Najnowsze komentarze

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Michał Bąkowski
Votum separatum
 
Dariusz Rohnka
Szkice o Józefie Mackiewiczu
 
Jeff Nyquist
Origins of the Fourth World War
 

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Komunizm upadł.

„Skurczył się w sobie,
Chodzić nie może,
Zmniejszył się chyba o głowę;
Nie znam się na tym, ale wygląda,
Jakby miał żeber połowę.”

Komunizm, który od połowy XIX wieku krążył po świecie jak widmo, ale też ciążył nad światem w zupełnie nie-widmowy sposób; komunizm, który panował nad ponad połową ludzkości – zniknął, przepadł, ot, tak sobie. Potężna centrala międzynarodowego komunizmu w Moskwie po prostu zwinęła się w kłębek i znikła. To historyczne wydarzenie zostało spowodowane przez „nieudany przewrót sierpniowy w Moskwie”. Tak zwany Beton, z którego wywodzili się nieudaczni spiskowcy, skutecznie zniszczył kompartię, rozbił niesławnej pamięci aparat bezpieczeństwa, ale także zakończył zimną wojnę. Podchmieleni konspiratorzy zadali śmiertelny cios doktrynie marksizmu-leninizmu i w jednym, króciutkim wybuchu błyskotliwej niezdarności, olśniewającej głupoty, raźnego opilstwa i pryncypialnego niezdecydowania, zdemontowali potężny związek socjalistycznych republik sowieckich.

„The Party is over”, jak to ze smakiem określał popularny londyński The Sun. „Określał”, bo czynił tak bez ustanku od trzech lat. Na długo przed moskiewskim puczem, znawcy tych spraw ogłosili nieuchronny upadek komunizmu. Faktem jest jednak, że upadek komunizmu ogłaszano wielokrotnie wcześniej; w każdej niemal dekadzie, pod oświeconym przewodem każdego nowego genseka. Komunizm upadał, a potem… upadał znowu, i potem jeszcze raz. Może więc lepiej byłoby powiedzieć składał się i rozkładał, jak składana zabawka? Coś na kształt składanego komunizmu?

Ściśle rzecz biorąc, „zimna wojna” na przykład, skończyła się w połowie lat pięćdziesiątych, kiedy Malenkow, sowiecki premier i następca Stalina, przybył do Londynu. Czy składa się przyjazne wizyty w kraju, z którym jest się w stanie wojny, choćby „zimnej wojny”? Od tego czasu mieliśmy jedną odwilż, jedno odprężenie, jedną głasnost’, wiele spotkań na szczycie i jeszcze więcej rozmów telefonicznych między przywódcami. Zdarzały się także krótkie okresy jaśniejszej świadomości ze strony Zachodu, że nic się nie zmieniło, że to wszystko tylko prowokacja i że Sowiety naprawdę są Imperium Zła. Jednak odkąd Gorbaczow ogłosił radośnie, że wraz z prezydentem Bushem „pokonali zimną wojnę”, nagle świat cały zaakceptował nową wykładnię zimnej wojny i sowiecka interpretacja najnowszej historii stała się obowiązująca.

Tak wyglądał pierwszy filar nowej sowietologii: cieszmy się, radujmy się, bo wojna się skończyła (nawet jeśli była to tylko zimna wojna). Koniec wojny otwiera rynki zbytu i zupełnie nowe perspektywy robienia pieniędzy, trzeba było zatem przekonać inwestorów, że odtąd będzie można robić interesy.

Jeżeli zdefiniować komunizm przez odniesienie do raczej mglistej teorii i znacznie bardziej konkretnej praktyki centralnego zarządzania gospodarką (co samo przez się jest co najmniej dyskusyjne, ale krytyka tej fałszywej definicji przekraczałaby ramy tego artykułu), to komunizm upadł o wiele wcześniej, bo w 1917 roku, by nigdy się nie podnieść. Tymczasem w latach osiemdziesiątych, młodzi dziennikarze zachodni, zaszokowani poziomem życia w Sowietach, zdecydowali, że „komunizm dowiódł swej nieskuteczności”, że zatem jego upadek jest nieuchronny. W rzeczywistości jednak jakość życia pod Sowietami zmieniała się tylko na gorsze. Komuniści nigdy nie zamierzali podnieść poziomu życia – nic ich to nie obchodziło. Nie po to przejęli kontrolę nad produkcją i dystrybucją każdej główki kapusty, żeby uszczęśliwić ludzkość, ale dla samej kontroli. Czy ktokolwiek ośmieliłby się utrzymywać, że komunizm dowiódł swej nieskuteczności w kontrolowaniu? W ten sposób normalna gospodarka mogła być (a także faktycznie była oraz powinna być) utrzymywana w stanie permanentnego upadku, ponieważ „brak” jest lepszym instrumentem kontroli niż „dostatek”. Od samego początku, upadła gospodarka służyła jako instrument sowietyzacji wewnątrz, a w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych służyła także podtrzymaniu obrazu słabości: Sowiety są słabe, chaos gospodarczy jest tego najlepszym dowodem, jak można zatem twierdzić, że takie parciane mocarstwo kiedykolwiek zagrażało potędze Stanów Zjednoczonych?

Sowiety chętnie podkreślały swą rzekomą słabość, zupełnie tak samo jak kiedyś tworzyły obraz rzekomej potęgi, gdy na każdym kroku byli daleko z tyłu za zachodnią technologią. A jednak wydaje się, że przynajmniej w jednej sferze – w technologii wojskowej – zupełnie oczywista techniczna przepaść pomiędzy Ameryką a sowieciarzami, przestała istnieć na przełomie lat 80/90. Stało się tak głównie dzięki wysoce konkurencyjnej „alternatywnej gospodarce” pod sowiecką kontrolą. Podczas pierestrojki sowieckie instytuty badawcze i biura projektowe wyprodukowały cały arsenał nowoczesnej broni, na który Zachód nie znalazł odpowiedzi, ponieważ nigdy jej nie szukał.

MiG-29, żeby użyć najbardziej oczywistego przykładu, spotkał się z niedowierzaniem ze strony zachodnich ekspertów. Musieli być zdziwieni jeszcze bardziej niż nieszczęsny nabywca samochodu marki Łada był zadziwiony jakością swego pojazdu. Łada była produktem upadłej gospodarki i głównym celem jej istnienia było zadziwiać. Podczas gdy łodzie podwodne, helikoptery, karabiny, pociski balistyczne, czołgi i samoloty mają inne cele. Ciekawe, że te inne cele jakoś nie bardzo docierają do świadomości publicznej na Zachodzie. Nikt nie rozumie, co się tam dzieje, bo wszyscy są stale zadziwieni. Jak np. wytłumaczyć, że pomimo głodu, pomimo notorycznych „braków w zaopatrzeniu” (genialny eufemizm!), o których czytało się bezustannie za Gorbaczowa, a także później za Jelcyna, zachodnie samoloty myśliwskie nie wytrzymywały porównania z MiGiem-29? Doprawdy, jak to wytłumaczyć? Jak można nadal wierzyć w upadek komunizmu? A przecież na MiGu-29 się nie skończyło. Biuro projektowe Mikojana było w ostrej konkurencji z biurem Suchoja, którego Su-27 do dziś posiada światowy rekord w prędkości wznoszenia. Sowieckie – czy jak jest teraz w modzie mówić „rosyjskie” – lotnictwo jest dziś wyposażone w myśliwce MiG-33 i 35 oraz Su-35. Nie będę tu nawet wspominał rakiet międzykontynentalnych typu Topol-M, przeciw którym Ameryka nie ma żadnego systemu obronnego.

Wracając do końca lat osiemdziesiątych, masa oczywistych sprzeczności w opisie Sowietów domagała się jakiegoś wytłumaczenia. Sowietolodzy wymyślili więc nową, składaną wersję komunizmu (nie bez pomocy sowieckich przyjaciół). Stojąc wobec fenomenu państwa, które doprowadza ludność do granic powszechnego głodu, a jednocześnie wydaje miliony na budowę nowoczesnych systemów militarnych, obserwatorzy wskazali na słabość aparatu państwowego, jako wyjaśnienie paradoksu. Władze centralne były rzekomo tak słabe, że zajmowały się rakietami balistycznymi i samolotami myśliwskimi, a nie głodującą ludnością i w rezultacie nie potrafiły zapobiec rozpadowi związku. Czy nie jest oczywiste, że musiały być raczej niezmiernie silne, żeby móc sobie na to pozwolić? Jak meble z Ikei, można nagle komunizm złożyć, by go potem rozłożyć ponownie w całej okazałości.

Ale przecież Sowiety rozpadły się na naszych oczach. Musi to przyznać każdy! – Tak brzmiała trzecia teza wyznawców upadku komunizmu. Bałtowie byli wolni, Mołdawia przyłączyć się miała niebawem do Rumunii prezydenta Iliescu; Ukraina miała stoczyć walkę o niepodległość z „Rosją”. Azjatyckie republiki były tak bardzo wolne, że nawet poczęły wchodzić w układy z Ameryką.

Zastanówmy się jednak. Odkąd Królewiec nie nazywa się Koenigsberg, ale Kaliningrad, państwa bałtyckie straciły na znaczeniu – nikt już dziś nie będzie bić się o Inflanty. Podobnie wygląda sytuacja Besarabii, o którą toczono tyle wojen. Ukraina pozostaje bez wątpienia niezmiernie ważna strategicznie, ale czy „niepodległość” wywalczona pod przywództwem towarzysza Krawczuka i umocniona następnie przez „demokraturę”, warta była tej nazwy? To samo dotyczy wszystkich azjatyckich respublik z byłymi członkami politbiura w roli prezydentów.

Zyski z dezintegracji Sowietów były ogromne – dla Sowietów. Miliony dolarów płynęły do Moskwy w postaci już nie kredytów, nie zapomóg, ale inwestycji. „Gorbi” stał się politycznym mędrcem, do którego Zachód zwraca się w momencie kryzysu; NATO utraciło znaczenie; Ameryka rozbroiła się jednostronnie (nazywali to „dywidendą pokojową”).

Skoro jednak zyski były aż tak ogromne dla Sowietów, to czy nie wydaje się raczej dziwne, że zwlekali tak długo? Dlaczego nie udawali upadku wcześniej? Dlaczego na przykład opierali się „wyzwoleniu” państw bałtyckich? Jest psychologiczną prawdą, że słodycz zwycięstwa docenia się w prostej proporcji do oporu, jaki trzeba było pokonać na drodze do tryumfu. Poza tym opór nadaje pozory wiarygodności wycofaniu się. Jesteśmy w domenie propagandy, gdzie percepcja jest wszystkim. Ważniejsze jednak wydaje się, że przygotowywali się do tej zmiany od kilkudziesięciu lat, jak to trafnie wyraził towarzysz Kiszczak, nadzorca polskiej wersji składanego komunizmu: „Okrągły stół i stan wojenny, to były dwa końce tej samej polityki.”

Ktoś kto wierzy w upadek komunizmu, twierdziłby, jak sądzę, że jakiekolwiek były intencje władz sowieckich, w rezultacie zmian, które zaszły pod koniec osiemdziesiątych lat, ich wpływy zmalały. Czy jednak rzeczywiście tak się stało? Ich rola została początkowo zredukowana do roli koordynatorów polityki zagranicznej, reformy gospodarczej i dowództwa wojskowego. Kreml „opiekował się” arsenałem nuklearnym i rezerwami złota, podczas gdy prezydenci ludowi – Krawczuk, Nazarbajew, Jelcyn itd. – byli zajęci tworzeniem pozorów niezależnych państw. Jednocześnie ludzie tacy, jak Havel, Iliescu, Wałęsa i inni, zarządzać poczęli swymi republikami na swój własny sposób, wedle doktryny sformułowanej przez Gierasimowa, rzecznika Szewardnadze, od słów piosenki Sinatry: I’ll do it my way!… Tak więc doktryna Breżniewa została zastąpiona doktryną Sinatry.

Zachód zawsze pragnął pokojowej dezintegracji Sowietów. Wydawałoby się, że kiedy marzenia się realizują, skrupulatny sceptycyzm powinien był wypłynąć na powierzchnię. Bez rzetelnej falsyfikacji informacji tak chętnie podsuwanych przez sowieciarzy, niechybnie wyłonić się musiał obraz zabarwiony wishful thinking. Niestety, wrodzony ludzkiej naturze optymizm, odrzucić każe wieści, które nie pasują do różowego obrazu. Obserwatorzy widzą to, co chcą widzieć, a sowieciarze dostarczają im dowodów, potwierdzających słuszność ich analiz.

Mamy więc „cztery filary sowietologicznej mądrości”: koniec zimnej wojny, dla szerokiej publiki; upadek komunistycznego modelu zarządzania, dla biznesmenów; rozpad związku sowieckiego, dla wojskowych; a dla intelektualistów, uroczysty pogrzeb marksizmu-leninizmu. Oto bowiem ludzie sowieccy wyzwoleni zostali z obcęgów doktryny, mówią co chcą, są świadomi swej wolności.

Jest bez wątpienia prawdą, że Sowiety były przez całe dziesięciolecia objęte ciasnymi ramami doktryny, ale byłoby niesłusznym twierdzenie, że Lenin, Trocki, Stalin czy Chruszczow byli doktrynerami. Wręcz przeciwnie, byli niezmiernie giętcy i pełni inwencji. Ich twórcze podejście do taktyki w polityce, stało się zasłużenie charakterystycznym znamieniem bolszewickiej polityki; dowiedli wielokrotnie, że potrafią w niezrównany sposób dostosować swą taktykę do okoliczności. Ich ideologiczne wychowanie, wbrew powszechnemu mniemaniu, zachęcało i rozwijało takie podejście do taktyki. Leninowski NEP widziany w ideologicznych kryteriach był herezją (kolejny przykład „upadku komunizmu”, z czego jasno widać, że koncepcja „składanego komunizmu”, wywodzi się od samego Wołodii Ilicza); podobnie jak stalinowska teza o „socjalizmie w jednym kraju”; podobnie jak „destalinizacja” Chruszczowa. Niezależnie od taktycznych wolt, każdy z tych przywódców trzymał się podstawowych zasad marksizmu-leninizmu: długoterminowym strategicznym celem było dla nich zawsze panowanie nad światem.

Nawet państwo, które stworzyli, było wyłącznie narzędziem do osiągnięcia władzy absolutnej. Sprawy wewnętrzne tego „państwa” postrzegane były zawsze w kontekście sytuacji na międzynarodowej szachownicy. Pełna kontrola jaką mieli nad swą ludnością – m.in. dzięki doktrynie – umożliwiała im kształtowanie procesów wewnątrz tak, by zwiększać zyski na zewnątrz. Polityka wewnętrzna podporządkowana być musi wymogom polityki zagranicznej, ponieważ marksizm-leninizm jest doktryną polityki zagranicznej.

Gorbaczow był godnym następcą Ojców i Doktorów bolszewickiego kościoła i pozostał wierny leninowskim celom i leninowskim naukom. Skonstruował głasnost’ i pierestrojkę jako narzędzia propagandowej ofensywy na Zachód. Pierwszym celem była integracja Sowietów w globalną gospodarkę, zbudowanie „wspólnego europejskiego domu”. Cel strategiczny pozostał niezmieniony. Jego polityka rozwijania ścisłych związków gospodarczych z tzw. wolnym światem nie była niczym nowym. Połączenie sowieckiej ekonomii z normalną, wolną gospodarką wygląda trochę tak, jakby kto chciał zintegrować Atlantyk z kontynentem europejskim; w pierwszym rzędzie likwidujemy zapory przeciwpowodziowe…

Ruiny światowej gospodarki byłyby płodnym gruntem dla odrodzenia składanego komunizmu. Zanim to się jednak stanie, trzeba podbudować wrażenie, że komunizm upadł. Zostaliśmy więc potraktowani spektaklem zmieniania nazw ulic i miast, zakładania komitetów ocalenia tego lub odrodzenia owego, burzenia pomników. Ewentualnie można też zmieniać nazwy pomników, burzyć komitety, a odradzać ulice – dowolność jest wielka, bo energia ludzka daje się łatwo ująć w karby w takich przedsięwzięciach. Zmiany nazw są widomym znakiem przemian, gniew wyładowany na pomniku nikomu nie grozi, komitety wreszcie uniemożliwiają wybuch, nie pozwalają ludziom brać spraw w swoje ręce. Ciekawe, w jaki sposób pojawił się pomnik Stalina, twarzą w błocie, w moskiewskim parku, skoro nie było takiego pomnika w Moskwie? (The Times, 10.9.91) Nie wolno jednak sugerować, że ktoś cynicznie porzucił Stalina w parku, żeby zaspokoić gniew ludu! O, nie. To byłby nieodpowiedzialny konspiracjonizm. Komunistyczne władze miałyżby zakładać komitety przeciw sobie samym? Nie, doprawdy, to przecie idiotyzm.

Lenin uczył jednak, że wszechświatowa rewolucja jest celem, który usprawiedliwia wszelkie środki. Taktyczny odwrót, bądź wielka prowokacja, żeby mogły być przeprowadzone skutecznie, domagają się otoczenia tajemnicą zarówno planów jak i mechaniki ich koordynacji. Czy jest to konspiracja? Czy raczej sprawna manipulacja? Zadziwia mnie niezmiennie, że na przykład komentator, wskazujący na sposób, w jaki Michael Heseltine podpuścił Johna Majora do porzucenia poll tax (sztandarowej polityki Margaret Thatcher), jest „analitykiem politycznym”, a ktoś kto wskazuje na komunistyczną prowokację – „konspiracjonistą”. Mniejsza. Sowietologia daje skuteczny odpór „konspiracjonistom” i w zamian proponuje nieśmiertelną walkę o władzę jako wytłumaczenie wszystkiego, co się dzieje pod Sowietami.

Jonathan Steele napisał np. w swej korespondencji z Moskwy (Guardian, 4.11.1991):

„Rosjanie uwielbiają teorie na temat konspiracji i zadziwiająco wielu ludzi tutaj jest przekonanych, że pucz był udawany. Cokolwiek innego bolszewicy zdołali osiągnąć w ostatnich 74 latach, to skutecznie wpoili ludziom wiarę, że polityka nie jest chaosem (shambles that they seem), ale skomplikowanym scenariuszem, w którym kilka silnych intelektów manipuluje milionami.”

Kluczowym zwrotem w powyższym fragmencie jest owo politics are not the shambles that they seem. Zastanówmy się: polityka jest niczym więcej jak grą interesów, słusznym więc być musi określanie takiej gry mianem chaosu. Zarówno w parlamentarnej demokracji jak w absolutnej monarchii, polityka jest domeną intryg. Intrygi i kontr-intrygi czynią całość chaosem. c.b.d.d. – Brawo, Jonathan Steele! Atoli, czy da się to samo powiedzieć o totalitarnym państwie? W przeciwieństwie do swych nieudanych krewniaków – państw autorytarnych – totalitaryzm używa totalnej kontroli nad swą ludnością dla osiągnięcia długoterminowych celów. W ten sposób, polityka przestaje być zwyczajnym chaosem. Wszystko poddane jest celowi, stwarza się wrażenie chaosu – celowo.

Ruch komunistyczny, od samego początku, używał prowokacji. Marks pisał już w Manifeście o eksploatowaniu chaosu burżuazyjnej polityki, przez alianse z innymi partiami politycznymi dla krótkoterminowych zysków, dla podsycania niezadowolenia, ale nigdy nie tracąc z oczu rewolucyjnego celu. Lenin wprowadził tę teorię w praktykę. Manewrując pomiędzy komunizmem wojennym a Nepem, bez wahań dążył zawsze do tego samego celu. W latach trzydziestych, jego następca, pomimo oczywistej słabości (słabości gospodarczej i militarnej, ale przede wszystkim politycznej, ponieważ państwo oparte na terrorze obawia się swoich własnych obywateli) stworzył obraz mocarstwa, by wybić potencjalnym agresorom z głów pomysły o inwazji, a także by dać podstawę swym globalnym aspiracjom. Podczas wojny, Stalin wprowadził szereg zewnętrznych zmian, aby podtrzymać przekonanie zachodnich aliantów, że jego reżym ewoluuje w kierunku normalnego, jakkolwiek poniekąd despotycznego, narodowego rządu (coś na kształt składanego komunizmu). Sukces Stalina należy przypisać w równej mierze jego geniuszowi, co „chęci bycia oszukanym” ze strony Zachodu. Churchill przyznał w swej słynnej mowie w Fulton o „żelaznej kurtynie”, choć przyznał raczej nie wprost, że został nabity w butelkę przez Stalina. (Nawiasem mówiąc, postawa Churchilla jest o wiele bardziej tajemnicza, bo trudno go nawet nazwać „oszukanym”. Jest to przecie ten sam Churchill, który we wczesnych latach trzydziestych nazwał bolszewizm „zarazą” i pokazał, że nie ma żadnych złudzeń, co do natury tego systemu. Był równie dosadny w swej analizie, gdy mówił o Żelaznej Kurtynie, ale w obu wypadkach pozbawiony był władzy! Kiedy natomiast był u władzy, to debatował ze Stalinem w Teheranie, Jałcie i Poczdamie, ochoczo przesuwał zapałki po stole, wydawał bez oporów Kozaków i Własowców w ręce sowieckie, wspomagał z chęcią Tito i wydał na męczeńską śmierć Michajłowicza. Dlaczego?) Niewielu oszukanych przywódców potrafi dokonać choćby tyle co Churchill, to znaczy przyznać się (nawet jeśli niezupełnie wprost) do porażki, tak jak on to uczynił w Fulton. Całe nieszczęście w tym, że polityka wojenna Churchilla miała wielki wpływ na powojenną politykę Zachodu wobec Sowietów. Otóż odtąd tylko minione prowokacje będą rozpoznawane, to co się dzieje aktualnie, trzeba brać za dobrą monetę. Pomimo że elementy prowokacji są znane wszystkim, dokonanie ostatniego kroku i nazwanie rzeczy po imieniu, równałoby się narażeniu na epitet „konspiracjonisty”.

Zostawmy na boku osławioną „konspiracyjną wersję historii”: masońskie spiski, międzynarodowe żydostwo i temu podobne dyrdymałki możemy spokojnie między bajki włożyć. Ale wykluczyć z góry, że nikt nigdy nie będzie używał tajnych układów, że nikt nigdzie nie będzie manipulował za kulisami wydarzeń, to chyba przesada, nie? Czyżby Książę, Machiavellego, był fikcją literacką? Czy też raczej historia dostarcza dowodów na bezustanną manipulację. Dzisiejszy świat, z milionami ludzi przylepionymi do ekranów telewizyjnych, nadaje się do manipulacji łatwiej niż szesnastowieczne Włochy.

Oddajmy jednak sprawiedliwość anty-konspiracjonistom: gotowi są zazwyczaj przyznać, że polityka jest domeną cienia i szeptu; co więcej, szept i kontr-szept są naczelnym argumentem przeciw „skomplikowanemu scenariuszowi” prowokacji obliczonej na długie lata, bo w wielopłaszczyznowej grze sił, żaden scenariusz nie ustałby na nogach. Konspiracja wydaje się im zbyt prostym, żeby nie powiedzieć „prostackim”, wytłumaczeniem. Widzą konspiracjonizm jako lenistwo umysłowe – i chwała im za to. A jednak mylą się co do komunizmu. Sowiety, i ich pochodne, są klasą dla siebie. Podczas gdy konwencjonalne państwo narodowe powoduje się w swej polityce chęcią poprawy bytu przynajmniej części ludności – np. klasy rządzącej bądź mitycznej większości – Sowietom było to zawsze zupełnie obojętne. Gdy interesy choćby małej grupy ludzi były zazwyczaj motywem, ukrytą sprężyną wojen i traktatów pokojowych, to w Sowietach tak się nie dzieje. Popularny obraz sowieckiego społeczeństwa, który przeciwstawiał „nową klasę” uprzywilejowanych, masom wyzutym z wszystkiego, pomijał ten istotny drobiazg, że uprzywilejowani woleliby zostać wyzuci, byleby gdzie indziej: „zamienię urlop w Leningradzie na więzienie w Kanadzie”. Sowiecka ekspansja nie miała nigdy nic wspólnego z konwencjonalnym imperializmem bądź kolonializmem – poziom życia w Pradze czy Warszawie pozostawał wyższy niż w Moskwie. Skoro wszystko jest podporządkowane ideologicznym celom, to można podjąć się przeprowadzenia długoterminowej operacji, ponieważ naturalny balans intrygi i kontr-intrygi (dyktowanych sprzecznymi interesami), zastąpiła wyższa strategia.

Pucz sierpniowy w Moskwie był kapitalnym przykładem tego procesu.

Był to zdumiewający spektakl. Warto przyjrzeć mu się uważnie.

(*) Jest to zmieniona i rozszerzona wersja tekstu, pisanego jesienią 1991 roku, którego druga część ukazała się w Soviet Analyst w 1992 roku.



Prześlij znajomemu

39 Komentarz(e/y) do “Składany komunizm. Część I (*)”

  1. 1 przemek

    Wspólnota pierwotna upadła.
    Musieli być zdziwieni jeszcze bardziej niż nieszczęsny nabywca pojazdu na kołach (najnowszy wynalazek) napędzanego przez tresowane dinozaury, marki Łada, był zadziwiony jakością swego pojazdu.

    Feudalizm upadł.
    Musieli być zdziwieni jeszcze bardziej niż nieszczęsny nabywca pojazdu na kołach , napędzanego przez poczciwe osiołki, marki Łada, był zadziwiony jakością swego pojazdu.

    Kapitalizm upadł.
    Musieli być zdziwieni jeszcze bardziej niż nieszczęsny nabywca pojazdu poduszkowego, napędzanego przez atomowe akumulatory, marki Łada był zadziwiony jakością swego pojazdu.

    A może jednak jest tak, że historia choć „kołem się toczy” to jednak „dwa razy do tej samej rzeki nie wchodzi” ?

  2. 2 michał

    To jest bardzo dowcipnie powiedziane, tylko jaka jest konkluzja?
    Ani wspólnota pierwotna nie upadła, ani feudalizm, ani tym bardziej kapitalizm. Engels w swej nieskończonej mądrości napisał gdzieś, że „kwiat zaprzecza pąkowi, a owoc zaprzecza kwiatu” – do takich nonsensów się dochodzi, ulegając dialektycznemu sposobowi myślenia.
    Najbardziej niepokojąca w Pańskiej notce jest niewypowiedziana sugestia, że komunizm jest „formacją historyczną” – to już czysty marksizm.
    A tak na marginesie, to historia prędzej kałem się tuczy niż kołem się toczy.

  3. 3 przemek

    Panie Michale. Jak już kiedyś napisałem, nie mogę wdać się w merytoryczną dyskusję przez brak wiedzy. Planuję częściowo ją nadrobić (na razie zgłębiam jednak Sergiusza Piaseckiego), kiedy tylko starczy czasu. Książki Józefa Mackiewicza można już kupować w Polsce (w antykwariatach czarna seria jest już od dawna). Z Waszych tekstów staram się czerpać jak najwięcej wiedzy. Czasami jednak nie wytrzymuję i muszę napisać jakiś komentarz. Często nie rozumiem np. „Ani wspólnota pierwotna nie upadła, ani feudalizm”. Tzn. że jednak konwergencja skoro nie upadek?
    Nie rozumiem też, że najbardziej niepokojąca w moim komentarzu jest „niewypowiedziana sugestia”. W taki sposób każdej wypowiedzi można przypisać dowolne przesłanie.

  4. 4 michał

    Drogi Panie,
    Pańskie komentarze są zawsze mile widziane, tak samo jak wszystkie inne komentarze na wp. Wydaje mi się oczywiste, że każdy komentarz poddany być powinien tej samej rygorystycznej analizie. Jeżeli zatem nie wyraziłem się jasno, to spróbuję to wytłumaczyć jeszcze raz.
    Teza na temat formacji historycznych, które w wielkiej walce klas prowadzą ludzkość do Świetlanej Przyszłości, jest tezą dialektyki historycznej i jest w moim przekonaniu zasadniczo niesłuszna. Ponieważ napisał Pan o upadku trzech takich formacji w komentarzu do tekstu na temat RZEKOMEGO upadku komunizmu, to wydało mi się oczywiste, jaki był Pański niewypowiedziany wniosek: komunizm upadł tak samo jak feudalizm itd. Przyzna Pan chyba, że nie jest to wniosek nieuprawniony. Jeśli jednak nie taka była Pańska konkluzja, to jaka?
    W moim mniemaniu, któremu starałem się dać wyraz między innymi na tej witrynie, komunizm nie jest ani formacją historyczną, ani ideologią, ani systemem centralnego zarządzania – a tylko Metodą zdobycia i sprawowania władzy.

  5. 5 przemek

    Bardzo dziękuję za powyższy komentarz. Trochę mnie ostatnio tu poniosło, ale mimo nieprzychylnych słów co do fragmentów Pana wypowiedzi z sympatią obserwuję rozwój WP.
    Wracając do komunizmu jako formacji historycznej, trudno aby upadł system, który nigdy nie powstał. Tu się z Panem zgadzam. Ostatnie zdanie w Pańskim komentarzu zasługuje na przedrukowanie WIELKIMI LITERAMI.

  6. 6 michał

    Metoda święci triumfy na całym świecie, daleko jej do upadku. Nie miałem na myśli tautologii w rodzaju: „nie mógł upaść, bo nigdy nie powstał”. Chodzi raczej o to, że cała koncepcja „formacji historycznych” i nieuniknionego rozwoju od jednej do drugiej, została stworzona z ideologicznych względów. Marks nie był filozofem, był ideologiem (mówił wprost: „Nie chodzi o to, by świat zrozumieć, ale by go zmienić”), Lenin, Trocki i reszta nie byli nawet ideologami, byli tylko praktykami metody.

  7. 7 Beata

    Gdy napisałam na pewnym forum, że w Polsce trzeba przeprowadzić derusyfikację, to jeden forumowicz wyraził się o mnie nieparlamentarnie, a od moderatora dostałam ostrzeżenie „za trollowanie”. Pan Michał, autor tego opracowania, dostałby na sto procent bana. :)

    Z artykułu: „Otóż odtąd tylko minione prowokacje będą rozpoznawane, to co się dzieje aktualnie, trzeba brać za dobrą monetę. Pomimo że elementy prowokacji są znane wszystkim, dokonanie ostatniego kroku i nazwanie rzeczy po imieniu, równałoby się narażeniu na epitet „konspiracjonisty”.”
    … albo trolla.

  8. 8 michał

    Droga Pani Beato,

    Nie wiem za co ten banan, ale choć bananów ci u nas dostatek i ten przyjmę itd.

    Co rzekłszy (a także banana przyjąwszy), nie mogę się z Panią zgodzić: nie ma w prlu w tej chwili ani nigdy od 1917 roku nie zachodziła nigdzie na świecie „rusyfikacja”. Pisze Pani w swoim Dzienniku:

    „Za sprawą osób sprzyjających Rosji funkcjonuje w naszym kraju rosyjska agentura. Są osoby takie – jest więc agentura. Czysta logika. Jakiekolwiek interpretacje bagatelizujące obecność takich osób w strukturach władz najwyższych to czysty nonsens. Czysty idiotyzm. I skoro są te osoby w najwyższych strukturach, Polska jest rusyfikowana. Nie jest sowietyzowana czy komunizowana, lecz rusyfikowana.”

    Ma Pani rację, że prl nie jest w tej chwili sowietyzowany, ale tylko dlatego że nie ma takiej potrzeby, że jest wystarczająco zsowietyzowany od bardzo dawna. Gdyby tak nie było, bolszewicy nigdy nie zdecydowaliby się na 1989 rok i rzekome oddanie władzy. Ale wróćmy do „rusyfikacji”, którą Pani wytyka ze smakiem. Rusyfikacji w moim odczuciu mogłaby dokonać tylko Rosja, a Rosja nie istnieje, od 1917 roku, kiedy międzynarodowa szajka zagarnęła władzę w Petersburgu. Bolszewicki pucz, przekreślił ciągłość państwową Rosji, a Sowiety był Rosji zaprzeczeniem. Józef Mackiewicz tak o tym pisał w „Zwycięstwie prowokacji”:

    „Rosja XIX wieku była krajem spiskowców i buntowników, Sowiety stały się krajem milczącego posłuszeństwa; symbolem Rosji były jej kopulaste cerkwie ze złotymi krzyżami, symbolem Sowietów jest zniesienie krzyża; poezja rosyjska opiewała lasy i przestrzenie, poezja sowiecka opiewa kominy fabryczne; literatura rosyjska opanowana była duchem sprzeciwu i krytyki, literatura sowiecka duchem uległości i pochwały; w dawnej Rosji gromadzili się ludzie, by bronić pokrzywdzonego, w Sowietach schodzą się na zgromadzenie, by podeptać pokrzywdzonego; w dawnej Rosji ulubionym tematem była wątpliwość wszystkiego, w Sowietach jedynym tematem jest niezachwiana pewność; w Rosji szpieg i donosiciel pogardzany był nawet przez tych, którzy się nim posługiwali, w Sowietach donosicielstwo podniesione zostało do godności cnoty obywatelskiej” itd.

    Po 75 latach takiej „de-rusyfikacji Rosji” można spokojnie udawać, że bolszewizm upadł. Ale „Rosja” Jelcyna i Putina, Gazpromu i fsb, nie ma nic wspólnego z Rosją carską, a wszystko z Sowietami.

    Gdyby tylko miała Pani rację! Gdyby rzeczywiście tak było, że zagraża Polsce po prostu ościenny kraj, to nie byłoby tak źle. Ale proszę mi łaskawie powiedzieć, czy Wenezuela, Brazylia i Argentyna są w tej chwili rusyfikowane?? Czy Niunia Europejska jest narzędziem rusyfikacji?

    Jeszcze raz, wielkie dzięki za banana!

  9. 9 Beata

    Upłakałabym się nad biedną Rosją, że ją zsowietyzowano, gdyby nie zabory.

    „nie mogę się z Panią zgodzić: nie ma w prlu w tej chwili ani nigdy od 1917 roku nie zachodziła nigdzie na świecie “rusyfikacja” ”

    A zabory? Dlaczego wymienił Pan tutaj 1917 rok? Odpowiadając na mój wpis zacytował Pan Józefa Mackiewicza, a tam czytam o charakterze Rosji sprzed 1917 roku, tej samej, która była sprawcą zaborów:

    “Rosja XIX wieku była krajem spiskowców i buntowników, Sowiety stały się krajem milczącego posłuszeństwa; symbolem Rosji były jej kopulaste cerkwie ze złotymi krzyżami, symbolem Sowietów jest zniesienie krzyża; poezja rosyjska opiewała lasy i przestrzenie, poezja sowiecka opiewa kominy fabryczne; literatura rosyjska opanowana była duchem sprzeciwu i krytyki, literatura sowiecka duchem uległości i pochwały; w dawnej Rosji gromadzili się ludzie, by bronić pokrzywdzonego, w Sowietach schodzą się na zgromadzenie, by podeptać pokrzywdzonego; w dawnej Rosji ulubionym tematem była wątpliwość wszystkiego, w Sowietach jedynym tematem jest niezachwiana pewność; w Rosji szpieg i donosiciel pogardzany był nawet przez tych, którzy się nim posługiwali, w Sowietach donosicielstwo podniesione zostało do godności cnoty obywatelskiej”

    Rosja obecna – pisze Pan – nie ma nic wspólnego z Rosją carską. Z punktu widzenia naszego, Polaków, ma to wspólne, że jesteśmy niezmiennie (z krótkimi przerwami) celem ich ekspansji. Drogi Panie Michale, to jest nasz dom, a nie ich. Nasz dom jest naszą troską. Rosjanie wciąż na przestrzeni wieków sięgają po nasze. Dzięki rusyfikacji za czasów carskich łatwiejsza była sowietyzacja. Jest ta ciągłość historyczna. Kraj Rosjan, czy carski, czy zsowietyzowany był względem nas agresorem.

    ***

    A bana na owym forum otrzymałby Pan za pogląd o udawanym antykomunizmie, na przykład za takie oto słowa:

    „Gorbaczow był godnym następcą Ojców i Doktorów bolszewickiego kościoła i pozostał wierny leninowskim celom i leninowskim naukom. Skonstruował głasnost’ i pierestrojkę jako narzędzia propagandowej ofensywy na Zachód.”

  10. 10 michał

    Pani Beato,

    Pisuję dla Wydawnictwa Podziemnego dlatego właśnie, że nie zamierzam się poddawać bananom z forum czy z quorum. Mogę Panią zapewnić, że jest mi serdecznie obojętne, co i kto by sobie pomyślał na „owym forum” (nie wiem przecież, jakie to forum). Interesuje mnie natomiast Pani pogląd, ponieważ pogląd jest zawsze indywidualny i „czyjś”. Zostawmy zatem te banany i przejdźmy do Pani stanowiska. Dodam jeszcze tylko, że nie pojmuję, o co chodzi z tym „udawanym antykomunizmem” – czy ja go udaję? Gorbaczow? Czy forum?

    Pyta mnie Pani, dlaczego wymieniam rok 1917. Dlatego, że miało wtedy miejsce pewne wydarzenie, które zmieniło losy Polski i świata; pojawiła się wówczas potęga, która za cel postawiła sobie władzę nad światem („Pokój, to komunizm na całym świecie”, jak to ładnie rzekł Lenin). Potęga ta zapanowała w Rosji, więc kierunki jej ekspansji musiały z definicji pokrywać się z kierunkami polityki Rosji. Ale cele były odwrotne, ponieważ bolszewikom zależało na tym, żeby Polacy byli sowietyzowani po polsku, a Czesi po czesku, Niemcy po niemiecku itd. Czy Chiny są Pani zdaniem zrusyfikowane? Czy Korea Północna cierpi pod rosyjskim knutem? Czy Pol Pot to był rusyfikator? Chyba nie. A przyzna Pani, że wszyscy oni mieli (i mają) coś wspólnego z Moskwą; jednak jest to Moskwa jako centrala światowego komunizmu, a nie ośrodek rusyfikacji.

    A jak to jest z „nami, Polakami”? Wobec nas Rosja była agresorem? Była przez jakiś czas, ale kiedy Żółkiewski okupował Moskwę, było chyba raczej na odwrót, nie? Chyba że wyznaje Pani tę polrealistyczną zasadę, że Polska z definicji może być tylko ofiarą. Jednak historia pokazuje, że potężne państwa zawsze zachowywały się nieoględnie wobec słabszych sąsiadów. Polska nie była tu wyjątkiem. Polska historiozofia utrzymuje zazwyczaj, że Rzeczpospolita Obojga Narodów nie została stworzona w wyniku ekspansji, ale czy nie zastanowiła się Pani nigdy, dlaczego aż tak bardzo nienawidzą Polaków Litwini, Białorusini i Ukraińcy?

    Rozbiory Polski nie były aż tak wyjątkowym wypadkiem w historii, żeby z tego powodu zamykać oczy na rzeczywistość. Kto Panią aż tak bardzo rusyfikuje? Kto każe Pani mówić po rosyjsku? Mówi Pani: „Dzięki rusyfikacji za czasów carskich łatwiejsza była sowietyzacja” – czyżby zatem sowietyzacja odnosiła mniejsze sukcesy w Krakowie czy Lwowie, bo nie było tam rusyfikacji?? Ejże…

  11. 11 Beata

    Panie Michale,

    Te banany na forach rozdają moderatorzy, którzy też mają pogląd swój indywidualny, a wypracowany w okolicznościach różnych, nieraz kołchozowo-forumowych. Lecz mało kto może cieszyć się poglądem uzyskanym wskutek własnych samodzielnych przemyśleń, z reguły ludzie wchłonął je na ślepo tkwiąc w stadzie.

    Pisuje Pan dla Wydawnictwa Podziemnego, ale dla kogo? Między innymi dla bywalców forów. Nie dowierzam, że jest Panu obojętne, co i kto sobie myśli po przeczytaniu Pana artykułów. Pisze Pan dla rodaków, czyż nie? Coś im Pan tłumaczy i ma nadzieję, że nie nadaremno. Czyż nie? Pisze Pan także dla głuptaków, by przejrzeli na oczy. Kształtuje Pan słowem ludzi, ich poglądy. Pewien forumowy bywalec podał mi linka do tego Wydawnictwa. Poczytałam tu trochę i poczułam powiew rześkiego powietrza. Parę dni temu założyłam własne forum i pomyślałam, że otworzę wiele tematów odnoszących się do opracowań z Waszego Wydawnictwa, ponieważ są w bardzo dużym stopniu odzwierciedleniem moich przekonań. Przeżyłam utajnioną sowiecko-rosyjską okupację pookrągłostołową z pełną świadomością tragicznej sytuacji kraju, podczas gdy wokół, wszędzie, w mediach głoszono definitywną nieprawdę o rzekomej niepodległości i demokracji. Moje przekonania torpedowano, prawie wyłącznie w sposób dla mnie przykry. Człowiek o innych poglądach, sam wśród wyznawców propagandy skazany jest na szalenie przykre traktowanie. Mimo to nigdy nie zamierzałam poddać się i nadal nie zamierzam. W Waszym Wydawnictwie dostrzegłam sojusznika.

    „Udawany antykomunizm” to Pana teoria. Moim zdaniem pierestrojka została przeprowadzona według scenariusza i ściśle pod kontrolą służb specjalnych i wojskowych ZSRR. Podobnie pucz. Czyli Pan i ja oceniamy sprawę scenariusza i ścisłej kontroli tak samo. Różnimy się natomiast w ocenie osiągniętego celu. Pan uważa, że komuniści przedłużyli swoje panowanie, choć nadali mu inną formę – ja uważam, że względem świata zewnętrznego Rosjanie zmielili formę sprawowania swoich wpływów. Nie sowieci, a po prostu Rosjanie.

    Pyta Pan o Chiny, Koreę Północną, o Pol Pota. Chiny, owszem, zostały zrusyfikowane. Zupełnie inna była ich kultura i mentalność wcześniej. Stracili ogromnie przyjmując „religię” Moskwy. Stracili koloryt, całą swoją osobowość narodową. Tak się stało z każdym krajem, który przyjął „religię” Moskwy. Określenie „rusyfikacja” czy „sowietyzacja” nie oznacza wcale, że narody będące ofiarą tych procesów posługują się obowiązkowo językiem rosyjskim. Pyta Pan, czy ktoś mi każe mówić po rosyjsku. Sam Pan przecież stwierdza, że „bolszewikom zależało na tym, żeby Polacy byli sowietyzowani po polsku, a Czesi po czesku, Niemcy po niemiecku itd.” Skoro jest Pan zdania, że komunizmu nie rozwiązano i że komuniści nadal realizują swoje dążenie do władzy w świecie i nad światem, to zapewne zgodzi się Pan z zacytowanym zdaniem, ale wypowiedzianym w czasie teraźniejszym – bolszewikom zależy na tym, żeby Polacy byli sowietyzowani po polsku, a Czesi po czesku, Niemcy po niemiecku itd. Sowietyzacja czy rusyfikacja to kształtowanie mentalności ludzi i charakteru całej narodowości, pomimo zachowania narodowego języka danego kraju.

    Polacy względem Moskwy byli agresorem króciuteńko. Nie ma w ogóle sensu porównywać tą obecność Polaków w Rosji do działań Rosji/ZSRR względem Polski. Szkody z naszej ręki, a szkody z ich ręki są nie do porównania.

    Hmm. Że Kraków nie był w rosyjskim zaborze… Wie Pan, dlaczego Hutę im. Lenina wybudowano właśnie w Krakowie? Bo tu sowieci mieli szalenie dużo roboty z mentalnością krakusów. Huta to napływ robotników z różnych części kraju i pretekst rozciągnięcia szczególnie intensywnego sowieckiego nadzoru nad Krakowem. Osobowość miasta została zrujnowana.

    Pyta Pan: „czy nie zastanowiła się Pani nigdy, dlaczego aż tak bardzo nienawidzą Polaków Litwini, Białorusini i Ukraińcy?” Myślę, że to skutek manipulacji sowietów.

    Pol Pota zostawiłam sobie na deser. Bestialstwo niewyobrażalne. Czy miał coś wspólnego ze Związkiem Radzieckim? Nie mam jak udowodnić Panu, że miał. Ale o cóż chodzi w tej naszej polemice? Zainteresował mnie Pana artykuł, ponieważ utrzymuje Pan, że antykomunizm nie był pozbawionym kontroli żywiołem, lecz precyzyjną grą w każdym calu. Prawda jest taka, że służby moskiewskie doprowadziły do absurdalnej perfekcji umiejętność sterowania narodami. Ale dokonują tego metodami zbrodniczymi. Terroryzm to ich oręż. Po Okrągłym Stole, tym zdradzieckim kontrakcie, także tajna siata rosyjska posługiwała się względem Polski metodami zbrodniczymi. I to mnie interesuje. Jeśli nie posiada Pan na ten temat wiedzy, to trudno. Ja zamierzam wątek ten kontynuować.

  12. 12 michał

    Pani Beato,

    Cała ta polemika aż prosi się o semantyczne uściślenia. Pani całkowite utożsamienie sowietów z Rosją (z którym się nie sposób zgodzić, ale to już wyłożyłem), prowadzi nas do nieporozumień. Zacznijmy od końca. „Służby moskiewskie” prowadzą manipulację? Tak, ale nie w interesie Rosji, tylko międzynarodowego bolszewizmu. Proszę sobie wyobrazić, że służby te odniosły sukces i – co nie daj Bóg! – zapanowały na świecie. Czy będą wtedy mówić po rosyjsku w Caracas i w Bangkoku, w Pcimiu i w Koziej Wólce? Nie można zatem mówić o rusyfikacji, bo jest to ścisły termin historyczny, używany dla określenia polityki kulturowej Rosji wobec głównie słowiańskich narodowości imperium. Używanie tego samego terminu wobec polityki sowietyzacyjnej bolszewików jest ahistoryczne, ale co ważniejsze, jest mylące, bo są to polityki w istocie przeciwstawne.

    Pol Pot był bolszewikiem, komunistą, zbrodniarzem. Miał więc z definicji coś wspólnego z Moskwą, jako centrum bolszewickiej zarazy, ale nie miał nic wspólnego z Rosją.

    Kraków i Lwów były tylko przykładem w odpowiedzi na Pani argument, że „rusyfikacja przygotowała grunt dla sowietyzacji”, ale zastanówmy się nad Nową Hutą. W Krakowie w styczniu-lutym 1945 roku politruk Adam Ważyk założył Dziennik Polski, pod redakcją innego politruka Putramenta. To była okupacyjna gadzinówka bolszewicka, tylko że bolszewicy zawsze nazywali okupację wyzwoleniem i Polacy niestety się na to nabierali za każdym razem, w Wilnie i Lwowie też. Nabierali się, ponieważ (jak mówi jeden z bohaterów „Nie trzeba głósno mówić”) Niemcy robili z nas bohaterów, a Sowieci robią z nas gówno.” Nowa Huta była tak samo potrzebna pod Krakowem, jak huta Warszawa w pobliżu morza ruin.

    Nie sądzę, żeby dla patriotycznych Rosjan Wielka Smuta i udział w niej Polski, to było tak znowu króciuteńko, ale mniejsza. Występowałbym przeciw Rosjanom, którzy chcieliby uzasadnić Dymitriadami niechęć do Polski, tak samo jak wobec Polaków, którzy uzasadniają swą nienawiść do Rosji pół wieku trwającą polityką rusyfikacji.

    Z tych samych względów nie wolno nazywać komunizacji Chin rusyfikacją, bo zaciemnia to tylko obraz procesu. Mao jako następca Nowosilcowa? A wcześniej, czy Dzierżyński rusyfikował Rosję czy też ją od-rusyfikował bolszewizując? Rosja utraciła swój charakter, koloryt jak to Pani nazywa, dzięki dłogoletniej de-rusyfikacji.

    „Udawany upadek komunizmu” to sens mojej hipotezy. Jedną z podstawowych differentia specifica autentycznego antykomunizmu, jest właśnie świadomość, że komunizm zniszczył ciągłość państwową Rosji. Dziś komunizm jest na wielu ustach, ale zwłaszcza wśród Polaków sprowadza się niestety do anty-rosyjskości.

    Na koniec, kwestia indywidualności poglądów. Nie mogę polemizować z „moderatorami” czy „bywalcami” forów, dopóki nie staną się rzeczywistymi ludźmi. Nie istnieje przeciętny pogląd, ani opinia publiczna, a tylko ta oto opinia, o którą można się spierać, w wyniku sporu zmienić zdanie, a tym samym zbliżyć się do prawdy. Naprawdę po to tylko warto wypowiadać jakikolwiek pogląd.

  13. 13 Beata

    Panie Michale,

    Nie utożsamiam sowietów z Rosją, tylko twierdzę, że Rosja obecna kontynuuje agresję sowietów względem świata. Rosja przejęła cele bolszewików, nie wyrzekła się szatana. Nie wykazała skruchy, nie ukazała światu swej dobrej woli. Kto ma walczyć o to, by Rosja wyparła u siebie bolszewizm? Ja? Pan? Polska? Stany Zjednoczone? Ja mam głowić się nad swoją postawą, by pomóc Rosji w tym dziele? Mam głowić się kosztem energii należnej moim własnym sprawom i sprawom Polski? Tym bardziej energii należnej własnym sprawom, że Rosja sowiecka pozostawiła w moje rodzinie katastrofalne spustoszenie, czynione pieczołowicie także po Okrągłym Stole? Mam angażować się w obce sprawy? Za ile? Pytam jak realistka, człowiek wyznający poglądy zdrowego kapitalizmu i uczciwego handlu. Czyż musi mi się chcieć za frajer ruszyć małym palcem w bucie w sprawach nie mojego kraju? Co mnie to obchodzi, że ich tam zdominował bolszewizm. Niechże więc walczą o swój własny kraj. To ich święty obowiązek. Świat ma Rosjan wyzwalać z niewoli, w którą wpędzili Rosjan Rosjanie? Teraz Rosja prowadzi swe agresywne cele. Dozbraja złe państwa, realizuje strategię opracowaną za istnienia ZSRR i przez służby ZSRR, strategię zmierzającą do izolowania Stanów Zjednoczonych w świecie, z zamiarem doprowadzenia do ich osamotnienia. Pan by pewnie powiedział, że to sprawka międzynarodowego bolszewizmu. Kraje atakowane przez bolszewizm, takie jak Polska czy USA, mają więc walczyć z bolszewizmem, aby siebie uchronić, a jednocześnie mają kombinować, jak wyratować z bolszewizmu Rosję? Tymczasem Rosja nie podejmie żadnej walki u siebie? Jakaż to logika, Panie Michale? Nie usprawiedliwiam Rosjan, ponieważ nie podjęli u siebie wojny przeciw komunistom. Błyszczą jak brylanty i kuszą Rosjan cele wyznaczone przez sowietów. Ciężko straszliwie jest poluźnić uścisk dłoni i wypuścić te brylanty z rąk. Przyda się być w strukturach kapitalistycznego świata, a równocześnie w nieczystej grze ustanowionej przez czerwonych uzyskać korzyści. Zła się trzeba wyrzec. Zrezygnować z zysków nieuczciwych. Gdyby faktycznie bolszewizm zapanował nad światem, jak będą Rosjanie twierdzić: że odniósł zwycięstwo bolszewizm, czy Rosja? Wyprą się owoców zwycięstwa ci ludzie mówiący swym ojczystym rosyjskim językiem?

    Uściśla Pan określenie „rusyfikacja”. A ja uściślę inaczej. Powróciła Rosja, powróciła też rusyfikacja. Można by trochę przerobić to określenie, na przykład na „rosjofikacja”, dla odróżnienia. Ale ja celowo nawiązuję do czasów zaborów. Rzucam to określenie Rosjanom w twarz. Nie dam się zwieść. W Rosjanach bardzo silne jest nastawienie do Polaków jako do narodu, który jest winien Rosjanom jakąś podległość i wdzięczność. Za wyzwolenie – jak uważają – spod Hitlera, za dobra – według nich – jakimi uraczył nas ustrój komunistyczny, „genialny ustrój wymyślony przez Rosjan”. W nich nie ma skruchy. Względem nas te „biedne ofiary bolszewizmu” czują się jak nadludzie. Nie zamierzam czuć się jak jedna z podludzi. Nic się Rosjanom od Polski nie należy. Nic materialnego ani żadna pokora. To nam się należą horrendalne od nich odszkodowania. A przede wszystkim mają stąd wyjść i zabrać swoje struktury tajne służące im do antyzachodnich wojennych gier. W ich wyobrażeniach jesteśmy narodem miłującym stan zniewolenia, nieporadnym w okolicznościach niepodległości. Tak? A czyż nie jest wręcz odwrotnie? Najweselszy barak w obozie sowieckim to była Polska właśnie. Ta zaraza czerwona nie zakiełkowała u nas, lecz u nich i zdegenerowała ich mentalność całkowicie. U nich trafiła na żyzny grunt. Nie u nas.

    Podtrzymuję to zdanie: “rusyfikacja przygotowała grunt dla sowietyzacji”. Każda kolejna narzucona przez Rosjan podległość Polski pozostawiała po sobie zarówno wrogów Moskwy, jak i zwolenników, wiernych, gotowych w każdej chwili znów usłużnie przygotować Moskwie powrót. Uśpiona agentura i zwykli, tani szpicle.

    Napisał Pan: „Z tych samych względów nie wolno nazywać komunizacji Chin rusyfikacją, bo zaciemnia to tylko obraz procesu.” Nie uzyskamy nic, jeśli będziemy się użalać nad Rosjanami, że padli ofiarą bolszewizmu, że ich bolszewizm zeżarł całkiem. Nie od nazwy pustej „Rosja” wymagamy czynu, lecz od ludzi z krwi i kości. Ci ludzie są Rosjanami. Swymi własnymi rękoma kontynuują misję zbrodniczą bolszewików. Słusznie jest się nad nimi użalać? Sprawiedliwe to? Ani sprawiedliwe, ani mądre. To samobójstwo. Pan się bawi w segregowanie terminologii, na zimno układa Pan określenia jak ubrania w szafie, by pasowały do właściwej przegródki historycznej.

  14. 14 michał

    Bardzo jest Pani wymagająca, ale tylko wobec Rosjan, a mnie się wydaje, że Rosjanie o wiele bardziej walczyli z bolszewizmem po roku 1917, niż Polacy po 17 września 1939. Szymborska, Miłosz i inni witali armię czerwoną jako wyzwolicieli, Rosjanie walczyli przeciw bolszewikom przez wiele lat w obliczu najpotworniejszego terroru. Na czele czeka nota bene, stało trzech Polaków, zanim Stalin zaufał Rosjaninowi.

    Pani nacjonalistyczne stanowisko jest w pełni analogiczne do tego z pierwszych lat po rewolucji: wszyscy nacjonaliści w krajach sąsiadujących z Rosją pytali wówczas, tak jak Pani dziś: „Co mnie to obchodzi, że ich tam zdominował bolszewizm? Niechże więc walczą o swój własny kraj. To ich święty obowiązek. Świat ma Rosjan wyzwalać z niewoli, w którą wpędzili Rosjan Rosjanie?” A wkrótce bolszewizm stał się ich problemem, ale zamiast winić siebie samych za swą bezczynność wobec ponadnarodowego fenomenu komunizmu, postąpili tak samo jak Pani i poczęli w kamień kląć „Rosję”.

    Dlatego utrzymuję, że Rosja nie istnieje, a to co Pani tym mianem określa, to wyłącznie sowiety. Czy prl nie był żyznym gruntem dla bolszewizmu? Pozwoli Pani, że się nie zgodzę. Najlpepszym dowodem jak bardzo się zakorzenił, jest to, przeciw czemu Pani tak oponuje, tzn. uznanie dzisiejszego prlu nr 2 za Wolną Polskę przez ogromną większość narodu.

    Sformułuję to inaczej, odwracając formułę zaproponowaną przez Panią. „Nie uzyskamy nic, jeśli będziemy się użalać nad Polakami, że padli ofiarą” Rosji, bo naprawdę padli ofiarą bolszewizmu wraz z Rosjanami.

    Dodam tylko, że nie użalałem się nad nikim, chciałem wyłącznie stwierdzić historyczny fakt. Przyjmuję natomiast z radością zarzut „zimnego segregowania terminologii”. Mój Boże, tak! Trzeba się na chłodno zastanawiać nad sytuacją, nie ulegać emocjom, zrzucić ze stołu narodowe szablony, mity o polskiej martyrologii i cierpliwie zacząć od segregowania terminów. Kiedy obce wojska zajmują ojczyznę, to się nazywa okupacja, a nie wyzwolenie. Kiedy sejm w 65% mianowany przez bolszewików, a w 35% wybrany z listy poputczyków, koronuje orła i przemianowuje prl na Wolną Polskę, to nie wolno się na to dać nabrać, bo to nie pasuje, zupełnie jak ubranie w szafie.

  15. 15 Beata

    Panie Michale,

    Nie nabrałam się na mit o wolnej Polsce po Okrągłym Stole.

    „Trzeba się na chłodno zastanawiać nad sytuacją, nie ulegać emocjom” itd. A ja właśnie chciałam Panu pokazać emocje. Bez nich nie wygra się żadnej wojny. Trzeba mieć ich świadomość i dać im dojść do głosu, nawet podczas segregowania, aby człowieka stać było na to, by cisnąć świadomie daną część garderoby zupełnie nie tam, gdzie powinna być, ale po prostu może nawet przez okno. Bez determinacji nie wygrywa się wojen. Demonstracja determinacji jest skuteczną metodą osłabienia psychiki przeciwnika, do wzbudzenia paraliżującego strachu włącznie. Każdej wojnie towarzyszy wojenna psychologia. Ciskanie częścią garderoby przez okno to nie jest bałaganiarstwo, lecz demonstracja determinacji. To nie jest umieszczanie jej tam, gdzie nie powinna się znajdować, lecz demonstracja determinacji. Wszystko zburzę, wszystko wywrócę do góry nogami, aby osiągnąć cel. Jak narkoman na głodzie. Dopiero w takim stanie należy się zabierać za wojowanie.

    Szymborska, Miłosz… – tak, tak, nie zaprzeczę. Ani temu, że Polacy po 17 września marnie bronili się przed bolszewizmem, ani że nie walczyli po Okrągłym Stole. Nie tylko więc wobec Rosjan jestem taka wymagająca. Mimo to jednak Polska nie była aż tak żyznym gruntem dla bolszewizmu jak Rosja. Najlepszy dowód to jest ten, że ich mentalność osiągnęła stan zwyrodnialstwa, rekordowy wręcz w dziejach ludzkości. W PRL-u Polacy zwyrodnialcy byli też, ale nie aż tak wielu. PRL nie ma aż takiego „dorobku” w zbrodniach ja ZSRR. Polakom wciąż jest stosunkowo łatwo „okręcić” skrzywioną mentalność, a Rosjanom nie jest łatwo i długo jeszcze nie będzie. Ten opór na modelowanie był w Polakach o wiele, wiele większy.

    Jest takie powiedzenie, nie wiem, kto je wymyślił, przyszło z Zachodu: „Pomogę Ci, jeśli i Ty sobie pomożesz”. Czy to nie jest uczciwe? No jak inaczej? Jak inaczej naprawiać Rosję bez jej dobrej woli, by samą siebie naprawiła? Głoszenie, że nadal jest ofiarą bolszewizmu, co nazwałam – spłycając może trochę – użalaniem się nad Rosją, to nie jest sposób na pokonanie bolszewizmu ani nawet początek sposobu. Ani dla Rosjan, ani dla nas. Poza tym to nie jest rzetelna prawda. Nie zgodzę, się z Panem, że Rosja nie istnieje.

    Chwała Panu za to, że jednoznacznie, bezkompromisowo, odważnie przedstawił Pan temat precyzyjnego scenariusza i całkowitego sterowania przez służby specjalne tzw. antykomunizmem. Z całym szacunkiem dla Pana pracy, ale chyba nie miał Pan okazji spojrzeć bestii w oczy. „Rosjanie – pisze Pan do mnie – walczyli przeciw bolszewikom przez wiele lat w obliczu najpotworniejszego terroru.” Nie miał Pan okazji poznać – usłyszeć, doświadczyć – terroru w Polsce po Okrągłym Stole w wykonaniu rosyjskiej agentury? Ten tzw. antykomunizm w Polsce był jednocześnie tajną agresją, w której jako oręż zastosowano terror. Nasze polskie władze nie chcą odbierać relacji o tym – o konkretnych metodach, procederach, sposobie zorganizowania siaty oprawców. Od wielu lat nie chcą. I po rozwiązaniu WSI też nie chcą. Są więc współwinnymi, nie?

  16. 16 michał

    Droga Pani,

    Chylę czoła przed Pani wiedzą na temat wojowania i stanu koniecznego do wojowania. Doprawdy, nigdy nie rozrzucałem części garderoby ani demonstracyjnie, ani z determinacją, obawiam się tylko, że po wyrzuceniu garderoby przez okno wojowanie byłoby krótkie niezależnie od determinacji. W każdym jednak razie, proszę koniecznie dać znać, przez które okno zamierza Pani wyrzucać garderobę i stawię się tam niechybnie.

    Proszę zwrócić uwagę, że mówiliśmy dotąd o Rosji, ponieważ utrzymywała Pani tezę o „rusyfikacji”, ale zostawmy tę Rosję w spokoju. Nie ma w tej chwili szans na wyzwolenie Rosji spod bolszewizmu, ale czy są szanse na wyzwolenie Polski? Nie ma żadnych (nie muszę dodawać: w moim przekonaniu). Największą siłą bolszewizmu w prlu jest niemal powszechna (z chlubnymi wyjątkami) akceptacja prlu nr 2 jako Wolnej Polski.

    Słusznie Pani domniemywa, że nie wiem nic na temat „terroru w Polsce po Okrągłym Stole w wykonaniu rosyjskiej agentury”. Proszę łaskawie mnie oświecić. Wyznaję, że w tym kontekście nie jest dla mnie zupełnie jasne, kogo ma Pani na myśli, mówiąc „nasze polskie władze”. To znaczy kto?

  17. 17 Beata

    Panie Michale,

    „Nasze polskie władze” zapomniałam wziąć w cudzysłów.

    Nie ma żadnych szans na wyzwolenie Polski w tej chwili. Ma Pan rację, niestety. Wszyscy błędnie uznają, że Polska jest niepodległa. Też prawda. Okupant Polskę ma, no i co teraz? Na co mu ta zdobycz? Może bolszewizm też w taki sposób utajniony ma już cały świat? A jeśli ma, to na co mu cały świat? Będzie go teraz przerabiał według swojej ideologii? Oj, sporo będzie miał z tym roboty! Bez terroru się nie obejdzie.

    Panowanie bolszewików nad Polską jest utajnione. Przez 17 lat nic nie mówiono nawet o agenturze obcej w WSI. Nie mówiono nic. Agresja miała przebiegać tajnie i tak przebiegała. Widzialnym jej przejawem był terroryzm. Jednak dla niewielu widzialnym. Na serio Pan twierdzi, że Polska nie jest niepodległa, czyli opanowana przez obcych? Tak? Skoro tak, to nie powinien Pan na moje wieści o terrorze pomyśleć o mnie tego samego, co dotąd myśleli o Panu inni (wielu nadal myśli) dowiadując się z Pana tekstów, że RP to w istocie PRL-2. Terror miał otrzeźwić tych, którzy uwierzyli, że Okrągły Stół jest prawdziwym oddaniem Polsce wolności. I oczywiście miał ich zdyscyplinować. Przede wszystkim najpierw terror musiał się pokazać, że jest. A musiał się pokazać i w ogóle działać tak, by nie zdemaskować faktu odbywającej się utajnionej agresji. Dlatego akty terrorystyczne przeprowadzano pod pretekstami, na przykład rzekomo za to, że ktoś za dużo wiedział o szwindlach w sferze rządowej. Prawdziwy sens takich zamachów rozumieli tylko niektórzy, do których adresowany było takie krwawe przedstawienie. O to, by zrozumieli ów sens, postarała się organizacja terroru. Było tego mnóóóóóóstwo. Tą metodą zdyscyplinowani politycy oraz osoby zajmujące ważne stanowiska we władzy centralnej i regionalnych – wszyscy wykonywali skrupulatnie polecenia wiadomych sił. Wydawali nakazane ustawy, przepisy wszelkie, milczeli, o czym im nakazano, nawet wzbogacali się nieuczciwie, gdy im nakazano. Wybór był taki: albo zrobisz, czego sobie życzymy, albo…. – i tu dochodziła to głosu wyobraźnia, która podsuwała w oparciu o zaistniałe już krwawe przykłady, co może się stać w razie nieposłuszeństwa. Któż woli być biedny i chory zamiast bogaty i zdrowy?! Wiadomo. A więc, Panie Michale. Nie tylko ideologia zbudowała nam PRL-2. Także terror. Nie tylko dla idei postępowali ci, którzy PRL-2 konstruowali nam. Można się od idei odwrócić, uznawszy, że jest głupia. Ale mało kogo stać na akt szalonej odwagi, by powiedzieć organizacji terroru NIE! Inaczej obala się system, na czele którego stoją i którego słuszności bronią ideolodzy, a inaczej gdy system jest skonstruowany i broniony przez siatę terrorystyczną. Czyjąś wiarę w dana ideologię można zachwiać, wyperswadować. Można zadziałać psychologicznie, by opór sitwy ideologicznej złamać, zaczynając od posiania zwątpienia. Można taką sitwę nawet obalić siłą. Natomiast terroryści są to maszyny. To zawodowcy i zwyrodnialcy. Dla nich nie istnieją granice okrucieństwa ani moralności. Oni się nie poddają nigdy. Taki, który zmięknie, wiadomo jak skończy. Jak Litwinienko. Widział Pan? Oni też widzieli. Ta śmierć zadziałała na wyobraźnię zanim rozwiązano WSI w Polsce. Ciekawa kolejność wydarzeń…

  18. 18 michał

    Droga Pani Beato,

    Czy agentura nie jest tajna z definicji? Czy nie dlatego mówiło się na przykład o Paxie „jawna agentura”, że w normalnej sytuacji taką działalność się ukrywa? Twierdzę, jak słusznie Pani zauważyła, że ten twór, który zastąpił prl, nie jest państwem polskim, ale kontynuacją prlu. Wyznaję jednak chętnie, że jego natura wymyka się bliższej analizie. Miliony naszych rodaków uznają toto za państwo polskie, co mnie, prawdę mówiąć, obraża. Problem tkwi w braku suwerenności państwowej, ponieważ u zarania prlu 2 legła tajna umowa, tę suwerenność ograniczająca. Ilekroć rząd prlu próbuje nieśmiało przekroczyć granice wyznaczone w tych umowach, upada.

    Proszę mi wybaczyć, ale czy nie jest Pani tyć przewrażliwiona? Ja niczego „sobie o Pani nie pomyślałem”, a już na pewno nie to, co „myślą o mnie inni”, bo to się nie nadaje do powtórzenia. Nie byłem w prlu od ponad 20 lat, nie śledzę codziennie tamtejszych wydarzeń, bo wydają mi się przewidywalne jak flaki i olej. Nigdy nie zauważyłem masowego terroru, więc poprosiłem, by mnie Pani oświeciła. Słyszałem o skrytobójczych aktach i niewyjaśnionych morderstwach, ale to jeszcze nie jest „kampania masowego terroru”. Ale jeśli Pani ma rację, jeśli społeczeństwo prlu 2 poddane jest systematycznemu terrorowi, to tym bardziej dziwne mi się wydaje, że przytłaczająca większość Polaków uznaje toto za wolną Polskę.

  19. 19 Beata

    Panie Michale

    Tajna z definicji jest agentura, tajne są też mafie, tajne są organizacje terrorystyczne. Dobrze, że Pan nie śledzi codziennych wydarzeń w PRL-2, bo w relacjach dziennikarskich prawdziwego obrazu Pan nie znajdzie ani nawet po dogłębnej analizie sam nie wyłuska kojarząc jedno z drugim. Wcale nie trzeba systematycznie obserwować wydarzeń tutejszych, by pojąć schemat wprowadzonego tu systemu. A gdy się raz pojmie schemat tego systemu, bardzo dużo zaczyna się rozumieć – śmiało można powiedzieć, że wszystko. Potem patrzą na takiego wszystko rozumiejącego jak na wariata. :)

    Nie zauważył Pan masowego terroru – tubylcy nie zauważyli, jakże więc Pan, skoro Pana tu nie ma, miał zauważyć? Ale ja jeszcze, pisząc do Pana o terrorze, nie użyłam słowa „masowy”. Ale to nic, masowy też jest. Na razie króciutko scharakteryzowałam terror użyty jako metoda dyscyplinowania polityków i rządzących na szczeblu państwa i regionalnych. Słyszał Pan o skrytobójczych aktach i niewyjaśnionych morderstwach. No to słyszał Pan o terroryzmie, lecz nie interpretuje Pan tych faktów tak jak ja. Jasne, że wśród nich mogą być i zwykłe zbrodnie jakieś. Lecz z tymi skrytobójczymi atakami i niewyjaśnionymi morderstwami jest zupełnie jak ze składanym komunizmem i tzw. antykomunizmem, o których Pan w swoim dwuczęściowym opracowaniu pisze. Wszystko pod ścisłą kontrolą i na tajne polecenie, nic nie dzieje się spontanicznie. Zbrodnia ma służyć zastraszeniu. Ma i miała służyć. Odkryłam to w niedługi czas po Okrągłym Stole. Szalałam, pisałam listy do przedstawicieli rządu i różnych stosownych instytucji, usiłowałam rozmawiać. Do kogóż się zwracałam? Do marionetek wiadomych sił. Czyli do agresora. Niczego nie osiągnęłam, zło musiało się stać. Fatum. Teraz czasu się nie cofnie. Ogromny procent Polaków wpędzono w makabryczną nędzę. Sprawił to celowo system. Poddano Polskę procesowi prymitywizacji i brutalizacji. Gdyby nie strach przed karą terroru, zapewne wielu by się odważyło sprzeciwić spychaniu Polski na dno.

    Panie Michale, Polska (której nie ma) to gigantyczne getto. A w nim też oczywiście masowy terror skierowany przeciw ludności. Umordowana już jestem strasznie tą niby-Polską. W getcie ma się przeraźliwie nikłe możliwości działania. Łatwo Pan sobie to wyobrazi. Nowością są fale. Nowa technika użyta do ścisłego inwigilowania i jako narzędzie terroru. Badam skalę tego problemu. W necie nie ma poważnych opracowań na ten temat. Jest kilka witryn, lecz okropnie pogłupiają ten temat. Poważnej nie ma ani jednej. Wiem o falach, bo się z tą metodą zetknęłam osobiście. I nie zgadzam się, by ten temat ogłupiać. Zbrodnie przeokropne popełniane są przy użyciu tej techniki. Tyle na razie odnośnie masowego terroru.

  20. 20 michał

    Droga Pani,

    Pozwoli Pani, że poukładamy tę garderobę w szafie? Jak będziemy szli na wojnę, to wyrzuci Pani sobie wszystko przez okno, ale teraz spróbujmy się zastanowić, chłodno zastanowić, zaczynając od terminologii.

    Kiedy się mówi o „terrorze” ma się na ogół na myśli zorganizowane represje, zakrojoną na dużą skalę kampanię zastraszania ludności. W takim sensie można mówić o terrorze jakobińskim, rewolucyjnym, Wielkim Terrorze lat 30. itd. Nie twierdzę wcale, że taki fenomen nie miał miejsca w prlu 2, ale że o tym nie słyszałem. Nie sądzę jednak, żeby można rozciągać to określenie na pojedyncze akty terroru bez pewnego nadużycia. Terror panujący w Polsce w latach 40. i 50. był chyba jednak czymś jakościowo bez porównania gorszym.

    O ile terror jest zazwyczaj działaniem władzy wobec podległej ludności, to mianem „terroryzmu” zwykło się określać działania małych grup, które przy pomocy indywidulanych aktów gwałtu, chcą zmusić państwo lub społeczeństwo do spełnienia ich wymagań. Nie słyszałem, żeby prl nr 2 był ofiarą tak rozumianego terroryzmu.

    Pani wypowiedź na temat rozumienia („gdy się raz pojmie schemat tego systemu, bardzo dużo zaczyna się rozumieć – śmiało można powiedzieć, że wszystko”) ma, przyzna Pani chyba, charakter tautologiczny i jest trudna do utrzymania, ponieważ wyklucza logiczną możliwość, że się Pani myli. Może powiem to w inny sposób: bardzo bym chciał, żeby ktoś zdołał mnie przekonać, że to jest Wolna Polska, spakowałbym wtedy manatki i wrócił. Nie widzę jednak takiej możliwości, bo musiałbym zamknąć oczy na zbyt wiele, ale muszę przyjąć logiczną możliwość, że się mylę, ponieważ „rozumienie wszystkiego” nie jest dane nam, ludziom.

  21. 21 Beata

    Panie Michale,

    Ma Pan rację, zrobiłam bałagan. Słowo terroryzm należy z moich wypowiedzi wykreślić. Ma być „terror”. A który jest gorszy, ten z lat 40-50, czy obecny – za porównanie się nie zabieram. Możliwe, że i tu ma Pan rację.

    Co do słowa „wszystko”, miało oznaczać, że sedno się rozumie. Sedno sytuacji w Polsce, systemu tu zaprowadzonego, zachowanie ludzi, polityków itd. Nie mam dziś głowy do analizowania tego WSZYSTKIEGO. :) Sorry.

  22. 22 michał

    Jak nie dziś, to może innym razem. Kiedykolwiek Pani sobie sobie życzy.

  23. 23 dan

    „Szymborska, Miłosz i inni witali armię czerwoną jako wyzwolicieli, Rosjanie walczyli przeciw bolszewikom przez wiele lat w obliczu najpotworniejszego terroru. Na czele czeka nota bene, stało trzech Polaków, zanim Stalin zaufał Rosjaninowi.”
    Rosjanie Ukraińcy etc walczyli z bolszwią tak pisali o tym i Sołżenicyn i Suworow i Heller i Niekricz. Ale cytowane przeciwstawienie trochę bez sensu.

    A czy brudasy takie jak miłosz czy szymborska (http://pl.wikipedia.org/wiki/Dyskusja:Wis%C5%82awa_Szymborska)
    reprezentowały kogoś poza sobą?
    czy żelazny feliks dzierżyński reprezentował jakieś ugrupowanie poza komuną?
    Wilebiciel wroga Polski i Polkaów davida irvinga ‘profesor’ z pzpr wieczorkiewicz odkrył http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/220259,wieczorkiewicz-mimo-wszystko-stalin-nas-szanowal.html że „Rosjanie mają prawo subiektywnie twierdzić, że to Polacy ufundowali im to piekło.” jacy Rosjanie i co za „Polacy”? profesor przy pomocy idiotycznej anekdoty zasugerował iż dzierzymordski to Rosjan więził a Polaków „wypuszczał”. Niby gdzie i kogo? Wszystkie polskie (jak i rosyjskie ukraińskie fińskie etc) ugrupowania poza bolszami których była garstka były komunie wrogie (choc pewne koła związane z endecją miały głupi zwyczaj czapkowania przed kremlem bez wzgledu na to kto na nim zasiada). I co? Może po zajęciu Warszawy Feliks z Tuchaczewskim (też przez profesora lubianym jak świadczy dzieło „Sprawa Tuchaczewskiego”) miał praktykować swobody jakich dotąd w tam nie było? „A myśmy jego pomnik rozwalili!” zachłystuje się ‘dziennikarz’. Może przypomniec że pomnik feliksa stanął w Warszawie nie zaraz po 11 Listopada 18 a przeszło 30 lat później za bieruta i sralina.

  24. 24 michał

    Nie bardzo Pana rozumiem. Jeśli porównanie jest bez sensu, to powinno być w miarę łatwo mi to wykazać. Wydaje mi się, że miało sens w kontekście polemiki z Panią Beatą, ale mogę się mylić, to było 3 lata temu…

    Przywołuje Pan Sołżenicyna i Suworowa, a ja ich akurat uważam za Rosjan podejrzanej konduity, ponieważ obaj za swą ojczyznę uznają sowiety. Należą zatem obaj do pod-sowieckiej opozycji. To nie jest Golicyn, który musi się ukrywać do dziś, czy autentyczni antykomuniści, o których świat nie słyszał, bo nie chciał usłyszeć.

    Nie znam się na reprezentowaniu. Ja nikogo nie reprezentuję – oprócz siebie. Niestety miliony ludzi witały sowieciarzy jako wyzwolicieli, po prostu od inteligentnych ludzi (a Miłosz był pewnie kanalią, ale był bez wątpienia inteligentnym człowiekiem) oczekiwałoby się więcej. Wiem, wiem, co Pan powie: FYM, Rolex, Ścios, też niby inteligentni ludzie, a bredzą, jak Piekarski na mękach. Ale też Miłosz był tylko przykładem w kontekście dyskusji.

    Natomiast absolutnie nie ma Pan racji, że nacjonalistyczne ugrupowania były wszystkie wrogie bolzewikom. Wręcz przeciwnie. Bolszewicy zdołali przekonać nacjonalistów, że nie są dla nich zagrożeniem, że o wiele większym zagrożeniem dla np. Litwinów, Białorusinów, Ukraińców – będzie Polska; a dla Polaków – Niemcy, a dla Niemców – Polacy itd.

    A co sobie opowiada bolszewicki pseudo-profesor, to już naprawdę mi obojętne. Za Stalina tacy pseudo-profesorowie krzyżowali jadalnego pomidora z jadalnym kartoflem, żeby w triumfie sowieckiej nauki stworzyć niejadalnego pomitofla. Na! Niech se mają! Co mnie do tego?

  25. 25 dan

    Szanowny Panie Michale
    przepraszam za wtrącenie się do dyskusji zamkniętej 3 lata temu.
    Trochę może poniosło mnie z użyciem zwrotów właściwych zgoła dla karczemnych połajanek.
    Po prostu rozwściecza mnie iż ktoś tam obchodzi 100lecie Czesława M. a Wisława Sz zaliczyła order Orła Białego jakby nigdy nic.
    Zaś profesor W (niech spoczywa w spokoju) uchodził i (w komentarzach pisanych po jego zejściu) nadal uchodzi nadal za…fanatyka antybolszewizmu. Np na http://prawica.net/node/16119 określony został „(…)
    antykomunistyczny i antyrosyjski oszołom.” Antyrosyjski zapewne tak skoro wychwalał wrogów Rosji takich jak bolszewicy (cyt wyżej) czy carowie (wiem o tym z własnych ust jego). Ale gdzie antybolszewizm.
    Oczywiście pisałem to w wielkim skrócie/uproszczeniu etc. Oczywiście ze byli nacjonalisci co z bolszami na różne sposoby współdziłali. Właśnie posłowie endecji w 1920 atakowali w Sejmie Piłsudskiego za brak porozumienia z Moskwą.
    Michaił Heller i Aleksandr Niekricz w niezrównanej „Utopii u wladzy” opisali że na emigracji w latach 20 i 30 działały grupy „smienowiechowców” „eurazyjców” i „młodorusów” które walczyły z bolszewią w ten sposob że akceptowaly
    znaczną cześć ich przestępczych posunięć. Cytują wiernopoddańczy list Furera Rosyjskiej Partii Faszystowskiej (Konstantegto Rodzajewskiego?) do Stalina.
    Tylko że bolsze wraz z poputczykami czy jakimiś grupami co do nich dołączyły, renegatami z innych partii etc i tak zdołali zdobyć w wyborach do Konstytuanty
    najwyzej 1/4 głosów co trzeba przemnozyć przez frekwencję i wyjdzie jeszcze mniej. (A sowiety wybrane na wiosnę 1918 bolsze rozpędzili tak samo jak Konstytuantę i z tych samych powodów) A na Ukrainie, Gruzji i in jeszcze mniej.
    A to znaczy ze cała reszta ludnosci była im wroga czy w najlepszym wypadku neutralna. A w Polsce i w 1920 i 1944 było ich wg ich własnych obliczeń tysiące (vide choćby ‘Te pokolenia żałobami czarne…’ starej działaczki M.Turlejskiej:
    na Lubelszczyźnie latem 44 ok 3000, Rzeszowszyźnie kilkuset, Białostoczcyźnie kilkudziesięciu…).
    Stąd oburzają mnie zdania typu „Polacy założyli Czk”. Czy że „Rosjanie mordowali w Katyniu”. Czy jakiekolwiek inne niebezpieczne uogólnienia.
    Sołżenicyna i Suworowa wymieniłem jako tych co od dawna pisali o oporze obywateli Sojuza. Wymieniając ich nazwiska nie znaczy podpisywać się pod wszystkim co kiedykolwiek napisali. (Sołżenicyn miał tendencję do idealizowania Rosji carskiej bez potrzeby przeciwstawiając ją bolszewii, a tendencję tę niestety kontynuuje Suworow.
    Co bez komentarzy powielają jego tłumacze i wydawcy w Polsce, nie wiem po co.)
    Zamiast nich mogłem wymienić Jozefa Mackiewicza czy Andrzeja Jozefa Kamińskiego „Koszmar niewolnictwa” (W-wa 1990 już po obaleniu pomnika Feliksa GUKPiW próbował zablokować tę książkę za analizę porównawczą GUŁagu i nazistów).
    Kamiński (AK, więzień kacetów) na każdej stronie przeciwstawiał Rosjan bolszewii a Niemców nazistom i moim zdaniem słusznie. Jak napisał „Morderstwo dokonane przez polskiego bandytę jest zbrodnią bandycką nie polską”. Podobnie jak Jasienica
    „zbrodni dopuszczają sie osobnicy nie określonej narodowości lecz określonej moralności”. (cyt z pamieci ze „Srebrnego Wieku”)

    PS „Wiem, wiem, co Pan powie: FYM, Rolex, Ścios, też niby inteligentni ludzie, a bredzą, jak Piekarski na mękach.” nie zamierzałem tego rzec ani nie wiem o co Szanownemu Panu chodzi. Pozostaję z szacunkiem,
    Przepraszam za zawracanie głowy. I na tym niech może koniec.

  26. 26 michał

    Drogi Panie,

    Nie ma powodu, żeby na tym był koniec. Niby dlaczego? Chyba że nie interesuje Pana dalsza dyskusja, to co innego, ale w żadnym wypadku nie zawraca Pan głowy.

    FYM, Rolex i Ścios, to było a propos ostatniego artykułu na tej stronie i odbywającej się równolegle dyskusji.

    Z mojego punktu widzenia, ciekawe w tym co Pan mówi, są zdania na temat idealizacji Rosji carskiej. Idealizować nie należy niczego, ale Rosja cierpi głównie ze względu na poczernienie obrazu przez bolszewicką propagandę, która jest bezkrytycznie akceptowana na całym świecie. Rosja nie była państwem demokratycznym, ale była pod koniec swego istnienia państwem liberalnym. Krytyka Rosji jako „więzienia narodów” oparta jest na poprzedniej epoce, kiedy – nie bez powodu – carska Rosja obawiała się rewolucji. To właśnie liberalizm doprowadził do powodzenia rewolucji. Ochrana aresztowała Dzierzyńskiego wiele razy i co za szkoda, że go tyleż razy wypuścili.

    Moje stanowisko jest takie, że Dzierżyński był komunistą nie Polakiem, że Michnik jest bolszewikiem a nie Polakiem (czy Żydem jak chcą endecy), Putin jest sowieciarzem nie Rosjaninem. Natomiast wobec nacjonalistów, dla których rzeczywistość ludzka dzieli się na narody, jestem gotów przypominać, że bolszewicki zbrodniarz Dzierżyński był polskim szlachcicem, nie trzeba więc idealizować sympatycznej skąd inąd polskiej szlachty. Ale też idealizować nei trzeba niczego, należy w zamian starać się mówić prawdę, bez narodowych klisz i zafałszowań.

    Moja krytyka Sóżenicyna opiera się zatem nie na jego przeciwstawianiu Rosji bolszewikom – takie przeciwstawienie jest uzasadnione i słuszne – ale na tym, że uznał bolszewicki chłam za ojczyznę. Dlatego to domagał się, by nie ruszać bolszewików, a tylko starać się wpływać na nich. Sołżenicyn był zatem antykomunistą, ale nie był kontrrewolucjonistą. I niestety pozostał rosyjskim nacjonalistą.

  27. 27 michał

    PS. Muszę jednak dokonać pewnego uściślenia. Źle mówię. Po prostu wyraziłem się powyżej niesłusznie.

    Dzierżyński oczywiście był Polakiem, tak jak Putin jest Rosjaninem. Miałem na myśli, że ich narodowość jest mi obojętna wobec faktu, że obaj są bolszewikami. Skoro są bolszewikami, to są moimi wrogami, i przy czym tu narodowść? Narodowość Mao i Allende, Chaveza i Jaruzelskiego jest bez znaczenia wobec faktu, że są mi wrodzy jako komuniści.

  28. 28 gniewoj

    Witam,

    cały czas obiecuję sobie, że nie popełnię żadnego nowego wpisu dopóki nie zapoznam się ze wszystkimi artykułami na WydPod. Ale… pycha pcha ręce do klawiatury.

    Dyskusja między p.Beatą i p.Michałem poruszyła mnie. Z jednej strony podzielam emocje p.Beaty z drugiej strony analityka p.Michała nie pozwala na obojętność.

    Rozsądzić czy Polska nie może wybić się na niepodległośc dlatego, że obecna Rosja jest bolszewicka czy też dlatego, że bolszewizm jest rosyjski, chyba trudno? Ale czy jest taka potrzeba?
    W praktyce nie pozwala na to (mam na myśli niepodległość Polski) agentura, której mózg funkcjonuje w Moskwie. W mojej ocenie komunizm chiński czy północnoafrykański czy południowoamerykański nie stanowi, przynajmniej obecnie, przeszkody.

    Próbując pogodzić Państwa stanowiska zaryzykuję twierdzenie, że ponad 120-letni okres zaborów, a więc tak rusyfikacji jak i germanizacji poczynił mniejsze spustoszenia niż 45-letni okres bolszewizacji. Spróbujmy porównać chociażby osiągnięcia IIRP i tego co mamy obecnie. W takim samym okresie, tj. dwudziestu lat IIRP zbudowała Gdynię, COP, sprawną kolej gdy IIIRP nie potrafiła wybudować niczego co uniezależniłoby nas od sąsiadów (gazo-port, drogi, elektrownia atomowa, infrastruktura energetyczna). Tu prośba do p. Michała, jeżeli raczy Pan w jakikolwiek sposób ustosunkować się do powyższego to proszę darować uzasadnianie, że to co mamy w tej chwili to nie jest Polska. Ja o tym wiem.

    To co mnie interesuje to wprowadzenie, wraz z pojawieniem się bolszewizmu, zupełnie nowej jakość jeżeli chodzi o funkcjonowanie zła. Fenomen tego mechanizmu stanowi dla mnie zagadkę. Próba znalezienia klucza, który nie pozwoli po kolejnej pierdyszce na ponowne zmontowanie szafy z IKEA to jest coś, nieprawdaż?

  29. 29 michał

    „Rozsądzić czy Polska nie może wybić się na niepodległośc dlatego, że obecna Rosja jest bolszewicka czy też dlatego, że bolszewizm jest rosyjski, chyba trudno? Ale czy jest taka potrzeba?”

    Ależ to jest zupełnie podstawowa kwestia! Trzeba ja rozsądzić i absolutnie koniecznie należy zająć stanowisko, a nie wolno siedzieć okrakiem na barykadzie (pomijam już oczywiste niewygody). Po pierwsze, z historycznego punktu widzenia, bolszewizm jest nie rosyjski, ale antyrosyjski, nie azjatycki, ale europejski, nie wschodni, ale zachodni. Komunizm zwyciężył jednak najpierw w Rosji, nic więc dziwnego, że kierunki ekspansji komunizmu pokrywały się z kierunkami ekspansji Moskwy, nic dziwnego, że mówiono w bolszewickiej Moskwie po rosyjsku. Atoli treść tego co mówiono była antyrosyjska, hasła niesione na bagnetach nie były hasłami rosyjskimi.

    Dlatego właśnie nie wolno próbować godzić tych stanowisk! Wrogiem jest każdy komunista, rosyjski tak samo jak irański, z Chin tak samo jak z Wenezueli. Ale największym wrogiem powinien być polski komunista i jego polski poputczik. Polska nie jest w niewoli agentury, ale w niewoli swojej własnej niewiedzy na temat swej pozycji. Polacy są w niewoli przekonania, że pokonali komunizm i wywalczyli Wolną Polskę.

    Co rzekłszy, bardzo się cieszę, że Pan wie, że to nie Polska.

  30. 30 gniewoj

    Witam,

    Napisałem 30 marca 2011: „W mojej ocenie komunizm chiński czy północnoafrykański czy południowoamerykański nie stanowi, przynajmniej obecnie, przeszkody.”

    A teraz proszę o traktowanie powyższego zapisu jako niebyły. Wczorajsza Rzepa na pierwszej stronie donosi: „Chińska oferta dla polskiej gospodarki. Dwa potężne koncerny z Państwa Środka chcą wydać ponad 15 mld zł na budowę bloków węglowych w polskich elektrowniach”. To był tytuł a w treści:

    „Wiceminister skarbu Jan Bury, który nadzoruje energetykę, uważa chińską ofertę za interesującą – Inwestycje węglowe są w Polsce potrzebne i nie możemy z nich zrezygnować, a kapitał nie zna granic [...]. Nikogo nie dyskryminujemy, firmy chińskie już uczestniczą w prywatyzacji w naszym kraju”

    I wypowiedź kolejnego luminarza (tamże): „Szef Polskiego Banku Przedsiębiorczości Maciej Stańczuk mówi wręcz, że firmy i rząd popełniłyby grzech zaniechania, gdyby nie skorzystały z chińskiej oferty”.

  31. 31 michał

    To bardzo zabawne, tylko że komunizm w każdej postaci jest zagrożeniem dla świata nie dlatego, że akurat chińska kompartia życzy sobie inwestować w prlu. Najzabawniejsza jest w tym Burym bełkocie, mowa o „prywatyzacji” poprzez sprzedaż chińskim firmom, które są kontrolowane przez chińskie politbiuro. Genialna sztuczka.

    Ale powtarzam raz jeszcze, zagrożenie, jakie stanowi międzynarodowy komunizm nie sprowadza się do inwestycji, ani w prlu, ani w Iraku (rzadko kto wie, że Chińczycy kontrolują irakijską produkcję ropy naftowej). Nie da się także sprowadzić, jak to np. robi Nyquist, do zagrożenia militarnego. Nyquist od kilkunastu lat powtarza, że wojna jest nieunikniona i jest tuż, tuż… To byłoby w miarę proste, ale nie sądzę, żebyśmy mieli wkrótce ujrzeć sowieckie czołgi na ulicach Paryża albo chińskie w Tokio.

    Największym zagrożeniem dla świata jest ślepota ludzi, „powszechne chcenie bycia oszukanym”.

  32. 32 gniewoj

    W kwestii formalnej: kto jest autorem określenia „składany komunizm”, Pan czy wspomniani w artykule sowietolodzy?

    Jeżeli jest to Pana sformułowanie to pozwolę sobie zwrócić uwagę, że w stanie złożonym (czy też rozłożenia na części – chyba nasz język nie jest tu zbyt precyzyjny) żaden przedmiot nie nadaje się do użytku. W rozłożonej szafie nie ułoży się ubrań, na złożonym krzesełku nie usiądzie wygodnie wędkarz.
    Użycie sformułowania składany komunizm jako tytułu cyklu artykułów może wprowadzać w błąd. A to przez dawanie złudnej nadziei, że w pewnych, przejściowych, okresach komunizm przestaje być niebezpieczny.
    Bardziej adekwatne jest mackiewiczowskie określenie tego fenomenu jako zarazy a wtedy mielibyśmy do czynienia nie ze składanym a raczej z mutującym komunizmem.

  33. 33 michał

    Drogi Panie Gniewoju,

    Nie będę się bił o Copyright, ale, o ile mi wiadomo, nikt nie użył takiego określenia przede mną.

    Jego źródła są trochę bardziej skomplikowane niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydać. Otóż w na krótko po tzw. puczu moskiewskim zacząłem pisać artykuł na jego temat oraz o fenomenie „upadku komunizmu” w kontekście rzekomego puczu. Artykuł był po angielsku, dla londyńskiego pisma „Soviet Analyst” pod redakcją zmarłego niedawno Christophera Story.

    „Upadek komunizmu” brzmi po angielsku „collapse of communism”, podczas gdy słowo „collapsible” oznacza „składany”. Artykuł został więc zbudowany wokół tej gry słów. Chodziło mi raczej o efekt tymczasowego znikania, zejścia z oczu, tak jak składany rower, na którym przecież nie można jeździć, gdy jest złożony, ale wystarczy kilku sekund i rower jest na miejscu.

    Ponieważ ta gra słów jest nie do oddania w języku polskim, to termin brzmi poniekąd drętwo.

    W żadnym momencie, ani przez chwilę, nie proponowałem, żeby zastąpić mackiewiczowską „zarazę” (zresztą termin chyba wywodzi się od Churchilla, z tych szczęsnych lat, gdy jeszcze był antykomunistą) „składanym komunizmem”. Przenigdy. To jest zaraza. Twierdzę jednak nadal, że określenie „collapsible communism” oddaje naturę tego, co się wydarzyło na przełomie lat 80. i 90. To pozorne tylko zniknięcie, tak jak mebel, który stał w rogu, ale został złożony i zniknął, po to tylko, by go rozłożyć, gdy będzie potrzebny.

  34. 34 gniewoj

    Panowie,
    Wiem, że znacie książkę Golicyna jak również twórczość Mackiewicza ale nie wiem czy gracie / graliscie w szachy ew. brydża?

  35. 35 michał

    A co, chce Pan rozegrać korespondencyjną partyjkę?

    Lubię szachy, ale nigdy nie grałem dobrze i nie grałem od lat. Natomiast w brydża grałem chyba po raz ostatni podczas lekcji religii w świętej szkole Bolka Piaseckiego. (Może to nie była religia…)

  36. 36 gniewoj

    Rzeczywiście, przez chwilę wydawało się, że mam pomysł na zaproponowanie partyjki pewnej, strategicznej gry. Po przemyśleniu zarzucam ten projekt.
    Gra miała mieć na celu przewidzenie czekających nas wydarzeń. Przyczynkiem do tego miałaby być pewna, jak sądzę, niekonsekwencja w działaniu komunistów.

    Czemu mistyfikacji z rozpadem sowieckiego bloku dokonali akurat w latach 1989-91? Czemu właśnie ten moment wybrali za najlepszy? Dlaczego nie zrobili tego ani wcześniej ani później? Czy na tej podstawie można przewidzieć ich kolejne posunięcie/a?

    Próbując analizować ich grę z Kościołem katolickim dochodzę do wniosku, że postąpili wbrew zasadzie „raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy”. O ile zdobycze na „odcinkach”: władza w naszych rękach i skolektywizowanie społeczeństw zostały w pełni „zabezpieczone” o tyle na „odcinku” zapewnienia swobód obywatelskich i wolności wyznania (czytaj: ateizacji) już nie. Przecież nie można wykluczyć pojawienia się na Tronie Piotrowym Piusa XIII, który uzna za konieczne odcięcie się od linii posoborowej współpracy z komunistami (no chyba, że jestem tu w niesłusznym błędzie).

  37. 37 michał

    Drogi Panie Gniewoju,

    Zupełnie Pana nie rozumiem. Gdzie jest niekonsekwencja w ich działaniu? jaką władzę oddali? Swobody obywatelskie czy wolność wyznania, nie są elementami władzy, które można zachować bądź nie. Odebranie ich było konieczną częscią procesu sowietyzacji, a kiedy proces został uwieńczony sukcesem, nowy człowiek wykuty, to i dlaczego nie dać homososowi „wooolnoooości”?

    Ja drugoj takoj strany nie znaju, gdie tak woolno dyszet’ czeławiek…

  38. 38 gniewoj

    Spieszę z wyjaśnieniem. Oczywiście bez pomocy J. Mackiewicza nie poradzę sobie. „W cieniu krzyża” daje takie określenie celu komunistów:

    „Od czasu Konstantyna Wielkiego i pierwszego Soboru Kościół stawał [...] w obliczu wroga. Wielokrotnie w przeciągu wieków zagrażały chrześcijaństwu moce działające w imię obcych bogów i czciciele innych bóstw. [...]. Dopiero po raz pierwszy w wieku XX stanął Kościół w obliczu szczególnej potęgi, której jawnym celem jest nie tylko zniesienie wiary w Boga chrześcijańskiego, ale zniesienie każdej innej wiary w każdego innego Boga, pod każdą jego postacią. Żeby Go nie było ani w niebie, ani na ziemi. Dążąc do tego otwarcie, konsekwentnie, potęga ta opanowała już jedną trzecią globu, i nie maleje, a przybiera ciągle na sile.”

    I oto decydują się na wielką mistyfikację. Wycofują się. Zapewne taktycznie tak jak zrobili to wycofując się z Wilna w 1939 roku.

    „Z gór roztacza się jeden z najpiękniejszych widoków na Wilno. W chwili, gdy pierwsze oddziały litewskie schodzą serpentyną w dolinę miasta, upstrzone jest ono jeszcze czerwonymi szmatami, które tu zatknęli bolszewicy”. („Jak to było z Litwinami”, Wiadomości 1947 nr 33 /72/ ze zbioru „Droga Pani…”, Kontra)

    Czyżby po to żeby zaraz wrócić, tak jak wrócili do Wilna jeszcze w czerwcu 1940 roku?

    Zostawili wiarę, na razie?, poturbowaną jednak celu nie osiągnęli. Katolicyzm polski przetrwał, choćby tylko w formie statycznej (za O. J. Bocheńskim) ale jednak przetrwał. Takie stwierdzenie chyba nie budzi wątpliwości?

  39. 39 michał

    Nie zostawili wiary, bo wiara prawdziwa jest im zawsze wroga, ale kiedy mają po swojej stronie kościoły, kiedy Papież lata po świecie i przelatując nad wyspą-więzieniem, posyła telegram do „przywódców narodu kubańskiego”, to po czymś takim mogą sobie pozwolić na mistyfikację: róbta se co chceta, nam to nie szkodzi. Książki watykańskie Mackiewicza, pokazują, jak owinęli sobie kościoły wokół palca, a przecież to było na kilka lat przed Papieżem-Polakiem. Co myślał o nim Mackiewicz, znajdzie Pan w Listach do Wiadomości.

    Jeżeli bolszewicy się wycofali, to tylko na z góry wypatrzone pozycje, z których jeszcze lepiej mogą kontrolować wszystko, a jednocześnie stworzyć wrażenie upadku. Przecież sam Pan wie, czym się kończy w dobrym towarzystwie próba argumentacji, że komunizm nie upadł. Milczeniem. A potem pukaniem się w głowę.

Komentuj





Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja