Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Masza Gessen* opisuje obszernie okoliczności dojścia Putina do władzy.  Nie będę jednak zajmował się szczegółami, które są znane czytelnikom niniejszej strony choćby z tekstu pt. „Burza w Moskwie”.**  Dość powiedzieć, że Gessen relacjonuje fakty z podziwu godną dokładnością.  Jej obiektywizm spotkał się jednak z krytyką z najbardziej niespodziewanej strony.  Londyński The Economist napisał w recenzji, że „opowieść Gessen jest zeszpecona tendencją do dawania wiary najciemniejszym teoriom spiskowym, jak choćby przekonaniu, że zamachy bombowe na rosyjskie bloki mieszkalne w 1999 roku były dziełem siłowików.”  Korci mnie, żeby powiedzieć, że postawa Ekonomisty jest zeszpecona hegeliańską tendencją do odrzucania faktów, kiedy nie pasują do teorii.  W tym wypadku, teorią jest, że Rosja jest normalnym państwem, więc fakty takie jak wysadzanie w powietrze śpiących obywateli własnego kraju przez agencje rządowe, muszą być odrzucone jako „ciemne teorie spiskowe”, ponieważ nie pasują do jasnego obrazu dyktowanego przez wishful thinking.  Tak długo, jak podobna postawa dominuje wśród wciąż jeszcze wolnych mediów na Zachodzie, nie ma żadnej szansy na realistyczną ocenę sytuacji w tak zwanej „Rosji”.  Oczywiście poziom zachodniej prasy w ogóle jest niski, ale Ekonomista jest rzadkim wyjątkiem, więc rozczarowanie jest także większe; tym bardziej, że redaktorem wydziału spraw międzynarodowych w tym pismie jest znakomity Edward Lucas.  Ale dość już o tym – gdzie ten Putin?

Kiedy już jelcynowska „Rodzina” zdecydowała, że Putin będzie odpowiednim następcą, kiedy zapewniono mu zwycięstwo w wyborach prezydenckich przez stworzenie rzekomego zagrożenia ze strony Czeczeńców, ale jeszcze zanim Putin zabrał się z wigorem za podbijanie bębenka w tworzeniu mentalności oblężonej twierdzy, odbyła się ceremonia inauguracji nowego prezydenta.  Gessen ma słuszność, podkreślając obecność na uroczystościach Władymira Kriuczkowa, szefa kgb i najwyższego rangą organizatora „sierpniowego puczu”.  Jako szef kgb w latach 80., Kriuczkow musiał z definicji być głęboko zaangażowany w planowanie i wykonanie operacji takich, jak rozmowy w Magdalence, czeskie zamieszki z udawaną śmiercią studenta***, gwałtowne obalenie Ceausescu w Rumunii itd.  Gessen ma także rację, nie zbywając jako żartu, toastu wzniesionego przez Putina podczas bankietu w kgb:

„Grupa oficerów fsb oddelegowana do tajnej pracy w rządzie federacji, raportuje wykonanie pierwszej części zadania.”

Słowa te zostały wypowiedziane 18 grudnia 1999 roku, gdy Putin był zaledwie premierem.  Jelcyn zrezygnował dopiero ostatniego dnia stulecia, stulecia zdominowanego przez bolszewicką zarazę.  Tak, zarazę, a nie żadne procesy społeczne, ani tym mniej przez komunistyczną ideologię.  Czy rzeczywiście wiek techniki mógł być zdominowany przez parcianą teorię centralnego zarządzania?  Czy wiek niezwykłych postępów w technice militarnej mógł być zdominowany przez komicznego kolosa na glinianych nogach, który nie mógł sobie poradzić nawet z maleńką Finlandią?  Nie.  Ton wieku XX został nadany nie przez komunistyczną ideologię, ale przez bolszewicką zarazę.  Szczerze wątpię, czy Masza Gessen widzi to w ten sposób.  W pewnym miejscu znajduję u niej następującą refleksję:

„Jak większość sowieckich obywateli jego pokolenia, Putin nie był nigdy politycznym idealistą.  Jego rodzice może wierzyli w komunistyczną przyszłość, a może nie; może ufali w ostateczny triumf sprawiedliwości dla proletariatu albo w którekolwiek z innych ideologicznych sloganów, które zdarte zostały na strzępy w czasach, gdy Putin dorastał.  Ale on sam nigdy nie rozważał swego stosunku do tych ideałów.”

Komunistyczna ideologia, niedorzeczne teorie gospodarcze, androny o centralnym zarządzaniu, banialuki o świetlanej przyszłości, przedstawiane choćby na plakatach sowieckiej agit-prop, wszystko to nie było niczym więcej ponad propagandową paszę dla bydła – to było bolszewickie opium dla mas.  Elita klasy robotniczej nie miała nigdy wierzyć w te brednie, tylko powtarzać je na użytek mas.  Ich zadaniem było pozostać jak najbardziej giętkim w kwestiach ideologicznych.  W istocie, ideologiczna elastyczność była dla nich wymaganiem o żywotnej wadze.  Musieli bowiem umieć dokonywać ideowych wygibasów, by móc nadążać za subtelnymi zmianami oficjalnego kursu, i wytrwale podążać za wszelkimi taktycznymi woltami kierownictwa.  Była to żywotna umiejętność w najdosłowniejszym znaczeniu: ich własne przeżycie było przedmiotem gry.  Wszystkie pokolenia sowieckich aparatczyków zrobione były z gutaperki, zdolne do ideologicznej gimnastyki, dzielenia zwykłego włosa na czterdzieści cztery sowieckie włosy i dialektycznego przeczenia sobie samemu w obrębie jednego zdania.  Nie ma więc żadnego znaczenia, do którego pokolenia należy Putin; jego „stosunek do tych ideałów”, jak to wyraziła Gessen, był zawsze wyłącznie relacją funkcjonalną, i takim właśnie miał być.  „Ideały” były dla niego – i dla wszystkich gutaperkowych aparatczyków – wyłącznie narzędziami.  Można to jeszcze ująć inaczej: ideologia jest dla tych ludzi jak skóra dla węża; skóra, którą zrzuca się bez żalu, bez przysłowiowego mrugnięcia okiem.

Po inauguracji Putina jako prezydenta, chaotyczne i względnie wolne środki masowego przekazu zostały prędko ukrócone i przywrócone do swego stanu naturalnego, tj. środków musowego przykazu.  Putin dokonał tego z łatwością, ponieważ znajdowały się w rękach garstki tak zwanych oligarchów, tak samo zresztą jak większość sowieckiej gospodarki, która nie była nadal formalnie w rękach państwa.  Wystarczyło więc pogrozić Bierezowskiemu czy Gusińskiemu, żeby przejąć kontrolę nad mediami.  Większość dziennikarzy robiła i tak co im kazano, a ci którzy nie chcieli, zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach.  Gessen nazywa następną fazę „demontażem demokracji”, z czego wynika jasno, że nadal wierzy, iż Gorbaczow naprawdę próbował zreformować sowiety, ale się nie udało, komunizm upadł, zsrs się rozpadł, w rezultacie czego „Rosja” była w latach dziewięćdziesiątych „państwem demokratycznym”.  Tylko że materiał dowodowy tak misternie skonstruowany przez nią samą, świadczy o czymś wprost przeciwnym: nie było żadnej „Rosji” w tamtych latach, ani żadnej demokracji, ale te same parszywe sowiety pod inną nazwą, te same sowiety w kolejnej zgniłej odwilży.  Jeśli Gessen rzeczywiście uważa sowiecki system w owych latach za „demokratyczny”, to musiałaby jakoś pogodzić bombardowanie budynku parlamentu z rozkazu prezydenta z zasadami demokracji; jeśli uważa toto za „Rosję”, to musi uznać sowiecki hymn i inne parafernalia bolszewickie za „rosyjskie”.  Mówiąc prawdę, po przeczytaniu jej wynurzeń na temat niedawnego procesu hożych dziewoj z Pussy Riot, mam wrażenie, że Gessen musi być przekonana o słuszności „tezy rosyjskiej” (nic, tylko Rosja!), skoro porównała proces feministycznych punkówek… nie, nie z sowiecką pseudo-sprawiedliwością, ale z XVII-wieczną Świętą Rusią.

Gessen podaje listę pogwałceń prawa wyborczego przez Putina na dowód, że taki z niego marny demokrata.  Pisze o tym z zupełną powagą, jak gdyby „prawo wyborcze” w sowietach naprawdę miało jakiekolwiek znaczenie.  Czytamy więc, że podanie kandydata zostało odrzucone, ponieważ zamiast pisać „Sankt Petersburg” pisał „St Petersburg” – a może na odwrót?  Wypełnione uprzednio listy wyborcze były dostarczane do oddziałów psychiatrycznych – a gdyby nie były wypełnione, czy to zmieniłoby pogląd Gessen na wybory?  Czy może zmieniłoby wynik tych wyborów?  Po 95 latach bolszewickiej władzy, Gessen nadal nie rozumie, że nie wolno brać udziału w żadnych wyborach pod bolszewikami.  Będą łgać i oszukiwać, będą twierdzić, że biały sufit jest czarny, że przymus to wolność, a okupacja to wyzwolenie, zrobią wszystko, by utrzymać się u władzy – bo taka jest natura bolszewizmu.

Opowieść Gessen jest najlepsza we fragmentach dotyczących niezwykłych historii masakry w Biesłanie i oblężenia moskiewskiego teatru.  Z początku spokojnie relacjonuje wydarzenia, jak się jawiły światu zewnętrznemu, po czym opowiada o drobiazgowych wysiłkach odważnych ludzi, którzy próbowali dojść prawdy o tych dziwnych wydarzeniach, i wreszcie na koniec oddaje im głos i zdaje sprawę z tego, co się naprawdę wydarzyło.  Na przykład, oblężenie teatru wydawało się początkowo sukcesem sił bezpieczeństwa, potem zdawać się mogło, że akcja ratunkowa została sknocona przez służbę zdrowia, ale bliższa analiza pokazała, że wiele ofiar umarło, ponieważ nie dopuszczono do nich medyków na czas, przewożono ich z miejsca na miejsce, pomimo bliskości szpitala, układano ich w pozycji, w której dławili się, i wreszcie w szpitalach odmówiono wyjawienia lekarzom, jakiego gazu użyto, co uniemożliwiło w wielu wypadkach pomoc.  Jednak prawdziwą rewelacją był dopiero wywiad udzielony Annie Politkowskiej przez niejakiego Chanpaszę Terkibajewa.  A było tak: mieszkający już wówczas w Londynie, Aleksander Litwinienko, przeanalizował z pomocą Ahmeda Zakajewa wszystkie dostępne dokumenty, relacje, ale także taśmy wideo z oblężonego teatru, i wspólnie dokonali odkrycia, że jeden z terrorystów nie został zabity przez szturmujące oddziały, które pozwoliły mu opuścić budynek.  Zakajew spotkał Terkibajewa wkrótce w Strassburgu, gdzie terrorysta był członkiem sowieckiej delegacji.  Litwinienko przekazał dokumenty na temat roli Terkibajewa Sergiuszowi Juszenkowowi, który zaangażowany był w parlamentarne dochodzenia na temat wydarzeń w teatrze.  W dwa tygodnie później Juszenkow został zastrzelony w biały dzień na ulicy, ale na krótko przedtem zdołał przekazać dokumenty otrzymane od Litwinienki Annie Politkowskiej, która odnalazła Terkibajewa i przeprowadziła z nim wywiad.

Terkibajew okazał się komicznie próżny.  Potwierdził otwarcie swoją rolę w oblężeniu teatru.  Przechwalał się, że przeprowadził grupę uzbrojonych po zęby terrorystów z Czeczeni do Moskwy, że dowodził akcją w teatrze, że miał mapę teatru, której rzekomo nie miała nawet policja, i wreszcie zapytany dla kogo pracował, odparł z prostotą: dla Moskwy.  Nawet jeśli założyć, że Terkibajew był fantastą, mitomanem i zwykłym kłamcą – wszystko rozsądne przypuszczenia – to nadal uporać się trzeba z faktami: Terkibajew był w teatrze i uszedł z życiem.  Nie tylko był wolny, ale był członkiem oficjalnej promoskiewskiej delegacji czeczeńskiej.  Terkibajew udzielił także sensownej odpowiedzi na jedną z nierozwiązanych zagadek oblężenia teatru: dlaczego terroryści nie detonowali rozlicznych ładunków wybuchowych, które widać było na wielu zdjęciach, gdy gaz począł wypełniać budynek?  Nie mogli tego uczynić, bo nie mieli prawdziwego dynamitu.  A skoro wiedział o tym agent provocateur, to wiedzieli także ci, którzy go posłali.  Chanpasza Terkibajew zginął wkrótce w wypadku samochodowym w Czeczenii.

Wydawać by się mogło, że po odtworzeniu wydarzeń na podstawie wysiłków innych ludzi, Gessen zdoła wyciągnąć wnioski z opowieści, którą przytacza, ale interpretacja nie jest jej mocną stroną.  Zdecydowanie oskarża Putina o zorganizowanie obu ataków – zarówno zajęcia teatru jak i szkoły w Biesłan – oraz o pokierowanie obu akcjami w taki sposób, by maksymalnie zwiększyć ilość ofiar, osiągnąć jak najbardziej krwawy wynik, a tym samym wzburzyć opinię przeciw krwawym terrorystom.  „Czy sprowadza się to do serii szczegółowo zaplanowanych wydarzeń, których celem było wzmocnienie pozycji Putina w kraju, podatnym na politykę strachu?” zapytuje Gessen i odpowiada, że nie można wyciągnąć takiego wniosku, ponieważ Czeczeńcy ponoszą część odpowiedzialności za te katastrofy…

Dalej Gessen opisuje, w jaki sposób Putin wprowadził w życie starą leninowską maksymę, że „kapitaliści sprzedadzą nam sznur, na którym ich powiesimy”.  Najpierw wybitni rosyjscy akademicy popierali Putina, bo „on umiał słuchać” (czyli dlatego, że w ogóle słuchał ich bełkotu).  Zachodnie media popierały Putina, bo słuchał wybitnych rosyjskich akademików.  Zachodni inwestorzy byli zachwyceni Putinem, bo pozwalał im inwestować, a wielkie zachodnie koncerny były w siódmym niebie, bo pozwalał im nie tylko inwestować, ale nawet operować w Rosji.  „Rosyjscy” biznesmeni byli wniebowzięci na samą myśl o Putinie, bo mogli wreszcie mieć jakieś zyski, ale także dlatego, że ich podejrzane machlojki z poprzedniej dekady zostały na pozór zapomniane, a ich nowo zdobyte bogactwa nabrały dostojnej patyny z błogosławieństwa Putina.  Nie na długo.  Akademicy mówili dalej, tylko nikt ich już nie słuchał, zachodnie firmy zostały wyrzucone na zbity pysk, a biznesmeni potraktowani brutalnie.  Historie Chodorkowskiego czy Gusinskiego są świetnie znane, pozwolę sobie więc skupić się na mniej znanej postaci Billa Browdera, wnuka sowieckiego agenta i genseka amerykańskiej kompartii, Earla Browdera.  Według Gessen, Bill Browder był „prawdziwym ideologiem: przybył do Rosji, by budować kapitalizm.  Gorąco wierzył, że poprzez zbijanie kasy dla swych inwestorów, tworzył świetlaną kapitalistyczną przyszłość dla kraju, dla którego miłość otrzymał w spadku od poprzednich pokoleń.”

Browder był „udziałowcem-aktywistą”, jakich wielu jest na Zachodzie.  Wierzą oni w tzw. demokrację akcjonariuszy czyli prawo – ale także powinność – udziałowców do wpływania na zmiany w firmach, których są współwłaścicielami, wpływania ku lepszemu.  Browder kupował więc akcje jakiejś rosyjskiej firmy, przeprowadzał dogłębną analizę (Masza Gessen nazywa to „dochodzeniem”, ale chodzi naprawdę o najprostszą analizę księgowości, sprzedaży, kosztów i projekcji na przyszłość) i w nieunikniony sposób odkrywał korupcję alby codzienne sowieckie nonsensy i niewydajność.  Rozpoczynał wówczas kampanię w celu poprawy wyników firmy i w rezultacie ceny akcji szły w górę.  Putin go lubił i popierał jego działalność, nic zatem dziwnego, że jego fundusz o nazwie Hermitage wzrósł z 25 milionów dolarów do 4.5 miliarda dolarów.  Kiedy Chodorkowski – najbogatszy człowiek w Rosji w owych czasach – został aresztowany, Browder wyraził swoją radość, ponieważ wydawało mu się stanowić to dowód, iż Putin „nie zatrzyma się przed niczym, by wprowadzić prawo i porządek”.  Mniej mu się podobało, kiedy putinowskie prawo zostało zastosowane wobec niego samego.

W 2005 roku, bez żadnego ostrzeżenia, Browder został zatrzymany na lotnisku w Moskwie i nie wpuszczono go do sowietów.  Większość zdrowych psychicznie ludzi w dawnych czasach ucisku i niewoli, pocałowałaby w rączkę i odjechała, śmiejąc się w kułak, że udało się uciec z sowieckiego raju krat, ale czasy się zmieniły i teraz Browder był zaniepokojony.  Bardzo zręcznie i po kryjomu usunął lub sprzedał akcje warte 4 miliardy dolarów, więc kiedy w końcu Putin był gotów odebrać mu aktywa trzymane w funduszu Ermitaż, okazało się, że nic tam nie ma oprócz pustych nazw.  Nie od razu zrozumiał Putin, że tym razem ktoś zdołał go wykiwać, ale kiedy mu wreszcie zaświtało, co się wydarzyło, to rozkazał regionalnym sądom ściganie Ermitażu o miliony dolarów.  W jaki sposób puste muszle firm, które niczego nie posiadają, mogą być zasądzone o cokolwiek?  Browder zatrudnił prawników i księgowych, by dociekali źródła nieporozumienia i ze zgrozą dowiedział się, że jego firmy zostały przerejestrowane na nazwiska kryminalistów i podane do sądów na ogólną sumę miliarda dolarów.  Próbował starej taktyki, tj. użycia drogi prawnej, w odpowiedzi jednak jego reprezentanci zostali oskarżeni o zmyślone przestępstwa.  W końcu zrozumiał, że nie może wygrać tej walki i zaoferował swoim ludziom w Moskwie emigrację do Londynu.  Tylko jeden z nich odmówił.  Sergiusz Magnicki uważał, że nie zrobił nic złego i nie zamierzał uciekać z własnego kraju bez powodu.  Został aresztowany w listopadzie 2008 roku i zmarł w więzieniu w niecały rok później.  Miał trzydzieści siedem lat.  Jego dziennik więzienny jest kroniką znęcania się nad chorym człowiekiem.

Ostatni rozdział książki Maszy Gessen zatytułowany jest „Z powrotem do zsrs”.  Sądy wykonują wolę głowy państwa, cała gospodarka jest w rękach państwa w ten czy inny sposób, ale jej zdaniem, jest to kraj bez ideologii, bez polityki, a tylko „w pełni rozwinięty autorytaryzm graniczący z tyranią”.  Dlaczego zatem sądzi, że mamy do czynienia z powrotem do zsrs?  W moim mniemaniu, dzisiejsza „Rosja” jest niczym innym jak sowieckim pseudo-państwem.  Jest krajem bez polityki, to prawda, ponieważ polityka w sowieckim państwie jest pozostawiona małej klice rządzącej elity.  Jest krajem bez ideologii, to też prawda, bo nie ma potrzeby usypiać ludności opium idiotycznej ideologii, kiedy homo sovieticus trzyma się sam w ryzach i nawet nie potrzebuje czytać Wielkiego Lingwisty, by wiedzieć co ma myśleć o języku.  Nie może tu jednak być mowy o powrocie do zsrs, gdyż zsrs nigdy niestety się nie rozpadł, ani komunizm nigdy nie upadł.  Komunizm nie jest tożsamy z komunistyczną ideologią.  Komunizm nie jest żenująco śmieszną teorią na temat centralnego zarządzania środkami produkcji.  Komunizm jest Metodą zdobycia i utrzymania władzy.

Nie podzielam entuzjazmu Maszy Gessen dla śnieżnej rewolucji, ale nawet gdyby demonstracje w Moskwie miały obudzić jakieś nadzieje w moim sercu, to nadal nigdy nie postałoby w mojej głowie, by jakikolwiek Plac Rewolucji – a Bóg jeden raczy wiedzieć, że wiele jest nadal takich placów w naszej części świata! – może być „znakomicie nazwany”, jak to zechciała określić Gessen.  Nie zapominajmy bowiem, że wszystkie te nędzne skwerki i smętne place w tysiącach miast i miasteczek we Wschodniej Europie (i nie tylko!) zostało tak przezwane na cześć i chwałę wydarzenia, które przeszło do historii jako rewolucja październikowa, a było w istocie rzeczy niczym więcej, jak bolszewickim przewrotem, przewrotem dokonanym przez szajkę międzynarodowych opryszków.  Przewrót ten przyniósł okrucieństwo, strach, niewolę, głód i nędzę na skalę niespotykaną w dziejach i utorował drogę do władzy najgorszym kanaliom, jakie ziemia nosiła.  Putin, elastyczny ideolog bez ideologii, giętki taktyk bez kręgosłupa, gumowy strateg bez twarzy i bez cech osobistych, jest tylko jednym z wielu.  Gdyby nie on, to ktoś inny zająłby jego miejsce, inny gumowy aparatczyk bez właściwości, inna kreatura z gutaperki wychynęłaby z jakiegoś sowieckiego zakamarka – i zrobiła dokładnie to samo.  A kiedy przyjdzie pora na czasowe odkręcenie śruby, to nazwą to de-putinizacją i obwinią człowieka bez twarzy za wszystkie wypaczenia.

Czy zatem powinniśmy się łączyć z Maszą Gessen w nadziei na lepszą przyszłość dla zsrs?  Czy mamy wypatrywać wśród siepaczy Putina nowego Chruszczowa?  Wiele wskazuje na to, że na fali śnieżnej rewolucji szykowane są nowe kadry koncesjonowanej opozycji, której będzie można w przyszłości oddać władzę.  Aleksiej Nawalny, najnowsza gwiazda opozycji, jest finansowany przez Aleksandra Lebiediewa i zasiada otwarcie w zarządzie państwowych linii lotniczych Aerofłot.  Jego główny zarzut pod adresem Putina?  Że Putin jest jak car…  Czy mamy więc wyczekiwać kolejnej odwilży?  Nowej pierestrojki?  Następnej głasnosti?  Nadchodzącej de-putinizacji?

Dziękuję.  Beze mnie.

_______

*Masha Gessen, The Man Without Face, The Unlikely Rise of Vladimir Putin, Granta Books, London 2012

** http://wydawnictwopodziemne.com/2008/03/21/burza-w-moskwie/

*** por. Dariusz Rohnka, http://wydawnictwopodziemne.com/2010/10/04/spowite-w-aksamit/



Prześlij znajomemu

30 Komentarz(e/y) do “Wołodia Putin – aparatczyk z gutaperki (II)”

  1. 1 amalryk

    Koszmar! Jak silnie można mieć oczadzony mózg demolibernymi majakami o jego absolutnej i skończonej doskonałości, że skąd inąd rozsądni i niegłupi ludzie (a z Pańskiego artykułu na taką wygląda owa Masza) brną w ten heglizm jak żaba w pomidory („a fakty wciąż teorii przeczą, co jest wręcz karygodną rzeczą!”).

    Swoją drogą co za pretensjonalne imię – Masza! To Maria już nie może być? To może per analogiam Maryśka – też pięknie (choć, z kolei jednak moje szczęście ślubne dostaje szału, gdy ją tak nazywam…)

  2. 2 Jaszczur

    Koszmar! Jak silnie można mieć oczadzony mózg demolibernymi majakami o jego absolutnej i skończonej doskonałości, że skądinąd rozsądni i niegłupi ludzie (…) brną w ten heglizm jak żaba w pomidory

    Zaraza jakaś czy co? Pandemia toksycznego memu oświecenia i post-oświecenia?

  3. 3 Jaszczur

    Co się zaś tyczy Aleksieja Nawalnego, to – hola, hola – przecież jak bohatersko walczy z korupcją, której źródłem jest Putin i „Jedinaja Rossia” – „Partia Żuli i Oszustów”!

    Kolejna odwilż, a raczej kolejny etap odwilży trwającej od 2008 roku trwa już od grudnia roku 2011. I mało prawdopodobne, by poszła w stronę „deputinizacji”, wręcz przeciwnie; prawdopodobnie jeszcze w 2017 salony będą czapkować „wielkiemu demokracie” Putinowi. A jeśli na Czeczenię czy Gruzję spadnie kolejna transza bomb termobarycznych i chemikaliów, będą przyjmować „Russia as it is”.

    Swoją drogą, obecna generacja czerwonej hołoty nie może mieć lepszej opozycji właśnie w celu przeprowadzenia takich działań. Z jednej strony demoliberałowie, którzy z definicji nie są w stanie obalić sowieckiej władzy i krytykują nie jej rdzeń, a niektóre przejawy jej działania, z drugiej – umiarkowani nacjonaliści (Nawalny) czy lewaccy (Pussy Riot, FEMEN, limonowcy, Udalcow i jego „Lewyj Front”) czy neonazistowscy (Combat 18, Blood&Honor, Władlen Tor) ekstremiści, którzy dla władzy są wygodnym pretekstem i do siłowego tłumienia protestów, i dla przedstawiania się na zewnątrz w pozytywnym świetle.

  4. 4 michał

    Panie Amalryku,

    Ach, to ta cholerna moda współczesnego świata: Willi Brandt, Jimmy Carter, Bill Clinton, Tony Blair – to były ich „oficjalne” imiona. Czy można sobie wyobrazić Billa Gladstone’a albo Fiedię Dostojewskiego? Czy powinienemn był ją przetłumaczyć na „Marycha”?

    A wie Pan, że z głupotą to jest ciekawa sprawa. Otóż wydaje mi się, że całkiem często ludzie inteligentni bywają głupi. Rzadziej bywa na odwrót, ale też się zdarza, tzn. ludzie prości, bez żadnego polotu i bez bigla, posiadają głęboką mądrość. Masza Gessen niestety należy do tej pierwszej kategorii, tj. ludzi niewątpliwie inteligentnych, ale nie obdarzonych mądrością, pozbawionych podstawowego rozumienia. Trzeba jej jednak oddać sprawiedliwość, gdy jest wnikliwym obserwatorem, a do tego odznacza się jeszcze nadzwyczajną odwagą, żeby pisać taką książkę, mieszkając w Moskwie.

    W jej wypadku najbardziej zdumiało mnie, że dostrzegła istnienie „paralelnego świata, paranoicznego systemu, którego celem była kontrola wszystekigo i wymazanie wrogów” (cytowałem ten fragment w pierwszej części), ale nie wyciągnęła z tego żadnych wniosków. Żadnych. Komunizm nadal upadł. zsrs się rozpadł. Jelcyn i Gorbi byli demokratami itd. I jedyne o czym marzy, to żeby powróciła ta hiperdemokracja, kiedy ludzie z doktoratami opowiadają zabawne dowcipy.

    Jak żaba w pomidory? Nigdy nie widziałem żaby brnącej w pomidory, ale bardzo mi się podoba brzmienie tego porównania.

  5. 5 michał

    Panie Jaszczurze,

    Dlaczego mówi Pan, że odwilż trwa od 2008 roku?? Ja nie widzę żadnej. Wręcz odwrotnie, wydaje mi się, że właśnie budują sobie podstawy przyszłej odwilży i de-putinizacji. Ani nie jutro, ani nie za miesiąc, ale jak tęcza po burzy, będzie de-putinizacja. Powiedzą: och, ten Wołodia, on płocho dumał, tu trzebno inaczej, po komsomolsku. Jak kjuż Panu mówiłem przy innej okazji, nie znam się na przyszłości. W 2017 roku, mówi Pan? Zakładanie, że nic się nie zmieni do tego akurat czasu wydaje mi się równie nieuprawnione, jak sugestia, że wszystko się zmieni.

    Wszystkie te antyputinowskie siły są absolutnie do niczego, bo wywodzą się ze zsowietyzowanej społeczności.

  6. 6 Jaszczur

    W 2008 roku na stolcu sowieckiego prezydenta osadzono Miedwiediewa, który robił za „liberała” i „demokratę”, po zakończeniu tego etapu rolę „demoliberalnej” twarzy czekistowskiej dyktatury pełni dysydentura.

    Przede wszystkim musimy przeanalizować sytuację aktualną – jakie są bieżące interesy polityczne komunizmu? Moim zdaniem, w celu próby ich realizacji sowieci są zmuszeni do wprowadzenia „kontrolowanego chaosu” przy jednoczesnym zachowaniu pełni kontroli.

  7. 7 michał

    Uuuu, nie wiem, nie wiem. Skąd Pan to wziął? Czy aby nie od nich samych? Pod wieloma względami śruba jest przykręcana mocniej od 2008 roku niż przedtem. Miedwiediew nie ma tu żadnego znaczenia. Putin jest figurantem, ale Miedwiediew jest figurantem Putina. Z mojego punktu widzenia, era Putina jest całkiem jednolita.

    Jakie są bieżące interesy polityczne komunizmu? Te same co zawsze. Bolszewicy walczą tylko o pokój. A pokój to władza nad światem.

  8. 8 Zbigniew

    Prosze wybaczyć, że troche rozrzedzę temat ale bardzo interesuje mnie opinia Państwa nt. działalności/publicystyki/pisarstwa prof. M.J.Chodakiewicza. Czy w opini autorów, tudzież szanownych bywalców kwalifikowac mozna go jako pożytecznego idiotę? Pytam poważnie. Od jakiegos czasu śledzę poczynania wyżej wspomnianego i dostrzegam bardzo pozytywne kierunki. Będę wdzięczny za odniesienia. ps. proszę wybaczyc, że tak od kuchni wchodzę

  9. 9 Jaszczur

    Panie Michale,

    Wszelkie „informacje” o odwilżach my wszyscy interesujący się tematem bolszewizmu bierzemy „od nich samych”, po drugie – odwilże zawsze mają charakter praktycznie wyłącznie wirtualny.

    Niemniej zgodzę się, że przykręcanie śruby ma miejsce. Od „burzy w Moskwie” w wymiarze wewnętrznym, a od 2007-08, od rozpoczęcia reintegracji przestrzeni sowieckiej i eurazjatyckiej – w wymiarze zewnętrznym.

    Wiem również, że bolszewicy zawsze walczą o pokój, czyli o władze nad światem. Ale jakie konkretnie kroki w tym celu podejmują na arenie międzynarodowej. Moim zdaniem, obecnie będzie to wojna w Iranie i sytuacja wojenna w basenie Zachodniego Pacyfiku.

  10. 10 amalryk

    Ach te bolszewickie wyże i niże, odwilże i znów trzaskające mrozy! Jak ja to uwielbiam! Kiedyś posłużyliśmy się analogią siadania do gry w karty uczciwego człowieka z oszustami, przy ocenie realności wygrania z nimi w jakiejś parlamentarno-gabinetowej konfrontacji…
    Pan Michał, przypominając mi Jerofiejewa, podsunął mi zarazem inną paralelę – tak szalenie modnego quzu! Bolszewicki Sfinks oczywiście odda władzę, ale najpier trzeba rozwiązać zagadkę – np taką;

    „[…]„Lord Chamberlain, premier Wielkiej Brytanii, wychodząc z restauracji dworcowej w
    Pietuszkach, pośliznął się na czyichś rzygowinach i padając przewrócił sąsiedni stolik. Na
    stoliku do chwili jego przewrócenia stały dwa ciastka po 35 kopiejek, dwie porcje strogonowa
    po 75 kopiejek każda, dwie porcje wymienia po 39 kopiejek i dwie karafki kseresu po 800
    gramów każda. Wszystkie naczynia pozostały całe. Żadne danie nie nadawało się do spożycia.
    Co do kseresu, to jedna karafka pozostała cała, ale kseres z niej wyciekł, druga rozbiła się w
    drobny mak, ale nie wyciekła z niej ani jedna kropla. Przy założeniu, że cena pustej karafki jest
    sześć razy wyższa niż cena porcji wymienia, a kseresu cenę zna każde dziecko, oblicz, jaki
    rachunek przedstawiono lordowi Chamberlainowi, premierowi Wielkiej Brytanii, w restauracji
    na dworcu Kurskim.”
    – Jak to: „na dworcu Kurskim”?
    – Tak to: „na dworcu Kurskim”!
    – A gdzie on się pośliznął? Mówiłeś, że w Pietuszkach. Lord Chamberlain pośliznął się
    przecież na rzygowinach w pietuszkowskiej restauracji!…
    – Ale rachunek zapłacił na dworcu Kurskim. Ile wyniósł ten rachunek?
    „Boże ty mój! Skąd się biorą takie sfinksy? Bez nóg, bez głowy, bez ogona, a na
    dodatek jeszcze wyplatają kompletne brednie! I jakie mają bandyckie pyski!… Do czego on,
    kanalia, robi aluzje?…”
    – To nie zagadka, Sfinksie, to jakieś kpiny.
    – Nie, to nie kpiny, Wienia. To zagadka. […]”

    A całe zastępy światowych bolszewiologów (czy jak się tam teraz ci uczeni mężowie zwą?) z niekłamanym zapałem i wypiekami na twarzach, łamią sobie swe proesorskie głowy nad finansowymi efektami poślizgnięcia się lorda Chamberlain’a na rzygowinach w pietuszowskiej restauracji dworcowej…

  11. 11 Dariusz Rohnka

    Szanowny Panie Zbigniewie,

    Zawsze nas niezmiernie cieszy kiedy podejmowane są nowe i ciekawe wątki, nawet wówczas, gdy jak i w tym przypadku, nie bardzo potrafimy podjąć rzeczową rozmowę na wskazany temat.

    Niestety nie znam tekstów ani poglądów wspomnianego przez Pana autora. Gdyby Pan jednak zechciał napisać nieco szerzej jaki mianowicie „pozytywny kierunek” ma na myśli, wówczas moglibyśmy tę kwestię wspólnie przedyskutować.

  12. 12 michał

    Panie Amalryku,

    Czy mi się zdaje, czy używa Pan jakiegoś podejrzanego przekładu Wieniczki Jerofiejczyka?

  13. 13 michał

    Panie Jaszczurze,

    Ma Pan rację, że informacje na temat wszelkich odwilży czerpiemy od nich samych, ale nie sądzę, żeby dało się utrzymać, że odwilże nie mają realnego wymiaru. Gdyby Pan siedział w łagrze w 1953 roku, to miałoby dla Pana realne znaczenie, że ni stąd ni z owąd jest Pan wolny (no, to przesada, ale wypuścili Pana z łagru). Tego właśnie realnego wymiaru odwilży dotyczyła niedawna dyskusja na temat „poczucia wolności w prlu” po 1989 roku. Ja akurat jestem zdania, że zmiana w jakości życia w latach 53-56 była większa niż w latach 89-91, ale w obu wypadkach jakaś była, co oczywiście nie zmienia faktu, że obie były bolszewicką prowokacją.

    Rozumiem z Pańskiego ostatniego akapitu, że spodziewa się Pan wojny między chrl i … kim? Japonią? Koreą? Tajwanem?

  14. 14 amalryk

    Podejrzany? Pewnie tak – „wyguglanie” go wraz z czynnością „kopiuj – wklej”, nie zajeło mi więcej niż ca. 5 min.

  15. 15 michał

    Czy to jest przekład Drawicza?

    „Mój Ty Boże! Skąd się biorą takie Sfinksy? Bez nóg, bez głowy, bez ogona, a na dobitkę jeszcze takie androny plecie. I mordę ma taką bandycką! Do kogo ten łajdak pije?”

    Tak to brzmi w kongenialnym przekładzie z rosyjskiego.

  16. 16 michał

    Post scriptum do powyższego artykułu.

    W ubiegłym tygodniu Masza Gessen dopisała zabawną codę do swojej książki. Gessen pracowała jako redaktor sowieckiego pisma przyrodniczego i odmówiła wysłania reportera na scenę ostatniego przedstawienia, w którym Putin pomagać miał syberyjskim żurawiom udać się ku ciepłym krajom (uwaga: żurawiom, nie ludziom) i w rezultacie straciła posadę. Wytłumaczyła to bardzo prosto: nie chciała, żeby jej reporter był świadkiem cierpienia zwierząt.

    Gessen, jak to bywa z ludźmi zwolnionymi z pracy, pojechała na oblewanie do Pragi. Jadąc następnego dnia taksówką na kacu, odebrała telefon. To Putin. Zaprosił ją na Kreml, na rozmowę. Zupełnie tak jak Stalin zwykł telefonować do „kulturalnie ważnych osób” – nie żeby Gessen porównywała siebie…, nie, skądże.

    Pojechała na Kreml, czekała dwie i pół godziny i zdołała porozmawiać z Putinem przez 20 minut. Twierdzi, że Putin miał dwie rzeczy do powiedzenia: po pierwsze, nie miała racji nie posyłając reportera na świadka jego wyczynów, bo jego wysiłki zwiększają świadomość; a po drugie, że jej szef nie miał racji, pozbawiając ją pracy. Ach, byłbym zapomniał! Jego pierwsze słowa brzmiały: lubię ptaszki, kotki i wszystkie małe stworzonka. Ja wiem, że to nie brzmi prawdopodobnie, więc podaję źródło: http://www.theworld.org/2012/09/kremlin-blacklisted-recently-fired-prominent-russian-journalist-masha-gessen-meets-vladimir-putin/

    W innych wywiadach na temat swego „wywiadu” Gessen utrzymuje, że Putin nie miał pojęcia „kim ona jest”. Nie wiedział, jej zdaniem, że rozmawia z autorką głośnej i bardzo krytycznej książki o nim.

    Nie wiem doprawdy, czy nie powinienem wycofać moich słów na temat rzekomej inteligencji Gessen. Nie. Teraz wydaje mi się, że jej naiwność nie zna granic.

  17. 17 tomasz

    Panie Michale, to wszystko bujdy na resorach. Przecież wiemy, że nie można ufać nikomu z sowieckiej strony. Gessen wcale nie brak inteligencji. To sowieciarze wiedzą doskonale, że adresaci tych rewelacji nie są zbyt lotni.

  18. 18 michał

    Drogi Panie Tomaszu,

    A komu możemy ufać?

    Czy nie jest tak, że możemy ufać tylko własnemu zdrowemu rozsądkowi? To mniej więcej chciałem przedstawić w powyższym artykule.

  19. 19 tomasz
  20. 20 tomasz

    Czy ten Browder jest na prawdę mocny, czy to kolejna farsa z udziałem ZSRE?

  21. 21 michał

    Drogi Panie,

    Tekst, który nam Pan podsuwa wydaje mi się słaby, faktycznie błędny i po prostu idiotyczny. Pisałem w powyższym artykule o Billu Browderze i Magnickim, ograniczę się więc tylko do oczywistości. Browder nie jest Brytyjczykiem, ale Amerykaninem, wedle wszelkich źródeł, chyba że ostatnio zmienił obywatelstwo. Magnicki nie był ani jego przyjacielem, ani „biznesowym partnerem” Browdera. Magnicki dla niego pracował. Nawrócenie Browdera w rezultacie śmierci Magnickiego, jest z pewnością pochwały godne, ale nie oszukujmy się: on całkowicie należy do tej samej sitwy. Pragnie tylko kolejnej odwilży, de-putinizacji. Ale żeby to dyskutować dalej, musiałby Pan przeczytać powyższy artykuł.

    Nie wiem, co ma Pan na myśli, pytając czy on jest mocny.

    W artykule przez Pana wskazanym mowa jest o „prawach człowieka w Rosji”. Pozwolę sobie odpowiedzieć cytatem z Józefa Mackiewicza:

    „Jako naturalna reakcja protestu i buntu, przeciwko największemu w dziejach ujarzmieniu człowieka nie tylko z ciała ale i z ducha, zrodził się – Antykomunizm. W ten sposób Antykomunizm stanowi nie tylko PENDANT do Praw Człowieka, ale niejako jego praktyczne uzupełnienie na dzień dzisiejszy, w dążeniu do przywrócenia najbardziej podstawowych założeń tych Praw. (Pogwałcenie ich zdarza się i gdzie indziej ale, porównawczo, wszędzie w mniejszym stopniu). Antykomunizm, w jego czystej formie i intencji, jest zatem integralną częścią Praw Człowieka. A powinien być istotną egzekutywą tego prawodawstwa.”

    Walka o „prawa człowieka w Rosji” jest nonsensem. Waczyć trzeba przeciw bolszewizmowi.

  22. 22 tomasz

    Pytanie było ironiczne, a tekst „podsunąłem” jako ciekawostkę. Pański tekst (obydwie części) czytałem wcześniej. Uważam, że zadaniem takich artykułów jest pokazanie, że komunizm stoi mocno i nie cofnie się przed niczym. Pod płaszczykiem kwilenia o prawach człowieka daje się wyraźny komunikat: Nie próbujcie! U nas wszystkie chwyty dozwolone.

  23. 23 tomasz

    „Uważam, że zadaniem takich artykułów jest pokazanie…” Chodzi oczywiście o artykuł w Rz.

  24. 24 michał

    Panie Tomaszu,

    Chyba Pana nie rozumiem. Nie sądzę, żeby artykuł w prlowskim pisemku miał jakieś zadania, a jeśli ma jakieś, to raczej pokazać właśnie, że przy pomocy „odważnej walki o prawa człowieka w Rosji” można coś zmienić, gdy w rzeczywistości niczego zmienić nie można. Jeśli ktoś tu kwili, to Browder i Gessen, bo tęsknią za tym, jak im było dobrze, kiedy „komunizm upadł” i „byli wolni”. Ona, by debatować demokratycznie, a on, by robić pieniądze w sowietach. Tego im tylko trzeba.

    Powiedziałbym zatem, że komunikat – powtarzam: jeśli w ogóle jakiś musi być – jest raczej odwrotny: walczcie o prawa człowieka, jak najbardziej, bardzo to pochwalamy i prosimy o więcej. Kiedy nam będzie wygodnie, to potępimy wybuchy, ataki, morderstwa, i odputinizujemy naszą sowiecką matiuszkę… o, pardon, matiuszkę Rosiję.

  25. 25 Jaszczur

    Jeśli to, o czym w post scriptum pisał o przypadkach Maszy Gessen Pan Michał znajduje potwierdzenie w faktach, to okazuje się, że życie jest o wiele zabawniejsze, niż… dowcipy o Stalinie z papugą w roli głównej. Te wręcz bledną przy przytoczonej powyżej historii!

    A co do komunikatów, które dyskutują PP. Michał i Tomasz i próbują zinterpretować, to myślę, że są one następujące: „walczcie o prawa człowieka, walczcie z korupcją i mordami politycznymi, walczcie o demokratyczne standardy, ale nie próbujcie nawet pomyśleć o walce z systemem jako takim, o walce z komunizmem”.

  26. 26 michał

    Panie Jaszczurze,

    Gdyby treść tych rzekomych „komunikatów” rzeczywiście miała być taka, jak Pan sugeruje (w czym zdaje mi się jest Pan bliski p. Tomasza), to ja byłbym uradowany, ale nigdzie przenigdzie (czy tak można powiedzieć??) nie ma mowy o wlace z systemem. Nikt o niej nie mówi, nikt jej nie pragnie – skąd to się w ogóle wzięło?

    W oczach ludzi takich jak Gessen czy Browder – którzy nb. nie są we własnym mniemaniu po tej samej stronie – komunizm nie istnieje. Kropka. Upadł i basta. Sowiety się rozpadły. Nie ma o czym mówić. Trzeba walczyć o prawa człowieka, o demokrację, o wolność mediów, o wolność robienia milionów. Kropka. O jakiej walce z systemem Panowie mówicie? Oni nie widzą w ogóle tego, o czym my tu rozprawiamy.

  27. 27 amalryk

    Panie Michale!

    Nic dodać nic ująć! Jako wychowany wśród (już z resztą w większości wymarłego) pokolenia polskojęzycznych czekistów, potwierdzm, ich przekaz brzmiał ;Komunizm? Ach jaka piękna, idealistyczna utopia! Niestety, z oczywistych względów, jak każda utopia nie mogła się zrealizować! No cóż, szkoda – C’est la vie!

  28. 28 michał

    Tak, ale takie postawienie sprawy można z łatwością przekręcić na modne dziś, że komunizm nigdy nie istniał, że zarzucono próby wprowadzenia w życie, więc należy spróbować zrobić to porządnie, bez terroru, bo komunizm jest prawdziwą przyszłością.

    Ale komunizm nie jest przecież żadną idealistyczną utopią, tylko żelazną i konsekwentną Metodą. Ta utopia stanowiła jej ważną część, służyła w postaci ideologii do odurzenia mas i do sowietyzacji. Była więc narzędziem w rękach czekistów i jak sądzę będzie takim narzędziem w przyszłości, choćby dlatego, że spełniła swą rolę narzędzia tak znakomicie.

  29. 29 amalryk

    Ależ oczywiście! Ta „płomienna idea” jest jak widać również ciągle do wykorzystania, a nasza konająca na uwiąd starczy cywilizacja nie ma najwyraźniej już przed nią na dodatek żadnych mechanizmów obronnych.

    Naturalnie komunizm, jako Metoda, jest w stanie adaptować do swoich potrzeb dowolną ideę, jeżeli okaże się ona w danym momencie (czy też jak to mawiali na „danym etapie”) przydatną do realizacji celu.

  30. 30 michał

    Słusznie! Na starczy uwiąd cierpi ta cywilizacja od XIX wieku, ale nikt jeszcze nie skonał od uwiądu. Teraz doszła do tego cywilizacyjna trzęsiączka spod znaku Parkinsona i kulturowa demencja od Alzheimera.

Komentuj





Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja