III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




„Klan doniecki” i „rewolucja godności”

Po wyborach prezydenckich w styczniu-lutym 2010 roku do władzy doszedł „klan doniecki”. Poważną konkurencję dla Janukowycza stanowiła jedynie Tymoszenko, z którą kilka miesięcy wcześniej usiłował utworzyć „szeroką koalicję” przeciwko Juszczenko. Młodociany przestępca, który został następnie komunistą i o którym mówiono, że stworzył kombinację „węgiel-koks-metal” stanowiącą podstawę dla „sukcesów gospodarczych” Achmetowa [1], tym razem osiągnął swój cel, jakkolwiek przez dwa tygodnie Tymoszenko usiłowała zablokować w sądzie ogłoszenie wyniku. Wkrótce po objęciu stanowiska, Janukowycz zadeklarował, że „postsowiecka” Ukraina nie powinna być zaangażowana w żaden pakt militarny i zlikwidował komisję ds. przystąpienia do NATO, co niweczyło starania „prozachodnich” Juszczenko i Tymoszenko, odrzucając następnie uczestnictwo w kremlowskim „układzie o bezpieczeństwie zbiorowym” (przedtem zagwarantował „rosyjskim” czekistom użytkowanie krymskiej bazy Floty Czarnomorskiej na kolejne 25 lat). Gdy już pozałatwiał najważniejsze sprawy, wraz ze swoją ekipą zajął się „reformą państwa” i „walką z korupcją”. W jej ramach spowodował oskarżenie Tymoszenko o przekroczenie uprawnień przy zawieraniu kontraktu gazowego z „Rosją” i skazanie jej na 7 lat więzienia, co odebrane zostało jako próba eliminacji opozycji i poskutkowało krytyką ze strony Zachodu oraz stosownymi krokami dyplomatycznymi, m.in. odwołaniem wizyty Janukowycza w Brukseli.

*

W kwietniu 2010 roku, poprzez swoją spółkę na Cyprze, Kołomojski został właścicielem grupy kanałów 1+1 Media, w których główny program zainwestował dwa i pół roku wcześniej. Tym razem kosztowało go to 319 milionów dolarów. Mając do dyspozycji tego rodzaju rzecznika, nie tylko mógł skutecznie bronić się przed atakami w mediach, ale i sam atakować, a nawet wpływać na polityczną rzeczywistość. Dzięki współpracy z Achmetowem oraz   przyjacielskim stosunkom z doradcą i zastępcą szefa administracji Janukowycza Andrejem Portnowem, prawnikiem, którego zatrudniał od 10 lat (pracującym także dla Tymoszenko), miał bardzo dobre stosunki z nową władzą i nie musiał się niczego obawiać. Spokojnie powiększał swoje aktywa, na początek koncentrując się na transporcie lotniczym. Będąc już właścicielem kilku ukraińskich linii lotniczych (do poprzednich doszły w międzyczasie Donbasaero i Roza Vytriv), we wrześniu 2010 roku utworzył z nich oddzielną grupę spółek kontrolującą 48,5% ukraińskiego rynku transportu lotniczego. Rozwijając skrzydła na zachodnią Europę, w kolejnym roku przejął kontrolę nad trzema skandynawskimi tzw. tanimi liniami lotniczymi: szwedzkimi liniami regionalnymi Skyways i City Airline oraz duńską linią międzynarodową Climber Sterling. Nie przyniosło mu to jednak dużych zysków. Już rok później, wszystkie trzy, jak również dwie linie ukraińskie, ogłosiły bankructwo.

Być może miało to związek z tym, że Kołomojski w tym czasie bardziej zainteresował się wykorzystaniem swojej grupy medialnej. Gdy ją przejmował, od dwóch lat zarządzał nią Aleksander (Ołeksandr) Tkaczenko – doświadczony specjalista w zastosowaniu telewizji w polityce, który swoją karierę zaczynał w kluczowych latach 1988-91, prowadząc program „studia młodzieżowego” w pierwszym programie lokalnej telewizji sowieckiej, a w latach 2000-2004 związał się m.in. z Juszczenko i Pińczukiem. W połowie maja 2011 roku Tkaczenko zainicjował w stacji 1+1 swój program autorski, w formie 45-minutowych wywiadów, do których często zapraszał polityków, co poskutkowało dużą popularnością kanału. Dążąc do zwielokrotnienia sukcesu, w 2012 roku Kołomojski i Tkaczenko zawarli umowę z popularnym studiem Kwartał 95, zajmującym się produkcją przedstawień satyrycznych, parodiujących znanych polityków. Autorem, reżyserem i głównym prowadzącym jednego z takich przedstawień o nazwie Wieczorny Kwartał był utalentowany komik kabaretowy oraz aktor, pochodzący z Krzywego Rogu Wołodymyr Zełenski (Władimir Zelenski). Łącznikiem pomiędzy Kołomojskim a Zełenskim był narzeczony córki Kołomojskiego i współwłaściciel Kwartału 95, Timur Mindicz („Kwartał 95” jest nazwą części śródmieścia Krzywego Rogu, wokół Placu Gorkiego).

*

Od połowy 2012 roku zaostrzył się konflikt polityczny pomiędzy „prozachodnią opozycją”, która coraz bardziej odwoływała się do ukraińskiego nacjonalizmu, a „prorosyjską” ekipą Janukowycza. Do eskalacji doszło na początku lipca, gdy grupa opozycyjnych aktywistów i parlamentarzystów ogłosiła strajk głodowy na tle zatwierdzenia nowej „ustawy językowej”, umożliwiającej urzędowe wykorzystanie rosyjskiego w regionach, gdzie więcej niż 10% ludności używa tego języka (dotyczyło to także innych języków, jak węgierskiego i białoruskiego). Nie osiągając spełnienia swoich postulatów, po dwóch tygodniach go zakończyli, uzyskując jednak duże poparcie w społeczeństwie zachodniej i centralnej części Ukrainy. Coraz większą rolę w opozycji odgrywało Wszechukraińskie Zjednoczenie »Swoboda« odwołujące się wprost do przedwojennych tradycji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Po uzyskaniu 37 mandatów w parlamencie w efekcie wyborów parlamentarnych na jesieni 2012 roku, jego aktywiści, nie przebierając w środkach, natychmiast przystąpili do ataków na reprezentantów Partii Regionów, będącej zapleczem politycznym Janukowycza. Na parlamentarnej sali obrad dochodziło nie tylko do ostrych potyczek słownych i wzajemnych wyzwisk, ale też do bijatyk (dochodziło do nich i później, ostatnio w 2021 roku).

*

21 listopada 2013 roku, utworzony przez Partię Regionów inową, prawdziwąkompartię rząd ogłosił dekret o zawieszeniu procedury zawarcia układu stowarzyszeniowego „postsowieckiej” Ukrainy z Unią Europejską, uzasadniając to „koniecznością rozwoju stosunków gospodarczych z Rosją oraz Wspólnotą Państw Niepodległych”. Było to otwarte rzucenie wyzwania „prozachodniej” opozycji i ta natychmiast wezwała do masowych protestów. Dysponowała już znacznym poparciem w Kijowie oraz w kilku innych dużych miastach i łatwo jej było je zorganizować. Tym bardziej, że poparli je niektórzy „magnaci”. Główną sceną protestu był ponownie kijowski Majdan – stąd też nazwano go euromajdanem – a do dużych manifestacji doszło także w innych miastach „opozycyjnych”, w tym we Lwowie, Tarnopolu, Mikołajowie, Żytomierzu i Czernichowie. Ponadto opozycji udało się zorganizować wiece w niektórych miastach pozostających pod kontrolą ekipy rządzącej, jak np. w Ługańsku i w Sewastopolu. Szczególnie aktywną grupę wśród protestujących tworzyli zyskujący coraz większe poparcie nacjonaliści ze Swobody, których lider Ołeh Tiahnybok stał się powszechnie lansowanym kandydatem na przyszłego prezydenta.

Po zlikwidowaniu przez milicję „miasteczka namiotowego” na Majdanie pod koniec listopada, protest przyjął formę wystąpienia przeciwko Janukowyczowi i ekipie rządowej. Początkowo przebiegał dość spokojnie, lecz z czasem manifestanci bardzo się zradykalizowali, co poskutkowało użyciem wobec nich szturmowych oddziałów milicyjnych Berkut. Aktywiści opozycji zorganizowali w związku z tym własne „oddziały bojowe” – samoobronę, której trzon tworzyły „sotnie” utworzonego w trakcie protestu nacjonalistycznego Prawego Sektora, organizacji krytycznej także wobec opozycji i przebijającej Swobodę w swojej retoryce i radykalizmie. Do pierwszych starć doszło jeszcze w pierwszej połowie grudnia, podczas kolejnej próby pacyfikacji protestu. Uchwalone w połowie stycznia przez rządzącą koalicję ograniczenie prawa do zgromadzeń i zrzeszania się oraz wprowadzenie kontroli informacji medialnych stały się przyczynkiem do kolejnej eskalacji konfliktu. Znacząco wpłynęły na to rozpowszechniane informacje o atakach na aktywistów i dziennikarzy opozycyjnych mediów oraz o przypadkach zaginięć ludzi. Tydzień później, w wyniku ostrych starć z Berkutem od ran postrzałowych zginęły dwie osoby, zaś jeden z aktywistów znaleziony został martwy na peryferiach Kijowa ze śladami tortur na ciele. W ten sposób, cały kraj ogarnęła „rewolucja godności”.

Do kulminacji przemocy doszło na Majdanie w dniach 18-20 lutego 2014 roku, gdy w wyniku walk Berkutu z „sotniami” Prawego Sektora oraz strzałów niezidentyfikowanych do dziś snajperów zginęło 100 manifestantów oraz 17 „szturmowców” [2]. Po mediacji trzyosobowej grupy polityków Unii Europejskiej (z Niemiec, Francji i „postkomunistycznej” Polski) 21 lutego doszło do zawarcia porozumienia pomiędzy Janukowyczem i opozycją, lecz jeszcze tego samego dnia Janukowycz opuścił Kijów i udał się do Charkowa, gdzie ogłosił, że nie zamierza podać się do dymisji, a to co się dzieje określił „wandalizmem, bandytyzmem i zamachem stanu”. Dwa dni później, przejęty przez opozycję ukraiński parlament zadeklarował, że Janukowycz „niekonstytucyjnie zrzekł się uprawnień”. Po delegalizacji Partii Regionów, jego nowym przewodniczącym został partyjny zastępca Tymoszenko (Tymoszenko uwolniono z więzienia 22 lutego, co pozwoliło jej jeszcze przemówić do tłumów zebranych na Majdanie), blisko z nią związany od 1997 roku Aleksander (Ołeksandr) Turczynow – „były” komunista z Dniepropietrowska (był m.in. sekretarzem rejonowego komitetu komsomołu, a następnie kierownikiem wydziału agitacji i propagandy tegoż), swego czasu doradca Kuczmy (znali się z Jużmaszu). Z racji zostania „marszałkiem”, Turczynow został tymczasowym prezydentem „postsowieckiej” Ukrainy, do czasu nowych wyborów, które wyznaczono na drugą połowę maja.

Opisane wydarzenia miały także uczestników, którzy się zbytnio nie afiszowali – kremlowskich czekistów. W tym samym czasie, gdy ukraińska opozycja przejmowała stery władzy w Kijowie, w Sewastopolu odbył się wiec, na którym „wybrano” nowego mera miasta i ogłoszono, że miasto nie będzie przekazywać podatków do budżetu „postsowieckiej” Ukrainy. Cztery dni później, na ulicach Symferpola pojawiły się nieoznakowane oddziały żołnierzy nazwanych „zielonymi ludzikami”, które zajęły budynki władz Autonomii Krymskiej. Wkrótce potem pojawiły się na nich flagi „Rosji”. Nikt nie interweniował.

*

9 lutego bieżącego roku (2022), portal dnepr.news zamieścił artykuł przytaczający wypowiedzi jednego z liderów skrajnych nacjonalistów ukraińskich z organizacji S14 (po ukraińsku także Січ, czyli Sicz), który stwierdził, że euromajdan sfinansował Kołomojski [3]. Skrajni nacjonaliści mają bujną wyobraźnię i są z reguły całkowicie oderwani od rzeczywistości, ale coś może być na rzeczy, jeśli się weźmie pod uwagę, że po euromajdanie Kołomojski wspomagał ukraiński ruch nacjonalistyczny oraz wykorzystał go do utworzenia swojej jednostki „wolontariuszy”. Pośrednio też wskazuje na to polityczny profit, który Kołomojski uzyskał od nowej ekipy u władzy. Byłoby to typowe dla niego posunięcie – przestawienie się w odpowiednim czasie na wspieranie nowej grupy zarządzającej krajem. Z upublicznionych nagrań rozmów telefonicznych wiadomo, że jeszcze w grudniu 2013 roku rozmawiał z Janukowyczem (pośrednikiem był Portnow), który prosił go o „odpowiednie relacjonowanie wydarzeń” w kanale 1+1 [4]. Wydaje się, że Kołomojski patrzył już wówczas dużo dalej w przyszłość. „Rewolucja godności” zaowocowała także tym, że Benia postanowił osobiście wystąpić na scenie politycznej „postsowieckiej” Ukrainy.

Przez pierwsze dwa miesiące po odsunięciu od władzy „klanu donieckiego”, osobą faktycznie decydującą w kwestiach zarządzania krajem była Tymoszenko. Zapewne to za jej zgodą, Kołomojski został 2 marca szefem administracji obwodu dniepropietrowskiego, co rozpoczęło jego karierę polityczną (była to jego inicjatywa; jak stwierdził później, rozmowy w tej sprawie rozpoczęły się w styczniu). Przebywał wówczas w swojej posiadłości nad Jeziorem Genewskim (formalnie należącej do jego siostry), ale bez zwłoki powrócił do Dniepropietrowska, aby zająć stanowisko zarządcy „swojego” regionu. Polityka ma swoje prawa i już dzień później nowy administrator publicznie wypowiedział się o Putinie, nazywając go „schizofrenikiem niewielkiego wzrostu”, za co następnego dnia został przez tego drugiego określony mianem „wyjątkowego oszusta”. Wypowiedź Kołomojskiego miała swój kontekst, bowiem do problemów na Krymie [5] doszły dodatkowo problemy w Donbasie, gdzie z poparciem Kremla wzrastał opór przeciwko nowej władzy z hasłami odłączenia się od „postsowieckiej” Ukrainy. Posiadając fabryki metalurgiczne oraz inne zasoby i tu, i tam, Kołomojski miał się o co martwić.

Wraz z nim, do Dniepropietrowska przybyła grupa jego zaufanych współpracowników z Borysem Fiłatowem i specjalistą od „rozwiązywania problemów” Korbanem na czele (ten pierwszy od jesieni 2015 roku pozostaje merem Dniepropietrowska/Dniepra, zaś drugi jest aktualnie szefem obrony terytorialnej miasta). Kołomojski nie był jedynym „magnatem”, któremu nowa ekipa polityczna przekazała pod zarząd ważny region kraju. Drugim był założyciel i szef potężnej korporacji metalurgicznej Związek Przemysłowy Donbasu (od 2005 roku właściciel m.in. polskiej Huty Częstochowa), Sergiej (Serhij) Taruta, który został gubernatorem obwodu donieckiego. Taruta był także znanym i znaczącym od wielu lat politykiem (i wciąż nim jest). Karierę w tej branży rozpoczął jeszcze w czasach Kuczmy (w latach 2004-2005 był członkiem „rady biznesmenów” przy rządzie Janukowycza), aby następnie zbliżyć się do Juszczenko, przystąpić do partii Tymoszenko, założyć własną partię i wreszcie przyjąć pozycję „bezpartyjnego” [6]. Obwód dniepropietrowski i doniecki sąsiadują ze sobą.

„Król czekolady” i amerykański „pas rdzy”

Pod koniec marca 2014 roku w Wiedniu miało miejsce poufne spotkanie trzech ukraińskich „magnatów” oraz jednego ze znaczących przywódców niedawnej opozycji. „Magnatami” byli: znany jako „kasjer Moskwy” Dmitrij (Dmytro) Firtasz [7], szef administracji Janukowycza Sergiej (Serhij) Łowoczkin oraz właściciel m.in. korporacji cukierniczej Roshen Petro Poroszenko – „Król czekolady”, który swoją potęgę finansową zaczął budować we wczesnych latach 90. i rozwinął w czasach Kuczmy (swego czasu był związany z Medwedczukiem), kiedy to zaangażował się również w politykę (m.in. został inicjatorem Partii Regionów; w 2012 roku, na prośbę Janukowycza był ministrem gospodarki i handlu w zdominowanym przez tę partię rządzie), a następnie związał się z Juszczenko (za jego kadencji był m.in. zastępcą prezesa banku narodowego oraz ministrem spraw zagranicznych). Politykiem zaś był lider jednej z głównych partii politycznych – UDAR, przedtem znany bokser wagi ciężkiej, Witalij Kłyczko (Kliczko). Rozmowy trwały długo, bowiem tematem spotkania były zbliżające się wybory prezydenckie, w których swoje kandydatury zgłosili Kłyczko i Poroszenko. Ustalono, że Kłyczko zrezygnuje z kandydowania i poprze Poroszenko w zamian za poparcie jego kandydatury na mera Kijowa, zaś dysponujący mediami o największej wówczas na „postsowieckiej” Ukrainie sile przekazu Firtasz i Łowoczkin zrobią co trzeba, aby Poroszenko został wybrany w pierwszej turze (także Poroszenko kontrolował jeden z kanałów telewizyjnych). Tak też się stało [8].

Zanim jednak do tego doszło, w pierwszej połowie kwietnia na dobre rozpoczęła się rebelia w Donbasie, gdzie separatyści przejęli kontrolę w kilku miastach, w tym w Doniecku i Ługańsku oraz opanowali część granicy z „Rosją”. W takiej sytuacji, 15 kwietnia nowe władze w Kijowie podjęły tam „operację antyterrorystyczną”, która poskutkowała walkami policyjnych jednostek ukraińskich z milicją rebeliantów, wzmocnioną „wolontariuszami z Rosji”. Na początku maja doszło też do zamieszek i starć demonstrantów i kontrdemonstrantów w Odessie, podczas których zginęło 48 osób, z czego 42 po podpaleniu budynku, w którym się schronili – byli to głównie przeciwnicy euromajdanu. Wiele wskazuje na to, że to Kołomojski doprowadził do pacyfikacji buntu, wysyłając tam zorganizowane grupy kibiców-„ultrasów” i nacjonalistów, bowiem to jego partner w interesach został następnie szefem administracji obwodu odeskiego, po odwołaniu osoby związanej z Tymoszenko. Wybór Poroszenki przebiegł w cieniu zaciekłych walk w Donbasie, skutkujących wieloma ofiarami śmiertelnymi (17 lipca także zestrzeleniem malezyjskiego samolotu pasażerskiego z 298 osobami na pokładzie). Separatystom udało się już przeprowadzić „referenda” i utworzyć dwie „republiki ludowe”.

*

Na początku swoich rządów w Dniepropietrowsku, Kołomojski zadeklarował m.in. że poświęci swoje interesy na rzecz zwalczania separatystów. W praktyce wyglądało to jednak nieco inaczej. Na początek zaproponował, aby obwody, w których działają separatyści, zostały przyznane innym „magnatom”: doniecki Achmetowowi, zaporoski Pińczukowi, ługański Tarucie, a Krym Wadimowi Nowinskiemu (partnerowi biznesowemu Achmetowa). W ten sposób zapewne wszyscy mieli dbać o siebie nawzajem. Jego propozycja nie została jednak zrealizowana (Achmetow i Pińczuk odmówili) i o swoje aktywa musiał zadbać sam. Wobec walk w Donbasie, grożących mu utratą części zasobów, w pierwszej połowie czerwca zaproponował Poroszenko, który niedawno został prezydentem, natychmiastowe wybudowanie na granicy z „Rosją” ukraińskiej wersji „linii Mannerheima” – dwumetrowej stalowej ściany z zabezpieczającą do niej dostęp fosą oraz pasem drutu kolczastego, częściowo też zelektryfikowanej, przesyłając projekt techniczny i deklarując chęć pokrycia kosztów budowy.

Gdy i to nie zostało zaakceptowane (Poroszenko ma swoje aktywa głównie na prawobrzeżnej Ukrainie – najważniejsze zakłady koncernu Roshen znajdują się w Winnicy), Kołomojski zaczął wykorzystywać utworzone wcześniej pod nadzorem Korbana oddziały „wolontariuszy”, które na początek przyjęły formę batalionu Dnipro-1 [9]. Nie była to odosobniona inicjatywa, bowiem inni „magnaci” także starali się zabezpieczyć swoje zakłady, na przykład Achmetow korzystał do ochrony swoich hut ze stworzonych w tym celu „szwadronów robotniczych” (podobno także z usług pułku Azow). Dla Beni i jego współpracowników „ochrona” nie ograniczała się jednak tylko do zabezpieczenia przed separatystami. Na początku września bojcy batalionu Dnipro-1 pojawili się w Pokrowsku, w charakterze asysty nowego dyrektora kompanii węglowej Krasnolimańska. Był on jej dyrektorem już wcześniej, lecz został odwołany i wobec decyzji przywrócenia go, wydanej przez dniepropietrowski sąd, w ten tradycyjny „postsowiecki” sposób wracał na stanowisko. Indagowany podczas tej akcji rejderskiej dowódca oddziału wyjaśnił, że posiada dokumenty świadczące o tym, że pieniądze uzyskane przez zakłady Krasnolimańska są wykorzystywane do finansowania separatystów. Podobna historia wydarzyła się pod koniec września w odniesieniu do jednego z kombinatów metalurgicznych w obwodzie dniepropietrowskim, należącym do grupy spółek Firtasza. Do jego biur włamała się 100-osobowa grupa rejderów, wśród których niektórzy mieli na ubraniach naszywki Dnipro-1.

Ponieważ do grona partnerów biznesowych Kołomojskiego należały osoby z otoczenia ówczesnego premiera Arkadija Jaceniuka, te i podobne działania pozostawały bez reakcji. Inaczej było jednak w przypadku nocnej akcji rejderskiej z 19 marca 2015 roku, przeprowadzonej w związku z konfliktem wokół zmiany szefa publicznej spółki Ukrtransnafta – operatora systemu rurociągów do transportu ropy naftowej. Gdy uzbrojona grupa zajęła biura firmy, aby przywrócić na stanowisko odwołanego wcześniej prezesa firmy związanego z Kołomojskim i po kilku godzinach Benia wyszedł na zewnątrz, dziennikarz amerykańskiego Radio Swoboda (RFE/RL) zapytał go, co takiego tam robił. Ten w odpowiedzi słownie go zaatakował, używając przy tym wulgaryzmów [10]. Wywołało to skandal, który zaowocował publicznym upomnieniem Kołomojskiego przez Poroszenko.

Następnego dnia, wskutek „usterki technicznej” wszystkie konta Poroszenko w Prywatbanku zostały zablokowane. Kolejnego dnia, po wizycie Kołomojskiego w siedzibie Ukrtransnafty, grupa ludzi zagrodziła metalowymi barierami wejście do budynku, twierdząc, że jest to zabezpieczenie na wypadek rejderskiego przejęcia przedsiębiorstwa. Zapowiadała się próba sił, do której jednak nie doszło. Po dniu zwłoki, 24 marca Poroszenko wydał oświadczenie wzywające Kołomojskiego do ustąpienia ze stanowiska szefa administracji obwodu dniepropietrowskiego. Wyrażając stosowny żal Benia oświadczył, że wycofuje się z życia politycznego „postsowieckiej” Ukrainy. Wkrótce potem jednak utworzył dwie partie opozycyjne (nacjonalistyczną i „socjalistyczną”; szefem tej pierwszej został Korban, który notabene także jest pochodzenia żydowskiego) – zbliżały się wybory lokalne oraz uzupełniające wybory parlamentarne. Wobec aneksji Krymu i rebelii w Donbasie, Kołomojski utracił swoje aktywa tamże (wśród krymskich był hotel, magazyn ropy i stacje benzynowe) [11], a w rezultacie zatargu z Poroszenko stracił dodatkowo kontrolę nad ukraińskim przemysłem naftowym. To jednak nie był koniec jego problemów.

*

Od roku 2014 na „postsowieckiej” Ukrainie rozwijał się kryzys gospodarczy i bankowy, który spowodował ogromny deficyt kapitałowy Prywatbanku, grożący jego upadkiem. Jako jedną z przyczyn szef banku centralnego wskazał politykę kredytową Prywatbanku i zaproponował program jego restrukturyzacji (klientami banku była ponad połowa dorosłych Ukraińców). Plan uzgodniono, ale zarząd i udziałowcy go nie zastosowali. Być może Kołomojski liczył na to, że dzięki głosom swojej grupy politycznej w parlamencie porozumie się z Poroszenko, który nie dysponował większością (wsparł go przy wyborze nowego premiera i prokuratora generalnego). Tak się jednak nie stało i na początku drugiej połowy grudnia 2016 roku ukraiński bank centralny (NBU) ogłosił niewypłacalność Prywatbanku, a rząd go upaństwowił. Wprowadzono tymczasowy zarząd, całość akcji przekazano za jedną hrywnę ministerstwu finansów, a na koniec dokapitalizowano bank brakującą kwotą ponad 5,5 miliarda dolarów z funduszy IMF. Wystąpienie Kołomojskiego i Bogoliubowa do sądu administracyjnego w maju następnego roku nie przyniosło rezultatu, a wkrótce po tym wyroku nowy zarząd Prywatbanku pozwał ich przed londyńskim sądem o wyprowadzenie zeń 1,9 miliarda dolarów (powszechnie przypisywano im defraudację całej straty) [12]. Rok 2017 nie był udany dla Kołomojskiego także z powodu bankructwa lub zawieszenia działalności kilku amerykańskich spółek grupy Prywat. Okazało się przy tym, że były one wykorzystywane do wzajemnych pożyczek dużych kwot pieniędzy (tzw. related party loans) poprzez transfery w Prywatbanku.

Przed utratą Prywatbanku Kołomojski przeniósł się do Szwajcarii, a następnie do Izraela, którego miał obywatelstwo (także Cypru, gdzie zarejestrowanych była większość kontrolowanych przez niego spółek zagranicznych)  [13]. W przeprowadzce na Bliski Wschód pomogły mu niewątpliwie dobre kontakty z amerykańskimi  organizacjami żydowskimi, których działalność wspomagał z Bogoliubowem od połowy lat 90. oraz sfinansowanie przez nich budowy dużego centrum żydowskiego Menora w Dniepropietrowsku, otwartego jesienią 2012 roku. Przebywając w Genewie i w Tel Avivie skupił większą uwagę na swoich zagranicznych interesach. Ponieważ  i one nie były uczciwe, niebawem zapoznał się z amerykańskim wymiarem sprawiedliwości. Zanim to jednak nastąpiło, w związku ze wspomnianym pozwem  Prywatbanku, 19 grudnia 2017 roku sąd w Londynie zamroził warte 2,5 miliarda dolarów światowe aktywa grupy Prywat.

Obecność Kołomojskiego na rynku amerykańskim nie wiązała się jedynie z branżą metalurgiczną, skupioną głównie w tzw. pasie rdzy – Rust Belt. Zainteresował go bowiem także tamtejszy rynek nieruchomości. Jak wiadomo jest to bardzo popularny sektor gospodarki dla inwestycji, szczególnie zaś dla tych, które umożliwiają ulokowanie nie całkiem legalnych dochodów. Kołomojski wybrał w tym celu Dallas, Louisville w stanie Kentucky oraz jeden z głównych ośrodków podupadającego Rust Belt – Cleveland w stanie Ohio. Ukraiński „magnat” rozpoczął wykupywanie nieruchomości w Cleveland po globalnym kryzysie finansowym w 2008 roku, przejmując biurowce w centrum miasta i w niedługim czasie stając się największym właścicielem nieruchomości. Sytuacja ta zaalarmowała Amerykanów, którzy od lat podejrzewali Kołomojskiego i Bogoliubowa o pranie pieniędzy wyprowadzanych z Prywatbanku. Od 2018 roku Departament Sprawiedliwości uważnie przyglądał się ich firmie Optima Management, szukając możliwości zajęcia należących do niej nieruchomości w USA w związku z wyrokiem londyńskiego sądu. Formalną sprawę sądową przed Delaware Court of Chancery wytoczono Kołomojskiemu i Bogoliubowowi w maju 2019 roku na podstawie pozwu nowych władz Prywatbanku, wkrótce po pojawieniu się w amerykańskiej prasie informacji o wszczęciu przez FBI śledztwa w sprawie potencjalnych przestępstw finansowych (pozew Prywatbanku określał kwotę wypranych w ciągu dekady pieniędzy na ok. 470 miliardów dolarów).

________

[1] Kombinacja „węgiel-koks-metal” polegała na tym, że koks produkowany z dotowanego węgla pozwalał na znaczne obniżenie kosztów przetwarzania metali. Kontrolowanie łańcucha produkcyjnego od wydobycia węgla do eksportu wyrobów metalowych umożliwiało transfer za granicę kwoty dotacji, w postaci zysku z eksportowanego metalu i zwrotu VAT. Przyjmuje się, że na tym właśnie opierała się współpraca dwóch głównych postaci „klanu donieckiego”, Achmetowa i Janukowycza.

[2] Wydarzenia te transmitował na żywo należący do Kołomojskiego kanał telewizyjny 1+1, a fragment walk można zobaczyć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=F2ajRVC6tv4. Snajperzy zabijali zarówno uczestników euromajadnu, jak i funkcjonariuszy Berkutu. Po przejęciu władzy przez opozycję oskarżono o to berkutowców, lecz jeden z tropów prowadził do Gruzji i środowiska związanego z Saakaszwilim, które mocno wspierało euromajdan (co zaowocowało późniejszą karierą polityczną Saakashviliego na Ukrainie; w przeddzień przesłuchania w tej sprawie Saakaszwili został wydalony z Ukrainy), a inny wiązał ich z Prawym Sektorem. Niewyjaśniona pozostaje też kwestia związku z tymi wydarzeniami jednego z organizatorów euromajdanu, współpracownika Tymoszenko Serhija Paszynskiego. Niezależnie od tego wszystkiego, można chyba doszukiwać się analogii do podobnych zdarzeń podczas „obalania komunizmu” w „socjalistycznej” Rumunii i obejmowania władzy przez ekipę Iliescu w końcu grudnia 1989 roku.

[3] https://dnepr.news/news/evromaydan-profinansiroval-oligarh-iz-dnepra-kolomoyskiy-radikal-video

[4] https://www.youtube.com/watch?v=uNXj5f7eCMo oraz https://www.youtube.com/watch?v=2ZLEt-8fi_E

[5] 7 marca 2014 roku, lider „prorosyjskich” separatystów krymskich udał się do Moskwy, a 11 marca ogłoszona została „niepodległość” Krymu wraz z zapowiedzią przyłączenia go do „Rosji”. 16 marca odbyło się w tej kwestii „referendum”. Po przejściu na stronę „rosyjską” 72 jednostek wojskowych „postsowieckiej” Ukrainy (2 marca zrobił to, mianowany dzień wcześniej przez Turczynowa dowódca wojskowych sił morskich), armia ukraińska rozpoczęła wycofywanie się z półwyspu.

[6] Kołomojskiemu, ale także Tarucie przypisuje się finansowanie słynnego pułku Azow. Po tegorocznej inwazji Kremla, podczas oblężenia i obrony Mariupola w której uczestniczył Azow, Taruta zaprzeczył temu w „liście otwartym” do redakcji amerykańskiej stacji telewizyjnej CNN (wraz z nim podpisało go ponad 200 osób).

[7] Związany na początku z Mogilewiczem „transferem ropy” na Ukrainę (RusUkrEnergo), znajomy Putina i współpracujący z jego ekipą, Firtasz zasługuje na szczególną uwagę. W tej kwestii warto przeczytać tekst z lata 2018 roku: https://energetyka24.com/gaz/analiza-dmytro-firtasz-rosyjska-figura-na-ukrainskiej-szachownicy

[8] W jedynym głosowaniu, które odbyło się 25 maja, Poroszenko uzyskał 54,7% poparcia. Tymoszenko, która także starała się o wybór, nie była w stanie z nim konkurować na bazie zasług dla euromajdanu, bowiem Poroszenko od początku grudnia 2013 roku był na nim stale obecny (jednym z jego znanych wystąpień było zablokowanie szturmu nacjonalistów na siedzibę Janukowycza: https://www.youtube.com/watch?v=5kvsTmC4lsc ; po „rewolucji godności” odrzucił ofertę uczestnictwa w koalicyjnym rządzie, który zdominowała partia Tymoszenko Batkiwszczyna). Jego jedynym realnym konkurentem mógł być jedynie Kłyczko, który był równie popularny.

[9] Formalnie była to jednostka policyjna podlegająca ukraińskiemu MSW (podobnie jak nacjonalistyczny pułk Azow). Taką samą nazwę nosiła fundacja Kołomojskiego, która miała sfinansować budowę stalowej zapory na granicy, zaś obecnie nosi ją finansowany przez niego klub piłkarski, odtworzony po bankructwie klubu SK Dnipro (Kołomojski był jego właścicielem).

[10] https://www.radiosvoboda.org/a/kolomoyskyi_radiosvoboda/26910865.html

[11] W marcu 2015 roku Kołomojski przedstawił dziennikarzowi Financial Times ciekawą interpretację aneksji Krymu, stwierdzając, że Putin „jedynie wykorzystał sytuację. Jest takim samym rejderem jak i my”.

[12] W połowie października 2019 roku, w drugiej instancji zapadł wyrok, nakazujący Kołomojskiemu i Bogoliubowowi wpłacenie do Prywatbanku 10,9 miliona funtów szterlingów. Kwota ta została powiększona w lutym 2021 roku o dodatkowy milion.

[13] W „postsowieckiej” Ukrainie nie jest dopuszczalne jednoczesne posiadanie innego obywatelstwa. Indagowany w tej kwestii Kołomojski odpowiedział, że nielegalne jest podwójne obywatelstwo, zaś on ma trzy.



Prześlij znajomemu

49 Komentarz(e/y) do “Benia Dniepropietrowski. Część 2”

  1. 1 michał

    To nie a propos wywodów p. Andrzeja, ani o Beni, ani o Wowie, ani o Wołodii, ale nadal ma coś wspólnego z tą dziwną wojną.

    Otóż ktoś wykopał taki tweet sprzed kilku lat:

    https://twitter.com/nowthisnews/status/1044740334306058241?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1044740334306058241%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.spectator.co.uk%2Farticle%2Fgermany-is-at-russia-s-mercy

    Niemiecka delegacja wyśmiewa oskarżenia Trumpa, że cała niunia, a Niemcy w szczególności, jest zbytnio uzależniona od sowieckich źródeł energii.

    von der Leyen domaga się teraz nowych ustaw, które zezwolą brukselskim komisarzom ludowym ograniczyć użycie ropy i gazu w państwach członkowskich. Na razie nierządy eurosowieckich respublik odrzuciły żądania komisji, ale na jak długo?

    Och, jak to dobrze być chwilowo poza zasięgiem sownarkomu.

  2. 2 Jacek

    Andrzej,

    Temat, który poruszasz jest facynujący, mam sporo pytań z nim ziwązanych, ale skupię sie na jednym. Jaka właściwie jest rola Kołomojskiego w rozgrywkach Amerykanów na tym teatrze działań? Piszesz, że na terenie Stanów facet ma kłopoty z organami ścigania. Czy to się jakoś przekłada na stosunek Białęgo Domu do Zełenskiego obecnie? Czy może w obliczu wojny wszystkie grzechy protektora „bohatera” wojny obronnej zostały odpuszczone? A może jest tak, że Zełenski zerwal sie ze smyczy i faktycznie zaczął działać na własną rękę i Amerykanie tarktują go jako gracza niezalżnego od Kołomojskiego?

    Jeśli moje pytanie uprzedza dalszy ciąg Twojego cyklu, to oczywiście poczekam na publikację.

  3. 3 Andrzej

    Panie Michale,

    Moim zdanie polityczne elity niemieckie to szpica bolszewizmu Europy Zachodniej. Ostatnio Scholz ma nową wizję. Wymyślił, że Niemcy „wezmą odpowiedzialność za Europę” (Francja jest zachwycona, reszta pewnie też). Właśnie czytam, że większość Niemców jest za zmianą płci przez samodzielne określanie się. Brr! Bolszewicka ich mać!

    A co do tej wypowiedzią Trumpa. Dobrze powiedział, ale przygarniał kocioł garnkowi (chodzi mi o nie tyle o jego „układy” z sowietami, co o dziesięciolecia współpracy elit amerykańskich z komunistami).

  4. 4 Andrzej

    Jacku,

    Czy chodzi Ci o dzisiejszą rolę Kołomojskiego? Zełenski dopiero co pozbawił Kołomojskiego obywatelstwa „postsowieckiej” Ukrainy. Może, ale nie musi to oznaczać kłopoty Kołomojskiego. Gdzie on się biedak teraz podzieje, żeby go nie wydali Amerykanom. Chyba nie w „Rosji” albo Uzbekistanie? Amerykanie dają broń i pewnie chcą mieć coś w zamian. Ale Benia dużo wie…

    Zełenski i jego dzisiejsza ekipa to dla mnie zagadka (chociaż tam nic nie jest przypadkowe; wszystko jest ułożone, o czym będzie słówko w trzeciej części; każdy zainteresowany i dostatecznie mocny ma swojego „człowieka w rządzie”, jak i tutaj). Wygląda na to, że podjął „de-oligarchizację” (już od ubiegłego roku, jak pisałem wcześniej), ale wciąż ma za sobą jak mi się zdaje, przynajmniej jednego z oligarchów. W tej chwili stawiałbym na Achmetowa (najbogatszy). Ze smyczy sowieckiej niełatwo się zerwać. Litwinienko chyba próbował.

    Może Amerykanie tak go traktują, bo chcą go tak traktować. Co im pozostało, skoro uwierzyli w upadek komunizmu w Europie?

  5. 5 michał

    Panie Andrzeju,

    Zgadzam się w zupełności z Pańską oceną niemieckich elit. Straszna, kilkunastoletnia stagnacja gospodarcza, maskowana przez słabe €uro (w tym sensie, że zawsze o wiele słabsze niż byłaby DM), połączona z kulturowym ześlizgiem na pozycje protobolszewickie, jest wielkim osiągnięciem „muti”, towarzyszki Merkel.

    Jestem pewien, że rozumie Pan, iż nie jestem wielbicielem Trumpa. Niestety jego cień ciąży nadal nad polityką amerykańską i światową. Dajmy mu jednak kredyt, gdy wyjątkowo miał rację. Facet jest tak nieprzewidywalny, że może powiedzieć w dowolnym momencie absolutnie cokolwiek, nic więc dziwnego, że czasami mówił prawdę. Co rzekłszy, w tym wypadku idzie raczej o reakcję na jego słowa. Wtedy się śmiali, a dzisiaj już się nie śmieją.

    Wracając do Beni i jego gangsterów: jaka jest, Pańskim zdaniem, rola Achmetowa?

  6. 6 Jacek

    Andrzej,

    Czyli, jeśli dobrze rozumiem, Zełenski wyrwał sie spod zależności od protektora, który go stworzył politycznie? Jeśli tak, to przypomina to trochę karierę Putina. O nim też mówili, że jest niepoważnym półkretynem, gdy dawali mu władzę, a potem zaraz musieli uciekać do Londynu, na Cypr i do Stanów. Oczywiście ich obu różni tzw background. Zełenski nie ma przewszłości czekisty i wiążących się z tym przewag, ale może poparcie Amerykanów równoważy te braki?

  7. 7 Andrzej

    Panie Michale,

    To tylko hipoteza. Wydaje mi się, że Achmetow pełni teraz rolę osłony dla Zełenskiego. Gdyby Zełenski faktycznie chciał uwolnić się od Kołomojskiego, musi dysponować równie silnym zapleczem. Oczywiście są jeszcze inni: Firtasz, Pińczuk, Żewago, Taruta (Poroszenko raczej nie, czeka go chyba sąd, może łagodny). Trzej pierwsi mogą być w dobrych stosunkach z Achmetowem. Być może z nimi też się jakoś porozumiał. Czas pokaże.

    Krótko mówiąc, uważam, że ten filar o którym pisałem wcześniej wciąż jest dość stabilny. Ruch przeciwko Kołomojskiemu może być tylko zaproszeniem do negocjacji, bo ten zdaje się nie bardzo chce współpracować.

  8. 8 Andrzej

    Jacku,

    Ja myślę, że Amerykanie nie mają aż tyle do powiedzenia na „postsowieckiej” Ukrainie. Trump próbował i nic nie uzyskal poza dwoma aferami (z ambasadorem i z Giulianim). Amerykanie chcą tam tylko zarobić, a nie ustawiać pionki. Potwierdzona przez układ „Rosja-Nato”, Jałta obowiązuje.

  9. 9 Jacek

    Andrzej,

    Czy rzeczywiście Jałta nadal obowiązuje? Czym taki stan się według Ciebie dziś objawia? Ja Jałtę w tym kontekście rozumiem jako oddanie sowietom całego regionu w prezencie. Pozwolenie na ustanawianie swoich porządków i instalowanie sowieckich marionetek. Czy cos takiego teraz ma miejsce?

    Według mnie Waszyngton właśnie próbuje rozszerzać swoje wpływy, czego symptomem jest inwestowanie w ludzi takich, jak Zełenski, pompowanie sprzętu wojskowego na Ukrainę i nieco rozpaczliwe poszukiwanie wsparcia dla takich inicjatyw wśród państw zachodnich. Że chodzi o wymierne zyski, to oczywiste. Ale żeby te zyski osiągnąć Amerykanie muszą właśnie rozstawiać swoje pionki na planszy. Tak robią u nas i w całym regionie.

    To, co jest w tym dla mnie niezrozumiałe, to obecna pozycja ludzi takich, jak Kołomojski. Z tego, co piszesz, wydaje sie, że on stracił większość ze swoich aktywów, a przecież były to aktywa, za którymi stali sowieci z całym swoim aparatem służb. Kluczowe wydaje mi się pytanie, czy to autentyczna utrata wpływów na Ukrainie, czy sowiecki blef. I tu wracamy do pytań, które stawiamy od początku dziwnej wojny.

  10. 10 gniewoj

    Panie Andrzeju,

    podpisując się pod wszystkimi zastrzeżeniami Pana Jacka z jego pierwszego wpisu powyżej mam dwa pytania.

    Pierwsze dotyczy sposobu wyłaniania się opisywanych przez Pana postaci. Czy według Pana w okresie „dzikich lata dziewięćdziesiątych” pozwolono na pewnego rodzaju „wolna amerykankę” gdzie każdy Ukrainiec dostał swoją szansę a dopiero najokazalej wyrosłe chwasty zostały wzięte pod kontrolę służb? Czy był to bardziej model zbliżony modelowi nominacji, tzn., że pewnej wąskiej grupie dano szansę wykazania się i z tej wąskiej grupy wyłoniła się dzisiejsza ukraińska magnateria? Wydaje mi się, że ten drugi model został zastosowany w naszym kraju w momencie gdy powstawały tuzy „wolnych” mediów, przesyłu gazu czy dostaw radiowozów dla nowo powstającej policji.

    Drugie pytanie dotyczy prozachodniości części tamtejszej magnaterii. Czy to jest, w Pana ocenie, prawdziwa prozachodniość czy raczej deklaratywna, typu powiedzmy jugosłowiańskiego z czasów żelaznej kurtyny?

  11. 11 Andrzej

    Jacku,

    Oczywiście Jałta nie w tej formie o której piszesz. Wszak była pierestrojka i komunizm w Europie „upadł”. Ale jeśli chodzi o strefy interesów politycznych, tak. Amerykanie nie mogą dowolnie przesuwać pionków w „demoludach”. O to idzie w całej tej hecy: https://theconversation.com/ukraine-the-history-behind-russias-claim-that-nato-promised-not-to-expand-to-the-east-177085

    Nikt formalnie nie wypowiedział zawartych wówczas paktów.

  12. 12 Andrzej

    ps. a propos aktualnego przesuwania pionków na „postsowieckiej” Ukrainie: https://www.pravda.com.ua/eng/news/2022/07/9/7357188/

  13. 13 Andrzej
  14. 14 Andrzej

    Panie Gniewoju,

    Zdecydowana większość tych, którzy zostali „magnatami” w latach 90. to pierestrojkowi komsomolcy, którzy zaczynali swoje „biznesy” tak jak Kołomojski przed „upadkiem komunizmu” i „rozpadem ZSRS”. Byli jeszcze gangsterzy (niewątpliwie pod kontrolą KGB), zdaje się, że jednym z nich był Achmetow. Czekiści i kompartia zapoczątkowali ten proces i go kontrolowali. Pan o tym na pewno wie. W tej kwestii polecam moje teksty o „upadku komunizmu” w krajach bałtyckich i w Mołdawii (ale nie tylko bo np. w komunistycznej Jugosławii też tak było) na https://jesiendemoludow.pl/

    Sądzę, że porównanie do komunistycznej Jugosławii jest trafne. Ta „prozachodniość” polega na tym, ze oni bezwzględnie wykorzystują Zachód, aby go zniszczyć. Korumpują i eksploatują, a przy okazji żyją na nim jak książęta. Tylko do tego jest im potrzebny.

  15. 15 michał

    Szanowni Panowie,

    To nie jest chyba odgrzewanie Jałty, mimo że, jak słusznie zauważa p. Andrzej, nikt tych umów nie odwołał.

    Wbrew p. Jackowi, rozumiem pierwotną umowę inaczej: nie jako bezwarunkowe oddanie czegokolwiek, ale raczej podział stref wpływów. Geniusz Stalina polegał na tym, że z miejsca zrozumiał moralne bankructwo tzw. demokratów, którzy mu taki układ proponowali. Churchill zaproponował na długo przed Jałtą, że np. w Rumunii sowieciarze powinni mieć 90% wpływów, a w Grecji tylko 10%. (O ile pamiętam Polska nie była wspomniana w tej propozycji.) Stalin pojął natychmiast, że to jest carte balnche dla niego, że zdoła rozwinąć swoje wpływy gdziekolwiek zechce, a oni nie kiwną palcem.

    Podział stref wpływów był honorowany przez Zachód od tamtego czasu. Nawoływali do walk wyzwoleńczych w sowieckiej strefie wpływów, ale nie zamierzali nikogo wyzwalać. Mieszkańcom Europy wschodniej wydaje się, że te układy nie obowiązują, skoro Estonia, oddalona o kilka kilometrów od Petersburga, może być w niuni i w Nato. Krytycy Zachodu twierdzą, że wprowadzenie Estonii (która jest tu tylko przykładem, bo jest najdalej na północny wschód wysunięta) do Nato i niuni, w jakiś sposób „rozjuszyło Rosję”. W moim przekonaniu, ani jedno, ani drugie nie zachodzi. Putin widzi postsowieckie respubliki i demoludy jako konie trojańskie w Nato, więc udaje wściekłość, kiedy mu tak wygodnie, a niunia jest projektem zasadniczom bolszewickim, więc członkostwo w niej jest bez znaczenia, gdyż rozkłada społeczeństwa od wewnątrz ku chwale marksizmu-leninizmu.

    Podobnie jest z nienaruszalnością umów jałtańskich. Zachód nie zamierza się zaangażować w sowieckiej strefie wpływów inaczej niż retorycznie. Rozmiary pomocy militarnej dla Ukrainy są także nieporównywalne do ilości sprzętu przesłanego na pomoc Stalinowi 80 lat temu. Równie nieskutecznie wspomagali opór antysowiecki w Albanii czy na Węgrzech w 1956 roku, gdy nie wahaliby się wspomóc ruch aantyfaszystowski. Wspomaganie ludzi pokroju Nagy’a, Dubceka czy Zelenskiego jest tylko potwierdzeniem, że Zachód chętnie widziałby zmiany – choćby takie jak w roku 1989 – ale nie zamierza nigdy ingerować w sowieckiej strefie wpływów.

  16. 16 gniewoj

    Panie Michale,

    skoro zgadzamy się, że „niunia jest projektem zasadniczo bolszewickim” to gdzie jest „Zachód”, o którym Pan pisze? Na zachód od czego jest jakaś przeciwwaga dla Kremla i Pekinu?

  17. 17 michał

    Drogi Panie Gniewoju,

    Kruszyliśmy o to kopie wielokrotnie. To są po prostu skróty myślowe, które ułatwiają dyskusję. Ale ściśle rzecz biorąc, to są zaledwie hipostazy i nie istnieją w rzeczywistości. Np. nie istnieje społeczeństwo, a wyłącznie byty jednostkowe, które się na nie składają, ale wygodniej czasami używać takich hipostaz jak naród lub społeczność. Podobnie jest z oligarchami; jest to wyłącznie skrót myślowy, a nie określenie ścisłe.

    O Zachodzie i rozmaitych rozumieniach tego pojęcia pisałem bardziej szczegółowo w cyklu o upadku komunizmu. Ale w skrócie: Zachód nie istnieje. Podobnie, jak nie istnieje Rosja albo Polska. Rosja zginęła unurzana we krwi sto lat temu, Polska wyzionęła ducha w bez porównania mniejszej tragedii, a Zachód, który zawsze był mglistym pojęciem, rozwiał się jak smrodek po długonocnej pijatyce.

  18. 18 Jacek

    Andrzej,

    W pierwszym linku, który zamieściłęś mowa jest o układzie zawartym 30 lat temu. Teraz według mnie następuje odejście od tego porządku. Zarówno Kreml, jak i Waszyngton swoimi obecnymi działaniami testują determinację drugiej strony do zmiany obowiązującego do tej pory stanu rzeczy. Z inicjatywą wyszedł rzecz jasna Putin, ale Biden, ku mojemu zdziwieniu odpowiedział zaskakująco zdecydowanie.

    Interesujace są te kolejne linki. Tak, jakby Ukraińcy zaczynałi się stawiać Amerykanom. Ciekawe, czy to tylko wybryk, czy jakieś skoordynowane działanie.

    Panie Michale,

    Według mnie nie można porównywać postawy Stanów wobec wydarzen na Węgrzech w 1956 roku, do tego, co dzieje się dziś na Ukrainie. Wtedy Zachód stał z bronią u nogi i nadawał tylko pokrzepiajace audycje przez radio, podczas gdy dziś NATO jest aktywnie zaangażowane w konflikt. Patrzac na to tylko pod kątem działań militarnych, Stany utrzymują i do pewnego stopnia kontrolują działania wojenne. Aktywność ukraińskiego lotnictwa załogowego i dronów możliwa jest tylko dzięki pełnej kontroli radarowej i satelitarnej przestrzeni powietrznej nad Ukrainą. A to zapewnia NATO. Bez takiego wsparcia działania lotnicze byłyby po prostu niemożliwe. Wydaje mi się też, że nie można wprost porównać skali pomocy Lend-Lease z lat 40-tych do sytuacji obecnej. Pewnie w wymiarze tonażu, czy ilości sprzętu wtedy Stalin dostawał więcej, ale to była inna wojna i inne założenia operacyjne. O ile dziś sowieci stosują ze swojej strony taktykę z II wojny śwaitowej, to działania Ukraińców wydają się być prowadzone jakby z drugiego siedzenia przez wojskowych NATO-wskich. Jeden system HIMARS to ekwiwalent kilku dywizjonów bombowców z II wojny. Masowe użycie zachodnich systemów, przede wszystkim samonaprowadzającej się amunicji daje mozliwości precyzyjnych, chirurgicznych uderzeń punktowych, w odróżnieniu od sowieckiego terrorystycznego ostrzeliwania na ślepo. Z najnowszych, nieco chaotycznych doniesień, wynika, że NATO-wski sprzęt i taktyka odnoszą skutek w postaci paraliżu sowieckich linii logistycznych. Oczywiście mgła wojny i tak dalej, ale z większości analiz wynika ten sam wniosek. Sowieci tracą możliwości działań ofensywnych. Na Węgrzech tak nie było.

  19. 19 Andrzej

    Jacku,

    Zwróć uwagę na to zdanie:

    Despite Russia’s occupation of the Crimea and Donbass, both legally still part of Ukraine, the council has still met a number of times a year, most recently on January 12 2022, alongside the informal lines of communications that continually remain open.

    Tekst jest opublikowany przed inwazją Kremla. Jednak pomimo potępienia jej, sankcji oraz pomocy militarnej, gospodarczej i politycznej władzom ukraińskim tzw. Zachód do dziś nie wypowiada układu NATO-Rosja (to ostatnie rzecz jasna należy wziąć w cudzysłów). Wydaje mi się, że prędzej zrobi to Kreml niż druga strona, choć pomimo zdecydowanie antynatowskiej retoryki jeszcze przed wkroczeniem wojsk też nie wydaje się do tego zmierzać. Oczywiście z sowietami nigdy nie wiadomo, czy do tego się nie szykują. Zachód dlatego się broni przed wysłaniem choćby „sił pokojowych”, że jest związany paktem z Moskwą. Gdzie tu odejście od układu, jeśli go nikt nie wypowiedział? Nie było tam o zakazie dostarczania broni, więc ją dostarczają. Ale dalej nie pójdą.

    Piszesz, że wygląda na to że Ukraińcy zaczynają się stawiać Amerykanom. Ale jeśli stawiają się to nie od dzisiaj. Wspomniałem we wcześniejszym komentarzu, sprawę „próśb” Trumpa. Także tych:
    https://www.politico.com/story/2019/09/25/trump-ukraine-phone-call-transcript-text-pdf-1510770

    Nic z tego nie wyszło tylko afera z Giulianim, która doprowadziła do próby impeachmentu Trumpa, którego administracja w międzyczasie zawiesiła pomoc militarną dla „postsowieckiej” Ukrainy.

  20. 20 Jacek

    Andrzej,

    Ale jednak mimo wszystko, nawet jeśli nie przy użyciu własnych wojsk, Stany kontrują działania militarne sowietów. Oczywiście, jakie są prawdziwe sowieckie plany nie wiadomo, może jest to celowe uwikłanie NATO w ten konflikt i odciągnięcie uwagi od sytuacji w Azji.

    A Zełenski chyba chciał jednak pomóc Trumpowi, a cała sprawa została nagłośniona na amerykańskim podwórku. Być może obecna ekipa w Kijowie ma podobne realcje z Demokratami, jak tutejszy PiS i stąd tarcia, na które zwrócileś uwagę poprzednio.

  21. 21 Andrzej

    Jacku,

    W jaki sposób kontrolują? Wpływają na nie? Może masz na myślę, że obserwują. Tak niewątpliwie jest. Być może udzielają Ukraińcom informacji wywiadowczych, jakkolwiek oficjalnie zaprzeczają temu, co oznacza tyle, że nie chcą stać się stroną konfliktu. Co ich przed tym powstrzymuje?

    Tak więc ja pozostaję przy swoim. Nie dostrzegam u Amerykanów chęci „przestawiania pionków” na ukraińskiej planszy w przeszłości ani nie dostrzegam ich teraz. Natomiast widzę u nich chęć z jednej strony powstrzymania wojny na Ukrainie i pozostawienia tam status quo ante (rzecz jasna nie stwarzającego problemów w robieniu tam interesów, a więc ograniczeniu korupcji, koncesji na przyszłość itd.), a z drugiej utrzymania układu z Moskwą.

    Co do „chęci pomocy”: Trump mówi wprost (fragment wypowiedzi):

    I would like you to do us a favor though because our country has been through a lot and Ukraine knows a lot about it. I would like you to find out what happened with this whole situation with Ukraine, they say Crowdstrike… I guess you have one of your wealthy people… The server, they say Ukraine has it. There are a lot of things that went on, the·whole situation. I think you’re surrounding yourself with some of the same people. I would like to have the Attorney General call you or your people and I would like you to get to the bottom of it.

    Zełenski (fragment wypowiedzi):

    I just wanted to assure you once again_that you have nobody but friends around us. I will make sure that I surround myself with the best and most experienced people. I also wanted to tell you that we are friends. We are great friends and you Mr. President have friends in our country so we can continue our strategic partnership. I also plan to surround myself with great people and in addition to that investigation, I guarantee as the President of Ukraine that all the investigations will be done openly and candidly. That I can assure you.

    Naprawdę, nie znajduje tu woli pomocy Trumpowi w tej konkretnej sprawie ukraińskiego serwera firmy Crowdstrike (która badała sprawę włamań na serwery demokratów w 2016 roku), tylko „dyplomatyczne” pominięcie kwestii nadzoru Amerykanów nad śledztwem w tej sprawie.

  22. 22 michał

    Panie Jacku,

    Pozwoli Pan, że uściślę moje stanowisko. W moim przekonaniu zachodzi, pewna analogia między powstaniem węgierskim i sytuacją na Ukrainie. Ameryka oficjalnie stała z bronią u nogi, ale pomoc materialna, łącznie z bronią, przenikała do powstańców przez granicę austriacką (na bardzo nikłą skalę). Moim zdaniem, jest to ekwiwalent dzisiejszej pomocy. CIA próbowała pomóc na Węgrzech, o czym pisałem w cyklu o powstaniu, ale miała związane ręce, przez brak ludzi, którzy mówili po węgiersku i strategiczną niejasność polityki amerykańskiej wobec sowieciarni (konfuzja polityki wyzwolenia). Gdyby mieli wówczas techniczną możliwość przekazania Węgrom danych wywiadowczych z satelitów, to by to zrobili. Tego rodzaju pomoc niewiele Amerykanów kosztuje, bo monitorują wydarzenia tak czy owak. Na Węgrzech byli źle poinformowani, ale polegali na znakomitym serwisie węgierskiej stacji RWE, który został następnie obarczony odpowiedzialnością za klęskę powstania. W wypadku Ukrainy mają zdaje się lepsze dane niż Ukraińcy.

    W jaki sposób Biden testuje „determinację drugiej strony do zmiany obowiązującego do tej pory stanu rzeczy”? Czy może Pan podać jakiś przykład? Biden testuje głównie cierpliwość amerykańskiej publiczności, która w końcu w rezygnacji wezwie Trumpa na pomoc. Nato nie jest aktywnie zaangażowane. Tureckie drony były sprzedawane Ukrainie (nie dawane) bez pośrednictwa Nato, ale do czasu, aż Erdogan zakazał eksportu. Anglicy szkolą Ukraińców i wyposażają ich, ale na stosunkowo małą skalę, a i tak na o wiele większą niż ktokolwiek inny. Ogromne sumy zadeklarowane na pomoc militarną, wydawane są na konferencje w domu i utrzymanie kilku bojców szkolonych w Szkocji (czy wie Pan, jak tu jest drogo?!?).

    Nato NIE KONTROLUJE przestrzeni powietrznej nad Ukrainą, absolutnie nie. Dostarcza danych wywiadowczych, ale niczego nie kontroluje. Fakt, że nadal istnieje lotnictwo ukraińskie jest jedną z zagadek tej dziwnej wojny: dlaczego na samym początku wojny sowiety nie zniszczyły obrony przeciwlotniczej i samolotów, osiągając pełną dominację w powietrzu? Wedle większości analityków, mają takie możliwości i taki atak zakłada ich doktryna militarna, ale nawet nie próbowali tego osiągnąć, czego najlepszym dowodem jest klęska na lotnisku Hostomel w pierwszych dniach wojny.

    Czy nie przeczy Pan sobie, mówiąc, że sowiety prowadzą działania jak podczas II wś, a Zachód jest sprytniejszy, więc nie musi wspomagać Ukrainy? Tylko ogromny zalew sprzętu na wielką skalę może uratować Ukrainę przed taktyką spalonej ziemi.

    Wydaje mi się, że p. Andrzej trafnie wykazał w wymianie powyżej, dlaczego Ameryka jak najbardziej stoi z bronią u nogi w tej wojnie i nie zamierza się w to wdawać. Zupełnie tak, jak na Węgrzech. Skala powstania była malutka, podobnie jak Węgry są maleńkie w porównaniu do ogromnej Ukrainy. Dlatego chyba zwodzi Pana skala rzekomej pomocy.

    Józef Mackiewicz był zdania, że Ameryka jest wprawdzie jedynym obrońcą wolności w tzw. wolnym świecie, ale „Polska w tym świecie nie leży”. To samo da się powiedzieć dziś o Ukrainie.

  23. 23 Jacek

    Andrzej,

    Wydaje mi się, że Amerykanie nie chcą powstrzymać wojny na Ukrainie (w rozumieniu, żeby dać sowietom wolną rękę i przystać na ich rządania). Tego chcą Niemcy i Fancuzi. Można więc przyjąć, ze Putin gra tu na wywołanie konfliktu pomiędzy natowskimi sojusznikami i to w zasadzie mu się już udało. Ale ponieważ rozgrywającym w regionie są Amerykanie, a nie ich europejscy sojusznicy, to do Bialego Domu należy inicjatywa. Ja to widzę tak: Biden, czy raczej ludzie, którzy za nim stoją chcą doprowadzić sowietów do stanu niemocy militarnej rękami Ukraińców. Tę niemoc rozumiem jako całkowitą utratę inicjatywy strategicznej na froncie. I z większości doniesień (inna sprawa, na ile wiarygodnych) wynika, że ten plan odnosi pewne sukcesy. Oczywiście masz rację, że Amerykanie unikaja bezpośredniego zaangażowania własnych wojsk, co jest zrozumiałe, skoro cele strategiczne realizują za nich Ukraińcy. Natomiast układ z Moskwą, o którym piszesz, to według mnie naiwna wiara Jankesów, że da się przekonać Putina do zachowania co najmniej neutralnosci w stosunku do potencjalnego konfliktu z Chinami. I na tym polega według mnie zasadniczy błąd polityki Waszyngtonu, bo tego celu nigdy nie uda im się osiągnąć.

    Jeśli chodzi o rozmowę Trumpa z Zełenskim, to może masz rację, nie jestem najbieglejszy w odszyfrowywaniu podwójnych znaczeń mowy dyplomatycznej.

    Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy cyklu o Kołomojskim.

    Panie Michale,

    Według mnie sytuacja na Węgrzech i obecna na Ukrainie są nieporównywalne. W 1956 roku poza gadaniem i poklepywaniem po plecach nie uczyniono nic, teraz sprzęt, który jest dostarczany na Ukrainę znacząco wpływa na przebieg działań wojennych. Oczywiście NATO nie osiągnęło panowania w przestrzeni powietrznej nad Ukrainą, bo nie jest zaangażowane bezpośrednio, ale kontroluje (może lepsze słowo to monitoruje) loty sowieckiego lotnictwa i przekazujac dane Ukraińcom umożliwia skuteczne przeciwdziałąnie powietrznym atakom sowietów. To jest wymierny udział w konflikcie, bez osobistego zaangażowania sił militarnych. Bo nowoczesna wojna, polega na umiejętnym przetwarzaniu informacji. Przewaga NATO jest tu czynnikiem analogicznycznym do sytuacji z okresu Bitwy o Anglię, kiedy dane ze stacji radarowych pozwoliły wielokrotnie słabszemu RAF-owi pokonać potężną Luftwaffe. Dlatego, jeszcze raz powtórzę, Amerykanie, mimo, że bez udziału własnych wojsk prowadzą skuteczne działania przeciwko sowietom. Jak wykorzystają politycznie ewentualny sukces, to całkiem inna kwestia.

    Pyta Pan o to , jak Biden testuje determinację Putina. Według mnie tak, że wzmacniając ukraińską obronę, a w efekcie niwecząc sowiecką inicjatywę strategiczną w Donbasie, mówi „sprawdzam” w odpowiedzi na nuklearny szantaż wypowiedziany na początku wojny. Oczywiście, było to ostrzeżenie przed zaangażowaniem wojsk NATO, co nie ma miejsca, ale jeśli Ukraińcy przy pomocy amerykańskiego sprzętu powstrzymają czerwoną armię, Putin będzie przyparty do ściany. Oczywiście przy załozeniu, że ta wojna ma na celu wyłącznie militarne zdominowanei Ukrainy. Czy tak jest w istocie, ciągle nie wiemy.

  24. 24 michał

    Panie Jacku,

    Wyznaję, że nie rozumiem, na jakiej podstawie nazywa Pan Amerykanów „rozgrywającymi”. Do nich należy inicjatywa? Jeżeli to prawda, to kiepsko rozgrywają, a inicjatywy nie potrafią wykorzystać. W moim mniemaniu, inicjatywa jest całkowicie w rękach Putina, a oni tylko bardzo niechętnie reagują. Nie rozgrywają niczego, bo nie chcą się zbytnio angażować. Tym bardziej, że ich europejscy sojusznicy nie zamierzają ich wspomóc.

    Podtrzymuję opinię, że na miarę konfliktu, na ilość uczestników zaangażowanych w walce, pomoc jest mniej więcej taka sama, to znaczy nikła.

    Dobrze, że przyznaje Pan, że niczego Nato nie kontroluje. Natomiast monituruje tak czy owak. Czy jest wojna, czy nie. I tak 24 godziny na dobę obserwują, co się dzieje w całych sowietach. Po raz pierwszy od bardzo dawna, mogą teraz tę ogromną ilość danych wykorzystać. I chwała Bogu, że wreszcie to robią. Ale Pan mówił wcześniej o „pełnej kontroli radarowej i satelitarnej przestrzeni powietrznej nad Ukrainą. A to zapewnia NATO”, co jest nieporozumieniem.

    Biden nie zrobił nic – poza retoryką – żeby pomóc Ukrainie, ponad minimum dyktowane przyzwoitością. Przekazywanie danych satelitarnych odbywa się na o wiele niższym poziomie operacyjnym (a pensie oficerów, którzy i tak robiliby to samo, zaksięgowane są jako miliardowa pomoc Ukrainie, z których to miliardów, Ukraińcy nie widzą ani centa). Są dane przekazywalne i takie, na których przekazanie musi zezwolić Biały Dom. Oni przekazują tylko te pierwsze (na ile można to ocenić). Znowu pełna analogia z Węgrami. Oficerowie CIA, autentyczni antykomuniści, robili wszystko, co w ich mocy, by pomóc powstańcom. Gdyby mieli dane satelitarne, to by je przekazali.

    Podobnie, nie mogę się zgodzić, że Biden cokolwiek testuje, chyba że zaawansowanie demencji, ale to z definicji jest poza jego wolą. Oni tylko marzą, żeby Putin się zatrzymał, żeby zmienił zdanie, zaakceptował, że Krym i Donbas mu wystarczą (na co będą pomstować, ale po cichu otworzą flaszkę szampana). I żeby sprzedawał im gaz i ropę, i tysiące surowców, bez których Zachód nie może oddychać. Jeżeli to jest test determinacji, to jak ma wyglądać pełne poddanie? Użył Pan pokerowej metafory. W rzeczywistości Putin podbija stawkę, a oni pękają ze strachu, bo co będzie, jeśli wcale nie bluffuje?

  25. 25 Andrzej

    Jacku,

    Czy mógłbyś wyjaśnić bliżej, co według Ciebie oznacza realizacja przez Ukraińców celów strategicznych Amerykanów? Jakie one są?

    Moim zdaniem, celem strategicznym Ukraińców jest obronienie się i próba odzyskania zajętych terytoriów, choć nie jest to pewne, z tej przyczyny, że nie wiemy, czy Ukraina nie jest elementem sowieckiej prowokacji, a prawdopodobieństwo tego jest bardzo duże, wynikające choćby z analizy wydarzeń w przeciągu ostatnich 35 lat, które starałem się opisać (stała obecność sowietów w tym „postsowieckim” tworze jest wg mnie nie do podważenia). Celem strategicznym Amerykanów jest dziś pomoc Ukraińcom, potem robienie tam bez przeszkód interesów, a w dalszej perspektywie „pokojowe współistnienie” z „Rosją”, i robienie interesów z nią, tak jak było to przez dziesięciolecia z ZSRS (co, jeśli nie zawsze wychodziło, to nie z winy USA tylko z woli sowietów). Czyli nie żaden podbój, nie rozszerzanie politycznych wpływów, ale koegzystencja i robienie interesów. Tak widzą całą tzw. Europę Wschodnią i tak widzą resztę świata. Interweniują tylko wtedy, gdy im się odbierze te możliwości. Nie prowadzą ekspansji militarnej i politycznej.

    Wydaje mi się, że w przypadku wojny, cele strategiczne może realizować tylko strona, która ją zainicjowała, a ten kto się broni, aby mógł realizować swoje cele strategiczne musi przejąć inicjatywę i przejść do kontrataku. Jak dotąd nic takiego, na znaczącą skalę, nie ma miejsca.

  26. 26 Jacek

    Panie Michale,

    Amerykkanie oprócz danych wywiadowczych, które mają na tej wojnie kluczowe znaczenie, dostarczają najnowocześniejszy sprzęt wojskowy, przede wszystkim precyzyjne systemy artyleryjskie dalekiego zasięgu. To nie jest nikła pomoc, jak Pan pisze. Broń ta w znacżący sposób wpływa na pzrebieg działań wojennych, więc to nie jest postawa znana z interwencji na Węgrzech.

    Andrzej,

    Celem Stanów, który chcą zrealizować dzięki tej wojnie jest wyeliminowanie sowietów jako siły militarnej, która moze im bruździć w regionie podczas ewentualnego starcia z ChRL. Jaki był cel Putina, kiedy rozpoczynał inwazję, diabli wiedzą, ale obecne motywy Amerykanów są według mnie właśnie takie i wykorzystują okazję, zwłaszcza, że robią to rękami ukraińskimi. Jak to się skończy nie wiem, być może będzie tak, jak piszesz, ale tego jeszcze nie wiemy. Na pewno Waszyngton nie chce na tym etapie załagodzenia konfliktu i powrotu do stanu sprzed wojny. Gdyby tak było, nie wysyłałby sprzętu na Ukrainę budujac jej przewagę w kluczowej dzieninie, tylko zmusiłby Zełenskiego do rozmów pokojowych. Do tego próbują doprowadzić Niemcy i Francja, ale nie Amerykanie.

    Z tych wszystkich chaotycznych pzrekazów wynika, że Ukraińcy próbują właśnie przejać inicjatywę i przejść do kontrofensywy. Do tego potrzebne jest precyzyjne pzreygotowanie artyleryjskie, punktiwe uderzenia na sieć logistyczną sowietów. To sie chyba właśnie dzieje. Problemem jest to, że w amerykańskich magazynach brakuje już gotowych do użycia systemów i trzeba je dopiero wyprodukować. Wiekszość tego, co było dostępne, wysłąno na Ukrainę.

  27. 27 michał

    Drogi Panie Jacku,

    Ja doprawdy rozumiem znaczenie katiuszy pod nazwą HIMARS, kwestionuję tylko skalę tej pomocy (i ogólne cele). W powstaniu węgierskim sowieci stracili 700 zabitych. Byli nieprzygotowani i zaskoczeni, zdławili powstanie dopiero przez eskalację sił do 30 tysięcy (a wtedy była to krótka rozprawa i masakra powstańców). W wypadku Ukrainy, siły skoncentrowane nad granicami w lutym sięgały prawie 200 tysięcy, z czego (wedle szacowań zachodnich) jedna trzecia została stracona w postaci jeńców, rannych i zabitych, w ciągu pierwszych stu dni.

    Ponieważ te dwie wojny są prowadzone na zupełnie inną skalę, skala pomocy jest proporcjonalnie podobna. Natomiast cele i metody są te same: retoryka w celu powstrzymania (containment), a nie wyzwolenie.

    Nie wiadomo dokładnie, ile baterii HIMARS otrzymali Ukraińcy, ani ile rakiet otrzymała każda bateria. Proszę jednak zwrócić uwagę, że zachodni obserwatorzy podkreślają, że długotrwałe bombardowanie mostu Antonowskiego w Chersoniu, nie zdołało go zniszczyć. HIMARS wystrzeliwuje dwie rakiety i musi zmykać natychmiast, bo inaczej będzie zniszczone.

    Nie mam pojęcia, na jakiej podstawie twierdzi Pan tak kategorycznie, że celem administracji Bidena jest „wyeliminowanie sowietów jako siły militarnej”. Środki, które stosują, zmierzają zaledwie do utrzymania status quo, a nie do zniszczenia siły militarnej sowdepii. Być może w przyszłości zwiększą pomoc i zmienią równowagę sił, ale na razie niczego takiego nie zrobili.

    Oni doskonale rozumieją, że w tej chwili nie ma szans na zmuszenie Zelenskiego do rozmów pokojowych, i oceniają, że polityczny koszt takich nacisków, koszt wewnętrzny, byłby zbyt wysoki. Na razie muszą wspomagać Ukrainę, ale z czasem zmęczenie wojną zwycięży i głosy wzywające do rozmów staną się silniejsze. Wtedy dopiero mogą przedstawić Zelenskiego jako podżegacza wojennego i przeszkodę w osiągnięciu upragnionego pokoju.

  28. 28 Andrzej

    Obawiam się Jacku, ze podczas ewentualnego starcia militarnego USA z komunistami chińskimi, sowieci nie będą korzystać z oddziałów wagnerowców, kadyrowców czy innych najemników, ani jak to było początkowo rekrutów z ostatniego poboru, ale z kadrowych oddziałów wojsk uderzeniowych, nuklearnych, specjalnych i jakie tam jeszcze mają na wypadek poważnej wojny.

    Temu, że „na pewno Waszyngton nie chce na tym etapie załagodzenia konfliktu i powrotu do stanu sprzed wojny” zdaje się zaprzeczać sam Waszyngton: https://www.usip.org/publications/2022/06/united-states-speaks-clearly-russias-ukraine-war

    Tekst dotyczy artykułu Bidena dla New York Times z początku czerwca (nie wydaje mi się, aby w międzyczasie coś się w tym względzie zmieniło). Zwróć uwagę na ten fragment:

    “America’s goal is straightforward,” Biden wrote in the essay. “We want to see a democratic, independent, sovereign and prosperous Ukraine with the means to deter and defend itself against further aggression.”

    That succinct, positive formulation of the U.S. objective contrasts with negative goals focused on Russia, such as weakening its geostrategic position or power. It forms a clear message, pro-Ukraine and pro-freedom rather than anti-Russia (…)

  29. 29 michał

    Panowie,

    Czy jest jakakolwiek sensowna hipoteza wyjaśniająca, dlaczego Putin użył dotąd tylko „wagnerowców, kadyrowców czy innych najemników” i „jak to było początkowo rekrutów z ostatniego poboru”, zamiast „kadrowych oddziałów wojsk uderzeniowych, nuklearnych, specjalnych i jakie tam jeszcze mają na wypadek poważnej wojny” (że pozwolę sobie zacytować p. Andrzeja)?

    Odrzucam hipotezę ogólnie przyjętą, a mianowicie, że „spodziewał się łatwego podboju”.

  30. 30 Jacek

    Panie Michale,

    Stany planując starcie z ChRL muszą zabezpieczyć sobie podwórko europejskie, żeby mieć wolną ręke na Pacyfiku. Takie wnisoki wyciągam z dotychczasowego podzialu amerykańskich sił pomiedzy tymi teatrami działania. Nie chcą walczyć na dwa fronty, co jest oczywiste. Żeby osiagnąć ten cel mogą zrobić dwie rzeczy: przeciągnąć Putina na swoją stronę (tzw odwrócony Kissinger), co Biden próbowal zrobić w zeszłym roku, ale próba zakończyła sie porażką w postaci inwazji na Ukrainę. Sojusz chińsko-sowiecki jest trwały i niepodlegajacy negocjacjom. Druga rzecz, to wyczerpanie możliwości ofensywnych Kremla w działaniach wojennych, takich, jak obecnie. Dlatego uważąm, że wykończenie sowieckich sił konwencjonalnych jest dla Amerykanów priorytetem.

    Nie mam pojęcia, dlaczego Putin nie ruszył na Ukrainę regularnym wojskiem, prezentującym realną siłę bojową. Wszyscy łamiemy sobie nad tym głowy.

    Andrzej,

    Niektótrzy twierdzą, że sowieci nie dysponują już wojskami, o których piszesz. Nie mam pojecia, czy tak jest w istocie. Jeśli przyjąć optykę ekspertów komentujących sytuacje na froncie, to wydaje sie, że zasoby ludzkie czerwonej armii się wyczerpały. Tak twierdzi Skrzypaczak, Polko i kilku innych generałów. Ale czy można im wierzyć?

    Jeśłi chodzi o wystąpienie Bidena, to na dwoje babka wróżyła. Jak wspomniałem, nie jestem biegły w interpretacji tego typu wypowiedzi. Myślę, że trzeba poczekać na rozwój sytuacji.

  31. 31 Andrzej

    Panie Michale,

    Moja hipoteza jest taka:

    Skoro sowieci inwazję na „postsowiecką” Ukrainę nazywają „specjalną operacją militarną”, co wydaje mi się oznaczać tyle co militarna interwencja na własnym terenie, to wydaje się logiczne, że nie używają oddziałów przeznaczonych do poważnej wojny, tylko takie które pozwolą łatwiej stworzyć mit „wyzwolenia” Ukrainy (nazwałbym je „ludowymi”). Poważna wojna zakłada albo atak na wroga albo obronę przed wrogiem (obydwa na dużą skalę), a tutaj nie ma wroga w postaci klasycznej (stąd „naziści” i „wyzwolenie” od opresji „reżimu”).

    Wobec tego, że oni chcą „zaprowadzić porządek” – spacyfikować „postsowiecki” kraj, wykorzystują środki jakie uważają za dostateczne i właściwe. W tym celu stworzyli „armię dobrowolną”, z zaciągu i opłacaną. Nie używają jednostek kadrowych, stricte wojennych (przygotowanych na klasyczną wojnę), lecz formują bataliony dobrowolców (w Donbasie i na Krymie z przymusowego poboru – ale to jako element „wyzwolenia” całych terytoriów wokół dotychczasowych „republik”, celem budowy wspomnianego mitu), dając im starą broń z magazynów i co pewien czas, w razie potrzeby wspierając (z oddali, tzn. spoza frontu walk) bardziej nowoczesnymi środkami (ataki rakietowe, wsparcie lotnicze itp).

    Zagadka wydaje się użycie na początku poborowych, ale to były jednostki pierwszego rzutu, w gotowości bojowej, które mogły być użyte zanim sformowane i przerzucone zostały właściwe oddziały. Oczywiście dowództwo jest tu kadrowe, ale możliwe, że także z dobrowolnego zaciągu.

  32. 32 michał

    Panie Jacku,

    Jak wszyscy, słyszałem tę hipotezę, ale mnie nie przekonywa. Amerykanie nie czynią zasadniczych przygotowań do rozprawy z chrlem (poza ekonomicznymi), ani nie próbują „reverse Kissinger” z Putinem.

    Panie Andrzeju,

    To jest przekonujące: wewnętrzna operacja pacyfikacyjna, i stąd takie siły. Ale w pierwszej fazie, w ataku na Hostomel, użyli elitarnych jednostek spadochroniarzy. Tego rodzaju siły na ogół triumfują w starciu ze zwykłą armią, toteż Hostomel został zdobyty, tylko że spadochroniarze nie otrzymali poparcia, więc musieli się wycofać, ponoć z wielkimi stratami.

    Zagadka dziwnej wojny pozostaje więc nienaruszona. Pytanie pozostaje: dlaczego tak specyficznie dziwna mieszanka sił specjalnych i pospolitego ruszenia?

  33. 33 Dariusz Rohnka

    „Zagadek ciąg dalszy”, cytując klasyka.

    Wydaje się warta wskazania hipoteza, że jednostki specjalne miały zasymulować powagę konfliktu i wysoką sprawność specjalnych jednostek (coś a la Prisztina), żeby ledwie po chwili pokazać dojmującą niekompetencję całości sił zaangażowanych w konflikt. Mógł to być, przy okazji, czytelny przekaz dla potencjalnych oponentów z Kijowa: „nawet nie myślcie o rzeczywistym oporze!”

    Ale to wszystko tylko gdybania…

  34. 34 Andrzej

    Panie Michale,

    Siły specjalne mogły być użyte po to, aby przeprowadzić rozpoznanie bojem, jak duży opór będą stawiać Ukraińcy. Hostomel udało się zdobyć bez problemu (chodzi mi o udany desant), spadochroniarzy więc wycofano (przedtem dają im do „zabawy” ten gigantyczny transportowiec aby i oni coś z tego mieli) i rozpoczęto inwazję wojskami „wyzwoleńczymi”.

    Możliwe też, ze sowieci chcieli w ten sposób postraszyć drugą stronę, raczej Zachód niż Ukraińców. Być może to z powodu użycia tych sił, na Zachodzie powszechnie uważano, że inwazja zakończy się w ciągu trzech dni, osiągnięciem zadeklarowanych przez Putina celów. Jednak plany sowieckie obejmują długie pieczenie na grillu, gdzie jak piszę na koniec całego tekstu, Zachód jest właściwą potrawą.

  35. 35 Andrzej

    ps. Gdy pisałem powyższe, nie czytałem jeszcze wcześniejszego komentarza Darka. Obaj zdaje się wpadliśmy na ten sam trop.

  36. 36 Andrzej

    Jacku,

    Czy mógłbyś wyjaśnić co to znaczy „odwrócony Kissinger”, czy też „zwykły Kissinger”?

    Czy masz na myśli to, że on prowadził jakąś grę polityczną z komunistami, usiłując wyzyskać Mao na rzecz Breżniewa albo odwrotnie?

    Wydaje mi się, ale możliwe, że coś mi się poplątało w starym łbie, że Kissinger był i pozostał orędownikiem współpracy ze wszystkimi komunistami. Nie z jednymi komunistami przeciwko innym komunistom, lecz ogólnie z komunistami. W latach 70. poprzedniego wieku dążył do współpracy zarówno z komunistami chińskimi jak i z sowietami. Po wizycie u czerwonych w Pekinie, wybrał się z wizytą do czerwonych w Moskwie (W lutym 1972 roku Nixon spotkał się w Pekinie z Mao, a w kwietniu, w Moskwie, z Breżniewem. To były owocne wizyty – dla komunistów i tu i tam. To właśnie był „Kissinger”).

    To, że Skrzypczak, Polko i inni twierdzą, że zasoby sowieckich wojsk sa na wyczerpaniu, to według mnie znaczy, że są idiotami albo agentami: https://www.globalfirepower.com/country-military-strength-detail.php?country_id=russia

    Nie można im wierzyć! (aby ocenić wiarygodność źródła, które podałem, można popatrzeć na <a href="https://www.globalfirepower.com/country-military-strength-detail.php?country_id=poland"tutejsze wielkości i porównać; mnie wydaje się to odpowiadać rzeczywistości)

  37. 37 michał

    Darek,

    Opór na Ukrainie wydawał mi się zawsze zupełnie oczywisty, trudno mi więc uwierzyć, żeby nie był oczywisty dla sowieciarzy, ale – może są bardziej tępi niż myślałem.

    Użycie sił specjalnych jest zrozumiałe i słuszne, co więcej, zgodne z ich doktryną militarną. Tylko że dalszy ciąg nie jest ani zgodny z doktryną, ani ze zdrowym rozsądkiem. Hipoteza p. Andrzeja (użyto sił specjalnych, by podbić bębenek, a następnie spuścić powietrze z tegoż bębenka) wydaje się przekonująca, ale nadal pozostaje dziwnie męczący osad absurdu. To się wszystko nie trzyma kupy.

  38. 38 Jacek

    Andrzej,

    Kissinger pewnie był chętny ukladać się ze wszystkimi komunistami, ale jego zabawy w geopolitykę i chwilowy kaprys romansowania z komunistami koloru żółtego doprowadziły do odblokowania embarga na sprzedaż technologii wszelkiej maści do ChRL. A to po kilku dekadach zaowocowało takim rozrostem chińskiego syndromu, że dziś z efektami tej głupoty Ameryka nie bardzo może sobie poradzić. Oczywiście to wszystko jest diagnozowane jako problem wyłącznie gospodarczy, ale co na to poradzić?

    Dane, które przytaczasz z globalfirepower.com, to ilości sprzętu poszczególnych sił zbrojnych. Ale co z tego wynika? Załóżmy, że faktycznie sowieci mają te 12 tysięcy czołgów, wobec 6 tysiecy amerykańskich. Ale przecież te dane nie mówią, jaki to jest sprzęt. Maszyny porównywalne (chociaż i to jest jest dyskusyjne) z czołgami zachodnimi, to T-14 Armata. Ile ich jest? Tak naprawdę nikt tego nie wie, ale raczej kilkanaście, niż kilkadzieisąt. Reszta z tych 12 tysięcy to różne warianty T-72 i stare T-64 i T-55. Podobnie z lotnictwem. Ile z tych 4 tysięcy myśliwców stanowi jakąś realną siłę bojową? W najlepszym razie są to zmodernizowane wersje Su-27, zwane dla zmylenia przeciwnika Su-35, a wiec maszyny IV generacji, dawno zdeklasowane przez najnowsze konstrukcje. Jaki jest stan techniczny tych maszyn? Jakie są zapasy części zamiennych do nich? Ilu jest pilotów gotowych do akcji bojowych? Tego wszyskiego z tych danych nie wiadomo.

    Skrzypczak raczej nie jest idiotą, ma za to najprawdopodobniej dane, do których my nie mamy dostępu. Być może jego wypowiedzi to w jakimś stopniu propaganda, ale który przekaz proagandą na pewno nie jest? On ocenia sowieckie siły na podstawie swoej wiedzy zawodowej i ja nie przyłąpałem go jeszcze na manipulacji, ale ja oczywiście nie jstem ekspertem. Być może mija się z prawdą. Tylko co właściwie miałby osiągnąć przekonując, ze sowieci słąbną i właśnie należy ich dobić?

  39. 39 Andrzej

    Jacku,

    Oczywiście nie wiem co stoi za tym liczbami (co dotyczyć może także innych). Jednak opinia, że sowieci są „na ostatnich nogach” bowiem stracili 40 tysięcy żołnierzy w ciągu pięciu miesięcy (jak podają Ukraińcy) – gdy ci żołnierze w znacznej mierze nie są oddziałami regularnej, kadrowej armii sowieckiej tylko batalionami tworzonymi ad-hoc z najemników i nacjonalistów, w większości wyposażonymi w stary sprzęt z zapasów – wydaje mi się, delikatnie mówiąc, nieuprawnioną. Skrzypczak i Polko są tutejszymi dyżurnymi celebrytami (w sekcji militarnej) i mówią to, co tutejsza publika chce słuchać.

  40. 40 michał

    Czy z powyższych dwóch wypowiedzi Panów nie wyłania się następujący obraz: armia, która dokonała inwazji w lutym, wyposażona w przestarzały sprzęt, złożona z rekrutów i ochotników-najemników spod ciemnej gwiazdy, straciła 40 tysięcy żołnierzy (wielu mówi, że 1/3 stanu czyli około 60-70 tysięcy, ale w zabitych, rannych i wziętych do niewoli) i jest na ostatnich nogach.

    Za tą armią stoi jednak inna, która ma tych 12 tysięcy czołgów, tysiące samolotów i milion ludzi. Czołgów T-14 Armata mają kilka (to wiadomo i wiadomo też, że nie zostały użyte w tej wojnie), ale załóżmy, że połowa ich wyposażenia, to przestarzałe T-64 – czy 6 tysięcy czołgów tego typu nie powinno wystarczyć do podboju Ukrainy? Podobnie z lotnictwem. Przyjmijmy, nie mają na pewno tych 4 tysięcy myśliwców, mają zaledwie 87 przestarzałych MiGów-29 i, załóżmy, tylko połowa z nich jest zdolna do użytku. Czy 43 MiGi nie powinny wystarczyć do całkowitej dominacji powietrznej nad Ukrainą? Zważywszy, że Ukraińcy błagają o MiGi-29, to sądzę, że taka flotylla, cząstka zaledwie całej siły powietrznej, wystarczyłaby do zniszczenia ukraińskiego lotnictwa. Mają także (dla zmylenia) 100 Su-35, czy 30 z tych samolotów nie wystarczyłoby dla dominacji w powietrzu? Ich artyleria i wyrzutnie rakietowe są ponoć jedyną formacją, która sprawdziła się w tej wojnie, przynajmniej w tym sensie, że działała zgodnie z przewidywaniami zachodnich obserwatorów. Zatem mają 14 tysięcy dział i 3 tysiące wyrzutni rakietowych, czy jedna czwarta tych sił nie powinna wystarczyć, już nie do podboju, ale do zrównania z ziemią całej Ukrainy?

    A zatem, co tu się naprawdę dzieje?

  41. 41 Jacek

    Panie Michale,

    Stawia Pan pytania, na które nie jestem w stanie odpowiedzieć. Tu aż prosi się o wypowiedź jakiegoś zawodowca. Czy 30 Su-35 wystarczyłoby do zdominowania przestrzeni powietrznej nad Ukrainą? Przy całodobowym radarowym monitoringu NATO i przekazywaniu danych każdego celu powietrznego Ukraińcom? Przy setkach ręcznych wyrzutni przeciwlotniczych utrudniających operacje na małej wysokosci? Przy ciągłej aktywności ukraińskiego lotnictwa? Nie wiem.

    Być może, gdyby sowieci zdecydowali się na masowe użycie wszystkich pozostałych sił, uruchomili wszystkie czołgi, również te przesarzałe, wprowadzili całe lotnictwo bojowe, mogliby zakończyć wojnę stosunkowo szybko z korzystnym dla siebie rezultatem. Ale z jakiegoś powodu tego nie robią. Może jest to jakaś gra, której celu tylko sie domyślamy, a może te tysiace czołgów to szmelc, który nie nadaje się do jazdy, nie mówiąc o działaniach bojowych. Może te tysiące samolotów to już tylko dawcy części zamiennych. Może nie ma do nich amunicji, rakiet, wreszcie pilotów.

    Im dłuzej przyglądam się tej awanturze, tym silniejsze mam wrażenie, że przez ostatnie kilkadziesiat lat świat był terroryzowany przez bezzębnego niedźwiedzia. Że ten osiłek-bandyta, który samą swoją obecnoscią wywoływał strach w okolicy, to zniedołężniały, idiota z zacinającym się i tępym nożem sprężynowym, który ledwo trzyma się na nogach, a swoją pozycję buduje tylko na pozorach i strachu drugiej strony, która nie ma odwagi dać mu porządnie w zęby.

  42. 42 Andrzej

    Panie Michale,

    Moja odpowiedź brzmi: sowiecka militarna operacja specjalna, która jakkolwiek wykazuje cechy wojny, nie jest wojną w sensie jaki zwykliśmy przez to rozumieć. Nie jest rozpoczęta w celu pokonania wroga w jak najkrótszym czasie, zajęcia jego terytorium i jego okupacji ani w celu wyzwolenia od okupacji. Do jej prowadzenia nie są używane wojska klasyczne, lecz „wojska zastępcze”. Nowoczesna broń stosowana jest doraźnie i w ograniczonym zakresie, jeśli zachodzi taka potrzeba, a w użyciu na polu walki jest albo broń stricte defensywna albo (głównie) broń ze starych zapasów (także po stronie ukraińskiej, bo wszystkie demoludy przekazują tam stary „pokomunistyczny” sprzęt, nawet ten przeznaczony na złom – ostatnio robi to nawet Macedonia Północna). Cel operacji wykracza poza obszar działań i obejmuje co najmniej jeden kontynent (wydaje mi się, że trwa już „operacja afrykańska” sowietów).

  43. 43 michał

    Panie Jacku,

    Pisałem o tym dzisiaj wcześniej pod częścią 3 artykułu p. Andrzeja. Tylko bardzo rzadko udaje się zestrzelić odrzutowiec przy pomocy ‚manpad’, na ogół na skutek błędu pilota. Eskadra Migów powinna była zniszczyć siły powietrzne przeciwnika, a co dopiero eskadra Su? Co rzekłszy, wszyscy chwalą ukraińską obronę przeciwlotniczą. Tylko że nowoczesny myśliwiec jest w stanie odpalić precyzyjne rakiety zza horyzontu, to nie jest czarna magia. Argentyński Super Etendard zrobił takiego psikusa niszczycielowi Sheffield podczas wojny falklandzkiej. To było 40 lat temu. Nie ma żadnego powodu, żeby Su i Migi miały znaleźć się w zasięgu Stingerów i Piorunów, zachowując cały czas swą moc rażenia.

    Nie odnoszę wrażenia, że sowieciarze muszą użyć „całych swych sił”. Sprawne użycie ułamka ich sił powinno doprawdy wystarczyć.

    Jeżeli oni są rzeczywiście tak słabi, to czego wszyscy się boją? Na tygrysy mamy wisy, a na raakiety mamy wety. Jedna bomba atomowa i dojdziemy wnet do Lwowa.

    Toteż rację ma chyba p. Andrzej, mówiąc, że to nie jest wojna, tylko coś innego. Cele nie są normalnymi celami militarnymi, wyznaczonymi przez sztaby, ale są na innym planie, są polityczne.

  44. 44 michał

    Panie Andrzeju,

    Mówiliśmy tu od początku, że Ukraina nie jest ani przedmiotem tej wojny, ani zapewne nie jest w niej podmiotem, choć wszyscy patrzymy ciągle na Ukraińców jako stronę w konflikcie.

    Ale ja nadal nie widzę, jaki jest ten cel. Są doprawdy lepsze sposoby na sprowokowanie Zachodu do wojny, niż ten spektakl, który oglądamy od prawie pół roku.

  45. 45 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Piszesz, że „wszyscy patrzymy na Ukraińców jako na stronę konfliktu”. Na poziomie elementarnym, jednostkowym, działań taktycznych, owszem – Ukraińcy są stroną i prowadzą realne działania wojenne. Nie może być inaczej. Wojna chińsko-sowiecka z końca lat 60. mogła mieć charakter bardziej pozorowany niż rzeczywisty (ze względu na bardzo ograniczone środki monitowania jej przebiegu), w przypadku wojny ukrainnej jest inaczej. Sam zresztą piszesz, że Ukraina „zapewne” nie jest w tej wojnie podmiotem.

    Jeśli chodzi o wojenne cele, nie wydaje mi się, żeby sprowokowanie Zachodu do wojny mogło być istotną częścią planu. Byłoby to klasyczne wishful thinking, zjawisko występujące w polityce sowieckiej rzadko. Pewne inicjatywy, głównie peerelowskie, zdają się podpowiadać, że nie zaniechano takich prób, ale prawdopodobieństwo pożądanej reakcji Zachodu było bardzo niskie. Masz oczywiście rację, że Ukraina nie jest przedmiotem wojny. I masz rację pytając o niejasny cel wojny, ponieważ ten skutecznie umyka naszej obserwacji.

    W przypadku wspomnianego wyżej konfliktu z lat 60., cel dał się odczytać z opóźnieniem. Według metodologii Golicyna chodziło o wskazanie na możliwość rozgrywania przez Zachód nieporozumień i konfliktów w ramach obozu komunistycznego. Wojna „zaowocowała” szerokim otwarciem ramion i wobec czerwonych Chin i wobec Kremla. Niestety tamta sytuacja nie dostarcza żadnej analogii. Ukraina to nie ludowe Chiny. To duży kraj, ale bez strategicznego znaczenia.

    Możliwe jednak, że beneficjentami prowokacji, podobnie jak w latach 60., mają być ponownie ludowe Chiny u boku Kremla. Jacek sugeruje, że zaangażowanie USA (znaczące) wynika z chęci zabezpieczenia sobie „tyłów” na wypadek konfliktu z Chinami. Trudno mi się z tym poglądem zgodzić – Amerykanie (poza Reaganem) nigdy nie wykazywali nadmiernych skłonności do drażnienia kremlowskiego niedźwiedzia, tym bardziej do angażowania się w Europie Wschodniej w konflikcie przeciwko atomowemu mocarstwu. Możliwe jednak, że sam konflikt (wynikająca z niego słabość sowietów) ma dać pozór takiego „zabezpieczenia”. Skoro Kreml nie radzi sobie ze słabą, biedną, skorumpowaną Ukrainą, nie może stanowić realnego zagrożenia dla armii amerykańskiej.

    To może być jeden z celów konfliktu, choć raczej nie najważniejszy.

    Celem oczywistym mogłaby się wydawać Europa, rzecz w tym, że agresja wywołała furię, powszechny sprzeciw, chęć pomocy Ukrainie. Trudno się przy tym wyzbyć wrażenia, że taka reakcja powstała przy biernym współuczestnictwie sowietów. Zdaje mi się, że wciąż dysponują stosownym zapleczem na Zachodzie, żeby propagandowo, skutecznie rozegrać artykułowane przez samych siebie motywy agresji – ochrony Ukrainy przed „nazistami” z Kijowa. Nie słyszałem, żeby próby takiej propagandowej rozgrywki były podejmowane w zachodnich mediach przed konfliktem. To Kreml uchodzi dziś za „faszystowski” reżim. Czyżby zatracili umiejętność sterowania własną agenturą wpływu?

    Nasuwa się pytanie, co będzie gdy opadną emocje, a długotrwały konflikt spowszednieje na tyle, że przestanie interesować publikę. Czy możliwe, że po stronie sowietów pojawią się jakieś duże potencjalne korzyści? Czy jedną z takich, niezaprzeczalnych korzyści nie jest energetyczna wasalizacja Niemiec (wasalizacja na własną prośbę [zamknięcie elektrowni atomowych, forsowanie Nord Stream 2]), o których gospodarczą kondycję drży brukselska bolszewia, już dzisiaj godząc się, acz niechętnie, na noszenie, od jesieni poczynając, ciepłych gaci w domu? Bo co będzie z Europą (Brytanii nie wyłączając), jeżeli europejski gospodarczy kolos potknie się o własną, wirtualną butę?

    Dzisiejszy The Spectator komentuje sytuację:

    Britain should not take any pleasure in Berlin’s predicament. Germany’s economic and political strength is in the interests of us all, not least as a counterbalance to Putin’s Russia. Germany remains one of Britain’s biggest trading partners, and the country is now facing almost certain recession at a time when the euro is under renewed strain. Throughout the sovereign debt crisis, it was at least possible to look to the strong German economy for salvation. Not this time.

  46. 46 Andrzej

    Panowie,

    Skoro Ukraina jest stroną to jest podmiotem. Aktywnie wpływa wydarzenia, na postawę USA i Europy Zachodniej.

    Co do celu, to myślę, że można go ocenić po dotychczasowych skutkach. Są nimi z jednej strony znaczne osłabienie „postsowieckiej” Ukrainy i sterroryzowanie jej ludności, a z drugiej osłabienie Europy Zachodniej, poprzez wywołanie w kryzysu energetycznego i przyspieszenie kryzysu finansowego. Celem może też być maksymalne zwiększenie wpływów sowietów w Afryce i na Bliskim Wschodzie poprzez szantaż kryzysem żywnościowym i „rozegranie” Turcji.

  47. 47 michał

    Hmm, jeżeli Ukraina jest podmiotem politycznym, to chyba tym bardziej prl bis. Czy nie?

  48. 48 Andrzej

    Panie Michale,

    Ja nie napisałem, ze jest podmiotem politycznym, tylko że jest podmiotem toczącej się wojny. I nie napisałem, że to jest wolna Ukraina tylko zawsze dodaję „postsowiecka” co oznacza także mój dystans do tego rodzaju pojęć. Pan napisał, że nie jest a ja mam odmienne zdanie.

  49. 49 michał

    Panie Andrzeju,

    Nie ośmieliłbym się Panu imputować czegokolwiek. Nie twierdziłem wcale, że tak Pan napisał. Rozważam tylko głośno, czy można być podmiotem w wojnie, dodajmy w wojnie na dużą skalę, nie będąc jednocześnie podmiotem politycznym, albo przynajmniej nie dążąc do takiego statusu otwarcie?

    Ja po prostu nie mam zdania. Nie wiem, jaka jest odpowiedź na to pytanie.

    Dla przykładu, prl Gomułki czy Jaruzelskiego nie był podmiotem politycznym i nie mógł być stroną w konflikcie militarnym. Czy prl bis może?

Komentuj





Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej!.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.