4 Comments “(Polski) Powstanie węgierskie i Radio Wolna Europa. Część X”

  1. 1 amalryk

    W przyypadku Węgier hipokryzja amerykańska sięgneła dna. Jeżeli zaś prawdą jest, że w węgerskiej sekcji RWE zatrudnili świadomie antykomunistów (miast bolszewickich poputczików jak np. w polskiej) a nie z wynikającego z niechlujstwa przeoczenia (trudności językowe, brak kandydatów etc) to ich hipokryzja się potęguje. Po węgierskich doświadczeniach na takich wyzwolicieli do wolności nie warto nawet splunąć.

    Postalinowski komunizm, według formuły “socjalistyczny w treści narodowy w formie”, ostatecznie zwyciężył. Można go smialo okreslić jako socjalistycznonarodowy co stary przesmiewca Szpot juz dawno pięknie spuentował w “Towarzyszu Szmaciaku”;

    “I tak socjalizm w kraju naszym
    osiągnął wyższe stadium – faszyzm.”

  2. 2 michał

    Drogi Panie Amalryku,

    To jest bardzo dobre pytanie: dlaczego była tak wielka różnica między polską sekcją RFE i sekcjami węgierską i czeską? Niechlujstwo? Tak. Język? Tak. Ogromna ilość Polaków na Zachodzie w porównaniu do stosunkowo małej liczby Czechów i maleńkiej Węgrów. Na pewno. Ale mnie trudno oprzeć się wrażeniu, że ogromną rolę odegrał osobiście Jan Nowak. Gati w swojej książce o powstaniu węgierskim, stawia Nowaka za wzór, jak należało prowadzić radiostację. “Pod trzeźwym i mocnym przywództwem Nowaka sekcja polska była mniej konfrontacyjna niż czeska i węgierska.”

    Proszę dodać do tego autentyczną (bo z pewnością nie upozorowaną, nie cyniczną) konfuzję ideową w samym sercu polityki amerykańskiej – cały ten kompleks, który nazwałem skrótowo “wielka spółka czy zimna wojna?”, wyzwalać czy współpracować? – i ma Pan składniki do mieszanki wybuchowej.

    A zatem, gdybym musiał odpowiedzieć na Pańskie pytanie – czy jest możliwe, żeby Amerykanie celowo zatrudnili antykomunistów w Głosie Wolnych Węgier? – to powiedziałbym, że nie jest to możliwe. W żadnym stadium planowania akcji OPC, pomimo wielkiej sympatii, jaką odczuwam do ludzi takich jak Wisner czy Jackson, nie widziałem żadnych śladów długoterminowego, strategicznego myślenia. (Rozumiem, że w tej sytuacji zatrudnialiby antykomunistów w RFE, by podnieść temperaturę na Węgrzech do staniu wrzenia.) A poza tym, retoryka Nowaka i jego ludzi była antykomunistyczna, więc amerykańskim szefom oni wszyscy wydawali się antykomunistami.

    Podobnie było ze stosunkiem emigracji do RFE. Nowak nakazał w audycjach używania wyłącznie formy “radziecki”, ale w pismie RFE “Na Antenie”, skierowanym na emigrację, przywracano formę “sowiecki”, żeby nie drażnić emigrantów i podtrzymać obraz “antykomunistycznej radiostacji”.

    Natomiast co do Ameryki, to grzeszymy nie mniej niż Amerykanie. Mackiewicz pisał w Zwycięstwie prowokacji:

    “Zamiast traktować Amerykę za naszego sojusznika, – dobrego lub złego, mądrego lub głupiego, – traktujemy się, w najlepszym razie, sami za sojusznika Ameryki (i to pod licznymi warunkami), gdy chodzi o nasze własne wyzwolenie. Czyli nie my powinniśmy walczyć i Ameryka nam w tym pomagać, lecz odwrotnie: Ameryka powinna walczyć, a my jej (ewentualnie) w tym pomagać. Tak jakby Ameryka, a nie my, znajdowała się aktualnie pod jarzmem komunistycznym.”

    Czyż to nie racja?

  3. 3 amalryk

    Taaa… Tak pewnie się rzeczy miały.

    Ale, ale! Uwaga Mackiewicza :”(…) traktujemy się, w najlepszym razie, sami za sojusznika Ameryki (i to pod licznymi warunkami), gdy chodzi o nasze własne wyzwolenie.(…)” błyskotliwa ale, jakby to ująć? jakaś szalenie maksymalistyczna (o ile to jest tu dobre słowo). Przecież ideologiczne macki komunizmu były na dobre zapuszczone w Polskę już w czasach IIRP . A po bezprecedensowym, zapewne w całej historii tego globu, sześcioletnim czasie rzezi dokonanej wlaśnie tu na tak ograniczonym “areale” przez “domorosłych niemieckojęzycznych bolszewików” naprawdę trudno było oczekiwać od “tutejszych” jakiejkolwiek ochoty do heroizmu; w stosunku do bliźniaczego, choć o ile bardziej “otwartego narodowo” kolejnego gangu wszawych opętanych morderców.

    A nauka jaka płynie dla nas z Powstania Wegierskiego ? Jest boleśnie czytelna; jeżeli Ameryka nie będzie walczyć to my nie bedziemy jej pomagać ale jeżeli my, przypadkiem, będziemy walczyć to Ameryka z pewnościa nam też pomagać nie będzie. I tak staczamy sie na dobre w gówno bolszewizmu…

  4. 4 michał

    Drogi Panie Amalryku,

    Plutarch pisze gdzieś, zastanawiając się nad historią Rzymu, że po ekscesach Mariusza, Cynny i Carbo, nadchodzący Sulla wydawał się mieszkańcom Miasta wybawieniem. Doprowadzono Rzym do takich nieszczęść i opresji, że w desperacji ludzie pragnęli już nie wolności, ale łagodniejszej formy tyranii. Oczywiście Sulla okazał się jeszcze gorszym despotą. Ale w tym jednym zdaniu zawiera się cały sens „polskiego października”. Tylko jak wyjaśnić powstanie węgierskie?

    Ma Pan rację, że wojna była bardzo łagodna na Węgrzech, ale (jak pisałem w pierwszych częściach tego cyklu) skompensowana została brutalnością strzałokrzyżowców, potworną, 50 dni trwającą, bitwą o Budapeszt, i wreszcie niezwykły w swym okrucieństwie reżym Rákosiego. Innymi słowy, różnice były bardzo zasadnicze, ale nie uzasadniają one odwrotnego podejścia w październiku 56. Węgrzy odmówili “łagodniejszej formy tyranii”.

    Chyba inaczej niż Pan interpretuję te słowa Mackiewicza. Wydaje mi się, że chodziło mu raczej o przywrócenie hierarchii ważności, tzn. najpierw myśleć o własnej postawie, a dopiero potem krytykować innych. Węgrzy mogą krytykować Amerykę, że nie pomogła. Ale jak mogą krytykować Amerykanów Polacy, skoro sami nie zamierzali walczyć? Nie był to zatem maksymalizm, ale raczej minimalizm, w sensie “zacznijmy od nas samych”.

Comment





Language

Books Published by The Underground

Order here:



Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a

H
1946
 
J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja