III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?



Opasłe tomiszcza o „operacji polskiej” wydane zostały przez komisję ścigania zbrodni przeciwko narodowi polskiemu wspólnie z wydzielonym archiwum ukraińskiej ubecji. [1] Dwa ogromne tomy zawierają ponad 200 dokumentów, na które składają się rozkazy i sprawozdania, protokoły zeznań, ogromne ilości danych statystycznych, materiały śledcze itp.  Wszystkie akta podane są w dwóch językach: w polskim przekładzie oraz w oryginale, który niekiedy był po ukraińsku, a czasami po rosyjsku. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Do ukraińskich „aktywów” w niepodległej Polsce należały bez wątpienia struktury Kościoła Greckokatolickiego w Małopolsce Wschodniej, zresztą traktowanego przez Ukraińców jako kościół w najwyższym stopniu narodowy – tzn. walczący i współcierpiący z narodem, a zwłaszcza przechowujący narodowe wartości. Prowincja greckokatolicka w Polsce była w istocie strukturą osobliwą i bezprecedensową w latach międzywojnia. Przyjrzyjmy się jej samej i funkcjom, jakie pełniła.

Jak i dziś, naczelną władzą wszystkich struktur konfesyjnych Kościoła Katolickiego w Polsce międzywojennej była Konferencja Episkopatu, która skupiała biskupów wszystkich rytów, w tym także greckokatolickiego. Sprawami bieżącymi zajmowały się stałe komisje, zaś pośród nich także Komisja Teologiczna i Unionistyczna, w składzie której zasiadał hierarcha greckokatolicki – arcybiskup Andrzej Szeptycki, posiadający zresztą prawo i obowiązek uczestniczenia w pracach Komisji Episkopatu. Relacje wzajemne Kościoła Greckokatolickiego z państwem polskim regulował Konkordat z 1925 roku zawarty z Watykanem, który nadawał mu prawa równe posiadanym przez Kościół Katolicki. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

„A jak powodziło się Ukraińcom w wolnej Polsce?” – pyta Michał Bąkowski w swoim ostatnim artykule Piszcie do mnie na Berdyczów czyli „operacja polska” I. Pyta retorycznie, bo zaraz sam sobie odpowiada, jakby nie czekał od nikogo odpowiedzi, albo jakby taka odpowiedź musiała być raz na zawsze oczywista.  Ale oczywista – niestety – nie jest.

Od zakończenia II wojny światowej haniebną tradycją stało się oskarżanie Polski międzywojennej o realizowanie antyukraińskiej (a czasem drastycznie antyukraińskiej) polityki mniejszościowej w Małopolsce Wschodniej i województwie wołyńskim. W stawianiu polskiego państwa „pod ścianą” zarzutów systemowego antyukrainizmu przez dziesiątki lat solidarnie uczestniczyły (i dziś także uczestniczą) polskie instytuty historyczne, Polska Akademia Nauk, polskie wydawnictwa, ośrodki opiniotwórcze, twórcy polskich szkolnych programów nauczania, historycy, żurnaliści, wykreowane i zakłamane „autorytety moralne”, etc., etc. Próby podejmowania rzeczowej dyskusji z tym – niemalże zinstytucjonalizowanym – kłamstwem od dziesiątków lat nieodmiennie natrafiały na mur milczenia i narażały na zarzut „narodowego szaleństwa”, „nacjonalistycznego szału”. Wymyślono nawet specjalną inwektywę: „prawicowe oszołomstwo” i „prawicowe oszołomy”, jakby prawda była w tym względzie „szaleństwem” i jakby krytyka tego monstrualnego, wielopiętrowego kłamstwa musiała mieć „prawicowe” afiliacje. Albo – co jeszcze ciekawsze – musiała być rezultatem sowieckich inspiracji, bo do dziś inwektywa „prawicowego oszołomstwa” stosowana jest w tym względzie naprzemiennie z oskarżeniami o „bezmyślne uleganie sowieckiej propagandzie”, która „chce nas skłócić z Ukraińcami”, bowiem jeśli sowieci czegoś się śmiertelnie boją, to właśnie zgody polsko-ukraińskiej. A więc budowanie takiej „zgody” jest imperatywem polskim: niezależnie od wszystkiego. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

11 sierpnia 1937 roku Jeżow wydał rozkaz nr 00485, który dał początek tzw. operacji polskiej.  Kilka tygodni wcześniej, 25 lipca, rozkaz nr 00439 rozpoczął podobną operację niemiecką, a rozkaz nr 00447 z 30 lipca operację kułacką.  Były także instrukcje dotyczące Łotyszy, Greków, Finów, Rumunów, Macedończyków, Persów, Estów, a nawet „Harbińczyków” – konia z rzędem temu (jak by powiedziano w majątkach wokół Berdyczowa), kto zgadnie narodowość tej ostatniej grupy – mowa tu o byłych pracownikach kolei Wschodniochińskiej, którzy rzecz jasna prezentowali poważne zagrożenie dla sowieckiej władzy, na równi niemal z rodzinami podejrzanych, bo i rodziny doczekały się odpowiedniej dyrektywy.  17 listopada 1938 – i setki tysięcy ofiar później – Beria anulował rozkaz Jeżowa nr 00485.  Aby zrozumieć, co się wówczas działo w sowietach, nie możemy jednak zamknąć się w granicach wyznaczonych przez te dwie daty, w granicach znanych w historii jako czasy „jeżowszczyzny”, musimy cofnąć się do samych początków sowieckiej władzy. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

I

Kazimierz Pułaski, wraz z 700 konfederatami, bronił się przez 17 dni w warownym klasztorze karmelitańskim w Berdyczowie w roku 1768.  Klasztor ufundowany został przez wojewodę kijowskiego, Janusza Tyszkiewicza z Łohojska, w podzięce za uwolnienie z tureckiego jarzma.  Tyszkiewicz sprowadził karmelitów bosych, a w Kościele pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia umieścił obraz Matki Boskiej Śnieżnej.  Wojewoda walczył w młodości pod Cecorą i Chocimiem, służył pod wodzą hetmana Chodkiewicza.  Wielki ród Chodkiewiczów władał między innymi Czarnobylem.  Bar, Żytomierz, Czernihów, Humań, Witebsk, już same te nazwy poruszają polskie serca, a miejsca należą nieodłącznie do polskiej historii.  Ale czy były to miasta polskie?  Spis ludności Berdyczowa z roku 1789 pokazuje, że na 2640 mieszkańców, 1951 było wyznania mojżeszowego.  Słynęło miasteczko ze swych 74 bożnic i chasydzkich cadyków.  Jednak nie były to przecież miasta żydowskie.  Po prostu taka była natura tych ziem, że Polski dwór położony był nieopodal kozackiego chutoru, a miejscowy chłop – bo nikt jeszcze wówczas nie słyszał o Ukraińcach albo Białorusinach – jechał na targ do Berdyczowa albo Żytomierza, by tam namiętnie targować się z Żydem o każdy grosz.  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Cierpliwie czekałem, coś około dwudziestu lat, owoców wywalczonej w 1989 roku wolności. Czekałem, czekałem, a moje nadzieje coraz bardziej zmieniały się w frustrację. Jakże to? Minęło z okładem dwadzieścia lat wolności tego kraju, i co? I nic. Niby progres niebywały: granice otwarte, uczestnictwo w NATO, w Unii, PKB rośnie jak szalone. Chyba każdy z nas odczuł poprawę. Nic tylko żyć chwilą. Jak powiedział ostatnio premier tego kraju: ważne jest „tu i teraz”. Reszta jest bez znaczenia. I tylko coraz silniejsze wrażenie, że to wszystko nie tak miało być, nie o to chodziło. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

„…patriotism – a somewhat discredited sentiment, because the delicacy of our humanitarians regards it as a relic of barbarism.  Yet neither the great Florentine painter who closed his eyes in death thinking of his city, nor St. Francis blessing with his last breath the town of Assisi, were barbarians.  It requires a certain greatness of soul to interpret patriotism worthily – or else a sincerity of feeling denied to the vulgar refinement of modern thought which cannot understand the august simplicity of a sentiment proceeding from the very nature of things and men.”
Joseph Conrad [1]

 

Conrad pisał te słowa o księciu Sanguszce, uczestniku powstania listopadowego i wieloletnim zesłańcu na Sybir, ale wypowiadał je w pierwszym rzędzie dla czytelnika angielskiego.  Anglicy zamieszkują wyspę – wzniosła prostota miłości do własnej ziemi, jest więc dla nich czymś odruchowo zrozumiałym.  Kiedy Conrad mówił o patriotyzmie jako „zdyskredytowanym relikcie barbarzyństwa”, to zabierał głos w innej, o wiele starszej polemice, poprzedzającej czasy (anty)francuskiej rewolucji.  Głośni myśliciele francuskiego Oświecenia głosili idee, które doprowadziły później do potworności rewolucji, gdy zbroczeni krwią sankiuloci nazywali siebie samych „patriotami”, a ich bezbronne ofiary piętnowane były mianem „zdrajców ojczyzny”.  W proroczej wizji czasów, które miały nadejść krótko po jego śmierci, Dr Johnson twierdził, że „patriotism is the last refuge of a scoundrel” (patriotyzm jest ostatnim schronieniem łajdaka), a Edward Gibbon rozwijał tę myśl: „The mask of patriotism is allowed to cover the most glaring inconsistencies” (maska patriotyzmu pokrywać może najbardziej oczywiste sprzeczności). Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Beethoven tak pisał sonaty, że zaczynał je – przeważnie – od jakiegoś pięknego motywu w kilku taktach. Ogłaszał niejako słuchaczom swój temat, swoje założenie. Mówił im: Ta ram, ta ram bam bam bam tim tam. A teraz uważajcie, co się z tego zrobi.

Potem przychodziła modulacja, kontr-temat, dialektyka tematów i kończyło się tematem pierwszym, rozwiniętym i uzasadnionym.

Słuchacz, na końcu, nie myślał „przecież to już było…”, tylko myślał „aha… to dlatego… to tak… AHA…”.

Marian Hemar, fragment listu do Mieczysława Grydzewskiego

Listy do redaktorów „Wiadomości” Józefa Mackiewicza i Barbary Toporskiej*, nie są, jak sonaty Beethovena, dziełem planowanym, skrupulatnie, od a do z, zaprojektowanym, przemyślanym i skomponowanym, a jednak, gdy przewraca się ostatnią kartkę tego opasłego (z górą 600 stron) tomu, ma się nieodparte wrażenie… dzieła skończonego, jakby najbardziej nawet banalny list nie był tu przypadkowy i nie na miejscu. To dzieło uderzające konsekwencją myśli i wyrazistością tonu, niezwykłym, w pełni synchronicznym współbrzmieniem obojga, bardzo różnych, autorów. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Michał Bąkowski


Masowe niecnotki

Piszę ten tekst z dwóch powodów. Przede wszystkim, ponieważ nie chcę zostawiać bez odpowiedzi pana Triariusa, którego komentarze pod moim poprzednim artykułem wywołały dyskusję. Ale także dlatego, że format internetowego komentarza jest zbyt wąski, że nie pozwala na pochylenie się nad ważniejszymi sprawami, na rozwinięcie pobocznych wątków, na konstrukcję wywodu – a w każdym razie mnie brak na to talentu. Komentarz jest dobrym miejscem, żeby w paru linijkach odeprzeć zarzut lub nawet uzasadnić odmienny pogląd, ale nie nadaje się do rozważenia problemu. A więc do rzeczy. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Rzekome umiejętności konspiracyjne Polaków są jednym z rozlicznych mitów polrealizmu.  Ukazał się ostatnio artykuł autora podpisującego się Rolex, który rozprawia się z legendą dość skutecznie.  Przeczytałem wstępną część tekstu Rolexa, przytakując mu w myślach, co zdarza mi się nader rzadko.  Rozciągnięcie wysiłków państwa podziemnego na lata 1939-1990 wydało mi się przesadą, ale wyjaśniające zdanie („taką przyjmuję cezurę zakładając, że koniec walki nastąpił po, moim zdaniem błędnej, decyzji o przekazaniu insygniów władzy prezydenckiej i likwidacji pozostałości organizacyjnych po rządzie na uchodźstwie w Londynie”) jest tak uderzająco słuszne, że gotów jestem autorowi wybaczyć brak rozróżnienia między Państwem Podziemnym a instytucjami Rzeczpospolitej Polskiej na Uchodźstwie. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Nie może być niespodzianką dla stałych czytelników niniejszej strony, że, generalnie rzecz biorąc, lubię czytać Józefa Mackiewicza.  Lubię jego styl, ironiczny ton, swoisty timbre wypowiedzi.  Lubię jego inteligencję, erudycję, kulturę.  Wysoko cenię jego polemiczny ferwor, żelazną konsekwencję myślenia, nie zapominając oczywiście, że najważniejsze w tym pisarstwie jest co raczej niż jak.  Rozumie się zatem samo przez się, że czytałem wydane niedawno Listy do Redaktorów „Wiadomości” [1] z wielką przyjemnością.  Zaskoczyło mnie jednak, że przyjemność zwiększała się, ilekroć wśród listów Mackiewicza pojawiały się listy jego żony.  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


Spowite w aksamit

Sądziłem do tej pory, że największy cyrk świata, przy którym blednie z zazdrości antyczny Circus Maximus, odegrany został w grudniu 1989 roku w Bukareszcie i na rumuńskiej prowincji. Nie tylko lider i konferansjer „antykomunistycznej” opozycji, Ion Iliescu, okazał się być kumplem z ławy szkolnej samego Michaiła G.; nie tylko rzekomo „niezależny” żongler i nowy premier „rewolucyjnej” Rumunii, Petre Romanu, został, w niejakiej konfuzji, rozpoznany jako przedstawiciel „złotej komunistycznej młodzieży” oraz bywalec komunistycznych salonów, osobnik skrupulatnie zapewne przygotowywany do roli pierestrojkowego rewolucjonisty; nie tylko w bardzo niedemokratyczny sposób zamordowano małżeństwo Ceausescu, najprawdopodobniej w obawie, aby przed zejściem nie chlapnęli czegoś niedyskretnego. Organizatorzy rumuńskiego cyrku byli do tego stopnia zdeterminowani, że gdy w połowie grudnia pamiętnego roku ludność tego kraju nie wykazała się rewolucyjnym zapałem w stopniu satysfakcjonującym, postanowiono podsycić atmosferę, wywlekając z kostnic ciała ludzi zmarłych śmiercią jak najbardziej naturalną i prezentując je w mediach jako ofiary komunistycznej masakry. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Muszę rozpocząć od osobistego wyznania, co nigdy nie jest dobrą taktyką.  Józef Mackiewicz odmienił moje życie.  Gdyby nie lektura tego nadzwyczajnego pisarza moje losy potoczyłyby się inaczej.  Zwycięstwo prowokacji czytałem po raz pierwszy w prlu z wypiekami na twarzy; czytałem kserokopię, która na stronie tytułowej miała już ledwo widoczne po wielokrotnym kopiowaniu stemple: Biblioteka MSW – nie wolno kopiować.  Gdybym nie był poznał pism Mackiewicza w mętnych i smętnych czasach stanu wojennego, tkwiłbym – być może do dziś – w czymś co Mackiewicz nazywał polrealizmem.  Powtarzałbym nadal, jak papuga, utarte mądrości tego, co w Polsce nazywa się „myślą polityczną”, a co ani z myśleniem, ani z polityką nie ma naprawdę nic wspólnego, jest w zamian wiecznym obracaniem w kółko tych samych fałszywych przesłanek z odmiennym rozłożeniem akcentów.  Opowiadałbym w koło Macieju o „Rosji”, której odwieczny duch ma się rzekomo przejawiać w sowietach.  Uważałbym prl za państwo, jakkolwiek niedoskonałe, to jednak polskie.  Przyjąłbym zapewne Magdalenkę i jej rycerzy okrągłego stołu z całym dobrodziejstwem inwentarza, wedle uświęconej formuły tak trafnie wyrażonej przez Mackiewicza w Drodze donikąd: „No, bo jakże inaczej?”  Cieszyłbym się, że „w moim kraju obalono komunizm”, że ukoronowano orła, że był „nasz premier – wasz prezydent”.  Opowiadałbym zapewne do dziś niestworzone androny o „bohaterskim oporze Polaków wobec sowieckiego najeźdźcy”.  I tak dalej.  Ale – Bogu dziękować – czytałem Mackiewicza.  A przeczytawszy i potraktowawszy z powagą, nie wypadało mi więcej pleść trzy po trzy o oporze, skoro prawie żadnego oporu wobec bolszewii w Polsce nie było.  Nie mogłem nadal bredzić o roli Kościoła w walce z bezbożnym komunizmem, skoro Episkopat potępił i wyklął tych nielicznych, co taki opór stawiali.  Jeśli zatem Mackiewicz odmienił moje życie, to mam wobec niego dług wdzięczności.  Z tego oczywiście nie wynika wcale, że trzeba pisać o nim na klęczkach, ale też o nikim i o niczym nie należy.  W tym atoli wypadku byłoby to przede wszystkim nie-mackiewiczowskie, a może wręcz anty-mackiewiczowskie. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Żmudne budowanie mitu

Niewątpliwą zaletą książki Buchara jest umiejętne kreowanie napięcia. Gdy wydaje się już, że osiągnęliśmy apogeum intelektualnej przygody, wczytując się w refleksje historyczne szefa amerykańskiego wywiadu, który w dobrej wierze przyjmuje do wiadomości kapryśny nastrój swojego największego wroga, choć i ten nastrój i cała kolacyjna aura (posiłek był nader obfity, pewnie i zakrapiany) zostały specjalnie spreparowane dla niego, gdy zatem osiągnęliśmy punkt skrajnego zaskoczenia, Buchar wyciąga kolejną rewelację. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Do swojego dwustustronicowego wywiadu zaprosił Robert Buchar aż osiemnastu uczestników, dlatego, z oczywistych powodów, nie ma sposobu na dokładne zrelacjonowanie poglądów ich wszystkich (choć każdy z nich mówi coś interesującego). Można, co najwyżej, pokusić się o przedstawienie mniej lub bardziej ogólnego wrażenia, jakie pozostawiają.

Grupa Bucharowskich rozmówców nie jest jednorodna. Obok nazwisk głośnych, czasem nawet słynnych, osób zajmujących w przeszłości (i obecnie) wysokie stanowiska, są tam również postacie mniej znane, za to nie mniej interesujące, między innymi spora grupa czeskich działaczy politycznych i agentów, którzy mówią niezwykle ciekawe rzeczy o genezie, przebiegu i dalekosiężnych skutkach tzw. welwetowej rewolucji. Tym wątkiem, wątkiem czechosłowackim, zajmiemy się osobno. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Książka Roberta Buchara, Do diabła z rzeczywistością…*, jest zjawiskiem nietypowym. Właściwie nie jest książką w tradycyjnym znaczeniu, raczej obszernym zestawem wypowiedzi, jakie autor zgromadził i uporządkował na podstawie przeprowadzonej przez siebie ogromnej liczby wywiadów. Do diabła z rzeczywistością… (jakże adekwatny do realiów ostatnich dwóch dekad tytuł) to po prostu literowy zapis filmowego multiwywiadu, jaki pod tytułem The Collapse of Communism – The Untold Story utknął był kilka lat temu, ze względów finansowych (a pewnie i politycznych), w fazie postprodukcji i nie wiadomo czy i kiedy ujrzy światło dzienne. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Niestety większość publikacji o Mackiewiczu nie stoi na należytym poziomie.  Można je podzielić na kilka zasadniczych grup: pierwsza to flaki z olejem czyli powielanie w kółko tych samych pustych sloganów w rodzaju „tylko prawda jest ciekawa”.  Pozycje takie zazwyczaj, choć niekoniecznie, stawiają Mackiewicza na piedestale, a ściślej, umieszczają go w kapliczce; w kapliczce, w której wielbi się to, co polskie, stawiając go obok Marszałka Piłsudskiego czy Kardynała Wyszyńskiego.  Kłopot w tym, że Mackiewicz tę zmurszałą kapliczkę rozsadza od wewnątrz.   Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Niejaki Czesław Miłosz, napisał kiedyś o Józefie Mackiewiczu:

Nie sposób traktować poważnie wszystkiego, co pisał Mackiewicz-antykomunista. Niektóre jego artykuły są wręcz obsesyjne i graniczące z paranoją, według znanego wzoru wietrzenia wszędzie agentur, nawet w Watykanie. Toteż układając wybór jego pism publicystycznych, należałoby pamiętać, że płacił fantazjowaniem czy nawet wariactwem za stałość swoich poglądów. [1]

Każdy człon tej wypowiedzi jest niesłuszny, ale też czego innego spodziewać się od apologety prlu? Nie zamierzam wcale polemizować z tymi słowami, dość powiedzieć, że Miłosz płacił tego rodzaju bełkotem za brak jakichkolwiek poglądów, więc z czym tu niby polemizować? Interesuje mnie w tym wyłącznie oskarżenie, rzucane z wielu stron, jakoby Mackiewicz „wszędzie wietrzył spiski”. W rzeczywistości bowiem, Mackiewicz obserwował, porównywał, stawiał pytania i próbował na nie odpowiadać. Czyż nie taki jest obowiązek intelektualisty? Być może nie obowiązek Miłoszów świata tego – ci raczej wietrzą, skąd wiatr wieje i jak się najwygodniej ustawić – ale prawdziwych intelektualistów, tych co zrozumienie otaczającego ich świata poczytują sobie za chwalebną powinność. Zgodnie z tym powołaniem, Mackiewicz obserwował. Obserwował na przykład, jak wolni ludzie działają na korzyść największego wroga wolności. Porównywał, dla przykładu, chwałę otaczającą bolszewickich zbrodniarzy z hańbą nazistów. Zadawał pytanie: dlaczego tak się dzieje? Po czym stawiał hipotezę: może to zaraza jakaś? Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


Szachrajstwo polemiczne

Tekstem Zdrowego rozsądku nie da się zastąpić Jeff Nyquist odpowiedział na opublikowaną nieco wcześniej moją z nim polemikę, Ten sam nacjonalizm, którą napisałem poważnie zaniepokojony wyraźną odmianą w tonie oraz sensie wypowiedzi amerykańskiego publicysty. Pisałem nie tylko jako uważny czytelnik jego tekstów, ale także jako tłumacz i propagator kilku przynajmniej tuzinów jego artykułów; jako polityczny sojusznik i przyjaciel, który dostrzega, że nie wszystkie ścieżki, po których kroczy Jeff Nyquist prowadzą do celu. W zamian otrzymałem kubeł pomyj wylany na moją głowę oraz publicystyczny bełkot nie tylko bardzo oddalony od prawdy, ale po prostu nieuczciwy. Nie Jeff, na podobnych zasadach polemizować ze sobą nie będziemy! Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

W związku ze śmiercią prezydenta Kaczyńskiego składam kondolencje polskiemu narodowi. Mamy tu do czynienia z wydarzeniem tyleż smutnym, co budzącym niepokojące skojarzenia. Samolot polskiego prezydenta może będzie w przyszłości symbolizować Europę, której wydaje się, że masowe zbrodnie należą do przeszłości.

Odpowiadając Darkowi Rohnka, nie rozumiem jego twierdzenia, że moje rozumowanie uległo „przemianie, która się niedawno ujawniła.” Darek twierdzi, że stworzyłem pewnego rodzaju niepodważalny aksjomat, jakoby Saakaszwili jest przeciwnikiem Moskwy. W artykule, opublikowanym na tej witrynie, zatytułowanym „Zrozumieć strategiczne cele wroga”, pisałem: „jeśli poddamy analizie gruzińskie wydarzenia… to widzimy, że Moskwa potrzebowała partnera w Tbilisi, na którym mogła polegać; mogła polegać, że rozpocznie on wojnę w sposób, który pozwoli na stwierdzenie, że nie był to akt jawnej rosyjskiej agresji.” Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


Ten sam nacjonalizm

Jeff Nyquist nie jest typowym przedstawicielem amerykańskiej publicystyki. Nie tylko czytuje Golicyna, wietrzy za komunistycznym spiskiem na globalną skalę, ale jeszcze w dodatku wierzy, że wschodnioeuropejskie rewolucje z lat 1989-1991 były elementem długofalowej strategii, poczęły się z samych Chruszczowa i Mao. Dzięki takim poglądom Nyquist wydaje się wyrazisty, bezkompromisowy, interesujący i oryginalny na tyle, aby warto było czytać jego teksty i dyskutować z nim złożone sprawy tego świata. A jest doprawdy o czym, biorąc choćby pod uwagę przemianę, jaka dokonała się w myśleniu politycznym Jeffreya Nyquista. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Dzisiejszym gościem witryny Frontpagemagazine *) jest Nina Karsov, właścicielka londyńskiego wydawnictwa Kontra, które od roku 1970 wydaje polskie i rosyjskie książki, w tym także Dzieła (wydano do dziś 19 tomów, ale kolejne są planowane) Józefa Mackiewicza, wielkiego polskiego powieściopisarza i publicysty (1902-1985).

W analitycznej pracy Zwycięstwo prowokacji, napisanej w 1962 roku, a ostatnio wydanej w języku angielskim przez Yale University Press, Mackiewicz rozważa dzieje i charakter komunizmu w Związku Sowieckim i w Polsce. Jego oryginalna interpretacja różnic i podobieństw pomiędzy komunizmem i nazizmem jest niezwykle istotna dla debaty na temat tych systemów oraz dla rozważań o sprawach dziś szczególnie ważnych dla Stanów Zjednoczonych i Europy.

Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

W dniu 10 lutego 2010 roku zmarł Charlie Wilson, barwny i nietuzinkowy przedstawiciel Izby Reprezentantów, który jako jeden z bardzo nielicznych amerykańskich polityków czynnie wspomagał walkę z komunistycznym agresorem, najpierw, pod koniec lat 70., w Nikaragui, a następnie, przez niemal całą dziewiątą dekadę dwudziestego wieku, w Afganistanie. W związku ze śmiercią tego antykomunisty publikujemy ponownie artykuł, który ukazał się na naszej witrynie w marcu 2008 roku.  Tekst jest refleksją na marginesie filmu o Charliem Wilsonie.

Wojna Charliego Wilsona jest zabawnym filmem i, jak na standardy Hollywoodu, w miarę ścisłym historycznie.  Film (w reżyserii Mike’a Nicholsa, to ten od Absolwenta) opowiada historię demokratycznego kongresmana z Texasu, który pomiędzy wesołymi bibkami, kokainą, alkoholem i igraszkami z Playboy Bunnies, zdołał, dzięki wyjątkowej determinacji i pomysłowości, stopniowo zwiększyć budżet CIA przeznaczony na pomoc afgańskim mudżahedinom.  To z kolei doprowadzić miało do tak ogromnych strat sowieckich w Afganistanie, że Gorbaczowowi nie pozostało nic innego, jak wycofać się z podkulonym ogonem. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Ostatni tekst Michała Bąkowskiego, „Wielka prowokacja”, bardzo mnie ucieszył, ponieważ prowadzi nas w kierunku dyskusji dotykającej najbardziej istotnych wydarzeń ostatnich 18 miesięcy.  Sformułuję teraz argumentację Bąkowskiego za niego, co nie jest wcale dziwne, gdyż tezy zaprezentowane w „Wielkiej prowokacji” pokrywają się z tym wszystkim, co piszę od wielu lat.

Pisałem ostatnio o statusie krajów w przeszłości zdominowanych przez Sowiety, że „decydującym argumentem na rzecz autentyczności rewolucji Saakaszwilego w Gruzji jest rosyjski atak wojskowy w sierpniu 2008 roku: Kreml ujawnił swoje złe intencje i wówczas został zmuszony do powstrzymania ofensywy wojskowej przez zachodnią presję gospodarczą.” Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu



Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej!.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.