16 Comments “(Polski) Jak rozpętałem II wojnę czyli Wiktor Suworow i Józef Mackiewicz (3)”

  1. 1 amalryk

    Tak, tak, znamy te slogany Wołodii Riezuna; krasnaja armija to najbardziej ofensywna i atakująca armia w dziejach świata, w ogóle nie uczono tam ich obrony etc etc, a na 6 lipiec 41-go byli już, już urzutowani do ataku, a tu masz! ten cholerny Hitler ich uprzedził no i stąd takie straszne lanie od Niemców latem owego pamiętnego roku. Gdyby nie to, to: Chałchyn-Goł ot proszę jaki by Niemiaszki dostały łomot!

    Nie chce mi się nawet grzebać w poszukiwaniu starych sowieckich instrukcji walki piechoty, by udowodnić ,że pluton (wzwod) w natarciu i pluton w obronie to elementarz każdego takiego dzieła we wszystkich armiach. Inna sprawa, to po ki czort sowieci budowali tak ogromnym nakładem tzw. Linię Mołotowa, skoro w ogóle nie umieli ani nie chcieli się bronić?

    Oczywiście nad Chałchyn-Goł zabłysnął jak brylant geniusz Żukowa i krasnoj armij w pełnej krasie no bo przecież do tego byli szkoleni! Ciekawe, że ten lokalny i w mikroskali (z udziałem ok.100 – 120 tys. żołnierzy po obu stronach) konflikt, rozdmuchiwany jest do niebotycznych rozmiarów, gdy o wyniku zadecydowała zwykła asymetria sił , przeciwko 500 sowieckim czołgom (z T-34A włącznie) Japończycy nie mieli niczego porównywalnego; ok. 60 rupieci uzbrojonych w armatę krótkolufową 37mm, a ich czterokrotnie mniej liczna artyleria w ogóle nie dysponowała pociskami przeciwpancernymi.

    Ciekawe, że w Finlandii milionowa zgraja krasnoarmiejców jakoś wszystkiego zapomniała… No tak ale to wszystko przez ten cholerny mróz! (Widocznie po fińskiej stronie było cieplej.)

    Takie to złote myśli sprzedaje nam Wołodia.

  2. 2 michał

    Panie Amalryku,

    Słusznie się Pan naśmiewa, bo to jest genialnie komiczne. Ale tym bardziej żałosne, że ten facet, który napisał np. gdzieś, że odpowiedzialność za Katyń była „długo przypisywana Niemcom, aż sowieci przyznali się do zbrodni w 1990 roku”, jest nagle “poczytnym autorem” w Polsce właśnie. Czy to nie urocze?

    Rzekomym “ofensywnym nastawieniem armii czerwonej” zajmę się jeszcze osobno w szczegółach, ale też co za niedorzeczność! Umieli rzekomo tylko iść naprzód, a nie potrafili się bronić… Ma Pan oczywizda rację, że każda armia, każdy żołnierz z osobna, musi potrafić przejść od obrony do ataku. Prąc naprzód, może bowiem natrafić na sytuację, w której trzeba się okopać, zachować zyskane pozycje, bronić się. To jest jasne jak słońce.

    Chałchin Goł wydaje mi się jednak ciekawy. A to dlatego, że rozdmuchiwany właśnie nie jest! Osobiście nie słyszałem nigdy tej nazwy, aż nie wyczytałem jej u Suworowa. Pytałem wielu ludzi – nie “historyków”, ale ludzi znających historię II wojny – nie słyszeli nawet o Chałchin Goł (albo słyszeli zaledwie mgliście) i nie wiedzą nic o znaczeniu tej bitwy.

    Co rzekłszy, nic nie przygotowało mnie na “niespodziewany mróz i śnieg w Finlandii w grudniu”, tudzież egipskie ciemności, które skonfundowały niezwyciężone wojska desantowe Soso.

    Ech, Czapajew gieroj!… My pobiedim wraga! Za matoczku Rossiju, za biełowo caria!

  3. 3 amalryk

    Ooo! To Pan zapewne, Panie Michale , nie miał do czynienia z wiekopomnym 12-sto tomowym dziełem zbiorowym, pod przewodnictwem marszałka Greczki (kto dziś pamięta tego wiekopomnego wodza?) wydanym w peerelu w 1978r. przez MON pt.”Historia drugiej wojny światowej 1939-1945″.

    Owoż w tym dziele bitwie z “imperialistami japońskimi” nad rzeką Chałchyn-Goł (co ciekawe na granicy między Mongolską Republiką Ludową a cesarstwem Mandżuko, a nie ZSRR a Japonią ) poświęcono bite 5 stron ! Możemy się tam m.in. dowiedzieć, że przed bitwą 1800 czerwonoarmistów wstąpiło do konsomołu a 1200 do wkpb dzięki czemu stan upartyjnienia wzrósł do 11% (i wszystko jasne! tu tkwiła przyczyna sukcesów!). No i straty “militarystów”są tam szacowane na 61 tys, gdy samych krasnoarmiejców wzięło udział w boju tylko 57 tys.

    Ale wg.mnie nie miała ona (tzn. ta bitwa) żadnego wpływu na decyzję Japończyków o kierunkach ich militarnej ekspansji. Po prostu syberyjski bezludny i pozbawiony elementarnej infrastruktury, bezkresny interior, o raptem czterech miesiącach w roku sprzyjających jakiej takiej aktywności, do niczego nie był Japończykom potrzebny.

  4. 4 michał

    Panie Amalryku,

    Wiekowy już wprawdzie jestem, ale nie pomnę marszałka Hreczko-sieja i jego wielo-cegłowego superdzieła. Natomiast widzę teraz z jasnością, kim to podpierał się nasz analityk wywiadu. Oczywiście masowe przystąpienie do komsomołu z pewnością rozstrzygnęło wynik bitwy, a może nawet wojny i światowej rewolucji.

    Ale co do historycznej wagi bitwy o Chałchin Goł, to lepsi historycy od Hreczkosieja (a także od Suworowa) jednak twierdzą, że był to przykład skoncentrowanej ofensywy bez precedensu, blitzkrieg jeszcze zanim ten termin został ukuty. Nie jestem też pewien, że Japończycy nie chcieli iść na Syberię. Chyba chcieli, bo to były bardziej tradycyjne kierunki ich ekspansji niż południe. Mandżuria, Mongolia, Korea, północne Chiny, rosyjski daleki wschód – to były dla nich znane ziemie, tam się bili częściej niż na Pacyfiku czy na Hawajach.

  5. 5 amalryk

    Zaraz, zaraz! Panie Michale ! Że się różnić ośmielę. (“…bo choć ogólne wspólne są cele,ja się w szczegółach różnić ośmielę…”)

    Po pierwsze koncepcja “wojny błyskawicznej” (niem. Blitzkrieg) jest autorstwa Alfreda von Schlifena (“…wojny wygrywa się nie przez ścieranie siły nieprzyjaciela, lecz przez zdecydowanie manewrową strategię…”) na długo przed Guderianem, Lutzem, Justrowem czy Manteyem; ale fakt, w niemieckim piśmiennictwie wojskowym do 1919r. sam termin nie występuje, a i do 1939r. sporadycznie.

    Poza tym, pierwszy niemiecki “Blitzkrieg” ugrzązł już latem 1914 r. nad Marną.(Do dziś trwają spory czy to nie wina drastycznego osłabienia prawego skrzydła w “Panie Schliffena” przez von Moltkego wzmocniona serią późniejszych błędów ; samowolne decyzje Klucka, którego armia zboczyła z planowanego kierunku natarcia, po czym wpakowała się w rejon natarcia 2 armii, na dodatek nie zabezpieczywszy swego prawego skrzydła głębszym urzutowaniem dywizji; utrata łączności i kontroli nad prawym skrzydłem walczących armii w decydującej fazie walki przez chorego von Moltkego, panikarskie osłabieniesiły atakujących armii przez odesłanie na wschód dwóch korpusów w decydujących chwilach bitwy, fatalne w skutkach inormacje szarogęszącego się Hentscha (najbliższego doradcy Moltkego) wprowadzające tylko zamieszanie etc..)

    A nadawanie jednej, prowadzonej bardzo ograniczonymi siłami (raptem równowartości dwóch korpusów) bitwie nad Chałchyn-Goł miana “wojny błyskawicznej” jest chyba sporym nadużyciem. Jedyne co tu zostało zrealizowane to uczony we wszystkich szkołach wojskowych całego świata „manewr kannaeński” i tyle.

  6. 6 amalryk

    I jeszcze jedno:
    “(…) Nie jestem też pewien, że Japończycy nie chcieli iść na Syberię. Chyba chcieli, bo to były bardziej tradycyjne kierunki ich ekspansji niż południe.(…)”

    Japonia to typowe państwo morskie, podręcznikowy przedstawiciel Rimlandu, myślę, że po pierwszej wojnie światowej nie mieli złudzeń co do tego jakie nowe, rodzące się imperium morskie będzie ich głównym przeciwnikiem.
    I niech Pan popatrzy na mapę militarnych zdobyczy Japonii jesienią 1939 r.; Korea, Mandżuria (Mandżuko), całe wschodnie Chiny z Nankinem , Pekinem i Szanghajem plus Tajwan, Hajnan i wszystkie większe porty chińskiego wybrzeża . To wszystko było już na granicy “możliwości trawiennych” tego wyspiarskiego państwa i jeszcze Syberia, i kolejny front?

    Przecież “militaryści japońscy” nie mieli złudzeń jak ograniczonymi siłami dysponowali. A wprowadzenie przez USA embarga na handel z nimi było tylko kwestią czasu. I skąd wtedy wziąć ropę? Z pól naftowych Baku? Toż to na końcu świata! A Indie Holenderskie tuż tuż. I dlatego dysponowali już w 1940 r. na Pacyfiku najpotężniejszą flotą 10-ciu lotniskowców (gdy np. US Marine ze wszystkich siedmiu na Pacyfiku miała tylko trzy) o pozostałych okrętach nie wspominając.

  7. 7 michał

    Szanowny i Drogi Panie Amalryku!

    To nadzwyczaj ciekawe i chyba czuję się przekonany w pewnym stopniu Pańską argumentacją na temat japońskich planów wojennych. Ale mniej mnie przekonywa sprawa błyskawicznej wojny.

    Wrócę jeszcze do obu punktów za jakiś czas, ale czy zechce mi Pan tymczasem wskazać, gdzie występowało to określenie przed 1939 rokiem? A po drugie, dlaczego przypisuje Pan sławnemu planowi von Schlieffena wagę (jeżeli Pana dobrze rozumiem) niejako “pre-blietzkrieg”?

    Blietzkrieg w moim mniemaniu (będę musiał to sprawdzić, ale niestety nie mogę w tej chwili) oznaczać miał wyjątkową kombinację trzech środków: skoncentrowanego ognia artyleryjskiego, awiacji (w różnych postaciach, tj. zarówno bombardowań jak i ostrzału lotniczego) oraz zagonów broni pancernej. Jeżeli ta definicja jest słuszna, to nie mogło się to stać przed II wojną, bo zagony kawalerii nie wchodzą w rachubę.

    Będę musiał poszukać, gdzie to czytałem, że Chałchin Goł było pierwszym przypadkiem blietzkrieg, ale na pewno nie u Suworowa.

  8. 8 michał

    Proszę wybaczyć zwłokę, Panie Amalryku. Wracam do tematu blietzkrieg.

    Sam termin “Blietzkrieg” został o dziwo użyty po raz pierwszy przez Anglosasów. Guderian w swoich wspomnieniach pisze, że „nasi wrogowie ukuli ten termin”. Ponoć po raz pierwszy użyto go w artykule w amerykańskim magazynie “Time” z września 1939 na określenie kampanii polskiej.

    Artykuł na poniższym poletku: https://www.history.com/topics/world-war-ii/blitzkrieg jest w całkowitej zgodzie z Pańską sugestią, że koncepcja wojny „ruchomej” wywodzi się z planów pruskich generałów von Moltke i von Schlieffena (choć tradycyjnie uważa się ich pomysły za przeciwstawne) oraz że jej bazą koncepcyjną jest przeciwstawienie długotrwałej wojnie pozycyjnej w stylu zachodniego frontu I wojny światowej. Warto jednak zwrócić uwagę, że na wschodnim froncie Wielkiej Wojny odbywały się wielkie bitwy całkowicie „ruchome”. A być może najlepszym przykładem takiej ruchomej wojny są ogromne zagony kawaleryjskie (obu walczących stron) podczas wojny polsko-bolszewickiej. Czy jednak nazwałby Pan taktykę Budionnego albo Gaja (ale także Piłsudskiego) mianem blietzkrieg?

    Mało tego, zwycięstwa Aleksandra Wielkiego opierały się na użyciu niewspółmiernie małych, ale mobilnych sił przeciwko przeważającym siłom wroga. To samo można powiedzieć o klasycznych zwycięstwach Napoleona z kampanii włoskiej czy w kampanii francuskiej w 1814 (przed pierwszą abdykacją). Wszystko to przykłady wojny ruchomej, ale czy możemy je określić jako blietzkrieg? Zmierzam do tego, że blietzkrieg to coś więcej niż prędko przeprowadzony manewr.

    Jeżeli zgodzimy się – a ja z pewnością tak bym utrzymywał – że nie można mówić o blietzkrieg przed masowym użyciem czołgów i lotnictwa, a także, że do definicji należeć musi wąsko skoncentrowany ogień artyleryjski, to pierwszym przykładem takiego prowadzenia działań wojennych na poziomie taktycznym i operacyjnym – były operacje Żukowa w bitwie o Chałchin Goł. Jest dyskusyjne, czy Wehrmacht przeprowadził kiedykolwiek blitzkrieg na poziomie strategicznym.

    Historykiem, który podobnie jak Suworow, utrzymuje, że kampania Żukowa nad Chałchin Goł była pierwszym przykładem „zintegrowanej ofensywy kombinującej siły lotnicze, pancerne i artyleryjskie z użyciem piechoty”, jest Alan Bullock w 2 wydaniu „Hitler and Stalin. Parallel Lives”, Londyn 1998, s. 677.

    Bardzo przekonująca wydaje mi się natomiast Pańska argumentacja na temat Japonii i jej planów w roku 1939. Pozostaje wszakże faktem, że zarówno klęska w bitwie o Chałchin Goł, jak i pakt Ribbentrop-Mołotow, były zasadniczym niepowodzeniem ich polityki. Japoński gabinet podał się do dymisji, gdyż uważali zachowanie Hitlera za upokarzające wobec honorowego sojusznika w pakcie antykominternowskim.

  9. 9 amalryk

    No to jeszcze raz o “Blitzkrieg’u”;

    Karl-Heinz Frieser, który jak sie wydaje z niemiecką precyzją zanalizował genezę tego pojęcia pisze
    w poz. “Blitzkrieg-Legende. Der Westfeldzug” tak:

    “(…)Dokładna analiza publicystyki wojskowej dowodzi, że słowo to było znane w Niemczech już przed drugą wojną światową. I tak w artykule opublikowanym w 1935 r. w czasopiśmie wojskowym „Deutsche Wehr” mowa jest expressis verbis o „Blitzkriegu”. Można tam przeczytać, że państwa ubogie w zasoby żywności i surowce będą dążyć do tego, by „zakończyć wojnę błyskawicznie, próbując już na samym początku użyć totalnej siły bojowej w celu wymuszenia rozstrzygnięcia”[3]. Bliższa analiza znajduje się w artykule opublikowanym w 1938 r. w tygodniku „Militär-Wochenblatt”. „Blitzkrieg” jest tam definiowany jako „strategiczny najazd” realizowany przez użyte w sposób operacyjny wojska pancerne, lotnictwo i wojska powietrzno-desantowe[4]. Tego rodzaju odkrycia są jednak niezwykle rzadkie

    [3] Schwichow, “Ernährungswirtschaft”, s. 257 i n.
    [4] Braun, “Der strategische Überfall”, (…)”

    Ale później samo określenie zaczęło żyć swoim życiem i nabrało nieco ściślejszego znaczenia definicyjnego

  10. 10 amalryk

    Ma Pan chyba jednak rację z tym Chałchyn-Goł.

    Jeszcze raz Frieser:

    “(…)Jak celnie wyraził to Goethe: „Bo właśnie gdzie nam pojęć brak, tam słowo zgłasza się w stosownej porze”[35].
    Słowo, jakie w stosownej porze „zgłosiło się” się latem 1940 r., brzmiało „blitzkrieg”. Rzadko które pojęcie w historiografii wojskowości było tak nadinterpretowywane jak właśnie to. Dokładnie rzecz biorąc, stanowi ono semantyczną pułapkę. Słowo „Blitz-Krieg” (wojna błyskawiczna) obiecuje więcej, niż – patrząc historycznie – może w sobie pomieścić, gdyż termin „Krieg” (wojna) sugeruje istnienie ogólnostrategicznej koncepcji prowadzenia wojny. To pojęcie jednak było w dużej mierze przypisane do podrzędnego szczebla operacyjnego. Semantycznie poprawniej byłoby więc mówić o „błyskawicznych operacjach” (Blitzoperationen) lub „błyskawicznych kampaniach” (Blitzfeldzüge). Co prawda dążono do celu strategicznego, jakim było rozstrzygnięcie wojny, jednak środek temu służący ograniczał się przede wszystkim do sztuki dowodzenia operacyjnego – dziedziny, w której posiadano przewagę nad przeciwnikiem. Wyrażając to przesadnie, blitzkrieg w obliczu braku zasobów gospodarczych oznaczał próbę uczynienia ze strategicznej konieczności operacyjnej cnoty. W tej „operacyjnie” rozumianej strategii ze „strategicznie” pojmowanymi operacjami tkwiła jednak immanentna sprzeczność. Natomiast Hitler i niektórzy generałowie rzeczywiście sądzili, że w blitzkriegu znaleźli „tajemnicę zwycięstwa” – operacyjną „Wunderwaffe”, za pomocą której w szybkich rozstrzygających bitwach będą mogli pokonać także przeciwnika mającego znaczną przewagę pod względem gospodarczym, a więc również strategicznym. To iluzoryczne myślenie życzeniowe miało się okazać zgubne dla koncepcji prowadzenia kampanii przeciwko Związkowi Sowieckiemu.(…)”

    W sensie operacyjnym Chałchyn-Goł był pierwszy.

  11. 11 michał

    Panie Amalryku,

    Nie posiadam języka niemieckiego, ale czy nie jest prawdą, że jedną z jego najważniejszych cech jest tworzenie wyrazów poprzez zbitki, jak np. sławetne “hottentottenpotentatentantenattentat”?

    Wydaje mi się oczywiste, że w tak giętkim języku, nie musi istnieć definicja takiego słowa, a nawet wręcz nie może. Zmierzam do tego, że jeżeli ktoś użył słowa “blitzkrieg” przed wojną, to miał po prostu na myśli “błyskawiczną wojnę”, a nie żadną nową taktykę. Gdy jednak dnia pierwszego września roku pamiętnego wróg napadł na Polskie z nieba wysokiego, to od początku było wiadomo, że to był nowy typ wojny. Prawdopodobnie nie na poziomie strategicznym, jak to się często opisuje, ale właśnie na poziomie operacyjnym, tj. w każdej poszczególnej ofensywie, w każdej bitwie, Wehrmacht próbował ją przeprowadzić i zakończyć błyskawicznie, przez koncentrację artylerii, naloty (zwłaszcza Stukasów) i zagony pancerne.

    Kiedy natomiast w Pańskim cytacie mowa o “błyskawicznym zakończeniu wojny”, to czy nie jest to po prostu kwestia użycia określenia, które po niemiecku brzmi “blitzkrieg”?

    Co rzekłszy, kiedy w Pańskim cytacie mowa o tym, że “„Blitzkrieg” jest tam definiowany jako „strategiczny najazd” realizowany przez użyte w sposób operacyjny wojska pancerne, lotnictwo i wojska powietrzno-desantowe”, to wygląda dokładnie na określenie zgodne z późniejszym rozumieniem, a wówczas miałbym dwie uwagi.

    Jeżeli to prawda, a na to wygląda, to nie mają racji ci (np. Guderian), którzy utrzymują, że termin ukuli Anglosasi. Pomimo to jednak, ofensywa nad Chałchin Goł nadal wygląda na pierwszy przykład takiej właśnie operacji. Nie sądzi Pan?

  12. 12 michał

    Panie Amalryku,

    Kiedy pisałem mój powyższy komentarz, nie widziałem jeszcze Pańskiego z 9:33. Wydaje mi się, że choć różnymi drogami, dochodzimy do podobnych wniosków. Cytat z Goethego jest wspaniale trafny, bo w tym właśnie rzecz, że termin – w sensie zbitki słownej, tak klasycznej dla niemieckiego języka – pojawił się, gdy był potrzebny.

    Zdaje mi się jednak, że generałowie niemieccy nie uważali tego pojęcia za Wunderwaffe, czego Guderian byłby dobrym przykładem. Ale być może uważał tak Hitler.

  13. 13 amalryk

    Tak. Nie było żadnej strategii “Blitzkrieg’u” była tylko nowa forma działania operacyjnego poprawnie więc: “Blitzoperationen”. A co do Niemców to jak zauważa Frieser; “…blitzkrieg w obliczu braku zasobów gospodarczych oznaczał próbę uczynienia ze strategicznej konieczności operacyjnej cnoty.” i paradoksem jest, że dzięki zbiegowi okoliczności awanturniczy tupet Hitlera, wobec łajzowatości politycznych przeciwników w obozie alianckim mimo początkowych twardych oporów niemieckiej generalicji tak długo uchodził mu na sucho.

    A po pokonaniu Francji to już zapanował kompletny odlot i dopiero pierwsze bolesne lądowanie pod Moskwą zimą 1941 spowodowało powrót do rzeczywistości. I tak stary Clausewitz znów miał rację.

    Zaś ostatecznie w II WŚ zbankrutowały teorie Moltkego starszego i Schliffena; wg.których Sztab Generalny, złożony z najlepszych i najbieglejszych w kunszcie wojennym oficerów, dysponując bardzo dobrze wyszkolonym, uzbrojonym i wyposażonym w najnowsze zdobycze techniki wojskiem, może odnieść zwycięstwo w wojnie manewrowej nad znacznie liczebniejszym i dysponującym silniejszą gospodarką przeciwnikiem.

  14. 14 michał

    Panie Amalryku!

    Blitzkrieg-sryckrig, jak by się to powiedziało za moich młodych lat (chociaż jest prawdą, że pewna młoda dama orzekła kiedyś w mojej obecności, że przemienianie wszystkiego na “sranie” jest oznaką debilizmu, na co mój przyjaciel odparł bez żenady: – taaa, srebilizmu…), a pod Chałchin można se też golnąć. Ale…

    Ale! Wojna jest zawsze i wszędzie odbiciem życia. Następna wojna – możemy mieć pewność – będzie inna od poprzedniej. Będzie zapewne asymetryczna, ale będzie także asymptotyczna w swym zbliżaniu się do akosmizmu. A kiedy zabraknie jej słów zaczynających się na “a”, to przejdzie do innych liter alfabetu, ale dopiero z czasem dowiemy się, do którego alfabetu wojenka piła.

    Jedno jest pewne, że pójdą za nią chłopcy malowani, jak choćby Clausewitz, Schlieffen, Moltke starszy i młodszy, Ludendorff i Hindenburg, cała ta pruska mądrość i strategiczna myśl, cała ich dyscyplina i niezrównane militarne umiejętności. A mimo to, bolszewicy owiną ich sobie wokół palca jeszcze raz, połkną, po czym wyplują na resztę świata. Tfu, bolszewicka ich chrząstka.

    I co robić z takimi? Zaraza jakaś czy co?

  15. 15 triarius

    Że się wetnę…

    A jakby tak tę dyskusję o blitzkriego przenieść na poziom nieco meta? Że to szybkie przejście ew, frontu i precyzyjny atak na centra nerwowe wroga? (Plus ew. masy oszalałych cywilów na drogach, co się nie sprawdziło.)

    Pzdrwm

  16. 16 michał

    Panie Triariusie,

    Czy sugeruje Pan, że taka właśnie była koncepcja błyskawicznej wojny wówczas? Czy też że taka być powinna? W domyśle, być powinna teraz?

    W pewnym sensie, amerykańska doktryna “overwhelming force”, przeważającej siły, zastosowana w pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej i jej wariant “shock & awe” z roku 2003, są przecież interpretacją Blitzkrieg. Koncepcja precyzyjnego ataku przeważającymi siłami jest stara jak świat, bo kto chce się bić latami? Kiedy Xerxes miał ruszyć na Grecję, to pokazał swoje ogromne wojska byłemu królowi Sparty i zapytał: Czy myślisz, że twoi Spartanie będą się bili przeciw takiej potędze? Nie, poddadzą się bez walki. Miał nadzieję na Blitzkrieg, a dostał Termopile.

Comment





Language

Books Published by The Underground

Order here:



Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a

H
1946
 
J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja