Zamknij
Michał Bąkowski

Wieczne przedszkole z wiarusem w tle

18 marca 2020 |Michał Bąkowski, Polemiki i wątki, Przedszkole z zarazą, Świat na haku i pod kluczem
Źródło: https://wydawnictwopodziemne.com/2020/03/18/wieczne-przedszkole-z-wiarusem-w-tle/

Żyjemy w wiecznym przedszkolu, w którym lewiatan państwa przybrał maskę niani.  Nie jest to wcale kochana niania ze wspomnień z dzieciństwa, raczej upiorna pani przedszkolanka, która pilnuje, gdzie zabawy kres i czy jesteśmy grzeczni.

Bo jeśli nie, zaraz
po pupach, po pupach,
po pupach biją nas.
I krzyczą: patrz szcze-, patrz szcze-
niaku gdzieś ty wlazł!
Albo po łapach, po łapach,
po łapach trzepią i –
w kącie się łyka łzy.

Młodzi ludzie na Zachodzie Europy – choć sądzę, że nie inaczej jest w Europie Centralnej i Wschodniej – wychowani w tym permanentnym przedszkolu, wpatrzeni we własne pępki, rozważają jakiej są płci (w prlu się na to ponoć mówi „gender”) i jakiej tożsamości, a zasadę wyłączonego środka pojmują jako żądanie, by nie musieli na uniwersytetach wysłuchiwać opinii, z którymi się nie zgadzają oraz żeby nikt nie odważył się zagarnąć ich kulturalnego zaplecza, np. występując jako czerwonoskóry Indianin na balu przebierańców.  Ich stosunek do ludzi w podeszłym wieku, jak niżej podpisany (wiem, wiem, Panie Przemku, że u nas podpis jest powyżej…) sprowadza się do komsomolskiego oczekiwania, kiedy wreszcie te dinozaury, ci bywszyje liudi, zdechną i będzie można urządzić świat wedle racjonalnych zasad, tego, co nazywają po angielsku wokeness.  Nie mam pojęcia, jak to się mówi po polskiemu i, prawdę mówiąc, nie chcę wiedzieć, choć domyślam, że stworzono piękne, nowo-polskie słowo „łołknes”, wymawiane z nadzwyczajnym nadwiślańskim akcentem.  To już nie jest polityczna poprawność, ale raczej partyjna dyscyplina.

I w ten sposób dopełzliśmy do epidemii wirusa…  Koronacyjny wiarus jest z pewnością niesympatyczny.  Można dostać gorączki, kaszlu i zadyszki.  Młody wiarus może spowodować komplikacje, zwłaszcza wśród ludzi w podeszłym wieku, jak niżej podpisany (ja wiem, ja wiem, Panie Przemku…), może nawet doprowadzić do wypadków śmiertelnych.  Według amerykańskiego Centre for Disease Control and Prevention (CDC) sezonowa grypa zaraża w samych Stanach Zjednoczonych 34 miliony ludzi rocznie, z czego 350 tysięcy wymaga opieki szpitalnej, a 20 tysięcy umiera.  Kiedy piszę niniejszy artykuł (z podpisem na górze), na całym świecie zanotowano ponad 200 tysięcy przypadków wiarusa koronacyjnego, z czego prawie 85 tysięcy pacjentów zostało całkowicie wyleczonych, a tym samym są uodpornieni na zakażenie.  Wypadków śmiertelnych zanotowano ciut poniżej 9 tysięcy.  Podaję te liczby za znakomitym Worldometer, gdzie na pewno warto zajrzeć w celu uzmysłowienia sobie statystycznej strony wiarusowych podchodów.

Rzecz jasna, zarówno kompilatorzy tych statystyk, jak i niżej podpisany (to znaczy naprawdę powyżej, Panie Przemku), są świadomi, że dużej części tych statystyk ufać nie można.  Zwłaszcza liczbom podawanym oficjalnie w chrlu, gdzie nieoficjalnie mówi się o dziesiątkach tysięcy ofiar śmiertelnych, których ciała były następnie palone w krematoriach przez 24 godziny na dobę.  Dane z satelitów podają ogromny wzrost dwutlenku siarki w atmosferze nad chrlem.  Gaz ten jest emitowany w rezultacie palenia materii organicznej.

Zignorujmy zatem dane z chrlu, jako niemożliwe do zweryfikowania.  Kiedy jednak odjąć od pełnej liczby przypadków wiarusa 97 tysięcy chorych podawanych przez chrl i Iran, to na świecie jest tylko stokilkanaście tysięcy chorych.  W Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka niżej podpisany (czy zechce Pan wybaczyć, Panie Przemku?), zanotowano 2662 przypadki czyli 39 na milion ludności.  Sezonowa grypa zabija przeciętnie 17 tysięcy ludzi rocznie w samej Anglii (czyli bez Szkocji, Walii i Irlandii Północnej).

Mimo to, od kilku dni jeżdżę do centrum Londynu pustymi pociągami.  Ulice są opustoszałe, niektóre sklepy zamknięte, restauracje i karczmy puste.  W wielkich supermarketach puste półki jak, nie przymierzając, w prlu w latach 80., a rolki papieru toaletowego znikają, niczym ciepłe bułeczki, i będą już niedługo sprzedawane pokątnie spod poły płaszcza na wyludnionych ulicach stolicy.  Teatry zostały zamknięte przedwczoraj, odwołano wszystkie widowiska sportowe.  Od najbliższego piątku zamknięte będą szkoły.  W kościołach anglikańskich nie będą odprawiane nabożeństwa, a kościoły katolickie pójdą w ślad swych heretyckich braci tą samą drogą już w najbliższy piątek.  Rząd Jej Królewskiej Mości nie wydał wcale tak drakońskich zarządzeń, a nawet do przedwczoraj był w miarę zrelaksowany, jeśli chodzi o ograniczenie swobód obywatelskich.  Żyjemy jednak w czasach, gdy posunięcia polityczne dyktowane są przez media, a skoro media z uporem i ze zgrozą kontrastowały leseferyzm rządu brytyjskiego z „energicznymi posunięciami innych rządów”, to w końcu Borys Johnson uległ i poprosił – dosłownie: poprosił – mieszkańców Zjednoczonego Królestwa, by unikali karczm, restauracji i teatrów; poprosił także, by przestano odwiedzać krewnych w domach starców.

Konsekwencje zaniechania wszelkich stosunków międzyludzkich są doprawdy trudne do zgłębienia.  Nie podejmuję się dochodzić moralnych i psychicznych skutków zezwolenia na umieranie najbliższych w samotności.  Być może najłatwiej opisać konsekwencje gospodarcze.  Gospodarka brytyjska nie produkuje wiele namacalnych dóbr, jest to ekonomia usług, napędzana przez życie towarzyskie, przez tysiące restauracji i klubów, karczm i pensjonatów, wydarzeń kulturalnych i sportowych, gdzie nawet mecze drugiej ligi piłkarskiej grywane bywają przy pełnych trybunach.  Masowe bezrobocie, które musi nastąpić przy tak drakońskich „prośbach” BoJo, sprawi, że krach na giełdzie, obserwowany przez ostatnich kilka tygodni, będzie wyglądał jak zjazd z Gubałówki obok szusu z Gąsienicowej.

Pragnę koniecznie uniknąć wrażenia, jakobym bagatelizował chińskiego wiarusa.  Choćby jeden wypadek śmiertelny, jest jednym za dużo.  W ciągu ostatnich kilku miesięcy prawie 9 tysięcy ludzi umarło na świecie od wirusa Covid-19, ale na krótko po hekatombie Wielkiej Wojny, w latach 1918-20, pół miliarda ludzi na świecie zachorowało na hiszpańską grypę.  Pół miliarda, gdy cała ludzkość liczyła sobie zaledwie półtora miliarda istnień (a na pewno poniżej dwóch miliardów).  Wedle różnych szacunków, hiszpanka zabiła 30 do 50 milionów ludzi, a może nawet 100 milionów.  Jak wykazał Douglas Adams, we Wszechświecie tak wielkich rozmiarów, człowiek nie może sobie pozwolić na poczucie proporcji, a jednak ilość ofiar śmiertelnych w jednym z najbogatszych krajów na świecie, każe mi przypuszczać, że zabrakło poczucia proporcji w reakcji na chińską epidemię.  Jeżeli można zamknąć ludzi w domach, odebrać edukację dzieciom, odebrać wiernym prawo do oddania czci Bogu, to można zrobić wszystko – pani przedszkolanka wygląda coraz bardziej jak Lenin.

Tymczasem, kiedy zanurzeni w kontemplacji swoich własnych pępków wychowankowie wiecznego przedszkola, postanawiają żyć w samotności, by nie narazić się na napaść feministek z MeToo oraz na możliwe zarażenie wiarusową chrypką, to jednocześnie, komunistyczne Chiny, w których rozpoczął swe światowe tournée koronacyjny wiarus, kontrolują dziesiątki portów w Europie i obu Amerykach, że o Azji i Afryce nie wspomnę; skupują statki kontenerowe i tankowce; budują infrastrukturę na wszystkich kontynentach i wyposażają państwa w sprzęt elektroniczny, który będzie kontrolowany z Pekinu.

Gdy niepewni swej własnej płci, wyjątkowi jak płatki śniegu młodzieńcy, rozważają, czy jeszcze jedna grzanka nie zagrozi planecie, czy jeszcze jedno piardnięcie nie powiększy dziury ozonowej w stratosferze, to jednocześnie, Putin wycofuje się z rozmów z Opec na temat ograniczenia produkcji ropy naftowej.  W teorii, sowiety potrzebują, by cena baryłki ropy nie spadała poniżej 65 dolarów, żeby móc zbalansować budżet (niektórzy analitycy utrzymują, że Putinowi potrzeba ceny bliżej 100 dolarów), gdy Arabii Saudyjskiej wystarczy 31 do 35 dolarów za baryłkę.  Cena ropy spadła dziś poniżej 25 dolarów po raz pierwszy od 17 lat.  Dlaczego zatem Putin z taką ostentacją zerwał negocjacje?  W moim przekonaniu dlatego, że amerykańscy producenci tzw. ropy łupkowej potrzebują cen bliżej 50 dolarów, inaczej upadną.

Słyszałem wiele hipotez – choć może lepiej byłoby to nazwać teoriami spiskowymi – na temat proweniencji chrlowskiego wiarusa.  Miał on rzekomo być wyprodukowany w Wuhan, w wojskowym laboratorium broni chemicznej.  Chrlowska propaganda utrzymuje, że to nikczemni imperialiści z CIA zaatakowali bohaterski naród chiński przy pomocy koronacyjnego wiarusa.  W innych wersjach, winni są Bill Gates lub Mossad.  Rzecz jasna, nie mam zielonego pojęcia, skąd się wziął wiarus, i jestem dziwnie spokojny, że natura ma możność nieskończonej mutacji wirusów, toteż wolę zastosować brzytwę Ockhama, niż grzęznąć w mokradłach spiskowych teorii.

Bardziej interesuje mnie, co zrobią ci wszyscy łołk-ludzie, gdy nianią okaże się już nie sympatyczny Borys Johnson, który grzecznie prosi, żeby pili swoje pyfko w domu, a nie w karczmie; gdy wychowawczynią będzie już nie antypatyczna niunia europejska, tylko Putin i Xi.

Więc zaraz da, mi da
po pupie, po pupie,
po pupie zbije mnie,
Krzycząc czemu szcze-, czemu szcze-
niaku nie bawisz się?
A ja z pociągu, z pociągu
wypadłem tylko i,
W kącie połykam łzy.

Źródło:
Adres artykułu: https://wydawnictwopodziemne.com/2020/03/18/wieczne-przedszkole-z-wiarusem-w-tle/
Kategorie: Michał Bąkowski, Polemiki i wątki, Przedszkole z zarazą, Świat na haku i pod kluczem
Zamknij
 |  https://wydawnictwopodziemne.com/2020/03/18/wieczne-przedszkole-z-wiarusem-w-tle/