Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Ostatni tekst Michała Bąkowskiego, „Wielka prowokacja”, bardzo mnie ucieszył, ponieważ prowadzi nas w kierunku dyskusji dotykającej najbardziej istotnych wydarzeń ostatnich 18 miesięcy.  Sformułuję teraz argumentację Bąkowskiego za niego, co nie jest wcale dziwne, gdyż tezy zaprezentowane w „Wielkiej prowokacji” pokrywają się z tym wszystkim, co piszę od wielu lat.

Pisałem ostatnio o statusie krajów w przeszłości zdominowanych przez Sowiety, że „decydującym argumentem na rzecz autentyczności rewolucji Saakaszwilego w Gruzji jest rosyjski atak wojskowy w sierpniu 2008 roku: Kreml ujawnił swoje złe intencje i wówczas został zmuszony do powstrzymania ofensywy wojskowej przez zachodnią presję gospodarczą.”

Jest to oczywista prawda.  Ale to nie wyczerpuje sprawy.  Bez oskarżania Saakszwiliego, że jest fałszywym demokratą albo tajnym agentem Kremla, nie powinniśmy pomijać faktu, iż wrogowie czasami pomagają sobie wzajemnie zupełnie niechcący.  Saakaszwili przesadził w swej reakcji na gwałty w Południowej Osetii i tym samym dał Rosji pretekst do inwazji.  Jego reakcja może być wynikiem młodości, bądź impulsywności, albo wpływu doradców.  Michał Bąkowski sugeruje, że Saakaszwili jest agentem Moskwy, ale nie musi tak wcale być.  Rosjanie dysponują środkami psychotropowymi, które wzmagają agresywność w jednostce.

Rosyjska inwazja Gruzji w sierpniu 2008 roku była prowokacją.  Moskwa potrzebowała zdecydowanej reakcji ze strony Saakaszwilego.  Celem inwazji nie było podbicie Gruzji ani obalenie prezydenta.  Celem było zniszczenie NATO i wyparcie Amerykanów z Europy.  Na pierwszy rzut oka, brzmi to absurdalnie, ale mogę zapewnić czytelników, że prezydent Rosji powiedział to bez ogródek 15 lipca 2008 roku.

Pisałem na FinancialSense.com w felietonie z 15 sierpnia 2008, pt. „Rosyjska koncepcja dominacji Europy”, co następuje: „Stratedzy na Kremlu uważają, że Stany Zjednoczone są na granicy wyniszczającego kryzysu.  Wedle artykułu w Prawdzie z 29 lipca, anonimowy dyplomata rosyjski wyjawił, że ‘rząd rosyjski jest zdania, iż Ameryka może wkrótce paść ofiarą poważnego kryzysu politycznego’.  Łańcuch zaczyna się od krachu finansowego, przechodzi w polityczne zaburzenia i prowadzi do osłabienia amerykańskiej potęgi militarnej.  Jak ostrzegał rosyjski dyplomata, ‘Ameryka stoi na progu kryzysu, który zagrażać będzie jej istnieniu’.”

Wypowiedź rosyjskiego dyplomaty była cząstką większej prowokacji, której integralną częścią była inwazja Gruzji.  Inwazja miała miejsce w tym samym czasie, co potencjalnie groźny atak rosyjski na amerykański system finansowy, który nieprzypadkowo został odsłonięty wobec amerykańskiego Sekretarza Skarbu w przeddzień wojny z Gruzją.  Innymi słowy, rząd rosyjski próbował sprowokować prezydenta Busha.  Nie było to wcale tak nieprawdopodobne, jak mogłoby się zdawać.  George W. Bush miał już wyrobioną reputację oszołoma, który wplątał Stany Zjednoczone w dwa konflikty (Afganistan i Irak).  Jaka byłaby reakcja świata, gdyby Ameryka zaatakowała rosyjskie czołgi w Gruzji?  Czy witano by taką akcję z radością, czy raczej dominowałoby oburzenie na obojętność Busha wobec europejskiej opinii?  W rzeczywistości, doradcy Busha nakłaniali go do ataku na siły rosyjskie w Gruzji.

15 lipca 2008 roku wszyscy ambasadorowie rosyjscy z całego świata wezwani zostali na spotkanie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Moskwie.  Prezydent Dymitr Miedwiediew wyjaśnił im cele polityki rosyjskiej.  „Rosja jest wystarczająco silna, by wziąć na siebie odpowiedzialność za rozwiązanie problemów zarówno w skali lokalnej jak globalnej.”  Rosyjski prezydent stwierdził, że zimna wojna nie była amerykańskim triumfem, ponieważ przeciwnik Ameryki „przeżył”.  Nadszedł czas, by stworzyć „nowe ekwilibrium”.  Nawiązując do prezydenta Busha, Miedwiediew zauważył, że „nałóg… odwoływania się do użycia siły… wzmaga się.  W tej sytuacji jest ważne, żeby zachować spokój i poddać sytuację ostrożnej ocenie.”  Gdyby prezydenci Gruzji i Ameryki mogli zostać sprowokowani do przesadnych reakcji, podczas gdy Rosja byłaby postrzegana jako państwo działające w granicach rozsądku, to NATO byłoby poddane działaniu sił odśrodkowych.  Miedwiediew powiedział, że „z końcem zimnej wojny ustały powody dla polityki bloków, więc dyscyplina bloków powinna zniknąć.”  Innymi słowy, dalsze istnienie NATO jest zbędne, a pozycja Ameryki w Europie jest osłabiona.  Według Miedwiediewa, pogwałcenie suwerenności Jugosławii przez NATO w 1999 roku było wystarczającym usprawiedliwieniem dla rosyjskiego kontrataku.  Nie wolno zapominać historii.  „Nie wolno nam przyjąć do wiadomości prób przedstawienia ‘cywilizacyjnej, wyzwoleńczej misji’ faszystów i ich pomocników.”  (Niewyraźna aluzja, że ci, co witają amerykańską demokrację na byłych terytoriach sowieckich, to ci sami, co kiedyś witali Niemców jako wyzwolicieli w 1941 roku – i trzeba ich tak samo traktować.)

„To charakterystyczne”, ciągnął Miedwiediew, „że państwa, które pasjonują się pisaniem historii od nowa… są najgorętszymi orędownikami bezprawnego postępowania, jak w wypadku Kosowa…  I te same państwa stały się ultra-nacjonalistyczne, gnębiąc mniejszości narodowe i odmawiając praw obywatelom innych krajów.”

Miedwiediew wykłada tu plan, pretekst i model nadchodzących wydarzeń w Gruzji.  „Jest to dla nas bardzo ważne, bo w wielu wypadkach mówimy tu o gnębieniu Rosjan i ludności rosyjskojęzycznej.  Ochrona ich praw jest rzecz jasna naszym obowiązkiem.”  Prowokacja została więc rozpoczęta i reakcja gruzińskiego prezydenta założona z góry.  Miedwiediew wiedział, że Rosja dokona inwazji.  „Skupiłem się na tych aspektach, ponieważ Europa potrzebuje dziś raczej pozytywnych niż negatywnych wyzwań.”  Inaczej mówiąc, inwazja Gruzji nie była celem samym w sobie.  Rosyjski prezydent zasugerował, że prawdziwym celem operacji było wykazanie zbędności istnienia NATO, poprzez zwiększenie napięcia w sposób, który podkreślałby niebezpieczeństwo amerykańskiego zaangażowania w Europie, a także zagrożenie nieodłączne od istnienia NATO i „przestarzałej polityki bloków”.  Stare traktaty nie utrzymają pokoju, tłumaczył dalej Miedwiediew, bo nie są sprawiedliwe.  Rosja jest wielkim mocarstwem i zasługuje na większe wpływy.  „Jestem zupełnie przekonany, że nie osiągniemy tego bez zmiany podejścia.  Dlatego właśnie zaproponowaliśmy nowy traktat bezpieczeństwa w Europie.”

Według Miedwiediewa, „architektura europejskiego systemu bezpieczeństwa ma poważne wady…”  Rosja domaga się „prawdziwie otwartego systemu kolektywnego bezpieczeństwa”.  Miedwiediew mówi po prostu, że NATO musi zostać wyeliminowane, a Ameryka usunięta z Europy.  Co byłoby katalizatorem takiego procesu?  Wzrost napięcia między Ameryką i Rosją nie jest równoznaczny z napięciem między Niemcami i Rosją albo Francją i Rosją.  „Strategiczny związek między Rosją i UE może stać się kamieniem węgielnym Wielkiej Europy bez podziałów…”  Aby to osiągnąć, Rosja miała nadzieję zainscenizować prowokację, której Bush nie mógłby się oprzeć.  Prowokacja ta zawierałaby w sobie także próbę destabilizacji osłabionych już instytucji finansowych Ameryki.

Rzecz jasna, Niemcy i Francuzi nie byliby wcale zadowoleni, gdyby Amerykanie pchnęli ich w kierunku wojny z Rosją.  Regionalny pokój jest w interesie obu tych krajów.  Zwłaszcza Niemcy są związane z Rosją na sposób, który tylko niemieccy politycy, mając na uwadze ich prywatne zasoby finansowe, mogą wyjaśnić w pełni.  Naciskając na Gruzję, Rosjanie próbowali wbić klin pomiędzy Stany Zjednoczone i ich europejskich sprzymierzeńców.

Pan Bąkowski wskazał w swym artykule na „prowokacyjną” naturę metod strategicznych Moskwy.  Jest teraz oczywiste, że inwazja Gruzji w 2008 roku nie miała na celu obalenia Saakaszwilego ani umieszczenia tam marionetkowego rządu.  Inwazja była prowokacją, to jasne jak słońce.  Pozwolę sobie sformułować argumentację w imieniu Bąkowskiego: jeśli poddamy analizie gruzińskie wydarzenia z perspektywy strategicznej, to widzimy, że Moskwa potrzebowała partnera w Tbilisi, na którym mogła polegać; mogła polegać, że rozpocznie on wojnę w sposób, który pozwoli na stwierdzenie, że nie był to akt jawnej rosyjskiej agresji.  Miedwiediew zasugerował takie podejście, kiedy zapewnił swój korpus dyplomatyczny, że sytuacja rozwinie się w ramach prawa międzynarodowego.  To Amerykanie mieli dolać oliwy do ognia swym agresywnym zachowaniem, ale prezydent Bush, wbrew swym doradcom, zdołał uniknąć pułapki.

Autentyczność Różowej Rewolucji zależy od tego, czy rozłam między Rosją i Gruzją miał służyć jako „prowokacja” dla rozwiązania NATO.  Nie znamy odpowiedzi an tak postawione pytanie, tak samo jak nie mamy dowodów, że Saakaszwili posłał żołnierzy do Osetii na rozkaz Moskwy.  Z drugiej strony, kremlowska prowokacja domagała się specyficznej reakcji ze strony gruzińskiego prezydenta i prezydent zareagował tak, jak tego oczekiwano.  Jeśli przestudiujemy mowę Miedwiediewa z uwagą, to dostrzeżemy, że bez ogródek wyłożył dużą część planu.  Ale jego język był subtelny.  Niewielu komentatorów zrozumiało, jak ważne było to przemówienie.

Opublikowane ostatnio rewelacje Paulsona, byłego Sekretarza Skarbu, rzucają nowe światło na wydarzenia w Gruzji.  Powinniśmy jednocześnie pamiętać wyrażenie Miedwiediewa o „faszystach i ich pomocnikach”.  Mamy tu oczywiste przyznanie, że siły przeciwne Kremlowi istnieją w Gruzji, Polsce, na Ukrainie i w państwach bałtyckich.  Mamy tu do czynienia z grupą państw, które mogą być użyte przeciw Moskwie, jeżeli tylko ludność tych krajów zda sobie sprawę, co się dzieje od roku 1991.



Prześlij znajomemu

14 Komentarz(e/y) do “Zrozumieć strategiczne cele wroga”

  1. 1 Sonia Belle

    An interesting hypothesis.

    However, if true, it reveals once again that Russia, under Putin, is no longer a Communist country. It is now a Nazi country (and it’s actually a huge improvement, believe it or not).

    When Medvedev talks about „abuses against Russians and Russian-speaking populations” and about „harassing national minorities and denying rights to the so-called ’stateless’ citizens in their countries”, he doesn’t sound like Lenin or Stalin. He sounds exactly like Hitler in 1938 denouncing Czechoslovakia for oppressing Sudeten Germans. Lenin and Stalin would speak about „Georgian bourgeoisie oppressing Georgian workers”, and never about Georgians oppressing Russian-speaking „South Ossetians” and Russian-speaking „Abkhasians”…

    But why would that be an improvement ?

    Because there are only 150 million Russians (and Russian-speaking „Ukrainians”, „Latvians” etc.) in the world. If Russian-speaking people is all Putin cares about (plus maybe Serbs), he is far less dangerous than someone like Chavez who is regularly speaking against „international capitalists” oppressing and exploiting „working-class people”, „the poor”, etc.

    After all, there are over 3 billion people who are poor (i.e. poorer than average and deeply resentful of that inferiority). It means that a true Communist like Chavez has 20 times as many potential supporters as a Nazi like Putin…

  2. 2 michał

    Sonia,

    You would be right if only it was so that „all Putin cares about are Russian-speaking people”. But I think this is just a pretence, a game, which soviets have been playing for quite some time. In fact, since they decided to abandon the dogma of the „dictatorship of proletariat” in favour of „state of the whole nation”. Yet, even before that, they were always capable of playing both the national card and the „nationalistic card”, i.e. using other nationalisms to further their own goals. Some of our favourite books demonstrate it very well.

    So, yes, should Putin’s regime be purely nationalistic, it would be an improvement, at least for Russians. But I don’t think it is. The national mask is necessary at the moment, it is convenient, that’s all.

    By the way, Chavez is also well able to play tha national card when it suits him.

  3. 3 Sonia Belle

    Michal,

    The national mask is necessary at the moment, it is convenient, that’s all.

    I don’t agree. It would have been far more CONVENIENT for Putin (if he really was a Communist) to denounce „globalisation”, „big corporations”, „capitalist polluters who cause global warming”, etc. etc.

    And there would be plenty of leftists in the West who would fall for it. But no Western leftist cares about South Ossetia…

    If, as you claim, Putin is a true Communist wearing a false Nazi mask, then this „pretence” (as you call it) serves absolutely no purpose whatsoever…

  4. 4 michał

    Why?? Globalisation only straightens up the path for the commies, just like „ever closer European unity” does. Big corporations are above the law and bigger the corporation is more socialist it becomes. I don’t mean just the bureaucratisation of large corporations but also the treatment of an individual as a tiny irrelevant cog in a big mechanism; but also the anticompetetive nature of international corporations. People often forget that capitalism IS free competition and big companies hate competition, big capital does not want it at all.

    Why should Putin care about the Western lefties? They will do their job anyway; whether they hate Putin in the process is quite irrelevant. Their role is to undermine the West and hating Putin or „Chinese polluters who cause global warming” only serves to make them more authentic and more believable.

    As for the mask… May I suggest that he’s not wearing it? He has not „pu it on”. Others put it on him, and he just shrugged his shoulders and had a good laugh about it. He does not seem to care too much what we think. When he was chosen as Yeltsin successor, he quite openly raised a glass to Stalin and reported successful completion of the first phase of the operation.

    Most people think he was joking. I do not.

  5. 5 Sonia Belle

    Michal,

    A. Globalisation only straightens up the path for the commies, just like “ever closer European unity” does. Big corporations are above the law and bigger the corporation is more socialist it becomes

    B. Western lefties (…) Their role is to undermine the West

    You can’t have it both ways. If globalisation and EU are pro-Communist and if big corporations are really communist, then Western lefties (who denounce and undermine both) are not undermining the West. They are saving it.

    Your points A i B are mutually exclusive. They can’t both be right. I my opinion, only B is correct.

    But it would be REALLY interesting If I was wrong, and your point A was true. But then B MUST be wrong and Seattle protesters were actually saving Western freedom…

  6. 6 Mikel

    We can see how Mugabe in Zimbabwe is playing a similar book or clever scenario – fantasy based of course but nontheless clever to get at people in a drinking parlor like situation.

    On the one hand Mugabe is using racist race clarification demagoguery to kick the whites out of the farms and turn them into some kind of diaspora which is now forbidden from owning businesses. This advances communism under color of fascist/racist laws.

    Yet, we can also see how a fascist or black Nazi into race clarification and vindication would use communist like themes of the „poor blacks” against the evil whites (much like Hitler portrayed films of Jews persecuting Nazies) to advance his own race.

    So we see a strange nihilistic marriage there, and the National Bolsheviks seem to be a Kremlin mirror and maker of such strange language.

    I think the difference is at the consciousness level. Communists despise their own race and how they are treated by their national peers who are stronger. Yet they also hate the strong foreigners. So they pit them against each other. What better gift is there to divide and conquer the world than this opportunity for such prostitutive individual?

    The Hitler type, though just as godless, has a consciousness for his kins and an admiration for them. The language embraced is quite different and not gangster „street smarts” type, but rich kid gangster wannabe at best, for it is impulsive, bratty and obviously spoiled by national self praise.

    The Stalin – or the Lenin type to even greater extent – sees those mindsets as dangers of sorts. It often happens that a disillusioned fascist who finds his race feeble will commit a sort of suicide and find vindication into communism. Communists know that and have already gone through „the process”, as they like to say in their „Synthesis” of making things like „globalization” a method to favor the worker in China, for example (worker who will be devoid of consequences in polluting), while the capitalist will be made to pay for it by it being the only adopter of such – the communist synthesis being to have a cake and eat it too in the end.

    It’s all in the sort of power of deception, of making the other believe he/she is loved through flattery and then killing it in the bed – laughing from the beginning at the thought that the strong is being stupid and mislead all along. What is a tool for a clever politician is actualy a way of life of fancy and fantasy for a communist.

  7. 7 michał

    Sonia,

    I love having it both ways… but in this case, unfortunately, I don’t think I am.

    Lenin and Trotsky realised that the cause of global revolution requires two simultanous – I’m not sure hwo to call it: strands? factors? elements? – to work sometimes in tandem but very often ostensibly against each other. One was the defence of the base; because once they put their mucky paws on the levers of power, they realised that no amount of propaganda can replace that. But the other, agit-prop, was still phenomenally important not just inside soviet union but elsewhere.

    They built their propaganda on this astonishing sympathy that words such as „progress”, „democracy”, „rights” generate in humans. Bismarck noted it before them and managed to counter their attraction by creating another monster, the welfare state, but that’s by the by. After the initial romantic stage of leftie propaganda, Gramsci came with a very leninist idea of „march through institutions” and we can observe the results of that operation: the vast majority of Western media is stuffed (and staffed too) by leftists. The Fourth Estate (strange how powerful some 19th Century ideas can be!) wields enormous power and remains largely unchecked. So when someone demands action against media bias is he undermining the West or is he saving traditional freedom? To use your „mutually exclusive” tag, we ought not to be able to have it both ways but I humbly suggest that should he succeed and freedom of the media was curtailed it would be a triumph for soviets. However, should the left bias remain unchanged that would also be beneficial to the soviets.

    Going back to your point, I don’t think A and B are mutually exclusive because of the long term nature of the soviet strategy and the fact that the very existence of this strategy is either overlooked or flatly denied.

  8. 8 michał

    Mikel,

    That’s interesting but you left me a little confused.

    „The Hitler type, though just as godless, has a consciousness for his kins and an admiration for them.”

    You know, there was a joke in Nazi occupied Poland: what does an Aryan look like? Blonde like Hitler, slim like Goering and tall like Goebbels. I really don’t think Hitler had any consciousness, nor a conscience for that matter; he only had admiration for brutal force. But that’s neither here nor there. The real point is that Hitler was an imperfect leninist. His kin were only tools for him. He applied Lenin’s Method but limited it to Ein Volk and Ein Volk cannot dominate the whole globe. That’s why Sonia would be right about Putin if his Russian nationalism was authentic.

    I’m also not convinced by your statement about commies „despising their own race”. I’d say their race is irrelevant to them. Stalin didn’t hate Georgians any more than, say, Cossacks. Neither did Trotsky despise Russian Jews any more than non-Jewish Russians and so on. Nationality – and more importantly, all nationalisms – is instead just another tool in their hands. They play it masterfully by, as you rightly say, pitting one against the other. If you ever get a chance to read „The Triumph of Provocation” by Józef Mackiewicz, you will see the most devastating analysis of that phenomenon.

    Your analysis of the Zimbabwe drama is very insteresting. You seem close to Sonia’s usage of words such as „Nazi”, „fascist” and „communist”. I prefer a simpler approach: Mugabe is a communist. As such, he will employ any rhetoric, he will divide and rule whichever way suits him at the moment. He will use market forces if it can save his regime, use the race card when convenient, or the class struggle when he sees it as advantagous. Lenin advised extreme flexibility in tactical matters and Mugabe, or Mandela, or the entire top brass of the ANC – are all leninists.

  9. 9 Mikel

    You are right about Mugabe’s power grabs.

    As Alan Keyes states, we might or might not agree with Obama of, say, taking control of the census, but the point is the illegitimate manner he takes it over without any discussion. The respect of the means do matter indeed and Obama, or Mugabe, as you say, would use any tool to gain power and get away with it. It should not be about them and their success (cult of personalities) but about how it works out with or without them. But the narcissism of „immortality” prevails. Bush Jr. made a terrible mistake and association when he magnanimously and „kindly” said to Obama and „Americans”: „we want you to succeed”.

    This is the very big problem with today’s culture of people basing everything on their own selves and image above all other lives before and after them. There is no inheritence possible with such me me me fantasy people. They destroy all respect of a document like the constitution and how important it is for things to keep going well with their self not there anymore. It’s how lack of faith or some problems of childhood like anger and linking good or bad times with a face and blaming it instead of adopting something transcending it.

    Propaganda is of course very effective if such emotional link is seared into the minds and the cultures of assassination, something which might affect a good opposition and make it fail and fall itself for the trap.

    In the end it is for the benefit of all of us to operate away from such attachments even if such seem to take us out of the loop or gives feelings of being „hated”. It’s the culture however that which hates the most innocent which would work for a goal as opposed to linking and assuring those they help all the time. It’s immaturity to its most mad yet accepted more and more as some kind of norm.

    As far as hating their own race, it’s just that in my experience, the constant strange „victimhood” mentality communists embrace or inspire in others for manipulative and disarmament means against their antagonists always involved some kind of story of childhood or of „back home” when they were persecuted by their nationalist kins and called homosexuals and weak. They always use these pseudo romantic images or stories of hardship where they cried but were stoic against this imagery of evil nationalist capitalist. They go from microcosmic stories and apply them into the world and institutions in the macrocosmic aspect of things, kind of like an antibible story full of bile and fantasy as a projection retort to their hate of God and mocking Bible stories.

    As far as Hiitler went on, I thought he had some sort of states of trance and momentary true love or consciousness for a great race during his speeches. Drug use or near orgasmic moments like these make one believe his own propaganda and propels their speeches – even if it means reneging or mocking the Germans afterwards as Hitler did during his strangely abusive pseudo chivalries. I just do not see that in more attuned, cold and dry communist speeches.

  10. 10 michał

    I think what you have described is a staple of every propaganda: make it personal. It is always more effective to invent a personal story, to which others can relate, tha to deal in abstracts. So today’s masters of agit-prop, like Tony Blair or Obama, are always full of stories of what happened to them or some invented friend. The whole ethos of the Left was built on the example of „the unfortunate” be it Dickensian victims or Andersen’s Matchgirl.

    As for Hitler, I’m not sure I can agree with you. Hitler idealised non-existent Aryans and mocked Germans for not living up to his ideal. But Hitler is irrelevant because he was a maniac and a madman. Commies are neither. That’s why Hitler and his cronies were in power for only 12 years whilst commies are still in power almost a century later.

  11. 11 Jeff Nyquist

    This is an interesting discussion. Nobody has yet mentioned China in this context. The Chinese Communists embrace Mao, Lenin and Marx, but they also employ nationalism and racism in their domestic formula and overseas formula. Pride in China, in being Chinese, is strong in their system.

    We have to remember that Hitler’s first choice was to join the Communists. But they refused to admit him to their ranks. So Hitler joined the tiny National Socialist Party. As Viktor Suvorov points out, the NSDAP was originally coordinating its strategy with the Communists, and the 1923 attempt to take power in Bavaria coincided with a Communist plot in Berlin. After his arrest and imprisonment, Hitler fashioned his own path — with occasional help from Stalin along the way. Hitler was pragmatic in realizing that people will die for their country, their kin, their „volk,” but abstract theories were not going to animate the masses. He focused people’s hatred on the Jews, because his appeal was to envy and a sense of inferiority (like that of the Communists). Everything he did was coldly practical, including his mistakes. Hitler’s passion was staged, his outbursts of temper were for show. He mocked Nazi theoretician Alfred Rosenberg’s writings, as too theoretical. An admirer of Communist methods, Hitler borrowed from the Leninist box of tricks, which included slogans like „bread and peace” — though nothing of the kind was intended.

    Is it so strange that the Leninists would use nationalism as a motivator? They also use „peace,” and „justice,” and pretend to fight „racism” while promoting anti-Semitism. Even Islam is something they embrace as an ally, even though Islam and Communism are totally inconsistent. But in every instance their support for nationalism or peace, or their stand against racism and imperialism, is far from heart-felt.

    Politics is about power, and the key question is one of adapting to circumstances. Perhaps some of the readers here listened to my interview with KGB Col. Viktor Kalashnikov and his wife Marina (an historian by training). When I asked her why Moscow and Beijing were allies, and why they worked together, she said, „Because they are both Communist.” This completely shocked me because I didn’t expect her to say such a thing; but it made perfect sense. If Russia and China were fascist instead of Communist, could they work as closely together as they do, with the Russians arming the Chinese? You would think, if they were national socialists, they would view one another with greater distrust than they view the U.S. But they are more flexible, and their motto of the moment should not be taken at face value. Marxists always re-invent themselves. This was true of Mao, as it was true of Stalin. And it remains true for the regimes they founded.

    There is nothing inconsistent if the Kremlin secretly promotes „global warming,” nuclear disarmament, and globalism (i.e., technology transfers), while stimulating their own national mechanism with a Nazi-like propaganda, publicly ridiculing global warming, openly engaged in rearmament, using free trade and globalism to undermine the dollar and degrade the U.S. industrial base. There is no need for consistency. Only a need for practical strategic results. Here we find a sophisticated integration of different tactical approaches dialectically coordinated, each chosen to advance the same strategy, which has as its target the same old enemy — the „main enemy,” the United States of America.

  12. 12 michał

    Wow, for once I agree with Jeff Nyquist! What’s the catch, Jeff?

    Well, I almost agree, because to my mind Americans are doing enough to undermine the Dollar.

  13. 13 Jeff Nyquist

    Saying that Moscow is working to undermine the dollar in no way exonerates Americans from their fiscal irresponsiblity. I have written extensively about the consequences of American hedonism, weakness and foolishness.

  14. 14 michał

    Oh, I know, I know. I was just trying hard to find something to disagree with in jest… And I know that you understand the American weakness better than most.

Komentuj





Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja