III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Bogu niech będą dzięki!  Boris Johnson spuścił wyborcze lanie bolszewii, dał im łupnia wśród ulewy.  Dyndanie na ulicznej latarni zostało tymczasowo odłożone na później.  Niestety nie sądzę, żeby ten wynik wskazywał na znaczące „przesunięcie na prawo”, jak jest to (dość powszechnie) interpretowane.  W żadnym wypadku nie jest to oznaka jakiegoś „antykomunizmu”.  Cokolwiek ja sam miałbym do powiedzenia o komunistycznym manifeście Corbyna, jego propozycje nacjonalizacji przemysłu, ogromnego wzrostu interwencji państwa we wszelkie przejawy życia obywateli, zatrudnienia całej armii urzędników państwowych, zwiększenia podatków i tak dalej w tym samym guście bolszewickiego „grab zagrablionnyje” – wszystkie te propozycje nie były wcale niepopularne wśród elektoratu.  Jego obraz świata jest wprawdzie klasycznie leninowski – krwiożerczy kapitaliści pragną gnębić człowieka pracy, a międzynarodowi imperialiści spijają krew biednego ludu pracującego w krajach socjalistycznych, jak Wenezuela, Iran, Irak, Libia czy chrl… – ale to nie czyni go wcale mniej popularnym.  A na dodatek, Corbyn i spółka uważają, że kapitalizm i imperializm są żydowskim spiskiem, co znowu z łatwością znajduje posłuch wśród niemytych nieuków przekonanych do dziś, że to Żydzi ich do matury nie dopuścili.  Jakim więc cudem Johnson wygrał te wybory aż tak zdecydowanie?

Tak zwana klasa robotnicza – „tak zwana”, ponieważ najprawdopodobniej nie istnieje, a w najlepszym razie, jest o wiele trudniejsza do zdefiniowania w dzisiejszych czasach niż 100 lat temu, albo nawet w latach 80., do czego powrócę za chwilę – która tradycyjnie głosuje w Zjednoczonym Królestwie na lejburzystów, w ogromnej większości głosowała trzy lata temu za odejściem z niuni.  Głosowali tak, w moim głębokim przekonaniu, ze względów nacjonalistycznych, oburzeni głównie napływem ogromnej ilości emigrantów z Europy Wschodniej, a zwłaszcza z Polski.  Trzy lata przeciągających się matactw parlamentarnych, skandalicznego cynizmu ludzi pokroju Junckera, Barnier i Tuska (słuszniej byłoby go nazwać Tfuskiem) w negocjacjach z Wielką Brytanią, i wreszcie niesłychana stronniczość mediów – doprowadziły elektorat do stanu apatii.  Nie ukrywajmy: taki właśnie był cel tych wszystkich obraźliwych prztyczków ze strony na ogół bardziej dyplomatycznie nastawionych polityków europejskich, ale także uprzedzonych i często fałszywych raportów na temat konsekwencji odejścia, ze strony brytyjskich elit, które w przeważającej większości przeciwne były – i pozostają nadal przeciwne – odejściu od niuni.

Ogromna większość komentatorów twierdzi, że jedynym powodem jego zwycięstwa był Corbyn.  Czyżby fakt, że Corbyn jest komunistą?  Nie.  Komunizm umarł i nikt nie wierzy w jego zmartwychwstanie.  A może jego antysemityzm?  Hmm, chyba nie.  Lejburzystowscy posłowie żydowskiego pochodzenia, którzy odeszli z partii, zdegustowani antysemicką retoryką korbynistów, także popularni nie byli i sami przegrali w wyborach.  Może więc jego skrajny anty-amerykanizm?  Niestety większość brytyjskiej publiki jest antyamerykańska.  Cóż zatem?  Niezdecydowanie w sprawie odejścia z niuni?  Tu chyba jesteśmy bliżej źródła druzgocącego zwycięstwa Torysów.  Corbyn był oryginalnie przeciwnikiem Wspólnego Rynku, jako „imperialistycznego projektu dla zwiększenia zysku krwiopijców”, ale z czasem dostrzegł socjalistyczny charakter ich planów.  Pozostał jednak euro-sceptykiem na czele pro-europejskiej partii, zaczem przedstawiał siebie, jako „neutralnego lidera, który wprowadzi w życie wolę ludu”.  Jego kalkulacja polityczna była inna: w przeciwieństwie do swych pro-niuniowych towarzyszy, Corbyn rozumiał, że lejburzyści polegać muszą na tradycyjnym poparciu ludzi, którzy wygrali referendum w 2016 roku.  Zajął więc postawę wyczekującą i obiecywał kolejne referendum.  Jest to oczywiście stanowisko antydemokratyczne, gdyż demokracja opiera się na założeniu, że przegrana strona akceptuje wynik w każdym głosowaniu, ale antydemokratyzm leninisty nie powinien nikogo dziwić.  Pomimo to jednak sądzę, że nie dlatego Corbyn przegrał z kretesem.  Nawet nie dlatego, że jest nudny, jak każdy partyjny aparatczyk.  Przegrał, ponieważ nacjonalistyczna część elektoratu uznała, że towarzysz Corbyn nie jest patriotą.  Uznała zresztą słusznie, zważywszy jego wieloletnią przyjaźń i poparcie dla terrorystów i wszelkich wrogów Wielkiej Brytanii.

Kto zatem poparł Johnsona w wyborach?  Torysi wygrali w okręgach wyborczych, które od dziesiątków lat głosowały na czerwonych – tak zwany „czerwony mur” runął pod niebieską nawałą – a jednocześnie nie utracili tradycyjnego poparcia.  Sukces Johnsona jest jednak innej natury niż podobne zwycięstwa Margaret Thatcher.  Thatcheryści kładli nacisk na dobrobyt, na wolność konkurencji, na praworządność, na posiadanie, na powstrzymanie chaosu lewicowego politykierstwa, które doprowadziło Zjednoczone Królestwo na skraj upadku w latach 70.  Boris Johnson przeciwnie: obiecuje zwiększone wydatki państwowe, a jego wyborczy triumf przypisać należy wyłącznie emfazie na nacjonalistyczne przesłanie sprowadzone do jednego prostego sloganu: GET BREXIT DONE.

Klasa robotnicza w sensie marksistowskim, nie istnieje w Wielkiej Brytanii, ponieważ nie ma tu już prawie w ogóle wielkiego przemysłu.  Baza produkcji wyniosła się do ciepłych krajów (a ściślej: do tanich krajów).  Ale brak klasy robotniczej nie oznacza przecież, że nie ma tu ludzi, którzy ciężko pracują.  Harują od rana do nocy, prowadząc swoje własne firmy, spłacają pożyczki na dom, i nie chcą, żeby rząd odebrał im większość ich zarobków.  Corbyn traktuje takich ludzi jako wrogów klasowych i krwiopijców, i zupełnie otwarcie zapowiadał, że będą musieli płacić więcej podatków.  Pomimo to, kampania wyborcza Torysów pominęła milczeniem ten aspekt, a koncentrowała się wyłącznie na nacjonalistycznym wymiarze wyborów: Boris Johnson zdoła doprowadzić do odejścia z niuni.

Pozostaję przy swoim przekonaniu, które wyrażałem tu kilkakrotnie, że to „odejście” będzie głównie na papierze.  A jednak z całą pewnością lepiej będzie dla poddanych Jej Królewskiej Mości, gdy będą choćby formalnie odłączeni od struktur niuni, która wydaje mi się w schyłkowej fazie swego istnienia.

Wielka Brytania opuści najprawdopodobniej niektóre z tych struktur oraz ogólne ramy europejskiej wspólnoty, choć pozostanie zapewne uzgodniona, uregulowana, zrównana i ustawiona w szeregu z innymi członkami niuni.  Warto jednak pamiętać, że niezadowolenie podobne do tego, które spowodowało obecną sytuację w Anglii, gotuje się pod powierzchnią także w innych krajach unii.  W każdym wypadku, jest to proces uwarunkowany zwiększającymi się wciąż nastrojami nacjonalistycznymi w Europie.  W moim przekonaniu, winę za ten stan reczy ponosi polityka Brukseli, choć tak bardzo jest antynacjonalistyczna w tonie.  Bezustanne dążenie do uniformizacji, do „coraz ściślejszego związku”, do koordynacji i jednolitej zwartości, wzbudza naturalną tęsknotę do wielobarwności, do różnorodności, do swobody, do wielości; tęsknotę, która znajduje swój upust – co za paradoks – w szarości nacjonalizmu.  Co najmniej od końca XIX wieku, nacjonalizm nie jest nigdy daleko od powierzchni wydarzeń politycznych w Europie.  Jednym z wyraźnie określonych celów założycieli europejskiej unii, było zapobieżenie przyszłym wojnom poprzez stłumienie tego wrzenia.  Obawiam się, że stworzyli w rzeczywistości warunki, w których takie konflikty rozkwitną, bo nacjonalizm jest odpowiedzią na uniformizację.  A kiedy rosnące siły odśrodkowe związku, przeważą chęć współpracy, to tylko jedna siła będzie w stanie zaoferować Europie pokój i nawet coś w rodzaju względnego dobrobytu.  Jak napisał ostatnio pewien prawicowy felietonista (z niejaką ironią):

Staraja Russa.  Nie ma tu żadnych infantylnych fanaberii na temat płci, wierzcie mi.  Nie ma padania na kolana przed maniakalną „polityką tożsamości”.  Nie ma dżihadystów. […]

Podatek dochodowy?  Pytacie o podatki?  No, to zgadnijcie.  Najwyższy podatek, 13%.  Nawet jako nie-rezydent, płacisz tylko 30%. *

Jeżeli dla inteligentnego człowieka i wnikliwego obserwatora, jakim jest Rod Liddle, Putin zaczyna wyglądać atrakcyjnie, pomimo „młotka trzymanego w aksamitnej rękawiczce i fiolki z polonium-210” (a jeśli nawet nie jest to prawdziwa atrakcja, to w każdym razie wygląda lepiej niż codzienna tyrania niedorozwiniętych nastoletnich półgłówków, dyktujących, co wolno, a czego nie wolno dyskutować), to jest z nami coraz gorzej.

W rzeczy samej, jest bardzo źle.

_______

* Rod Liddle, „I’ve found a lovely new home – in Russia”, The Spectator, 14 December 2019 https://www.spectator.co.uk/2019/12/ill-take-russian-democracy-over-ours/ (artykuł ma inny tytuł w magazynie, a inny w wersji elektronicznej)



Prześlij znajomemu

12 Komentarz(e/y) do “Borys dał im łupnia, ale co z tego?”

  1. 1 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Czy można dać łupnia czemuś, w istnieje czego się nie wierzy?

  2. 2 michał

    Aaaa, bardzo dobre!

    Corbyn jest bolszewikiem obiektywnie, ale oczywiście także z mojego punktu widzenia. Został jednak odrzucony przez wyborców, wcale nie jako komunista, nie dlatego, że nie podobał im się jego bolszewicki program, ale z innych powodów, o czym powyżej.

    Efektem jest opisany w artykule paradoks, że Corbyn Hood (b) dostał wyborczego łupnia wśród ulewy, co nie jest niestety ani oznaką „przesunięcia na prawo”, ani tym bardziej „masowego antykomunizmu” wśród brytyjskich wyborców.

  3. 3 Dariusz Rohnka

    Nie o to pytałem, ale nieważne.

    Czy na Kępie, zgodnie z przewidywaniami radzieckich meteo, nie powinno teraz śnieżyć? Skąd deszcz? Bolszewickie knowania?

  4. 4 michał

    Arktyka! Wygra!
    O nie, nie! O tak!!

    Czy tak miało być?

    Ale my raczej dziękujemy Panu Bogu za globalne ocieplenie. Tu jest zimno, mokro i paskudnie, ale byłoby o wiele gorzej i zimniej bez ocieplenia. Zaczem wznosić należy dziękczynne modły. Podobnie, jak za tego łupnia.

  5. 5 Bogdan

    Jestem po „lekturze” występu (z przed kilku miesięcy) jednego z wyważonych lokalnych prawicowców – i jestem zdołowany. Nie nim, ale wnioskami, które zaprezentował. I miał dużo racji – ludzie są… no tego… leniwi intelektualnie. Zbyt leniwi by spróbować zrozumieć więcej niż prosty przekaz. Do tego parametry przekazu np. liczby w nim serwowane muszą być wyobrażalne i najlepiej opisujące miarę jakiegoś skandalu, niechby i wydumanego. On jednak chciał być idealistą ale też się poddał.
    Do czego zmierzam? Nie znając wprawdzie realiów medialnych w UK zaryzykuję, że wygrana Torysów nie wynika wyłącznie z ich siły, słabości opozycji itp. Wynika w dużej mierze z tego, że wśród Torysów dało się określić 3 frakcje: nie wychodzimy, wychodzimy łagodnie, wychodzimy bez względu na cenę. I te 3 stanowiska wyczerpują poglądy wielu wyborców. A to proste przekazy, kto by tam silił się na analizę skutków każdej opcji. Większość znalazła coś dla siebie…

  6. 6 michał

    Szanowny Panie,

    Nie wydaje mi się to słuszne. Borys w zasadzie wymusił na wszystkich kandydatach przed wyborami, żeby muszą się zgodzić na jego taktykę negocjacji z niunią. Nie ma więc już teraz trzech koncepcji, a jest tylko jedna: wyjść jak najłagodniej się da, ale z najostrzejszą możliwą retoryką (tzw. „no deal”). Jego umowa nie różni się wiele od umowy May, ale retoryka jest inna. I na tym stanie. To będzie, jak to się ładnie mówi po angielsku – „fudge”.

    Określanie Torysów mianem skrajnej prawicy, jak to czynią tutejsze media, lub nawet zwykłej prawicy, wydaje mi się nieporozumieniem. Sam Johnson należy raczej do lewego skrzydła partii, jest klasycznym liberałem. Co rzecz jasna nie jest niczym nowym. Ani Major, ani May, Cameron czy Osborne, nie są konserwatystami.

    Wbrew swej oficjalnej nazwie, partia Torysów nie była nigdy partią konserwatywną. To jest partia władzy, tzn. zrobią wszystko, by się do władzy dostać i przy niej utrzymać. A jeśli tak, to Johnson lepiej się do tego nadaje niż May, a że nie jest konserwatystą? Mój Boże, nie można mieć wszystkiego.

  7. 7 triarius

    „Poddani Jej Królewskiej Mości”… „Mość”, że w sam raz dla miłośników Zenka, a słowo „poddany” jest dla mnie chyba czymś najbardziej z możliwych uwłaczającym dla dzisiejszego człowieka Zachodu. I to nie „poddanym” Matki Boskiej (to było OK. choć „wasal” jest o niebo lepszy) czy jakiegoś bohatera, tylko babuleńki z marnej opery mydlanej.

    To by był całkiem ciekawy (idiosynkratyczny) felieton, ale, jak „mężczyzna dobrowolnie zakładający muszkę dobrowolnie zrzeka się pretensji, by być traktowanym poważnie”, tak poniekąd Pan, tą „Mością”… Rozumiemy się?

    „Bog Cara Chrani!”, jasne, rozumiem, ale to jednak nie moje klimaty. Bez urazy, ale nieco mniej jedności opinii i, że tak to określę, „parallelnego entuzjazmu” chyba się Panom przyda. W każdym razie faktem (fenomenologicznym) jest, że ja na pewno niczyim (a już na pewno nie… wiadomo) „poddanym” być bym nie chciał.

    Pozdrawiam czule!

  8. 8 triarius

    Zaś, na inny temat (też potrafię!), że ten facio ze Spectatora tak pokochał Rosję Putina tłumaczy się dziecinnie prosto – to liberał, a „liberał” to, jak celnie zauważa Dávila, „starszy brat bolszewika”. (Jakby nieco poskrobać, to nawet i ta boska Thatcher nie jest tu bez grzechu i kto wie, gdzie by dziś chciała żyć, gdyby żyła.)

    Nic nowego i niewiele zaskoczeń sub sole!

  9. 9 michał

    Cha, cha, cha!!! Rod Liddle jako liberał, to jest paradne. Może jednak warto byłoby najpierw go poczytać? Zresztą obojętne. W Pańskich oczach wszyscy są „liberałami”, aż dziw bierze, że nie zaliczył Pan jeszcze do liberałów wielkiego Gomeza.

  10. 10 michał

    Panie Triariusie,

    Co do Pańskiego pierwszego komentarza, tj. tego z 7:03, to nie, nie rozumiemy się.

    Nie rozumiejąc – swoją drogą, co to jest za mania, żeby nie mówić wprost, co się chce powiedzieć, tylko ćśśś, sza, opłotkami i wielokropkami, z aluzjami i mrugnięciem oka, i „rozumiemy się”???? – proszę o wyjaśnienie. Nie widzę żadnego powodu do urazy, nawet gdybym zrozumiał, o co Panu chodzi, ale niestety nie pojmuję.

    Zatem więc, jak by powiedział Stachura, co Pan właściwie chce powiedzieć?? Jeśli łaska, to proszę mię objaśnić w zdaniach oznajmujących, o prostej składni. Na starość nie pojmuję kwietystycznych wybuchów i arabeskowych zastrzeżeń.

  11. 11 triarius

    No widzi Pan… 14 lat pisania tak, by zrozumiał Młody Tygrysista, a nie zrozumiał Zemke, Mąka czy inny Obama z palcem na joysticku, plus, przyznaję, osobiste skłonności, sprawiły, że Piszę dla Pana zbyt trudno… Nie zachęcam do ponownego przeczytania, bo to nie jest waźne ani dla Pana, ani specjalnie dla mnie. Cóż, nigdy nie twierdziłem, że wierzę przesadnie w sens tzw. „wymiany poglądów”. To liberalna ściema, o której miałbym nawet do napisania. (Spokojnie – nie tutaj!)

    Gómez, jakby Pan nie wiedział, był REAKCJONISTĄ I KATOLICKIM FUNDAMENTALISTĄ, więc na Liberała nijak się nie załapuje, nawet wedle moich ostrych kryteriów. Takoż Spengler (mimo „pruskiego socjalizmu”).

    A co do tej Biedronki… Przepraszam – Lidla, to czy zechciałby Pan może zadać sobie trud, by mnie przekonać, że warto nań marnować ostatnie lata życia i stare oczy? Przyznam, że sobie ich nie wyobrażam.

    Co do „Liberalizmu” zaś… Zaprzeczy Pan, że stale oddychamy Oświeceniem i tylko jednostki dostrzegają w tym wszystkim coś innego, niż tylko „po prostu zdrowy rozsądek, naukowość ach!, prawda bez żadnych głupich rojeń czy przesądów”? I wierzy, iż „normalny to dobrze przystosowany”? Choćby do szamba, przedsionka do rzeźni i hodowania Lepszego Nowego Ludzkiego Gatunku? TO właśnie (ten, mój – niech będzie!) LIBERALIZM, i niech Pan mi łaskawie wytłumaczy, czym to (te cele w każdym razie) różnią się od Marksizmu z Leninizmem? (Mnie i Gómezowi nawet, który o liberalnym burżuju mówi to, co ostatnio zacytowałem.)

    Pozdrawiam niezmiennie czule i przebieram nóżkami z niecierpliwości

  12. 12 michał

    Drogi Panie Triariusie,

    Ja akurat wiem, kim był Gomez, ale dzięki za pouczenie. Czyżby doprawdy nie widział Pan ironii w słowach: „W Pańskich oczach wszyscy są „liberałami”, aż dziw bierze, że nie zaliczył Pan jeszcze do liberałów wielkiego Gomeza.”? Nie? W porządku. To się nazywa ironia, to takie liberalne matactwo, w którym zresztą celował Nicolás Gómez Dávila… (wielokropek jest tu ironiczny…)

    Mnie doprawdy nie przeszkadza, że Pan, w swej łaskawości, zechciał mnie nazwać liberałem. Mam wystarczająco wiele ideowej samoświadomości (albo idealnej zarozumiałości), żeby wiedzieć, że tak nie jest. Różnica między antyliberalizmem (a takie jest moje stanowisko) i liberalizmem, jest taka, jak między słońcem i niepogodą (sunny & shite) albo sunnitami i szyitami (sunni & shi’ite). (Kolejny przykład ironii.)

    Nie warto marnować ani chwili na czytanie czegokolwiek, gdy jest wielka literatura do przeczytania. Z pewnością nie warto czytać Roda Liddle, który jest „na prawo” tylko w lewackim świecie (co nie zmienia w niczym szoku powyższego cytatu o „Rosji”). Lepsza byłaby anegdota z Herodota. Moja uwaga pod Pańskim adresem dotyczyła wyłącznie faktu, że nie znając go, chrzci go Pan mianem liberała. Sztandarowym liberałem w tym kraju jest premier Johnson, ale całe media brytyjskie nazywają go „skrajną prawicą” – w takim żyjemy świecie. I dlatego właśnie konfuzja semantyczna jest takim problemem.

    Oczywiście, że nie zaprzeczę oświeceniowych korzeni współczesnej nam miałkości, ale gdyby Pan był czytał cokolwiek mojego (nie, żebym namawiał, z powodów jak wyżej, lepsza byłaby ateńska ohyda z Tukidyda), to wiedziałby Pan o tym. Prawdziwy początek zła był wcześniej: nie byłoby „Oświecenia” bez koszmaru rzekomego „Renesansu”.

    Kto powiedział: „Liberalizm to nic innego jak zezwierzęcenie”? To nie jest podchwytliwe pytanie, drogi Panie Triariusie, ani quiz. Powiedział to oczywiście wielki Friedrich Nietzsche. I miał rację.

    Ale Panu zadedykowałbym raczej słowa Gomeza:

    Idee liberalne są sympatyczne. Ich konsekwencje – tragiczne.

Komentuj





Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej!.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.