30 Comments “(Polski) Wołodia Putin – aparatczyk z gutaperki (II)”

  1. 1 amalryk

    Koszmar! Jak silnie można mieć oczadzony mózg demolibernymi majakami o jego absolutnej i skończonej doskonałości, że skąd inąd rozsądni i niegłupi ludzie (a z Pańskiego artykułu na taką wygląda owa Masza) brną w ten heglizm jak żaba w pomidory (“a fakty wciąż teorii przeczą, co jest wręcz karygodną rzeczą!”).

    Swoją drogą co za pretensjonalne imię – Masza! To Maria już nie może być? To może per analogiam Maryśka – też pięknie (choć, z kolei jednak moje szczęście ślubne dostaje szału, gdy ją tak nazywam…)

  2. 2 Jaszczur

    Koszmar! Jak silnie można mieć oczadzony mózg demolibernymi majakami o jego absolutnej i skończonej doskonałości, że skądinąd rozsądni i niegłupi ludzie (…) brną w ten heglizm jak żaba w pomidory

    Zaraza jakaś czy co? Pandemia toksycznego memu oświecenia i post-oświecenia?

  3. 3 Jaszczur

    Co się zaś tyczy Aleksieja Nawalnego, to – hola, hola – przecież jak bohatersko walczy z korupcją, której źródłem jest Putin i “Jedinaja Rossia” – “Partia Żuli i Oszustów”!

    Kolejna odwilż, a raczej kolejny etap odwilży trwającej od 2008 roku trwa już od grudnia roku 2011. I mało prawdopodobne, by poszła w stronę “deputinizacji”, wręcz przeciwnie; prawdopodobnie jeszcze w 2017 salony będą czapkować “wielkiemu demokracie” Putinowi. A jeśli na Czeczenię czy Gruzję spadnie kolejna transza bomb termobarycznych i chemikaliów, będą przyjmować “Russia as it is”.

    Swoją drogą, obecna generacja czerwonej hołoty nie może mieć lepszej opozycji właśnie w celu przeprowadzenia takich działań. Z jednej strony demoliberałowie, którzy z definicji nie są w stanie obalić sowieckiej władzy i krytykują nie jej rdzeń, a niektóre przejawy jej działania, z drugiej – umiarkowani nacjonaliści (Nawalny) czy lewaccy (Pussy Riot, FEMEN, limonowcy, Udalcow i jego “Lewyj Front”) czy neonazistowscy (Combat 18, Blood&Honor, Władlen Tor) ekstremiści, którzy dla władzy są wygodnym pretekstem i do siłowego tłumienia protestów, i dla przedstawiania się na zewnątrz w pozytywnym świetle.

  4. 4 michał

    Panie Amalryku,

    Ach, to ta cholerna moda współczesnego świata: Willi Brandt, Jimmy Carter, Bill Clinton, Tony Blair – to były ich “oficjalne” imiona. Czy można sobie wyobrazić Billa Gladstone’a albo Fiedię Dostojewskiego? Czy powinienemn był ją przetłumaczyć na “Marycha”?

    A wie Pan, że z głupotą to jest ciekawa sprawa. Otóż wydaje mi się, że całkiem często ludzie inteligentni bywają głupi. Rzadziej bywa na odwrót, ale też się zdarza, tzn. ludzie prości, bez żadnego polotu i bez bigla, posiadają głęboką mądrość. Masza Gessen niestety należy do tej pierwszej kategorii, tj. ludzi niewątpliwie inteligentnych, ale nie obdarzonych mądrością, pozbawionych podstawowego rozumienia. Trzeba jej jednak oddać sprawiedliwość, gdy jest wnikliwym obserwatorem, a do tego odznacza się jeszcze nadzwyczajną odwagą, żeby pisać taką książkę, mieszkając w Moskwie.

    W jej wypadku najbardziej zdumiało mnie, że dostrzegła istnienie “paralelnego świata, paranoicznego systemu, którego celem była kontrola wszystekigo i wymazanie wrogów” (cytowałem ten fragment w pierwszej części), ale nie wyciągnęła z tego żadnych wniosków. Żadnych. Komunizm nadal upadł. zsrs się rozpadł. Jelcyn i Gorbi byli demokratami itd. I jedyne o czym marzy, to żeby powróciła ta hiperdemokracja, kiedy ludzie z doktoratami opowiadają zabawne dowcipy.

    Jak żaba w pomidory? Nigdy nie widziałem żaby brnącej w pomidory, ale bardzo mi się podoba brzmienie tego porównania.

  5. 5 michał

    Panie Jaszczurze,

    Dlaczego mówi Pan, że odwilż trwa od 2008 roku?? Ja nie widzę żadnej. Wręcz odwrotnie, wydaje mi się, że właśnie budują sobie podstawy przyszłej odwilży i de-putinizacji. Ani nie jutro, ani nie za miesiąc, ale jak tęcza po burzy, będzie de-putinizacja. Powiedzą: och, ten Wołodia, on płocho dumał, tu trzebno inaczej, po komsomolsku. Jak kjuż Panu mówiłem przy innej okazji, nie znam się na przyszłości. W 2017 roku, mówi Pan? Zakładanie, że nic się nie zmieni do tego akurat czasu wydaje mi się równie nieuprawnione, jak sugestia, że wszystko się zmieni.

    Wszystkie te antyputinowskie siły są absolutnie do niczego, bo wywodzą się ze zsowietyzowanej społeczności.

  6. 6 Jaszczur

    W 2008 roku na stolcu sowieckiego prezydenta osadzono Miedwiediewa, który robił za “liberała” i “demokratę”, po zakończeniu tego etapu rolę “demoliberalnej” twarzy czekistowskiej dyktatury pełni dysydentura.

    Przede wszystkim musimy przeanalizować sytuację aktualną – jakie są bieżące interesy polityczne komunizmu? Moim zdaniem, w celu próby ich realizacji sowieci są zmuszeni do wprowadzenia “kontrolowanego chaosu” przy jednoczesnym zachowaniu pełni kontroli.

  7. 7 michał

    Uuuu, nie wiem, nie wiem. Skąd Pan to wziął? Czy aby nie od nich samych? Pod wieloma względami śruba jest przykręcana mocniej od 2008 roku niż przedtem. Miedwiediew nie ma tu żadnego znaczenia. Putin jest figurantem, ale Miedwiediew jest figurantem Putina. Z mojego punktu widzenia, era Putina jest całkiem jednolita.

    Jakie są bieżące interesy polityczne komunizmu? Te same co zawsze. Bolszewicy walczą tylko o pokój. A pokój to władza nad światem.

  8. 8 Zbigniew

    Prosze wybaczyć, że troche rozrzedzę temat ale bardzo interesuje mnie opinia Państwa nt. działalności/publicystyki/pisarstwa prof. M.J.Chodakiewicza. Czy w opini autorów, tudzież szanownych bywalców kwalifikowac mozna go jako pożytecznego idiotę? Pytam poważnie. Od jakiegos czasu śledzę poczynania wyżej wspomnianego i dostrzegam bardzo pozytywne kierunki. Będę wdzięczny za odniesienia. ps. proszę wybaczyc, że tak od kuchni wchodzę

  9. 9 Jaszczur

    Panie Michale,

    Wszelkie “informacje” o odwilżach my wszyscy interesujący się tematem bolszewizmu bierzemy “od nich samych”, po drugie – odwilże zawsze mają charakter praktycznie wyłącznie wirtualny.

    Niemniej zgodzę się, że przykręcanie śruby ma miejsce. Od “burzy w Moskwie” w wymiarze wewnętrznym, a od 2007-08, od rozpoczęcia reintegracji przestrzeni sowieckiej i eurazjatyckiej – w wymiarze zewnętrznym.

    Wiem również, że bolszewicy zawsze walczą o pokój, czyli o władze nad światem. Ale jakie konkretnie kroki w tym celu podejmują na arenie międzynarodowej. Moim zdaniem, obecnie będzie to wojna w Iranie i sytuacja wojenna w basenie Zachodniego Pacyfiku.

  10. 10 amalryk

    Ach te bolszewickie wyże i niże, odwilże i znów trzaskające mrozy! Jak ja to uwielbiam! Kiedyś posłużyliśmy się analogią siadania do gry w karty uczciwego człowieka z oszustami, przy ocenie realności wygrania z nimi w jakiejś parlamentarno-gabinetowej konfrontacji…
    Pan Michał, przypominając mi Jerofiejewa, podsunął mi zarazem inną paralelę – tak szalenie modnego quzu! Bolszewicki Sfinks oczywiście odda władzę, ale najpier trzeba rozwiązać zagadkę – np taką;

    “[…]„Lord Chamberlain, premier Wielkiej Brytanii, wychodząc z restauracji dworcowej w
    Pietuszkach, pośliznął się na czyichś rzygowinach i padając przewrócił sąsiedni stolik. Na
    stoliku do chwili jego przewrócenia stały dwa ciastka po 35 kopiejek, dwie porcje strogonowa
    po 75 kopiejek każda, dwie porcje wymienia po 39 kopiejek i dwie karafki kseresu po 800
    gramów każda. Wszystkie naczynia pozostały całe. Żadne danie nie nadawało się do spożycia.
    Co do kseresu, to jedna karafka pozostała cała, ale kseres z niej wyciekł, druga rozbiła się w
    drobny mak, ale nie wyciekła z niej ani jedna kropla. Przy założeniu, że cena pustej karafki jest
    sześć razy wyższa niż cena porcji wymienia, a kseresu cenę zna każde dziecko, oblicz, jaki
    rachunek przedstawiono lordowi Chamberlainowi, premierowi Wielkiej Brytanii, w restauracji
    na dworcu Kurskim.”
    – Jak to: „na dworcu Kurskim”?
    – Tak to: „na dworcu Kurskim”!
    – A gdzie on się pośliznął? Mówiłeś, że w Pietuszkach. Lord Chamberlain pośliznął się
    przecież na rzygowinach w pietuszkowskiej restauracji!…
    – Ale rachunek zapłacił na dworcu Kurskim. Ile wyniósł ten rachunek?
    „Boże ty mój! Skąd się biorą takie sfinksy? Bez nóg, bez głowy, bez ogona, a na
    dodatek jeszcze wyplatają kompletne brednie! I jakie mają bandyckie pyski!… Do czego on,
    kanalia, robi aluzje?…”
    – To nie zagadka, Sfinksie, to jakieś kpiny.
    – Nie, to nie kpiny, Wienia. To zagadka. […]”

    A całe zastępy światowych bolszewiologów (czy jak się tam teraz ci uczeni mężowie zwą?) z niekłamanym zapałem i wypiekami na twarzach, łamią sobie swe proesorskie głowy nad finansowymi efektami poślizgnięcia się lorda Chamberlain’a na rzygowinach w pietuszowskiej restauracji dworcowej…

  11. 11 Dariusz Rohnka

    Szanowny Panie Zbigniewie,

    Zawsze nas niezmiernie cieszy kiedy podejmowane są nowe i ciekawe wątki, nawet wówczas, gdy jak i w tym przypadku, nie bardzo potrafimy podjąć rzeczową rozmowę na wskazany temat.

    Niestety nie znam tekstów ani poglądów wspomnianego przez Pana autora. Gdyby Pan jednak zechciał napisać nieco szerzej jaki mianowicie „pozytywny kierunek” ma na myśli, wówczas moglibyśmy tę kwestię wspólnie przedyskutować.

  12. 12 michał

    Panie Amalryku,

    Czy mi się zdaje, czy używa Pan jakiegoś podejrzanego przekładu Wieniczki Jerofiejczyka?

  13. 13 michał

    Panie Jaszczurze,

    Ma Pan rację, że informacje na temat wszelkich odwilży czerpiemy od nich samych, ale nie sądzę, żeby dało się utrzymać, że odwilże nie mają realnego wymiaru. Gdyby Pan siedział w łagrze w 1953 roku, to miałoby dla Pana realne znaczenie, że ni stąd ni z owąd jest Pan wolny (no, to przesada, ale wypuścili Pana z łagru). Tego właśnie realnego wymiaru odwilży dotyczyła niedawna dyskusja na temat “poczucia wolności w prlu” po 1989 roku. Ja akurat jestem zdania, że zmiana w jakości życia w latach 53-56 była większa niż w latach 89-91, ale w obu wypadkach jakaś była, co oczywiście nie zmienia faktu, że obie były bolszewicką prowokacją.

    Rozumiem z Pańskiego ostatniego akapitu, że spodziewa się Pan wojny między chrl i … kim? Japonią? Koreą? Tajwanem?

  14. 14 amalryk

    Podejrzany? Pewnie tak – “wyguglanie” go wraz z czynnością “kopiuj – wklej”, nie zajeło mi więcej niż ca. 5 min.

  15. 15 michał

    Czy to jest przekład Drawicza?

    “Mój Ty Boże! Skąd się biorą takie Sfinksy? Bez nóg, bez głowy, bez ogona, a na dobitkę jeszcze takie androny plecie. I mordę ma taką bandycką! Do kogo ten łajdak pije?”

    Tak to brzmi w kongenialnym przekładzie z rosyjskiego.

  16. 16 michał

    Post scriptum do powyższego artykułu.

    W ubiegłym tygodniu Masza Gessen dopisała zabawną codę do swojej książki. Gessen pracowała jako redaktor sowieckiego pisma przyrodniczego i odmówiła wysłania reportera na scenę ostatniego przedstawienia, w którym Putin pomagać miał syberyjskim żurawiom udać się ku ciepłym krajom (uwaga: żurawiom, nie ludziom) i w rezultacie straciła posadę. Wytłumaczyła to bardzo prosto: nie chciała, żeby jej reporter był świadkiem cierpienia zwierząt.

    Gessen, jak to bywa z ludźmi zwolnionymi z pracy, pojechała na oblewanie do Pragi. Jadąc następnego dnia taksówką na kacu, odebrała telefon. To Putin. Zaprosił ją na Kreml, na rozmowę. Zupełnie tak jak Stalin zwykł telefonować do “kulturalnie ważnych osób” – nie żeby Gessen porównywała siebie…, nie, skądże.

    Pojechała na Kreml, czekała dwie i pół godziny i zdołała porozmawiać z Putinem przez 20 minut. Twierdzi, że Putin miał dwie rzeczy do powiedzenia: po pierwsze, nie miała racji nie posyłając reportera na świadka jego wyczynów, bo jego wysiłki zwiększają świadomość; a po drugie, że jej szef nie miał racji, pozbawiając ją pracy. Ach, byłbym zapomniał! Jego pierwsze słowa brzmiały: lubię ptaszki, kotki i wszystkie małe stworzonka. Ja wiem, że to nie brzmi prawdopodobnie, więc podaję źródło: http://www.theworld.org/2012/09/kremlin-blacklisted-recently-fired-prominent-russian-journalist-masha-gessen-meets-vladimir-putin/

    W innych wywiadach na temat swego “wywiadu” Gessen utrzymuje, że Putin nie miał pojęcia “kim ona jest”. Nie wiedział, jej zdaniem, że rozmawia z autorką głośnej i bardzo krytycznej książki o nim.

    Nie wiem doprawdy, czy nie powinienem wycofać moich słów na temat rzekomej inteligencji Gessen. Nie. Teraz wydaje mi się, że jej naiwność nie zna granic.

  17. 17 tomasz

    Panie Michale, to wszystko bujdy na resorach. Przecież wiemy, że nie można ufać nikomu z sowieckiej strony. Gessen wcale nie brak inteligencji. To sowieciarze wiedzą doskonale, że adresaci tych rewelacji nie są zbyt lotni.

  18. 18 michał

    Drogi Panie Tomaszu,

    A komu możemy ufać?

    Czy nie jest tak, że możemy ufać tylko własnemu zdrowemu rozsądkowi? To mniej więcej chciałem przedstawić w powyższym artykule.

  19. 19 tomasz
  20. 20 tomasz

    Czy ten Browder jest na prawdę mocny, czy to kolejna farsa z udziałem ZSRE?

  21. 21 michał

    Drogi Panie,

    Tekst, który nam Pan podsuwa wydaje mi się słaby, faktycznie błędny i po prostu idiotyczny. Pisałem w powyższym artykule o Billu Browderze i Magnickim, ograniczę się więc tylko do oczywistości. Browder nie jest Brytyjczykiem, ale Amerykaninem, wedle wszelkich źródeł, chyba że ostatnio zmienił obywatelstwo. Magnicki nie był ani jego przyjacielem, ani “biznesowym partnerem” Browdera. Magnicki dla niego pracował. Nawrócenie Browdera w rezultacie śmierci Magnickiego, jest z pewnością pochwały godne, ale nie oszukujmy się: on całkowicie należy do tej samej sitwy. Pragnie tylko kolejnej odwilży, de-putinizacji. Ale żeby to dyskutować dalej, musiałby Pan przeczytać powyższy artykuł.

    Nie wiem, co ma Pan na myśli, pytając czy on jest mocny.

    W artykule przez Pana wskazanym mowa jest o “prawach człowieka w Rosji”. Pozwolę sobie odpowiedzieć cytatem z Józefa Mackiewicza:

    “Jako naturalna reakcja protestu i buntu, przeciwko największemu w dziejach ujarzmieniu człowieka nie tylko z ciała ale i z ducha, zrodził się – Antykomunizm. W ten sposób Antykomunizm stanowi nie tylko PENDANT do Praw Człowieka, ale niejako jego praktyczne uzupełnienie na dzień dzisiejszy, w dążeniu do przywrócenia najbardziej podstawowych założeń tych Praw. (Pogwałcenie ich zdarza się i gdzie indziej ale, porównawczo, wszędzie w mniejszym stopniu). Antykomunizm, w jego czystej formie i intencji, jest zatem integralną częścią Praw Człowieka. A powinien być istotną egzekutywą tego prawodawstwa.”

    Walka o “prawa człowieka w Rosji” jest nonsensem. Waczyć trzeba przeciw bolszewizmowi.

  22. 22 tomasz

    Pytanie było ironiczne, a tekst “podsunąłem” jako ciekawostkę. Pański tekst (obydwie części) czytałem wcześniej. Uważam, że zadaniem takich artykułów jest pokazanie, że komunizm stoi mocno i nie cofnie się przed niczym. Pod płaszczykiem kwilenia o prawach człowieka daje się wyraźny komunikat: Nie próbujcie! U nas wszystkie chwyty dozwolone.

  23. 23 tomasz

    “Uważam, że zadaniem takich artykułów jest pokazanie…” Chodzi oczywiście o artykuł w Rz.

  24. 24 michał

    Panie Tomaszu,

    Chyba Pana nie rozumiem. Nie sądzę, żeby artykuł w prlowskim pisemku miał jakieś zadania, a jeśli ma jakieś, to raczej pokazać właśnie, że przy pomocy “odważnej walki o prawa człowieka w Rosji” można coś zmienić, gdy w rzeczywistości niczego zmienić nie można. Jeśli ktoś tu kwili, to Browder i Gessen, bo tęsknią za tym, jak im było dobrze, kiedy “komunizm upadł” i “byli wolni”. Ona, by debatować demokratycznie, a on, by robić pieniądze w sowietach. Tego im tylko trzeba.

    Powiedziałbym zatem, że komunikat – powtarzam: jeśli w ogóle jakiś musi być – jest raczej odwrotny: walczcie o prawa człowieka, jak najbardziej, bardzo to pochwalamy i prosimy o więcej. Kiedy nam będzie wygodnie, to potępimy wybuchy, ataki, morderstwa, i odputinizujemy naszą sowiecką matiuszkę… o, pardon, matiuszkę Rosiję.

  25. 25 Jaszczur

    Jeśli to, o czym w post scriptum pisał o przypadkach Maszy Gessen Pan Michał znajduje potwierdzenie w faktach, to okazuje się, że życie jest o wiele zabawniejsze, niż… dowcipy o Stalinie z papugą w roli głównej. Te wręcz bledną przy przytoczonej powyżej historii!

    A co do komunikatów, które dyskutują PP. Michał i Tomasz i próbują zinterpretować, to myślę, że są one następujące: “walczcie o prawa człowieka, walczcie z korupcją i mordami politycznymi, walczcie o demokratyczne standardy, ale nie próbujcie nawet pomyśleć o walce z systemem jako takim, o walce z komunizmem”.

  26. 26 michał

    Panie Jaszczurze,

    Gdyby treść tych rzekomych “komunikatów” rzeczywiście miała być taka, jak Pan sugeruje (w czym zdaje mi się jest Pan bliski p. Tomasza), to ja byłbym uradowany, ale nigdzie przenigdzie (czy tak można powiedzieć??) nie ma mowy o wlace z systemem. Nikt o niej nie mówi, nikt jej nie pragnie – skąd to się w ogóle wzięło?

    W oczach ludzi takich jak Gessen czy Browder – którzy nb. nie są we własnym mniemaniu po tej samej stronie – komunizm nie istnieje. Kropka. Upadł i basta. Sowiety się rozpadły. Nie ma o czym mówić. Trzeba walczyć o prawa człowieka, o demokrację, o wolność mediów, o wolność robienia milionów. Kropka. O jakiej walce z systemem Panowie mówicie? Oni nie widzą w ogóle tego, o czym my tu rozprawiamy.

  27. 27 amalryk

    Panie Michale!

    Nic dodać nic ująć! Jako wychowany wśród (już z resztą w większości wymarłego) pokolenia polskojęzycznych czekistów, potwierdzm, ich przekaz brzmiał ;Komunizm? Ach jaka piękna, idealistyczna utopia! Niestety, z oczywistych względów, jak każda utopia nie mogła się zrealizować! No cóż, szkoda – C’est la vie!

  28. 28 michał

    Tak, ale takie postawienie sprawy można z łatwością przekręcić na modne dziś, że komunizm nigdy nie istniał, że zarzucono próby wprowadzenia w życie, więc należy spróbować zrobić to porządnie, bez terroru, bo komunizm jest prawdziwą przyszłością.

    Ale komunizm nie jest przecież żadną idealistyczną utopią, tylko żelazną i konsekwentną Metodą. Ta utopia stanowiła jej ważną część, służyła w postaci ideologii do odurzenia mas i do sowietyzacji. Była więc narzędziem w rękach czekistów i jak sądzę będzie takim narzędziem w przyszłości, choćby dlatego, że spełniła swą rolę narzędzia tak znakomicie.

  29. 29 amalryk

    Ależ oczywiście! Ta “płomienna idea” jest jak widać również ciągle do wykorzystania, a nasza konająca na uwiąd starczy cywilizacja nie ma najwyraźniej już przed nią na dodatek żadnych mechanizmów obronnych.

    Naturalnie komunizm, jako Metoda, jest w stanie adaptować do swoich potrzeb dowolną ideę, jeżeli okaże się ona w danym momencie (czy też jak to mawiali na “danym etapie”) przydatną do realizacji celu.

  30. 30 michał

    Słusznie! Na starczy uwiąd cierpi ta cywilizacja od XIX wieku, ale nikt jeszcze nie skonał od uwiądu. Teraz doszła do tego cywilizacyjna trzęsiączka spod znaku Parkinsona i kulturowa demencja od Alzheimera.

Comment





Language

Books Published by The Underground

Order here:



Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a

H
1946
 
J.R. Nyquist
Koń trojański
 
Dariusz Rohnka
Wielkie arrangement

Dariusz Rohnka
Fatalna Fikcja