Wydawnictwo Podziemne - (Polski) Głód wiedzy o Hołodomorze (czyli pani Applebaum w piętkę goni) II - Michał Bąkowski




8 Comments “(Polski) Głód wiedzy o Hołodomorze (czyli pani Applebaum w piętkę goni) II”

  1. 1 Andrzej

    Drogi Panie Michale,

    idea samostanowienia narodów była dla nich wyłącznie instrumentalna

    Co jednak wcale nie przeszkadzało i nie przeszkadza narodowcom wszystkich narodów wciąż i wciąż sprowadzać kwestię bolszewickiej władzy wyłącznie do zagadnień narodowościowych. Postrzegać świat tylko i wyłącznie przez okulary swojej ideologii, które nie dają możliwości szerszego spojrzenia. Czy jest to wynik przyjętego świadomie ograniczenia swojej myśli – nakazu pozostawania “w zgodzie z narodowym kanonem”, czy też kalkulacji, że wystarczą pozory albo chwilowa namiastka (taktycznej) realizacji ich dążeń? A może “narodowego realizmu”, który nakazuje uznać każdą władzę, byle pochodziła od własnego narodu? Jednym słowem: komunizm tak, oby tylko był swój, narodowy. Lecz żaden komunizm nie może być “swój”, każdy z definicji jest międzynarodowy i ma globalne cele. Moskiewska centrala komunizmu nie była nigdy i nie jest centralą rosyjską lecz międzynarodową. Dla niej, od samego początku, naród rosyjski jest takim samym celem do zniewolenia jak każdy inny. Tak samo jest z komunizmem chińskim. Mało który Polak tak to postrzega, nacjonalizm jest tu bowiem powszechnie praktykowany. I może samo to wystarcza polskim narodowcom, aby nie uznawać bolszewizmu za śmiertelne zagrożenie dla Polaków. Inną kwestią jest to, że dziesięciolecia bolszewizmu i mamienia się co do jego rzeczywistych celów musiały przynieść efekty w postaci zaniku zdrowego rozsądku i umiejętności samodzielnego myślenia.

    Sądząc po tym co Pan napisał, w opisie i ocenie Hołodomoru Applebaum wydaje się stosować optykę narodową, pozostając przy tym związana ze środowiskami “postępowymi” i z jego interpretacjami. Nie dziwi mnie więc ten opisany przez Pana, często ujawniający się w jej pracy, brak sensu.

  2. 2 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Z natury rzeczy, koncentruję się na tym, co wydaje mi się niedociągnięciem w tej książce, albo wręcz jest trudne do zrozumienia, stąd może Pańskie odczucie, że tu “brak sensu”. Chciałbym jednak uniknąć stworzenia wrażenia, że Applebaum jest “mało rozgarnięta” albo, że jej książka jest bezwartościowa. Tak nie jest. Zdarza mi się nie zgadzać z inteligentnymi ludźmi i ona z pewnością należy do tej właśnie grupy.

    W poprzednich swoich pracach – o gułagu i żelaznej kurtynie, obu znakomitych – opierała się bezpośrednio na oryginalnych, własnych badaniach archiwów, z pierwszej ręki. W tym wypadku, jak się zdaje, oparła się wyłącznie na opracowaniach. Nie może to być tylko kwestia języka, ponieważ wedle jej własnego wyznania, Applebaum nie mówi np. po węgiersku, a pomimo to użyła uprzednio wegierskojęzycznych źródeł poprzez skomplikowany proces czytania dokumentów na głos i tłumaczenia na żywo (na miejscu, w archiwach!). Już to samo pokazuje, jak niezwykłe możliwości ma Anne Applebaum. Po pierwsze, ponieważ wszystkie drzwi stoją przed nią otworem, a po drugie, z czysto finansowego punktu widzenia. Któż inny ma czas i pieniądze na tego rodzaju badania? A jednak w książce o Hołodomorze używa źródeł wtórnych.

    Czy ona stosuje optykę narodową? Chyba nie. Odniosłem wrażenie, że jej źródła są ukraino-centryczne, co jest w moim przekonaniu wadą, i co próbowałem wykazać. Ale ona nie jest ukraińską nacjonalistką.

    Nie można wykluczyć, że kiedy czegoś u niej nie rozumiem, to jest wyłącznie moja wina. Może Pan np. odbierałby tę książkę inaczej. Ja widzę w niej wiele wewnętrznych sprzeczności, które u autorki tak bystrej jak AA, mnie zdumiewają. Nie potrafię dla nich znaleźć wystarczająco satysfakcjonującego wyjaśnienia.

    A co do samego nacjonalizmu… Niejaki prezes Wielomski napisał kiedyś tak: „Jako konserwatysta – jestem państwowcem i popieram Państwo Polskie w jakiejkolwiek formie by istniało: I RP, II RP, Księstwo Warszawskie, PRL, III RP. A to dlatego, że byt ułomny jest zawsze czymś lepszym niż niebyt państwowy.” To rzecz jasna, nie ma nic wspólnego z konserwatyzmem, a jest z definicji nacjonalizmem. Wykłada jednak trafnie tę mentalność, która kierowała Grabskimi i Hruszewskim, i wszystkimi innymi narodowcami – tych co wybrali narodowy komunizm zamiast walki z nim.

    Ja myślę, że Polacy nie dostrzegają zagrożenia ze strony bolszewizmu, bo – ach, może Pan zapomniał? – komunizm upadł…

  3. 3 amalryk

    “Antychryst to, prawdopodobnie, człowiek” – zauważył pewien Kolumbijczyk.

    Gdy Pani Anna z niechęcią odwraca się od temu podobnych, nienaukowych “bredni” to zapewne, jak sugeruje Pan Andrzej, jest wyznawczynią “postępu”, więc operuje w nieco innym systemie pojęciowym niż my.

    Z resztą mamy całą pokraczną litanię różnych “analiz” : gdzie carat to więzienie narodów a raj krat to śmiała próba jego modernizacji itp, itd, aż na końcu pojawia się zrównanie czerwonego i białego caratu i wszelkie inne temu podobne brednie (ręce opadają).

  4. 4 michał

    To wszystko prawda, Panie Amalryku. A jednak muszę podkreślić zasadniczą różnicę między Anne Applebaum i ogromną większością sowietologów z ostatnich 30 lat, dla których Sheila Fitzpatrick jest tu tylko reprezentantką. Applebaum jest zdecydowanie po prawej stronie. Po prawej, w każdym sensie tego słowa. Jest zapewne na lewo od Pana, p. Andrzeja czy ode mnie, ale któż nie jest?

    Przeczytałem trzy książki jej autorstwa i ta ostatnia jest najsłabsza. Ale dlatego właśnie warta jest uwagi i polemiki. Mało tego, to jest nadal ważna i poważna pozycja, która obnaża potworności sowietyzmu w popularnej formie, bo Applebaum dobrze pisze.

    Niektóre jej decyzje i interpretacje, rozłożenie akcentów, nacisk położony na sowieckie archiwa (o czym jeszcze będzie mowa), wydają mi się niezrozumiałe, więc na nich się koncentruję. A jednak nie mogę się zgodzić, że ręce opadają przy lekturze jej książki.

    Nasza optyka jest inna, ale to nie znaczy, że jej optyka jest nieciekawa.

  5. 5 Andrzej

    Panie Michale,

    Pisząc, że Applebaum stosuje optykę narodową miałem na myśli właśnie to co Pan pisze, że kwestię prezentuje ukrainocentrycznie, tzn. Hołodomor postrzega jako operację wymierzoną w naród ukraiński, gdy tymczasem był on wymierzony w chłopów sowieckich także na Ukrainie i to, że tam było najwięcej jego ofiar jest wynikiem raczej żyzności Ukrainy i liczby ukraińskiego chłopstwa. Daleki byłem od przypisywania jej nacjonalizmu. Przyznaję, że to zdanie wypadło niezbyt czytelnie w kontekście poprzedniego akapitu co mogłoby oba kojarzyć ze sobą. Wciąż piszę skrótami myślowymi, co jest niewątpliwie moją wadą, zatem przepraszam czytelników za te błędy.

    No tak. Komunizm dla Polaków upadł więc jakże go tu dostrzegać i jeszcze w dodatku oceniać. Nawet ten jawny, chrlowski jawi się im jako władza równie dobra jak każda inna. Można przecież z nią współpracować (owoce poznają dopiero post factum). Jest jeszcze oczywiście “prawdziwy, rzeczywisty” komunizm, lecz to przecież tylko krldowska egzotyka, jakieś tam Kimy co straszą świat i uprawiają czysty totalitaryzm. Ten jest “jedyny”. Gdyby go nie było, komuniści powinni go stworzyć. Na postrach i jako obowiązującą na świecie definicję. A pozostałe “mutacje”? Nie ma albo są strawne i można je zaakceptować. I tak właśnie z tym odbiorem komunizmu w peerelu (i nie tylko) dziś jest.

  6. 6 michał

    Panie Andrzeju,

    Obawiam się, że zabrzmię teraz, jak gdybym się czepiał albo w piętkę gonił, ale czuję się w obowiązku uściślić. Pojęcie i samo słowo “Hołodomor” zostało przyjęte miedzynarodowo, na określenie klęski głodu na Ukrainie we wczesnych latach 30. i o tym tylko jest książka Applebaum. Ale ona doskonale zdaje sobie sprawę, i wspomina często, że śmierć głodowa dotknęła także innych regionów sowietów w tym samym czasie.

    Zawsze łątwo o nieporozumienie, a ja chciałbym uniknąć sytuacji, w której mój tekst na temat książki Applebaum oskarżałby ją o coś, czego tam nie ma.

    Ma Pan absolutnie rację mówiąc o “odbiorze komunizmu w peerelu (i nie tylko)”, bo w Wielkiej Brytanii jest dokładnie tak samo. Pamięta Pan, niedawno dyskutowaliśmy tu o w miarę współczesnym filmie wg Le Carré “Tinker, tailor, soldier, spy”. Postrzeganie komunizmu jest od dziesięcioleci pogrążone w głębokich sprzecznościach i dlatego właśnie wydaje mi się słusznym drążenie książek takich jak “Czerwony głód”, bo tylko w dobrych książkach warto te sprzeczności obnażać.

  7. 7 amalryk

    Gdy mówiłem o innym systemie pojęciowym to miałem na myśli różnicę pomiędzy językiem religijnym a tym co nazywamy językiem nauki; wszystkie jej kryteria sprawdzalności,wywrotności, falsyfikowalności, empiryczności czy analityczności nie mają do niego (tzn. religijnego), zasadniczo, zastosowania – ale ochoczo stawiany na tej podstawie przez “racjonalistów” wniosek; “więc są pozbawione sensu” – jest właśnie bezsensowny.

    Z zasady staram się nie wygłaszać sądów na temat książek których nie czytałem, a że wysoko cenię Pana opinie Panie Michale, tym bardziej nie mam zamiaru tego czynić wobec omawianej tu pozycji.

    Z tym jednak, iż nie widzę żadnego powodu, dla którego opisując sprokurowaną przez sowietów klęskę głodu zawężać ją li tylko do wybranego terytorium, czy grupy narodowej – to zawsze będzie sugerować w popularnym odbiorze prymitywny wniosek, że oto źli Rosjanie zagłodzili dobrych Ukraińców.

  8. 8 michał

    Drogi Panie Amalryku,

    Ma Pan oczywiście rację. Zarówno co do modernistycznego podejścia do myśli religijnej, jak i do zawężania klęski głodu do jednego terytorium.

    Ale zastanówmy się razem. Czy Applebaum, albo ktokolwiek inny, miała prawo tak zawęzić temat swoich rozważań? Chyba miała. Czy nie jest powszechne w dzisiejszym świecie tego rodzaju zawężenie? Chyba jest. Czy takie zawężenie w nieunikniony sposób sugeruje “prymitywny wniosek, że oto źli Rosjanie zagłodzili dobrych Ukraińców? Tak jest (i to bez żadnego “chyba”).

    Innymi słowy, jej wybór jest zrozumiały, ale podlega zasłużonej krytyce i dlatego właśnie zajmuję tyle miejsca na naszej witrynie krytyką tego tomu.

    Ale odwróćmy na chwilę Pańską argumentację. A co gdyby Applebaum napisała monografię na temat głodu w latach 30. na Kubaniu? Albo w Kazachstanie? Czy i wówczas zarzucalibyśmy jej “sugerowanie prymitywnego wniosku”? A gdybym ja napisał o roku 1968 i zawęził moją analizę li tylko do terytorium prlu, to czy słuszne byłoby oskarżenie mnie o sugerowanie prymitywnego wniosku, że oto źli Rosjanie tępili dobrych Polaków?

    Właściwie, przekonał mnie Pan. Tak! Taki zarzut bylby słuszny.

Comment





Language

Books Published by The Underground

Order here:



Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a

H
1946
 
J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja