Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Dariusz Rohnka


Gdy podaż kształtuje popyt

Ostatnio, w rozmowie, ktoś przypomniał mi zabawę w przedsklepową kolejkę, podbolszewicką dziecięcą rozrywkę, którą świetnie opisał swojego czasu Józef Mackiewicz. W przeciwieństwie do wielu innych zabaw, kolejka jest odbiciem dorosłej rzeczywistości. Dzieci stoją jedno za drugim grzecznie, oczekując każde na swoją… kolejkę, jest milicjant z pałką pilnujący porządku, albo i nieporządku. Niby nic takiego. Nie bardzo skomplikowana zabawa, a jednak mówiąca sporo, choćby o tym, jak świat dziecięcy postrzega świat dorosłych. Z jakiegoś powodu te obserwacje na ogół nie wypadają dobrze.

W realnym świecie kolejka jest zwykle wynikiem ograniczonej podaży: brakuje chleba, masła, kawy, mydła; ludzie grymaszą, albo i nie grymaszą – stoją. Niekiedy z życiowej konieczności, gdy wokół głód i wojna; czasami dla kaprysu, po upragniony bilet na koncert, po nowy model telefonu, w oczekiwaniu na miejsce w restauracji. Bywają kolejki szczególnie charakterystycznym znakiem czasów, jak w peerelu, dobre trzy, cztery dziesiątki lat temu. Zaczęło się od cukru, już w roku 1976. Dlaczego w kraju buraka cukrowego miało akurat brakować cukru, na to pytanie ani myślę odpowiadać. Z całą pewnością znajdą się liczni specjaliści, którzy wyłożą czarno na białym, że wegetacja rośliny nie nadążała za jej konsumentem. O wiele istotniejszy wydaje się inny aspekt – dolegliwości tego akurat braku. peerel, eksperymentalne poletko bolszewizmu, przygotowywany był na nowe, doniosłe doświadczenie, a cukier okazał się wyśmienitym katalizatorem niezbędnych przemian. Brak, drugie imię socjalizmu, osiągnął był na danym etapie dziejowym szczyty perfekcjonizmu, kolejka stała się najcharakterystyczniejszym znakiem antycywilizacji. Przyszedł moment, gdy obywatel ustawiał się w ogonku, nie wiedząc nawet, co akurat będzie/nie będzie przedmiotem socjalistycznej podaży; czy, dajmy na to, dystrybuowane buty pasują/nie pasują na jego osobistą nogę; czy w ręce wpadnie mu lodówka, a może jednak pralka.

Mimochodem dokonano epokowego odkrycia, po raz kolejny stawiając biednego Marksa na głowie – to nie byt, ale podaż kształtuje świadomość. Obmyślono nowy model pierekowki, oparty nie na strachu, a na luksusie pospolitego popędu. Rygorystyczny warunek postawiono jeden – darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.

Przyszedł wreszcie moment, kiedy nowy model trzeba było poddać próbie. Należało sprzedać światu fantasmagorię „upadku komunizmu”. Niełatwe zadanie. Po pierwsze, nie było na świecie człowieka, który spodziewałby się takiego zdarzenia w dających się ogarnąć ramach czasu. Po drugie, istniał (wbrew panującej obecnie legendzie) niemal całkowity brak społecznego zapotrzebowania, absolutny brak popytu na tego rodzaju „epokowe” wydarzenie. Nie tylko szary obywatel nie oczekiwał upadku od komunizmu, także dysydenckie „elity”, przepojone duchem socjalizmu, względnie ustrojowego rewizjonizmu, na nic podobnego liczyć po prostu nie chciały. Mówiąc obrazowo, jeśli nawet duch kapitalizmu panoszył się w mózgach obywateli zasiadłych przy okrągłym stole, z całą pewnością nie były to umysły opozycyjne.

Cóż począć, skoro to jednak podaż kształtuje świadomość? Choć bano się nieco, czy aby władza nie szykuje jakiej nowej a drastycznej niespodzianki, rzezi opozycyjnych aktywistów na przykład (dociekliwym polecam ówczesną lękliwość towarzysza Mazowieckiego), wyboru nie było, leżącą na ulicy władzę brać było trzeba. Rychło okazała się nie taka znów ciążąca. Ledwie po kilku miesiącach przywyknięto do nowego. Owo nowe nie było nawiasem nadto drastycznie inne – poza kurtuazyjną zamianą szyldów, ubraniem orła w koronę (bezwstyd nie zna granic!), gmachy kluczowych instytucji pozostały przecie w niezmienionym kształcie. Do zrobienia pozostał jeden drobny szczegół – wyeliminować ostatnich wątpiących.

Patrząc na zagadnienie od kuchni, jak ją dzisiaj pamiętam, przebieg zdarzeń nie przestaje zdumiewać. Organizacje jak LDP„N” czy Solidarność Walcząca, od początku, zapewne mniej więcej od lata 1987 roku, wiedziały z niechybną pewnością, że na arenę wkracza kolejna, zwycięska (jak to ona) prowokacja. Pozostając w zgodzie z tak rozpoznanym stanem rzeczy, obie organizacje (a także liczne inne literki) zgodnie wezwały do zbojkotowania pseudowyborów z czerwca 1989. A jednak – podaż prowokacji okazała się bezlitosna. Ledwie kilka miesięcy później przedstawiciel LDP„N” w Paryżu, Józef Darski (Jerzy Targalski), ten sam Darski, który jako pierwszy streścił i przełożył na polski prognozy Golicynowskiego „New lies for old” (prognozy, które akurat spełniały się jedna za drugą), zasugerował w liście do kolegów radykalną zmianę, realnie rzecz biorąc – wsparcie pierestrojki. Pisał bodaj czy nie tak: wiemy, że to prowokacja, ale jeśli teraz nie wyjdziemy z podziemia, nie weźmiemy w całym tym przedsięwzięciu [w komunistycznej prowokacji] udziału, zostaniemy zmarginalizowani, przestaniemy liczyć się jako organizacja polityczna.

Dziś, choć trudne to do uwierzenia, Targalski mówi jakby to samo – wszak, powiada, komunizm upadł. (Czy pamięta jeszcze, że to była prowokacja, tego nie chce mi się dociekać.) Co właściwie ma na myśli? Gdzie szukać klarownej odpowiedzi, rozwiązania niewątpliwej zagadki? Może u kolegów z Solidarności Walczącej, którzy niemal dokładnie w tym samym czasie, skłaniali się w stronę… identycznie motywowanej decyzji?

W niewielkiej broszurce zatytułowanej „Uwolnić Kornela Morawieckiego!”, wydanej przez wrocławskie wydawnictwo „Lena” (to samo wydawnictwo, które swojego czasu wydało absurdy Eberhardta), natknąłem się na zdumiewającą wypowiedź głównego bohatera tejże opowieści. Morawiecki, legendarny (bo czy nie legendarny?) szef SW pisze tak:

Rozpadło się „w proch i pył”, coś, co większości – w tym wytrawnym ekspertom i znawcom – zdawało się nienaruszalne: złowrogie sowieckie imperium, upadł światowy blok komunistyczny. My, członkowie Solidarności Walczącej, nie należeliśmy do tej pesymistycznej większości. Praktycznie wbrew wszystkim jako jedyni głosiliśmy nadejście tych zmian. Wielu tylko dlatego określało nas mianem oszołomów. Ba, część tych mało przenikliwych ludzi do dziś skłonna jest tak nas oceniać. A przecież to nam właśnie historia przyznała rację, nie im.

Cóż Legenda próbuje nam powiedzieć? Czy nie jest to aby przekaz triumfu? Morawiecki mówi: racja jest po naszej stronie, po stronie rzekomych oszołomów. Deklaracja zwycięstwa? Jeśli tak jest w istocie, kiedy, gdzie nastąpiło to zwycięstwo? W jakich to okolicznościach komunistyczny kolos runął pod naporem Solidarności Walczącej? A może jest całkiem inaczej, może zwycięstwo przyszło mimochodem? Niby ślepej kurze ziarno. Przez kogo sprokurowane?

I owszem, Solidarność Walcząca miała swój udział w „upadku komunizmu”. W styczniu 1990 roku (gdy kluczowe decyzje dawno już zapadły), SW w koalicji z KPN-em przeprowadziła bezkrwawe ataki na lokalne komitety pzpr. W górę poleciały partyjne papiery, aparatczycy spotnieli ze strachu. Ledwie po paru dniach, może tygodniach, pzpr przestała istnieć. Czy za sprawą aktywności SW i Morawieckiego? Czy może szumne ataki były jedynie zgrabnym płaszczykiem, przykrywającym istotę przemiany – zamiany komunistów w demokratów, w jednej dziejowej minucie? Czy podaż prowokacji okazała się nieodparta?

SW z Morawieckim opierała się bodaj czy nie najdłużej. W 1990 roku, na miejsce podziemnej SW powstała Partia Wolności (a jakże), sam Morawiecki wystartował w „wyborach prezydenckich”, uzyskując marny wynik. Fakt pozbawiony jakiegokolwiek znaczenia, niemal. Bo warto jednak przypomnieć, że Morawiecki nie był zwyczajnym kandydatem, ale „symbolem” antykomunistycznego podziemia. Tytułowe zawołanie z broszury: uwolnić Kornela Morawieckiego! przez wiele miesięcy nie schodziło z łamów podziemnych pism, płotów, murów budynków. O jego uwolnienie zabiegały dziesiątki, jeśli nie setki organizacji na całym świecie. Uwolnić Kornela! było hasłem roku 1987, i pewnie też następnego. I wówczas, w rozkwicie wszechświatowego krzyku w obronie antykomunisty, bolszewicy zdecydowali się na krok szczególny. Wyekspediowali Morawieckiego, wraz z aresztowanym nieco później Andrzejem Kołodziejem, do Włoch – bez prawa powrotu. Przywódca SW stał się banitą. Czyżby bano się go aż tak bardzo? Czy wynik jaki osiągnął, przystępując do prowokacji w roku 1990 nie podpowiada, że mylono się (i to bardzo)?

Upadł komunizm – tak mówi stare pokolenie antykomunistycznych wyjadaczy, tak mówią młodsi, jak choćby ludzie skupieni swojego czasu w krakowskim Klubie im. Józefa Mackiewicza. Czy wolno ich podejrzewać o złe zamiary? Absolutnie nie. Odnieść za to można wrażenie, że to ich wszystkich przekonanie o upadku komunizmu nie ma charakteru stałego, nie jest linią prostą, z punktu A do punktu B, a czymś w rodzaju sinusoidy. Gdy „nasz” akurat przy korytku, Olszewski jakiś czy Kaczyński, wówczas, i owszem, upadł był komunizm, przyznają jakby bardziej ochoczo; gdy do „głosu” dojdzie jakaś wraża frakcja, sld na przykład, oj! to larum, gwałt na demokracji, dekomunizować psubratów! Prowadzi to wszystko do kolejnego z podażowych zjawisk – podaży niepewności. Ten ich bowiem upadły komunizm zbudowany jest jakby trochę na fundamencie z piasku. Wiedzą o tym, widzą, partycypują przecież nieustannie. Wydawnictwo Podziemne nie ma wyłączności na realistyczny obraz tutejszości.

Proszę się nie obawiać, nie będę tu i teraz obrazu peerelu, jakim go widzę niezmiennie, roztaczać ponownie. W zamian chciałbym zaproponować podjęcie nużącej refleksji nad zjawiskiem, które nasi adwersarze nazywają upadkiem komunizmu. To zaś prowadzi nieuchronnie do kolejnej próby… zdefiniowania problemu.

A zatem, „upadł komunizm, bo…”, zarówno peerel, jak też i inne kraje bloku sowieckiego, zatraciły swój pierwotny charakter ustrojowy – przewodnia rola partii zakończyła swoją dziejową misję, upadł socjalizm, nastał kapitalizm. Czy wystarczająco ściśle przedstawiam zdanie odmienne (od mojego)?

Pomijam, jako marginalną, kwestię kapitalizmu, który jakoś nie bardzo zgadza się z moim własnym, o kapitalizmie, wyobrażeniem. Są w tej definicji kwestie do omówienia ważniejsze, właściwie jedna kwestia – ustrojowa. Od 1917 roku począwszy, od powstania pierwszego na świecie „państwa proletariatu”, komunizm, jako forma bytu politycznego, łączony był nieodzownie z dwiema podstawowymi cechami: społeczną formą własności środków produkcji oraz kierowniczą rolą partii proletariatu, w skrócie „proletariacką dyktaturą”. Czy to się zgadza?

I otóż, pomijając pierwsze, po-przewrotowe lata, gdy w młodej bolszewii dopuszczano tu i ówdzie jakieś formy spontanicznej dyskusji, oba te zasadnicze filary komunistycznego ustroju, nigdy (nie tylko w realnym świecie, ale nawet w formie otwartej debaty) w praktyce nie funkcjonowały. Nigdy, na przestrzeni kolejnych stu lat, ani jedna z tych żelaznych reguł nie miała racji bytu, co (rzecz całkiem oczywista) jest wręcz beznadziejnym komunałem. Władza i wszystko co poza nią, materialne, zawsze należała do jednego, kilku lub kilkunastu bolszewików. Jeśli zatem, argumentem ludzi mówiących o upadłym komunizmie miałaby być przemiana ustrojowa, o niczym podobnym mowy być nie może – ustrój zwany socjalistycznym, z którym przyszło nam obcować przez kolejnych kilkadziesiąt lat, nigdy nie stanowił celu samego w sobie. Był jedynie nonsensowną ideologiczną fasadą ponurej bolszewickiej metody. „Stanowisko partii”, jak ze swadą przekonywał swojego czasu towarzysz Gomułka, nigdy nie było „zgodne z wolą narodu”. Po pierwsze dlatego, że partia jako wielomilionowa zbiorowość wylęknionych aktywistów, jako całość, nie posiadała podmiotowości politycznej, nie mogła zatem zająć stanowiska w jakiejkolwiek kwestii (mogła co najwyżej wyrażać aplauz, a i sam ten aplauz podlegał ścisłej regulacji). Po drugie tzw. wola narodu, nieważne czy w roku 1968, czy współcześnie, była, i jest nieodmiennie, rodzajem ideologicznego szachrajstwa, propagandową lipą.

A jednak była to praktyka realnego socjalizmu, powiedzą adwersarze, widoczna dla każdego gołym okiem. Realna była dyktatura partii, ścisła kontrola niemal każdej sfery życia społecznego, politycznego, gospodarczego. Wszystko było w komunistycznych rękach. A dzisiaj – czy nie rozkwita nam różnorodność? Czy sama władza nie przechodzi z rąk do rąk, choćby najpaskudniejszych? I rzeczywiście, argument wyborny, bo czyż rotacja w tej przestrzeni nie jest faktem bezspornym? Spójrzmy jak było w ciągu lat ostatnich, bez mała trzydziestu, w telegraficznym skrócie, w samym tylko peerelu: zaczęło się od Mazowieckiego, starego towarzysza (czy wychwalać walory jego ideowych predylekcji?); następni byli Bielecki i Olszewski (z gabinetami naszpikowanymi agenturą niczym wielkanocna baba rodzynkami); po nich Pawlak, reprezentant polskiego stronnictwa ludowego (całkiem jak niegdyś był Mikołajczyk); dalej Suchocka, działaczka stronnictwa demokratycznego – jednego z dwóch koalicjantów pezetpeeru; znowu Pawlak (już jakby mniej nieco wystraszony), dawny (choć jakiż jeszcze wtedy młody) towarzysz ludowy; i dalej… Oleksy, Cimoszewicz, Buzek, Miller, Belka… czy nie imponująca karuzela? Czy nie dość na tym? Czy pisać jeszcze więcej, znowu o instytucjach (i ich niewzruszonej, od siedemdziesięciu lat, konstrukcji); albo o „nowych” ustrojowo gospodarczych stosunkach?

Czy wziąwszy to wszystko pod rozwagę, będąc, dodatkowo, osobiście ubabranym aż po szyję w błocie tutejszości, pisanie, że komunizm upadł nie jest szczytem zakłamania? Czy taka postawa przystoi komuś, kto niegdyś mienił się antykomunistą? Czy nie warto by o to zapytać p. Morawieckiego?

Za moment, ledwie, minie sto lat od najgorszego dnia w dziejach świata – październikowego przewrotu. Bolszewizm krzepnie i upowszechnia się jak nigdy dotąd, przybierając wszelkie możliwe maski, formy, pseudoidee. Jeśli nie dziś, to jutro obejmie, być tak może, bezgraniczną władzę. Jeśli cokolwiek go powstrzymuje, to chyba tylko obawa przed realizacją ostatniego z celów – „końca historii”, jak to niegdyś sprytnie wykoncypował i zgrabnie ujął pewien amerykański politolog (choć w całkowicie odmiennym kontekście).

Nigdy w historii podaż bolszewizmu nie była tak wielka.



Prześlij znajomemu

29 Komentarz(e/y) do “Gdy podaż kształtuje popyt”

  1. 1 Przemek

    Darku,

    czytając twoje wcześniejsze teksty to niestety muszę powiedzieć, że niczego nowego tu nie wniosłeś.
    Ale czyta się dobrze, nawet trudno się „nie zgadzać”. Czyżbyśmy łagodnieli z wiekiem, może nie w treści, ale w formie. To akurat mi się podoba.
    Piszesz „ubabranym aż po szyję w błocie tutejszości” tak masz rację i w bardziej ogólnym znaczeniu. Kogóż z nas nie dotknął konformizm.
    Przypomnienie historii zawsze się przyda (Pawlak po raz drugi trochę mi uciekł).
    Władza. To słowo pada w treści chyba tylko trzy razy w neutralnym znaczeniu. Myślę, że w jej przypadku, odwrotnie jak w tytule, popyt kształtuje podaż.

  2. 2 michał

    Szanowny Panie Przemku,

    To jest mordercza uwaga. Powiedzieć autorowi, że „niczego nowego tu nie wniósł”, to tak, jakby mu wytykać, że po co się w ogóle odzywał. Rzecz jasna, nie mnie wyrokować, czy coś wniósł, czy nie. Pańskie święte prawo, wyrazić swoją opinię. (Ba, ale czy ona wniosła coś nowego?)

    Chciałbym się raczej zastanowić nad dwoma aspektami Pańskiego zdania powyżej. Z jednej strony, ma Pan rację. Zbyt wiele ludzi pisze w dzisiejszych czasach, a rzadko kto czyta. (Interesująca analogia z fotografowaniem. Ktoś wyliczył ponoć, że kilka lat temu zrobiono w ciągu 12 miesięcy więcej zdjęć niż w ciągu ubiegłych 150 lat. I nikt tych zdjęć nie ogląda, bo są bezwartościowe.) Te miliony piszą, ale piszą to samo, „nic nowego nie wnoszą”, to jest papka. Więc po co w ogóle pisać? Po co zabierać głos? Otóż głos Darka jest tak zupełnie odrębny, że mam nadzieję, iż zignoruje Pańską morderczą uwagę.

    Z drugiej wszakże strony, co to znaczy „wnieść coś nowego”? Czy nie jest prawdą, że nic nowego pod słońcem? Czy nie jesteśmy skazani na powtarzanie tych samych prawd? Czy Józef Mackiewicz, dla przykładu, nie powtarzał tej samej prawdy przez całe życie? A jakże fascynujące jest jego dzieło. Co więcej, dążenie do „nowego”, poszukiwanie odmiennych środków, jakkolwiek szlachetne w oryginalnych intencjach, z czasem zrodziło (niekiedy wartościowy) modernizm i bezwartościową dzisiejszą popkulturę, w której ważne jest tylko, żeby było „inaczej”. Ważna jest wolność ekspresji, a że się nie ma nic do powiedzenia, to furda.

    Ale w rzeczywistości, powiedzieć to samo inaczej, to jest wielka sztuka. Niech Pan posłucha Wariacji na temat Paganiniego, Lutosławskiego. To są „tylko” wariacje, a więc to samo, ale inaczej. I to jest arcydzieło.

  3. 3 Przemek

    Panie Michale,

    do mordercy jest mi bardzo daleko. Być może nieszczęśliwie się wyraziłem, ale myślałem o tym, że Darek już to wszystko kiedyś przekazał. Staram się czytać na bieżąco Jego artykuły (książki również przeczytałem) i naprawdę żałuję,że tak rzadko pisze. Może, zobaczywszy wreszcie nowy tekst Darka, oczekiwałem czegoś innego (miał być dalszy ciąg o Hmongach, może inne poznawcze teksty, co tam do głowy przyniesie, z obserwacji świata) a tu takie trochę podsumowanie. Traktuję Waszą stronę jako źródło wiedzy, często tak się zdarza. Może stąd ta myśl.

    Darek, jeśli Cię tym wpisem uraziłem to Przepraszam. Pisz, w miarę możliwości, więcej. Zawsze chętnie przeczytam i zapewniam, że przemyślę to co przekazujesz.

    Przy okazji, ponownie o filmach. Przypomniał mi się film „Adwokat diabła”. Proszę tylko nie traktować tego wprost, ale tak z przymrużeniem oka. Bardziej skojarzył mi się tytuł niż treść.

  4. 4 michał

    Panie Przemku,

    Ma Pan dziwną potrzebę, by unikać mówienia wprost. Dlaczego?

  5. 5 Dariusz Rohnka

    Przemku,

    Może nadto dokładnie czytujesz moje starsze teksty, albo odrobinę niezbyt wnikliwie aktualne, bo (o ile mnie pamięć nie zawodzi), kilku przynajmniej wątków nigdy wcześniej nie zahaczałem, a jeśli już, to jedynie zdawkowo. Ale to drobiazg – każdy czyta jak lubi (i na ogół także, co lubi! Co pewnie ma największe tu znaczenie). Ani myślę tej kwestii, jako bez znaczenia, dalej rozważać.

    Pisząc: „ubabranym aż po szyję w błocie tutejszości” nie miałem żadnej ogólnej zbiorowości na myśli. Nie rozważałem kondycji tzw. szarego człowieka, który o ile ma pretensje do zajęcia stanowiska w jakiejś konkretnej kwestii, to głównie za sprawą mody, czy jak by to pewnie ujął Profesor Zdziechowski – fetyszu demokracji. A przecie – umówmy się, wie akurat tyle, ile zdoła wypatrzyć w telewizorze, gazecie, czy na jakimś portalu internetowym. To co głosi, z czym wyskakuje, to bardzo, bardzo rzadko są jego osobiste przemyślenia – raczej tylko to, czym przesiąknął przez lata życia, dajmy na to, tu, w peerelu (choć o tym, że żyje akurat w peerelu pojęcia nie ma – nie podają, zapewne, tej informacji w dziennikach telewizyjnych).

    Pisząc o ubabraniu miałem na względzie konkretną osobę, z krwi i kości, która swoim nierozważnym, a może tylko amoralnym postępowaniem, w znaczącej mierze przyczyniła się do panującego tu i teraz pomieszczania pojęć. Wiedząc czym pachnie pierestrojka, jakie mogą być dalekosiężne konsekwencje bolszewickiej prowokacji powiedziała (nie ona jedna) – ok! Załapmy się i my! Nie wiem czy istnieją w j. polskim słowa dostatecznie dosadne, żeby stosownie skomentować ten akurat sposób postępowania.

    Jeśli chodzi o „władzę” (cudzysłów dałem celowo), rzecz całkiem jasna, o żadnym popycie nie może być mowy. Także i tu decyduje wyłącznie podaż. Demokratyczny suweren może i wie co najchętniej zjadłby na śniadanie, ale za nic nie będzie wiedział jaka wyborcza kiełbasa sprawi mu największą frajdę… Tę musi dostać na tacy. Nieważne czy to będzie podwawelska, śląska, czy parówka. Czy wałęsowskie 100 milionów czy tylko marne 500+… nie do suwerena należy decyzja. On tylko ma obiecane, on tylko po raz kolejny nabijany jest w butelkę, taka już jego demokratyczna rola.

    Najzabawniejsze, że przecież nie może co cztery lata o tym wszystkim nie pamiętać.

  6. 6 Przemek

    Panie Michale,

    „Na samym rogu tej starej mapy jest kraj, do którego tęsknię. Jest to ojczyzna jabłek, pagórków, leniwych rzek, cierpkiego wina i miłości. Niestety wielki pająk rozsnuł na nim swą sieć i lepką śliną zamknął rogatki marzenia.
    Tak jest zawsze: anioł z ognistym mieczem, pająk, sumienie.”

    Tak jak Herbert nie potrafię, ale dlaczego koniecznie wprost.
    Jeśli pamięć mnie nie myli wspominał Pan tu swego czasu Republikę i teksty Ciechowskiego.
    Nie było to chyba zbyt pochlebne, ale fakt, że pozostają w pamięci tęż jest znaczący.

  7. 7 michał

    Ponieważ „klarowność jest cnotą rozumu i odwagi”.

    Wspominałem Republikę wielokrotnie, ale co to ma do rzeczy? Teksty Ciechowskiego są raczej klarowne.

  8. 8 Andrzej

    Panie Przemku,

    Nie! Władza a raczej „władza” z rąk komunistów to podaż która wyzwoliła popyt a nie na odwrót. O coż bowiem w istocie chodziło? Co było celem większych czy mniejszych solidarnościowych „kozaków”, jeśli nie komunizm „z ludzką twarzą” i przy tym własny, samorządny, narodowy – niezależny od Moskwy (gdyby bowiem był zależny od np. Francji, sądzę, że mało komu by to przeszkadzało). I stało się tak, nieprawdaż? Proszę nie twierdzić, że co poniektórzy naprawdę chcieli obalenia komuny. Deklarowali to, o tak! Ale do czasu tylko. Gdy została im podana owa „władza” nad spreparowanym przez komunistów „byłym komunizmem”, prędzej czy później, mniej czy bardziej się krygując, mniej czy bardziej udając „dobijanie” komuny (co trwa do dziś) poszli w ministry , senatory i posły tej (tfu!) „władzy” z bolszewickiego nadania i bolszewickiej łaski. Chcieli tej „władzy”? Nie, oni ją dostali, czyniąc na nią popyt. Im większa była podaż „władzy”, tym większy był popyt. Czy nie tak było i jest?

    Ta „wolna Polska” o której dziś tak wszem i wobec rozgłaszają (do czasu aż „władzę” dostanie ktoś inny) to nic innego jak „wolny” peerel, co podkreślili sami strażnicy legalności Drugiej Rzeczypospolitej, po dzisięcioleciach opierania się, oddając komunistycznej kukiełce (a poprzez nią samym bolszewikom) insygnia następców Piłsudskiego. Całkiem spora kolejka się ustawiła, a i czekiści przypilnowali porządku (jak w tej grze w kooperatywę). Podaż zatem także była odpowiednia, stosownie do przyjętej Metody: każdemu, kto uzna że sufit jest czarny a nie biały, podług jego zasług i chęci. Aby mieć zasługi wystarczyło poprzeć, uwierzyć w czekistowską maskirowkę. I uwierzyli niemal wszyscy! Dziś można sobie gadać do woli. Obecne, nowe pokolenia Polaków, sterowane przez tych „przewodników narodowych”, nie pojmują już w ogóle o co w tym wszystkim chodzi i stukają się w głowę, gdy usłyszą albo przeczytają, że pomimo pozorów, to jest ten sam peerel a bolszewicy jak na świecie i w peerelu byli tak i ciągle są. I mają się całkiem dobrze. Zwyciężają na całej linii.

    Cytuje Pan Herberta a więc bez wątpienia zna Pan także i tę strofę:

    wiem monotonne to wszystko nikogo nie zdoła poruszyć
    unikam komentarzy emocje trzymam w karbach piszę o faktach
    podobno tylko one cenione są na obcych rynkach
    ale z niejaką dumą pragnę donieść światu
    że wyhodowaliśmy dzięki wojnie nową odmianę dzieci
    nasze dzieci nie lubią bajek bawią się w zabijanie
    na jawie i we śnie marzą o zupie chlebie i kości
    zupełnie jak psy i koty

    Kornel Morawiecki nie uzyskał nawet potrzebnej ilości podpisów w peerelowskich „wyborach prezydenckich” w 1990 roku (tłumaczono to komunistyczną „zmową” – celowym utrąceniem jego kandydatury, co nie zmieniło jego nastawienia do łżeczywistości). Nie wiem ile głosów uzyskał, kandydując na posła takiegoż „sejmu” w 1991 roku lecz nie mogło to być zbyt wiele, skoro Partia Wolności uzyskała wynik poniżej 0,02%.

  9. 9 Przemek

    Panie Andrzeju,

    ma Pan rację. Zgadzam się z Panem w zdecydowanej większości, o drobiazgi nie kruszmy kopii. Proszę tylko zwrócić uwagę, iż nie napisałem o władzy danej z rąk komunistów. Zresztą bez znaczenia z czyich rąk. Mechanizm jest zawsze podobny. Gdyby nie było popytu (tu myślę o uczciwości, rozumie, prostocie -w jej dobrym znaczeniu …). Dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że to mrzonka. Ale czyż taką nie jest, choćby trochę, to miejsce.

  10. 10 amalryk

    Murray N. Rothbard powiedział onegdaj:

    „(…)Gdy tylko Państwo zostało założone, problemem grupy czy „kasty” rządzącej jest to, jak utrzymać swe rządy[7]. O ile siła stanowi ich modus operandi, o tyle podstawowy i długodystansowy problem jest natury ideologicznej. Aby utrzymać się u władzy, każdy rząd (nie po prostu „demokratyczny” rząd) musi uzyskać poparcie większości swoich poddanych. Owe poparcie, i to należy podkreślić, wcale nie musi być aktywnym entuzjazmem; równie dobrze może być bierną rezygnacją, jak postawa człowieka wobec nieuniknionych praw natury. Jednakże musi to być wsparcie w znaczeniu pewnego rodzaju akceptacji; w przeciwnym bowiem razie mniejszość rządząca Państwem zostałaby w końcu stłumiona przez czynnie sprzeciwiającą się społeczną większość. Jako że grabież musi być wsparta produkcją, faktem nieuniknionym jest, że klasa konstytuująca Państwo — pełnoetatowa biurokracja (i arystokracja) — musi być raczej mniejszością na danej ziemi, chociaż oczywiście może zdobywać sprzymierzeńców wśród ważniejszych grup społecznych. Jednakże głównym zadaniem stojącym przez rządzącymi jest zawsze zapewnienie sobie czynnej lub biernej akceptacji ze strony większości obywateli[8] [9](..)”

    Oraz;

    „(…)Albert Jay Nock szczęśliwie określił te rywalizujące siły jako „społeczną” i „Państwową”[41]. Siła społeczna jest siłą człowieka nad naturą, jego zdolnością do kooperatywnego przekształcania dóbr naturalnych i opanowaniu praw natury dla korzyści wszystkich uczestniczących w procesie jednostek. Siła społeczna to władza nad naturą, osiąganie standardów życiowych na drodze wzajemnej wymiany. Siła Państwowa, jak widzieliśmy, to przymusowe i pasożytnicze zawładnięcie tą produkcją — wyciskanie soków z owoców społecznej pracy dla korzyści nieproduktywnych (a właściwie anty-produktywnych) rządzących. Podczas gdy siła społeczna jest władzą nad naturą, siła Państwowa jest władzą nad ludźmi. Na przestrzeni dziejów, produktywne i twórcze siły człowieka za każdym razem poszukiwały nowych dróg przekształcania natury z korzyścią dla ludzkości. Były to czasy, gdy siła społeczna tryskała naprzeciw siły Państwa i gdy stopień ingerowania w sprawy społeczeństwa był znacznie mniejszy. Ale zawsze, z mniejszym lub większym opóźnieniem, Państwo posuwało się o krok dalej, by ponownie osłabić i skonfiskować siłę społeczną(…)”

    Komunizm, tworząc swoją „perpetum mobile władzy”, zdaje się żeruje na dobrze rozpoznanych słabościach natury ludzkiej, kreując w interesie „nieustajacej kasty rządzącej” owego zinowiewskowego homosovieticusa; równocześnie rozbudowywując państwowego Lewiatana do totalitarnych rozmiarów. I tak „aktywny entuzjazm” peerelowców radośnie uczestniczęcych w „święcie demokracji” współgra z bierną rezygnacją pozostałych wobec „nieuchronnych praw natury”..

  11. 11 michał

    Drogi Panie Amalryku,

    Klasyczny pogląd filozofii chrześcijańskiej rozróżnia „społeczności naturalne”: państwo i społeczeństwo. Państwo w tym ujęciu nie musi być wcale ograniczone do przymusu. „Przymusowe i pasożytnicze zawładnięcie produkcją”, to brzmi podejrzanie po marksistowsku.

    W ujęciu chrześcijańskim, racją istnienia każdej naturalnej społeczności jest potrzeba wytworzenia i ochrony dóbr niezbędnych dla urzeczywistnienia wartości przez jednostki, dla osobowego doskonalenia i samorealizacji. W tym sensie np. rodzina jest naturalną społecznością ukierunkowaną na wychowanie. Jedynie państwo może zorganizować obronę przed napastnikiem. Jedynie w państwie ustanowić można prawa, na których straży państwo ustanawia strażników i sędziów, kiedy (lub czy) zostały przekroczone. Rozróżnienie Nocka – władza nad ludźmi vs. władza nad naturą – nie wydaje mi się przekonujące. Wszystie wielkie budowle od Sumeru począwszy, wszystkie osiągnięcia inżynierii, jak np. most Xerxesa przez Hellespont czy kanał przez półwysep Chalcydycki, były triumfami potęgi państwa nad naturą. Rzecz jasna, były one możliwe tylko dzięki władzy nad ogromną ilością ludzi.

    Bardziej przekonujący jest Rothbart, gdy mówi, że „grabież musi być poparta produkcją”. Innymi słowy, jeśli jest tylko grabież, to po krótkiej chwili nie ma czego kraść. Bunin opowiada gdzieś, jak w Odessie bolszewicy ogłosili, że jak ktoś ma dwie koszule, to jest burżuj i trzeba mu zabrać, ale po paru tygodniach, wszyscy bolszewicy mieli po kilka ukradzionych koszul i przestało im się to podobać. Ale w „normalnych” warunkach, państwo nie musi organizować ani produkcji, ani kopania kanałów, ani budowania mostów, wystarczy, by stworzyło warunki, w których ludzie mogą to robić, bez obawy, że ktoś im odbierze owoce ich pracy.

    Pańskie konkluzje natomiast, wydają mi się bardzo trafne. Władza in perpetuo, a jakże. Oparta na znajomości ludzkiej natury, na pewnego rodzaju akceptacji, na tym, co nazwaliśmy tu kiedyś „minimum sowietyzacji”: no, bo jakże inaczej? Aktywny entuzjazm jest dobry, ale bierna rezygnacja jeszcze lepsza.

    Plutarch opisuje gdzieś, jak tyran Argos musiał spać w jakiejś norze, do której dostępu nie mieli nawet służący, bo aż tak bał się zamachu. Jego bezprawna władza opierała się tylko na sile, ale nie wywołała żadnego poziomu akceptacji. Władcy prlu nie boją się dziś niczego.

  12. 12 michał

    „Gdyby nie było popytu (tu myślę o uczciwości, rozumie, prostocie -w jej dobrym znaczeniu …). Dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że to mrzonka. Ale czyż taką nie jest, choćby trochę, to miejsce.”

    Panie Przemku,

    Czy zechciałby Pan wyjaśnić te słowa?

    Czy uczciwość, rozum i prostota są popytem? Czy przedmiotem popytu? (W sensie „jest popyt na uczciwość” itd.)

    Czy popyt jest mrzonką? Czy raczej uczciwość i rozum są mrzonką? Bo prostota na pewno mrzonką nie jest.

    I wreszcie, czy „to miejsce”, to niniejsza witryna? Jeżeli tak, to czy wp jest mrzonką?

    Będę wdzięczny, jeśli mi to Pan wytłumaczy.

  13. 13 Przemek

    Panie Michale,

    Pozostanę chyba przy czytelnictwie i próbie zrozumienia, tak jak to czyniłem od pewnego czasu.
    Ale jeszcze w tym wątku spróbuję. Przepraszam za bałagan i nieskładność, ale inaczej nie potrafię.

    Najpierw chciałem zadać proste pytanie. Co musiałoby się wydarzyć, aby przestał Pan nazywać Polskę prlem, prlem bis …? Zdaję sobie sprawę, że to może książka do napisania, ale może puści Pan wodze fantazji i naszkicuje choćby rys możliwych wydarzeń. Choć zapewne jako, jak mniemam, historyk woli Pan opisywać zaistniałe już wydarzenia.
    Jeśli można, nie chcę pisać osobno, chciałem to pytanie zadać również Darkowi (kiedyś już próbowałem, ale jakoś to się rozmyło).

    Prostota (nie prostactwo – to można tylko mi tu zarzucić). O ileż lepiej powiedzieć „Nie”, niż „w zasadzie nie, ale gdyby… i jeśli jeszcze możliwe byłoby…”. Odpowiedzi wprost w niektórych sytuacjach są konieczne. Oczywiście „wariacje na temat” i niedomówienia są piękne, o ileż świat byłby bez nich uboższy.

    Mrzonka. To właśnie miałem na myśli. Uczciwość i rozum to mrzonka. Popytu na taką, czy inną władzę nie byłoby, gdyby te cechy dominowały. Bardzo ładnie ujął to Pan Almaryk pisząc w tym wątku o „dobrze rozpoznanych słabościach natury ludzkiej”. Nie wiem czy dobrze zrozumiałem fragment Pana odpowiedzi „Aktywny entuzjazm jest dobry, ale bierna rezygnacja jeszcze lepsza.” Ale tu wracamy chyba do postawionego na początku pytania.
    Witryna jest moim zdaniem „choćby trochę”, jak napisałem, mrzonką, bo do takich właśnie wartości się odwołuje.

    Na koniec, może trochę niepotrzebnie, cytat z wspominanego już tu Koziołka Matołka „po dalekim szukać świecie tego co jest bardzo blisko”. Oj głupi ja. Skąd pochodzi „klarowność jest cnotą rozumu i odwagi”? W pierwszej chwili pomyślałem Platon, Herodot czy inni (przyznaję nie wszyscy mi znani) niedawno tu przez Pana przywoływani. Nie ukrywam, że z pomocą wujka googla, znalazłem odpowiedź na tej witrynie. Przy okazji chciałbym zapytać, czy traktuje Pan IPN jako odrębny byt w „obecnym prlu”. Proszę nie traktować tego jako zarzut. Nauka jest bez granic.

    I jeszcze filmowo. Serial „Geniusz” o Albercie Einsteinie na National Geographic. Bardzo ciekawy rys o budzącej się przynależności do narodu żydowskiego (w pozytywnym bardzo znaczeniu) i przewidywaniu rozwoju faszyzmu. O ile teorię względności próbowałem swego czasu zrozumieć, to muszę przeczytać biografię i spojrzeć na Niego od innej strony. Niezwykle skomplikowana postać, ale osoby wybitne tak już chyba mają to zapisane w genach.

  14. 14 michał

    Nie jestem historykiem, Panie Przemku.

    Niestety nie będę mógł wyczerpująco odpowiedzieć dzisiaj, bo w zamian będę oglądał koty na rozgrzanym blaszanym dachu, sącząc zimny szampan…

  15. 15 Dariusz Rohnka

    Przemek,

    Nie wiem dlaczego oczekujesz napisania aż książki w celu opisania sytuacji, gdy o peerelu nie będzie już trzeba mówić (i nieustannie do tematu wracać – co, zdaje się – odrobinę Ci jakby przeszkadzało).

    Nie wiem dlaczego miałbym pisać książkę, szczególnie, że już taką napisałem. Każdy może ją sobie przeczytać, choćby po raz kolejny.

    Na wypadek, gdyby czytanie całej książki nie wchodziło w rachubę, proponuję powrót do tekstu sprzed lat, gdzie dokładnie taką sytuację, o którą pytasz, upadłego peerelu opisuję, choć nie jako historyk. Historia peerelu nigdy mnie nie interesowała. Pewnie dlatego, że historię lubię.

    Tekst, o którym myślę, znajdziesz tu:

    http://wydawnictwopodziemne.com/2008/07/05/daloj/

    Jeśli taka Twoja wola, możesz sobie przeczytać ponownie, albo w zamian wysączyć zimne piwo obserwując przez okno moknące koty w deszczowym jakoś ostatnio peerelu.

  16. 16 Andrzej

    Panie Przemku,

    Proszę mi wybaczyć, że zabieram głos w kwestiach adresowanych do kogoś innego. Jak uważam, jest to dopuszczalne w ważnych, interesujących wszystkich uczestników dyskusjach, Poczuwam się do tego również dlatego, że w wielkiej mierze podzielam poglądy Redaktorów niniejszej strony a i byli oni tak łaskawi, że obok ogromnej ilości swoich tekstów, zamieścili też kilka moich artykulików (chciałbym aby były one na wyższym poziomie). W swoim (mam nadzieję, że nie bezczelnie zakłamanym) mniemaniu, w jakimś stopniu się utożsamiam z owymi, jak się Pan wyraził, „‚choćby trochę’ mrzonkami” na tej witrynie.

    Co do peerelu i warunku wolnej Polski, to kwestia ta wydaje mi się prosta, podobnie jak autorowi tekstu na temat którego dyskutujemy. Jak wiadomo szczegóły są domeną diabła a ja z diabłem nie chcę się zadawać. Lepiej nie rozbijać jej na miliony fragmentów, mieszać ich, analizować bez końca i, z duża dozą prawdopodobieństwa, bez efektu – próbować napisać na ten temat obszerną pracę, np. książkę. Trzeba być arcymistrzem, zawsze coś się nie zgadza, nie sposób ich ułożyć – diabelska robota. Postanowiłem więc odnieść się do całości. Aby z peerelu wyrosła Polska niekomunistyczna czyli wolna, należy peerel w całości, zdecydowanie odrzucić. Przede wszystkim z umysłów Polaków, potem z ich życia (instytucje etc.). Wyrugować komunizm do cna. Polacy muszą odzyskać suwerenność myśli i suwerenność woli.

    Zdaje mi się uważa Pan, że to mrzonki, pisząc „uczciwość i mądrość to mrzonka” (komunizm stwarza warunki dla skrajnej nieuczciwości i powszechnej głupoty, czyż nie?). Czy to oznacza, że w istocie nie istnieją? Wszyscy na świecie kłamią i nie ma mądrych ludzi? Czy jednak naprawdę tak jest? Czy nie spotkał Pan nigdy osoby uczciwej i/lub mądrej? Racja, że takich ludzi jest dziś trudno spotkać ale chyba jednak są? Zdarzyło mi się w moim życiu takie poznać. Być może jednak chodzi Panu o uczciwość i mądrość u wszystkich albo większości. Nie bądźmy jak bolszewicy, świat stanowią jednostki, a nie masy ludzkie i na jego los i obraz wpływają jednostki, a nie masy ludzkie. Każdy ma wolny wybór i wolną wolę, każdy myśli samodzielnie (przynajmniej powinien inaczej wybiera bezmyślność). Liczy się postawa indywidualna. Tak więc tu nie chodzi o żadne mrzonki tylko o Pański czy mój wybór. Co Pan myśli o prawdzie obiektywnej? Istnieje?

    Proszę sobie wyobrazić, że urodził się Pan i mieszka w domu, który zbudowali bandyci – mordercy, złodzieje i hochsztaplerzy. Dom został zbudowany na ruinach domu Pańskich dziadków, instalacje (wszystkiego w nich można się spodziewać, nie jest Pan w stanie ich poznać) i umeblowanie (stare, połatane byle jak, ale przemalowane aby wyglądało jak nowe) ułożyli i poustawiali bandyci (obie te rzeczy są w istocie nie do ruszenia). Chociaż ten dom z pozoru wygląda na nowoczesny, podejrzewa Pan oszustwo. Widział Pan jak bezczelnie bandyci wmówili wszystkim, że ten dom jest całkiem nowy, postawiony po rozbiórce starego, że jest przy tym taki sam jak dom Pańskich dziadków – kłamiąc w żywe oczy – gdy tymczasem spod nowego tynku co i rusz wyłazi stary grzyb, a nocą po podłogach i ścianach gania robactwo. Nie cierpi Pan tych bandytów – łajdaków. Mają oni do tego domu klucze i w każdej chwili mogą z nim i z Panem zrobić co zechcą. Ma Pan wybór, zostać w tym domu, starać się dostosować do warunków, pomalować w nim to i owo aby wszystko ładniej wyglądało (co stwarza powszechne wrażenie, że uznaje go Pan za swój a faktycznie robi Pan to dla bandytów, podtrzymując ich kłamstwa), albo wyprowadzić się z niego, uniezależnić się od woli bandytów i poszukać sobie innego miejsca dla siebie, niechby jakiejś piwnicy ale bez wpływu bandytów na Pański los. Mrzonka? Nie ma możliwości wyboru? Trzeba pogodzić się i zostać w domu postawionym i zarządzanym przez bandytów, bo jakże inaczej?

  17. 17 michał

    Drogi Panie Przemku,

    Prostota, to chyba coś więcej niż „mówienie wprost”. To dla mnie coś w rodzaju prostoduszności, coś bliskiego Ewangelicznego błogosławieństwa dla „ubogich w duchu” (nb. zawsze mam trudności ze zrozumieniem tego określenia, bo wydaje mi się, że nic w tym nie ma z duchowego ubóstwa). Mówić wprost zawsze warto, bo „klarowność itd.”, ale przecież co innego artykuł polityczny (albo komentarz pod nim), a co innego wiersz. Wiersz może być klarowny, nawet gdy nie mówi wprost. Ale artykuł polityczny, który owija w bawełnę, zazwyczaj coś chce ukryć.

    Dlaczego, na Miłość Boską, uważa Pan uczciwość i rozum za mrzonkę?! To wydaje mi się niezwykle cyniczne i – mam nadzieję, że mi Pan wybaczy, zważywszy, że nie zanm Pana osobiście – w ogóle nie w Pańskim stylu. Mrzonka, to coś nierealnego, fantazja, wymysł. Ale jeżeli rozum jest wymysłem, a trzymanie się moralnych zasad fantazją, to ja wymiękam.
    Co też, na Boga jedynego, mógł Pan mieć na myśli, pytając mnie, „czy traktuję ipn jako odrębny byt w prlu”?? Proszę łaskawie mi to wyjaśnić wprost, bez owijania w bawełnę, uczciwie i rozumnie.

    Najważniejsze Pańskie pytanie dotyczyło prlu. W pierwszym rzędzie, nie jest to kwestia nazewnictwa. Ja nie NAZYWAM Polski prlem, pour épater les bourgeois, tylko uważam, że to JEST prl. Różnica między mną a Darkiem jest zupełnie zasadnicza (cha, cha!): on odmawia odróżniania wcieleń i trzyma się określenia „peerel” i basta (co podziwiam), a ja z oporami, mogę się zgodzić na określenia „prl nr 2”, najlepszy z prlów itp.

    Wyznaczanie warunków granicznych, w którym toto przestałoby być prlem, jest zabawą w piaskownicy, bo bolszewicy gotowi są spełnić każdy postawiony warunek, nie zmieniając ani na jotę istoty rzeczy. Odpowiem więc tak: nie ma polskiej drogi do wyzwolenia. Polacy mogą wyzwolić się od komunizmu psychologicznie, gdy zrozumieją, że żyją w pseudopaństwie, którego suwerenność jest mrzonką w najbardziej dosłownym sensie tego wyrazu, bo ograniczona, leżącym u jego podstaw układem wewnętrznym oraz układem zewnętrznym, który nazywam skrótem: Wielka Spółka Trwa. Czyli prl jest w orbicie wpływów Moskwy.

    Pozwoli Pan, że odwrócę jego pytanie, i powiem tak: proszę mnie przekonać, że to jest Wolna Polska, a spakuję manatki i wracam.

  18. 18 michał

    Darek,

    Całkiem spokojnie
    Wypijam trzecie piwo.
    Nie. Nie dzwoń do mnie,
    Kiedy przemienię się w starą babę.
    (A kotów nie lubię.)

  19. 19 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Tu po prostu śmierdzi peerelem na każdym kroku. Na szczęście/nieszczęście jesteś od tego daleko (chociaż i Twoje UK całkiem jakby peereleje).

    Zaserwować Ci czwarte piwo, czy podesłać jednego kota (na brak których nie narzekam)?

  20. 20 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Proszę łaskawie zabierać głos, wyrażać, nie zgadzać się lub zgadzać, dawać odpór, podzielać, poczuwać się, kiedykolwiek Pan zechce. Wszystkie Pańskie opinie są zawsze mile widziane, ale mam nadzieję, że nie Pan jeden, ale każdy komentator na niniejszej witrynie, może oczekiwać jednego: rzetelnego ustosunkowania się do jego wypowiedzi.

    A zatem, pozwoli Pan, że powrócę do Pańskiego, skądinąd znakomitego, komentarza powyżej, z 2 września, gdzie pisze Pan pod adresem p. Przemka:

    „Proszę nie twierdzić, że co poniektórzy naprawdę chcieli obalenia komuny. Deklarowali to, o tak! Ale do czasu tylko.”

    Czy mnie pamięć myli, czy też oni nawet nie deklarowali chęci obalenia komunizmu. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że na każdym kroku zapewniali, że to tylko „samoograniczająca się rewolucja”, że „szanują kierowniczą rolę partii”, że biorą pod uwagę geopolityczne uwarunkowania itd. Żaden z tych bohaterów nigdy nie mówił o przejęciu władzy, ani obaleniu komunizmu. Potem nagle ktoś ogłosił, że komunizm upadł i wszystkie te bolki stały się antykomunistami. Nic, tylko walczyli całe życie, nic, tylko obalali.

    A oprócz tego, rzecz jasna, podpisuję się pod Pańskimi słowami.

  21. 21 michał

    Darek, hop, hop, hop, szklankę piwa.

  22. 22 Przemek

    Panie Andrzeju, Panie Michale, Darku

    Ot „siła złego na jednego” plus kot do tego.

    Bardzo dziękuję Panie Andrzeju za „wtrącenie” i cenne uwagi.

    Darek, do książki wrócę, zapewne nie wieczorami, bo ostatnio cenię sobie dobry sen.

    Panie Michale, dyskusja z Panem wymaga naprawdę wielkiej erudycji. Gdzie Pan znalazł stwierdzenie Wolna Polska. Co do mrzonki to myślę, że odpowiedzi udzielił Pan Andrzej pisząc o jednostkach i słusznie przypisał mi myślenie o większości.
    Co do powrotu to zapraszam. Ja nie muszę podejmować takich decyzji – nie wyjechałem.
    Może rozmowa z być może jakimś zaprzyjaźnionym Szkotem też Pana do tego skłoni.
    Jeśli chodzi o IPN to wprost (przypadkiem szukając pochodzenia cytatu o klarowności):
    http://rzeszow.ipn.gov.pl/pl8/aktualnosci/22145,Sesja-naukowa-Polscy-politycy-i-pisarze-emigracji-polskiej-po-1939-r-Najnowsze-b.print

    Postaram się może napisać szerzej, choć nie wiem czy ma to sens, może jednak pozostanę przy czytelnictwie.
    Dziękuję za hojne odpowiedzi, w ogóle za odpowiedzi.

  23. 23 michał

    Panie Przemku,

    Ponieważ Pan najwyraźniej nie chce powiedzieć wprost, to ja to spróbuję sformułować za Pana. Czy chce Pan powiedzieć, że skoro moje nazwisko pojawia się na liście prelegentów podczas sesji naukowej, której współorganizatorem był rzeszowski ipn, to ja „traktuję ipn jako odrębny byt w prlu”? Czy to jest to, co chciał Pan powiedzieć? Wprost?

    Jeżeli tak, to moja odpowiedź brzmi następująco:

    Sesja naukowa zorganizowana została w Londynie przez emigracyjną, londyńską Bibliotekę Polską. Nie widzę powodu, żeby nie brać w niej udziału. Księga zawierająca wszystkie odczyty miała zostać wydana przez ipn w Rzeszowie, więc nie zgodziłem się na publikację moich tekstów.

    W jakim sensie zatem, może Pan utrzymywać (jeżeli w istocie taki jest sens Pańskiego pytania), że traktuję ipn jako odrębny byt w prlu?

    Doskonale rozumiem, że Pan nie potrzebuje podejmować decyzji, ale na moją prośbę, żeby mnie Pan przekonał, że to nie jest prl, odparł Pan rozbrajająco: zapraszam do powrotu. Dziękuję za zaproszenie, ale nie wydaje mi się możliwe zeń skorzystać, gdyż uciekłem z prlu i moim zdaniem to jest nadal prl. Musiałby mnie ktoś przekonać, a jak dotąd jakoś się nie udało.

  24. 24 Przemek

    Dualizm.
    Oj, tu można podyskutować.
    Głowa w podziemiu a ciało na powierzchni.
    A może tylko rozum i myśli w podziemiu (jaskini). Cóż więc z samą głową? Dekapitacja? Wielka szkoda.

  25. 25 michał

    Jeżeli można podyskutować, to ja chętnie.

    Głowa pod ziemią, a reszta na powierzchni? Mnie to wygląda raczej na strusia. Czyżby to miał Pan na myśli?

    Rozum w jaskini? Czyli bezmyślność? Jaskiniowcy raczej nie są metoforą na intelektualizm. Czy to chciał Pan powiedzieć?

    Dekapitacja? Czyli dualizm. Nie ma więcej jednego bytu, jednej osoby ludzkiej, bo spadł bezcenny kapitel ciała – głowa! I ot, osobno zewłok i łeb, a zatem dualizm.

    Ba! Ale czy to właśnie Pan powiedział powyżej?

  26. 26 Przemek

    Przepraszam pomyliłem jaskinię z piwnicą.
    Struś mądre zwierzę – wie jak przeżyć, bez ciała trudno o myśl.
    Herbert jak widzę często powraca. Nie znam jego twórczości, ale płytę Przemysława Gintrowskiego do Jego tekstów bardzo lubię. Potęga smaku to chyba mój ulubiony „kawałek” z tej płyty.
    „Tak smaku
    który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo”

  27. 27 michał

    Piwnica, lochy, suterena? Podziemny, podskórny, głębinowy? Jaskinia, grota? Nora, jama? A może tylko wydawnictwo przyziemne? Niby to wszystko to samo, jakoś BLISKOznaczne, ale przecież nie JEDNOznaczne, nieprawdaż? Pewien prlowski autor wyrzucał mi tu ostatnio, że przywiązuję zbyt wiele wagi do znaczenia słów. Na pewno miał rację, ale pomimo to pozostanę przy kontrrewolucyjnym przekonaniu, że nora to nie głębiny, że piwnica to nie jaskinia. Czyż w końcu w tych drobnych odcieniach, w tych niewielkich różnicach znaczeniowych nie leży sens ludzkiej kultury? Dla jaskiniowca jest tylko góra i dół, jasno i ciemno, głód i błogość nasycenia. Kiedy zaczyna odróżniać odcienie szarości, a potem odcienie koloru zielonego, smaki, pory dnia, to przestaje być jaskiniowcem, staje się człowiekiem.

    Jeżeli uważa Pan strusia za mądre zwierzę, które wie jak przeżyć, choć bez ciała mu trudno myśleć (?), to czy podsunąłby Pan to mądre zwierzę jako wzór np. swoim dzieciom? „Wobec niebezpieczeństwa, synku, schowaj głowę w piasek!” Naprawdę?? Nadjeżdża walec, który ma wyrównać – głowę w piasek! Pojawia się przeszkoda na drodze, ale ty synku nie hamuj, nie skręcaj, nie zwalniaj, tylko wetknij głowę w piasek, bo struś to mądre zwierzę.

    Ale dalej: Nadchodzą krasnoarmiejcy z wrzaskiem „Dajosz Warszawu!” – głowę w piasek! A jak roku pamiętnego wróg napadł na Polskę z nieba wysokiego? Głowę w piasek. To na pewno jest strategia konsekwentna, ale nie sądzę, żeby na dłuższą metę umożliwiała przeżycie.

  28. 28 Przemek

    Piwnica była odniesieniem do wpisu p. Andrzeja
    „Ma Pan wybór, zostać w tym domu, starać się dostosować do warunków, pomalować w nim to i owo aby wszystko ładniej wyglądało (co stwarza powszechne wrażenie, że uznaje go Pan za swój a faktycznie robi Pan to dla bandytów, podtrzymując ich kłamstwa), albo wyprowadzić się z niego, uniezależnić się od woli bandytów i poszukać sobie innego miejsca dla siebie, niechby jakiejś piwnicy ale bez wpływu bandytów na Pański los.”
    Co do strusi, to o ile wiem, naprawdę nie chowają głowy w piasek, a jeśli to tylko dla ochłody.
    Potrafią się bronić, choć nie są agresywne jeśli nie muszą. W przypadku zagrożenia zawsze mają głowę na powierzchni.
    Za pomyłkę z jaskinią przeprosiłem. Po co więc do tego wracać.
    Co do słownika wyrazów bliskoznacznych to posiadam, ale dziękuję za przytoczenia.

  29. 29 michał

    Bardzo ciekawe o tych strusiach. Nie wiedziałem, że nie chowają głowy w piasek w sytuacji zagrożenia. Są wprawdzie tysiące zdjęć strusi z głowami w piasku – https://www.google.co.uk/search?q=ostrich+head+in+sand&client=firefox-b&dcr=0&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ved=0ahUKEwj8s_yFysPWAhVHUlAKHaDHA-gQ7AkIQA&biw=1344&bih=732 – ale wedle wszystkich źródeł jest mitem, że robią to, by uniknąć niebezpieczeństwa. Trudno sobie jednak wyobrazić, żeby wtykały łeb w gorący piasek dla ochłody.

    Ale nadal pozostają tu dwa punkty: 1. dobrze znana metafora, która z trudem tylko da się przekręcić na „struś mądre zwierzę – wie, jak przeżyć”. 2. wedle tych samych źródeł, co obalają mit, struś ma niezwykle mały mózg i jest bardzo niskiej inteligencji.

    Nie musi Pan doprawdy przepraszać za pomyłki. Pomyłka dobra rzecz. Żyjemy w czasach, gdy błąd jest anatemą, podczas gdy naprawdę nie trzeba się bać błędów. Często dzięki pomyłkom, dzięki zejściu na manowce, znajdujemy dopiero dobrą drogę, napotykamy przypadkiem na rozwiązanie. Śmiała hipoteza rozwija nasze poznanie, a stawiać śmiałe hipotezy można tylko wówczas, gdy nie obawiamy się błędu.

    Bardzo Panu zazdroszczę Słownika Wyrazów Bliskoznacznych. Sam kiedyś miałem taki i bardzo mi go brakuje.

Komentuj





Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja