Między antykomunizmem a polrealizmem
„Dlaczego zajmujemy się danym tematem?
Dlatego, że interesuje nas Prawda.”
Trudno nie przyklasnąć powyższym słowom Marka Jana Chodakiewicza – profesora i wykładowcy historii, szefa katedry w amerykańskim Institute of World Politics [1]. W odniesieniu do głoszonego przezeń światopoglądu oraz jego spojrzenia na historię w dużej mierze podzielam jego poglądy, zatem nie jest mi łatwo pisać o nich krytycznie. Muszę się przyznać do tego, że jeszcze kilka lat temu nie odczuwałem większej potrzeby polemizowania z jego tezami. W pewnej mierze, jest to więc moja polemika z samym sobą sprzed owych kilku lat.
Odnosząc się do publicznie prezentowanych poglądów Marka Jana Chodakiewicza, opieram się przede wszystkim na wyborze tekstów jego autorstwa pt. Między Wisłą a Potomakiem [2]. Jak pisze we wstępie wydawca tej książki jest to „wybór najciekawszych i najważniejszych artykułów Autora z ostatnich lat”.
Chcąc skomentować tezy Chodakiewicza w tekście przeznaczonym dla czytelników strony internetowej Wydawnictwa Podziemnego, uznałem, że kwestią, która na początek byłaby dla nich najbardziej interesująca jest prezentowana przez niego definicja celów i strategii bolszewizmu. Jest to definicja którą, po uzupełnieniu, gotów jestem uznać za pochodzącą od antykomunisty. Oto ona:
„Marksizm bowiem to teoria i praktyka zdobywania i utrzymania władzy w imię utopijnej doktryny równości, zlikwidowania własności prywatnej oraz zniszczenia tradycji, a szczególnie jej najbardziej świadomych wyrazicieli – elit tradycyjnych. (…) Ponieważ jednak założenia marksizmu-leninizmu są zdecydowanie przeciwstawne naturze ludzkiej, pasożyt komunistyczny wprowadzając je w życie, powoli zaczyna zabijać organizm społeczny, na którym żeruje. Okresowo, w związku z tym przestaje wysysać z niego soki – to jest tak zwany okres «liberalizacji», czyli tymczasowego i pozornego odejścia od celu, którym jest «wprowadzanie socjalizmu».(…) Jest to czas potrzebny, aby organizm społeczny odzyskał siły do następnej rundy pasożytowania na nim czyli marszu do socjalizmu.” (s.179-180)
W zasadzie zgadzam się z tym opisem. Bolszewizm to teoria i praktyka zdobywania i utrzymania władzy w imię doktryny – Metoda. Zgodnie ze swoimi zasadami posługuje się fałszerstwem „liberalizacji” aby ten cel osiągnąć. Czym innym bowiem, jeśli nie tymczasowym i pozornym odejściem od celu był leninowski NEP i jego późniejsze odsłony a w szczególności ostatnia z nich czyli pierestrojka? W jej ramach zaś, peerelowski „okrągły stół” i pozostałe akty „upadku komunizmu” w tzw. bloku sowieckim, włącznie z „upadkiem” ZSRS. Nie inaczej było też z „liberalizacją” ChRL, gdzie bolszewicy nie zastosowali w pełni politycznego manewru według modelu sowieckiego i partia komunistyczna w dalszym ciągu, jawnie sprawuje pełnię władzy. Do słów Chodakiewicza dodałbym to, że owe „liberalizacje” nie miały i nie mają dla bolszewizmu wyłącznie charakteru wewnątrzsystemowego. W ogromnej mierze, są ukierunkowane także na świat pozostający na zewnątrz systemu. Celem bolszewików było i jest „wprowadzanie socjalizmu” na całym świecie. Ich władza ma być totalna. Dodałbym także to, że wymienione w opisie elementy doktryny nie były i nie są traktowane przez bolszewików jako cele do osiągnięcia, lecz jako środek do celu, którym jest zdobycie i utrzymanie władzy.
Ktoś inny, czytający cytowany powyżej fragment, może jednak stwierdzić, że autor tych słów w swoim postrzeganiu pierestrojki, nie odnosi się wcale do jej efektu ostatecznego i nie odrzuca „realistycznej” tezy głoszącej, iż bolszewicy stracili nad tą „liberalizacją” kontrolę, w wyniku czego, tam gdzie ją zastosowano, system komunistyczny doznał implozji i przestał istnieć. Tę kwestię rozstrzygnął jednak sam Chodakiewicz, prezentując podczas spotkań autorskich swoją interpretację „liberalizacji” [3]. Jako zaprzeczenie owej „realistycznej” tezy i podkreślenie, że mamy do czynienia jedynie z pozorną transformacją, która zachowuje maksymalnie dużo jakości (jak to rozumiem – najistotniejszych cech) bolszewizmu, zademonstrował kartkę papieru, następnie zgniótł ją w dłoni i na koniec rozprostował, opisując ten proces następująco: „komunizm – transformacja – to samo. Tylko inaczej wygląda.” (na niektórych spotkaniach [4] po słowie „transformacja”, w miejsce „to samo”, użył słowa „demokracja”). To samo tylko inaczej wygląda, czyli komunizm w innej tylko szacie (demokratycznej).
Nie dyskutując trafności użycia tego porównania, zgadzam się z tym, że istota bolszewizmu pozostała bez zmian. Pragnąłbym jednak, aby prezentując powyżej przytoczoną opinię, jej autor był konsekwentny w swoim opisie rzeczywistości. Niestety tak się nie stało, bowiem zaraz potem stwierdził, że bolszewicy, w bardzo dużym stopniu odrzucili dialektykę materialistyczną (utożsamianą przez Chodakiewicza z linią propagandową) i zastąpili ją „kolejnym lewicowym atakiem inżynierii społecznej”. Zdefiniował przy tym trzy narzędzia tego ataku: środowisko, radykalne style życia i prawa imigrantów. W tym miejscu nie mogę już się z nim zgodzić. Po pierwsze, skoro bolszewicka „liberalizacja” jest tymczasowym i pozornym odejściem od celu, to na jakiej podstawie można twierdzić, że komuniści, stosując ją, cokolwiek faktycznie odrzucili? Po drugie, narzędzia inżynierii społecznej, które, według Chodakiewicza, zastąpiły „dialektykę, materializm i «raj na ziemi»” nie są, jak twierdzi, niczym „kolejnym”. Są one stosowane przez bolszewików od samego początku i zawsze stanowiły istotną część ich linii propagandowej. W szczególności, w zdefiniowanym przez niego zakresie, są od lat stosowane w tej części świata, gdzie bolszewicy jeszcze pełni władzy nie zdobyli. Zwróćmy też uwagę na to, że w swoim opisie bolszewizmu, autor ujął inżynierię społeczną jako jeden z charakteryzujących go elementów (wymienione przez niego elementy doktryny). W rzeczywistości zatem, nie są to wcale ani kolejne narzędzia ani też inne metody osiągania celów zastosowane przez bolszewików. Konkludując: jeśli cokolwiek w bolszewickiej strategii zostało zastąpione, to stało się tak wedle wzorca bolszewickiej „liberalizacji”, jak pisze Chodakiewicz, „tymczasowego i pozornego odejścia od celu” i szkoda, że nie jest on w tym przypadku konsekwentny.
Wracając do omawiania tez Marka Jana Chodakiewicza zawartych w jego książce, muszę zauważyć, że od tej chwili „zaczynają się schody”. W swoim opisie bieżącej rzeczywistości, autor nie nazywa sowietów – sowietami, a peerelu – peerelem, które jedynie „inaczej wyglądają”. Zdawało mi się, że powinno to wprost wynikać z faktu zdemaskowania przezeń „transformacji”, lecz tak nie jest. Zamiast tego Chodakiewicz stosuje terminologię opartą na przedrostku „post-”. Oto przykłady:
„O tym, że Rosja chce reintegrować post-Sowiecję wie każde dziecko.” (s. 124)
„W latach 90. – mimo polsko-amerykańskiej umowy o wymianie naukowej – minister spraw wewnętrznych post-PRL odmówił mi dostępu do materiałów podziemia niepodległościowego z okresu II wojny światowej. A był to minister z solidarnościowego przyzwolenia.” (s. 162)
„Pamiętam, jak w sierpniu 1990 r. byłem na uroczystościach rocznicowych «Cudu nad Wisłą» w Ossowie. Były to pierwsze w post-PRL-u oficjalne obchody wiktorii w wojnie z bolszewikami.” (s. 183)
Czy pisząc w ten sposób, autor nie daje do zrozumienia, że porzuca swoją tezę o wyniku pierestrojkowej „transformacji”, czyli o tymczasowości i pozorności „liberalizacji”? Mam poczucie, że tak właśnie jest. Ale może jestem w tej kwestii zbyt drobiazgowy lub zbyt „ortodoksyjny”. Przecież liczy się to, co pod danym terminem rozumie jego autor, a nie ja.
Marek Jan Chodakiewicz traktuje kwestię nazewnictwa bardzo poważnie. Już na początku swojej książki pisze tak:
„W jaki sposób podchodzić do danego tematu? Jak nazwać elementy badanego przez nas przedmiotu? Jak rozebrać zjawisko na części wtórne, aby zrozumieć mechanizmy jego działania? (…) Jak ustosunkować się do częstokroć sprzecznych informacji? Jedną z najważniejszych rzeczy jaka nas czeka stanowi nazewnictwo. Dotyczy to każdego z badanych zjawisk.” (s.27)
„Post-” znaczy powszechnie tyle co „późniejszy” lub „następujący po”. Jak więc rozumieć stosowanie tego pojęcia w odniesieniu do bolszewizmu? Skoro autor, przywiązujący ogromną wagę do nazewnictwa, stosuje taką terminologię, to może uważa, że „inny wygląd” komunizmu ją uzasadnia? Czy jednak „demokratyczny” komunizm to już nie komunizm? Czy zmieniła się jego istota i/lub zmieniły się jego cele? Czy też, pomimo zachowania jak najwięcej ze swojej „jakości”, po (pozornej) „transformacji” stał się czymś „następującym po” czyli de facto czymś innym? Jeśli dla Chodakiewicza komunizm po „transformacji” stał się czymś innym, to dla mnie oznacza to, że Chodakiewicz porzucił swoją tezę o niej.
Czytając książkę Marka Jana Chodakiewicza natrafiam na następną kwestię, której analiza nie tylko potwierdza mi prawdziwość powyższej implikacji, ale dodatkowo jeszcze przesuwa punkt ciężkości jego tez w kierunku, którego nie mogę zaakceptować. W swojej publicystyce, Chodakiewicz używa pojęć „Rosja”, „Ukraina” itp. w miejsce lub obok określenia „post-Sowiecja”. Stosuje ten schemat wielokrotnie. Dla przykładu:
„Moskwa zrobi to, co jest w interesie Putina i post-KGB-istów trzymających w Rosji władzę. Stąd rozstawienie S-400 w Kaliningradzie.” (s. 109)
„Regionalnie znaczące czynniki geopolityczne to państwa narodowe, a więc Rosja, Białoruś, Ukraina, Gruzja, Armenia, Azerbejdżan, Turcja, Bułgaria, Rumunia, Mołdawia, Węgry, Słowacja, Polska, Litwa, Łotwa i Estonia(…)” (s. 122)
„No, ale nie jest to wielką pociechą dla Ukrainy. Ta wciąż w dużym stopniu skazana jest na Rosję.” (s. 126)
Czy profesor Chodakiewicz jako obywatel USA, mieszkając tam i pracując, popełnia ten sam błąd co praktycznie wszyscy politycy i analitycy amerykańscy, którzy sowiety „od zawsze” identyfikują z Rosją? Drugi z cytatów świadczy jednak o tym, że każdy z pierestrojkowych wytworów traktuje on jako państwo narodowe, gdy tymczasem Amerykanie zwykli wszystko „wrzucać do jednego worka” z etykietą „Rosja”. Na jakiej podstawie to robi? Nazewnictwo jest dla niego „jedną z najważniejszych rzeczy” przy podchodzeniu do danego tematu, więc sądzę, że stara się być w tej mierze precyzyjny. Państwa narodowe to dla mnie państwa w których suwerenami są narody. „Rosja”, „Ukraina” etc. w wyniku „transformacji” tylko na pozór tak wyglądają. Na pozór dla mnie ale chyba nie dla Marka Jana Chodakiewicza, skoro tak właśnie się wyraża. Dlaczego porzuca swoje tezy? Czyżby uległ dezinformacji?
Pisząc z kolei o dezinformacji, Chodakiewicz określa ją następująco:
„Pierwszą zasadą dezinformacji jest konieczność wyczucia ducha czasów i częściowego oparcia się na rzeczywistości. (…) Dezinformacja taką interpretację oferuje. Fałszywą, ale w rzeczywistym kontekście, odpowiednio naciągniętym i okraszonym elementami prawdziwymi. To jest klucz do sukcesu.” (s. 403)
Czy w związku z taką definicją, pierestrojka (komunistyczna „liberalizacja”) nie wydaje się być ewidentnym przykładem dezinformacji? Jest zgodna z duchem czasów i częściowo opiera się na rzeczywistości. Oferuje fałszywą interpretację ale w rzeczywistym kontekście, odpowiednio naciągniętym i okraszonym prawdziwymi elementami. Doskonale odpowiada temu opisowi. Nie wątpię, że autor cytatu to dostrzega. Odrzuca jednak ten punkt widzenia, skoro w pierestrojkowych efektach (pozornej) „liberalizacji” widzi państwa narodowe. Tym samym, bardzo zbliża się do „realistycznej” tezy o „transformacji” która głosi też i to, że po upadku komunizmu w jego miejsce powstały suwerenne państwa narodowe.
„Realistyczna” wizja rzeczywistości oparta jest na tzw. myśleniu życzeniowym. W takim rozumowaniu, fakty traktowane są zgodnie z „pobożnymi życzeniami” tego, kto je interpretuje. Taka interpretacja skutkuje nie tylko szkodliwymi złudzeniami ale też, stanowiąc podstawę do podejmowania decyzji, poważnymi błędami. W dziedzinie praktycznej polityki, są to zwykle błędy nie do naprawienia. Józef Mackiewicz opisał to zjawisko w odniesieniu do polskiej emigracji politycznej i w kontekście jej postawy wobec komunizmu w PRL, nadając mu miano polrealizmu zaś skutkowi takiej postawy miano ześlizgu (w kierunku dobrowolnego poddania się komunizmowi). Polrealizm obecnej doby jest bardzo podobny. Oprócz wielu innych, nie mających uzasadnienia tez jak ta o upadku komunizmu, głosi on, że okrągłostołowy peerel to wolna Polska i że należy angażować się w jego trwanie, a nawet w jego rozwój.
Jaki pogląd przedstawia nam profesor Chodakiewicz w tzw. kwestii polskiej? Odpowiadając na ankietę dwumiesięcznika Arcana sformułowaną w pytaniu „na co możemy być Polsce potrzebni?”, pisze:
„Na co możemy być Polsce potrzebni? Nasza rola jest prosta: kontynuować pracę w celu wyrugowania PRL z duszy Polaków.”
(s. 167)
Zgadzam się z tą odpowiedzią. To co uważam za warunek sine qua non aby przywrócić wolną Polskę, to wyrugowanie peerelu. Aby tak się stało, należy przede wszystkim pozbyć się zarazy bolszewizmu „z duszy Polaków”. Czy nie nazwalibyśmy tego, jakże potrzebną dekomunizacją? Chodakiewicz trafnie zaleca, co należy zrobić. Lecz oto, nie tak wiele stron dalej natrafiam na zdanie:
„Zamiast krzyczeć o dekomunizacji Jarosław Kaczyński i jego orientacja muszą stworzyć takie warunki, by w Polsce nastąpił gwałtowny wzrost gospodarczy” (s. 178)
Rozumiem to tak: „Jarosław Kaczyński i jego orientacja” którzy funkcjonują w strukturach okrągłostołowego peerelu muszą „gwałtownie” polepszyć jego jakość. Jakość tego, co jest efektem „transformacji” – bolszewickiej „liberalizacji”. Czyli muszą „gwałtownie” wspierać tę „liberalizację”. Tezę o pozorności „liberalizacji” Marek Jan Chodakiewicz porzuca ale dlaczego zaleca aby „liberalizację” wspierać? Czy to właśnie dzięki temu wyrugujemy PRL „z duszy Polaków”? Sądzę, że wprost przeciwnie, i że z jego strony jest to wielki krok w stronę polrealizmu. Utwierdzam się w tym, gdy w dalszej części zbioru jego publikacji czytam:
„Warto wspominać o odzyskaniu niepodległości, ale warto też pomyśleć co wolność Polski pozwala utrzymać. (…) Na przykład, Polska może wygrać na rosyjskich zakusach na Ukrainie w tym sensie, że po zdominowaniu Kijowa przez Moskwę nastąpi fala oburzenia na Zachodzie, co może skończyć się amerykańskimi bazami dla Warszawy.” (s. 202-203)
Powyższe sformułowania są dla mnie już z gruntu polrealistyczne, ponieważ tylko uznanie okrągłostołowego peerelu za wolną Polskę oraz „przetransformowanych” sowietów za Ukrainę, Rosję itd. może uzasadniać twierdzenie, że możliwa jest normalna rozgrywka polityczna w świecie, który jest efektem bolszewickiej „liberalizacji”. Na tym złudzeniu niestety, opiera się obecnie cała polska elita polityczna określająca się mianem niepodległościowej, nie chcąc sobie uświadomić tego, że takie podejście nie tylko nie prowadzi do niepodległości ale grozi utrwaleniem obecnego stanu rzeczy na (nie wiadomo jak długie) lata. Dawni antykomuniści biorą powszechnie czynny udział w tworzeniu peerelowskich struktur (sami nierzadko nazywając je „PRL-bis”!) i wzywają Polaków do udziału w „wyborach”. Firmują i wspierają fikcję, mówiąc przy tym, że chcą „naprawić Polskę”. Pomimo klęsk kolejnych prób owego „naprawiania systemu od wewnątrz” przeczą temu, że jest to niemożliwe; że jest to system stworzony przez bolszewików dla bolszewików i tak należy go traktować. Ten system należy przede wszystkim odrzucić a nie naprawiać go i tworzyć warunki jego gwałtownego wzrostu. Firmując i wspierając go, ulegają dezinformacji przed którą sami przestrzegają.
Dopóki będziemy się opierać na złudzeniach i wishful thinking, dopóty będziemy w stanie ześlizgu i nie będziemy mogli podjąć działań, które pozwolą nam przynajmniej na to, aby przed bolszewizmem skutecznie się bronić. Na zakończenie posłużę się jeszcze jednym cytatem z książki profesora Marka Jana Chodakiewicza:
„Polska leży w fatalnym miejscu, jest mała i słaba. No i Polacy mają wyjątkowo życzeniowe nastawienie do świata zewnętrznego. (…) Trzeba z tego cyklu wyjść. Opanować emocje. Kalkulować na zimno, realistycznie.” (s. 205)
Otóż to. Trzeba z tego cyklu wyjść.
_________
1. http://www.iwp.edu/faculty/detail/marek-chodakiewicz
2. Wyd. Patria Media, Gdańsk 2012
3. http://www.youtube.com/watch?v=iP-jRJEWANA
4. Na przykład: http://www.youtube.com/watch?v=1N7d-mPhBWI
(od 4:34)