Michał Bąkowski
22 comments Published 16 October 2013    |
(Polski) Józef Mackiewicz i cenzura II
22 comments Published 16 October 2013    |










Sądzę, że dobrowolna autocenzura jest na dnie wszystkich form cenzury. Dziś wszędzie jej pełno, nie trzeba nikogo zbytnio strofować. Wydaje mi się, że gremialnie przyjmuje ona już cenzurowanie własnych myśli. Nie dopuszczane są te które mogłyby naruszyć bolszewicką fikcję. Nie tylko “nie trzeba głośno mówić” ale nie wolno nawet dopuścić do siebie określonych myśli no bo skoro “komunizm upadł” to po co o nim myśleć jako o teraźniejszym zagrożeniu?
Moje próby rozmowy na ten temat, zazwyczaj kończą się albo zupełnym niezrozumieniem kwestii o której mówię albo milczeniem, jednoznacznie sugerującym mi abym ją jak najprędzej zakończył.
Panie Andrzeju,
Sądzę, że my, ludzie podziemni, zbyt łatwo dajemy się ponieść pojęciu autocenzury. Widzimy je zawsze wobec bolszewickich postępów. Mam jednak wrażenie, że jest to niekiedy zjawisko ambiwalentne.
Dla przykładu, wolna prasa byrtyjska nie pisała o romansie króla Edwarda z panią Simpson. Nikt nie musiał zakazywać pisania, gazety milczały z samego szacunku dla króla i dla monarchii. Jest to więc klasyczny przypadek zbiorowej samocenzury.
Podobnie było z romansami Roosevelta, o których wiedział cały Waszyngton, ale nie pisał o tym nikt. Nie istniał żaden zapis cenzury na ten temat. Nie inaczej było z Kennedym. Czy świat jest lepszy, dlatego że dziś żaden szmatławiec nie zawahałby się pisać o romansach polityków i koronowanych głów?
Zmierzam do tego, że dobrowolne poddanie się ograniczeniu może być także szlachetnym aktem. Dopiero pojawienie się komunizmu zmienia całe równanie. Rację miał ten, któ zwrócił uwagę, że komunizm jest jak zero i nieskończoność w równaniu, wraz z jego pojawieniem, nagle wszystkie zasady przestają działać.
Panie Michale,
Jest tak, jak Pan napisał.
Nie potrafiłem się wyrazić dostatecznie precyzyjnie bowiem chodziło mi przede wszystkim o autocenzurę myśli, nie dopuszczanie do rozważania danej kwestii na zasadzie odrzucania a priori jako zbędnej; na zasadzie wmówienia sobie, że lepiej żyć syto w demobolszewickim systemie, niż zastanawiać się (już nawet nie mówić o tym) nad jego istotą. Nawet wtedy, gdy widzi się jego przejawy i wywołują one sprzeciw. Fałszywe twierdzenia (tak czy inaczej narzucone) przyjmuje się za aksjomaty, nie chcąc dostrzec fałszu na zasadzie “jakże inaczej?”.
To wydaje mi się kolejnym “milowym” “tryumfem ześlizgu”.
Drogi Panie Andrzeju,
Otwiera Pan tym samym kolejne pole rozważań. Jedna bowiem autocenzura, nie pozwala wypowiadać prawdy znanej, zakazuje “mówić głośno”, zastępuje prawdę, “radosną frazeologią”. Autocenzura myśli, to już wyższa szkoła jazdy.
Pytanie, czy to jest nadal kwestia należąca do szeroko pojętego problemu cenzury?
Zastanawiałem się nad tym w pierwszej części moich rozważań o cenzurze, ale wyznaję, że problem nie jest dla mnie jasny. Dla przykładu: wiele współczesnych przedstawień cenzury mówi o “cenzurze na poziomie odbiorcy”, gdy czytelnik odrzuca z góry pewnych autorów, pewne opinie, pewne książki, bo nie chce ich znać. Ale mnie się to wydaje nie żadną cenzurą, tylko aktem wolnego wyboru. Współczesny świat jest tak wypełniony po brzegi słowem, że nie sposób postępować inaczej. Druga strona tego medalu jest taka, że 99.9999% ludzi na świecie odrzuca z góry jakichś ludzi piszących w Podziemiu – ale trudno, niech będzie.
Odrzucanie jakiejś kwestii z góry, a priori, jest typowe dla ogromnej większości ludzi, ponieważ ogromna większość nie myśli. Nie myślą sami, a tylko przyjmują z góry podane opinie i powtarzają je jako swoje. Częścią tej podanej opinii jest, żeby odrzucić z góry pewne określone opinie, ale brać pod uwagę inne (również ściśle określone), bo przecież jesteśmy, och, tak bardzo tolerancyjni.
Ale zanim zachłyśniemy się potępieniem, to powinniśmy pamiętać, że samo zejście do Podziemia jest już aktem odrzucenia. Ja doprawdy nie chcę wysłuchiwać argumentów, dlaczego człowiek kochający kozę powinien wziąć kozę za żonę. Fuj! Nie chcę. A priori odrzucam.
Więc jak to jest z tą autocenzurą? Czy moje aprioryczne odrzucenie kozy jest już ześlizgiem?
Drogi Panie Michale,
Ależ skądże. To wolny wybór i świadomy istoty danej kwestii (każdy przecież wie co to koza i miłość, przyjmując ustalone kulturowo pojęcie moralności). Co jednak wtedy, gdy ktoś tej istoty nie chce znać choć powinien? I chodzi mi o te przypadki (odnoszę to zasadniczo do “peerelów”) gdy, mając wszelkie przesłanki do podjęcia procesu myślenia na dany temat, myślenie to odrzuca się z góry jako “nieodpowiednie”.
Co do np. książek, to rzeczywiście granica między wyborem a “cenzurą na poziomie odbiorcy” jest bardzo cienka (a może rozrzedzona) ale chyba też istnieje. Książki do przeczytania się wybiera ale jeśli jest to książka na temat który nas interesuje, wnosząca nową wiedzę lub nowe spojrzenie na kwestię to jak można wytłumaczyć zaniechanie zapoznania się z nią na zasadzie chęci utrzymywania stanu niewiedzy?
Drogi Panie Andrzeju,
Nie chciałbym stworzyć wrażenia, że się z Panem nie zgadzam (bo naprawdę się zgadzam), rzecz wydaje mi się jednak mniej prosta.
Trzymajmy się przykładu książki wnoszącej nową wiedzę do interesującej nas kwestii. Mnie interesuje literatura na temat Józefa Mackiewicza. Przeczytałem ogromną większość książek i artykułów na jego temat, ale nie zdołałem zmóc Gie Eberhardta. Flaki się we mnie przewracają a priori. Przewracały się także a fortiori i przewracają nadal a posteriori. Czy to jest autocenzura, że ja nie chcę czytać, co ma do powiedzenia o Mackiewiczu człowiek, bluzgający nienawiścią do osoby, najbardziej zasłużonej w rozpowszechnianiu twórczości Mackiewicza?
Nie wątpię, że on ma “nowe spojrzenie”, wnosi “nową wiedzę”, np. na stronie pierwszej jego Wstępu jest taka nowa wiedza: “już Maja nie ciągała siedmioletniej Ani”, do czego są dwa przypisy (tak, przypisy! i to dwa), że Maria obecnie Eberhardt, a Anna ur. 1976.
No, więc ja postanawiam zaniechać zapoznania się z takim bełkotem.
Panie Michale,
Jednak wziął Pan tę książkę do ręki i ocenił ją w interesującej go kwestii. Pomyślał Pan o tym aby to zrobić. Mnie też się to często zdarza i często o ocenie decyduje osoba autora. Chodzi mi jednakże o to, że coś mogłoby być przydatne ale ktoś woli nie dopuszczać do siebie myśli o tym bowiem psuje mu to jego “dobre samopoczucie”.
Panie Andrzeju,
To nie jest tak. Wziąłem to do ręki z uprzednią oceną. To zupełnie co innego. Nie pretenduję do oceny tej rzeczy. Jedyną ocenę można wypracować na podstawie znajomości rzeczy, a ja jej nie chcę poznać. Stosuję do Eberhadta zasadę łyżki zupy, tzn. nie muszę zjeść całego kotła zupy, żeby wiedzieć, jak smakuje – wystarczy jedna łyżka.
Ja zupełnie autentycznie nie dopuszczam do siebie myśli, że to mogłoby mi być przydatne. Istnienie Eberhadta psułoby mi z pewnością samopoczucie, ale na szczęście nie myślę o nim, więc prznajmniej to się do mnie nie stosuje. Jego istnienie jest dla mnie tylko orzecznikowe.
Panie Michale,
Istotnie, kwestia nie jest taka prosta. Bo każdy ma wolną wolę i wedle tego może odrzucić coś co zakwalifikuje negatywnie. Nikomu nic do tego. Ponadto, trudno rozróżnić umysłowe lenistwo od niechęci do poznania prawdy (chyba, że ten kto to praktykuje, przyzna się do tego).
Jednak będę się upierał przy tym, że zjawisko “odmawiania sobie” niewygodnych myśli istnieje i potęguje się w miarę trwania demololszewickiej fikcji i jej postępów. “nowe szaty peerelu” są barwne i pozornie można je wybierać, po co psuć sobie tę wspaniałą wizję?
Zdanie “jedynie prawda jest ciekawa” jest przez wielu wypisane na sztandarach (weźmy na przykład tzw. prawicowych blogerów, istnieje nawet portal internetowy z tym hasłem) ale to w niczym nie przeszkadza im identyfikować się z fikcją i wspierać ją.
Drogi i Szanowny Panie Andrzeju,
Podkreślam raz jeszcze, że jesteśmy w zgodzie co do podstawowego punktu. Samocenzura jest zjawiskiem autentycznym i istniejącym. Jest motorem bolzewickiego panowania i jest hańbą. Wyraziłem tylko wątpliwości co do ogólnej zasady.
Czy uwierzy Pan, że osobiście znieść nie mogę tego powtarzania w kółko “jedynie prawda jest ciekawa”? Dostaję wysypki nawet kiedy czytam to u samego Mackiewicza. Oczywiście on miał rację w pewnym sensie, w sensie w którym używał tego określenia, ale przecież równie dobrze można by powiedzieć, że tylko prawda jest nieciekawa, albo tylko nieprawda jest ciekawa itd. Natomiast te papugi w postaci bandy czterech klepią to bez ładu i składu, bez jakiegokolwiek zrozumienia. Cholera mnie bierze na takie idiotyzmy. I jak Pan słusznie mówi, plotą jak papugi, a jednocześnie wspierają fikcję.
Tfu!
Bardzo interesujaca dyskusja.
Oczywiscie, ze autocenzura istnieje. Ale istnieje tez ciekawosc. To przez ciekawosc przeczytalam kiedys moja “koze” – “Dzienniki Turnera”. I nastapila we mnie kakofonia roznych “autocenzur” i innych reakcji. Najpierw olsnienie – ksiazka jest doskonale napisana i naprawde fascynujaca. Potem autocenzura anty-rasistowska – ksiazka jest tak radykalnie, ludobojczo rasistowska (wobec Murzynow i Zydow), ze doslownie odrzuca. Pozniej przetasowanie ideologiczne – ksiazka wydawaloby sie prawicowa okazuje sie skrajnie lewacka, czysto “pol-potska”. I wreszcie zaniepokojenie – ta ksiazka jest tak diabolicznie efektywna, ze ona moze dokonac ideologiczej transformacji czytelnika (tak jak ksiazki Mackiewicza), ale w zlym kierunku.
W tym wiec akurat przypadku jest chyba dobrze, ze u wiekszosci ludzi autocenzura dziala sprawnie i ze odrzucaja oni takie “kozy” jak “Dzienniki Turnera”…
Panie Michale,
Pan to wie dużo lepiej ode mnie, że JM “był za ścisłością”. W tym sensie ja rozumiem słowa “jedynie prawda jest ciekawa” jako “tylko fakty są ważne i warto nimi się zajmować”. Zatem, przy takim ujęciu stwierdzenie “nieprawda jest ciekawa” nie ma sensu. Po co bowiem zajmować się czymś co nie istnieje? Czy się mylę?
Pani Soniu,
Nie czytałem tej książki więc nie jestem w stanie ocenić. Zwróciłbym tylko uwagę na fakt, że to co dla Pani okazało się godne odrzucenia dla innej osoby (np. dla rasisty lewaka) może być godne przyjęcia. Zdaje mi się więc, że to jest podobny mechanizm do tego, który opisał Pan Michał odnośnie książki G. Eberhardta. Nie ośmieliłbym się nazwać tego autocenzurą lecz wyborem. Autocenzurę myśli rozumiem jako odrzucanie możliwości dotarcia do istoty sprawy poprzez świadomą niechęć do pomyślenia o niej.
Soniu,
“Koza” była tu symbolem czegoś “apriorycznie odrzuconego”, bez próbowania, bez sprawdzania, bez czytania i niepokojącej fascynacji. Przypuszczam, że Dzienniki Turnera należą dla mnie do tej właśnie kategorii. Dla Ciebie natomiast są mniej kozą, bo jednak ciekawość przeważyła.
Dotykamy tu chyba czegoś ważnego. To jest problem, który w dawnym świecie nosi miano “wolnomyślicielstwa”. Kościół odrzucał wolnomyślicielstwo przez wieki i był za to krytykowany i wyśmiewany. Czy słusznie?
Panie Andrzeju,
“Nieprawda” to fikcja. Fikcja w polityce jest fatalna. Ale fikcja w artystycznej formie mówi nam coś o nas, o naszej naturze. Hamlet czy Król Lear są czystą fikcją. Czyżby były przez to nieciekawe? A zajmujemy się przecież czymś co nie istnieje. Nie istnieje, ale jest prawdziwe.
Szanowny Panie Michale,
Oczywiście, że ma Pan rację, w odniesieniu do literatury czy sztuki. Fikcja literacka, malarska czy muzyczna może być ciekawa i jest rzeczywistością jako dzieło.
Konstatując powyższe:
Proszę mi wybaczyć, ze kontynuuję temat stwierdzenia, które wywołuje u Pana wysypkę ale bardzo mnie ciekawi pańskie wyjaśnienie tego, że Mackiewicz, w swoim stwierdzeniu odniósł się właśnie do literatury. Ciąg dalszy tego tekstu to: “Ale jednocześnie prawda jest z reguły bardziej wielostronna i bogata, i barwna, niż wykoncypowane jej przeróbki.” Oczywiście to zdanie nie deprecjonuje fikcji literackiej jako czegoś, co należy odrzucić ale (tak to odbieram) sytuuje ją, u autora, o piętro niżej jako nieciekawą(?).
Mackiewicz jako twórca miał prawo do takiego stwierdzenia ale czy np. sądził że “1984” to literatura nieciekawa?
Panie Andrzeju!
Jakże miałbym Panu wybaczyć takie przestęstwo jak kontynuowanie dyskusji?! Wie Pan przecież, że tu w podziemiu ucinamy każdą dyskusję u zarania!
A zatem w drodze wyjątku…
Paradoks fickji polega na tym, że lepiej niż rzeczywistość przekazuje nam sens. Pan Jezus widział to z ostrością, używając przypowieści dla przekazania prawdy. To jest na swój sposób zdumiewające zjawisko, że Raskolnikow bądź Iwan Karamazow mówią mi więcej o życiu niż moje własne doświadczenia wypisane na moje skórze – ale tak właśnie jest.
Poświęciłem więcej miejsca problemowi “czy tylko prawda jest ciekawa?” w książce pt. Votum separatum. Jest to jednak mało znane Superdzieło (jak powiedziałby Walerian Gnidon), więc wyjaśnię pokrótce, że w moim przekonaniu Mackiewicz miał rację w obrębie swoich własnych założeń. Badając sprawę Katynia czy oddania Kozaków w ręce sowieckie, sprawę Miasojedowa czy perypetie Klary Miasojedowej, poświęcił się żmudnemu tropieniu, odkrywaniu, rekonstruowaniu ze śladów i szczątków prawdy faktów – faktycznego przebiegu wydarzeń. I rezultat jego wysiłków jest olśniewający; prawda okazała się najciekawsza.
Ma Pan rację pytając o “1984”. A klasycy beletrystyki? Klasycy wyobraźni tacy jak Puszkin i Byron, Dickens i Dostojewski, Bułhakow i Hesse, Nabokow i Barbara Toporska?
Nieprawda bywa ciekawa.
Panie Michale,
Dziękuję bardzo za odpowiedź. Żałuję, że nie przeczytałem jeszcze pańskiej książki.
Michal,
Kościół odrzucał wolnomyślicielstwo przez wieki i był za to krytykowany i wyśmiewany. Czy słusznie?
——–
Oczywiscie, ze byloby slusznie, gdyby rzeczywiscie byl “krytyjowany i wysmiewany”. Ale, niestety, w czasach gdy Kosciol byl potezny i silny, malo kto mial odwage go krytykowac i wysmiewac. Zaczeto go kopac dopiero odkad lezy juz pol-martwy na ziemi…
Dla Ciebie natomiast są mniej kozą, bo jednak ciekawość przeważyła.
—————
Nie nie mam “kozy”. A ty tez masz malo “koz”, skoro uwielbiasz Bułhakowa i Nabokowa. Chyba ze mamy odmienne interpretacje najwybitniejszych dziel tych tworcow, i “Mistrz i Malgorzata” nie jest apoteoza Stalinizmu jako slusznej i nieuniknionej kary za bolszewickie zbrodnie, a “Lolita” nie jest apologia pedofilii…
W podobny sposob, “Dzienniki Turnera” to apoteoza ludobojstwa jako slusznej i nieuniknionej kary za zbrodnie liberalizmu i politycznej prawidlowosci…
A co do waszej dyskusji o roznicy pomiedzy “fikcja” i “prawda” to przypomina ona dyskusje bizantynskich scholastykow o plci aniolow i ilosci diablow ktore moga sie zmiescic na koncu szpilki. Mackiewicz nie mial na mysli roznic pomiedzy dokumentami i beletrystyka, tylko to czy owa beletrystyka opisuje rzeczy zgodnie z prawda czy zgodnie z partyjnymi zaleceniami.
Soniu,
Chyba nie rozróżniasz między wolnością myśli i wolnomyślicielstwem. Kiedy mówię o wyśmiewaniu, mam na myśli satyry Diderota czy Woltera, kiedy Kościół z pewnością nie był tak potężny, jak niegdyś, ale z pewnością nie “leżał pół martwy”.
Ani Bułhakow nie apoteozuje Stalina, ani Nabokow pedofilii. Obaj stworzyli natomiast dzieła sztuki, obiekty piękna. Ja jestem gotów im wybaczyć ich wolnomyślicielstwo, właśnie za piękno, które stworzyli. Piękno jest wartością, a wolność nie jest. Ale to są właśnie problemy cenzury, które próbuję rozważać a moim artykule.
Jeżeli Dzienniki Turnera są na poziomie Mistrza i Małgorzaty, to jestem gotów je przeczytać. Z tego co czytałem o nich, nie odnoszę takiego wrażenia.
Nie masz jednak racji co do Mackiewicza. Partyjne zalecenia nie miały nic wspólnego z jego wyborem literatury faktu. Jego naleganie, że tylko prawda jest ciekawa było zwrócone nie przeciw partyjnym nakazom (bo jak wiesz nie uważał prlowskiej literatury za polską a za sowiecką), ale przeciw odchodzeniu od prawdy, fikcjonalizowaniu prawdy, jak choćby w książce Odojewskiego o Katyniu. Interesowała go prawda faktów. Sam pisywał jednak opowiadania fantastyczne zresztą znakomite, warto przeczytać.
Panie Andrzeju,
Votum separatum nie jest chyba łatwe do zdobycia, bo “książka nie jest przeznaczona do sprzedaży w prlu”. Ale chyba można ją nabyć w drodze kupna przez internet.
Michal,
W czasach Woltera Kosciol byl tak slaby, ze Jezuici byli przesladowani nawet w katolickich krajach. Kosciol byl potezny w roku 1816, ale w roku 1772 byl slabszy niz dzisiaj.
Dzienniki Turnera nie są na poziomie Mistrza i Małgorzaty! To tak jak by porownac Leonarda da Vinci do Fyodora Savvicha Shurpina. Ale sa ludzie ktorym “Morning of Our Fatherland” (1948) bardziej zaimponuje niz “Mona Lisa”…
Wedlug mnie jednak, zdanie Mackiewicza “Jedynie prawda jest ciekawa” oznaczalo “Komunisci klamia, a komunizm to nuda, bo klamstwo jest nudne”…
Soniu,
O ile mnie pamięć nie myli, to Towarzystwo Jezusowe było prześladowane przez absolutnych monarchów w katolickich krajach, a zachowane przez samodzierną carycę Katarzynę. Absolutne monarchie były bardzo zasadniczo przeciwstawne chrześcijaństwu.
Twierdzenie, że w roku 1772 Kociół był słaby, a w 1816 mocny wydaje mi się horrendalnym uproszczeniem.
Cieszę sie, że nie muszę czytać Dzienników Turnera.
Mackiewicz powtarzał to zdanie o prawdzie wielokrotnie. O ile mi wiadomo, po raz pierwszy w następującej formie: “Bo nie fantazja i talent, nie tendencja polityczna jest rzeczą najciekawszą w życiu, ale prawda.” Nie zwracał się z tym zdaniem pod adresem komunistów, bo oni go nie obchodzili, ale pod adresem tych, którzy w walce z komunizmem łżą. Łżą z najrozmaitszych powodów, często z dobrymi intencjami, ale prawda jest lepsza, ciekawsza. Pisał w innym miejscu o polskiej literaturze:
“A jeśli użyłem tu zabójczego dla wszelakiej literatury słówka „nudnawa”, to tylko pod wpływem subiektywnej percepcji, sądzę bowiem, że w życiu tylko prawda jest ciekawa. Stąd dochodzę do wniosku, że w literaturze też tylko prawda, tj. doprowadzona do możliwie najwyższego stopnia szczerość autora, jest ciekawa. A mniej ciekawy jest z góry postawiony postulat, teza, wszelka obowiązująca autora tendencja.”
Wydaje mi się oczywiste, że nie zwracał się z tym do komunistów.