie koncentracyjnym, jest szokującą niesprawiedliwością. Co miał Pańskim zdaniem zrobić? Odmówić? Co Pan by zrobił na jego miejscu albo w prlu? Co robili Pańscy rodzice albo dziadkowie? Odmawiali być księgowymi? Jak wobec tego przeżyli?

    Po czwarte, Pańskie pragnienia dotyczące losu starca w więzieniu i nieskrywana przyjemność, jaką Pan stąd czerpie, świadczą, że nie jest Pan chcrześcijaninem. Powoduje się Pan stadną nienawiścią i chęcią zemsty. Takie oczywiście Pańskie prawo, ale proszę łaskawie nie afiszować się ze swym pogaństwem tutaj.

    Po piąte, człowiek, który nie potrafi dostrzec, czym jest Trump, nie rozpoznałby rzeczywistości, nawet gdyby trzasnęła go z całej siły w gębę. Ale z drugiej strony, człowiek, któremu wydaje się, że „rumelijscy Turcy, to spadkobiercy Rzymu”, nadaje się w sam raz do analizy nieistniejącej „strategii politycznej Trumpa”, więc niech już Pan na tym poprzestanie.

    Po szóste, zważywszy poziom Pańskich analiz i jakość Pańskich źródeł, proponuję, żeby pozostał Pan przy dziennej posadzie. W Łżeczywistości można na pewno pisać takie głodne kawałki bez ładu i składu, tam Pański styl i polszczyzna są na pewno na miejscu. Tu jest Podziemie. Tu trzeba myśleć.

  12. 12 Górnoślązak

    Panie Bąkowski, nie wiem jak pana przodkowie, ale moi nie bywali księgowymi w obozach koncentracyjnych ani katowniach UB. Ten biedny staruszek mógł po prostu odmówić służby w obozie koncentracyjnym, było to możliwe, ale wtedy prawdopodobnie trafiłby na front do normalnej liniowej jednostki i narażał życie stając naprzeciwko sowieckich czołgów(tak jak moi krewni z Tychów i okolic Rybnika powoływani do Wehrmachtu, właściwie bezprawnie, bo nie byli obywatelami Rzeszy), jednak wygodniej, bezpieczniej było służyć w obozie. Może pan tupać nogami, zatykać uszy i krzyczeć, że Wikipedia jest zła, ale nie zakrzyczy pan faktów przytoczonych przez Foxa, a one są wymowne – całe rzesze nazistów z rękoma umazanymi krwią po łokcie robiło w RFN kariery i uniknęło odpowiedzialności za swoje grzechy. Nie cenię pana działalności publicystycznej, nie podzielam większości poglądów, ale za kompletnego ignoranta pana nie miałem, przynajmniej do teraz. Lubi pan oceniać kto jest chrześcijaninem, a kto nie, widać jest pan ekspertem, to niech mi pan powie co takiego głęboko chrześcijańskiego było w carskiej Rosji? Ikony pisali, cerkwie budowali, na pielgrzymki chodzili? To było to głębokie chrześcijaństwo? A wojny zaborcze, niewolnictwo utrzymujące się do drugiej połowy XIX w., masy żyjące w biedzie i ciemnocie, to wszystko było głęboko chrześcijańskie, prawosławne? Powtórzę za innymi – komunizm się w Rosji przyjął, bo padł tam na podatny grunt, umysłowość przeciętnego Rosjanina rządzonego knutem i ukazem, kopanego przez pana z dworu i trzymanego w ciemnocie przez równie ciemnego popa przyjęła go. Pan jako typowy przedstawicie pewnego typu polskich konserwatystów nie jest w stanie tego przyjąć do wiadomości, woli pan udawać, że to tylko sowieci są źli, ewentualnie imperialiści z Zachodu, a ta stara Rosja to była taka cacy, głęboko prawosławna. Proszę się wziąć w garść i zapanować nad nerwami, bo pańskie posty są coraz mniej merytoryczne i coraz bardziej napastliwe, słowo „dupa” chyba też nie przystoi kulturalnym Polakom? Tu jest Podziemie, tu trzeba trzymać poziom.

  13. 13 Przemek

    Panie Foxmulder(ze),

    jak już napisałem wcześniej, przeczytałem pierwszy Pana artykuł z zaciekawieniem (co nie oznacza, że zgadzam się z tezami tam zawartymi). Niestety ostatni wpis jest poniżej wszelkich dopuszczalnych zasad retoryki i logiki. O przyzwoitości nie wspomnę. Nie przepadam za dosadnymi określeniami p. Michała, ale „wypaść kozie spod ogona” jest doprawdy aż nadto delikatne.
    Co do płaczu, ja również nie płakałem nad ofiarami zbombardowanego Drezna, podobnie jak Warszawy, Londynu, Moskwy i tysięcy innych. Wiek mi na to nie pozwolił. Dla mojego (nie wiem jak w Pana przypadku) pokolenia to jednak historia. Przejmująca ,zatrważająca, ale jednak historia. Chyba nie ma sensu tu dywagować nad absurdem i okropnością wojny.
    Mój dorosły już syn i jego rówieśnicy mają jeszcze dalszą perspektywę i chwała im za brak podłych uprzedzeń.
    Ostatnie zdanie Pana wypowiedzi o, jak to Pan określił, „opiece” jest dla mnie odrażające.
    Zupełnie nie rozumiem też, dlaczego tureckiej. Czy ma Pan na myśli sukcesję wspomnianej wcześniej Turcji Osmańskiej? Nie potrafię doszukać się żadnego związku.

    Przemek

  14. 14 michał

    Szanowny Panie Górnoślązaku,

    W przeciwieństwie do Pana, nie mam w zwyczaju tupać nogami, ani nikogo zakrzykiwać. Nawet Pana, choć Bóg mi świadkiem, nie mam pojęcia, w jakim celu zaakceptowałem Pański komentarz. Najwyraźniej nie znoszę cenzury jeszcze bardziej niż nie lubię tego rodzaju „wypowiedzi” jak Pańska.

    W tym kontekście, sprawił mi Pan niekłamaną przyjemność, że zechciał Pan nie cenić mych skromnych artykułów. Coś musiałoby być z nimi nie w porządku, gdyby je Pan cenił. Podobnie jest z oceną mej ignorancji. Zapewniam Pana z ręką na sercu, że czuję się ignorantem i dyletantem, i ogrom mej niewiedzy mnie przytłacza, ale trudno doprawdy sformułować pytanie z większą nieznajomością rzeczy niż „ikony pisali, cerkwie budowali, na pielgrzymki chodzili?”

    Nawet bez Pańskiego wyraźnego przyznania i tak sam jestem w stanie zrozumieć, że tylko „powtarza Pan za innymi”. Jak to mówi bohater rosyjskiej powieści (Strach, strach! Rany Boskie! Uuu, Rosjanin! Znaczy zbrodniarz, a ja zaprzaniec, bo go cytuję!):

    „Łżyj mi, ale łżyj po swojemu, a ja cię uściskam. Zełgać po swojemu – to nieomal lepsze niż powtórzyć prawdę za kim innym: w pierwszym wypadku jest się człowiekiem, w drugim tylko papugą!”

    Pan najwyraźniej nie jest jeszcze gotów myśleć samemu, ale lubi Pan powtarzać za innymi te nieziemskie i ahistoryczne androny o Rosji i życiu pod knutem. Przeczytaj Pan rosyjską powieść, a potem dla porównania angielską z tego samego czasu i porównaj Pan gdzie się gorzej żyło. W całym gigantycznym imperium rosyjskim w roku 1905, czyli w roku rewolucji, było mniej policjantów, niż Brytyjczycy mieli w samej Irlandii. Ale to są tylko fakty, a nie nacjonalistyczne mrzonki. Co Pana mogą obchodzić fakty, skoro nie zgadzają się z Pańską teorią?? O przepraszam, z cudzymi teoriami, które Pan „powtórzy za innymi”… Z teoriami powtarzanymi w kółko, do znudzenia, przez wszystkich. Fuj, co za nudy.

    Rozmowa na poziomie „taka cacy” jest odpowiednia w wieku przedszkolnym. Właściwie zresztą nie wiem, nie bywam w prlu, więc może w Łżeczywistości tak się dyskutuje. Tu proszę, „się wziąć w garść i zapanować nad nerwami”. A dupa, jak to dupa, może i nie przystoi na Górnym Śląsku, ale w Podziemiu staramy się nazywać dupę po imieniu. Komu się weselić, jak nie nam – kontrrewolucjonistom?

    A zatem dziękuję za pouczenie, ale nie skorzystam.

  15. 15 michał

    Panie Przemku,

    Mogę się tylko domyślać, ale sądzę, że Foxmulderowi chodziło o to, że tureckie gangi panują nad więzieniami w Niemczech, podobnie jak np. algierskie gangi we Francji albo muzułmańskie w Anglii.

    Przypuszczam, że tureccy bandyci w niemieckich więzieniach są niezwykle brutalni wobec niemieckich więźniów, tak jak większość bandytów we wszystkich więzieniach na świecie zachowuje się okrutnie wobec więźniów-burżujów. I to właśnie tak cieszy Foxmuldera.

    Miejmy nadzieję, że nigdy w życiu nie zazna więzienia na własnej skórze i nie będzie narażony na „opiekę kolegów z celi”.

  16. 16 Przemek

    Panie Michale,

    w jednej z odpowiedzi użył Pan określenia Łżeczpospolita „Może Pan cytować kogo Pan zechce w Łżeczpospolitej …” Nie do końca rozumiem znaczenia, czy chodzi o gazetę, czy też miał Pan na myśli bardziej ogólne określenie – jakie? Zakładam, że litera „ż” została użyta celowo (bardzo zgrabny kalambur, ale przesłanie jest również ważne). No i mam teraz dylemat. Być przeciw czy nie, no i jak bardzo (tu jak Pan widzi zakładam już z góry, że będę, ale gdzie jak gdzie, tutaj to chyba uchodzi).

    Przemek

  17. 17 michał

    Chodzi o gazetę.

    Oczywiście proszę się nie zgadzać do woli, być przeciw, jeżeli ma Pan argumenty przeciw. Nie wiem, dlaczego to stawia Pana przed dylematem.

Komentuj





Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja