6 Comments “(Polski) Powstanie węgierskie i narodziny sowieckiej strategii. Część VII”

  1. 1 amalryk

    Sam stalinizm był dla komunizmu trudnym doświadczeniem, poziom niestabilności w jakim znalazł się system po śmierci wielkiego Soso rzeczywiście groził destabilizacją całej imprezy; ale w ostatecznym rachunku wyszli z tego tylko wzmocnieni.
    Daje się zauważyć typowy dla nich modus operandi ; nie trzymać się schematu, reagować elastycznie w zależności od uwarunkowań, iść werbalnie na wszelkie ustępstwa a po zidentyfikowaniu problemu wybierać najoptymalniejszy wariant nie zapominając o niezwyle dydaktycznej funkcji terroru.
    Na Zachód, przynajmniej od czasów rewolucji we Francji, nie ma co się oglądać, to w końcu stamtąd przyszła ta zaraza nie na odwrót…

    Pozostaje nam tylko pamięć i modlitwa za dusze poległych w walce z tą zarazą na ulicach Budapesztu w 1956 roku, oni wybrali jedyną słuszna drogę. (Bo jak powiedział Davila: “Dla inteligentnego człowieka nadzieja na zwycięstwo jest jedynie pretekstem do walki.”)

  2. 2 michał

    Drogi Panie Amalryku,

    Jak miło, że Pan zawitał znowu w te strony.

    Nie można i nie należy liczyć na Zachód – to jest jedna z wielu oczywistych lekcji z węgierskeigo powstania (choć oczywiście ma Pan rację, że i bez niego, można było dojść do takiego samego wniosku). Ale inną lekcją jest, moim zdaniem, że bolszewicy nie zawsze są elastyczni i nie zawsze z łatwością identyfikują problem. Studiując wydarzenia w Budapeszcie, odniosłem raczej wrażenie chaosu i bezhołowia. Zupełnie nie wiedzieli, jak się ustosunkować do rozwijających się wydarzeń. Wahania, zmiany decyzji, porzucenie jednej taktyki na rzecz odwrotnej, były na porządku dziennym, przez tych 12 dni, ale także podczas miesięcy wiodących do kryzysu. Ale niestety, w przeciwieństwie do wolnych ludzi, uczyli się na własnych błędach.

    A jak Pan teraz widzi zamieszki w Poznaniu, o których tak interesująco Pan pisał tutaj kilka lat temu? Czy nadal uważa je Pan za jednoznaczną prowokację? Muszę powiedzieć, że nie jestem już teraz pewien.

  3. 3 amalryk

    Ależ ja się nigdzie stąd nie wybierałem. Śledzę na bieżąco witrynę, a że już mi się nawet gadac nie chce ? Cóż, to najwyraźniej znak nadciągajacej nieuchronnie starości.

    Ma Pan rację słowo elastycznie jest mało adekwatne do bolszewickich zachowań , to raczej próbowanie wszystkiego naraz w myśl zasady “a nuż się uda”, co nie zmienia faktu, że po czasie gdy opadną emocje analizują dokładnie wydarzenia i wyciagają wnioski.

    Czy poznański czerwiec był prowokacją? Teraz już taki pewien nie jestem. Być może tylko częściowo, którejś z koterii, chcącej dorwać sie do władzy w chwili destabilizacji systemu, a nie jako całkowicie odgórnie zaplanowana i przeprowadzona akcja.

  4. 4 michał

    Panie Amalryku,

    Nie mogę oczywiście tego wiedzieć, że Pan tu zagląda. Z mojego punktu widzenia jest to trudny problem, bo oczywiście nigdy nie namawiałbym nikogo do komentarzy w rodzaju “dobre, pozdro”, jakie się czasami widuje. Miałem niedawno interesującą dyskusję z pewną młodą damą na temat Dostojewskiego. Otóż perorowałem długo na temat jego konkretnych wypowiedzi, nie godząc się z żadną z nich ani w szczegółach, ani w ogóle. Na co usłyszałem: “A ja myślałam, że pan lubi Dostojewskiego…” Ba, nie tylko lubię, ale podziwiam i uważam go za największego powieściopisarza, jakiego ziemia nosiła – ale to przecież nie znaczy, żebym się z nim miał zgadzać.

    I tak to chyba jest, że tylko niezgoda, albo przede wszystkim niezgoda, powoduje u myślących ludzi potrzebę wypowiedzenia się. Ale problem wówczas jest taki, że dyskusyjne, a zatem ciekawe, jest tylko to, co jest niesłuszne. A czy to nie jest zabójcza konkluzja? Czyż u Dostojewskiego, dla przykładu, nie ma wystarczająco wiele myśli, z którymi wypada się zgodzić?

    Wracając do węgierskiego powstania, muszę wyznać, że uważam je za niezwykle ważne i nie mam pojęcia, czy zdołałem zanudzić czytelników szczegółami (które znowu wydają mi się istotne, bo bez nich nie sposób pojąć, o co tam szło, i można pozostać przy mniemaniu, że “premier Nagy był przywódcą antykomunistycznego powstania”, co jest nonsensem), czy też jestem tak niezwykle precyzyjny w utrafianiu w sedno sprawy (w co wątpię), że po prostu nic już nie można do tego dodać, czy wreszcie jest to kompletny bełkot, który w ogóle nie zasługuje na dyskusję (w co, nieskromnie, także wątpię).

    A bolszewicy? Ależ oni są ponad miarę giętcy. Elastyczni? To bardzo dobre słowo. Po prostu w owych dniach powstania w Budapeszcie, wydali mi się zdumiewająco mało elastyczni. Stąd zresztą wzięło się podejrzenie, że coś jest na rzeczy! Bo niby skąd nagle te wahania? Skąd nagle: najpierw czołgi, potem wycofanie, potem znowu czołgi? Skąd ten “Nagy na czele” itd.? Wszystko to wyglądało podejrzanie jak wcześniejsza wersja praskiej wiosny, ale przestaje tak wyglądać, kiedy się temu przyjrzeć bliżej, kiedy zajrzeć pod każdy leżący kamień.

    I Poznań także wpisuje się w ten dziwny okres, kiedy oni byli bardziej podatni niż w jakimkolwiek innym okresie na – nazwijmy to po imieniu – strzały. Na opór, na walkę z nimi. Kiedy można ich było pokonać.

    Jakże Pan ma rację, przywołując w tym kontekście Gomeza! Tak. To jest właśnie perspektywa, w której należy rozważać węgierskie powstanie.

  5. 5 amalryk

    Uwielbiam tego “polakożercę” Dostojewskiego, ba myślę, i chyba nie jestem tu jakimś nowatorem, ze po nim sztuka literacka raczej niewiele już nam ma do odkrycia.
    Nie! Doskonale moim, w sumie nieliczacym się, zdaniem nieprofesjonalisty opisał Pan tamte , jakże istotne , dla zrozumienia bolszewickiej modus operandi wydażenia.
    Panie Michale kolumbijczyk Davila również trafnie zauważył iż:„Kto pragnie pisać dla więcej niż stu czytelników, ten zdradza własne przekonania.”
    No i to chyba tyle.

  6. 6 michał

    Drogi Panie Amalryku,

    Gomez powiedział także: „Żeby mieć rację, nie wystarczy się nie zgadzać; chociaż dzisiaj, żeby racji nie mieć, wystarczy przyzwalać.”

    A czy przyzwolenie nie zawiera się już w milczeniu? Otóż wcale nie jestem przekonany. Coraz częściej wydaje mi się, że w dzisiejszym świecie, w tym zalewie bezmyślności, milczenie jest jedynym wyjściem. Jest być może koniecznością.

    Ale nie przerzucajmy się cytatami z wielkiego Gomeza. I bardzo dziękuję za dobre słowo.

Comment





Language

Books Published by The Underground

Order here:



Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a

H
1946
 
J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja