III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?



Michał Bąkowski


Europejskie gołąbki

Przed niemal trzema laty, na kilka dni przed brytyjskim referendum w sprawie wyjścia Zjednoczonego Królestwa z europejskiej niuni, oczekiwałem, że większość elektoratu zechce odejść z nielubianego związku, choć motywy tej decyzji będą nacjonalistycznej natury, raczej niż politycznej.  Podjąć słuszną decyzję ze złych powodów, wydawać by się mogło klasycznym przykładem mniejszego zła.  Ale w tym konkretnym przypadku, trudno oszacować zło sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Pisarstwo Józefa Mackiewicza było odkryciem i rewelacją w podziemnej Warszawie w roku 1985.  Najpierw pojawiły się nieśmiałe artykuły o jakimś dziwnym „niezłomnym komuniście”, o którym niewielu słyszało, a potem, jeszcze zanim rozpoczął się Mackiewiczowski festiwal wydawniczy, pojawiły się książki z Londynu.  Pierwsze wpadły mi w rękę Droga Pani (później znana jako „Srebrna Pani”, ze względu na swą srebrną okładkę) oraz Fakty, przyroda i ludzie.  Oba tomy zrobiły na mnie wówczas ogromne wrażenie.  I nie tylko na mnie.  Czytałem je od owych czasów wielokrotnie i za każdym razem odkrywałem coś nowego.  Czytałem po kolei i na wyrywki, zapewne kilkanaście razy.  Oczywiście wiedziałem od początku, że to znakomita publicystyka.  Ale ponowna lektura Mackiewiczowskiego cyklu pt. „Ucieczka od ‘wyzwolenia’” w nowym wydaniu Kontry,* nasunęła mi wątpliwości.  Okazuje się bowiem, że centralny tekst w Faktach, to nie jest wcale publicystyka, a coś o wiele więcej.  To prawdziwa perła.  To jest zapoznane arcydzieło literatury.  Pisane w ciasnym „pokoiku na poddaszu na Victoria Road”, w odcinkach, dla emigracyjnego tygodnika, pod redakcją brata-Cata, wspomnienie-reportaż-felieton jest rzadkim w polskiej literaturze mistrzowskim ujęciem samej esencji wydarzeń; jest jednocześnie dramatem i elegią, sensacyjnym sprawozdaniem i chłodną refleksją, politycznym felietonem i żywym reportażem, esejem i opowiadaniem.  Autor zdołał osiągnąć coś na pozór niemożliwego: udało mu się zachować bolesną bliskość i bezpośredniość przekazu, jednocześnie utrzymując mądry dystans do opisywanych wydarzeń. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Pewien młody człowiek, z którym koresponduję od czasu do czasu, zapytał mnie przed laty, dlaczego zostały opublikowane prywatne listy Mackiewiczów do Redaktorów Wiadomości.  W domyśle było tu chyba inne pytanie: czy Mackiewicz zgodziłby się na publikację prywatnej korespondencji, która w dużej mierze zajmuje się materialną stroną egzystencji emigranta, a mówiąc brutalnie: pieniędzmi, zabieganiami o honoraria i najogólniej – borykaniem się z nędzą.  Wydaje mi się oczywiste, że Mackiewicz nie chciałby publikować takich listów, ani by mu na myśl nie przyszło, żeby coś takiego ogłaszać.  Afiszowanie się ze swą biedą i codziennymi zmartwieniami nie było w jego stylu.  Na tym polega prywatność korespondencji.  Ale oboje Mackiewiczowie są postaciami historycznymi, ich listy mają inne znaczenie, niż np. moja, pożal się Boże, epistolografia, mają charakter źródłowy dla zainteresowanych tą twórczością.  Tak jest zresztą w wypadku każdego twórcy.  A jednak przypadek Józefa i Barbary Mackiewiczów różni się zasadniczo od innych pisarzy.  Waga ich korespondencji jest odmienna, a znaczenie ich listów bez porównania większe, niż miało to miejsce w okolicznościach życiowych innych twórców. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Zapraszamy do obejrzenia rozmowy z autorem powieści sensacyjno-szpiegowskiej Punkt Langrange’a, Jackiem Szczyrbą.

Jak to zwykle bywa, rozmowa nie tyczyła wyłącznie samego utworu, śmiało wychodząc poza sprawy z nim związane.

Przyplątać się tu może taka refleksja: przed laty, bolszewik podróżujący w tym samym co Mackiewicz wagonie, zaintrygowany wybuchem nagłej a nieprzystojnej wesołości, zapytując o przyczyny jakże niezwykłego w raju krat zachowania, usłyszał z ust samego Józefa Mackiewicza krzepiąco-wiekopomne wyznanie:

„Komuż ‚wiesielitsia’, jak nie nam starym kontrrewolucjonistom?”

Zapraszając Państwa do obejrzenia rozmowy, przy okazji zachęcamy najserdeczniej do kupowania powieści Jacka Szczyrby „Punkt Lagrange’a‟.



Prześlij znajomemu

„System”

Z czym właściwie walczą McMurphy i Wódz?  Co reprezentuje siostra Ratched?  W komentarzach, Forman mówił o „systemie”, który tłamsi i niszczy człowieka.  Interesujących wskazówek w tym względzie udziela pierwsza rozmowa McMurphy’ego z doktorem Spivey.  Doktor czyta w aktach, że przesłano mu więźnia do szpitala psychiatrycznego, gdyż „jest zadziorny, mówi bez pozwolenia, unika pracy i jest leniwy”.  „I żuje gumę w klasie?” dorzuca Mack sardonicznie.  McMurphy widzi to prościej: czepiają się go, bo „bije się i pieprzy za dużo” (I fight & fuck too much).  W więzieniu mówili mu, że jest szaleńcem, ponieważ „odmawiał siedzieć jak jarzyna, ale jeżeli to ma być obłęd, to ja rzeczywiście jestem pomylony”. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Symetryczna struktura

Wiele arcydzieł sztuki ma ukrytą, wewnętrzną strukturę.  Np. Pasje Bacha napisane są według pewnego symetrycznego planu, w którym arie i duety, chorały i recytatywy spełniają precyzyjnie określoną rolę.  Muzyka i plastyka łatwiej poddają się tego rodzaju symetrycznej organizacji, ale istnieją także dzieła sztuki filmowej zbudowane zgodnie z odgórnie założonym planem.  Klasycznym przykładem symetrycznej konstrukcji może służyć sławne La Ronde Maxa Ophulsa, złożone z wielu, luźno związanych ze sobą opowieści.  Godny uwagi jest wszakże formalny zabieg Ophulsa, który w centralnej opowieści, jedynej w filmie na temat relacji małżeńskiej, używa statycznej kamery dla podkreślenia symetrii ekranu (ujęcie zza stojącego zegara, dwa identyczne małżeńskie łóżka).  Historie przed tą opowieścią i po niej, są swymi lustrzanymi odbiciami: narrator kończy opowieść tak, jak ją zaczął. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

One flew East, one flew West,
and one flew over the cuckoo’s nest…

Jeden poleciał na wschód, a na zachód drugi,
A jeden poleciał nad gniazdo kukułki…

Pan Jacek Szczyrba zachęcił mnie kiedyś do obejrzenia wywiadu z niejakim Krzysztofem Karoniem na temat dwóch filmów Milosa Formana.  Pomimo interesujących szczegółów, wywiad wydał mi się tak skandalicznie nie na poziomie, że obiecałem zabrać głos w kwestii Lotu nad kukułczym gniazdem. [1] Chciałem początkowo polemizować z Karoniem i jego rozmówcą, ale nie miałbym pojęcia, gdzie zacząć, bo dyskutować potrafię tylko z sensownym ciągiem zdań połączonych związkiem wynikania logicznego. [2] Pozwolę sobie zatem zignorować odtąd obu panów, a zająć się wyłącznie analizą samego filmu oraz powieści Keseya, na której film był oparty, wraz z ich ideową zawartością.  Czuję się zobowiązany zabrać głos, gdyż uważam film Formana za jedno z największych dzieł kina światowego, które zasługuje na coś lepszego niż telewizyjne sarkanie p. Karonia.  Co nie zmienia w niczym faktu, że z jego ideową wymową zgodzić się niepodobna. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Michał Bąkowski


Czerwona ryba

Sowieci budują elektrownię nuklearną na Białorusi.  Nowy reaktor powstanie w Ostrowcu, tuż przy granicy litewskiej, czyli nad samą granicą niuni europejskiej, 50 km od Wilna, niedaleczko od Oszmiany i Gudogajów, które to okolice Józef Mackiewicz zjeździł wzdłuż i wszerz.  Najpierw poznał te ziemie konno-zbrojno w wojnie z bolszewicką nawałą; potem przebył je, opisując bunt białoruskich rojstów przeciw nadużyciom polskiej administracji na ziemiach, które w Warszawie nazywano „kresami”; i wreszcie po raz ostatni, pod bolszewikami, przemykając się furmanką po zamarzniętych błotach podczas bezgwiezdnych nocy, przemytniczym szlakiem w kierunku Mińska. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Uciec z więzienia

Ucieczka z więzienia ma mityczny status.  Nie ma rzekomo takiego więzienia, z którego człowiek wolny nie może zbiec.  Zorganizowanie ucieczki z super-więzienia, jakim są sowiety, jest niezwykle trudne, nawet Macintyre to przyznaje.  Społeczeństwo poddane tak ścisłej kontroli od pokoleń nie jest gruntem podatnym dla skomplikowanych planów.  Ale z drugiej strony, plan ryzykowny i niebezpieczny nie musi być wcale niewykonalny; jest również prawdą, że w okolicznościach ścisłego nadzoru fortuna sprzyja zuchwałym: śmiała akcja może odnieść sukces w klimacie lęku, bo jest zupełnie nieoczekiwana.  Niespodziewanie liczne ucieczki z gułagu są tu dobrym przykładem.  A przecież w gułagu, oprócz strażników, drutów kolczastych, psów i karabinów, była jeszcze bezbrzeżna tajga i tundra, były mróz i śnieg albo błoto i bezdroża, i niewyobrażalne dystanse.  Jednak ludzie uciekali i, wedle oficjalnych statystyk gułagu, uciekali z powodzeniem.  We wspomnieniach mowa tylko o nieudanych ucieczkach, ale archiwa potwierdzają, że ludzie uciekali, a strażnicy szli za to do ciupy.  Dwóch białogwardzistów uciekło z Wysp Sołowieckich w 1925 roku, i dalsze udane ucieczki nastąpiły w latach późniejszych.  W 1933 roku 45.755 więźniów zbiegło z gułagu (wedle własnych, zapewne fałszywie zaniżonych statystyk), z czego złapano zaledwie 28.370.  Po zwiększeniu kontroli i drastycznych karach – zarówno dla zbiegów, jak i strażników – w 1947 zbiegło 10.440, a złapano tylko 2.894.  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


Historycyzm Morawieckiego

I tak dalej… i tak dalej…
Coraz śmielsze wnioski przędzie,
I nicując dawne sądy
Nie powstrzyma się w zapędzie,
Aż dowiedzie, że król Herod,
Dobroczyńcą był dla sierot.

Adam Asnyk

Studiując sobie historię na jednym z komunistycznych uniwersytetów lat bardzo wiele temu pociłem się niemiłosierne pod nawałem nakładanych na ówczesne żakostwo zadań. Nie było łatwo czytać tysięcy stron podręczników, dziesiątek, a może setek mniej lub bardziej opasłych lektur. Dbano, a przynajmniej starano się, o przyzwoity poziom wiedzy przyszłych magistrów. Gdy dziś docierają do mnie informacje z pierwszej ręki o najbardziej niezwykłych wyczynach kadry profesorskiej (rekordzista miał jakoby zasnąć w trakcie własnego wykładu; inny raczył słuchaczy tekstem czytanym wprost ze źródła naukowego nazywanego „wikipedia‟) – nie chce się wierzyć, jak gigantyczne sukcesy odnosi trend zrównywania poziomu intelektualnego w dół. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

W tajemnicy przed CIA

Brytyjczycy zdołali utrzymać w tajemnicy istnienie wysokiej rangi agenta w łonie kgb.  Przekazywali zakamuflowane informacje sojusznikom, udając, że pochodzą z podsłuchu lub analizy danych, ale z czasem Amerykanie zorientowali się, że MI6 ma źródło bezpośrednie.  Nie mogło być inaczej, gdy Brytyjczycy poczęli nastawać na przekazywanie informacji samemu Prezydentowi Stanów Zjednoczonych.  Burton Gerber, szef sowieckiej sekcji CIA, poprzez prostą analizę śladów i proces eliminacji, doszedł do wniosku, że tylko Gordijewski mógł być brytyjską wtyczką.  Nadano mu tajny kryptonim, założono teczkę, i bez informowania strony brytyjskiej, zaczęto monitorować rozwój wydarzeń.  Szefem kontrwywiadu w sowieckiej sekcji był niejaki Aldrich Ames i to jemu powierzono analizę danych. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Philby i Hollis

Pomimo niezwykłej (i odnotowanej w Moskwie) dociekliwości nowego kandydata na posadę w rezydenturze sowieckiej w Londynie; bez względu na podejrzanie szybko dostarczoną wizę brytyjską; nie zważając na niezwykły w praktyce sowieckich służb fakt, że kandydat sam domagał się, by go posłano do Zjednoczonego Królestwa, tak „paranoiczna” zwykle kgb, wysłała Gordijewskiego na placówkę, gdzie – bez żadnych przeszkód ze strony nieufnych kagebistów – odnowił swe cotygodniowe spotkania z MI6.  Jedna z pierwszych informacji przekazanych przez Gordijewskiego brzmiała: kgb nie ma żadnych agentów w MI6.  Kim Philby pracuje jako analityk w Moskwie, a nie jako zły duch, pociągający za sznurki ogromnej sieci agentów sowieckich w Anglii, jak to sobie rzekomo wyobrażano w Londynie.  „Piątym człowiekiem”, szukanym bezustannie od dziesiątków lat, był Cairncross – odkryty prawie 20 lat wcześniej – więc doprawdy trzeba już zaprzestać poszukiwań.  Oskarżenia Petera Wrighta ze słynnej książki pt. Spycatcher były wyssane z palca; Roger Hollis nigdy nie był agentem sowieckim; wieloletnie poszukiwania wtyczek w brytyjskich służbach były źródłem wesołości w Moskwie: Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Pranie p. Harringtona

Gdy Rosja została rzucona na kolana przez rewolucję lutową, zmęczony wojną kraj ogarnął rewolucyjny chaos, na którym kapitał zbijali tylko bolszewicy.  Wśród aliantów zachodnich panował paraliż, podsycany hekatombą ofiar na froncie zachodnim, przeciwstawnymi ambicjami generałów i drażliwymi osobowościami polityków.  Ale rewolucja lutowa zjednoczyła ich wszystkich w przerażeniu, że Rosja może wycofać się z wojny, a wówczas cała potęga kajzerowskich Niemiec runęłaby na Zachód.  I w takiej sytuacji rezydentem wywiadu brytyjskiego w Piotrogrodzie został Somerset Maugham.  Był już wówczas wziętym pisarzem, ale jednocześnie zaufanym oficerem brytyjskiej Secret Intelligence Service. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


O dwóch takich, co ukradli strajk

Większość szanownych czytelników zapewne domyśla się, o czym mowa w tytule, ponieważ jednak nie wszyscy z wypiekami na twarzy śledzą politmedialne peerelowskie przepychanki, pozwolę sobie na krótkie wyjaśnienie. Tytuł dotyczy treści, która miała zawisnąć na pamiątkowej tablicy z okazji, jak się domyślam (także nie najpilniej studiuję te sprawy) trzydziestej rocznicy tzw. strajków w Stoczni Gdańskiej wiosną 1988 roku. Informacja o planach wywieszenia tablicy wywołała lawinę kpin, tysiące żartów. Tablica miała być opatrzona (mniej więcej) następującą treścią: w tej hali (chodzi o jakiś budynek w Stoczni Gdańskiej im. Lenina) podczas strajków w roku 1988 przebywali Lech i Jarosław Kaczyńscy. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

W swoim ostatnim artykule pt. „Bojkot?”, Dariusz Rohnka zacytował moją wypowiedź w dyskusji związanej z poprzednim tekstem jego autorstwa, omawiającym obecną postawę niegdysiejszego, legendarnego antykomunisty. Chciałbym ją poszerzyć, odnosząc do szerszego kontekstu postaw Polaków względem zarówno „pierwszego” peerelu jak i „nowego, wspaniałego” peerelu – komunistycznego tworu, który powszechnie uznawany jest za wolną Polskę. Wspomniana kwestia wydaje mi się warta uwagi i przyjrzenia się jej bliżej.

Postawa ludzka wynika najczęściej z kierowania się w życiu zestawem reguł. Nasze decyzje podejmowane są na podstawie przesłanek – informacji, które oceniamy jako prawdziwe bądź fałszywe. Proces ten zwykło określać się mianem logiki postępowania. Logikę postępowania w (nie)realiach tzw. III RP, nazywam logiką peerelowską. Nie wzięła się ona znikąd, ma swoje – dobrze rozpoznane – źródła w logice bolszewickiej, czyli logice postępowania w bolszewizmie. Faktycznie jest jej częścią składową. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Michał Bąkowski


Antyliberalne credo

Jakiś czas temu, wywiązała się na naszej witrynie poważna dysputa na temat liberalizmu.  Z oczywistych względów, dyskusja musiała dotknąć wolności, a nawet zahaczyła o pojęcie demokracji.  Zostawię ten ostatni worek niekonsekwencji na boku, bo pozostałe dwa terminy są wystarczająco głęboko pogrążone w sprzecznościach. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


Bojkot? *)

Pan Ścios, popularny i wpływowy publicysta peerelowskiej blogosfery, postanawia zbojkotować wybory. Nie bardzo wiem, co to oznacza. Czy proponuje bojkot, bo żadna peerelowska quasi-polityczna partyjka nie zasługuje na jego zaufanie? A może bojkotuje, ponieważ kwestionuje podmiotowość peerelu? Jeżeli to drugie, to co właściwie bojkotuje i do czego nawołuje? Czy można bojkotować fasadę państwowości, za którą nie kryje się realna treść? Równie skutecznie można by serwować stek z krowy wyhodowane w potiomkinowskiej wiosce. Gdy byłem bardzo młody, miałem zamiłowanie do paradoksalnych tytułów. Jeden z nich brzmiał: „O antybojkot niewyborów”. To było bodaj w 1988 roku. Chciałem wówczas w ten dziwny sposób powiedzieć, że nie da się bojkotować wyborów do instytucji peerelu, którego się nie uznaje za państwo. Przez trzydzieści lat nie zmieniłem zdania. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Dariusz Rohnka


Strategia Morawieckiego

Z dawna oczekiwana sensacja: „Dlaczego nie ma spotkania polskich władz z prezydentem Rosji? To jest konieczne. To jest nasz polski, ale i europejski interes. Powinniśmy dążyć do wielkiej Europy z Rosją.” Tak, kilka dni temu, wypowiedział się Kornel Morawiecki, niegdyś legenda antykomunistycznego podziemia, dziś poseł na peerelowski sejm, ojciec „premiera‟, Mateusza. Spróbujmy podjąć próbę docieczenia, cóż mógł mieć na myśli pan Morawiecki.

Czytelnikom Wydawnictwa Podziemnego zda się trywializmem stwierdzenie, że zarówno w peerelu jak na całym świecie obowiązują dwa „porządki‟ postrzegania rzeczywistości politycznej. Powszechny (powszechnie obowiązujący), oparty na micie upadku komunizmu 1989-1991; oraz „porządek‟ drugi, który na podstawie ogólnie dostępnych faktów historycznych dowodzi, że komunizm ma się dobrze, a nawet coraz lepiej. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Co się panu nie podoba? – zapytała mnie szeptem młoda Czeszka, gdy niezgrabnie skrzypnąłem krzesłem.

Nie wierzę w „dobry komunizm”. Urodziłem się pesymistą.

Pewnie dawno.

Poczułem się dotknięty.

Tssss!… – zasyczał obok łysy Belg, słuchający odczytu z dłonią przy uchu.

Rozczarowanie także bywa pogodne. Takim nastrojem można by chyba scharakteryzować Tom 24 Dzieł Józefa Mackiewicza „Wielkie tabu i drobne fałszerstwa”*. Pogoda ducha mimo jakże dramatycznej oceny stanu spraw na świecie. Niepokój i smutek, i przy tym najgłębsze przekonanie, że zło nie jest nieodwracalne. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu
Michał Bąkowski


Populizm

Zastanawiam się od dłuższego czasu nad ideowym kociokwikiem naszej pokracznej współczesności.  Z wszystkich stron wołają, a nawet biją na alarm, że „populizm zagraża”.  Mam na myśli głównie Anglię, w której mieszkam, ale nie inaczej jest w innych krajach zachodniej Europy.  A przecież „populizm”, to nic innego jak wcielenie „najwyższych ideałów demokracji”, ponieważ populiści, z definicji, mówią ludziom to, co chcą usłyszeć.  Skąd więc nagle to larum, że oddając ludowi głos, populiści zrelatywizowali powszechne wartości i obrócili demokrację przeciw niej samej?  Populizm zawsze i wszędzie oferował masom racjonalizację indywidualnych niepowodzeń i ukazywał „lepsze wyjście”.  Żydzi mnie do matury nie dopuścili, więc Żydzi na Madagaskar!  Obszarników pod stienku i zaraz wszystko będzie dobrze!  Polacy są winni, że nie mogłam zrobić kariery sprzątaczki w Londynie albo Meksykanie są winni, że nie mogę sprzedawać swobodnie kokainy na rogu ulic w San Diego. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

W 1965 roku Barbara Toporska nadesłała List do Redakcji Wiadomości na temat polskiego antysemityzmu.  Grydzewski odmówił wówczas publikacji, ale list został niedawno odnaleziony i znalazł się w nowym wydaniu Listów do Redaktorów „Wiadomości”, w edycji Niny Karsov, opublikowanej ostatnio przez londyńską Kontrę.*  List był równie „trefny” wówczas, gdy został odrzucony przez redakcję Wiadomości, jak jest dziś, gdy prlowski (nie)rząd wprowadzić zamierza prawo – albo już wprowadził, albo już nie zamierza, co wydaje mi się obojętne – zakazujące mówienia o współuczestnictwie Polaków w zagładzie Żydów. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Historia nie jest matką wszelkiej mądrości (niech mi to wybaczy mój towarzysz podziemnej niedoli).  Historycy siedzą sobie w wygodnych fotelach i próbują wyrażać sądy na temat wydarzeń, w których nie mogli uczestniczyć.  Jako uczestnicy dyskusji historycznych na niniejszej witrynie, otoczeni jesteśmy wszyscy pomrukiem rozmaitych maszyn do liczenia, powszechnie zwanych komputerami, i w mdłej poświacie ich ekranów próbujemy bez powodzenia rzucić snop ostrzejszego światła na wydarzenia z przeszłości.  Każdy głupek potrafi określić poniewczasie –jakże zachwyca mnie głębia tego słowa: po-nie-w-czasie! – że to oto był właśnie moment zwrotny, że w tamtej chwili należało działać, a w innej powstrzymać się od działania, trochę trudniej podejmować decyzje, gdy strop się wali na głowę.  Czy jesteśmy w stanie zrozumieć skomplikowane, indywidualne motywacje, rozbieżne wektory sił, które oddziaływały na uczestników historycznych wydarzeń?  Wolne wybory, które okazały się przewidywalne?  Wiernie wykonane rozkazy o niespodziewanych skutkach?  Historia jest nauką o źródłach, mówił Józef Mackiewicz, niewątpliwie słusznie.  Kiedy się pisze o Hołodomorze, używając niemal wyłącznie ukraińskich źródeł, to można dojść do wniosku, że stalinowski głód był aktem skierowanym przeciw nacjonalizmowi.  Kiedy się myśli o historii XX wieku na podstawie polskich źródeł, to można sensownie przypuścić, że Polska jest pępkiem świata.  Co się naprawdę działo na skrwawionych ziemiach między Berlinem i Moskwą w czerwcu 1941 roku?  Co się działo w głowach dwóch wąsatych rzezimieszków, którzy do spółki te ziemie skrwawili?  Kto stał w gotowości, a kto na skraju przepaści?  Czy potrafimy do tego jakoś dobrnąć?  Wiktor Suworow i Józef Mackiewicz mogą tu być lepszymi przewodnikami niż wielu innych historyków, bo nie poddają się przemożnemu ciśnieniu poglądów powszechnie uznanych za niewątpliwe.  Ani jeden, ani drugi nie są zawodowymi historykami, i ja także nie jestem, spróbuję więc z uwagą i bez gniewu rozważyć ich przeciwne stanowiska. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Tajemne poczynania

Suworow przywiązuje ogromną wagę do wydarzeń stosunkowo mało znanych, do mów, na które nikt nie zwrócił uwagi, do bitew, o których historycy milczą.  Jego metodę widać jak w soczewce w analizie wydarzeń jednego konkretnego dnia: 19 sierpnia 1939 roku.  Tego dnia Stalin przerwał rozmowy z przedstawicielami Anglii i Francji, przedstawił projekt traktatu niemieckiemu ambasadorowi w Moskwie, podjął decyzję o mobilizacji, wydał Żukowowi rozkaz zgniecenia VI armii japońskiej na granicy Mongolii oraz wygłosił mowę na tajnym zebraniu politbiura.  W mowie tej Stalin dowodził, że partie komunistyczne nie mogą zagarnąć władzy w Europie w warunkach pokoju.  Układ z Hitlerem, argumentował dalej, dawał sowietom natychmiastowe korzyści (zniszczenie Polski i wolną rękę w krajach bałtyckich) oraz potencjalne długoterminowe zyski.  Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Wywołać kolejną wojnę światową

Śledząc „przygotowania do drugiej wojny”, Suworow cofa się aż do 1916 roku, do przedrewolucyjnych, fundamentalnych założeń Lenina.  Od początku, celem Lenina była rewolucja światowa, a środkiem do niej globalny konflikt.  Obserwując wszakże rzeź na frontach Wielkiej Wojny, doszedł prędko do wniosku, że ta jedna wojna nie wystarczy, by rewolucja objęła cały świat, potrzeba będzie drugiego, równie krwawego starcia.  Objąwszy władzę, Lenin skupił się na dwóch równoległych działaniach: na umocnieniu swej pozycji w Rosji i wywołaniu światowego pożaru.  Suworow interpretuje wszystkie próby rozpętania rewolucji w Niemczech i na Węgrzech, a nawet atak na państwa bałtyckie, jako próby wywołania II wojny.  Celem istnienia armii czerwonej nie była walka z Białymi (jak utrzymywała niedawno Anne Applebaum), a wyłącznie światowa rewolucja.  Dopiero klęska pod Warszawą stała się sygnałem rozpoczęcia etapu „budowania socjalizmu w jednym kraju” (tak, tak, to już Lenin, a nie Stalin, ograniczył rewolucję do tego sloganu) w oczekiwaniu na drugą światową wojnę i nieuniknioną światową rewolucję.  Ograniczając się tymczasowo do umocnienia swej władzy, Lenin nigdy nie porzucił nadrzędnego celu, toteż już w 1923 roku komuniści nawiązali kontakt z maleńką niemiecką partią robotniczą: narodowo socjalistyczną partią niemieckich robotników – nsdap. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu

Zżera mię tęsknota do świata, gdzie dwie linie równoległe nie mogą się zetknąć – nawet w nieskończoności.  Do świata, w którym jabłko spada i uderza w głowę Newtona – bęc, i sprawa zamknięta; kiedy woda pokrywa się lodem, to temperatura jest zero stopni, a gdy bulgocze i kipi, to niechybnie musi być około stu stopni.  W tym świecie można było ślizgać się po zamarzniętych stawach, zrywać niedojrzałe owoce prosto z drzewa, a mleko pochodziło od krowy, nie z lodówki.  Kilka leśnych poziomek na kopie bitej śmietany, maliny z trudem zerwane z kolczastych krzaków w niedostępnym chruśniaku i dwa rydze znalezione w gaiku, nieopodal uczęszczanej drogi – wszystko to były niezrównane skarby.  Powidła i konfitury rozświetlały zimowe wieczory, gdy czytało się na głos o Polsce skowanej. Czytaj więcej ->



Prześlij znajomemu



Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja