Kwestia gustu
Michał Bąkowski wyjaśnił, nader skrótowo, swoją hipotezę w jaki sposób przedłużona „ostateczna faza” sowieckiej długofalowej strategii jest prowadzona na obszarze Europy Wschodniej przez „trzeci eszelon” sowieckich przywódców: w tym przez takie postacie jak Juszczenko, Saakaszwili i Putin. Bąkowski wierzy, że w związku z naturalnym procesem starzenia się takich polityków jak Jelcyn i Wałęsa, Kreml poczuł się zmuszony do zatrudnienia nowych polityków, rozpoczynając w ten sposób nowy cykl podstępu. Taki krok okazał się niezbędny ponieważ w ramach długofalowej strategii nie udało się doprowadzić do rozpadu NATO poprzez oderwanie Niemiec w stosownym czasie; w taki sposób „ostateczna faza” strategii została rozciągnięta w czasie. W rezultacie sowieckiemu przedsiębiorstwu o nazwie Teatr Liberalnej Fasady przypadło zadanie odegrania kilku bisów. Kolejne koncesje musiano poczynić na rzecz liberalizmu, kapitalizmu oraz przetrwania gospodarki. Oczywiście, tego rodzaju potrzeby niosą ze sobą też zagrożenia. Państwa byłego Układu Warszawskiego przyłączyły się do NATO, podobnie jak trzy byłe sowieckie republiki. Jeśli Moskwie nie spodoba się polityczny rozwój wydarzeń w Europie Wschodniej, rosyjskie czołgi już nie będą mogły być wezwane w celu przeprowadzenia interwencji; a oszustwa wyborcze, biorąc pod uwagę sondaże przeprowadzane przy lokalach wyborczych, są związane z ogromnym ryzykiem (z wyjątkiem Rosji, gdzie poziom kontroli jest maksymalny). Blok sowiecki został poddany strukturalnej zmianie. Zmiany te zostały przeprowadzone po to, aby zmylić i rozbroić kraje Zachodu, uzyskując jednocześnie kredyty i technologie, tym samym otwierając nowe kierunki ataku na przyszłość. Napoleon powiedział kiedyś, że można wygrać bitwę poprzez zmianę formacji w czasie działań. Przeciwnik nie potrafi prawidłowo ocenić przyczyny zmiany, przeprowadzanej w celu jego zmylenia, co w konsekwencji prowadzi do zdobycia przewagi. Armia, która decyduje się na tę „zmianę formacji” jest wystawiona na ogromne ryzyko niepowodzenia; ale przeciwnik jest wzięty przez zaskoczenie, a nie potrafiąc właściwie ocenić sytuacji, nie może także zastosować właściwej kontr-strategii.
Rozważając wszystkie zmiany i zwroty ostatnich dwudziestu lat, musimy pamiętać czego dotyczy długofalowa moskiewska strategia. Według byłego majora KGB Anatolija Golicyna (zapis pochodzi z memorandum napisanego dla CIA w lutym 1995 roku) „ostatecznym celem tej strategii jest chińsko-rosyjska dominacja…” Dalej Golicyn stwierdzał, że powodem wyboru Jelcyna na prezydenta Rosji, było jego rzekome odrzucenie „komunizmu i [jego] strategicznego celu.” W tym punkcie mamy sedno podstępu. Stratedzy w Moskwie chcą uśpić Zachód. Chcą, aby Ameryka się rozbroiła, a NATO rozwiązało. Jedną z pierwszych rzeczy, którą zrobili, było rozwiązanie Układu Warszawskiego w nadziei, że kraje zrzeszone w NATO uczynią to samo. Niestety dla nich, ten gambit się nie powiódł. A to oznacza, że Moskwa od dwudziestu lat zdana jest na improwizacje bez zbliżenia się do ostatecznego sukcesu. Konieczność uruchomienia tzw. „trzeciego eszelonu przywódców”, jak to określa pan Bąkowski, dowodzi po prostu, że sprawy nie przebiegają zgodnie z planem Moskwy. W skrócie, pan Bąkowski potwierdza pośrednio moją główną tezę: że sowiecki długofalowy plan został powstrzymany przez serię komplikacji.
„Na wojnie wszystko jest bardzo proste” napisał Carl von Clausewitz, „ale najprostsza rzecz jest trudna”. W polityce i na wojnie jest dużo zmiennych. Nie zawsze wszystkie z nich możemy odpowiednio oszacować. Dlatego właśnie strategia jest sztuką, nie zaś nauką. Jak wyjaśnił Clausewitz „Podczas wojny bardziej niż w jakiejkolwiek innej sytuacji rzeczy nie przedstawiają się tak jak byśmy sobie tego życzyli.” Także ludzie źle oceniają sytuację ze względu na „mgłę wojny”. Poza nadzieją i strachem, dwuznaczne informacje powodują szkodliwe „tarcia”. Clausewitz napisał, że „każdy błąd i wyolbrzymienie teorii jest natychmiast ujawnione podczas wojny.” Dlatego, warto powtórzyć dla dobra czytelników: moskiewski podstęp odniósł sukces, ale strategia nie osiągnęła zakładanych celów. Stany Zjednoczone nie rozbroiły się bezzwłocznie. NATO nie podzieliło się i nie rozpadło. W ciągu lat 90. poszczególne fragmenty limitowanej wolności poczęły się wymykać z precyzyjnego mechanizmu moskiewskiej kontroli. Rosja zmuszona została do ograniczeń. W związku z tym niezbędne okazało się rozpoczęcie drugiej wojny z Czeczenią i powołanie do władzy oficera KGB Władimira Putina. Niezbędny okazał się odwrót w kierunku form nacjonalistycznych. Golicyn przewidział to w memorandum z 1995 roku:
„W moim liście z 12 października 1993 roku nawiązałem do opcji militarno-nacjonalistycznej jako do trzeciego kierunku, w jakim mogą podążyć kremlowscy stratedzy w przyszłości, aby usprawnić styl i sposób kierowania nowego rządu, jeśli, przykładowo, Jelcyn zostanie uznany za osobę, która wyczerpała swoje możliwości uzyskania nowych koncesji z Zachodu. W tym kontekście, 'kryzys’ czeczeński nie powinien być widziany jako rodzaj wojskowego puczu, ale jako możliwe zaplanowane preludium do zmiany rządu. Nowy rząd może przejawiać tendencje militarystyczne albo nacjonalistyczne. Istnieją poważne przesłanki, aby uznać taki rozwój wydarzeń za prawdopodobny.” [The Perestroika Deception, p. 229]
Golicyn zakładał, że prawdopodobieństwo militarno-nacjonalistycznego rządu może „zakłócić napływ zachodniej pomocy i kontynuację 'kooperacji’ z Zachodem, wspierającej strategiczne interesy…”. Z tego powodu sugerował, że „kremlowscy stratedzy zdecydują się na rozwiązanie hybrydowe, obejmujące, na przykład, rozwiązanie w postaci nowego prezydenta i dowódcy sił zbrojnych wywodzącego się z armii oraz 'reformistycznego’ premiera, a wszystko to w kontekście otwartej i ścisłej kontroli ze strony KGB.” Znajdujemy w tych słowach jeszcze jedną niezwykłą przepowiednię Golicyna. Sześć lat później Borys Jelcyn napisał w swoich pamiętnikach: „Bardziej niż ktokolwiek inny, oczekiwałem na pojawienie się nowej generacji. A raczej na generała, który byłby jak generałowie, o których czytałem w książkach, kiedy byłem młody.” I w końcu, według Jelcyna, „generał się pojawił. I wkrótce po jego pojawieniu się, stało się jasne dla całego naszego społeczeństwa jak bardzo odważni i w najwyższym stopniu profesjonalni są nasi wojskowi. Tym 'generałem’ był pułkownik Władimir Putin.” [Midnight Diaries, p. 70] U boku Putina pojawił się modny liberalny premier, Michaił Michaiłowicz Kasjanow. Zatem, to co Golicyn nazwał „trzecim kierunkiem” było obecnym kierunkiem, jaki obrali „rosyjscy stratedzy”. Trzeci kierunek był potrzebny ponieważ początkowe nadzieje strategów zostały zniweczone przez liczne błędy, a strategia musiała zostać wydłużona w czasie.
Stratedzy w Moskwie są dobrymi planistami. Nikt jeszcze nie próbował osiągnąć tego co oni i to w tak wielkiej skali. Byli pewni siebie co do sukcesu podstępu, inaczej nie przedsiębraliby czegoś takiego. Byli mniej pewni skuteczności oddziaływania podstępu, jak widać z ich przygotowań. Widzieli oznaki słabości na Ukrainie i w Gruzji, stąd też podjęli środki zapobiegawcze. Tak należy interpretować utworzenie przez Moskwę specjalnych enklaw. W przypadku Ukrainy, jednym z ogniw w otaczającym łańcuchu jest Naddniestrze. Łańcuch ten obejmuje unię wojskową Rosji z Białorusią na północy, rosyjską obecność wojskową od południa, na Krymie, a także silne wpływy polityczne Moskwy w strategicznym portowym mieście Odessie. Nie licząc wąskiego, słabego korytarza prowadzącego do Polski, wszystkie ukraińskie linie zaopatrzenia zostały od początku zablokowane. Zostało to przeprowadzone zgodnie z planem, a nie przypadkowo. Podobna sytuacja ma miejsce w Gruzji, gdzie moskiewscy specjaliści wojskowi oraz agenci dawno temu utworzyli oderwane enklawy w Abchazji i Południowej Osetii. Tutaj z kolei dostrzegamy, że kierunki inwazji Gruzji zostały wcześniej rozmyślnie zabezpieczone, tak aby ułatwić przyszłe ruchy rosyjskich wojsk. Nie może być żadnych wątpliwości co do znaczenia moskiewskich przygotowań w Gruzji i na Ukrainie. Jeśli Moskwa przeznacza cenne surowce dla rozwoju tych enklaw, wynika z tego, że sowieccy stratedzy mają wątpliwości wobec swoich agentów w Kijowie i w Tbilisi. Jeśli istotnie tak jest, wówczas także pan Bąkowski powinien mieć wątpliwości, ponieważ wszystko, co pan Bąkowski napisał, opiera się na przekonaniu, że moskiewscy stratedzy wiedzą, co robią. Jeśli jednak nie ufają swoim własnym narzędziom w tych dwóch krajach, to pan Bąkowski powinien przyznać, że prawdziwe rewolucje w Gruzji i na Ukrainie są możliwe. W rzeczywistości uaktywnienie przez Rosję enklaw w Gruzji, a także dyplomatyczne uznanie tych enklaw, sugeruje, że niepodległość Tbilisi jest autentyczna, ponieważ Rosja utrzymywała te enklawy w rezerwie, jako środek zapobiegawczy przez prawdziwą rewoltą. Uruchomienie tych mechanizmów, daleko przed osiągnięciem celów strategii podstępu, ujawnia że Rosyjska Federacja stanowi zagrożenie dla całej Europy. W efekcie rosyjskiego wejścia do Gruzji, spowolniony został napływ zachodnich pieniędzy do Rosji. Rosyjskie czołgi zostały zatrzymane, ponieważ rosyjskiej gospodarce groziło uduszenie. Długofalowa strategia podstępu została zatrzymana.
Decydującym argumentem na rzecz autentyczności rewolucji Saakaszwilego w Gruzji jest rosyjski atak wojskowy w sierpniu 2008 roku: Kreml ujawnił swoje złe intencje i wówczas został zmuszony do powstrzymania ofensywy wojskowej przez zachodnią presję gospodarczą. Trudno wyobrazić sobie bardziej opłakany skutek ze strategicznego punktu widzenia. Prowokacja z lat 1989-91 została poważnie wyszczerbiona. Nie ma w tym niczego, co służyłoby sowieckim celom. Zachód użył broni ekonomicznej i zmusił sowiety do odwrotu. Jeśli to jest robota agentów KGB siedzących w Tbilisi, oznacza to, że KGB stało się tak samo głupie jak CIA, a jego strategia stała się nonsensowna.”
To co stało się z kremlowską strategią jest proste. Nazywam to „czynnikiem Benedicta Arnolda”. Benedict Arnold był generałem armii kontynentalnej podczas rewolucji amerykańskiej. Zdradziecko przeszedł na drugą stronę w 1779 roku, a jego nazwisko stało się symbolem zdrady w amerykańskim leksykonie. Historycy wszystkich epok odnotowują obecność zdrajców. Tukidydes pisał o Alcybiadesie, ateńskim generale, który dwukrotnie zmieniał strony podczas wojny peloponeskiej. Juliusz Cezar, który pomaszerował na Rzym, udowodnił, że jest najskuteczniejszym zdrajcą w historii. Akty zdrady pojawiały się wielokrotnie aż do naszych czasów. Każdy system polityczny i każda siła wojskowa ma swoich zdrajców. Całe armie obracały się przeciwko państwom, w prowincjach i koloniach wybuchały rebelie, generałowie zmieniali strony. Taki jest bieg historii, bieg polityki i wojny. Józef Stalin doskonale rozumiał „czynnik Benedicta Arnolda”, dlatego nigdy nie ryzykował. Kroki, które podejmował przeciwko zdradzie można określić jako „profilaktyczne”. Wiedział lepiej i był mądrzejszy od „ślepych kociąt”, którzy po nim objęli władzę i zainicjowali długofalową strategię. Stalin lepiej rozumiał ograniczenia związane z podstępem. Dzisiejsi kremlowscy stratedzy zostali zmuszeni przez początkowe niepowodzenia strategii do polegania na nieprzetestowanym materiale w trzecim gatunku. Istotnie, to możliwe, że z początku Saakaszwili został wykorzystany przez Edwarda Szewardnadze w kolejnej próbie „odnowy” mechanizmów kremlowskiej kontroli nad Gruzją. Niespodziewanie, Saakaszwili wyrwał jednak władzę z rąk ludzi Szewardnadze i stopniowo wzmocnił swoją pozycję.
W przypadku statusu ukraińskiego prezydenta, Wiktora Juszczenki, pan Bąkowski przyznał, że „być może Nyquist ma rację…”. W istocie, byłoby mu bardzo trudno uzasadnić, że Juszczenko jest lojalnym agentem Moskwy, po tym jak został przez nich otruty. Lepiej wycofać się w tym punkcie, aniżeli narazić się na śmieszność. W odniesieniu do otrucia Juszczenki, kilka kwestii wymaga uporządkowania: po pierwsze, podejrzanym o otrucie jest Wołodymir Sacjuk, wcześniej zastępca szefa SBU (ukraińskich służb specjalnych). Warte odnotowania: Sacjuk poleciał do Rosji i jest obecnie doradcą dyrektora FSB. Według Olega Litwiaka, szefa departamentu sprawiedliwości w sekretariacie prezydenta, „[Sacjuk] mieszka [w Rosji] pod innym nazwiskiem, nie Sacjuk. Inni podejrzani [w tej sprawie] są obecnie doradcami w innych agencjach wymiaru sprawiedliwości i [rosyjskiego] ministerstwa spraw wewnętrznych.” Co więcej, Kreml odmawia wydania podejrzanych, nie zgadza się także na ich przesłuchanie. Nikogo więc nie powinny dziwić stosunki pomiędzy Juszczenką a rosyjskimi przywódcami. Rosja chroni ludzi, którzy są podejrzewani o otrucie ukraińskiego prezydenta. To nie jest fałszywy rozłam, ani fałszywa próba otrucia. Kiedy Sacjuk uciekł do Moskwy, do Rosji czmychnął także ukraiński minister spraw wewnętrznych. Widzimy zatem, że Rosja miała wysoko postawionych agentów w ukraińskim systemie bezpieczeństwa i że ci agenci zostali wykryci.
Aby uniknąć nieporozumień dodam, że nie uważam jakoby pomarańczowa rewolucja osiągnęła prawdziwą niepodległość Ukrainy. Nie mam złudzeń, co do dominacja ukrytych albo nie tak znowu ukrytych struktur KGB w tym kraju. Mam na uwadze znakomity raport Borysa Czykułaja na temat prawdopodobnych rozmiarów penetracji ukraińskiego systemu politycznego przez byłe KGB. Piszę to, aby pan Bąkowski nie zinterpretował mylnie mojego stanowiska, sugerując, że porównuję Juszczenkę do Drugiego Przyjścia Zbawiciela, albo że uważam Ukrainę za prawdziwie niepodległy kraj. To co stało się na Ukrainie, to zaledwie mały krok w podróży długiej na tysiące mil; ale podróż już się rozpoczęła. Juszczenko został wybrany, choć jego władza była skutecznie i nieustannie podkopywana przez machinacje ukraińskiego parlamentu. Wykorzystał swoją pozycję jako szefa państwa do propagowania pamięci na temat wielkiego głodu na Ukrainie. W tej sposób zasiał smocze zęby, jak Kadm w Tebach. Nic nie mogło być bardziej obraźliwe dla Moskwy. W czasach Stalina, Juszczenko zostałby zlikwidowany za poślubienie Amerykanki, nie mówiąc już o flircie z ukraińskim nacjonalizmem. „Stajesz się miękki?” mógłby powiedzieć Stalin do swojego posłańca. „Zrobił z ciebie głupca”. A następnie, złowieszczo: „Być może chciałeś, żeby zrobił z ciebie głupca.” (Na te słowa ugięłyby się kolana posłańca i pęcherz mu osłabł.)
Tak więc pan Bąkowski wycofał się i to na więcej niż jednym froncie. Teraz wyznaje szacunek dla Antoniego Macierewicza. Do tej pory ten szacunek był demonstrowany w dwuznaczny sposób. Publicznie zganił udział Macierewicza w czymś, co Bąkowski określił mianem „oszukańczego” systemu politycznego oraz za określanie strategów wroga mianem „Rosjan”. Nie cierpię poruszać tej kwestii, ale Anatolij Golicyn pisze w swoich tekstach o „kolektywnym przywództwie rosyjskich strategów” na 223 stronie The Perestroika Deception. Tak więc, jeśli Macierewicz i Nyquist są winni w związku z tym potwornym gramatycznym błędem, sądzę, że obaj jesteśmy w dobrym towarzystwie. Poza tym, to niewłaściwe stawiać zarzuty człowiekowi, który zrobił tak wiele w związku z tak mało znaczącym błędem (jeśli to rzeczywiście jest błąd). Według mnie, Antoni Macierewicz jest bohaterem, który zdemaskował agentów wroga i zrobił bardzo wiele dla swojego kraju. Jeśli naszym celem jest unicestwić wspólnego wroga, wówczas działalność Macierewicza ma o wiele większe znaczenia od politycznej gramatyki. A co do „oszukańczego” polskiego systemu politycznego, musimy pamiętać, że żaden system polityczny nie jest wolny od takich tendencji. Czy to oznacza, że powinniśmy je wszystkie zostawić oportunistom i kryminalistom? Warto byłoby się dowiedzieć, z jakich powodów Bąkowski uważa, że udział Macierewicza w polityce legitymizuje komunistyczną dominację? Gdyby Macierewicz zrezygnował z działalności politycznej, czy wówczas Moskwa byłaby szczęśliwa czy nieszczęśliwa?
Stosowanie prostych formuł do oceny złożonych wydarzeń jest rzeczą jak najbardziej ludzką, ale też jest zupełnie nie do przyjęcia. Kiedy kilka narodów pozornie wyzwoliło się spod komunizmu w 1989 roku, nigdy nie pozwoliłem sobie na formułowanie poglądu bez wcześniejszego przestudiowania stosownych detali. Przypuszczenie, że przewidywania Golicyna zostaną spełnione nie jest jednoznaczne z dowodem, że poszczególne rewolucje były fragmentami długofalowej strategii. Prawdziwe rewolucje mogą wybuchać nawet wówczas, gdy równolegle planowane są fałszywe. Jedynie na podstawie dowodów możemy dostrzec wartość Golicyna jako interpretatora i prognostyka. Nie powinniśmy przyjmować założenia, że „wszystkie rewolucje przeciwko Moskwie są przygotowane przez Moskwę”, nie wynika ono zresztą z fundamentów golicynowskiej metodologii. Pewien były obywatel sowiecki zwrócił mi uwagę, że zapotrzebowaniem na kontrolowany ruch antykomunistyczny mierzyć można zawsze obecne niebezpieczeństwo prawdziwej rewolucji. Ergo, twierdzenie mówiące o tym, że „wszystkie rewolucje przeciwko Moskwie są przygotowane przez Moskwę” nie jest poprawne, ponieważ wysuwa uniwersalną zasadę w oparciu o niepełny zbiór szczególnych przypadków. Jest to podobne do słynnego i całkowicie błędnego twierdzenia, że „wszystkie łabędzie są białe”. W przypadku „wszystkich rewolucji przeciwko Moskwie” wiemy, że prawdziwe rewolucje (czyli czarnych łabędzie) miały już miejsce. Weźmy choćby pod uwagę powstanie na Węgrzech z 1956 roku. Być może zmodyfikujesz swoją tezę stwierdzając, że „wszystkie rewolucje przeciwko Moskwie po roku 1984 są zaaranżowane przez Moskwę”. Ale formuła taka zakłada, że wszystkie przyszłe rewolucje będą pod moskiewską kontrolą, czego absolutnie nie możemy wiedzieć! Na jakiej podstawie – faktograficznej albo rozumowej – możemy sformułować takie stanowisko? Taka formuła zakłada nieprzerwaną wydolność moskiewskiego systemu kontroli, stałą niezawodność moskiewskich agentów, a także niezwyciężoność moskiewskich ukrytych struktur KGB (o których Bąkowski twierdzi, że nie są ukryte, ponieważ zapewne jego wnikliwość wykracza poza rzeczy widzialne przez nas wszystkich). Pan Bąkowski buduje swoje wnioski w oparciu o winę przynależności: Juszczenko i Saakaszwili uczestniczyli w sowieckim systemie, zostali wyniesieni na prominentne stanowiska przez „byłych” sowieckich aparatczyków i w tym kontekście byli zaufanymi funkcjonariuszami. To samo można by powiedzieć o Janie Sejnie i Ionie Pacepie, dezerterach wysokiego szczebla z sowieckiego bloku. Tacy ludzie przekazali nam najbardziej wartościowe informacje na temat sowieckiego systemu. Proszę mi wierzyć, panie Bąkowski, w byłych krajach sowieckich pracuje w tej chwili wielu Sejnów i Pacepów. Niektórzy z nich już się zwrócili przeciwko systemowi. Inny zrobią to w przyszłości.
Wygląd każdego przedmiotu zależy do pewnego stopnia od dystansu, jaki nas od niego dzieli. Im bardziej jesteśmy oddaleni, tym mniej szczegółów dostrzegamy. Atrakcyjny kobiecy kształt w oddali może okazać się w rzeczywistości homoseksualistą. Niezbędne do identyfikacji szczegóły mogą być dostępne jedynie z bliższego miejsca obserwacji. To samo można powiedzieć w związku z proponowanym przez Bąkowskiego opisem Juszczenki i Saakaszwilego. Pierwsze detale, jakie do nas docierają, mają charakter obciążający, sugerując wniosek, że ludzie ci są agentami prowokatorami. W rzeczywistości, oczywiście nie wiemy prawie nic pewnego na temat tych ludzi. Dopiero kolejne szczegóły stawiają pod znakiem zapytania nasze pierwotne wnioski.
W dziedzinie strategii wnioski muszą być oparte na praktycznym doświadczeniu. Strategiczne idee nie są wydedukowanymi twierdzeniami w rodzaju: (1) wszyscy ludzie są śmiertelni; (2) Sokrates jest człowiekiem (c) zatem Sokrates jest śmiertelny. Strategiczne idee są planem akcji albo kontrakcji wobec przeciwników, jak na przykład: (1) sowieckie metody obejmują używanie kontrolowanych ruchów dysydenckich; (2) kontrolowane ruchy dysydenckie mogą zostać wykorzystane do wywołania fałszywej antykomunistycznej rewolucji (c) zatem rewolucje przeciwko komunizmowi mogą być fałszywe i podstępne. To jest hasło bardzo odległe od stwierdzenia, że „wszystkie rewolucje przeciwko komunizmowi są przygotowane przez Moskwę.” Nasza ocena każdego poszczególnego przypadku rewolucji musi być oparta na faktach związanych z tym wydarzeniem. Rozstrzygnięcie problemu czy rewolucja przeciwko komunizmowi jest autentyczna czy fałszywa musi być przedmiotem dociekliwości analityka. Nie może automatycznie zakładać, że jest fałszywa, ponieważ: (1) Moskwa infiltruje każdy ruch opozycyjny; (2) ci, którzy występują przeciwko Moskwie, są w rzeczywistości jej narzędziami (c) zatem opór przeciwko Moskwie jest daremny. To jest defetystyczne stanowisko i dlatego godne potępienia. Takie stanowisko nie odzwierciedla rzeczywistej sytuacji.
Jest godne ubolewania, że nasz dyskusja nie może doprowadzić do zainspirowania jakieś obiecującej kontr-strategii. Jest jeszcze bardziej godne ubolewania, że nasze stanowisko jest defetystyczne. Nie powinniśmy tego dłużej tolerować i powinniśmy rychło to zmienić. Kłamstwa wroga mają swój termin ważności. Ich cel przewiduje zwrot w kierunku „jednej zaciśniętej pięści”. Podstęp rozbraja i tworzy podziały na Zachodzie, podczas gdy Wschód zbroi się i jednoczy. Taki przebieg wydarzeń przewidywał Golicyn, i taki właśnie przebieg ma polityka porozumień pomiędzy Moskwą i Pekinem. Wynika z tego jasno, że zmierzamy w kierunku krytycznego przejścia, od sytuacji, w której świat jest oszukiwany do sytuacji, w której świat oszukiwany już nie jest. W miarę zbliżania się do tego przejścia nasileniu ulega zjawisko „tarć”. Skoro jest to wojna polityczna, właściwe będą słowa Clausewitza: „… w czasie wojny generał jest nieustannie bombardowany raportami zarówno prawdziwymi jak i fałszywymi; przez błędy wynikające ze strachu albo opieszałości, albo też popędliwości; przez nieposłuszeństwo wynikające z właściwej albo z fałszywej interpretacji, albo też z wrogiego nastawienia, przez właściwe albo błędne wyobrażenie na temat obowiązków, przez lenistwo, albo wyczerpanie; albo też przez przypadek, którego nikt nie mógł przewidzieć.
Prowadzimy wojnę. I nie ma ucieczki przed tą wojną. Spoglądamy na polityczną wrzawę, na zagmatwaną listę politycznych aktorów i spraw, mamy skłonność do interpretowania wydarzeń zgodnie lub niezgodnie z naszymi życzeniami. Jesteśmy albo optymistami, albo pesymistami. W tak niebezpiecznych zmaganiach, niezbędna jest równowaga; z tego właśnie powodu swoim amerykańskim przyjaciołom przekazuję dozę czarnego pesymizmu, panu Bąkowskiemu natomiast „łyżkę antykomunistycznego miodu”. Głównym amerykańskim błędem jest nieuzasadniony optymizm. Głównym błędem pana Bąkowskiego jest nieuzasadniony pesymizm. Amerykanie muszą się nauczyć gotowości na najgorsze, natomiast pan Bąkowski musi się nauczyć czerpać nadzieję. Moim zdaniem, pan Bąkowski potrzebuje słodzika. Oczywiście, nie chcemy, aby się przesłodził. Ktoś mógłby pomylić go z ananasem.
Michał Bąkowski twierdzi, że nie powinniśmy „pozwalać, aby obiegowe pojęcia dyktowały zasady dyskursu”. Ale obiegowe pojęcia już dyktują warunki; a my nie jesteśmy superbohaterami, by jednym uderzeniem unicestwiać przyjęte nazwy albo akceptowaną terminologię. Znaczenie obiegowych pojęć polega na konieczności wzajemnego uznania i kurtuazji. Kiedy twój sposób myślenia biegnie w przeciwnym kierunku od przyjętych poglądów, kiedy twoje fakty pozostają nieznane, a twoje analizy są lekceważone przez niemal wszystkich, szacunek wobec innych jest drogą, dzięki której można uzyskać to samo w zamian. Najlepszym sposobem, aby być wysłuchanym przez innych jest słuchanie. Ludzie, którzy nie podzielają naszych poglądów nie są idiotami. Dlaczego mielibyśmy ich taktować jak idiotów, poprawiając ich gramatykę, terminologię i słowa? Jeśli chcemy poprawić swoje własne myślenie, musimy brać pod rozwagę sposób myślenia innych. Jeśli nie będziemy rozmawiać z tymi, którzy widzą świat w inny sposób, wówczas to, co robimy, nie jest dyskursem ale monologiem poza sceną; wariat bełkoczący do siebie samego.
Mamy szacunek dla innych, dlatego możemy się spodziewać szacunku w rewanżu. Obserwując reakcję innych, widzimy odpychający efekt idiosynkratycznego języka. Widzimy ludzi odwracających się od przestarzałych terminów, niezweryfikowanych faktów, niekonwencjonalnego myślenia; to znaczy, jeśli takie poglądy nie są w dostatecznej mierze nasycone postawą pokory wystrzegającej się zarozumialstwa. Dlaczego mielibyśmy wystrzegać się sympatii, którą tak czy inaczej możemy zdobyć? Czym my się zajmujemy? Potwierdzaniem naszej wszechwiedzy? Lepiej jest uznać znaczenie osoby, która nie zgadza się z naszym punktem widzenia i zaangażować się w dialog, który wystawi na próbę nasze rozumowanie, tak jak wystawia na próbę rozumowanie innych.