18 Comments “(Polski) Trump”

  1. 1 Andrzej

    Trump staje się nagle prorokiem destabilizacji, agentem niepewności. Swoją idiotyczną arogancją i żenującą chełpliwością, swym buńczucznym wywyższaniem się i butną pyszałkowatością, przygotowuje grunt pod „front jedności wszelkich sił postępowych na planecie”. Trump radykalizuje i jednoczy całą lewicę świata.

    Także sądzę, że jest to kluczowym elementem w dążeniach sowietów. Myślę ponadto, że niestałość i nieobliczalność Trumpa nie tylko konsoliduje lewicę i przyspiesza “sytuację rewolucyjną” ale pozwala też zaakceptować Amerykanom każdą jego woltę polityczną. Nikogo, jak się zdaje nie zaskoczyło zbytnio, gdy po spotkaniu z Putinem nawoływał do powrotu do pełnej współpracy z sowietami, obwieszczając nawet możliwość stworzenia amerykańsko-sowieckiej jednostki mającej zapobiegać ingerencjom w wybory (zapewne chodziło tu o wybory amerykańskie, bo ingerencję w sowieckie “wybory” trudno sobie wyobrazić), aby po kilku dniach, w wyniku krytyki, się z tego wycofać (czas pokaże do jakiego stopnia). Taka sytuacja stwarza dodatkowe możliwości. Nic nie można przewidzieć, wszystko jest możliwe a brak pewności to stale powiększający się chaos. I tak w kółko.

    Nie potrafię pojąć, w jaki sposób Trumpowi udało się tak łatwo pokonać zawodowych i mających silne pozycje polityków republikańskich takich jak Cruz czy Rubio, którzy, w porównaniu z nim, prezentowali przecież o całe niebo wyższą klasę i konkretne poglądy. Czy to była kwestia pieniędzy, czy może popularności Trumpa jako tzw. celebryty? Tak czy owak, dla mnie to dowód na to, że amerykańska demokracja sięga nizin. Przypadek Trumpa zdaje mi się być logicznym następstwem “postępów demokracji” w ostatnim ćwierćwieczu.

    W administracji Trumpa jest wszakże również dobrze znany sowietom, Rex Tillerson. Jak Pan, Panie Michale ocenia jego rolę i jak skomentuje Pan zaangażowanie się całej rodziny Trumpa w jego politykę?

  2. 2 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Nie jestem wcale przekonany, że Amerykanie z łatwością akceptują każdą jego woltę polityczną. Nie śledzę amerykańskiej sceny politycznej, ale miałem wrażenie, że krytyka propozycji Trumpa, by wspólnie z Putinem zapobiegać ingerencjom w wybory – to tak, jak by proponował, żeby oddać złodziejowi klucze do domu, w celu zapobieżenia kradzieży – była niezwykle ostra ze wszystkich stron. Lewakom nie podoba się cokolwiek powie Trump, ale w Ameryce są nie tylko lewacy.

    Przypuszczam, że w kwestii poparcia dla Trumpa wśród Republikanów, działa ten sam mechanizm, który każe popierać “swoich”, plus powszechny w Ameryce, nadmierny szacunek dla osoby prezydenta. W istocie, Republikanie powinni już zauważyć, że Trump ściąga urząd prezydenta do kloaki.

    Rex Tillerson jest dla mnie tajemniczą postacią. O ile wiem, nie ma politycznej przeszłości (Mattis też nie miał, ale Marines nie na darmo nazywano “Armią Departamentu Stanu”), a w każdym razie ja nie wiem o nim wiele. Czytam, że ludzie, którzy go znają, cenią go niezwykle wysoko. Z Putinem miał do czynienia, jako szef wielkiej kompanii naftowej. Pracując dla Exxon w sowietach, musiał – taki był jego obowiązek – utrzymywać jak najlepsze stosunki z Kremlem. Innej możliwości nie ma. Czy to go kompromituje? Skompromitowało Armanda Hammera…

    Zaangażowanie rodziny jest zupełnie żenujące. Konstytucja amerykańska stworzona została dla uniknięcia nepotyzmu i zasady dziedzicznej, a w dzisiejszej Ameryce dzieci na ogół idą śladami rodziców. Hollywood jest wypełnione dziećmi aktorów i producentów, Wall Street dziećmi bankierów i maklerów. Trump jest tu tylko znakiem czasu, i zanim przypiszemy mu winę za ten stan rzeczy, pamiętajmy, że Bill Clinton dał swojej żonie, która nie miała żadnej formalnej roli w jego rządzie, ani żadnych kwalifikacji, misję zreformowania (czy też stworzenia) służby zdrowia.

    Jak wiadomo z historii Kościoła, żadna instytucja nie wyszła dobrze na nepotyzmie, i to się źle skończy w Ameryce także.

  3. 3 Andrzej

    Panie Michale,

    Dziękuję bardzo za tę odpowiedź. Jeśli chodzi o Tillersona, to chodziło mi o zwrócenie uwagi na to, kto dyryguje polityką zagraniczną USA w administracji Trumpa. Porównanie z Armandem Hammerem zdaje mi się być jak najbardziej na miejscu. Wiedza sowietów o Tillersonie musi być ogromna.

    Wie Pan, nigdy nie przepadałem za X-files. To była wg mnie postmodernistyczna bzdura. To, że te wszystkie głupoty o Trumpie i jego wizycie w peerelu, które Pan wymienił w swoim tekście, wypisuje wielbiciel tego serialu, wcale mnie nie dziwi. Dziś nastały w peerelu czasy, że nawet nacjonaliści stosują postmodernistyczne sztuczki i postmodernistyczną retorykę. Ulegają bolszewikom, nie zdając sobie z tego wcale sprawy.

  4. 4 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Ależ Pan narobił bigosu! Podjąłem wątek z Pańskiego artykułu, niewinnie i naiwnie, jak przystało na skromną osobę, a tu mi się oberwało od samego Foxmuldera we własnej osobie (i od Górnoślązaka także!):

    http://foxmulder2.blogspot.co.uk/2017/07/najwieksze-sekrety-pontifex-pacem-dei.html

    Zapewniam Pana, że Pontifex Pacem Dei, to nie ja, a na rozlicznych zdjęciach jest Papież i Parvus, Kemal i ścięte głowy, ale nie ma mnie. Ale na samym końcu ciekawego skądinąd artykułu o wielkim Papieżu, jest także coś o mnie. Czy powinienem odtąd nosić odznakę? Czy już sama wzmianka u Foxmuldera jest wystarczającym honorem? Nie wiem niestety (a może na szczęście), co to jest “X-files”, ale wnioskuję, że nie warto wiedzieć.

    Wróćmy po tych ekscytacjach do Trumpa, a ściślej Tillersona. Porównanie do Armanda Hammera było z mojej strony naciągane. Hammer zrobił pieniądze u Stalina, a z czasem stał się najbogatszym człowiekiem na świecie, ale zawsze był „wielkim przyjacielem związku sowieckiego”. Łączy ich fakt, że byli ludźmi ropy (oilmen), i że przebywali długo w sowietach, ale Tillerson był zaledwie urzędnikiem wielkiej firmy. Jako jej wieloletni reprezentant w sowietach, musiał z definicji utrzymywać jak najlepsze kontakty z Jelcynem i Putinem, bo bez tego nie można tam robić interesów. W moich oczach, to go kompromituje, ale przecież nie może go kompromitować obiektywnie. Wszyscy mamy jakieś kontakty z sowieciarzami, czytamy książki wydane w prlu, używamy chrlowskich produktów itd. Pamiętam, że przed laty usiłowałem tego nie robić, ale poddałem się prędko.

    Spróbuję jeszcze pogrzebać wokół Tillersona, bo obok Mattisa, to na pewno najciekawsza postać w tej administracji.

  5. 5 Andrzej

    Drogi Panie Michale,

    No cóż, uderz w stół…Przeczytałem tę dyskusję (bo całego artykułu nie zmogłem, wydaje mi się nudny jak życie w peerelu) z zainteresowaniem. Cechą charakterystyczną dla większości tutejszych “prawicowców” jest to, że każdego klasyfikują. Nic innego się w tym środowisku nie liczy, niż “ten jest stąd, a tamten stamtąd”. Jakakolwiek merytoryczna dyskusja z ich strony jest wykluczona i najczęściej zastępowana epitetami. Ostatecznym argumentem, przed którym nie może być żadnej obrony, jest zaś: “ty jesteś agent Kremla” (nierzadko z dodatkiem azjatycki albo euroazjatycki). Zaś zwykle stosowaną zasłoną dymną – “szukanie prawdy”. Stąd może, w tym kontekście, tak wielu usiłuje powoływać się na Mackiewicza. Dziś dla tych “poszukiwaczy prawdy”, każda krytyczna wzmianka o Trumpie, czy wykazanie sowieckiej ingerencji w wybory w USA, jest powodem do sklasyfikowania każdego, kto tak twierdzi, jako wielbiciela i wyznawcy tez CNN i Podesty (im bardziej się upiera przy swoim, tym bardziej “pedofilskiego”). Tak rzecze “obiektywista-erudyta” i tak ma być. Koniec, kropka. Że to ośmiesza jego samego? Nie takie numery ma za sobą, a i nieomal wszyscy dookoła niego. Pozostaje więc ograniczenie się w zakresie poglądów i myśli – bełkot – bagno. Nuda i wóda.

    Mnie jednak Tillerson, wydaje się mieć więcej wspólnego z Hammerem. O ile nie jest, jak mi się zdaje, milionerem, jest reprezentatywnym przedstawicielem dzisiejszego amerykańskiego establishmentu, który sprzedaje sowietom sznur. Wydaje mi się, że nie chodzi tu o same kontakty z sowieciarzami (jak Pan słusznie zauważył, w warunkach komunizmu nie do uniknięcia) lecz o nasze rozumienie tych kontaktów, przez pryzmat odrzucenia bolszewizmu z zasady.

  6. 6 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Tillerson nie jest biedny. Jako szef Exxon zarabiał 30-40 milionów rocznie. W samych akcjach Exxon miał kilka lat temu ponad 200 milionów dolarów. Oprócz tego oceniano go na $150 milionów w innych aktywach (znowu, przed paru laty). Ale ma Pan rację, że Tillerson należy do grupy biedniejszych członków administracji Trumpa, bo tam jest wielu miliarderów. Nieźle, jak na populistycznego prezydenta, który rzekomo walczy o prawa amerykańskiego robotnika.

    A co do inwektyw, mnie to nie przeszkadza. Obrażanie się zostawmy pokojówkom. Osobiście pozostanę przy ufności w potęgę racjonalnej dyskusji.

  7. 7 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Poczytałem ciut na temat Tillersona, i rzeczywiście coraz mniej mi się podoba. Ale… zawsze jest jakieś “ale”.

    Może pamięta Pan, że przed rokiem rozpocząłem cykl pt. “Bolo Liquidation Club”, który nb. zamierzam kontynuować. Otóż w drugiej części (http://wydawnictwopodziemne.com/2016/05/14/bolo-liquidation-club-ii/ ) jest mowa o dwóch panach, Paulu Dukes i George’u Hill. Obaj znali doskonale Rosję, a znając ją, kochali. Z tego wywiódł się ich antykomunizm, ich nienawiść do bolszewizmu, jako mordercy tego wspaniałego kraju.

    Otóż obaj, a zwłaszcza Hill, operując w zrewolucjonizowanej Rosji jako tajni agenci brytyjscy, gotowi byli na najrozmaitsze kompromisy z bolszewią, które wydawały mi się zawsze baaardzo podejrzane.

    Kiedy czytam o Tillersonie, to nasuwają mi się pewne analogie. Nie ma w tym nic więcej niż irracjonalne przeczucie – coś tak, jak Pańskie przeczucie, że Ukraina odgrywa większą rolę w wojnie cybernetycznej niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka – nie mam żadnych dowodów, ale być może wiedza Tillersona na temat sowietów, fakt, że zna ten koszmar z pierwszej ręki, bo musiał się w nim obracać, musiał w nim operować i wygrywać, tj. osiągać konkretne cele, może to odegra jakąś rolę w przyszłości. W końcu, analogia z Hillem jest zupełna. Obaj reprezentowali obce interesy w sowietach i na miejscu pojęli, że by osiągnąć cele – cele Rządu Jego Królewskiej Mości w wypadku Hilla, i cele Exxon dla Tillersona – muszą w tym labiryncie znaleźć jakąś drogę.

    Ale znajomość Rosji i sowietów uczyniła z Hilla antykomunistę i być może mogła mieć podobny wpływ na Tillersona. Wiem, wiem, nadzieja jest matką głupich…

  8. 8 Andrzej

    Panie Michale,

    Wszystko jest możliwe. Jednak wydaje mi się, że o ile antykomunizm w zrewolucjonizowanej Rosji był rzeczą naturalną (poza wszystkim, w grę wchodziły również osobiste straty), o tyle obecnie – po wielu dziesiecioleciach trwania wielkiej spółki, co w szczególności dotyczy współpracy gospodarczej z sowietami, nierzadko skutkującej ogromymi zyskami dla zachodnich firm i ich właścicieli – prawdopodobieństwo takiej postawy wśród amerykańskich elit gospodarczych jest nikłe. Ale oczywiście nie zerowe.

    Nominacja sekretarza stanu (jak wszędzie na takim stanowisku) wskazuje kierunek przyszłej polityki zagranicznej USA. Jako, że został nim dobrze znający sowiety oraz od lat znany i doceniany przez sowietów prezes ExxonMobil, który nigdy przedtem nie sprawował żadnego stanowiska publicznego, sygnalizowało to rozwinięcie współpracy amerykańsko-sowieckiej na podstawie jego osobistych kontaktów. Wydaje mi się, że jest ona jednym z priorytetów Trumpa i jego ekipy. Trump wspomniał ostatnio na ten temat po spotkaniu z Putinem w Hamburgu, ogłaszając na Twitterze (bo jakżeby inaczej skoro to dlań główne “narzędzie nowoczesnego prezydenta”): “Now it is time to move forward in working constructively with Russia!”. Oczywiście, trzeba wziąć pod rozwagę to, co Pan słusznie podkreśla w swoim tekście: Trump twierdzi coś, a potem zmienia zdanie na przeciwne. A jednak, z głoszenia potrzeby współpracy z sowietami nigdy, jak dotąd, się nie wycofał. Konsekwentnie ją głosi od zawsze.

  9. 9 Andrzej

    ps. pisząc, że Tillerson nigdy przedtem nie sprawował żadnego stanowiska publicznego miałem na myśli stanowisko polityczne – rządowe albo stanowe. Był on prezesem organizacji Boy Scouts a także prominentną osobą w innych organizacjach ale żadna z nich nie była związana z polityką sensu stricto.

  10. 10 michał

    Hmm… nie wiem, czy mnie to przekonywa.

    Najbardziej przekonujące w życiu bywa bezpośrednie doświadczenie, zwłaszcza w disiejszych okropnych czasach, gdy jest przeceniane. Ale proszę spojrzeć na historię Segieja Magnickiego i tzw. Magnitsky Act amerykańskiego Kongresu. Ludzie, którzy do tego aktu doprowadzili, byli poputczikami, pół-komunistami. Bill Browder, szef funduszu Hermitage, jest wnukiem jednego z założycieli amerykańskiej kompartii – ma wszelkie cechy ludzi, którym ufać nie wolno.

    Ale to, co się stało z Magnickim, obróciło go przeciw Putinowi. Browder rozumie lepiej, jak działa to pseudo-państwo. Czy wyciaga z tego ostateczne wnioski? Chyba nie. Ale na to chyba nie liczymy, ani Pan, ani ja.

    Pisałem tu o książkach Maszy Gessen, Petera Pomerancewa – oboje nagromadzili mnóstwo dowodów, że mamy do czynienia z sowietami pod Putinem, ale sami nie wyciągnęli z tego wniosków. Foxmulder, delikatnie mówiąc, nie “lubi” Putina, ale odmawia przyznania, że to nie jest żadna Rosja, a czyste sowiety.

    Nie wymagajmy więc zbyt wiele od Tillersona, a liczmy na to, że jego wiedza na temat sowietów odegra jakąś role. Najprawdopodobniej się przeliczymy. Już plotkują o napięciach między Kushnerem i Departamentami Stanu i Obrony, a w ewntualnym konflikcie między zięciem a generałem, Trump raczej nie stanie po stronie Mattisa. Jest więc możliwe, że ani Tillerson, ani Mattis nie przetrwają 4 lat.

  11. 11 Andrzej

    Panie Michale,

    Wszystko jest możliwe. Także i to, że Trump nie będzie rządził pełnej kadencji gdy Kongres uzna sowiecką interwencję w proces wyborczy za udowodnioną. Trudno będzie zignorować powszechnie znane fakty. Z tego, jak sądzę, mogą wyniknąć jakieś konsekwencje także dla niego. Wydaje mi się, że jako prezydent ma słabą pozycję. Mimo tego, że reprezentuje partię Republikańską, o wszystko musi wśród Republikanów zabiegać. Republikanie wydają się być mocno podzieleni nie tylko w odniesieniu do jego polityki i pomysłów ale także swoich własnych (właśnie mamy tego kolejny dowód), a ten podział jest i będzie wykorzystywany przeciw Trumpowi i Republikanom przez opanowanych przez lewackie elity Demokratów. Nie wspominając o reszcie pro-bolszewików dla których jest wrogiem nr 1. Jak napisałem wcześniej, podzielam Pańskie zdanie, że jego prezydentura konsoliduje lewackie armie co było zapewne celem sowietów, gdy ingerowali w wybory. Tylko jak to się stało, że wygrał republikańskie primaries? Być może i tego się kiedyś dowiemy.

  12. 12 michał

    Panie Andrzeju,

    Jest też taka hipoteza, że będąc narcystycznym egotykiem, Trump nie zechce stanąć do kolejnych wyborów. Harce przedwyborcze w Ameryce zaczną się już za jakieś 2 i pół roku. Straszne. Byłem przez długi czas zdania, że Trump nie stanie do kolejnych wyborów, że wykpi się wiekiem. Ma 71 lat, był w momencie wyboru starszy niż Ronald Reagan. Ale coraz mniej jestem przekonany, że tak się stanie.

    Nie wiem także, czy ma Pan rację, że trudno mu będzie ignorować powszechnie uznane fakty. Cała jego prezydentura opiera się właśnie na całkowitej pogardzie dla faktów.

    Partie polityczne w Ameryce nie wyglądają tak samo jak w Europie. To są machiny, które schodzą się w celu wyborów, a potem w Kongresie reprezentanci i senatorzy tworzą raczej luźne koalicje. Nie ma tam zasadniczo “dyscypliny partyjnej”. Jedni prezydenci radzili sobie z tym świetnie, np. Reagan, inni nie, np. Obama.

    Trump jest klasycznym dla Ameryki typem “shock jock”. To byli radiowi DJs, którzy, żeby zwrócić na siebie uwagę publiczności na bardzo konkurencyjnym rynku, wypowiadali najbardziej szokujące opinie. Im bardziej ludzie protestowali, tym więcej słuchało. Geniusz Trumpa polega na tym, że zastosował tę taktykę do wyborów prezydenckich. Przypuszczam, że nigdy nie sądził, że je wygra.

  13. 13 Andrzej

    Panie Michale,

    W Internecie można przeczytać o wypowiedziach Trumpa (i nie tylko) i o ich prawdziwości. Strona jest wciąż aktualizowana i wydaje mi się to być rzetelnym opracowaniem (ale mogę się przecież mylić). Wynika z niego, że tylko 5% jego wypowiedzi nie mija się z prawdą. Zamieszczono tam również “Trump-o-meter”, ukazujący jak Trump realizuje swoje obietnice wyborcze.

  14. 14 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Żyjemy niestety w czasach, gdy proste wypowiedzenie własnej opinii, sprowadzone jest natychmiast do określonej pozycji propagandowej i jako takie może być tylko albo popierane, albo zwalczane.

    Słyszałem o PolitiFact już wcześniej, ale mam wątpliwości, czy można rzeczywiście sprowadzić złożone wypowiedzi wolnych ludzi do prostych, binarnych “tak lub nie”, prawda lub kłamstwo. Anglicy mają powiedzenie, do którego się powszechnie nie stosują: dżentelmeni nie dyskutują o faktach. Fakty po prostu są, debatować można ich interpretację albo czyjeś opinie, ale nie fakty same. No, bolszewicy zmienili tę podstawową prawdę. Uczynili przedmiotem sporu niepodważalne fakty. Ale też bolszewicy nie są dżentelmanami, więc nie powinniśmy brać z nich wzoru.

    Nie umiem powiedzieć, czy metodologia PolitiFact jest rzetelna. Czy są to ludzie motywowani poszukiwaniem prawdy, czy też mają swoje własne, ukryte cele? Jeżeli są to szczerzy poszukiwacze prawdy, to wyrządzam im niniejszym wielką krzywdę.

    Żyjemy w okropnych czasach.

  15. 15 Andrzej

    Wygląda na to Panie Michale, że dziś śledząc wydarzenia w wolnym świecie musimy zakładać znaczny wpływ bolszewików na jego społeczeństwa. Wypada mi zatem przyznać Panu rację (wiem, wiem, Pan woli restaurację. W tym też przyznaję…). Tylko fakty się liczą. Na blogu Jaszczura, który jak mi się zdaje, w dużej mierze popiera także ten punkt widzenia, jest cytat z Mackiewicza: “z faktami się nie dyskutuje”. Ciekawym co on myśli o Trumpie. Może zechce się wypowiedzieć?

  16. 16 michał

    Pan Jaszczur chyba bardzo zajęty, bo rzadko odpowiada nawet u siebie.

    A wie Pan, że moim zdaniem nie tylko fakty się liczą? To idee zmieniają świat. Fakty po prostu są I basta. A to jak myślimy I jak działamy, nie należy do sfery faktów, ale do strefy wolności.

  17. 17 Andrzej

    Panie Michale,

    Aby jednak wolne działanie miało sens musi być oparte na wartościach. Idee i działania oparte na propagandowej prawdzie (jak u wspomnianego tu Foxmuldera) albo na “chceniu”nie zmieniają świata. One go psują, odrealniaj – sprawiają, że staje się gorszy.

  18. 18 michał

    Panie Andrzeju,

    Dostrzegam w tym paradoks. Otóż psucie i odrealnianie, to także zmiana. Idee niestety zmieniają świat, i bardzo rzadko na lepsze. Świat wokół nas po prostu jest, tak jak fakty są, i razem są całkowicie obojętne na to, czy my je rozumiemy czy nie. Świat jest obojętny na sens, na wartości, na to czy ktoś w nim operuje w sposób wolny, czy też zniewolony. Ale sens, wartości i wolność, mają zasadnicze znaczenie dla nas. Bez nich stajemy się zwierzętami. Odrzucamy wówczas to wszystko, co czyni nas ludźmi. Całą duchową część naszego człowieczeństwa.

Comment





Language

Books Published by The Underground

Order here:



Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a

H
1946
 
J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja