- Cycles
- Składany komunizm
- Żuraw i landrynka
- Polski październik i okrągły stół
- Hmong znaczy wolny
- Antykomunizm którego nie ma
- Piszcie do mnie na Berdyczów
- Golicyn Nosenko i kilka drobiazgów
- Józef Mackiewicz i cenzura
- Operation Unthinkable
- Pisarz dla dorosłych w Pacanowie
- Bolo Liquidation Club
- Powstanie węgierskie
- Mackiewicz i Suworow
- Głód wiedzy o Hołodomorze
- Wszystko jest połączone
- Nasz człowiek – Gordijewski
- Niech biega w kukukrydzę…
- Lot nad kukułczym gniazdem
- Józef Mackiewicz idzie na wojnę
- Niektórzy nazywają to „upadkiem komunizmu”
- Benia Dniepropietrowski
- Za lub przeciw kontrrewolucji
- NOP czyli Nowa Ochrona Przyrody
- Listy z Niedorzecza
- „Niespodziewany koniec lata”
- Benito Cereno
- Jacyś biali Rosjanie
- Sen Raskolnikowa
- Pół wieku w „tupiku”











Panie Darku,
Pyta Pan, jak to możliwe, że wiara w upadek komunizmu jest tak powszechna. To mógłby być temat fascynujących rozważań naukowych z wielu dziedzin, gdyby tylko ktokolwiek odważył się potraktować serio takie pytanie.
Fakt, że oficjalna wersja została przyjęta bez mrugnięcia okiem przez tak zwane “masy” nie jest jeszcze jakąś wielką zagadką. “Masy” zawsze wierzą w to, co im się zaserwuje, byle tylko forma była odpowiednio atrakcyjna. Ale co spowodowało, że tę mistyfikację przyjęli równie gładko ludzie z profesorskimi tytułami, o to jest dopiero fascynująca kwestia. Przecież nie wszyscy byli agentami wpływu… mam nadzieję…
Czy zatem jest to epidemia stadnego myślenia, bo w kupie raźniej, czy może efekt medialnej inżynierii społecznej? Krótko mówiąc, czy ten obłęd zaczyna się od dołu, od jednostki, która sama chce przystosować swoje poglądy do mainstreamu, czy to raczej medialna prasa zgniata i formatyzuje poglądy w skali przemysłowej? Może jedno nie wyklucz drugiego.
Czy kiedyś znajdzie się jakiś odważny socjolog, albo historyk, który podejmie się tego tematu?
“No… A jakże inaczej?… “
Dziwnym jakimś trafem Panie Orle (myślę, że też Pan to zauważył) poruszamy w naszych rozmowach nieodmiennie kwestie na oko nierozwiązywalne. Pewnie i tym razem tradycji stanie się zadość. Oczywiście, nie ma jednej odpowiedzi, a już na pewno nie jest prosta i łatwa do sformułowaniu w krótkim, z konieczności, komentarzu.
Zanim, być może, podejmiemy temat główny, chciałbym się przez moment skupić na dwóch motywach Pana wypowiedzi: na masie i na profesorze. Nie wiem co prawda jakich „profesorów” dokładnie miał Pan na myśli, zakładam jednak, że tutejszych. Domyślam się także (proszę mnie absolutnie skorygować, jeśli trafiam teraz kulą w płot), że owa masa i owi profesorowie to zbiorowości, w Pana rozumieniu, przeciwstawne, tzn. masa jest bezmyślna, profesorowie od myślenia nie stroniący. Cóż, trudno się takiej tezie skutecznie przeciwstawić, czy jednak nie jest to pogląd ugruntowany na bazie najbardziej potocznych wyobrażeń?
Z masą, z jej szczególnymi walorami, kojarzymy liczbę, dużą. Bez tej liczby masa jest tylko zbiorem indywidualnych osobników i, być może, w takim swoim indywidualnym rachunku nawet nieco zyskuje na wizerunku. Każdy człowiek wyodrębniony z tłumu może być, i pewnie czasem bywa, nawet i ciekawy, nawet i zdradzający umiejętność samodzielnego kojarzenia. W przypadku „profesorów” zachodzi bodaj analogiczne zjawisko. W pojedynkę mogą być interesujący, w grupie (w masie) niekoniecznie; tracą przypisywane im zwykle cechy. W ich przypadku warto też pamiętać o dwóch okolicznościach: o tym, od kogo otrzymali „papiery” na swoją działalność; także i o tym, że po feralnej dacie bardzo zmieniła się koniunktura na kontestację dookolnej rzeczywistości; tzn. nie jest już mile widziana, i raczej też – nie spotykana. Kontestacja w ogóle przestała być modna.
Ale co spowodowało, że tę mistyfikację przyjęli równie gładko ludzie z profesorskimi tytułami, o to jest dopiero fascynująca kwestia.
Myślę, że to jest bez znaczenia czy byli to profesorowie czy też ludzie niewykształceni. Każdy miał rozum i mógł z niego skorzystać. Prosty chłop miał nawet więcej zdrowego rozsądku niż inni. Każdy poznał komunizm, każdego bolszewicy dopadli.
Panowie,
Oczywiście i “chłop” i “profesor” występując w pojedynkę wykazują się większą niezależnością w myśleniu, a będąc częścią dużej zbiorowości tracą własne zdanie na rzecz jakiejś idei narzuconej odgórnie. Wydaje mi się jednak, że “profesor” z racji swoich wrodzonych i nabytych cech umysłowych powinien wykazać większą determinację w falsyfikowaniu tez, które podsuwa mu jakiś podejrzany osobnik. Rzecz jasna, zdaję sobie sprawę, że większość “profesorów” eksponowanych, czy w ogóle jakoś tam widocznych w przestrzeni publicznej pełniła rolę agentury wpływu, ale chyba jednak nie wszyscy.
Pan Andrzej zauważa, że i “chłop” i “profesor” zostali jednakowo doświadczeni przez komunizm i jednakowo powinni oceniać podstęp pierestrojki. To mnie nie przekonuje, łatwiej jest wyprowadzić w pole człowieka bez zaawansowanej wiedzy fachowej, niż kogoś, kto swoje doświadczenie życiowe buduje na studiowaniu i ocenianiu doświadczeń poprzednich pokoleń.Wydaje mi się (choć może się mylę), że “profesor” ze swego zawodowego przyzwyczajenia, bez względu na uprawianą dziedzinę, powinien zadawać pytania i szukać odpowiedzi. To wydaje się być warunkiem koniecznym, choć niewystarczającym, bycia “profesorem”. Jeśli takiej dociekliwości braknie, pojawia się niebezpieczeństwo przyjęcia postawy, którą dobrze oddaje cytat przytoczony powyżej przez Pana Michała.
Chociaż może popełniam błąd twierdząc, że nie było i nie ma “profesorów”, którzy doskonale widzą fałsz odgórnie lansowanej wersji o upadku komunizmu, odzyskaniu niepodległości, itd. Może po prostu zostali odsunięci na tak daleki plan, że ich nie widać i nie słychać? Może wystarczy ich tylko poszukać…
No właśnie, czy ktoś z Panów spotkał się gdzieś na powierzchni z poglądami zbieżnymi z tymi prezentowanymi tutaj?
Panie Orle,
Proszę ładskawie zauważyć że komunizm stworzyła inteligencja (“profesorowie” a jakże!) i na niej się komunizm opiera. Bolszewicy mieli największego masowego wroga wśród ludzi niewykształconych a inteligencję prześladowali aby ją jeszcze bardziej zbolszewizować. “Profesor” uczciwy intelektualnie to nieomal wyjątek (dlatego ich nie widzimy) bo “profesor” z definicji “ma we krwi” wątpliwości, ważenie racji i daleko posuniętą tolerancję dla innych modeli naukowych. To oznacza, ze i bolszewizm jest mu łatwiej tolerować, tym bardziej pod naciskiem. Pamięta Pan Konrada z “Drogi donikąd”: “nie wolno widzieć wszystkiego wyłącznie od strony negacji i kpin. Ostatecznie to oni nas zwyciężyli”. Mackiewicz w odniesieniu do komunizmu opisywał reguły a nie wyjatki.
Spotakłem się “na powierzchni” z poglądami zbieżnymi ale to było ćwierć wieku temu. Obecnie, nawet kiedy pojawiają się w dyskusji, w konkluzji pada zawsze sakramentalne “trzeba iść na wybory i głosować na patriotów”. I to u mądrych, oczytanych ludzi, “profesorów”. A zwykły, prosty lud (nawet i z lenistwa ale chyba nie tylko bo może podświadomie nie chce w tym uczestniczyć) zwyczajnie nie idzie. I kto tu jest tą uległą “masą”?
Panie Andrzeju,
Dopatrywanie się jakichś pozytywów w komunizmie to rzeczywiście plaga wśród inteligentów, “profesorów”. Obserwuję to zjawisko od lat i nie mogę wyjść ze zdumienia, że można brnąć w takie intelektualne maliny.
No dobrze, a co się stało z tymi antykomunistycznymi poglądami? Czy osoby je wyznające oprócz głosowania na wytypowanych przez siebie patriotów są w stanie podjąć merytoryczną dyskusję? Jak z reakcją na argumenty? Jest jeszcze nić porozumienia, czy też może definicje komunizmu się im całkiem poplątały?
Panie Orle,
Właśnie w tym rzecz, że argumenty przestały odgrywać swoją rolę. Wybór stał się emocjonalny na nie racjonalny. Wydaje mi się, że to nawet nie jest kwestia definicji tylko chcenia (albo definicja wynika z pragnień czyli jest to “wishful thinking”). Po prostu nie widzi się już komunizmu bo nie chce się go widzieć. Argumenty mogą mieć zastosowanie ale tylko te wygodne. Na przyład stwierdzenie “partii komunistycznej nie ma” jest przyjmowane i podlega dyskusji a “bolszewicy dalej mają rzeczywistą władzę” nie jest przyjmowane lub jest ignorowane i nie podlega dyskusji.
Andrzeju,
Piszesz: “Na przyład stwierdzenie „partii komunistycznej nie ma” jest przyjmowane i podlega dyskusji a „bolszewicy dalej mają rzeczywistą władzę” nie jest przyjmowane lub jest ignorowane i nie podlega dyskusji.”
A może właśnie doszedłeś do jednej z przyczyn omawianego stanu rzeczy? Dlaczego nikt, albo mało kto, dyskutuje hipotezę o fałszywym upadku komunizmu?
Moim zdaniem dlatego, że – swoją drogą, kolejny raz będziemy gonili własny ogon – komunizm jest nieprawidłowo definiowany. Nie jako teoria i praktyka władzy, tylko jako “ideologia, mająca za cel społeczeństwo bezklasowe, dyktaturę proletariatu”, “lewactwo”, “gender” itp.
Jaszczurze,
Tak jest. Nie widzi się celu tylko narzędzia. To co z wierzchu. Jak sądzisz, z czego to “widzenie” wynika? Brak wiedzy? Niechęć do jej poznania (bo tak wygodniej)? Wpływ propagandy i otoczenia? co jeszcze?
Panie Darku,
zechce Pan tą drogą przyjąć nieco późnione wyrazy uznania za ten tekst.
Panie Bogusławie,
Serdecznie dziękuję za dobre słowo.
Mimochodem spojrzałem na datę tego tekstu – 5 lat od napisania, 25 od opisywanych wydarzeń (teraz już 30).
Gdy byłem bardzo młody, powrót Odyseusza (pełen najbardziej niezwykłych przygód) wydawał mi się nieprawdopodobnie długi, wręcz nie-do-uwierzenia. Byłem nawet skłonny posądzać autora opowieści o przesadę.
Zabawne z jaką łatwością samo życie weryfikuje nasze złudzenia.