Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Komunizm wykazywał się zawsze nadzwyczajną giętkością taktyczną przy żelaznej dyscyplinie strategicznej. Przywódcy komunistyczni nie tracili nigdy z oczu nadrzędnego celu, niezależnie od koniunktury. Tym celem, nie była nigdy mityczna zasada „każdemu według jego potrzeb” czyli uszczęśliwienie ludzkości. Co za tym idzie, centralne zarządzanie gospodarką, które na ogół wskazuje się w pierwszym rzędzie jako punctum saliens komunizmu, nie miało nigdy nic wspólnego z istotą rzeczy. Nigdy nie interesowało komunistów sprawne zarządzanie gospodarką, wyłącznie sprawna kontrola nad gospodarką, a tym samym nad ludnością. Utożsamianie komunizmu z centralnie zarządzaną ekonomią (czyli, żeby posłużyć się marksistowskim bełkotem: „społeczną własnością środków produkcji”) prowadzi prostą drogą do fałszywej opozycji w postaci „komunizm-kapitalizm”. Taka przeciwstawność nigdy nie istniała w rzeczywistości, a komuniści propagowali ją dla swych własnych celów strategicznych, gdyż im mniej rozumie się wroga, tym trudniej go pokonać.

Nie był także nigdy istotą rzeczy skrajny totalitarny terror. Na wzór tzw. „komunistycznej gospodarki”, terror raczej zaciemniał obraz. Józef Mackiewicz uważał wręcz, że badania nad „tajemniczą dyspozycją psychiczną bolszewików” prowadzić należy na Zachodzie, „gdzie fenomen komunizmu występuje w formie prawie czystej, tzn. bez przymieszki zewnętrznego nacisku policyjnego”. W dzisiejszych czasach, metodyczna przemoc jest stosowana nader rzadko – z wyjątkiem krajów takich jak Chiny, Korea czy Kuba, gdzie jest nadal nieodzowną częścią metody. Niewątpliwie jest nadal bardzo dużo gwałtu we wszystkich republikach sowieckich – mord polityczny, tortury, zastraszanie i ogólne bezprawie są nadal codziennością w sowietach – to nie da się tego porównać do terroru czeka i jej następców. Nieopisane bestialstwo bolszewickiego terroru w pierwszej fazie po zdobyciu władzy na nowym terenie, da się wyjaśnić koniecznością fizycznego zniszczenia wrogów oraz potrzebami przyspieszonej sowietyzacji reszty społeczeństwa, ale nieuniknione zelżenie terroru w następnych fazach, ma także ten nieszczęsny skutek, że wspomaga mit o „ewolucji”. Mit o ewolucji komunizmu leży w samym sercu wielkiej prowokacji: był używany setki razy od „smienowiechowców” i prowokacji pod kryptonimem „Trust”, aż do rewolucji ’89 we wschodniej Europie i moskiewskiego puczu, jako zwieńczenia wieloletniej operacji, którą Józef Mackiewicz nazwał „Trustem nr 2”.

Jeżeli jednak ani ideologia, ani metody nie wyróżniają komunizmu jako politycznego fenomenu, to jak można go zdefiniować? Zastanawiał się nad tym Orwell w Roku 1984. W słynnej scenie, w której Winston poddany jest torturom w celach edukacyjnych, O’Brien zapytuje o motyw Partii: Dlaczego chcemy władzy? Winston odpowiada truizmem o dobru kolektywu i straszny ból z miejsca przeszywa jego członki, po czym O’Brien wykłada mu dobrotliwie:

„The Party seeks power entirely for its own sake. We are not interested in the good of others; we are interested solely in power. Not wealth or luxury or long life or happiness, only power, pure power.”

Władza jako cel, jedyny cel. Czysta władza jako istota systemu. To jest zadowalająca definicja.

Ale przecież autorytet Józefa Mackiewicza stoi za inną definicją; dla Mackiewicza komunizm był po prostu zarazą. Bez żadnego cudzysłowu, bez metafor, bez ekwiwokacji czy aproksymacji. Zaraza, czyli epidemia, masowa choroba, w rezultacie której ludzie umierają, bądź zmieniają się nie do poznania – stają się hominis sovietici. Komunizm rozkłada wroga od wewnątrz, atakując każdą jednostkę, niwecząc jej wolę i rozum. Proces ten zwykło się nazywać sowietyzacją. Wobec zsowietyzowanych mas, nie trzeba już stosować masowego terroru, nie potrzeba głodu i ciągłych „braków w zaopatrzeniu”, jako narzędzia kontroli. Zsowietyzowane społeczeństwa szukają przede wszystkim sposobu przeżycia, jest im obojętne czy będzie to „nasza mała stabilizacja” czy „socjalizm z ludzką twarzą”, byle się dało jakoś żyć. Kongenialną receptą na przetrwanie zarazy, jest porada Kuronia i Michnika, żeby „żyć jak gdyby”. Jak gdyby się było wolnym. Wrócę jeszcze do tego poniżej, chciałbym tu tylko podkreślić, że jakkolwiek komiczna jest ta recepta z punktu widzenia myśli politycznej, to nie wolno wyśmiewać osiągnięć takiej wolności, ponieważ życie w niewoli jak gdyby było się wolnym, domaga się prawdziwej wolności ducha. Nie można jednak mieć wielu wątpliwości, co do politycznej natury „wolności” tak zdefiniowanej. Jest to wolność sfinlandyzowana, ni mniej ni więcej, tylko klasyczna marksistowska uświadomiona konieczność.

Wróćmy jednak do definicji. Jeżeli istotą komunizmu jest rzeczywiście proces sowietyzacji podbitego społeczeństwa, to przecież komunizm jest nie do obalenia! Szkopuł w tym, że to nie jest wniosek zgodny z myślą Józefa Mackiewicza, bo on uważał, że „przechodzi wielka choroba, zapada w nicość zaraza i śladu po niej nie ostaje”.

Znakomicie sformułowała ten problem Sonia Bellechasse:

„Komunizmu nie można ‘obalić’ (tak jak nie można obalić wirusa jakiejś choroby). Można tylko z wirusem walczyć, na wirusa chorować, lub z wirusa wyzdrowieć itd. Ale nigdy nie może być pewności, że wirus nie wróci. Tak więc to, co wydarzyło się w 1989, jest absolutnym MAKSIMUM w walce z komunizmem. (…) Żaden wirus żadnej choroby nie był nigdy kompletnie zniszczony. Pewne choroby, niegdyś śmiertelne, nie są już obecnie groźne, gdyż ludzki organizm znalazł sposoby, by choroby te zwalczać. Wieczna ospa to taka zupełnie dziś niegroźna, dziecięca choroba, która prawdopodobnie zabiła miliony jaskiniowców, kiedy po raz pierwszy pojawiła się na świecie. Komunizm czeka (miejmy nadzieję) podobny los – młodzi ludzie będą ciągle wrzeszczeć o niesprawiedliwości społecznej i o tłustych burżujach przez następne tysiące lat – ale nikt już nie będzie na nich zwracał uwagi i nikomu nie przyjdzie do głowy pozwalać im rządzić (tak jak Rosjanie im pozwolili w październiku 1917 roku).”

Ta tyrada dała mi wiele do myślenia. Józef Mackiewicz utrzymywał, że „to straszna zaraza”, co zatem chciał obalać? Odpowiedź wydaje się prosta: zewnętrzne przejawy potęgi tych, którzy zarazę rozprzestrzeniają. Jednakże zaraza rozchodzić się będzie niezależnie od tego, kto jest u władzy, więc „obalenie” niczego naprawdę zmienić nie może. Co gorsza, tak jak gruźlik nie wyzdrowieje, zaraziwszy bliźniego gruźlicą, tak samo komunistom nie jest lepiej od roznoszenia zarazy, bo ani nie przynosi im to materialnych zysków, ani nie nie uwalnia od choroby. Muszę tu podkreślić, że w moim mniemaniu komuniści są sami ofiarami zarazy. Nie mam wcale na myśli „rewolucji pożerającej samą siebie”, jak podczas Wielkich Czystek; nie mam na myśli fizycznej zagłady starych bolszewików, ale ich psychiczny rozkład. Bucharin, ulubieniec Ilicza, gwiazda kompartii, nie chciał istnieć poza Partią. „Chcę ci powiedzieć – pisał do kochanego Koby z więzienia na krótko przed śmiercią – że jestem gotów spełnić każde twoje żądanie bez wahania”. Mój towarzysz niedoli wytknął mi sprzeczność w tym miejscu, bo jego zdaniem wobec samych bolszewików zaraza to nie choroba, ale niemal „stan łaski”, „element ich psychicznej i fizycznej tężyzny”, a nie słabość. „Bolszewicy nie są ofiarami bolszewizmu”, twierdzi dalej Darek Rohnka. „Nie muszą nawet szukać antidotum, ponieważ zaraza wcale im nie zagraża – jest nie tylko ich dzieckiem, ale emanacją ich mentalności.” Niezgoda między nami jest jednak pozorna. Ten sam psychiczny rozkład, któremu poddany był Bucharin, jest źródłem ich wielkiej siły, zdanie z listu Bucharczyka wykazuje to doskonale. Ich indywidualność rozpuściła się w kolektywie; nie w kolektywie zsowietyzowanego stada, ale w kolektywnym kierownictwie, wobec którego jednostki nie mają znaczenia.

Na czym więc polega niezwykłość tej choroby?

Zastanówmy się nad zdaniem Soni Bellechasse, zaczynając od końca. Rosjanie oczywiście o wiele usilniej walczyli przeciw zarazie niż jakikolwiek inny naród na świecie, bronili się zaciekle, o wiele mocniej niż np. Polacy; Rosjanie wcale nie „pozwolili im rządzić”, przez co narazili się na straszliwe prześladowania, ponieważ oprócz sowietyzacji, czyli wirusa, jest jeszcze władza. Straszna władza, nie związana niczym, nie licząca się z prawem boskim ani ludzkim, ani „z prawem moralnym we mnie, ani z niebem gwiaździstym nade mną”; władza, która w jednakiej pogardzie ma demokratyczne instytucje, co nie-demokratyczne tradycje; władza tak skrajnie pragmatyczna, że wszystko jest w jej oczach słuszne i dobre, o ile tylko przyczynia się do umocnienia tej władzy. Kiedy zatem agenci zarazy obejmują władzę, daje im to przede wszystkim możliwość dalszego rozprzestrzeniania bakcyla zarazy. I w ten sposób wróciliśmy do punktu wyjścia, do klasycznego pytania o istotę tego fenomenu, z którym mamy do czynienia. Ustaliliśmy już, że nie chodzi tu oczywiście o dobro klasy robotniczej, ani o sprawiedliwość społeczną; że nie jest istotne użycie terroru, ani fizycznego, ani psychicznego. Rację ma rzecz jasna Sonia Bellechasse, kiedy twierdzi, że „chorzy którzy zarażają swą chorobą innych, nic na tym nie zyskują, tak samo komuniści, przenosząc komunizm jak zarazę, nic na tym nie zyskują.” Wobec tego istotą rzeczy muszą być jednocześnie: bakcyl zarazy i władza, jaką rozprzestrzenianie zarazy daje. Zaraza przyjmuje postać sowietyzacji, przekucia człowieka w inną wartość (wszędzie tam, gdzie jej agenci są u władzy) oraz formę „marszu poprzez instytucje” (wszędzie tam, gdzie u władzy jeszcze nie są). Zdobycie władzy jest środkiem do pierekowki, a sowietyzacja jest środkiem do utrzymania władzy. Wydaje mi się, że zarówno sam bakcyl, jak i zdobycie oraz utrzymanie władzy, są równie istotne dla zrozumienia fenomenu. Komuniści chcą być w posiadaniu obu czynników, ale jednym też nie pogardzą.

Nie znam się na wirusach, nie wiem czy rzeczywiście nie wymierają. Słyszałem natomiast, że jest dyskusyjne, czy wirus jest w ogóle organizmem żywym, ponieważ pozbawiony jest podstawowych cech życia. To by pasowało do komunizmu! Zaraza komunizmu nie wymiera, bo potrzebuje cudzego życia dla przedłużenia swej egzystencji. Siła wirusa komunizmu polega na tym, że przenoszą go nie tylko zarażeni, ale także wolni ludzie, swymi wolnymi czynami. To jest najbardziej zdumiewająca konstatacja Józefa Mackiewicza, ale też najdziwniejsza cecha bolszewizmu: w jaki sposób ludzie tak prymitywni, jak Chruszczow czy Breżniew, mogą manipulować ludźmi wolnymi i bez porównania bardziej od nich inteligentnymi, jak choćby John F Kennedy czy Aleksander Sołżenicyn (żeby użyć dwóch skrajnych przypadków)?

Najbardziej trafne (choć może w nieco odmiennym sensie do zamierzonego) w powyższej wypowiedzi, wydaje mi się stwierdzenie, że ludzie przyzwyczaili się do życia z chorobą. Coś co dla Józefa Mackiewicza i ludzi jego pokroju, jak na przykład Marian Zdziechowski czy Wickham Steed, było nie do pojęcia. Komunizm, który jest obrazą ludzkiego ducha, tak naprawdę nikomu nie przeszkadza (tak długo, jak nie mordują zbyt jawnie, jak nie prześladują zbyt wielu). Ludzkość była długo chora, wielu zginęło, wielu wegetowało w stanie osłabienia, ale w końcu człowiek przywykł do obecności tego potwornego wirusa i może z nim żyć. Jedną z najbardziej odkrywczych metod pozornej immunizacji – czy ściślej: metod współżycia z wirusem – była wspomniana już prlowska zasada Michnika-Kuronia, żeby „żyć jak gdyby”: jak gdyby choroby nie było. Gdyby komunizm był niczym więcej niż bakcylem zarazy, to oczywiście skuteczna immunizacja skończyłaby jego karierę i Sonia Bellechasse miałaby rację. Ale immunizacja jest tylko częściowo skuteczna, pozwala zarażonemu organizmowi przetrwać, przez co staje się rozsadnikiem plagi ad infinitum. Na domiar złego, jest jeszcze druga strona medalu, którą jest sama władza. I tak dochodzimy do pierwszego punktu: „Nie można liczyć na nic więcej niż to, co się wydarzyło w 1989 roku.”

Co się wydarzyło? Wedle powszechnie obowiązującej wykładni, komuniści oddali władzę dobrowolnie. Nawet ci, którzy nie chcą zamykać oczu na bezdyskusyjny udział tajnej policji we wszystkich „rewolucjach ‘89”, są gotowi się zgodzić, że być może komuniści mieli zaplanowaną jakąś skomplikowaną prowokację, ale cała afera wymknęła im się z rąk i w rezultacie utracili władzę. Jeśli zatem rzeczywiście utracili władzę, to dlaczego utrzymywać, „że na nic więcej liczyć nie można”? Utrata władzy równałaby się przecież autentycznemu obaleniu komunizmu. Byłaby więc w tym poglądzie oczywista sprzeczność, ale wydaje mi się, że pani Bellechasse jest zbyt bystrą obserwatorką, by tego nie dostrzec. Musi z pewnością widzieć, że komuniści zachowali wszelkie istotne pozycje władzy, odrzuca jednak interpretację, wedle której są oni nadal ideologicznie motywowani. Innymi słowy, zachowali władzę, ale przestali być komunistami (stąd nb. jej twierdzenie, że Putin jest bliższy Hitlera niż Lenina, bo Hitler był bolszewikiem ograniczonym – ograniczonym pod bardzo wieloma względami, ale w tym wypadku chodzi mi nie o jego umysłową ograniczoność, ale wyłącznie o ograniczenie jego bolszewizmu przez chorobliwy nacjonalizm). Słowo „ideologicznie” (dotyczące motywacji) domaga się uściślenia: mam na myśli ideologię władzy zaprezentowaną przez O’Briena wobec Winstona Smitha w Roku 1984, a nie bajkową ideologię dobra proletariatu.

W komentarzu do II części niniejszego artykułu, Bellechasse napisała: „Komuniści zdradzili komunistyczny system i komunistyczną doktrynę, po to by utrzymać się u władzy i utrzymać nagromadzone przez nich bogactwa.”

Jeżeli jednak istotą doktryny jest sama władza, to komuniści niczego nie zdradzili, u władzy się utrzymując. Pozostali wierni doktrynie i systemowi, ideologii i istocie rzeczy. A umożliwił im taką woltę drugi zasadniczy składnik ich Metody: sowietyzacja. Mogli sobie pozwolić na grę z „opozycją”, którą sami stworzyli, na Magdalenkę, na oddanie władzy w ręce kogoś takiego jak Havel, nawet na „krwawą rewolucję” przeciw Ceausescu, skoro na jej czele stał jego zastępca, Iliescu. Mogli sobie pozwolić na to wszystko, z moskiewskim spektaklem włącznie, ponieważ mogli polegać na zsowietyzowanych masach i ich przywódczych elitach, propagujących „jak gdyby wolność”. Czymże innym, jak nie „jak gdyby Sejmem” był sejm w 65% mianowany przez bolszewików? Czymże innym, jak nie „jak gdyby Rosją”, była Rosja pod wodzą towarzysza Jelcyna, który przyszedł ratować ojczyznę wprost od stołu prezydialnego centralkomitetu kompartii? Czymże innym, jak nie „jak gdyby Polską”, jest ten prl nr 2, w którym władzę sprawują kolejno towarzysze: Wałęsa, Kwaśniewski i Kaczyński, którzy przyszli ratować ojczyznę wprost od stołu obrad w Magdalence?

Zaraza? Tak, ale także coś znacznie gorszego.



Prześlij znajomemu

97 Komentarz(e/y) do “Składany komunizm. Część III. Zaraza czy coś gorszego?”

  1. 1 Sonia Bellechasse

    Na czym polegala istota choroby komunizmu? Nie na „wladzy” (to tylko zewnetrzna jej charakterystyka). Istota polegala na zawisci. Zawisci tego ktory nie mial, wobec tego ktory mial. Istota komunizmu to nie Lenin, Dzierzynski i Stalin. Istota komunizmu to zawisc Iwana, ktory nie mial ziemi, do kulaka Nikity, ktory mial ziemie. Bez tej choroby (czyli w systemie kapitalistycznym), Iwan by pracowal, kradl lub zabijal, po to by rowniez miec ziemie na wlasnosc, tak jak Nikita. Ale chory na komunizm, Iwan postepowal inaczej. Zamiast postepowac we WLASNYM INTERESIE, wstepowal do parti, wstepowal do Komsomolu, zabijal Nikite, odbieral mu ziemie, przesladowal jego dzieci, i… dalej klepal biede (choc sobie z tego nie zawsze zdawal sprawe, gdyz mial przywileje, ktore mogl jednak w kazdej chwili stracic i ktorych nie mogl nikomu przekazac).

    Istota komunizmu jest wlasnie zastapienie bogactwa „kapitalistycznego” (czyli bogactwa, ktore mozna sprzedac, kupic, oddac, odziedziczyc, itd.), takim wlasnie przywilejem, ktory istnieje tylko na czas sprawowania okreslonej funkcji w hierarchii partyjnej. Tego przywileju nie mozna ani kupic, ani sprzedac, ani odziedziczyc (z wyjatkiem Polnocnej Korei, ktorej udalo sie stworzyc taka dziwna mutacje komunizmu, ale tylko dla wysokiej wierchuszki partyjnej).

    Ta roznica pomiedzy bogactwem „kapitalistycznym” i komunistycznym przywilejem ma ogromny wplyw na charakter wladzy. Wladza nad ludzmi, ktorzy maja konta bankowe (czasem nawet za granica), wlasne domy i wlasne spadki, jest inna od wladzy nad ludzmi, ktorych cale „bogactwo” opiera sie na przywilejach partyjnych. Jest to roznica pomiedzy wladza „normalna” i wladza totalitarna.

    Moim zdaniem (moge sie oczywiscie mylic), nie ma juz wladzy totalitarnej ani w Rosji, ani w Chinach. Istnieje ciagle w Korei Polnocnej (poza wierchuszka ich kompartii) i na Kubie. Powoli tworzy sie w Wenezeli. Zaraza wiec ciagle istnieje. Ale w chwili obecnej nie stanowi juz smiertelnego niebezpieczenstwa dla ludzkosci.

  2. 2 michał

    Soniu,

    Istota tej zarazy polega oczywiście na ‚sowietyzacji’, nie na zawiści. Zawiść wyzutych nie byłaby żadnym wyróżnikiem, bo tę zawiść odczuwał tak samo niewolnik wobec patrycjusza w Rzymie, jak żebrak wobec obywatela Aten. I wyrażał tę zawiść także! A to poprzez wspieranie trybunów ludowych w Rzymie, a to przez ostracyzm wobec wybijających się jednostek w Atenach. Załóżmy jednak, że masz rację, że nienawiść Iwana do Nikity JEST istotą systemu komunistycznego, dlaczego w takim razie nie zanikł, kiedy Iwan był tak samo wyzuty, jak pamięć po Nikicie i jego dzieciach?

    Mówisz: „Wladza nad ludzmi, ktorzy maja konta bankowe (czasem nawet za granica), wlasne domy i wlasne spadki, jest inna od wladzy nad ludzmi, ktorych cale “bogactwo” opiera sie na przywilejach partyjnych.” Tu się zgadzamy! Ta inność totalitarnej władzy jest kluczem do niezwykłości zjawiska. Nie można mieć pełnej kontroli nad ludźmi, którzy mogą pozostawić spadek itp. Dlatego też żaden miliarder w Chinach nie ma złudzeń, że może pozostawić spadek bez zgody politbiura. Nie pojmuję, jak możesz utrzymywać, że nie ma w sowietach ani Chinach władzy totalitarnej. Czy pamiętasz drogę Antona Panisenko z Moskwy do Mińska? O co pytali go ludzie po drodze? Otóż kołchozy nadal niezmiennie istnieją w sowietach. A w Chinach jest jeszcze gorzej. 40% ludności nie ma dostępu do bieżącej wody, jaką różnicę w takiej sytuacji może im robić, że są 4 (słownie: cztery) komputery na 100 mieszkańców Chin?

    Komunistyczny przywilej i „bogactwo” są wyłącznie narzędziami w kontrolowaniu ludności, używanymi nie inaczej niż używano wcześniej terroru – tylko konsekwencje są inne.

    Poza tym jest jeszcze jeden drobiazg, którego nie mogę pojąć: komunizm panuje w Korei poza wierchuszką partyjną? Czyli politbiuro jest poza komunizmem? Czy naprawdę dobrze Cię rozumiem?

  3. 3 Sonia Belle

    jeden drobiazg, którego nie mogę pojąć: komunizm panuje w Korei poza wierchuszką partyjną? Czyli politbiuro jest poza komunizmem? Czy naprawdę dobrze Cię rozumiem?

    Nie Politburo, tylko Kim. Prosty przyklad: Gdy Stalin umarl, mial na koncie kilkaset rubli. Jego dzieci klepaly biede po jego smierci. W Korei, syn oddziedziczyl po ojcu tron. Dla niego nie ma wiec komunizmu. Ale oczywiscie na nizszych szczebach wladzy, takiej dziedzicznosci urzedow nie ma.

    W Sowietach, w komunizmie zyli wszyscy, nawet Stalin.
    W Korei Polnocnej, Kim w komunizmie nie zyje.

    Dlatego też żaden miliarder w Chinach nie ma złudzeń, że może pozostawić spadek bez zgody politbiura.

    Nie znam sytuacji w Chinach, ale znam w Armenii. Pewien milioner chcial kupic sobie prywatny samolot. „Politbiuro” mu odmowilo. Wiec troche racji masz. Ale poza samolotem, ow milioner moze wydawac swoja forse jak chce. Samolotu mu nie wolno bylo kupic, bo to „nie wypadalo”. Trudno mi to wytlumaczyc, ale to byla sprawa raczej taktu, a nie kontroli.

    kołchozy nadal niezmiennie istnieją w sowietach.

    Dzierzawa na 99 lat to nie kolchozy…

    (Jezeli) nienawiść Iwana do Nikity JEST istotą systemu komunistycznego, dlaczego w takim razie nie zanikł, kiedy Iwan był tak samo wyzuty, jak pamięć po Nikicie i jego dzieciach?

    Wlasnie zanikl, ale dopiero 60 lat pozniej. W roku 1991 nie bylo juz w Rosji prawie nikogo, ktory by pamietal czasy przedrewolucyjne.

  4. 4 michał

    Soniu,

    Nie wydaje mi się, by istniała sprzeczność pomiędzy określeniem czystej władzy jako celu samego w sobie, jako istoty tego zjawiska, a faktem, że oni zawsze tej władzy używali. Zarówno Stalin, jak Mao, jak Deng i Breżniew, wszyscy żyli w luksusie.

    „Na górze! Na górze! Na górze!
    Chciałoby się żyć najpełniej i najdłużej!”

    Być może nie był to luksus na poziomie Rockefellera, ale bogactwo i bieda są zawsze relatywne; relatywne wobec naszego doświadczenia i wobec ludzi wokół nas. Kim nie wydaje mi się aż tak bardzo wyjątkowy. Dziedziczność przywilejów także; wszystkie systemy zamknięte, są z natury mafijne, nepotyzm jest im wrodzony, bo każdy gangster ufa „swojemu” bardziej niż „obcemu”. Bananowa młodzież, dzieci ludzi z KC itd. są tak samo tego dowodem, jak Asad, synowie Saddama czy Kim. Jednak ani Stalin, ani Mao, ani Kim nie są ponad systemem. Utrzymujesz, że Kim nie żyje w komunizmie, ponieważ definiujesz komunizm chyba jako „układ stosunków społecznych”, ale to jest tylko Metoda zdobycia i utrzymania władzy, więc trudność nie zachodzi.

    Twój przykład z Iwanem i Nikitą miał dowodzić, że zawiść leżała w samym sercu istoty rzeczy, ale to tłumaczy tylko ferwor rewolucyjny; tłumaczy dlaczego najgorsze szumowiny przystępują do partii takich jak Lenina i Hitlera. Problem w tym, że po 20 latach brutalnej urawniłowki zanikł przedmiot zawiści, więc dlaczego nie zanikł komunizm? Nie w 60, 70 lat później – kiedy synowie ludzi z KC mieli lepsze samochody, mogli być i byli przedmiotem zawiści – tylko od razu! Jaka zawiść powodowała Iwanem, kiedy Nikitę i jego kułacki chutor dawno szlag trafił i nie było nikogo, komu można było czegokowliek zazdrościć? Zawiść, w moim mniemaniu, niczego nie wyjaśnia.

    Kołchozami zajmę się osobno, bo to ciekawy temat…

  5. 5 Black Hawk

    Wysłałem temu oszczercy Polski i Polaków, kłamcy i parchowi, pseudo „prof.’ Jak jego rodak Bartoszewski, J. Grossowi, poniższy tekst o jego nacji na adres e- mailowy Uniwersytetu Princetown w USA.—- Gross ty żydobolszewicki bękarcie i pomiocie,poniżej prawda o twej zbrodniczo,bandycko złodziejskiej nacji.-Choć są Zydzi,których cenię,o nich poniżej.
    Doprowadzimy,my Polacy,że będziesz siedział w pierdlu za swe
    kłamstwa,Polacy obiją ci ten żydobolszewickiego pomiotu ryj,na
    ulicy.a te twe wypociny pójdą na przemiał,niewdzięczny parchu.A teraz czytaj poniższy tekst zawierający PRAWDE o twej nacji,ja jestem antyżydem i mam do tego PRAWO!!!,bo to twa nacja żydobolszewicka wysłała Rodzinę mej Mamy na Sybir parchu.—– Przyczyną nieszczęść
    Polski i nędzy Polaków jest od od czasów Jana Kazimierza,Króla Polski,kochanka żydówki Esterki,nadał tej parchatej i zbrodniczo złodziejskiej nacji przywileje jakich nie mieli Polacy,który waszą swołocz przyjął pod Polski dach,gdy gnano was z z wszystkich krajów Europy,oraz od Powstania Styczniowego po dzień dzisiejszy
    nacja parchów.Geneza wspólnych zbrodni i złodziejstw niemiecko żydowskich wobec Polski,Polaków,Europy i Swiata!!!!!na podstawie lektury,którą podam póżniej,także pisanej przez uczciwych żydów. A więc drodzy czytelnicy,żródłem nazizmów, rasizmów, totalizmów nie jest książka `Mein Kampf’,półżyda Adolfa Hitlera, celowo mylnie reklamowana Światu jako `biblia nazistów’. Nie jest tym źródłem również program NSDAP /zob. na końcu książki/. Biblią wszelkich odmian nazizmów,totalizmów,
    wyższości jakiejś jednej rasy (kasty lub klasy) nad innymi jest raczej zdecydowanie żydowski Talmud. Tam są najwcześniejsze korzenie i szkielety tych późniejszych, zgubnych, ludobójczych,szatańskich,rasistowskich ideologii.Wiele zbieżności z hitleryzmem można również
    znaleźć w żydowskiej Halasze (prawie żydowskim). Kilka zasad i definicji rasistowskich (nazistowskich) zostało niemal żywcem ściągniętych z Halachy żydowskiej. Ideologię tę rozszyfrowano prawie natychmiast i wiedza o tym (o jej żydowskim rodowodzie) była w Europie przed II wojną światową niemal powszechna. Napisano mnóstwo publikacji
    analitycznych. Jednak później nie umieszczano tych wiadomości w podręcznikach szkolnych i z wielką zajadłością pilnowano, aby przemilczać, nie dopuszczać i tłumić wszelkie wiadomości na ten temat.Wszelka wiedza o żydowskości hitleryzmu (i o żydowskości tzw.`antysemityzmu’) w Polsce była szczególnie zwalczana w pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej. Jeżeli żydowska wszechwładna
    organizacja śmierci działająca wtedy totalnie na terenie Polski – czyli żydowskie NKWD a potem żydowskie UB – znalazła jakiekolwiek dokumenty lub publikacje na ten temat (lub cokolwiek innego co dotyczyło Żydów), to posiadacz tych materiałów z reguły za chwilę już nie żył a dokumenty były rekwirowane. Te `praktyki’ tłumienia wiedzy i
    propagowania innej historii zrobiły swoje. Dlatego dziś mało kto z szarej publiczności polskiej zna prawdę. /patrz np. napisany w czerwcu 1942 r. rozdz. XXXVII `Hitleryzm zażydzony’ w książce chyba największego polskiego historyka wszech czasów prof. Feliksa Konecznego `Cywilizacja żydowska’ t. III, wyd. `Antyk’ 2001 r., lub
    wyd. `Ostoja’ 2006 r./.A propos: przypatrzmy się kilkunastu fragmentom tego w/w rozdziału książki prof. Konecznego:
    `Zręby hitleryzmu zaczerpnięte są z cywilizacji żydowskiej. Pierwszy(o ile wiem) zorientował się w tym K.L. Koniński, piszący w roku 1933 o narodzie wybranym i rasie wybranej: `Jakżesz podobni do znienawidzonych śmiertelnie Żydów są ci antysemici!’ [wcześniej od Konińskiego pisało o tych podobieństwach wielu innych autorów, np.wspomniany wcześniej w tym rozdziale Werner Sombart – o podobieństwach
    a zarazem współzawodnictwie rasizmu niemieckiego z rasizmem żydowskim]`Jeżeli zażydzenie własnego toku myśli ma być pomocne do nawrócenia Żydów, w takim razie dokonać tego dzieła powinni by dziś Niemcy, gdyż przejęci są na wskroś światopoglądem żydowskim. Najgorsi antysemici i
    zażydzeni? Nie oglądała nigdy historia dosadniejszej
    sprzeczności’-`Powstawała [po okresie Bismarckowskiej cywilizacji bizantyńskiej,Rosjanie także do niej należeli i nadal należą,wbrew powszechnie rozpowszechnianemu kłamstwu o ich słowiańskim pochodzeniu,Słowianie,Polska i Polacy wywodzą się,z kultury śródziemnomorskiej,Rzymskiej] w Niemczech cywilizacja żydowska, sama jedna tylko świadoma swego kierunku i pilnująca ciągłości. Niemcy
    asymilowały się coraz widoczniej do cywilizacji żydowskiej.
    Półżyd,mieszaniec czyli zwykły burek,jak herr Thuzk, Adolf Hitler Żydów morduje,(wyłącznie po tym co ogłosili w Baltimore w 1941,w marcu,a wypowiedzieli wojnę Niemcom,wpierw mieli mieć swą upragnioną od zawsze Judeopolonię na wschodnich terenach Polski,to Hitler obiecał
    swym żydowskim współbraciom) ale myśli i czuje zawsze po żydowsku’.W Niemczech tępi się, Żydów, a natomiast przyjmuje się ich ideologię.państwowości Trzeciej Rzeszy stanęło na tym, ze według wyrażenia dr.Hompfla `kultura, którą posiadamy, nie jest chrześcijańską [a jaka?
    Czyż nie żydowska?], a co jest chrześcijańskie, nie jest dla nas kulturą’. Dr Hompfl lubi jednak mówić o Bogu, Opatrzności i o najlepszych stosunkach Niemiec z Bogiem. Lecz z Bogiem niemieckim, a zatem nie jest to Bóg, lecz tylko bóg, bożek. Ich pan bóg, der Deutsche Gott, nie jest bynajmniej Bogiem innych także ludów;jest to
    odrębny, własny bóg, plemienny. A zatem mamy okaz monolatrii. Stary to wynalazek żydowski. Der Deutsche Gott, toć Jehowa, przetłumaczone na niemiecki; można by powiedzieć: Jehowa zgermanizowany ‚Monolatria hitlerowska jest wierną kopią żydowskiej, albowiem przejmuje bez zastrzeżeń żydowskie pojęcie o stosunku swojego boga do
    ludzi. Najzupełniej tak samo, jak Jehowa, jest również der Deutsche Gott wrogiem całej ludzkości, z wyjątkiem Żydów, względnie Niemców.Żydzi są narodem wybranym, a niemiecki wyraz Herrenvolk oznacza tosamo; wybraństwo żydowskie ma bowiem wieść do panowania nad całym światem, a Niemcy dążą do tego samego, z upoważnienia des Deutschen
    Gottes i pod jego opieką.Cel będzie osiągnięty niewątpliwie, ponieważ Bóg niemiecki jest niezwyciężalny. Gdy niepojętym (dla Niemców)zbiegiem okoliczności zawiodła I wojna powszechna, wywołało się drugą;gdyby i ta miała zawieść, wywoła się trzecią, itd. Aż do skutku.Podobnież Żydzi wierzą, że panowanie nad światem nie może ich
    minąć’.`Może się, zdarzyć, że jakiś naród trzeba wytępić, np.Amalekitów w starej Palestynie, Polaków w `nowej Europie’. Na ogół atoli ni Żydzi, ni Niemcy, nie zamierzają `narodów’ zupełnie i całkowicie tępić, lecz obracać w niewolników, w swój `podnóżek’.Hitler przyrzeka im w imię boga niemieckiego, że Niemcy mają stać się
    panami `naszej planety’. Od przeszło tysiąca lat nazywają Żydzi wszystkich obcych po prostu bydłem (goj); od niemieckich zaś uczonych dowiadujemy się, że tylko Niemcy są ludźmi naprawdę, a reszta pochodzi z jakiejś małpiej mieszaniny (zob. rozdział `Zaborcza nauka’ w II
    części `Cywilizacji bizantyńskiej’).[W starożytności] miasta, które poddawały się im [Izraelowi] dobrowolnie, otrzymywały pewne przywileje i były traktowane lżej, przynajmniej prze jakiś czas, gdyż z reguły
    umów [żydowskich] [nigdy] nie dotrzymywano.[podobnie] Rząd niemiecki oznaczy, jak licznym wolno być każdemu z narodów, ażeby mógł dostarczyć potrzebnego kontyngentu niewolnika, jaki ma być gdzie ustrój społeczny, a nawet jaki szczebel oświaty i kontrolowanego `dobrobytu'(vide jewrokibuc II). Obce narody mają być spychane jak najniżej.O Polakach powiedziano całkiem oficjalnie, że nawet z daleka
    winno się, ich rozeznawać, gdyż mają razić lichą odzieżą wobec dostatnich i strojnych ubrań Niemców’.[Taki sam jest dokładnie stosunek Żydów do innych narodów, a zwłaszcza i przede wszystkim do Polaków: Polacy – to goje, czyli bydło. Bydło winno być z daleka wyraźnie widoczne, że to bydło].`Niesiona obecnie przez Niemców cywilizacja ma być oparta na niewolnictwie. Marzą o tym również Żydzi,
    że gdy przyjdzie Mesjasz, obróci `narody’ w niewolników Izraela.Niemcy marzenie to wykonali, zamienili w rzeczywistość. Są [nawet]radykalniejsi od Żydów. Trudno chyba ten ustrój `Nowej Europy’ uważać za postęp’.`W sprawach majątkowych `narodów’ stanowisko niemieckie jest całkiem zgodne z Talmudem. Całkiem po żydowsku uważają także Niemcy wszelką posiadłość podbitych za `pustynię’, lub `wolne jezioro’, na którym Niemcowi wolno dokazywać, co mu się żywnie podoba. Czy dla Żyda, czy dla Niemca, własność `obcych’ jednakowo jest res nullius i primi occupantis Żyda czy Niemca’.[o tym, że młodzi Żydzi i ich Ochrona są
    obecnie (XXI w.) szkoleni, że mogą dokazywać w Polsce i robić co się,im żywnie podoba(vide wyczyny w Krakowie,Warszawie)w dalszej części tej książki] `Ściśle i dokładnie [Niemcy] przejęli od Żydów przykazanie dwojakiej
    etyki, innej dla współwyznawców, a dla gojów odmiennej, polegającej na zwolnieniu od wszelkiej etyki. Pochodzi to [jednakowo] z wyraźnego nakazu Jehowy i [takiego samego nakazu] niemieckiego boga. Wie z doświadczenia cała Europa, jak Niemcowi nie tylko wolno wobec tego dopuścić się wszystkiego zła, tak, iż Niemiec nie posiada w
    stosunku do obcych nie tylko sumienia, lecz ani nawet honoru, ale postępowanie niesumienne i niehonorowe jest im wprost zalecone'[Te same zalecenia można spotkać u całej dzisiejszej młodzieży żydowskiej w Izraelu w stosunku do gojów – a zwłaszcza podczas wycieczek młodzieży żydowskiej do Polski – patrz w dalszej części tej książki].`Jeżeli Niemiec wobec obcego nie popełnia nikczemności,
    widocznie w duchu nie jest hitlerowcem; podobnie jak Żyd, nie obmyślając coś złego na goja, staje się Żydem odżydzonym [wstrętnym dla reszty Żydów]..Srogo bywa karany Niemiec, który by się gdziekolwiek w kraju okupowanym ujmował za tuziemcem: bywa to uważane nie tylko za przestępstwo, ale za wstyd. Niemiec, który by nie deptał tuziemca w jego własnym kraju, uważany jest za wyrodka, przynoszącego ujmę
    własnemu narodowi’.[tak samo jest u Żydów: Żyd, który nie jest okrutny da goja przynosi bardzo dużą ujmę Wielkiemu (wybranemu) Narodowi Żydowskiemu].`Pogardy względem obcych [Niemcy] nauczyli się od Żydów, jakby recytowali lekcję z Talmudu; zrównali się też z Żydami w maksymalnej
    nienawiści. Podobni są Żydom w tym, że pycha bez miary stanowi najbardziej znamienny rys jednych i drugich.Człowiekiem naprawdę,człowiekiem zupełnym jest dla Żyda tylko Żyd, dla Niemca tylko Niemiec. Prosta konsekwencja ‚wybraństwa'[Tu należy zwrócić uwagę i na to, że najgłośniej wszelką nienawiść głośno potępiają Żydzi – owi Królowie Nienawiści paląc, rabując i mordując gojów jednocześnie czynią nad ich głowami ogłuszający wrzask
    o bardzo dużej niestosowności każdego przejawu wszelkiej nienawiści.Tym nieopisanym, masowym, paraliżującym wrzaskiem tłumią w zarodku wszelkie nawet myśli gojów o jakiejkolwiek nienawiści (czytaj:odwecie lub chociażby najmniejszym oporze)].Jak najkompletniej przyswoili sobie Niemcy werset biblijny z obietnicą Jehowy, który Izraelowi da `miasta wielkie i dobre, którycheś nie budował;przy tym
    domy pełne dobra wszelkiego, których nie zaprzątałeś i studnie wykopane, których nie kopałeś; winnice i oliwice, których nie sadziłeś- a będziesz jadł i najesz się'(vide majątki Polaków,szlachty po Powstaniu Styczniowym pędzonych na Sybir i kradzione ich polskie nazwiska).Zupełnie tak samo ma się sprawa z Niemcami. Chuć [pożądanie] cudzej
    własności stała się zasadniczą cechą ich charakteru i osią ich historii. Pracują, aby mieć za co prowadzić wojnę zaborczą i najazd rabunkowy, ażeby potem żyć cudzym kosztem, fruges consumere nati.Patrząc na rozwój tego talentu, wypada nam dodać jedną tylko uwagę: co powiedziano Izraelowi: `Będziesz jadł i najesz się’, [te słowa] tyczą
    się Niemców tylko w pierwszej połowie zdania, lecz nie w drugiej, albowiem Niemiec nigdy nie jest nasycony; jest to wręcz niemożliwe,żeby on `najadł się’.Cała `planeta’ należy się Niemcom [hitlerowcom];oto dogmat ich światopoglądu. Są jej panami z urodzenia, z `rasy’ – i stąd urojone wywody rasowości’.[Toż identyczne zdanie o sobie wypowiadają od wieków Żydzi](stąd powstanie jewrokołchozu II,po nie
    udanym sovietolandzie I,zwanego dla zmylenia Narodów Europy,polski i Polaków dla odmiany „łunią” jewropejską,”łunią” rasy panów i gojów niewolników,krzyżują,niestety im plany ściągnięci ponoć do pracy a faktycznie na socjal muzułmanie,czego nie przewidzieli w swych rachubach rozbijania kultury Chrześcijańskiej,a to już początek końca tego żydowskiego tworu,zaczęła się,już ostra jazda w dół,będzie wtedy definitywny holokaust II,po nim ta parchata
    zbrodnicza i złodziejska,pasożytnicza nacja zniknie ze świata na zawsze).`Dogmat o panowaniu nad całą kulą ziemską wyłonił z siebie nieuchronnie dogmat drugi: o niezwyciężalności. Wódz w żydowskiej Palestynie zwalnia żołnierzy swych całymi hufcami, bo liczba była
    obojętna; wszak walczy za nich Pan. Niemiec zbiera siły wojskowej jak najwięcej, postanawia być jak najpotężniejszym, ale zebrawszy tę potęgę, jest dogmatycznie pewny zwycięstwa, choćby przeciwnik rozporządzał siłami jeszcze większymi. Zwycięży po prostu dlatego, że
    jest Niemcem, bo jemu zwycięstwo wrodzone. Zwycięży na pewno, choćby w trzeciej wojnie powszechnej `.Jeden szczegół, a niezmiernie charakterystyczny, mają [Żydzi i hitlerowcy] jednak wspólny: w dawnej Palestynie wolni bywali od wojska nowożeńcy,na cały rok po ślubie.
    Podobnież w Niemczech udzielano z początku urlopów kilkumiesięcznych od wszelkiej służby publicznej, wojskowej lub cywilnej.Troska o rozmnażanie się stanowiła główną materię myśli i zabiegów Izraela; to samo występuje na pierwszy plan w zabiegach państwowości niemieckiej.
    Zaraz na początku wojny ułożono gruntowny plan urlopów dla oficerów i żołnierzy żonatych, na pobyty w domu.Ponadto obwieszczono,że patriotyczna dziewczyna niemiecka nie będzie się, sromała zostać matką, choć nieślubną;dumna będzie, ze wyda na świat nowego obrońcę Niemiec, nowego w przyszłości żołnierza nowego przyszłego führera,nadzorcę.[zob. również o Programie `Lebensborn’ na innych kartach tej książki].Powstał już przedtem projekt, żeby dozwolić dwużeństwa w tym samym celu. Pomysł bigamii łączył ich [hitlerowców] również z cywilizacja żydowską’.[u tych i u tych te same motywy bigamii:maksymalne, przyspieszone
    wzrastanie potęgi liczebnej swojego narodu – a zwłaszcza swoich żołnierzy i nadzorców – za wszelką cenę.]Żydzi od wieków zajmowali się,selekcyjną `hodowlą’ swoich ludzi].`[Hitlerowcy] zapędzili się w kwestii hodowli ludzkiej bez porównania dalej od Żydów. Ci poprzestali
    na zakazie obcowania z `narodami’ [czyli z obcym, niemiłym Jehowie bydłem – gojami], na zakazie małżeństw mieszanych. Obowiązuje to również Niemców [bardzo ściśle, pod karą śmierci] .[Hitlerowcy] mają[również] w swoim programie `hodowlę racjonalną’ człowieka. Do tej dziedziny należy hitlerowska zasada, że `nie ma chorych, są tylko
    zdrowi i umarli’. Chorować wolno tylko krótko, przygodnie, lecz nie chronicznie. Cóż wiec począć z chorymi przewlekle, z chorowitymi? Umysłowo chorych morduje się gromadnie. Ta ludzka hodowla posługuje się,często kastrowaniem;władza orzeka [prawomocnie], kiedy i na kim przedsiębrać tę operację’.`Łączy się to [wszystko] z wiarą w gromadną
    predestynację, wspólną Żydom i Niemcom [zwłaszcza Niemcom
    hitlerowskim]. Gromadność stanowi zasadniczą cechę żydowską. Niemcy popadli w nią ( ) i nabierali tego piętna coraz bardziej.Z gromadności wypływa zawsze mechanizm. Trzecia Rzesza(a jewrokołchoz II,jest jej kontynuatorką,IV Rzeszą komisarzy,żydobolszewii ,samowybranych by
    rządzić gojami Europy,czyli bydłem)jest doprawdy arcymechanizmem!Zasadza się, też na apriorycznym [i drobiazgowym] obmyślaniu, na `planowaniu’ bez końca. Od czasu Mojżesza nie było podobnie apriorycznego państwa i społeczeństwa. W tym przewyższyli `nazi’ nawet
    [żydowski] marksizm. A dorównywali [żydowskiemu] bolszewizmowi, z którym ileż mają wspólnego! Państwowość Trzeciej Rzeszy polega na wcieleniu urojonych przedtem`praw'(vide obecna jewropejska Karta Praw
    Podstawowych). I w tym jeszcze podobni są do Żydów, że całe ich życie zbiorowe, w znacznej mierze także prywatne, składa się ze setek nakazów i zakazów, narzucanych w każdej a każdej dziedzinie życia.[Również żydowski Talmud określa każdą dziedzinę życia Żyda tysiącami mechanicznych, drobiazgowych, ścisłych nakazów i zakazów – od każdego
    zresztą z nich są dziesiątki możliwości i sposobów odstępstw] Dalej o zbrodniach żydowskich na żydach: Oto jak Żyd Emanuel Ringelblum,naoczny świadek ludobójstwa [żydowskiego] na Żydach opisał w `Kronikach getta warszawskiego’ bestialstwo Policji Żydowskiej:Policja Żydowska dawała dowody niezrozumiałej,dzikiej
    brutalności. Skąd taka wściekłość u naszych Żydów? Kiedy wyhodowaliśmy tyle setek zbójców? Bezlitośnie, z wściekłością obchodzili się,z ludźmi stawiającymi opór. Niezadawalali się,złamaniem oporu,surowo,bardzo surowo karząc `winnych’, którzy nie chcieli dobrowolnie pójść
    na śmierć. Każdy Żyd warszawski, każda kobieta i każde dziecko[żydowskie] mogą przytoczyć tysiące faktów nieludzkiego okrucieństwa i wściekłości Policji Żydowskiej. Ci, którzy to przeżyli, nigdy tego nie zapomną, trzeba będzie należycie to ukarać’. /patrz dalej w tekście
    np. karanie Policji Żydowskiej przez kapo żydowskich przez kierowanie ich do gazu w pierwszej kolejności/.Wśród obozowych bestialskich kapo tzw. nadreprezentację stanowili zawsze Żydzi – ale już w sonderkomandach to było ich zawsze 100 % – to była nieodłączna specjalność żydowska. To był ich przywilej. Oczywiście co jakiś czas Niemcy kazali mordować całe Sonderkomanda – ale na ich miejsce stawiali następnych morderczych Żydów – zawsze w 100 %. Inaczej być
    nie mogło.Następny naoczny świadek żydowskich zbrodni na współbraciach to,żyd Ringelblum ukrywał się,u polskiej rodziny. W marcu 1944 r.Niemcy odkryli jego kryjówkę i rozstrzelali go razem z całą ukrywającą go polską rodziną/.Do eksterminacji Żydów przyłączały się kolejno
    tworzone kolejne organizacje żydowskie, nieraz o groteskowych nazwach.Jedna z takich `organizacji’ to Pogotowie Ratunkowe Gancwajcha (z siedzibą w osławionej `Trzynastce’ – przy ul. Leszno 13 w Warszawie) –
    żydowska, kolaborancka agenda warszawskiego Gestapo. Uruchomione od 15.05.1941 r. To `pogotowie’ nie miało nic wspólnego z Pogotowiem Ratunkowym jako takim – w rozumieniu normalnego człowieka. To `pogotowie’ nigdy nie udzieliło ani jednemu Żydowi ani jednej pomocy lekarskiej. Była to najzwyklejsza żydowska firma ochroniarsko-porządkowa,współpracująca z niemieckim Gestapo (najzwyklejsze żydowskie ochroniarskie SS).To
    `pogotowie ratunkowe’ wyróżniało się wyjątkową brutalnością i nieludzkim postępowaniem. Byli to ochotnicy żydowscy noszący czerwoną gwiazdę Dawida,czapki z jasnoniebieskimi (później amarantowymi)otokami i z pałkami w rękach, od których sadyści mogli uczyć się,sadyzmu a bestie bestialstwa.Wg akt Delegatury AK na Kraj żydowskie
    brygady Gestapo składały się łącznie z 1378 ludzi,był miedzy innymi wśród nich „legendarny” „bochater” Marek Edelman. Oprócz tego Gestapo niemieckie miało łącznie ponad 8 tysięcy żydowskich kolaborantów w samej tylko Warszawie,są na to dokumenty w archiwach AK,będących w IPN,stąd ten żydowski skowyt przed ich ujawnieniem Polakom.Żydowskie
    brygady Gestapo dokonywały rzeczy strasznych, wręcz przerażających -jako człon Sonderkommando AS Hauptsturmführera Spilkera.A oto kto faktycznie
    wywołał II World War-ano jak zwykle,to byli żydzi,to prawda,którą parchy by chcieli skrzętnie ukryć przed Gojami,lecz nic z tego nie wyszło,prawda wyszła na jaw,stąd te ujadanie i skowyt parchów,to wyłącznie żydzi wywołali II wojnę światową,bez dwóch zdań,są na to dowody,których nie udało się,im ukryć przed Gojami. Hitler był mieszańcem żydowskim,ponadto większość czołowych hitlerowców-to
    wyłącznie żydzi albo,mieszańcy,Himmler,Heydrich,gen.luftwaffe
    Milch, admirał Canaris, Eichmann, Streicher, dr.Mengele i tysiące innych, niektórzy mieli tylko żony i teściowe żydówki.Jak się dokładnie analizuje ich życiorysy i koligacje to wniosek nasuwa się,jeden.To była jedna,wielka żydowska szajka !!! Rąbka prawdy uchyla książka „Żydowscy żołnierze Hitlera” – B.M. Rigg(wydana na Zachodzie i w Polsce).Następnym świadkiem i dokumentalistą
    zbrodni żydów na żydach jest wybitna, światowej sławy badaczka systemów totalitarnych, badaczka Holokaustu, filozof, politolog,socjolog, wielka żydowska dama niezależnej myśli Hannah Arendt pisała:
    `Dla Żyda istotna rola Żydów w eksterminowaniu narodu żydowskiego jest najczarniejszą kartą historii ‚.
    `Czynności te [dostarczanie kontyngentów Żydów do wywózek `do gazu’]wykonywała sumiennie i bestialsko policja żydowska w tym i Marek Edelman,policjant żydowski w warszawskim Judenracie,ten niby powstańczy „lekarz” za,którego się,zawsze podawał,lecz nigdy nie podał
    daty zdobycia dyplomu,ponieważ daty jego urodzin by się,nie zgadzały i niby wielki i ostatni żyjący? „bohater”Powstania w Gettcie,powstanie było faktycznie przeciwko swoim bestialskim oprawcom,żydom i policjantom z Judenratu,takim jak Edelman,zdziczały Polonofob,lecz o tym cisza. Była pod tym względem niezastąpiona, utrzymywała porządek, skrupulatnie wyłapywała zbiegów,przy okazji ich okradając ze
    wszystkiego,z tego złodziejstwa Edelman między innymi,jak i kradzieży pieniędzy ZOB,po zabiciu kolegów w kanałach Warszawy,a było o tym swego czasu głośno wśród Zydów amerykańskich w N.Jorku,żyje do teraz i bezkarnie nadal
    opluwa i znieważa Polskę i Polaków,żrąc Polski chleb,razem z resztą żydobolszewickiej swołoczy i jej pomiotem,z pseudo AK-owcem, pseudo powstańcem „prof” Bartoszewskim,szwagrem gestapowca,oczywiście żyda,co mu pomogło opuścić obóz samochodem komendanta gdy jego pobratymcy opuszczali kominem w postaci dymu i sadzy.Bez policji żydowskiej wszystko by się,bardzo szybko rozleciało, chaos zniszczyłby całą operację.Bez aktywnej i wręcz nadgorliwej współpracy Żydów Holokaust był nie do zrealizowania pod żadnym względem! Tak technicznym, logistycznym, organizacyjnym, każdym!Hannah Arendt nazwała swych braci głównymi winnymi zbrodni Holokaustu.Każda bestialska i mordercza czynność w obozach zagłady była dziełem wyłącznie żydowskich brygad.Ten fakt bezspornie już dawno ustalono. Żydzi bardzo ochoczo i bardzo
    sumiennie,wręcz nadgorliwie się,prześcigając,obsługiwali komory gazowe i krematoria,wyrywali trupom zęby i obcinali włosy, grzebali resztki zwłok i rozkopywali masowe groby w celu zatarcia śladów ludobójstwa. Wiadomo
    również,że komory gazowe były budowane przez wyłącznie żydowskich inżynierów i techników (np. w Teresinie). Wszystko to było potworne- pisze Arendt.Przed II wojną światową i przez cały czas jej trwania hitlerowcy byli w bardzo dobrych stosunkach z żydowskimi organizacjami
    syjonistycznymi oraz z żydowskimi przywódcami w Europie Zach,Sovietach pomimo wojny między sobą,a właściwie z gojami,przeciwko nim, no i w USA. Hannah Arendt uchylając zaledwie rąbka tajemnicy przedstawia to tak:Eichmann w ogóle nie spodziewał się, że Żydzi wyrażą aż tak wielki entuzjazm
    dla własnej samozagłady, ale chciał, by wykazali coś więcej niż uległość,pragnął wręcz nadgorliwości,osiągnął to w stu procentach.Pragnął ich współpracy w ludobójstwie a oni poszli gorliwie na tę współpracę.I co jest doprawdy
    osobliwe, Żydzi nie zawiedli go! Chodziło o współdziałanie przywódców żydowskich z hitlerowską machiną zagłady. Przywódcy żydowscy cieszyli się, wielkim autorytetem wśród pobratymców. Współpracę przywódców żydowskich uważali Niemcy za fundament całej swej polityki żydowskiej.Wszędzie, niemal bez wyjątku, ci przywódcy chętnie poszli na współpracę z hitlerowcami, formując Rady Żydowskie (Judenraty),
    które kierowały wywózką okradanych przez siebie i Niemców swych współbraci Żydów.Bez aż tak daleko posuniętego współdziałania Rad Żydowskich zamordowanie tak wielkiej liczby Żydów byłoby niemożliwe.Światowej sławy naukowcu i pisarce – Żydówce H. Arendt syjonistyczne środowiska żydowskie wydały (swoim talmudycznym zwyczajem ma się,
    rozumieć) wojnę totalną. W niezliczonych książkach i artykułach zmieszano ją z błotem. Żaden Żyd nie mógł odważyć się mówić o niej dobrze. Wytrzymała,(więc „zmarła”nagle i niespodziewanie – ponoć śmiercią naturalną i bezbolesną – w swoim fotelu w 1975 r. spokojnie paląc papierosa) .Szkoda.Dziś w Polsce niektóre książki prof. H.
    Arendt są niezwykle trudne do zdobycia (brak na razie wznowień, gdyż żydowska,najpotężniejsza gazeta w Europie (`Gazeta Wyborcza’) wyraźnie ich nie poleca, a nawet nie promuje!). Ale słychać pogróżki badaczy totalitaryzmów oraz propagatorów obiektywnej prawdy o Holokauście,że to się,niebawem zmieni. Kapo w obozach to w stu procentach byli
    wyłącznie żydzi!!!!! To wyłącznie i bestialsko Żydzi mordowali Żydów-żydowskie korzenie hitleryzmu –
    A propos:zastanawiająca jest również nie wyjaśniona całkiem do dziś(a raczej intensywnie tłumiona dla wiedzy opinii publicznej) sprawa nad proporcjonalnie dużego udziału w zbrodniach masowego ludobójstwa na Żydach (chodzi o funkcjonariuszy średniego i wysokiego szczebla w
    hitlerowskiej machinie eksterminacyjnej – SS, Gestapo, Policja Żydowska i in.- 130 gen.żydów w Wehrmachcie i 125000żydów także tam,)przedstawicieli narodu żydowskiego, którzy bardzo ochoczo i bardzo gorliwie uczestniczyli a nawet sami dla Niemców tworzyli programy zagłady Żydów. Również zagadkowa (a raczej: tłumiona) do dziś jest
    sprawa nad proporcjonalnie bardzo dużego udziału Żydów,właściwie większości,ponad 95% (obok kryminalistów niemieckich o cechach sadystycznych) jako wykazujących się dużym bestialstwem funkcyjnych(tzw. kapo) w niemieckich obozach koncentracyjnych. Nieuczciwi obrońcy Żydów, nie zaprzeczając o ich nadzwyczaj dużym udziale ilościowym jako
    funkcyjnych kapo, często tłumaczą, że to dlatego, że Niemcy wyznaczali ich do tych funkcji, gdyż chcieli dodatkowo upodlić Żydów i odczłowieczyć. Jednak w niektórych relacjach pamiętnikarskich, ale przede wszystkim w nie spisanych, ostrożnych opowieściach byłych więźniów obozów koncentracyjnych daje się zauważyć takie wspomnienia:
    `jeżeli kapo był Żydem to nie znał litości, ciosy wymierzane przez kapo żydowskiego były zawsze mocniejsze i nie udawane, kapo żydowski z reguły wkładał całe swoje zdolności i siły do udowodnienia na każdym kroku jaki jest bestialski, kapo żydowski wykazywał inicjatywę w bestialstwie, robił to ze szczerym uśmiechem, żydowscy kapo szczególnie wściekle znęcali się nad swoimi żydowskimi ziomkami itp.itd.Były to cechy,jakimi nie charakteryzował się,żaden inny naród na świecie w takiej jaskrawości i na taką skalę. I w tym tkwi chyba owa wyjątkowość tego narodu pośród innych narodów świata.O nadgorliwości Żydów przy bezpośrednim wykonywaniu wszelkich bestialskich czynności ludobójczych istnieje bardzo wiele udokumentowanych relacji. Relacje te dokumentują bezspornie, że ta zbrodnicza i złodziejska nacja – to najlepsze, najskuteczniejsze narzędzie wszelkiej zbrodni spośród innych narodów na Ziemi.Oto jedna z najbardziej znamiennych – oddających w pełni istotę charakteru narodu żydowskiego – relacja Rudolfa Höessa, komendanta Obozu Zagłady w Oświęcimiu o zachowaniu żydowskich więźniów-oprawców, którzy stanowili składy Sonderkommand (specjalne drużyny katowskie jednym z nich był Icek Josef Cymmerman vel Józef Cyrankiewicz,handlarz złotem w obozie,zabieranym swym ziomkom,za prawdę o jego zbrodniczej działalności musiał zostać zamordowany z jego osobistego polecenia rotmistrz Witold Pilecki i wielu innych świadków Polaków więżniów obozu znających prawdę o tej żydowskiej swołoczy,którą w „nagrodę” Niemcy leczyli po wypuszczeniu z obozu w sanatorium w Szwajcarii) do sprawnego przygotowywania mas ludzkich do śmierci i do wykonywania na nich tej śmierci:Pracowali, mimo to, z nadgorliwością, która mnie zawsze bardzo dziwiła. Nie tylko nigdy nie mówili ofiarom,swym braciom i siostrom,żonom,dzieciom,matkom,ojcom,krewnym o
    tym, co je czeka, nie tylko troskliwie pomagali im przy rozbieraniu się,lecz także stosowali brutalną siłę wobec opierających się, jak np. wyprowadzając ich i trzymając przy rozstrzeliwaniu. Prowadzili oni ofiary w ten sposób, że nie mogły one widzieć podoficera stojącego z karabinem, aby ten mógł niepostrzeżenie przyłożyć karabin do potylicy
    ofiary. Tak samo postępowali z ułomnymi i chorymi, których nie można było wprowadzić do komory gazowej. Czynili to wszystko tak naturalnie,jak gdyby sami należeli do grona przeprowadzającego akcje zagłady.Rudolf Höess – jako komendant niemieckiego obozu koncentracyjnego (i zagłady) KL Auschwitz to bardzo ciemna postać(choć nieco tragiczna)i nie każdemu jest honor wierzyć temu zbrodniarzowi,choć w tym wypadku z prawdą się,nie mija. Ale czy można nie wierzyć także wybitnemu żydowskiemu pisarzowi, bystremu obserwatorowi, który osobiście doświadczył gehenny tegoż samego KL Auschwitz? Mowa tu oczywiście o pisarzu żydowskim Primo Levi (1919-1987) i jego książce `Czy to jest człowiek’. Mowa też o jego oświadczeniu przesłanym do Yad Vashem przed procesem Eichmanna (utajnione na 45 lat
    – czyli do końca tego roku,2007). Mowa też o jego zgłoszeniu się, na świadka zbrodni w KL Auschwitz do tegoż procesu, gdzie jego kandydaturę odrzucono(dlaczego,czyżby bano się,prawdy?) Cóż to takiego głosił ów żydowski intelektualista, naoczny żydowski świadek masowych zbrodni Zydów na Żydach? Otóż głosił on,że w Auschwitz Żydów masowo mordowali głównie Żydzi! Mordowali głównie żydowscy kapo i żydowscy lekarze!!! ,zatrudnieni w obozowym szpitalu. Mało tego: głosił, że owych Żydów-morderców nikt nie zmuszał do mordowania, to oni sami wykazywali własną inicjatywę i chęć do mordowania.Chętnie i nadgorliwie współdziałali z Niemcami.Ale to jeszcze nic.Głosił, że styl
    obozu, bestialska dyscyplina i ogromna ilość ofiar została wypracowana przede wszystkim przez tych Żydów-morderców. Bez inicjatywnych w swojej robocie Żydów Niemcy w żadnym razie nie dokonaliby holokaustu nawet w 10 % tego wymiaru jaki dokonali. Żyd Primo Levi, bohaterski odważny Żyd(i pewnie antyżyd wg,żydowskiej nomenklatury) – oficjalnie
    popełnił „samobójstwo” (przy pomocy Mosadu)w swoim domu w Turynie w 1987 r.Co który Żyd zaświadcza, że w czasie holokaustu w większości to Żydzi mordowali Żydów – to zaraz popełnia „samobójstwo”, albo umiera nagle(casus: Hannah Arendt,a ostatnio prof.Szahaka).A teraz o kim na
    deser? O ślepowronie,okularniku, fakty ze sztambucha Rodziny. Niech ten ślepiec,okularnik i „chory” stary żydosowiecki czeławiek,(chcę doczekać degradacji publicznej tego agenta NKWD,podszywającego się, pod Polaka i Polskie nazwisko,to była by satysfakcja i do pierdla z tym żydobolszewikiem,a dom prawowitym właścicielom zwrócić)jak Fajga Danielak vel Wolińska,jego siostra czy brat w wierze Krwawy Feluś”Dzierżyński”, żydobolszewik, który przywłaszczył nazwisko i majątek polskiego szlachcica ,skazał go a jakże nie kto inny jak żyd Rufus,zesłanego kibitką carską na
    Sybir, w wierze w „Lenina” i jego chore zbrodnicze idee,podstawiony pod polskie szlacheckie nazwisko,jak większość żydobolszewii i ich bękartów by
    uwiarygodnić się,przed polskim społeczeństwem,żydobolszewik,nkwdzista,Wolski,nie polski śmieć,czy jak mu tam naprawdę,przypomni sobie kim jest tak naprawdę,bo swej roli w NKWD wyuczył się,aż za dobrze,że „zapomniał” kim jest tak naprawdę i przypomni sobie,jak go „Młot” i „Huzar” z NSZ,wziął do niewoli,i miał tę
    swołocz bolszewicką natychmiast rozstrzelać,lecz z litości,racji młodego wieku tego agenta NKWD, po 50 wyciorach na gołą du… puścił szczyla bolszewickiego wolno,bo nie wiedział,faktycznie kto zacz,kogo
    złapali i to był Jego wielki błąd.Trzeba było tę swołocz
    żydobolszewicką rozwalić.Ja temu bolszewikowi Wolskiemu,agentowi NKWD,już o tym przypomniałem,także to dlaczego w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach zniknęła jego „matka” pani Jaruzelska po powrocie z zesłania,a zniknąć musiała bo nie rozpoznała w ogóle w Wolskim swego syna i musiała zniknąć,właścicielka majątku,którą moja Babcia także właścicielka majątku na Kresach- Radziwiłłów,za co pojechała cała rodzina na Sybir,b.dobrze osobiście znała,znała i świadkowie
    znający prawdziwą rodzinę Jaruzelskich,odpowiedzi się,nie
    doczekałem,tylko gróżb,jak będę za bardzo ciekawy.Mamy brat zwiadowca u Berlinga znał tego osobnika jako Wolskiego,człowieka NKWD i IW,przydzielonego im do pułku zwiadu przez sowietów,by mieli nadzór nad polskimi oficerami,sam był w stopniu porucznika,osobiście spalił 7
    niemieckich czołgów,za co był odznaczany,zmarł 10 lat temu,w stopniu pułkownika.A ja mam na ten temat dowody w rodzinnych pamiątkach,to była naszej rodziny tzw.polisa
    na przeżycie w komunie w stanie wojennym.Nadchodzi czas by przekazać to wszystko do IPN,lecz jeszcze chyba za wcześnie na ten krok,by pozbawiać się,tej polisy na przeżycie gdy żydobolszewia,jej pomiot i folksdojcze ponownie u
    władzy.

  6. 6 Dariusz Rohnka

    Długo w naszym skromnym, redakcyjnym gronie rozważaliśmy możliwość opublikowania komentarza, opatrzonego podpisem Black Hawk, zastanawiając się, czy równie obelżywe słowa, naruszające zasady wszelkiej przyzwoitości, powinny znaleźć miejsce na naszych łamach. Doszliśmy wreszcie do wniosku, że ponad względy obyczajowe i merytoryczne przeważyć musi dbałość o wolność wypowiedzi, która jest naczelnym zadaniem Wydawnictwa Podziemnego, a z którą cenzura w jakiejkolwiek formie z pewnością nie idzie w parze. Ani kloaczny styl wypowiedzi, ani absurdalność idei wyrażonych w owym tekście nie powinny naruszyć integralności naszego stanowiska.

  7. 7 Marek

    Wolność wypowiedzi ponad wszystko. W imię nadrzędnej zasady łamiemy zasady. Kolejny dogmat na ruinach dogmatów. Nie życzę Panu, Panie Dariuszu, aby Wasze Wydawnictwo skończyło w kloace, choć zmierzacie, niestety, w tym kierunku publikując tego typu wypowiedzi.

  8. 8 Dariusz Rohnka

    Panie Marku,

    Odpisuję, ponieważ po raz pierwszy Pańska wypowiedź wydaje mi się rzeczowa. Chciałbym także, przy okazji, podziękować Panu za szczerość oraz przestrogę, którą traktuję bardzo serio.

    Nasza decyzja nie była łatwa do podjęcia, proszę mi wierzyć. Uznaliśmy w końcu, że wzgląd na wolność wypowiedzi powinien przeważyć.

    A poza wszystkim innym, czy ów tekst nie charakteryzuje wyśmienicie pewnej kategorii naszych współrodaków?

  9. 9 Witek

    Ja mam wielkie wątpliwości co do „Wolności Wypowiedzi” konkretnie w tym przypadku. Z drugiej strony, po przeczytaniu kilku zdań darowałem sobie dalszą lekturę. Najbardziej ciekawi mnie, co w przypadku tych, którzy przeczytali Black Howka do końca, powodawało, że tracili czas na coś takiego? Obszerne i szczere wypowiedzi mogłyby wnieść dużo bardzo przydatnej dla wydawców wiedzy .

  10. 10 michał

    Ja doprawdy rozumiem te wątpliwości. W końcu, nie my pierwsi borykamy się z granicami wolności, a zwłaszcza granicami wolności słowa. Ponieważ wierzę w potęgę ludzkiego rozumu, jestem zdania, że można racjonalnie obnażyć intelektualną pustkę takiego bełkotu. Ale czy ja wiem? Racjonalizm domagałby się podjęcia dyskusji, ale jak dyskutować z czymś takim:

    „Niech ten ślepiec,okularnik i “chory” stary żydosowiecki czeławiek, (chcę doczekać degradacji publicznej tego agenta NKWD, podszywającego się, pod Polaka i Polskie nazwisko, to była by satysfakcja i do pierdla z tym żydobolszewikiem, a dom prawowitym właścicielom zwrócić) jak Fajga Danielak vel Wolińska, jego siostra czy brat w wierze Krwawy Feluś ”Dzierżyński”, żydobolszewik, który przywłaszczył nazwisko i majątek polskiego szlachcica, skazał go a jakże nie kto inny jak żyd Rufus, zesłanego kibitką carską na Sybir, w wierze w “Lenina” i jego chore zbrodnicze idee, podstawiony pod polskie szlacheckie nazwisko, jak większość żydobolszewii i ich bękartów by uwiarygodnić się, przed polskim społeczeństwem, żydobolszewik, nkwdzista, Wolski, nie polski śmieć, czy jak mu tam naprawdę, przypomni sobie kim jest tak naprawdę, bo swej roli w NKWD wyuczył się, aż za dobrze, że “zapomniał” kim jest tak naprawdę i przypomni sobie, jak go “Młot” i “Huzar” z NSZ, wziął do niewoli, i miał tę swołocz bolszewicką natychmiast rozstrzelać, lecz z litości, racji młodego wieku tego agenta NKWD, po 50 wyciorach na gołą du… puścił szczyla bolszewickiego wolno, bo nie wiedział, faktycznie kto zacz, kogo złapali i to był Jego wielki błąd.”

    To jest jedno zdanie!!! Trzeba być Polakiem z krwi i kości, żeby umieć tak pisać. (Nie zmieniałem ortografii, interpunkcji ani składni – bo jakże bym śmiał? – choć dodałem odstępy pomiędzy słowami, bo inaczej nie dało się tego odczytać; z odstępami nie jest zresztą o wiele łatwiej.) Mój brak wyczucia dla polszczyzny tego typu, podyktowany jest zapewne faktem, że nie podzielam patriotycznego zapału ludzi typu autora powyższych słów. Zabawne, że jest gotów mieszać bliźnich z błotem w najgorszy sposób, wyzywa od parchów, złodziei i bękartów, ale wykropkowuje słowo „dupa”, delikatesik. Dupa dupą, tak samo jak cham chamem. Chamstwo, to coś innego niż używanie słów powszechnie uznanych za wulgarne; chamstwo, to brak kultury. „Patriotism is the last refuge of a scoundrel”, jakże miał rację Dr Johnson. A Gibbon rozwinął tę myśl: „The mask of patriotism is allowed to cover the most glaring inconsistencies.” W oczach ludzi takich, jak Black Hawk (sic!) obaj byli na pewno Żydami.

    Zastanawia mnie, czemu zawdzięczamy nadesłanie tego bełkotu akurat do Wydawnictwa Podziemnego? Dlaczego autor nie zechciał przesłać swej tyrady do pp. Eberhardta, Odojewskiego czy Redy? Mało to antysemitów w prlu nr 2? Nie mógł przecież przeczytać wielu tekstów opublikowanych na naszej witrynie, bo nie miałby złudzeń, co do stosunku redakcji do poglądów tak chamsko idiotycznych, jak zaprezentowane przez niego.

    Jak inaczej mogliśmy postąpić? Można było po prostu zignorować chama, mając nadzieję, że prędko się zniechęci. To było bardzo pociągające, ale jest bliskie cenzury, zbyt bliskie decyzji „niepuszczenia czegoś”, a czy wolno robić coś takiego w podziemiu? Mogliśmy opublikować ten bełkot i pozostawić bez komentarza, co nasuwa oczywistą trudność, że wp stać by się mogła wtedy magnesem dla antysemickich półgłówków, którym jest na ogół obojętne, gdzie będą produkować swoje wypociny, byle tylko mogli podzielić się swą nienawiścią. Bardzo trafnie określa to nasz bohater: „A teraz czytaj poniższy tekst zawierający PRAWDE o twej nacji, ja jestem antyżydem i mam do tego PRAWO!!!,bo to twa nacja żydobolszewicka wysłała Rodzinę mej Mamy na Sybir parchu.” – „Chamsko, ale ze smakiem,” jak mawiał był J Tylny.

    Można było wreszcie próbować podjąć polemikę, tylko że polemika z antysemitą jest niemożliwa, ponieważ antysemityzm nie ma żadnego racjonalnego rdzenia, więc podejmując dyskusję, nie można odwołać się do jakichkolwiek zasad zdrowego rozsądku czy wręcz fundamentalnej uczciwości, nie mówiąc już o podstawach logicznego rozumowania. Antysemita wszystko zrozumiał, wszystko wie, nie ma dla niego żadnych tajemnic, wszystko jest jasne. Całe nieudane życie, to wina Żydów: musiałem myć klozety, bo mnie Żydzi do matury nie dopuścili – i temu podobne bzdury. Wszelkie zło pochodzi od Żydów, każdy wróg jest naprawdę Żydem, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie wygląda, nawet jeśli wszystko wskazuje, że wróg jest takim samym antysemitą, jak ja sam – aha! wystarczy poskrobać, żeby prawda wyszła na jaw: toż to Żyd, on tylko udaje antysemitnika! (Tu nasuwa się interesujący problem logiczny: czy Żyd-antysemita powinien być obiektem nienawiści antysemity?) Można przedstawiać dowody, można wykazać durniowi czarno na białym, że nie ma racji, a on na wszystko ma gotową odpowiedź: – To jest żydowskie kłamstwo!

    Moim zdaniem jedyną godną odpowiedzią jest śmiech. Śmiać się z tej polszczyzny. Śmiać się z tych idiotyzmów. Śmiać się z nędzy duchowej takich ludzi.

    I modlić się za nich.

  11. 11 Marek

    Jak miło jest zgodzić się z Panem, Panie Michale, co niniejszym czynię. Antysemityzm to zaraza równie groźna jak komunizm, tylko oczywiście innego typu.
    Odnośnie artukułu – bliskie mi są Pańskie ostatnie refleksje dotyczące czerwonej zarazy. Być może dlatego, że tym razem nie eksponuje Pan, w tak dużym stopniu jak wcześniej, hipotezy długofalowej strategii, z którą nie zgadzam się i o której nie chciałem dyskutować (przez co zasugerował Pan, że jestem ślepcem).

    Miło również usłyszeć głos Pana Dariusza, którego ton, choć nie bez podtekstu („po raz pierwszy Pańska wypowiedź wydaje mi się rzeczowa”), pozwala snuć przypuszczenia, że być może podejmiemy kiedyś polemikę, choćby na temat roli Kościoła w prlu.

  12. 12 michał

    „Ale gdzież są dowody, że to się robi według wielkiego planu?
    Dowodów bezpośrednich nie ma żadnych. I nie wiadomo, czy kiedykolwiek będą. Mogą być tylko dowody pośrednie, wyrozumowane na podstawie zbieżności interesów. Że to, co się robi – w głównych tendencjach tej roboty – leży w interesie Związku Sowieckiego, centrali Obozu Komunistycznego.
    Istnieje poza tym długa lista poszlak, która wskazuje, że to: ‚jak się robi’ sprzeczne jest nie tylko z naszą wiedzą o dopuszczalnych możliwościach takiej roboty ‚opozycyjnej’ w systemie sowieckim, ale – na zdrowy rozum – z logiką rzeczy samych w sobie. Mamy do czynienia z łańcuchem sprzeczności, graniczących nieraz z absurdem – jak na realne stosunki sowieckie – niewytłumaczalnych inaczej, jak sztuczną grą prowadzoną z góry, a obliczoną na oszukanie, a nawet ogłupienie widzów tego przedstawienia.” Józef Mackiewicz, „Trust” nr 2 Nowy plan zniszczenia antykomunizmu, w: Optymizm nie zastąpi nam Polski, Londyn 2005.

    Mackiewicz napisał te słowa w 1976 roku. Nie sądzę, żeby robiło mu różnicę zasadniczą, czy ludzie nie widzą oczywistości, ponieważ zamykają na nią oczy czy też dlatego, że utracili polityczny wzrok.

  13. 13 Marek

    Trudno nie zgodzić się z Mackiewiczem. Cytat wiele dający do myślenia, lecz do obecnej rzeczywistości odnieść go nie sposób. Minęło ponad 30 lat, Mackiewicz nie żyje, Związku Sowieckiego nie ma, a Polska jest niepodległa. Dlatego słowa o utracie wzroku mogą dotyczyć również i tych, którzy powyższych faktów nie przyjmują do wiadomości. Argument imputujący adwersarzowi ślepotę to narzędzie skuteczne , ale, niestety, stanowiące miecz obosieczny.

  14. 14 przemek

    Panie Michale,
    Uważam, że trochę Pan przeszarżował. Z cytatu nie wynika żadna „oczywistość”. Zwłaszcza, iż ta nie kojarzy się mi (i chyba nie tyko) najlepiej ostatnimi czasy.

    Brawo za polemikę dla pana Marka. Przekonania i poglądy to jedno (zgadzam się z nimi tylko w połowie), a sztuka wypowiedzi, sama w sobie, również zasługuje na uwagę.

  15. 15 michał

    Drogi Panie Marku,

    Proszę wybaczyć, ale z czym w takim razie Pan się zgadza w powyższym cytacie z Mackiewicza?

    20 grudnia napisał Pan: „nie pojmuję, jak można idąc tropem myśli Mackiewicza wysuwać hipotezy typu “długofalowa strategia”. JM chodził twardo po ziemi, widział realnego wroga i daleki był od tworzenia bytów fikcyjnych.”

    Napisał Pan 18 grudnia: „Rok 1989 mógłby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby Polacy uznający się za antykomunistów (przykładowo jak Pan Michał) nie wyjechali z prlu, ale zostali w nim i powywieszali komunistów na przysłowiowych latarniach. Nic takiego się jednak nie stało, jednych nie było, inni siedzieli cicho, a Bolek dobijał targów ze Spawaczem.”

    Ale pomimo to, uważa Pan ten prl nr 2 – bękarta Bola i Spawacza – za niepodległą Polskę? Wybaczy Pan, Wolna Polska znaczy dla mnie zbyt wiele, żebym chciał się zastanawiać, jaką perwersję ma Pan myśli.

    Rozumiem oczywiście, że odkąd napisał Pan te słowa, minęło dużo czasu (miesiąc), różni ludzie umarli i Polska jest w Pańskich oczach niepodległa. W moich oczach jednak, nie zwalniałoby to nas od wymogów logicznego myślenia – nawet gdyby było prawdą. Nie będę nazywał tego więcej ślepotą, skoro Pana to dotyka. Zostańmy przy określeniu, że Pańskie poglądy wydają mi się grzeszyć brakiem konsekwencji.

    Mówił Pan wielokrotnie o „przemalowanych komunistach”, co logicznie zdałoby się wskazywać, że komuniści udają coś czym naprawdę nie są, ale jednocześnie mówi Pan, że zdradzili komunizm i dali Polsce niepodległość. Z najwyższym szacunkiem, moje ograniczone możliwości intelektualne nie pozwalają na objęcie myślą aż tylu skrajnych sprzeczności naraz.

    Co rzekłszy, bardzo się cieszę, że nie lubi Pan antysemitów, nawet jeśli nie mogę się w pełni zgodzić, że antysemityzm jest zarazą równie groźną co komunizm.

  16. 16 przemek

    Panie Michale,
    Z całym szacunkiem dla wolności wypowiedzi, tak szanowanej na tej witrynie, określenie „bękart Bola i Spawacza” jest obraźliwe. Kilku ludzi tu zostało i naprawdę nie wszyscy to komuniści. Bardzo radykalny antykomunizm może być równie niebezpieczny jak jego największy wróg.

  17. 17 michał

    Drogi Panie Przemku,

    Z czym przeszarżowałem?? Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę, sądząc, że musiałbym najpierw szarżować, żeby móc zaspokoić Pańskie wymagania. Szarże pozostawiam Kozietulskim, bo mi nie w smak „gardła armatnie kolanami dławić”. Proszę mnie źle nie zrozumieć: doceniam wartość intelektualnej szarży, twierdzę tylko, że żadna nie miała tu miejsca.

    Mniemam, że oczywistość wynika z cytatu, ale być może dlatego, że moje rozumienie tego cytatu jest zabarwione jego kontekstem, którego nie sposób było przytoczyć w całości. Wielka część późnej publicystyki Mackiewicza zajmuje się właśnie „oczywistością” tego, co się działo na oczach wszystkich, a co z najrozmaitszych powodów umykało ich uwagi. (Czy ma Pan inne eufemizmy do zaproponowania? Obiecałem przecie unikać aluzji do słabego wzroku.)

    Proponuję, żeby Pan przeczytał Trust nr 2 i wtedy chętnie podejmę szczegółową dyskusję na temat „oczywistości”. Czy możemy pozostawić na boku aktualne skojarzenia? Widzi Pan, skojarzenia tego rodzaju przemijają, a sens „oczywistości” pozostaje.

  18. 18 michał

    Panie Przemku,

    Nasze komentarze najwyraźniej się mijają. Przykro mi, że czuje się Pan dotknięty, ale nie zamierzam się z tego określenia wycofywać. W jakim sensie ma ono dotyczyć ludzi, którzy tam pozostali?? Jakże może Pana obrażać „prl nr 2 jako bękart Bola i Spawacza”, gdy zdanie „inni siedzieli cicho, a Bolek dobijał targów ze Spawaczem” uważa Pan za możliwe do zaakceptowania? W tym pierwszym nie ma słowa o tych, co siedzieli cicho, gdy cała emfaza drugiego spoczywa na nich. Moje określenie rozwija po prostu metaforę zapoczątkowaną przez Pana Marka i metafora ta podoba mi się coraz bardziej. Tak. To „państwo”, które przeważająca większość Polaków uznała za „państwo polskie”, jest płodem pokątnej afery miłosnej między pokurczem i ślepcem, zapoczątkowanej w Magdalence i zakończonej pod okrągłym stołem.

    Jest to sytuacja raczej obraźliwa – to prawda. Sytuacja, ale nie metafora.

  19. 19 Marek

    Panie Michale,
    Zgadzam się z oceną sytuacji Mackiewicza z roku 1976. Nie widzę jednak analogii między rzeczywistością ówczesną a obecną. Tak samo jak nie zauważam braku konsekwencji w moich poglądach.

    Jakie kryteria ma Pan na uwadze wyrokując o braku niepodlegości Polski w roku 2008? Chętnie posłucham, ale nie „biadolenia o bękartach”, tylko realne odniesienia.

    Na pewno nie jest to Polska moich marzeń, nie ma kształtu takiego, o jaki walczyłem. Powiem więcej, najczęściej jest mi obca. Ale czy z tego powodu mam obrazić się jak dziecko, zabrać zabawki i stwierdzić, że niepodłości nie ma? W ten sposób nasi ojcowie na pewno nie utworzyliby niepodległego państwa pod koniec drugiej dekady XX wieku. Chyba, że Pan uważa, iż II RP także nie było. Można nawet dojść do wniosku, że Polski nie ma, nigdy nie było i nie będzie. Tylko jaki sens mają tego typu rozmowy? Przede wszystkim służą one postkomunistom, o czym już Panu pisałem.

    Mówię o przemalowanych komunistach, bo gdzie się nie obrócę, to ich widzę. Nie wiem, czy udają, czy nie udają; czy zdradzili komunizm czy nie? Nie ma reguły. Trzeba by osobno badać każdy przypadek. Widać natomiast, jak „komuna wychodzi z nich” na każdym kroku, choć poglądy mają już niby inne. Razi mnie to i znowu mogę obrazić się, zabrać zabawki, wyjechać z tego Kraju i gdzieś w Londynie płakać nad rozlanym mlekiem. Proszę zgadnąć, komu wówczas przysłużę się?

    Dobrze, że Pan zacytował to zdanie o 1989 r. Nie uważa Pan, że wymaga ono nieco głębszej refleksji, niż „biadolenia o bękartach”?

    W pełni utożsamiam się z zaprezentowaną na wp „Odpowiedzią na ankietę” Krystiana Solińskiego, więc nie ma co powtarzać tekstu tego Pana.

    Z kolei Pan Dariusz jak zwykle wyniośle milczy. Próżne nadzieje, że częściej zacznie zniżać się do poziomu mało rzeczowej polemiki.

  20. 20 michał

    Drogi Panie, nie mam teraz czasu zająć się tym bardziej szczegółowo, ale jeśli nie widzi Pan sprzeczności pomiędzy zdaniem: „nie pojmuję, jak można idąc tropem myśli Mackiewicza wysuwać hipotezy typu “długofalowa strategia”” oraz Pańską rzekomą zgodą z mackiewiczowską oceną sytuacji w latach 70., to doprawdy nie wiem, jak to dalej rozwiązać. Każda dyskusja zakładać musi choćby przybliżoną zgodę na temat znaczeń podstawowych słów. Jeżeli to, co ja nazywam czarnym, Pan będzie nazywał białym, to nasza dyskusja będzie pozbawiona szans powodzenia.

    Hipoteza o długofalowej strategii wywodzi się w prostej linii z Mackiewicza; naświetlona została następnie z zupełnie innej strony (bo niejako od wewnątrz) przez Golicyna i poparta tysiącami faktów, jak np. to co eufemistycznie nazywa Pan „dobijaniem targów między Bolkiem i Spawaczem”. Jeżeli Pan nie chce tego dostrzec, to jest Pański wybór. Nie będę tego nazywał osłabieniem wzroku z przyczyn, które już wyłożyłem.

    Zwrócę Panu jeszcze tylko uwagę, że ja nie płaczę ani nad rozlanym mlekiem, ani nad czymkolwiek innym. To jest kolejny przykład mówienia na czarne, że białe: nazywanie rzeczowej analizy, biadoleniem.

    Resztą zajmę się wieczorem.

  21. 21 michał

    Drogi Panie Marku,

    Czy to naprawdę dobrze, że zacytowałem Pańskie zdanie na temat roku 1989? Zaczynam rozumieć, że nie widząc wewnętrznej sprzeczności własnych poglądów, uważa je Pan za warte głębszego zastanowienia. Wybaczy Pan, ale trudno się z tym zgodzić, ponieważ sprzeczność wewnętrzna dyskwalifikuje opinie w moich oczach. Nie widzi Pan tej sprzeczności (co z pewnością nie ma nic wspólnego z wadą wzroku), wobec czego po raz kolejny spróbuję ją wyłożyć: dostrzega Pan, że twór państwowy, o którym mówimy, stworzony został przez „targi Spawacza z Bolkiem” (rzecz jasna nie „biadoli” Pan, że „jednych nie było, a inni siedzieli cicho”, o nie! biadolenie lubi Pan zarzucać innym), ale postanawia Pan uznać go za Wolną Polskę. Nie widzi Pan sprzeczności? Naprawdę nie? Otóż niepodległość państwa, drogi Panie, mierzy się suwerennością decyzji podejmowanych przez państwowe instytucje. Suwerenność ta jest w tym wypadku poddana w sposób absolutny tajnemu układowi pomiędzy Bolkiem i Spawaczem, którego istnieniu Pan nie zaprzecza. Twór ten nazwałem bękartem tego związku i wydawałoby się, że obserwator, który sam mówił tu o „targach”, nie powinien mieć probelmu z takim określeniem.

    Jest mi autentycznie przykro, że określenie to obraża Pana Przemka. Zapewniam Pana atoli, że mnie równie (jeśli nie bardziej) obraża nazywanie czegoś takiego Wolną Polską.

  22. 22 Dariusz Rohnka

    Panie Marku,

    Jak Pan dostrzega postanowiłem przerwać na moment swoje „wyniosłe milczenie”, ponieważ zaprezentowany przez Pana dzisiaj gatunek argumentacji wydał mi się szczególnie frapujący. O co w tym wszystkim chodzi? Jak Pan może, przy całym Pańskim rozeznaniu, stawiać znak równania pomiędzy rokiem 1918, a rokiem 1989?
    W największym uproszczeniu – w 1918 roku władza leżała na ulicy, podjął ją Piłsudski, powołał rząd, zadbał o jak najrychlejsze zwołanie sejmu ustawodawczego, ba, wyciągnął nawet przyjazną dłoń do swojego największego antagonisty, Dmowskiego. Wszystko w imię jednej idei – Wolnej Polski.
    W 1989 roku nic podobnego nie miało miejsca. Komuniści nikomu nie oddali władzy, a jedynie ukryli swoje wpływy za ikoną „demokratycznej opozycji”, skrupulatnie dobraną grupką dysydentów, gotową na zawarcie układu na każdych warunkach. W gestii komunistów pozostało wojsko, służba bezpieczeństwa, milicja obywatelska, gospodarka, sądownictwo, media. Nawet sławetny slogan, wyartykułowany przez redaktora „Gazety Wyborczej” „Wasz prezydent, nasz premier” ukuty został przy okrągłym, czy też magdalenkowym stole. Gdzie Pan życzy sobie w tych okolicznościach dostrzegać ukonstytuowanie Niepodległej? W wyborze Wałęsy na prezydenta którejś tam rp może? Albo też w przebrzmiałym już triumfie braci Kaczyńskich?
    Wybaczy Pan, ale przyrównywanie peerelowskiego pomiotu do Niepodległej Ojczyzny wydaje mi się szczególnie nie na miejscu.
    W istocie, nie chodzi o debatę historyczną, ale o wzajemny brak zrozumienia, z Pana, no i z mojej strony.

  23. 23 Marek

    Życzliwy Panie Dariuszu,

    Nie chodzi oczywiście o debatę stricte historyczną, ponieważ aktualność poruszanych zagadnień nie ulega wątpliwości. Nie chodzi również o całkowity brak zrozumienia, gdyż czytając Pańskie książki i artykuły nieraz przyznaję Panu słuszność, jak również nieraz staram się zrozumieć.

    Napisałem:
    „Na pewno nie jest to Polska moich marzeń, nie ma kształtu takiego, o jaki walczyłem. Powiem więcej, najczęściej jest mi obca. Ale czy z tego powodu mam obrazić się jak dziecko, zabrać zabawki i stwierdzić, że niepodłości nie ma? W ten sposób nasi ojcowie na pewno nie utworzyliby niepodległego państwa pod koniec drugiej dekady XX wieku.”
    Pański wniosek:
    postawiłem „znak równania pomiędzy rokiem 1918, a rokiem 1989″

    A oto moje zdanie na temat roku 1989, które Pan Michał był łaskaw ostatnio zacytować:
    “Rok 1989 mógłby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby Polacy uznający się za antykomunistów (przykładowo jak Pan Michał) nie wyjechali z prlu, ale zostali w nim i powywieszali komunistów na przysłowiowych latarniach. Nic takiego się jednak nie stało, jednych nie było, inni siedzieli cicho, a Bolek dobijał targów ze Spawaczem.”

    Wynika z niego, że Pański wniosek jest błędny. Między rokiem 1918 a 1989 istnieje zasadnicza różnica. Upraszczając należy stwierdzić, że nasi ojcowie, wierząc, że Polska powstanie, po prostu ją wywalczyli. My natomiast zadowoliliśmy się samą wiarą i nie podjęliśmy działań, które zmiotłyby czerwoną zarazę. Dlaczego tak się stało? Pan ma odpowiedź gotową – ujawniona przez zbiegłego na Zachód w 1961 r. majora KGB i realizowana do dnia dzisiejszego komunistyczna długofalowa strategia. Mi natomiast ta odpowiedź nie wystarcza. Odpowiada ona przede wszystkim tym, którzy pragną usprawiedliwić swoją bierność, bo przecież jeśli była to tak potężna prowokacja, tak wszechmocny spisek globalny to nie było żadnych szans na powodzenie. Właściwie dobrze więc, że nie walczyliśmy. Dzisiaj też spisek bolszewicki jest tak potężny, że możemy sobie tylko o nim porozmawiać, powspominać dawne dzieje i pobiadolić, jak to nabito nas w butelkę. Jaki to straszny „bękart” i „peerelowski pomiot”. Gdzie mu tam do Niepodległej.

    Otóż, Drodzy Panowie, czy to podoba nam się czy nie, Niepodległa istnieje i jaka Ona będzie zależy od nas, jej obywateli. Jeżeli będziemy trwonić czas i energię na rozważania o globalnych spiskach, to z pewnością dokonamy niewiele, gdyż jest to forma ucieczki przed wypełnianiem obowiązków wobec Ojczyzny. Początku II RP też nie można dokładnie określić. Bywają różne zdania. 11 listopada 1918 to przecież umowna data.

    Panie Michale, hipoteza o realizowanej do dzisiaj długofalowej strategii wcale nie „wywodzi się w prostej linii z Mackiewicza”, tylko od wspomnianego kagiebisty Golicyna. Nie wie Pan, jak Mackiewicz oceniłby obecną rzeczywistość.

  24. 24 michał

    To jest kompletny nonsens! Czy wie Pan, jak oceniałby „obecną rzeczywistość” Golicyn? A jednak twierdzi Pan, że to wywodzi się od niego. Dlaczego? Bo dokonuje Pan pewnej myślowej operacji, ale jednocześnie odmawia Pan mnie prawa dokonania podobnej operacji. Józef Mackiewicz pisał:

    „Mogą być tylko dowody pośrednie, wyrozumowane na podstawie zbieżności interesów. Że to, co się robi – w głównych tendencjach tej roboty – leży w interesie Związku Sowieckiego, centrali Obozu Komunistycznego.”

    Ja staram się zastosować jego metodę poznawczą i analityczną do dzisiejszej sytuacji. To wszystko. Jeśli Panu to się nie podoba, to jest Pańskie prawo, ale nie znalazłem u Pana żadnego ARGUMENTU przeciw. Mam na myśli nie idiotyczne oskarżenia o „biadolenie”, kiedy żadnego biadolenia nie mógł Pan u mnie znaleźć, ale racjonalne argumenty. Jak już mówiłem wielokrotnie, jestem gotów porzucić hipotezę o „długofalowej strategii” w obliczu takich argumentów. Co więcej, byłoby mi bardzo miło dowiedzieć się, że się mylę: spakowałbym manatki i wrócił do Wolnej Polski. Czego więcej można sobie życzyć?

    Natomiast próby przekonywania mnie, że iiirp ogłoszona przez bolszewicki sejm, w rezultacie – żeby ponownie zacytować z takiego klasyka, jak Pan – „targów między Bolkiem i Spawaczem”, jest Wolną Polską, byłyby zabawne, gdyby nie były tak rozpaczliwie smutne.

  25. 25 Marek

    Mimo istotnych podobieństw, istnieją jednak pewne różnice między rewelacjami Golicyna a analizami Mackiewicza, na podstawie których można przypuszczać, że dzisiaj wymienieni panowie odmiennie oceniliby obecną rzeczywistość. Upraszczając – dość szczegółowe przepowiednie Golicyna po części sprawdzały się i sprawdzają do dnia dzisiejszego, a on (jeśli żyje) nadal przekonany jest o ich słuszności. Z kolei Mackiewicz przewidywał prowokacje i dezinformacje komunistyczne, ale to przecież nie to samo, co przepowiadanie kolejnych etapów długofalowej strategii, a więc m.in. „okrągłe stoły” oraz fikcyjny upadek komunizmu w Sowietach i innych krajach.

    Mackiewicz nie pisał o fikcyjnym rozpadzie centrali Obozu Komunistycznego, dlatego uważam Pańskie wnioski za zbyt daleko idące. Z drugiej strony rozumiem jednak, że starając się „zastosować jego metodę poznawczą i analityczną do dzisiejszej sytuacji” stawia Pan śmiałe, interesujące hipotezy. Z chęcią zapoznaję się z nimi, a fakt, że podejmuję polemikę nie powinien budzić zdziwienia i negatywnych emocji. Poza tym odnoszę wrażenie, że nie czyta Pan moich komentarzy w całości, tylko wyrywkowo i natychmiast odpowiada, bez zbędnego zastanowienia. Cenię Pańską erudycję i rzutkość umysłową, ale jednym z warunków dialogu jest czynne wysłuchanie adwersarza.
    Pan Dariusz na przykład, nawet nie udaje, że słucha.

  26. 26 michał

    Pomińmy ten drobiazg, iż nie wiadomo, na podstawie jakich różnic wyrokuje Pan, że Golicyn i Mackiewicz „odmiennie oceniliby obecną rzeczywistość”. Istotne – i jednocześnie zabawne – wydaje mi się, że przyznaje Pan sobie prawo do wyrokowania, podczas gdy mnie odmawia Pan prawa do ekstrapolacji. Golicyn jest w Pańskich oczach „nadal przekonany”, a Mackiewicz „nie przepowiadał”. Natomiast do mnie mówi Pan: „Nie wie Pan, jak Mackiewicz oceniłby obecną rzeczywistość.” Można i tak.

    Zarzucił mi Pan już kiedyś, że nie czytam uważnie Pańskich komentarzy. Zapewniam Pana ponownie, że to nie jest prawda. Soren Kierkegaard powiedział gdzieś o Heglu, że studiował go tak uważnie, iż w pełni go rozumie; a tam, gdzie go nie rozumie, to Hegel sam siebie nie rozumie. Żeby wykazać komuś wewnętrzną sprzeczność pozycji, którą zajmuje, trzeba poświęcić wiele uwagi jego wypowiedziom, odrzucam więc zdecydowanie zarzut nie wsłuchiwania się w adwersarza. Może mi Pan zarzucić, że go nie rozumiem i wykazać mi na czym polega mój błąd, ale nie ma Pan podstaw twierdzić, że nie czytam jego komentarzy. Fakt, że podejmuje Pan polemikę z pewnością budzić może wyłącznie pozytywne emocje i nigdy nie wzbudził w nikim na wp innych emocji (może dlatego, że emocje nie sprzyjają chłodnemu rozumowaniu). Moje zdziwienie budzi jednak brak konsekwencji.

    Mackiewicz nie pisał o fikcyjnym rozpadzie, tylko zastanawiał się w dziesiątkach artykułów, do czego to wszystko zmierza. Ogromna większość krytyków, zajmujących się pisarstwem Józefa Mackiewicza, nadaje jego myśli politycznej wyłącznie wartość historyczną. W moim głębokim przekonaniu jest to poważny błąd. Aktualność Mackiewicza jest niestety niezaprzeczalnym faktem. Proszę zwrócić uwagę, jak niezwykle trudno wykaraskać się Panu z magmy jego własnych założeń: z jednej strony widzi Pan komunistów wszędzie wokół, ale to jest dla Pana niepodległa Polska; widział Pan wszystkie machinacje w 89 roku, ale wynik tych machinacji Pan akceptuje; dostrzega Pan, że tamten układ czyni prl nr 2 nie-suwerennym państwem, ale jest Pan w stanie z tym żyć. W mętnej wodzie stworzonej przez układy tego typu, Mackiewicz przydaje się bardzo, ze swym jasnym myśleniem, z ostrymi rozróżnieniami. Parafrazując, odkąd w 40. latach, Polacy poczęli na „okupację” mówić „wyzwolenie”, daleko nie zaszli.

  27. 27 Marek

    Każdy z nas ma prawo przedstawiać różnego rodzaju hipotezy i „gdybania”. Moim zdaniem Pańskie śmiałe refleksje zasługują na uwagę i nie pragnę pozbawić Pana jakichkolwiek praw. Zdanie “Nie wie Pan, jak Mackiewicz oceniłby obecną rzeczywistość” jest prawdziwe, ale ma Pan rację, że powinienem dodać, że ja też nie wiem, albo stwierdzić, że my po prostu nie wiemy. Możemy tylko przypuszczać, wnioskować na podstawie jego dzieł i zgadzać się bądź nie.

    Istnieje prawdopodobieństwo, że Golicyn żyje, przynajmniej o jego zgonie nie słyszałem. Jeżeli więc żyje to myślę, że poglądów nie zmienił, poglądów, które Pan podziela. Z kolei Mackiewicz opuścił świat ziemski w 1985 r. i śmiem domniemywać, że jeśliby nie opuścił, to z Pańskimi hipotezami nie zgodziłby się. Skąd to przypuszczenie?
    Otóż część różnic między Golicynem a Mackiewiczem przedstawił w interesujący sposób milczący Pan Dariusz w „Fatalnej fikcji…” (choć oczywiście usiłował wyłuszczyć głównie podobieństwa). Nie wspomniał jednak o różnicy, moim zdaniem, zasadniczej. Mackiewicz na każdym kroku podkreślał słabość Bloku Sowieckiego. Uważał, że jedno uderzenie rozbije go w drzazgi. Sądził, że 90% ludności podbitej przez komunistów nienawidzi tego nieludzkiego systemu i przy umiejętnie przeprowadzonej interwencji z zewnątrz czerwoni zostaną powywieszani na „przysłowiowych latarniach” właśnie przez tą ludność. U Golicyna takich wniosków nie znajduję. Golicyn raczej uważa, że Sowiety maskują swoją rzeczywistą potęgę i pogląd ten leży u podstaw hipotezy o trwającej do dzisiaj długofalowej strategii, której Pan, Panie Michale, jest żarliwym wyznawcą. Wciąż powołuje się Pan na Mackiewicza, nawet wtedy, gdy Pan, wbrew niemu, twierdzi, że Sowiety udawały słabość, aby upozorować upadek komunizmu. Dziwi się Pan – „jak komunizm mógł tak nagle upaść, zapaść się w sobie itd., jeśli nie było antykomunistów, a opozycja była sterowana?” A Mackiewicz Panu odpowiada – 90% ludności podbitej nienawidziło komunizmu! Dlatego ten nieludzki system rozpadł się jak domek z kart. Machinacje Bolków i Spawaczy miały miejsce, nie było żadnego spektakularnego rozpoczęcia niepodległego bytu, ale cóż na to możemy poradzić w tej chwili? Teraz należy wprowadzać w życie szeroko pojętą dekomunizację, oczyszczać mętną wodę, rozbijać układy, o których Pan mówi. Sowieckie myślenie dominuje, to prawda, i nie wiem, ile pokoleń proces dekomunizacji trwać będzie. Najważniejsze, że on się już rozpoczął, czego świadectwem jest np. wydana przez kontrwywiad książka wspomnianego Golicyna. „Za 100, 200 lat będzie już małe okienko”. A jak będziemy tylko utyskiwać (świadomie nie piszę „biadolić”) na wyimaginowany brak niepodległości to i tego nie będzie.

  28. 28 michał

    Drogi Panie,

    Odpowiem szczegółowo, jeśli Pan pozwoli, kiedy znajdę chwilę wolną, tj. wieczorem. (Jak Pan to robi, że ma tyle czasu w ciągu dnia?) Tymczasem zwrócę Panu tylko uwagę na pewien drobiazg. Czy nie widzi Pan sprzeczności w swoim własnym paragrafie:

    „Istnieje prawdopodobieństwo, że Golicyn żyje, przynajmniej o jego zgonie nie słyszałem. Jeżeli więc żyje to myślę, że poglądów nie zmienił, poglądów, które Pan podziela. Z kolei Mackiewicz opuścił świat ziemski w 1985 r. i śmiem domniemywać, że jeśliby nie opuścił, to z Pańskimi hipotezami nie zgodziłby się. Skąd to przypuszczenie?”

    Śmiem twierdzić, że nie ma żadnej różnicy pomiędzy domniemywaniem na temat poglądów zmarłego, a domniemywaniem, jakie byłyby poglądy kogoś, kto nie wypowiedział się od dłuższego czasu. Innymi słowy, widzi Pan źdźbło w moim oku, a nie dostrzega belki w swoim własnym.

  29. 29 Dariusz Rohnka

    Panie Marku,

    Wydanie przez „kontrwywiad” książki Golicyna sprzed ćwierć wieku nie jest świadectwem czegokolwiek, chyba braku kompetencji owego „kontrwywiadu” – po cóż to wydawnictwo, cały trud… czyje pieniądze??? AG znany jest w peerelu od dobrych 20 lat, od mniej więcej magdalenkowych czasów… jakąż funkcję ma pełnić dzisiaj – podręcznika wywiadowcy, lektury nadobowiązkowej dla czekisty????
    A może ma być wyrazem sprawności operacyjnej wspomnianej już tu instytucji???

  30. 30 michał

    Drogi Panie Marku,

    Pozbawić mnie nie tylko jakichkolwiek praw, ale w ogóle czegokolwiek, na szczęście nie jest w Pańskiej mocy. Ośmieliłem się napomknąć, że odmawia mi Pan w niniejszej dyskusji prawa do ekstrapolacji, co jest całkiem zabawne, zważywszy, że sam Pan tego prawa używa. Jeszcze dwie formalne uwagi, zanim przejdę do meritum: ma Pan niezrozumiałą dla mnie tendencję do imputowania adwersarzowi poglądów, ktorych nie wypowiedział, bądź tonu, którego nie użył. Zastąpienie „biadolenia” przez „ustyskiwanie” jest iście orwellowskim zabiegiem, przypisywanie mi „żarliwości” jest niezamierzenie śmieszne, natomiast przytyk o „gdybaniu” w ogóle nie da się zastosować. „Gdybanie” jest potocznym terminem na rozumowanie typu „co by było gdyby”. Tak się składa, że nie mam nic przeciw temu typowi rozumowania, wydaje mi się ono często nadzwyczaj inspirujące, ale akurat nigdzie powyżej go nie zastosowałem.

    Zastanówmy się jednak nad treścią Pańskiej ostatniej notki. Józef Mackiewicz rzeczywiście uważał, że ogromna większość ludności ujarzmionej przez komunistów pragnie wyzwolenia. Prawdę mówiąc, kwestionuję tę opinię, ale dokonałem szczegółowej analizy tego zagadnienia gdzie indziej, więc zostawmy to, ponieważ istotne tu wydaje się co innego. Otóż Mackiewicz miał mało złudzeń, że im dłużej ludność poddana będzie sowietyzacji, tym mniejsze są szanse na takie wyzwolenie (niech Pan przeczyta uważnie Drogę donikąd). Wcale nie powołuję się na Mackiewicza, kiedy twierdzę, że sowieciarze udają słabość, kiedy są silni, powołuję się na zdrowy rozsądek, bo jest to taktyka stara jak świat. Powołuję się na niego z całą świadomością tam, gdzie wypowiadał się na temat długoterminowych planów sowieckich:

    „… wszelka agitacja antysowiecka na Zachodzie może być tylko wtedy dla Sowietów groźna, jeżeli jednocześnie wskazuje konkretne sposoby, któreby mogły posłużyć do rozbicia Sowietów. Jeżeli zaś nie wskazuje tych środków – uderza w próżnię. A jeżeli jednocześnie nawołuje do: nie walki, jest dla Sowietów pożyteczna i skuteczna bardziej od innej propagandy. Bo jeżeli nawet `krytycy reżymu’ odmawiają walki, to tym samym wypełniają ostatnią lukę antywojennego (wobec Sowietów) frontu na Zachodzie. Tego rodzaju opanowanie, czyli zastąpienie `białej’, ‚kontrrewolucyjnej’, `rewolucyjnej’, czy każdej innej emigracji antykomunistycznej – przez `opozycję’, `dysydentów’, `antytotalitarną’ emigrację, domagającą się wyłącznie `praw człowieka’ w istniejącym ustroju, a nie obalenia samego ustroju, uzupełnia podstawę do zastąpienia `konfrontacji’ przez `Dialog’.”

    Gdzie tu jest odpowiedź na pytanie: jak się rozsypał ten system?? Jest tu chyba raczej odpowiedź na dręczące Pana pytanie, gdzie Mackiewicz mówił o długoterminowej strategii. Proszę łaskawie przytoczyć mi fragment, który dałby się zinterpretować wedle Pańskiej sugestii, w taki sposób: system rozpadnie się sam, ponieważ 90% ludności jest przeciw. Gdyby tak być mogło, to rozpadłby się już dawno, nieprawdaż? Ja wiem, ja wiem, to absurdalne, ale takie niestety są logiczne konsekwencje Pańskich własnych założeń.

    Mackiewicz pisał o tym wielokrotnie: to nie są ani geniusze, ani nadludzie, a zatem można ich pokonać, ale trzeba najpierw jasno rozpoznać wroga, a potem chcieć walczyć. Nie można w żadnym wypadku wyzwolić się spod komunizmu, twierdząc jednocześnie, że żyje się w niepodległym państwie. Oddam jeszcze raz głos Józefowi Mackiewiczowi:

    „Zwycięstwo komunistów nie polega na rzekomo ich ‚genialnej’ taktyce, lecz przeważnie na gotowości do kapitulacji nie komunistów. Przypisywana przywódcom komunizmu `genialność’ polityczna wynika jedynie z umiejętnego rozegrania tej gotowości, odpowiedniego etapowego wyzyskania kapitulanctwa ich przeciwnika politycznego.”

    Uznanie prlu nr 2 za państwo polskie jest kolejnym wyrazem tego samego kapitulanctwa.

  31. 31 Marek

    Panie Dariuszu,
    dlaczego wydano tą publikację wyjaśnia we Wstępie szef kontrwywiadu, niejaki Antoni Macierewicz. Czy były jakieś zakulisowe powody tego nie wiem. Cieszę się jednak, że mogę ją przeczytać w całości, bo dotychczas „rewelacje” Golicyna znałem jedynie z Pańskich publikacji. „AG znany jest w peerelu od dobrych 20 lat” – to zdanie odbieram jako żart. Kiedy Pan przeczytał „Nowe kłamstwa w miejsce starych” i skąd Pan miał tą książkę.

  32. 32 Dariusz Rohnka

    Panie Marku,

    W wolnej chwili przeczytam wstęp p. Macierewicza. AG znany był 20 lat temu z obszernego omówienia New Lies for Old autorstwa Józefa Darskiego (wydanie w osobnej broszurze). Przynajmniej w środowisku, w którym się wówczas obracałem jego podstawowe tezy były szeroko omawiane. Zgadzano się z nim raczej powszechnie, mimo to zdecydowana większość moich byłych kolegów postanowiła wziąć udział w peerelowskiej pierestrojce…
    W całości czytałem Golicyna prawdopodobnie w roku 1990, raczej na pewno nie wcześniej…

  33. 33 Marek

    Panie Michale,
    czasu mam wiele w tym prlu nr 2. Wy na zgniłym Zachodzie harujecie od rana do nocy, a u nas „czy się stoi, czy się leży…” robota lżejsza od leżenia.
    Widzę, że chce Pan powojować na cytaty, a ja wolałbym na argumenty, których ostatniej Pańskiej wypowiedzi zdecydowanie brakuje. Napisałem, że wg Mackiewicza 90% ludności podbitej nienawidziło komunizmu i dlatego jako system polityczny tak szybko w Europie Wschodniej upadł. Pan podejmuje polemikę, ale nie na temat. Moim zdaniem strategia, o której pisał Mackiewicz przestała być realizowana z końcem lat 90. i należy ją rozpatrywać przede wszystkim w kategoriach historycznych. Tu się różnimy. Różnimy się również co do oceny niepodległości (zdaniem Pana – rzekomej niepodległości) państwa polskiego (zdaniem Pana – prlu nr 2).

    Jeżeli ma Pan rację, to Polska nie powstanie nigdy.
    Jeżeli ja mam rację, to może “Za 100, 200 lat będzie już małe okienko”.

  34. 34 michał

    Różnimy się również w ocenie, co stanowi polemikę. Określenie własnego zdania w opozycji do zdania adwersarza, jest zaledwie zaczątkiem polemiki. Pan chce wojować na argumenty, ale poprzestaje na określeniu swego zdania. Zarzuca mi Pan „wojowanie na cytaty”, ale gdyby się Pan był przyjrzał, to może dostrzegłby Pan, że cytaty zawierają argumenty. Podejmuję polemikę na temat, który jest Panu z pewnością niewygodny, bo musiałby Pan przyznać, że nie ma racji. Pańskie metody dyskusji są wprost ze szkoły dialektyki historycznej i byłyby bardziej na miejscu w gazecie wybiórczej. Ale niech tam. Zatem temat, który Pan sobie w tej chwili upatrzył, aż do następnej taktycznej wolty, jest jaki właściwie? Że wedle Mackiewicza komunizm upadł, bo 90% ludzi go nienawidzi? Wydaje mi się, że podjąłem ten temat dwojako: po pierwsze, Mackiewicz NIGDY niczego podobnego nie powiedział, a po drugie, gdyby sama nienawiść ludności miała obalić komunizm, to nie przetrwał wiele ponad parę dni. Z czego wynika, że Pańska wypowiedź pozbawiona jest a) logicznego sensu, b) związku z rzeczywistością, c) podstaw w publicystyce Mackiewicza. Czy to by się zgadzało? Czy też to znowu nie na temat?

    Drugi „temat” – albo jak się wyrażał były Rezydent Pańskiej Łżeczpospolitej: „w tym pakecie tematów” – byłby chyba ten, że długoterminowa „strategia, o której pisał Mackiewicz przestała być realizowana z końcem lat 90. i należy ją rozpatrywać przede wszystkim w kategoriach historycznych”. Takie jest Pańskie zdanie. Ale gdzie są argumenty? Argumenty popierające zdanie przeciwne znajdzie Pan u Golicyna, którego Pan nagle propaguje, u Dariusza Rohnki oraz na niniejszej witrynie. W odpowiedzi mówi Pan, że ja podejmuję polemikę nie na temat. Można i tak.

    Mówi Pan wreszcie, że „Polska nie powstanie nigdy”, jeśli ja mam rację. Mnie wydaje się oczywiste, że Polska nie odrodzi się tak długo, jak Polacy tkwić będą w przekonaniu, że już się odrodziła. Nie można zrzucić czegoś, czemu odmawia się istnienia. Beaudelaire pisał gdzieś, że najlepszą sztuczką diabła, było przekonanie ludzkości, że nie istnieje.

    A Zachód gnije, to prawda. Ale co za zapach, Panie kochany!…

  35. 35 przemek

    Wypoczywam właśnie w górach, czytam opowiadania Piaseckiego i rozmyślam. Znalazłem informacje (nie wiem czy wiarygodne o kontaktach Sergiusza Piaseckiego i Józefa Mackiewicza.)
    cyt. ” Sprawa Mackiewicza
    Piasecki ratował życie Józefowi Mackiewiczowi dwukrotnie. Jako „włamywacz”, wynosząc obciążające go papiery i jako szef komórki likwidacyjnej. Na Mackiewiczu ciążył bowiem wyrok śmierci podziemia za rzekomą kolaborację z Niemcami. Gdyby nie interwencja Piaseckiego, który odmówił egzekucji pisarza, skończyłoby się tragicznie. Po wojnie sąd emigracyjny przy II Korpusie gen. Andersa uwolnił ostatecznie Mackiewicza z zarzutów, lecz do tej pory trwa spór, dlaczego pochopnie skazano go na śmierć. Najprawdopodobniej chodziło o intrygę sowieckiego wywiadu, któremu udało się wejść w wysoko osadzone struktury nie tylko wileńskiej AK.
    Wówczas Piasecki z Mackiewiczem w ogóle się nie znali. Spotkali się dopiero we Włoszech, gdzie obaj wstąpili do II Korpusu. – W Rzymie, po wojnie – wspominał Mackiewicz – gdzieśmy [z Piaseckim] wypili niemało wspólnej „grappy” i wina, dumnie nosił swój mundur podporucznika. Choć żalił się, że panowie oficerowie czynią mu niejakie wstręty, ze względu na jego przeszłość…” Autor: Andrzej Rafał Potocki 2001r.
    Czy znacie jakieś informacje, teksty pisane które tą znajomość i prawdziwość tych zapisów potwierdzają? Wiem, że jak zwykle nie na temat, ale może czegoś znowu się dowiem.

  36. 36 michał

    Drogi Panie Przemku,

    Niestety Andrzej Rafał Potocki nie ma pojęcia, o czym mówi. W tak małym mieście jak Wilno, trudno było się nie znać, choć zeszli się bliżej dopiero podczas okupacji niemieckiej. Mackiewicz pisał o Piaseckim wielokrotnie, chyba najobszerniej w Wiadomościach nr 20/1970: „Sergiusz Piasecki i jego Niedźwiedzica”, ale także w tekście o Andruszkiewiczu i oczywiście w Nie trzeba głośno mówić.
    Pisałem już na wp, że w moim mniemaniu nie było nigdy żadnego wyroku na Mackiewicza, ale gdyby był i został przekazany do wykonania Piaseckiemu, to – podkreślam ponownie: w moim przekonaniu – Piasecki byłby go wykonał.

  37. 37 Marek

    Panie Dariuszu,
    Obracaliśmy się wówczas w innych środowiskach i „rewelacji” Golicyna nie poznałem. Natknąłem się jednak na Mackiewicza, choć w pełni odkryłem go wiele lat później. Jeżeli wolno zapytać to chciałbym dowiedzieć się, o jakim środowisku Pan wspomniał? Czy chodzi o konkretną organizację podziemną?

  38. 38 Marek

    Panie Michale,

    „Podejmuję polemikę na temat, który jest Panu z pewnością niewygodny, bo musiałby Pan przyznać, że nie ma racji. Pańskie metody dyskusji są wprost ze szkoły dialektyki historycznej i byłyby bardziej na miejscu w gazecie wybiórczej.”

    Polemika z Panem nie ma sensu, gdy jedynym jej celem jest przyznanie się adwersarza do braku racji. Całkiem trafne skojarzenie z wymienioną gazetą. Mentorski ton typowy dla jej naczelnego

  39. 39 michał

    Drogi Panie,

    Jedynym znanym mi celem każdej dyskusji jest rozwinięcie naszego rozumienia. Pan konsekwentnie takiej dyskusji unika, co jednocześnie zarzuca Pan mnie. Racja jest mi całkowicie obojętna („Masz rację, ale lepiej żebyś miał restaurację”, jak mawiał Edward Stachura), jestem zawsze i wszędzie gotów ją przyznać każdemu adwersarzowi, ponieważ, wykazując mi, że nie miałem racji, „rozwinął niniejszym moje rozumienie”. Zarzucił mi Pan (mam na myśli tylko ostatnich kilka komentarzy), że „wojuję na cytaty, a nie argumenty”, że mówię nie na temat, że „gdybam”, że przypisuję Mackiewiczowi myśli, których nie sformułował, itd. Na każdy z tych – w moim mniemaniu poważnych – zarzutów, starałem się odpowiedzieć rzeczowo, popierając moją opinię argumentacją i unikając usilnie przerzucania się piłeczką.

    Jak już Panu wielokrotnie mówiłem, Pańskie komentarze, są traktowane tak samo, jak komentarze wszystkich czytelników naszej witryny. Po pierwsze, są mile widziane, są następnie uważnie czytane, analizowane i jeśli w moim mniemaniu zachodzi taka potrzeba, to podejmuję z nimi dyskusję. I tak będzie nadal.

  40. 40 Dariusz Rohnka

    Panie Marku,

    Niestety nie mogę zaspokoić Pana ciekawości. Tak się składa, że nigdy nie wyszedłem z podziemia i nigdy też nie ujawniłem swojej podziemnej tożsamości… – uczynni koledzy starają się ową sytuację zmienić, szczęśliwie nie nazbyt skutecznie. Bardzo jednak chętnie dowiem się, jakie środowisko i jaką organizację Pan reprezentował.

  41. 41 przemek

    Panie Michale,

    Przyznaję Panu rację co do kontaktów Józefa Mackiewicza i Sergiusza Piaseckiego. W oparciu o książkę Ryszarda Demla (wykonawcę ostatniej woli i opiekuna archiwum S. Piaseckiego) „Sergiusz Piasecki. Życie i twórczość.” R.Demel przytacza artykuł J.Mackiewicza z „Wiadomości” z 17 V 1970. Ponadto pisze (zaprzeczając Pańskiemu przekonaniu o nieistnieniu wyroku na J.Mackiewicza) „Oficer wywiadu, ppor. Longin Łokuciewski, potwierdził odważne i ryzykowne wyprawy Piaseckiego, szczególnie te z roku 1943, kiedy ten wkradł się do budynku i wydostał z biurka w Apylince I, urzędu niemiecko-litewskiej policji, wiele skonfiskowanych dokumentów dotyczących: organizacji podziemnej, Józefa Mackiewicza po powrocie z podróży do Katynia oraz anulowania wyroku śmierci wydanego na niego przez AK.”
    Myślę, że zacytowany poprzednio artykuł nadinterpretował ten właśnie fragment książki R.Demla. Daty cyt. artykułu A.R. Potockiego i wydania książki R.Demla są zbieżne – 2001 r. Do pozostałych podanych przez pana tekstów postaram się dotrzeć w miarę (mam nadzieję) poznawania twórczości Józefa Mackiewicza.

  42. 42 michał

    Panie Przemku,

    Pisałem o tym na wp w recenzji z Ptasznika Boleckiego, ale powtórzę pokrótce. Mnie tzw. „sprawa Mackiewicza” nie obchodzi w ogóle, bo jest to nie więcej niż zorganizowana nagonka na wielkiego pisarza. W sercu tej sprawy leży fama, że AK wydało na Mackiewicza wyrok śmierci. Jednak po przeczytaniu ogromnego materiału na ten temat, zebranego w książce Boleckiego, doszedłem do wniosku, że wyrok taki najprawdopodobniej nigdy nie zapadł. Przyjrzyjmy się datom: „Trzej panowie z Gońca” (artykuł, w którym pada oskarżenie, nie wyrok), ukazują się w lutym 1943 roku, w kwietniu Mackiewicz jest zaproszony do Katynia i otrzymuje na ten wyjazd zgodę komendy AK. Bolecki opisuje skomplikowaną procedurę sądów podziemnych i wedle tej procedury nie było możliwe, żeby wyrok zapadł, został skierowany do wykonania, a następnie odwołany, kiedy jednocześnie toczyły się negocjacje na temat wyjazdu – z tymi samymi ludźmi, w których gestii leżało zatwierdzenie wyroku. To nonsens.

    Piasecki twierdził po wojnie, że wykradł odwołanie wyroku z szuflady Andruszkiewicza, ale w moim mniemaniu, chciał po prostu wspomóc antykomunistę w potrzebie. Chwała mu za to, nawet jeśli przyczynił się w rezultacie do dalszego zmącenia wody.

    Moje przekonanie pozostaje jednakże wyłącznie hipotezą. Jest to wszakże hipoteza niesprzeczna z materiałem zebranym przez Boleckiego. Sprawa wyroku wydaje mi się, poza sensacyjną stroną, raczej nieciekawa, w porównaniu z treścią poglądów Mackiewicza, które z kolei stały się powodem do nagonki. Zajmijmy się więc raczej jego poglądami, niż oskarżeniami komunistycznych poputczików takich jak Lorentz.

  43. 43 przemek

    Panie Michale,

    Myślę, że znów niestety nie wypowiedziałem jasno swoich intencji. Nie mam na myśli żadnych oskarżeń (aby oskarżać trzeba mieć wiedzę). Miałem nadzieję na rzeczową odpowiedź, a ta niestety jest niejasna. Najpierw pisze Pan „to nonsens” potem, że to tylko hipoteza, następnie o nagonce aby skończyć na oskarżeniach komunistycznych poputczików.
    Mój komentarz miał przede wszystkim sprostować niefortunny cytat jaki bez sprawdzenia przedstawiłem i za który słusznie zostałem skarcony.
    Tym razem postarałem się podejść do wypowiedzi rzetelniej, a sprawa wyroku i absurdalnego, wydaje się wykonania go przez Piaseckiego, była tylko potencjalną ciekawostką z życia nigdy zaś oskarżeniem.
    Co do Pańskiego przekonania, że wyrok taki, gdyby istniał, byłby przez Piaseckiego wykonany polecam opowiadanie „Łom”. Oczywiście każdy utwór literacki można dowolnie interpretować, jednak w duchu wartości przedstawianych przez Piaseckiego w swych książkach uważam, że niezależność i prawda były dla Niego najważniejsze.

  44. 44 michał

    Panie Przemku,

    Nie został Pan za nic „skarcony”, bo niby za co? Nie został skarcony nawet autor tego nieszczęsnego cytatu, a to on nawypisywał bzdur. Jeżeli Pan wytknie mi faktyczny błąd, to czy mam się poczuć skarcony? Zapewniam, że będę raczej wdzięczny. Ale ważniejsze, iż w żadnym miejscu nie twierdzę, że Pan kogokolwiek „oskarża”!

    Moje zdanie na temat Piaseckiego opieram na lekturze zaledwie kilku jego książek i bardzo chętnie je zmienię. Mniemam, że byłby wykonał wyrok, na podstawie książki (chyba) „Dla honoru organizacji”. Moje przekonanie, że wyrok nie istniał bierze się raczej z analizy materiału Boleckiego i nie ma nic wspólnego z Piaseckim.

    Aby zatem uniknąć dalszych nieporozumień: absurdalne, bo wewnętrznie sprzeczne, wydają mi się enuncjacje oskarżycieli (nb. nie tylko mnie, Bolecki wytyka te sprzeczności na każdym kroku). Bolecki jednak nie wysuwa hipotezy, że wyrok nigdy nie zapadł. Nonsensem nazywam te wypowiedzi wzięte razem, a hipotezą jest przypuszczenie, że wyroku nie było.

    Natomiast co do nagonki… Nie, dajmy spokój. Sam fakt, że poświęcamy tyle miejsca i uwagi „sprawie” jest już zwycięstwem tych, którzy rozpętali nagonkę. W każdej sytuacji trudno bronić się przed oszczerstwem, ale jak miał Mackiewicz bronić się w podziemiu? Jeżeli aż tak interesuje Pana „sprawa”, to polecam Boleckiego, który z cierpliwością godną lepszej sprawy, analizuje wszelkie źródła.

  45. 45 przemek

    Panie Michale,

    Rozpoczynam ponownie swoją przygodę z książkami J. Mackiewicza. Od czegóż innego jak nie „Fakty Przyroda i Ludzie” mógłbym zacząć po lekturze „A ja przeciwnie” Darka Rohnki. Co do następnych pozycji oczekuję Waszych sugestii.
    Chyba znowu poznam mapę antykwariatów. Tak więc kolejny sukces tej Witryny.
    Aż dziw bierze, że komuniści mają się tak dobrze ;-)
    Szkoda tylko, że „Czarodziejska Góra” znowu będzie musiała poczekać. Ale nic to. Przyzwyczaiła się. Kiedyś na pewno się uda.

    Pozdrawiam

  46. 46 michał

    Uuuu, ja nie wiem, czy kazałbym czekać „Czarodziejskiej górze”! „Fakty” są znakomite, ale to jest świetna publicystyka, gdy „Czarodziejska góra” jest cudem, jest arcydziełem. To jest wielka, wielka powieść.

  47. 47 Marek

    Panie Dariuszu,

    W “A ja przeciwnie” wymienił Pan dwie organizacje antykom., w tym LDPN. Byłem sympatykiem tej drugiej. Wiem, co Pan o tym myśli. W końcu „Długi” w prlu nr 2 został wiceprez., a sam Wielki Mistrz wziął udział w ostatnich wyborach. Minionego czerwca było coś niecoś powiedziane o tym środowisku, które powiedzmy w Trójmieście wzięło początek od samego Piasta (Kołodzieja).
    Pozdrowienia dla Podziemia, Panie Dariuszu.

  48. 48 Marek

    Panie Michale,
    Po Pańskiej ostatniej wypowiedzi dyskusję z Panem uznałem za bezcelową. Niemniej jednak, by nie być gołosłownym, przytoczę kilka cytatów z JM, o których myślałem wypowiadając się na temat słabości bloku komunistycznego, ze względu na jego potencjał gospodarczy, militarny, jak również myśli, uczucia i czyny zniewolonej ludności. Przyznaję w tym wypadku słuszność JM i choć do wspomnianego „zderzenia wojennego” nie doszło, poniższe zdania zawierają istotne wskazówki dotyczące losu „olbrzyma na glinianych nogach”.

    „Przedstawia się Związek Sowiecki jako (uzbrojone po zęby) mocarstwo wyjątkowo potężne militarnie. W rzeczywistości jest odwrotnie. Związek Sowiecki jest chyba najsłabszym mocarstwem w dziejach. Bywały różne. Ale takiego, którego 90 procent własnej ludności pragnęłoby upadku, jeszcze nie było.”
    „Ale nawet z punktu widzenia czysto militarnego Związek Sowiecki jest wielokrotnie słabszy od »Zachodu«.”
    „(…) przy trafnej ocenie ze strony Wolnego Świata i zastosowaniu trafnej polityki, Blok Sowiecki rozpadnie się w drzazgi przy pierwszym zderzeniu wojennym. Rozpadnie się też cała ofensywa, psychologiczna sieć komunizmu, która dziś oplątuje i zagraża kuli ziemskiej.”
    /J. Mackiewicz, Zwycięstwo prowokacji, Londyn 2007, ss. 257, 258, 259./

    „Ostra krytyka tzw. Zachodu, zarówno ze strony Sacharowa, jak Sołżenicyna, zawiera olbrzymi ładunek słuszności, jeśli chodzi o wytknięcie kompromisów i ciągłych ustępstw tego Zachodu wobec Związku Sowieckiego. Nie porusza wszakże ani doświadczeń ubiegłej wojny, ani degrengolady wewnętrznej Sowietów w tym stopniu, aby wykazać istotną słabość Związku Sowieckiego zarówno pod względem moralnym, jak materialnym. Po sześćdziesięciu latach gospodarki komunistycznej Sowiety zmuszone są kupować chleb od państw kapitalistycznych, aby nie przymierać głodem. (…) Sacharow i Sołżenicyn przedstawiają rzecz akurat odwrotnie. To nie Sowiety – znienawidzone przez 80% własnych obywateli, nie Sowiety, które w 1975 r. zakupiły w jednych tylko Stanach Zjednoczonych 27 milionów ton ziarna – są słabe.”
    „W rzeczywistości jest to ustrój o potędze opartej na glinianych nogach. Trzeba tylko przestać się jej bać i przestać zastraszać wzajemnie. Nie słuchać nasłanych proroków »niewalki czynnej«. Lecz przejść do czynów i rozdeptać fałszywą potęgę.”
    /J. Mackiewicz, Optymizm nie zastąpi nam Polski, Londyn 2005, ss. 96, 138./

  49. 49 przemek

    Panie Marku,

    Zaskoczył mnie Pan swoją ostatnią wypowiedzią.
    Zawsze pokazywał Pan tu nadzieję i przekonanie o rzeczywistych przemianach jakie dokonały się w Polsce i dawnym obozie komunistycznym. Po części, choć nie do końca, zgadzałem się z Pana poglądami. Tym razem jednak wybrał Pan militarystyczne cytaty na które trzeba, moim zdaniem, spojrzeć z perspektywy czasu kiedy zostały napisane.
    Zadziwia mnie też, nie tylko u Pana, używanie sformułowania „zniewolona ludność”, zwłaszcza przy Pana przekonaniu o zmianach jakie nastąpiły w latach 90-tych.
    Co zaś do bezcelowości dyskusji – już to raz tutaj napisałem- nie rzecz w tym by kogoś przekonać (choć czasem i to się uda) lecz by przekonywać się i dyskutować. Dopuszczać istnienie wielu poglądów na te same wydarzenia.
    Czyż zniewolenie nie jest narzucaniem jedynego słusznego (żeby nie napisać służalczego) poglądu i oceny rzeczywistości takiej jaką ma być, a nie jaką jest?

    Pozdrawiam

  50. 50 michał

    Drogi Panie Marku,

    Dziękuję Panu z głębi serca za ten komentarz. Zapisałem go sobie w kajeciku złotymi głoskami. Co ja bym bez Pana zrobił? Jak zdołałbym utrzymać kontakt ze współczesną polszczyzną? To dzięki Panu dowiedziałem się, że „patrzenie prawdzie w oczy” to dla współczesnego Polaka tyle, co „obcowanie z prawdą bytu”. Teraz okazuje się, że słowa „bezcelowy” i „gołosłowny” zmieniły znaczenie na przeciwne. Pozostanę dozgonnie wdzięczny Panu za tę iluminację.

    Dziękuję Panu także za jego bezcelowy, acz nie gołosłowny komentarz. Wprawdzie cytatów z Józefa Mackiewicza ci u nas dostatek, ale i te przyjmiemy na karki pysznych, zwłaszcza z rąk tych, co nie lubią wojować na cytaty.

    Pozostaję z szacunkiem etc.

  51. 51 Marek

    Panie Przemysławie,

    powyższe cytaty ukazują przekonanie Mackiewicza o słabości Bloku Komunistycznego. Podzielam to przekonanie wbrew redaktorom wp (Panu Michałowi i Dariuszowi), którzy uważają, wprost przeciwnie, że Blok Komunistyczny stanowił (i wg nich stanowi nadal) potęgę, tylko, że ją maskował (czy maskuje nadal). Na tym twierdzeniu opierają hipotezę o długofalowej strategii (autorem jej jest oficer KGB Anatolij Golicyn).

    Zgadzam się z Pańskimi refleksjami dotyczącymi zniewolenia i dyskusji. Natomiast dyskusją bezcelową nazywam „rozmowę” będącą monologiem. Klasyczny przykład bezcelowej dyskusji to „rozmowa” z Panem Michałem, który, deklarując chęć zrozumienia i otwartość na poglądy innych, zawzięcie peroruje przed lustrem. Być może, jak Pan zauważył, taka „wymiana zdań” (mądrego z mądrym) służy narzuceniu zwierciadełku „jedynego słusznego (żeby nie napisać służalczego) poglądu i oceny rzeczywistości takiej jaką ma być, a nie jaką jest”.

    Zwierciadełko, powiedz przecie…

  52. 52 przemek

    Drodzy Autorzy witryny, Panie Michale i Darku,

    Już po przeczytaniu „Fatalnej Fikcji” naszła mnie pewna wątpliwość. Ale jakoś tak nie było okazji zapytać. Teraz po przeczytaniu wypowiedzi p.Marka na temat długofalowej strategii i Golicyna, wątpliwości powróciły. Jak to sobie wyobrażam, utrzymanie takiej strategii wymaga zaangażowania wielu ludzi. Teraz utrzymanie ich milczenia i zapewnienia dobrobytu nie jest problemem. Ale wtedy? Kto żyw uciekał jeśli tylko miał ku temu okazję. I tylko jeden Golicyn zdradził? Czy skala represji była aż tak wielka (to jestem w stanie zrozumieć – w 89 roku po ponownej legalizacji Solidarności wszyscy studenci z Korei Północnej musieli wrócić do kraju. Dostali na to jeden dzień. Gdy próbowaliśmy ich przekonać by zostali i żyli tutaj, odpowiedź była jedna: „a co z naszymi rodzinami?”)
    Czy też może były inne powody dla których nikt więcej nie zdradził. A może zdradził lecz nie wiemy o tym. Bo kolejnej „Zbrodni w dolinie rzeki Drawy” nie dopuszczam.

  53. 53 przemek

    Panie Marku,

    Moja refleksja na temat dyskusji była natury bardzo ogólnej. Dotyczyła zarówno zwierciadełka jak i poszukujących swego w nim obrazu. Ale też spoglądających z boku i tylko czasami w owo lustro „kukających”. No i dotyczy także mnie, z rzadka i sam nie wiem czy w lusterku, czy zmąconej tafli wody przeglądającego się.

  54. 54 dariusz rohnka

    Drogi Przemku,

    Piszesz: „utrzymanie takiej strategii wymaga zaangażowania wielu ludzi”, a także: „Kto żyw uciekał jeśli tylko miał ku temu okazję. I tylko jeden Golicyn zdradził?” Cóż możemy Ci odpowiedzieć? Zapewne na przestrzeni lat musiało być takich ludzi, ludzi zaangażowanych w strategię i w pełni znających cały plan sporo, może kilkudziesięciu, może kilkuset. Weź jednak pod uwagę, że nie byli to zwykli ludzie, w każdym razie nie tacy, którzy by o niczym innym nie myśleli, tylko o ucieczce. Golicyn, na przykład, pracował w ściśle elitarnej jednostce sowieckich służb specjalnych, gdzie pozyskał wiedzę na temat długofalowej strategii. Takich ludzi było bardzo niewielu. Zresztą, Golicyn nie był jedyny. Był jeszcze czeski generał służb specjalnych, Jan Sejna. Ten z kolei pracował bezpośrednio z sowieckim generałem KGB, Dmitrijem Mironowem, głównym architektem długofalowej strategii, uciekł na Zachód w 1968 roku, a w 1982 roku opublikował książkę zatytułowaną We Will Bury You, w której potwierdził istnienie elementów długofalowej strategii. Opisuję to dość szczegółowo w „ff”… – mógłbyś tam, ewentualnie, zajrzeć po raz wtóry, choćby traktując ową lekturę w charakterze środka nasennego. Może warto abyś sięgnął także do źródeł. W tej chwili dostępna jest w internecie pierwsza książka Golicyna pod polskim tytułem „Nowe kłamstwa w miejsce starych” (znajdziesz ją bez trudu) – kontakt ze źródłem jest zawsze cenniejszy od najlepszego nawet streszczenia; istnieje także polskie tłumaczenie książki Edwarda Jay Epsteina „Deception: The Invisible War Between the KGB and the CIA” – znajdziesz tam nie tylko szczegółowe omówienie historii Golicyna, ale także opis metodologii Angletona, długoletniego szefa kontrwywiadu CIA; jest tam też sporo informacji na temat dezerterów KGB, ich wiarygodności etc. Obaczysz u Epsteina ilu wysokiej rangi oficerów KGB uciekło na Zachód i ilu zasługiwało na zaufanie. A propos, czy znasz „Akwarium” Suworowa (Władimira Bogdanowicza Rezuna) – pamiętasz może co robiono z dezerterami w GRU?

    pozdro

  55. 55 michał

    Drogi Panie Przemku,

    Bardzo mi się spodobała Pańska zapiska o kukaniu w lusterko i przeglądaniu się w zmąconej tafli wody. Jakże na miejscu! Dziękuję za dobre słowo. Zna Pan na pewno takie powiedzenie, że bliźni są dla nas zwierciadłem, w którym widzimy nasze własne przypadłości. To pewnie ma coś wspólnego z tym, że „dostrzegamy źdźbło w oku bliźniego, a nie widzimy belki we własnym”.

    Przeglądam się więc w zwierciadełku moich bliźnich, którzy byli tak łaskawi, że zostawili komentarze na wp, i widzę, że jakkolwiek mogę być winien polemicznego zacięcia i dosadnego tonu, to interesuje mnie wyłącznie zrozumienie, a tym samym zbliżenie się do prawdy. Wynika z tego wiele nakazów, których nie będę tu rozwijał; wspomnę atoli o jednym. Jestem gotów dyskutować tezę Józefa Mackiewicza o słabości komunistów, ale nie mogę jej debatować z kimś, kto artykułuje tę tezę i JEDNOCZEŚNIE stwierdza, że dyskusja jest bezcelowa.

  56. 56 Marek

    Szanowny Panie Michale,

    uznałem za bezcelową dyskusję prowadzoną w tonie i stylu dotychczas przez Pana reprezentowanym. Mnie również interesuje wyłącznie zrozumienie i dlatego zabierałem głos.

  57. 57 michał

    Jednakże treść Pańskich wystąpień nie robi takiego wrażenia. Natomiast co do tonu i stylu, to mówiłem już Panu wielokrotnie, że „styl, to człowiek”, odrzucając mój styl, odrzuca Pan mnie, do czego ma Pan pełne prawo (zapewniam, że nie zamierzam protestować). Atoli odrzuciwszy mój styl tak dramatycznie, zatrzasnąwszy za sobą drzwi, natychmiast puka Pan do okna: „to bezcelowe, ale jeszcze tylko coś dodam”. Proszę mi wierzyć, nie ma Pan obowiązku czytywać naszej witryny – daję słowo! Nie musi Pan.

    No, chyba że Pan musi.

  58. 58 Marek

    Nie odrzucam Pańskiego stylu, ani tym bardziej Pana. Stwierdzam tylko, że dyskusja prowadzona w ten sposób jest bezcelowa. Pan też nie musi czytać moich komentarzy, no, chyba, że Pan musi.

  59. 59 michał

    To jest kompletny nonsens i powinien Pan się wstydzić wypowiadania takich absurdów. Pan komentuje na witrynie, której jestem współzałożycielem. Poczytuję sobie za obowiązek czytanie wszelkich komentarzy umieszczonych na MOJEJ witrynie – czy to jest mniej więcej jasne?!

    Będę prowadził dyskusję w moim stylu, bo nie mam żadnego innego. Pan natomiast ma swój styl, w którym potrafi Pan jednocześnie powiedzieć, że dyskusja prowadzona w tym stylu jest bezcelowa oraz że Pan tego stylu nie odrzuca. Mnie to może tylko śmieszyć, a poza tym jest mi szczerze obojętne. Pan musi się sam uporać z wewnętrznymi sprzecznościami swej postawy, tak jak ja sam dam sobie radę z idiosynkratyzmem mego stylu.

    Pański pierwszy komentarz na tej witrynie domagał się usunięcia innego komentarza. A ja nie lubię usuwania, ponieważ uwielbiam różnorodność, jednostajność mnie nudzi. Proszę zatem robić w związku z wp, co Pan zechce, ale proszę pamiętać, że każda Pana zapiska będzie uważnie czytana i otrzyma Pan odpowiedź w moim stylu.

  60. 60 przemek

    „Opisany został jedynie wyrywek zjawiska, ogarniającego w tej chwili cały glob. Można mieć także słuszne wątpliwości, czy w odpowiednio wyczerpujący i spójny sposób opisane zostały jego narodziny, zdefiniowana istota, a już na pewno nie podano formuły jego eliminacji.” D. Rohnka „Wielkie Arrangement”
    Otóż to właśnie. Formuła Eliminacji.
    Czy jest ona jeszcze możliwa? Po tak wielkim przemieszaniu w tyglu historii, gdy właściwie nie wiadomo już, kto z prawa a kto z lewa. Gdy próby „dekomunizacji” bez posiadania tej formuły przyniosły, moim zdaniem, skutek opłakany, bo odstręczający od antykomunistycznej doktryny. Temu się nie dziwię, bo pomysły na nią były zaiste fatalne, bądź też przesłonięte żądzą władzy. A Ta potrafi naprawdę wiele.
    Stąd moje zdziwienie, co do listu otwartego. Myślę, że jedyna realna rozmowa z ludźmi władzy, nawet w krajach o historycznie rozwiniętej demokracji, jest możliwa tylko przy urnach wyborczych. (No chyba, że telewizja przyjedzie).
    Problem tylko w tym gdzie postawić krzyżyk. Zdecydowanie łatwiej NA.
    Tak więc zostaje podziemie (choć jak długo można żyć bez słońca) lub jak w moim przypadku konformizm (choć łudzę się, że to tylko pół-konformizm) i bezpieczna opcja administrowania krajem. Bo takowy jest. A nazwa?
    Jak kiedyś już tu wspominałem, wierzę w rozum i przyszłe pokolenia. Mówiłem też o pamięci, ale ona nie dość, że ufać jej nie można to i ulotna jest. Może to i dobrze.

  61. 61 michał

    „Antykomunistyczna doktryna”? Nawet gdyby istniała, to byłaby pełna wewnętrznych sprzeczności. Antykomunizm na szczęście nie może być doktryną, bo antykomunizm pragnie tylko jednego: wyzwolenia od tego „świństwa, które równomiernie rozpełza się wszędzie”.

  62. 62 przemek

    No, trochę się uspokoiłem. Po ostatnich Pana odpowiedziach zaczynających się od słów „~zgadzam się~” zacząłem się niepokoić. Jak widzę wszystko wróciło do normy. Jednak, być może i nieszczęśliwe sformułowanie, nie powinno przekreślać pytania o samą Formułę. Jej istnienie bądź też raczej brak.

  63. 63 michał

    Eeee, nie było się czym niepokoić!

    Formuły żadnej nie znam, ale zajrzę zaraz do pewnego Superdzieła i poszukam jakiejś formułki. Dobrze, znalazłem:

    „– Nazwisko!
    – Walerian Gnidon.
    – Stul pysk! Ty podziemna gnido! – odparł Skisły. – Trzy, pięć, osiem? – zagadnął po chwili.
    – Szesnaście.
    – Aaa! Szyfrant!”

    Co Pan na to?

  64. 64 przemek

    Panie Michale,

    Jedyna odpowiedź jaka przychodzi mi do głowy to dwa zero zero osiem. Ale już wkrótce będzie więcej.

  65. 65 michał

    Zero siedem zgłoś się. Albo zero zero siedem.

  66. 66 gniewoj

    Witam

    Panie Michale napisał Pan coś co zwróciło moją uwagę. Chodzi o poniższy wpis

    michał
    20 stycznia 2008 o 5:17
    […] To jest jedno zdanie!!! Trzeba być Polakiem z krwi i kości, żeby umieć tak pisać.

    Mam pytanie:
    czemu według Pana potrzeba być Polakiem żeby napisać coś takiego i czy bycie Polakiem to warunek wystarczający czy konieczny do popełniania czegoś takiego?

    pozdrawiam,

  67. 67 michał

    Drogi Panie Gniewoju,

    Już chciałem Panu odpowiedzieć z całą, choć pozorną, powagą, ale dam spokój. To było powiedziane ironicznie..

    Ironia bierze się stąd, że nie po raz pierwszy, owi rzekomi Polacy z krwi i kości, ci „patrioci-sankiuloci”, nie umieją mówić ani pisać po polsku.

  68. 68 gniewoj

    Acha, dziękuję za odpowiedź.

  69. 69 Łukasz Kołak

    Szanowni Redaktorzy Wydawnictwa Podziemnego,

    Czy znacie Panowie twórczość pisarza i blogera Gabriela Maciejewskiego, pseudonim Coryllus, który zaproponował taką m.in. definicję komunizmu:

    „Może się bowiem okazać, że komunizm to po prostu znany od stuleci sposób zarządzania dużymi, wyłączonymi z normalnej gospodarki obszarami, które są eksploatowane bez litości, po to by inne obszary mogły prosperować. Może się okazać, a niektórzy twierdzą, że już się okazało, ale jakoś tak półgębkiem twierdzą, że komunizm to kolonizacja po prostu, tyle że się inaczej nazywa. Kolonizacje mogą być dwojakiego rodzaju – może je przeprowadzać władza zewnętrzna lub rodzima wobec większej, a niepokornej grupy obywateli. Komunizm zaś XX wieczny to udane połączenie tych dwóch systemów – władza zewnętrzna za pomocą czynnej na określonym obszarze jaczejki zarządza masami ludzkimi czyniąc z ich życia piekło. Wszystko po to, by towary i surowce mogły bezpiecznie opuszczać granicę obszaru wyłączonego i wędrować tam, gdzie jest dobrobyt i szczęście, czyli jak byśmy to dziś powiedzieli – demokracja. Komunizm ma tendencję do ekspansji, jest ona jednak pozorna i służy jedynie jako straszak dyscyplinujący i konsolidujący demokratyczne społeczeństwa. Kiedy ludzie żyjący w demokracji boją się komunizmu chętniej i bez szemrania spłacają zaciągnięte na wszystko kredyty. Komunizm w Europie nigdy nie wylał się poza tak zwane „rozsądne granice”. Nigdy nie przekroczył Łaby, a gdyby nie głupota Hitlera mógłby nawet nigdy nie przekroczyć Odry”.

    całość: https://www.salon24.pl/u/coryllus/455508,komunizm-i-komunizmy

    Generalnie pan Maciejewski uważa, że komunizm czy socjalizm to narzędzie Londynu, a konkretnie londyńskiego City w skolonizowaniu części świata i to własnie Londyn jest naszym głównym wrogiem. Ciekaw jestem bardzo Panów opinii.

    Pozdrawiam

  70. 70 michał

    Drogi Panie Łukaszu,

    Jako definicja, powyższy cytat zupełnie mnie nie przekonywa. Nie ma w nim nawet próby definicji, a raczej publicystyczne nagromadzenie skrajnych opinii. Zajrzałem do artykułu i jest on chyba długi. Przeczytam to uważnie i jeżeli zasługuje na odpowiedź, to ustosunkuję się obszerniej.

    Nie zamierzam, rzecz jasna, zbywać Pańskiego zaproszenia do dyskusji powoływaniem się na Mackiewicza, ale Pańskie przytoczenie „kolonializmu” jako wyjaśnienia dla fenomenu komunizmu, w nieunikniony sposób przypomniało mi jego znakomite artykuły na ten temat. „Nie ‚kolonializm’ a zagrożenie świata” (w tomie 23 Dzieł, pt. „Szabla i pałka gumowa”) pisał jeszcze w latach 60., kiedy określanie sowieciarzy mianem „kolonialistów” było w modzie. Później, w latach 80., pisał o tym w jednym z ostatnich swoich artykułów, „Miejmy nadzieję…”, który po jego śmierci stał się posłowiem do „Zwycięstwa prowokacji”.

    Nie, kolonializm nie tylko niczego nie wyjaśnia, ale mąci wodę. Kolonializm miał wiele oblicz. Belgijska eksploatacja Konga była nieludzka, niektóre eksperymenty niemieckie w Namibii były prekursorami XX-wiecznych obozów sowieckich i niemieckich, hiszpański model kolonializmu nie miał wiele do zaoferowania – ale gdyby miał Pan okazję (a ja miałem wielokrotnie) porozmawiać z uciekinierami z Zimbabwe – czarnymi uciekinierami spod tyranii Mugabe – to sądzę, że zadziwiłoby Pana, że oni patrzą na Rodezję, jak na raj na ziemi. Brytyjskie rządy w Afryce były pod wieloma względami lepsze niż, to co się w Afryce dzieje od 60 lat. Indie i Malezja to są bardziej skomplikowane przypadki, ale tzw. British Raj nie był w żadnym wypadku „brutalnym reżymem”, choć z pewnością wpisywałby się w trend ułatwiania robienia interesów dla Londyńskiej City, który tak przekonuje Pańskiego Coryllusa.

    Ale wżadnym wypadku komunizm nigdy nie był i nie jest kolonializmem. Ani sowiety, ani chrl nie „kolonizują” tylko sowietyzują. Różnica zasadnicza.

  71. 71 Łukasz Kołak

    Dziękuję za odpowiedź i zachęcam do lektury całego artykułu oraz innych tekstów Coryllusa. Mnie również nie przekonuje Jego definicja, choć jest, że tak się wyrażę „uwodzicielska” i wielu Jego zapalonych czytelników uwodzi. Przyznam się bez bicia, że i mnie przez moment „zmąciła”. Jednakże osobiście razi mnie u Autora brak uwagi na kwestię, którą słusznie Pan zauważa – sowietyzowania narodów. Brak tego globalnego spojrzenia na świat współczesny, w którym pomimo, rzekomego „upadku komunizmu” coraz więcej państw na całej kuli ziemskiej staje się częścią neosowieckiego bloku.

    Pozdrawiam i oczekuję dalszych refleksji…

  72. 72 michał

    Panie Łukaszu,

    Och, żeby mnie ktoś tak uwiódł, ale jakoś nie udaje się. Czytam, że kolonizację „może przeprowadzać władza zewnętrzna lub rodzima wobec większej, a niepokornej grupy obywateli” i nie mam pojęcia, o co chodzi. Jeżeli ma Pan jakiś pomysł, co to może znaczyć, to byłbym wdzięczny za wskazówki.

    W jaki sposób może rodzima władza kolonizować większą grupę własnych obywateli?? Albo słowo „kolonia” coś znaczy, albo ja już nie rozumiem po polsku. Fenicjanie, a potem Grecy, Kartagińczycy i wreszcie Rzymianie (choć w innym kontekście, bo militarnym), wysyłali własnych obywateli do innych krajów, by tam zakładali „kolonie” czyli coś w rodzaju, posterunków, baz, głównie dla handlu. Miasto-matka (Metropolis) podporządkowywało sobie takie kolonie, jeżeli tylko mogło, ale potęga Kartaginy jest dowodem, że niekoniecznie się to musiało udać. Fenicjanie opanowali w ten sposób wybrzeża Morza Śródziemnego, a Grecy poszli ich śladami i skolonizowali wybrzeża Italii i Afryki. W jakim więc sensie, można użyć określenia „kolonizacja” wobec „większej, a niepokornej grupy” własnych obywateli?? Można ich posłać do kolonii, ale nie można ich skolonizować, bo to niedorzeczność. Równie dobrze można wejść na latarnię, żeby zrywać z niej gruszki.

  73. 73 Łukasz Kołak

    Uwiedzenie ma swoje plusy, ale także szereg minusów… A jeśli chodzi o kolonizowanie własnych obywateli to autor używa tu pewnego „skrótu myślowego”. Chodzi mu o to, że angielscy bankierzy, którzy stworzyli monarchię brytyjską i nią zawiadują z tylnego siedzenia, traktowali poddanych króla jako przedmiot kolonizacji, czyli wyzyskiwali ich mówiąc wprost, oskarżając o zdradę, konfiskując majątki, zapędzając z majątków ziemskich do pracy w fabryce itp. itd. No i oczywiście zsyłając do koloni właściwych na całym świecie. Tak z grubsza rzecz biorąc…

  74. 74 michał

    Ależ Panie Łukaszu, rozmawiamy o uwodzeniu, a Pan tu wprowadza plusy i minusy utylitarnego rachunku. Piękno i rozkosz uwodzenia jest w tym, że jego oczywiste minusy nie wystarczają, żeby zrównoważyć to oto piękno i tę oto rozkosz. Jak to mówił ten zbereźnik Gombrowicz: „Nagość jest. I zachwyca.” No, ale nie będę Pana gorszył rozmyślaniem o uwodzicielstwie.

    Skrót myślowy byłby akceptowalny, gdyby miał jakiś sens, ale ten wydaje mi się niedorzeczny (a widzę od razu, że chyba ma Pan rację w swej ocenie zamierzonych znaczeń). Jeżeli np. Pan okazałby się zręcznym manipulatorem, który przy pomocy sprytnych sztuczek zapędził mnie do pracy w fabryce albo np. do przyjęcia hipotez Coryllusowych, to czy byłoby uzasadnione – choćby tylko jako skrót myślowy – określenie, że niniejszym mnie Pan skolonizował?

  75. 75 Łukasz Kołak

    Raczej nie. Gdybym przy pomocy sztuczek skłonił Pana do przyjęcia hipotez Coryllusa to bym Pana uwiódł. Skolonizowałbym Pana wtedy gdy użyłbym do tego celu przemocy. Tak bym to widział…

  76. 76 michał

    Wynikałoby stąd, że przemoc jest jakimś wyróżnikiem kolonizacji. Ale z historii wiemy, że kolonie zakładano właśnie często bez przemocy.

    A wracając do Imperium Brytyjskiego, to oczywiście nie City i finansjera zapędziły Angoli do budowania imperium – tylko bieda. Straszna i naturalna bieda tej wyspy. Kiedy ją podbił Cezar, to był zdumiony, jak ludzie mogą żyć w takich warunkach i uciekł stąd prędko, bo po co tu zostawać? To bieda wygoniła ich na statki i na poszukiwanie szczęścia za morzami. W bogatej Polsce czy w Rosji, byle hrabia ma piętnastu synów – i każdy jest hrabią; a na tej mizernej wysepce tylko najstarszy syn mógł dziedziczyć – dziedziczyć i tytuł i ziemie, bo ich majątki były wielkości zagród każdego Kozaka na żyznej Ukrainie.

    Taki był zarówno powód brytyjskiego „imperializmu” jak i braku imperializmu tam, gdzie wszystko samo rośnie i nie trzeba nawet kiwnąć palcem, żeby się człowiekowi w miarę dobrze powodziło. Ludzie głodni tworzą imperia, a syci się bawią.

  77. 77 Łukasz Kołak

    Czyli odwrotnie niż u bolszewików. Tam syci – czyli wierchuszka zbroją się i szykują do wojny, a głodni, czyli zsowietyzowane masy oddają bezmyślnej zabawie, byle wódki nie zabrakło…

  78. 78 michał

    Nie wiem czy odwrotnie. Za moich czasów było takie powiedzenie: zamienię urlop w Leningradzie na więzienie w Kanadzie. Ale Kaczmarski śpiewał także o Wysockim, że „na górze, tam się żyje jak najpełniej i najdłużej, o to warto się postarać, to jest nałóg, zrozum to, tam się żuje, jak za cara – i ot co!”

    Czy myśli Pan, że oni się szykują do wojny? Są do niej gotowi bardziej niż ktokolwiek inny, to prawda. Ale na co im wojna, kiedy oni mogą gołymi rękami brać? Po co im czołgi, kiedy to wszystko im lezie w łapy samo. Jeżeli alternatywa jest ograniczona do: Clinton-Trump albo May-Corbyn, albo Macron-Le Pen, to czego oni się mogą obawiać? Tłuste gołąbki same lecą do gąbki.

  79. 79 Andrzej

    Szanowni Panowie,

    Czytając bardzo ciekawą dyskusję Panów, pomyślałem sobie, że gdyby w tezie Coryllusa zastapić „normalną gospodarkę”, wolną myślą, a „towary i surowce”, umysłami ludzkimi, o ten opis brzmiałby bardziej wiarygodnie. Bowiem, czy nie jest tak,że komunizm to kolonizacja umysłów? Ale czy tylko? Czy nie jest to Mackiewiczowskie „coś gorszego”? Próba precyzyjnego zdefiniowania go, szczególnie dziś, to w istocie „przybijanie kisielu do ściany”. Wydaje mi się, że tu nie tyle chodzi o sowietyzację narodów (co by sugerowało, że ofiarami są narody, co niewątpliwie brzmi miło w uszach narodowców ale budzi poważne wątpliwości w obliczu faktów), ile o sowietyzację ludzkości tout court (co jest moim zdaniem dokładniejsze, komunizm „ogarnia” bowiem każdą ze społeczności ludzkich. Londyńskich bankierów także).

  80. 80 Łukasz Kołak

    Szanowny Panie Andrzeju,

    Kolonizacja umysłów… Coś w tym jest. Zwłaszcza, że komuniści tworzyli swoje siatki wpływów jeszcze przed zdobyciem Rosji. Czyli zanim utworzono pierwsze bolszewickie państwo nowego typu, wiele światowych umysłów (w tym bankierskich, które dawały pieniądze na rewolucję) już było „skolonizowanych”, zsowietyzowanych. Chociaż Coryllus twierdzi, że te bankiersko przemysłowe umysły sprzyjające rewolucji to sponsorzy wywrotowców, których celem było właśnie skolonizowanie Rosji i innych obszarów po to żeby je eksploatować, a Lenin, Trocki, Stalin to po prostu ich agentura. Podobnie jak Piłsudski w Polsce, który zaprowadzał tu socjalizm „z ludzką twarzą”, ale tez na zlecenie Zachodu…

  81. 81 michał

    Panie Andrzeju,

    Kolonizacja umysłów – to jest bardzo dobrze powiedziane. Umysł, który nie myśli w sposób wolny, to jest umysł skolonizowany czymś innym, a tym samym swoje własne zaprzeczenie. Zaraza czyli coś o wiele gorszego. Ale przyzna Pan, że ani śladu tego nie ma chyba u Coryllusa.

    Proszę zwrócić uwagę, że p. Łukasz obrał sobie umieścić komentarz pod artykułem, który był rozważaniem niezwykle trafnej i dającej do myślenia uwagi Soni Bellechasse, że jeżeli komunizm jest zarazą, to nie można go obalić, można w najlepszym wypadku wyzdrowieć. Niezwykle ciekawa myśl, która zresztą wywołała bardzo ciekawą dyskusję (aż do pojawienia się pół wariata, pół ryby w postaci blakhafka).

  82. 82 michał

    Panie Łukaszu,

    Lenin, Trocki i Stalin jako agentura City i Wall Street to jest raczej trudne do dowiedzenia. I bardzo mało przekonujące. Bolszewicy mieli od zawsze kontakty wśród bardzo bogatych i potężnych ludzi, ale z tego z trudem da się wywieść, że byli ich „agentami”.

    Niech Pan jednak rozwinie, proszę, myśl, że „Piłsudski w Polsce zaprowadzał tu socjalizm „z ludzką twarzą”, ale tez na zlecenie Zachodu…” Wyznaję, że nie rozumiem, co ma Pan na myśli.

  83. 83 Łukasz Kołak

    Panie Michale,

    Spieszę rozwinąć myśl o Piłsudskim. Zaznaczam, że nie jest moja tylko również Coryllusa i równie „uwodzicielska” co inne tegoż autora. Piłsudski, podobnie jak jego współpracownicy, to ludzie londyńskich banków (tak jak Lenin, Trocki i ich ekipa), których celem jest dokonanie zmian własnościowych na terenie Europy Środkowo – Wschodniej – przede wszystkim na ziemiach dawnej Rzeczpospolitej. Tak jak Lenin z Trockim mieli zrobić to w Rosji. Główne zadanie „londyńskich” socjalistów to likwidacja ziemiaństwa i ich majątków oraz majątków kościelnych. Bolszewicy robią to po bolszewicku, Piłsudski w Polsce „z ludzką twarzą” – czyli łagodniej, ale cel ten sam. Stąd traktat ryski itp. itd. Tak z grubsza rzecz biorąc…

  84. 84 michał

    Panie Łukaszu,

    Czy Pan jest pewien, że ten Coryllus to mówi poważnie? To nie jest chyba myśl uwodzicielska, bo jest tak absurdalna, że prawdę mówiąc, zaczynam myśleć, że to są jakieś żakowskie figle i Coryllus śmieje się w duchu, że ktokolwiek mógł się na to nabrać.

    Tak się składa, że pracuję od dawna nad dłuższą pracą pt. „Bolo Liquidation Club”, o autentycznym, nieformalnym związku kilku ludzi, którzy chcieli i aktywnie próbowali obalić bolszewizm u samego zarania. Większość z nich, a zwłaszcza najważniejsza w tej grupie postać, Sidney Reilly, mieli bliskie związki z finansjerą. Wiele zupełnie nieznanych wysiłków włożył w obalenie bolszewii, Karol Jaroszyński, wybitny człowiek znany w prlu wyłącznie jako założyciel KULu, gdy tymczasem był to jeden z nielicznych polskich finansistów, który odniósł ogromne sukcesy, łącząc ekspertyzę londyńskiej City ze znajomością Rosji.

    Twierdzenie, że sowdepia mogła być jakąś nadzieją na otwarcie rynków wschodniej Europy, a szczególnie Rosji, dla zachodnich kapitałów, jest przede wszystkim historycznie błędne. Ogromne firmy braci Nobel i Rotszyldów wycofały się z Rosji wobec rewolucyjnego wrzenia. Do 1917 roku to Rosja, a nie Ameryka była miejscem, gdzie rozwijał się najprędzej przemysł naftowy. Innowacje kopiowane następnie w Texasie, wprowadzane były najpierw w Baku. (Zanim mnie ktoś poprawi, doprawdy wiem, gdzie leży Baku.) Carska Rosja rozwijała się najprędzej na świecie pod koniec wieku XIX, choć tempo wzrostu zmalało, wobec potworności rewolucji 1905 roku i wobec fatalnej wojny japońskiej.

    Lenin i Trocki nie obiecywali nikomu otwarcia gospodarki na napływ kapitału, obiecywali im koncesje, i na to nabierali się tylko ci kapitaliści, którzy nie rozumieli, co się tam działo. Akurat brytyjski kapitał wiedział wówczas odrobinę więcej niż inni.

    A że nie ma żadnego przeciwieństwa między komunizmem i tzw. kapitalizmem, to jest oczywiste. Mówimy to tutaj od zawsze. Ale wyciągnięcie z tego wniosku, że Lenin, Mao czy Pol pot to agenci City, wydaje mi się postawieniem kwestii na głowie.

  85. 85 Łukasz Kołak

    Dodam, że w teorii Coryllusa najważniejszą sprawą jest likwidacja na naszym terenie ziemiaństwa (oraz klasztorów) jako „organizacji produkującej żywność” – Zachód (City) chciało położyć na tym rękę, albo zlikwidować po to żeby sprzedawać swoją żywność m.in. ze swoich kolonii. Po to m.in. bankierzy wspierali socjalistów, jako narzędzie realizacji tego celu. Rewolucja w Rosji miała właśnie położyć kres jej szybkiemu rozwojowi i zdewastować tamtejszy przemysł oraz majątki ziemskie – własnie w interesie szeroko rozumianego Zachodu… Piszę pospiesznie i sporo upraszczam, ale taki jest sens owej teorii…

  86. 86 michał

    Panie Łukaszu,

    Jemu się chyba coś pomyliło. Pomylił współczesne City z Henrykiem VIII. Czy on wskazuje na jakiekolwiek źródła tych teorii czy tak sobie po prostu gaworzy? Właściwie powinienem Pana przepraszać, że go wykorzystuję, bo mogę sobie w końcu sam studiować Corylla, ale na swoje usprawiedliwienie mam dwie rzeczy: po pierwsze, to Pan mnie zaprosił do wyrażenia opinii, a po drugie, życie jest zbyt krótkie i zbyt piękne, żeby każdy kocioł niesmacznej zupy jeść do dna. Na ogół wystarczy jedna łyżka, żeby wiedzieć, że zupka nie będzie pożywna.

    Zatem, zgodnie z obietnicą zajmę się tym jednym artykułem o komunizmie, który mi Pan wskazał, ale mam do Pana jeszcze jedno pytanie. Powiedział Pan kilkakrotnie, że to bardzo uwodzicielska teoria, choć nie do końca ją Pan akceptuje. W takim razie, co konkretnie znajduje Pan tak przekonującym? Z czym Pan się tu zgadza, a z czym nie?

  87. 87 Łukasz Kołak

    Panie Michale,

    Coryllus posługuje się, jak sam twierdzi, źródłami powszechnie dostępnymi, tzn. publikacjami naukowymi, popularnonaukowymi i beletrystyką dostępną zwykłemu „konsumentowi”. Jest takim samodzielnym „riserczerem”. Poza tym jest wydawcą. Co mnie u Niego przekonało?… Na pewno Jego niechęć do socjalizmu i rewolucji oraz podkreślanie „dziejowej roli” ziemiaństwa i Kościoła w Rzeczpospolitej. Natomiast to co odpycha mnie od Niego (jak już zauważyłem) to lekceważenie bolszewików i sprowadzanie ich tylko do roli „londyńskich” agentów. Trochę mi w tej „szajbie” antybrytyjskiej przypomina Webstera Tarpleya i Lyndona LaRoucha…

  88. 88 michał

    Przepraszam, Panie Łukaszu, źle się wyraziłem. Miałem na myśli nie tyle, co Pana pociąga w pisarstwie Maciejewskiego, co raczej, co Pana przekonywa w tej koncepcji, że Lenin i Kim, Mao i Maduro to są agenci londyńscy? To samo dotyczy źródeł: co wskazuje, kto wykazuje, że Stalin i Ho, Castro i Mandela wykonywali niecną robotę City?

    I mnie się bardzo podoba, kiedy ktoś nie lubi socjalizmu i rewolucji albo podkreśla dziejową rolę ziemiaństwa i Kościoła Katolickiego. Ale (zachowując wszystkie proporcje) np. Trump także wypowiada zdania, z którymi sie zgadzam, opinie, które podzielam w całej rozciągłości, co niestety nie zmienia faktu, że to półgłówek i kabotyn.

    Oczywiście nie twierdzę wcale, że Maciejewski należy do tej samej kategorii, ale zajrzałem na jego blog i ten człowiek pisze niekiedy dwa razy dziennie. To jest twórcza biegunka. Nie mam żadnych szans, żeby to przeczytać, a co dopiero przemyśleć zawartość, bądź odnieść się sensownie do treści. Stąd moje pytania: skąd on to bierze? Co Pana w tym przekonuje?

  89. 89 Łukasz Kołak

    Panie Michale,

    Czytuję Coryllusa od dłuższego czasu, stąd skupiłem się na jego głównych tezach. Faktycznie pisze on dużo na wiele tematów i można się w tym zaplątać. Skąd on bierze – nie wiem. Chyba po prostu stawia swoje tezy i rzuca w eter/blogosferę. Co mnie w tym przekonuje?… Sam się nad tym zastanawiam… Tli się we mnie „myślozbrodnia”, że ten Coryllus to historia w rodzaju „Montażu” Volkoff’a…

  90. 90 michał

    Czy ma Pan na myśli, że to co Coryllus pisze, jest jak powieść? Czy że to fikcja? Nie czytałem Volkoffa, ale czy „Montaż” to nie jest powieść?

  91. 91 Łukasz Kołak

    Tak, to powieść. Agent literacki, Rosjanin we Francji z rodziny uciekinierów po rewolucji okazuje się agentem wpływu. A tu mamy blogera, pisarza i wydawcę, który głosi, to co głosi…

  92. 92 Łukasz Kołak

    A tak „off topic”… Proszę wysłuchać w wolnej chwili…

  93. 93 michał

    To jest genialne! Gdzie Pan znalazł takiego bęcwała? Dobrze, że stoi w kącie, ale w dawnych czasach, jak się stało w kącie, to trzeba było być cicho.

    Mógłbym się pokusić, żeby wykazać, że a) poszczególne zdania tego bełkotu nie są powiązane związkiem wynikania logicznego oraz b) p. Poręba nie umie mówić po polsku. Ale nie wykażę, bo doprawdy życie jest zbyt krótkie na Poręby.

  94. 94 Łukasz Kołak

    Wysłuchał Pan całości?… Na trzeźwo?… Ten Poręba to tylko mała próbka tego co w naszym prlowskim necie serwują… Oto kolejny gieroj (ostra jazda!):

    https://www.youtube.com/watch?v=x-adWizfR_I

  95. 95 michał

    Nie, Panie Łukaszu, do końca nie może czegoś takiego wysłuchać nikt przy zdrowych zmysłach. Jestem wdzięczny za te prlowskie kwiatki, ale życia na to szkoda. Czy nie można by ich wszystkich postawić do kąta, albo kazać im klęczeć na grochu?

  96. 96 Łukasz Kołak

    No i w opozycji do tego mamy Coryllusa…

  97. 97 michał

    Miejmy nadzieję, że to nie jest tego rodzaju alternatywa co Clinton vs Trump.

Komentuj





Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja