III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Pierestrojka w raju krat, a w nie mniejszym stopniu w europejskich tzw. demoludach (co w moim rozumieniu oznacza także „socjalistyczną” Jugosławię oraz „ludowo-socjalistyczną” Albanię) zaowocowała oszałamiającymi karierami biznesowo-politycznymi wybranych do tego celu „byłych” komunistów i ich agentów. Kilka z tych postaci zostało już opisanych na niniejszej witrynie w wyczerpującym cyklu o putinowskiej „Rosji” [1]. Warto jednak przyjrzeć się tej kwestii w odniesieniu do innych tworów powstałych w efekcie rzekomego rozpadu ZSRS. Tym, który poza „Rosją” wydaje się być najbardziej przyciągającym uwagę, nie tyle ze względu na aktualne wydarzenia, ile na jego znaczenie i wagę – zakres oddziaływania na świat po zainscenizowanym 30 lat temu spektaklu „upadku komunizmu” – jest „postsowiecka” Ukraina.

Czym ona właściwie jest? Suwerennym państwem, jak chcą to widzieć dzisiejsze zachodnie elity oraz ufne w ich mądrość, profesjonalizm i prawdomówność społeczeństwa? Czy może „demokraturą” – zmodernizowanym sowieckim tworem z quasi-demokratyczną fasadą, którego społeczeństwo ma niewiele więcej do powiedzenia w kwestii swojego losu, niż miało w czasach władzy partii komunistycznej? A może jest czymś dużo gorszym – jednym z wielu elementów komunistycznej prowokacji wobec świata, który jeszcze trzydzieści lat temu wydawał się być wolnym, a dziś z własnej woli, w znacznym stopniu ogarnięty jest komunistyczną zarazą, będąc przy tym ściśle opleciony pajęczą siecią związków z „postkomunistycznymi” i jawnie komunistycznymi tworami? Prowokacji, której przeznaczeniem, zgodnie z zadeklarowanym od początku istnienia komunizmu celem i opracowaną do jego realizacji strategią, jest ostateczny podbój tego, co pozostaje jeszcze niekomunistyczne.

Benia, Giena i „złote” lata dziewięćdziesiąte

Bohater jednego z „Opowiadań odeskich” Babla – Benia (Beniamin) Krzyk, przystał do bolszewików prowadząc przedtem swobodne życie bandyty na czele przestępczej armii (jego akces do komunistów jako dowódcy „rewolucyjnego pułku” był posunięciem taktycznym, którego celem było zapewnienie dalszego istnienia bandy w opanowanej przez bolszewików Odessie; w sfilmowanej wersji opowieści został przez nich zabity strzałem w tył głowy). Nie można tego powiedzieć o tym, któremu po dziesięcioleciach sowietyzacji ktoś z jego znajomych, albo może on sam, postanowił nadać przydomek będący imieniem odeskiego „Króla”. Obie postacie łączy tylko to, że urodzili się Żydami. Ten drugi nie tylko nie wychował się i nie żył w Odessie, lecz w Dniepropietrowsku (od 2016 roku Dniepr), ale przede wszystkim nigdy nie był wolny, zaś do bolszewików przystąpił już jako dziecko, zasilając szeregi sowieckich pionierów. Dodatkowo, w przeciwieństwie do bohatera opowiadania Babla, mówi dużo (przynajmniej w ostatnim dwudziestoleciu) i nie zawsze wytrawnie (w oryginale смачно), o czym świadczą jego liczne wypowiedzi, które można znaleźć w Internecie. Powyższe nie musi jednak być w związku z przydomkiem, bowiem istnieje też wersja, że pochodzi on od postaci ze starej sowieckiej kreskówki, lwa o imieniu Bonifacy. Osoba która go nosi ma bujną czuprynę i zarost.

Człowiek którego nazywają również „Benia” to Igor (Ihor) Kołomojski – magnat finansowy, który od ponad ćwierć wieku należy do głównych postaci „postsowieckiej” Ukrainy. Według dostępnych publicznie danych, Kołomojski nie dysponuje największymi aktywami, ale od dłuższego już czasu w swoim kraju postrzegany jest jako osoba nadzwyczaj wpływowa – „potrząsająca fundamentami”. Historia działań Kołomojskiego jest w dużej mierze odzwierciedleniem historii „postsowieckiej” Ukrainy. Świat tzw. Zachodu określa tego rodzaju przedsiębiorców mianem oligarchów – co przejęte zostało też na użytek wewnętrzny „postkomunistycznych” tworów – ale w istocie są oni uwłaszczonymi na komunistycznej „masie upadłościowej” macherami – zamierzonymi produktami sowieckiej „transformacji”, we właściwym czasie aktywowanymi przez odchodzące w cień „organy władzy sowieckiej”. Jeśli jest to grupa rządząca, to fasadowa. Jej przeznaczeniem jest działalność na rzecz swoich mocodawców i jeśli jej uczestnik przejawia chęć uniezależnienia się, jest neutralizowany, jak to zostało opisane we wspomnianym cyklu.

*

W młodości Kołomojski miał opinię ambitnego i zdeterminowanego. Gdy nadeszła pora przejęcia sterów sowieckiej kompartii przez Gorbaczowa i realizacji pierestrojki ukończył akurat Dniepropietrowski Instytut Metalurgiczny im. Breżniewa z prestiżowym w sowietach „czerwonym dyplomem” i rozpoczął pracę w instytucji zajmującej się projektami. Kariera stała przed nim otworem, ale niewielu przewidywało, że jej przebieg będzie tak błyskotliwy. W kolejnym roku Kołomojski natychmiast wyczuł nowe prądy i zamiast ślęczeć nad biurkiem znalazł sobie zatrudnienie w miejscowej „kooperatywie handlowej” Fianit. Działalność ta zaowocowała dobrymi kontaktami, m.in. w Moskwie, które przydały się mu, gdy dwa lata później nadeszły czasy kolejnego NEP-u i dla sowietów szeroko otworzyły się drzwi na wolnorynkowy świat Zachodu.

Była to pierestrojkowa ruletka – wygrywali w niej tylko ci, którzy mieli odpowiednią pozycję, kontakty i wsparcie finansowe. Kto ich nie miał, ten pozostawał w sowieckiej nędzy. Gdy nadszedł czas „transformacji gospodarczej” i sowieci wprowadzili nową „ustawę o handlu”, w 1990 roku Kołomojski porzucił Fianit i wraz z poznanymi w niej dwoma innymi dniepropietrowskimi komsomolcami Gienadijem Bogoliubowem oraz Aleksiejem Martynowem [2] zaczęli sprowadzać z Moskwy do Dniepropietrowska sprzęt biurowy produkowany w Korei Południowej. Wkrótce też, Kołomojski z Bogoliubowem utworzyli handlową „spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością”, którą nazwali Sentoza[3], zaś Martynow wraz ze swoim wspólnikiem Leonidem Miłosławskim podobną firmę Solm.

Była to praktyka stosowana w owym czasie wszędzie w „liberalizujących się” błyskawicznie tzw. demoludach i odpowiednie know-how było zapewnione. Wszystko odbywało się, o ile nie było wprost zarządzane, pod czujnym okiem KGB lub GRU, a zyski były bardzo duże. Trudno się więc dziwić, że nastąpił prawdziwy wysyp tego rodzaju inicjatyw. Aby jednak taki interes był możliwy, należało postarać się o odpowiednie środki na zakup towaru u kapitalistów. Kołomojski i Bogoliubow rozwiązali tę kwestię w prosty sposób: wg ich relacji pieniądze uzyskali od dniepropietrowskiej gminy żydowskiej (Bogoliubow także jest tej narodowości). Dzięki intratnemu handlowi, m.in. komputerami osobistymi, niebawem obaj wspólnicy mogli podjąć poważniejszą działalność, jaką stał się handel stopami metali oraz ropą naftową. Ich współpraca trwa do dzisiaj, już w ramach jednej z największych grup finansowo-przemysłowych w „postsowieckiej” Ukrainie, a aktywa w posiadaniu Bogoliubowa są nie mniejsze od aktywów Kołomojskiego (udziały ma także Martynow).

*

Druga połowa sierpnia 1991 roku przyniosła tzw. moskiewski pucz i „deklarację niepodległości” sowieckiej Ukrainy, zaś koniec roku „rozwiązanie ZSRS”. Otworzył się sezam – nieograniczone możliwości bogacenia się w ramach powstających „gospodarek narodowych” i przeprowadzanych „prywatyzacji”. Zasobna w surowce, w tym węglowodory i złoża rud metali (m.in. takich jak uran, mangan i tytan), rozbudowany przemysł oraz doskonałe ziemie uprawne, Ukraina wydawała się być „postsowieckim” Eldorado. Wystarczyło mieć dostateczny kapitał, aby go zwielokrotnić. W „postkomunistycznej” Polsce popularne było wówczas hasło „pierwszy milion trzeba ukraść”, jednak w świeżo „upadłym” ZSRS skala możliwości była nieporównywalnie większa. Tak drobne kwoty jak milion nie robiły wrażenia. Aby w takich warunkach zbić fortunę, najlepiej było utworzyć bank.

Kołomojski z Bogoliubowem zrobili to w marcu 1992 roku, łącząc majątek Sentozy z trzema innymi „prywatnymi podmiotami gospodarczymi”. Jednym z nich była spółka Martynowa i Miłosławskiego, dzięki czemu dobrzy znajomi z czasów Fianitu ponownie połączyli swoje siły – już w „komercyjnym banku kredytowym”, który nazwali Prywatbankiem. Jego pomysłodawcą, prezesem oraz kolejnym udziałowcem został dotychczasowy zastępca szefa banku Dnipro – niedawny kierownik wydziału propagandy i agitacji dniepropietrowskiego oddziału komsomołu – Sergiej Tigipko (Serhij Tihipko). Jego dobrym znajomym był ważny przedstawiciel ukraińskiej nomenklatury Leonid Kuczma – dyrektor wielkich zakładów przemysłu kosmicznego Jużmasz w Dniepropietrowsku (produkujących m.in. rakiety kosmiczne i balistyczne), który w lipcu 1994 roku został prezydentem kraju, zastępując niedawnego, czołowego aparatczyka ukraińskiej kompartii Leonida Krawczuka.

Tigipko bez wątpienia należy do grona kreatorów ukraińskiej sceny polityczno-gospodarczej [4]. „Upadek komunizmu” wielu zaskoczył i zasmucił, jak wiadomo także na Zachodzie, ale komuniści byli nań dobrze przygotowani i nie zmartwiło ich to. W takich okolicznościach, założyciele Prywatbanku mieli zapewnione odpowiednie środki finansowe, kadry i zaplecze. Dysponując nimi w chwili gdy ogłoszono pierwszą „prywatyzację” jego udziałowcy zakupili kilka stacji benzynowych, magazyn ropy naftowej oraz dwa zakłady wzbogacania rud żelaza.

Po trzech latach Prywatbank miał 188 placówek i stał się największym komercyjnym bankiem „postsowieckiej” Ukrainy. Zyski rosły i rozpoczęta w grudniu 1994 roku tzw. masowa prywatyzacja przedsiębiorstw umożliwiła jego właścicielom zgromadzenie 2,3% ogółu bonów prywatyzacyjnych, wykupionych za symboliczne kwoty od obdarowanych nimi przez władze zabiedzonych posiadaczy, szczęśliwych, że mogą coś za nie uzyskać (bony prywatyzacyjne były w sprzedaży także na czarnym rynku). Certyfikaty były imienne, ale tu pomocny okazał się „wymiar sprawiedliwości”, który je ponownie „uznawał”. Posiadanie takiej liczby pozwoliło Kołomojskiemu i jego wspólnikom na uzyskanie akcji nie tylko sporej liczby głównych zakładów metalurgicznych w regionie, ale i np. kluczowych dla gospodarki kraju zakładów chemicznych Dneprazot. Był to złoty interes i tym to sposobem powstawała jedna z największych niebawem ukraińskich grup spółek, Prywat.

Po dojściu do władzy ekipy Kuczmy, na „postsowieckiej” Ukrainie przez dłuższy czas karty rozdawał „klan dniepropietrowski”. Na „prywatyzowane” fabryki było jednak dużo chętnych i toczyła się o nie ostra walka. W tych latach i w tym miejscu zapewnienie sobie kontroli nad przedsiębiorstwem polegało jednak także na użyciu mniej wyrafinowanych metod niż obrót akcjami, z osławionym rejderstwem na czele. Nie robiło się takich rzeczy jeśli nie miało się odpowiedniego wsparcia politycznego, którego w tym czasie udzielał m. in. „liberalny” premier „postsowieckiej” Ukrainy w okresie od maja 1996 do lipca 1997 roku Pawło Łazarenko – były dyrektor kołchozu i sowiecki aparatczyk. Zanim nim został, w 1995 roku był gubernatorem obwodu dniepropietrowskiego, a następnie wicepremierem ds. energetyki.

Oprócz Kołomojskiego i Bogoliubowa Łazarenko wspierał wówczas m.in. wschodzącą gwiazdę „klanu dniepropietrowskiego” Julię Tymoszenko, pomagając jej firmie Zjednoczone Systemy Energetyczne Ukrainy odnieść „sukces komercyjny” w ramach handlu „rosyjskim” gazem (podobno za wsparcie zwykł żądać połowy zysków). W lutym 1999 roku, dysponując paszportem panamskim (popadł w niełaskę u Kuczmy i był ścigany przez ukraińskie władze) został zatrzymany na lotnisku w Nowym Jorku i oskarżony o wypranie 114 milionów dolarów (inne szacunki mówią o 200 milionach, co stanowiło wówczas 0,4% ukraińskiego PKB). Sądzony w San Francisco (miał posiadłość w Kalifornii), otrzymał wyrok 10 lat więzienia. Praktyka wyprowadzania na Zachód przez „byłych” komunistów dużych kwot tzw. brudnych pieniędzy ma tradycję tak starą jak „postkomunistyczne” twory.

„Pomarańczowa rewolucja” i koniec kariery „Szalonego Maksa”

Wraz z nastaniem nowego tysiąclecia skończył się w miarę stabilny układ władzy w „postsowieckiej” Ukrainie. Na gospodarczo-politycznej scenie pojawiło się już wielu magnatów finansowych, wzorem Kołomojskiego wyrosłych w poprzedniej dekadzie. Wśród nich byli tacy jak 26-letni Konstantin Żewago – w ówczesnym rankingu Forbesa najmłodszy europejski miliarder, oraz Wiktor Medwiedczuk – niebawem szef administracji Kuczmy, uważany za człowieka Putina na Ukrainie (także jego „kum”: w 2004 roku Putin został ojcem chrzestnym jego córki). Pojawili się też magnaci medialni w rodzaju Aleksandra Zinczenko, co zapowiadało przyszłą zmianę zasad wyłaniania władzy na bardziej nowoczesne: kto kontrolował media, ten kontrolował jej skład.

Sygnałem do pierwszej zmiany tego rodzaju stało się zniknięcie krytykującego reżim Kuczmy dziennikarza pochodzenia gruzińskiego Georgija Gongadze, założyciela internetowej gazety Ukraińska Prawda, którego pozbawione głowy ciało znaleziono w listopadzie 2000 roku w podkijowskim lesie. Po ujawnieniu i rozpowszechnieniu nagrania, w którym Kuczma poleca „zrobić coś” z Gongadze – były to „pliki majora Melniczenko”, zaprezentowane w parlamencie przez Aleksandra Moroza, lidera „zdelegalizowanej” na początku września 1991 roku ukraińskiej kompartii, której nazwę zmieniono miesiąc później na „socjalistyczną”, co uczyniło ją ponownie „legalną” – zawiązał się Ruch »Ukraina bez Kuczmy«. Koordynowane przez „socjalistów” akcje protestacyjne na centralnym placu Kijowa, zwanym potocznie Majdanem (Plac Niepodległości) trwały trzy miesiące, a w ich ramach odbył się nawet „trybunał nad Kuczmą”. W końcowej fazie wsparła je „zwolniona z urzędu wicepremiera” Tymoszenko (po „sukcesie komercyjnym” postanowiła działać także w „postsowieckiej” polityce), wraz z „socjalistami” tworząc Forum Ocalenia Narodowego. Kilka dni później została aresztowana i oskarżona o nadużycia finansowe, lecz zwolniono ją jeszcze w tym samym miesiącu. Protest zakończył się 9 marca 2001 roku pacyfikacją protestujących przed pomnikiem Tarasa Szewczenki, a następnie starciami z milicją po zablokowaniu demonstracji w pobliżu siedziby Kuczmy.

Pierwsza próba się nie udała i opozycja potrzebowała wzmocnienia w postaci dodatkowych sił. Na początku 2002 roku zapewnił je „postkomunistyczny” ekonomista Wiktor Juszczenko (w kompartii od 1977 roku do jej „delegalizacji”; od 1993 do 1999 prezes banku centralnego) – niedawny premier z nadania Kuczmy, który wytrwale go wspierał w czasie akcji zainspirowanej i moderowanej przez „socjalistów”. Nieomal z dnia na dzień zmienił front o 180 stopni i stanął na czele nowo-utworzonego opozycyjnego bloku Nasza Ukraina. Juszczenko zyskał dużą popularność dzięki wprowadzeniu „reformy opieki społecznej”, gdy był jeszcze premierem i po wyborach parlamentarnych formacja ta uzyskała najwięcej mandatów. Zapowiadało to zaciętą walkę o zwycięstwo w nadchodzących wyborach prezydenckich, do których Juszczenko przygotowywał się już jako nieformalny reprezentant całej opozycji wobec Kuczmy i jego ekipy. Na jego korzyść, z ubiegania się o to stanowisko zrezygnowała nawet bardzo ambitna Tymoszenko.

*

W 2003 roku Kołomojski i Bogoliubow przejęli 40% udziałów Ukrnafty – największej ukraińskiej firmy eksploatującej złoża ropy naftowej i gazu. Umożliwiło to im nie tylko wkroczenie na rynek węglowodorów, ale też wyznaczenie swojego człowieka na prezesa firmy. Doszło do tego w wyniku umowy z zięciem Kuczmy i najbardziej liczącym się wówczas magnatem finansowym Wiktorem Pińczukiem, zawartej m.in. za pośrednictwem Medwedczuka, a ceną jaką zapłacili, było comiesięczne wsparcie „kampanii prezydenckiej” Kuczmy kwotą nie mniejszą niż 5 milionów dolarów. Kuczma szykował się na trzecią kadencję, ale ostatecznie zrezygnował ze swoich planów na rzecz również związanego mocno z Moskwą innego „byłego” komunisty, Wiktora Janukowycza, który reprezentował „klan doniecki” i był aktualnym premierem „postsowieckiej” Ukrainy. Ponieważ właściciele Prywat przekazali już Kuczmie około 100 milionów dolarów, a ten postanowił przekazać władzę konkurencji, Kołomojski zaczął aktywniej wspierać opozycyjne wobec Kuczmy i Janukowycza siły polityczne. Jak później stwierdził, kwota przekazana przez niego na rzecz „pomarańczowej rewolucji” wyniosła 5 milionów dolarów. Niewątpliwie był tym razem ostrożniejszy, jeśli jednak było to tylko tyle, co miesięczna rata na rzecz Kuczmy i Janukowycza (sprawa zwrotu pieniędzy z „funduszu wyborczego” po rezygnacji Kuczmy na rzecz Janukowycza utknęła w martwym punkcie), to zważywszy na spektakularny sukces ich konkurentów, kwota ta wydaje się mało prawdopodobna.

O tym jak w tym czasie rozwijał się „biznes” Kołomojskiego świadczy historia kolejnego „układu” z Pińczukiem. W 2004 roku poprzez „spółkę-przykrywkę” z Brytyjskich Wysp Dziewiczych Kołomojski i Bogoliubow zakupili na aukcji „prywatyzacyjnej” zakłady wzbogacania rud żelaza w Krzywym Rogu – części „państwowego” koncernu Ukrrudprom. Pińczuk ogłosił następnie, że kupili go w jego imieniu oraz za jego pieniądze i po zakupie mieli mu tę fabrykę przekazać, na co oni odpowiedzieli, że nie są jej właścicielami i zaproponowali mu, aby wykupił wspomnianą spółkę od firmy-nabywcy. Pińczuk to uczynił, płacąc za nią 143 miliony dolarów, po czym ujawnił, że firma jest „przykrywką” dla Kołomojskiego i Bogoliubowa. Wobec zdemaskowania ich sztuczki, dwaj „biznesmeni” zaproponowali, że przekażą mu kombinat, jeśli utworzy wraz z nimi grupę spółek kapitałowych w branży ferrostopów, przekazując doń swoje udziały w podobnych zakładach w Nikopolu. Gdyby to zrobił mieliby razem monopol na całą branżę. Pińczuk przystał na to pod warunkiem zachowania 30% udziałów w grupie i przekazania 20% moskiewskiej „grupie przemysłowej Łużniki” (nazwa nieoficjalna, odnosząca się do gangu moskiewskiego z lat 90; „działania biznesowe” łużnikowców na „postsowieckiej” Ukrainie będą opisane dalej). Wzajemnie „pokryto straty” – Pińczuk otrzymał zysk z działalności zakładów w Krzywym Rogu w czasie gdy nie był ich właścicielem, zaś Kołomojski i Bogoliubow część dywidendy od akcji zakładów w Nikopolu. Kiedy jednak po połączeniu aktywów przyszło do spłaty zobowiązań, Kołomojski i Bogoliubow odmówili zatwierdzenia transakcji, a ponieważ umowa nie została formalnie zamknięta, pozostali właścicielami zakładów w Krzywym Rogu. W lipcu 2007 roku odsprzedali całość swoich udziałów nowej gwieździe ukraińskiej gospodarki, Rinatowi Achmetowowi – magnatowi finansowemu i politykowi z „klanu donieckiego” (premierem był wówczas ponownie Janukowycz w ramach tzw. rządu powszechnej jedności narodowej), z którym kilka lat wcześniej weszli w spór na tle kontroli nad kopalniami w centralnej części Ukrainy. Sprawa z Pińczukiem miała ciąg dalszy przed londyńskim sądem w latach 2013-2016, gdzie zawarto ugodę.

*

Owiane tajemnicą otrucie Juszczenko przed wyborami prezydenckimi w listopadzie 2004 roku przysporzyło mu dodatkowej popularności [5]. Po tym gdy w drugiej turze przegrał z Janukowyczem – który od dwóch lat był popularnym premierem ze względu na 14-procentowy wzrost gospodarczy w tym czasie – jego sztab ogłosił, że wybory sfałszowano i wezwał do protestów. Siła przeciwników Janukowycza znacznie wzrosła, gdy do Juszczenko dołączyła Tymoszenko wraz ze swoją nową partią polityczną. W efekcie masowych protestów na Majdanie, nazwanych „pomarańczową rewolucją” (była to barwa kampanii wyborczej Juszczenko), ostatnie głosowanie powtórzono i w styczniu 2005 roku Juszczenko został prezydentem.

Kołomojski w odpowiednim czasie zgrabnie przestawił się na nową „postkomunistyczną” ekipę – tym razem „demokratyczną” – poczynając od wspomnianej donacji na rzecz protestów na Majdanie, a kończąc na dotowaniu partii Juszczenko, gdy szykowała się do przedterminowych wyborów parlamentarnych w 2007 roku (wygrała je partia Janukowycza, m.in. w całym obwodzie dniepropietrowskim). Zapewne nie bez związku z tym, wraz z Achmetowem i dwoma innymi „magnatami” w 2006 roku otrzymał od Juszczenko order „za zasługi”. Odznaczenie Achmetowa świadczy o tym, że i on przestawił się na „demokrację”, chociaż należał do „klanu donieckiego”. Trudno się dziwić, że Janukowycz dość łatwo zrezygnował wówczas z prezydentury – w tej sprawie dużo do powiedzenia musiał mieć wówczas także Kuczma.

*

W 2005 roku Kołomojski podjął współpracę z braćmi Grigorijem i Igorem Surkisami, którzy swój nominalny interes prowadzili na bazie futbolu (obaj po kolei zarządzali Dynamem Kijów, a ten pierwszy był szefem krajowej federacji), pomagając im w konflikcie z mającym wsparcie Kremla, byłym wspólnikiem w interesach metalurgicznych Konstantinem Grigoriszinem. Gdy w ramach interwencji do Kołomojskiego przybył prawnik Grigoriszina, Sergiej Karpienko, krewki Benia zagroził mu pobiciem (wg relacji Karpienko). Wkrótce potem gdy Karpienko ujawnił to publicznie, ciężko pobity został jego asystent, a następnie on sam. Napastnicy użyli noży, młotków oraz prętów metalowych i Karpienko cudem przeżył atak. Okazało się, że napad zorganizował ochroniarz Kołomojskiego, który zanim to ujawniono „popełnił samobójstwo” (po zarządzonej ekshumacji w jego ciele znaleziono liczne rany kłute). Latem 2005 roku jego pracodawcy zarzucono zlecenie pobić. Kołomojski unikał kontaktu ze śledczymi i wobec braku nakazu zatrzymania wyjechał za granicę. Ciągnące się śledztwo zostało umorzone po jego spotkaniu w Turcji z prokuratorem prowadzącym sprawę, podobno za cenę 40-50 milionów dolarów przekazanych ówczesnemu prokuratorowi generalnemu. Po tym wszystkim Karpienko nabrał wody w usta, a Kołomojski publicznie oskarżył Pińczuka o celowe wszczęcie sprawy (niewątpliwie sugerował jego zemstę za utratę kombinatu w Krzywym Rogu). Ekipa u władzy w „postsowieckiej” Ukrainie zmieniła się na „prozachodnią i demokratyczną”, ale „sprawiedliwość” pozostała „sprawiedliwością”.

Po południu 27 marca 2007 roku, na ulicy przed kijowskim sądem rejonowym zastrzelony został przez snajpera Maksym Kuroczkin – mający swoje korzenie w Moskwie „przedsiębiorca” o przydomku „Szalony Maks”, który po rozprawie właśnie z tego sądu wyszedł. Był oskarżony o wyłudzenie 10 tysięcy dolarów, a jeszcze w 2005 roku o nielegalne przejęcia gruntów i nieruchomości w Jałcie, Kijowie i Dniepropietrowsku, w związku z czym wyjechał wówczas do „Rosji”. Został zatrzymany 20 listopada poprzedniego roku, gdy pomimo grożącego mu aresztowania, przyjechał, aby wedle własnych słów „przygotować wizytę Putina” (był znany m.in. z utworzenia w 2004 roku wspieranego przez Kreml „klubu rosyjskiego” i promowania Janukowycza). Kuroczkin był jednym z dwóch właścicieli wspomnianej wcześniej „grupy przemysłowej Łużniki”, która zarządzała największym moskiewskim targowiskiem i po wejściu w 1999 roku na „rynek ukraiński”, w 2004 roku popadła w konflikt z Gienadijem (Henadijem) Korbanem – osobą blisko związaną z Kołomojskim. Konflikt dotyczył podobnego targowiska w Dniepropietrowsku – Ozerka, które łużnikowcy kupili w ramach „prywatyzacji”, po czym utracili nad nim kontrolę na rzecz Prywatu (formalnie zostało ono „ponownie upaństwowione”), konkretnie spółki, której właścicielem był Korban. Przed przyjazdem Kuroczkina z „Rosji” usiłowali je odzyskać w akcji rejderskiej 30 października 2006 roku, ale została ona uniemożliwiona przez przygotowane zawczasu milicyjne oddziały szturmowe Berkut [6]. W połowie grudnia na jednej z ulic miasta zastrzelony został wicedyrektor targowiska, a w połowie marca 2007 roku były szef ochrony Kuroczkina. Obaj mieli podobno pośredniczyć w jego negocjacjach z Korbanem. Ten ostatni, indagowany przez prasę po zabójstwie Kuroczkina, stwierdził, że konflikt między nimi został już dawno rozwiązany.

W lutym 2009 roku prokuratura generalna „postsowieckiej” Ukrainy poinformowała, że do klientów specjalizującego się w rejderstwie gangu Kapitoszków należała także grupa Prywat, która trzy lata wcześniej starała się przejąć od jednego z banków kontrolę nad hutą stali w Krzemieńczuku. W dokonanym wówczas rejdzie, który poskutkował wymianą szefa firmy, wzięło udział około czterystu gangsterów uzbrojonych w broń palną, piły łańcuchowe i kije. Mniej, bo tylko sześćdziesięciu, wzięło udział w przypisywanej Kołomojskiemu i Bogoliubowowi „egzekucji prawa” z początku listopada 2007 roku (napastnicy posługiwali się wyrokiem sądu w Sumach), przywracającej rzekomo kontrolę władz „postsowieckiej” Ukrainy nad spółką akcyjną Ukrtatnafta, której udziałowcem była „rosyjska spółka państwowa” z Tatarstanu. Ukrtatnafta zaopatrywała w surowiec między innymi rafinerię w Krzemieńczuku, której spółką-matką była Ukrnafta.

Rozbudowująca się dynamicznie grupa Prywat miała już swoje aktywa także poza Ukrainą, w tym w USA – m.in. duże zakłady metalurgiczne w Ohio i w Wirginii Zachodniej (historia inwestycji amerykańskich Kołomojskiego i Bogoliubowa sięga końca lat dziewięćdziesiątych). Równolegle z innymi „magnatami”, którzy postanowili zabezpieczyć swój wizerunek i uzyskać dodatkowe dochody, poprzez swoją spółkę na Bermudach, na początku września 2007 roku Kołomojski wykupił za 110 milionów dolarów 3% udziałów Central European Media Enterprise, firmy zarządzającej kilkunastoma kanałami telewizyjnymi w sześciu „postkomunistycznych” krajach europejskich, wśród których był ukraiński kanał Studio 1+1. W grudniu 2007 roku wraz z Bogoliubowem stał się także właścicielem 12,62% akcji notowanej na giełdzie brytyjskiej firmy JKX Oil and Gas, zajmującej się poszukiwaniami i eksploatacją złóż węglowodorów. Być może po to, aby poprawić swój nadszarpnięty gangsterskimi historiami wizerunek, w 2008 roku Kołomojski został przewodniczącym „zjednoczonej społeczności żydowskiej Ukrainy”. W owym czasie, w raportach amerykańskich dyplomatów i prokuratora generalnego USA uważany był za osobę odpowiedzialną za korupcję i inne nielegalne działania w obwodzie Dniepropietrowskim. Ambasada amerykańska w Kijowie zasypana została skargami przedstawicieli firm, które zainwestowały na „postsowieckiej” Ukrainie i którym grożono poważnymi kłopotami, o ile nie podporządkują się regionalnym „seniorom”.

Właściciele grupy Prywat nie stronili od współpracy z „magnatami” rosyjskimi, czego przykładem jest sprzedaż w 2008 roku części jej aktywów kontrolowanej przez Abramowicza Evraz Group. W kolejnym roku, poprzez jedną ze swoich spółek, Kołomojski stał się właścicielem ponad 94% udziałów linii lotniczych Dniproavia, zaś aktywa grupy Prywat powiększyły się o pakiet kontrolny linii lotniczych Aerosvit. Grupa spółek Kołomojskiego i Bogoliubowa powiększyła wówczas też aktywa zagraniczne, m.in. o jedną z największych na świecie firm operujących złożami manganu, australijską Consolidated Minerals (Consmin). Pod koniec dekady obaj ukraińscy „magnaci” kontrolowali około 40% światowego rynku manganu oraz ponad połowę amerykańskiej produkcji krzemomanganu, wykorzystywanego do produkcji wyrobów stalowych.

________

[1] http://wydawnictwopodziemne.com/category/cykle/niektorzy-nazywaja-to-upadkiem-komunizmu/

[2] Nie udało mi się znaleźć informacji, że Kołomojski i Bogoliubow faktycznie należeli do komunistycznej „młodzieżówki”, ale powszechną praktyką w sowietach było wówczas, że „działalność gospodarczą” podejmowali jej aktywiści, którzy gremialnie i aktywnie wspierali pierestrojkę. Stąd zastosowana przeze mnie nazwa dla całej grupy młodych beneficjentów sowieckich „przemian gospodarczych”.

[3] Sentosa jest singapurską wyspą – rajem turystyczno-rozrywkowym z piaszczystymi plażami, hotelami i kasynami, na której Kołomojski i Bogoliubow spędzili wakacje. Symbolem Singapuru jest Merlion – ryba z głową lwa, którego „przynoszący szczęście” posąg znajduje się w centralnym parku na Sentosie, zatem możliwe, że przydomek Kołomojskiego ma jednak związek z postacią z telewizyjnego programu dla sowieckich dzieci. Przez lata Kołomojski znany był z tego, że w swoim biurze ma ogromne akwarium z rekinami (karmił je żywymi krabami, naciskając guzik na biurku), ale to chyba zbyt słaby argument na poparcie tezy „zwierzęcego” pochodzenia jego przydomka.

[4] Tigipko współpracował wówczas także m.in. z rozpoczynającą swoją „działalność gospodarczą” Julią Tymoszenko. Jego pozycja pozostaje silna, pomimo zmian ekip politycznych. Będąc premierem w 2008 roku, Tymoszenko uczyniła go swoim doradcą, po czym zgłosił swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich (uzyskał ponad 13% poparcie). W 2012 roku przyłączył się do Janukowycza, a dwa lata później ponownie ubiegał się o prezydenturę (uzyskał ok. 5,2 % poparcie). W 2020 roku był uważany za jednego możliwych kandydatów na premiera.

[5] Do dziś nie udowodniono kto, w jaki sposób i w jakim celu podał Juszczenko dioksyny które spowodowały u niego zatrucie, skutkujące znacznymi zmianami w wyglądzie jego twarzy oraz na ciele. Ponieważ Juszczenko był w stanie kontynuować kampanię wyborczą, podana dawka nie mogła być groźna dla jego życia i zdrowia. Wątpliwości w tej sprawie nie brakuje. W wywiadzie dla BBC z 2008 roku, były członek sztabu wyborczego i były bliski współpracownik Juszczenko Dawid Żwania, stwierdził, że było to jedynie zatrucie pokarmowe, które postanowiono wykorzystać w kampanii, manipulując wynikami badań. Udzielając wywiadu, Żwania był już w konflikcie z Juszczenko. Jak stwierdzono, wiedeńska klinika która miała przeprowadzić badania, nie dysponowała wówczas odpowiednim sprzętem diagnostycznym (odpowiedniego laboratorium nie miała też wiedeńska policja kryminalna). Lekarzem, który pierwszy wystąpił z hipotezą otrucia dioksyną był Ukrainiec, nie będący specjalistą w dziedzinie zatruć. Obecność dioksyny stwierdziło holenderskie laboratorium na podstawie przesłanego materiału (próbek). Po wyborach Juszczenko odrzucił propozycje przebadania go, wystosowane przez dwa zachodnie ośrodki leczenia zatruć (brytyjski i niemiecki).

[6] Akcja ta została sfilmowana, a nagranie wyemitowała ukraińska telewizja. Wybrane sceny można zobaczyć pod adresem https://www.youtube.com/watch?v=j-0kkZRn1pI/



Prześlij znajomemu

19 Komentarz(e/y) do “Benia Dniepropietrowski Część 1”

  1. 1 michał

    Panie Andrzeju,

    Nadzwyczaj to ciekawe.

    Czy wiadomo coś nowego (ponad to, o czym była mowa w cyklu o upadku komunizmu) o roli Birsztajna na Ukrainie? Pan drąży znacznie głębiej, niż mnie się udało i koncentruje się na „ukraińskim odcinku”, jak to się mawiało wśród komunistów, ale kiedy badałem te sprawy, to odniosłem wrażenie, że Birsztajn (Birshtein) był szarą eminencją Ukrainy. Jego firma, Seabeco, była zapewne drobiazgiem wśród tych wszystkich miliarderów, ale jego wpływy były daleko szersze.

  2. 2 Andrzej

    Panie Michale,

    Niewątpliwie, wpływy Birsztajna musiały być swego czasu duże. Jednak podczas badania działań Kołomojskiego nie trafiłem na ślady ich współpracy (ograniczyłem się zasadniczo do jego aktywności, szczególnie w pierwszym dziesięcioleciu). Czytałem o Seabeco, w związku z aferą w Mołdawii na początku lat 90,. w którą zaangażowany był Snegur i może być, że robił wówczas podobne rzeczy na Ukrainie (w czasach Krawczuka, tego nie badałem), ale on chyba nie tyle jest ukraińskim „oligarchą” co „rosyjskim” – na „placówce”.

  3. 3 michał

    Panie Andrzeju,

    Czytając o tym dawniej, odnosiłem wrażenie – a niewiele ponad to, co właściwie jest zrozumiałe, zważywszy mafijność tych stosunków – że był pewien ciąg kontroli nad Ukrainą poprzez tzw. oligarchów. Przechodził on z kgb przez Mogilewicza i Birsztajna do tych bandziorów, o których Pan pisze, z Firtaszem na czele. Wrażenie było takie, że nikt nie mógł otrzymać (uzyskać i utrzymać) władzy (w sensie „posiadania” i kontroli) nad którąkolwiek gałęzią przemysłu, a szerzej gospodarki w ogóle, bez zezwolenia Mogilewicza i Birsztajna. Firtasz wydawał się prawą ręką Mogilewicza (Birsztajn zdołał zachować dystans od tych struktur, był tym, który umożliwiał, bez moczenia rąk, ale jego wpływy pozostawały oczywiste dla zachodnich służb).

    Zmierzam do tego, że czy ktoś robił pieniądze na czekoladzie, czy na szambie, na ropie i węgłu czy tylko na telewizji, jest zupełnie bez znaczenia. Mógł robić te pieniądze tylko wówczas, jeżeli uzyskał koncesję od Mogilewicza i Birsztajna, a co za tym idzie – od Kremla.

    Tymczasem dzięki wojnie, całe to oligarchiczne bydło uwolniło się spod kontroli, cała ta struktura kontroli legła w gruzach. Z czego wynikają dwa pytania: czy tak jest Pańskim zdaniem? A jeżeli tak, to tylko podkreśla stare pytanie: po jaką cholerę im ta wojna?

  4. 4 Andrzej

    Panie Michale,

    Zastanawiałem się, czy pierwszemu rozdziałowi nie dać w tytule „dzikie lata dziewięćdziesiąte”, bo to tak w istocie było, ale przeważyło to, że Kołomojski z kumplami dobrze się wówczas wyposażył. Skojrzyło mi się to czemuś z „gorączką złota”. Gangsterskimi działaniami na dużą skalę zasłynął w kolejnej dekadzie.

    Birnsztejn, jak mi się zdaje był pionierem nowego modelu, czy może lepiej łącznikiem starych struktur czekistowskich z nowymi strukturami czekistowskimi: https://www.theglobeandmail.com/canada/investigations/article-boris-birshtein-investigation/ (to bardzo ciekawy artykuł, choć w części pisany pod bieżącą politykę; jest w nim też o Ukrainie czasów Krawczuka-Kuczmy). Zapewnił ich rozwój. Mogilewicz był wówczas jego „postsowieckim” ramieniem. Od 2005 roku do spółki z Firtaszem rozkręcił np. ukraiński „interes gazowy” – RosUkrEnergo. Sprawa uwięzienia Tymoszenko o której piszę w części drugiej miała z tym związek.

    Myśli Pan, że struktura kontroli legła w gruzach? Z Ukrainy co i rusz dochodzą wieści o działającej na wysokich szczeblach agenturze Kremla (ostatnio prokuratura generalna i służba bezpieczeństwa). Postawa „oligarchów” to dla mnie nie mniejsza zagadka niż ta dziwna wojna. Po jaką cholerę”? Wydaje mi się, że porządkują świat wewnątrz i na zewnątrz.

  5. 5 michał

    Panie Andrzeju,

    Znam ten artykuł. Wydaje mi się, że go przytaczałem.

    Tak. Myślę, że strukura, jaką stworzyli 20-30 lat temu na Ukrainie, legła w gruzach. To nie znaczy, że nie powstanie na jej miejsce inna, a może nawet lepsza. Ale tamte układy, wedle których zachodnia firma musiała zgłosić się do Birsztajna, by móc działać na Ukrainie, moim zdaniem znikły.

    Pański artykuł pokazuje szczegółowo, że to była wszystko jedna sitwa: Janukowycz i Juszczenko, mogli się nienawidzieć, podobnie jak Poroszenko i Kołomojski, ale należeli do tej samej demokratury, tej samej sitwy, tego samego układu.

    Teraz, Poroszenko czy Firtasz, nie muszą liczyć się z Birsztajnem czy Mogilewskim, a za nimi z Putinem. To jest ten rodzaj „wolności”, który próbowali zdobyć dla siebie Chodorkowski i Bierezowski (wraz z tysiącem komsomolskich miliarderów) w latch 90. i którą utracili pod Putinem.

    Jest to oczywisty paradoks, ale kiedy słychać sowieckie armaty i nadlatujące rakiety, to smycze trzymające tych bandziorów stają się luźniejsze, kagańce spadają z ich mord. Nie wydaje mi się wcale, żeby to był dobry objaw dla ludzkości, ale to jest fakt, z którym należy się liczyć. Natomiast nie widzę, jak to jest na rękę Putinowi. W jaki sposób „uwolnienie” takich ludzi Kołomojski, służy interesom Putina?

  6. 6 Dariusz Rohnka

    Michał,

    W jaki sposób wojna „uwalnia” Kołomojskich ze służby bolszewikom? Piszesz, że to fakt… Być może, że jednak nie uwalnia?

  7. 7 Andrzej

    Panie Michale,

    Podawał Pan tę linkę w przedostatniej części cyklu „Niektórzy nazywają to «upadkiem komunizmu»”. Przeoczyłem, przepraszam.

    No właśnie. Po pierwsze nie jest powiedziane, że im chodzi o to, aby się „uwolnić”. Od początku są filarem sowieckiej struktury ukraińskiej. Historia „postsowieckiej” Ukrainy to proces ciągłego przechodzenia z jednej fazy do drugiej, przy zachowaniu tego filaru. Jedna sitwa, przez cały czas. Czy uważa Pan, że celem Kremla jest zburzenie tego filaru, dotychczas nie pokazującego śladów erozji? Wszyscy oni, jak się wydaje, lojalnie na rzecz sowietów działają, od lat oplatając sieć wokół wroga, korumpując go i niszcząc. Czy trudno jest „odstrzelić” kogokolwiek z nich jak Berezowskiego,czy „przeczołgać” jak Chodorkowskiego? Ale nikt tego nie robi. Wszyscy grają swoje role.

  8. 8 michał

    Darek,

    Słusznie. Mnie się tak wydaje, takie jest moje mniemanie, ponieważ wiele na to wskazuje, więc nie powinienem tego nazywać faktem. Pozostaje jednak pytanie: w jaki sposób Kołomojski czy Poroszenko mogą być kontrolowani w tej chwili, w porównaniu z kontrolą rozciągniętą nad nimi w przeszłości? Firtasz był otwarcie człowiekiem Kremla, a teraz wystawia oddziały dla obrony ojczyzny przed najazdem.

    Wielu pisało o tym, jak wojna – mowa tu o drugiej wojnie światowej – „uwolniła” ludzi sowieckich. Pisał o tym oczywiście Mackiewicz, ale także Pasternak i Sołżenicyn, autorzy wspomnień i historycy. Co z tego wyniknie tym razem, to oczywiście insza inszość. Ale podmuch wolności niesiony przez wojnę był opisywany wielokrotnie.

    Dodajmy jeszcze do tego, że Zelenski także próbuje wykorzystać wojnę do uwolnienia się spod wpływów oligarchów. Ma opublikować listę 86 osobników, którym nie wolno będzie finansować działalności politycznej. https://www.rnbo.gov.ua/ua/Diialnist/5605.html?utm_medium=email&utm_source=CampaignMonitor_Editorial&utm_campaign=UKRN%20%2020220722%20%20House%20Ads%20%20SM+CID_ce71e4cc4e53044854e2651e171f1c2d

    Oczywiście łatwo się z tego śmiać, ale mówimy na razie o sytuacji teraźniejszej. I tak ona wygląda. Jeżeli z góry wykluczymy różne możliwe rozwoje wydarzeń, ponieważ nie odpowiadają naszym założeniom, to nie zachowamy obiektywizmu.

  9. 9 michał

    Panie Andrzeju,

    Jest zupełnie możliwe, że przypisuję innym moje intencje, ale generalnie rzecz biorąc, ludzie pragną wyzwolin, choć często rozumieją to w przeciwstawny sposób. Uwolnienie się od tak wymagającego karbowego jak Putin, musi mieć swoje zalety w oczach ludzi, którzy – znowu, generalnie rzecz biorąc – mogą robić prawie, co chcą.

    Ani Pan, ani ja, nie zgodzilibyśmy się chyba przyjąć miliardów w zamian za zależność od takiego człowieka, ale wolność nigdy nie jest absolutna, za wszystko się płaci prędzej czy później.

    Czy zburzenie tego filaru może być celem wojny? Nie potrafię na to odpowiedzieć. Odstrzał jest na pewno trudniejszy podczas wojny – kolejny paradoks – niż podczas martwej, sowieckiej ciszy leninowskiego pokoju.

  10. 10 Andrzej

    Panie Michale,

    Czy w tym przypadku nie jest jednak tak, że „uwolnienie się od Putina” oznaczałoby ogromne straty i poważne kłopoty? Czy nie bardziej liczy się syte i bezpieczne życie w tym akwarium z rekinami? Jeśli Chodorkowski przeżył i dziś może się wypowiadać, to chyba nie dlatego, że się uwolnił? Uwolnił się być może Litwinienko. Ale co u sowietów jest pewne?

    Nawiązując do tej informacji, którą Pan podał w kwestii listy 86 „oligarchów” należałoby dodać to co starałem się opisać w trzeciej części. „Ustawa o oligarchach” została zatwierdzona przez Zelenskiego 5 listopada zeszłego roku.Pół roku wcześniej przygotowano pierwszą „niejawną” listę 13 najważniejszych „oligarchów” (była to publicznie znana decyzja). Czyli kroki w kierunku „uwolnienia się spod wpływów oligarchów” zostały podjęte już przed wojną. W ubiegłym tygodniu Achmetow ogłosił, że wycofuje się z „biznesu medialnego”, wykonując postanowienia tejże ustawy, więc niejako sam ogłosił, że uwalnia swoje wpływy. Po co robić listę, jak sami rezygnują? Nie wystarczy ich poprosić? Kołomojski wypromował Zelenskiego na prezydenta. Czy Zelenski chce teraz Kołomojskiego „usadzić”? To jest możliwe, ale czy realne? Fakt, że wojna wszystko zmienia. Ale wobec tego, że wszyscy oni stoją dziś murem za Zelenskim (przynajmniej to deklarują), dają pieniądze, wspomagają armię, itd., czy nie należałaby się im wdzięczność z jego strony albo przynajmniej „ciche porozumienie” w kwestii chwilowego odłożenia tej kwestii na bok? Teoretycznie inwazja Kremla, wciąż może zagrażać ekipie Zelenskiego utratą władzy, a i wewnętrznych wrogów nie brakuje, choćby nacjonalistów, którzy zdaje się mają mocne związki z ukraińskim MSW (ale i podobno z Kremlem, przynajmniej niektórzy z nich) i tylko czekają na okazję.

  11. 11 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Jak sam Pan się domyśla, nie potrafię odpowiedzieć wiążąco na Pańskie pytania. A jednak, wyzwolenie się pojedynczego putinowskiego watażki było właściwie niemożliwe, podczas gdy wyzwolenie się całej grupy ukraińskich oligarchów wydaje się możliwe podczas wojny.

    Kto może wiedzieć, jaki układ pozwolił Chodorkowskiemu ujść z życiem, zdrowiem i nawet ponoć ze stu milionami dolarów? Ale nie uszedłby z 30 miliardami, nie uszedłby z akcjami Jukos, bo wówczas byłby zaiste niebezpieczny, a tak? Ot, jeszcze jeden emigrant! Mało takich?

    Próby uwolnienia się Zelenskiego to co innego. Ale ponownie, wojna daje mu zupełnie inne możliwości. Mógł próbować to robić w ubiegłym roku, ale szanse powodzenia byłyby nikłe. A teraz?

    Zelenski być może cierpi na złudzenia wielkości, któż to może wykluczyć? Rozmawia z mężami stanu – na jakim poziomie są ci mężowie stanu, to inna sprawa – przemawia do parlamentów, dostaje owacje na muzycznych festiwalach, więc być może woda sodowa mu uderzyła do głowy. Ale z drugiej strony, nie jest rzadkością, że politycy wyniesieni do władzy przez konkretne siły, obracają się przeciw tym siłom. Dobrym tego przykładem był FD Roosevelt i jego stosunek do mafii. Mafiosi też myśleli, że należy im się wdzięczność od prezydenta, ale się przeliczyli.

  12. 12 Andrzej

    Panie Michale,

    Zełenski rozpoczął „deolgarchizację” tak naprawdę rok przed wojną, ograniczając działania Medwedczuka i jego wspólnika Kozaka oraz odbierając im koncesje na stacje telewizyjne (pół roku później Medwedczuk znalazł się w areszcie domowym, z którego po rozpoczęciu inwazji się wydostał, ale w kwietniu został ujęty). W listopadzie była sprawa z Achmetowem, który miał jakoby uczestniczyć w przygotowywanym „zamachu stanu” (była to raczej próba porozumienia się z nim). W grudniu przedstawiono zarzuty Poroszence, a w styczniu wydano nakaz konfiskaty jego mienia. Można sądzić, że to były działania na rzecz Kołomojskiego (szczególnie wobec Poroszenki) ale dziś czytam, że „prawa ręka” Kołomojskiego, Gienadij Korbannie został wpuszczony na Ukrainę i odebrano mu paszport: https://babel.ua/en/news/81864-businessman-hennadii-korban-s-passport-was-confiscated-at-the-border-the-reason-is-deprivation-of-citizenship. W tym artykule jest stwierdzenie o pozbawieniu obywatelstwa także Kołomojskiego . Korban ostatnio stał na czele obrony terytorialnej Dniepra. Coś tu się dzieje „pod dywanem” i to zaczęło się jeszcze przed wojną.

  13. 13 michał

    Panie Andrzeju,

    Jak mówiłem wcześniej, wojna daje mu zupełnie inne możliwości. Wojna zmiata stare układy, zmienia wszystko, stawia na głowie dawne założenia i odwraca sojusze. Nie kwestionuję wcale, że deoligarchizacja nie była zamierzona w ubiegłym roku, ale szanse jej powodzenia byłyby wtedy nikłe, co Pański cykl o Beni chyba dobrze ilustruje. Ktokolwiek był u władzy formalnie, sitwa tych bandziorów stała za ich plecami i nikt nie zdołał jej usunąć.

    Tymczasem teraz jest na odwrót. To oni, oligarchowie – to nieszczęsne określenie jest bardzo nieścisłe, ale używamy go jako skrótu myślowego, dla uproszczenia – idą na wyścigi, żeby jakoś wspomóc wysiłek obronny. Nagle chcą płacić podatki, wystawiają oddziały, dokonują zakupów broni itd. Robią to oczywiście pod płaszczykiem patriotyzmu („the last refuce of every scoundrel”, jak mówił Gibbon), ale Zelenski czerpie z tego polityczne zyski.

    Jakie te zyski mogą być na dłuższą metę, to zależy od tego, jak potoczy się wojna. A dziwna wojna toczy się dziwnie.

    Słyszę teraz dwa sprzeczne twierdzenia. Pierwsze, że ofensywa Putina się zatrzymała, ponieważ brak mu ludzi i broni. Artyleria nie ma pocisków i nie może kontynuować bombardowań na tę samą skalę (50 tysięcy pocisków dziennie, to musi być trudne do utrzymania). Umowa na temat Odessy i eksportu ziarna ma być dowodem jego słabości.

    Druga interpretacja utrzymuje, że każde wojsko musi czasami odpocząć, że nie można walczyć nonstop, a zatem powstrzymanie ofensywy w Donbasie jest tylko naturalną pieredyszką, podczas której przychodzą posiłki, dostawy i zarysowuje się nowe plany ataku. Umowa na temat eksportu zbóż jest tylko prowokacją.

    Ten drugi punkt widzenia potwierdzają dzisiejsze ataki rakietowe na Odessę.

  14. 14 Andrzej

    Wydaje mi się Panie Michale, że to jest tylko przypomnienie, kto kontroluje sytuację.

  15. 15 michał

    Przypomnienie, że Zelenski kontroluje oligarchów? Czy chodzi Panu o dzisiejszy atak rakietowy na Odessę?

  16. 16 Andrzej

    Chodzi mi o Odessę. Przypomnienie, że korzystanie z portów czarnomorskich wymaga zgody Kremla i jest przezeń kontrolowane.

  17. 17 michał

    Hmm, ale oni tej zgody udzielili na pismie, i to zaledwie wczoraj. Tak to jest, jak się wchodzi w układy z bolszewią.

    Tak czy inaczej, nie wydaje się, żeby „brakowało im pary”, nawet jeżeli tempo ofensywy w Donbasie rzeczywiście zamarło.

  18. 18 Andrzej
  19. 19 michał

    Zawsze mnie dziwi, kiedy ludzie mówią, że zabrakło pary, bo przecież nawet sowieckie czołgi nie są chyba napędzane parą, a tu proszę! Nie parą, ale trojką. Z taką trojką nic, tylko pędzić na podbój świata. „Przelatuje obok wszystko, cokolwiek jest na ziemi, i patrząc z ukosa, odsuwają się i dają jej drogę inne narody i państwa.”

Komentuj





Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej!.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.