III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Dacznyj koopieratiw „Oziero”

Jezioro Kiimajärvi w Karelii jest częścią, słynącego z urody, Karelskiego Pojezierza.  Przed wojną należało do Finlandii i tam właśnie zbudował marszałek Mannerheim swą słynną linię obronną przeciw sowieciarzom.  Kiimajärvi leży tuż za linią, po jej północnej stronie.  Małe wioski rybackie nad jeziorem były zapewne zapleczem dla fińskich żołnierzy, toczących ciężkie boje wojny zimowej, w której niezwyciężona krasnaja armia dostała łupnia od maleńkiej Finlandii.  Jednak Finowie swą walkę przegrali, a po zakończeniu światowej wojny, utracili Przesmyk Karelski i piękne jezioro zostało przemianowane, niepięknie, na jezioro Komsomolskie.

Kiedy Putin i jego ludzie poczuli się pewniej na swoich stołkach, u leningradzkiego koryta, to, jak każdy homo sovieticus, zapragnęli własnej daczy.  Ale nie dla nich stare, drewniane domy, jak wyjęte z opowiadań Czechowa.  Nie.  Oni założyli spółdzielnię, wykupili ziemię nad ślicznym karelskim jeziorem, zbudowali drogi i doprowadzili elektryczność – ale nie dla istniejących wiosek rybackich, nie.  Dawni mieszkańcy zostali wysiedleni.  Bardziej przewidujący, wzięli pieniądze i wynieśli się; ci, którzy się stawiali, przegrali w każdej instancji sądownej i nie dostali ani grosza.  Za zamkniętymi bramami zbudowano nowoczesne dacze we wsi Sołowiowka (nie mylić z Sołowkami).  I tak, piękne fińskie jezioro stało się wylęgarnią czekistowskich władców.

Dacznyj koopieratiw jak w soczewce ukazuje schemat przejęcia raju krat przez ludzi Putina.  Podobnie jak wcześniej z Charczenką, a później z Chodorkowskim, fundamentalną metodą jest usunięcie z drogi każdego, kto zawadza.  Ci z mieszkańców Sołowiowki, którzy zgodzili się wynieść, zostali hojnie zrekompensowani, pozostałych wyeliminowano w całym majestacie sowieckiego bezprawia.  Nie inaczej stać się miało z oligarchami, ale co ważniejsze, takie jest podejście Putina do poddanej ludności w ogóle.  Belton nazywa to neo-feudalizmem, w którym wasale są tylko tak potężni, jak im zezwala suzeren, a ludność traktowana jest jak pańszczyźniani chłopi.  Jednak bliższym wzorcem wydaje mi się klasyczny sowietyzm, nagradzający wierność i posłuszeństwo, tłamszący każdy przejaw indywidualizmu, jako groźne szkodnictwo, a wszystko w imię wyższego dobra.  Do sowieckiego wymiaru sprawiedliwości przyjdzie jeszcze powrócić.

Putin był obserwowany z oddali przez wierchuszkę kgb, zapewne, jeden z wielu w takiej pozycji.  Krążą plotki, że był w kontakcie z Kriuczkowem.  Mało znany generał wywiadu, Gienadij Bielik (kolejny spec od rzadkich metali), opowiadał o nim w ciepłych słowach.  Czy Bielik był członkiem mitycznego kolektywnego kierownictwa?  Rzecz jasna, można tylko spekulować na ten temat; podobnie, możemy tylko snuć domysły, że Putin do kierowniczego kolektywu wówczas nie należał.  Był lokalnym satrapą, który się sprawdził.  Poradził sobie z trudną sytuacją w porcie i z łatwością radził sobie z „demokratami” w ogóle.

Chaos jako metoda

Zbliżamy się do okresu, który Catherine Belton uważa za kluczowy w swej opowieści.  W przeciągu kilku lat, nastąpiły wydarzenia o niespodziewanych skutkach.  W roku 95 dokonano prywatyzacji największych firm państwowych: naftowych, hutniczych i wydobywczych; w 96 odbyły się wybory prezydenckie, a w 98 sowiety przestały spłacać swe obligacje rządowe, co spowodowało nieoczekiwany kryzys gospodarczy na skalę globalną.

Klasyczna narracja jest następująca: komuniści nienawidzili Jelcyna, ponieważ był demokratą i amerykańskim agentem, który zniszczył sowiety, należało go zatem obalić i przywrócić wielki i silny sojuz ludzi sowieckich.  Belton opowiada w zasadzie tę samą historię, z drobnymi poprawkami: kagiebiści nienawidzili Jelcyna, gdyż był amerykańskim agentem, który zniszczył Rosję.  Reformy wprowadzone przez dalekowzrocznych przywódców kgb w latach 80., zostały wypaczone i przekabacone przez Jelcyna, by napchać kieszenie jego rodziny i kilku znajomych.  Kagiebowcy nie dbali o demokratyczne osiągnięcia i nienawidzili tzw. Rodziny, czyli kliki doradców wokół prezydenta, z Borysem Bierezowskim na czele.  Przyjrzyjmy się zatem, jak wyglądały te przełomowe wydarzenia.

Był rok 1995 i Jelcyn był niezwykle niepopularny; rząd Gajdara nie miał pieniędzy na płacenie miesięcznych pensji i zalegał w płatności emerytur.  Zabrano się zatem za kolejną turę prywatyzacji.  W pierwszym rzędzie, Gajdar złożył rezerwy rządowe w prywatnych bankach, m.in. w Menatep Chodorkowskiego i Alfa Fridmana.  Młodzi potentaci z komsomołu okazali się nagle bystrzejsi niż ich sponsorzy z kgb.  Jednym z nich był Władymir Potanin, klasyczny sowiecki arystokrata, syn dyplomaty, a teraz bankier.  Potanin zaproponował, że nowi magnaci pożyczą rządowi pieniądze pod zastaw udziałów w kluczowych gałęziach przemysłu, zwłaszcza produkcji ropy.  Zachodni doradcy rządu zaoponowali z miejsca: taki program jest receptą na korupcję, ponieważ oligarchowie mogą sprzedać udziały samym sobie.  Intryga jest do dziś znana jako „pożyczki za akcje” i stała się fundamentem potęgi oligarchów.  Gdy ludzie kgb szykowali się do aukcji, w której ich kontakty zapewnić im miały pełen sukces, oligarchowie wykiwali ich w ciągu kilku dni grudnia 1995.  Kagiebiści, ze znanym nam już Timczenką na czele, zdołali zakupić zaledwie 5% firmy Łukoil i 40% Surgutnieftiegaz.  W tym drugim wypadku, zamknięto lotnisko w syberyjskim Surgucie, by uniemożliwić oligarchom udział w aukcji.  Co wszakże zupełnie zbiło kgb z pantałyku, to że bank Chodorkowskiego używał prawie takich samych metod.  Menatep nadzorował aukcję Jukos, i wykluczył ofertę wyższą niż suma zaproponowana przez Chodorkowskiego; ofertę, która najprawdopodobniej pochodziła od konsorcjum Timczenki.  Belton trafnie określa sytuację: oligarchowie stali się Frankensteinem kgb.  Kagiebiści stworzyli potwora i, na razie, nie wiedzieli, jak nad nim zapanować.

Potanin kupił większość akcji Norilsk Nikiel, gigantycznego producenta niklu i platyny.  W 95 roku firma miała 1,2 miliarda dolarów czystego zysku – Potanin nabył ją za 170 milionów.  Chodorkowski posiadł Jukos w dwóch fazach: pożyczka 159 milionów dała mu 45% akcji, kolejnych 150 milionów dało mu dalsze 33% (na początku 96 roku Menatep posiadał już więcej niż 90% akcji Jukos).  Bierezowski kupił Sibnieft za 100 milionów dolarów.  Potanin znalazł się w rządzie, Bierezowski został formalnie mianowany członkiem rady bezpieczeństwa państwa, a nieformalnie – był najpotężniejszą osobą w reżymie Jelcyna.

Rozmówcy Belton wskazuje na ten punkt, jako zwrotny moment w historii „wolnej Rosji”.  To wówczas zrodzić się miała wśród kagiebistów „chęć rewanżu”.  Jest wszakże inna, co najmniej równie możliwa, interpretacja tych wydarzeń.  „Upadek komunizmu” – czyli w praktyce, przejęcie władzy przez komunistę, Jelcyna – było całkowicie zgodne z planem Andropowa.  Dopiero pojawienie się oligarchów jako „klasy”, jako odrębnej siły, niezależnej potęgi, nie było zgodne z zamierzeniami kagiebistów.  Bierezowski, Gusiński, Chodorkowski i tylu innych, stali się prędko cierniami w koronie zwycięskich czekistów.  Niby zostali stworzeni przez kgb, niby byli częścią planu stworzenia pseudo-kapitalizmu, ale oto, bez ostrzeżenia, udowodnili, że są autentycznie poza kontrolą.  Nagle pojawiła się siła, która mogła być potencjalnie nieprzewidywalna; pojedynczy ludzie, gotowi zachowywać się w sposób zupełnie nieprzewidziany.  Ich wolność była zagrożeniem, ale co gorsza, ci ludzie mieli niespożyte środki materialne i nic nie było dla nich niemożliwe.  Czekiści mogli bez trudności czuwać nad Jelcynem i Rodziną, nad pseudo-demokratyczną przepychanką w Dumie, nad miriadą partii politycznych, w większości stworzonych przez nich samych; mogli manipulować mediami i posługiwać się bandytami, ale nie potrafili wziąć w karby kilku nieobliczalnych miliarderów, pozostając jednocześnie w cieniu.  Rozwiązaniem tej łamigłówki okazał się Putin.

Tymczasem, utracili kontrolę czy nie, w miarę prędko ją odzyskali.  W pierwszym rzędzie, wykorzystali oligarchów dla swoich celów.  Istnieją dwie interpretacje dalszych wydarzeń.  Wedle jednej, Jelcyn zgodził się na sprzedaż wielkich firm pod warunkiem, że oligarchowie poprą go w nadchodzących wyborach.  Druga hipoteza utrzymuje, że poparli Jelcyna dla własnych interesów, bo bali się powrotu komunistów do władzy.  Zjuganow miał otwarcie powiedzieć Chodorkowskiemu, że kiedy przejmie władzę, to odbierze mu Jukos i wsadzi go do więzienia.  Niezależnie od tego, czy poparcie Jelcyna było warunkiem układu, czy jedynym praktycznym wynikiem umowy, patrzący na to z boku kagiebiści, musieli dostrzec, że sprawa nie jest przegrana.  Mieli z jednej strony, Zjuganowa i jego kompartię, jako straszak, a z drugiej, słabego Jelcyna i kontynuację chaosu, który na dłuższą metę był im na rękę.

Przed wyborami prezydenckimi odbyły się wybory na burmistrza Petersburga, które Sobczak przegrał marginalnie.  Kusi mnie, żeby przypisać jego porażkę kgb, ale nie ma na to żadnych dowodów.  W owych czasach krążyły plotki, że to Jelcyn zorganizował przegraną Sobczaka, bo widział w nim konkurenta.  (Narusowa, wdowa po Sobczaku, do dziś obwinia Jelcyna.)  Putin był szefem kampanii wyborczej Sobczaka, więc podał się do dymisji, po czym został wezwany do Moskwy, gdzie zaoferowano mu prestiżową pozycję zastępcy szefa administracji na Kremlu.  O dziwo – to jedna z tych zdumiewających wolt, które sprawiają wrażenie, że to wszystko jest autentyczna gra sił, a nie pic na wodę – jego nominacja została zablokowana przez Czubajsa.  Przyjaciele z kgb zdołali jednak umieścić go na posadzie szefa departamentu zagranicznych nieruchomości.  Jest to tradycyjnie ważny departament, który nadzoruje nie tylko piękne pałace sowieckich misji dyplomatycznych na całym świecie, ale także instalacje militarne, a nawet tajne mienie sowieckie.  Był to początek zawrotnej kariery: w ciągu dwóch lat był już szefem fsb, choć pozostawał w randze podpułkownika.

Tymczasem jednak nadchodziły wybory prezydenckie, którym Belton nie poświęca wiele miejsca.  Zwróćmy się więc do innych przewodników, np. do interesującej pozycji Petera Pomerantseva.  Jego książka o „Rosji” Putina była ujmująca, bo autor opisywał, z jaką naiwnością podszedł do fenomenu i jak odkrywał go na własny rachunek.  Rozbrajająca naiwność była jej siłą.  W swojej nowej książce, o obiecującym tytule, To nie jest propaganda. Przygody w wojnie przeciw rzeczywistości, [1] autor jest już tylko naiwny i cały czar prysł.  A może naiwność była tylko grą czarusia?  Teraz okazuje się nagle, że ludzie demonstrujący na ulicach, od Moskwy do Manilli i Kapsztadu, wywalczyli „zwycięstwo demokracji nad opresją”.  Jeżeli Pomerantsev miał takie złudzenia w latach 90., to być może usprawiedliwiał go młody wiek (w roku 2000 miał 23 lata), ale pisać takie rzeczy teraz?  Czy nie należało jednak zrewidować młodzieńczych przekonań w świetle rzeczywistości?  Wrócę jeszcze kilkakrotnie do jego książki w toku tych rozważań, na razie zatrzymam się przy jednym z jego rozmówców, Glebie Pawłowskim.

Pawłowski, to klasyczny sowiecki dysydent.  Aresztowany w latach 70., przesiedział parę lat w więzieniu i na zesłaniu w Komi w latach 80.  Pisał stamtąd listy do kgb, zachęcając ich do współpracy z dysydentami w celu uratowania sowdepii przed upadkiem.  Ciekawe, co mu odpowiedzieli?  Że dysydenci robią dla nich najlepszą możliwą robotę?  Zapewne nie, bo marionetkom nie objawia się scenariusza przedstawienia.  Pawłowski jest jednak przenikliwym człowiekiem, więc jego analiza „upadku komunizmu” jest godna uwagi.  Nazywa dawne sowiety „ideokracją”, czyli (chyba) „władzą idei”.  Do pewnego stopnia, można się z tym zgodzić, bo ideologia była narzędziem utrzymania ludności pod kontrolą, więc była to w jakimś sensie władza jednej idei, z wykluczeniem wszystkich innych.  A zatem, kiedy „wycofano rządzącą ideę”, zapanowała próżnia; wolność od idei oznaczała dla byłych niewolników absolutną swobodę, całkowitą wolność objęcia wszelkich sprzeczności, toteż, argumentuje dalej Pawłowski, w tak anarchistycznym klimacie powstawały sprzeczne tożsamości, np. narodowy bolszewizm, prawosławny komunizm, kagiebowska cerkiew itd.  Pawłowski był doradcą Jelcyna, pomagał formułować taktykę wyborczą.  Jego wkład w teoretyczną debatę nad demokracją sprowadza się do pomysłu stworzenia „chwilowej większości”, dla osiągnięcia jednego celu: zwycięstwa w wyborach.  Tego rodzaju chwilowa jedność, ponad oczywistymi sprzecznościami, musiała z konieczności odżegnywać się od ideologii, ponieważ mogła być osiągnięta tylko poprzez nacisk na jednoczącą emocję.  Takie przeważające uczucia wytworzyć może bajka, toteż Pawłowski postulował tworzenie bajek wyborczych (bez cudzysłowów!).  W 1996 roku, zaproponował stworzenie bajki, że przegrana Jelcyna doprowadzi do wojny domowej.  W chaosie jelcynowskiej „Rosji”, lęk przed bez porównania gorszym chaosem wojny domowej, wygrał pijakowi kolejną kadencję.

Wrócimy jeszcze do Pawłowskiego, ale zatrzymajmy się na chwilę nad jego rewolucyjnym wkładem w historię propagandy.  Bajka jest w tej koncepcji oczywistą nieprawdą, która, sprowadzona do wygodnego sloganu, powtarzana jest w nieskończoność.  To brzmi znajomo.  Czy nie na tym polegała bolszewicka agit-prop?  Bolszewicy występowali z prostym, kłamliwym sloganem, np. że w Rosji były napisy na drzwiach: marynarzom i psom wstęp wzbroniony.  Nie było takich napisów, ale to nie przeszkadza, że nie jeden oficer stracił życie w męczarniach, gdyż krasnyje matrosy wierzyły w bajki.  Nawiasem mówiąc, nie inaczej jest dzisiaj na ulicach miast zachodnich, gdzie rewolucyjna organizacja pt. black lives matter organizuje zamieszki pod hasłem, że mniejszości narodowe są prześladowane w Ameryce i w Wielkiej Brytanii.  Nie są, ale prawda rzadko kiedy staje w drodze opowiadaczom bajek.

Jakkolwiek było, czy to pieniądze oligarchów rzucone w kampanię wyborczą po stronie Jelcyna wygrały mu wybory, czy bajka Pawłowskiego, kapryśny, chwiejny i coraz głębiej pogrążony w alkoholizm, Jelcyn miał być u władzy przez kolejnych cztery lata, więc kagiebiści mieli czas, by wykorzystać nieunikniony chaos dla umocnienia swych pozycji.

Rodzina i Plan A

Faktyczna władza w ostatnich latach prezydentury Jelcyna spoczywała w rękach tzw. Rodziny, tj. córki Tatiany, jej przyszłego męża, Jumaszewa, oraz kilku oligarchów z Bierezowskim i Pugaczowem na czele.  Ten ostatni jest mało znany, a w książce Belton, jego historia służy za klamrę do całości.  Pugaczow zdołał pozostać przez wiele lat w cieniu.  Był bliski Jelcyna, przyjaźnił się z Tatianą i Jumaszewem.  Tylko on i Abramowicz zdołali na dłuższy czas zachować przywileje z czasów Jelcyna pod nowym reżymem.  Pugaczow finansował po cichu renowację Kremla i stawiał sobie za cel odrodzenie Cerkwi.  Posiadał nawet bank w San Fransisco i ożeniony był z hrabianką Tołstojówną, był jednym z najbogatszych ludzi na świecie.  Odnowa Kremla kosztowała 700 milionów dolarów, gdy zbankrutowana „Rosja” potrzebowała pomocy i żebrała o kredyty (nie należy ich winić, że żebrali, cała wina leży po stronie kredytorów).

Budżet państwowy finansowany był przy pomocy krótkoterminowych obligacji, skupowanych przez prywatne banki, które zarabiały krocie na sztucznie utrzymywanym i zawyżonym, oficjalnym kursie rubla.  Taka sytuacja nie da się nigdy utrzymać na dłużej – you can’t buck the market, jak mawiała pani Thatcher – toteż w sierpniu 98, jak na zawołanie, rząd zdewaluował rubel i przestał płacić obligacje.  Banki oligarchów stanęły na granicy bankructwa, ale magnaci mieli już wówczas autentyczne aktywa czyli surowce, które dawały im dostęp do realnej gotówki, zatem prawdziwy ciężar dewaluacji spadł na oszczędności w bankach i na emerytów.  Jelcyn – obojętne, chory czy pijany – schował się w pałacu na Krymie i mianował premierem starego czekistę, Jewgienija Primakowa.  Belton nazywa te wydarzenia kagiebowskim Planem A.  (Dodam nawiasem, że kryzys finansowy w Moskwie odbił się zdumiewająco szerokim echem na Zachodzie, co nie mogło umknąć uwagi kagiebistów.  Belton, w zasadzie, pomija ten aspekt milczeniem, ograniczę się więc do wskazania, że stara amerykańska firma z Wall Street, Bankers Trust, została uratowana przed bankructwem przez Deutsche Bank, który odegra dużą rolę w dalszym ciągu tej opowieści.)

Prokurator generalny, Skuratow (nie Maliuta, a Jurij), rozpoczął tajne dochodzenia w sprawie korupcji w najwyższych sferach rządowych (to wówczas wypłynęły na jaw dokumenty na temat planów „niewidzialnej gospodarki”, wysysania pieniędzy, firm takich jak Fimaco itp.).  Rodzina była głęboko uwikłana w nieznaną firmę z Lugano, Mabetex, poprzez którą wysysała miliardy.  Plan A polegać miał na kompromitacji Rodziny i zastąpieniu Jelcyna Primakowem; centralną rolę miał w nim odegrać, znany nam już, Felipe Turover.  Od lat używał swych znajomości i wpływów, by wspomagać operacje kgb na Zachodzie, do czego potrzebował „małego banku z bardzo złą reputacją”.  Banco del Gottardo z Lugano odpowiadał takim wymaganiom, gdyż należał niegdyś do watykańskiego Banco Ambrosiano.  W Gottardo były konta Mabetex, a wśród nich prywatne konta członków rodziny Jelcyna.  Sumy były niewielkie – miliony dolarów, w porównaniu z miliardami, które przechodziły nielegalnie przez ręce Turovera – ale wystarczały jako kompromat.  W istocie, Turover oskarżał Jelcyna o to, co sam zrobił kilka lat wcześniej dla Putina w Leningradzie: Jelcyn miał swój własny obszczak i Turover zamierzał go wyeksponować.  Tym razem czarna gotówka była na gigantyczną skalę, i cały ogromny aparat Kremla opierał się na tych samych pokątnych transakcjach.  Kiedy Pugaczow mówił o sobie, że to on „finansował” renowację Kremla, to miał tylko na myśli, że przez jego ręce przechodziły te miliardy, z których część została zużyta na odbudowę, to on organizował bizantyjskie piramidy wymian.  Pugaczow finansował w ten sam sposób „patronat” Jelcyna, [2] typowo sowiecką władzę „obdarowywania wybranych”.  Apartamenty, auta, dacze, kolacje, luksusowe wakacje, wszystko było opłacane z obszczaka, gdy w tym samym czasie IMF dawało sowieciarzom miliardowe kredyty.  Kiedy Helmut Kohl ujrzał splendor odrestaurowanej Sali Jekatieryńskiej, to miał zapytać: I ci ludzie chcą od nas pieniędzy?

Plan Turovera opierał się na tajnych dochodzeniach Skuratowa.  Kiedy szwajcarska policja dokonała rewizji w Lugano, wybuchł skandal, ale odtąd rozpoczęła się akcja obronna Rodziny.  Pugaczow zdobył kasetę wideo, na której człowiek podobny do Skuratowa zabawiał się z dwiema prostytutkami, a mimo to Skuratow nie ustąpił.  Dopiero w marcu 99, świeżo upieczony szef fsb, Władymir Putin, przedstawił nagranie milionom telewidzów.  I tak wielu po raz pierwszy usłyszało to nazwisko.

W restauracji Skazka

Pewnego wieczora, w sierpniu 1998 (wg Belton; inne źródła mówią, że spotkanie odbyło się w czerwcu 1997), dwóch wysokich oficerów kgb spotkało się na kolację z amerykańskim renegatem, imieniem Edward Lee Howard, oraz z autorem książek szpiegowskich, Robertem Eringerem.  Kagiebistami byli: Igor Prelin, były wykładowca ze szkoły Czerwonego Sztandaru i Władymir Kriuczkow.  Według relacji Eringera, Prelin miał powiedzieć, że już wkrótce ktoś nieznany wypłynie na wierzch.

My go znamy.  Nigdy o nim nie słyszeliście.  Nie powiemy wam, kto to jest, ale jest jednym z nas, i kiedy zostanie prezydentem – jesteśmy u władzy.

W wiele lat później, Prelin napisał list otwarty do prezydenta, w którym sumitował się, że jego przewidywania wzięte zostały za knucie planów.  Belton nie zdołała ustalić, co się stało z Prelinem.

Czy można ufać tej relacji?  Nie można.  Eringer zdaje się człowiekiem z gatunku tych, którzy kultywują swój własny mit i otaczają się nimbem tajemniczości, a o Prelinie niewiele wiadomo. [3] Co nie znaczy jednak wcale, że kagiebowska wierchuszka nie szykowała się do objęcia większej roli w nowej Rosji, a kolacja najwyraźniej naprawdę miała miejsce.

Restauracja nazywała się – Bajka.

_________

  1. Peter Pomerantsev, This is not Propaganda. Adventures in the War against Reality, Londyn 2019
  2. Angielskie słowo patronage, to coś więcej niż polski patronat (w sensie opieki nad sztuką, na przykład), to mieszanka wpływów i protekcji, nadawania i odbierania przywilejów, rozdawania dóbr, ogromnych latyfundiów, bądź choćby części dochodu z majątków oddanych komuś innemu; jest to charakterystyczna cecha systemów feudalnych.
  3. Belton podaje niewiele szczegółów kolacji. Bardziej sensacyjna wersja spotkania opisana została tu: https://www.mirror.co.uk/news/politics/russia-spy-dinner-vladimir-putin-12207016 . Niestety strona autorska Eringera jest nieciekawa, ale podaję adres dla porządku: http://roberteringer.com/books/detail/ruse_undercover_with_fbi_counterintelligence.  List Prelina można znaleźć tu: http://krasvremya.ru/veteran-vneshnej-razvedki-igor-prelin-otkrytoe-pismo-vladimiru-putinu/


Prześlij znajomemu

0 Komentarz(e/y) do “Niektórzy nazywają to „upadkiem komunizmu”. Część III”

  1. Brak Komentarzy

Komentuj





Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej!.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.