Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Michał Bąkowski


Burza w Moskwie

25 lipca 1998 roku, nieznany szerzej aparatczyk mianowany został szefem fsb czyli służby bezpieczeństwa „odrodzonego państwa rosyjskiego”. Nominacja Putina widziana była jako triumf kliki Berezowskiego, który miał rzekomo zdołać osadzić swojego człowieka na stołku szefa czekistów, w obliczu ostrych sprzeciwów innych ludzi z otoczenia Jelcyna. W kwietniu 99 roku, Putin wystąpił w telewizji jako krytyk filmowy; omawiał interesujące dzieło pokazujące orgię z udziałem człowieka podobnego do Prokuratora Generalnego, Skuratowa, który prowadził właśnie dochodzenie w sprawie $15 milionowej łapówki dla rodziny Jelcyna. Skuratow podał się do dymisji. 9 sierpnia Jelcyn mianował Putina premierem. Putin poszedł pożegnać się ze swymi czekistami, wzniósł toast za Stalina, po czym wypowiedział słowa, które do dziś wielu uważa za żart: – Agent oddelegowany do przejęcia władzy w Rosji melduje zakończenie pierwszej fazy operacji. – 19 grudnia Partia Jedności założona zaledwie dwa miesiące wcześniej zajęła drugie miejsce w wyborach do Dumy (za komunistami). BBC komentowała: „to jest pokojowa rewolucja antykomunistyczna”. 31 grudnia 1999 roku Jelcyn ustąpił i tymczasowym prezydentem został Putin.

Putin miał nadal potężnych przeciwników w nadchodzących wyborach prezydenckich. A jednak ani Primakow, ani Łużkow, nie mieli szans podczas marcowych wyborów wobec zdumiewającej popularności młodego prezydenta.

Na pierwszy rzut oka, Putin miał po prostu szczęście. Rosja była w stanie głębokiego kryzysu; chaos gospodarczy i polityczny spotęgowany był słabością Jelcyna i drugim krachem finansowym w ciągu siedmiu lat (Rosjanie utracili większość oszczędności w rublach, najpierw w 91 roku dzięki hiperinflacji, a potem w 98 roku dzięki niekompetencji rządu), ale na krótko przed nominacją Putina rozpoczęła się wojna w Dagestanie, a w parę dni po nominacji nastąpiła seria ataków terrorystycznych w Moskwie i innych miastach Rosji. Kraj znalazł się na krawędzi przepaści, ale zdecydowana postawa nowego premiera uczyniła go ulubieńcem elektoratu w ciągu zaledwie paru tygodni, już bowiem 26 sierpnia rozkazał atak na Czeczenię.

To wszystko nie powinno nas wcale dziwić. To nie jest sytuacja bez precedensu, takie rzeczy się zdarzają. Pani Thatcher, na przykład, nie byłaby wygrała wyborów w 1983 roku, gdyby nie jej zdecydowana reakcja na inwazję Falklandów. Argentyńskiej juncie zatem zawdzięczamy sukces thatcheryzmu.

Kiedy się jednak bliżej przyjrzeć wydarzeniom, to wyłania się trochę inny obraz.

6 sierpnia 1999 roku, czeczeński watażka, Szamil Basajew, wkroczył do sąsiedniego Dagestanu i po paru dniach ogłosił powstanie Islamskiej Republiki Dagestanu, która połączyć się miała przeciw Rosji z Czeczenią. Basajew miał za sobą długą historię awanturnika. Już w 92 roku brał udział w konflikcie gruzińsko-abchazkim, w rezultacie którego gruzińska większość wysiedlona została z Abchazji. Basajew walczył po stronie abchazkiej, silnie wspieranej przez Moskwę. Jego Batalion Ochotniczy był tak dobrze uzbrojony i wyszkolony, a do tego poruszał się z taką swobodą na terytoriach kontrolowanych przez Rosję, że pojawiły się prędko uporczywe pogłoski, iż Basajew jest agentem gru, sowieckiego wywiadu wojskowego. Pogłoski te jednak ustały podczas pierwszej wojny czeczeńskiej, w której Basajew odznaczył się bohaterstwem, między innymi podczas słynnej bitwy o Groznyj. Pomimo to, Chechnya Weekly, wydawana przez Jamestown Foundation, utrzymuje do dziś, że Basajew był agentem gru, cytując m.in. innego sowieckiego agenta Abdurachmanowa oraz byłego prezydenta Inguszetii, Auszewa. Anna Politkowska wskazywała także, iż po obu stronach konfliktu czeczeńskiego byli ludzie, pragnący jego podsycania. Wewnętrzno-czeczeńskie rozgrywki były jej zdaniem oznaką sporu pomiędzy gru (Basajew) a fsb (Kadyrow), sporu wygranego przez fsb.

Ale jak doszło do awantury w Dagestanie? Trudno dociec szczegółów. Borys Berezowski przyznaje, że prowadził rozmowy na temat inwazji Dagestanu z wicepremierem Czeczenii Udugowem w lutym-marcu 99 roku. Wedle Berezowskiego Udugow i Basajew pragnęli dokonać inwazji Dagestanu, by sprowokować Rosję do interwencji, co z kolei umożliwiłoby im obalenie Maschadowa (ówczesnego prezydenta Czeczenii). Berezowski jest jednak zawsze zainteresowanym, a co za tym idzie, niepewnym źródłem. Jakkolwiek trudno dać wiarę, że Basajew był gotów narażać z trudem wywalczoną de facto niepodległość Czeczenii, przez sprowokowanie Rosji, to jednak nie sposób tego wykluczyć, ponieważ znane są jego ogromne ambicje polityczne. Pewniejsze są informacje francuskiego kontrwywiadu, który potwierdził spotkanie pomiędzy Basajewem i Aleksandrem Wołoszynem (szefem gabinetu Jelcyna, a później także Putina). Miało ono miejsce w w pałacu Adnana Khashoggi na południu Francji, gdzie Wołoszyn wręczyć miał Basajewowi $10 milionów gotówką na zorganizowanie ekspedycji dagestańskiej.

6 czerwca 99 roku szwedzki dziennikarz Jan Blomgren, napisał w Svenska Dagbladet, że Kreml przygotowuje serię ataków terrorystycznych, za które będzie można zrzucić winę na Czeczeńców. W lipcu Moskowskaja Prawda podała nawet kryptonim nadchodzącej operacji – „Burza w Moskwie”.

Przyjrzyjmy się zatem chronologii wydarzeń.

2 sierpnia Magomedow, dagestański watażka, ukrywający się w Czeczenii, zajmuje kilka wiosek dagestańskich w pobliżu granicy czeczeńskiej.

6 sierpnia Basajew wchodzi do Dagestanu z 1.500 ludźmi.

9 sierpnia Putin zostaje premierem.

10 sierpnia Magomedow i Basajew ogłaszają powstanie Islamskiej Republiki Dagestanu.

23 sierpnia Czeczeńcy wycofują się z zajętych wiosek pod naporem rosyjskich bombardowań i ataków milicji dagestańskiej.

26 sierpnia Putin ogłasza inwazję Czeczenii, która rozpoczyna się od ciężkich bombardowań.

31 sierpnia wybucha bomba na stacji moskiewskiego metra. Jedna osoba zabita i 40 rannych.

4 września w Dagestanie wylatuje w powietrze samochód wypełniony materiałami wybuchowymi. Eksplozja niszczy 5-piętrowy blok, zamieszkany przez rodziny rosyjskich żołnierzy. 64 zabitych i 133 rannych.

9 września bomba rujnuje 9-piętrowy budynek mieszkalny w Moskwie. 94 zabitych, 249 rannych. Fsb zidentyfikowało materiał wybuchowy jako hexogen.

13 września wybucha bomba w 8-piętrowym budynku w Moskwie. 118 zabitych, 200 rannych. Dwie inne bomby hexogenowe zostały znalezione tego samego dnia w piwnicach dwóch bloków mieszkalnych w Moskwie.

16 września wybucha ciężarówka w Wołgodońsku. 17 zabitych, 69 rannych.

Nowy premier oskarżył o ataki „republikę terrorystów” i w najostrzejszych słowach obiecał rodakom, że nie będzie łaski dla morderców: – Jeśli znajdziemy ich w sraczu, to zabijemy ich w sraczu – tak im wyrąbał Prezes Rady Ministrów Federacyjnej Republiki Rosyjskiej.

Czeczeńcy, zarówno Basajew jak i prezydent Maschadow, utrzymywali, że nie są odpowiedzialni za zamachy, ale kto by im wierzył? Ataki były dobrze zorganizowane, a Czeczeńcy nie wykazywali dotąd wielkich zdolności organizacyjnych. Czeczeńskie akty terroru ograniczały się dotychczas do porywania zakładników i żądań, by uwolniono więźniów. Tym razem nie było żadnych żądań. Ale przecież ludzie się zmieniają. Nawet terroryści. Nawet Czeczeńcy.

22 września obywatel Aleksiej Kartofelnikow, zamieszkały przy ulicy Nowosiołow w Riazaniu, zauważył białą furgonetkę zaparkowaną pod jego blokiem. W całym kraju rosła panika i szerzyła się atmosfera strachu, więc przyjrzał się uważnie rejestracji i dostrzegł, że została nieudolnie zmieniona, by wyglądać jak lokalny numer riazański. Kiedy po chwili zobaczył trzech osobników, przenoszących ciężkie worki z furgonetki do jego 12-piętrowego bloku, zachował się tak, jak przystało spadkobiercy Pawki Morozowa i zadzwonił na policję.

W piwnicy znaleziono wielką bombę hexogenową, z zapalnikiem nastawionym na 5:30 rano. Prędko znaleziono porzuconą furgonetkę, która okazała się być kradzioną. Ewakuowano 30.000 ludzi z pobliskich bloków. Policja riazańska rozesłała szkice trojga podejrzanych terrorystów: dwóch mężczyzn i kobiety.

23 września aresztowano podejrzanych. Ich nazwiska nie zostały nigdy podane i ich los pozostaje do dziś nieznany. Aresztowani okazali legitymacje fsb i zostali zwolnieni na rozkaz z Moskwy.

24 września, w dwa dni po nieudanym zamachu, minister Ruszajło pochwalił czujność ludzi sowieckich i zganił opieszałość policji. Putin powtórzył dokładnie to samo w wieczornym przemówieniu telewizyjnym i zapowiedział zemstę na Czeczeńcach. Ale już następnego dnia, szef fsb Patruszew, ogłosił, że nie było żadnej bomby, że w Riazaniu ćwiczono tylko czujność obywatelską ludności, a w workach był zwykły cukier. Jurij Tkaczenko, riazański ekspert od materiałów wybuchowych, który rozbroił bombę, stanowczo odrzucił wersję fsb i potwierdził, że bomba była profesjonalnie zmontowana i wszystkie jej składniki były pochodzenia wojskowego.

Tymczasem wyszło na jaw, w jaki sposób schwytano terrorystów. Obywatelka Juchanowa, operatorka centrali telefonicznej w Riazaniu, podsłuchała rzeczonej nocy następującą rozmowę: podejrzany stwierdził, że jego grupa została spostrzeżona i musi opuścić Riazań natychmiast; w odpowiedzi rozmówca nakazał mu podzielić grupę i wracać osobno. Obywatelka Juchanowa czem prędzej doniosła przełożonym, którzy ustalili, iż rozmawiano z numerem należącym do moskiewskiej centrali fsb.

Nowaja Gazieta podała, że spadochroniarz nazwiskiem Piniajew próbował ukraść cukier z pilnowanego przez siebie magazynu wojskowego, ale w workach z napisem „cukier” znalazł żółtawą, gorzką substancję. Doniósł zwierzchności i okazało się, że to hexogen. Władze ogłosiły natychmiast, że Nowaja Gazieta zmyśliła całą historię. Następny numer nie ukazał się w ogóle, ponieważ nieznani sprawcy zmazali całą jego zawartość z serwera redakcji. Piniajew najpierw wycofał swoje oskarżenia, potem odsiedział w kozie za kradzież cukru, po czym posłano go ciupasem do Czeczenii. Po pół roku, jednostka Piniajewa podała Gazietę do sądu o zniesławienie, przedstawiając dowody, że żaden Piniajew nigdy nie istniał.

Putin nie miał czasu zajmować się Riazaniem, bo 24 września nakazał jednostkom lądowym okrążenie „terrorystycznej republiki”, a 1 października ogłosił rząd Maschadowa nielegalnym i rozpoczął inwazję Czeczenii.

W marcu 2000 roku, na krótko przed wyborami prezydenckimi anonimowy oficer fsb opowiedział w telewizji, jak umieścił worki z cukrem w piwnicy w Riazaniu, dla sprawdzenia czujności obywatelskiej. Nie podjął się tłumaczyć, dlaczego czujność obywatelską testuje się przy pomocy kradzionych furgonetek. Eksperci fsb wyjaśnili, że cukier mógł się im wydać hexogenem, dzięki zanieczyszczeniu aparatury badawczej. Nie wyjaśnili natomiast, po co badali cukier, który sami przecież podrzucili. Nie trzeba nawet dodawać, że po fiasku riazańskiego zamachu, żadne bomby więcej nie wybuchły i nikt nie przyjął odpowiedzialności za poprzednie zamachy.

23 marca 2000, niezależny kanał telewizyjny NTV Rosja zapowiedział transmisję programu pt. „Riazański cukier”. Program ten nie ukazał się nigdy, a 26 marca Putin został prezydentem Rosji.

Oskarżenia jednak nie ucichły. Duma odrzuciła dwukrotnie wnioski o niezależne dochodzenie, po czym nakazała zamknięcie dostępu do jakichkolwiek dokumentów w sprawie „ćwiczeń anty-terrorystycznych w Riazaniu” na 75 lat. Sam Putin odpowiedział furią na sugestie, że to on był odpowiedzialny za serię zamachów. Dwaj posłowie, którzy domagali się dochodzenia w sprawie Riazania, nie przeżyli tej furii, zginęli w podejrzanych okolicznościach. Rodzina jednego z nich, Szczekoczychina, zdołała przesłać próbkę skóry zmarłego do Londynu, gdzie badania toksykologiczne wykazały, że został otruty radioaktywnym talium. Juszenkow zginął zamordowany strzałami zamachowca. Niedobitki niezależnych dziennikarzy z epoki Jelcyna, także próbowały prowadzić dociekanie w aferze riazańskiej. Lacis zginął w wypadku samochodowym. Anna Politkowska została zamordowana.

***

Historia zamachów bombowych z 1999 roku, awantury dagestańskiej, drugiej wojny czeczeńskiej oraz dojścia Putina do władzy – jest świetnie znana, została opisana w wielu książkach i artykułach. Nawet niektórzy politycy zachodni, którzy w większości postępują, jak leninowscy „głuchoniemi ślepcy”, zwrócili uwagę na ten raczej niepokojący ciąg wydarzeń, ale jak to zwykle bywa, wyłącznie ci, którzy nie są u władzy, jak np. John McCain.

Przywołałem tutaj szczegóły wydarzeń z drugiej połowy 99 roku w określonym celu. Cała ta historia wydaje mi się bowiem znakomitą egzemplifikacją pozornej sprzeczności, z którą borykają się obserwatorzy sowietów od lat. Z jednej strony niespotykana nieudolność, ale z drugiej, zapierająca dech w piersi arogancja, rozmach i bezwzględność samego zamierzenia. Normalnym, zdrowym na umyśle ludziom, trudno sobie wręcz wyobrazić, jak wyglądać mogą rozmowy, spotkania, podczas których wykluwa się powoli plan wysadzenia w powietrze setek współobywateli, po to tylko, by móc oskarżyć o zamachy innych współobywateli (Czeczenia „należy” do Rosji), co z kolei pozwoli wymordować jeszcze większą liczbę współobywateli, tym razem na drodze działań wojennych. A wszystko po to, by umocnić swą władzę. Ale też nie mamy tu wcale do czynienia z „normalnymi ludźmi”, ale z bolszewikami, ze spadkobiercami Lenina, który pouczał, że tylko „władając wszystkimi środkami walki, zwyciężamy na pewno”. Uczniowie Lenina nie wahają się ani przez moment przed użyciem jakichkolwiek środków, które zbliżyć ich mogą do celu. Uczniowie Lenina nigdy nie zaniedbują długoterminowej strategii.

„Ani geniusze, ani nadludzie” mówił o bolszewikach Józef Mackiewicz. Tak, widać to jak na dłoni w historii riazańskiego zamachu i nieudolnych próbach zatarcia śladów, podjętych przez fsb. Ale Mackiewicz dostrzegał także zawsze drugą stronę medalu; co więcej, poświęcił tej drugiej stronie trzy książki, kilka broszur i wiele artykułów, ponieważ obok tępoty wykonawców, mamy do czynienia ze „zwycięstwem prowokacji”. Plan – zawsze wprowadzany z żelazną konsekwencją – nie opiera się wcale na precyzyjnym wykonaniu, ale raczej na samej konsekwencji.

Zastanówmy się zatem nad wnioskami płynącymi z tej konkretnej prowokacji. Po pierwsze, plan dojścia Putina do władzy został najwyraźniej sformułowany przez ekipę Jelcyna. Wolno zatem przypuszczać, że wbrew powszechnemu przekonaniu, jedna i ta sama grupa ludzi była u władzy w latach dziewięćdziesiątych i w ciągu ostatnich ośmiu lat. Przeciwstawienie dzisiejszego „porządku i dobrobytu”, latom „chaosu i biedy” pod rządami Jelcyna, wydaje się raczej taktycznym manewrem niż rzeczywistością. Chaos i bieda były koniecznym warunkiem triumfu putinowskiego porządku. Już na początku lat dziewięćdziesiątych było jasne, że wybór postawiony przed Rosją był prosty: anarchia albo kgb. Z tym tylko zastrzeżeniem, że kgb podsycało anarchię.

Po drugie, Putin jest wyłącznie członkiem kolektywnego kierownictwa, a nie jego szefem. Wysunięty został do swej roli jako szary aparatczyk i jego władza jest ograniczona. Innymi słowy, Putin czy Miedwiediew, to nie robi żadnej różnicy.

Po trzecie, plan dojścia Putina do władzy jest lustrzanym odbiciem poprzedniej podobnej operacji, która doprowadziła do władzy Jelcyna w 1991 roku. Stworzono mianowicie serię dramatycznych wydarzeń, która wysunąć miała określoną jednostkę na pierwszy plan. Różnica polega chyba na tym, że plan moskiewskiego puczu był nader subtelny w porównaniu z dość prymitywnym planem zamachów bombowych. Atoli, tak samo jak wówczas, ważną częścią planu było wzbudzenie sympatii na Zachodzie, współczucia dla narodu poddanego nieubłaganej kampanii terroru, ze strony bezlitosnych muzułmańskich barbarzyńców.

Czwarty punkt jest najbardziej oczywisty. Jeśli ktokolwiek mógł mieć wątpliwości, z jak bezwzględnym wrogiem mamy do czynienia, to chyba wysadzanie w powietrze bloków mieszkalnych (nad ranem, żeby zwiększyć liczbę ofiar wśród swych własnych ziomków), nie licząc setek ofiar w Dagestanie i niezliczonych tysięcy w Czeczenii, musi rozwiać resztki sceptycyzmu w tym względzie.

Jeżeli istnieć może nadal choćby cień nadziei na pokonanie komunizmu, to bierze się on z tej zdumiewającej, niesłychanej głupoty, jaką bolszewicy wykazują się na każdym kroku i którą w krystalicznie czystej postaci zademonstrowali w Riazaniu. Ale nie będzie można nigdy ich pokonać, jeśli nie przyjmiemy do wiadomości równie zdumiewającej, a czasami wręcz niewiarygodnej skali, śmiałości i rozmachu ich politycznych przedsięwzięć.

Ich prawdziwa siła nie leży jednak w śmiałości planów, ani nawet nie w gotowości wprowadzenia ich w życie bez względu na konsekwencje czy na ofiary w ludziach, bez oglądania się na opinię publiczną, czy na opinię Zachodu. Ich siła tkwi w słabości przeciwników, którzy nie chcą dopuścić możliwości, że mogą być nabierani przez głupków.



Prześlij znajomemu

60 Komentarz(e/y) do “Burza w Moskwie”

  1. 1 Andrzej

    na wschodzie bez zmian

  2. 2 michał

    Szanowny Panie Andrzeju,

    Bardzo jesteśmy wdzięczni za reklamę. Najwyrażniej jednak tylko ten jeden artykuł przypadł Panu do gustu na naszej witrynie. Czy wolno zapytać, dlaczego?

  3. 3 Arek

    Po przeczytania się zastanawiam… czy atak na WTC i później w metrze w Londynie nie jest przypadkiem tym samym? Dzięki reklamie zagrożenia terrorem sporo się udało zdziałać.

  4. 4 michał

    Nie jestem pewien czy do końca Pana rozumiem. Czy sugeruje Pan, że atak w Londynie był dziełem Tony Blaira, a 9/11 Busha? Chyba raczej nie.

  5. 5 Andrzej

    do michała, jeden z odważniejszych artykułów w sieci, nazywający sprawy po imieniu

  6. 6 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Staram się, jak mogę, w ramach moich skromnych możliwości, nazywać rzeczy po imieniu, ale często przypomina mi się w tym kontekście dialog ze sztuki Oscara Wilde’a:

    – When I see a spade I call it a spade.
    – I am glad to say that I have never seen a spade.

    O ileż byłoby lepiej, gdybyśmy mogli mówić o czymkolwiek innym, tylko nie o obrzydliwości, jaką jest bolszewizm. Skoro jednak dane nam jest żyć w cieniu sowieckiego zagrożenia, jest naszym obowiązkiem nazywać je po imieniu, zamiast chować je pod maską „Rosji”. Putin i jego gebiści nie są Rosjanami, tylko komunistami, tak jak Jaruzelski czy Wałęsa nie są Polakami, tylko komunistami i służą przyszłemu panowaniu bolszewizmu na świecie.

  7. 7 Andrzej

    Putin i jego gebiści sä w zasadzie bezideowi, to mafijna grupa byłych aparatczyków i nomenklatury, która szermując hasłami sprawiedliwości społecznej kontroluje Rosję.

  8. 8 michał

    Albo nie do końca Pana rozumiem, albo się z tym nie zgadzam. Putin jest bolszewikiem, jako taki jest bezideowy, bo jedyną „wiarą”, jedynym celem bolszewizmu jest komunizm panujący na całym ziemskim globie. Nie ma żadnej idei, której nie porzuciliby dla tego nadrzędnego celu. Bolszewicy nigdy nie byli „ideowcami”, nigdy nie trzymali się jednego, nie byli doktrynerami. Idee i doktryny były im potrzebne dla utrzymania w karbach poddanej im ludzkości i do podminowania ich wrogów.

    Bolszewizm był zawsze z natury mafijny. Nie na darmo mówiono w 1917 roku, że międzynarodowa szajka opryszków opanowała Rosję. Niestety panuje tam dotychczas, a w międzyczasie wolny świat uznał następców tych opryszków za godnych interlokutorów w dialogu na temat przyszłości świata.

    A zatem szermowanie hasłami, sprawiedliwość janosikowa, czy cokolwiek tam jeszcze zechcą powiedzieć, to są wszytko androny dla naiwnych. Rosję trzeba kontrolować po to, żeby zabezpieczyć bazę wypadową do podboju świata, dlatego podkreślam raz jeszcze: Putin nie jest żadnym „Rosjaninem” tylko zwykłym bolszewikiem. I jest z tego dumny.

  9. 9 Andrzej

    Rosja mocarstwem? kilka tysięcy atomowych głowic i skorumpowana soldateska, tylko wspólnie z Chinami byliby zagrożeniem dla świata. Putin to zwykły morderca-aparatczyk (z 40 mld. dolarów na czarnych kontach).

  10. 10 michał

    „Rosja” nie jest mocarstwem, bo Rosja nie istnieje. Przestała istnieć w listopadzie 1917 roku, kiedy międzynarodowa szajka zdobyła władzę w największym kraju na globie. Rosja nie podniosła się nigdy. Podobnie zresztą jak Polska nie podniosła się nidgy, odkąd upadła w 1939 roku pod ciosami dwóch bolszewików. prl – wraz ze swym dzisiejszym wcieleniem – a także sowiety z dzisiejszą „Rosją” należą bez reszty do historii rewolucji światowej.

  11. 11 Anton

    Dobrze że Rosja zrobiła porządek w tej Czeczeni…

  12. 12 Dariusz Rohnka

    Czyżby próba odniesienia do sytuacji politycznej w połowie XIX w., kiedy to czeczeńscy powstańcy walczyli o niepodległość swojego kraju z carską Rosją – na oko, komentarz odrobinę spóźniony.

    A może mowa o aktywności wojsk sowieckich na przełomie drugiego i trzeciego tysiąclecia? Może ten głos jest wyrazem aprobaty dla mordów, tortur, gwałtów, handlu ludzkimi organami, wszystkich zbrodni jakich sowiecka Rosja dopuściła się na tym terenie? Jeśli tak – pogratulować dobrego samopoczucia.

    Cóż za interesująca egzystencja.

  13. 13 Anton

    Czeczenia leży w granicach Rosji – więc wojska rosyjskie zaprowadziły tam porządek – może nie pamiętasz jaki tam był bardak w latach 1996 – 1999?, za tak zwanej niepodległości. Porwania ludzi i zwykły bandytyzm bił już tam wszelakie rekordy – patologie o których piszesz miały właśnie wówczas swoje apogeum. Nie lubię Czeczenów – za to lubię Słowian, i jeszcze lubię porządek którego w tzw. wolnej Czeczeni nie było – było to państewko bandyckie do którego płynęła kasa z krajów arabskich aby tylko zaszkodzić Rosji i szerzyć islam. Teraz pod rządami Ramzana Kadyrowa zapanował w tej republice rosyjskiej porządek i zwykli ludzi bardzo to sobie chwalą…

  14. 14 Amalryk

    O sancta simplicitatis! Jakiż to Świat potrafi być prosty!
    Chyba że kolega Ątułan sobie tu z nas jaja robi?

  15. 15 Jaszczur

    A niech sobie robi jaja! Wyjdzie swoją drogą na to, że i ‚smutny pan’ potrafi!

  16. 16 michał

    Czeczenia nie leży w granicach Rosji, tylko w sowietach, ale nawet zakładając, że to „Rosja”, to czy pan Anton zastosowałby te same prawa wobec pacyfikacyjnej akcji wojsk rosyjskich w Polsce po rozlicznych powstaniach?

    Mamy tu do czynienia z dziwną wersją nacjonalizmu, wedle której Słowianin jest lepszy niż Niemiec, Czeczeniec czy Węgier, biali są pewnie lepsi od czarnych, żółtych i czerwonoskórych, ale wszyscy razem o niebo lepsi od Żydów… (to ostatnie wnioskuję z innego komentarza p. Antona). Oczywiście takie klasyfikowanie narodów i ras jest dość infantylne.

    Narody składają się z ludzi. Pojedynczych ludzi. To tylko im, to znaczy nam, przysługuje miano bytów, tylko ludzie naprawdę istnieją, gdy narody są tylko hispostazami. Jeśli nie dość codziennego doświadczenia, to także zwykła logika, a może raczej zasady rachunku prawdopodobieństwa, wskazują, że w każdym narodzie są ludzie dobrzy i źli, głupi i mądrzy, kanalie i święci. W polskim narodzie jest np. pan Anton, a w czeczeńskim są antykomuniści. Wolałbym raczej znaleźć się w okopach z tymi ostatnimi niż z p. Antonem i jego zachwytem, jak Chińczycy parzą z moździerza…

    Aha, nie sądzę, żeby on sobie robił jaja – on to mówi najzupełniej poważnie.

  17. 17 Anton

    A co mam panie Michale napisać?, że lubię Czeczenów i Kaukazców – to skłamię – nie przepadam za tymi ludźmi i tyle. A w konflikcie Polski z Rosją zawsze poprę Polskę – nawet jak nie będzie miała racji…

  18. 18 michał

    Panie Antonie,

    To się nazywa nacjonalizm. To jest definicja nacjonalizmu.

    Niech mi Pan proszę wytłumaczy, dlaczego? Mówię to poważnie (bo czasami sobie żartujemy). Dlaczego ja, jako Polak mam przekładać innych Polaków, choćby kanalie, ponad porządnych ludzi, którzy Polakami nie są? Ja autentycznie pragnąłbym zrozumieć Pańskie motywy, bo ja bym tak nie mógł, nie potrafił.

    Dlaczego nie lubi Pan Czeczeńców? Spotkałem kiedyś tępego Szwajcara, czy mam z tego powodu nie lubić Szwajcarów? Kochałem się kiedyś w pięknej Włoszce, czy mam kochac wszystkich Włochów? Narodowość w żaden sposób nie determinuje naszych postaw, nie ogranicza naszych wyborów. Czeczeńcy też mogą być porządnymi ludźmi, Rosjanie też. Ba! nawet Polacy…

    Czy nie wydaje się Panu? Powtarzam, pytam Pana jak najpoważniej. Po prostu nie umiem pojąć postawy nacjonalistycznej.

  19. 19 Anton

    To nich Pan najpierw zapyta takiego Czeczena – dla niego nie jest najważniejsza Czeczenia tylko jego ‚tejp czyli klan, dopiero potem jeśli w ogóle Czeczenia, dlatego państwowość oparta na strukturze klanowej jest bardzo słaba, przykład Albanii, Somalii itd. Nacjonalizm to stosunkowo młoda ideologia, i zapewniam że nie ma w niej nic złego – bo co może być złego w dbaniu o polski interes narodowy?, nasz rząd ma wręcz taki obowiązek – chociaż różnie z tym bywa. A tak ogólniej to niechęć do obcych jest motywowana genetycznie i kulturowo – ja np. nie chciałbym mieszkać w dzielnicy arabskiej bo mają dużo dzieci i są hałaśliwi a często nachalni – a ja lubię spokój, ot i cała filozofia.
    A Pan nie daj sobie wmówić przez różnych cwaniaków z GW i innych że nacjonalizm to coś złego – bo oni głoszą tą swoją ideologię na pewno nie w Pana interesie…

  20. 20 michał

    Pytam Pana, ponieważ Pan był tak łaskaw i przybył do Podziemia. Żadnych Czeczeńców tu nie widzę. Czeczeńcy są oczywiście nacjonalistami, tak jak Pan, ale przynajmniej walczą z komuną, zarówno z sowiecką, jak i ze swoją własną w osobie Kadyrowa. A Pan?

    Przypuszczam, że mówiąc GW ma Pan na myśli wybiórcze gazetki, ale ja takich nie czytuję, nie czytuję bowiem komunistycznej prasy. Przykro mi, jeśli to Panu nie konweniuje. Nacjonalizm to jest coś złego, coś bardzo złego i chętnie podejmę na ten temat dyskusję, ale tylko rzeczową, a to znaczy, że musiałby Pan najpierw poczytać. Poczytać coś poważniejszego niż wybiórcze gazetki.

  21. 21 Anton

    Komuny też nie lubię ale jestem zwolennikiem silnego państwa – takie rozmemłanie jak teraz to mi się nie podoba…

  22. 22 michał

    To wszystko bardzo pięknie, ale nadal nie odpowiedział Pan, dlaczego jest nacjonalistą? Dlaczego woli pan bolszewika Wałęsę niż antybolszewika Sawinkowa? Kanalię taką jak Polak Dzierżyński niż uczciwego człowieka i bohatera takiego jak generał von Panwitz?

  23. 23 Anton

    Wałęsy nie znoszą – Dzierżyński to już renegat – ale w każdym społeczeństwie, narodzie mamy do czynienia ze zdrajcami i renegatami a naród dalej jest narodem i trwa nawet mimo braku państwowości itd.

  24. 24 michał

    Dobrze. Zdołaliśmy się zgodzić co do jednego: w każdym narodzie są renegaci i zdrajcy, może pozbądźmy się tego emotywnego języka i powiedzmy: ludzie źli. Czy może zgodzi się Pan także, że w każdym narodzie mogą się znaleźć ludzie dobrzy?

  25. 25 Anton

    No oczywiście…

  26. 26 michał

    A narody składają się z ludzi, dlaczego w takim razie jeden naród może być lepszy od innego?

  27. 27 Anton

    Dlatego że tak jest – nich pan spojrzy na Europe i Afrykę, chyba nie muszę pytać gdzie zdolniejsi ludzie mieszkają. Taką RPA zbudowali biali z europy i wyobrazi pan sobie że RPA wytwarza prawie 40% PKB czarnej afryki, albo jak dobrze stała Rodezja (Zimbabwe) pod rządami brytoli a teraz co Mugabe z tego kraju zrobił?, bieda i hiperinflacja – takie przykłady można mnożyć. Ludzie się różnią między sobą i jest to zupełnie normalna sprawa…

  28. 28 michał

    Dla Pana to jest dowód wyższości rasowej, a dla mnie dowód wyższości gospodarki rynkowej nad komunizmem.

    Ale wróćmy do poprzedniej dyskusji. Ludzie różnią się między sobą – znowu się zgadzamy. Pan różni się ode mnie, a obaj jesteśmy Polakami. A jak Pan jako Polak różni się od Stefana Pesticcio, który Polakiem nie jest?

  29. 29 Anton

    „A jak Pan jako Polak różni się od Stefana Pesticcio”

    Nie znam człowieka…

  30. 30 michał

    Hmmm… Może inaczej. Czym, jako Polak – a nie jako jednostka imieniem Anton – różni się Pan od kogokolwiek, kto Polakiem nie jest, np. Stefana, którego Pan nie zna? Innymi słowy, od Szkota albo Włocha?

  31. 31 homosovieticus

    Panie Michale

    Yevno Azef wiecznie żywy, zmienia tylko nicki i nazwiska.

    Nie obawia się Pan posądzeń?

  32. 32 homosovieticus

    Panie Michale

    Z piszących ale już nieżyjących przypominają Pańskie wywody Zenona z Elei.
    Z żyjących pisanine Maleszki.

  33. 33 michał

    Obawiam się posądzeń. Drżę na myśl, że człowiek sowiecki mnie posądzi i wyda na wieczne potępienie, osądzi, obsmaruje i obrzuci błotem, naznaczy, potępi, sprzeda i ześle.

    Panu to nie grozi.

  34. 34 homosovieticus

    Azef nie był homosovieticusem. Służył wiernie swemu mocodawcy, chociaż w masce.

  35. 35 homosovieticus

    Ozywia się rozmowa, nieprawdaż?

  36. 36 michał

    Azef nie był, ale Pan jest.

  37. 37 homosovieticus

    Pan też jest. Jak Azef.

  38. 38 homosovieticus

    Muszę kończyć. Wzywają na odprawę. Było mi miło i pouczająco. Do miłego świergotu.
    Dobranoc Panu.

  39. 39 Anton

    „Ale wróćmy do poprzedniej dyskusji. Ludzie różnią się między sobą – znowu się zgadzamy. Pan różni się ode mnie, a obaj jesteśmy Polakami. A jak Pan jako Polak różni się od Stefana Pesticcio, który Polakiem nie jest”

    Różnie się genetycznie i kulturowo – a przede wszystkim tzw. samoświadomością…)

  40. 40 michał

    Nie wiem doprawdy, czy Pan świadomie unika odpowiedzi. Spróbuję raz jeszcze. Czy jest jakakolwiek cecha, którą Pan posiada JAKO POLAK, której nie może posiadać Białorusin? Jeżeli tak, to jaka? Polakiem będąc, chciałbym wiedzieć.

  41. 41 Anton

    Jak Ukraińcy mordowali Polaków na Wołyniu w 1943 roku to nie pytali o jakieś „cechy” – wystarczyło im że byli katolami i mówił po polsku, zapewniam Pana że w takiej sytuacji wiałby Pan do Polaków a nie do Ukraińców i nie myślałby Pan o żadnych „cechach” jakie was różnią czy nie różnią…

  42. 42 michał

    Tak, ale ja pytam Pana, a nie Ukraińców. Rozumiem, że oskarża Pan Ukraińców o nacjonalizm. Zgadzamy się znowu, co jest na swój sposób zdumiewające. Tylko że ja nacjonalistą nie jestem, nie przekładam mojego narodu ponad inne, więc moje oskarżenie pod adresem nacjonalizmu ukraińskiego czy żydowskiego ma sens. Podczas gdy w Pana wykonaniu, to przyganiał kocioł garnkowi…

    Rozumiem, że nie ma żadnej cechy wspólnej Polakom, która odróżniałaby nas od kogokolwiek innego, bo jak dotąd żadnej Pan nie wskazał, jaka jest w takim razie podstawa Pańskiego nacjonalizmu?

  43. 43 admin

    Autor podpisujący się homosovieticus, próbował umieścić tu cztery kolejne komentarze. Trzy zapiski od homososa zostały odrzucone, ponieważ zawierały podejrzane linki do sowieckich stron, a czwarta została umieszczona w rubryce Kurioza, na poczesnym miejscu, obok Black Hawka, czyli tam gdzie przynależy.

  44. 44 Anton

    ” Trzy zapiski od homososa zostały odrzucone, ponieważ zawierały podejrzane linki do sowieckich stron”

    To państwo nie istnieje już od 20 lat – więc rozumiem że linki pochodziły z Rosyjskich stron?, ja jednak zdecydowanie odróżniam dawny CCCP od współczesnej Rosji.
    Rokita kiedyś napisał że zwycięstwo Putina i jego ekipy to zwycięstwo białej Rosji…

  45. 45 Anton

    Panie Michale wyjedź Pan na dłużej z kraju i też staniesz się Pan Nacjonalistom, a o cechach to przecież pisałem:

    1. Samoświadomość
    2. Język
    3. Kultura
    4. Zwyczaje
    5. Krajobraz
    6. Potrawy
    itd., no już nie wspomnę o tak podstawowych jak kolor i inne „cechy” genetyczne…

  46. 46 michał

    Szanowny Panie,

    Nie wiem doprawdy, co Pan tutaj robi, bo my nie rozpoznajemy istnienia żadnej Rosji, a wyłącznie te same sowiety. Tak jak nie ma żadnej Polski – a tylko kaprawy prl. Na szczęście nie wiem, kto to jest Rokita i wiedzieć nie chcę, skoro człowiek myli czekistę Putina z ludźmi godnymi, jak Biali Rosjanie. W prlu nie byłem od bardzo dawna, więc nie wiem dlaczego miałbym się stać „nacjonalistom”.

    Nie wiem, co Pan tutaj robi, bo my nie podzielamy Pańskiego nacjonalizmu. Co więcej, uważamy, że nacjonalizm jest najgorszą przeszkodą na drodze Polski ku niepodległości. Drogę tę Józef Mackiewicz nazwał drogą donikąd. Polski naród kroczy dumnie tą drogą od wielu dekad, i dlatego właśnie jesteśmy w Podziemiu.

    Pańska lista cech polskości wydaje mi się bardzo dziwna. Jaki „krajobraz” dzielić miałby polski patriota Sadyk Pasza z Panem? Czyżby Pan znał Berdyczów? Jaką kulturę albo język – zwłaszcza język! – dzielę ja z Wałęsą? Wiele potraw polskiej kuchni jest identyczne z kuchnią ukraińską i jakoś nie powstrzymuje to ukraińskiego nacjonalizmu. Moje zwyczaje są w większości identyczne ze zwyczajmi miliarda katolików na świecie.

    Ale samoświadomość?! To znaczy co? Samoświadomość dotyczy świadomości siebie jako jednostki, Pan ma chyba raczej na myśli świadomość kolektywną, co znowu – jest drogą donikąd.

  47. 47 Anton

    Ja jestem zwolennikiem silnego i sprawnego państwa – nigdzie tu nie piszę że jestem nacjonalistom. Moim zdaniem wszystkie ideologie w tym nacjonalizm „prowadzą donikąd” jak się nie potrafi zliczyć do dziesięciu.
    Ale są lepsze i gorsze – jakbym już musiał wybierać to bym wolał jednak ten Nacjonalizm niż bolszewizm…

  48. 48 michał

    Wynikałoby stąd, że jak się potrafi zliczyć do dziesięciu, to ideologie nie prowadzą donikąd…

    Pozwolę sobie delikatnie zwrócić Pańską uwagę, że komunistyczne „państwo” (bo na miano państwa komunistyczne twory nie załsugują) czy to pod wodzą Stalina, Mao, Putina czy Chaveza jest także „silne”, a więc etatyzm nie wyzwoli nikogo od komunizmu.

    Być może nie pisał Pan wprost, że jest nacjonalistą, ale ja tak twierdzę zupełnie wprost na podstawie Pańskich wypowiedzi. Jak Pan na pewno wie sam, za każdym zdaniem stoi jakaś metafizyka…

  49. 49 Anton

    Putin wyprowadził Rosję ze smuty Jelcynowskiej – wygrał wojnę z Czeczenią i przywrócił szacunek do Rosji na arenie międzynarodowej, to są fakty. Przy pijanym Jelcynie faktyczną władzą sprawowali Bierezowski, Gusiński, Chodorkowski (wszyscy z pochodzenia nie Rosjanie), Rosja była wtedy rozkradana na wielką skalę – ale w mediach zapadnoj jewropy była super demokratyczna… I proszę tu Rosji z CCCP nie mylić bo to zasadnicza różnica – a że Putin pochodzi z KGB to o niczym nie świadczy, z czasem Rosjanie przejmowali władzę w tej instytucji, i już nie można było jej porównywać z NKWD, tak jak nie naszego UB (rozwiązanego w 1956 roku przez Gomułkę) z jednak naszą SB…

  50. 50 michał

    Szanowny Panie,

    Putin nie wyprowadził „rosji” z jakiejkolwiek smuty. Używanie tego rodzaju analogii jest dowodem historycznego analfabetyzmu. Słusznie mówi Pan, że nie należy mylić Rosji z sowietami, dlaczego więc popełnia Pan ten błąd???? Rosja upadła w listopadzie 1917 roku, by się nigdy nie podnieść. Na jej miejscu powstał barbarzyński twór, tak jak królewstwo germańskich barbarzyńców na gruzach Rzymu. Czy powiedziałby Pan, że Teodoryk wyprowadził Rzym ze smuty?

    Pochodzenie władców ma także stosunkowo małe znaczenie. Wielu rzymskich cesarzy nie było Rzymianami, Napoleon nie był Francuzem, Piłsudski niekoniecznie Polakiem, a Jagiełło koniecznie nie Polakiem. Cóż więc ma Pan na myśli, mówiąc o „pochodzeniu” tych, co sprawować mieli faktyczną władzę?

    Faktyczną władzę w sowietach sprawuje kolektyw. Kolektyw, którego „pochodzenie” jest bez znaczenia. Lenin otaczał się nie-Rosjanami, bo Rosjanom nie ufał. Ufał wielu Polakom, Żydom, Łotyszom, Gruzinom, których pochodzenie było dla niego bez znaczenia. Jak słusznie powiedział Kaganowicz: „jestem z pochodzenia bolszewikiem”. Kolektyw władający sowietami wyłaniany jest w różny sposób, ale na pewno nie w demokratycznycvh wyborach. Bywa nim politbiuro, albo wierchuszka czeki, ale nie Jelcyn czy Gorbaczow.

    Z Pańskich wynurzeń wnioskuję jednak, że Pana obchodzi tylko narodowość. „Nasza sb” – wybaczy Pan, ale nie zamierzam obdarzać sowieckiego łajna przywilejem wielkich liter – jest dokładnie po linii leninowskich przykazań: zróbcie to samo co my, ale po swojemu. Byle po polsku. Skoro bolszewickie slogany są napisane na czerwonych szmatach „po polskiemu”, to już jest wszystko pięknie i patriotycznie. A jeśli torturujący w kazamatach bezpieki – o pardon, naszej esbe – jest Polakiem z krwi i kości, to wszystko jest cacy.

    Niech Pan łaskawie zrozumie, co następuje: bolszewicka kanalia polskiego pochodzenia jest bardziej moim wrogiem, niż jakakolwiek inna kanalia, ponieważ jest gangreną na moim narodzie. To polską bolszewię musimy zwalczać w pierwszym rzędzie, i tylko wtedy mamy prawo wystąpić przeciw każdej innej bolszewii.

  51. 51 Anton

    Polska powinna sobie ułożyć stosunki z Rosją taką jaka jest, dobrze że nie jest to związek radziecki, innej Rosji na razie nie będzie… A ta słaba Rosja z lat 90tych wielu pasowała ale nie Rosjanom, tak więc trudno do nich mieć pretensje że teraz 70% głosuje na Putina, jak bym tam mieszkał też bym na niego głosował, bo nikt o zdrowych zmysłach nie chce być słaby i chory tylko silny i zdrowy, ot i cała filozofia…

    PS. A z tym moim wpisem o Putinie tutaj jest taka sprawa że pomyliłem z inną notką.

  52. 52 michał

    Ot, i cała filozofia!

    Słusznie, słusznie. Niemcy były silne za Hitlera, a sowiety potężne za Stalina. Każdy chce być silny. Trzeba więc utożsamić się z państwem i wszystko będzie pięknie. A w imię silnego państwa można wykończyć tych, którzy je chcą osłabić. Czyż nie? Nie wiem tylko, dlaczego nobilituje Pan ten bełkot mianem „filozofii”. To nie jest żadna filozofia, to jest ideologia siły: ten kto ma pałkę w ręku, ma rację. Rzecz w tym, że wobec tych Putinów, na których z taką chęcia Pan by głosował (jak gdyby im były potrzebne czyjekolwiek „głosy”), obaj znaleźlibyśmy się pod stienką.

  53. 53 Anton

    Żaden „bełkot” odwieczne prawo natury – jak powiedział Putin: „słabych biją” – tak było jest i będzie i uwaga! – tylko silne państwo może zagwarantować to że tych słabych nie będą bili, ot i cała filozofia…

  54. 54 michał

    To nie jest rzeczywiście „żaden ‚bełkot'”, a po prostu bełkot, bez cudzysłowu. A to dlatego, że słuszność leży po stronie siły tylko w oczach Putinów, Stalinów i Hitlerów.

    Ale jest w tym co Pan mówi coś interesującego. Mianowicie supozycja, że słuszność po stronie siły jest jakoby „prawem natury”. Tak nie jest. W naturze nie ma żadnej słuszności, nie ma żadnego sensu. Tylko człowiek jest w stanie wnieść w naturę sens. Tygrys zabija nie dlatego, że jest silny, ale dlatego że jest głodny i taka jest jego natura. Jeśli więc rzeczywiście pragnie Pan powrotu do natury, to może lepiej powinien Pan zastanowić się nad swymi pragnieniami, bo w stanie natury nie ma prawa, ani państwa; nie ma państw silnych ani słabych. Jest tylko Pan i inni, którzy nie są zobowiązani czymkolwiek, więc kiedy w Pańskim baraku w końcu znajdzie się silniejszy od Pana, to proszę łaskawie nie narzekać, kiedy zgwałci Pańską żonę, zje Pańskie dzieci, a Pana samego przybije do płotu zardzewiałymi gwoździami. Nie wątpię, że w ostatnich chwilach męki, bohatersko wzruszy Pan ramionami i zacytuje za swym idolem: „słabych biją”…

  55. 55 Anton

    Ja mówię o państwie, państwo ma gwarantować ochronę słabym, a nie tak jak Tusk ględzić że on nic nie może, w Katowicach spalili 7 samochodów a ludzie się boją zeznawać, a dlaczego się boją??? Ano bo wiedzą że nie mogą liczyć na ochronę państwa – prosta zależność. Na Wołyniu w 1943 też zabrakło państwa, i ludzie musieli się organizować w Samoobrony żeby przetrwać, i tutaj dochodzimy do krótkowzroczności tzw. klasy politycznej – odnośnie dostępności do broni, ta tzw. klasa polityczna traktuje społeczeństwo jak chłopstwo pańszczyźniane, w takich Czechach legalnej broni jest 10X więcej niż w Polsce że przykładu Finlandii nie przytoczę, jak nie można liczyć na państwo to dajmy ludziom możliwość by sami się organizowali i bronili (w razie jakiegoś nieszczęścia, którego teraz nie sposób przewidzieć)…

  56. 56 michał

    Jak kto?? Co za tusk?

    Pan należy bez reszty do prlu, Pan pragnie głosować na Putina, co Pan tutaj robi?? Żadna Polska nie istnieje. Upadła przez takich ludzi jak Pan, których nacjonalizm oślepił do takiego stopnia, że przyjęli prl za państwo polskie.

    Pański projekt uzbrajania chłopów pańszczyźnianych jest zupełnie genialny. Czy Pan należy już do putinowskich „naszi” czy „nazi” czy jak im tam?

  57. 57 Anton

    Tak, wczoraj się zapisałem :)

  58. 58 Anton

    Nic Pan z tego co napisałem nie zrozumiał…

  59. 59 Anton

    A gdzie ja pisałem o zbrojeniu chłopów pańszczyźnianych???, takowych już nie ma i to nie dzięki ludziom takim jak Pan, pisałem w jaki sposób tzw. klasa polityczna traktuje polskie społeczeństwo, teraz Pan zrozumiał???

  60. 60 michał

    „odnośnie dostępności do broni, ta tzw. klasa polityczna traktuje społeczeństwo jak chłopstwo pańszczyźniane”

    To jest dosłowny cytat z Pańskiej łaskawej wypowiedzi. Użycie przez Pana słowa „jak” wskazuje na intencję porównania: społeczeństwo jest traktowane jak pańszczyźniani chłopi i trzeba mu dać broń. Stąd mój żartobliwy skrót myślowy „uzbroić chłopów pańszczyźnianych”. Nie przyszło mi na myśl, że ktoś mógłby wziąć to dosłownie, no bo niby jak? Och, jakże się pomyliłem. Delikatna ironia nie dla współczesnych, zwłaszcza nie dla tych, co pragną zbrojnej rewolucji „przeciw panom” (znowu ta ironia, ale co począć?)

    Ciekaw jestem, co też ma Pan na myśli mówiąc, że to nie dzięki ludziom takim jak ja nastąpiło uwłaszczenie chłopów? Czyżby wytykał mi Pan, że nie jestem Imperatorem Wszechrosji? To prawda, nie jestem. Zważywszy Pańską ideową konfuzję, nie jestem wcale pewien, czy to dobrze w Pańskich oczach.

    Gdzież byśmy byli bez ironii?

Komentuj





Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja