Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Czytałem w polskiej blogosferze na temat wydarzeń w Gruzji i najpierw ogarnęło mnie zdziwienie, potem rozbawienie, a wreszcie przemożny smutek. Nie czytuję prlowskiej prasy z zasady, nie czytuję enuncjacji rządowych ani lewicowej większości – te wcale by mnie nie dziwiły. Czytuję tylko tzw. prawicę, i jej poziom intelektualny wydaje mi się (z nielicznymi wyjątkami) bardzo mizerny. Ale czy jest czemu się dziwić? Czego właściwie spodziewać się po publicystach, którzy nie są w stanie rozpoznać sytuacji swego własnego kraju?

Zacznijmy od Stanowiska Konfederacji Polski Niepodległej w sprawie agresji Federacji Rosyjskiej na Gruzję http://www.kpn.org.pl/aktualnosci.htm. Wiele można się nauczyć z takich oświadczeń, zwłaszcza na temat historii:

„W roku 2008 Rosja napadła na Gruzję, w roku 1979 na Afganistan, w roku 1968 na Czechosłowację, w roku 1956 na Węgry, we wrześniu 1939 roku na Polskę, w grudniu 1939 na Finlandię a w roku 1940 anektowała państwa bałtyckie.” [pisownia moja]

A ja naiwnie myślałem, że to sowiety zaanektowały państwa bałtyckie i napadły na Polskę i Finlandię. Przynajmniej Polska, Litwa czy Estonia były wówczas suwerennymi państwami, ale Węgry w 1956 roku? A Czechosłowacja w 1968? Wypadnie mi wrócić do szkoły i uczyć się historii na nowo, bo ja myślałem, że sowiety zagarnęły i Węgry, i Czechosłowację krótko po wojnie, a czy można napaść na państwo, które się okupuje? Wedle panów z KPN najwyraźniej można.

KPN domaga się następnie „stanowczej reakcji Unii Europejskiej i Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego”, a nawet odebrania Rosji „Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2014 roku w Soczi”! Że też nie obawiają się represji za tak odważne wystąpienie! Ale to jeszcze nic wobec nieustraszonego męstwa, jakie zademonstrował Adam Wielomski, Prezes Klubu Zachowawczo-Monarchicznego. Pan Prezes wypowiedział się pięć razy w sprawie wojny w Gruzji na łamach www.konserwatyzm.pl. Rozpoczął był od przyznania, że nie wie nic na temat Osetii, „ale wie jedno: wedle logiki demoliberalnej – potwierdzonej ostatnio w autonomicznej serbskiej republice Kosowo – Osetia Pd ma prawo do samostanowienia i rosyjskie czołgi należy uznać za ‘wyzwolicielskie’”. Pan Prezes w ten raczej okrężny sposób próbował zdaje się wyrazić słuszną skądinąd myśl, że jeśli Zachód w swej ślepocie uznał „niepodległość” państewka albańskich terrorystów z Kosowa, to nie może nie uznać osetyńskich gangsterów. Jak wiadomo z kursu logiki dla szkół podstawowych, ze słusznych przesłanek wyciągnąć można idiotyczne wnioski, co Prezes czyni nadzwyczaj często.

Następnie w artykule Gruzja: katastrofa polskiej dyplomacji Prezes zaprezentował realizm swej myśli politycznej: „Od chwili ataku gruzińskich wojsk zastanawiałem się na co liczył Prezydent Gruzji wydając rozkaz do ataku. Były dwie możliwości: 1/ kompletnie zwariował i samotnie zaatakował Rosję; 2/ miał wszystko dogadane z Amerykanami i był pewien ich stanowczego politycznego poparcia. Opcja druga była trudna z powodu małego zainteresowania Amerykanów Kaukazem, ale Prezydent Saakaszwili, mający amerykańskie obywatelstwo i wiele lat mieszkający w USA, mógł być po prostu agentem CIA.”

Porażony realizmem tego myślenia, zapomniałem przez chwilę, że Południowa Osetia (podobnie jak Abchazja) jest częścią Gruzji, że na początku sierpnia „Osetyńcy” (czyli naprawdę gangsterzy z kgb) wysadzili w powietrze ciężarówkę pełną gruzińskich policjantów i zaatakowali gruzińskie wioski. 7 sierpnia miały się odbyć rozmowy pomiędzy Gruzinami a osetyńskimi separatystami, zaaranżowane przez „dyplomatów rosyjskich”, ale tylko strona gruzińska przybyła na miejsce rozmów. Co się stało dalej jest mniej jasne (tj. kto pierwszy otworzył ogień? czy sowieckie wojska ruszyły z północnej Osetii przed atakiem gruzińskim, czy po?), ale wydaje się oczywiste, że Saakaszwili wpadł w sowiecką pułapkę. Niech mi nasz real-polityczny Prezes odpowie, jaka byłaby dobra, realistyczna reakcja na taką prowokację? Zmilczeć i schować ją w kieszeń? I co dalej? Prowokator będzie tak długo prowokował, aż osiągnie swój cel. Gdyby Saakaszwili cierpliwie znosił prowokacje, to prędzej czy później i tak zobaczyłby sowieckie czołgi na ulicach gruzińskich miast. Jaką odpowiedź dyktowałaby tak miła sercu Prezesa Realpolitik? Julia Łatynina określiła Południową Osetię jako „wspólne przedsięwzięcie kgb i osetyńskiego gangstera [towarzysza Kokoity], dla rozprowadzenia pieniędzy przeznaczonych przez Moskwę na walkę z Gruzją”. Putin płaci, ale domaga się rezultatów. Pan Prezes na pewno proponowałby realistyczne z nim rozmowy…

Jakie wnioski wyciąga Prezes z Gruzińskiej lekcji? „Los Gruzji jest przesądzony. Saakaszwili – jeśli autentycznie kocha swój kraj – powinien podać się do dymisji i uciec za granicę (byle nie do nas…), pozwalając na sformowanie rządu, z którym Rosjanie będą chcieli rozmawiać. Abchazja i Osetia są na trwale stracone – rzecz w tym, aby uratować resztę, zminimalizować straty ludzkie i materialne.” [pisownia Prezesa] A że „Rosjanie” będą chcieli rozmawiać wyłącznie ze swymi kukiełkami, to Prezes uważa na pewno za romantyczne mrzonki.

A dalej w tekście Show w Tbilisi mamy takie kawałki: „W oczach dyplomacji unijnej Rosja wyszła na poważnego partnera, który po przeprowadzeniu policyjnej akcji przeciwko gruzińskiemu watażce, wstrzymuje ataki militarne.” Warto zwrócić uwagę Prezesa na fakt, że sowieckie wojska operują nadal wewnątrz Gruzji właściwej, gdzie, wedle sowieckich oświadczeń, pilnują porządku publicznego…

Najciekawsze jednak enuncjacje zawiera tekst pt. Tarcza i Tbilisi. Prezes zastanawia się tu nad możliwymi opcjami politycznymi dla Polski i dochodzi do wniosku, że „z konserwatywnego punktu widzenia najlogiczniejsza jest opcja prorosyjska, gdyż Moskwa nie ma ideologicznych obsesji (paradoks historii…) i pod jej skrzydłami można budować kraj autentycznie konserwatywny”. Jednak, realistą będąc, Prezes odnotowuje z rozpaczą, że romantyczni rodacy nie dorośli do jego wizji, więc gotów jest ostatecznie zgodzić się na opcję proamerykańską. Ba, rozpacz i rzekomy realizm nie są dobrymi doradcami, bo najwyraźniej zamykają mu oczy na rzeczywistość. Do sojuszu potrzeba dwóch stron, a sowieciarze z pewnością mogą się obejść bez sojuszu z Prezesem. Myśl o budowaniu czegokolwiek (oprócz komunizmu) pod opiekuńczymi skrzydłami Putina rozczuliła mnie mimowolnie. Wyobraziłem sobie pana Prezesa umoszczonego wygodnie pod skrzydłami Łubianki, konserwatywnie i monarchistycznie podkręcającego wąsa… Ech, łza się w oku kręci.

Zatrzymam się dłużej nad pewną marginalną uwagą Prezesa, ponieważ wydaje mi się znamienna dla tego typu konserwatyzmu, który Józef Mackiewicz sprowadzał do „całowania każdej zastanej rzeczywistości w de…”, ale także dlatego, że pokazuje ślepotę zaściankowego realizmu, który widzi źdźbło w oku bliźniego, ale nie dostrzega belki we własnym oku. Pisze Prezes:

„Ostatnia wojna gruzińsko-rosyjska pokazuje, jak kończy się samodzielność pozornego podmiotu politycznego: podmiot pozorny, mimo że posiadał przewagę zaskoczenia, był zdolny prowadzić wojnę z podmiotem realnym przez zaledwie 5 dni.” [interpunkcja moja, bo prezesowa jest taka sobie]

To ma być o Gruzji, która miała przewagę zaskoczenia tylko w bujnej wyobraźni Prezesa, w rzeczywistości bowiem siły sowieckie czekały skoncentrowane w tunelu Roki, łączącym północną i południową część Osetii. Istotny jest jednak ów „podmiot pozorny”. Podmiot pozorny? Prezes nie zniża się do jasnego artykułowania myśli, więc nie wiadomo, o co dokładnie mu chodzi, musimy zatem snuć domysły. Na zdrowy rozum, wydawałoby się, że podmiot pozorny w polityce, to twór, który przy pewnych elementach suwerennej państwowości (które składają się na owe „pozory”) jest takiej suwerenności pozbawiony. Klasycznym pozornym podmiotem byłby np. prl, którego oprócz apologetów Paxu z Myszy Polskiej oraz Prezesa we własnej osobie, nikt już dziś zdaje się nie uważa za państwo polskie, choć nie było tak za czasów jego istnienia. Jeśli zatem Prezes uznaje współczesną Gruzję za podmiot pozorny – gdzie, paradoksalnie, bylibyśmy zgodni – to jak wyglądałaby w tym świetle współczesna Polska? Państwo stworzone na mocy pokątnego układu pomiędzy bolszewicką tajną policją a jej mniej tajnymi współpracownikami – czy taki twór zasługuje na miano podmiotu realnego w oczach Prezesa? A jak, w mniemaniu Prezesa, zakończy się samodzielność pozornego podmiotu politycznego pt. prl nr 2? Czy sojusz z Rosją uchroni prl bis przed losem Gruzji?

W jednym punkcie zgadzam się z Prezesem, wtedy mianowicie, gdy pisze: „Od jakichś 200 lat byliśmy politycznymi idiotami.” Pan Prezes, wraz z rozmaitymi przedstawicielami prlowskiej prawicy, należy bez reszty do tej długiej historii politycznego idiotyzmu.



Prześlij znajomemu

4 Komentarz(e/y) do “Wycisk Prezesa Wielomskiego”

  1. 1 Sonia Belle

    Pro-rosyjskie nastawienie polskich „konserwatystow” jak Adam Wielomski nie jest dla mnie zaskoczeniem. W USA, zwolennicy Pata Buchanana maja podobne nastawienie do Rosji.

    Dla mnie ciekawe jest co innego: czy, twoim zdaniem, obecne wydarzenia w Gruzji nie obalaja waszej tezy ze komunizm nie upadl w Sowietach w 1991? A jezeli nie obalaja, to prosze mi w takim razie wytlumaczyc dlaczego Moskwa pozwolila takim ludziom jak Saakaszwili na objecie wladzy w kraju, ktory przed 1991 byl integralna czescia Imperium Zla?

  2. 2 michał

    Soniu,

    Darek jest ekspertem w sprawach Gruzji, ale o ile wiem, to Saakaszwili był ministrem w rządzie Szewardnadze, który – czy zgodzimy się w tym względzie? – był raczej agentem Moskwy. Ale załóżmy, że Gruzja jest najbardziej autentycznie niezależna od Moskwy – jaka byłaby wówczas strategiczna strata w tymczasowej utracie kontroli nad nią? Czy na długą metę ktokolwiek – Amerykanie i Europejczycy razem wzięci – są w stanie bronić takiej autentycznie niezależnej Gruzji, jeśli Moskwa zechciałaby ją przywrócić do stanu „integralnej części Imperium Zła”?

    W porównaniu z Gruzją, Estonia wydaje mi się o wiele bardziej niezależna, prawdziwie wroga sowietom (podkreślam: wydaje mi się, ponieważ niestety nie studiowałem sytuacji w Estonii uważnie), ale jakie strategiczne znaczenie może mieć dla sowieciarzy Estonia, ze swoim 1.3 miliona mieszkańców? Nikt nie będzie się bił dziś o Kurlandię i Inflanty, z bardzo wielu powodów, ale między innymi także dlatego, że sowieci maja największą bazę nad Bałtykiem w Królewcu. Dlaczego zatem nie pozwolić Estonii na autentyczną wrogość? Ma to jeszcze dodatkowe plusy, bo Putin może organizować orwellowską „godzinę nienawiści” wobec Estonii…

    Pozwól, że odwrócę pytanie: jak Ty możesz wytłumaczyć proces, który doprowadził nieznanego nikomu, byłego szpiega z kliki Berezowskiego, do urzędu przezydenta Rosji? Jeśli komunizm, rozumiany jako metoda zdobycia i utrzymania władzy, upadł w Rosji w 1991 roku, jak to było możliwe?

    Aha, zapomniałem dodać, że co do Prezesa, to nie wydaje mi się istotne jego „pro-rosyjskie” nastawienie (prawdę mówiąc, określiłbym moje stanowisko jako „pro-rosyjskie”). Bawi mnie raczej brak jakiejkolwiek logiki w myśleniu takich ludzi – to jest od początku do końca bełkot. Oni są tak zapatrzeni w swój własny pępek, że nie widzą świata wokół.

  3. 3 Sonia Belle

    Michal,

    jak Ty możesz wytłumaczyć proces, który doprowadził nieznanego nikomu, byłego szpiega z kliki Berezowskiego, do urzędu przezydenta Rosji?

    Dokladnie ten sam, ktory doprowadzil kaprala w wojsku Kaisera Wilhelma II, do urzedu kanclerza III Rzeszy.

    Saakaszwili był ministrem w rządzie Szewardnadze, który – czy zgodzimy się w tym względzie? – był raczej agentem Moskwy.

    Ja lubie agentow. Pilsudski byl agentem Franciszka Jozefa, a Walesa agentem Gierka. Viva agenci!

    jaka byłaby wówczas strategiczna strata w tymczasowej utracie kontroli nad nią?

    Stosujac taka logike, USA powinno natychmiast wyslac swoje wojska do Oregonu, zbombardowac Portland, zorganizowac orwellowską “godzinę nienawiści” wobec Oregonu i nie ma ryzyka, gdyz ani Europa and Rosja są w stanie bronić takiego autentycznie niezależnego Oregonu…

  4. 4 michał

    Soniu,

    Nie po raz pierwszy używasz metody reductio ad absurdum. Twój przykład z Oregonem nie stosuje wcale tej samej logiki i, jak sama doskonale wiesz, nie da się tu w ogóle zastosować, ponieważ Gruzja ma długą historię niezależnej państwowości, a Oregon nie. Pozorne uwolnienie Wschodniej Europy, tzw. finlandyzacja, były dyskutowane od kilkudziesięciu lat i ich strategiczne skutki – czy raczej brak strategicznych strat dla sowietów – odnotowany wielokrotnie. Nawet jeśli historyczna Besarabia to jest dzisiejsza Mołdawia, a państwa Bałtyckie to Kurlandia i Inflanty, to nie będzie o nie wojny w dobie rakiet międzykontynentalnych.

    Szewardnadze nie był oczywiście „agentem” w tym samym sensie, w jakim był nim Wałęsa. Szewardnadze był członkiem, jak to nazwała Francoise Thom, „drugiego eszelonu” sowieckiego przywództwa. Członkowie gorbaczowskiego politbiura, rozeszli się z błogosławieństwem genseka w swoje strony. Nazarbajew, Alijew, Szuszkiewicz, Krawczuk i – przede wszystkim – Jelcyn. (Zaznaczyć tu wypada, że pani Thom nie uważała Jelcyna za członka drugiego eszelonu.) Szewardnadze musiał się zdrowo napracować, żeby nadrobić stracony czas, ale w końcu dołączył do towarzyszy. Czy chcesz poważnie utrzymywać, że Szewardnadze prowadził politykę „niezależnej Gruzji”??

    Co do Putina, miałem na myśli ciąg wydarzeń raczej niż sam fakt. Opisałem te wydarzenia w artykule „Burza w Moskwie” na wp, ale szczegóły są Ci na pewno znane i tak. Jak tłumaczysz ten ciąg wydarzeń? Twierdzisz, że istnieje analogia pomiędzy dojściem Hitlera do władzy i dojściem Putina do władzy, ale czy analaogia ta rozciąga się na aparat państwowy, który wysadza w powietrze setki ludzi, żeby wynieść nowego człowieka na piedestał? Nie wiem doprawdy, czy mogę się z tym zgodzić. Hitler był bez wątpienia bolszewikiem, ale używał leninowskich metod w sposób ograniczony, bo był ograniczonym człowiekiem.

Komentuj





Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja