Co się stało na pokładzie Arctic Sea?
Artykuł Jeffa Nyquista, którego przekład umieściliśmy kilka dni temu, dotknął interesującej sprawy „zaginionego” frachtowca o typowo maltańskiej nazwie Arctic Sea. Nyquist zajął się tą aferą marginalnie, by zademonstrować inherentną w sowieckim systemie dezinformację: każda wiadomość, zwłaszcza prawdziwa, jest wykorzystywana w subtelnej i złożonej grze agit-prop. Nyquist zostawił jednak na uboczu fakty, a tym zawsze warto się przyjrzeć, bo a nuż uda się wyciągnąć z potoku dezinformacji jakieś wnioski? Jeśli nawet nie na temat afery Arctic Sea, to choćby o sowieckim modus operandi. A więc do rzeczy.
Prawdziwy początek historii Arctic Sea miał miejsce w 1991 roku, kiedy w tureckiej stoczni spuszczony został na wodę sowiecki frachtowiec pod nazwą Ochockoje. Przechodził odtąd z rąk do rąk, pływał pod różnymi flagami, sowiecką, litewską, a nawet jamajską, ale najczęściej używał flagi maltańskiej. Od 2005 roku jest własnością spółki o nazwie „Arctic Sea Ltd.”, co jest starą sztuczką armatorów, żeby ograniczyć potencjalne straty do jednego statku. Właścicielem owej spółki jest fińska firma o nazwie Oy White Sea Ltd., prowadzona przez obywatela sowieckiego – o pardon, rosyjskiego – Wiktora Matwiejewa. Tenże Matwiejew jest też szefem firmy spedycyjnej, która organizuje ładunki dla Arctic Sea, a także właścicielem większości akcji w obu spółkach. [1] Cała załoga „fińskiego frachtowca pod maltańską flagą”, to rdzenni Rosjanie.
Frachtowiec wyruszył 22 lipca z prowincjalnego portu Jakobstad (Finowie wolą go nazywać Pietarsaari) z ładunkiem drzewa dla Algierii; portem docelowym była Bejaia, maleńki port z dala od głównych szlaków handlowych. 24 lipca nad ranem, w pobliżu Gotlandii na Bałtyku, na pokład weszło 8 lub 10 zamaskowanych osobników. Zniszczyli urządzenia komunikacyjne, poszturchali członków załogi i zabrali im telefony, przeszukali statek gruntownie i po 12 godzinach opuścili go na szybkiej gumowej łodzi z napisem „Polis”, co po szwedzku oznacza policję. Taka przynajmniej była pierwsza wersja wydarzeń. Tylko że, gdyby była prawdziwa, to kapitan skierowałby statek bez zwłoki do najbliższego portu, gdyż nawigowanie ciasnych wód Bałtyku bez kontaktu radiowego nie należy do przyjemności. Tak uczyniłby każdy dowódca statku – chyba, że miałby coś do ukrycia.
Arctic Sea zgodnie z prawem morskim wyposażony jest w najrozmaitsze urządzenia komunikacyjne, m.in. także w AIS (Automatic Identification System), który umożliwia identyfikację każdego statku powyżej pewnego tonażu. AIS zostało wyłączone dopiero 29 lub 30 lipca, gdzieś na Kanale La Manche, a 31 lipca szwedzki sędzia śledczy rozmawiał telefonicznie (!) z członkiem załogi Arctic Sea, ale nie wiadomo o czym. Po 30 lipca statek zniknął. 3 sierpnia oficjalnie ogłoszono go za zaginiony i wszczęto poszukiwania. Arctic Sea odnalazł się dopiero 14 sierpnia w okolicach Wysp Zielonego Przylądka, dokąd, płynąc najkrótszą drogą, mógł był dotrzeć w ciągu trochę ponad tygodnia. Odnaleziony został przez fregaty i łodzie podwodne sowieckiej floty czarnomorskiej. Według niektórych raportów, w sowieckiej ekspedycji ratunkowej brała udział większa ilość okrętów wojennych niż w międzynarodowej akcji przeciw piratom somalijskim.
Warto w tym miejscu dodać, że Arctic Sea przewoził fińskie drewno do Algierii regularnie od końca ubiegłego roku, kiedy to począł obsługiwać linię Kotka-Oran, oba znacznie większe i ważniejsze miasta portowe. W czerwcu jednak Arctic Sea zawinął do Kaliningradu, po czym jego linia została zmieniona na Pietersaari-Bejaia. [2] Rzecz jasna, wszyscy wiedzą, że enklawa królewiecka znana jest z przemytu. Z przemytu papierosów i alkoholu, tylko o narkotykach i broni mowy być nie może.
Odkąd zguba się odnalazła, rozpoczęły się plotki: a to mafijne porachunki miały wchodzić w grę, a to rakiety sowieckie dla Iranu; na pokład mieli wejść osławieni agenci Mossad albo amerykańskie służby specjalne. Do plotek dołączyły się sowieckie oświadczenia, które z zasady mącą wodę, nawet gdy i tak jest błotnista. Najpierw sowiecki minister obrony, Serdiukow, oświadczył początkowo, że załoga „nie znajdowała się pod kontrolą uzbrojonych ludzi”, kiedy statek został znaleziony. [3] Potem rozmaici przedstawiciele sowietów utrzymywali, że statek był pod obserwacją przez cały czas i nigdy nie „zaginął”, tylko nie ujawniono tego, by chronić życie marynarzy.
Po krótkim czasie sowieci zmienili śpiewkę: na pokładzie Arctic Sea aresztowano rzekomo ośmiu porywaczy, czterech Estończyków, dwóch Łotyszy i dwóch Rosjan, którzy mieli domagać się okupu za statek. Byli uzbrojeni po zęby, ale na widok sowieckich frygat porzucić mieli broń. Porywaczy wraz z większością członków załogi porwanego statku przerzucono drogą lotniczą do Rosji, a dokładniej, do więzienia w Lefortowie – i jednych, i drugich. Nikt oprócz sowieckich służb nie zdołał jak dotąd przesłuchać ani sprawców porwania, ani ofiar, pomimo że w świetle prawa sowieci nie mają żadnej jurysdykcji w tej sprawie. Wedle ich własnej wersji, statek został bowiem porwany na szwedzkich wodach terytorialnych, należy do firmy zarejestrowanej w Finlandii, pływa pod maltańską flagą, a ładunek jest własnością odbiorców w Algierii. Ach, żeby bardziej zamącić wody, kapitan miał twierdzić, że Arctic Sea jest statkiem północnokoreańskim…
Mieliśmy więc pod koniec sierpnia następującą sytuację: rzekomi porywacze wraz z załogą przesłuchiwani w Lefortowie, a Arctic Sea z drzewem przeznaczonym dla Algierii płynie pod eskortą do Noworosyjska na Morzu Czarnym. I w tym momencie pojawił się na scenie nowy aktor, Michaił Wojtenko, redaktor Sovfrakht Marine Bulletin, a także ekspert od międzynarodowego piractwa. Sowfracht – pozwolę sobie zwrócić uwagę, że to nie ja przypisałem tej organizacji sowiecką nazwę, ale zachowała tę nazwę bez odrobiny zażenowania – jest starą sowiecką firmą maklerską, w prlu np. operował analogiczny Polfracht. Ów Wojtenko zwołał 18 sierpnia w Moskwie konferencję prasową, na której oznajmił, że nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie porywał statku z drewnem na zatłoczonych drogach morskich Bałtyku. Jeśli w ogóle miało miejsce porwanie, to celem musiał być ukryty ładunek załadowany w Królewcu. Dodał na koniec, że nie oczekuje, żeby niezależnym dziennikarzom dano dostęp do członków załogi Arctic Sea, a także, iż w jego mniemaniu światowe media były wodzone za nos w całej aferze od początku do końca.
Odtąd mącenie wody przybiera na sile. 25 sierpnia Moscow Times podaje nazwiska ośmiu porywaczy, sami rdzenni Rosjanie, w tym sześciu kryminalistów z Estonii. [4] 28 sierpnia zwolniono ośmiu spośród jedenastu członków załogi przetrzymywanych w więzieniu (pozostali czterej obsługują nadal statek). Wszystkim bez wyjątku grozi 7 lat więzienia, jeśli opowiedzą komukolwiek o wydarzeniach na pokładzie statku. Na początku września zablokowany zostaje dostęp do strony internetowej Sovfrakht Marine Bulletin i kiedy piszę te słowa, witryna jest nadal zamknięta. Wojtenko tymczasem został zmuszony do ucieczki z Rosji 3 września, ale zanim zniknął, zdołał jeszcze poinformować Moscow Times, że „bardzo poważni jegomoście” doradzili mu opuszczenie kraju na kilka miesięcy. [5] O dziwo, Wojtenko dba bardzo, żeby było wiadomo wszem i wobec, dokąd uciekł i gdzie się aktualnie znajduje. Najtrudniej jednak pojąć, dlaczego Wojtenko musiał w ogóle uciekać, skoro powiedział tylko to samo, co ogłosił także sowiecki prokurator: być może Arctic Sea miał coś jeszcze na pokładzie oprócz drewna.
Izraelski prezydent, Shimon Peres, przybył do Moskwy niespodziewanie, w dzień po „odbiciu statku z rąk porywaczy”. Rzecznik prezydenta potwierdził, że rozmowy z Miedwiediewem dotyczyły wyłącznie sprzedaży broni do krajów wrogich państwu żydowskiemu. Czy jest możliwe, żeby rozmowy te były tylko zbiegiem okoliczności? Oczywiście jest to zupełnie możliwe, nawet jeśli mało prawdopodobne. Jedna z wielu hipotez wyjaśniających ten dziwny ciąg wydarzeń wskazuje, że agenci Mossad wcale nie musieli niszczyć rakiet znalezionych na pokładzie, bądź zabierać ich ze sobą, co byłoby najpewniej technicznie niemożliwe. W zamian, wystarczyłoby stworzenie „hałasu” wokół Arctic Sea, żeby „spalić” trefny ładunek.
Czy jesteśmy bliżej zrozumienia, co się naprawdę wydarzyło? Czy mamy do czynienia z gigantyczną machinacją w celu zatuszowania wstydliwej sprawy? Jeśli rację ma cytowany przez Nyquista Filin, to odebranie na pełnym morzu sowieckich rakiet przeznaczonych dla Iranu (czy choćby tylko odsłonięcie tajnej dostawy) byłoby rzeczywiście skrajnie ambarasujące dla Putina, ponieważ kompromitowałoby jego „Rosję” jako kontrahenta. Ale przecież żenujące widowisko ze znikającym statkiem, z rosyjskimi kryminalistami, z kilkutygodniowym więzieniem ofiar rzekomego porwania, z niezdarnym zastraszaniem dziennikarza, na którego akurat zwrócone są oczy światowych mediów, to wszystko musi o wiele bardziej wprawiać Putina w zakłopotanie.
Wygląda na to, że nie dowiemy się, co się stało. Ale cała ta afera daje nam także wgląd w metody sowieckie. Po pierwsze, sowieciarze potwierdzili po raz Bóg wie który, że nie czują się związani żadnym prawem. Trzymanie ofiar porwania w więzieniu przez co najmniej dwa tygodnie bez wyroku sądowego (nie udało mi się ustalić, co się stało z trzema z jedenastu uwięzionych marynarzy), byłoby skandalem wszędzie poza komunistycznymi krajami, gdzie z kolei jest to zupełnie normalne. Międzynarodowe prawo morskie mają w takiej samej pogardzie, czego dowiedli lekceważąc żądania algierskich właścicieli ładunku oraz fińskich i maltańskich agencji rządowych, domagających się dostępu do własności swych obywateli, a także do ludzi, którzy mogliby wyjaśnić, co się naprawdę stało.
Po drugie, nie czują się skrępowani tym, co sobie pomyślą o nich inni. Nawet jeśli założyć, że zastraszanie Wojtenki to jest tylko pic na wodę (co jest zresztą bardzo prawdopodobne), to nie może nie zdumiewać dezynwoltura, z jaką sowieciarze gotowi są przyznać, że takie rzeczy są w ich „Rosji” na porządku dziennym i można o nich otwarcie mówić.
Ale czy rzeczywiście potrzeba było jakichkolwiek dowodów, że nie istnieje naprawdę żadna „Rosja”, a tylko kontynuacja złowróżbnego związku sowieckiego?
_______
-
http://www.hs.fi/english/article/Missing+iArctic+Seai+cargo+vessel+
pursued+by+rumours+and+Russian+Navy/1135248485958 -
http://www.hs.fi/english/article/Where+are+you+iArctic+Seai+
/1135248398283 -
http://www.hs.fi/english/article/Russian+Navy+rescues
+iArctic+Seai+crew+near+Cape+Verde/1135248596536