Wydawnictwo Podziemne - (Polski) Głód wiedzy o Hołodomorze (czyli pani Applebaum w piętkę goni) III - Michał Bąkowski




33 Comments “(Polski) Głód wiedzy o Hołodomorze (czyli pani Applebaum w piętkę goni) III”

  1. 1 Paweł

    Ciekawa jest gradacja semantyczna w tej kwestii:
    INDUSTRIALIZACJA
    KOLEKTYWIZACJA
    HOŁODOMOR

    Chodzi mi o to, że samo określenie “industrializacja” wywołuje konotacje moralnie raczej obojętne. Groźnie brzmi “kolektywizacja”. “Hołodomor” brzmi potwornie.
    Rzecz w tym, że istnieje ścisły, wynikowy związek między tymi zjawiskami.

    Ale jaka myśl była u źródeł? Uprzemysłowienie prl-u miało być środkiem do rozwoju zbrojeń. Według Józefa Mackiewicza, plany komunistyczne w prlu (w szczegółach) były kopią pomysłów sowieckich. A zatem czy u początków wielkiego głodu Ukrainy leżały plany militarne Stalina?

  2. 2 michał

    Drogi Panie Pawle,

    Myśl u źródeł była czysto marksistowska: proletaryzacja chłopstwa.

    W celu sowietyzacji, konieczne było najpierw zmienienie natury klasy chłopskiej, bo wolni chłopi przywiązani sa do idei własności. Marks uważał, że podstawą nowej władzy będzie proletariat, więc proletaryzacja chłopstwa pociągnąć za sobą musiała industrializację produkcji rolnej. Kolektywizacja wynikała z tej myśli w sposób konieczny.

    Ci, którzy nie nadają się do sowietyzacji, muszą odejść, nie ma dla nich miejsca w nowym wspaniałym świecie. Stąd ciąg industrializacja-kolektywizacja-głód.

    Ale militaryzacja jest tu ciekawym zgrzytem. Bo oto, jeżeli rzeczywiście celem nadrzędnym miały być plany militarne, tzn. niesienie rewolucji na cały świat, to oczywiście wymordowanie milionów potencjalnych żołnierzy nie jest ideałem.

    Być może wolniejsze tempo kolektywizacji prlu jest tu wskazówką, że sowieciarze szukali innych dróg sowietyzacji, że skutki brutalnej kolektywizacji na Ukrainie – a należą do nich nie tylko miliony ofiar, ale także miliony jeńców wojennych, którzy woleli pójść do niewoli u Hitlera niż walczyć za Stalina – są na dłuższą metę trudne do przyjęcia.

    Może, ale prawdę mówiąc, sam nie jestem przekonany.

  3. 3 amalryk

    Bolszewicy szybko się uczą, między innymi dlatego, że w państwie totalitarnym błyskawicznie zasilają swoje szeregi o ludzi zdolnych , którzy nie maja tu wielu innych alternatyw. Stalin intelektualnie mógł przy takim Trockim co najwyżej w piecu palić ale doświadczeń chybionych nie powielał. Owszem starych chrzanów jak i, jak to mawiał “wielki Illicz” rewolucjonistów po pięćdziesiątce, należy wysyłać do przodków, ale dzieci?!!! Toż to samobójstwo!
    Dlatego w pozostałych demoludach sowietyzacja została poddana głębokiej modyfikacji – i jak widać z efektami, które przeszły najśmielsze oczekiwania.

  4. 4 michał

    Prawdę mówiąc, nigdy dotąd nie przyszło mi do głowy, że anihilacja dzieci podczas Hołodomoru, była właściwie sprzeczna z klasycznym bolszewickim podejściem. Ich taktyką było zawsze “ratować” dzieci, to znaczy zabrać je z ich tradycyjnego, rodzinnego otoczenia, które jest z natury rzeczy kontrrewolucyjne, i przenieść ciupasem do “szybkowaru” wychowania komsomolskiego. Ich ideałem była produkcja janczarów, ludzi bez tradycji, bez zaplecza, bez wiedzy, podatnych na każdy ideologiczny szmer i całkowicie dyspozycyjnych.

    A zatem, Panie Amalryku, Stalin popełnił błąd podczas Hołodomoru, skoro taka masa dzieci ukraińskich straciła życie.

  5. 5 Andrzej

    Z tym zastrzeżeniem Panie Michale, że były to dzieci “kułaków”, którzy nie tylko stanowili wroga dla władzy sowieckiej, ale też co gorsza, wg komunistów ukrywali ziarno i tym samym sprzeciwiali się tejże władzy sowieckiej, zamiast się jej całkowicie i bezwarunkowo poddać. W tym przypadku, jak mi się zdaje, bolszewickie podejście do dzieci było kwestią drugoplanową. Dzieci które przeżyły Hołodomor (w miastach) to w ogromnej mierze biezprizorni, dla sowietów plastyczny materiał przeznaczony do “przekucia” – sowietyzacji.

  6. 6 michał

    Panie Andrzeju,

    Pamięta Pan “Folwark zwierzęcy”? Dawno tego nie czytałem, ale czy Napoleon nie zabrał nowo urodzonych szczeniaków, których odtąd nikt nie wiedział w folwarku, do czasu aż ogromne, dobrze wykarmione psy nie zostały wypuszczone na buntujące się zwierzęta?

    Bolszewikom nie było na pewno obojętne, czy to były dzieci kułaków, czy bywszych liudiej, ale czy nie można tym bardziej polegać na tych, na których się ma haka? Ile razy czytaliśmy o dzieciach “wrogów ludu”, którzy cierpieli, bo ni emogli być pionierami, nie mogli dostać się do komsomołu?

    Muszę wyznać, że taka ilość ofiar wśród dzieci podcfzas Hołodomoru, coraz bardziej mnie dziwi.

  7. 7 Andrzej

    Panie Michale,

    OK. “Folwark” dobrze pamiętam (moja pierwsza antybolszewicka lektura, jeszcze w latach 70). Czy możemy sobie wyobrazić, że sowieci przed akcją odbierania wszelkiego ziarna odbierają chłopom dzieci? Możemy. Taka operacja była chyba do przeprowadzenia skoro była dla nich możliwa do przeprowadzenia powszechna akcja odbierania siłą ziarna siewnego. Lecz przecież nie zrobili tego. Moim zdaniem nie chcieli wcale tego robić. Chłopskie dzieci potraktowali tak samo jak chłopów. Czy zatem, wroga im “klasa społeczna” nie ma dla nich większego znaczenia niż wiek swoich ofiar?

  8. 8 michał

    Tak jest, Panie Andrzeju. I to właśnie wydaje mi się teraz nietypowe. Powtarzam, że dla mnie samego ta myśl jest zaskakująca, ale typowe dla bolszewii byłoby raczej odebranie dzieci głodującym, tak jak odbierano dzieci kułakom.

    Żeby nie wiem jak prali mózg Starego chrzana, to go nie przerobią, gdy z dziećmi jest łatwiej, bo ich mózgi są jak tabula rasa, nie trzeba nawet prać. To jest przecież system, który dał światu Pawkę Morozowa (nawet jeżeli to była tylko propagadnowa konstrukcja).

  9. 9 Andrzej

    Panie Michale,

    W książce, którą niedawno czytałem pt. “Dzikie łabędzie” (tytuł niepełny, autorka jest córką aparatczyków i byłą aktywistką komunistyczną, m.in. należała do “czerwonej gwardii” lecz jej relacja wydaje mi się być wierną) opisany jest głód w komunistycznych Chinach w końcu lat 50. Bolszewicy chińscy, forsując industrializację do tego stopnia, że kazano chłopom (mieszkańcom miast również) porzucić produkcję żywności i zbierać gdzie się tylko da, a następnie w domach przetapiać żelazo pod postacią m.in. gwoździ (przez co np. nie było na czym spać), wywołali masowy głód, który uśmiercił 30 milionów ludzi (ciekaw jestem czy p. Sikorska wspomina o tym w swojej pracy, choćby w jej wstępie albo w posłowiu). Komuniści chińscy tak samo jak sowieci nie przejmowali się tym, czy ludność chińskiej wsi przeżyje, ani w jakim wieku są ich ofiary. Liczył się dla nich tylko aktualny cel i jego osiągnięcie.

    Zgodnie z bolszewicką zasadą liczy się cel a środki mogą być dowolne. Jak mi się zdaje, stosowane przez bolszewików na co dzień reguły, podlegają tej samej nadrzędnej zasadzie. Mogą być odkładane na bok, gdy przeszkadzają w realizacji celu. Poprzez swoją elastyczność, komunizm jest dosłownie śmiertelnie skuteczny.

  10. 10 michał

    Panie Andrzeju,

    Nie, nie wspomina. Ale o dziwo, mówiła o tym szerzej, czy może raczej wspominała o kontekście innych przypadków masowego głodu pod komunistami, podczas wykładu na LSE na temat swojej książki.

    Czy mówi Pan o książce Jung Chang? Podobno jej dwie książki o chrlu, o Mao i o głodzie, są bardzo dobre, ale nie czytałem. A co Pan sądzi?

  11. 11 Andrzej

    Tak Panie Michale. Chodziło mi o książkę Jung Chang. Książka jest moim zdaniem warta przeczytania. Szczególnie dla tych co mają małe pojęcie o Chinach przed- i komunistycznych. Dużo wiedzy oraz dobrze przedstawiona historia chińskiego komunizmu. Sądzę, że książka jest szczera. O ile pamiętam, autorka mieszka w Londynie.

  12. 12 michał

    Mam jej książkę o Mao, ale nie czytałem i jakoś mnie nie ciągnie. Trudno powiedzieć dlaczego. Widzę jednak, że powinienem.

  13. 13 amalryk

    Chińscy bolszewicy nawet przy konflikcie globalnym nie musza się przejmować depopulacją, sowieci jednak tak!
    No cóż jak to mówił Gnom?

    “(…)do socjalizmu mam polską drogę

    i naśladować was wprost nie mogę,

    bo choć ogólne wspólne są cele,

    ja się w szczegółach różnić ośmielę.

    Nie chcę budować w stepie baraków,

    będę więzienia wznosił z pustaków.(…)”

    Jak tam było z Pawką Morozowem tak było ale nawet w bolszewickiej narracji uchodził za syna i wnuka kułaków.

  14. 14 michał

    Istnieje ponoć notatka samego Wielkiego Soso, który zastanawia się “kto to właściwie jest kułak?”…

    Na początku to byli bogaci chłopi. O dziwo, już Dostojewski pisał o kułakach i to bardzo niepochlebnie (poszukam tego wieczorem, bo to fascynujące). Ale z czasem pod sowiecką urawniłowką, “kułak” stał się epitetem, pogróżką, synonimem “wroga” i zamiennie z “wrogiem” używanym. Każdy mógł być nazwany kułakiem i konsekwencje mogły być straszne.

    A chińska droga do socjalizmu, to na pewno najlepsza droga, nawet jeżeli prowadzi donikąd (ale o tym nie trzeba głośno mówić).

  15. 15 michał

    Dostojewski występował gwałtownie przeciw „kułakom” w artykule z 1873 roku, który wszedł do “Dziennika pisarza”.

    Okazuje się, że użycie tego terminu na określenie bogatych chłopów pochodzi już z 1860 roku, z czasów na krótko po uwłaszczeniu, kiedy oznaczać miało chłopa wzbogaconego na spekulacjach. Dostojewski oskarża kułaków jednoznacznie o rujnowanie wsi, o panowanie nad gminną demokracją (tzw. mir czyli wiejskie zgromadzenie, które miało prawo decydować o wielu sprawach dotyczących wsi, np. o tym, który z młodych chłopów odbędzie 25-letnią służbę wojskową), o rozpijanie wsi dla własnych interesów. Nie wątpię, że Dostojewski wiedział, co mówi, ale z czasem kułacy stali się ostoją rosyjskiej wsi, najlepsi gospodarze i uczciwi ludzie – i dlatego trzeba ich było rozkułaczyć.

    Tymczasem w XIX wieku, wielki Fiodor Dostojewski grzmiał, że jeżeli lud się prędko nie opamięta, a będzie dalej grzązł w powszechnym pijaństwie, to cały swój dobrobyt odda w ręce kułaków i żydków, i żadna wspólnota go wtedy nie uratuje:

    “Będą tylko połączeni solidarnością wspólnoty nędzarze, którzy sami się gremialnie zastawili i oddali do niewoli, a żydy i kułacy będą za nich tworzyć budżet. Zjawią się drobni, wstrętni, rozpustni kapitaliści i niezliczona ilość ujarzmionych przez nich nędznych niewolników – oto jest obraz przyszłości!”

    Dostojewski odrzucał jednak tę wizję, wierzył, że lud rosyjski znajdzie w sobie moc dla własnego ratunku: “Sam nie będzie chciał szynku – będzie chciał pracy i ładu – będzie chciał godziwości, nie szynku!…”

  16. 16 amalryk

    Dostojewski to absolutny szczyt literatury , to jak Mozart w muzyce, dodatkowo obdarzony zmysłem profetycznym. A że spełniają sie tylko kassandryczne proroctwa? Cóż , ten świat nie jest rajem a my nie zasługujemy na to by wieść miłe, dostatnie i beztroskie życie…

  17. 17 Paweł

    Nie tylko kassandryczne proroctwa. Juliusz Słowacki pisał w XIX wieku o słowiańskim papieżu; w XX wieku ta przepowiednia się sprawdziła.

  18. 18 amalryk

    Być może nie powinienem, bo to klasyczny przykład na argumentum ad verecundiam ale co tam:
    (cyt. za D.Rohanka “Szalbierze pamięci … rzecz o wileńskiej szajce polithistorycznej”)

    ‘(…)Jan Paweł II był uznawany za najwyższy nie tylko religijny, ale także polityczny autorytet, Józef Mackiewicz w jednym z ostatnich listów do Stefani Kossowskiej, której stanowisko w kwestii redakcyjnej cenzury spowodowało, że Pisarz przestał publikować w londyńskich Wiadomościach, pisał:

    „papież: największy (z moralnej wagi gatunkowej) ‚poputczik’ bolszewizmu od r. 1917…”(…)’

  19. 19 Paweł

    Ale to Jan Paweł II spotkał się w Polsce z weteranami 1920 roku, co miało swoją wymowę!

  20. 20 michał

    To znaczy, właściwie, jaką to miało wymowę?

  21. 21 Paweł

    Jan Paweł II odprawił mszę św. w Radzyminie. W czasie uroczystości witał się z weteranami 1920 roku. Było to transmitowane przez telewizję. Tym samym papież dał do zrozumienia że ci, którzy bronili Polski przed bolszewikami, są żołnierzami godnymi najwyższego szacunku, tak jak weterani 1939. Właściwie to oczywistość, ale czasem i to jest potrzebne. Dłużej trwało uznanie żołnierzy wyklętych.

    Msza Jana Pawła II w Radzyminie odbyła się 13 czerwca 1999:

  22. 22 michał

    Proszę mi darować starczą powolność umysłową, ale co to znaczy, że “papież dał do zrozumienia że ci, którzy bronili Polski przed bolszewikami, są żołnierzami godnymi najwyższego szacunku”? Co ma Pan na myśli?

    Pomijam już ten drobiazg, że wedle polskiej ortodoksji, ci żołnierze bronili Polski przed “odwiecznym wrogiem” czyli przed Rosją…

  23. 23 Paweł

    Co ja mam na myśli… Powtórzę tylko: chodzi o potraktowanie obrońców z 1920 roku po prostu jak żołnierzy polskich. Kropka. Na pierwszym planie bez ideologicznych podtekstów. Bronili Polski i należy im się szacunek. Ale na drugim planie jest podtekst – potępienie bolszewizmu. Pan pisze o “polskiej ortodoksji”, ale papież nie mówił o Rosji, tylko o walce z bolszewikami.

    A teraz mój osobny pogląd. Uhonorowano obrońców. Ale chyba w ostatnich latach nie wyrażono szacunku wobec polskich i ukraińskich żołnierzy, którzy wiosną 1920 przeprowadzili ofensywę, która mogła zmienić historię Europy.

  24. 24 michał

    Panie Pawle,

    Jeżeli chodzi TYLKO o potraktowanie ich jako obrońców Polski, to o co chodzi?? Dlaczego potrzeba jakichkolwiek podtekstów, by ich uhonorować?

    Zapytam wprost: jakie jest PANA zdanie na temat przytoczonego przez p. Amalryka zdania Mackiewiwcza.

  25. 25 Paweł

    Panie Michale, spowodował Pan u mnie lekką palpitację.

    Pamiętam dobrze czasy pontyfikatu Jana Pawła II. Dla mnie zawsze był to człowiek, który był w kontrze wobec komunizmu. Tak go odbierałem.

    Nie czuję się kompetentny, aby ocenić politykę Watykanu wobec komunizmu, gdyż nie znam wielu decyzji papieża.

  26. 26 amalryk

    Mój dziadek też był żołnierzem w 1920 r. (z resztą wtedy już 6-ty rok na wojnie) w 12pp (wcześniej w CK 56 IR) w tym samym, w którym służył kpt. Karol Wojtyła (senior); ciężko ranny, przejściowo stracił wzrok, przeżył jako jedyny z obsługi ckm-u, nigdy specjalnie nie zachwycał się państwem polskim (a o peerelu w ogóle milczał), umarł w 1969 r. , nikt się z nim nigdy nie spotykał ani go nie ścigał.

    Myślę, że gdyby nie ten wściekły ateizm bolszewików to w 1920 r. mogło by być już po wszystkim, nasze chłopstwo by tej Polski wówczas tak ochoczo nie broniło.

    A podlizywanie się bolszewii zawsze kończy się tak samo – współudziałem w sowietyzacji…

  27. 27 michał

    Panie Pawle,

    Jak pogodzić “bycie w kontrze wobec komunizmu” z oceną Józefa Mackiewicza, najważniejszego znanego mi antykomunisty, że papież był “największym z wagi gatunkowej poputczikiem bolszewizmu”?

    Zostawmy politykę Watykanu na boku. Interesuje mnie Pańskie zdanie: jak Pan godzi te dwie opinie?

  28. 28 Paweł

    Proszę Pana, nie próbuję godzić tych opinii. Mój pogląd to było tylko odczucie, zaś pogląd Mackiewicza był poparty jego wnikliwą analizą polityki papiestwa. Wiemy że Józef Mackiewicz był w swoich poglądach bezkompromisowy, natomiast Jana Pawła II oceniamy przede wszystkim za jego działalność. Tak jak Jezus był przeciw grzechowi, ale nie przeciw grzesznikom, tak Jan Paweł II był przeciw komunizmowi, a wobec komunistów był może kompromisowy.

  29. 29 michał

    Panie Pawle,

    Odnoszę wrażenie, że myli Pan pogląd wyrażony przez Mackiewicza na temat polityki watykańskiej w dwóch jego książkach na ten temat, z oceną działalności papieża Jana Pawła II. To jego działalność, a nie cokolwiek innego, działalność, której oceny Pan się powyżej domaga, oceniał Macckiewicz jako poputniczestwo.

    Oczywiście wszyscy, jako chrześcijanie, jesteśmy zobowiązani, by miłować nieprzyjacioły nasze, by nienawidzieć zła, ale kochać tych, co zło czynią. Proszę wszakże zwrócić uwagę, że Pan Jezus nie wszedł w dyskusję z przekupniami w świątyni Pańskiej w Jerozolimie, nie poszedł z nimi na kompromis, nie wdał się w negocjacje. – Tylko wyrzucił ich na zbity pysk. To nie znaczy przecież, że przestał ich kochać. To właśnie miłość do grzeszników I dbałość od dom Ojca, doprowadziła Go do tego gwałtownego aktu. Jak to mawiał ojciec Bocheński, “kochaj wroga, ale tłucz go po głowie; tłucz go po głowie, nie przestając go miłować.”

  30. 30 Przemek

    Pozwolę sobie, trochę już tradycyjnie, zejść na pobocza.
    Zaintrygowany wpisem Pana Almaryka sięgnąłem po, nieco już zakurzoną, książkę Fiodora Dostojewskiego “Notatki z podziemia”.
    Przytoczę krótki cytat (gdzież jak nie tutaj):

    “Państwo wierzycie w kryształowy gmach, który będzie stać przez wieczność,czyli taki, któremu nie będzie można nawet ukradkiem pokazać języka albo przez kieszeń pokazać figi. Jeżeli o mnie chodzi , to ów gmach właśnie dlatego przejmuje mnie lękiem, że jest kryształowy, że ma trwać całą wieczność i że nie będzie można nawet ukradkiem pokazać mu języka.
    Bo, proszę państwa, jeżeli zamiast pałacu będzie kurnik, a zacznie padać deszcz, to może nawet wskoczę do kurnika, żeby nie zmoknąć, jednakże nie uznam kurnika za pałac z wdzięczności za to, że mnie uchronił od zmoknięcia. Was to śmieszy moi państwo, twierdzicie nawet, że w tym przypadku kurnik czy pałac – to wszystko jedno. Owszem, odpowiem, gdyby trzeba było żyć jedynie po to, żeby nie zmoknąć.”

  31. 31 michał

    “Zaintrygowany”? Czy ja dobrze rozumiem, Panie Przemku, że twierdzenie, iż Fiodor Dostojewski był największym pisarzem, jakiego ziemia nosiła, było dla Pana odkryciem? Jeżeli tak, to zazdroszczę. Może Pan przeczytać najcudowniejszą literaturę, tak jak się ją czyta w młodości. Tylko że w młodości każdy nonsens wydaje się piękny, a dla Pana wielki pisarz będzie “nowości potrząsał kwiatem i oblekał w nadziei złote malowidła”.

  32. 32 Przemek

    Panie Michale,

    Pańska zdolność podejmowania polemiki jest doprawdy ogromna. Nawet jeśli dotyczy jednego niefortunnie, być może, napisanego słowa. Książkę jak zapewne Pan zauważył “odkurzyłem”. Jest bardzo cenna. W 1992 roku kosztowała 29000 zł. Tak więc, młodzieńcze czytanie Dostojewskiego mam już za sobą. Co do wielkości pisarzy i ich dzieł, pozostawiam to indywidualnej ocenie.

  33. 33 michał

    Nie było nawet śladu polemiki w moim wczorajszym komentarzu.

Comment





Language

Books Published by The Underground

Order here:



Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a

H
1946
 
J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja