III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




„System”

Z czym właściwie walczą McMurphy i Wódz?  Co reprezentuje siostra Ratched?  W komentarzach, Forman mówił o „systemie”, który tłamsi i niszczy człowieka.  Interesujących wskazówek w tym względzie udziela pierwsza rozmowa McMurphy’ego z doktorem Spivey.  Doktor czyta w aktach, że przesłano mu więźnia do szpitala psychiatrycznego, gdyż „jest zadziorny, mówi bez pozwolenia, unika pracy i jest leniwy”.  „I żuje gumę w klasie?” dorzuca Mack sardonicznie.  McMurphy widzi to prościej: czepiają się go, bo „bije się i pieprzy za dużo” (I fight & fuck too much).  W więzieniu mówili mu, że jest szaleńcem, ponieważ „odmawiał siedzieć jak jarzyna, ale jeżeli to ma być obłęd, to ja rzeczywiście jestem pomylony”.

W takim świetle, „system” wygląda na jakikolwiek przejaw porządku, a spór między Mackiem i Miss Ratched byłby wówczas odwiecznym sporem między Karnawałem i Postem, między strukturą i nieładem, między Dylem Sowizdrzałem i Wielkim Inkwizytorem.  Czupurny i zawadiacki Dyl McMurphy musi być zniszczony przez potwornego Inkwizytora Ratched.  Jest wobec tego jasne, dlaczego Forman widział amerykański szpital psychiatryczny jako metaforę życia pod komunizmem: ponieważ sam postrzegał komunizm jako zaledwie jedno z rozlicznych wcieleń złowrogich sił porządku.

Dodajmy, nie on jeden.  XX-wieczna literatura w ogóle, a amerykańska zwłaszcza, pełna jest przykładów „samotnej walki z systemem”.  Zatrzymam się nad jednym z nich, który był już poruszany w związku z dyskusją nad filmami Formana [1]: Stąd do wieczności Jamesa Jonesa.  Bohaterowie tej wielkiej powieści, szeregowy Prewitt i sierżant Warden, Maggio i Stark, także polecieli nad gniazdo kukułki.  Zajmują się głównie piciem na umór, bijatyką i seksem, ale oprócz tego, są świetnymi żołnierzami (z wyjątkiem Maggio) i kochają armię ponad życie.  Są świadomi, że dyscyplina jest konieczna w wojsku, a mimo to wierzgają przeciw temu, co postrzegają jako „system”, nadając mu (w wypadku Wardena) aspekt klasowy: sierżant nienawidzi wszystkich oficerów z zaciętą wrogością wobec każdej manifestacji „przywilejów”.  Pod wieloma względami, Stąd do wieczności dostarcza bardziej interesującego wglądu w problem niż Lot, gdyż zadziorny Mack operuje całkowicie „poza systemem”, a Prew i Warden walczą z nim, w zasadzie go akceptując.  Powieść Jonesa jest epopeją szeregowego żołnierza w czasach pokoju; szeregowca, który marzy o pełnym brzuchu, zaspokojeniu żądz, o chlebie i igrzyskach, o pijaństwie i kobietach, bijatykach i walce, o honorze i woli – i o wolności w tłumie.  Prew jest trębaczem (który odmawia grania na trąbce) i poetą, bokserem (który odmawia walki w ringu) i nożownikiem, a „tłoczna samotność koszar” jest jego jedynym domem.

Nie obchodzą nas pojedynczy żołnierze, nas interesuje tylko armia.

Słowa szefa wojskowego karceru na Hawajach, mogłyby być mottem książki Jamesa i mottem siostry Ratched.  Nie obchodzi nas jednostka, interesuje nas wyłącznie całość.  Jeżeli dobro całości domaga się izolacji Prewitta i Macka, to tak musi być.  Obie powieści mają status ikon dla amerykańskiej lewicy, bo przedstawiają Amerykę jako totalitarny twór.  Tylko że rzeczywiście nie można zbudować wojska, które nie przekłada całości ponad jednostkę.  Oddział jest ważniejszy niż szeregowiec w tym oddziale, a jakie znaczenie może mieć szeregowiec w pułku, w dywizji czy w całej armii?  Prew, a tym bardziej Warden, rozumieją to, bo kochają wojsko.  Maggio nie może tego pojąć, bo nienawidzi armii całą duszą.  (Nawiasem, gdyby w tak potwornie brutalny sposób obchodzono się z żołnierzami w carskiej Rosji, jak to się robiło w demokratycznej Ameryce w roku 1941, to słyszelibyśmy litanię narzekań na nieludzki reżym, na carskich katów i na więzienie narodów, tylko że nikt w rzeczywistości nie mógł tak traktować poddanych Imperatorów.)  Prew zastanawia się, kogo może winić za swoje przejścia i przypomina mu się przestroga kurwy z burdelu, że wszystkiemu winien jest system.

Ale system nie jest niczym specyficznym, tylko czymś w rodzaju akumulacji wszystkich, a nie można przecież winić wszystkich, jeśli nie chcesz, żeby wina rozcieńczyła się w pojęcie bez znaczenia, w nic.  Poza tym, system w tym kraju był najlepszy, jaki świat wyprodukował, czyż nie?

System jako „akumulacja wszystkich” jest wart uwagi.

Kiedy Prew dobrowolnie bierze na siebie kary fizyczne, to jest z siebie dumny.  Wytrzymując ból, udowodnił, że jest mężczyzną.  Dobrowolne wzięcie na siebie cierpienia jest wielką cnotą chrześcijańską, ale podobnie jak w przypadku Macka, Prew robi coś przeciwnego poświęceniu; robi to dla chwały, dla pokazania, że jest twardy, a więc dla Ego.  Chce bronić słabszych w każdej sytuacji, ale zdaje sobie sprawę, że jego postawa oznacza sprzeczność: w Ameryce jest komunistą, a w sowietach byłby antykomunistą.  To dość zwiewna postawa, filozofia kameleona.  Chciał bronić Żydów w Niemczech i walczyć z Żydami na Wall Street i w Hollywood, ale nigdy i nigdzie nie mógł być „na górze”.  Jego mentor, Malloy, jest komunistą.  Oczywiście podkreśla, że nim nie jest, że komuniści ukradli wszystko od Wobblies, skrajnego ruchu związkowego w Ameryce z wczesnych lat XX wieku.  Jako anarcho-syndykalista przeciwny bolszewii, Malloy poparłby zapewne powstanie w Kronsztadzie, stłumione przez Trockiego, a potem samego Trockiego – taki to był z niego „anty”-komunista.

Indywidualizm bohaterów Jonesa, to indywidualizm zwierzęcy; indywidualizm podążania za każdą zachcianką albo, jak się podobno mówi w dzisiejszej Polsce: róbta, co chceta.  Prawdziwy, pluralistyczny indywidualizm, opiera się na przekonaniu, że nie ma innej rzeczywistości oprócz jednostkowych bytów, że godność jednostki płynie z jej wertykalnej relacji z Bogiem, z jej jedynej, niepowtarzalnej, osobowej duszy.  Każdy system ogranicza wolność, bo tworzy taki stan zewnętrzny, w którym człowiek nie może działać w sposób wolny, przestaje być podmiotem działań, a staje się częścią systemu.  Rozumowanie wedle schematu część-całość, jest nie do przyjęcia, gdy chodzi o człowieka.  Człowiek nie jest i nie może być częścią żadnej całości – społeczeństwa, klasy, narodu, grupy – bo sam jest jedyną całością.  Każdy system opiera się na założeniu, że całość jest ważniejsza, musi więc w konsekwencji zwalczać wszelką próbę działania poza ustalonymi normami.  Narzuca schematy zachowań, nie szanuje niepowtarzalnej odrębności osoby ludzkiej.  Musi tak czynić, by „chronić” całość, którą reprezentuje.  W rezultacie do łagrów, kacetów i do lobotomii idą najlepsi, a najgorsi szybko poznają mechanizmy systemu i wykorzystują je.

Być może bohaterowie Lotu nad kukułczym gniazdem i Stąd do wieczności są dobrą ilustracją aforyzmu Gomeza, że „nędza duchowa jest ceną przemysłowego dobrobytu”:

Społeczeństwo przemysłowe, aby uzdrowić pacjenta, który zachorował w XIX wieku, musiało ogłupić go w XX.

Kryształowy Pałac

Oderwijmy się zatem od tej duchowej nędzy.  Kombinat Keseya, Armia u Jonesa, terapia siostry Ratched, wszystko to są odpowiedniki tego, co Fiodor Dostojewski nazywał Kryształowym Pałacem.  Jeden z bohaterów Dostojewskiego, ten który też poleciał nad gniazdo kukułki i pozostawił swe zapiski pod podłogą, przedstawiał to mniej więcej tak:

Wierzący w postęp racjonaliści są przekonani, że złe zwyczaje znikną, gdy zdrowy rozsądek i nauka przekształcą ludzką naturę i każdy zrozumie jasno swój własny interes.  Nauka udowodni, że człowiek nie ma woli ani pożądań, i nigdy ich nie miał.  Jest w istocie nie więcej niż klawiszem w klawiaturze.  Cokolwiek robi, czyni z natury, a nie z wyboru.  Kiedy prawa rządzące ludzką naturą będą znane, będzie można wyliczyć precyzyjnie, kto, co, i kiedy zrobi (dzisiaj powiedzielibyśmy, że ludzkie postępowanie da się skwantyfikować i ująć w algorytm).  Nowa ekonomia rozwiąże wszystkie problemy i zbuduje Kryształowy Pałac.  Wszystko będzie układało się absolutnie idealnie, będzie wykalkulowane z tak zupełną precyzją, że doskonała nuda opanuje ludzkość, aż ktoś – z głupoty i niewdzięczności, rzecz jasna, bo jakże inaczej? – zbuntuje się.  Wzniesie okrzyk: zburzmy Kryształowy Pałac, bo nie jest wcale pałacem, tylko ludzkim mrowiskiem.  Wyrzućmy algorytmy i logarytmy, porzućmy suwmiarki i komputery, i powróćmy do woli!  Róbmy wszystko tylko dla zachcianki, z niczym nieskrępowanego, wolnego wyboru, bo taka jest esencja człowieczeństwa.  A jeśli nauka znajdzie formułę dla zachcianki, to człowiek przestanie być człowiekiem.  Jeśli nie ma wolności, to wszystko wiadomo, wszystko da się wyrozumować i wyliczyć.  Problem w tym, że rozumowanie satysfakcjonuje tylko rozum, gdy wola jest manifestacją całości ludzkiej egzystencji, z rozumem włącznie.  Żyć, to znaczy wykorzystać wszelkie dane mi władze; pożądanie, wbrew osądowi rozumu, jest ekspresją indywidualnej osobowości, bo potwierdza absolutność wolności.  Paradoks polega na tym, że im lepiej się komu powodzi, tym mniej jest racjonalny.  Jeśli udowodnić mu czarno na białym, że jest tylko klawiszem w klawiaturze, to z czystej niewdzięczności zrobi coś tak głupiego, jak na przykład urządzenie pożegnalnego przyjęcia w domu wariatów, by dowieść, że nim nie jest.  Z jakiejś perspektywy, jedynym celem człowieka na Ziemi, jest przeprowadzenie dowodu, że nie jest klawiszem.  Wolna wola jest niemożliwa, jeśli jest tylko kwestią formuły „2×2=4”, ponieważ dwa razy dwa jest cztery i bez udziału mojej woli.

„2×2” jest jak pajac, który staje na naszej ścieżce, rozkłada ręce, żeby nas zatrzymać, po czym pluje nam w gębę.  „2×2=4” jest znakomitą formułką, ale „2×2=5” jest czasami o wiele lepsze, bo jest czarujące, bo pociąga, bo musuje setkami możliwości.  Ludzie wbrew wszystkiemu lubią cierpieć, natomiast w Kryształowym Pałacu nie może być cierpienia; cierpienie bowiem, jest negacją i zwątpieniem, gdy Kryształowy Pałac jest manifestacją wiary w potęgę „2×2=4”.  Cierpienie jest przyczyną świadomości, a świadomość jest lepsza niż „2×2”.  Dzięki świadomości można się samemu męczyć i katować, a „2×2” to koniec wszystkiego.

Dostojewski (i jego oszalały podziemny człowiek) dostrzegł wszystkie niebezpieczeństwa wyniesienia wolności ponad jakąkolwiek wartość, ale także zgubę, jaką niesie wiara w postęp i naukę.  Przewidział wszystkie możliwe redukcjonizmy: raj racjonalnej pseudo-nauki obiecanej przez Freuda, w której wszystko da się wyjaśnić, przez sprowadzenie wolnej jaźni do kłębka pożądań, a pożądań do reakcji chemicznych; raj współczesnego nam szaleństwa algorytmów i robotów; Raj Krat komunistycznej gospodarki czyli Kryształowy Pałac, jako odpowiedź na wszelkie trudności ekonomiczne; współczesny neo-darwinizm, w którym wolność jest tylko ewolucyjnie wytworzonym zapisem deterministycznych praw rządzących światem.  Mamy u Dostojewskiego kliniczny opis drogi bolszewizmu – wykucie nowego człowieka, poprzez destrukcję wolnych pożądań.  Mamy wreszcie też diagnozę nudy, jako zguby społeczeństwa przyszłości – choć lepiej byłoby powiedzieć „teraźniejszości”, bo to jest nasze „tu i teraz”, w takim właśnie świecie żyjemy.

W swej proroczej wizji Dostojewski zawarł całą bolszewicką Metodę: najpierw rozpasać żądze, potem odebrać każdemu z osobna samą możność pożądania czegokolwiek, przedstawić następnie Kryształowy Pałac jako jedyny cel, a uświadomioną konieczność rzucić jako opium dla myślących.  Aha, jeszcze pozbyć się tych, którzy nie uznają „2×2”.  Przecież trzeba stłuc jajka, żeby zrobić omlet, nie?  I wreszcie na końcu mamy mrowisko.  Albo kombinat Wodza, gdzie każdy zasypia w szufladzie dokładnie wskazanej.  Albo system Prewitta jako „akumulacja wszystkich”, a więc pomnożenie autorytetu władzy przez społeczny nacisk otoczenia.

Klasyczną odpowiedzią na taki totalitarny ideał jest – wolność.  Jones, Kesey czy Forman nie różnią się nawet na jotę od Majakowskiego w Pluskwie.  Nie ma miejsca dla ludzkiej pluskwy w idealnym społeczeństwie, a bez nieprzewidywalności wyboru nie ma człowieczeństwa.  Zatem bunt jest koniecznością.  Warden i McMurphy wołają, że dwa razy dwa jest pięć, że w 2×2 tkwi już „zalążek opresji” (co nb. Karoń wyśmiewa z typową dla siebie elokwencją).  Czyżby zatem mieli rację Majakowski i James Jones, Kesey i Forman?  Czy najgorszym wrogiem ludzkości jest wszechogarniający system?  Każdy system ogranicza wolność.  System tworzy taki stan zewnętrzny, w którym człowiek nie może działać w sposób wolny, przestaje być podmiotem działań, a staje się częścią całości.  A zatem McMurphy i Prewitt są jedyną nadzieją ludzkości, bo ci, którzy mają (wrodzoną? wykształconą?) wewnętrzną dyspozycję do wolności walczą o zewnętrzny stan, w którym dopiero inni, słabsi, będą mogli realizować swoją wolność, czy tak?

„Przynajmniej próbowałem,” mówi Mack po nieudanej próbie podniesienia marmurowego bloku.  Ale jego próba uwalnia Wodza, jest źródłem nadziei dla pozostałych na oddziale chorych.  Trzeba chociaż próbować, jak McMurphy.  Trzeba próbować, bo bez tego system nas pochłonie.  System to tyle, co całość stosunków społecznych, więc jest prawdopodobnie obojętne, czy jest to sformalizowany układ – totalitarne państwo, hierarchia wojskowa, szpital psychiatryczny – czy kompletna anarchia, jednostka zawsze musi walczyć.

Wydaje mi się, że „przesłanie” Lotu nad kukułczym gniazdem w filmowej wersji Formana jest mniej więcej takie, że walczyć z systemem trzeba w imię każdego pojedynczego człowieka – trzeba próbować.  Jeśli się nie spróbuje, to będzie się jego częścią, trybem w maszynie.  Systemy niedoskonałe – jak komunizm na przykład – wymagają aktywnego współdziałania ludzi.  Groźny dla takiego systemu jest już bierny opór, odmowa uczestnictwa.  W systemach doskonalszych – takich jak w Locie – wymagana jest właśnie bierność, całkowite poddanie się.  Poddanie regulaminom, porządkom, hierarchiom.  Tego rodzaju systemy są groźniejsze przez swe wyrafinowanie, choć bez wątpienia tortury są gorsze niż brak tortur.  Łączy obie odmiany zakłamanie: deklarowanym motywem jest dobro ludzi; obojętne, czy tym dobrem ma być wytresowanie idealnego żołnierza, czy też wyleczenie chorych nerwowo, dojście do idealnego komunizmu, czy stworzenie potężnego państwa.

Czyżby więc rację mieli Prew i Mack?

Może coś jednak jest w tym buncie przeciw 2×2=4?  W rewolcie przeciw siłom porządku?  W kwestionowaniu konwenansów?  W każdym épater les bourgeois?  W każdym drażnieniu głupoty?  Może Dyl Sowizdrzał ma zawsze rację, a Tomás de Torquemada – nigdy?

W sercu powieści Jonesa leży medytacja Prew w „dołku” (Black Hole).  Doświadcza oderwania duszy od ciała, patrzy na siebie samego z zewnątrz i w jasnej, przejrzystej, spokojnej wizji „rozumie wszystko”.  Niektóre elementy tej wizji są niedorzeczne, ale mniejsza o klasowe zboczenie Jonesa.  Prew dociera do zrozumienia, że każdy dostaje to, czego pragnie w tajnikach swej duszy.  Ludzie zabijają, to co kochają, i nie sposób dotrzeć do tego, co kochamy; im bardziej kochamy, tym trudniej o porozumienie.  Prew sformułował na swój żołnierski użytek naczelne przesłanie XX-wiecznej sztuki o niemożności porozumienia między ludźmi.  Ale błąd ludzkości, błąd literatury, mój błąd, podobnie jak pomyłka Prew i Jonesa, biorą się z polegania na sobie samym.

Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odstępuje serce jego.  Bo będzie jako wrzos na puszczy, a nie ujrzy, gdy przyjdzie dobre: ale będzie mieszkał w suchości na puszczy, w ziemi słonej i bezludnej.  Błogosławiony mąż, który ufa w Panu, i będzie Pan nadzieją jego.  I będzie jako drzewo nad wodami, które ku wilgotności rozpuszcza korzenie swoje: a nie będzie się bało, gdy przyjdzie gorąco, i zachowa liście jego zielone, a czasu suchości nie będzie się frasować i nigdy nie przestanie czynić owocu.

Filozof Prewitt miałby rację, gdyby nie było Boga; jeżeli na sobie samych mamy polegać, to nie ma szansy na porozumienie, ale pokładajmy ufność w Panu i w jego Przykazaniach, a wszystko się ułoży w zgodzie z jego planem dla nas.

Pojęcie Bożego Ładu wprowadza dopiero jakiś – nomen omen – porządek w te rozważania.

Forman i Kesey, i Jones, i tylu, tylu innych, mają rację, gdy występują w obronie jednostki, w obronie wolności, w obronie indywidualnego sumienia.  Ale tragicznie mylą się, gdy są przeciw jakiemukolwiek porządkowi, wszelkim zasadom, ponieważ porządek i zasady zawierają między innymi Boży Ład i Boskie Przykazania.  W narzuconym systemie, obojętne czy będzie to system Pol Pota czy Trockiego, Mao czy Stalina, siostry Ratched czy, ach jakże rozsądnego, Kryształowego Pałacu, nie ma miejsca ani na wolność, ani na Porządek.  Boży Ład przemienia się w bolszewickich łapach w karykaturę nakazów i zakazów, w totalitarny koszmar.  W systemach bardziej wyrafinowanych, jak system Miss Ratched, jedyne, czego się oczekuje od ofiar, to bierne podporządkowanie się.  W systemach bardziej prymitywnych aktywny udział jest koniecznością: „a ty maszeruj, głośno krzycz…”

Nie, przybycie opryszka do domu wariatów nie jest ex Oriente lux.  Noc spędzona z prostytutką nie jest lekiem na całe zło.  Wolności nie wolno mylić ze swawolą.  Prewitt i McMurphy nie są nadzieją ludzkości.  Daleka droga od Łaski Bożej do łaski złodziejaszka, który chce się pożegnać z wariatami.  Jest wielka różnica między Augustiańskim „kochaj i rób co chcesz”, a posyłaniem Candy w objęcia uroczego Bibbita.  Jest przepaść między miłością z Hymnu Św. Pawła, a „kopulacją między szansą i zbiegiem okoliczności”, a tak właśnie Prew widział swoją niespodziewaną miłość do damulki z burdelu.

A jednak Warden i Mack, Prew i Wódz, mają nam coś ważnego do powiedzenia.  Należą do tradycji sowizdrzalskiej, bo taka nastała moda już od prawie dwustu lat, że bohaterowie pozytywni muszą pochodzić z klas niższych, choć ich zawadiacka rebelia nie różni się zasadniczo od rozpasania dziarskiego Kmicica, od pańskich fanaberii Pieczorina czy od ułańskiej fantazji paniczyków – po prostu moda dawniej była inna.  Wszyscy ci fantastyczni burzyciele porządku mają jedną wielką przewagę nad nami, zwykłymi zjadaczami codziennego chleba – są błogosławieni, bo szukają.  A powiedziane jest: „szukajcie, a najdziecie; kołaczcie, a będzie wam otworzono”.

Krzysztof Karoń utrzymuje we wspomnianym na wstępie wywiadzie, że przesłaniem – „mesydż”, w jego krasomówczym stylu – filmu Formana jest, żeby „zrobić totalną rozpierduchę”.  „Rozpierducha jest celem”, powiada Karoń, ale tak się składa, że mam wiele ciepłych uczuć pod adresem rozpierduchy, a nawet myślę sobie, że ma i ona swoje miejsce w duchowym życiu kulturalnego człowieka.

Odrzucanie arcydzieła Formana, postponowanie go, tylko dlatego, że się z nim „nie zgadzam”, wydaje mi się jawnym znakiem barbarzyństwa.  Tak, to prawda, nie zgadzam się z nim, ale to nie jest odpowiednie podejście do dzieła sztuki.  Wolę raz jeszcze obejrzeć Lot nad kukułczym gniazdem niż film bezkompromisowo antykomunistyczny, ale słaby.  „W dziedzinie tego, co ważne, nie ma dowodów – są świadectwa,” pisał Gomez, i film Formana jest świadectwem.

***

Za każdym zdaniem stoi jakaś metafizyka.  Za każdym wielkim dziełem stoi jakaś koncepcja człowieka.  Współczesna nam, „demokratyczna” antropologia jest ubóstwieniem człowieka z jego szaleńczymi zachciankami i swawolą, które górnolotnie nazywa „wolnością”.  Naprzeciwko takiego naturalistycznego ujęcia człowieka stoi Kafkowski potwór, Lewiatan, który jak ośmiornica opasuje ludzkość i wyssać chce z niej każdy nieśmiały przejaw indywidualności.  Ale opozycja jest w istocie pozorna.  Obie idee są wyłącznie fazami w leninowskim procesie.  Zachłyśnięcie się swawolą prowadzi ludzkość wprost w objęcia Lewiatana, w zimne komnaty Kryształowego Pałacu – do leninowskiego mrowiska.

Jedynym wrogiem tych strasznych sił, prawdziwym oponentem wyuzdanego sierpa swawoli i Kafkowskiego młota systemu, jest tylko Mackiewiczowskie „reakcyjne prawo bycia człowiekiem prywatnym”, ale także wstecznictwo niemodnej wiary, że zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże nie po to, byśmy byli zredukowani do poziomu mrówki w doskonale uporządkowanym mrowisku.

______

  1. : http://wydawnictwopodziemne.com/2017/11/30/nos-nos-nos-dlugie-wlosy/#comments


Prześlij znajomemu

12 Komentarz(e/y) do “A jeden poleciał nad gniazdo kukułki… (część III)”

  1. 1 Konrad

    Drodzy Państwo. Przepraszam, że jak Filip z konopii ale gdzież indziej zapytać?
    Gdzie dostać dzieła Józefa Mackiewicz po … rosyjsku??
    Kłaniam się i z góry dziękuję za odpowiedź.

  2. 2 michał

    Szanowny Panie,

    Gdzie je można nabyć w drodze kupna, osobiście nie mam pojęcia. Co rzekłszy, jeżeli zajrzy Pan do Drogiej Pani, do wydania z roku 2012, to znajdzie Pan tam pełną bibliografię tekstów obcojęzycznych Mackiewicza (od s. 545). Bardzo wiele z nich było po rosyjsku. Można je znaleźć w dobrych bibliotekach.

    Oprócz pism rozsianych, po rosyjsku wyszedł „Katyń”, „Zwycięstwo prowokacji” oraz tom artykułów wybranych pt. „Ot Wilii do Izara”.

    Być może najlepszym sposobem szukania ich na internecie byłoby użycie cyrylicy w wyszukiwarce?

  3. 3 Andrzej

    Panie Michale,

    Świetnie powiedziane (napisane). Gratuluję Panu!

    Po lekturze powyższego tekstu nasunęło mi się pytanie: co wyznacza granicę pomiędzy motywowaną moralnie ludzką sprawiedliwością wobec gwałtu na jednostce, a dążeniem do „wolności” w ujęciu „róbta co chceta”? Przekonuje mnie teza o Boskim Ładzie i Boskich Przykazaniach, teza że odrzucenie ich to anarchia a nie sprawiedliwe dążenie do wolności jednostki. Czy oznacza to jednak, że sprawiedliwym może być tylko człowiek Wiary? Zdaje mi się, że Józef Mackiewicz nie był osobą, której postawę określała przede wszystkim wiara w Boga, że centralnym punktem odniesienia był dla niego człowiek (postrzegany wszakże w ramach moralnych wywodzących się wprost z Boskiego Ładu). Jak mi się zdaje, niesprawiedliwość II RP wobec chłopów białoruskich Mackiewicz postrzegał jednak przede wszystkim jako bytową a nie bezpośrednio moralną. Co Pan o tym sądzi?

  4. 4 Konrad

    Szanowny Panie Michale. Owszem użyłem cyrylicy i widzę, że znalazłem dokładnie to samo, co i Pan. A pytam o te książki bo mam znajomych Rosjan, którzy poznali Zwycięstwo prowokacji po … hiszpańsku. I teraz nic więcej nie ma. Angielskiego nie znają …
    Pozdrawiam

  5. 5 michał

    Szanowny Panie Konradzie,

    Zależy chyba, gdzie są ci Rosjanie. W tzw. wolnym świecie można nadal pójść do biblioteki publicznej, a w niej znaleźć emigracyjne pisma rosyjskie. W nich będzie nie tylko znakomity Józef Mackiewicz, ale także mnóstwo wspaniałych, a zupełnie zapomnianych, emigracyjnych publicystów rosyjskich. Jeżeli spojrzy Pan na Bibliografię tekstów obcojęzycznych w „Drogiej Pani”, to znajdzie Pan tam mnóstwo adresów do rosyjskich pism.

    Mam nadzieję, że to jakoś pomoże, ale jeżeli ci Rosjanie są w sowietach, to obawiam się, że pomóc nie może. Czy jest w sowietach jakiekolwiek Podziemie??

  6. 6 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    To jest oczywiście nadzwyczaj ciekawe pytanie. Można walczyć z komunizmem, nie będąc człowiekiem wierzącym, co do tego chyba nie ma wątpliwości. Ale Pan zdaje się rozszerzać pytanie: czy można być sprawiedliwym, nie będąc człowiekiem wiary?

    Domyśli się Pan z góry, że zakwestionuję tu słowo „sprawiedliwość”. Pan Bóg nie powołał nas do sprawiedliwości. Gdybym miał błagać Boga o sprawiedliwość, to gdzie miałbym się chować?? Jedyna sprawiedliwość, jaka mnie czeka, to straszliwa kara! Gdzież mnie do sprawiedliwości? Mnie potrzeba miłosierdzia, bo jestem grzesznikiem. Mnie trzeba zmiłowania, a nie sprawiedliwości.

    Więc czy człowiek niewierzący może być sprawiedliwy? Ależ oczywiście, że może. Bo sprawiedliwość nie jest aspektem wiary. Miłość jest.

    Nie jestem przekonany, co do rzekomej „niewiary” Józefa Mackiewicza. Wręcz przeciwnie, podkreślał swą wiarę wielokrotnie. Oburzony był przecież postawą Kościoła wobec komunizmu, a czy agnostyk byłby się tym przejmował?

    Nie potrafię się zgodzić, że „centralnym punktem odniesienia był dla niego człowiek”, bo to jest właśnie humanistyczna herezja. Co rzekłszy, Mackiewicz nie był teologiem ani filozofem, nie musiał być ścisły w swych dywagacjach na ten temat.

    Niesprawiedliwość państwa polskiego na Wschodzie, była ani moralna, ani bytowa (choć nie jestem pewien, co ma Pan tu myśli), a raczej antypaństwowa. W swych reportażach podkreślał Mackiewicz, że mniej interesuje go moralny aspekt sprawy, a zajmuje i przeraża wyłącznie polityczny: postępowanie Państwa Polskiego wobec białoruskiego chłopa było politycznym samobójstwem. Polityczny idiotyzm tej polityki przejmował Mackiewicza bardziej, niż niezaprzeczalny moralny absurd.

    Czy nie wydaje się Panu, że miał rację?

  7. 7 Andrzej

    Drogi Panie Michale,

    Chodziło mi o to, że moim zdaniem Mackiewicz nie powoływał się wprost na Boga opisując bunt Narocza, czy np. sprawę wypadku spowodowanego przez samochód państwowego urzędnika. Przedstawiał fakty niesprawiedliwości wobec autochtonów.

    W przedwojennych reportażach, summa summarum, bez wątpienia chodziło mu o kwestie państwowe. Taka była, jak sądzę, tzw. linia „Słowa”, pisma przede wszystkim politycznego. Ale wydaje mi się, że odwieczni mieszkańcy Wileńszczyzny i Polesia byli dla Józefa Mackiewicza zasadniczym punktem odniesienia. Sądzę, że nie chodziło mu zasadniczo o „państwowotwórczą kwestię Polską”, że nie tyle chciał silnego państwa polskiego, co zasobności jego mieszkańców i i uczciwości wobec nich, przede wszystkim odnosząc się do ziem z którymi się identyfikował. Pisał o konkretnych ludziach, opisywał krzywdy jakie ich spotkały ze strony Państwa Polskiego i wydaje mi się, że nie było to dlań jedynie pretekstem do jego wzmocnienia.

    Postępowanie II RP wobec ludności ukraińskiej i białoruskiej było oczywiście politycznym samobójstwem i przyniosło tragiczne skutki.

  8. 8 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Wyznaję, że po raz pierwszy chyba, w ogóle Pana nie rozumiem. Jeżeli brać Pańskie słowa – „nie powoływał się wprost na Boga opisując bunt Narocza” – dosłownie, to są one niestety niedorzeczne – to tak, jakby odwoływać się do Bożego Ładu, opisując wypadek samochodowy – więc musi Panu chodzić o coś innego, czego nie rozumiem.

    Natomiast co do istoty tej publicystyki z lat 30., to pozostaje ona ważna, aktualna, wciągająca, pomimo że nie istnieje już tamto państwo, nie ma takich ludzi, a nawet ziemia się zmieniła nie do poznania, pozostaje istotna, ponieważ autor nadawał jej inny wymiar. Nadał jej wymiar tragedii. Pokazał tragedię dobrowolnego niszczenia dziedzictwa Polski na Wschodzie przez Polaków i w imię Polski.

    Znamy go obaj wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że Józef Mackiewicz nie trzymał się nigdy żadnej linii. Słowo zajmowało pozycje, z którymi się nie zgadzał, natomiast sławne „interwencyjne” artykuły z lat 30., o których mówimy, były w pierwszym rzędzie jego. Przed nim w Słowie takich reportaży nie bywało.

    Ma Pan oczywiście rację, że krzywda chłopów nie była dla niego „pretekstem dla wzmocnienia państwa polskiego”, ale ja chyba niczego takiego nie twierdziłem. Być może jakakolwiek inna polityka, odwrotna od tej prowadzonej przez państwo polskie na Wschodzie, miałaby lepsze skutki dla tego państwa. A oprócz tego byłaby także lepsza dla tych ziem, które kochał, i dla ich mieszkańców.

  9. 9 Andrzej

    Panie Michale,

    OK. Przekonał mnie Pan, że błądzę „jak dziecko we mgle”. A jednak pozwolę sobie mieć inne zdanie co do podstawy na której Mackiewicz opierał swój stosunek do zdarzeń, opisywanych przezeń w przedwojennych reportażach.

    Przeczytałem właśnie ponownie tekst Mackiewicza z 1949 roku pt. „Bolszewizm i Watykan”. Polemizując z profesorem Marianem Zdziechowskim, który jednoznacznie wiązał bolszewizm z jego walką z Bożym Ładem, Mackiewicz pisze, że „bolszewizm powstał nie z walki z Bogiem, ale z walki z człowiekiem, tzn. z jego przyrodzonym prawem wolnej woli” (co powtórzył jeszcze wielokrotnie, m.in. w „Drodze donikąd”). Określił także kto, jego zdaniem, stanowi głównego wroga bolszewizmu, którego chce on zniszczyć. Jest nim „nie teocentryczny chrześcijanizm, ale antropocentryczny humanizm”. Mackiewicz pisze dalej, że bolszewizm „jest niewątpliwym wrogiem religii” dlatego, że „jest wrogiem wolności pod każdą jej postacią”.

    Czy nie uważa Pan, że takie podejście w kwestii bolszewizmu stanowić by mogło także o stosunku Mackiewicza w czasach II RP w kwestii niesprawiedliwości państwa wobec autochtonów ziem z którymi się identyfikował?

  10. 10 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Dotyka Pan tu poważnego problemu, który próbowałem rozważać przed laty w książce „Votum separatum”, zwłaszcza w rozdziale pt. „Nie Bogu, a ludziom”, który nb. był oryginalnym tytułem artykułu Mackiewicza, opublikowanego przez Grydza pod o wiele słabszym tytułem „Bolszewizm i Watykan”.

    Nie chcę tu powtarzać tamtych argumentów, ale wydają mi się nadal słuszne.

    Mam wrażenie – ale proszę mnie poprawić, jeżeli się mylę – że jest tu pewna niewypowiedziana przez Pana teza: Mackiewicz sam mocno wierzący nie był, więc można z powodzeniem trzymać się jego antykomunizmu bez odwoływania się do Bożego Ładu i religijnych czastuszków.

    Otóż odpowiem na to pytanie podobnie do tego, co mówiłem w książce. Otóż po pierwsze, Mackiewicz był bez wątpienia głęboko wierzącym człowiekiem. Niech Pan przeczyta np. tekst w Słowie z 1936 roku, pt. „Pismo Kuratorium”, to jest zresztą przykład jeden z wielu. Nie inaczej było po wojnie. Książki watykańskie są przejawem troski wierzącego człowieka o polityczny kierunek Kościoła.

    Po drugie, teza o wolności jest nie do utrzymania z powodów teoretycznych. Pisałem tu o tym wielokrotnie (ostatnio w „Antyliberalnym credo”), więc nie będę nudził. Czy Mackiewicz uważał wolność za wartość? Nigdy się w to nie wdawał (przynajmniej na piśmie), bo go nie interesowały tego rodzaju kwestie. Ale Mackiewicz był racjonalistą, więc postawiony wobec takiego pytania, musiałby – czy muszę dodawać: moim zdaniem? – przyjąć, że wolność wartością być nie może. Jeżeli jest Pan innego zdania, to chętnie wysłucham argumentów.

    W ostatecznej analizie, mogę (i muszę) mówić wyłącznie to, co mi każe mówić sumienie. Tylko za to jestem odpowiedzialny. Moja interpretacja rzeczywistości jest taka, jak wyłożona m. in. w powyższym cyklu. Czyli: wolność wartością być nie może, a twierdzenie, że „wolność jest największym wrogiem bolszewizmu” nie jest odległe od myślenia Formana, Keseya i Jonesa, i wielu innych lewaków. Józef Mackiewicz do nich nie należał.

  11. 11 Andrzej

    Drogi Panie Michale,

    Dziękuję Panu bardzo za sugestię odnośnie nieznanego mi artykułu Mackiewicza. Jeszcze go nie odnalazłem ale może mi się uda (być może w tym miejscu)

    Ponieważ uważam, że wiara w Boga jest intymną relacją pomiędzy człowiekiem a Stwórcą, która ma miejsce w ludzkiej duszy, nie poczuwam się do formułowania jakichkolwiek tez w tym względzie. Nie poczuwam się do zaglądania komukolwiek w tę sferę, co byłoby wg mnie bluźnierstwem.

    Niczego nie sugeruję. Jedynie zacytowałem Mackiewicza z jego tekstu, szukając argumentów dla swojego twierdzenia, że dla Mackiewicza głównym punktem odniesienia w jego publicystyce była jednostka ludzka postrzegana w ramach Boskiego Ładu.

    Co do tego, że wolność nie może być wartością samą w sobie, że musi być uwarunkowana dobrem i moralnością aby była coś warta oraz stanowi jedynie warunek, przekonał mnie Pan już dawno temu. Jestem zdania, że Józef Mackiewicz tak właśnie ją postrzegał.

  12. 12 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Obawiam się, że niechcący stworzyłem wrażenie, że artykuł pt. „Pismo Kuratorium Nr. I-41682/35″ z 29 stycznia 1936 roku, traktuje o tym, o czym tu mówimy. Tak nie jest. Twierdzę tylko, że takiego tekstu nie mógł napisać człowiek, dla którego wiara katolicka nie jest czymś bardzo ważnym. Jeszcze kilka lat temu można było czytać całe Słowo na internecie w kilku zbiorach: UJ, BN, Kujawsko-Pomorskiej itp. Zresztą nie tylko Słowo, ale teraz jest o wiele gorzej, jak rozumiem, dzięki dyrektywom brukselskim.

    Niestety nie rozumiem, co Pan uważa tu za bluźnierstwo. Jeżeli bluźnię, to chętnie Pana przeproszę, ale muszę wiedzieć za co.

    Jeżeli przyjmuję jednostkę ludzką za główny punkt odniesienia w mych rozważaniach, to jestem z definicji „humanistą”. Humanizm jest praojcem bolszewizmu. Nie może być chyba żadnego punktu stycznego między konserwatyzmem Józefa Mackiewicza i humanizmem. Wydaje mi się, że pisałem o tym w związku z Eberhardtem, który takie właśnie humanistyczne mrzonki przypisywał Mackiewiczowi (nie jestem pewien, a nie mogę teraz sprawdzić).

    Nadawanie statusu wartości ludzkiej swobodzie jest jedną z rozlicznych konsekwencji humanizmu. „Nic co ludzkie nie jest mi obce”, więc potrafię się zidentyfikować z każdym występkiem, bo jest ludzki, arcyludzki, jest realizacją wolności.

Komentuj





Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja