45 Comments “(Polski) O dwóch takich, co ukradli strajk”

  1. 1 Przemek

    Darek,

    Niedawno tu napisałeś “Więc jeżeli korzystać z wolności od polityki, to tylko teraz.”
    Stąd moje lekkie zdziwienie po Twoim artykule. No chyba, że ten dość długi wstęp miał tylko podkreślić dwa ostatnie akapity.
    Odpowiedzi na Twoje pytanie nie znam nawet w swoim, chorym zapewne przypadku, a co dopiero mówić o innych. To co mi się nasunęło, to po wizycie w kinie na słynnym obecnie filmie “Kler”. Jeszcze nigdy nie byłem w kinie wypełnionym do ostatniego miejsca (może dlatego, że na premiery nie chodzę no i nikt mnie nie zaprasza) no i te kolejki do wejścia jak po papier w latach 80-tych. Widać, że część osób dawno nie była w kinie, sądząc po zachowaniu. To jednak coś innego niż komentowanie w domu przed telewizorem. To tak trochę jak po tej nieszczęsnej tablicy. Takiego PR nikt sobie nie mógł wymyślić. Choć tu bardzo się dziwię, bo trudno doszukać się tu antyklerykalizmu, film raczej delikatniejszy niż np. “Dom zły”, a też chyba bardziej wskazuje przyczyny niż gani. A faktom trudno zaprzeczać.

  2. 2 Dariusz Rohnka

    Przemek,

    Najwidoczniej nie byłem dostatecznie klarowny, pisząc o „wolności od polityki‟, dlatego czuję się zobligowany do krótkiego sprostowania.

    Otóż, pewnie się zdziwisz, ale pisząc o tejże nieszczęsnej wolności nie miałem na myśli swojej skromnej osoby, bo owa „wolność od polityki‟ ani mnie grzeje, ani ziębi. Mógłbym nawet powiedzieć, że jest mi idealnie obojętna (gdyby w niedoskonałym świecie ideały były możliwe).

    Chodziło mi o przeciętnego obywatela peerelu, który ma aktualnie rzadką w totalitarnej rzeczywistości okazję uchylenia się od partycypacji. Nie musi wiecować, głosować, wyrażać poparcia, oburzenia, opluwać czy całować czyjego bądź wizerunku.

    Za chwilę, za miesiąc, za rok, za dziesięciolecie… taka możliwość przejdzie do nostalgicznej historii… i znowu trzeba będzie (bo jakże inaczej) skandować, gestykulować i maszerować. Dlaczego nie chce im się (obywatelom) z tej okazji korzystać, nie mam pojęcia. Domniemywam, że po prostu nie bardzo wiedzą na jakim świecie żyją, stąd nieporozumienie, i mimowolna rezygnacja z tego krótkotrwałego przywileju.

    Filmu nie widziałem, i pewnie nieprędko będę miał okazję (oraz ochotę). Filmy tego reżysera zdają mi się odrobinę monotonne i przewidywalne. Zapodają widzowi raczej karykaturalną wizję rzeczywistości, aniżeli jej opis, i choć to nie jest żaden zarzut pod adresem autora – wątpię, czy setna część publiczności rozumie, o co w tych obrazach chodzi. Widziałem tylko „zajawkę‟ „Kleru‟ – bardzo była zniechęcająca, choć możliwe, że uzasadniona marketingowo. Podobno filmowcy bardzo liczą się z pieniędzmi, więc potrafię zrozumieć, że chciano, przy pomocy reklamy, zachęcić mniej wybredną (ale masową) publikę.

    Widziałeś film, więc skorzystam z okazji i zapytam. Czy poruszane jest w nim kwestia najważniejsza z punktu widzenia moralnej kondycji współczesnej katolickiej hierarchii – nieustającej kolaboracji z bolszewikami?

    Czy akurat ten wątek nie pojawia się dlaczegoś wcale?

  3. 3 Andrzej

    Darku,

    Jeśli chodzi o “wolność od partycypacji” to wydaje mi się, że przeciętny obywatel peerelu korzysta jednak z tej możliwości kiedy może, tak samo jak korzystał z niej dziesiątki lat temu (sam to robiłem, zaszywałem się w świat muzyki, jeździłem w Bieszczady itd). Korzysta w ten sposób, że gdy tylko nie czuje się do tego zobligowany, z miejsca ucieka w swój własny światek, w którym partycypacja nie jest konieczna (o ile nie pakuje mu się namolnie do jego prywatnej piaskownicy, co się wszakże czasem zdarza i wtedy jest zły). Gdyby nie miał takiej możliwości, pewnie by się buntował. Bynajmniej nie przeciwko “ustrojowi”, chce mieć tylko swój “kawałek podłogi” i zachować go a jeśli się da to powiększyć albo upiększyć. Dziś jednak ma dużo możliwości wyboru, bez porównania więcej niż przed “transformacją”. Polityka jest dla niego obowiązkiem, najczęściej przykrym, niemniej spełnia go płacąc w ten sposób za wspomniane możliwości. Lojalnie wypełnia warunki umowy. Być może tu należy szukać odpowiedzi na Twoje pytanie o przyczynę niechęci do postawienia przezeń następnego kroku, po skonstatowaniu życia w “państwie teoretycznym”. Uznaje, że zwyczajnie się to mu nie opłaca. To mogłoby zburzyć bowiem nie tylko to “państwo” ale i jego piaskownicę. Nie chce jej stracić, musiałby budować ją od zera, niepewny co do możliwości i efektów. Uczestniczy więc w tym co mu zaproponowano bo tak jest bezpiecznie.

    Co może być “za chwilę, za miesiąc, za rok, za dziesięciolecie…”? W “Roku 1984″ główny bohater uciekał przez jakiś czas w swój świat “wolności od partycypacji” – tak mu się w każdym razie zdawało. Aż reszcie zabrano mu tę “wolność”, spreparowaną od początku do końca. I okazało się, że “wolność” to niewola. Czy nie sądzisz, że skandowanie, gestykulowanie, wiecowanie i maszerowanie to tylko narzędzia pierekowki? Że ostatecznie liczy się akceptacja i uczestnictwo – głosowanie i wyrażanie poparcia? Uzyskane dowolnymi sposobami. Ale to już przecież jest. Gdy trzeba “obywatel peerelu” głosuje i popiera. A w “wolnych chwilach” idzie do kina obejrzeć film o złych “czarnych” zboczeńcach, bo po pierwsze “wszyscy idą”, a po drugie nie lubi kleru. Filmu o dzisiejszych, złych czerwonych łajdakach już nie zobaczy. Nikt takiego filmu nie nakręci, bo i nikt z “obywateli peerelu” nie jest takim filmem zainteresowany. Kto by na niego poszedł? “Kolejki do wejścia jak po papier w latach 80-tych” w tym przypadku to raczej wolne żarty (bynajmniej nie “wolne”).

  4. 4 Jacek

    Darek,

    Od jakiegoś czasu prowadzę pewien eksperyment, polegający na testowaniu niektórych znajomych pod kątem percepcji otaczającej ich rzeczywistości politycznej. Dodam, że w ów eksperyment zaprzęgnąłem również wspomnienia własnych przemyśleń sprzed lat, które dziś oceniam, jako podpadające pod wspomniane przez Ciebie matolstwo polityczne (do dziś mi wstyd). Ale wracając do moich znajomych… A są to ludzie wykształceni, dobrze sytuowani, ciekawi świata. Znaczy, kumaci. Pytam hasłowo: Lech Wałęsa. Bohater, otrzymuję odpowiedź. Symbol, ambasador walki z komunizmem, kontynuują znajomi. Kiedyś nawet jednego próbowałem sprowokować do dalszej dyskusji. Mówię: grudzień ’70, werbunek, współpraca, archiwa, Cenckiewicz, Bolek. Akurat trafiłem na uczestnika strajku w stoczni w ’80 roku. Czyli człowiek był, widział, musiał rozumieć więcej, niż ja teraz (gdyby tylko chciał). I co? I mało po mordzie nie dostałem, tak się zezłościł, że mu szargam herosa. A Ty się dziwisz, dlaczego nie pójdą krok dalej… Dalej skąd? Z pozycji, w której sprzeczności nie do pogodzenia, wydawałoby się, wszyscy łykają, jak pingwin rybę?

    Co jest przyczyną tej ślepoty? Jaki mechanizm odbiera ludziom zdrowy rozsądek? Tu pewnie należałoby zapytać jakiegoś psychologa, bo to chyba ta dziedzina wchodzi w grę. Ba! Pytałem. I owszem. Mam takiego znajomego, też go poddałem eksperymentowi. Jesteś paranoik, usłyszałem w odpowiedzi – komunizm upadł, widziałem w telewizorze, lepiej się napijmy.

    Napiliśmy się. Przynajmniej nie chciał mi dać w mordę…

    Z moich obserwacji wynika, że temat, który poruszasz jest całkowicie ignorowany przez tzw przeciętnego obywatela. Dlaczego jest ignorowany? Bo ów obywatel nie widzi związku pomiędzy swoim obecnym położeniem, powiedzmy sytuacją materialną, a jakimiś abstrakcyjnymi i trochę bajkowymi wydarzeniami politycznymi sprzed lat. Obywatel jest zadowolony, bo ma ciepłą wodę w kranie i pełną michę co wieczór. Czegóż chcieć więcej? Że nie korzysta z chwilowej wolności wypowiedzi? To nawet lepiej, uwierz mi. Gdyby oni wszyscy zaczęli się teraz wypowiadać własnymi słowami, co myślą…

    Oczywiście masz rację, że ten system niebawem się domknie i wtedy na publiczne wygłaszanie własnych przemyśleń będzie za późno. Prawdopodobnie skończy się też ciepła woda i pełna micha. A może będą tylko skrupulatnie wydzielane po uważaniu przez jakiegoś politruka? Tak, czy inaczej wizja “1984” przypomniana przez Andrzeja stanie się rzeczywistością. I wtedy lud zagotuje się od gniewu. Tylko, czy będzie to miało jeszcze jakieś znaczenie?

  5. 5 Andrzej

    Jacku,

    Lud zagotuje się od gniewu? Ostatnie zdanie brzmi: Kochał Wielkiego Brata.

  6. 6 Jacek

    Andrzej,

    Słuszna uwaga. Jeśli marksiści doprowadzą do końca proces wykuwania człowieka sowieckiego, to już nikt się nie będzie buntował.

  7. 7 Dariusz Rohnka

    Andrzeju,

    Czyli wedle Ciebie, ten aktywny udział w „dyskusji politycznej‟, „głosowaniu‟, w tym pomstowaniu na „przeciwników politycznych‟ (których poglądów ni jak nie można odróżnić) to kwestia naleciałości, sowietyzacji, czy dobrze interpretuję? Mimowolny udział w systemie realnego socjalizmu (choć się jego istnienie werbalnie neguje)?

    Jeżeli tak to rozumiesz, to to jest ciekawa koncepcja.

    Z tego co mówisz, takie otwarte granie w karty, jak obecnie uprawiają jakieś tam Sienkiewicze swoimi „teoretycznymi państwami‟, to w istocie bat na niesubordynowanych? Przypomnienie, że zaraz możemy wprowadzić czyn społeczny, obowiązkowy udział w 1 maja, odebrać prosiaka, krowę, wyrywać paznokcie komu bądź? Tak to jest odbierane w podświadomości?

    To bardzo ciekawa hipoteza, ale czy objaśnia zachowanie ludzi poniżej 40 roku życia? Czy także ich obejmuje zasada „lojalnego wypełniania obowiązków‟ wobec systemu?

    A jeżeli w przypadku „młodych‟ to tak nie działa, dlaczego w takim razie nie są skorzy do buntu? Czy brak jakiejkolwiek refleksji z ich strony można przykryć notorycznym zamazywaniem historii, brakami w ogólnym wykształceniu?

    „Taśmy‟, o których znowu bardzo głośno, pokazują jednoznacznie z jakiego gatunku „państwem‟ mamy do czynienia. Czy to za mało na jakąś żywszą reakcję? Świnią się świnie – to całe wnioskowanie?

    Nie jestem przekonany.

  8. 8 Dariusz Rohnka

    Jacek,

    Ten Twój drugi znajomy (o pierwszym z trudem można powiedzieć, żeby dysponował jakimś myślowym horyzontem) reprezentuje przynajmniej jakiś stosunek do rzeczywistości. Zdaje mi się, że to rodzaj refleksji budowanej z pewnego rodzaju uporem na gruzach „straconych złudzeń‟. A swoją drogą to dziwne, że nie otworzył się nawet po wypiciu paru głębszych. Może zbyt wolno nalewałeś, a może głowę ma zbyt tęgą?

    Na kilku dowolnie wybranych przykładach trudno budować prawidłowość. Każdy ma poza tym swoje doświadczenia. Z moich wynika przede wszystkim, że cofanie się wstecz o 30 lat, przez zwały medialnej, spożytej w tym okresie, medialnej papki, jest dla większości po prostu zbyt trudne. Mnie się czasami zdaje, że oni po prostu nie mają ochoty wyrzucać ulubionego mebla (czyli telewizora) przez okno.

    W tym wiązałbym nawet pewną koncepcję.

    Wbrew obiegowej opinii, era tzw. socjalistycznej propagandy nie skończyła się ani w roku 1989 ani w następnym. Została poddana pewnego rodzaju transformacji i… zwielokrotniona, zdywersyfikowana, uatrakcyjniona. Etc. etc. etc.

  9. 9 Jacek

    Darek,

    Telewizor na pewno odgrywa tu kluczową rolę. Każda brednia wyemitowana w wieczornych wiadomościach zyskuje na wiarygodności w oczach widza. Na tym polega magia telewizji. Przy czym, do przyswojenia takich treści nie potrzeba żadnego wysiłku, ot po prostu przesącza się to do świadomości przy okazji kolacji. To chyba ma kluczowe znaczenie. Propaganda jest przyjmowana całkowicie bezboleśnie, a wręcz jest to proces przyjemny. Po kilku, kilkunastu, czy kilkudziesięciu latach, spustoszenia w umysłach są już nieodwracalne. Po prostu każda treść, która jest sprzeczna z ugruntowanym przez telewizor poglądem zostanie odrzucona bez głębszej analizy.

    Wszystko to powoduje, że zdobycie prawdziwej wiedzy o świecie, wypracowanie własnego, niezależnego poglądu wymaga olbrzymiego wysiłku. Internet nie jest tu wcale takim cudownym medium, jak by się mogło wydawać. Owszem, można w nim znaleźć prawdziwe treści, ale przekopanie się przez gigantyczny śmietnik, żeby dotrzeć do jednego faktu jest dla większości wyzwaniem ponad siły. Przy czym to, dla odmiany jest już proces dość bolesny, bo najczęściej wymaga samodzielnego myślenia.

    Z tej perspektywy doskonale widać, jak kluczową sprawą dla komunistów było zapewnienie sobie całkowitego panowania nad telewizją po 1989 roku. To był podstawowy warunek sukcesu gorbaczowowskiego NEP-u.

  10. 10 Andrzej

    Darku,

    Zdaje mi się, że to raczej nie hipoteza. Takie zachowanie, to przeniesione w teraźniejszość “no, a jakże inaczej” – pomstowanie na boku, a wołanie “hurra!” gdy system tego oczekuje.

    “Niektórzy tylko poruszali szczękami, jakby żuli w gębie coś niesmacznego”

    Ci poniżej 40 roku życia to my 20 lat temu z tą poprawką, że ochota do buntu jest u nich o wiele, wiele mniejsza.

    Czy można powiedzieć, że nasze pokolenie buntowało się? Ja tego nie kojarzę. Kojarzę konformizm i bardzo rzadkie postawy krytyczne “w ramach systemu”. Jeśli zaś chodzi o porównanie niegdysiejszej i dzisiejszej chęci buntu, to wydaje mi się, że nie jest to kwestia wykształcenia czy “wiedzy historycznej” , lecz tego, że my mieliśmy punkt odniesienia w ustroju “klasycznym” i łatwo mogliśmy dostrzec kontynuację (jeśli tylko chcieliśmy zapoznać się z faktami albo też świadomie przeżyliśmy tę dziejową chwilę), a obecni 40-latkowie wydorośleli w ustroju już “przetransformowanym”. Innego nie znają, komunizm to dla nich “martwa” przeszłość, żadnej kontynuacji nie są w stanie dostrzec. Bunt to dla nich co najwyżej Lepper z towarzyszami, a peerel pojmują tylko w formie dobranych odpowiednio haseł, wbitych im do głów na lekcjach w szkole, już w latach obowiązkowej nauki o “upadku komunizmu”. Każde nowe pokolenie peerelu wyznacza nowy poziom dostosowania się. Bunt zanika, aż zaniknie do zera. O to przecież chodzi, o zwielokrotnienie, dywersyfikację (dyzerfikcję?) i uatrakcyjnienie. Tu się z Tobą zgadzam. I z tym także, że praktycznie nikt nie ma ochoty “wyrzucać ulubionego mebla przez okno”. To miałem na myśli pisząc o prywatnej “piaskownicy”, czy też “kawałku podłogi”.

  11. 11 Przemek

    Darek,

    Co do filmu, takiego wątku wprost nie było. Ale były sceny o powiązaniu z dużymi pieniędzmi niewiadomego pochodzenia i jedna bodaj ze strajkami w Gdańsku. I tak film trwał ponad 2 godziny, to już i tak trudne do ogarnięcia w moim wieku, zwłaszcza, że kilka wątków było “nie wprost” i trochę trzeba się domyślać. Odnośnie wypowiedzi p. Andrzeja “o złych „czarnych” zboczeńcach” to, jak starałem się już wcześniej napisać, nie jest tak. Warto najpierw coś poznać a dopiero potem wyrażać opinię. Ja odebrałem ten film zupełnie inaczej, spodziewałem się ataku, a tu zaskoczenie. Wskazuje na przyczyny a nie gani skutki. Masz rację co do reklam, producenci nakręcili spiralę, ale też mieli pole do popisu (tu przypadkiem wyszedł mi skrót zupełnie niezamierzenie) po reakcji środowiska “prawicowo- kościelnego”. Myślę, że mówimy o wizji artystycznej i brak wątku o którym pisałeś, nie jest celowy. No chyba, że powstanie dłuuuugi serial.

  12. 12 Przemek

    Darek,

    gwoli uzupełnienia, pada jedno charakterystyczne sformułowanie, które być może przejdzie do tzw. kultowych powiedzeń “towarzysz prosiaczek”.

  13. 13 Andrzej

    Panie Przemku,

    Jako że faktycznie nie obejrzałem tego filmu i nie planuję tego robić wbrew “spirali reklamy” (dzięki której wszakże dotarła do mnie tematyka filmu, a i z tzw. zwiastuna wynika wprost sformułowanie o “księdzu pedofilu” i nie tylko to) proszę łaskawie o oświecenie mnie na jakież to przyczyny wskazuje ten film? I czego? Z Pańskich wcześniejszych wypowiedzi na temat wiary katolickiej, mniemam że jest Pan ekspertem w tej dziedzinie.

  14. 14 Dariusz Rohnka

    Jacek,

    Nie jestem przekonany, czy wszystko można zrzucać na telewizor, choć na pewno jego rola we współczesnej politprogandzie, propagacji nowych obyczajów, wiedzy o świecie, rzekomych modach, trendach, o tym, co wypada a czego (przynajmniej mówić) nie, jest dominująca. Żadne odkrycie, jeśli się pamięta jak wielką rolę ruchomym obrazom przypisywał Lenin.

    A jednak coś poza telewizorem ma także wpływ na ludzkie bezmyślenie. Z jakiegoś powodu ludzie oglądający przez wiele godzin co dzień ten sam niemal identyczny przedmiot dokonują różnych wyborów. Jedni są za czymś, inni przeciw czemuś. Zdaję sobie oczywiście sprawę z różnorodności telewizyjnych kanałów, stacji, programów (choć one do siebie wszystkie są bardzo podobne), a jednak – istnienie tej „różnorodności‟ nie wyjaśnia w pełni ludzkich zachowań. Dlaczego część widzów to zwolennicy „partii‟ x, inna jakaś grupa popiera dla odmiany „partię‟ y, z lub d?

    I najważniejsze: skąd biorą się te bardzo złe emocje? Przecież wszyscy ci bierni odbiorcy papki medialnej (aktywni „wyborcy‟) muszą mimowolnie odczuwać sztuczność swojej partycypacji. Co (a może kto?) im każe murem stawać za wybraną opcją „polityczną‟?

    Pewnie wciąż gonię za tymi samymi pytaniami, ale pewne zjawiska nie dają mi spokoju. Czy to kwestia zaszczepionej podskórnie ideologii demokratycznej? Na zasadzie: jesteś obywatelem-demokratą, dlatego musisz „mieć‟ poglądy? Przymus czy samoistna racja bytu?

    Drążę ten temat nie bez powodu. Według mnie, jedynym wyjściem z demokratycznej matni (w każdym razie jedynym, które mogę sobie w tej chwili wyobrazić) jest przekonanie owego „demokraty-obywatela‟, że nie ma rozumu, że powinien sobie siedzieć cicho w domu, oddawać się przyjemnościom albo ascezie (wedle gustu), ale pod żadnym pozorem nie zabierać głosu.

    Stąd pytanie, z czego wynika u ludzi potrzeba otwierania dzioba w kwestiach, o których nie mogą mieć przecież zielonego pojęcia. Dlaczego akurat „polityka‟ dotknięta jest tym fenomenem?

    Czy krawcowa będzie uczyć hydraulika jego roboty; górnik pouczać rolnika jak siać oziminę; zomowiec pokazywać baletnicy jak prawidłowo wykonać demi-plié? Zdaje się, że nie. Dlaczego w takim razie wszyscy (niemal) mają siebie za politycznych guru?

    Bo usłyszeli o tym w telewizorze? Mnie takie wyjaśnienie nie wystarcza.

  15. 15 Dariusz Rohnka

    Andrzej,

    Każdy ma nieco inne doświadczenia. Środowisko, w którym ja dorastałem, buntowało się jak cholera. Takie kwestie, czy organizować zbrojne powstanie, pojechać do Afganistanu, żeby walczyć z sowieciarzami, nie były nam obce.

    Nie mogę się także z Tobą zgodzić, że młodzi ludzie, oderwani od historycznych realiów „klasycznego ustroju‟ nie mają szansy dostrzec nonsensów współczesności.

    Młodzikiem nie będąc, może nie powinienem się wcale wypowiadać, ale trochę obserwuję „młodzież‟ i dostrzegam pewne zachowania. Bierność jest na pierwszym miejscu – bez dwóch zdań. Ale nie jest wszech-dominująca. Da się się też dostrzec inne zachowania – czegoś w rodzaju buntu wobec ześwinienia dookolnej rzeczywistości. Weźmy jako pierwszy z brzegu przykład „niezłomnych‟ (z uporem nazywanych „wyklętymi‟).

    Masz na pewno okazję obserwować aktywność „młodych‟ w tym obszarze – działania (czasem bardzo pracochłonne) zmierzające do zachowania pamięci o ludziach takich jak Witold Pilecki. Słyszałeś może też o środowisku kibiców poznańskiego Lecha, które opiekuje się grobami powstańców wielkopolskich. To może nie są przykłady ideowo bardzo klarowne (jak wiadomo, stadiony są w tym kraju opanowane przez quasi-gangi i innego gatunku bandyctwo), samo podtrzymywanie takiej tradycji (kultywowania historycznej pamięci o dzielnych ludziach, godnych naśladowania) nie zdaje mi się motywowane chęcią stworzenia wokół siebie pozytywnej aury (w peerelu to się nazywa piarem), ale zdaje się raczej wynikać ze szczerego przekonania.

    Są w tutejszowie młodzi ludzie poszukujący godnej idei, tak mi się zdaje. Czy potencjalnie można na tych dążeniach cokolwiek budować?

    Jak na pewno wiesz, Mackiewicz był wielkim wrogiem kultu młodzieży, uważając słusznie, że zbyt łatwo daje się manipulować i kierować na manowce, że brak jej doświadczenia (a więc, w pewnym sensie, rozumu). Nawet jednak Mackiewicz nie chciałby zaprzeczyć, że w czasach II RP istniała ogromna grupa ludzi ogarnięta ideą. Nieszczęście w tym, że byli to na ogół komuniści, nacjonaliści, i przedstawiciele ideologicznych innych skrzywień, jak choćby pro-sanacyjnego Ozonu. Bardzo to zatruwało atmosferę, ale przynajmniej nie było nijako.

  16. 16 Dariusz Rohnka

    Przemek,

    Czyli film, nie podejmując najważniejszych kwestii ideowych, jak kolaboracja hierarchii kościelnej ze złem bolszewizmu w budowaniu „nowej rzeczywistości‟ iii rp, jest w istocie filmem o niczym, o czym nie wiedziano by od wieków?

    Odkrywa prawdę znaną: ksiądz może być (i często jest) takim samym grzesznikiem jak wierni, którym służy?

    Przecież pierwszy lepszy wierny wie doskonale, że nie grzeszny ksiądz stanowi o potędze Wiary i Kościoła. Więc skąd to nagłe zainteresowanie tematem zgranym i w gruncie nieciekawym (choć pewnie nieźle przedstawionym, znając umiejętności reżysera)?

    Jak myślisz, czy na film chadzają głównie katolicy, czy katolicy niepraktykujący (poza chrzcinami, komunią, bierzmowaniem, ślubem i pogrzebem)?

    A może to bolszewicy, wrogowie każdej wiary (poza satanizmem)?

  17. 17 Andrzej

    Darku,

    Środowisko tak, ale co było wokół tego środowiska? Na pewno miałeś na studiach różnych znajomych (w większości zapewne rówieśników). Jak postrzegałeś większość z nich? Czy wielu tam było antykomunistów? Wśród moich może kilku, ale większość nie interesowała się walką z komunizmem, chcieli jak najlepiej “urządzić się” po studiach, w komunizmie.

    Nie miałem na myśli tego że młodzi ludzie nie mają szansy na dostrzeżenie nonsensów współczesności. One są dostrzegane (ostatnio mam okazję rozmawiać na ten temat także z osobami 20-30 letnimi). Chodziło mi o trudności w dostrzeżeniu przez nich peerelowskiej ciągłości i o to także, że akt buntu wymaga punktu odniesienia. A “nowy, wspaniały” peerel (wygląda na to) jest coraz doskonalszy, coraz lepszy, pomimo nonsensów. Wobec czego, jak tu się przeciw niemu buntować? Można chcieć co najwyżej go poprawiać. Tak został pomyślany i taka jest jego natura.

  18. 18 Jacek

    Darek,

    Pytasz o podstawy, fundamenty systemu demokratycznego. Toż to właśnie telewizor adoruje lud, wmawiając mu, że ma na cokolwiek wpływ, że jest podmiotem, że przyszłość zależy od jego wyboru przy urnie. Gdyby nie ten przekaz, żadnemu Zenkowi ani Cześkowi, pracowicie osuszającym butelkę jabola pod płotem, nie przyszłoby do głowy, że mogą decydować o polityce zagranicznej, albo budżecie państwa. Bo też dopiero zaprzęgnięcie Zenka i Cześka tworzy doskonałą iluzję sprawnego mechanizmu demokratycznego, w którym każdy obywatel, itd…

    Wydaje mi się, że przeciętny człowiek (obywatel) nie ma najmniejszej chęci zabierania głosu i uczestnictwa w wyborach. Jest natomiast do tego prowokowany przez machinę medialną i wręcz zmuszany do zajęcia stanowiska. A jak nie zajmie, to powinien się wstydzić, że taki bierny. No to obywatel mobilizuje się, może nawet zerknie na wieczorne wiadomości, albo do gazety, żeby wyrobić sobie “pogląd”. A potem idzie do urny.

    Powyższe pisałem mając na myśli ten nasz PRL, ale zastanawiam się, czy demokracja, taka modelowa, w ogóle może gdziekolwiek funkcjonować zgodnie z założeniami. To znaczy, czy jest możliwe, żeby obywatel był świadomy własnych czynów, wyborów, decyzji. Wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne.

  19. 19 Przemek

    Panie Andrzeju,

    Film, moim skromnym zdaniem, nie jest antykatolicki ani nawet antykościelny. Jeżeli anty to tylko przeciw hierarchii. Myślę, że jest wart obejrzenia. Nie chcę być opowiadaczem. Rzeczywiście rozgłos medialny, sprzeczne i czasami nerwowe opinie spowodowały niepotrzebne emocje. Co do zwiastuna to ma Pan rację, ale to tylko reklama. Kilkanaście lat temu była podobna sytuacja przy filmie o pralniach Magdalenek, to była produkcja chyba irlandzka. Film zdecydowanie bardziej drastyczny. Jednak mimo tak skrajnych reakcji nie wzbudził wielkiego zainteresowania. Być może dlatego, że nie dotyczył „tej ziemi”. Dla mnie szokiem i niedowierzaniem był czas, proceder (bo trudno to inaczej określić) trwał do połowy lat 60-tych XX wieku.
    Co do Pana delikatnej złośliwości (no choć raz nie ja) dotyczącej mojej wiedzy a raczej niewiedzy na temat wiary katolickiej to przyjmuję z pokorą i uśmiechem (takim pozytywnym). O ile pamiętam zarzucił mi Pan swego czasu bluźnierstwo, może i słusznie, choć nie taka była moja intencja. Dlaczego film budzi takie emocje. Przychodzi mi do głowy stare trochę zapomniane słowo – zgorszenie.
    Tu wspomogę się internetem (dla uspokojenia – to nie wikipedia).
    „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza (Mt 18,6)”
    I jeszcze z Katechizmu:
    „Art. 2285. (…) Zgorszenie jest szczególnie ciężkie, gdy szerzą je ci, którzy, z natury bądź z racji pełnionych funkcji, obowiązani są uczyć i wychowywać innych. Takie zgorszenie Jezus zarzuca uczonym w Piśmie i faryzeuszom, porównując ich do wilków przebranych za owce (por. Mt 7,15).”

  20. 20 Andrzej

    Panie Przemku,

    Uchylił się Pan od odpowiedzi na moje pytanie o to, na jakie przyczyny wskazuje film oraz czego one dotyczą. Wydaje mi się, że nie trzeba w tym celu streszczać filmu, że wystarczą tu dwa lub trzy zdania syntezy. Chyba, że temu mają służyć przywołane przez Pana fragmenty Ewangelii i Katechizmu. Jeśli tak, to dalszą dyskusję na ten temat uważam za bezcelową, bowiem w pełni zgadzam się tu z Darkiem w kwestii grzeszności. Powtórzę za nim: o Wierze i Kościele nie świadczy to, że kapłani bywają grzeszni tak samo jak inny ludzie.

  21. 21 Dariusz Rohnka

    Andrzeju,

    To oczywiste, że większość nie myśli o walce, tym bardziej o walce z komunizmem, którego fenomen polega na tym między innymi, że doskonale radzi sobie z tonowaniem nastrojów, wyciszaniem niepokojów, zamykaniem ust otwierających się do krzyku. Rzadko jedynie sięga po radykalne środki, na ogół, dla osiągnięcia celu wystarczy mu perswazja. Ludzka masa doskonale wyczuwa, że z komunistami żartów nie ma, trzeba się po prostu dostosować do ich życzeń i… może będzie dobrze, albo przynajmniej nie gorzej.

    To kwestia prostej psychologii. Komuniści odkryli podstawową właściwość ludzkiej natury. Ta natura jest bardzo wiotka, pełna obaw o własną doczesność. Jeżeli umiejętnie utrzymać ją w tym stanie, permanentnej niepewności o własny byt, można praktycznie wszystko. Jedyny warunek to nie przeciągać struny. Można by na ten temat pisać tomy.

    Mechanika komunistycznego fenomenu działała, rzecz jasna, także na uniwersytetach w latach 80. Może i znalazłyby się setki antykomunistycznych aktywistów, tyle że w percepcji masy nie było się po prostu przeciwko czemu buntować. Ideologia praktycznie nie gościła na wykładach i zajęciach. Unikali jej nawet prelegenci z tzw. „studium wojskowego‟. Jeden jedyny wykładowca (uchodzący, co zabawne, za „liberała‟) ośmielił się zanegować podczas wykładu sowieckie autorstwo zbrodni katyńskiej – w odpowiedzi usłyszał niemiłosiernie głośne dudnienie w pulpity ławek. Mimo posiadanej władzy (cała sala po kilku tygodniach zdawała u niego egzamin) nie mógł bezkarnie wygadywać podobnych bezeceństw. Przeciągnął strunę, czyli jako komunista zachował się nieprofesjonalnie.

    Oczywiście dominował konformizm (jakże inaczej). Szczególnie popularna była jakaś wiejska młodzieżówka para-komunistyczna. Odebranie stosownej legitymacji otwierało perspektywy wyjazdu na enerdowskie „saksy‟. Procent znajomych, którzy skorzystali z tej możliwości istotnie szokował.

    I dokądże mają te wspominki prowadzić? Donikąd? Masa nie wyzwoli nas spod komunizmu, jest pozbawiona znaczenia i niewarta uwagi. W walce, czy w jakiejkolwiek innej rozumnej aktywności liczy się wyłącznie jednostka.

    Jeśli idzie o współczesnych młodych ludzi, jest dokładnie tak samo. Jeżeli, który z nich nie potrafi zadać sobie trudu, żeby dokopać się do korzeni peerelu, sięgnąć po stosowne analogie, wyciągnąć wnioski, pies z nim tańcował.

  22. 22 Dariusz Rohnka

    Jacek,

    Ależ oczywiście, że demokracja jako forma ustroju, jest psu na budę. Cały problem w tym, że przez ostatnie 200 czy ileś tam lat, została skutecznie implementowana w umysły ludzkiej masy. Masz rację – dla większości (normalniejszej części bezwolnej masy) jest „cichym‟ ciężarem, oficjalnie – legitymacją obywatela (a może i człowieczeństwa).

    W praktyce życia ludzie na ogół mają dość rozsądku, żeby zdawać sobie sprawę z licznych nierówności, jakie zachodzą między nimi. Jeden jest bogaty, drugi biedny; jeden szpetny, inny piękny; zdrowy versus chory etc. etc. Choć nie są to różnice jednoznaczne i w pełni wymierne, na ogół nikt ich nie neguje. Jedynie w sprawach polityczno-ustrojowych, partycypacji w demokratycznym szambo-cyrku, panuje przymus równoważności.

    Demokracja jest złem, jak każdy fałsz, i zasługuje tylko na jedno – na zniesienie.

    Jak ten cel osiągnąć? Przekonując obywateli, że powinni dobrowolnie zrezygnować z nałożonego na nich idiotycznego obowiązku udziału w mechanizmach fikcyjnego ustroju?

    Czy to nie zanadto oderwane od rzeczywistości? Czy istnieje wyobrażalna alternatywa?

  23. 23 Jacek

    Darek,

    Oczywiście nie potrafię odpowiedzieć na Twoje pytania. W ogóle patrząc na zjawisko w takiej makroskali czuje się trochę przytłoczony. Ingerencja w jakikolwiek zastany ustrój społeczny niezmiennie zalatuje prochem strzelniczym. Planowanie zmian tego rodzaju zawsze wiąże się z ryzykiem rozdeptania niechcący jakichś nieszczęśników, których istnienie umknęło planiście. Nawet, jeśli tą zmianą miałby być “tylko” bojkot mechanizmów demokratycznych w skali globalnej.

    Ale z drugiej strony, od dawna czysto teoretycznie frapuje mnie problem następujący: jeśli nie demokracja, to co? Ostatnio w kręgach tzw konserwatywnych panuje moda na mówienie o przywróceniu monarchii. Ja, niestety, nawet teoretycznie nie potrafię sobie takiego procesu wyobrazić. Monarchie tworzono tysiącleciami, to proces naturalny, powolny i mozolny. Monarchię i owszem, można zlikwidować w ciągu jednego bandyckiego przewrotu, ale odtworzyć jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki się nie da. W każdym razie to, co wtedy powstanie na pewno nie będzie monarchią.

    Więc co w zamian demokracji?

  24. 24 michał

    Próbowałem, jak mogłem, powstrzymać się przed braniem udziału w tej dyskusji (i kilku poprzednich), bo co ja doprawdy mogę mieć do powiedzenia o wyborach prlowskich? Nie mam nic do powiedzenia. Zmilczałem zatem, gdy ktoś – nie żaden “ktoś”, tylko p. Przemek – wyraził opinię, że świadoma decyzja odmowy brania udziału w wyborach, to jest przejaw bierności. Początkowo miałem wówczas zamiar drwić sobie do woli z takiej “bierności”, bo czy niby leżąc na łące i czytając książkę, jestem aktywny czy bierny? Ale dałem spokój i słusznie, bo jeżeli Pan, Panie Przemku, nie odróżnia suwerennego aktu VETO!, NIE POZWALAM!, odmawiam, nie zgadzam się – od biernej obojętności, to obawiam się, że nie zrozumie Pan także, jak można być aktywnym, leżąc na piasku.

    A jednak zachwiałem się w mojej decyzji uchylenia się od udziału w niniejszej dyskusji, bo oto p. Przemek postanowił “wspomóc się internetem”, by zacytować z Pisma Świętego… Naprawdę? A czy mleko, Pańskim zdaniem, jest od krowy czy z lodówki? Bo widzi Pan, żeby cytować z Natchnionego Pisma, trzeba sięgnąć do Pisma, a nie do rynsztoku. Z Pismem Świętym nie ma żartów, bo jak sama nazwa wskazuje, to jest Święte Pismo. Jeżeli dla Pana nie jest, to niech je Pan zostawi w spokoju, najlepiej w Świętym Spokoju.

    Z Pańskich rozlicznych i raczej sprzecznych wypowiedzi, trudno dociec, czy jest Pan agnostykiem, ateistą czy tylko antyklerykałem; domniemywam, że sam Pan nie wie. Ale zważywszy, że otaczający nas świat jest w ogromnej większości antyklerykalny, ogólnie agnostyczny, a tylko z rzadka wojująco ateistyczny, czemu zawdzięczamy, że czuje się Pan zobowiązany aż schodzić do Podziemia, żeby produkować takie głodne kawałki? Czy nie lepiej udać się wprost do wybiórczych gazetek? Ja wiem, ja wiem, że Pan nie lubi prześmiewczych nazw, ale (proszę mi wierzyć) mnie to doprawdy ani ziębi, ani grzeje.

    A co do meritum. Słowo “zgorszenie” nie jest stare, ale nie wątpię, że zapomniane w tym najlepszym z prlów. Nie było zapomniane za moich czasów, w tym gorszym prlu, i niejeden ksiądz mówił mi, że największą bronią diabła w walce z Kościołem Świętym jest zgorszenie siane przez duchownych. To nie jest żadna nowość. Księża są ludźmi i, podobnie jak ja, grzeszą. Jeżeli Pan jest bez grzechu, to niech Pan pierwszy rzuci we mnie kamieniem. Ale Pan się właśnie przebudził do tej prawdy starej jak świat, że ludzie są grzeszni, i postanowił stać w kolejce, by obejrzeć dzieło sztuki filmowej na ten temat i rozsiewać antykatolicką propagandę pt. “to nie jest film antykatolicki ani nawet antykościelny”. W jakich kolejkach Pan zamierza wyczekiwać, to jest Pańska prywatna sprawa, tylko dlaczego musi się Pan tym dzielić z nami tutaj? Czemu zawdzięczamy ten zaszczyt? Michnik Pana przyjmie z otwartymi ramionami, może przytuli do serca, weźmie na kolana, ech, nigdy nie wiadomo.

  25. 25 Przemek

    Panie Michale,

    Pomimo, że nie wskazał mnie Pan wprost, jako odbiorcę wpisu czuję się zobowiązany do odpowiedzi.
    Proszę zwrócić uwagę, że wątek filmu pojawił się w zupełnie innym kontekście, jako przykład (być może nieszczęśliwy) na pytanie Darka. Podając ten przykład, myślałem tylko o tym, że pewne działania mogą spowodować reakcję nawet mówiąc o trudnych tematach. Tak przynajmniej ja to odbieram, może naiwnie, ale szczerze. Dalsze losy wątku wynikały z pytań, na które, jak być może Pan zauważył, nie odpowiadałem wyczerpująco bo to chyba nie miejsce, ale to też skończyło się przyganą.
    Nigdy nie napisałem, że świadome odrzucenie udziału w wyborach jest biernością. Mówiłem tylko o statystycznym ujednoliceniu i chęci odróżnienia świadomego wyboru od rzeczywistej bierności „stada baranów” i obawie przed zgodą tegoż stada na wszystko byle tylko było mi dobrze, albo niech się dzieje co chce. Choć w tym przypadku rzeczywiście powinienem przeprosić rogaciznę. Tu chcę podkreślić, że rozumiem i doceniam wielokrotnie tu podkreślany wybór jednostki i zgodę z własnym sumieniem, jako nadrzędny.
    Jeszcze co do internetu. Czy naprawdę widzi Pan aż taką różnicę między słowem drukowanym a zapisanym elektronicznie. Czy naprawdę uważa Pan że, parafrazując pisarza, cały internet z wyjątkiem WP rynsztokiem jest.
    Rozumiejąc Pana delikatną sugestię znikam. Tym razem postaram się być konsekwentnym, choć jest to trudne. Udało się ze złośliwościami, może uda się więcej, choć to tak trochę jak z rzucaniem papierosów.
    Pozostaję z szacunkiem

  26. 26 michał

    Panie Przemku,

    Nie ma w moich słowach żadnej “delikatnej sugestii”, ani nawet niedelikatnej, żeby Pan “zniknął”. Każdy ma prawo pisać co chce i gdzie chce i z pewnością nigdy przed nikim nie zamkamy tu drzwi. Było tylko pytanie: dlaczego? Było wyrażenie zdziwienia, że tak powszechnie utrzymywane poglądy pragnie Pan wyrażać akurat w Podziemiu.

  27. 27 Dariusz Rohnka

    Jacek,

    Wyczuwam w Twojej wypowiedzi pewnego rodzaju dystans wobec rozważania kwestii drastycznych, jak odwracanie tendencji ustrojowych, popularnych (a bodaj – niemal niepodważalnych) we współczesnym świecie. Takie nastawienie byłoby jak najbardziej godne polecenia, gdybyśmy żyli w świecie w miarę normalnym, uporządkowanym, zezwalającym na ignorowanie drobnych nieprawidłowości, od których nigdy nie był i pewnie nigdy nie będzie wolny żaden ustrój, stworzony przez człowieka. Niestety świat (po obu stronach żelaznej kurtyny, dziś nieznacznie uchylonej) zapada się coraz głębiej w szaleństwo. W moim osobistym przekonaniu, nie wypada przyglądać się temu procesowi z obojętnością, przynajmniej nam – ludziom wędrującym w podziemiu.

    Na witrynie WP opisujemy od czasu do czasu dwa porządki, istniejące we współczesnym świecie: ten, który nazywamy umownie peerelem (umownie – bo nie o sam peerel przecież chodzi) oraz tzw. do niedawna „wolny świat‟. Zatrzymajmy się przy drugim.

    Do niedawna, trzydzieści, pięćdziesiąt lat wstecz, panowało przekonanie, że świat „wolny‟ funkcjonuje sobie całkiem sprawnie w oparciu o niedoskonały system demokratyczny. Biedni demokratyczni wyborcy (oni są zawsze biedni) nie musieli bez reszty polegać na swoim własnym niedoskonałym rozumieniu spraw publicznych (jak zagadnienia ekonomii, polityki wewnętrznej, zagranicznej itp.), ponieważ w państwach ich osiedlenia funkcjonowały w miarę unormowane instytucje polityczne: parlamenty, wymiary sprawiedliwości, partie polityczne. Szary obywatel nie musiał wspinać się na wyżyny własnego intelektu i roztrząsać kwestii, o których nie miał pojęcia. Działo się tak dlatego, że miał do dyspozycji zawodowych polityków, profesjonalistów (a w każdym razie – ludzi za takich uchodzących), na barki których miał prawo przenosić ciężar odpowiedzialności podejmowania niełatwych decyzji. Jeżeli w swoich poglądach był raczej zachowawczy – wybierał konserwatystów; jeżeli oczekiwał gruntowych zmian (np. w kwestiach społecznych) jego głos padał na socjalistów i tak dalej.

    Taką mniej więcej mechanikę świata demokratycznego opisywała w jednym ze swoich świetnych esejów (który wciąż domaga się dogłębnej analizy) Barbara Toporska. To był obraz sprzed mniej więcej pięćdziesięciu lat.

    Można chyba powiedzieć, że był to obraz schyłku pewnej epoki. Epoki demokratycznej, jako-tako funkcjonującej (i to w zaledwie niektórych państwach świata). Od tamtego czasu sprawy zaczęły się toczyć, jak by to powiedział Mackiewicz, po równi pochyłej.

    Na Zachodzie dokonano dokładnie tego samego odkrycia, które pozwoliło bolszewikom zdobyć władzę pięćdziesiąt lat wcześniej – szarym człowiekiem, demokratycznym wyborcą można z wielką łatwością, za marne pieniądze, dowolnie manipulować. Dzięki temu wtórnemu odkryciu rozpoczął się proces upadku zachodniej demokracji.

    Oczywiście, manipulacja tłuszczą nie jest odkryciem współczesnego świata. Z powodzeniem stosowali ją egipscy kapłani wiele tysięcy lat temu, nieobca była zapewne także władcom Mezopotamii (choć to też odrębny, bardzo złożony temat). Różnica w zastosowaniu manipulacji (przed tysiącami lat i współcześnie) jest jedna, zasadnicza. Dawniej, bywało, ogłupiano tłum doraźnie, żeby zdobyć lub zachować władzę. Współcześnie manipuluje się człowiekiem notorycznie, dzień po dniu, dekada po dekadzie. Manipulacja stanowi o istocie rządzenia.

    Jest jeszcze jeden aspekt godny zapewne uwagi – konwergencja. Demokracja zlewa się w jedno z bolszewizmem – sam to to, za Mackiewiczem (choć użył tego słowa jeden raz i nie pamiętam gdzie), nazywam demobolszewizmem. Świat wpada w tę pułapkę z wielką prędkością. I choć nigdy w życiu prochu nie wąchałem, nie zamierzam się przyglądać temu procesowi bezczynnie.

    Monarchia. Nie mogę o sobie powiedzieć z pełnym przekonaniem, że jestem wielkim zwolennikiem tego systemu rządzenia. Mierzi mnie myśl, że mógłbym nazywać „Panem‟ kogoś, kto może na to wcale nie zasługuje. Wyobrazić sobie jednak mogę monarchię, opartą na odrobinę chwiejnych, ale też bardziej racjonalnych zasadach. W skrócie – jeżeli monarcha nie spełnia pokładanych w nim nadziei, oczekiwań – można go przecież zawsze zdetronizować.

    Monarchie tworzono tysiącleciami? Zdaje Ci się tak tylko. Bywało, powstawały równie gwałtowanie jak wybuchliwe rewolucje.

  28. 28 Jacek

    Darek,

    Mój dystans do omawianych manewrów ustrojowych wynika wyłącznie z braku obycia ze skalą przedsięwzięcia. Może dlatego, że to jakoś wiąże się z moją profesją. Dla mnie projektowanie, planowanie, to architektura, a nie urbanistyka. Ale zostawmy moje ograniczenia na boku, one nie mają tu znaczenia.

    Ja się zgadzam z Twoją diagnozą, co do zainfekowania zachodnich demokracji komunizmem. Myślę, że zjawisko jest widoczne gołym okiem dla każdego uważnego obserwatora. Mam też podobną opinię na temat monarchii, ten system władzy niesie ze sobą dość oczywiste zagrożenia. Pytanie, czy demokracja, albo monarchia mają jeszcze jakikolwiek potencjał we współczesnym świecie. Zastanawia mnie to, czy są dostępne jakieś mechanizmy polityczne, które zapewniłyby ochronę jednemu i drugiemu systemowi przed tą czerwoną zarazą. Systemową słabość caratu bolszewicy wykorzystali z całą bezwzględnością. A wydawałoby się przecież, że monarchia powinna być z natury znacznie skuteczniejsza w odpieraniu tego typu zagrożeń.

    No ale, jeśli monarchia okazała się tak słaba, to z demokracją jest wręcz fatalnie. Demokracje pozwoliły Leninowi utrzymać władzę, wykreowały Stalina jako władcę połowy świata, przegrały wojnę z komunizmem w Wietnamie, a teraz przegrywają wewnętrzny konflikt podczas marszu marksistów przez instytucje.

    Z dwojga złego wydaje mi się, że jednak monarchia powinna być, przynajmniej teoretycznie lepiej przystosowana do walki z czerwonymi.

    Co z tego, skoro jako system władzy przestała istnieć? Jak według Ciebie można ją wskrzesić?

  29. 29 Dariusz Rohnka

    Jacek,

    Ściśle biorąc bolszewicy nie obalili caratu, choć ten błędny pogląd zakorzenił się na dobre w obiegowych wyobrażeniach historycznych. Carat został obalony przez mgliste zjawisko nazywane powszechnie „opinią publiczną‟. Uległ pod naporem nastrojów i skandowanych haseł. Można nawet powiedzieć, że carat w ogóle nie został obalony, a jedynie wycofał się z historycznej planszy, na której swoją partię szachów koniecznie chcieli rozgrywać demokraci najróżniejszych odcieni. Tym ostatnim wystarczyło zaledwie pół roku, żeby przygotować grunt pod bolszewicki zamach. Bolszewicy nie mogli obalić caratu, bo po prostu w lutym/marcu 1917 roku byli prawie nieobecni w Rosji.

    Jak wiadomo, przewrót Lenina, Trockiego i spółki udał się wyłącznie przy pomocy splotu najbardziej nieszczęśliwych w dziejach świata, dziwacznych okliczności. Dlatego wolno pewnie dywagować, czy carat nie poradziłby sobie lepiej od demokratów z nieudacznie przygotowanym zamachem bandy bolszewickich rzezimieszków. Może tak, może nie. Mikołaj II był wyjątkowo słabym monarchą, o raczej wąskich horyzontach, więc trudno z tego gdybania wysnuć twarde przekonanie, że historia potoczyłaby się może całkiem inaczej i dziś nie mielibyśmy nawet o czym dyskutować.

    W oderwaniu od tego, konkretnego historycznego przypadku, zdaje się, że masz rację. Monarchia ma o wiele większe szanse w zderzeniu z bolszewizmem. Demokracja przegrywa z łatwością i zdaje się (sądząc na podstawie aktualnego stan spraw na świecie) nie ma najmniejszych szans na przetrwanie. Decydujący jest jeden czynnik: demokracja, podobnie jak bolszewizm, oparta jest na kłamstwie. Może nie Aż na takim kłamstwie jak bolszewizm, ale to właśnie ono (kłamstwo) decyduje o jej słabości.

    Doskonale te kwestie opisywał Zdziechowski, nazywając demokratów po prostu półbolszewikami. Ustrój, którego rdzeniem jest fikcja równości (która, jak wiemy dobrze, nie występuje w naturze) nie ma prawa przetrwać.

    Można, oczywiście, kontrargumentować stwierdzeniem, że także monarchia, jako ustrój, rozmija się z prawdą. Nie znamy z absolutną precyzją mechaniki jej powstawania na przestrzeni dziejów, wolno nam się jednak domyślać, że w większości (jeżeli nie we wszystkich) przypadkach powstała przy użyciu siły. A gdy już powstała, odrobinę okrzepła, uzasadniano jej istnienie jakimś szczytnym, fałszywym, ideałem. Jeżeli, jako ustrój, zdecydowanie zdominowała dzieje świata, działo się tak dlatego, że możliwie najtrafniej odzwierciedlała naturalną nierówność panującą wśród ludzi.

    Jak wskrzesić monarchię, zakładając, że warto się nad tym potrudzić? Pytanie warte pokojowego Nobla, czyli stosunkowo niewiele. Najbardziej celną odpowiedź znajdziesz w przedostatnim akapicie.

  30. 30 michał

    Darek,

    Twoje twierdzenie, że “Nie znamy z absolutną precyzją mechaniki jej [tj. monarchii] powstawania na przestrzeni dziejów, wolno nam się jednak domyślać, że w większości (jeżeli nie we wszystkich) przypadkach powstała przy użyciu siły”, pomimo arabeskowych zastrzeżeń, wypowiedziane jest z apodyktycznością, która nie da się (chyba?) utrzymać.

    Po pierwsze, w dociekaniach historycznych nie może być mowy o “absolutnej precyzji”, o niezachwianej “znajomości mechaniki procesów”. Porzućmy tę absolutną precyzję, gdy mówimy o świecie ludzkim, zostawmy ją inżynierom i mechanikom. Kiedy mowa o sprawach ludzkich wystarczy precyzja adekwatna do nieprzewidywalnej “wolnej przyczynowości”, która charakteryzuje historię ludzkości.

    Ale ważniejsze, że jest wystarczająco wiele hipotez (starych jak świat) na temat wyłaniania się trzech podstawowych typów konstytucji: monarchii, arystokracji i demokracji. Polibiusz mówił o tym na 150 lat przed Chrystusem i nie był pierwszym, którego to zajmowało. Zajrzyj do Księgi VI jego Historii, gdzie opisuje, jak takie formy organizacji społecznej mogły powstać. W żadnym wypadku nie miało to nic wspólnego z “użyciem siły”, więc skąd Twoja pewność, że jest odwrotnie? W najgorszym wypadku jest MOŻLIWE, że jednostka wysunięta została do sprawowania władzy królewskiej przez grupę.

    Dopiero wynaturzenie tych trzech podstawowych form – w tyranię, w oligarchię i w ochlokrację – opiera się na gwałcie, bo bez gwałtu nie może się utrzymać.

    Monarchia chrześcijańska opiera się na przekonaniu, że Pomazaniec Boży odpowiedzialny jest przed Bogiem i jako taki, jest najlepszym gwarantem pokoju i dobrobytu swych poddanych. Opiera się zatem na absolutnej akceptacji, że Król sprawuje władzę z Boskiego przyzwolenia i rozkazu. Bez takiej akceptacji nie może być monarchii.

    Na zakończenie, chciałbym nieśmiało zasugerować, że wyczerpujących odpowiedzi na pytania postawione w powyższej dyskusji, udzieliła Barbara Toporska w swym cyklu o demokracji, który można znaleźć w “Drogiej Pani” i w “Metafizyce na hulajnodze”. Toporska zajmowała się w swym pisarstwie (nie tylko we wspomnianym cyklu) problemami demokracji w sposób wszechstronny i, jak zwykle, nadzwyczaj ciekawy. A do tego pisała jak marzenie.

  31. 31 Jacek

    Darek,

    No tak, aluzju poniał. Bez sprawnej i lojalnej armii żadnej politycznej idei wprowadzić w życie nie sposób.

    Swoją drogą, ciekawe, jak długo będzie trwał taki stan pośredni, jak obecnie. Zewnętrzne znamiona demokracji wciąż są aktywnie promowane, a marksiści już w zasadzie przejęli władzę. No, może jeszcze nie wszędzie, ale chwila ta jest bliska. Z reszta może demokratyczna fasada zwyczajnie jest im potrzebna teraz i będzie potrzebna w przyszłości.

    Zastanawiam się, czy w zachodnim świecie są jakieś większe środowiska (bo jednostki są na pewno), które to zjawisko właściwie zdiagnozowały i uznały za zagrożenie. Nie chce mi się wierzyć, że taki proces można zaaplikować całkowicie bez oporu pacjenta. To wręcz niepojęte…

  32. 32 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Wybacz „arabeskową‟ formę mojej wypowiedzi, choć sam w niej nijak nie dostrzegam nadmiernej ilości ozdobników, ale o gustach… etc.

    Jest bardzo wiele teorii powstawania państwa, mnie najbardziej przekonuje teza o powstawaniu państw w drodze podboju oraz przemocy. Wydaje mi się zdroworozsądkowa i wolna od naleciałości.

    Można oczywiście zakładać, że idea władzy pochodzi od Boga, a monarcha (każdy) jest Bożym pomazańcem (na przykład „król słonce‟ Ludwik XIV). Jak w takim razie wytłumaczyć przypadki ludzkich bestii, występujących w charakterze władców: Gilgamesza, Kaliguli, Iwana Groźnego?

    Zdaje mi się, że w kontekście pisarstwa Barbary Toporskiej, pisałem o jej świetnym eseju na temat demokracji.

  33. 33 Dariusz Rohnka

    Jacek,

    Gdybyśmy tu pisali na przykład o peerelu, żadnej sprawnej armii nie trzeba by nam tworzyć. Nie śledzę tych spraw uważnie, ale słyszałem, że to to (czyli ludowa armia peerelu), poddaje renowacji hełmy sprzed 50 lat, odmalowuje czołgi (bodaj czy nie T-72 – naprawdę nie znam się na tym), rezerwistom powołanym na tygodniowe szkolenia każe się podpisywać (każdemu z nich z osobna) kwity, że wystrzelali na strzelnicy ze swoich kałasznikowów każdy po 10 razy (tyle że nabojów żaden z nich na oczy nie widział). Co dzień przejeżdżam koło ogromnej jednostki wojskowej (z gigantycznym poligonem), jednostki której strzegą pracownicy prywatnej firmy ochroniarskiej, wszyscy zapewne emeryci ze sporą nadwagą. Gdyby ktoś chciał im ukraść czołg, jedynym jego problemem byłaby, zdaje się, zagwozdka: jak to cholerstwo się uruchamia, gdzie sprzęgło, gaz itp. pytania. Jako oblatany w sprawach motoryzacji, pewnie byś sobie poradził.

    Czy równie łatwo można by zorganizować „przewrót‟ w Bułgarii, Rumunii, Francji, dedeerowie, tego nie wiem, ale to pewnie można sprawdzić w internecie.

    To co powyżej, to oczywiście mizernej jakości, beznadziejne, żarty. Nie widzę, podobnie jak Ty, sprawnego sposobu eliminacji ustrojowej choroby, która spycha współczesnego człowieka/obywatela/suwerena w przepaść bolszewizmu. Aktualny brak odpowiedzi nie oznacza, że nie należy jej szukać. A nóż, ktoś znajdzie takową, w mniej lub bardziej odległej przyszłości.

  34. 34 michał

    Panie Jacku,

    Ale pacjentem nie są jednostki, ani nawet nie “środowiska”. Pacjentem są ci wszyscy, którzy godzą się być sprowadzeni do poziomu “masy”. Jak Pan słusznie zauważa, są jednostki, które widzą, co się święci, ale nic z tego nie wynika. Podobnie było w Rosji, podobnie było w przedwojennej Polsce. Niech Pan przeczyta raz jeszcze “Biesy” Dostojewskiego, które przecież były czytane szeroko w Rosji (i są nadal), a w których jest wprost mowa o tym, co nadchodzi. I co z tego? Ludzie czytają i nie dokonują zadnej myślowej operacji po takiej lekturze, nie zostaje żaden duchowy ślad. Na domiar złego, w Rosji jeszcze był poważny opór przeciw bezbożnemu bolszewizmowi, a później – z chwalebnymi wyjątkami Hiszpanii i Chile – zwycięstwa bolszewii były coraz łatwiejsze.

  35. 35 michał

    Darek,

    Arabeskowa jest tylko forma zastrzeżenia, gdy jednocześnie “wolno się domyślać”, a zaraz potem “w większości (jeżeli nie we wszystkich) wypadkach”. Ale ok. Nie podoba Ci się słowo “arabeska”, to powiem to samo inaczej: nie wolno się domyślać, bo jest wystarczająco wiele hipotez przeciwnych Twojemu domysłowi. Jeżeli zatem istnieje możliwość przeciwna, to nie można sensownie twierdzić, że “w większości (jeżeli nie we wszystkich) przypadkach” monarchia powstała gwałtem. Istnieje bowiem przynajmniej MOŻLIWOŚĆ, że tak nie było.

    Król Słońce nie był oczywizda żadnym pomazańcem, bo był łachudrą. Absolutyzm jest przeciwieństwem chrześcijańskiej koncepcji monarchii.

    Nie sądzę także, żebyś mógł znaleźć jakiekolwiek źródło, które podtrzymałoby twierdzenie, że “idea władzy pochodzi od Boga”? Idea władzy? Naprawdę? Chyba że chcesz powiedzieć, że wszystko pochodzi od Boga, bo Stworzenie, z definicji, zostało stworzone…, ale to nie byłaby treściwa enuncjacja.

    Nie rozumiem niestety Twoich słów o Toporskiej. To co z tego, że pisałeś w kontekście jej pisarstwa? A propos niniejszej dyskusji pozwolę sobie przytoczyć:

    “Byłam monarchistką. Przestałam nią być dlatego, że istniejące monarchie nie są i nie mogą już być owym Najwyższym Trybunałem Ziemskim odpowiedzialnym tylko przed Najwyższym Trybunałem Niebieskim. O jednego sprawiedliwego powinno być łatwiej niż o rozsądne masy. Więc chociaż dotarcie do tego Trybunału bywało trudne, sama świadomość, że taka Szklana Góra istnieje, nawet jeśli dostępu bronią do niej złe potwory, ułatwiała zapewne życie. Bo czegóż poza chlebem powinni łaknąć ludzie jak nie Słuszności i Sprawiedli wości? A któż może być jej większym gwarantem, niż ktoś odpowiedzialny tylko przed Bogiem? Jaka niezawisłość sądów może być tak niezawisła, tak nie skażona dążeniem do robienia karier, jak niezawisłość kogoś, kto z urodzenia jest tak możny, że nie potrzebuje się liczyć z niczym oprócz sumienia? Na to jednak, aby taki układ działał skutecznie, potrzeba, by ci władcy i ci poddani wierzyli w praktyczne funkcje sumienia, czyli rzeczywistą przed owym Bogiem odpowiedzialność.”

  36. 36 Jacek

    Panie Michale,

    Oprócz mas są na pewno jakieś grupy interesu, silne i wpływowe środowiska, którym bieżące zmiany mogą pokrzyżować plany. Nie potrafię wskazać palcem, raczej zgaduję. Nie może być przecież tak, że zjawisko tej skali będzie akceptowane przez wszystkich możnych tego świata. Zastanawiam się, czy znalazłyby się siły, które mogłyby powstrzymać pochód komunistów, rzecz jasna nie z pobudek ideowych, ale bodaj dla obrony własnych interesów.

    Przykład Armanda Hammera pokazuje niestety coś wręcz przeciwnego, ale może są osobistości, które szukając możliwości rozwoju i zysku postąpią odwrotnie, niż on.

    Tak tylko szukam choćby potencjalnych możliwości obrony…

  37. 37 Jacek

    Darek,

    Zdecydowanie trzeba szukać możliwości przeciwdziałania. Nigdy nie wiadomo, jak potoczą się dalsze losy marksistowskiego przewrotu. Może wystarczy tylko czekać na ich błąd i wtedy uruchomić mechanizmy obronne.

    Tak na marginesie: co do kondycji tutejszej armii, to mam odmienne wrażenia. Zauważam wręcz wzmożona aktywność.

  38. 38 michał

    Drogi Panie Jacku,

    Istnieją niewątpliwie wpływowe środowiska, którym to co się dzieje na świecie, nie jest na rękę, ale tak jest z powodów utylitarnych, z interesu, z powodu utraty zysków, lub z motywacji nacjonalistycznych. Nikt nie zamierza się opierać z powodów zasadniczych (poza tym ostatnim motywem). A przecież jeden zysk można zastąpić innym. Tak jak handel z carską Rosją zastąpiono prędko handelkiem z wrogami ludzkości. Chrl jest tu jeszcze lepszym przykładem. Wszyscy doskonale wiedzą – jest o tym mowa często w powszechnie dostępnych mediach, a nie w jakichś podziemnych poletkach – że chrl prowadzi wojnę podjazdową z Zachodem. Wojnę gospodarczą, cybernetyczną, militarną i kulturalną. Ale nikt nie zrobi nic w związku z tym, bo trzeba dbać o własne zyski.

    Zmierzam do tego, że nie liczyłbym na powstrzymanie pochodu komunistów ze względu na własny interes. Lenin wiedział, co mówił, gdy twierdził, że “kapitaliści sprzedadzą nam sznur, na którym ich powiesimy”. Może ściślej byłoby powiedzieć: oddadzą go na kredyt, a bolszewicy kredytów honorować nie zamierzają.

  39. 39 Dariusz Rohnka

    Jacek,

    Rzeczywiście dostrzegać poprawę kondycji ludowego wojska? Czy możesz wskazać sfery, w których to się odbywa, jakieś charakterystyczne symptomy?

    Jeżeli chodzi o walkę z bolszewizmem, wedle mnie samo się nic nie wydarzy. Oczywiście bardzo mogłyby pomóc sprzyjające warunki, ale po pierwsze – na czym miałyby one polegać? Kto miałby je wykorzystać w stosowny sposób?

    W ostatnich dniach ujawniono taśmy bardzo mocno kompromitujące młodego Morawieckiego, który wypowiada się na nich o obywatelach kierowanego przez siebie obecnie niby-państwa w sposób mówiąc bardzo delikatnie – lekceważący. Czytałem, że wyniki jego „popularności‟ czy też „wiarygodności‟ zwyżkują zamiast lecieć na łeb. Jeżeli to prawda (niby jak to sprawdzić?) można chyba założyć, że lud nie tylko daje się oszukiwać, ale wprost chce być oszukiwany.

    Niby nic zaskakującego. Każda dodatkowa miska ryżu przyda się w gospodarstwie domowym. Pal licho lud i jego serwilizm. Tylko czy na tak rozpowszechnionej glebie łaknienia wszelkiego dobra za cenę elementarnej godności może wykiełkować ziarno indywidualnego buntu?

  40. 40 Dariusz Rohnka

    Michał,

    O Toporskiej i jej eseju napisałem po prostu tak:

    “Taką mniej więcej mechanikę świata demokratycznego opisywała w jednym ze swoich świetnych esejów (który wciąż domaga się dogłębnej analizy) Barbara Toporska. To był obraz sprzed mniej więcej pięćdziesięciu lat.”

    Nie bardzo widzę, co tu jest do rozumienia czy nierozumienia.

    We wcześniejszym komentarzu napisałem tak: „Można oczywiście zakładać, że idea władzy pochodzi od Boga, a monarcha (każdy) jest Bożym pomazańcem (na przykład „król słonce‟ Ludwik XIV).‟

    Odpowiedziałeś na to, że Ludwik XIV to łachudra. Ok, wyrzucamy absolutyzm poza nawias, tylko co wówczas zrobimy z przekonaniem, że każda władza pochodzi od Boga?

    Napisałeś: „Nie sądzę także, żebyś mógł znaleźć jakiekolwiek źródło, które podtrzymałoby twierdzenie, że „idea władzy pochodzi od Boga”?

    Może za stosowne źródło uznasz fragment rozdziału 13 z Listu do Rzymian Św. Pawła? „1 Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. 2 Kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia.‟

    A może przekona Cię fragment „De Civitate Dei‟ Św. Augustyna?

    „Nie przypisujemy nikomu władzy udzielania potęgi królewskiej ani cesarskiej, jak tylko prawdziwemu Bogu.‟

    Oczywiście podobnych w znaczeniu cytatów można podać znacznie więcej. Nie chodzi przecież o ilość, ale o jakość. Nie mam też zamiaru wdawać się w polemikę, wolę pytać.

    Czy na podstawie tych dwóch wypowiedzi (przede wszystkim wypowiedzi Św. Pawła), wniosek, że idea władzy pochodzi od Boga nie jest uzasadniony (a przynajmniej niesprzeczny z tekstem)?

  41. 41 michał

    Erm… ja chyba wymiękam.

    Napisałeś, jak sam przytaczasz akuratnie, że “IDEA władzy pochodzi od Boga”, a nie że każda władza pochodzi od Boga. To drugie jest dość oczywiste, to pierwsze nie bardzo. Pan Bóg dał Izraelowi Sędziów, bo On jeden był Królem swego Narodu Wybranego, ale Izrealici chcieli być jak inne narody, i zapragnęli – króla. Jest dość zasadnicza różnica między “ideą władzy”, która należy wyłącznie do Boga, a władzą, która pochodzi od Boga.

    Nie może być żadnej władzy na tym padole łez, która nie wywodziłaby się od Boga. Bo niby jakże mogłoby być inaczej?

    Ty natomiast po raz któryś mieszasz “ideę” władzy, z władzą samą. Ani ze Świętego Apostoła, ani z największego Ojca Kościoła, których z taką erudycją przytaczasz, nie wynika, że “wniosek, że idea władzy pochodzi od Boga jest uzasadniony (a przynajmniej niesprzeczny z tekstem)”.

    Wręcz przeciwnie, jest jak najbardziej sprzeczny z tekstem, bo to są dwa różne porządki.

  42. 42 Jacek

    Darek,

    Jeśli chodzi o Morawieckiego, to nie jest to postawa jakoś wyjątkowa. Władza zawsze traktuje lud z pogardą. A ludowi wcale to nie przeszkadza. To przecież ten sam lud, który wybrał dwukrotnie Kwaśniewskiego na prezydenta. Tu buntu nie ma co oczekiwać.

    Jeśli chodzi o sytuację w tutejszej armii, to przepraszam ale będzie mała dygresja. Mam inne wrażenia, niż obraz, który przedstawiłeś. Z moich własnych obserwacji: wszystkie jednostki wojskowe w okolicach Warszawy zostały otoczone nowym systemem ogrodzeń z drutem kolczastym na szczycie, wyposażone w monitoring, a okolicę patrolują uzbrojeni wartownicy, bynajmniej nie z prywatnych firm, tylko z (tak na oko) żandarmerii wojskowej. Wiem, że brzmi to nieco humorystycznie w kontekście zwiększania wartości bojowej armii, ale jeszcze trzy, cztery lata temu na teren tych samych jednostek mógł się bez wysiłku dostać średnio wygimnastykowany uczeń podstawówki, a dziury w ogrodzeniach powiększały się co sezon. Niektóre jednostki, jak np strzelnica w okolicy Cybulic w Kampinosie została niedawno odcięta od postronnych gapiów przez wygrodzenie przylegających terenów leśnych – kilka hektarów. Wiem stąd, że mi to akurat pokrzyżowało plany, bo w tym rejonie regularnie biegałem, a tu nagle tablice “wchod zaprieszczien”… znaczy wróć – “keep out, military zone. Podobnie sytuacja wygląda na Mazurach. Na leśnych drogach przy jednostkach można spotkać patrole grzecznie sugerujące wyniesienie się z okolicy.

    Jeśli chodzi o strzelnice wojskowe, to np ta na Wojskowej Akademii Technicznej ma całodobowe obłożenie – słyszę w domu każdy pojedynczy strzał. Broń długa, krótka, do wyboru.

    Jeszcze taka ciekawostka. Od jakichś dwóch lat kadra oficerska (czyli tak na prawdę urzędnicy w mundurach), żeby mieć jakiekolwiek widoki na awans, musi zdawać regularnie egzamin ze sprawności fizycznej, w tym zawiera się m.in. przebiegnięcie w określonym czasie dystansu 10 kilometrów.

    W wojskach pancernych rzeczywiście T 72 nadal jest najliczniejszym modelem, ale od 2014 roku trwa wymiana sprzętu. I tak, sukcesywnie bataliony wyposażone w ten model są przezbrajane w PT 91 Twardy – około 230 sztuk. To jest zmodyfikowany T 72, wyposażony w pancerz reaktywny, poprawiony system celowniczy z noktowizją pasywną. Z Bundeswehry przejęto około 100 sztuk Leopardów 2 A5 obecnie na wyposażeniu dwóch batalionów w Żaganiu. To jest czołg porównywalny z Abramsem, przez ekspertów określany jako jeden z najnowocześniejszych na świecie. Jest też około 140 sztuk starszych Leopardów 2 A4, wciąż znacząco lepszych od T 72 i Twardych.

    Są też spore zmiany w wojskach lotniczych, długo by opowiadać, ale nie chcę przynudzać.

    Domyślam się , że zmiany te zostały wymuszone przez Amerykanów, żeby choć trochę dopasować tubylców do współpracy z planowanym kontyngentem US Army w tym sektorze. Powyżej to opis tylko i wyłącznie aspektu sprzętowo – organizacyjnego, bez wdawania się w szczegóły specyfiki politycznej, a zwłaszcza kwestii penetracji struktur armii przez służby sowieckie. Ten temat pozostaje nadal niedostępny. W każdym razie dla ludzi z zewnątrz.

  43. 43 Jacek

    Panie Michale,

    No tak, nie ma sił politycznych, które walczyłyby z komunizmem z przyczyn światopoglądowych, jeśli liczy się dziś cokolwiek, to perspektywa zysku.

    Ale w przypadku ChRL, to czy nie jest aby tak, że Zachód właśnie nie chce widzieć tam komunistycznego zagrożenia dla cywilizacji, tylko wciąż bredzi coś o chińskiej drodze do gospodarki rynkowej i raczkującym kapitalizmie? To jakby usprawiedliwienie, że jednak należy z nimi handlować, żeby wspomóc siły postępu. Nic się nie zmieniło od czasów wizyty Nixona u Mao.

  44. 44 michał

    Drogi Panie Jacku,

    Chyba nie tylko dzisiaj tak jest, ale zawsze tak było, choć jestem gotów się zgodzić, że dziś jest gorzej niż kiedykolwiek w przeszłości. Wrangel czy Denikin byli przeciw komunizmowi z przyczyn ideologicznych, Franco czy Pinochet walczyli z komunizmem nie dla osobistego zysku. Ale dzisiaj, skoro nikt nie zauważa nawet istnienia komunizmu, trudno spodziewać się ideowości.

    Co do percepcji chrl, jesteśmy w zgodzie, bo wskazywałem właśnie na paradoks, że pomimo oczywistego i otwarcie dostrzeganego zagrożenia, Zachód nie widzi w Chinach żadnego komunizmu. Ma Pan absolutnie rację, że nie ma żadnej koneksji pomiędzy sprawozdaniami na temat klarownego i natychmiastowego zagrożenia, a chrlowskicm politbiurem ck kompartii.

    Na marginesie, czy ja dobrze Pana rozumiem, co do kondycji “wojska polskiego”? Jak Pan interpretuje tę wzmożoną aktywność?

  45. 45 Dariusz Rohnka

    Jacek,

    „Lud wybrał Kwaśniewskiego dwa razy‟, tak napisałeś. Przede wszystkim wybory, nawet wybory demokratyczne, żeby zasługiwać na to miano, muszą odbywać się w państwie suwerennym. Peerel państwem suwerennym nie jest.

    Ale nie to jest w tej sytuacji najważniejsze. Ważniejsze, że Kwaśniewski (o ile mi wiadomo) nigdy nie został przyłapany na wypowiedzi równie chamski na temat „ludu‟ lub jego części, jak to mieliśmy sposobność czytać w przypadku Morawieckiego. To dość istotna różnica.

    Bardzo lubię dygresje, więc nie masz za co przepraszać, szczególnie za to, że Twoje obserwacje są odmienne od moich. Czy jednak różnimy się w ocenie możliwości bojowych ludowego wojska aż tak bardzo. Przyznasz na pewno chętnie, że drut kolczasty, monitoring etc. to żaden argument (zresztą, przecież sam to nazywasz argumentem humorystycznym).

    Aktywne całą dobę strzelnice należą raczej do tej samej kategorii. Umiejętność strzelania w wojsku może i jest przydatna, ale przy obecnym stanie techniki wojennej ma raczej drugorzędne znaczenie.

    Kadra oficerska ma obowiązkowe egzaminy ze sprawności fizycznej? Hm. Może będzie mniej zawałów do leczenia w wojskowych szpitalach?

    Jeżeli chodzi o czołgi, nie znam się na tym kompletnie. Zdaje mi się jednak, że skoro zmodyfikowana wersja czołgu skonstruowanego wiele dziesiątek lat temu jest gorsza czołgów produkcji niemieckiej, pochodzących, jak się domyślam, z demobilu (czyli zostały, jako przestarzałe, wycofane z cudzej armii) to to raczej nie stanowi powodu do dumy dla ludowego wojska.

    Zmiany w wojskach lotniczych mogą być rzeczywiście nudne, na pewno głośne, jak mogą o tym zaświadczyć mieszkańcy pod-poznańskiej miejscowości, notorycznie i złośliwie „atakowani‟ hałasem z powietrza.

    Ważniejsze od tych wszystkich drobiazgów wydaje się pytanie, komu będzie służyć ludowe wojsko peerelu w razie ewentualnego konfliktu zbrojnego na terenie tutejszowa. Jaki jest zakres sowieckiej penetracji? Czy mają wszystkie walory przy orderach, czy np. jaki dupek żołędny spadł im niebacznie pod stół? Tego nie wiemy, a dlaczegoś jestem gotowy przypuszczać, że nie wiedzą tego także Amerykanie, którzy być może mają chęć wprowadzić się tu na stałe w nieco większej liczbie, za grube – jak słyszałem – choć nie swoje, pieniądze.

    Tak czy siak, kwestie militarne mają poślednie znaczenie. Wojna (choć nie wiem czy można nazywać wojną coś, co nie ma wyraźnie zarysowanych stron konfliktu?) rozgrywa się na innych płaszczyznach. Siła militarna może mieć znaczenie tylko wówczas, jeżeli gdziekolwiek na świecie ostaną się resztki wolnej ludzkości, zdecydowanej stawić czoła wrogowi.

    Czy tak będzie, tego przewidzieć nie możemy.

Comment





Language

Books Published by The Underground

Order here:



Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a

H
1946
 
J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja