Zamknij
Stary chrzan

Gasnąca iskra

2 czerwca 2026 |Stary chrzan
Źródło: https://wydawnictwopodziemne.com/2026/06/02/gasnaca-iskra/

Czy iskra człowieczeństwa przygasa w dzisiejszych, strasznych czasach wtórnego analfabetyzmu i niepiśmiennej ciemnoty? Nikt już nie wie, czy to algorytm zbiera niepowiązane akapity z cudzych tekstów, czy też nieudolny pismak skutecznie naśladuje drętwą mowę programów komputerowych. Ale może po prostu, od zawsze, od niepamiętnych czasów, ta iskra była i pozostaje gasnąca – i w tym jej czar.  Nieprzebrana wynalazczość człowieka rozciąga się od zastosowania koła w transporcie i użycia kija jako pałki do tłuczenia bliźniego po głowie, aż do posłania sond kosmicznych w bezkres zewnętrznej heliosfery i strącania rakiet przy pomocy rakiet. Pomysłowość w wynajdywaniu wymyślnych tortur jest równie nieograniczona, co inwencja w muzyce. A gdybyż tylko współczesny nam człowiek wykazał się takim kunsztem w myśleniu, jak w kopaniu piłki, to może ludzkość nie byłaby w tak okropnym stanie, że nic tylko ją zasolić i odłożyć na lepsze czasy.

Tak było zawsze i tak zapewne pozostanie. Pierwotny człowiek, w iskrze rzadkiej inspiracji, uchwycił i zniewolił zwierzęta w rysunku na ścianie jaskini. Podstawił w ten sposób znak pod rzecz. Poszły za tym ciche akty umysłu, najdrobniejsze iskry pośród mroku, a w nich jeden kamień oznaczać począł wszystkie kamienie, nacięcie na kiju utożsamione zostało z gwiazdą na niebie, a wgłębienie w mokrej glinie – z zabitym zwierzem. W ten sposób umysł prymitywnego homo stworzył kod i kodowanie. Dalej połączył rzecz z dźwiękiem i stworzył mowę. Miał więc rzeczy i znaki, a wiązał je w myśli, w świadomości – uświadomiwszy to sobie, stał się świadom sam siebie. Iskra człowieczeństwa zajarzyła się.

I tak błyskała pod murami Troi i w Sparcie, przygasała w ateńskim lochu, gdy Sokrates wychylał czarę z cykutą i na Golgocie, by rozjaśnić się blaskiem Zmartwychwstania Pańskiego. Tymczasem kod stawał się bardziej złożony i obejmował swym zasięgiem coraz więcej. Kodowanie stało się sztuką, a stosunek kodu do rzeczy przedmiotem rozmyślnej miłości mądrości zwanej filozofią. Kultywacja kodu przerodziła się w ogólnoludzką kulturę.

Georg Friedrich Händel używał wysoce wyrafinowanego kodu dla stworzenia harmonii dźwięków dla wielkich orkiestr i chórów. Wykonując po raz pierwszy swego Mesjasza, nie spodziewał się jednak, że krytycy zbywać będą jego oratorium jako konfekcję. Nawet autor wyboru fragmentów z Biblii, do których Händel napisał muzykę, Charles Jennens, był zdegustowany frywolnością dzieła. Oczekiwał potężnej kompozycji na kształt Wielkiej Mszy h-moll Bacha, a otrzymał wodewil o Mesjaszu, Jesus Christ Superstar na parę wieków przed musicalem Lloyd-Webbera. Ale gdy kilka dekad wcześniej, kantor kościoła Świętego Tomasza w Lipsku pisał swoje kantaty i oratoria, spotykał się z krytyką, że nie ma miejsca dla takiej muzyki w luterańskich zborach.

Mówi mi jeden z panów Redaktorów, że przed laty, popularna aktoreczka, znana pod pseudonimem Marilyn Monroe, była wcieleniem „tępej blondynki”. Uchodziła za „seks-bombę”, której talent aktorski pozostawał w tyle za jej innymi przymiotami, będąc przedmiotem niegustownych żartów. Dziś, Monroe zalicza się do panteonu Hollywoodu, a odcienie jej subtelnych kreacji filmowych są studiowane w szkołach aktorskich. Najprawdopodobniej ma rację podziemny Redaktor, bo trajektoria ludzkich osiągnięć, w zgodzie z zasadą entropii, zdaje się zmierzać do równomiernego rozłożenia talentów – asymptotycznie zbliżając się do zera. Nic więc dziwnego, że nawet nikłe zdolności wydają się z czasem podziwu godne.

Jesteśmy zawsze zanurzeni w naszych czasach, nikt nie może być sędzią między epokami. Ale nikt nie jest tak zniewolony, jak ci nieszczęśnicy, którzy uważają własny wiek za najlepszy, ostateczny i permanentny, i z tego punktu widzenia chcą oceniać swych przodków i poprzedników.

W rzeczy samej, kodowanie, podstawianie znaków pod rzeczy, tworzenie pojęć, wydaje się nieuniknioną cechą świadomości, ponieważ jej zaistnienie przytrafia się wraz z powstaniem rozdźwięku w akcie poznawczym. Język, pierwotny system znaków dla opisu rzeczy, jest gałęzią działań umysłu, ale raz stworzony, zaczyna żyć własnym życiem, w oderwaniu od świata, który miał opisywać. Sztuczny mózg, wymyślony przez matematyków XIX wieku i skonstruowany w następnym stuleciu, miał za zadanie imitację tylko jednej czynności ludzkiego mózgu: substytucji. Uczynił to poprzez podstawienie szeregu zer i jedynek pod rzeczy. Cyfrowa, nieciągła substytucja jest być może najbardziej doskonałą reprezentacją świata. Ale czy jest w niej obecna gasnąca iskra człowieczeństwa?

„Być”, znaczy być znanym Bogu, jak każdy robak i każdy kamień, ptakowie niebiescy i lilije w polu. Istniejemy, bo Pan podtrzymuje nas w bycie. Ale inaczej niż robak, niż głaz, niż najpiękniejszy ptak rajski i najstrojniejsza lilia, my jesteśmy także świadomi i możemy całą naszą wolą przyjąć ów fakt, a wówczas otwiera się przed nami relacja z Wszechmogącym, w której na Jego wzór i podobieństwo stajemy się osobą. Następuje w nas przemiana i odsłaniamy się, z trybu biernego przechodzimy w czynny, ofiarujemy siebie. Bóg, poprzez Ducha Świętego, zezwala nam wołać do siebie „Ojcze!” Odsłaniając się, wyznając przewiny, wznosząc błagania, stajemy się osobami wobec Niego, a On Osobą wobec nas. Pan odsłania się jako Osoba Boska tylko wobec osób, taki już Jego Boski Kod.

Iskra w nas jest nie z świata tego, jest nadprzyrodzona. Świadomość tego czegoś Świętego, wyższego, innego, otwiera ludzki byt na różne możliwości, na wzniosłość i wyniosłość, na zarozumiałą pychę i wyrozumiałą pokorę, na gotowość do ofiary i na pogardliwą chęć poświęcenia tego wszystkiego, co Bożej iskry jest pozbawione.

Sztuczna inteligencja jest wyzuta z przebłysków; drżącego lśnienia jest pozbawiona; iskry nijakiej w niej nie masz. Wszystko jest wobec niej kodem, nieskończonym szeregiem zer i jedynek. Heroizm, to zera i jedynki. Bóg i wiara, to jedynki i zera. Mecz piłkarski i wojna nuklearna, to tylko kod. Myśląca maszyna nie rozróżnia między rzeczywistością a fikcją, bo i jedno i drugie, to tylko kod. Nie odróżnia Gibbona od Tolkiena, historii od beletrystyki, bo i jedno, i drugie jest ciągiem znaków. Wartości? Dobro i prawda? Wolność? To tylko kod zero-jedynkowy.

Pewien młody pasjonat AI szeroko przedstawiał mi zalety sztucznej inteligencji i błyskotliwie, z iskrą, uzasadniał jej pożyteczność. Przyznał jednak, aczkolwiek dopiero pod krzyżowym ogniem pytań surowej indagacji, że myślące, super inteligentne maszyny przedstawiają groźbę niespotykaną w historii ludzkości. Jego słowa brzmiały mniej więcej tak: projektant mostu, po dokonaniu wszystkich obliczeń, po testach w laboratoriach, nie może zaakceptować wyższego prawdopodobieństwa, że most runie, niż jedna szansa na 10 tysięcy. NASA akceptuje, że jedna na 270 rakiet kosmicznych wybuchnie. Tymczasem prawdopodobieństwo, że super inteligentne AI wyrwie się spod kontroli swych twórców i wytępi ludzkość waha się od 10 do 25%. Jest zatem jedna na dziesięć (lub jedna na cztery) szansa, że maszyny produkowane przez ludzi w dzisiejszych laboratoriach w Silicon Valley – zniszczą ludzkość…

A jakie jest prawdopodobieństwo, że zgaśnie gasnąca iskra człowieczeństwa? Pełga jeszcze i migocze w heroizmie żydowskich żołnierzy, broniących swego kraju w obliczu potępienia całego świata. Pobłyskuje jeszcze tu i ówdzie, pośród ludzi światłych i mądrych, ponieważ jest Boską jasnością w człowieku.

Źródło:
Adres artykułu: https://wydawnictwopodziemne.com/2026/06/02/gasnaca-iskra/
Kategorie: Stary chrzan
Zamknij
 |  https://wydawnictwopodziemne.com/2026/06/02/gasnaca-iskra/