Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Błąkam się po polskiej blogosferze złakniony strawy duchowej, a ściślej, pragnąc dowiedzieć się, o czym to dumają prawi Polacy w tym najlepszym z prlów. Gdzieniegdzie zatrzymam się na duchową przekąskę, która niekiedy okazuje się kanapką z awanturką (o czym za chwilę). Nie mam tu wcale na myśli utarczek z panią Kruszewską i jej rozlicznymi wcieleniami [1] („Dusza”, „Miklaszewski”, Pimko „Odrowąż”?), bo niby jak mam dyskutować z kimś, kto mnie nazywa kundlem? Czy mam przedstawić rodowód psa rasowego? Jak odnieść się do takich zdań: „Michnik Panu płaci za wyciszanie dyskusji o Mackiewiczu na internecie? Jest Pan młody, zapalczywy, niedoinformowany i niedouczony. Traci Pan szybko panowanie nad sobą. Pochopnie wyciąga Pan broń poniżej pasa.” [2] Przeczytawszy powyższe, poczułem się rześki i młody, ale zapewniam czytelników najsolenniej, że broni poniżej pasa nie wyciągałem. Poza niniejszym zapewnieniem, nie potrafię ustosunkować się do takich wypowiedzi merytorycznie, więc nie o nich mi tu prawić. O czym zatem dudni blogosfera? Blogosfera huczy o demaskowaniu Żydów. Żydzi rządzą Polską. Żydzi rządzą światem. Wszystkie nieszczęścia dadzą się przypisać Żydom, i te osobiste („Żydzi nie dopuścili mnie do matury!”), i te zawodowe („Michnik nie zapłacił mi za wyciszanie dyskusji o Mackiewiczu, kanalia!”) – a już zwłaszcza wszelkie niepowodzenia Polski.

Statystyki podają, że w prlu bis żyje zaledwie 12 tysięcy ludzi wyznania Mojżeszowego, to znaczy 0,03% ludności. Nawet blogosfera z wrodzonymi sobie tendencjami do paranoi, nie może chyba czuć się w takiej sytuacji zagrożona?? Po raz kolejny wyszło na jaw, że nie wolno nie doceniać umiejętności samooszukiwania, chciejstwa, a już zwłaszcza dopatrywania się wrogów tam, gdzie ich nie ma. I tak, błądząc po blogosferze, doznałem iluminacji. Okazuje się, że w dzisiejszej Polsce są miliony Żydów, którzy jak krety od stuleci podkopują Polskę i polskość, przechodząc celowo na chrześcijaństwo, zmieniając nazwiska na polsko-brzmiące dla zatarcia śladów, mówiąc piękną polszczyzną dla zmylenia pogoni, tworząc polską poezję i polską kulturę na pośmiewisko endeckim burakom, a wszystko po to tylko, aby ukryć swój prawdziwy cel, którym jest zmazanie Polski z mapy świata. Jeśli wydaje się czytelnikowi, iż słyszał już wcześniej tego rodzaju chorobliwe wizje, to oczywiście ma rację. Półgłówek z wąsikiem nie był jednak autorem takich pomysłów. Autorstwo należy prawdopodobnie przypisać Tomasowi de Torquemada, Wielkiemu Inkwizytorowi Hiszpanii z XV wieku. Ludzie odmiennego wyznania – czyli Żydzi i Maurowie – nie podlegali jurysdykcji Inkwizycji, wobec czego Torquemada nakłonił Ferdynanda i Izabellę do wygnania Żydów, co z kolei zmusiło pragnących pozostać w Hiszpanii do przejścia na katolicyzm. „Ale zemsta, choć leniwa, nagnała cię w nasze sieci. Ta karczma Rzym się nazywa! Kładę areszt na waszeci.” Konwersja poddała ich jurysdykcji Torquemady i tak rozpoczęły się prześladowania krypto-Żydów, którzy rzecz jasna przechrzcili się wyłącznie dla zniszczenia Kościoła i Świętego Królestwa Kastylii i Aragonii… Torquemada był w rzeczywistości subtelnym i w miarę praworządnym wykonawcą poleceń, więc porównywanie go z takim chamem jak Hitler jest nadużyciem, ale jest pewien ironiczny związek pomiędzy nimi. Istnieje podejrzenie, że zarówno Torquemada, jak jego późny antysemicki wnuk, mogli być żydowskiego pochodzenia (rzekomo, tylko rzekomo…). I tak, hiszpańskimi opłotkami, doszliśmy do duchowej Uczty Baltazara prlowskiej blogosfery: Żydzi, Żydzi, wszędzie Żydzi!

Myszkując po internecie, dowiedziałem się wreszcie, że w prlu bis, pośród 38 milionów niczego nieświadomych rodaków, żyje tajna sześciomilionowa grupa gotowych na wszystko agentów międzynarodowego syjonizmu. Ale to nie wszystko. „Obok tej 6-o milionowej żydowskiej V kolumny, jest jeszcze wielka zgraja żydłactwa, żydolubów, wszelkiej maści żydofili i polonofobów, masonów, oraz wielka armia agentów, konfidentów, szpicli, kolaborantów i donosicieli, lewactwa i komunistów, SBeków, ZOMOwców, i ich rodzin, dzieci i wnuków…”, jak to ze znawstwem pisze polonica.net. [3] Proszę mnie nie pytać, jaka jest różnica pomiędzy „Żydem”, a „zgrają żydłactwa” albo między „żydolubem” a „żydofilem”, bo to ponad moje skromne możliwości intelektualne: „nie mogę tego objąć szlifowanym w żelazie rozumem”. (Ach, a może Witkacy też, panie kochany, jakby to powiedzieć, no, ten tego, semita?) A teraz do rzeczy. Tak oto przedstawia się Polska według antysemickiej blogosfery:

Adam Mickiewicz? Taż ta, panie tego, Żyd. Matka, Żydówka, żona tyż. Juliusz Słowacki? Syn Salomei (hmmm) z Januszewskich? To, panie dziejaszku, Żyd. Chopin? Może on jeden, Francuzem będąc, uniknąć zdołał klątwy? Oj, panie tego, ale mamunia z Krzyżanowskich, a taż ta typowe przezwisko dla przechrztów. Baczyński – Żyd. No, ale Gałczyński? Niestety. Gombrowicz też? Też. Arystokracja? Same Żydy. Papież-Polak? No, tylko w połowie Polak, bo matka… niestety. Antysemici? Wszystko żydostwo. Wałęsa naprawdę nazywa się Kohne, a Gomułka i Bierut – też Żydy. Lewica to Żydzi, prawica to żydowski spisek. A jak ktoś nie wydaje się Żydem, to tylko dlatego, że przywłaszczył sobie cudzą tożsamość, jak np. Feliks Dzierżyński.

Uff!… Wychodzi na to, że wszyscy jesteśmy Żydami. Czy w takim razie pod pozorami antysemityzmu nie kryje się naprawdę skarga, prośba błagalna o przyjęcie do narodu wybranego? Może to grzebanie w genach jest tylko niezręcznym podaniem o przyjęcie do klubu? Wydawałoby się, że moje dzieci nie mogą być odpowiedzialne za moje czyny, ani za czyny moich praszczurów, a co dopiero za pochodzenie praojców! Za czyny można przynajmniej obarczyć odpowiedzialnością wolną jednostkę, ale za pochodzenie?! Okazuje się, że bywają też tacy, którzy obarczają odpowiedzialnością za pochodzenie i nie mam wcale na myśli uczniów Lenina, Hitlera i Mao. I tak wreszcie dopełzliśmy do mojej kanapki z awanturką.

Wszystko zaczęło się od zapiski na blogu Unicorna: „Kto wyjechał z Polski po 1956 roku? ‘Antysemici’ czyli myślący ludzie bez chwili zastanowienia odpowiedzą – oczywiście, że osławiona żydokomuna…” [4] Wydawało mi się w miarę mało kontrowersyjne, że ubeccy mordercy z lat czterdziestych byli przede wszystkim bolszewikami, a nie Żydami, że jeśli nawet byli żydowskiego pochodzenia, to znajdowali się wśród Polaków a nie śród Żydów, a i wówczas w ogromnej większości byli polskimi Żydami. Myślałem prostodusznie, że stawianie znaku równości między „myślącymi ludźmi”, a „antysemitami” (w cudzysłowie czy bez) jest jaskrawym nonsensem, więc dałem wyraz temu przekonaniu w paru komentarzach. O święta naiwności! Ależ mi się oberwało. To było jeszcze za czasów, kiedy niezaznajomiony z wynikami genetycznych dociekań internetowych, żyłem w nieświadomości, co do istotnie semickiej genezy polskiej kultury, używałem zatem w dyskusji przykładu Chopina jako Polaka z wyboru, niezależnie od pochodzenia. Wylali na mnie kubeł pomyj, po czym zażądali przeprosin. Jak dotąd nikt nie przysłał mi jeszcze sekundantów, ale to pewnie tylko ze względu na kryzys finansowy.

Nie będę relacjonował tego wiekopomnego fechtunku intelektualnego, tych morderczych sztychów, błyskotliwych ripost i zaskakujących wolt. Zainteresowanych odsyłam do źródła (ale muszę ostrzec, że Oxford Union Debating Society to nie jest). Dodam jeszcze tylko, że nie podpisywałem się na blogmedia24 jako „Michał Bąkowski (niezweryfikowany)”, to mi dopisano później. Może próbowali mi grzebać w genach i nie udało się zweryfikować? Bóg raczy wiedzieć.

Interesuje mnie – czy ja wiem, zresztą, czy interesuje? może raczej tylko zaskakuje – w całej tej nieboskiej komedii moja istotna ułomność, moja paraliżująca niemożność zrozumienia. Najwyraźniej przekracza moje możliwości pojmowania patrzenie na bliźnich poprzez pryzmat ich narodowości, a tym bardziej poprzez ich pochodzenie. Hipoteza charakteru narodowego jest dla mnie nie do utrzymania, jest intelektualnym bankructwem, jest myślowym bełkotem, jest emblematem prymitywizmu, jest ideowym ekwiwalentem futbolowej chuliganerii. Cnoty i przywary są cechami jednostek, a nie narodów. Przekładanie ich na narody jest na poziomie, na którym nie można już prowadzić polemiki, bo trzeba zatkać nos i robić wszystko, by utrzymać głowę ponad ściekami. W jaki sposób ma się przejawiać charakter narodowy? Czy determinuje zachowanie poszczególnych reprezentantów narodu? Jeśli determinuje, to nie są odpowiedzialni za swoje zachowanie, jeśli nie determinuje, to jak działa i jakie ma znaczenie, poza skrótem myślowym? A dalej, skąd się bierze? Czy jest niezmienny, czy też podlega ewolucji? Przesądy na temat narodów wydają się raczej niezmienne… Na drodze jakiej rzeczowej analizy można wysublimować narodowy charakter tak ogromnie zróżnicowanego narodu, jak np. Niemcy? Wedle teorii narodowych predyspozycji, Anglicy mają być flegmatyczni i pełni chłodnego dystansu – w takim razie angielscy kibice piłkarscy nie są Anglikami. Może to Żydzi? A może nadludzkim wysiłkiem woli uwolnili się od rzekomego charakteru swego narodu? A może cały ten charakter to tylko takie fixum dyrdum, lenistwo umysłowe, wygodna sztampa, stereotyp, skrót myślowy przydatny w towarzyskiej rozmowie, który jednak naprawdę nic nie znaczy? Mity, klisze, stereotypy i symbole nie są rzeczywistością. Nawoływanie do „pielęgnowania szlachetnych polskich cnót” jest takim samym nonsensem, jak twierdzenie, że wszyscy Polacy to antysemici.

Jestem niestety coraz mniej przekonany co do słuszności ostatniego członu powyższego zdania. W moich wędrówkach po blogosferze przekonuję się często, że nacjonalizm (wraz z nieodłącznym niemal antysemityzmem) jest dominującą wśród współczesnych Polaków ideologią. Spójrzmy na portal konserwatyzm.pl, wyróżniający się przecie poziomem. To prawda, że ześlizguje się podejrzanie w „konserwatyzm.prl”, ale kiedy znajduję tam zdanie: „LPR to też żydzi jedyna partią w której są prawdziwi Polacy jest PPN Leszka Bubla” (zachowuję prawdziwie polską pisownię oryginału) [5], to zaczynam mieć wątpliwości co do tego poziomu. Na obronę redakcji muszę zaznaczyć, że Tomasz Dalecki zażenowany kloacznym tonem dyskusji (ale nie samego artykułu Engelgarda i nie przytoczonego zdania) zdecydował usunąć „głupawe komentarze nie na temat”. A były tam m.in. kwiatki o rzekomym szwedzko-persko-semickim pochodzeniu samego über-endeka prlu nr 2, redaktora Engelgarda z Myszy Polskiej. W końcu, wszyscy wywodzimy się od Adama, nawet król Popiel.

Pochodną tej genetycznej obsesji jest oczywista i nieunikniona rehabilitacja antysemityzmu. Na tym polu także przoduje polonica.net, które ogłasza w cytowanym już artykule: „Zgoda na piastowanie przez nich [nie będzie nagród za odgadnięcie, kto zacz – mb] znacznej części stanowisk, na których podejmowane są decyzje określające losy państwa i narodu, jest prostą drogą do zguby. Dlatego w tej nie mającej precedensu sytuacji zarzut ‘antysemityzmu’ staje się coraz bardziej komplementem. To sami żydzi sprawili, ze każdy Polak ma dzisiaj do wyboru: albo zostać antysemitą, albo volksdeutsch’em i złotrzoną, sprzedajną łachudrą.” Z góry wiadomo, że alternatywa musi być fałszywa, jeśli wybór ograniczony jest do takich dwóch opcji. A co zrobić z niepoprawnymi, którzy wolą tkwić w podziemiu raczej niż uznać, że prl bis jest państwem polskim, ale nie ze względu na pochodzenie posłów na sejm prlu, tylko ze względu na bolszewicką proweniencję całego przedsięwzięcia? Czy ja wychodzę na volksdeutscha czy na antysemitę?

Dość już o tym, bo szkoda życia na pseudo-dylematy. Kanapka z awanturką miała jednak pewien racjonalny rdzeń, którym z pewnością warto się zająć, nie dlatego wcale, żeby był mniejszą stratą czasu, ale żeby wyrwać go z rąk najprawdziwszych antysemitów. Otóż jest niewątpliwie prawdą, iż zarzut antysemityzmu stał się częścią klasycznej metody politycznej poprawności. Na pozór, pierwotnym celem metody miało być unikanie wyrażeń, które mogły być uznane za obraźliwe, jednak w praktyce była to zawsze i pozostaje nadal metoda propagowania lewicowej ideologii; polit-poprawność jest codziennością „marszu przez instytucje”. Atoli z faktu, iż lewicowcy krzyczą przy każdej okazji o antysemityzmie albo rasizmie nie wynika wcale, że antysemityzm czy rasizm nie istnieją. Jeżeli Niemiec bądź Francuz powie pod adresem człowieka polskiego pochodzenia, że jako Polak musi być złodziejem, oszustem i nielojalnym dywersantem, pracującym w skrytości dla upadku kraju, który go wykarmił – to taka postawa słusznie nazwana być może anty-polonizmem. Nie ma żadnej różnicy pomiędzy tak określoną anty-polskością a antysemityzmem, z którym miałem nieszczęście zetknąć się podczas moich przechadzek po internecie. Mamy tu więc zabawne, choć w skutkach mało śmieszne, odwrócenie ról: najpierw lewacy łamali fałszywie ręce nad „antysemityzmem”, kiedy nie było żadnego, a teraz antysemici kiwają z fałszywym politowaniem głowami nad polityczną poprawnością, gdy ktoś wytknie im antysemityzm.

Z mojego punktu widzenia stan rzeczy jest następujący: moim wrogiem jest komunizm rozumiany jako metoda zdobycia i sprawowania władzy (w przeciwieństwie do „układu stosunków społecznych” czy też „systemu własności środków produkcji”, czy jakiejkolwiek innej zasłony dymnej) oraz komuniści i ich poputczycy, którzy ten system wprowadzają w życie na całym świecie. Jak to wykazał wielokrotnie Józef Mackiewicz, komuniści są dokładnie tacy sami pod każdą szerokością geograficzną i dlatego Adam Michnik jest mi tak samo wrogi jak Hugo Chavez. Co za tym idzie, jest mi śmiertelnie obojętne czy ojciec Wałęsy był obrzezany, czy nie, a interesuje mnie w zamian działalność Bolka jako rezydenta prlu nr 2. Nazywanie bolszewików „żydokomuną” może ich tylko śmieszyć, ponieważ nie można pokonać wroga, którego się nie rozumie.

Odsyłacze:

1. http://swkatowice.mojeforum.net/2-temat-vt6484.html?start=25

2.http://swkatowice.mojeforum.net/2-temat-vt6132.html?postdays=0&postorder=asc&start=25

3. http://www.polonica.net/Lista_zydow_w_zniewalanej_Polsce.htm

4. http://www.blogmedia24.pl/node/5990

5. http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/1796/

 

 



Prześlij znajomemu

21 Komentarz(e/y) do “Żydzi, wszędzie Żydzi! (o grzebaniu w genach)”

  1. 1 Sonia Belle

    komuniści są dokładnie tacy sami pod każdą szerokością geograficzną i dlatego Adam Michnik jest mi tak samo wrogi jak Hugo Chavez.

    Jedyne zdanie z ktorym sie nie zgadzam w tym swietnym artykule.

    Adam Michnik jest antykomunista. Lewicowym, politycznie prawidlowym, umiarkowanym, ale antykomunista. Kilka lat temu bronil Pinocheta. Byl konsekwentny. Broniac Pinocheta, bronil rowniez Jaruzelskiego.

    Hugo Chavez to komunista. Wsciekly, agresywny, glupi, chamski komunista. On nigdy nie bronil ani Pinocheta, ani Jaruzelskiego. Dla niego oboje to zdrajcy komunizmu.

    Komunizm to choroba. Michnik na nia chorowal, ale sie z niej wyleczyl. Wyleczyl sie oslabiony, okaleczony i polgluchy, ale zywy.

    Chavez jest bardzo chory i jego stan stale sie pogarsza. Jest zarazliwie chory i zaraza innych swa choroba.

    Z Michnikiem mozna sie nie zgadzac co do taktyki. Byc moze myli sie ze taktyka przeksztalcania bylych komunistow w kapitalistow jest sluszna i sprawiedliwa.

    Z Chavezem nie chodzi o taktyke, ale o sam cel.

    Chavez to wrog. Michnik to rywal.

    interesuje mnie w zamian działalność Bolka jako rezydenta prlu nr 2.

    Mnie rowniez interesuje, ale z innych powodow. Teoria, ze komunizm zostal obalony przez elektryka, ktory zostal agentem UB, a POZNIEJ utworzyl „Solidarnosc” (przekonujac swych UB-eckich kolegow, ze tworzy „piorunochron” na prawdziwy antykomunizm) jest tak fantastyczna, ze moze byc prawdziwa…

    NB, najwazniejsza jest tu KOLEJNOSC wydarzen. Wedlug wszystkich oskarzen, Walesa zostal „Bolkiem” PRZED 1980 rokiem. Czyli ze komunizm zostal obalony przez UB.

    Wole to, niz bajeczki o „spontanicznym porywie narodu polskiego”,,,,

  2. 2 michał

    Soniu,

    Czy dobrze rozumiem? Czyżbyś skłaniała się ku poglądowi, że komunizm został „obalony” rękami tajnych policjantów, czy też wyśmiewasz nadal ten pogląd? Moje stanowisko w tej sprawie nie zmieniło się ani na jotę: nie wiem, czy Wałęsa był agentem, czy nie; i prawdopodobnie nigdy się nie dowiem. Nie ufam zawartości jakichkolwiek komunistycznych teczek. Sposób, w jaki do nas docierają, sugeruje, że widzimy to tylko, co nam pozwolono widzieć. Natomiast działalność Wałęsy, jako lidera Solidarności i później, jest w moich oczach agenturalna. Po owocach poznacie ich, a nie po teczkach. Golicyn przekonuje mnie, że Wałęsa nie musiał nikogo przekonywać, a wręcz odwrotnie, zauważono w nim kandydata do spełnienia roli.

    Nie zgadzam się zupełnie, że Michnik NIE jest komunistą. On był wyłącznie rywalem komunistów, więc go zwalczali (jak Stalin zwalczał Trockiego, tylko bez aż takiej brutalności). To co Mackiewicz pisał o Sacharowie, w całej rozciągłości stosuje się do Michnika. Michnik był i jest propagatorem ‚komunizmu z ludzką twarzą’. Przypuszczam, że niezgoda pomiędzy nami tkwi w odmiennym rozumieniu ‚komunizmu’. O ile pamiętam, dla Ciebie to jest centralne zarządzanie gospodarką, terror itp. gdy są u władzy, a ‚choroba lewicowości’ gdy nie są (proszę o wybaczenie i poprawkę, jeśli streszczam nieumiejętnie). Dla mnie komunizm jest orwellowską Metodą zdobycia i utrzymania władzy. Od 89 roku mamy do czynienia z NEPem nr n (Bóg wie, ile ich było), z pozornym wycofaniem, bo wielki kąsek jaki trzeba przełknąć, to Zachód. I Zachód robi wszystko, żeby dać się przełknąć.

    Nie znam Michnikowej obrony Pinocheta. Nie czytuję go od lat. Prawdę mówiąc, odkąd przeczytałem w 80. latach jego wypracowanie o Elzenbergu – które delikatnie mówiąc, naginało mego ulubionego filozofa do potrzeb komunistycznego polityka – uważam go za manipulatora i kłamcę (zdaje mi się, że Herbert użył tych określeń pod jego adresem). Ale jeśli dasz mi jakiś adres, to chętnie przeczytam.

    Chyba Cię nie rozumiem, kiedy mówisz, że w oczach Chaveza Jaruzel i Pinochet to zdrajcy komunizmu. Tylko jeden z nich, będąc komunistą, mógł go zdradzić. Tak czy owak, nie ma pomiędzy nimi ŻADNEJ analogii. Jeden wykonywał rozkazy, wprowadzał w życie długoterminową strategię – nie był wcale marionetką w cudzych rękach, ale nie był też oczywiście „polskim patriotą, broniącym polskiej racji stanu”, to nonsens. Drugi był gotów wziąć na siebie ciężką odpowiedzialność za ofiary w ludziach, aby uniknąć dla Chile losu Kuby.

  3. 3 Sonia Belle

    Tylko jeden z nich, będąc komunistą, mógł go zdradzić.

    Obaj byli w dosc podobnej sytuacji. Pinochet byl bliskim przyjacielem i zaufanym Allende. Dzieki Allende, przeszedl blyskawiczny awans ze zwyklego dowodcy malego prowincjonalnego garnizonu w 1970 roku do dowodcy calej armii w 1973 roku, podczas gdy Allende usuwal cale (liberalne i demokratyczne) dowodztwo chilijskiej armii (Carlos Prats González, Guillermo Pickering, Mario Sepúlveda Squella, itd.).

    Opowiem ci o zdarzeniu, ktore mialo miejsce w 1971, podczas wizyty Fidela Castro w Chile. Mlodzi oficerowie armii chiliskiej (ci, ktorzy rok pozniej poparli Pinocheta) powitali Castro jako bohatera. Podziwiali go.

    Prawdziwa zagadka chilijskiego puczu nie jest dlaczego Pinochet go dokonal, ale dlaczego pucz zostal dokonany PRZECIWKO Allende, i dlaczego Castro i inni komunisci go potepili.

    Dla mnie komunizm jest orwellowską Metodą zdobycia i utrzymania władzy.

    Wiec wedlug twojej definicji, pucz Pinocheta byl komunistyczny ? Pinochet mistrzowsko uzyl Metode. Allende o Metodzie nie wiedzial nic.

    Moim zdaniem, mylisz taktyke ze stategia (podobnie jak George W. Bush, ktory w odpowiedzi na ataki 11 wrzesnia, wypowiedzial Wojne przeciw Terroryzmowi; to tak jakby Roosevelt po Pearl Harbor zamiast Wojny przeciw Japonii, wypowiedzial Wojne przeciw Lotnictwu).

    Komunizm to strategia. Metoda to taktyka. Metode mozna uzyc dla komunizmu. Mozna tez ja uzyc przeciw komunizmowi, tak jak to zrobil Pinochet.

    Czyżbyś skłaniała się ku poglądowi, że komunizm został “obalony” rękami tajnych policjantów, czy też wyśmiewasz nadal ten pogląd?

    Mowimy o dwoch roznych rzeczach. Dla ciebie, niewiadoma jest fakt obalenia komunizmu. Dla mnie, nie ma watpliwosci, ze komunizm (wedlug MOJEJ definicji) zostal obalony. Niewiadoma jest sposob w jaki zostal obalony. Nieporozumienie zwieksza fakt, ze istnieje hipoteza ze komunizm zostal obalony przez Metode (ktora moim zdaniem jest tylko taktyka, a twoim zdaniem i taktyka i strategia). Oczywiscie, z twojego punktu widzenia (komunizm=Metoda) bylby to absurd.

    Popatrzmy na to z innego punktu widzenia. Dlaczego nienawidzisz komunizmu ? Ja go nienawidze poniewaz panuje w nim nedza, nie ma wolnosci slowa, nie ma demokracji i nie wolno sie tam bogacic. Jezeli system, w ktorym jest dobrobyt, w ktorym wolno wszystko pisac, na kazdego glosowac i wolno zbijac fortuny, jest twoim zdaniem ciagle systemem komunistycznym, to ja tego systemu nienawidziec nie potrafie.

    Ja rozumiem, twoim zdaniem jest to tylko tymczasowy unik, mydlenie oczu, inscenizacja. Ale trwa ona juz 20 lat !

  4. 4 michał

    Soniu, to jest jak zwykle bardzo ‚do rzeczy’.

    Myślałem kiedyś (przed wydarzeniami 89 roku), że gdyby komunizm nagle znikł, to ludy podkomunistyczne wykreowałyby coś na jego kształt i podobieństwo, gdzie tylko żyłoby się lepiej. Dziesiątki lat sowietyzacji nie mogły pozostać bez śladu. Zmierzam do tego, że leninowski NEP nie mógłby przetrwać 20 lat, bo ludzie mieli jeszcze jasną pamięć normalnego życia bez tego potwornego skrzepu, więc nawet jeśli wolno im było się bogacić (w miarę) , to ‚czeka’ patrzyła im na ręce i nie pozwalała mówić, co kto chciał. Dziś może to trwać 20 lat i więcej, ponieważ nikt nie kwestionuje ich władzy. prl jest tego dobrym przykładem. Kaczyńscy ostensywnie podważają ‚układ’, ale sami przecież do niego należą.

    Zwróć także uwagę, co się dzieje w tych krajach, kiedy ktoś spoza układu jest bliski władzy albo nawet ją przejmuje. Rząd Olszewskiego z 1992 roku jest tu najlepszym przykładem, dopuszczono do jego sformowania tylko dlatego, że Wałęsa był wówczas rezydentem i kiedy było trzeba dokonał ‚parlamentarnego przewrotu’. To nie są suwerenne państwa. Ale ja oczywiście przyjmuję do wiadomości, bo trudno temu zaprzeczyć, że ludziom żyje się lepiej. Dlatego właśnie nic więcej ich nie obchodzi. To jest stan, który Kisiel i jemu podobni nazywali ‚finlandyzacją’. Ja nazywam to najlepszym z prlów.

    Co do Pinocheta, chylę czoła przed Twoją wiedzą. Nie słyszałem nigdy, że Allende był blisko zaprzyjaźniony z Pinochetem. Miałem raczej wrażenie, że mianowany został szefem armii, jako ‚nieideologiczny’ generał (jeden z nielicznych). Allende widział go jako neutralnego eksperta, który będzie robił, co mu każą. Ale komunistą nie był w żadnym razie. Nie rozumiem co masz na myśli, mówiąc: „Prawdziwą zagadką chilijskiego puczu nie jest dlaczego Pinochet go dokonał, ale dlaczego pucz został dokonany PRZECIWKO Allende.” Nie widzę tu żadnej zagadki. Pinochet dokonał go, bo chciał oszczędzić swemu krajowi losu Kuby; obalił Allende, bo to on był zagrożeniem – przeciw komu innemu miał się buntować?

    Pinochet nie zastosował w ogóle Metody (w przeciwieństwie np. do Chomeiniego). Jego pucz był klasycznym przewrotem autorytarnym, tj. przeciw czemuś, bez ideologii innej, niż owo „anty”. Tego rodzaju autorytarne reżimy potrafią być bardzo brutalne wobec tych, którzy zagrażają ich władzy, ale wszystkich innych zostawiają w spokoju i dlatego na ogół kwitną, kiedy milcząca większość je popiera. Są jednak z oczywistych względów jak najdalsze od totalitaryzmu, który wdaje się w każdy przejaw życia każdego obywatela. To przed tym właśnie bronił Chile Pinochet.

  5. 5 Sonia Belle

    Nie słyszałem nigdy, że Allende był blisko zaprzyjaźniony z Pinochetem. Miałem raczej wrażenie, że mianowany został szefem armii, jako ‘nieideologiczny’ generał (jeden z nielicznych). Allende widział go jako neutralnego eksperta, który będzie robił, co mu każą.

    Nie rozumiem co masz na myśli, mówiąc: “Prawdziwą zagadką chilijskiego puczu nie jest dlaczego Pinochet go dokonał, ale dlaczego pucz został dokonany PRZECIWKO Allende.” Nie widzę tu żadnej zagadki. Pinochet dokonał go, bo chciał oszczędzić swemu krajowi losu Kuby; obalił Allende, bo to on był zagrożeniem – przeciw komu innemu miał się buntować?

    Bardzo watpie, ze Allende uwazal Pinocheta za „neutralnego eksperta”. Ilu znasz komunistow, ktorzy nominowali na tak kluczowe stanowisko „nieideologicznego generala”? Allende uwazal Pinocheta za „swojego” czlowieka. Ale nie w tym rzecz, ze Allende popelnil blad. Identyczny blad popelnil Lenin w 1922 mianujac Stalina na sekretarza partii. Ale dlaczego komunisci zaakceptowali Stalina jako „swego” (mimo ze ich zamordowal wielu wiecej niz Pinochet), a Pinocheta odrzucili? Komunisci (tzn. przede wszystkim Brezniew i Castro) mogli przeciez potepic Allende jako „burzuazyjnego prawicowca”, odrzuconego przez „chilijski lud pracujacy”. Woleli jednak zbic kase na Pinochecie jako „krwawym dyktatorze” i zamiast Pinocheta, popierali faszystowska junte w Argentynie. Pinochet (ktory z argentynska junta byl w stanie wojny) utrzymal socjalizm w Chile jeszcze przez wiele lat, nie bardzo rozumiejac, co sie dzieje, i wreszcie stracil cierpliwosc i wprowadzil radykalna prywatyzacje na poczatku lat 80, dzieki ktorej Chile zostalo najbogatszym krajem Ameryki Poludniowej.

    Nie widzisz zwiazkow miedzy Jaruzelskim i Pinochetem? Obaj wierni komunisci, ktorych „centrala” manipuluje, zeby zrobili za nia „brudna robote” w komunistycznym kraju do ktorego zakradla sie anarchia. Jedyna roznica, ze Moskwa Jaruzelskiego za zamach stanu pochwalila, a Pinocheta potepila. Ale geneza samego dojscia do wladzy obu generalow byla prawie identyczna, tyle ze Kania odszedl dobrowolnie, a Allende walczyl do upadlego. W obu przypadkach, rzady „silnej reki” wprowadzily w kraju porzadek, a pozniej wprowadzono prywatyzacje i reformy kapitalistyczne. Obaj generalowie dobrowolnie oddali wladze na poczatku lat 90 i obaj zostali postawieni przed sadem w latach 2000. Wszystko przypadki?

    Sam napisales, ze Pinochet dokonał zamachu stanu, bo chciał oszczędzić swemu krajowi losu Kuby. A jak Jaruzelski broni swa decyzje wprowadzenia stanu wojennego? „Chcialem oszczedzic swemu krajowi losu Wegier i Czechoslowacji…”

    Zwróć także uwagę, co się dzieje w tych krajach, kiedy ktoś spoza układu jest bliski władzy albo nawet ją przejmuje. Rząd Olszewskiego z 1992 roku jest tu najlepszym przykładem

    Nie bardzo rozumiem dlaczego akurat Olszewski mialby byc „poza ukladem”. Twoje rozumowanie jest troche dziecinne („Olszewski musial byc poza ukladem, gdyz jego rzad upadl; gdyby nie upadl, to by znaczylo ze Olszewski byl w ukladzie”)…

  6. 6 michał

    Soniu,

    Muszę się przede wszystkim zastrzec, że nie mam rozległej wiedzy na temat Chile i puczu z 1973 roku. Muszę Ci jednak wyznać, że dostępne mi źródła są zgodne, iż Pinochet nie miał żadnych znanych afiliacji politycznych. Był tak dalece apolityczny, że to właśnie wydało się spiskowcom i twórcom puczu jego najlepszą cechą. To on jeden mógł pretendować do „zjednoczenia narodu” itp. Generałowie Montero, Leigh i Mendoza (przyszła junta, a tymczasem dowódcy floty, lotnictwa oraz policji) byli raczej znani ze swych anty-komunistycznych przekonań. Przyznaję, że jest poniekąd dziwne, iż wszyscy nie tylko utrzymali się na swych pozycjach pod rządami Allende, ale np. Leigh, odrzucił pierwotnie nominację na szefa lotnictwa i przyjął ją wyłącznie w sierpniu 73 roku, na 4 tygodnie przed puczem, jak się wydaje po to, by brać czynny udział w przygotowaniach do przewrotu. To jest bardzo dziwne i świadczy chyba o słabości Allende, ale obala także Twój argument, że „komuniści nie mianowali na kluczowe stanowiska ‘niepolitycznych generałów’”. Kiedy komuniści są słabi mianują chętnie niepolitycznych ekspertów, kiedy myślą, że da się ich wykorzystać. Przykładem może służyć Brusiłow i jego ‘smienowiechowcy’ w czasie Nepu. Jest oczywiście zupełnie prawdopodobne, że Allende w swej ślepocie uważał Pinocheta za „swego”, i miał nadzieję użyć go przeciw Montero i Leigh. 11 września twierdził podobno, że spiskowcy musieli aresztować Pinocheta, bo był pewien jego lojalności. To jednak w żadnym wypadku nie dowodzi, że Pinochet miał lewicowe sympatie, dowodzi tylko krótkowzroczności Allende.

    Twój przykład ze Stalinem jest nieporozumieniem. Rola ‘sekretarza partii’ była pozbawiona znaczenia i żadna rzeczywista władza nie była z nią związana. To tylko złowrogi geniusz Koby pozwolił mu wykorzystać tę drugorzędną pozycję dla stworzenia potężnego aparatu na swój obraz i podobieństwo. Tak stworzył był podstawy swej przyszłej władzy i nadał znaczenie roli genseka. Bolszewicy akceptowali go, bo był jednym z nich, a że ich mordował? Rewolucja zawsze zjada swoje dzieci. Jak nie Stalin, to Trocki byłby ich wytłukł.

    Wedle dostępnych mi źródeł junta zabrała się do demontażu socjalizmu natychmiast. Chicago Boys, czyli grupa chilijskich ekonomistów, którzy studiowali w Chicago u Miltona Friedmana, przygotowała tajny plan reform w maju 73 roku (nazywał się El Ladrillo, bo był gruby jak cegła, ale nie od Jethro Tull!). Ten plan został wprowadzony w życie z miejsca. Prywatyzację wprowadzili po kryzysie 1982 roku, pod wpływem pani Thatcher. Pamiętaj, że prywatyzacja nie była w 70. latach widziana jako panaceum. Ale jeszcze raz powtarzam: nie jestem znawcą tych spraw.

    Nie, nie widzę jakichkolwiek analogii pomiędzy spawaczem i Pinochetem, oprócz celowego upodobniania się, ciemnych okularów itd. Jaruzelski był wykonawcą i wypełniał powierzone sobie zadania. Pinochet (jak mi się teraz zdaje) stanął na czele przewrotu dość przypadkowo, jako szef armii i jego rola nominalnego przywódcy miała być poddana rotacji, na co po roku on sam się nie zgodził – nie wiedziałem o tym do dziś!

    Twoja uwaga na temat Olszewskiego daje do myślenia. Odpowiedziałbym na to chyba tak: jest możliwe, że masz rację, że jestem winien ‘cyrkularnej argumentacji’ (jeśli można tak w ogóle po polsku powiedzieć!). Zdaję sobie doskonale sprawę z tej słabości od dawna, ponieważ kiedy Olszewski był u władzy, byłem ostro przeciw niemu, gdyż wydawał mi się kolejną zasłoną dymną. Zmieniłem dopiero zdanie, po puczu Wałęsy. Na swoją obronę podałbym porównanie rządu Kaczyńskich z rządem z 1992 roku. Otóż Kaczyńscy doszli do władzy pod hasłem zerwania z ‘układem’, co ich wielbiciele do dziś widzą jako ich tytuł do chwały. Ale Kaczyńscy byli w Magdalence i pod okrągłym stołem (ależ mi się oberwało, kiedy powiedziałem to pani Maryli Kochanowskiej…), a Olszewski i Macierewicz – o ile wiem, nie.

    Może sformułuję to inaczej. Jest możliwe, że Olszewski należał do układu, a powiedzmy Kaczyński nie należy. Jednak Olszewski zbliżył się niebezpiecznie blisko do przekroczenia nieznanej nam granicy wytyczonej w układzie, gdy Kaczyński ograniczył się do retoryki, a czerwoną krechę wolał zostawić w spokoju. Zatem nawet jeśli rozumowanie jest dziecinne (w sensie ‘uproszczone’), to nie musi być niesłuszne, bo lepiej wnioskować obserwując skutki, niż przyglądając się tylko procesowi.

  7. 7 gniewoj

    Panie Michale,

    a może ‚antysemityzm’ to przejaw samoobrony, przynajmniej w jakieś swej części? Ludzie widza, czują, ze coś jest nie tak jak im się wmawia, ze jest. Musi być tego powód, ktoś podpowiada: WSZYSTKIEMU WINNI SĄ ŻYDZI. Ludzie otrzymując wytlumaczenie albo się wyciszaja albo cały gniew kierują we wskazany sposób.

  8. 8 michał

    Panie Gniewoju,

    Proszę sobie wyobrazić, że występuję z tezą, że wszystkiemu są winni ludzie imieniem Gniewoj. Ta teza jest równie absurdalna, co antysemityzm (antypolonizm, anty-cokolwiek), ale przecież ludzie widzą, czują, że jest nie tak, jak im się wmawia, musi być powód, a ja podpowiadam: wszystkiemu winni Gniewoje.

    I wtedy co? Wszystko jest nagle jasne. Wszystko jest usprawiedliwione. Wybić Gniewojom szyby. Gniewoje na Madagaskar. Getto ławkowe dla Gniewojów. Ot, taki sobie zwykły przejaw samoobrony. Ot, dajmy go w cudzysłowie, bo to przecież nie takie straszne. Przynajmniej w swej części?

  9. 9 gniewoj

    absurdalność nie kłóci się ze skutecznością. Za czasów niesłusznie nieminionych zagrożeniem był germański, krzyżacki rewizjonizm a wytłumaczeniem braków konieczność utrzymywania braterskiego zsrs’u (i odwrotnie, w zsrs brakuje wszystkiego ponieważ trzeba utrzymywać bratnie narody). Za czasów niesłusznie nastałych zagrożeniem są Żydzi, wytłumaczeniem ułomności prl-u z ludzką twarzą są ci sami Żydzi i genetyczna niezdolność Polaków do samostanowienia. Nigdy komunizm i o to, według mnie, chodzi. Istota mego wpisu miała polegać na wskazaniu, że istnieje „podskórny” bunt tyle, że jest umiejętnie kanalizowany. Pytanie jaką rolę odgrywa w tym organ ojca dyrektora?

    Odrębną kwestią jest nacjonalizm, wyostrzenie wrogości wobec wszystkiego co jest obce. BT wielokrotnie wskazywała na pojawienie się tego fenomenu na przełomie XIX i XX wieku, w całej Europie. Pytanie co było przyczyną powstania tego fenomenu? Czego zabrakło? Jeżeli jest reakcja, tj. nacjonalizm, to musiała być jakaś akcja. Ja nie umiem odnaleźć przyczyny wybuchu nacjonalizmu. Możliwe żeby było to stopniowe przenoszenie akcentu z teocentryzmu na antropocentryzm? Maszyna parowa pozwoliła uwierzyć, że Bóg już jest niepotrzebny? Według mnie nacjonalizm jest kwestią pierwotną, komuniści go „tylko”, za to skutecznie wyzyskują.

  10. 10 michał

    Panie Gniewoju,

    Zupełnie możliwe, iż Pana nie zrozumiałem. Ale w takim razie nie pojmuję nadal. Nazwał Pan „‘antysemityzm’ przejawem samoobrony”. Wydawało mi się, że mechanizmy samoobronne, to naturalne odruchy, tak jak kiedy ktoś się zamachnie, to odruchowo podnosimy ręce do twarzy, żeby się zasłonić. Naturalny odruch, nie ma o czym mówić. Ale po pierwsze, antysemityzm nie jest drobiazgiem, a po drugie, nie ma w nim nic naturalnego ani odruchowego, czego najlepszym dowodem jego nieistnienie na obszarach dawnej Rzeczypospolitej.

    Tym razem pisze Pan w ten sposób, jakby chodziło o oczywistą manipulację; kierowanie odczuciami motłochu. Zgadzamy się do pewnego stopnia, bo antysemityzm jest wynikiem takiej manipulacji, ale nadal nie widzę dlaczego mam to lekceważyć.

    Inaczej mówiąc, antysemityzm nie jest przejawem samoobrony, ani nie jest odpowiednikiem bajek agit-prop o ziomkostwach i krzyżackich rewanżystach. Winę za taki stan rzeczy ponosi nacjonalizm i to wcale nie jako „odrębna kwestia”, jak Pan pisze, ale wręcz przeciwnie: jako kwestia zasadnicza i ściśle z tym związana.

    Zakończenia też nie rozumiem. Czy sugeruje Pan, że uprzedniość nacjonalizmu wobec bolszewizmu jest poddawana dyskusji?

  11. 11 gniewoj

    Ojej, ale nieopatrznie nabroiłem.

    Jednak brnę dalej.

    Jaka jest, według Pana, geneza dzisiejszego antysemityzmu w PRL-bis?

  12. 12 michał

    Antysemityzm, jak każdy tego rodzaju pogląd, jest nieracjonalny, więc doszukiwanie sie genezy jest zajęciem jałowym. Wywiódł się chyba z polskiego nacjonalizmu, który niestety zastąpił w Polsce patriotyzm. Czego nie potrafię pojąć, to w jaki sposób się utrzymał, zważywszy, że nie ma w już w Polsce Żydów prawie w ogóle.

  13. 13 gniewoj

    Panie Michale,
    napisanie słowa antysemityzm w cudzysłowie, bez uzasadnienia dlaczego to robię, mogło rzeczywiście zostać odebrane jako lekceważenie tego zjawiska. Proszę przyjąć moje zapewnienie, że nie to miałem na myśli. Użycie cudzysłowu bez jakiekolwiek wyjaśnienia było błędem, za który przepraszam tak Pana jak i wszystkich czytelników WydPod.

    Po lekturze Pana artykułu, a może bardziej, na podstawie moich własnych obserwacji doszedłem do wniosku, że brak tolerancji w PRL-2, określany antysemityzmem jest szerszym pojęciem. Szerszym o tyle, że wszelkie przejawy nietolerancji odnoszą się nie tak do Żydów a raczej do wszystkich, którzy nie podzielają poglądów, jak to Pan ujął, „motłochu”. Wskazują na to, według mnie, dwie rzeczy. Pierwsza to funkcjonowanie nienawiści do Żydów w sytuacji, gdy „nie ma już w Polsce Żydów prawie w ogóle”. Druga to występowanie zjawiska „grzebania w genach”. Na zasadzie: Nie myślisz tak jak my to znaczy, że musisz być Żydem, my dowiedziemy tego, że jesteś Żydem.

    Podsumowując, ujęcie w cudzysłów słowa antysemityzm miało oznaczać zaobserwowane przeze mnie zjawisko nienawiści i nietolerancji wobec osób uznanych za wrogów (faktyczne pochodzenie nie ma tu znaczenia, wystarczy nie podzielać głoszonych poglądów) i w kolejnym kroku przydawanie im etykiety Żyda.

  14. 14 gniewoj

    Panie Michale,

    mam do Pana dwa pytania:
    gdzie, według Pana, podziało się te 85% Polaków, w którego istnienie wierzył jeszcze w 1971 roku Józef Mackiewicz, Polaków czekających tylko na wyzwolenie się z oków komunizmu („O nadziejach i beznadziejach” ze zbioru „Droga Pani…”, Kontra)? Czy po prostu zniknęli, ot tak jak miał upaść komunizm w latach 1989-91?

    jakie czynniki zadecydowały o tym, że odrodzona IIRP przekreśliła zasadę powszechnej tolerancji dominującej w Pierwszej Rzeczpospolitej?

  15. 15 michał

    Panie Gniewoju,

    Tolerancja jest modna w dzisiejszym demoliberalnym świecie, ale ja nie jestem wielbicielem tolerancji. Tolerować można prostytucję, nie przestając uważać jej za coś złego. Nie można natomiast tolerować cudzych poglądów, chyba że uważa się je za coś złego. Inny pogląd – gdy uzasadniony i szczery – zasługuje na szacunek. Tolerancja wobec „innych” jest w ogóle dla mnie nie do pojęcia. Inni po prostu są. Wszyscy jesteśmy „inni” – i Bogu niech będą dzięki.

    Na Pańskie pierwsze pytanie odpowiadam, że nie wiem, gdzie się podziali, ale podejrzewam, że Mackiewicz się mylił, tj. nie doceniał postępów sowietyzacji.

    Co do drugiego, jeden tylko czynnik: nacjonalizm. Endecja jest władcą dusz polskich.

  16. 16 gniewoj

    W jaki sposób definiuje Pan pojęcia: naród i patriotyzm?

  17. 17 michał

    Definiuję je w sposób szybki i bezpardonowy. A Pan jak je definiuje?

    Nacjonalistą nie będąc, nie interesuję się zbytnio cechami wyróżniającymi narody, bo nie widzę żadnych. Naród to bardzo dziwna i bardzo groźna hipostaza. Natomiast patriotyzm, to miłość swojej ojczyzny. Wydaje mi się to w miarę niekontrowersyjne.

  18. 18 gniewoj

    nie odpowiem na Pana pytanie, gdyż nie jestem w stanie zdefiniować tych pojęć w żaden sensowny sposób.

    Są, a jakoby by ich nie było.

  19. 19 michał

    Są a jakby ich nie było, to prawie definicja hipostazy. Społeczeństwo jest, a przecież go nie ma; nie istnieje, a przecież ciąży.

    Nie trzeba atoli definiować tych pojęć, żeby widzieć różnicę między patriotyzmem, jako miłością ziemi ojców, a nacjonalizmem, jako miłością własnego narodu.

  20. 20 Aaron
  21. 21 michał

    Panie Aaaaron,

    Bardzo sobie Pan semickie-żydowskie-hebrajskie imię obrał, jak na antysemitę.

    A zatem w Pańskim mniemaniu ten zestaw wyrwanych z kontekstu cytatów, z których nota bene, wiele jest słusznych, ma dowodzić, że Żydzi nie są semitami?

    Żydzi polscy, szanowny Panie, nie wywodzą się wcale od Chazarów, co jest w ogóle śmiesznym nonsensem, ponieważ wiadomo dokładnie skąd się wywodzą. Ale jeżeli Pan woli słuchać bełktoliwych wywodów z wolna-polska.prl, to ja już na to nie doktor i nic Panu nie poradzę.

    Co robić z kuriozalnymi poglądami zawartymi w kuriozalnych komentarzach?

Komentuj





Language

Nowe książki Wydawnictwa Podziemnego, już w sprzedaży:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Książki Wydawnictwa Podziemnego

Zamów tutaj:



J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja