13 Comments “(Polski) A jeden poleciał nad gniazdo kukułki… (część I)”

  1. 1 Jacek

    Panie Michale,

    Rozprawa o filmie, jak zwykle w Pańskim wydaniu doskonała! Obejrzałem ponownie Lot i znów zastanawiam się, o czym właściwie jest ten film. O obłędzie, chorobie duszy? Na pewno. O istocie wolności? Z całą pewnością. O istniejącym porządku społecznym? No właśnie… Jeśli tak, to gdzie? W sowietach? Chyba nie. Forman odnosi się raczej do relacji panujących w Stanach. Jeżeli siostra Ratchet ma w zamyśle reżysera symbolizować opresję i ucisk, to czy można takie rozważania rozpatrywać jako całkowicie uniwersalne? Być może, ale ja mam tu wątpliwości.

    Ostatnio wśród moich znajomych wywiązała się dyskusja o “Hair”. Usilnie przekonywano mnie, że ten film w żaden sposób nie odnosił się do polityki, że był to obraz po prostu antywojenny. Nie było tam, utrzymywali znajomi, żadnej agitacji ideologicznej, a tylko szlachetne dążenie do pokoju. Czy wobec tego wymowę tego filmu można postawić na tej samej półce, co na przykład piosenkę “Niech żyje wojna” Lucjana Szenwalda? No niby też nominalnie po prostu antywojenna.

    Chyba podobnie jest z Lotem, jeśli rozpatrywać go w kategoriach krytyki relacji społecznych. Gdyby akcja działa się, powiedzmy w XIX wieku, w jakichś zamorskich koloniach na końcu świata, to może dałoby się to uznać za rozważania teoretyczne. Ale jeśli akcja rozgrywa się w Ameryce, w tym samym czasie, kiedy połowa świata jest tłamszona przez komunizm, to jak dla mnie wymowa filmu uniwersalna nie jest. To oczywiście nie jest polemika z Pańskim tekstem, bo Pan o tym też wspomina, to raczej uwaga do moich znajomych, chociaż oni tu raczej nie zaglądają.

    Ale coś jeszcze przyszło mi do głowy a propos powieści. Czytałem ją bardzo dawno temu, ale pamiętam, że paranoja Wodza, czy też może jego dążenie do ustalenia ponad wszelką wątpliwość co jest realne, a co nie, przywodziło mi na myśl powieści Philipa K. Dicka. U niego właśnie to zagadnienie urastało do nadrzędnego celu. Gdzie przebiega granica między rzeczywistością a złudzeniem i czym w ogóle jest rzeczywistość. Forman ten wątek całkowicie pominął, ale nie robię z tego zarzutu, wiem, że tworzywo filmowe ma swoje określone ramy.

  2. 2 michał

    Drogi Panie Jacku,

    Podejmuje Pan wiele interesujcych zagadnień. Po pierwsze uniwersalizm. Dlaczego, dziejąc się w Ameryce, “Lot” nie może być uniwersalny? A gdyby się dział w Kambodży? Czy wówczas miałby bardziej czy mniej uniwersalne znaczenie? Czy “Sala nr 6″ Czechowa jest mniej uniwersalna, bo dzieje się w carskiej Rosji, tym “więzieniu narodów”? Jak każde wielkie dzieło, można ją odebrać na różnych poziomach: jak Wołodia Ilicz, jako krytykę caratu, albo jak zupełnie niesamowity traktat o wolności ludzkiej, opowiadanie, wobec którego Lot Keseya jest niczym. Im bogatsze dzieło, tym więcej interpretacji.

    Po drugie, pacyfizm. Pańscy znajomi mieliby rację, gdyby nie to, że na świecie istnieje – i istniała w latach 80., kiedy Hair nakręcono, i w latach 60., kiedy się dzieje – potęga komunizmu. Jak Pan słusznie pisze, “kiedy połowa świata jest tłamszona przez komunizm”. Innymi słowy, kiedy najwięksi zbrodniarze na świecie występują przeciw wojnie i chcą takiej walki o pokój, żeby kamień na kamieniu nie został, być wtedy pacyfistą, to nie jest niewinna zabawa, to jest wspomaganie najgorszych zbrodniarzy, jakich ziemia nosiła. Ale Pan to wie sam, więc dlaczego oddział zamknięty w szpitalu psychiatrycznym w Oregon nie może być nośnikiem uniwersalnych znaczeń?

    I na koniec powieść Keseya. Ja także czytałem ją dość dawno. Co gorsza, nie mogę do niej teraz zajrzeć, bo wywędrowała na drugi koniec świata. Pańskie skojarzenie z Dickiem wydaje mi się odkrywcze, nie przyszłoby mi to na myśl. Coś w tym jest, ale chyba w tym sensie, że może Kesey miał wpływ na Dicka?

    Co rzekłszy, nie przypominam sobie, żeby Wódz zastanawiał się nad istotą rzeczywistości. Jak mówię, nie mogę tego skonfrontować z tekstem, ale czy mi się zdaje, czy był raczej pewien, co do istnienia kombinatu, kabli i sztucznej mgły? Moje odczucie było takie, że to Mack niechcący podsuwa mu ratunek swoim zdrowym rozsądkiem.

    Pytanie z innej bajki: czy może Pan sobie wyobrazić “wierną” adaptację filmową powieści Keseya? Film, w którym całe to szaleństwo Wodza otrzymuje widzialny kształt? Wydaje mi się, że nie byłby to film dobry. Wyszłoby coś na kształt prlowskich ekranizacji powieści Witkacego, jakiś kompletny kociokwik, w którym reżyser próbuje na siłę nadać filmowy wyraz szaleńczym wizjom. Być może o wiele ciekawsza byłaby adaptacja Witkacego z użyciem metody Formana, tj. czysto obiektywna i realistyczna? Moim zdaniem, tak należy inscenizować sztuki Witkacego i nie inaczej ekranizowałbym jego powieści.

  3. 3 Jacek

    Panie Michale,

    Co do uniwersalizmu przesłania filmu, to pewnie ma Pan rację. To bez wątpienia wybitne dzieło i na pewno można je interpretować na różne sposoby. Po prostu przyszło mi do głowy, że rozważania o wolności jednostki można by zrealizować w innych plenerach. Ale to już osobny temat, niemający związku z powieścią, ani filmem.

    Czy Dick mógł się inspirować Keseyem? Nie mam pojęcia, ale to ciekawa kwestia. Dick sam był jednostką, którą biuro statystyczne zakwalifikowałoby jako mocno odbiegającą od normy. Tylko, że jego “szaleństwo” było jednocześnie jego największym atutem jako pisarza. Myślę, że pozwalało mu ono stawiać pytania, których nikt “normalny” nie odważyłby się postawić. Jego obsesja na temat realizmu otaczającego świata jakoś mi się kojarzy z powieściowym Wodzem, chociaż, jak mówiłem powieść czytałem dawno i może nadinterpretuję.

    A jeśli chodzi o wierną filmową interpretację literatury, to takie zjawisko w przyrodzie nie występuje. Oba środki wyrazu zbyt się od siebie różnią. Oczywiście, że pokazanie wewnętrznych zmagań Wodza byłoby karkołomne. Ale przede wszystkim byłby to film o czymś zupełnie innym, niż sobie zamierzył Forman. Na tym polega magia literatury, że ma ten nieuchwytny czynnik angażowania wyobraźni czytelnika, czego kino jest raczej pozbawione.

  4. 4 michał

    Panie Jacku,

    Być może niejasno się wyraziłem, jeżeli chodzi o uniwersalizm. Wydaje mi się, że musi się on wywodzić z jakości dzieła sztuki. Niech Pan spojrzy na Dawida z głową Goliata, Caravaggia albo Nocną straż, Rembrandta: to są ludzie tu i teraz, niemalże z krwi i kości, ale dzięki temu osadzeniu w jakiejś rzeczywistości, można tym obrazom także przypisać metaforyczne i o wiele bardziej powszechne znaczenie. W nowych kościołach budowanych w Polsce przed ponad 30 laty, była taka maniera, żeby Chrystusowi na Krzyżu nadawać kształt symboliczny albo, żeby sylwetki w Drodze Krzyżowej były “powszechne”, jak my wszyscy, to odebrać im indywidualne rysy Pana Jezusa, by “umożliwić prostemu człowiekowi identyfikację”. Ale uniwersalne znaczenie tej Męki bierze się właśnie stąd, że to była prawdziwa kaźń jednego człowieka. Nikt przy zdrowych zmysłach nie może się identyfikować z kukłą pozbawioną ludzkich rysów.

    Podobnie jest chyba z uniwersalizmem wielkich filmów.

    Normalność jest przeceniana. Wielcy ludzie są na ogół na granicy obłędu, a często wychodzą poza tę granicę. Ale z drugiej strony, nie na darmo demokracja ateńska miała metodę ostracyzmu, wedle której wygnany mógł być każdy obywatel, choćby najbardziej wybitny, tylko dlatego, że nie podobał się większości tłuszczy. Ktokolwiek wybija się ponad przeciętność, jest tym samym nie “normalny”. Nawet najbardziej cywilizowane społeczeństwa, jak np. carska Rosja, używały metody izolacji ludzi innych, odmiennych, nie-normalnych.

    Nie wiem, czy ma Pan rację, co do nieistnienia wiernych adaptacji. Są takie. Nie muszą być wcale dobre, ale istnieją. Trzymanie się ściśle oryginału często wiedzie na filmowe manowce, ale jakże często, oglądając ekranizację, myślałem sobie: dlaczego oni to zmienili, przecież w oryginale jest o wiele lepiej i właśnie “bardziej filmowo”…

  5. 5 Jacek

    Panie Michale,

    Co do przykładów z malarstwa, pełna zgoda. Można też oczywiście przyjąć, że siostra Ratchet jest uosobieniem jakiejś uniwersalnej opresji ograniczającej wolność jednostki. Mam tylko takie spostrzeżenie, że w wielu wybitnych dziełach filmowych opresja zawsze płynie z głębin konserwatywnego społeczeństwa, które symbolizuje wszelkie zło. To rzecz jasna nie jest wadą tego konkretnego filmu. Tylko, jeśli takich przykładów są dziesiątki (pomijając walory artystyczne tych dzieł), to wygląda to na zamierzone działanie, które wpisuje się w strategię Gramsciego.

    Oczywiście, że normalność jest zagrożeniem dla jednostek wybitnych. Bo z kolei one są zagrożeniem dla zwykłych śmiertelników i koło się zamyka.

    Wierne adaptacje filmowe dlatego według mnie są niemożliwe, bo jest nieprzekraczalna bariera pomiędzy literaturą a sztuką filmową. Ma Pan rację, że próba ścisłego oddania literatury na ekranie kończy się artystyczną klapą. Pewnie dlatego właśnie wszyscy wielcy kina w przypadku adaptacji literackich zawsze szli za swoją własną wizją.

  6. 6 michał

    Panie Jacku,

    Wydaje mi się, że wierne adaptacje są możliwe. Np. krótkie opowiadania bywają bardzo wiernie ekranizowane. Albo krótkie seriale zrobione z powieści bywają wierne oryginałowi.

    Forman powiedział coś interesującego w związku z Lotem, a mianowicie, że trudniej adaptować dobre książki. Jego niewypowiedziana myśl jest chyba taka, że powieść Keseya jest dobra, więc było ją trudno filmować. Tylko, że ta powieść nie jest arcydziełem. Ale jest prawdą, że w miarę proste, jednowymiarowe, nieskomplikowane książki da się w miarę łatwo wiernie zaadaptować.

    Mam wrażenie, że przytaczana przez Pana “opresja konserwatywnego społeczeństwa” jest obecna w Locie. Cheswick, Harding i przede wszystkim Billy Bibbit są zahukani i zacukani przez społeczny nacisk, przez matkę-potwora w wypadku Billy’ego. Ale siostra Ratched reprezentuje ten społeczny porządek, symbolizuje zło, jest tyranią “konserwatywnego społeczeństwa”. A zatem Lot należy chyba do strategii Gramsciego.

  7. 7 Andrzej

    Panie Michale,
    Jacku,

    Czy nie decyduje w tym przypadku kontekst? Film rodem z Hollywood, którego akcja dzieje się w amerykańskim domu dla obłąkanych. Nakręcony na fali “postępu” i antypaństwowego buntu.

    Lecz czy “matka-potwór” nie mogłaby mieć lewackiej twarzy, i czy społeczny nacisk nie pojawia się wszędzie? Czy postać McMurphy’ego musi być jednoznacznie zakwalifikowana jako antyamerykańskiego buntownika a nie jako “sowizdrzała” w zderzeniu z tzw. normą społeczną? Czy to co mówi Karoń na temat filmu nie jest zwyczajnie powierzchowne, żeby nie powiedzieć, że to tanie efekciarstwo?

    Jednym słowem, przemawia do mnie to co Pan Michał napisał o filmie. Nie do końca jednak przemawia do mnie teza o tym, że film jest gramsciański. Może to wynika raczej z książki Keseya?

    Spróbujmy porównać ten film z książką Whartona “Ptasiek” i z jej ekranizacją. Czy widzą Panowie różnicę i jeśli tak, to jaką? A jeśli nie widzicie Panowie różnicy, to dlaczego? Czy “Ptasiek” to film antyamerykański powstały na fali “antywojennej” i to wszystko? (jako rzekłby Karoń) Czy on także “należy chyba do strategii Gramsciego”?

    Inny film, który mi się kojarzy z tą kwestią to “Apocalypse Now”.

  8. 8 michał

    Panie Andrzeju,

    Bardzo interesujące. Nie jestem pewien, czy rozumiem, dlaczego nie zalicza Pan filmu do gramsciańskiej ofensywy.

    Czytałem przed laty książkę Whartona, ale (o dziwo) nigdy nie widziałem filmu. Czy dobry?

  9. 9 Jacek

    Andrzej,

    Niestety nie znam “Ptaśka”. Ani powieści, ani filmu.

    Natomiast co do “Czasu Apokalipsy”, to jest to temat rzeka. Nawet nie bardzo wiem, od czego zacząć. Pewnie najlepiej od pierwowzoru literackiego, ale musiałbym się lepiej przygotować, bo “Jądro Ciemności” czytałem chyba jeszcze dawniej, niż Keseya. Ale chyba można zaryzykować, że już samo umieszczenie fabuły filmu w środku wojny wietnamskiej i przerobienie Kurtza na buntownika występującego przeciw armii, postrzeganej jako właśnie system wszelkiej opresji, to kuriozum samo w sobie.

    Cały film jest oczywistą prowokacją i dywersją światopoglądową. Z resztą Coppola nigdy tego nie ukrywał. Cały czas był po stronie komunistów.

  10. 10 Andrzej

    Panie Michale,

    Nie zaliczam jednoznacznie, bo wydaje mi się, że film ma szerszy przekaz. Że nie jest ewidentnym wzorcem dla “marszu przez instytucje”, że to kwestia uniwersalnego przekazu, czym Pan pisał, pytając, czy równie dobrze nie mógłby dziać się w Kambodży.

    Książka Whartona wydaje mi się lepsza od filmu Parkera. Niemniej, jak sądzę, film jest wart obejrzenia.

  11. 11 michał

    Panie Jacku i Panie Andrzeju,

    Film Coppoli jest tak “do niczego nie podobny”, że trudno używać go jako przykład czegokolwiek. Związek scenariusza z Conradem jest bardzo nikły. Coppola miał scenariusz prawie gotów, ale poprosił Miliusa o opinię. Milius, przeczytawszy, powiedział, że Coppola powinen przeczytać “Jądro ciemności”, bo tam dopiero zobaczyłby prawdziwą głębię podróży w górę rzeki. Coppola ponoć nie znał Conrada. Dopiero w tej ostatniej fazie pojawił się Kurtz i dziwaczny obóz. Zmierzam do tego, że to nie jest adaptacja i Conrad niczego w tym zdumiewającym filmie nie wyjaśnia.

    Pierwsza wersja filmu była wyłącznie próbką przygotowaną w pośpiechu na jakiś festiwal, ale Coppola porzucił potem projekt na prawie 20 lat. W latach 90. wypuścił o wiele lepszą wersję, po czym rozpuścił plotki, że materiału ma o wiele więcej i, że może będzie trzecia wersja. Ale ludzie, którzy widzieli ten materiał, twierdzą, że nic w nim nie ma ciekawego. Tym razem zmierzam do konkluzji, że ten pan nie ma pojęcia, co robi. Nie potrafi się nawet zdecydować na jedno zakończenie. Nie ma żadnej koncepcji – i przy tym wszystkim: “Apocalypse Now” to jest nadzwyczajny film.

    Coppola, Parker, cały Hollywood (właściwie bez wyjątku) wydają mi się należeć całkowicie do gramsciańskiej ofensywy. Broń Boże, nie w tym sensie, żeby byli “agentami”. Ale agentów wielu nie potrzeba, inni robią to z własnej, nieprzymuszonej woli. I właśnie im lepszy film, im bardziej jest skończonym dziełem sztuki, jak “Lot”, im bardziej uniwersalny jego przekaz, tym lepiej spełnia rolę w marszu przez instytucje.

    Czy mi się zdaje, czy w filmie z Ptaśka była muzyka Petera Gabriela? (Kolejny wybitny lewak.)

  12. 12 Andrzej

    Zgadza się Panie Michale. Płyta z muzyką z “Birdy” zyskała sporą popularność. Moim zdaniem jest bardzo dobra.

    W branży tzw. rocka progresywnego także jest jak w Hollywood, nie brakuje amatorów komunizmu. Jednym z najbardziej znanych i popularnych z “dawnych lat”, wydaje mi się być Roger Waters, dziś działający (chyba) w USA. Mocno wspierał Bernie Sandersa a obecnie bez wątpienia stawia także na Ocasio-Cortez.

  13. 13 michał

    Och, tak, muzycy rockowi to jest prawdziwie bolszewizująca banda. Waters i Gabriel bardziej niż inni. Najlepsze, na co można liczyć z tym ludźmi, to że nie wypowiadają się w ogóle na temat polityki. O ile wiem, Robert Fripp nigdy nie zabiera głosu w takich sprawach. No, ale to jest człowiek, który kiedyś przerwał koncert King Crimson i poprosił publiczność, żeby byli cicho, bo oni tu na scenie grają muzykę dla nich przecież…

    Dziękuję za linkę do “Birdy”. Nigdy tego nie słyszałem, co jest raczej dziwne, zważywszy, że moja fascynacja Gabrielem skończyła się na jego piątej płycie, “So”, a Birdy był nagrany wcześniej. Może to dlatego, że w owych mniej więcej czasach przestałem (na wiele lat) słuchać muzyki rockowej.

Comment





Language

Books Published by The Underground

Order here:



Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a

H
1946
 
J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja