III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




III. PORA DŻUMY. Męczy Kazimierza Maciąga bez końca sprawa publikacji „Kontry”… Znajduje to wyraz nawet w użytych… wyrazach. Strona 168 – „…opublikowano Tajemnicę żółtej willi i inne opowiadania” – ocenia zresztą, że to „szczególnie mylący […] tytuł zbioru” ze względu na różnice gatunkowe utworów, które „znajdują się” w nim.. Podobnie – o „Alarmie”: „dostępny jest”, „zachował się” (s. 147). Także: „Fragmentarycznie tylko rozpoznana jest twórczość publicystyczna w językach obcych oraz korespondencja, tylko częściowo opublikowana” (s. 382). Bezosobowość formy wypowiedzi o twórcach Dzieł to scementowana maniera.

Stosując tę konsekwentną retorykę zauważmy przy tej okazji, że „pojawiły się” również nowe wydania powieści – w serii „białej”. Po raz pierwszy porównane z oryginalnym maszynopisem i poprawione. Nic nie wie o ich istnieniu. Nie uwzględnia najnowszych wydań Buntu rojstów (tylko z 2011 roku, s. 75), jak i kanonicznego wyboru Fakty, przyroda i ludzie  (podaje jedynie 1993, s. 503). A ukazały się i w tym bogatym 2019 roku nowe edycje W cieniu krzyża oraz Watykanu w cieniu czerwonej gwiazdy. To oczywiście niewinne zaniechania wobec większej winy, gdyż trzeba nazwać rzecz po imieniu – insynuacje zawarte w pracy oraz wypowiadane przy okazji jej promowania w mediach zawierają znamiona „libel” wobec Niny Karsov. Powstaje odczucie, jakby K. Maciąg tak przejął się filmem Errata do biografii. Józef Mackiewicz z 2007 roku, że powtarza „zarzuty” toczka w toczkę za występującym tam Grzegorzem Eberhardtem. Czy mają one zasłonić poglądy wyrażane w książkach, które wciąż pojawiają się w obiegu? Skierować uwagę opinii na jałowe szlaki? Nie jedyne to uleganie hipnozie starego kotleta. Próba odgrzania go rozogniła zamkniętą już zdawałoby się dyskusję, która znów się przetoczyła – tym razem przez portale społecznościowe.

W jej ferworze Tomasz Zapert (m.in. dziennikarz Polskiego Radia 24), dobrze zorientowany w tematyce emigracyjnej (prowadziliśmy owocne rozmowy o Zygmuncie Nowakowskim, widziałem go „w akcji” przy prezentacji zbiorów Ignacego Matuszewskiego, z którymi wystąpił S. Cenckiewicz) niespodziewanie stwierdził, że nie ma zamiaru kupować druków „Kontry”… Więc kontrowałem: „Nie godzi się jednak, po prostu nie godzi, o Ninie Karsov pisać publicznie pogardliwie «ta pani»… Ani gołosłownie stwierdzać, że «utrudnia czytelnikom kontakt z twórczością Mistrza»…”. Były to publiczne, facebookowe dyskusje, więc nie mam wątpliwości, że można cytować te zdania. Inny, zdecydowanie bardziej rozumny od Zaperta ich uczestnik, poddał w rozpędzie w wątpliwość konieczność poznania najnowszych publikacji – przed wiarogodnym wypowiadaniem się o twórczości pisarza.

Wacław Holewiński (sam człowiek pióra i kiedyś wydawca podziemny): „A to, że ktoś pisze głównie o starociach, a nie o «nowych» książkach? Wie Pan, znam większość książek JM i to te starocie jednak stanowią o wielkości Mackiewicza”. Odpowiadałem: „Ale aby móc stwierdzić miarodajnie, czy jedynie «starocie stanowią o wielkości JM» dobrze by było jednak poznać i «nowalijki», prawda? A tak żyjemy w rzeczywistości, że gdy zjawiają się regularnie nowości wielkiego klasyka to… jego miłośnicy i znawcy jakby nie czuli potrzeby ich lektury, odkrywania, omówienia, poznania, propagowania, dyskusji o nich, zarażania innych tą nagłą niezwykłością. Uważam, że to nieco osobliwe […] … Tym bardziej, że – na przykład – lektura tomów korespondencji bardzo dużo i… głębiej mówi nam o poglądach JM i BT. Dla mnie – to rewelacja. Tym smakowitsza, gdy zna się od dawna «starocie»!…”. Dyskusje te zbiegły się w czasie z kontrowersjami wokół uchwalenia przez sejm roku 2022 – Rokiem Józefa Mackiewicza.

Wojciech Mucha (też literat i dziennikarz, obecnie redaktor naczelny „Dziennika Polskiego” w Krakowie) argumentował: „Rok poświęcony wybitnemu, choć pomimo wielu starań wciąż szerzej nieznanemu pisarzowi to szansa na to, by jego twórczość wreszcie «trafiła pod strzechy»…”. I z nutą demagogii próbuje negować wątpliwości: „To nie jest hermetyczna impreza dla ekspertów, którzy …  niuansują nad kolorem guzików pułkownika Miasojedowa, tylko ROK, który ma być popularyzacją twórczości. Co się z tym wiąże? Ano także to, że być może JM przestanie być prywatną tajemnicą i kodem po którym się poznaje ludzi w towarzystwie. Ale nie sądzę”. Ripostuję dalej: „Oczywiście, że nie jest to «hermetyczna wiedza dla ekspertów», której miałbym bronić. Wskazywałem tylko na dysproporcję pomiędzy realną pracą nad popularyzacją twórczość JM a uchwałą… Która zresztą […] zawiera błędy. Np.: «… zbiory esejów i publicystyki: Zwycięstwo prowokacji, Ściągaczki z szuflady Pana Boga, Nie trzeba głośno mówić, W cieniu krzyża, Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy, Droga Pani…, Fakty, przyroda i ludzie». Ściągaczki… to zbiór nowel, a Nie trzeba głośno mówić to – jak wszyscy wiemy – powieść… To wiedza powszechna, a nie «hermetyczna ekspertów»!”.

Okazało się, że nie był to jedyny błąd w urzędowym dokumencie. Przekonywałem: „Nie jest tak bardzo ważne, że pominięto słowo «dwudziestą». I że zamiast «setną» miało być – «stu…». Istotne jest skupienie uwagi na zagadnieniu – jakiego JM chcemy pokazać? Czy wzorem Nagrody „Kultury» – jako wielkiego prozaika, ale – niestety! – niepoczytalnego politycznego publicystę? Takiego Philipa Dicka w skali naszej literatury? […] Wielka też szkoda, że nie skorzystano w uchwale sejmowej z okazji, by podziękować Pani Ninie Karsov za wieloletni wysiłek nie tylko pielęgnowania pamięci, ale właśnie za rytmiczne «dostarczanie» nieznanej twórczości Mackiewicza. Bo jak bez książek «Kontry» Rok ten miałby być obchodzony – naprawdę nie potrafię sobie wyobrazić”. Ale okazuje się, że jest.

 

IV. PORA PRAWDY. – „Mimo «programowego» odrzucania kontaktów z literatami peerelowskimi Mackiewicz dobrze znał ich twórczość i en block [tak w oryg. – P.Ch.] miał o niej zdanie krytyczne, głównie ze względu na domniemane omijanie przez nią tego, co cenił najbardziej – Prawdy” (s. 367). Domniemane?! Podobnie jak w przypadku Pawła Jasienicy i jego ataku z 1955 roku, Kazimierz Maciąg gimnastykuje się, by częściowo choć wybronić kolejnego kapłana zbiorowej pamięci III RP – Stefana Kisielewskiego. Wmawia swemu bohaterowi, że ten dostrzegł wreszcie „ewolucję Kisiela” i przedstawia swoje odkrycie jako przykład „zniuansowania zachowań” niepokornego twórcy: „Mackiewicz pisał jednak: «Trafnie powiedział kiedyś Stefan Kisielewski, że nie można czegoś obalać i poprawiać»” (s. 370–371). W tym przypadku nie „pisał”, a mówił, gdyż cytat pochodzi z rozmowy przeprowadzonej przez Bronisława Mamonia w 1981 roku.

Nawias – prof. Maciąg tylko w bibliografii zauważa, że to wywiad, a nie artykuł autorski, nie podaje nigdy nazwiska rozmówcy, ani dość świeżego przedruku[1]. Gdyby znał też korespondencję, mógłby wyłowić, że podobną figurę stylistyczną zastosował Mackiewicz nawiązując w 1976 roku do listów „34” i „59”, które „są wyrazem tzw. «wewnętrznej opozycji» w kraju komunistycznym, dążącej nie do «obalenia» lecz do «poprawiania» panującego systemu. Byłem zawsze przeciwnikiem tego rodzaju stanowiska, a zwłaszcza popierania go z emigracji. Słusznie napisał kiedyś Stefan Kisielewski: «nie można jednocześnie czegoś poprawiać i obalać!» Ja jestem za «obalaniem», a nie za «poprawianiem»”[2]. Może też gdzieś ogłosił drukiem to zdanie (niech mnie ktoś uzupełni w tym przypadku, proszę).

„Słusznie”, czy „trafnie” – znów poprosiłbym o ewentualną poprawkę, ale chyba Kisiel rzucił ten passus, by po prostu nie wymagać od niego pionu kontrrewolucjonisty? W żadnym razie nie jest to z pewnością przykład „zniuansowania” podejścia twórcy Zwycięstwa prowokacji. Kisielewskiego nazywał jeszcze w 1980 roku „katolickim wodzirejem w Krakowie” i stawiał obok Sacharowa  – „wszyscy głoszą jedno: «ani nożem, ani mieczem, ani karabinem!». Tylko przemiany i wyłącznie drogą pokojową!”[3]. Wcześniej już napotkamy niejeden portrecik: „spiker tzw. kół katolickich”[4], „osiwiały w faryzeuszostwie”[5], „znany «finlandczyk» z repertuaru krakowskiego «Tygodnika Powszechnego», a ceniony również na emigracji … wojażujący gęsto i produkujący się też na Zachodzie, zachwala receptę «Finlandyzacji Polski» w zasięgu bloku sowieckiego. Czy to jest, czy nie jest stanowisko «niepodległościowe»? Dla mnie – nie”[6].

Skąd pomysł na usilne pogodzenie najbardziej niezłomnego emigranta z kolaborantem, który go obraził? Michał Bąkowski uchwycił w 2015 roku na tych łamach, komentując paszkwil pt. Pisarz dla dorosłych…: „W zdumiewającym rozdziale na temat Stefana Kisielewskiego, Eberhardt usiłował pogodzić ze sobą swoich dwóch idoli: Józefa Mackiewicza i Kisiela. Kisiel, jego zdaniem, nie był wrogiem Mackiewicza, ale jego ideowym przeciwnikiem, partnerem w dyskusji. W moim przekonaniu, takie ujęcie jest możliwe wyłącznie z prlowskiej perspektywy. Kisiel był bohaterem dla Eberhardta, bo skutecznie racjonalizował prlowską fikcję, umożliwiał codzienny kompromis, przydawał pozorów ideowego podłoża i intelektualnego połysku najniższej kolaboracji. Eberhardt irenistą nie był, ale z jakiegoś powodu potrzeba mu było zbliżyć swych bohaterów, więc zauważył nawet «niespotykane u J.M.» złagodzenie jego opinii o Kisielu. Nic takiego nigdy nie zaszło. Mackiewicz uważał Kisiela za poputczika i nic więcej. Kiedy przytaczał jego wypowiedzi na potwierdzenie swych tez, to czynił to w ten sam sposób, jak gdy przywoływał moskiewską Prawdę[7]. Pojawienie się Kisielewskiego na stronach Samego jednego… chciałoby się skomentować formułą: „nonsens na użytek banału”[8].

Kazimierz Maciąg szuka dalej, trochę po omacku, a trochę wychodząc na przeciw przodującym modom. Według niego Mackiewicza „można uznać za klasyka, w swoim programie bliskiego Przesłaniu Pana Cogito Zbigniewa Herberta” (s. 250). A może powinniśmy zmienić kolejność – ze względu na porządek i starszeństwo? To Herbert raczej może bliski Mackiewiczowi, nie odwrotnie? Wszak Przesłanie… ogłosił w 1974 roku, gdy pisarz już powoli, powoli milknął? Kiedy indziej – dla odmiany – po prostu bagatelizuje się ważne fragmenty politycznych postaw. Nie wiemy, komu „szczególnie niesprawiedliwe wydawały się zarzuty wobec prymasa Stefana Wyszyńskiego” (s. 294) – współczesnym recenzentom, czy może badaczowi? Jakkolwiek przywołane jeszcze (s. 352) – ich treści nie poznamy. Zmierzy się jednak z tytułami o polityce Watykanu: „W recepcji tych dwóch dzieł zauważalna jest znamienna ewolucja: o ile w pierwszych recenzjach i omówieniach, tych z lat siedemdziesiątych, wyraźnie akcentowano uwagi krytyczne, o tyle w pracach nowszych pojawia się coraz większe zrozumienie dla intencji autora” (s. 291–292). Pozostaje nadzieja, że ewolucja percepcji dotyczyć będzie także innych poglądów. Również tych, po których Profesor się prześlizgnął, lub które zostały  pominięte.

Analiza Zwycięstwa prowokacji (s. 305) zajmuje mu mniej miejsca niż interpretacja drugorzędnej recenzji książki Beniamina Józefa Jennego (rozpoczynające się na s. 332 obszerne zreferowanie Materia prima, jednego z – moim zdaniem – mniej przejrzystych tekstów wynika chyba tylko z chęci pochopnego „utarcia nosa” redaktorom Dzieł). Wydaje się, że w tym fragmencie analizy dorobku najmniej uwagi skierowane jest w stronę zagadnień, które mnie interesują najbardziej. Skupiając się obszernie na polemice z Witoldem Gombrowiczem zyskałby twórca Samego jednego… kilka cennych elementów, gdyby wyzyskał korespondencję ponad ów jedyny, wspominany już, list do Chmielowca (s. 328). Tym samym ubarwiłby w tym punkcie nad wyraz rozbudowaną relację, co nie pozostaje bez znaczenia, gdy dotykamy problemu monotonii stylu.

Sensacyjnych wątków unika jak ognia, nazwiska Sołżenicyn w skorowidzu nie ma. A przecież alarmował Mackiewicz np. Janusza Kowalewskiego: „Prowokatorzy są tu nie poszczególni ludzie, ale cała akcja sama w sobie”. O Sołżenicynie: „…– jestem już zupełnie przekonany, że to jest prowokator! Gdybym mógł, jak kiedyś Zola, napisać: «Oskarżam!»! Ale nikt tego nie wydrukuje. Takoż cała opozycja polska z jej wydawaniem nawet Jana Nowaka w Warszawie… Prowokacja nie Bezpieki, nie żadnego KGB – bo to tylko policja, która wykonuje zadania z góry – lecz wielka prowokacja centrali komunistycznej. Siedzę na linii porównawczej: polskiej i rosyjskiej. Polacy nie czytają prasy emigracyjnej rosyjskiej, bo… «to bez znaczenia»! A tymczasem dopiero zestawienie daje szczegółowy obraz”[9]. Czy któryś ze znawców czasopiśmiennictwa emigracyjnego zbuduje podobny obrachunek z perspektywy czterech dekad? Kto i kiedy zmierzy się – jako historyk myśli politycznej, a nie polemiczny czy aprobatywny dziennikarz-komentator z tymi wątkami?

***

Rozpoczęliśmy od artykułu z „Arcanów”. Także dygresją związaną z innym zamieszczonym na ich łamach tekstem – zakończymy. W artykule pt. Na tropie sowieckich operacji wpływu. Józef Mackiewicz w kręgu rosyjskiej emigracji, który ukazał się mniej więcej wtedy, gdy omawiana książka, Łukasz Dryblak – kolega z Instytutu Historii PAN – przedstawia wątek pominięty przez prof. Maciąga[10]. Niestety i w tym szkicu znajdziemy kilka charakterystycznych braków. Pracę Trust nr 2 (1976) nazwie autor „nieopublikowaną” (s. 65), a wiemy o edycji broszury (Monachium 1976), jak i o współczesnym przedruku[11]. Znajdziemy też stwierdzenie, że poruszany „fragment twórczości Mackiewicza konsekwentnie w III Rzeczypospolitej pomijano” (s. 66)… Trochę to dziwi, gdyż podanie przez „Kontrę” w ciągu dwóch minionych dekad dość dużej liczby nieznanych szerzej artykułów, ale i wypowiedzi epistolarnych na podnoszony temat – trudno nazwać „konsekwentnym pominięciem”. Może Ł. Dryblak miał na myśli konkretny nurt badań? Aliści „Kontra” to nie III RP.

Skoro znów przypominamy o znaczeniu korespondencji… W jednym przypisie widzimy odniesienie do poczty z Michałem i Ireną Chmielowcami, w drugim – do Listów do redaktorów „Wiadomości”, ale w obu przypadkach nie znajdziemy danych bibliograficznych cytowanych pozycji (s. 67, 84). Podobnie rzecz się będzie miała z opisem przytoczenia za Szablą i pałką… oraz za Nudis verbis…, (s. 83, 85). Najprawdopodobniej powinniśmy powiązać te braki z niestaranną redakcją tekstu, który zawiera dodatkowo szereg powtórzeń wykorzystanych cytacji. Znów – w następnej kolejności przeglądu – sprawy nie techniczne.

Opinie głoszące, że „Lewa wolna została wyjątkowo negatywnie przyjęta przez polską emigrację” (przecież nie przez całą! – s. 72), czy też,  że również w Kontrze, Zwycięstwie prowokacji oraz W cieniu krzyża „prezentował często zgodny z rosyjskimi oczekiwaniami punt widzenia” (co to są „rosyjskie oczekiwania”? – s. 66) znamionują nie tylko szorstkość narracji, ale i zawierają prefigurację pewnego stylu myślenia. Niejako na pociechę przeczytamy: „Chociaż archiwalia, które pozwoliłyby zweryfikować tezy Mackiewicza długo jeszcze będą niedostępne, to jednak biorąc pod uwagę specyfikę i metodę działania służb sowieckich można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że Aleksander Sołżenicyn znalazł się na Zachodzie za przyzwoleniem KGB” (s. 86). Wreszcie!

Podobna uwaga winna dotyczyć także stopnia trafności dezaprobaty dla polityki Kościoła wobec komunistów, której wariant dopuszcza – zda się – prof. Maciąg. Ale tutaj: „Krytyka Wojtyły i Wyszyńskiego nie wynikała z przeprowadzonej przez Mackiewicza analizy, lecz była naturalną konsekwencją jego wizji historii i świata. Błędy, jakie popełnił na tym polu osłabiały wymowę jego argumentów w kwestiach, które warto rozważyć, jak chociażby sprawa infiltracji «Solidarności», czy roli Lecha Wałęsy” (s. 84). A jeśli to „wizja historii i świata” wyrosła z dogłębnej analizy i krytyki? Dlaczego też różne, ważne dla dziejów postaci i zjawiska podlegać miałyby odmiennej uwadze przy ocenie? I to z zachwianiem jedynego możliwego uzasadnienia, że nie osądzamy osób żyjących?

„Nie dostrzegał, że misja Kościoła ma głównie wymiar eschatologiczny”. Wszystko w porządku, ale nawet, gdyby rzeczywiście nie dostrzegał, to sprzeciw dotyczył nie dogmatów, a doczesnej polityki. I dalej: „Chociaż zwrócił on uwagę na bardzo ważny wątek infiltracji Kościoła przez komunistów, to jednak w swych interpretacjach często szedł zbyt daleko” (s. 86). Kto wyznacza dostępną granicę marszu w tej wyprawie? Niemniej: „Mimo wielu nietrafionych ocen, zwłaszcza tych dotyczących działalności Stefana Wyszyńskiego i papieża Jana Pawła II, dociekania Mackiewicza dotyczące wpływu komunistów na dyplomację Stolicy Apostolskiej oraz infiltrację środowisk duchownych i sowieckich przez sowieckie służby są warte refleksji”. (s. 84) Raz jeszcze: wreszcie!

Dodajmy, że prowokacja w stylu „Trustu”, to przecież między innymi: „…kolosalny eksperyment «molekularnego zbliżenia dwóch organizmów» dla zatarcia granicy Wolnego Świata, który pysznił się dotychczas monopolem wolnego słowa…”[12]. Cieszy, że temat ten wchodzi w obieg refleksji naukowej nad dziejami polskiej myśli politycznej XX wieku, czego przykładem jest fragment pracy – reprezentującego młodszą formację historyków – Łukasza Dryblaka. Staram się dostrzec pozytywy w działaniach pozbawionych rutyny i ograniczeń pokoleniowych (w przeważającej mierze tych cechujących dzisiejszą generację 60+), przejawiające się na przykład w umiejętności rzeczowego spojrzenia na „Kulturę” i Jerzego Giedroycia. Otwarte oraz kompetentne podejście do poglądów Józefa Mackiewicza również stanowi miernik koniecznej dla uchwycenia właściwych proporcji postawy intelektualnej.

Ogromnie rozrósł się trzeci głos dopełniający dwie poprzednie recenzje… A nie powiedzieliśmy wszystkiego – nie kompletując listy błędów różnej maści. W drobnym wycinku  adnotacji – powtórzenia dotyczące „Dodatku Tygodniowego Ostatnich Wiadomości”, lub pochodzenia pierwodruku listu informującego o wystąpieniu z PEN-Clubu. W sferze dziejów idei – sposób ujęcia zjawiska „polrealizmu”, czy wątpliwości związane z przedstawieniem spotkań z przedstawicielami „Przełomu” w 1944 roku – w obszarze historii zdarzeń. Dlaczego do aneksu przyjął recenzję Henryka Grynberga, którą Barbara Toporska nieco dezawuuje: „…Józefowi udało się uniknąć zasadzek «powieści z tezą», każda jest skontrowana i Grynberg (czy jak tam) nie zauważył, że polemizując z autorem przytacza prawie dosłownie argumenty włożone w usta i w sytuację którejś z postaci powieściowych”[13]. Są to tylko przykłady. Nie będę już ich rozwijał. Naprawdę dość.

Finiszujmy. „To co ja napisałem nie jest, przede wszystkim, żadnym «atakiem»!”[14]. Bo przecież: „To jest właśnie u nas: jak się przedstawi fakty, które innym się nie podobają, to wszyscy zaraz nazywają: «atak»!… Żeby to były fakty najbardziej historyczne i «faktologicznie» wierne”[15]. Janusz Gruchała zaręcza: „…książki wydawane w serii Literatura i Pamięć … recenzowane są przez specjalistów. Nie będzie zdradzeniem tajemnicy redaktorskiej stwierdzenie, że skutkiem takich ocen bywało gruntowne przepracowanie tekstu przez autora, a w kilku przypadkach zrezygnowaliśmy z publikowania książki” (s. 165). Tajemnicą już chyba jednak pozostanie, dlaczego ten los nie spotkał Samego jednego… Skąd potrzeba wykreowania sztucznego autorytetu na tej niwie?

*

PS. Zdecydowałem po namyśle, że skorzystam z okazji, by rozwiać wszelkie potencjalne wątpliwości, których echa zaczęły mnie dochodzić. W e-mailu z 5 lutego 2022 roku wysłanym do prof. Krzysztofa Dybciaka wycofałem się z przygotowania dla serii Literatura i Pamięć książki o literackim Polskim Londynie. Ustalenia w tej dziedzinie zapadły, a zgoda – na dodatkowe, wiążące się z honorarium, zajęcie – została wyrażona przez ówczesnego Prezesa IPN w ubiegłym roku (jestem zatrudniony w Instytucie). Uznałem, że poddając surowej krytyce naczelne – z mego punktu widzenia – wydawnictwo LiP nie będzie właściwe kontynuowanie współpracy. Wśród planów na najbliższe dwa lata zapowiedziany jest tom o „literaturze i kulturze polskiej emigracji powojennej”[16] – autorstwa głównego edytora serii Krzysztofa Dybciaka.

__________________________________________________________

Kazimierz Maciąg, Sam jeden. Józef Mackiewicz – pisarz i publicysta, SeriaLiteratura i pamięć”, Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji, Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2021, 536 s.

[1] J. Mackiewicz, Moje credo pisarskie? Prawda Rozmowa z Bronisławem Mamoniem, w: Wielkie tabu i drobne fałszerstwa, op. cit., s. 551–555.

[2] J. Mackiewicz, B. Toporska, Listy do Redaktorów „Wiadomości”, op. cit., [list do S. Kossowskiej z 23 stycznia 1976], s. 589.

[3] Wielkie tabu i drobne fałszerstwa, op. cit., s. 528.

[4] Droga Pani…, Londyn 2012, s. 335.

[5] Szabla i pałka gumowa, artykuły 1960–1967, wybór M. Bakowski, przypisy N. Karsov, Dzieła t. 23, Londyn 2015, s. 154.

[6] J. Mackiewicz, Na przekór przymusowemu „Chceniu”, w: idem, Wielkie tabu i drobne fałszerstwa, op. cit., s. 533.

[7] M. Bąkowski, „Śledziki w absolutnie literackim zapędzie” czyli dalszy ciąg przygód Grzegorza Eberhardta z Józefem Mackiewiczem, 12 czerwca 2015: http://wydawnictwopodziemne.com/2015/06/12/sledziki-w-absolutnie-literackim-zapedzie-czyli-dalszy-ciag-przygod-grzegorza-eberhardta-z-jozefem-mackiewiczem/

[8] J. Mackiewicz, Michał K. Pawlikowski, w: J. Mackiewicz, B. Toporska, Michał K. Pawlikowski. Listy, przypisy N. Karsov, Dzieła t. 34, Londyn 2022, s. 379.

[9] J. Mackiewicz, B. Toporska, Janusz Kowalewski. Listy, J. Mackiewicz, Dzieła, t. 29, Londyn 2020, [list z 17 kwietnia 1980, s. 470].

[10] „Arcana” nr 161, s. 64–87.

[11] J. Mackiewicz, „Trust” Nr 2. Nowy plan zniszczenia antykomunizmu, w: Optymizm nie zastąpi nam Polski, Dzieła t. 18, Londyn 2005, s. 71–143.

[12] Idem, Wielkie tabu i drobne fałszerstwa, op. cit., s. 416.

[13] J. Mackiewicz, B. Toporska, Michał K. Pawlikowski. Listy…, op. cit., [list z 7 lutego 1970], s. 327.

[14] Eaedem, Listy do Redaktorów „Wiadomości”, op. cit., s. 589.

[15] Eaedem, Michał Chmielowiec, Irena Chmielowcowa. Listy, Dzieła t. 28, Londyn 2020, [JM  do I. Chmielowcowej, list z 2 listopada 1975], s. 400.

[16] K. Dybciak, J. Gruchała, Literatura, historia, pamięć, op. cit., s. 172.



Prześlij znajomemu

0 Komentarz(e/y) do “Pora biedy, ulgi, prawdy i dżumy
O najnowszej biografii Józefa Mackiewicza po raz ostatni. Część II”

  1. Brak Komentarzy

Komentuj





Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej!.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.