III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Publikujemy poniżej (za wiedzą i zgodą wydawcy) fragment książki Votum separatum, zaadaptowany co nieco do potrzeb dyskusji toczącej się na naszej witrynie od jakiegoś czasu.

 Co sprawia, że komunizm jest tym, czym jest? Jest to niełatwy problem, zważywszy taktyczną ruchliwość komunistów i głośną reklamę ewolucjonistów. Spróbujmy zatem wyobrazić sobie, jaka zmiana sprawiłaby, że komunizm przestałby być sobą. Dokładnie w ten sposób, w jaki, chcąc dociec, co czyni stół stołem, wyobrażamy go sobie np. bez czterech nóg – i już wiemy, że cztery nogi nie stanowią o stole. 

Na początek śmiała hipoteza: istotą komunizmu są „socjalistyczne stosunki produkcji” czyli „społeczna własność środków”, centralne zarządzanie itd. Hipoteza taka musi być śmiała, bo pochodzi od większości sowietologów na świecie, a czyż można ich posądzić o nieśmiałość? A zatem czy decentralizacja zarządzania ekonomią, gospodarką rynkową lub po prostu: kapitalizm, to już destytucja komunizmu? „Nowa” polityka ekonomiczna Lenina, prywatna fabryka ołówków i piór Armanda Hammera za czasów Stalina, „kapitalizm parciany i krwiożerczy” późnych lat 80., czy wreszcie czarny rynek w sowietach albo elementy gospodarki rynkowej w chrl – czyżby rozłożyły komunizm? Obawiam się, że bolszewicy używają gospodarki tak, jak im się akurat podoba. Komunizm w pełnej symbiozie z mechanizmami rynkowymi jest niestety zupełnie wyobrażalny: ba, nie trzeba nawet fantazjować, wystarczy przyjrzeć się gospodarce krajów komunistycznych. (Ależ to doprawdy wielka szkoda! Byłby to uroczy sposób obalenia wroga ludzkości: produkcja i sprzedaż bubli, na rynku tak wygłodzonym, że wszystko pożre. Ja sam byłem kiedyś zdania, ze pędzenie bimbru jest działalnością antykomunistyczną. Szkoda bimbru, a jeszcze bardziej szkoda tej pięknej, śmiałej hipotezy.) 

Szukajmy dalej. Może terror? Wielu uważało fizyczny i psychiczny terror za nieodłączny od komunizmu. Sądzili bowiem, że wyłącznie terror powstrzymuje antykomunistyczne masy przed zrzuceniem z siebie bolszewickiego plugastwa (tak nieokrzesani byli ludzie w dawnych czasach). Nieszczęśni! Nie mogli przewidzieć powstania nowego człowieka – hominis sovietici. Krwawy terror jest niezbędny w pierwszych latach po opanowaniu nowego terytorium, by fizycznie wyeliminować jednych i dać początek pierekowce pozostałych. Później wystarczy stosować go doraźnie.

Może zatem sama sowietyzacja? Stworzenie nowego człowieka jako cel? Jesteśmy bez wątpienia blisko istoty rzeczy.

Sowietyzacja

Terminem tym oznacza się proces przemiany duchowości i psychiki pod naciskiem komunistycznej rzeczywistości. Homo sapiens zamienia się w hominem sovieticum, tzn. przestaje być istotą myślącą, a w konsekwencji traci wolność. Precyzyjny opis przyspieszonej sowietyzacji (w śledztwie) dał Gustaw Herling-Grudziński w Innym świecie. Zrelacjonował tam analizę przeprowadzoną przez jego obozowego przyjaciela, inżyniera Kostylewa, analizę opartą na własnych przeżyciach. Tak wygląda przełomowy moment: 

„Za chwilę mechanizm ludzki, zatrzymany w punkcie zerowym i rozłożony na najdrobniejsze części, zostanie złożony na powrót, ale już inaczej; luki pomiędzy skojarzeniami wypełnią inne wiązania, myśli i uczucia dopasowane zostaną dokładnie do innych łożysk, pasy transmisyjne zaczną przekazywać nie przeszłość teraźniejszości ale teraźniejszość przeszłości, instynkt i wola zmienią kierunek działania, wskazówki w zegarach pomiarowych zatrzymują się na zawsze w maksimum.” [1]

 Inżynierski żargon tego opisu znakomicie oddaje istotę rzeczy: człowiek został zautomatyzowany. „Myśli i uczucia dopasowane” do czegokolwiek innego niż ich naturalny przedmiot, to już nie myśli i uczucia ludzkie; „instynkt i wola” o zmienionym kierunku, zasługują w pełni, by je brać w cudzysłów; „teraźniejszość transmitowana w przeszłość” nieodwołalnie niweczy przeszłość prawdziwą, czyli jedyne dziedzictwo do jakiego wolno się człowiekowi odwołać. Projektowanie teraźniejszości w przeszłość to jedna ze sprężyn sowietyzacji, ale to już odrębny wielki temat, którym nie będziemy się teraz zajmować. 

Na marginesie, Józef Mackiewicz opisywał efekty „automatyzacji” człowieka bardziej dosadnie: 

„W dziedzinie ‘ludzkiej’, jeżeli w ten sposób nazwiemy ten najbardziej nieludzki w dziejach eksperyment, bolszewicy dążą do przeistoczenia człowieka w bezduszną maszynę. Dotychczasowa jednak praktyka wykazała, że przeistoczyć w maszynę można raczej tylko kończyny, ewentualnie pewne części ciała ludzkiego. Natomiast całość człowieka, a zwłaszcza to co popularnie rozumiemy pod pojęciem „duszy” ludzkiej, przeistacza się pod wpływem tego eksperymentu w – szmatę. Określenie „szmata” nie jest w tym wypadku użyte jako połajanka, lecz świadoma definicja.” [2]

 Ogrom zamierzenia, mechanikę procesu oraz jego skutki w społecznej skali, przedstawił Michał Heller w książce pt. Maszyna i śrubki; pokazał, jak wszystkie elementy sowieckiego systemu nastawione są na wychowanie Nowego Człowieka. Jedną z głównych cech człowieka sowieckiego widział Heller (za Zinowiewem) w: „głębokim przekonaniu, mistycznej wierze, że niczego nie da się zmienić; że system jest wieczny i że skazana nań jest (…) cała ludzkość”. [3] Wydaje mi się to, nie tyle może główną cechą, co raczej „poziomem minimum”. Bo niewątpliwie sowietyzacja podlega stopniowaniu. Niżej rozwinięty homosos „nie ma obowiązku” wierzyć w nic więcej niż nieodwracalność przemian. Bolszewicy chcą ów graniczny stan osiągnąć jak najprędzej, ponieważ jest to najniższy poziom ich bezpieczeństwa.

Mackiewicz dał najwspanialszą formułę minimalnego poziomu sowietyzacji, choć cała gloria należy się wcale nie jemu a ułomnemu kamieniarzowi z okolic Wilna. Ów kamieniarz przeplatał był wyzwiska rzucane pod adresem bolszewików i ich rodzicieli z radosnymi okrzykami na cześć Stalina podczas manifestacji – nic w tym nadzwyczajnego. Ale po kolejnej serii przekleństw Mackiewicz nie wytrzymał i zapytał:

„– To po jaką cholerę darliście się `Niech żyje!'; jeśli teraz przeklinacie. – Nastała chwilka ciszy, i tylko w ostatnim skwarze brzęczały jesienne muchy.

– No… a to jakże inaczej?… – odpowiedział kamieniarz i odwrócił ku mnie swą nalaną twarz, na której malowało się szczere zdziwienie.” [4]

Przyznajmy, jest to znacznie lepsze usprawiedliwienie zachowania wobec bolszewików niż skomplikowane konstrukcje realistów politycznych. Bezwarunkowa akceptacja zwycięstwa komunizmu jako konieczności historycznej wraz z akceptacją nieodwracalności zmian przez komunizm dokonanych – oto minimum sowietyzacji. Zejście do tego minimum musi być dla bolszewików przykrym przeżyciem w porównaniu z radościami budowy Nowego Człowieka. Te radości i kłopoty opisał precyzyjnie Michał Heller w swojej książce. Odnoszę jednak wrażenie, że pomylił się w ocenie stanu sowietyzacji w prl. Być może dlatego, że nie zwrócił uwagi na stopniowanie zniewolenia; prl może zmylić niejednego badacza. Miliony ludzi – dosłownie: miliony – werbalnie antykomunistyczne, tysiące czynnie zaangażowane w działalność przeciw komunistycznemu państwu, to robi wrażenie znacznie większe niż komunistyczny senat.

Otóż wydawało mi się w latach 80. – i wydaje mi się nadal – że sowietyzacja w prl spadła właśnie do owego poziomu minimum. Polacy byli wówczas jak ten kulawy kamieniarz: choć zamiast samego pyskowania drukowali kilogramy bibuły wypełnionej pyskowaniem, to musieli przecież żyć – zaczem, na każdym kroku, wchodzili w nieuchronne kompromisy, no, bo „jakże inaczej?” Komuniści nie wymagali okrzyków hurra!, ale bardziej pragmatycznie: frekwencji wyborczej, ratowania gospodarki, zabiegania o kredyty. Nakładał się na to polski tzw. patriotyzm i tak oto powstawała formułka: „jak nie ratować polskiej gospodarki?” Jaruzelski, Kiszczak, Rakowski to przecież bardziej Polacy niż bolszewicy. (Mackiewicz mówił na to: „Polak, który pod sowietami staje się bolszewikiem, a po ich obaleniu przestaje być bolszewikiem, nie jest ani Polakiem, ani bolszewikiem, tylko – szmatą.” [5]) Nic zatem dziwnego, że dziś, pod koniec roku 2009, Polacy uznają prl bis za wolną Polskę, co też prawdopodobnie może być uznane za nowy minimalny poziom sowietyzacji.

Dziś wszyscy wyzywają „komuchom”, wygrażają aferzystom ze specsłużb, ale śledzą z zapartym tchem partyjne popisy, bo jak poskrobać, to każdy uważa, że żyje w wolnej Polsce, no… a to jakże inaczej?  W 1989 roku ludzie głosujący na „sejm” złożony w 65% z komunistów, a w 35% z ich towarzyszy podróży, nie obawiali się prześladowań, jak ów wileński kamieniarz, choć z pewnością bali się stanąć poza „solidarnością narodową mas pracujących”, więc szli głosować trochę z prlowskiego patriotyzmu, a trochę z polrealizmu geopolitycznego. Jakkolwiek wzniosłe hasła wykrzykiwali, nie groziła im „utrata posady, prześladowania, więzienie, głód, wrota NKWD”. Jedno pozostało tak samo: „… a to jakże inaczej?”

Przykład prl wcale nie świadczy o odwracalności sowietyzacji, jak utrzymywał Heller, a wręcz przeciwnie, jest kolejnym dowodem niewystarczalności opozycyjnych metod działania. Opozycja wobec komunistów, to tyle co „lojalność baranów względem rzeźnika” [6] i należy to traktować jako ścisłą analogię, zważywszy cel komunizmu. „Opozycja” może sprowadzić sowietyzację społeczeństwa do poziomu minimum, bo akceptacja tzw. podstaw ustroju, czyli tegoż poziomu minimum, jest warunkiem jej istnienia. Ale to wszystko. Ów poziom minimum został wyznaczony przez grubą czerwoną krechę, która przekraczana być nie może. Michał Heller z przenikliwością dostrzegał sowietyzację dysydentów w ZSSR [7], sowietyzację elit w wolnym świecie [8], a nagle twierdzi, że w prl „liczne podziemne książki, gazety i czasopisma z lat 1976-1980 przerwały zaczarowany krąg sowieckiego języka” [9]. To nieprawda. Podziemie było ogromną straconą szansą, właśnie dlatego że nie potrafiło wyrwać się z kręgu prlowskiego bełkotu. Podobnym złudzeniem jest, iż Kościół w prl zdołał uchronić się przed sowietyzacją. Kościół w pełni uznał prl za państwo polskie, bo Kościół katolicki w prl jest bardzo polrealistyczny. M. Heller uważa jednak uczucia narodowe i religijne za „najważniejsze bastiony oporu przeciw ideologii sowieckiej” [10]. A mnie się wydaje, że nacjonalizm to instrument stworzony dla komunistów, toteż posługują się nim z wirtuozerią.

Jednak książka Michała Hellera jest doprawdy nieoceniona. Dążenie do stworzenia nowego człowieka jest bez wątpienia pierwiastkiem komunizmu i zapoznanie tego faktu mści się na myśli politycznej. Ale czy jest istotą rzeczy? Czy jest celem, czy środkiem do celu?

Władza

W Roku 1984 Orwella, O’Brien łaskawie objawia torturowanemu Smithowi: „Władza to nie środek do celu: władza to cel.”

I mnie się tak zdaje. Celem i istotą komunizmu jest czysta władza. Marksizm-leninizm jest teorią zdobycia i utrzymania władzy. Praktyka 70 lat komunizmu wytworzyła na tej podstawie niezawodną jak dotąd Metodę. Przetworzenie ludzkiej natury jest w tym świetle środkiem ułatwiającym utrzymanie i umożliwiającym rozszerzanie zakresu władzy. „Środek” nie oznacza tu pośredniego celu, którego realizacja poprzedza w czasie i warunkuje osiągnięcie celu właściwego. Nie. „Sowietyzacja” i „władza” są tak ściśle ze sobą sprzężone, wzajemnie się warunkują i uzupełniają, że można rozsądnie uznać oba te czynniki za istotę komunizmu. Jednakże „władza” jest w tej parze pojęciem prostszym, a więc – w moim przekonaniu – bardziej podstawowym. Dla utrzymania władzy konieczne jest minimum sowietyzacji; utrzymanie władzy potrzebne jest dla kontynuowania pierekowki. Wszystko podporządkowane jest utrzymaniu władzy: organizacja gospodarki ma być taka, jaka jest potrzebna na danym etapie, stosowanie bądź niestosowanie terroru zależy WYŁĄCZNIE od okoliczności.

„W myśl kolejnych wskazań Lenina, należy zatem użyć wszelkich środków działania będących w ludzkiej mocy – politycznych, militarnych, gospodarczych, ale też psychologicznych, emocjonalnych i każdych innych z dziedziny strategii i taktyki (kamuflażu, oszustwa, dezinformacji, prowokacji etc.) – które by mogły okazać się skuteczne w zabezpieczeniu przed rozpadnięciem Bazy Międzynarodowego Komunizmu, a jednocześnie skuteczne w dalszej walce o spotęgowanie jej siły, wpływów i dążeń w opanowaniu świata.” [11]

Bolszewików często nazywa się doktrynerami. Jakże niesłusznie! Wedle leninowskich wskazań, wiązanie się jakimikolwiek doktrynalnymi pętami – choćby to miały być pęta dialektyki Marksa – byłoby dopiero herezją. Doktryna służy wyłącznie kontroli własnego aparatu, bo i po co ma aparatczik myśleć sam za siebie? A także kontrolowaniu ludności podbitej, innymi słowy służy sowietyzacji.

Warto jednakże zastanowić się, co mamy na myśli mówiąc „władza”? Jest to jedno z tych podstawowych pojęć, które, choć intuicyjnie zrozumiałe, wymykają się precyzyjnej definicji. Czy na przykład, ojciec ma władzę nad dzieckiem tylko tak długo, jak dziecko wykonuje jego polecenia? Czy aby nie jest tak, że władza rozciągać się może dalej niż jej oczywiste prerogatywy? Władza wydaje mi się raczej skomplikowaną psychologiczną i socjologiczną grą, niż prostym mechanizmem wydawania rozkazów. Klasyczny podział władzy politycznej, na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, nie na wiele się nam tu przyda. Większość ultra-demokratycznych rządów Zachodniej Europy, wygrawszy wybory, kontroluje inicjatywę prawodawczą, ma nieograniczoną władzę wykonawczą, może wreszcie wpływać na powoływanie i odwoływanie sędziów – a jednak w podobnych ramach jeden rząd okazuje się słaby a inny silny. Jak to wytłumaczyć? Osobistymi cechami przywódców?

Jeżeli spojrzeć na systemy mniej przejrzyste, jak sowiety czy chrl, okazuje się, że tylko post factum możemy określić, kto sprawował władzę w danym momencie, ale rzadko z pewnością. Na jakiej podstawie na przykład, cały świat utrzymuje, iż Deng Siao-ping sprawował władzę w Chinach aż do śmierci? Deng nie pełnił w ostatnich latach życia żadnej funkcji – ani partyjnej, ani „państwowej” – miał więc „władzę” czy nie? Czytelnik relacji prasowych z pierwszych miesięcy po rewolucji bolszewickiej ze zdumieniem stwierdzi, że większość korespondentów uważała Trockiego za przywódcę bolszewików. Kto naprawdę sprawował władzę w sowietach od śmierci Stalina do tajnego przemówienia Chruszczowa? Kto sprawował władzę w latach 90.? Partia komunistyczna? Organizacja używająca tej nazwy była popularna jak nigdy dotąd, ale była w opozycji. Borys Jelcyn? Duma? Rząd? Wszyscy razem jakby się sprzysięgli, żeby NIE sprawować władzy, żeby pozwolić sowietom osunąć się w anarchię. Czy zatem osławiona „rosyjska mafia” była u steru? Otóż wydaje mi się – a pewności ani dowodów w takich sprawach nie ma – że żadna „mafia” nie istnieje. Jest tylko kgb.

kgb nadal kontroluje spektakl zza kulis; spektakl, który wolny (jeszcze) świat obserwuje czasem ze zdumieniem, czasem z irytacją, ale zazwyczaj bez większego zainteresowania. Jedno się nie zmieniło: tak jak w starych sowietach, nie można było mieć pewności, kto osobiście dzierży ster władzy, ale z całą pewnością był to jakiś komunista; tak i teraz, w sowietach bis, wiele jest niejasności, ale jedyna organizacja zdolna do jakiejkolwiek kontroli, tj. kgb, jest w rękach komunistów.

Komuniści tracili niekiedy władzę lokalnie – na Węgrzech w roku 1919, w Hiszpanii w rezultacie wojny domowej, w Chile dzięki przewrotowi Pinocheta – ale tylko tam, gdzie nie zdążyli jeszcze przerobić człowieka. Nie wiemy więc nic o hipotetycznej sytuacji, w jakiej znalazłoby się społeczeństwo zsowietyzowane pozbawione cudem komunistycznej władzy. Rzecz w tym, że społeczeństwa „post-komunistyczne” zostały w swoim mniemaniu „cudem pozbawione władzy komunistycznej”, podczas gdy w istocie komunistyczna władza nie została usunięta ani cudem, ani w ogóle. Nieuniknioną konsekwencją takiego qui pro quo jest dzisiejszy stan „państw” Europy Wschodniej. Zamiast gospodarki mamy więc uwolniony czarny rynek – w przeciwieństwie do gospodarki wolnorynkowej – z którego najwięcej korzyści czerpią bolszewicy czyli leninowski NEP po raz Bóg wie który. Wybory są wolne, o ile „wybór” między jawnymi bolszewikami, „byłymi” bolszewikami i tajnymi bolszewikami, można nazwać elekcją. Zamiast „byłych republik związkowych” mamy „państwa” kierowane przez członków politbiura kompartii i cały świat uznaje te dziwne twory za „niezawisłe państwa”.

Zdołali więc komuniści stworzyć atrapy rzeczywistości, które wszystkich zdają się zadowalać. Słyszę ze wszystkich stron, od ludzi, których lubię i cenię, że ludność prlu bis jest bardzo zadowolona ze swego losu – i dlatego nazywam toto „najlepszym z prlów”.

Może więc istotą rzeczy nie jest ani władza, ani sam mechanizm sowietyzacji, ale oba te elementy złączone ze sobą dynamicznie w Wielkiej Prowokacji? Ale o tym traktuje następny rozdział książki.

_________

 

  1. G. Herling-Grudziński, Inny świat, Paryż 1965, s.75.
  2. Sowiety i antysemityzm. Żydzi nie stanowią wyjątku, Wiadomości 12(364)1953
  3. M. Heller, Maszyna i śrubki, Paryż 1988, s.113.
  4. Fakty, przyroda i ludzie, Londyn 1984, s.86. Opis tego wydarzenia znalazł się także w Drodze donikąd ss.28-30.
  5. Droga Pani, Londyn 1984, s.335
  6. por. Jak się zachować? w: Nudis verbis, Londyn 2003
  7. M. Heller, op.cit., s.253: „Język sowiecki – na tym polega jego siła – tworzy złudzenie symbiozy między władzą i narodem i rodzi poczucie jedności w stosunku do reszty świata. W ten sposób staje się elementem wyróżniającym swoich od obcych – ci pierwsi rozumieją w pół słowa, czytają między wierszami. Władza staje się swoja, a jej przeciwnicy – wrogami. Dysydenci zaczynają mówić po sowiecku.”
  8. Ibidem, s.248: „W strefie niesowieckiej nowomowa poczyniła największe postępy w dziedzinie języka politycznego, języka dyplomacji i języka „krzewicieli kultury”: od niej zależy pozycja wśród elity.” A także s.250: „Naczelnym celem sowieckich dyplomatów jest sowietyzacja języka, tzn. wprowadzenie do pertraktacji słów, terminów, wyrażeń i pojęć niosących sowieckie treści.”
  9. Ibidem, s.247
  10.  Ibidem, s.197
  11.  „Trust” nr. 2, w: Optymizm nie zastąpi nam Polski, Londyn 2005, s.73-4


Prześlij znajomemu

31 Komentarz(e/y) do “Co to jest komunizm? – czyli ciąg dalszy przybijania kisielu do ściany”

  1. 1 Daniel

    Nowa” polityka ekonomiczna Lenina, prywatna fabryka ołówków i piór Armanda Hammera za czasów Stalina, „kapitalizm parciany i krwiożerczy” późnych lat 80., czy wreszcie czarny rynek w sowietach

    Opisane powyżej epizody nie spowodowały jeszcze totalnej zmiany kursu komunizmu, dlatego były tylko epizodami. Zerwanie ram ustrojowych nastąpiło gwałtownie pod koniec lat 80-ych i od tego momentu mówi się o upadku komunizmu.

    elementy gospodarki rynkowej w chrl

    Nie nazwałbym tego co dzisiaj ma miejsce w chrl komunizmem, choć niewątpliwie transformacja, jaką przechodzi to państwo różni się znacznie od drogi państw środkowoeuropejskich. Elementy gospodarki rynkowej uniemożliwiają nazywanie tego co się w chrl dzieje komunizmem. Zwłaszcza, że zmiany mają charakter długotrwały, a nie epizodyczny, jak w przypadku NEPu leninowskiego.

    Komunizm w pełnej symbiozie z mechanizmami rynkowymi jest niestety zupełnie wyobrażalny

    Przestaje być komunizmem ustrój, który rezygnuje z rozwiązań ustrojowych właściwych dla komunizmu. Epizodyczne elementy gospodarki rynkowej nie zaprzeczały istnieniu komunizmu, gdyż nie były celem ostatecznym. Komuniści wprowadzili je w celach taktycznych, po to aby unicestwić lub starać się unicestwić w przewidywalnej przyszłości. W momencie, gdy dopuszczają do trwałego przekształcenia stosunków własnościowych w kierunku wolnego rynku, następuje przejście od komunizmu do innego systemu.

    Bolszewików często nazywa się doktrynerami. Jakże niesłusznie! Wedle leninowskich wskazań, wiązanie się jakimikolwiek doktrynalnymi pętami – choćby to miały być pęta dialektyki Marksa – byłoby dopiero herezją. Doktryna służy wyłącznie kontroli własnego aparatu, bo i po co ma aparatczik myśleć sam za siebie? A także kontrolowaniu ludności podbitej, innymi słowy służy sowietyzacji.

    Mnie nie interesuje do czego służy doktryna. Ważne jest co innego. Towarzyszyła ona komunistom nieprzerwanie od początku do końca lat 80-ych. Wtedy przestała być wiążąca. To jest ta granica. Nie twierdzę, że dziś jest idealnie. Ale istnieją warunki po temu, aby z okowów sowietyzacji społeczeństwo mogło się w końcu wyzwolić.

    Może więc istotą rzeczy nie jest ani władza, ani sam mechanizm sowietyzacji, ale oba te elementy złączone ze sobą dynamicznie w Wielkiej Prowokacji?

    A czy oba te elementy występują w dzisiejszej Polsce? Czy rządzi tu według Pana nadal kgb?

    Panie Michale, według mnie zabrakło w Pana tekście jasnej odpowiedzi na zagadnienie:

    Spróbujmy zatem wyobrazić sobie, jaka zmiana sprawiłaby, że komunizm przestałby być sobą.

    Pozdrawiam serdecznie

  2. 2 michał

    Szanowny Panie,

    1. Termin „przemiany ustrojowe” jest marksistowskim bełkotem, służącym ukryciu sowietyzacji pod płaszczykiem podobno „naturalnych przemian”. Pańskie uporczywe trzymanie się marksowskiej terminologii powinno mnie nie dziwić, odkąd nalegał Pan na rzekomy „wyzysk gospodarczy” polskiego chłopa przez… Żydów. Zważywszy horrendalną absurdalność takiego twierdzenia, na wszelki wypadek lokalizuję cytat: http://danielpaczkowski.blogspot.com/2009/07/poluchowicze-pinsk-zydowskie-karczmy.html#comments (komentarz z 6 sierpnia). Mówienie o „ramach ustrojowych” jest jeszcze jednym dowodem, jeśli komukolwiek potrzeba było więcej dowodów, na stan sowietyzacji prlowskiego społeczeństwa. O tym właśnie pisał Heller: „Władza staje się swoja, a jej przeciwnicy – wrogami. Dysydenci zaczynają mówić po sowiecku.”

    2. Od jakiego momentu „mówi się” o upadku komunizmu, to ja naprawdę wiem bez Pana. Pan natomiast zdaje się nie widzieć, że „się” mówi na ten temat bez sensu, bez związku z rzeczywistością i tylko wówczas, gdy „się” przyjęło podstawowe kryteria sowieckiego myślenia.

    3. Nie dziwi mnie, że Pan „nie nazwałby” chrl państwem komunistycznym. Ja też nie, ale tylko dlatego, że komunistyczne twory nie są państwami. W chrl panuje komunizm, ponieważ kontrolowane elementy rynkowej gospodarki nie są – i nigdy nie były – sprzeczne z komunistyczną ortodoksją. Są sprzeczne tylko w bujnej wyobraźni wyznawców, karmionej mitami o „przemianach ustrojowych” i „wyzysku”.

    4. Wyznaję, że od wielu lat nie słyszałem wypowiedzi w rodzaju: „W momencie, gdy [komuniści] dopuszczają do trwałego przekształcenia stosunków własnościowych w kierunku wolnego rynku, następuje przejście od komunizmu do innego systemu.” Ostatni raz to musiał być jakiś wykładowca marksizmu-leninizmu, ale nawet on zawahałby się zapewne przed wyłożeniem ex cathedra nonsensów o „trwałości przemian”.

    5. Cieszę się, że Pana „nie interesuje, do czego służy doktryna”. W ten sposób ustaliliśmy, że nasze zainteresowania są rozbieżne. Cieszę się także, że łaskawie wskazał Pan moment, w którym doktryna przestała być wiążąca. To wielkie odkrycie, oprócz Pana mówią tak tylko wszyscy. Wewnętrzna sprzeczność tego fragmentu zawiera się atoli w ostatnim zdaniu: „istnieją warunki po temu, aby z okowów sowietyzacji społeczeństwo mogło się w końcu wyzwolić”. Takie warunki nie istnieją, ponieważ nie jest Pan odosobniony w swym głębokim tkwieniu w sowieckich kryteriach.

    6. Nie wątpię, że Pańskim zdaniem bardzo wielu rzeczy zabrakło w moim tekście, ale zapewniam Pana, że się w nim nie pojawią. Niech mnie Ręka Boska broni!

  3. 3 Daniel

    Dziękuję za podlinkowanie mojego tekstu. Dzięki temu czytelnicy będą mogli sami sobie wyrobić zdanie na temat tego o czym pisałem.

    W Pana komentarzu nie widzę żadnych nowych argumentów, więc nie podejmuję dyskusji.

    Wcześniej zostałem nazwany nacjonalistą, wytrzymam i porównanie do wykładowcy marksizmu – leninizmu.

  4. 4 Sonia Belle

    Michal,
    Daniel,

    Dziekuje za link. Mieliscie wtedy fascynujaca dyskusja o antysemityzmie. W tamtej dyskusji (w odroznieniu od tej o istocie komunizmu), zgadzam sie w 100% z pozycja Michala.

    Michal napisal wowczas to:

    Dlaczego nie przeszkadza polskości Herberta jego szkockie pochodzenie, Chopinowi nie zawadza francuski ojciec, ale Tuwim to żydłak, a Grydzewski i Słonimski i reszta, to „jadą mośki literackie”?

    Mam na ten temat pewna teorie. Gdyby podczas Okupacji, hitlerowscy Niemcy zamordowali na terenie Polski 3 miliony Polakow szkockiego (albo francuskiego) pochodzenia, to obawiam sie ze nasze stosunki ze Szkocja/Francja, jak rowniez z Amerykanami szkockiego/francuskiego pochodzenia bylyby rownie „skomplikowane” jak nasze stosunki z Zydami. I to obustronnie. Szkoci/Francuzi zarzucali by nam ze nie dosyc im pomagalismy. A my oskarzalibysmy (i nie bez podstaw) Szkotow/Francuzow o organizowanie antypolskich nagonek…

    Osobiscie, nie dziwie sie tym Zydom, ktorzy maja do nas uraz. Dziwie sie raczej tym Zydom, ktorzy zadnego urazu nie maja (jak np. Polanski)…

  5. 5 michał

    Soniu,

    Po pierwsze, znając Twoją pozycję w tym względzie nie mogę uwierzyć, że „zgadzasz się w 100%” z tym zsowietyzowanym nonsensem o „przemianach ustrojowych”, o „trwałym przekształceniu stosunków własnościowych”, o „wyzysku polskiego chłopa” – zaraz! czy to nie jest dyskryminacja polskiej baby, która z pewnością była nie mniej wyzyskana, zwłaszcza przez chłopa? – bo to jest wszystko marksistowska analiza, która tak mniej więcej pasuje do rzeczywistości, jak bolszewicka pięść do antykomunistycznego nosa.

    Komunizm nie jest w ogóle żadnym „ustrojem”, pomijam już drobiazg, że pojęcie „ustroju” jest niewiele znaczącym uogólnieniem, które każdy myślący człowiek zastąpi, zależnie od kontekstu, albo „systemem politycznym”, albo strukturą władzy, bądź wreszcie konstytucją. Ustrój, to tylko typowo marksistowskie uproszczenie wprost z agit-prop, żeby móc łatwo i przyjemnie przeciwstawić „dobry ustrój”, „złemu kapitalizmowi”, żeby móc zastąpić okupację „przemianami ustrojowymi”. Tfu! Ja na takim poziomie odmawiam dalszej dyskusji. Oczywiście w odpowiedzi mogę usłyszeć definicję ze słownika prlowskiej akademii nauk, ale ja nie mam w zwyczaju polemizować z bolszewickimi słownikami. Bo i po co? Ich definicje nie są stworzone dla zbliżenia się do prawdy, ale dla osiągnięcia innych celów, które mnie są wrogie. Jednym słowem, dla – sowietyzacji.

    O wiele ciekawsza jest Twoja hipoteza o ludobójstwie dokonanym przez Niemców na polskich Żydach, jako przyczynie żydowskiej niechęci do Polaków i vice versa. Problem w tym, że „jadą mośki literackie”, to był szmonces prasy endeckiej na temat „Wadomości Literackich” Grydzewskiego, które wychodziły przed wojną. Czy za getto ławkowe też mamy winić Hitlera? Oboje mieszkamy poza Polską, czy wyobrażasz sobie, jakbyś się czuła, gdyby Twoje dzieci musiały siedzieć w osobnych ławkach na uniwersytecie, bo są Polakami? Ludzie, którzy nie widzą, że nie można tego bronić – bez nazwisk! – są ślepi i głusi, zaślepieni i ogłuszeni swoim haniebnym nacjonalizmem.

  6. 6 michał

    Szanowny Panie,

    Ja Panu reklamy nie żałuję.

    Słusznie nie widzi Pan żadnych „nowych” argumentów, ponieważ Pańska wypowiedź na nie nie zasługuje. Nie zasługuje nawet na miano argumentacji. Natomiast co do „nowości”, to stare argumenty są zawsze lepsze niż nowe, ale Pan to przecież sam wie! Powtarza Pan nie tylko propagandę Rakowskiego czy Mazowieckiego sprzed lat 20, ale także Lenina sprzed 90 lat. Gratulacje.

    Nie wątpię, że wytrzyma Pan porównanie. Sądzę raczej, że będzie ono powodem do dumy.

  7. 7 zeppo

    (…nie dziwie sie tym Zydom, ktorzy maja do nas uraz. Dziwie sie raczej tym Zydom, ktorzy zadnego urazu nie maja (jak np. Polanski)…)

    Czyżby?
    Polański uratowany został przez chłopską wielodzietną rodzinę, która – o ile mi wiadomo – niczego w zamian za podjęcie śmiertelnego ryzyka nie oczekiwała, ani nie otrzymała.
    A sam Polański tak o tym mówił w rozmowie z dziennikarzem Stern 2005, nr 51:

    Wie haben Sie überlebt?

    Man versteckte mich in einer Kate. Mein Schlafplatz war der Kuhstall. Die Behausung gehörte einem erbärmlich armen, katholischen Bauern, der nicht wusste, dass ich Jude bin. Bevor mein Vater verhaftet wurde, hatte er Bekannten unsere Ersparnisse und den Familienschmuck gegeben. Damit sollten sie den Bauern jeden Monat bezahlen. Aber sie waren gute Polen und vertranken alles. Ich wurde nur deshalb nicht rausgeworfen, weil die Frau des Bauern ihren zu klein geratenen Schützling irgendwie mochte. Mein Glück war, dass ich nicht jüdisch aussah. Sonst hätten mich die beiden sofort bei den Deutschen denunziert.

    Sie lebten unter einem Dach mit Antisemiten?

    Natürlich. Alle Polen waren Antisemiten. Nach tausend Jahren Vatikan-Propaganda war das Teil ihrer Kultur. Jeder Bauer, dem Sie erzählt hätten, Jesus war Jude, hätte Sie sofort mit der Axt erschlagen. Unvorstellbar, was er mit Ihnen gemacht hätte, wenn Sie dazu noch gesagt hätten, die Jungfrau Maria sei jüdisch.”

    http://www.stern.de/kultur/film/2-roman-polanski-mir-ist-diese-sorte-interview-zuwider-552003.html

    Z ciekawości zapytam: dziwi Panią taka bezurazowa postawa, czy nie dziwi?

  8. 8 Daniel

    Osobiscie, nie dziwie sie tym Zydom, ktorzy maja do nas uraz.

    Ja nie dziwię się tym konkretnym Żydom, którzy mają o co mieć uraz do konkretnych Polaków.

    W drugą stronę widzę to w ten sam sposób.

  9. 9 michał

    Drogi Panie Zeppo,

    Mój niemiecki bardzo kulawy, czy zechciałby Pan przetłumaczyć? Oprócz „Natürlich. Alle Polen waren Antisemiten. Nach tausend Jahren Vatikan-Propaganda war das Teil ihrer Kultur” – niewiele zrozumiałem.

    Faktem jest, że jeśli reszta jest na tym samym poziomie, to może nie warto…

  10. 10 Sonia Belle

    Michal,

    nie mogę uwierzyć, że “zgadzasz się w 100%” z tym zsowietyzowanym nonsensem o “przemianach ustrojowych”, o “trwałym przekształceniu stosunków własnościowych”, o “wyzysku polskiego chłopa”

    Zle mnie zrozumiales. Napisalam, ze sie z toba zgadzam w 100% w kwestii antysemityzmu. Nie zgadzamy sie natomiast co do definicji slowa „komunizm”.

    A co do „trwałego przekształcenia stosunków własnościowych”, to co prawda mam ciagle leki co do ich „trwalosci”, ale samo „przeksztalcenie” jest chyba faktem. Sam sie mozesz o tym przekonac, odwiedzajac, na przyklad, Kurozweki: „W latach 90. XX wieku pałac w Kurozwękach wraz z otaczającymi go gruntami powrócił do swych prawowitych właścicieli – rodu Popielów herbu Sulima. Obecny właściciel pałacu, najmłodszy z rodu Popielów mieszka w dawnym budynku gospodarczym obok pałacu.”

    “jadą mośki literackie”, to był szmonces prasy endeckiej na temat “Wiadomości Literackich” Grydzewskiego, które wychodziły przed wojną. Czy za getto ławkowe też mamy winić Hitlera?

    To nie Hitlera powinnismy winnic za zle stosunki polsko-zydowskie dzisiaj. Te stosunki bylyby duzo lepsze, gdyby, na przyklad, wszyscy Polacy mieli odwage nosic gwiazde Dawida podczas wojny… Ja wiem, ze to bylby akt samobojczy. Ale strzelanie do zolnierzy Wehrmachtu, rozpetanie Powstania Warszawskiego PRZED wkroczeniem Armii Czerwonej i wysadzanie pociagow wiozacych amunicje na front wschodni to tez byly akt samobojcze. A w dodatku glupie politycznie.

    zeppo,

    Nie znam niestety niemieckiego…

  11. 11 michał

    Soniu,

    Ja Cię bardzo dobrze zrozumiałem, powiedziałem to tylko ironicznie.

    Żadne „przekształcenie” nie zaszło w 1989 roku, bo ludzie mieli prawo w prlu do prywatnej własności i w 1970 i 80 roku. Kurozwęki nie mają tu nic do rzeczy. Rodzina Popielów mogłaby wrócić wcześniej, gdyby chciała, ale pewnie powstrzymywało ja podejrzenie, że to komunistyczny kraj. Kiedy jednak wszyscy mówią, że to już nie jest komunistyczny kraj, to dlaczegóżby nie?

    Nie chodzi jednak wcale o stosunki – własności czy jakiekolwiek inne sobie wymarzysz – ale o nieadekwatność takiego języka do opisu tego, co się wydarzyło.

  12. 12 RyszardT

    Natürlich. Alle Polen waren Antisemiten. Nach tausend Jahren Vatikan-Propaganda […]

    Doskonale się ta wypowiedź wpisuje w komunistyczne, antykatolickie (i antytradycyjne w ogóle) manipulacje; współczesna wersja a u was Murzynów biją.
    Cóż, tak to już jest jak się kręci film (skądinąd świetny thriller) o narodzeniu Anty-Mesjasza, w którym rolę samego Złego gra Anton Sandor La Vey…

  13. 13 zeppo

    „W jaki sposób Pan przeżył?

    Przechowywano mnie w komórce, zaś spałem w oborze. Mieszkanie było własnością żałośnie biednych katolickich chłopów, którzy nie wiedzieli że jestem Żydem. Zanim mój ojciec został aresztowany, pozostawił naszym przyjaciołom oszczędności i precjoza rodzinne aby miesięcznie opłacali moje utrzymanie. Ale ponieważ oni byli dobrymi Polakami, to wszystko przepili. Ci chłopi nie wyrzucili mnie tylko dlatego ponieważ spodobałem sie żonie gospodarza i byłem jej protegowanym. Moje szczęście polegało też na tym że nie wyglądałem na Żyda. Inaczej z pewnością zadenuncjowali by mnie Niemcom.

    Przeżył Pan pod jednym dachem z antysemitami?

    Właśnie. Wszyscy Polacy byli antysemitami. Po tysiącu lat propagandy Watykanu stało się to częścią ich kultury. Każdy chłop, któremu powiedziałby pan, że Jezus był Żydem, natychmiast zabiłby pana siekierą. Trudno sobie wyobrazić co by sie stało gdyby pan dodał, że Najświętsza Panienka była Żydówką.”

    Gwoli informacji dodam, że działo się to we wsi pod Wadowicami, gdzie 10-letniego chłopca ukryto po likwidacji krakowskiego Ghetta. Zapewnienia Polańskiego, iżby ludzie ukrywajacy go nie wiedzieli, że jest Żydem są równie żałosne, jak cała reszta.

  14. 14 michał

    I tak to jest między nami Polakami. Miało być o komunizmie, a skończyło się na Żydach.

    Z komunizmem, tak jak z prostytutką,
    zaczynasz wesoło, a po wszystkim smutno.

  15. 15 RyszardT

    No to wróćmy do komunistów, że tak przewrotnie powiem.
    Heller mylił się też w innej kwestii – mianowicie twierdził, że jedną z przyczyn upadku komunizmu (i jednocześnie wymarcia Homo sovieticus) będzie rozwój i upowszechnienie technologii informatycznych, który tymczasem został wykorzystany właśnie jako doskonałe narzędzie pieriekowki.

  16. 16 michał

    Heller mylił się w wielu kwestiach, żeby nie powiedzieć zazwyczaj się mylił. Mylił się co do prlu, co do przyczyn rzekomego upadku, ale najbardziej mylił się co do samego upadku.

    Ma Pan słuszność co do technologii. Leniin nazywał film „najważniejszą ze sztuk”. Lenin rozumiał, jak łatwo zamienić środek masowego przekazu w narzędzie musowego przykazu.

  17. 17 RyszardT

    Telewizja telewizją, ale proszę zwrócić uwagę na internet ! Toż to teleekran i warunkowanie neopawłowskie w jednym !

  18. 18 michał

    Nie powiedziałem ani słowa o telewizji. Każda masowa technologia może być – i niestety jest – wykorzystana dla dalszej kolektywizacji myśli. Internet jest w takim stadium rozwoju, kiedy blogosfera mogłaby być – bo niestety nie jest – wolną trybuną. I ta możliwość bez wątpienia bolszewików niepokoi, stąd np. chrlowskie metody kontrolowania internetu, które prawdopodobnie rozejdą się po całym globie pod pozorami bronienia praw człowieka czy temu podobnych nonsensów.

  19. 19 RyszardT

    chrlowskie metody kontrolowania internetu […] prawdopodobnie rozejdą się po całym globie pod pozorami bronienia praw człowieka czy temu podobnych nonsensów.

    Zacznie się (a w zasadzie już dawno się zaczęło) od łagodnych form cenzury, np. przemilczania mniej czy bardziej niewygodnych serwisów czy blogerów.
    W naszej piaskownicy od mniej więcej pół roku (w zasadzie od „sprawy Kataryny”) zauważyć można „dyskusję” pod tezę z góry założoną, że „blogosfera jest siedliskiem chamstwa i przyczynia się do schamienia społeczeństwa, jakie obserwujemy”, które należałoby zwalczać metodami sądowymi czy administracyjnymi.

  20. 20 michał

    Panie Ryszardzie,

    Mam wrażenie, że dwie rzeczy zasługują tu na wyraźne rozróżnienie. Po pierwsze, “blogosfera jest siedliskiem chamstwa i przyczynia się do schamienia”, co jest niewątpliwie prawdą i między innymi z powodu tego chamstwa, bezdennej głupoty i otwierania papy – czy raczej naciskania klawiszy – bez uprzedniego zaangażowania szarych komórek, NIE stała się tym, czym być mogła, tj. prawdziwie Wolną Trybuną. Proszę sobie tylko wyobrazić, jak mógłby wykorzystać coś na kształt blogosfery Józef Mackiewicz, którego cenzurowano przez całe życie.

    To dość rzeczywiste chamstwo będzie bez wątpienia wykorzystane dla ukrócenia wolności tej trybuny. Fakt, że Google, Yahoo i Microsoft zgodziły się na ocenzurowanie iinternetu w chrl wydaje mi się widmem przyszłości.

    Taki rozwój wydarzeń wydaje mi się prawie nieunikniony, ale to nie usprawiedliwia zmarnowania szansy, jaką jest blogosfera; zmarnowania polskiej blogosfery na wylewanie żółci na Żydów, Rosjan, Niemców, Ukraińców – o, przepraszam, powinienem był raczej napisać: żydłaków, kacapów, gebelsów i bandytów z UPA.

  21. 21 zeppo

    Drogi Panie Michale,

    Wiem, że głównym tematem wątku jest komunizm i że jest on (temat) rozmywany przez rozmaite, odbiegające od niego dygresje komentatorów.
    Za zakłócanie wątku swoimi dygresjami przepraszam. One wynikają zwłaszcza z tego, że na główny temat niczego mądrzejszego nie mam do powiedzenia. Ale też ich źródłem bywają komentarze innych dyskutantów (jak np. ten o Polańskim).

    Dziś takim źródłem, skłaniającym mnie do polemicznej reakcji jest ostatnie zdanie Pańskiego ostatniego (powyższego) komentarza:

    „…wylewanie żółci na Żydów, Rosjan, Niemców, Ukraińców – o, przepraszam, powinienem był raczej napisać: żydłaków, kacapów, gebelsów i bandytów z UPA…”

    Idzie mi zwłaszcza o „wylewanie żółci na…Ukraińców…bandytów z UPA”. Tak postawiona kwestia – najbardziej mnie interesuje i byłbym zobowiązany, gdyby Pan zechciał przybliżyć swój – w tej mierze – pogląd.

    Nie chcę przesądzać, że mógłby się znów ujawnić syndrom Polańskiego („który żadnego urazu nie ma” – o czym jesteśmy przekonani, dopóki nie dowiemy się, że ma). Zdaje mi się jednak, że problem „wylewania żółci na…Ukraińców…bandytów z UPA” wart jest w ogóle głębszej dyskusji, od której nie uchylę się jeśli Pan (Podziemie) uzna ją za potrzebną.

    PS. Niestety, co najmniej 2-3 tygodnie będę odcięty od internetu, przebywając w takiej części Świata, gdzie łączność jst bardzo utrudniona.

  22. 22 michał

    Drogi Panie Zeppo,

    Czymże byśmy byli bez meandrów myśli, bez dygresji i schodzenia na manowce. Nie mam absolutnie nic przeciwko odchodzeniu od tematu, moja raczej niezręczna notka miała tylko wyrazić smutek, że zeszliśmy akurat na temat Żydów i polskiego antysemityzmu, ale miała zdaje się ten efekt, że ucięła dyskusję, co nie było moim zamierzeniem.

    Wyjaśniam więc, że bardzo wysoko cenię Romana Polańskiego. Jest to jeden z najciekawszych reżyserów filmowych ostatnich 50 lat, który przy całym swoim ogromnym talencie, nie nakręcił żadnego genialnego filmu. Mam większość jego lepszych filmów w domu i oglądam je z rozkoszą od czasu do czasu. Z rozkoszą, ale także z niedosytem, bo widzę, jak zmarnował swój talent.

    Jego wypowiedź o „watykańskiej propagandzie” wydała mi się na raczej niskim poziomie, ale nie przeczy ona przecież temu, co powiedziała Sonia. Zdania w rodzaju „wszyscy Polacy są antysemitami” są dokładnie tego samego gatunku, co „wszyscy Żydzi nienawidzą Polaków”. I jedno i drugie jest oznaką debilizmu, więc sprawia mi przykrość, że akurat Polański wypowiada takie brednie.

    Ukraińcy. Na polskiej blogosferze „kwestie narodowościowe” są poruszane bezustannie. Są jednak poruszane w pewnym schemacie myślenia, który dałby się w skrócie przedstawić tak, że Polacy cacy, a wszyscy inni be. Można mi oczywiście zarzucić, że przedstawiam to dość infantylnie, ale zapraszam do spojrzenia na strony, które wielokrotnie cytowałem tu wcześniej. Ich wypociny są nie mniej, a raczej bardziej infantylne od „cacy i be”.

    Dyskutowałem kiedyś na temat „zbrodni ukraińskich bandytów na Polakach na Wołyniu” ze znakomitą Ellenai, która z pewnością infantylna nie jest. Ale nawet ona, patrzy na świat poprzez narodowościowe okulary, co dla mnie jest nie do przyjęcia, bo sprowadza wielobarwny świat ludzi do kilku flag narodowych. Mnie to po prostu nudzi.

    Co rzekłszy, nie uchylę się od dyskusji.

  23. 23 zeppo

    Drogi Panie Michale,

    I ja bardzo cenię Polańskiego jako twórcę i także mam jego filmy (chyba wszystkie) w domu. Od dawna nie oczekuję już od artystów ponadprzęcietnego intelektu i właściwie jest mi całkowicie obojętne, jakie brednie wyplata Polański o „wszystkich Polakach”. W moich oczach najbardziej go dyskwalifikuje to, z jaką pogardą wyraża sie publicznie o konkretnych ludziach. Tych mianowicie, którzy uratowali mu życie.

  24. 24 michał

    Tak. Ma Pan absolutnie rację.

  25. 25 Marek

    Panie Michale, przedostatni artykuł zniknął. Czyżby sabotaż?

  26. 26 Marek

    Przedostatni – czytaj wcześniejszy.

  27. 27 michał

    Drogi Panie Marku,

    Może sabotażysta buchnął tekst tylko na chwilę, a potem podłożył go subtelnie odmieniony. Z antykomunistycznego na taki jakby, no, ten tego, ciut mniej antyk. Z kontry na „hej! płyniemy!” Ze smutku na wesołość z przycupem i hołubcami.

    Niech mu będzie, niech sobie ma, nasz sabotażysta.

  28. 28 Marek

    Panie Michale, chyba strzeliłem kolejną gafę. Przez chwilę wydawało mi się, że zniknął artykuł Pańskiego wytrwałego adwersarza. Kto wie, jaka była by to strata dla rozważań nad istotą komunizmu i antysemityzmu? Dlatego biłem na alarm.

    A może to podświadomość niezgodę na smutek dyktuje i żal z serca precz odrzucić każe?

  29. 29 michał

    Panie Marku,

    Jak najsłuszniej Pan bił, bo przecież kto ma czuwać, jak nie my, kntrrewolucjoniści? Kto, pytam, ormo?

    Nigdy bym nie przypuścił, że podświadomość może być probolszewicka. Zawsze mi się wydawała podejrzanie bezpartyjna, ale może ma Pan rację, może i ją też przekabacili? Marsz przez instytucje dotarł już nawet do podświadomości i teraz im służy, taka owaka. Ciekawe czy uświadomiła sobie konieczność?

  30. 30 Daniel

    Słusznie nie widzi Pan żadnych “nowych” argumentów, ponieważ Pańska wypowiedź na nie nie zasługuje. Nie zasługuje nawet na miano argumentacji. Natomiast co do “nowości”, to stare argumenty są zawsze lepsze niż nowe, ale Pan to przecież sam wie! Powtarza Pan nie tylko propagandę Rakowskiego czy Mazowieckiego sprzed lat 20, ale także Lenina sprzed 90 lat. Gratulacje.

    Nie wątpię, że wytrzyma Pan porównanie. Sądzę raczej, że będzie ono powodem do dumy.

    Życzę wytrwałości w propagowaniu jedynie słusznej, „kontrrewolucyjnej” interpretacji terminu komunizm.

  31. 31 michał

    Nie wiem doprawdy, co skłania mnie do odpowiedzi, oprócz tego przeklętego temperamentu polemicznego.

    Ktokolwiek czyta niniejszą stronę ze zrozumieniem, widzieć musi, że nie ma tutaj miejsca dla „jedynie słusznej linii”. Wręcz odwrotnie, większość dyskutantów nie zgadza się z tezami artykułów, bo tylko w razie niezgody można podjąć polemikę. Wydawałoby mi się, że akurat Panu, którego zaprosiliśmy do umieszczenia na naszej stronie dłuższego tekstu polemicznego, nie trzeba tego tłumaczyć. Wydawałoby się, ale się już nie wydaje po ostatnich doświadczeniach.

    Chciałem w pierwszym odruchu życzyć Panu szczęścia w propagowaniu Pańskich idei materializmu dialektycznego, ale zreflektowałem się w porę. Ja wcale nie życzę dobrze diamatowi, wolałbym raczej, żeby jego terminologia i koncepcje znikły z powierzchni ziemi. Życzę Panu w zamian, by zrzucił Pan z myśli skorupę sowietyzacji i przestał postrzegać świat w kategoriach „wyzysku”, „własności środków produkcji” i „przemian ustrojowych”. Wtedy podziemie przyjmie Pan znnowu z otwartymi rękami, jak syna marnotrawnego.

    Było mi miło etc.

Komentuj





Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja