Nie ma to jak w piaskownicy
Piłkarze zaprosili dzieci do Magdalenki i tam po raz pierwszy dzieci zobaczyły piaskownicę w całej jej okazałości. Piłkarze obiecali im solennie, że jeśli będą grzeczne, to cała ta piękna piaskownica będzie należeć do nich. Dzieci były zachwycone. Takiej piaskownicy nie widziały w życiu. Bolek i Adaś, i Tadzio, i mały Bronek, nigdy, przenigdy, nie spodziewali się, że mogą dostać piaskownicę na własność. A jednak, jak mają w zwyczaju niedorostki, udawali, że im w ogóle nie zależy, twierdząc krnąbrnie, że jeśli mają zajmować się piaskownicą, to muszą otrzymać coś w zamian. Piłkarzom w to graj, więc zaproponowali dzieciukom ni mniej, ni więcej, tylko rozwiązanie potężnego Polskiego Związku Piłki Ręcznej! A jednocześnie zaprosili dzieci do kolejnej zabawy. Tym razem mieli się bawić w Rycerzy Okrągłego Stołu.
Boluś był królem Arturem i tłukł wszystkich po łbach rakietką pingpongową. Adaś został Lancelotem (Boluś bardzo pilnował swojej Ginewry i co chwila sprawdzał czy mu nie rosną rogi). Tadzio dostał wysoki niebieski kapelusz i stał się czarodziejem Merlinem (odtąd próbował sobie wyczarować nową przeszłość, ale bez powodzenia). Nikt nie chciał być Galahadem, bo wszyscy lubili bawić się z dziewczynkami i nie chcieli uchodzić za pedałów, więc pozwolili grać rolę Galahada małemu Olkowi, który był naprawdę piłkarzem ręcznym i przyjął tę nową rolę raczej kwaśno.
W większości, dzieci były jednak zachwycone nowymi zabawami i piaskownicą, a zwłaszcza piłkarzami, którzy tak hojnie ich obdarowali. Boluś przyrzekł wtedy piłkarzom, że wszyscy będą odtąd grzeczni, że niech tylko któreś piśnie, to go popamiętają. Adaś też się zgłosił do pomocy i razem z Tadziem namalowali dookoła piaskownicy grubą czerwoną krechę. Zapowiedzieli wszystkim, że jak ktoś przekroczy tę linię, to dostanie po łapach albo jeszcze gorzej; po czym dodali z groźbą, że to jest ich gra, oni ustalają zasady i jak się komuś nie podoba, to niech się wynosi z piaskownicy. Byli trochę naiwni, ale w końcu czego innego oczekiwać od dzieci?
Bardzo prędko pojawiły się w piaskownicy nowe dzieciuki, które nie były w Magdalence i jak to często z dziećmi bywa, zaczęli pytać podchwytliwie: – Dlaczego? Dlaczego krecha? Dlaczego właśnie tu ta krecha? A dlaczego czerwona? Dlaczego Boluś? Dlaczego Adaś? Dlaczego tylko piaskownica? – Przodowali w zadawaniu głupich pytań Jasio i Antoś. Bolek zwłaszcza nie znosił Antosia. Najpierw zapowiedział innym dzieciom, że jak się będą bawić z Antkiem, to się ze śmiechu nie pozbierają… Ale dzieciuki wolą pękać ze śmiechu niż ze strachu, więc nikt Bola nie usłuchał. Wreszcie niesforny Antoś posunął swoje głupie pytania za daleko, Boluś wpadł w histerię, zaczął tupać nogami, toczyć pianę z gęby i ze łzami w oczach wrzeszczał: – Nie wolno tak mówić do rezydenta! – przejęzyczył się pewnie, biedaczek, chciał powiedzieć „prezydenta”, ale też Boluś nigdy nie nauczył się mówić ładnie po polsku, bo najpierw przez lata całe zajmowali go tylko agenci piłkarzy ręcznych, a potem babki z piasku przesłoniły mu świat; a poza tym, skromność była zawsze wadą w jego oczach. Bolek wymachiwał rękami tak bezładnie, że aż w końcu przewrócił piaskowy zamek Jasia, dlatego do dziś niektórzy nazywają to „przewrotem pałacowym”.
Boluś tak długo się mazał, aż Antosia także wyrzucono z piaskownicy. Normalnym ludziom mogłoby się to wydawać błogosławieństwem, ale Antek od tego czasu robił wszystko, żeby tylko móc wrócić do zabawy w piasku. Ciekawa sprawa z tym Antkiem, Bolek do dziś utrzymuje, że Antek napluł mu do teczki, w co doprawdy trudno uwierzyć, ale co ja wiem? Taki stary chrzan, jak ja, nic nie rozumie z tych zabaw w piaskownicy. Faktem jest, że nikt nie widział teczki Bolka od tamtego czasu.
A co stało się z piłkarzami ręcznymi? Jakże poradzili sobie bez swojego ukochanego Polskiego Związku Piłki Ręcznej? Wydawało się przecie, że związek był ich jedyną ostoją, samą istotą ich życia, że bez niego znikną jak, nie przymierzając, „widmo, co krążyło po Europie”. Tymczasem sprytni piłkarze zdołali przekonać wszystkich, że porzucili nie tylko związek, nie tylko piłkę ręczną, ale nawet zasady szczypiorniaka. (Przypis dla nieobeznanych ze szczegółami bizantyjskiej historii polskiego szczypiorniaka: Polski Związek Piłki Ręcznej powstał z fuzji dwóch grup, które występowały pod podobnymi hasłami: amatorów spod sztandaru „Popierajcie Polskiego Szczypiorniaka!” oraz małej grupki zawodowców, którzy używali hasła „Popierajcie Piłkę Ręczną”. Zawodowcy zawsze utrzymywali, że zasady szczypiorniaka są bliskie ich sercom, ale naprawdę nikt w to nigdy nie wierzył.) Odkąd piłkarze zgodzili się w Magdalence oddać dzieciom piaskownicę, sami skupili się na robieniu pieniędzy. Oczywiście samo nastraszenie Bolka, ugłaskanie Adasia, połechtanie próżności Tadzia albo kadzenie Bronkowi, nie mogło wystarczyć dla utrzymania kontroli. Każdy rodzic wie, że dzieciom trzeba dać złudzenie, że dorośli ich nie pilnują, ale nie można naprawdę zostawić ich samych sobie, bo zrobią sobie krzywdę. Co gorsza, Boluś i inni mogli także wyrządzić krzywdę piłkarzom, należało zatem mieć na nich oko. Toteż ilekroć jakiś niesforny bachor przekracza grubą krechę, to wtedy:
„Po pupach, po pupach, po pupach biją nas
I krzyczą – patrz szcze patrz szcze-niaku gdzieś ty wlazł
Albo po łapach, po łapach, po łapach trzepią i
W kącie się łyka łzy.”
Ale po co zbliżać się nawet do czerwonej krechy? W piaskownicy jest tak fajowsko! Można robić baby z piasku. Można sobie nawzajem nawrzucać – piasku w majty albo po prostu – nawrzucać. Można obsikać wraży zamek albo bawić się w podchody i niszczyć fortyfikacje przeciwnika. Można też sypać piachem w oczy albo nawet wetknąć kij we wraże szprychy, chociaż rowery kiepsko działają w piaskownicy, a poza tym, Ryszard Szurkowski, cudowne dziecko dwóch pedałów, był naprawdę piłkarzem ręcznym. Można też bawić się w ciuciubabkę; mały Olek jest mistrzem tej gry, ale Antoś jest prawie równie znakomity. Jedną z najlepszych zabaw jest podkopywanie! Nie ma to jak obserwować, kiedy zamek wroga zapada się, dzięki czyjemuś sprytnemu podkopowi. Ach, ile wtedy śmiechu i radości. A że w tym samym czasie ktoś inny podkopał zamek podkopywaczom, no to co? Takie jest życie (w piaskownicy). Nawrzuca się im, i tyle. A że samemu wpada się w dołki, które się wykopało? Otrzepie się spodenki z piasku, otrze łzy i wraca do zabawy. W piaskownicy nie jest źle!
Ostatnio było strasznie fajnie w piaskownicy. Donald podkopał Kaczorom ich zamek z piasku. Prawdę mówiąc, dotąd myślałem, że jest tylko jeden Kaczor Donald, ale okazuje się, że jest ich trzech! Mam podejrzenia, że to mogą być Trzej Myszkieterzy, a ich Myszką Miki i d’Artagnanem w jednej osobie jest zawadiacki Raduś. Ten ma prawdziwie ułańską fantazję! Wyzywa każdego na pojedynek, a potem sypie im piachem w oczy i woła: – To nie ja! – i wszyscy pękają ze śmiechu. Zawsze tyle jest zabawy z Radkiem. Miał kiedyś mnóstwo fajowskich zabawek zagranicznych – czołgi, samoloty, karabiny, rakiety – wszyscy chcieli się z nim bawić. Więc teraz jeden z trzech Kaczorów Donaldów – nie wiem dokładnie który, ale chyba ten co nie ukradł księżyca – kazał mu jeździć za granicę. Ciekawe co teraz Raduś sobie przywiezie.
W piaskownicy wszystkim jest dobrze, tylko Boluś ostatnio jakiś niezadowolony. Ale jak Bolkowi jest źle, to zagra se w pingla i zaraz mu lepiej. Boluś jest nieszczęśliwy, bo chciał być królem. Niestety! Niestety! Nikt naprawdę nie miałby nic przeciw temu – niech se będzie królem, byle nie kazał się sobie kłaniać – gdyby nie fakt, że „ze względu na obfitość progenitury, groziłoby piaskownicy rozbicie dzielnicowe”, że pozwolę sobie zacytować z Dzieł Zebranych nieśmiertelnego Jangcysia Frustro (tom XI, strona 692)
Adasiowi też nie wszystko układa się tak, jakby sobie tego życzył. Och, powodzi mu się znakomicie: ma wielki pałac z piasku, ma mnóstwo bab (piaskowych) i nadal potrafi tak sypnąć piachem w oczy jak nikt inny. Ale z jakiegoś powodu reszta dzieci jeździ sobie po nim jak po burej kobyle. No, co robić. Takie jest życie (w piaskownicy).