Polski październik i okrągły stół. Część VI
16 komentarzy Published 1 maja 2009    |
Mackiewicz i Golicyn, Łoś i Zybertowicz – a może Jerzy Urban?
Zostało udowodnione ponad wszelką wątpliwość, że tzw. „przemiany ustrojowe” we wschodnioeuropejskich demoludach i w sowietach były inspirowane przez kgb i przeprowadzone przez tajne policje, nie będę więc przytaczał dokumentów ani anegdotycznych dowodów, skoro nawet zwolennicy teorii „upadku komunizmu” przyjmują – aczkolwiek niechętnie – czekistowską proweniencję metamorfozy zapoczątkowanej rzekomo w ubeckiej willi w Magdalence. prl, a za nim także pozostałe bolszewickie twory, przepoczwarzył się z niezgrabnej larwy epoki Solidarności w pozornie martwą poczwarkę stanu wojennego, by wreszcie wylągł się z niej motyl prlu bis – o pardon! – Trzeciej Rzeczpospolitej, tego najlepszego z prlów. Jak to się stało, opisano wielokrotnie i nikt przy zdrowych zmysłach nie kwestionuje zasadniczych faktów. Spory dotyczą raczej interpretacji. (Oczywiście nie mam tu na myśli „interpretacji” w rodzaju: „społeczeństwo w osobach Michnika i Mazowieckiego wywarło nacisk na władzę”, bo to nie jest żadna interpretacja, tylko propaganda.) Po pierwsze, nie ma zgody co do intencji kagebistów: w jakim celu zapoczątkowali tak trudną i dziwną operację? Po drugie, różne są wykładnie wyników operacji. Dla ogromnej większości interpretatorów, analityków, publicystów, polityków i historyków, ba! dla przytłaczającej większości ludzi na świecie, w latach 1989-91 komunizm upadł.
Wydaje mi się metodologicznie uzasadnioną hipoteza, że zamierzenia nie determinują wyników, a zatem jest logicznie zupełnie możliwe, iż kgb wprawdzie zapoczątkowało proces przepoczwarzania się komunizmu, ale straciło z czasem kontrolę nad operacją i wbrew intencjom planistów, komunizm rzeczywiście upadł. Nazywa się to „prawem niezamierzonych konsekwencji” i wszyscy borykamy się wciąż z jego manifestacjami w codziennym życiu, gdy np. najlepsze intencje prowadzą nas na manowce. Bolszewicy to przecież ani geniusze, ani nadludzie, im także rzeczy wymykają się z rąk, oni także popełniają błędy, a zatem teza, iż kgb przeliczyło się w swych kalkulacjach, zasługuje na uwagę.
Staje przed nami pytanie: jeśli nie „fałszywy upadek komunizmu”, to jakie były zamierzenia planistów, gdy przedsiębrali całą operację? Słyszy się zazwyczaj dwie odpowiedzi na tak postawioną kwestię. Albo kagebiści stracili wiarę w doktrynę i szukali drogi wyjścia z gospodarczego kryzysu, choć nie spodziewali się utraty politycznej kontroli; albo też „autentycznie pragnęli demokratyzacji”. Tej drugiej możliwości nie zaszczycę odprawą, bo odmawiam dyskusji z Bolkiem i jego apologetami. Ma ona zresztą większe powodzenie w prlu niż gdziekolwiek indziej, gdyż w Polsce patrzy się zazwyczaj na wydarzenia w oderwaniu od międzynarodowego kontekstu. Zamiast więc widzieć okrągły stół jako szeroką zakrojoną operację kgb, mówi się o rodzimej inspiracji Kiszczaka i towarzyszy; miast postrzegać powielanie tego samego schematu, mówi się o „naśladowaniu polskiego wzoru”… Pierwsza hipoteza natomiast – ta o ratowaniu gospodarki kosztem kontroli – równa się w moim przekonaniu wierze, iż kgb i jego emanacje w demoludach, posiadały intelektualny rozmach konieczny dla opracowania skomplikowanej i zróżnicowanej prowokacji rozciągniętej na wiele krajów, ale zabrakło im rozumu, by przysposobić się na wypadek niepowodzenia, by mieć w zanadrzu alternatywny plan. Pomijam w tym miejscu drobiazg, że komuniści doskonale potrafią utrzymać się przy władzy w stanie permanentnego kryzysu gospodarczego. Uwolnienie czarnego rynku, które nastąpiło pod koniec lat 80., nigdy tej władzy nie zagrażało.
Jeśli jednak uznamy, że Kiszczak i Gorbaczow, Misha Wolff i Iliescu, Kriuczkow i Jaruzelski, wiedzieli, co robią, to wtedy okazuje się, że mieli także skuteczny plan na wypadek niepowodzenia. Jeżeli bowiem celem ich było stworzenie wrażenia, iż utracili władzę, to niepowodzeniem byłoby dojście do władzy ludzi, którzy mogliby to złudzenie rozproszyć. Taka ewentualność zdaje się była bliska realizacji w 1992 roku w prlu, toteż z miejsca doszło wówczas do parlamentarnego puczu. (Muszę tu z naciskiem podkreślić, iż nie należy przeceniać rządu Olszewskiego, gdyż sam premier należał niewątpliwie do koncesjonowanych opozycjonistów.)
Jakie zatem były rezultaty „jesieni ludów” AD 1989? Powstały w Europie Środkowej i Wschodniej „państwa”, które bez wyjątku pozostają do dziś kontynuacją demoludów, zarówno w sensie prawnym jak politycznym; gdzie wszelkie dźwignie władzy znajdują się w rękach komunistycznej nomenklatury (czy też „demokratury”, jak ich wdzięcznie przezwano).
Ciekawa interpretacja owego procesu przedstawiona została w książce Privatizing the police state, Marii Łoś i Andrzeja Zybertowicza. [1] Podstawową tezą autorów zdaje się być twierdzenie, że w 1989 roku mafijne struktury bolszewickiego państwa zostały sprywatyzowane. Proces „uwłaszczenia nomenklatury” rozpoczął się wcześniej, ale od 1989 roku tajne policje używały klasycznych metod manipulacji dla „obrony nowej demokracji”, by pozwolić okrzepnąć kapitalizmowi. Równolegle zachodziła prywatyzacja struktur policyjnych państwa bolszewickiego, które same zapoczątkowały i kształtowały przemiany. Korzeni tych mechanizmów autorzy dopatrywali się w polityce kgb z późnych lat 80., „którą cechowała m.in. promocja gospodarczej ekspansji i komercjalizacji służb specjalnych bloku”. [2]
Prof. Łoś twierdzi w wywiadzie opublikowanym w marcu tego roku, że „tak jak strategia Okrągłego Stołu musiała być uzgadniana przez stronę rządową (czyli praktycznie MSW) w Moskwie, tak wiele wskazuje, że cała koncepcja kontrolowanej zmiany wypracowana była przez ekspertów KGB, co nie znaczy, że wszystko toczyło się potem zgodnie z zaplanowanym scenariuszem.” W rezultacie mafijne sploty interesów przesyciły „nowe państwo”, a zwłaszcza sprywatyzowaną gospodarkę, czego wynikiem jest zinstytucjonalizowana korupcja, co z kolei doprowadziło panią profesor do następującego wniosku:
„Nielegalne, pasożytnicze sieci powiązań i korupcji na tym tle przeniknęły struktury kluczowe dla funkcjonowania państwa w taki sposób, że walka z nimi grozi dezintegracją tych instytucji, a zatem – dezintegracją państwa”. [3]
Skoro „policyjne państwo uległo prywatyzacji”, to słuszna wydaje się konkluzja pani profesor Łoś, że walka z korupcją zagraża samemu państwu. Wniosek jest jednak w istocie zupełnie absurdalny, ponieważ opiera się na semantycznej konfuzji o korzeniach tkwiących w odległej przeszłości, bo w bolszewickiej rewolucji. Październikowy przewrót w Piotrogrodzie pozwolił dojść do władzy grupie międzynarodowych opryszków. Przewrót ten zerwał ciągłość państwową Rosji, a zapoczątkował historię międzynarodowego komunizmu. Odtąd mówienie o „państwie sowieckim” (a tym bardziej o „państwie rosyjskim”!) jest wyłącznie kontynuacją owego semantycznego zamieszania. To wówczas właśnie, a nie w 1989 roku w prlu, „pasożytnicze sieci powiązań i korupcji przeniknęły struktury kluczowe dla funkcjonowania państwa”.
„Każde bowiem państwo komunistyczne jest tylko instrumentem partii i służy wyłącznie jej globalnym interesom i celom. Nie istnieje natomiast ani w pojęciu historycznym, ani we współczesnym znaczeniu przyjętym w wolnym świecie.” [4]
O ile zatem profesorowie Łoś i Zybertowicz mają rację, że rozliczne elementy komunistycznego aparatu uległy prywatyzacji podczas niesławnej pamięci „rewolucyj ‘89”, to nie mają racji, że walka z nimi grozi dezintegracją państwa, ponieważ zagrożenie dotyczy tylko bolszewickiego aparatu pseudo-państwowego. Zniszczenie go może doprowadzić teoretycznie do sytuacji, w której będzie mogło powstać autentycznie suwerenne państwo polskie. Ale tylko teoretycznie, ponieważ w praktyce komunistyczne państwo o sprywatyzowanej strukturze, jest silne uznaniem całego społeczeństwa. Dokładnie tak, jak przewidzieli towarzysze Szelepin i Mironow.
Anatolij Golicyn pokazał w swej książce wydanej w 1985 roku, nieprzerwany ciąg strategicznej prowokacji, począwszy od wczesnych lat 60., kiedy to zrodził się pomysł przekształcenia kgb z policji politycznej w siłę polityczną, do późnych lat 80., kiedy „seria spektakularnych wydarzeń” przekonać miała świat o upadku komunizmu, o całkowitym zerwaniu z przeszłością. Ostatni element obecny jest w Nowych kłamstwach w miejsce starych tylko jako prognoza, co w pewnym sensie dodaje wiarygodności tezom Golicyna. Tak pisał na przykład o celach stworzenia koncesjonowanej opozycji:
„Odpowiednio nagłośniona fala prześladowań dysydentów, częściowo prawdziwych, po części fałszywych, wyzwala sympatie Zachodu oraz delikatne przymierza z poszkodowanymi, czyli tymi, którzy są w rzeczywistości tajnymi wytworami reżimu. Przygotowuje scenerię, w której rozgrywać się będzie przyszła dramatyczna liberalizacja systemu, a zacznie się ona od uwypuklenia kontrastów pomiędzy neostalinowcami oraz przyszłym „socjalizmem z ludzką twarzą”. Kształtuje kadrę ludzi, którzy znani już i rozpoznawani na Zachodzie, mogą być w przyszłości wykorzystani jako przywódcy i poplecznicy systemu wielopartyjnego pod rządami komunistycznymi.” [5]
Józef Mackiewicz prześledził zwycięstwo prowokacji w licznych książkach i artykułach publikowanych na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Wzorzec prowokacji widział, podobnie jak Golicyn, w operacjach czekistów Dzierżyńskiego, i jako pierwszą emanację przywrócenia leninowskich metod wskazywał na polski październik i niezwykły sukces Gomułki w uzyskaniu „legitymacji” dla prlu, a także dla komunistycznej władzy w ogóle. Odsyłam czytelników do pierwszej części tych rozważań oraz do określeń współczesnego luminarza polskiej myśli konserwatywnej w osobie prof. Bartyzela, dla zmierzenia głębi tego sukcesu.
Jeśli nałożymy na siebie te dwie równoległe narracje – Golicyna i Mackiewicza – to możemy prześledzić operację rozciągniętą na ponad 30 lat, której zwieńczeniem był okrągły stół w prlu, tzw. „rewolucje” w Europie Wschodniej i pucz sierpniowy w Moskwie. Z odmiennych punktów wyjścia, i bardzo różnych punktów widzenia, obaj autorzy ukazują nam różne aspekty tej samej operacji, tych samych wydarzeń.
Ale istnieje jeszcze jeden dokument, napisany przez obserwatora, a później uczestnika wydarzeń. 3 stycznia 1981 roku Jerzy Urban, napisał list do I sekretarza polskiego związku piłki ręcznej. [6] Urban był wówczas nikim, a jednak w sążnistej epistole zarysował pewien plan działania, który zainteresował komunistów na tyle, że powierzyli mu wkrótce rolę rzecznika prasowego rządu prl. Urban twierdził, że Solidarność chce przejąć władzę i że komuniści muszą przyjąć strategię na kształt gomułkowskiego października.
„W przeszłości, w 1956 roku i na przełomie 1970/71 roku, okresy społecznego wzburzenia udawało się zakończyć w ten sposób, że istniała data, miesiąc – symbol, zespół zdarzeń oznaczający dla społeczeństwa, że jeden etap się skończył, a drugi nastał. I społeczeństwo uznawało, że pożądana przezeń zmiana w zasadzie dokonała się, po czym właśnie następowało stopniowe uspokojenie. Obecna sytuacja wymaga o wiele większej zmiany. Ale sama zasada może się jeszcze raz sprawdzić. Jednym słowem trzeba urządzić w Polsce przełom, skoro społeczeństwo nie zechciało uznać, że we wrześniu 1980 roku satysfakcjonujący je przełom już się dokonał.”
Urban nie był wówczas członkiem elity rządzącej, nie był nawet członkiem partii, pisał swój list z żabiej perspektywy, tym niemniej odkrył zasadę rządzącą bolszewicką strategią od wczesnych lat 60. Golicynowską „dramatyczną liberalizację” nazwał Urban „odgórnym przełomem”. Przełomem, którego istotą „byłoby oczywiście powołanie koalicyjnego rządu”.
„Tego jednakże mało. Wydaje mi się, że w jednym czasie trzeba zgromadzić wiele różnych politycznych wydarzeń. Może nowa konstytucja? Rozwiązanie Sejmu? Może konieczne będą głośne procesy niektórych członków dawnych władz. Sądzę, że wiele tego rzędu zdarzeń trzeba skumulować w czasie, aby stworzyć sytuację, że oto dokonuje się ten upragniony, wielki przełom.”
List Urbana musiał zrobić wrażenie na Kani i Jaruzelskim, ponieważ znali już taki plan skądinąd, a w Urbanie znaleźli chętnego i pojętnego wykonawcę. Urban sugerował m.in., że wciągnięcie Kościoła i Solidarności w orbitę władzy skompromituje obie instytucje w oczach społeczeństwa: „Upadnie więc wyobrażenie, że ci inni z ugrupowań katolickich, z Solidarności są lepsi. Pogorszy się ich pozycja wobec społeczeństwa.” Jest to klasycznie golicynowska myśl, którą Urban będzie następnie wprowadzał w życie ze smakiem, uprzednio dowiedziawszy się, że zanim przejdzie się do fazy trzeciej, tj. okrągłego stołu, konieczne jest przeprowadzenie fazy drugiej, tj. stanu wojennego.
A jednak mam wiele wątpliwości co do tego tekstu. Czy list jest autentyczny? Wypowiedzi Urbana na ten temat możemy odłożyć na bok jako dowody niewystarczające. W jaki sposób dostał się w ręce redakcji podziemnego Mostu? Trudno sobie wyobrazić, że taki list pojawił się w 1988 roku, czyli podczas rozmów w Magdalence (lub na krótko przedtem), przypadkowo, ale równie trudno zrozumieć, jakie cele mogły przyświecać tym, którzy podali go do publicznej wiadomości. Zważywszy treść listu i osobę jego autora, nie można wykluczyć, że sam fakt publikacji i wszystkie enuncjacje Urbana na temat listu, były częścią manipulacji, tylko jaki mógł być jej cel? Nie potrafię na te pytania odpowiedzieć, ale chętnie wysłucham hipotez. A może nawet redaktorzy Mostu opowiedzą, w jakich okolicznościach otrzymali ów tekst.
Odredakcyjny komentarz umieszczony pod listem w tym samym numerze Mostu z 1988 roku, niczego nie wyjaśnia, wręcz odwrotnie, zdaje się wskazywać, że redaktorzy Mostu nie zrozumieli wagi listu. Z oburzeniem podkreślają, że Urban był wrogi Solidarności i nienawidził katolików, jakby to właśnie stanowiło sedno listu. Urban odsłania ich zdaniem „oblicze manipulatora, zimnego kalkulatora (sic!), człowieka bez kręgosłupa moralnego, najemnego żołnierza, który gotów jest służyć każdemu, kto dobrze zapłaci”, gdy w rzeczywistości Urban okazał się przenikliwym strategiem i nie można wykluczyć, że przeciek jego list do podziemnego pisemka w 1988 roku był tej strategii częścią.
-
Niestety znam tę książkę wyłącznie z omówień, np.
http://findarticles.com/p/articles/mi_qa3996/is_200307/ai_n9282132/
-
Porównaj wywiad z prof. Łoś: KGB kontrolowało demontaż komunizmu,
http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt7059.html?postdays=0&postorder=asc&start=0
-
tamże
-
Józef Mackiewicz, W cieniu krzyża
-
A Golicyn, Nowe kłamstwa w miejsce starych, komunistyczna strategia podstępu i dezinformacji, op. cit.
-
List Jerzego Urbana do Stanisława Kani, Most, nr18/1988, a także Kultura nr 6(501) 1989
Send to a friend







Zostało udowodnione ponad wszelką wątpliwość
nawet zwolennicy teorii „upadku komunizmu” przyjmują – aczkolwiek niechętnie – czekistowską proweniencję metamorfozy zapoczątkowanej rzekomo w ubeckiej willi w Magdalence
nikt przy zdrowych zmysłach nie kwestionuje zasadniczych faktów
Zachecam do powrotu na Ziemie…
Generalnie, sa cztery hipotezy na temat 1989:
1. Moi rodzice sa przekonani, ze Gorbaczew zostal zwerbowany przez CIA. Judasz Gorbaczow zdradzil wiec komunizm za amerykanskie dolary.
2. Wiekszosc lewicowcow uwaza, ze po smierci Lenina komunizm zszedl na manowce i przeksztalcil sie w “panstwowy kapitalizm”, upadl w 1989 (jak kazdy kapitalizm powinien upasc), ale niestety, “prywatni kapitalisci” z bogatego Zachodu otumanili naiwnych ludzi i zagnali ich do “kapitalistycznej niewoli”.
3. Wiekszosc prawicowcow uwaza, ze komunizm po prostu splajtowal (tak jak plajtuje wiele firm prywatnych).
4. Ty i kilka innych osob wierzy, ze komunizm nigdy nie upadl.
Łehej! Dzięki za zachętę, wracam na ziemię i widzę, że komuniści wszędzie! Prawdę mówiąc, wolę bujać w obłokach, co zamierzam czynić nadal, kiedy przebywam z dala od podziemia. Skoro na ziemi komuniści mają się świetnie, podziemie jest jedynym miejscem dla człowieka uczciwego – podziemie albo więzienie, no, i jeszcze bujanie w obłokach…
Nie wątpię, że masz w zupełności rację, co do stanowiska lewicowców. Czy zapraszałaś ich ostatnio do powrotu na Ziemię? Masz rację, nie warto, ale w zamian możesz im polecić lekturę miłego ich sercu Wołodii Ilicza, “O chorobie lewicowości w komunizmie”. Bardzo pouczające. Jak przystało na wodza rewolucji, jasne jak uderzenie pałką.
Przejdźmy więc do konkretów: czy naprawdę kwestionujesz, że wszystkie – powtarzam: wszystkie bez wyjątku – “rewolucje ‘89″ zostały zapoczątkowane przez tajne policje? Wydawało mi się dotąd, że wcale tego nie kwestionowałaś! Zaliczałem Twoje stanowisko do tej samej kategorii, co wielu sowietologów, tj. “tak, rozpoczęli, ale wydarzenia wymknęły im się spod kontroli”. Tylko z takim stanowiskiem potrafię podjąć polemikę. Nie potrafię dyskutować z tezą, która wykluczałaby udział kgb w wydarzeniach, ponieważ ich udział jest udowodniony czarno na białym w tysiącu książek. Jedynym powodem, dla którego inteligentni skądinąd ludzie mogą wyznawać hipotezę upadku komunizmu, jest owo “wymknięcie spod kontroli”. Z tym właśnie polemizuje powyższy tekst. Jest to uzasadniona hipoteza. Uzasadniona, ale w moim przekonaniu niesłuszna.
Nie podejmuję się polemiki z tezą, że Gorbaczow jest agentem CIA. Chyba że w tym sensie, że CIA jest tak przesiąknięta sowiecką agenturą, że … itd.
Michał: “Jedynym powodem, dla którego inteligentni skądinąd ludzie mogą wyznawać hipotezę upadku komunizmu, jest owo “wymknięcie spod kontroli”
Plus ograniczanie pojęcia “komunizm” do np. etatyzmu lub ideokracji.
Stąd wielu sądzi, że w Rosji i ChRl komunizm upadł.
Panie Ryszardzie,
Ma Pan oczywiście rację co do ograniczonej definicji. Tak, w popularnej, czarno-białej wersji historii, komunizm miał być wrogiem i przeciwieństwem kapitalizmu. Skoro zatem “ex-komuniści” używają wolnego rynku, to musi być dowód na zwycięstwo kapitalizmu nad komunizmem. Ale ja nie próbuję nawet powyżej podejmować dyskusji z takim poglądem. Pisałem o tym wielokrotnie i od wielu lat. Na niniejszej stronie jest np. tekst pt. “Składany komunizm”, który o tym właśnie traktuje.
Spór z Sonią dotyczy jednak czego innego. Ja twierdzę z całą stanowczością, że udział tajnych policji w przygotowaniu i przeprowadzeniu “rewolucyj ‘89″ jest udowodniony, ale nawet ci, którzy przyjmują ich udział, utrzymują, iż komunizm upadł, ponieważ wydarzenia wyrwały się spod kontroli (Zybertowicz i Łoś są tego dobrym przykładem). Przed wielu laty rozmawiałem z sędziwym sowietologiem, Brianem Crozier, który bardzo przekonująco wyłożył to stanowisko. Ale nie miał odpowiedzi na pytanie o “plan zastępczy” (contingency plans), bo nie ma na to odpowiedzi.
Wydawało mi się dotąd, że Sonia należy do tej samej szkoły: kgb wszystko przygotowało, ale sprawy poszły za daleko. Jednak jej komentarz powyżej wydaje się wskazywać, że Sonia nie zgadza się przyznać nawet udziału kgb w owych wydarzeniach.
Sonia nie zgadza się przyznać nawet udziału kgb w owych wydarzeniach
Dla mnie to sa wszystko hipotezy. Nie wiem jaka jest prawda. W twoja hipoteze uwierze, gdy totalitarny komunizm zapanuje w USA.
Ciebie interesuje proces (jak zapanowali i jak ich plany zostaly zrealizowane). Mnie interesuje motyw. Po co im to?
Co wiecej, nawet gdybym w twoja teorie uwierzyla, nie bardzo wiem co powinienam robic? Oskarzac Tuska i Vaclava Klausa ze sa agentami komunistycznymi? Potepiac projekt tarczy antyrakietowej? Bojkotowac “Katyn” Wajdy?
korekta:
zapanowali
ZAPLANOWALI
Nie, Soniu. Udział kgb w przygotowaniach do wszystkich rewolucji 89 to NIE jest hipoteza, ale udowodniony fakt. Hipotezą jest golicynowski wielki plan, hipotezą jest mackiewiczowski Trust nr 2. Dotąd zdawało mi się, że jak np. profesorowie Łoś i Zybertowicz, przyjmujesz oczywisty fakt, ale odrzucasz hipotezę. Teraz okazuje się, że nie przyjmujesz nawet faktów.
Niestety nie rozumiem, co masz na myśli, mówiąc:
“Co wiecej, nawet gdybym w twoja teorie uwierzyla, nie bardzo wiem co powinienam robic? Oskarzac Tuska i Vaclava Klausa ze sa agentami komunistycznymi? Potepiac projekt tarczy antyrakietowej? Bojkotowac “Katyn” Wajdy?”
Teorie nie są przedmiotem wiary. Hipotezy należy falsyfikować, to znaczy próbować wykazać, że są niesłuszne. Oskarżać ludzi bezpodstawnie w ogóle nigdy nie należy. Nawet Bolka. Podkreślałem to wielokrotnie, że jakkolwiek silne mogą dowody przeciw niemu, to nie jego agenturalna przeszłość, ale jego działania powinny być podstawą jego oceny. Potępiać projekt tarczy?? Co to w ogóle znaczy? Tarcza miała być zwrócona przeci Iranowi, gdyyby była umieszczona (a raczej nie będzie) nie mogłaby zatrzymać jakiejkolwiek rakiety wystrzelonej bliżej niż (chyba) 250 km, bo rakiety balistyczne początkowo lecą pionowo w górę. Więc o czym Ty mówisz? Tarcza to był od początku do końca “czerwony śledź”. Bojkotować “Katyń” Wajdy?? Czy ktoś Cię do tego namawiał?? Myślę, że powinnaś go posłać w cholerę, bo bojkoty są nad wyraz niekulturalne. “Katyń” jest niestety bardzo, bardzo słaby (wydawałoby mi się, że akurat Ciebie nie trzeba do tego przekonywać!). Jeśli wyrażenie takiej opinii jest w Twoim mniemaniu “nawoływaniem do bojkotu”, to ja wymiękam.
…to ja (też) wymiękam.
Pierwszą rzeczą, bez której byłoby mi trudno wydusić z siebie kolejne, jest wyrażenie mojej fascynacji Wydawnictwem Podziemnym oraz osób się tu udzielających. Jestem pod trwającym długi czas wrażeniem odświeżającej Perspektywy, pułapu z którego toczone są tutejsze obserwacje. W końcu ich wigorem. Coraz wyraźniej czuję adekwatność publikowanych w wp wizji do rzeczywistości i ulegam jednocześnie niedowierzającemu samoograniczaniu śledząc polemiki m.in. p. Sonii. Myśli się biją – znaczy jest “nerw”.
Drugą rzeczą jest propozycja zapoznania z napisaną w mackiewiczowskim duchu recenzją “Katynia” (http://www.jacektrznadel.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=69&Itemid=31), autorstwa Jacka Trznadla, którego osoba została zaprezentowana w niekorzystnym świetle (nazwany rzekomym antykomunistą) przy okazji publikacji wp Cham chamem z 31 sierpnia 2007. Oczywiście wyprzedzę trafne uwagi o niechlujnym i rażącym mnie od niedawna nazywaniu przez p. Trznadla Sowietów Rosjanami.
Co więcej mam pisać? W sumie nie rozumiem jak autor “Polski październik i okrągły stół” łączy “zarażenie” krajowych sił nazywanych prawicowymi (niejednokrotnie w jednoznacznie lekceważącym tonie wskazującym na owo “zarażenie” byli opiniowani tu Olszewski, Kaczyński itp.) z działaniami tychże powodującymi zaognienie z centralą komunistyczną. Jak tłumaczyć jednoznaczne antysowieckie poglądy tychże poparte działaniami i czerwcem 92, lub próbą demontażu WSI, z wizją wskazującą, że oni również są urobieni. I że nie ma wyjścia.
Jeśli alternatywa PO-PiS jest tylko kolejną “kłótnią w rodzinie”, a taka jest m.in. konkluzja z pozycji Perspektywy, to by znaczyło że Mularczyk jest mentalnym komunistą…co oczywiście nie licuje do końca ze zdrowym rozsądkiem
Szanowny Panie,
Dziękując za miłe słowa, zabieram się od razu z wigorem do dyskusji, bo w końcu rozmowa jest nerwem życia, a tak jak z różnicy potencjałów powstaje napięcie, tak z różnicy poglądów powstaje ciekawa dysputa.
Zastosuję się do Pańskiej propozycji i zapoznam się z recenzją Trznadla z “Katynia” Wajdy. Wyznaję, że nie czytuję Trznadla od jakiegoś czasu, a mianowicie odkąd stał się członkiem-założycielem “bandy czterech”. Jego postawa i postępowanie wydają mi się skrajnie nie-mackiewiczowskie z ducha. Zarówno nagonka, którą z pasją prowadzi, jak poglądy. Ale wysłucham Pańskiego łaskawego polecenia i przeczytam rekomendowaną recenzję.
Pańskie pytanie dotyczące “zarażenia” prawicy jest zupełnie kluczowe. Rzecz chyba w tym, że ja także nie rozumiem, jak to jest możliwe. Kiedy pisaliśmy List otwarty do Antoniego Macierewicza, to wskazywaliśmy na tę właśnie, niepojętą sprzeczność. Macierewicz jest tu o wiele lepszym, bo skrajnym przykładem. Postawa Macierewicza była o wiele bardziej “czysta” w sensie morlanym, niż postawa Olszewskiego czy Kaczyńskich, którzy w ten czy inny sposób brali udział w rozmowach pod okrągłym stołem.
Macierewicz jednym gestem wydania książki Golicyna wykazał, że rozumie istotę rzeczy, rozumie rolę koncesjonowanej opozycji odegraną w stworzeniu wrażenia upadku komunizmu. Ale jeśli rozumie, to jak może służyć w rządzie prlu bis? Jak może zasiadać w sejmie prlowskim? Czyż nie widzi, że jego uczciwość dostarcza listka figowego prlowskiej sromocie? Nie widzi! Bo pycha zasłania mu oczy. Wydaje mu się, że jeśli on obnaży prlowską nędzę iiirp, to wszystko będzie cacy, gdy jest na odwrót: iiirp przyjmuje jego służbę jako legitymację, a odrzuca wydanie Golicyna jako czyn oszołoma.
Wracając do Pańskiego pytania, nie wiem, czy oni są urobieni czy tylko niemądrzy, ale też wydaje mi się to drugorzędne. W polityce ważne są skutki działania, a nie intencje (zresztą nie tylko w polityce).
Nie potrafię orzec czy Popisy prlowskich polityków są kłótnią w rodzinie. Wydają mi się raczej awanturą w piaskownicy. Ale ja się na tym nie znam, nie śledzę tego, nie czytuję prlowskiej prasy – czytuję tylko blogosferę, tę z prawa, i włos mi się jeży na głowie.
Kto to jest Mularczyk? Był jakiś taki Mularczyk w prlu (czy nie brat rodzony towarzysza Bratnego? tego od Kolumbów?), ale to pewnie nie ten sam, bo nazwanie tamtego komunistą znakomicie licowałoby ze zdrowym rozsądkiem.
Czy jest wyjście?? Przytaczana przez Pana Sonia uważa, że jeśli wp ma rację, to tylko się powiesić. Mnie to nie przekonywa. Nie pisuję dla pokrzepienia serc, bo to jest pisanie dla dzieci. Pisarzem dla dorosłych nazwał kiedyś Marian Hemar Józefa Mackiewicza, bo on nie dbał o krzepienie serc, ale o mówienie prawdy.
Nic nigdy w sferze ludzkich działań nie jest na amen, nieodwracalne, bez wyjścia. Inaczej niż Mackiewicz, nie jestem optymistą, ale to nie znaczy, żebym miał przyjmować legendy tworzone przez Kiszczaka i Michnika za rzeczywistość. Nie wiem, jakie jest wyjście, ale wiem, że jeśli będziemy nadal na czarne mówić białe, na kolejną formę prlu – Wolna Polska, to odsuniemy tę Wolną Polskę w nieznaną przyszłość. (A oprócz tego, te brednie o “upadku komunizmu” po prostu obrażają inteligencję.)
pankakaokoniecpolski,
napisaną w mackiewiczowskim duchu recenzją “Katynia”.
Przeczytalam ta recenzje, i choc zawiera ona wiele slusznych uwag, nie jest ona wcale “mackiewiczowska”. Trznadel z uporem maniaka podkresla ze, “Trudno zaprzeczyć, że i decydenci, i wykonawcy, byli Rosjanami, po rosyjsku były pisane dokumenty i rozkazy, język katów był rosyjski. Jednak to nie naród rosyjski zadecydował o Katyniu. To była zbrodnia obciążająca państwo rosyjskie. To samo państwo, które 17 września dokonało zaboru polskich kresów, a w 1945 zwyciężyło niemiecką III Rzeszę. Tego współcześni Rosjanie często nie chcą jasno powiedzieć.”
Opinie Trznadela sa kompletnym przeciwienstwem opinii Mackiewicza w tej sprawie. Po pierwsze, zdaniem Mackiewicza, Rosjanie byli o wiele wiekszymi ofiarami komunizmu niz Polacy, wiecej od komunizmu ucierpieli. (I Mackiewicz nigdy nie zazdroscil ani Zydom, ze odebrali nam “zloty medal” na Olimpiadzie Holocaustu, ani Rosjanom, ze odebrali nam “zloty medal” na Olimpiadzie Komunizmu). A po drugie, zdaniem Mackiewicza, system ktory zapanowal w 1917 w Moskwie, nie byl “Rosja”, a oprawcy tego systemu nie zaslugiwali na miano “Rosjan”…
A jezeli jakis “współcześny Rosjanin” chcialby “jasno powiedzieć”, ze Katyn to drobiazg w porownaniu z oceanem rosyjskiej krwii, ktora w latach 1917-1952 przelano z rozkazow Polakow Dzierzynskiego i Mężyńskiego, Zyda Yehudy, Litwina Yezhova i Gruzinow Berii i Mierkułowa, jedyna “niejasnosc” jaka Mackiewicz moglby temu Rosjaninowi zarzucic to nazywanie ich “Polakami”, “Zydami” i “Gruzinami”. Dla Mackiewicza, byli to tylko i wylacznie komunisci….
A kiedy Trznadel pisze ironicznie “Lepiej uważać, że to była jakaś „plaga, która spadła na Polaków i Rosjan”. Gdyby trzymać się tego sądu – uprawiamy historię zapominając, że wszystko jest dziełem istot z tak zwanej „Ukrytej Galaktyki”. 17 września 1939 roku nie wtargnęła do Polski Armia Czerwona, tylko czerwona kosmiczna plaga, a w roku 1941 zaatakowała Związek Sowiecki plaga brunatna”, to polemizuje z nikim innym, tylko z samym Mackiewiczem….
Soniu! Jak to możliwe?! Zgadzamy się co do Trznadla? To bardzo dziwne, ale jak poskrobać, to pewnie okaże się, że mamy odwrotną opinię. Napiszę o tym osobno.
Michal,
Zgadzamy się (…) To bardzo dziwne, ale jak poskrobać, to pewnie okaże się, że mamy odwrotną opinię.
Mamy zawsze identyczne TEORETYCZNE OPINIE, ale bardzo czesto ODWROTNE hipotezy PRAKTYCZNYCH SKUTKOW DZIALAN pewnych osob.
Jestem pewna, ze gdyby w wyniku “ocieplenia planety”, mozna bylo sie opalac i kapac w Polnocnej Grenlandii, ty bys sie ciagle upieral, ze teoria o “ociepleniu planety” to komunistyczna prowokacja, a Eskimoski chodza w bikini by wabic i oszukac naiwnych turystow…
O tak. Ja jestem “global warming denier” (jak by to było po polsku? “zaprzeczacz”?). Takich jak ja, będą posyłać niedługo na Sybir i tam w 50-stopniowym mrozie każą się opalać na golasa, na dowód ocieplenia. Te Eskimoski są też częścią spisku. Nabierają skutecznie wszystkich w swoich bikini, ale czy Ty możesz sobie wyobrazić, jak im musi być STRASZNIE ZIMNO?!?!
Ja znalazłem odpowiedź na postawione w dyskusji kwestie i pytania.
Znajdują się one w dostępnym w internecie opracowaniu :
Autor : Eugeniusz Kościesza ,
Tytuł: Ojczyźnie skradziona tożsamość
Adres opracowania www ,chyba norweski , (nie przypadkiem bo chyba jest poza zasięgiem cenzury UE)
http://home.no/kosciesza/
Aby uniknąć niedopowiedzeń poruszonych kwestii oprócz analizy treści rozdziałów szczególnie polecam załączniki i przypisy do opracowania aby uniknąć niedopowiedzeń i przeinaczeń!
Polecam też przerobić dokładnie „Pisma zbiorowe” Józefa Piłsudskiego zebrane chronologicznie po jego śmierci i wydane tylko raz (!) po 1989r. Naprawdę warto!
Szanowny Panie,
Myślałem przez chwilę, że znalazł Pan odpowiedź na postawione w dyskusji pytania o Eskimoski w bikini, ale Panu chyba chodzi o co innego.
Spojrzałem na poleconą stronę i przejrzałem pobieżnie. Będę musiał spędzić tam trochę więcej czasu, żeby się upewnić, ale czy mi się zdaje, czy też autor wskazuje na “niepolską i antypolską przeszłość ‘eliciarzy’”? To jest zazwyczaj terminologia używana przez polrealistów, wedle których Polacy nie mogą zrobić nic złego, a zatem kiedy robią coś złego, to znaczy, że ich babka pewnie puszczała się z innymi nacjami. Niechże mi Pan powie, że to nie jest na takim poziomie…