Obiegowe pojęcia w strategii i taktyce
Aby odpowiedzieć Michałowi Bąkowskiemu w sposób bardziej wyczerpujący, pragnę odnieść się bezpośrednio do oczywistej niekonsekwencji mojej „obrony”, w trakcie której uznałem za dopuszczalne stosowanie słowa „Rosja” w zastępstwie słowa „Sowiety”, muszę się także odnieść do zakończenia mojej wypowiedzi, gdzie uznałem, że taka właśnie wymiana jest ściśle związana z semantyczną likwidacją antykomunizmu, którą przeprowadzili nasi wrogowie. Pan Bąkowski przypuszcza, że mylnie przyjmuję terminologię wroga za swoją. Jest zdania że musimy obronić się przed wpływem tej terminologii, używając do tego celu wszystkich dostępnych nam środków. Aby wyjaśnić swoje stanowisko, zastosuję analogię wojskową: komuniści obeszli nasze skrzydła, kiedy wygrali semantyczną bitwę w latach 1989-1991. Z dobrze znanego retorycznego gruntu zostaliśmy zepchnięci w bagno. To był nieuchronny rozwój wydarzeń i nie było sposobu, aby temu zapobiec. Wróg usunął grunt spod naszych stóp. Nie mogliśmy powrócić do dawnego stanu, ponieważ obiegowe pojęcia zostały zmienione, a właśnie obiegowe pojęcia narzucają kształt dyskusji. Obecnie jesteśmy poddani procesowi, w którym pojęciom przypisywane są nowe słowa, dzięki czemu ludzie dopasowują stare rozumowanie do nowych etykietek. Kiedy ludzie mówią „Federacja Rosyjska”, coraz częściej zdają sobie sprawę, że to dyktatura, pod rządami której morduje się dysydentów, gdzie wolność prasy została zawieszona, gdzie trwają przygotowania wojenne; a słowo „Rosja” jest skrótem od „Rosyjskiej Federacji”. W potocznym języku, Rosja cofnęła się wstecz, bardzo blisko ZSRS. Jeśli komuniści ukrywają się pod pojęciem „Rosja”, to ich przykrywka została odkryta. Podstęp traci swój impet. Stopniowo odpływa w dal. Jeśli ta strategia zostanie wyczerpana, wówczas będą zmuszeni zaangażować się w otwarty konflikt. Nie mogą odświeżyć swojego podstępu przy użyciu kolejnego zbioru etykietek, ponieważ podstęp został starannie przygotowany z kilkudziesięcioletnim wyprzedzeniem, a przygotowania te nie mogą być skopiowane w prosty sposób. Stąd ich strategia ma nieprzekraczalny okres ważności. Ostatecznie, będzie musiała być zastąpiona, jak to określił Golicyn, przez strategię „jednej zaciśniętej pięści”.
Komunistyczne osiągnięcia z lat 1989-1991 były znaczące na więcej niż jednym poziomie. To był wielki manewr z dalekosiężnymi skutkami społecznymi, gospodarczymi i politycznymi. Czy pamiętacie połowę lat 90.? Gospodarczy optymizm był powszechny. Stosowanie słów w rodzaju „komunista” czy „Sowieci” straciło na wartości. Wydarzenia z lat 1989-1991 zmieniły myślenie niemal wszystkich. Ci spośród nas, którzy rozumieli, co się naprawdę dzieje, zamilkli na jakiś czas. Mówienie wówczas o komunistycznym zagrożeniu, czy o sowieckiej długofalowej polityce było całkowicie bezowocne, ponieważ nikt nie był gotowy na przyjęcie idei, że zmiany w Rosji były podstępem. Jednocześnie, przewidywania Golicyna, jedno po drugim, okazywały się prawdą. Jego analityczne stanowisko zostało potwierdzone. A jednak mówienie o tym było całkowicie bezproduktywne. Pamiętam rozmowę, którą prowadziłem z kandydatem na prezydenta, Patrickiem Buchananem, w 1992 roku na temat szkicu Andrieja Nawrozowa, „The Coming Order” oraz o tym w jaki sposób Arnold Beichman zaatakował Nawrozowa na szpaltach magazynu „Chronicles”. Nawrozow był w tym czasie jedynym publicystą wystarczająco odważnym, aby zaryzykować swoją reputację pisząc o moskiewskiej Nowej Polityce Ekonomiczne (NEP) w kontekście NEP-u leninowskiego. Wiedziałem, że „Chronicles” był ulubionym periodykiem Buchanana, i że wiedział on o Nawrozowie. Kiedy powiedziałem Buchananowi, że Nawrozow przekazał coś bardzo ważnego, spojrzał na mnie wzrokiem nader sceptycznym. Powiedział, że Beichman zrobił kawał dobrej roboty, pokazując Nawrozowi, gdzie jego miejsce. Buchanan już wówczas przewartościował swoje myślenia, popadł w charakterystyczną dla tamtego momentu iluzję, jak niemal wszyscy. Nie było sposobu, aby skutecznie rozpropagować przesłanie Golicyna czy też subtelności Nawrozowa. Buchanan wyraził nawet pogląd, że to papież doprowadził do upadku komunizmu. To wszystko pokazuje stopień w jakim nawet inteligentni twórcy opinii popadli w pułapkę własnej idiosynkratycznej interpretacji; nie było sposobu, aby go przekonać. Miał po swojej stronie łudzącą się większość i równie zagubiony establishment.
Sukces sowieckiej długofalowej polityki był absolutny, w związku z czym dopiero po upływie wielu lat, ludzie zdali sobie znowu sprawę z podobieństw, zachodzących pomiędzy aktualną polityką Kremla i polityką byłego Związku Sowieckiego. Do roku 1997 istniały dowody na kontynuowanie przez „Rosję” oszustw i wykrętów w kwestii porozumień dotyczących broni konwencjonalnej, biologicznej i atomowej. Wyniesienie oficera KGB, Putina, na stanowisko rosyjskiego prezydenta jeszcze bardziej uprawniło porównywanie rosyjskiej i sowieckiej polityki. Zaczęto mordować liberalne postacie z mediów i polityki. W tym właśnie czasie analityk zajmujący się sprawami wywiadu, Bill Lee, wydał książkę na temat farsy traktatu ABM, gdzie pisał na temat ukrywanych przez Rosjan rezerw strategicznych. Następnie mieliśmy przełom związany z pracami Aleksandra Litwinienki i Anny Politkowskiej, i w konsekwencji fizyczną eliminację obojga tych autorów, co w jeszcze większym stopniu uzasadniło prowadzenie otwartej dyskusji. W tym samym czasie w Gruzji, w Polsce i na Ukrainie pojawił się zorganizowany opór wobec polityki Kremla. I tu dochodzimy do punktu, w którym nasze interpretacje stają się problematyczne.
Pan Bąkowski kwestionuje moje spostrzeżenia, ponieważ, jak podejrzewam, jest przekonany, że lepiej od innych wie, gdzie kończy się fałszywa opozycja wobec komunizmu, a gdzie zaczyna się prawdziwa. Uważa, że jestem w błędzie co do pozytywnych wydarzeń w Polsce, w Gruzji i na Ukrainie. Być może to on ma rację, za to ja powinienem się poddać kształcenia w omawianych kwestiach. Jeśli istotnie dysponuje tak rozległą wiedzą, pozwólmy mu podzielić się nią z nami. Bardzo łatwo się pogubić, kiedy mamy jednocześnie do czynienia z tak licznymi fałszywymi osobowościami (jak na przykład: Wacław Klaus w Republice Czech albo Julia Timoszenko na Ukrainie, Lecz Wałęsa w Polsce, itd.). Pozostaję pełen nieufności wobec polityków, szczególnie jeśli pochodzą z krajów byłego bloku sowieckiego. Jeśli jednak fakty wskazują na to, że polityk jest autentyczny w swoim patriotyzmie staram się być ostrożny, ale jednak nastawiony pozytywnie; niemniej zawsze jestem gotowy na zrewidowanie mojego pierwotnego osądu. W związku z tym, wydarzenia z roku 2008 wskazują, że Wiktor Juszczenko na Ukrainie i Michaił Saakaszwili w Gruzji wydają się być autentycznymi antykomunistami. W przypadku polskiego prezydenta Kaczyńskiego, mówiono mi, że stara się on usunąć komunistów z polskiego życia narodowego. Istnieją pewne przesłanki do stwierdzenia, że ludziom skupionym wokół Kaczyńskiego udało się osiągnąć kilka drobnych sukcesów. Antoni Macierewicz jako główny „likwidator” polskich Wojskowych Służb Informacyjnych jest związany z publikacją przez SKW książki Anatolija Golicyna „Nowe kłamstwa w miejsce starych”. Sugeruje to, że w Polsce pojawia się coś ożywczo nowego, a ja osobiście jestem skłonny powitać te zjawiska z dużym uznaniem; wydaje się jednak, że Pan Bąkowski zbywa poczynania Macierewicza i Kaczyńskiego. Być może zgodzi się, aby nam to wyjaśnić.
Jest istotne, aby zdać sobie sprawę z faktu, że podstęp zainicjowany prze Moskwę w późnych latach osiemdziesiątych nie może być utrzymywany w nieskończoność. Należy odnowić struktury, przebudować i przystosować. Pod pewnym względem sowiecka strategia przeżywa niepowodzenia. Niemcy po zjednoczeniu nie opuściły NATO, aby sprzymierzyć się z Rosją. Amerykańskie wojska nie wycofały się z Europy. Komuniści nie są supermenami i przyjdzie jeszcze taki dzień, kiedy retoryczna i lingwistyczna przewaga będzie należała do nas. Komuniści osiągają swoje wyniki przy pomocy wytrwałości, organizacji i sprawdzonych metod. Ponieważ mamy możliwość obserwowania schematu ich zachowań na całym świecie, możemy już dziś analizować i dyskutować ich poczynania. Jutro tego rodzaju dyskusja może się stać przewodnikiem do działań politycznych.
Czuję się zobowiązany do jeszcze jednego wyjaśnienia, ponieważ moje ostatnie wystąpienie wywarło tak słabe wrażenie. To co zaoferowałem panu Bąkowskiemu w odpowiedzi nie da się określić mianem pozornych przeprosin. Angielskie słowo „apology” ma dwa znaczenia: 1) pisemne lub słowne wystąpienie oznaczające skruchę; 2) formalną obronę albo usprawiedliwienie. Proszę przyjąć do wiadomości, że miałem na uwadze to drugie znaczenie.
Jest rzeczą równie niefortunną, jeśli pan Bąkowski sądzi, że traktuję go protekcjonalnie. Prosiłbym bardzo, aby tak nie myślał, gdyż moim jedynym celem jest zbliżenie we wspólnej sprawie. Nie powinniśmy tworzyć podziałów w oparciu o niejasne lub idiosynkratyczne zawiłości językowe, bądź też na podstawie metodologicznego indywidualizmu, który nie wydaje się tu na miejscu. Ludzie nie są filozoficznymi maszynami gotowymi do odróżniania „poprawnej” gramatyki politycznej od „niepoprawnej”. Zmuszeni jesteśmy walczyć przy użyciu słów, pozostających w obiegowym użyciu. Nie mamy wyboru, jeśli chcemy aby nas rozumiano. Sądzę też, wbrew krytycznym uwagom pod moim adresem, że moje przesłanie jest całkiem jasne.
Bąkowski ma rację stwierdzając, że Prawda jest niedostępna ludzkiej percepcji. Przedmiotem mojego zainteresowania nie jest jednak Prawda, ale małe prawdy, możliwe do odkrycia przez ludzi, których zdolność pojmowania lub brak tejże są uwarunkowane narodowym charakterem, lub też indywidualnymi zdolnościami; mam tu na myśli tę prawdę, że Rosyjska Federacja (dawny Związek Sowiecki) jest niebezpiecznym mocarstwem, które używa podstępu, akcji wywrotowych i agentów wpływu, aby pozbawić nas korzyści, jakie zawdzięczamy wolności. W tym kontekście, niemal wszystko o czym przestrzegał nas Anatolij Golicyn już się spełniło.
Zmuszony jestem odpowiedzieć panu Bąkowskiemu w związku z niewłaściwą interpretacją mojego punktu widzenia: twierdzenie, że nie istnieje „ostateczna forma polityczna” nie oznacza równocześnie, że przyszłość może się „rozwinąć na nieograniczoną ilość sposobów”. Obawiam się, że przyszłość rozwija się w jednym kierunku: w kierunku bezprecedensowej katastrofy, w wyniku której zginą setki milionów ludzi. Cóż innego mógłby oznaczać sukces sowieckiej długofalowej polityki? Moim celem, kiedy to piszę, nie jest pedanteria ani też bezproduktywne dowodzenia, który z nas ma rację. Walczymy o życie, a czas ucieka.
Powtórzę po raz kolejny: niemal wszystko o czym Golicyn nas ostrzegał już się spełniło. Zachód przełknął rosyjskie kłamstwa, a Stany Zjednoczone się rozbrajają. Infiltracja Zachodu osiągnęła punkt, z którego „nie ma odwrotu”, a ci którzy chcą przetrwać i szukać drogi wyjścia, muszą pracować razem jako sprzymierzeńcy w najszerszym znaczeniu tego słowa. W moim przekonaniu, powinniśmy być ponad spieranie się o słowa.
Pomimo że zgadza się z moim poglądem na przyszłość, pan Bąkowski gani mnie za podejmowanie prób, którym nie może sprostać żaden śmiertelnik. Rzecz w tym, że nie potrzebujemy kryształowej kuli, aby zobaczyć, co nadchodzi. Metodologia Golicyna pozwoliła mu na przepowiedzenie przyszłości z szokującą poprawnością. Obecny kryzys gospodarczy, a także mobilizacja gospodarczej broni, jaką dysponuje blok, po raz kolejny potwierdza trafność przewidywań byłego oficera KGB. To nie jest doprawdy dziwne. Wiele elementów przyszłości możemy rozsądnie zgadywać.
Wiem, kiedy słońce wstanie rano, wiem także, z pewną dozą prawdopodobieństwa, jaka będzie pogoda, a także co będę robił. Wiem także, o której godzinie będę wracał z pracy do domu. Wiem również, zawdzięczając szczególnej determinacji prezydenta Obamy, którego celem jest wyeliminowanie amerykańskiej broni atomowej, a także na podstawie metodologii Golicyna, że mój kraj jest bliski porażki w rywalizacji z blokiem komunistycznym. Wiem, że komuniści są kryminalistami, odpowiedzialnymi za masowe mordy, że nie stworzą nam nieba na ziemi. Stosują podstęp, aby zniszczyć. Nic nie jest bardziej oczywiste.
Oczywiście, pan Bąkowski twierdzi, że moja terminologia nie jest precyzyjna oraz że teza jaką stawiam na początku pozostaje w sprzeczności z moimi wnioskami. Ale wszystko to mówi więcej na temat swoistych wymogów racjonalizmu Bąkowskiego, aniżeli na temat precyzji mojej terminologii. Bąkowski twierdzi, że Rosjanom jako narodowi nie można przypisywać metod tajnej policji czy komunistycznych władz. To tak jak gdyby powiedzieć, że Niemcy nie byli związani z hitleryzmem. Wiele z metod KGB i bolszewickiego reżimu ma swoje korzenie w rosyjskiej historii. Rosyjska kultura polityczna stopiła się w jedno z komunizmem.
Być może Bąkowski uważa, że określanie „Rosji” jako naszego wroga jest bezproduktywne, ponieważ Rosjanie są naturalnymi sprzymierzeńcami sprawy wolności. Cóż, panie Bąkowski, nie wyciągajmy zbyt pochopnych wniosków. Możemy czcić odwagę Anny Politkowskiej i Aleksandra Litwinienki, nie oszukując siebie jednocześnie, że zło nie jest, w jakiejś części, rosyjskim złem. Dziedzictwo rosyjskiego imperializmu należy niewątpliwie do Rosjan i nie powinniśmy utrzymywać, że jest inaczej. Komunizm, jak większość ideologii, jest wybiegiem stosowanym przez osobniki pewnego gatunku, aby inni podjęli wytyczony przez nich kierunek. Spodziewam się, że pan Bąkowski zbeszta mnie za wymienne stosowanie terminów Niemcy i hitleryzm w odniesieniu do wydarzeń z roku 1944. Musimy, poza wszystkim, pielęgnować dobre chęci Niemców. Chciałbym go jednak zapytać: Czy Sophie Scholl i jej towarzysze odmówili wystąpienia przeciwko Hitlerowi ponieważ cały świat lżył Niemców za bycie jego instrumentem? Pozwólmy Rosjanom tak samo wstydzić się za swoje zbrodnie, jak powinni wstydzić się Niemcy, ponieważ zbrodnie te nie zostały dokonane przez samych tylko komunistów, ale z udziałem wielu milionów Rosjan – z wielkim wstydem dla tego wielkiego narodu.
Łatwo jest przewidzieć, co pan Bąkowski odpowie na to wszystko. Potępi pojęcie zbiorowej winy. Powie, że istnieje tylko wina jednostki. Ale to nie jest prawda, a wiem to ze swojego własnego doświadczenia. Kiedy wojska mojego kraju dokonują bestialskiego czynu, wstydzę się tego. Chcę także, aby odpowiedzialni za ten czyn zostali ukarani. Dlaczegóż by Niemcy albo Rosjanie mieli czuć inaczej? Czy uzasadnione jest twierdzenie, że nie odczuwamy żadnych emocji, kiedy nasze plemię albo klan, lub też nasi bliscy dokonują czegoś złego? Jestem indywidualistą, ale nie doktrynerskim indywidualistą, który zaprzecza wobec codziennego doświadczenia, że człowiek ma naturę plemienną. Należę do innych i nie mogę przetrwać ani rozmnażać się w pojedynkę. Mam także plemienną tożsamość, którą współdzielę z innymi Amerykanami. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu pan Bąkowski uważa, że nie określiłbym amerykańskich komunistów jako Amerykanów. Dlaczego miałbym zaprzeczać czemuś, czego potwierdzenie wydaje się tak istotne? A jednocześnie, jestem absolutnie świadomy tego, że amerykańscy komuniści bardzo różnią się od komunistów rosyjskich, tak mniej więcej jak maniakalny samobójca różni się od maniakalnego mordercy.
Czy rosyjska kultura jest wielka? Tak, podobnie jak kultura niemiecka. Czy kochamy Beethovena? Oczywiście! Czy to oznacza, że nie mamy odnosić się do Hitlera jako do Niemca, czy też nie mamy nazywać armii Hitlera niemiecką armią? Byłoby śmieszne, gdybyśmy nie nazywali niemieckiej armii niemiecką, kiedy nawet Niemcy tak właśnie czynią. I dziś jest podobnie, byłoby śmiesznie nazywać rosyjską armię jakoś inaczej, kiedy sami Rosjanie nazywają ją rosyjską armią, kiedy składa się z rosyjskich żołnierzy i jest tworzona na rosyjskim terytorium.
Dla pana Bąkowskiego rozróżnienie pomiędzy Rosją i Sowietami jest jasne. No tak, ale wraz z upływem czasu i zmiennymi zwyczajami, oba te zjawiska zlały się w jedno. Dlatego też, w niektórych sprawach rozróżnienie nie jest wcale oczywiste i tam właśnie rzekoma precyzja pana Bąkowskiego wystawiona jest na pośmiewisko. Związek Sowiecki już nie istnieje. Nie ma sowieckiego państwa, rządu, ani przywódców. Obecnie cały świat odnosi się do Rosyjskiej Federacji. W dziedzinie językowej, jesteśmy zobowiązani szanować zmiany nazw, zachowując jednocześnie przekonanie, że istnieją ukryte komunistyczne struktury. Dzięki temu nasze stanowisko jest zrozumiałe dla tych, którzy nie podzielają naszego punktu widzenia.
Obawiam się, że nie żyjemy już w czasach Mackiewicza, kiedy Związek Sowiecki otwarcie przyznawał się do komunizmu i dyskredytował rosyjski nacjonalizm (z wyjątkiem czasów wojny). Właściwe nazwy są tylko nominalnymi etykietami i mogą być zmienione. Nie mieszajmy zjawiska z jego nazwą. Nie dajmy się złapać w semantyczną pułapkę; odmawiając stosowania obiegowych pojęć narazimy się na śmieszność, a nasze poglądy wydadzą się przestarzałe. W dziedzinie języka, nie ma żadnego znaczenia, dlaczego Związek Sowiecki został wyeliminowany. ZSRS już nie istnieje. Coś innego pojawiło się na jego miejscu, a naszym zadaniem jest zdefiniowanie, czym jest nowa formacja i jak działa. Nie nazywamy Abrahama Lincolna wigiem, po tym jak został republikaninem. Nie nazywamy bolszewików socjaldemokratami, pomimo że takie właśnie były ich początki. Musimy przestrzegać zmiany nazwy, ponieważ język jest wypadkową obiegowych pojęć. Nie znaczy to oczywiście, że zapominamy o podstawowych realiach. Tego właśnie musimy się trzymać!
Być może niezamierzenie, pan Bąkowski cytuje mnie, że nasi wrogowie „wszyscy mówią po rosyjsku…”. To jest niefortunne użycie cudzysłowu, ponieważ całkiem jasno określiłem komunizm i komunistyczny blok jako wroga. Blok ten obejmuje Chiny, Północną Koreę, Wietnam, Wenezuelę, Kubę itd. Jednakże w przypadku Polski inwazja nie nastąpi z Kuby czy z Chin. Zostaniecie zdeptani przez rosyjskie buty. Jeśli dostaniecie komunistyczny rząd, Rosja będzie jego głównym sojusznikiem. Warto jednak pamiętać, że wszystkie kraje komunistyczne razem wzięte, mają drobny ułamek potencjału nuklearnego Rosji. Żadne z tych państw nie jest zdolne do pokonania Stanów Zjednoczonych bez Rosji. Do Rosji należy strategiczne doświadczenie. W niemal każdej dziedzinie, Rosjanie są przywódcami tego bloku, mimo że Chińczycy są traktowani jako równoprawny partner.
Tak więc, mam nadzieję panie Bąkowski, że nie zamierza pan zrażać tych ludzi, którzy wydali Golicyna po polsku, ponieważ używają oni terminu Rosja zamiast Związek Sowiecki. Pozostawanie tego rodzaju politycznym gramatykiem jest równoznaczne z błędnym odczytywaniem gry. Rosjanie już nie wywieszają sowieckiej flagi nad swoją stolicą.(Chociaż pozostawili ten symbol w swojej armii.) Nikt z nas nie wie, jaka jest ideologia obecnych przywódców Rosji. Czy porzucili marksizm-leninizm? Czy w gronie puczystów nastąpił kolejny pucz? Cóż, to jest Rosja – jak powiedział Churchill, zagadka zawinięta w enigmę. Cokolwiek dzieje się wewnątrz, możemy dostrzec, że realizują stary plan. Widzimy, że koordynują swoje działania z komunistami na całym świecie. W tym samym czasie, żyją na świecie inteligentni ludzie, którzy nie zgadzają się z moim stanowiskiem, że Rosją nadal rządzą komuniści. Aby móc dyskutować z nimi swoje poglądy zacząłem stosować obiegowe pojęcia. W moim doświadczeniu tak jest najlepiej i tak może być także w pana przypadku. Myślę, że mam rację utrzymując, że na Kremlu nadal rządzi komunizm, ale daleki jestem od doktrynerstwa.