III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Jacek Szczyrba: Podczas niedawnego spotkania miałem wielki zaszczyt gościć w domu osoby bezpośrednio związane z witryną Wydawnictwa Podziemnego. Dzięki zdobyczom techniki udział w posiedzeniu wzięli również goście nieobecni ciałem, co nadało wydarzeniu posmak bez mała konspiracyjny i przypomniało mi zamierzchłe czasy, gdy ze srebrnego Radmora wydobywały się słowa: „tu mówi Londyn”. Nie to, żeby tym razem też Radmor był w to zamieszany, postęp technologiczny wyeliminował go z gry. Takie miałem po prostu skojarzenia.

Jednym z powodów spotkania była potrzeba przedyskutowania sytuacji na Ukrainie. Wydarzenia z tamtego obszaru są tak zaskakujące, że mogą poddawać w wątpliwość dotychczasowe przekonania i oceny istoty tworów politycznych, które obserwujemy od z górą trzydziestu lat. Co właściwie dzieje się dziś na terenach dawnej ukraińskiej SRS? Czy jest to rozgrywka pomiędzy walczącymi stronnictwami w sowieckich służbach specjalnych, wojna Kremla z lokalnymi oligarchami, czy powstrzymywanie rebelii zbuntowanego narodu? A może, jak twierdzą niektórzy chodzi o kontynuację ekspansji wpływów sowieckiego państwa i wypychanie Ameryki z Europy? Czy jest to operacja koordynowana i uzgadniana z Pekinem? A jeśli tak, to jakie cele przyświecają chińskim komunistom? Nie dysponując twardą wiedzą wywiadowczą, zdani jesteśmy na tak zwany biały wywiad, czyli analizę powszechnie dostępnych informacji. Pan Gniewoj sformułował cztery hipotezy, które staraliśmy się przeanalizować w miarę skromnych możliwości.

Gniewoj: Będąc dzieciakiem, nie mogłem nacieszyć się skompletowanym w wielkim trudzie zestawem hi-fi. Nie był to jak u Pana Radmor, a kompilacja produktów Unitry Diora, Tonsil i Zakładów Radiowych im. Marcina Kasprzaka. Ależ byłem dumny z całego tego zestawu. Słuchałem wtedy nie audycji nadawanych z Londynu a krajowej trójki i szlagierów typu: „Chcemy być sobą”. A dziś?! Dziś, wystarczy zarejestrować się w sieci żeby słuchać i być słyszanym, żeby widzieć i być widzianym. Nie zawsze to wszystko idzie w parze z rozumieniem, ale i dziwna wojna, o której dziś rozmawiamy nie jest prosta do zrozumienia.

Pozwolę sobie przedstawić cztery hipotezy, co do sensu tej dziwnej, ukrainnej wojny. Przede wszystkim dziwnej, bo jej cel jest trudny do uchwycenia. Po drugie dziwnej, ponieważ sprawia wrażenie, jakby przekaz wydarzeń był mocno reglamentowany i pilnie kontrolowany. Po trzecie, mam wrażenie, że wojna nie polega na starciu dwóch armii, powiedzmy armii czerwonej i niebiesko-żółtej, a na niszczeniu przez czerwonych celów cywilnych, terroryzowaniu ludności i powodowaniu przeogromnej migracji.

Przechodząc do wspomnianych czterech hipotez muszę zaznaczyć, że żadna z nich nie jest mojego autorstwa. Pierwsza, to wielokrotnie podnoszona i dyskutowana na witrynie WP teza, że w latach 1989-91 wypadki wymknęły się sowieciarzom spod kontroli i jednak doszło do upadku komunizmu w sowietach i ich dominium zwanym krajami bloku wschodniego. W takim wypadku: imperialna Rosja Putina próbuje odbudować strefę wpływów a Wolna Ukraina skutecznie się tym planom przeciwstawia.

Druga, to myśl przedstawiona w artykule „Europa est omnis divisa in partes tres” na witrynie Zarobme.se, mówiąca, że cała ta dziwna wojna ma na celu pokrycie, albo lepiej, ukrycie manka jakie powstało u sowieciarzy w efekcie systemowego i systematycznego rozkradania arsenału czerwonej armii.

Trzecia hipoteza, to kompilacja hipotezy Pana Andrzeja o nadchodzącej deputinizacji z gorbaczowską wizją „wspólnego domu” od Atlantyku czy też od Lizbony do Władywostoku. Tu celem byłoby dokonanie zmiany wizerunku kremlowskiej władzy. Czym okrutniejszy obraz modelu schodzącego ze sceny tym bardziej entuzjastyczne przyjęcie modelu przedstawionego nam w kolejnym akcie przedstawienia a wszystko to po to by w kolejnym etapie z otwartymi ramionami włączyć „nową, demokratyczną Rosję” do struktur Unii Europejskiej.

I wreszcie czwarta, Bartosiaka i Zychowicza, o nadchodzącej czy nawet już toczącej się Trzeciej Wojnie Światowej, gdzie głównymi stronami konfliktu są ChRL i USA. Można by wtedy zastanawiać się czy obecna wojna w Europie nie jest próbą wciągnięcia USA w lokalny konflikt. Lokalny w porównaniu z walką o dominację w strefie Pacyfiku.

Andrzej Dajewski: Mija czwarty miesiąc tego co sowieci nazywają ukraińską „operacją specjalną”, lecz w dalszym ciągu jej rzeczywisty cel nie tyle przysłania „mgła wojny”, ile owiany jest mgłą tajemnicy. Niektóre jej elementy wydają mi się jednak dość wyraźnie widoczne:

Po pierwsze, kremlowska ekipa Putina nieprzerwanie ma inicjatywę strategiczną. Jest stroną atakującą nie tylko na scenie militarnej ale też politycznej. Bez jej zgody i spełnienia jej warunków nie dojdzie dziś do zażegnania kryzysu żywnościowego w Afryce, ona dyktuje też wciąż warunki „pokoju”, nie mówiąc o „zawieszeniu broni”. Z własnej woli skrócili front o mniej więcej 1/3 długości (może więcej, ale nie tak wiele), ale wciąż go kontrolują. Wciąż jest dostatecznie długi, aby świat nie odwrócił od niego oczu. Ekipa ukraińska wydaje się koncentrować głównie na naciskaniu Zachodu, aby zaangażował się w podtrzymywanie i wspieranie jej. Zwróćmy uwagę na to, że pomimo ataków, nie jest to kraj „na kolanach”, wciąż np. ma sprawną znaczącą część przemysłu (od z górą 30 lat zasadniczo pod kontrolą „oligarchów”), w tym zakłady zbrojeniowe.

Po drugie, „rosyjskie” operacje militarne ostatnio zyskały na skuteczności, ale w dalszym ciągu są zastanawiająco mizerne. Cała strategia militarna sowietów wydaje się być obecnie w dalszym ciągu nieporadna, nastawiona na niewielkie sukcesy w długotrwałym konflikcie. A straty i koszty rosną. Czy to wynika ze stopnia determinacji i oporu drugiej strony, tak jak to wyglądało w pierwszym miesiącu sowieckiej „operacji specjalnej”? Podobno strona ukraińska dysponuje obecnie 700-tysięczną armią, co uwzględniając potencjał „zbrojeniówki”, powinno stanowić o jej przynajmniej równorzędności. (Ciekawy tekst na ten temat można przeczytać tutaj: Ukraine’s Military Industry Should Not Be Underestimated) W konflikcie z Zachodem, sowieci odwracają „sankcje”, czyniąc je bronią własną, skierowaną w przeciwną stronę. Doskonale wiedzą, jaki koszt ponoszą ci, którzy je wprowadzają – sieć powiązań gospodarczych, którą rozwinęli w ciągu 30 lat jest tak mocna, że praktycznie nie jest możliwe oddzielenie tego co Zachodu od tego co sowietów. W efekcie uprawianej przez ostatnie 30 lat prosowieckiej polityki na wielką skalę, Europa Zachodnia doświadcza dziś wysokiej inflacji i grozi jej recesja.

Po trzecie, działania polityczne Zachodu, w tym dostawy broni dla Kijowa, wciąż są ograniczone i nastawione na zachowywanie twarzy wobec własnej opinii publicznej oraz podtrzymywanie układu z Moskwą, który pozwalał im czerpać zyski w zamian za milczącą kontynuację starych jałtańskich umów. Czy taka postawa może wynikać z faktu, że Zachód od lat wierzy w upadek komunizmu i niepodległość „postsowieckich” i „postkomunistycznych” tworów oraz w „odejście w niebyt” jałtańskich układów, w których oddał sowietom pół Europy? A może robi to, bo nie chce stracić tam miliardów dolarów i euro które zainwestował? Zdaje mi się, że na obydwa pytania odpowiedź brzmi „nie”. Gdy nadarzy się pierwsza okazja do ponownego ułożenia się z sowietami, wtedy, niezależnie od wszystkiego, nastąpi kolejne „kochajmy się”. Czy musi to być związane z „deputinizacją”? Putin i jego ekipa, od rozpoczęcia „operacji specjalnej” wciąż podtrzymują ten sam propagandowy wizerunek na użytek świata i jak się zdaje nie mają zamiaru go zmieniać. Czyli podnoszą poprzeczkę. Wydaje mi się, że zasadniczo chodzi tu o USA, bowiem Europa czy NATO jako siła polityczna i militarna, są dostatecznie zneutralizowane wcześniejszymi działaniami, aby mogły stanowić realną siłę, z którą sowieci muszą się liczyć. Jeśli Wielka Brytania ma dziś 75 tysięczną armię, to ile może mieć razem cała Europa Zachodnia? 300-400 tysięcy to chyba maksimum?

Po czwarte, poza tym wszystkim co powyżej, Zachód od początku nie chce zaangażować się bezpośrednio w walki na Ukrainie, choć w praktyce stał się już stroną i tak jest przedstawiany przez sowietów i ich komunistycznych sojuszników. Czyli nie zamierza ogłaszać „końca Jałty”, jedynie tak jak w latach powojennych, usiłując „grać na demokrację” w komunistycznych (dziś „postkomunistycznych”) tworach. Sowietom zaś chodzi o coś przeciwnego – o modyfikację „Jałty”, co ostatnio dał do zrozumienia Putin, mówiąc o końcu „starego porządku światowego”. Może to dlatego Zachód tak się opiera militarnemu zaangażowaniu się?

Co z tego wyniknie? Wydaje mi się, że sowieci będą konsekwentnie dążyć do celu i chcąc go dopiąć, będą coraz mocniej naciskać. Także to, że możliwa jest niebawem „trzecia faza”, być może z kolejną eskalacją.

Jacek Szczyrba: Wobec bardzo ograniczonych możliwości analizy całości zagadnienia, postanowiłem skupić się na polu, z wielu względów mi najbliższym, czyli działań lotnictwa w obserwowanym konflikcie, co ująłem w osobnym tekście. Większość obserwatorów wciąż nie jest w stanie wyjaśnić zaskakującej słabości i nieskuteczności sowieckich sił powietrznych. Podstawa każdej współczesnej operacji militarnej, czyli zmasowany atak lotniczy na infrastrukturę przeciwnika w pierwszej fazie wojny, w tym przypadku okazał się całkowitym fiaskiem. Jak to wyjaśnić? Pozorowanie własnej słabości ze strony sowietów, wydaje mi się coraz mniej prawdopodobne. Śledząc opinie ekspertów, można wysnuć wnioski, że przyczyny nieskuteczności, czy wręcz nieudolności sowieckich działań w powietrzu są innej natury.

Analitycy z „think tanku” Strategy & Future przyglądający się działaniom militarnym na Ukrainie, przedstawili ostatnio swoje wnioski [https://www.youtube.com/watch?v=W7hJHyowkUk] ze spotkania z przedstawicielami izraelskich sił powietrznych. Między wierszami można z nich wyczytać, że ogólna słabość sowieckiego lotnictwa wynika ze strukturalnych zaniedbań, przestarzałych rozwiązań i taktyki nieprzystosowanej do warunków konfliktu. Co uderza w powyższej prezentacji, to brak pewności w formułowaniu jakichś kategorycznych wniosków. Nikt, łącznie z izraelskimi lotnikami, nie jest w stanie wyjaśnić, dlaczego pierwsze operacje lotnicze przeciwko siłom ukraińskim były tak nieskuteczne. Bardzo ostrożne analizy sugerują, że nieskładne działania sowietów są wynikiem rywalizacji poszczególnych związków taktycznych, czy wręcz rodzajów sił zbrojnych między sobą, o wpływy na Kremlu. Brzmi to absurdalnie, ale spotkałem się już kilka razy z takimi poglądami. To tłumaczyłoby na przykład brak koordynacji działań lotnictwa i naziemnej obrony przeciwlotniczej, co pozwoliło lotnictwu ukraińskiemu na skuteczne przeciwdziałanie.

Zastanawiająca jest też nieobecność sowieckiego lotnictwa strategicznego nad Ukrainą. Masowe niszczenie miast odbywa się głównie przy użyciu artylerii, zwłaszcza rakietowej. Jest to stara sowiecka taktyka z okresu II wojny światowej i jeśli celem sowietów na tym etapie ma być zrujnowanie ukraińskiej infrastruktury i sianie terroru, to wydaje się to nieefektywne z punktu widzenia militarnego. Podobne cele Amerykanie próbowali osiągnąć stosując masowe naloty bombowców strategicznych podczas wojny w Wietnamie. Operacja Rolling Thunder na dłuższą metę okazała się nieskuteczna ze względu na brak strategicznych celów w Wietnamie Północnym, ale przecież na Ukrainie takich celów nie brakuje. A jednak ani Mariupol, ani obszar Donbasu nie stały się obiektami ataków Tu-95 czy Tu-160, tak ochoczo używanych do prowokowania skandynawskich i brytyjskich sił powietrznych. Jedyne doniesienia o atakach lotniczych mówią o maszynach wsparcia pola walki i śmigłowcach szturmowych. A więc sowieci próbują osiągnąć strategiczne cele używając środków taktycznych. Z jednej strony nieskuteczność ich działań napawa optymizmem, z drugiej prowokuje pytania o rzeczywisty obraz sytuacji.

To tylko jedna z wielu zagadek związanych z tą dziwną wojną i kolejny przyczynek do dyskusji.

Dariusz Rohnka: Skoro, jak wszyscy doskonale dostrzegamy, nie da się rozwiązać tajemnicy „dziwnej wojny” przy użyciu ogólnie dostępnych narzędzi w postaci przekazu medialnego, dziwnego zachowania sowieckiej armii, jawnej bezsensowności uprawianej polityki, która powoduje, że Kreml z poziomu kogoś z kim warto robić interesy, przechodzi do kategorii (niechby werbalnej) niepoczytalnego agresora, należy być może sięgnąć do źródeł i zastanowić się nad istotą percepcji bolszewizmu przez świat zewnętrzny (nazywany tradycyjnie Zachodem). Dostrzeżemy wówczas paradoks towarzyszący bolszewizmowi od zarania. Nie licząc wąskiej grupy obserwatorów, jego istnienie, jako nowego fenomenu w dziejach świata, nigdy nie zostało dostrzeżone. Rapallo, uznanie sowietów przez Stany Zjednoczone, braterski alians z czasów ii wojny, „wielka spółka”, amerykańskie wsparcie dla chińskich komunistów (identyczne zjawiska miały miejsce w Europie), rozgrywanie rzekomego sporu chińsko-sowieckiego, aż po pingpongową dyplomację Kissingera, fenomen Gorbaczowa z jego pierestrojką, wszystko to jest dowodem absolutnego niezrozumienia nowego dziejowego zjawiska. A skoro tak, czym jest sowiecka napaść na sowiecką Ukrainę, jeśli nie standardową (z zachodniego punktu widzenia „historii tradycyjnej”) chęcią supremacji nad sąsiednim terytorium? Agresywna wojna z jej niesprawiedliwością, wpisuje się banalnie w dzieje świata. Jest imperium (choćby podupadłe), które przejawia aktywność wojenną: niszczy, gwałci, morduje, łupi – cóż w tym niezwykłego? Możemy rozważać ton retoryki strony zaniepokojonej przejawem niespodziewanych aspiracji (w tym przypadku ze strony Kremla), ale nie dajmy się jej zwieść. Agresja jest wpisana w sens dziejów, dlatego nie wydaje mi się, ażeby ktokolwiek z możnych tego świata mógł być takim rozwojem zdarzeń zdegustowany. Werbalnie, i owszem, bo tego domaga się wielce nieoświecona demokracja, ale w praktyce z pewnością nie. Z ich perspektywy kremlowska Rosja wyciąga łapę po nie całkiem swoje. To może niepokoić, ale nie zdumiewać. Konflikt, z którym borykamy się myślowo od czterech miesięcy, nie jest w percepcji świata niczym ekstraordynaryjnym. To nic innego jak Clausewitzowskie przedłużenie polityki. To, rzecz jasna, nie jest trafne myślenie, ale obowiązujące.

W przełożeniu na język konkretu, bo inaczej możecie mi Panowie słusznie zarzucić, że bajam banały, sowieci nie tyle narazili się na złą ocenę opinii światowej, ale przeciwnie – zrobili bardzo wiele, aby taką naganną cenzurkę wykreować. Pobrali nauki z całkiem świeżej lekcji, mianowicie z Donbasu 2014. Co się wówczas okazało? Mimo hałasu, jęków i zawodzeń zachodniego bolszo-establishmentu, interesy chadzały jak wcześniej (a nawet lepiej, odnotowując przyrost w handlu np. ropą o 15%, rok do roku), tzw. sankcje mogły co najwyżej wywołać salwy śmiechu, sowiecka Ukraina przyjęła zaistniały stan rzeczy za dopust bezbożny i raczej nie miała zapędów, aby odbijać Krym oraz inne tereny, co najgorsze – zachodnia, rozkrzyczana zwykle „opinia publiczna” nie raczyła przejawić zainteresowania agresją w należytym stopniu.  W 2022 natrudzono się wielce, żeby nadać konfliktowi odpowiedni wymiar, co można przekonująco zilustrować (ale nie wiem czy warto i jest ku temu miejsce). Konflikt miał tym razem wywołać reakcję, pytanie tylko… po co?

Michał Bąkowski: Odnoszę wrażenie, że wszyscy zgadzamy się, iż Ukraina nie jest ani przedmiotem, ani podmiotem wojny.  Konflikt toczy się o „coś innego”.  Tylko o co?  Nie przekonywa mnie czwarta hipoteza – z całym szacunkiem dla p. Gniewoja, nie czytałem nigdy „Bartosiaka i Zychowicza”, a znam tę hipotezę od trzech miesięcy, więc dajmy sobie spokój z przypisywaniem autorstwa – gdyż dla odwrócenia uwagi od Pacyfiku w ogóle, a Tajwanu w szczególności, nie wywołuje się światowej paniki i powszechnego zwiększenia wydatków zbrojeniowych.  Pierwsza hipoteza jest przyjęta powszechnie na Zachodzie.  Tu rozważa się tylko „imperialne interesy Rosji”, Putina jako spadkobiercę Denikina i temu podobne niedorzeczności.  Druga pada ofiarą brzytwy Ockhama, a trzecia jest wprawdzie przekonująca, ale tylko do czasu, aż uświadomimy sobie, że te same efekty można było osiągnąć bez niezwykle kosztownej – nie materialnie, bo to dla Putina bez znaczenia, ale politycznie – wojny.  Zmierzam do tego, że ja nadal nie pojmuję, w jakim celu dokonano tej inwazji.  Nie widzę w tym żadnych strategicznych zysków.  A rozpętać III wojnę też można było skuteczniej, nie tracąc przy tym ogromnych ilości materiału i żołnierzy.

Zwróćmy jednak uwagę na pewien punkt, który nie jest chyba wystarczająco mocno podkreślany.  Nie istnieje żadna „jedność Zachodu”, oprócz chóru „potępienia dla bezprzykładnej agresji” i unisono śpiewanych pieśni pochwalnych pod adresem wszystkiego co ukraińskie.  Ameryka nie zamierza się w to wdawać w ogóle.  Biden będzie za kilka miesięcy jeszcze słabszy, niż jest teraz, a Trump (jeśli wygra następne wybory) jest nieprzewidywalny.  Niunia jest pozbawiona jakiejkolwiek siły i można ją zignorować (zwłaszcza, że stoi nad krawędzią kolejnego i tym razem zapewne fatalnego kryzysu €uro).  Włosi i Niemcy są uzależnieni od sowieckiej ropy i gazu, ale nie dajmy się oszukać temu uzależnieniu, robią wszystko, żeby nie kiwnąć palcem w tej wojnie.  Ukrywają się za parawanem pro-ukraińskiej retoryki, i po cichu odmawiają posyłania broni, płacąc jednocześnie słono za energię.  Putin dostaje 800 milionów dolarów dziennie , z czego więcej niż ćwierć pochodzi od Niemiec.  Te ogromne sumy są o prawie 10 miliardów miesięcznie wyższe niż przed inwazją.  I tak w praktyce wyglądają sankcje.  Wobec tak ogromnych sum, sowieciarze zmniejszają dostawy, podbijają ceny i uniemożliwiają budowanie rezerw na miesiące zimowe, spokojnie oczekując zaostrzenia kryzysu w Europie.  W tej sytuacji łatwiej zrozumieć, dlaczego Scholz cichaczem torpeduje dostawy broni do Ukrainy: chce po prostu prędkiego zwycięstwa Putina i powrotu do normalnych interesów.

Macron jest najciekawszym przypadkiem w zachodnim froncie jedności narodów.  Francja, podobnie jak Wielka Brytania, nie jest zależna od dostaw sowieckiego gazu i ropy.  A mimo to, Macron jest pierwszym adwokatem udobruchania rozsierdzonego watażki z Moskwy.  Trzeba przecież rozumieć, jak bardzo Putin czuje się zagrożony przez Estonię.

Mogłoby się wydawać, że Wielka Brytania jest chwalebnym wyjątkiem pośród zachodnich głaskaczy Putina.  Nic bardziej błędnego.  Johnson woli rozmawiać z Zelenskim niż z członkami swej własnej partii, którzy nie mogą go znieść.  Ukraina jest jedynym sukcesem w jego kadencji, więc trzyma się swej „antyrosyjskiej retoryki”, za którą niewiele stoi, ponieważ Zjednoczone Królestwo ma małą armię, mało broni, mało pieniędzy i rozjuszony elektorat, który coraz bardziej skłania się na lewo.

Jak zatem wygląda ta skwapliwa koalicja antyputinowska Zachodu?

Gniewoj: Pan Jacek mówi o dziwnej taktyce sowieciarzy, jeżeli chodzi brak próby przejęcia kontroli przestrzeni powietrznej nad Ukrainą. A czy w takim wypadku nie powinna dziwić próba przekazania „polskich” migów niebiesko-żółtym? Jaki byłby sens takiego pomysłu skoro, o ile wiem, w ogóle nie dochodzi do żadnych walk w powietrzu? Oczywiście nie jestem żadnym specjalistą, ale znowu wrócę do wspomnień z dzieciństwa, jako dzieciak zaczytywałem się książką Fiedlera Dywizjon 303.  Czy świat poszedł już tak do przodu, że dziś myśliwce stron przeciwnych nie toczą walk w powietrzu? Czy siły niebiesko-żółtych, w cichości poza kamerami reporterów, utraciły swój sprzęt w takim stopniu, że potrzebne było wsparcie „polskimi”, a może raczej „natowskimi” migami?

I jeśli można to chwilę chciałbym poświęcić temu, co powiedział Pan Dariusz na temat zachowania Kremla i reakcji Zachodu. Też mam wrażenie, że Kreml zachowuje obecnie się jak dziecko, które chce na siebie zwrócić uwagę dorosłych. Krzyczy, psuje zabawki, rozrabia tylko po to, żeby być zauważonym. Awanturuje się coraz bardziej, głośniej, dłużej i coraz bliżej salonu rodziców. Najpierw Czeczenia, potem Gruzja, Krym, a teraz wreszcie awantura na całego: wojna w Europie. Oczywiście Kreml to nie jest żadne niekochane, zakompleksione dziecko i w jego działaniu musi być cel. Zgadzając się w tej ocenie z Panem Darkiem chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz, a mianowicie na strukturę współczesnego komunizmu. Nie twierdzę, że tak jest, ale reakcja niebiesko- żółtych każe zastanowić się nad współczesną konstrukcją komunistycznych struktur. Czy mamy nadal do czynienia z władzą centralną ulokowaną gdzieś na Kremlu i w Pekinie. Czy może raczej współczesna struktura uległa spłaszczeniu i zatomizowaniu w taki sposób, że obok Kremla i Pekinu, jak równi zachowujący dużą niezależność stoją, Bruksela, Kijów, Hawana, Phenian i podobne ośrodki, jak to opisuje Loudon w wywiadzie udzielonym WP Tylko prawda może nas uratować. Wywiad z Trevorem Loudonem

Nasuwa się pytanie o zachowanie władz w Kijowie. Czy jest to postawa niekonsultowana, niezależna podobna do reakcji Finów w 1939 czy Polaków w 1920 roku. Czy raczej jest to od początku zorkiestrowana farsa podobna do Praskiej Wiosny czy Stanu Wojennego?

Jacek Szczyrba: Króciutka dygresja odnośnie wspomnień o peerelowskim sprzęcie audio: wciąż nie mogę się nadziwić, że w przaśnym okresie lat 70 i 80-tych rodzimy przemysł był w stanie wytworzyć taką różnorodność modeli, podczas gdy dziś przemysłu brak w ogóle. Ale to temat na osobną dyskusję. Wracając na Ukrainę, to dwie ostatnie hipotezy przedstawione przez Pana Gniewoja wydają mi się dość prawdopodobne, przy czym widzę możliwość połączenia ich w jedną, wspólną linię polityki Kremla i Pekinu. Z jednej strony działania wojenne wywołują gigantyczny kryzys i niepokoje społeczne w Europie i USA, z drugiej, kolejna „odwilż” w sowietach sprowokuje Zachód do znanego z historii ochoczego wspierania finansowego i gospodarczego Moskwy, byle tylko wszystko wróciło do normy.  Tak by to można interpretować, ale w tym wszystkim zdaje się tkwić jakiś element, który wprowadza dodatkowe zamieszanie. Postawa USA jest w tym przypadku dość zaskakująca, biorąc pod uwagę dotychczasową uległość wobec czerwonego Kremla. Oczywiście nie ma żadnej jedności na Zachodzie, jak zauważył Pan Michał. Następuje właśnie głęboki rozłam pomiędzy Ameryką a Niemcami i Francją, co też, być może było wykalkulowane przez Putina. Waszyngton zdaje się od kilku lat dość konsekwentnie kontynuować kurs na konfrontację z Chinami. Próba przeciągnięcia sowietów do swojego obozu rzecz jasna nie mogła się udać i po chwilowym zachwianiu stanowiska, Biden wrócił do blokowania ekspansji Moskwy na zachód. To jest się dość niespodziewane w przypadku tego polityka, bo wydawał się on całkowicie uległy i chętny do realizowania polityki ugodowej. Wydaje mi się, że postawa Ameryki wobec gospodarczego zagrożenia ze strony ChRL jest niezależna od chwilowych wahań nastrojów w Białym Domu i sugeruje, że tak zwane „głębokie państwo” ma decydujący wpływ na główne kierunki polityki zagranicznej. Zasadnicze pytanie brzmi, czy taki stan rzeczy utrzyma się w sytuacji kumulującego się kryzysu i czy lewicowe kręgi (w zasadzie można powiedzieć: piąta kolumna) nie wymuszą uległości, podobnej do tej z okresu wojny w Wietnamie.

Odnośnie do pytania Pana Gniewoja o działania lotnictwa myśliwskiego na Ukrainie, to jak wszystko w tej wojnie jest to zagadka. Ze skąpych doniesień wynika, że topniejące jednostki myśliwskie Ukraińców toczą klasyczne walki powietrzne z lotnictwem sowieckim. Czyli dochodzi do pojedynków jeden na jeden, na krótkim dystansie, tzw. dog fights przy użyciu pocisków powietrze-powietrze i broni lufowej. A wiec jest to (w bardzo dużym uproszczeniu) taktyka z II wojny światowej, nie przystająca raczej do nowoczesnego konfliktu w XXI wieku. Dlaczego nie słychać nic o starciach znanych z Wojny w Zatoce, czyli zwalczaniu celów powietrznych z dużej odległości, na dużym pułapie przez myśliwce przewagi powietrznej, nie mam pojęcia. Obie strony dysponują maszynami SU-27, czyli takim trochę gorszym F-15, a więc myśliwcem dysponującym znacznie większymi możliwościami, niż MiG-29, zarówno jeśli chodzi o ilość śledzonych i atakowanych celów powietrznych, jak też zasięg, pułap, czy prędkość wznoszenia.  Być może działania w powietrzu odbywają się wyłącznie na małej wysokości i mają charakter głównie CAS (Close Air Support), a więc angażowanie ciężkich myśliwców do kontrowania tych działań byłoby nieefektywne. Wojna na Ukrainie pokazuje, że obie strony, w miarę rosnących strat,  wyciągają z magazynów coraz starszy sprzęt. O ile w starciu z F-35, nie mówiąc o F-22, samoloty takie, jak MiG-29 byłyby w zasadzie bezużyteczne, to jako bat na szturmowe Su-25, czy bombowce Su-24 są jak najbardziej skuteczne. Z czysto wojskowego punktu widzenia przekazanie stronie ukraińskiej MiG-ów-29 miałoby sens. Gdyby chodziło o konflikt z maszynami V generacji, takiego sensu by nie było. Jak jednak wiadomo, sowieci nie użyli do tej pory Su-57, który według ich propagandy jest taką właśnie maszyną. Dziwna ta wojna.

Andrzej Dajewski: Pozostaję przy swojej hipotezie, bowiem sądzę, że dla sowietów bardziej liczy się czas osiągnięcia celu niż koszty. Dziś wszakże zmodyfikowałbym ją nieco. Początkowo sądziłem, że „deputinizacja” może nastąpić w stosunkowo krótkim czasie, ale jak widać sowietom jest na rękę dłuższy przebieg „militarnej operacji specjalnej”.

W kwestiach militarnych – użycia czy nie użycia przez Kreml takich czy innych rodzajów broni – zaryzykowałbym hipotezę, że jest to celowe, że używają takich środków, jakie są im w danej chwili potrzebne. Dzięki temu przebieg inwazji jest taki a nie inny. Wbrew temu co się powszechnie twierdzi, jej deklarowanym celem nie było zajęcie „postsowieckiej” Ukrainy, lecz eliminacja „elementów antyrosyjskich” (faktycznie antysowieckich) i „wyzwolenie Ukrainy”. W pierwszej fazie było to „danie nauczki” – stąd terror i miliony uchodźców, a w drugiej, która jeszcze trwa, przewlekły konflikt na rzecz „wyzwolenia”. Nieudolność operacji kijowskiej była tak demonstracyjna, że każe się zastanowić, czy nie było to celowe (nie słyszałem, aby skończyła się ona źle dla dowództwa armii, która ją przeprowadzała, ani dla sztabu, który to opracował i nadzorował). Zakończenie pierwszej fazy odbyło się na warunkach Moskwy, Ukraińcy niczego nie wyzwolili (lub niewiele wyzwolili, ograniczając się zasadniczo do obrony), lecz weszli na opuszczony teren. Kreml demonstruje słabość militarną także dziś (braki kadrowe użytych jednostek, stary sprzęt, braki wyszkolenia i planowania), jednak od czasu do czasu używa broni, która jest tak skuteczna, że druga strona niewiele jest w stanie zrobić. Dają więc do zrozumienia, na co naprawdę ich stać. Nie jest trudno ustalić, jak i jakimi trasami dostarczana jest broń z zewnątrz i przerwać linie komunikacyjne – sowieci też mają satelity. A jednak tego nie robią.

Można szukać analogii w wojnach czeczeńskich, krótkiej interwencji gruzińskiej i wreszcie w pierwszej operacji ukraińskiej, ale także w niedawnych „akcjach pokojowych” w Górskim Karabachu oraz z „postsowieckim” Kazachstanie, gdzie użyte środki były adekwatne do potrzeb. Jednak operacje te były ewidentnie kwestiami „wewnątrzsowieckimi” (w sensie zachowania kontroli nad „byłym” ZSRS) i chociaż Zachód angażował się w nie politycznie, to jak sądzę robił to jedynie pro forma (zaangażowanie się Turcji w ostatnim konflikcie azersko-ormiańskim to oddzielna kwestia, Turcja jest dziś faktycznie poza Zachodem i prowadzi własną grę). W tych przypadkach chodziło, jak sadzę, o „przywrócenie porządku” wewnątrz sfery „postsowieckiej”, ale nie można wykluczyć tego, że w Gruzji i na Ukrainie było to także testowanie reakcji Zachodu – na ile skłonny jest się zaangażować (na ile gotowy jest do negocjacji przyszłego nowego układu). Dziś jak się zdaje jest inaczej, operacja ukraińska jest skierowana militarnie do wewnątrz, ale politycznie na zewnątrz.

Odnośnie tutejszych „strategów przyszłości” sądzę, że ich koncepcje są niewiele warte, bowiem popełniają zasadniczy błąd, zakładając że czekistowska „Rosja” i komunistyczne ChRL są zwykłymi państwami, które mają klasyczną postać dążących do ekspansji kolonialnej imperiów. Tymczasem to są komunistyczne twory, które mają inne zasady i cele. Przypomina mi to zachodnich „sowietologów” sprzed pół wieku (we wspólnej książce z Zychowiczem – szeregu wywiadów – Bartosiak zachwyca się komunistycznymi Chinami, a chińską kompartię uważa za „partię mandarynów”). Fundamentem takiego myślenia zdaje mi się być wszechobecny w tutejszowie polrealizm – konkretnie, postrzeganie kontynuacji peerelu jako wolnej Polski.

Oczywiście dziś o żadnej „jedności Zachodu” nie ma mowy. Myślę, że wszyscy ustalają już swoje pozycje w ramach przyszłego „nowego rozdania”. W tym kontekście poleciłbym artykuł zamieszczony w Jerusalem Post ([The four horsemen of the apocalypse – opinion]), którego autor, jakkolwiek pomija podstawową kwestię istnienia i ekspansji komunizmu – co jest dziś obowiązującą postawą elit na tzw. Zachodzie – wydaje mi się przeprowadzać logiczną analizę posunięć bolszewików na przestrzeni ostatnich lat. Gdyby sprawy wyglądały tak, jak pisze autor analizy, należałoby się zastanowić czy nie mamy już do czynienia z zapowiedzianą przez Golicyna fazą użycia przez komunistów „jednej zaciśniętej pięści”.

Dariusz Rohnka: Może należy zastanowić się nad brakiem nie tyle „jedności”, co nieobecnością „Zachodu” we współczesnym świecie, Zachodu traktowanego przez dziesięciolecia jako stojącego po przeciwnej stronie wobec bolszewizmu. Od kilku dekad jesteśmy widzami postępującej, dynamicznej bolszewizacji tej części świata. Leninowski cel, można by rzec, został osiągnięty. Jeżeli zatem patrzymy na nasz glob w kategorii potencjalnego konfliktu, może się tak zdarzyć (nie musi), że będzie to konflikt wewnątrz jednej ideologii. Pytanie, o co? Czyżby, najzwyczajniej, o władzę, tyle, że nie w świecie bi- czy trój-polarnym, ale „ideowo” niemal jednorodnym?

„Idealny” bolszewik, Lenin, przepełniony zachwytem dla rozwiniętego komunizmu niemieckiego, skłonny był uznać nad sobą supremację Berlina. Czy Putin skłonny byłby hołdować Scholzowi albo Macronowi (jak Lenin Róży), gdyby tego domagała się strategia? A może i sam Lenin nie miałby obecnie ochoty brać na siebie dobrowolnie tego rodzaju, no… upokorzenie?

Bolszewizm zachodni w osobach Merkel, Scholza, Bidena, Harris, młodzieży jak Ardern czy Trudeau jest ledwie raczkujący, daleko mu do zdyscyplinowanego centralizmu. To bolszewizm dziecięcy, nieświadom leninowskich surowych reguł. Aspirujący co prawda do zamordyzmu, ale w wymiarze bicia pałką po hemoroidach, nie zaś krwawej rzeźni. To nie są prawdziwi, godni zaufania, bolszewicy. Dziesięcioleci potrzeba, aby doszli do pełni sprawności, a tego czasu może zabraknąć, gdy wybudzona z letargu hydra reakcji… etc.

Czy oddawanie komukolwiek władzy, detronizacja z własnej woli, jest w swojej naturze bolszewicka? Jeśli sam Lenin nie byłby skłonny oddać symbolicznego Berlina Róży, to pora, aby ten „zachodni” bolszewizm dorósł. Tego zaś procesu nie da się przeprowadzić w białych rękawiczkach.

Na marginesie kwestii militarnych, czy nie jest tak, że Kreml stosuje w tej wojnie ograniczony zakres środków? Celowo nie wykorzystuje swojej ogromnej przewagi, walczy – jak słusznie wskazuje Jacek – przy zastosowaniu rozwiązań rodem z ii wojny światowej? O ile mi wiadomo, prowadzi równolegle gry wojenne w różnych rejonach świata. Czy to ma sens? Czy Hitler, atakując o wiele słabszą Polskę w 39, nie użył – pomimo ogromnej przewagi – wszystkich swoich zasobów wojennych, na granicy z potężną Francją pozostawiając ledwie dwie czy trzy dywizje? O ile mi wiadomo, nie wysyłał w tym samym czasie bezcennych dywizjonów Luftwaffe na gry wojenne do Japonii.



Prześlij znajomemu

126 Komentarz(e/y) do “Dziwna wojna. Rozmowa o „specjalnej operacji””

  1. 1 gniewoj

    Panie Andrzeju,

    Powołany przez Pana artykuł: „Ukraine’s Military Industry Should Not Be Underestimated” to nie byle jaka armata!!! Sam autor to nie byle kto!! Z opisu pod artykułem wynika, że to uznany chiński specjalista w dziedzinie analizy informacji. A to tylko jak wisienka na torcie.

    Spójrzmy na sam tort. Jest przepyszny!! Cóż ten uznany specjalista chiński, zapewne, wolny myśliciel zauważa?! Ano to, że ukraińscy chłopo-robotnicy obeznani w klepaniu, pewnie po stodołach, czołgów, haubic a może nawet armat ściągają rozbity sowiecki sprzęt z pola walki i własnym sumptem przywracają go do życia. Ta działalność ma stanowić o potędze niebiesko-żółtych i wyjaśniać ich militarne sukcesy!!! Paradne, dawno się tak nie uśmiałem. Bolszewickie brednie sięgają wyżej niż pułap amerykańskich satelitów.

    Jednak żarty na bok. Można tam znaleźć coś ciekawego. Z lenistwa pozwolę sobie na skopiowanie fragmentu:
    „The military maintenance, repair and operation (MRO) alone provided its military industry an annual growth rate of nearly 60%. In addition, all countries, including Russia, are actually highly dependent on Ukraine’s military industrial chain. At its peak in 2012, Ukraine recorded a huge export scale of 117 billion hryvnia, of which 90% was exported to Russia as a reserve of equipment.
    Potężny przemysł zbrojeniowy niebiesko-żółtych pracuje na potrzeby czerwonej armii. To wyjaśnia, w jakimś stopniu dlaczego ta dziwna wojna jest tak dziwna i dlaczego nie są atakowane cele militarne na terenie byłej ukraińskiej SRR.

    Powstaje pytanie, podobne do tego o cel przekazywania „polskich” migów lotnictwu niebiesko-żółtych. Skoro obecna Ukraina posiada tak wielki potencjał jeżeli chodzi o przemysł zbrojeniowy to w jakim celu prezydent Zelenski tak niestrudzenie dopomina się o dozbrojenie? Według mnie są to próby wciągnięcia Zachodu w ten konflikt.

    Jeżeli ktoś wątpiłby w niezawisłość dzisiejszej Ukrainy to polecam jeszcze poniższy fragment o tym jak przytomnie zadziałały ukraińskie władze przestawiając przemysł zbrojeniowy niebiesko-żółtych z eksportu do sowietów na własne potrzeby.
    When the Crimean War broke out in 2014, Ukraine finally realized that the biggest threat to the country’s survival turned out to be Russia. The various armament parts produced in the past would eventually help Russia to invade and assault Ukraine itself. From then on, Ukraine began to adjust the orientation of its military industry to a domestic demand.”

  2. 2 Andrzej

    Panie Gniewoju,

    No tak. Także inne źródła podają, że w 2012 roku „postsowiecka” Ukraina była czwartym największym eksporterem broni na świecie (w 2020 na końcu drugiej dziesiątki). Tę linkę podałem właśnie w konktekście ukraińskich możliwości militarnych, które wydają mi się duże oraz domagania się broni z zewnątrz. Mając tak rozbudowaną „zbrojeniówkę” z czasów sowieckich – symbolem jest słynny dniepropietrowski „Jużmasz” ale i w Charkowie, Żytomierzu czy Krzemieńczuku nie brakuje fabryk – dziw bierze, że napadnięty kraj nie wykorzystuje tego, tylko domaga się broni od innych bo mu jej brakuje. A może jednak wykorzystuje, tylko nie ma odpowiednich produktów własnych? Nie ma haubic i systemów rakietowych? Przy tym potencjale to by było dziwne. Dobre pytanie Pan postawił. Mają rakiety do zwalczania okrętów, którymi zatopili krążownik a nie mają artylerii? Czy kraj, który od 8 lat jest w konflikcie militarnym i w każdej chwili może spodziewać się otwartej wojny z sąsiadem może sobie pozwolić na brak skutecznego uzbrojenia, np. zwalczającego rakiety balistyczne? Oczywiście to wszystko sowiecka zona więc może od tego trzeba by zacząć.

  3. 3 gniewoj

    Panie Andrzeju,

    Nie trzeba przypominać, że cała ta dziwna wojna toczy się w sowieckiej zonie. Sam w pierwszych komentarzach określałem ją jako manewry wojskowe z użyciem ostrej amunicji.

    Swoją drogą, Modern Diplomacy to bardzo ciekawy portal. Potrafi i rozbawić i wzruszyć. Rozbawił mnie opis chłopo-robotników ściągających traktorami sprzęt z pola walki. Wzruszyła niedola Putina, który wobec podstępnych i bezzasadnych knowań Zachodu zmuszony jest cementować sojusz w murowanym układzie BRICKS.
    https://moderndiplomacy.eu/2022/06/27/leaders-of-brics-emphasize-strengthening-economic-and-security-cooperation/

  4. 4 gniewoj

    Panie Jacku,

    Wygląda na to, że nie tylko lotnisko w Bydgoszczy dało schronienia samolotom ukraińskim.
    Wertując Internet natknąłem się na informację o ukraińskich samolotach transportowych na lotnisku w Dęblinie. A o ile dobre rozumiem ostatni komentarz, autorstwa Ondreja, to również i lotnisko w Rzeszowie jest albo było kryjówką dla ukraińskiej flotylli.

    https://twitter.com/Gerjon_/status/1498394126190092293

  5. 5 Andrzej

    Panie Gniewoju,

    Jeśli komunista mówi na krzesło „krzesło” to nie widzę powodów aby się z tym nie zgodzić.

    BRICS jest sterowany przez sowiecko-chrlowski tandem więc szczerze mówiąc mnie to nie wzrusza. To raczej smutny obraz zbolszewizowania świata. W tejże strukturze są kraje odgrywające główne role na czterech kontynentach, w tym trzy ewidentnie bolszewickie, a czwarty i piąty stoją w przedsionku bolszewii.

  6. 6 gniewoj

    Panie Andrzeju,

    proszę mnie źle nie rozumieć. Oczywiście, skoro między bajdurzeniami są informacje warte zastanowienia to nie należy z góry przekreślać takiego źródła. Źródło jest o tyle wartościowe, że jest przekazem pochodzącym wprost z centrali wroga. Ale ta niezmienna retoryka jest „wzruszająca”. Pokazuje jak niewiele się zmienia w ich sposobie ekspresji.

    Drugi artykuł przytoczyłem raczej jako przykład konsolidowania się komunistycznego świata. Otwartego wzywania do zaprowadzenia nowego porządku. Pytanie, czy komuniści mogą się jeszcze bardziej konsolidować? Czy nie są od dawna wystarczająco skonsolidowani?
    Jednak czytając w artykule „BRICS is still debating its expansion to include new members following strong suggestion from China” zastanawiam się nad strukturą współczesnego komunizmu. I to jest według mnie ciekawa kwestia. Kto tam u nich rządzi?

    O nowym porządku rysującym się na horyzoncie sam Pan pisze, wspominając o „nowej Jałcie”. W artykule znajdujemy deklarację: „BRICS expansion has been the most debatable question during the past few years, and got heated up after Russia and China called for a new global order to end unipolarism”.

    To, że drugi artykuł mnie wzruszył powinienem wziąć w cudzysłów aby ironia była czytelna. Ale czyż słowa członka dumy nie wskazują, jak zawsze, kto winny jest całemu złu na świecie. „Vyacheslav Volodin wrote on Telegram that the United States and its allies are destroying economic ties by their sanctions policy”. Oczywiście „Lewa wolna”.

    No i troska o świat wolny od broni nuklearnej za to pełen wolnych narodów i niezależnych krajów.
    „The leaders underscored their adherence to sovereignty and territorial integrity of all countries, advocated a world without nuclear weapons..”.
    Nic tylko, zerwać się na równe nogi i wiwatować: „Wiesław, Wiesław!!”

  7. 7 Andrzej

    Panie Gniewoju,

    Tak. Ale dziś to coś gorszego niż za czasów komunistów „pierwszego” peerelu, bo obejmuje cały świat.

    Kto u nich rządzi? Wydaje mi się, że nikt nie musi rządzić. Cel jest im wszystkim dobrze znany i wystarczy tylko dopilnować aby był od czasu do czasu przypomniany. Kto ma dostateczną siłę ten jej używa, a kto nie ma tego pozostali utrzymują i wzmacniają aż jej nabierze. Tak jest od początku, czy to nazwiemy „światową rewolucją” czy „socjalizmem w jednym kraju” czy „blokiem socjalistycznym” czy „siłami pokoju i postępu” czy dziś „nowym porządkiem światowym bez broni nuklearnej”.

    bolszewicy i „więzy ekonomiczne”. Faktycznie, to już więzy – prawdziwe łańcuchy, które tzw. Zachód dobrowolnie sobie nałożył.

    Czas na masowe „Hurra!” nadejdzie potem. Pod czujnym okiem komisarzy politycznych.

  8. 8 gniewoj

    Panie Andrzeju,

    nie zgodzę się z Panem, że już wszystko było i jest niezmiennie takie same od samego początku istnienia zarazy.

    Odłóżmy może na początku Unię czy Stany Zjednoczone i dyskusje nad stopniem ich niezawisłości.
    Spójrzmy tylko i wyłącznie na Kreml i Kijów,

    Zastanawiam się cały czas czy wstępne plany „dziwnej wojny” były wspólnie omówione i uzgodnione z rozdziałem ról takim. że Moskwa atakuje a Kijów się broni? Że będą strzały na poważnie. Że medialną twarzą konfliktu będzie postać Zelenskiego. Że obydwie strony dokładnie i od samego początku znają cel tej dla nas „dziwnej wojny”.

    Czy raczej plan powstał w Moskwie, bez konsultacji ani przekazania szczegółów do Kijowa? W konsekwencji to co obserwujemy to jest rodzaj przedstawienia, w którym jedynie Moskwa jako reżyser zna cel a Kijów działa podobnie jak uczestnik jakiegoś reality show. Niebiesko-żółci wiedzą, że są uczestnikiem farsy a formuła przedstawienia jest na tyle otwarta, że mają sporą swobodę w podejmowaniu takich czy innych działań. Jedyne czego im nie wolno to jest to, że nie mogą opuścić całego show.

  9. 9 Andrzej

    Panie Gniewoju,

    Sądzę, że może to być kombinacja obu wersji. „Postsowiecka” Ukraina i „Rosja” to twory polityczne utworzone za sprawą sił które zaaranżowały „rozpad ZSRS” w konkretnym celu i analizując historię tej pierwszej nie znajduję momentu, w którym miałaby się uniezależnić. Ona jest ciągła, tzn. kolejne ekipy u władzy były zwykle ze sobą jakoś związane – wszystko spajały interesy i podział łupów oraz „magnaci finansowi”. To były też związki z Moskwą,przez Medwiedczuka, Firtasza, Achmetowa i innych. Powiązania wzajemne były przed 24 lutego bardzo silne i nie sądzę, aby akcja militarna Kremla tak wiele zmieniła.

    Zatem można przypuszczać, że obie strony są świadome swojej roli. Jeśli jest to prowokacja, to aby być skuteczna, powinna zawierać elementy autentyzmu wydarzeń. Tak było z pierestrojką. W odpowiedzi na ankietę napisałem (niezbyt chyba udane porównanie) o polowaniu na jelenia z użyciem ponętnej łani. Przynęta jest na przytwierdzonym łańcuchu (czy haczyku) i ma pewną swobodę ruchu ale jest w pełni świadoma swojej roli. Więc jest to przedstawienie, co zresztą widoczne jest od początku (pozorowana nieudolność operacji kijowskiej w pierwszych dniach).

  10. 10 michał

    Drodzy Panowie,

    Czy ja Was dobrze rozumiem? Czy mówicie Panowie, że to jest wszystko pic na wodę? Z góry ukartowane, kto zginie gdzie, ilu ludzi zostanie zamordowanych w Buczy, a ile zginie w Mariupolu? A jak są wątpliwości, to fumfle z dwóch sztabów spikną się konspiracyjnie i dogadają szczegóły?

    Może przyjrzyjmy się małemu wycinkowi tej dziwnej wojny, walce o Żmijny Ostrów na Morzu Czarnym (w greckich mitach wyspę Achillesa), blisko ujścia Dunaju. Wyspa ta ma mieć rzekomo wielką rolę strategiczną. To tam właśnie w pierwszej fazie wojny, ukraińscy obrońcy mieli odpowiedzieć wezwaniom do poddania się osławionym już teraz „Idi na chuj!” Ukraińcy zostali z wyspy wyparci, została on z wielkim trudem ufortyfikowana i uzbrojona przez stronę czerwoną w tych manewrach z ostrą amunicją, po czym niebiesko-żółci zniszczyli instalacje w ataku artyleryjskim i rakietowym i wczoraj czerwoni opuścili wyspę i Kreml ogłosił, że wycofanie jest „gestem dobrej woli”. W rzeczywistości, wyspa nie kontroluje drogi do Odessy, a wejście do odeskiego portu jest i tak zaminowane, więc nie ma mowy o transporcie zboża i tak, niezależnie od tego, do kogo należy wyspa.

    Pytanie: czy Panowie mówią, że to wszystko było z góry ukartowane? Niczego nie budowano, niczego nie zniszczono, a jeśli budowano, to tylko po to, by zniszczyć. Czy tak?

  11. 11 gniewoj

    Panie Michale,

    Moje rozrachunki prowadzą do dwóch skrajnych możliwości. Jedna to taka, że komunizm jest wszystko kontrolującą władzą podtrzymującą, z jedynie sobie znanych względów, quazi oponenta w postaci Stanów Zjednoczonych. Druga możliwość, to powszechnie przyjęta teza o faktycznym rozpadzie zsrr. Obydwie możliwości są wielce nieprawdopodobne jednak wszelkie pośrednie modele wydają mi się być na siłę szyte i sztukowane a przez to całkowicie nierealne.
    Staram się przyglądać rozwojowi wydarzeń licząc, że w którymś momencie sprawa się wyjaśni.

    Chociaż może lepiej żyć w cieple, spokoju i względnym dobrobycie nie poznając na własnej skórze mechanizmu ich władzy.

  12. 12 michał

    Panie Gniewoju,

    Dobrze powiedziane, ale – przyzna Pan chyba – nie odpowiada na pytanie. Obaj, jak sądzę (zresztą wraz z innymi uczestnikami tej dyskusji i wielu czytelnikami wp), odrzucamy powszechnie przyjętą tezę o upadku komunizmu, rozpadzie zsrs itd. W takim razie, warto chyba zastanowić się, w jaki sposób może w praktyce wyglądać przeciwieństwo. Jak to się odbywa na tej wojnie?

    Czy jest możliwe, żeby sztaby kolorowych armii były w bezpośrednim kontakcie podczas ukraińskiej wojny? Mnie się wydaje niemożliwe. Czy jest możliwe, żeby dwaj generałowie, jeden czerwony, drugi żółto-niebieski, umówili się: my zdobędziemy wyspę, ufortyfikujemy ją i uzbroim, po czym wy nas zbombardujecie k’ matieri i my się honorowo wycofamy. Czy to jest możliwe? Bo mnie się nie wydaje.

    A skoro nie jest możliwe, to jaki jest mechanizm tej prowokacji?

  13. 13 gniewoj

    Panie Michale,

    Coś co wydaje się niemożliwe dla mnie czy dla Pana nie musi być niemożliwe do zaistnienia w ogóle.

    Czy przyjąłby Pan za możliwe zagłodzenie na śmierć kliku milionów ludzi, tak dla swojego widzimisię? Śmiem twierdzić, że nie.
    Czy przyjąłby Pan za możliwe rozstrzelanie ponad dwudziestu tysięcy mężczyzn, tak dla swojego widzimisię? Śmiem twierdzić, że nie.
    Czy historia komunizmu nie pokazuje, że niemożliwe jest możliwe?

    Jeżeli przyjąć, że komunizm to zaraza. Zaraza działająca w szczególnych warunkach gdyż w przeciwieństwie do jakiejkolwiek biologicznej zarazy zamiast być zwalczana jest przez swoje otoczenie podtrzymywana przy życiu. Jeżeli ta zaraza od swojego zarania jest wyjątkowo konsekwentna w realizacji swojego celu, to co takiego miałoby ją powstrzymać od dopięcia swego? Jedynie chyba jakiś mechanizm samoograniczenia. Podobno wirusy są tak zakodowane, że ich celem jest opanowanie organizmu nosiciela ale jednocześnie wirusy starają się aby nie doszło do uśmiercenia ofiary gdyż dla nich samych oznaczałoby to koniec egzystencji.

    Do wybuchu „dziwnej wojny” ten model wydawał się dobrze oddawać rozpełzanie komunistycznej zarazy. Rządzimy ale jednocześnie dajemy przeżyć ofierze.

    „Dziwna wojna”, prowadzona o nic a w dodatku toczona między swoimi musi kazać zastanowić się czy rzeczywiście komuna osiągnęła już wszystko. Jeżeli nie, to dlaczego? Przecież w swoim otoczeniu nie ma żadnej istotnej i jednocześnie przeciwstawnej sobie siły.
    Jako odpowiedź nie przychodzi mi nic innego do głowy niż to, że coś poszło nie tak. Że może wypadki lat 1989-91 wymknęły im się jednak spod kontroli.

  14. 14 Andrzej

    Panie Michale,

    Nie stwierdziłem, że z góry ukartowane ilu ludzi zginie w Donbasie czy od rakiety w Odessie itd. lecz to, że obie strony są świadome tego co się naprawdę dzieje i że sądzę, że obie strony są wciąż związane ze sobą. Nie oznacza to, że wszystko od początku do końca musi być zaplanowane. Prowokacja powinna mieć cechy wiarygodności.

    Czy sowieci zaplanowali każdą demonstrację w „demoludach” podczas pierestrojki? Nie sądzę. Ale zaplanowali „upadek komunizmu” i „rozpad ZSRS”, zgodzi się Pan? Były tam elementy niewątpliwie autentyczne. Czy komuniści polscy, bułgarscy, węgierscy etc. działali w porozumieniu z sowietami? Działali. O samych sowietach, w tym o sowieckiej Litwie czy Ukrainie nie ma co mówić, bo to przecież sowiety. Czy wszytko było ukartowane, łącznie z ofiarami demonstracji 20 stycznia 1990 roku w Baku?. Nie. Rozbudzono nacjonalizm i umożliwiono mu wzrost, a on dojrzał za wcześnie i trzeba było go przyhamować do czasu, aż odda się mu pozorną władzę. Moim zdanie nie rozpisano szczegółowo ról ale był ogólny schemat, punkty docelowe i opracowane metody ich osiągnięcia.

    Może więc analogicznie hipoteza, że obie strony grają swoją rolę – strony, które mają wpływ nie na sytuację na froncie ale na decyzje strategiczne i polityczne – nie jest całkiem bez sensu? Walki są autentyczne, ofiary są autentyczne, zniszczenia są autentyczne. Ale czy cała konstrukcja tej wojny jest autentyczna?

  15. 15 Dariusz Rohnka

    Panowie,

    Wydaje mi się, że techniczna strona zagadnienia jest i pozostanie dla nas zagadką. Trudno dociekać na jakim szczeblu dochodzi do – powiedzmy – rozmów koordynujących działania (zarówno polityczne jak i militarne), faktem jest, że obie strony dobrze rozgrywają swoje role, przynajmniej na tyle skutecznie, że nie wzbudzają istotniejszych podejrzeń u obserwatorów (a przynajmniej nic na ten temat nie wiadomo).

    Ta „dziwna wojna” jest dziwna chyba jedynie dla nas, czy nie?

    Przepraszam za ogólnikowość tego komentarza, ale jestem (mam nadzieję, chwilowo) ponownie ograniczony czasowo.

  16. 16 Dariusz Rohnka

    Panie Gniewoju,

    Pytanie, które Pan stawia, o współczesną strukturę międzynarodowego komunizmu, jest niezmiernie ciekawe. T. Loudon podaje ciekawą myśl, że współczesna siła komunizmu polega właśnie na rozproszeniu, na braku centralizacji. Ta jego uwaga wydaje mi się bardzo interesująca i do rzeczy. Przy czym, on sam, Loudon, opisując akcję wywrotową w swoim własnym kraju, opowiada obszernie jak odpowiedzialni za tę aktywność działacze wysyłani byli jeszcze w latach 80. na ściśle tajne szkolenia do Leningradu.

    Więc…, o ile można się zgodzić, że faktycznie współczesny komunizm zdaje się być rozproszony, w wielu aspektach (choćby dziwacznych ideologii jak blm, lgbt i inne literki, metoomizm etc.), o tyle wydaje się, że cały ten „ideowy” rozgardiasz pozostaje pod dyskretną kontrolą.

    To samo można chyba powiedzieć o wojnie ukrainnej. Nie da się rozpisać tak wielkiej prowokacji na role… Pewien zakres spontaniczności jest niezbędny.

    Trafnie to określa Andrzej Dajewski: „Jeśli jest to prowokacja, to aby być skuteczna, powinna zawierać elementy autentyzmu wydarzeń. Tak było z pierestrojką.”

  17. 17 michał

    Panie Gniewoju,

    Rzecz chyba nie w tym, czy potrafimy sobie to wyobrazić (w tym sensie mówi Pan zdaje się, że „co dla nas byłoby niemożliwe” itd.), ale raczej w tym, czy to jest wykonalne. Celowe zagłodzenie milionów jest niewyobrażalne, ale pozostaje wykonalne i da się udowodnić, że tak właśnie było.

    W tym wypadku pytanie musi dotyczyć praktycznej wykonalności. Jeżeli istnieje jakiś poziom „dowodzenia”, na którym takie akcje są koordynowane, to ta centrala musi – absolutnie MUSI – być wykrywalna. Choćby leżała w bunkrze na dnie morza, jeżeli ma wydawać polecenia, to te polecenia muszą być jakoś wykrywalne. W tej wojnie zupełnie nie widzę możliwości istnienia takiej centrali, która zawiaduje obydwiema stronami.

    Pozwolę sobie użyć innego przykładu. Sam wielokrotnie wysuwałem hipotezę istnienia kolektywnego kierownictwa na Kremlu. Nie ma żadnych dokumentów, żadnych „dowodów”, na jego istnienie. Ale są przesłanki. Są znaki, przejawy jego istnienia w latach 90. i na początku tego stulecia; a następnie przesłanki dynamicznych zmian w tym kierownictwie, aż do sytuacji dzisiejszej, w której Putin wydaje się je dominować. Istnienie kolektywu kierowniczego pozostaje hipotezą, ale hipotezą, której nie wolno odrzucać.

    Nie widzę natomiast żadnych przesłanek na istnienie koordynacji działań obu stron w tej dziwnej wojnie.

    Obraz czy metafora zarazy też tu nie działa. Zaraza tłumaczy zachowanie ludzi na Zachodzie. Wyjaśnia dobrowolną samosowietyzację ludności Europy, Wielkiej Brytanii, Ameryki. W wypadku tej wojny jest niemal na odwrót. Wbrew nakazom sowietyzacji – czyli wbrew zarazie – Ukraińcy biją się z zacięciem. Nie idą do wojska, ponieważ im kazano, jak za Stalina, nie walczą i nie giną, ponieważ życie pod wielkim Soso było gorsze od śmierci – walczą z patriotycznych pobudek obrony własnej ojczyzny.

    Z czego jednak nie wynika wcale, że upadek komunizmu przed 30 paru laty – wyrwał im się spod kontroli.

  18. 18 michał

    Panie Andrzeju,

    Czy przyjmuje Pan w takim razie, że walka między czerwoną i niebiesko-żółtą stroną jest autentyczna? Bo ja akurat coś takiego jestem w stanie zaakceptować. Wracamy tu do „przechylenia talerza”, do przewidywalności ludzkich działań. Zaatakowanie Ukrainy, w sposób przewidywalny wywołało opór. Znamy historię Ukrainy i wiemy, że kozackie czuby się pojawią, hajdamackie tradycje nie są głęboko ukryte. Ale tę historię zna także Putin i jego planiści.

    Tylko że to ma swoje konsewkencje, bo jeśli wiedząc to wszystko, zaatakowali Kijów w tak nonszalancki sposób, to wówczas wygląda na to, że ich celem jest długotrwały konflikt, a nigdy nie było ich celem podbicie Ukrainy w blitzkrieg.

    Darek,

    Odnoszę wrażenie, że ta wojna jest dziwna w oczach wielu obserwatorów, nie tylko dla nas.

  19. 19 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Może masz rację stwierdzając, że to „dziwna wojna” nie tylko dla nas. Jeżeli tak, mamy tu do czynienia z dwiema, a nawet trzema różnymi definicjami „dziwności”. Po pierwsze „Zachód” dziwi się Putinowi, że wszczął wojnę psującą wspólne interesy. To zdziwienie poważne, powodujące poty, palpitacje, problemy ze złapaniem powietrza ryby wyrzuconej przez chuligana na brzeg. Drugie „zdziwienie” związane jest niewątpliwie z dziwnym sposobem prowadzenia tej wojny przez Kreml: nieporadność pod Kijowem, zaniechanie pełnej dominacji w powietrzu etc. Tu się to zdziwienie kończy, bo dla tych „dziwaków” „dziwna wojna” jest klasycznym, znanym z dziejów konfliktem bilateralnym pomiędzy dwoma państwami.

    Czy prowadzenie „dziwnej wojny” w znaczeniu, do którego skłaniają się wypowiadający się do tej pory tutaj (może warto, żeby do dyskusji włączyły się osoby, prezentujące zdania odrębne?), a więc bolszewickiej prowokacji o niewiadomych dzisiaj celach, rzeczywiście domaga się aż wspólnego, tajnego centrum dowodzenia? Co tu koordynować? Ot, dwie bojówki piłkarskie umówiły się na „napierdalankę”, żeby wciągnąć w jej orbitę postronnych i milicję obywatelską… co tu rozważać?

    Poza tym, przecież od początku wojny zasiadali wspólnie przy jednym stole (i pewnie robią to nadal). Czy nie daje to okazji do przekazywania wzajem informacji, wytycznych, propozycji?

  20. 20 Dariusz Rohnka

    Panowie,
    Zainteresowała mnie kwestia ukraińskiej produkcji zbrojeniowej. Czy jest to temat do zgłębienia. Przejrzałem linkę, którą podesłał Andrzej na temat światowego eksportu broni. Co ciekawe, eksport ukrainny opadł dość raptownie zanim doszło do pierwszego Donbasu. Czy to może znaczyć, że z jakiegoś powodu zaczęto gromadzić sprzęt i amunicję już wówczas? W 2012 – 4 miejsce i 1,5 miliarda dolarów, w 2013 (przed konfliktem) – 70% w dół. Skoro aż 90% tej produkcji eksportowano do „Rosji”, dlaczego zaprzestano tego procederu tak wcześnie? Jest jakieś racjonalne wyjaśnienie poza przesłanką o prowokacji?

    Czy pierwszy Donbas miał odgrywać rolę drugiego? Czy ktoś z Panów dysponuje istotniejszą wiedzą na ten temat?

  21. 21 Dariusz Rohnka

    Andrzej,
    Podajesz, zresztą zgodnie z logiką statystyk, że Ukraina dysponuje ogromnym potencjałem zbrojeniowym (choć stosunkowo niewielkim w zestawieniu z przeciwnikiem). Czy ten przemysł nadal istnieje? Skoro współczesna technologia pozwala na trafienie w oko gęsi, którą wiejska baba niesie na targ (bez uszczerbku na zdrowiu handlarki), to dlaczego Kreml jeszcze tego potencjału nie wyeliminował z gry?

  22. 22 Andrzej

    Panie Michale,

    Przyjmuję, że walka jest autentyczna ale to nie walczący i nie ludność Ukrainy decyduje o tym jaką ona ma skalę i jak jest prowadzona. Żołnierze dostają broń taką jaką się im daje i muszą robić to co im się rozkazuje (albo za co się im płaci), a społeczeństwo podczas wojny nie ma nic do powiedzenia. Przy tym wszystkim to sowieci o wszystkim decydują, mają karty w rękach i grają nimi, jak np. wycofanie się spod Kijowa, Czernichowa i Sum a przedwczoraj z czarnomorskiej wyspy.

    Ukraińskie tradycje hajdamackie wydaja mi się nie mniej żywe niż polskie tradycje szlacheckie. Nie zapominajmy, że 2/3 tego obszaru zostało doszczętnie zsowietyzowane na równi z dawną Rosją, a pozostała część w ogromnym stopniu po wojnie. Wydaje mi się, że jeśli jakieś tradycje tego rodzaju przetrwały, to nacjonalizm. Nie dajmy się zwieść. Co zostało z dawnej Rosji?

    Zdaje mi się, że do stwierdzenia dłuższego przebiegu walk i pieczenia na wolnym ogniu doszliśmy po miesiącu trwania operacji sowietów. To się potwierdza.

    Darku,

    To jest pytanie, które sam sobie zadaję. Nigdzie nie znalazłem informacji o paraliżu przemysłu zbrojeniowego „postsowieckiej” Ukrainy. Strona „zbrojeniówki” jest zablokowana (chyba bo nie do niej ma dostępu) ale jest portal na którym są jakieś informacje, na przykład taka: https://mil.in.ua/en/news/experimental-2s22-bohdana-self-propelled-howitzer-is-destroying-the-invader-forces/

  23. 23 Andrzej

    poplątałem podczas edycji tekstu: „chyba, bo nie ma do niej dostępu”

  24. 24 michał

    Darek,

    Wiem, że Cię to zdziwi w tej dziwnej wymianie na temat dziwnej wojny, ale nie jestem w stanie zmusić nikogo o innych poglądach do przyłączenia się do dyskusji. Zresztą w ogóle nie lubię ludzi zmuszać do czegokolwiek, a najmniej do dyskusji.

    Kiedy mówiłem, że nie tylko my się dziwimy, to miałem na myśli kręgi militarne. Sztaby, obserwatorzy, analitycy rzucają się na każdy konflikt zbrojny (bo jest ich dziś niewiele), by czegoś się z nich dowiedzieć, by zweryfikować swe założenia, by zrozumieć potencjalnego wroga, by nauczyć się nowych sztuczek. To oni wyrażają ciągle zdziwienie tą wojną.

    Twoja uwaga, że „ot, bojówki piłkarskie… co tu rozważać”, także mnie dziwi. Bo jeśli tak, to o czym my mówimy? Jeżeli to wszystko jest takie jasne, to po co powyższa rozmowa i dalszy jej ciąg w komentarzach? Osobiście, wiem dlaczego rozmawiam i biorę udział: ponieważ dla mnie nic tam nie jest jasne i jest co rozważać.

    Zasiadali przy jednym stole w pierwszej fazie wojny, ale raczej nie byli to sztabowcy. Oczywiście, masz rację, że nie wziąłem tego pod uwagę, i że takie rozmowy dałyby im możność koordynacji. A mimo to wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne.

    Podobnie jest z wyjaśnieniem spadku eksportu przemysłu zbrojeniowego. Doprawdy prowokacja jest tu najmniej możliwym wyjaśnieniem, natomiast sam problem wydaje mi się fascynujący i wart rozważania. Ups, przepraszam.

  25. 25 michał

    Panie Andrzeju,

    Widzę, że jest Pan zwolennikiem demokratycznej teorii wojny. W bardzo niewielu konfliktach w historii „ludność decydowała o tym, jaką walka ma skalę i jak jest prowadzona”. Nasuwa mi się jeden przykład: najazd Napoleona na Hiszpanię, po pokonaniu hiszpańskiej armii. Guerillasi rzeczywiście sami zdecydowali bić się nadal, to oni zdecydowali na jaką skalę – małą, guerilla to mała wojna – i jak ją prowadzić. Fakt, że wspomagali ich Anglicy, ale na pewno nie narzucali im sposobu walki. Tylko że to jest wyjątek. Nie widzę wielu innych przykładów, nawet wówczas gdy prowadzono skutecznie walkę partyzancką, odbywało się to pod wodzą wielkich generałów. Skanderbeg i Sertorius, Czarnecki i sowiecka partyzantka, wszystko to były dobrze zaplanowane kampanie i nikt z nich się nie pytał ludności, czy i jak chcą walczyć.

    Ale asymetryczna wojna – która w ogóle mnie bardzo interesuje z wielu względów, nie tylko prowadzenia wojny – jest prawdopodobnie dobrą wskazówką w całej tej ukraińskiej awanturze. Pod wieloma względami, to jest właśnie asymetryczna wojna z wykorzystaniem karimatek, domowych dronów-zabawek i innych celebrowanych przykładów.

    Nie przekonywa mnie Pańska opinia o wymarciu hajdamackich tradycji na Ukrainie. Mam wręcz odwrotne wrażenie. Oczywiście, że sowietyzacja zrobiła swoje, to bez wątpienia – kozaków rozkazaczono – ale współczesna kultura Ukrainy nawiązuje otwarcie do tych tradycji, do Siczy zaporoskiej, do Kozactwa, do Chmielnickiego i do UPA. Usyk czy Łomaczenko wyrażają te tradycje o wiele lepiej niż jakakolwiek literatura czy teoria.

  26. 26 gniewoj

    Nie wiem czy patrzyliście Panowie, kto dowodzi obydwoma armiami.

    Strona niebiesko-żółtych to czterdziesto-pięćdziesięciolatkowie. Na sześciu dowódców trzech ukończyło Odeski Instytut Wojsk Lądowych. Czwarty ukończył Wyższą Szkołę Dowodzenia Czołgami w Charkowie. Piąty z nich, w 1991 roku, ukończył Moskiewską Wojskową Wyższą Szkołę Dowódczą. Szósty, ostatni, ukończył w 1992 Akademię Wojskową w Omsku. Wszyscy są absolwentami Narodowego Uniwersytetu Obrony w Kijowie.
    Naczelny dowódca generał Wałerij Załużny objął stanowisko w lipcu 2021. Jak podają krajowe media: „Jedną z pierwszych decyzji […] było zezwolenie żołnierzom na odpowiedzenie ogniem na ostrzał przeciwnika bez uzyskania zgody najwyższego dowództwa”.

    Po drugiej, czerwonej, stronie bardzo ciekawie. Doniesienia z marca mówią: „wywiad wojskowy z krajów zachodnich ma wątpliwości, czy ktokolwiek kieruje wojskami rosyjskimi na polu bitwy”. W późniejszych doniesieniach wskazywane są trzy nazwiska. Aleksandr Dwornikow, Giennadij Żydko i awansowany w sierpniu 2021 na stopień generała dowódca Sił Powietrzno-Kosmicznych Siergiej Surowikin. Jak podaje portal Defence24, poza tym ostatnim, generałami armii są Szojgu, Dwornikow i jeszcze czterech innych krasnoarmiejców. Najmłodszy z nich jest właśnie Surowikin, rocznik 1966. Reszta generalicji to sześćdziesięciolatkowie z okładem. Surowikin ma łączyć doświadczenie dowodzenia wojskami lądowymi i siłami powietrznymi.

  27. 27 michał

    Drogi Panie Gniewoju,

    Nie jestem pewien, co chce Pan przez to dowieść. Ja wiem (mniej więcej, na pewno nie w szczegółach), kto dowodzi armiami. Pańskie pytanie przypomina mi, jak przed wielu laty wywołałem oburzenie wśród przyjaciół, kiedy zapytałem czy wiedzą, kto dowodzi wojskiem tej ich wolnej Polski – więc ja doprawdy wiem. Ale czy wskazując na wiek i pochodzenie tych ludzi, chce Pan wykazać, że muszą być w komitywie? Ich proweniencja nie znaczy, że konflikt między nimi nie jest autentyczny. Trocki był bolszewikiem, ale jego konflikt ze Stalinem był na śmierć i życie; generał Moreau był najwybitniejszym po Bonapartem generałem francuskim, ale walczył przeciw Francji. Nie wspomnę już o marszałku Bernadotte, który miał wedle legendy wytatuowane na piersiach „śmierć królom” i stał się założycielem dynastii panującej do dziś w Szwecji.

  28. 28 gniewoj

    Nie Panie Michale, niczego z tego nie próbuję dowieść ponieważ niczego z tego nie można dowieść.

    Zbieżność terminu awansu z jednej strony Załużnego z drugiej strony Surowikina w sierpniu 2021 niczego nie dowodzi ani niczemu nie przeczy. Po prostu jest.

    Podobnie odejście, czy raczej odprawienie Surkova, który prawdopodobnie spotkał się z Zelenskim w Omanie w 2019 niczego ani nie potwierdza ani niczemu nie zaprzecza.

    Podobnie zauważona przez Pana bitność Ukraińców niczego ani nie potwierdza ani niczemu nie zaprzecza a jednak pisze Pan o niej.

    Podobnie przestawienie przemysłu ukraińskiego ani nie potwierdza niczego ani niczemu nie zaprzecza a jednak wypływa na forum, więc nie wiem na czym ma polegać problem podania nazwisk i uczelni wojskowych jednej strony i wieku generałów drugiej strony.

  29. 29 michał

    Drogi Panie Gniewoju,

    To chyba nie jest tak. Zbieżność jakichś dat może być znacząca (np. zbieżność daty masakry na placy Tianamen z datą 35-procentowych wyborów w prlu w 89 roku, wydaje mi się zawsze nieprzypadkowa), a innych zupełnie przypadkowa (np. poznałem kiedyś człowieka, który był urodzony dokładnie tego samego dnia co ja – i co z tego?).

    Bitność Ukraińców potwierdza wiele rzeczy i zaprzecza innym, więc nie wiem, dlaczego utrzymuje Pan, że NICZEGO nie potwierdza. Aaaaa, a może Panu chodzi o to, że nie potwierdza tez Friedricha Nietzschego? No, w takim razie ma Pan rację.

    Ale problemu w tym nie ma żadnego. Po prostu w kontekście poprzedniej wymiany, tak zrozumiałem Pański powyższy komentarz.

  30. 30 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Przykład z bojówką piłkarską nie wydaje mi się być nie na miejscu, choć jest nieporównywalny w skali. Strony uzgadniają wstępne warunki jej prowadzenia i rozpoczynają działania. Nie ma potrzeby bieżącego uzgadniania wzajemnych posunięć, taktyki, stosowanej broni, nawet jeżeli istotą „dziwnej wojny” jest jej teatralność i prowokacja. Im więcej improwizacji, zaskoczeń przeciwnika tym lepiej.

    Czy proweniencja wojskowych czegokolwiek dowodzi, czy to, że niemal wszyscy obecni dowódcy rozpoczynali kariery w jednej sowieckiej armii, siadali w tych samych ławkach, wspólnie uczestniczyli w manewrach wojskowych, korzystali z tej samej broni, szkoleni byli przez tych samych ludzi, czy to wszystko nie ma znaczenia? Oczywiście, że nie dowodzi niczego, poza może tym jednym, że doskonale się rozumieją, z łatwością mogą się porozumieć. W tej sytuacja potencjalna koordynacja ich wspólnych działań jest o wiele łatwiejsza, nie wymaga intensywnego dogadywania szczegółów – dysponują tym samym modus operandi.

  31. 31 Dariusz Rohnka

    Panie Gniewoju,

    Ma Pan rację w swoich zestawieniach, które – rzecz jasna – niczego nie dowodzą. Dają do myślenia. Niestety na tym musimy poprzestać, bo raczej nie uda nam się wycisnąć zeznań z żadnego z tych sowieckich dowódców.

    Bitność Ukraińców to odrębny temat, bo nie wpisuje się w mniemaną prowokację w sposób czynny, a jedynie bierny. Bronią kraju przed rosyjskim imperializmem, albo po prostu przed najazdem obcej armii. Znamienna jest stosowana retoryka – Putin z kamarylą to nie żaden bolszewik, ale faszysta, hitlerowiec… sowiecka propaganda w czystej postaci.

  32. 32 Dariusz Rohnka

    Andrzej,

    Czyli nie znalazłeś informacji o zniszczeniu tego przemysłu. Nie jest atakowany?

  33. 33 Andrzej

    Darku,

    Moskwa podaje co i rusz, że zniszczyli to i tamto i przeprowadza co pewien czas skoordynowane akcje (nie wiadomo dlaczego bardzo często rakiety uderzają na Odessę lub okolice). Kijów zaprzecza, a zachodnie serwisy opierają się głównie na informacjach Kijowa. W miarę obiektywne źródła jak Jomini of the West praktycznie wcale o tym nie informują. Wydaje mi się, że cele te są atakowane, ale oprócz rzadkich przypadków pokazania zdjęć płonących magazynów, głównie pokazywane są zdjęcia uszkodzonych budynków cywilnych w dzielnicach mieszkalnych. Myślę, że gdyby kremlowscy sowieci zniszczyli jakąś ukraińską fabrykę w Dnieprze czy Kijowie, taka informacja obiegłaby świat (jak zniszczenie lotniska w Hostomelu z największym na świecie samolotem transportowym, który doskonale mógłby posłużyć do transportu broni). Od razu byłoby to wykorzystane propagandowo przez Ukraińców, że „wróg zabrał ludziom chleb”.

  34. 34 michał

    Darek,

    Metafora dwóch band piłkarskich chuliganów jest nietrafiona – czy muszę dodawać: moim zdaniem. Ale jej nieprzystawalność do sytuacji wydaje mi się drobiazgiem w porównaniu do jej głównej wady. Twoja metafora jest winna bagatelizowania problemu, jest fałszywa i myląca, a przez to błędna. To nie jest kwesti skali, ale jakości, a jak wiadomo, ilość NIE przemienia się w jakość.

    W rzeczywistości mamy do czynienia z dwiema ogromnymi armiami. Wedle różnych źródeł, Ukraińcy zmobilizowali 800 tysięcy do miliona ludzi. Milion ludzi pod bronią, to nie jest grupa chuliganów, którzy się umawiają na bijatykę na podwórku za śmietnikiem, tylko zorganizowana siła. Przeciwko nim stało najpierw 180 tysięcy głównie rekrutów, ale teraz (wedle dostępnych mi źródeł) zaangażowane są jednostki zawodowego wojska, a także zahartowani w boju i mordzie, Czeczeńcy Kadyrowa. W tym ostatnim wypadku mogłoby się wydawać, że zastosowanie do nich porównania do piłkarskich chuliganów bijących się pod trzepakiem, byłoby na miejscu, gdyby nie to, że to wybiela Kadyrowców, bezwzględnych, brutalnych morderców, niestety zaprawionych w boju. Nie nazwałbym ich wprawdzie jednostkami elitarnymi, ale to niestety nie są zwykli bojówkarze.

    Jeżeli mamy dotrzeć do prawdziwego znaczenia wydarzeń na Ukrainie, to wydaje mi się koniecznym unikanie tak mylących porównań, które zaciemniają obraz zamiast cokolwiek wyjaśniać, pomniejszają problem raczej niż go uwypuklają.

    Nie widzę żadnej tajemnicy w tym, że Ukraińcy się bronią. Tylko Polacy nie bronią się, kiedy wchodzi armia czerwona. Krasnoarmiejcy z kolei, po prostu wykonują rozkazy. Pytanie pozostaje – tylko w moim mniemaniu! – po jaką cholerę była Putinowi ta wojna. Przecież nie dla zniszczenia przemysłu zbrojeniowego na Ukrainie, bo to śmieszne. Na pewno nie dla przejęcia rynków zbożowych Ukrainy, które zapewne nastąpi (w Rosji spodziewają się rekrodowych plonów, więc Moskwa będzie żywić Afrykę zamiast Kijowa), bo niby po co to Putiinowi? Dla pieniędzy? Pah, cha, cha! Dostaje 800 milionów dolarów DZIENNIE od Zachodu. Po co mu ta wojna? Dla rozbicia Zachodu? Zachód pełzał przed nim na brzuchu, a teraz podniósł się na kolana. Więc po co? Żeby wspomóc Xi na Pacyfiku? Pół roku temu Xi mógł robić na Morzu Chińskim, co chciał, a teraz nawet lewackie gazety dyskutują, jak postąpić w wypadku inwazji Tajwanu.

  35. 35 gniewoj

    Panie Michale,

    Nie sądzę aby Ukraińcy wysysali z mlekiem matki tradycje kozackie ani tym bardziej, żeby mieli zakodowany jakieś specjalny gen w swoich genotypach. Co więcej, śmiem przypuszczać, że Polacy w podobnych okolicznościach biliby równie dzielnie. Zostawmy wojnę 1920 kiedy chyba nikomu z polskich żołnierzy nie brakowało ani odwagi ani woli walki. Wyobraźmy sobie, że po stanie wojennym dla rozbudzenia przestraszonej opozycji sowieci wpadliby na jeszcze bardziej szatański pomysł. Zamiast morderstwa księdza Popiełuszki, postanowiliby przeprowadzić zbrojną interwencję. Do prl wjeżdżają czołgi z czerwoną gwiazdą. Plan ogólny, przekazany z Moskwy czy nawet ustalony między Moskwą a Warszawą, zakłada, , że lwp może stawiać zbrojny opór. Jestem przekonany, że w takich okolicznościach każdy żołnierz lwp z wielką chęcią tłuk by „ruskich”. I nie stanowiłby o tym żadne geny ani tradycja husarska czy szlachecka. Stanowiłby o tym nacjonalizm, tak jak pisze o tym Pan Andrzej.

  36. 36 gniewoj

    Panowie,

    Powiecie, że marudzę. Najpierw narzekam, że nie ma przekazów filmowych z Ukrainy. Teraz jak się pojawiają, też jest źle. Jednak proszę spojrzeć na nagranie uderzenia rakiety w centrum handlowe z 27-go czerwca. Zastanawiają mnie dwie rzeczy:
    – wysoka jakość nagrania
    – skadrowanie.
    Z telewizją przemysłową miałem do czynienie jakiś czas temu i to jako użytkownik. Żaden system nie zapewniał tak wysokiej jakości obrazu. Kilka lat temu, kwestią nie była jakość kamer tylko pojemność pamięci na której zapisywano obraz. Przy kilku, kilkunastu kamerach jakość była celowo ograniczana po to żeby nie inwestować w bardzo pojemne pamięci. Nie wiem czy teraz coś się w tej kwestii zmieniło. Może Panowie wiecie.
    Druga sprawa to kadrowanie obrazu. W systemach, które ja użytkowałem istotne było aby objąć przede wszystkie wejścia, wyjścia i ciągi komunikacyjne. Proszę mi powiedzieć na co jest skadrowany obraz który uchwycił upadek pocisku? Plac wygląda na skład budowlany, na którym przechowywane są nowe, metalowe, a więc cenne elementy konstrukcyjne. Pytanie do Panów: co takie ujecie ma zabezpieczać, kradzieże z powietrza?

  37. 37 michał

    Panie Gniewoju,

    Ja na pewno nie powiem, że Pan „marudzi”. Widziałem te zdjęcia i wyglądają jak złej jakości propaganda.

    Natomiast co do mleka matek, to nie znam się na tym, ale też niczego takiego nie powiedziałem. Jestem także dziwnie spokojny, a nie chce mi się sprawdzać, że nie mówiłem nic o „genotypie”, bo ja po prostu nie używam takich określeń. Bardziej ciekawią mnie Polacy w tym kontekście.

    Więc „Polacy w podobnych okolicznościach biliby równie dzielnie”? A na czym Pan opiera taką supozycję, jeśli łaska? Podobna sytuacja zaszła we wrześniu 39 roku, kiedy naczelny wódz polskiego wojska wydał rozkaz, by nie strzelać do wkraczających krasnoarmiejców. O ile wiem, tego rozkazu usłuchano. AK wydało rozkaz, by „wspólnie z nadchodzącą armią czerwoną wyzwalać Wilno”. Bardzo niewielu bohaterów, np. Łupaszka, odmówiło wykonania tego rozkazu.

    Oczywiście wolno Panu wyobrażać sobie, cokolwiek Pan zechce, ale ja pozostanę przy moim przekonaniu (wyrażonym wielokrotnie), że było dla mnie oczywiste, że Ukraińcy będą się bronić. Co stawia „naszą nie-walkę z bolszewikami”, jak to określił Józef Mackiewicz, w interesującym świetle. Nacjonalizm jest straszną siłą. Ale nacjonalizm nie jest warunkiem wystarczającym oporu, jak tego dowodziła polska endecja na każdym ugodowym kroku.

  38. 38 Paweł

    Panie Michale, w kwestii rozkazu Rydza z 1939 aby nie strzelać do Sowietów. W tym rozkazie jest także mowa o tym, że gdyby Sowieci chcieli Polaków rozbrajać to należy strzelać. Poza tym do wielu oddziałów rozkaz nie dotarł i Polacy walkę podjęli. Było tych starć zbrojnych niemało, o czym traktuje na przykład książka Czesława Grzelaka „Kresy w czerwieni 1939. Agresja Związku Sowieckiego na Polskę” (500 stron). O walkach tych pisze też Józef Mackiewicz w swojej książce o Katyniu.

  39. 39 michał

    No więc? Jak to się ma do oporu wobec inwazji niemieckiej? Rozkaz, by NIE strzelać do wkraczającego okupanta jest ewenementem w historii Polski, nie sądzi Pan? Podobnie, jak rozkaz AK, żeby razem z nadchodzącym najgorszym zbrodniarzem, jakiego ziemia nosiła, „wyzwalać Wilno”.

    I jak to się ma do oporu Ukraińców wobec inwazji? Czy byłob w porządku, gdyby Ukraińcy wydali rozkaz NIE strzelania do krasnoarmiejców, a strzelali tyclko gdyby czerwoni chcieli rozbrajać niebiesko-żółtych? Czy to Pana zdaniem byłby bohaterski opór?

  40. 40 Andrzej

    Czeczeni mają też żywe tradycje walki o wolność (także nie tak dawnej), a dziś pod wodzą swojego sowieta walczą z Ukraińcami. Może być i tak, że żołnierze ukraińscy walczą twardo (ostatnio jakby mniej) ponieważ w dużej mierze są dobrze opłacani przez „oligarchów”. Po zajęciu Krymu w 2014 roku, armia ukraińska liczyła raptem 6 tysięcy żołnierzy i początkowo walki w Donbasie prowadziły oddziały „wolontariuszy” w rodzaju nacjonalistycznego pułku Azow (finansowanego podobno przez Tarutę i Kołomojskiego) czy utworzonych przez Kołomojskiego batalionów „Dnipro-1″, „Dnipro-2″ czy „Donbass”. To one powstrzymały wówczas zajęcie Mariupola i sporej części obwodów donieckiego i ługańskiego. Realne, duże pieniądze na Ukrainie mają tamtejsi „oligarchowie”.

  41. 41 michał

    Czeczeńcy walczą po obu stronach, Panie Andrzeju.

  42. 42 Paweł

    Panie Michale, ma Pan rację. Ja tylko zwracam uwagę na jeden aspekt. Otóż to komuniści z satysfakcją akcentowali słowa Rydza aby nie walczyć i kropka. Tak jakby słów o walce w razie ataku lub rozbrajania nie było.
    Co do oceny samego Rydza to trzeba uwzględnić fakt że był plan aby został on prezydentem RP. No i ważne jest też to że w 1941 wrócił do Polski.

  43. 43 michał

    Panie Pawle,

    Nie znam dobrze losów Rydza, ale czy nie było tak, że wrócił tylko dlatego, że go nie chciano na emigracji? Emigracja była skrajnie antysanacyjna, zresztą AK także, więc nigdzie nie było dla niego miejsca.

    Prawdę mówiąc, ja bym nie kładł nacisku na jego indywidualną winę. Wydanie tego rozkazu jest wprawdzie haniebne, ale czy nie wyrażał on tylko tej zasady, że Niemcy robią z nas bohaterów, a bolszewicy przemieniają nas w gówno? W kilka lat później, w zmienionej sytuacji, gdy już doprawdy nie można było mieć złudzeń co do natury sowieckiej okupacji, AK wydała równie haniebny rozkaz w kwestii wyzwalania Wilna. Dlaczego więc wytykać palcami Rydza?

  44. 44 michał

    Panie Andrzeju,

    Miałem wcześniej czas tylko na krótką odpowiedź, proszę wybaczyć. Z mojego punktu widzenia, Kadyrowcy to nie tylko bandyci, ale także bolszewicy. Wolni Czeczeńcy walczą w Syrii i na Ukrainie przeciwko bolszewii. Taki czeczeński bojec, zapytany kilka lat temu, dlaczego bije się w Syrii a nie w Czeczenii, odparł, że w Syrii ma szansę przeżycia i może nawet zwycięstwa, a na Kaukazie jego szanse są bliskie zeru. Terror kgb na Kaukazie jest tak straszny, że całe wioski są równane z ziemią, w odpowiedzi na donos (bez dowodu), że „terrorysta” postawił stopę w wiosce. Jak dotąd, nie wprowadzono z równą skutecznością tej samej taktyki w Syrii. Nie mam żadnych wątpliwości, że sowieciarze nie będą się wahać wprowadzić tej samej taktyki w Donbasie, jeżeli napotkają opór.

    Nasze pytanie, nasz problem jest jednak inny. Podobnie jak Pan (a także p. Gniewoj i Darek) jestem zdania, że to nie jest wolna Ukraina, ani nie jest to wojna o Ukrainę. Ale to nie znaczy, że walki nie są autentyczne, że są jakoś „pozorowane” lub „koordynowane”. Konflikt jest w moim przekonaniu prawdziwy. Taka konstatacja musi mieć wymiar polityczny, bo jeżeli ktoś się bije z sowieciarnią, to jest wrogiem mojego wroga. Nie jest to jeszcze mój sojusznik, ale też chyba nie wróg.

    Podobnie, do pewnego stopnia, było w roku 1941. Mackiewicz nie miał wielkich wątpliwości, co reprezentuje sobą Hitler, ale mimo to radował się, że to „gówno, ta plugawa zaraza świata” została zepchnięta na skraj przepaści. I tym bardziej martwiło go później, że miał tym bydlakom pomagać do zwycięstwa – z rozkazu AK.

  45. 45 gniewoj

    Panie Andrzeju,

    chciałbym się upewnić, że to nie jest żadna pomyłka.

    Czy rzeczywiście w 2014 roku, w momencie, kiedy niebiesko-żółci dostali zezwolenie na użycie broni w celu obrony swego życia ich armia liczyła zaledwie 6.000 ludzi?

    I drugie pytanie. Czy rzeczywiście, obecnie ich armia finansowana jest z kiesy oligarchów?

    Jedno i drugie zaskakuje. To drugie chyba nawet bardziej.
    Wspominałem swego czasu o wywiadzie jaki dał Chodorkowski i który był nadawany w brytyjskiej telewizji. Powiedział on w tym wywiadzie coś z rodzaju oczywistości typu, że krzesło to „krzesło”. Mianowicie to, że oligarchowie, przynajmniej ci moskiewscy to nie są żadni oligarchowie ponieważ nie mają żadnego wpływu na rządzenie. Kim mogą być i kim w rzeczywistości są to są agentami Putina.
    Czyżby „oligarchowie” kijowscy to był inny garnitur? Czyżby ci, w odróżnieniu od moskiewskich, mieli wpływ na rządzenie i co więcej fundowali sobie nawet siły zbrojne?

  46. 46 michał

    Panie Gniewoju,

    Pan Andrzej bada te sprawy szczegółowo i nie wątpię, że odpowie Panu autorytatywnie. Pozwolę sobie tylko wtrącić, że o ukraińskich oligarchach była mowa w cyklu o rzekomym upadku komunizmu. Byli oni bez wątpienia kremlowskimi oligarchami, całkowicie na usługach kgb i mafii Mogilewicza (tudzież innych gangsterów, których nie będę teraz przypominał).

    Ich dyspozycyjność, pełna kontrola Putina nad ukraińską gospodarką poprzez sieć powiązań mafijno-kagiebowsko-oligarchijnych, jest właśnie jednym z powodów, dla których tak trudno pojąć, po co mu była ta inwazja.

  47. 47 Andrzej

    Panie Michale,

    Nie twierdzę (i zdaje mi się nie twierdziłem), że walki są aranżowane. Są autentyczne. O tym jakie one są, decyduje ten kto ma przewagę militarną i inicjatywę. Czyli sowieci z Moskwy. Oni decydowali o takim a nie innym przebiegu pierwszej fazy, o wycofaniu się z wyspy, o ofensywie w Donbasie.To mi się zdaje wystarcza do tego aby sterować przebiegiem wojny.

    Sam Pan pisze, że strona ukraińska dysponuje ogromną liczbą żołnierzy. Gdzie są ich ofensywy? Coś się działo w okolicy Charkowa, ale bez przełomu chociaż wygląda na to, że putinowcy są tam słabsi. Coś się dzieje na frocie chersońskim ale bez przełomu, bez energii, powoli. Na początku stawiali twardy opór na północy a teraz ledwo dają radę na wschodzie i południu, gdy się wzmocnili?

    Nie wiemy co się dzieje za kulisami, na poziomie decyzyjnym. Ale wiadomo, że są powiązani siecią, tą samą siecią.

    Mnie cieszy każdy strzał do sowietów.

  48. 48 Andrzej

    Panie Gniewoju,

    W trakcie zajmowania Krymu w 2014 roku, na stronę Moskwy przeszło 78 jednostek armii ukraińskiej. Z 41 tysięcy zostało sześć: https://mil.in.ua/en/articles/ukraine-s-armed-forces-on-the-eve-of-the-conflict/ (w części „Initial Shock”). Ta armia musiała być budowana od nowa i tym w znacznej mierze zajęli się ukraińscy „oligarchowie” (Poroszenko, który wówczas miał władzę, jest jednym z nich).

    Nie twierdzę, że na pewno, ale uważam za bardzo prawdopodobne to, że i teraz w dużej mierze finansują ukraińską armię. Ta armia broni kontrolowanych przez nich kombinatów, rurociągów, złóż i agroholdingów.

    Putin, jak Pan wie podorządkował sobie „oligarchów” aby działali na jego rzecz.Oni decydują o obliczu kraju: : https://www.firstpost.com/world/understanding-the-role-of-kyivs-oligarchs-and-the-role-they-are-playing-in-the-russian-ukraine-conflict-10421801.html. Wątpię, aby wojna to zmieniła. 11 godzin przed inwazją Kremla (23 lutego) Zelenski spotkał się z nimi wszystkimi: https://www.pravda.com.ua/eng/news/2022/03/9/7329786/

  49. 49 Andrzej

    Panie Gniewoju,

    W trakcie zajmowania Krymu w 2014 roku, na stronę Moskwy przeszło 78 jednostek armii ukraińskiej. Z 41 tysięcy zostało sześć ( tutaj, w części „Initial Shock”). Ta armia musiała być tworzona na nowo i tym w znacznej mierze zajęli się ukraińscy „oligarchowie” (Poroszenko, który wówczas miał władzę, jest jednym z nich).

    Nie twierdzę, że na pewno, ale uważam za bardzo prawdopodobne to, że i teraz w dużej mierze finansują ukraińską armię. Ta armia broni kontrolowanych przez nich kombinatów, rurociągów, złóż i agroholdingów.

    Putin, jak Pan wie podorządkował sobie „oligarchów” aby działali na jego rzecz. Na Ukrainie jest odwrotnie, to oni decydują o obliczu kraju. Wątpię, aby wojna to zmieniła. 11 godzin przed inwazją Kremla (23 lutego) Zelenski spotkał się z nimi.

  50. 50 Andrzej

    ps. przepraszam za podwójny ostatni wpis. Pierwsza wersja była robocza i przypadkowo się pojawiła na stronie.

  51. 51 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Grubo, wedle mnie, przesadzasz z rzekomym brakiem proporcji. Nie chodzi o proporcje, ale o modus operandi. O charakter działań, które w dużej mierze są wynikiem zachowań czy też kontr zachowań strony przeciwnej. Nie wymagają stałych konsultacji pomiędzy stronami. Przebieg wojny (chyba od samego początku) nie miał być (przynajmniej ściśle) koordynowany. Ma wyglądać autentycznie, choć i tak wzbudzał i wciąż wzbudza bardzo wiele wątpliwości.

    Zostawmy to, jeśli pozwolisz, na boku (przynajmniej na moment). Bardziej interesujący wydaje mi się wymiar polityczny, wyrażony pewną zależnością, którą opisałeś w komentarzu z 4 lipca (10:12):

    Podobnie jak Pan (a także p. Gniewoj i Darek) jestem zdania, że to nie jest wolna Ukraina, ani nie jest to wojna o Ukrainę. Ale to nie znaczy, że walki nie są autentyczne, że są jakoś „pozorowane” lub „koordynowane”. Konflikt jest w moim przekonaniu prawdziwy. Taka konstatacja musi mieć wymiar polityczny, bo jeżeli ktoś się bije z sowieciarnią, to jest wrogiem mojego wroga. Nie jest to jeszcze mój sojusznik, ale też chyba nie wróg.

    Sięgasz następnie po przykład z 1941, ataku Hitlera. Przyznam, że nie bardzo rozumiem. Wychodząc z założenia, że obecną wojnę sowiecko-sowiecka na Ukrainie należy rozpatrywać z punktu widzenia bolszewickiej strategii, przy czym tu zestawienie z narodowym socjalizmem, intelektualnie ułomnym bękartem tegoż bolszewizmu?

    Czy raczej, masz na myśli to, że po stronie przeciw kremlowskiej stają autentyczni ukraińscy patrioci, z pewnością nie żadni bolszewicy? Czy rzeczywiście, Twoim zdaniem, wynikać z tego może jakaś polityczna korzyść? – Z nieuświadomionego „gonienia” bolszewika?

    Wydaje mi się, że Twoje zestawienie nie jest trafne. W latach ii wś istniała szansa na stworzenie wielkiej, autentycznej antysowieckiej armii, co z różnych powodów nie doszło do skutku (postawiono na Własowa [nie do końca], który żadnym antybolszewikiem nie był). Obecnie jest inaczej. Żołnierze (obu stron) nie mają pojęcia o co toczy się ta wojna (całkiem podobnie jak dyskutanci wp). Nie dostrzegam z czego miałaby wynikać korzyść. Czy z tego, że sowieci obu stron tracą w tej wojnie swój militarny potencjał?

    Najwyraźniej zanadto ich to nie obchodzi. Może jedynie czyszczą magazynu z zalegającego tam złomu?

  52. 52 Dariusz Rohnka

    Andrzej,

    Piszę z punktu całkowitego dyletanta, ale wydaje mi się, że rację ma Michał. Nie jest (wedle mnie) możliwe, żeby ukraińscy oligarchowie (którzy są takimi jedynie z nazwy) mogli działać przeciw-putinowo, tworząc prywatne armie do obrony własnych latyfundiów. Ale – powtarzam – nie mam odpowiedniej wiedzy, żeby z Twoją tezą dyskutować.

    Gdyby było tak, jak piszesz, no to mielibyśmy wreszcie prawdziwą przyczynę wojny, wyłożoną jak na tacy – walkę z ukrainną oligarchią. Czy dobrze interpretuję Twój punkt widzenia?

  53. 53 Dariusz Rohnka

    Panie Gniewoju,

    Pomimo niewątpliwego autentyzmu tej wojny, jest w jej przebiegu wiele sztucznego. Mam Pan rację, że wykadrowany obraz pędzącej z niewiadomą prędkością rakiety, uchwycony z dołu do góry, jest infantylnym przypadkiem wojennej propagandy. To oczywiste kłamstwo. Tyle, że propaganda wojenna od tego jest, żeby kłamać.

    Gdyby się jednak miało okazać, że większość monitorowanych akcji wojennych ma, podobnie do tego jednego, fałszywy charakter, wówczas moglibyśmy mówić w kategoriach szerszego obrazu i zastanawiać się, dlaczego niemal milionowa (jak słyszę) armia Ukrainy nie przechodzi do zmasowanego kontrataku? Obawiam się jednak, że podobnie ścisłej wiedzy nie sposób pozyskać.

  54. 54 michał

    Panie Andrzeju,

    Tak zrozumiałem Pańskie słowa, że „obie strony są świadome tego co się naprawdę dzieje i że sądzę, że obie strony są wciąż związane ze sobą”. Darek nazwał strony bojówkami, a p. Gniewoj pisał: „wstępne plany „dziwnej wojny” były wspólnie omówione i uzgodnione z rozdziałem ról takim. że Moskwa atakuje a Kijów się broni” oraz że „medialną twarzą konfliktu będzie postać Zelenskiego”.

    Kiedy postawiłem pytanie, czy w takim razie jest to wszystko z góry ukartowane, to usłyszałem w odpowiedzi, że może nie wszystko, ale ukartowane; że to są dwie bojówki piłkarskie, które „uzgadniają wstępne warunki jej prowadzenia [bitwy] i rozpoczynają działania”. Zdaję sobie sprawę, że amalgamuję tu wypowiedzi Darka, p. Gniewoja i Pańskie, ale taki był ich wektor: istnieje jakaś koordynacja między stronami tego konfliktu, co mnie się wydaje niemożliwe.

    Pisze Pan, gdzie jest ofensywa ukraińska, skoro mają taką wielką armię. Nie jestem teoretykiem wojskowości, ale czy nie jest oczywiste, że potrzeba większych sił dla obrony? Ukraińcy muszą mieć siły wokół Kijowa i Lwowa, Odessy i Charkowa, gdy czerwoni mogą sobie skrócić front do Donbasu, jeżeli im wygodnie. Ukraińcy prawdopodobnie – nikt tego nie wie na pewno – nie bronią całej granicy, ale raczej okoują się w jakiejś odległości od granic. Nadal potrzeba do tego ogromnej ilości ludzi.

    Na moje odczucie, „prorosyjskie” sympatie na Ukrainie wymarły wraz z inwazją. Były z pewnością dawniej, zwłaszcza w Mariupolu, rzekomo najbardziej „prorosyjskim mieście” w Ukrainie, ale nie sądzę, żeby przetrwały tę inwazję. Ale przecież wiemy doskonale, że sympatie są mile widziane przez bolszewików, a brak sympatii jest im obojętny. Zmierzam do tego, że nastroje ludności sa bez znaczenia. Jakiekolwiek są te nastroje, nadal nie pojmuję, po co mu była ta inwazja.

  55. 55 michał

    Darek,

    Zdaje mi się, że bezszelestnie przeszedłeś od tezy koordynacji do tezy autentyczności. OK.

    Przywołałem rok 1941 nie w celu porównania dwóch konfliktów, a wyłącznie dla obserwacji, że można nie być bez reszty po jednej stronie, by dostrzec trudności dla drugiej strony. Tak jak prawie-bolszewicki Hitler zdołał zepchnąć Stalina na kraj przepaści, tak samo uwikłana w sowieckie przepychanki Ukraina może nadwyrężyć siłę Putina. Czy ja mam taką nadzieję? Nie. W przeciwieństwie do Ciebie, nie jestem optymistą. Ale to nie znaczy, żebym zamykał oczy na tę możliwość.

    Innymi słowy, „nieuświadomione gonienie bolszewika” (jak to bardzo trafnie nazwałeś), jest lepsze niż rozkazy niestrzelania do bolszewika. Bombardowanie instalacji czerwonych na Żmijnym Ostrowie jest lepsze niż wyzwalanie Wilna ramię w ramię z radzieckimi sojusznikami.

    Na uświadomione gonienie bolszewika się nie zanosi, a tonący brzytwy się chwyta.

  56. 56 gniewoj

    Panie Andrzeju,

    Rzeczywiście, skoro sam minister obrony niebiesko-żółtych podaje liczbę 6.000 żołnierzy przedstawiających wartość bojowa w 2014 roku to tak musiało być. Jak twierdzi Marcin Gawęda w analizie z 2019 roku były to głównie jednostki specnazu i aeromobilne.
    https://defence24.pl/armia-ukrainska-w-dobie-transformacji-analiza
    Mogłoby to odpowiadać temu czym dysponuje współczesna armia prlu, jeżeli prawdą jest to co kiedyś usłyszałem, że w krajowych siłach zbrojnych wartościowe są jedynie jednostki specjalne.

    Z kolei jeżeli chodzi o przestawienie się przemysłu zbrojeniowego niebiesko-żółtych z rynku sowieckiego na wewnętrzny po 2014 roku, to o czym można przeczytać w przytoczonym przez Pana artykule „Ukraine’s Military Industry Should Not Be Underestimated”, pisał również Stanisław Waszczykowski.
    https://www.konflikty.pl/technika-wojskowa/na-ladzie/sily-zbrojne-ukrainy-struktura-wyposazenie/
    Szczegóły można znaleźć w części: Wyposażenie.

    Niewiele i bardzo ogólnie na temat strat jakie ponosi w tej chwili przemysł zbrojeniowy niebiesko-żółtych można przeczytać tutaj.
    https://defence24.pl/przemysl/zniszczenia-w-ukrainskim-przemysle-obronnym-problemy-zagrozenia-i-szanse-analiza
    Autor analizy, Juliusz Sabak pisze o tym, że klientami ich przemysłu były ChRL, Indie i Pakistan.

  57. 57 Andrzej

    Darku,

    Kwestię „oligarchów” dyskutuję w kontekście autentyzmu „operacji specjalnej”, a konkretnie walk które się toczą i motywacji strony ukraińskiej.

    Chyba się zgadzamy co do tego, że cel operacji wykracza poza granice „postsowieckie” i to znacznie dalej, bo jak się zdaje, przynajmniej do Lizbony.

    Jeśli sowiecko-ukraińscy „magnaci” działają wspólnie to tylko chwilowo. Zasadniczo wchodzą ze sobą w sojusze tylko wtedy gdy mają z tego wspólny zysk. Ci, którzy są mocniej związani z Moskwą (Firtasz, Pińczuk (?), Achmetow, Nowiński) nie będą się zbytnio angażować, co najwyżej domagając się od niej pokrycia strat. Miedwiedczuk to oddzielna kwestia, bo to „kum” Putina. Kołomojski, Taruta, Poroszenko mogą sporo stracić (ten ostatni dziś najmniej, ale nigdy nie wiadomo czy rakiety nie uderzą w Winnicę) i pewnie to oni najbardziej się angażują w wojnę. Myślę, że kremlowscy czekiści mają ich wszystkich w garści tak czy siak, i gdyby chcieli mogą ich „zgasić” w Londynie, Nowym Jorku, Wiedniu, Zurichu itd.

  58. 58 Jacek

    Panie Gniewoju,

    Przepraszam za zwłokę w odpowiedzi, dopiero teraz mogę odpisać.

    Odnośnie Pańskiej wypowiedzi z 30 czerwca, wygląda na to, że ukraińskie maszyny transportowe zostały przebazowane w ramach większego planu. Jest to, jak mi się wydaje standardowa procedura, stosowana na tym obszarze operacyjnym. Z tego, co wiem, tutejsze F-16 w razie otwartego konfliktu z sowietami, miałyby uniknąć ataków rakietowych na ziemi, odlatując do bazy w Ramstein i później stamtad miałyby operować w rodzimej przestrzeni powietrznej. Taka koncepcja majaca zabezpieczyć samoloty przed natychmiastową zagładą. Prawdopodobnie Amerykanie to samo zalecili Ukraińcom i być może to przyczyniło się do przetrwania tamtejszego lotnictwa. Czy wiadomo coś o podobnym przebazowaniu maszyn bojowych?

  59. 59 Andrzej

    Panie Michale,

    To chyba nie jest tak. Wydaje mi się, że łatwiej jest się bronić niż atakować. W 1944-45 roku Niemcy bronili się na trzech frontach (wschodnim, zachodnim i południowym-włoskim). Mieli już osłabioną armię, a sowieci pokonali ich przy ogromnych stratach własnych. Dziś jednak trudno to porównywać, bo o wyniku nowoczesnej wojny decydują też inne czynniki, np. rakiety balistyczne, lotnictwo strategiczne, drony, informatyka.

    „Prorosyjskie” sympatie zapewne na Ukrainie wymarły, ale nie oznacza to jeszcze, że wszyscy Ukraińcy tworzą dziś zjednoczony naród. To się dopiero może dziać. Ukraina lewobrzeżna wciąż posługuje się rosyjskim, ale używany jest nie tylko tam, bo i na wybrzeżu czarnomorskim aż do delty Dunaju. Podejrzewam, że w Odessie niekoniecznie poczuwają się do więzi z hajdamakami czy z UPA.

  60. 60 Andrzej

    Panie Gniewoju,

    Dziękuję. Ograniczenie zdolności produkcji zbrojeniowej o 70% (jak pisze autor tego tekstu) to byłoby niemało. Ale są stałe dostawy sprzętu z zewnątrz (sporo dostarczają fabryki czeskie, a huta w Stalowej Woli przestawiła się na potrzeby ukraińskie, czy też została do tego „wynajęta”)

  61. 61 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Wehrmacht był najlepszą machiną wojenną w historii. Fakt, że potrafili się bronić tak długo przeciw tak przeważającym siłom jest zdumiewający i nie można go chyba używać jako przykładu dla tej wojny.

    Oczywiście ma Pan rację, że Ukraińcy nie są „zjednoczonym narodem”, ale kto jest? Oprócz Polaków, wszystkie nacje mają wachlarz opinii, tylko jedni Polacy są jednomyślni, a tych którzy myślą inaczej „chcą tak dłygo kołami tłuc, aż do zgody przymuszą”, jak mówi stara kronika.

    Nawiasem mówiąc, jedność jest przereklamowana.

  62. 62 Jacek

    Andrzej,

    Uściślając, czy sądzisz, że jest jakiś podskórny konflikt pomiędzy ukraińskimi oligarchami zależnymi od Kremla i drugą kategorią, powiedzmy robiącymi pieniądze niezależnie? I czy faktycznie tacy, jak Kołomojski są niezależni, zbuntowani? Jeśli tak, to w jaki spósób wyrwali sie z orbity sowietów? Bo przecież, przynajmniej na początku, fortuny musieli budować w oparciu o kontakty ze służbami.

  63. 63 Andrzej

    Panie Michale,

    Ja nie pisałem tego odnośnie jednomyślności – wachlarzu opinii, lecz tożsamości narodowej i kulturowej.

  64. 64 Andrzej

    Nie Jacku. Nie sądzę aby oni byli niezależni. Są produktami „pierestrojki”, w konkretnym celu i są dostatecznie powiązani ze strukturami które maja nad tym nadzór aby się uniezależnić. Może i Kołomojski tego by chciał i do tego dąży, ale nie ma na to większych szans. Gdyby próbował, to więzienie na niego już czeka (choćby w USA), a gdyby się od tego wywinął to wszędzie do dopadną i załatwią jak Berezowskiego.

  65. 65 michał

    Panie Andrzeju,

    W zasadzie, zgadzam się z Panem, co do bogaczy. Mimo to, zastanówmy się. Czy Bierezowski był zależny od Kremla? Był. Był produktem pierestrojki. Podobnie jak Chodorkowski i Abramowicz. Jak każdy człowiek z pieniędzmi, pragnął się uniezależnić od politycznych wpływów, ale (nie inaczej niż Chodorkowski) próbował się wyzwolić od zależności od Kremla (a nie od Waszyngtonu czy Londynu, co w porównaniu jest łatwe).

    A zatem, czysto teoretycznie, czy nie jest możliwe, żeby ukraiński oligarcha – stworzony przez sowieckie układy i trzymany w ryzach przez sowieckie sieci Mogilewicza i kgb – dostrzegł wyjście z czerwonej matni w popieraniu ukraińskiej niepodległości? Mało tego, czy nie znalazłby osłony w ukraińskim pseudopaństwie? A dalej, czy nie byłby gotów poświęcić wiele, zważywszy swoją podejrzaną drogę do potęgi i bogactw?

    Taki człowiek zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw lepiej niż Pan i ja razem wzięci. Miał z tymi ludźmi do czynienia całe życie. A mimo to, nagle znalazł się po „lepszej stronie historii”, czy zatem nie warto – z jego punktu widzenia – poświęcić miliardów dla legitymizacji siebie samego?

    Proszę mnie dobrze zrozumieć. Nie kwestionuję Pańskich tez. Pytam tylko: czy nie jest psychologicznie i logicznie możliwe, że odwrotność tych tez da się utrzymać?

  66. 66 Andrzej

    Panie Michale,

    Rzecz jasna jest to możliwe bo wszystko jest możliwe. Czy jednak w tym przypadku jest prawdopodobne? O ile wydaje się że Firtasz, Pińczuk czy Achmetow z Nowińskim nie byliby do tego skłonni bo zbyt wiele tracą zrywając z Kremlem. Poroszenko, Kołomojski z Bogoliubowem i Tarutą, jak się wydaje mogliby być bo są z Kremlem (chyba) mniej związani. Ale oni są mocno związani ze sobą. Od 30 lat tworzą układ, który funkcjonuje na korzyść ich wszystkich. Zostali do tego wybrani i przeszli tę samą drogę, na której lojalność odgrywała zasadniczą rolę. I chociaż Kołomojski osiem lat temu „stawiał się” Putinowi,to trzy lata temu mówił już o porozumieniu się z nim. Los Berezowskiego i Chodorkowskiego jest jednak dla nich przestrogą, której nie mogą zlekceważyć. Zapewne chcą, aby układ trwał (przynajmniej tak się zdaje sadząc z faktu ich pozostania na Ukrainie po inwazji) bowiem realizacja zamiarów Moskwy oznacza jego radykalną zmianę na ich niekorzyść. Być może stąd biorą się długo ponawiane apele Zelenskiego o bezpośrednie spotkanie z Putinem. Ale ten ma dużo dalsze plany, niż tylko bezpośrednie zarządzanie Ukrainą.

  67. 67 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Żadne ok. Teza o koordynacji nie eliminuje autentyczności działań wojennych, ostrzału, ofiar itd. Rozważaliśmy zdaje się kwestię czy i na ile działania muszą być koordynowane. Ty nie dostrzegasz – jeśli dobrze rozumiem – żadnych działań skoordynowanych, mnie zaś brakuje w tej wojnie autentyzmu. Nie chodzi o kłamstwa propagandy – wszystkie wojenne propagandy kłamią. W tym konkretnym przypadku, przytłacza skala kłamstwa i jednostronność przekazu. Nie wiem nic konkretnego na temat przebiegu wojny. Może stanowię niechlubny wyjątek. Ale… nie jestem o tym przekonany. Nie bardzo rozumiem jak można o czymkolwiek przesądzać bez jednoznacznego obrazu rzeczywistej sytuacji.

    Obawiam się, że zaczynasz schodzić na manowce optymizmu, przyjmując tezę o dwóch stronach konfliktu. Po stronie para-bolszewika Hitlera walczyli autentyczni antykomuniści. Czy można to samo powiedzieć o współczesnej stronie ukraińskiej?

    Może istotnie bombardowanie żmijnej wysepki byłoby lepsze od „wyzwalanie” Wilna ku chwale czerwonej armii, gdyby nie analogia entuzjazmów: z którym spogląda się na pierwsze oraz współuczestniczono w drugim.

  68. 68 Dariusz Rohnka

    Andrzej,

    Skoro, jak piszesz, czekiści mają wszystkich „magnatów” „tak czy siak” w ręku, to chyba nie mogą przejawiać nadmiernej samodzielności. Czy dobrze rozumiem?

    Michał buduje, jak właśnie przeczytałem, teoretyczny model chęci wyrwania się oligarchy z zależności. Taki model nie jest wykluczony. Całkiem możliwe, że dumają nieustająco o takiej rejteradzie, z drugiej – pewnie nie po to budowano całą strukturę, wiązano się wzajemnie, żeby ot… można było zerwać pęta wedle życzenia.

    Poza wszystkim, odnoszę wrażenie, że wszystkich tych teoretycznych rozważaniach gubimy bolszewizm. Czy słusznie? Czy nie jest tak, że bolszewizm różni się w istotny sposób od zwykłej bandyterki, mianowicie – ma do spełnienia dziejową swoją misję? A towarzysze realizujący jego cele nie są – powiedzmy – całkiem wyprani z „idei”?

  69. 69 michał

    Darek,

    Tak jest. Nie dostrzegam żanych śladów koordynacji działań między czerwonymi i niebiesko-żółtymi. Wydaje mi się, że takie stwierdzenie jest otwarte na możliwość, iż takie ślady mogą się pojawić. Natomiast twierdzenie, że te działania muszą być koordynowane na najwyższym szczeblu, wobec braku dowodów potwierdzających taką tezę, robi na mnie wrażenie właśnie PRZESĄDZANIA. Innymi słowy, bezpodstawnie zarzucasz mnie, to co sam zdajesz się robić.

    Nie sądzę także, iżby zagrażał mi bezbożny optymizm. Ale będę się modlił do Pana, by ustrzegł mnie przed tym nieszczęściem.

    Nie wydaje mi się również, jakobym tracił z oczu bolszewizm. Czy są antykomuniści wśród walczących na Ukrainie? Znowu, inaczej niż Ty, nie zamierzam tego przesądzać bez jakichkolwiek śladowych dowodów. Ale antykomunistów w ogóle nie ma wielu na świecie. A jeddnak, Własow też antykomunistą nie był, a mimo to walczył ze Stalinem i chwała mu za to.

  70. 70 Andrzej

    Darku,

    Wydaje mi się, że na kwestię „magnatów” odpowiedziałem tuż przedtem Panu Michałowi. W zasadzie pokrywa się to z tym, co piszesz w drugim akapicie: „Całkiem możliwe, że dumają nieustająco o takiej rejteradzie, z drugiej – pewnie nie po to budowano całą strukturę, wiązano się wzajemnie, żeby ot… można było zerwać pęta wedle życzenia.”

    Bolszewizm jest w tym przypadku nadrzędny i zdaje mi się, że go uwzględniamy (nasza czwórka autorów „Rozmowy”), jakkolwiek szczegółowa analiza „operacji specjalnej” nie zawsze zawiera w sobie explicite ten fundamentalny czynnik.

    Sowieci stworzyli twory „postkomunistyczne” w celu skutecznego podboju reszty świata. Wraz z jawnymi komunistami „wygenerowali” połączenie struktur politycznych i gospodarczych. Zarzucali sieci i oplatali nimi ofiary. Ciągle zastanawiamy się po co im awantura z nimi, skoro tak dobrze im szło.

    Moja hipoteza jest taka, że owoc dojrzał i nie czekając aż spadnie sam, sowieci postanowili go zerwać. „postsowiecka” Ukraina sama z siebie może być przy tym celem niejako ubocznym (zmiana wewnętrzna), ale z góry patrząc to przede wszystkim środek do szerzej zakrojonych działań.

  71. 71 PawelW

    Po lekturze tekstu z zarobmy.se oraz powiązanego z nim forum (przyznam, że dosyć hermetyczne to miejsce i się ciężko to czyta), odnoszę wrażenie, że tam wskazali na kilka powodów tej wojny oraz sposobu jej prowadzenia i tak:
    1. Powód główny wojny: proxy Chin (ta teza padła tam na forum w trzecim dniu wojny https://forum.zarobmy.se/t/w-co-gra-rosja-czyli-nawalanka-na-ukrainie/2082/355)
    2. Powody takiego sposobu prowadzenia:
    a) walka wewnętrzna frakcji sowieckich, bezpieki cywilnej (niebiescy) z wojskową (zieloni), eliminacja opozycji wojskowej itp
    b) show na potrzeby wewnętrzne dla pacyfikacji nastrojów społecznych
    c) jak zdiagnozowane w powyższym tekście, przykrycie systemowego marnotrawstwa i rozkradania
    3. Powód degrengolady kampanii kijowskiej:
    Amerykańskie militarne wsparcie bezpośrednie w postaci wywiadu satelitarnego i pokierowania działaniami obronnymi na tym kierunku (m.in. ponoć zestrzelono desant WDW jeszcze nad terytorium Białorusi, a Ukraina nie ma środków wykrywania takich wycieczek)

    Rapallo, uznanie sowietów przez Stany Zjednoczone, braterski alians z czasów ii wojny, „wielka spółka”, amerykańskie wsparcie dla chińskich komunistów (identyczne zjawiska miały miejsce w Europie), rozgrywanie rzekomego sporu chińsko-sowieckiego, aż po pingpongową dyplomację Kissingera, fenomen Gorbaczowa z jego pierestrojką, wszystko to jest dowodem absolutnego niezrozumienia nowego dziejowego zjawiska.

    Miałem swego czasu okazję czytać książkę „Na skraju Imperium” Mieczysława Jałowieckiego
    https://polonika.pl/wydawnictwo/wydawnictwa-popularnonaukowe/90066889

    Szczególnie ciekawy w odniesienie do sowietów jest opis przebiegu rewolucji w Rosji, ówczesna współpraca Jałowieckiego z agentem wywiadu brytyjskiego Hallem oraz uwagi tegoż agenta odnośnie komunizmu.
    Agent brytyjski powiedział Jałowieckiemu, że studiował komunizm. Że to, co się w Rosji dzieje, było spodziewane, jeżeli znało się doktrynę komunistyczną oraz bolszewików.
    Zatem jestem przekonany, że UK i USA doskonale sobie zdają sprawę czym to „nowe zjawisko” jest, skoro już przed I wojną światową ich agenci mogli się w tej kwestii edukować i w polu potwierdzać przełożenie teorii na praktykę….
    Tutaj pdf książki, strona 253-255
    https://doci.pl/hildahasz/jaowiecki-mieczysaw-na-skraju-imperium-i-inne-wspomnienia+fexvcne

  72. 72 michał

    Panie Andrzeju,

    Czy my się nie kręcimy w kółko? Wydawało mi się, że już na wstępie zgodziliśmy się, że Ukraina nie jest przedmiotem tej wojny. Co więcej, nie jest także podmiotem.

  73. 73 Andrzej

    Tak Panie Michale, ale mnie się zdaje, że to jest hipoteza którą staramy się obalić albo uzasadnić i która dla mnie wynika z dalekosiężnych celów i praktyki bolszewickiej. Od tego czasu poruszyliśmy sporo różnych kwestii, które mogłyby ją podważyć. Ostatnio sprawę ukraińskich „oligarchów”, wydaje mi się pod kątem „podmiotu”. Czy tracimy czas?

    Ukraina nie jest przedmiotem wojny. Co zatem według Pana jest przedmiotem wojny?
    Ukraina nie jest podmiotem wojny. Co jest podmiotem? Czy tylko sowieci?

  74. 74 michał

    Szanowny Panie Pawle,

    Wyznaję bezradność: nie rozumiem, co chce Pan powiedzieć. Agent brytyjski wiedział, co się działo w Rosji podczas rewolucji? Tak. Było wielu wybitnych agentów brytyjskich, którzy rozumieli Rosję, widzieli potworność bolszewizmu i byli antykomunistami. Byli tak ciekawi, że poświęciłem im cały cykl: http://wydawnictwopodziemne.com/category/cykle/bolo-liquidation-club/

    Ale co z tego wynikło? Prawdę mówiąc, nic. Winston Churchill także była antykomounistą. I on również rozumiał zagrożenie bolszewickie, ale kiedy znalazł się u władzy w 20 lat później, to przyłożył rękę do obrony tej zarazy. Skąd więc Pana konkluzja, że „UK i USA doskonale sobie zdają sprawę czym to „nowe zjawisko” jest, skoro już przed I wojną światową ich agenci mogli się w tej kwestii edukować i w polu potwierdzać przełożenie teorii na praktykę…”? W rzeczywistości, poziom wiedzy na temat Ukrainy jest bliski zeru, a komunizm upadł ponoć, więc po co się nim interesować?

    Powróćmy do dziwnej wojny. Mniejsza doprawdy o źródła hipotez, zatrzymajmy się przy ich treści. Wykazywałem tu wielokrotnie, ale powtórzę, że hipoteza, jakoby Putin zaatakował Ukrainę, by odwrócić uwagę od chrlu i planów Xi wobec Tajwanu, wydaje mi się komicznie absurdalna. Ukraina nie odwraca uwagi, a koncentruje uwagę na konieczności przygotowań do wojny. Rzecz jasna, Zachód pozostaje moralnie bezbronny, bo nie rozumie istoty zagrożenia (o czym mowa w pierwszych akapitach niniejszego komentarza).

    Podane przez Pana trzy „powody takiego sposobu prowadzenia” wojny, są nieprzekonujące. Żaden z nich nie domagał się wywołania konfliktu i prowadzenia go z jedną ręką za plecami. Pacyfikacja nastrojów społecznych nie była nigdy problemem dla Putina; marnotrastwo, owszem, jest problemem, ale wywołać wojnę dla jego zakrycia, to jak ściąć ogromne drzewo, żeby włożyć listek do albumu; walki frakcyjne nie mogły doprowadzić do wojny, ponieważ wszystko wskazuje (tzn. dostępne nam infromacje), że wyłącznie Putin jest odpowiedzialny za decyzję.

    Niepowodzenia ofensywy kijowskiej nie dadzą się wyjaśnić przy pomocy magicznego wpływu amerykańskiego wywiadu satelitarnego, ponieważ wszyscy – z Ukraińcami włącznie – podkreślają wysoką jakość systemów obrony powietrznej krasnej armii, ale systemów tych nie użyto. Podobnie jest z próbą zajęcia lotniska w Hostomel, przy jednoczesnym niezrozumiałym zaniechaniu ataku na ukraińską obronę przeciwlotniczą. Sowieciarze mają środki, by ustanowić supremację powietrzną nad Ukrainą, ale nigdy nawet nie próbowali tego dokonać.

  75. 75 gniewoj

    Panie Jacku,

    zacznę od końca. Pyta Pan: „czy wiadomo coś o podobnym przebazowaniu maszyn bojowych?”
    Nie, nie znalazłem żadnych informacji o przeniesieniu maszyn bojowych niebiesko-żółtych poza Ukrainę. Raczej poszło wszystko w przeciwnym kierunku.

    Świeża, bo z lipca, informacja, o tym że „słowackie” migi będą pierwszymi natowskimi samolotami przekazanymi niebiesko-żółtym.
    https://www.wprost.pl/swiat/10768759/pierwszy-kraj-nato-przekaze-samoloty-ukrainie-jest-wstepna-deklaracja.html

    Informacja o tyle ciekawa, że Defence24, pisało w maju o kilkunastu „bułgarskich” Su-25 przekazanych do walki z czerwonymi.
    https://defence24.pl/kryzys-ukrainski-raport-specjalny-defence24/14-samolotow-su-25-dotarlo-do-ukrainy-w-czesciach-komentarz

    Co więcej, wśród komentarzy osób zainteresowanych tematem a obserwujących niebo nad Malborkiem (może Pan wie dlaczego akurat tam) zaobserwowano, że przestały latać „polskie” migi. Na tej podstawie snuto domniemania, że również „polskie” migi są szykowane albo już, cichaczem, wyekspediowano je z kraju.

    Wrócę na chwilę do przebazowania maszyn transportowych. Jeżeli dobrze odczytuję wpisy na twiterze to iljuszyny zostały wyekspediowane do Dęblina ciemną nocą, około godziny drugiej, 25 lutego. Ma to sens. Zaczyna się inwazja, chronimy co możemy.
    Pytanie do Pana: jak wyjaśnić to, że nie udało się uchronić symbolu, flagowego AN-225? Nie próbowano, nie udało się, nie był potrzebny.

    https://defence24.pl/przemysl/an-225-mrija-powroci

  76. 76 michał

    Panie Andrzeju,

    Nie myślę, żebyśmy tracili czas, ale kręcąc się w kółko czasami schodzi się na manowce, kochane manowce. Po kilku obrotach w kółko można zatracić poczucie kierunku.

    Ukraina nie jest – w moim mniemaniu, dodam na wszelki wypadek – przedmiotem tej wojny, ponieważ chodzi o coś innego, ale ja nie rozumiem o co. Stąd podkreślam na każdym kroku, że jest ta wojna nie tylko dziwna, ale dla mnie zupełnie niezrozumiała. Putin miał Zachód nadziany na widelec, po co mu więc ten konflikt? Dzięki inwazji, Zachód raczej zsuwa się z tego widelca, choć Biden i spółka robią wszystko, by pozostać nadzianym.

    Ukraina nie jest także w tej wojnie podmiotem działań, ponieważ jest odpowiednikiem prlu bis. Ale to z kolei nie może chyba oznaczać, że ich działania są skoordynowane na poziomie sztabów z Kremlem, na przykład podczas rozmów na Polesiu. Taka koordynacja nie wydaje mi się możliwa.

  77. 77 gniewoj

    Panie Andrzeju,

    Nie wiem, czy zwrócił Pan uwagę na wcześniejszy artykuł „Ukraińskiej Prawdy” z 13 lutego opisujący eksodus „oligarchów”?
    https://www.pravda.com.ua/news/2022/02/13/7323857/
    Pierwszy, 10-go lutego, wylatuje Novinsky.
    Potem, 12-go, Khmelnytskyi.
    W niedzielę,13-go lutego Akhmetov, Kolesnikov, Abramovych, Pinchuk, Stavnitser, Nesterenko.
    Czy można domniemać, że spodziewają się szybkiej inwazji, którą wolą przeczekać na obczyźnie?

    Później, tuż przed inwazję, według wskazanego przez Pana artykułu, Zelenski ściąga, przynajmniej cześć z nich do Kijowa.
    https://www.pravda.com.ua/eng/news/2022/03/9/7329786/

    Ze wskazanych w „Ukraińskiej Prawdzie” nazwisk, w spotkaniu uczestniczą:
    – Pinchuk ale ten po spotkaniu ponownie uchodzi z kraju
    – Akhmetov wraca i zostaje po spotkaniu
    – Novynski przylatuje z dawnego Leningradu i zostaje po spotkaniu
    Próbka jest bardzo mała, bo tylko trzy nazwiska (pomijam Kolomoiskiego, który siedzi niejako w areszcie domowym). Czy można z tego cokolwiek wnioskować?

  78. 78 gniewoj

    Panie Andrzeju,

    przeszukując Internet w poszukiwaniu informacji na temat spotkania Zelenskiego z 23 lutego znalazłem obszerny artykuł wspominający między innymi o ucieczce i powrocie magnatów. Poza tym artykuł Forbes przybliża postaci ukraińskich krezusów i pokazuje rozmieszczenie ich majątków.
    https://www.forbes.com/sites/giacomotognini/2022/02/24/richest-ukrainians-with-billions-to-lose-close-ranks-as-putin-unleashes-war/?sh=739e5b366d72

    Mniej ciekawy artykuł zamieszczono tuż przed północą 23-go w The Kyiv Independent. Wynika z niego, że spotkanie miało dość liczną grupę uczestników i, że wszyscy się porozumieli i w zgodzie postanowili wesprzeć wspólny trud.
    https://kyivindependent.com/business/zelensky-announces-economic-patriotism-program-meets-with-top-50-businesses

  79. 79 Jacek

    Panie Gniewoju,

    Przekazywanie maszyn bojowych z demoludów na Ukrainę świadczy według mnie o tym, że Amerykanom zależy na utrzymywaniu żółto-niebieskich sił powietrznych w stanie zdolnym do blokowania działań sowietów. Biorąc pod uwagę niemiecko-francuskie sabotowanie dostaw broni na Ukrainę, dostępne na już są w zasadzie tylko tutejsze (środkowoeuropejkie) zasoby lotnicze.

    Zniknięcie MiG-ów z Malborka może faktycznie świadczyć o jakimś kolejnym transferze. Tam jest usytuowana 22 Baza Lotnictwa Taktycznego i zdaje się, że z tego lotniska operwało kilka jednostek wyposażonych w MiGi-29. Druga taka baza jest chyba w Mińsku Mazowieckim.

    Jeśli chodzi o Ana-225, to mogę tylko snuć domysły. Być może tak duża maszyna wymagała zbyt czasochłonnej obsługi i po prostu nie starczyło czasu na przygotowanie do przebazowania. Ale, to tylko takie gdybanie, nie wiem nic konkretnego.

  80. 80 PawelW

    Szanowny Panie Michale,

    spróbuję doprecyzować.

    1. Temat wiedzy i świadomości na zachodzi odnośnie istoty komunizmu.
    Moim zdaniem, deklarowany w przeszłości tam przez wielu polityków antykomunizm, jak wspomnianego przez Pana Churchila, szedł ręka w rękę z ich pełną akceptacją, dla jego istnienia w pewnej ograniczonej przestrzeni geograficznej. Moim osobistym zdaniem jest to cyniczna kalkulacja spowodowana poczuciem wyższości względem wschodnich nacji oraz kalkulacja licząca na korzyści z tego, że tamtejsza ludność żyje jak niewolnicy, bo można od nich ich pracę kupować po cenach wielokrotnie niższych niż w cywilizowanym świecie.

    2. Proxy Chin: Nie, Chiny nie chcą odwracać uwagi od Tajwanu. Z obserwacji tego co się dzieje i idąc trochę tropem wskazanym przez zarobmy.se, wyciągam wniosek, że Chiny chcą ruskimi rękoma podpalić świat wieloma równoczesnymi kryzysami – głód (Afryka i Bliski Wschód), migracje, recesja i bezrobocie w EU (a tym samym niepokoje itp itd – a same przy tym udawać zatroskanego obserwatora i krytyka polityki Amerykańskiej, która to polityka doprowadziła do takiego stanu świata. (Swoją drogą, to Chiny na problem braku żywności się dobrze przygotowały) A kiedyś w nieodległej przeszłości zaproponować alternatywę dla amerykańskiego przywództwa.

    3. Co Rosjanie mogą, a co mają robić, to są dwie osobne pary kaloszy. W moim odczuciu to im ten konflikt dłużej się będzie ciągnął, tym więcej kryzysów na świecie z tego wyniknie. A, że skoro „wojna” i tak jest, to przy okazji sporo ludzi w Rosji załatwia swoje sprawy przy okazji całej tej grandy. Faktycznie źle sformułowałem tę myśl wcześniej, to nie są powody takiego sposobu prowadzenia wojny, a jedynie plusy poboczne, które można wyzyskać dla celów wewnętrznych. Oczywiście, żadna z tych kwestii nie mogłaby, na zdrowy rozsądek, być sama czy nawet w sumie powodem do wystartowania konfliktu.
    Dlatego, podkreślam, tym bardziej widzę tam sprawczą i kierowniczą rolę ChRL. Zarówno przyczyna wystartowania konfliktu teraz jak i taki sposób prowadzenia go z jedną ręką za plecami jest do znalezienia w jednym miejscu, w Pekinie.

  81. 81 Andrzej

    Panie Gniewoju,

    Mnie najciekawszy wydaje się ten ostatni z linkowanych przez Pana artykułów, bo pokazuje że prowadzący od 30 lat nieustanną rozgrywkę między sobą, „prorosyjscy” i „narodowi” (Medwedczuk jest oddzielnym przypadkiem) „oligarchowie” nagle się zjednoczyli w jednym, „słusznym” celu. Kołomojski z Poroszenką ramię w ramię, chociaż od kilku dobrych lat jeden drugiemu oko by wyjął. A propos: Kołomojski jest „niejako” w areszcie domowym? Czy mógłby Pan podać więcej informacji na ten temat (ślęczę od ponad miesiąca nad tekstem o Kołomojskim i zbieram informacje), jakieś linki? Wydawało mi się, że Zelenski jemu zawdzięcza prezydenturę. Jak się wyraził kiedyś onże Benia (fakt, że to było przed trzema laty) „Jestem w zespole prezydenta ważną osobą w tym sensie, że mamy wspólne poglądy na politykę i Ukrainę”.

    Nie przykładałbym większej roli do tego, kto z nich gdzie dziś przebywa, tylko do tego, kto wspiera ukraiński „wysiłek wojenny”, a kto nie. Firtasz nie rusza się z Wiednia bo jest zagrożony ekstradycją do USA. W tym kontekście: https://www.prnewswire.com/news-releases/statement-by-lanny-j-davis-us-co-counsel-to-dmytro-firtash-on-behalf-of-mr-firtash-regarding-his-continued-assistance-to-ukrainian-president-zelenskys-government-and-the-ukrainian-people-301562032.html

  82. 82 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Chciałbym zapytać o wczorajszą dymisję Borysa Johnsona, szczególnie w kontekście jego zaangażowania ukrainnego, o którym pisałeś zdaje się, że to jedyna sfera, w której dobrze funkcjonuje obecnie jako premier. Poza tym, nie chcą go słuchać nawet ludzie z jego własnego zaplecza.

    W ramach swojej polityki proponował doraźne wsparcie w sprzęcie wojennym rzędu 1 mld funtów (albo podobnie). Czy jego odejście w atmosferze skandalu oraz poprzedzającej lawiny dymisji (coś około 40-50 osób ze sfer rządowych) może oznaczać zwrot w brytyjskiej polityce? Czy raczej nie? Jak to wszystko postrzegasz?

  83. 83 michał

    Panie Pawle,

    Churchill był akurat autentycznym antykomunistą. Nie był wcale zwolennikiem trzymania zarazy za kordonem sanitarnym, żądał wypalenia rozsadnika choroby, zanim obejmie cały świat. Nazwał bolszewizm „dzieckiem, które powinno być zaduszone w kołysce”, nie w prywatnym dzienniku, ale w oficjalnej mowie. Zatem nie ma Pan racji, umieszczając go w jednym worku z przyjaciółmi bolszewii. Problem w tym, że w 20 lat później się nie spisał i oddał bolszewikom pół Europy.

    Podobnie jest ze sprowadzaniem Putina do roli wykonawcy poleceń Xi. To jest typowe dla zachodniego stylu myślenia, w którym celowała zwłaszcza administracja Obamy (Biden jest zaledwie nieudolnym przedłużeniem tamtej siuchty). Gospodarka „Rosji” jest mniejsza niż Włoch, a czy Włochy nam zagrażają? Zatem nie ma się czym przejmować. To jest logika półgłówków, wedle której bogata Capua nie mogła być podbita przez biedny Rzym, potężne Syrakuzy nie mogły zostać zniszczone przez ubogich Rzymian, a wreszcie barbarzyńscy Goci i Wandalowe nie mogli nigdy rozbić w puch potęgi cesarstwa rzymskiego. Zagrożenie sowieckie jest funkcją woli użycia śródków w ich władaniu. Woli, której brak na Zachodzie.

    Pekin jest komunistyczną centralą, drugą najważniejszą obok Moskwy, więc zredukowanie sowdepii do poziomu narzędzia Pekinu jest oznaką niezrozumienia jak komuniści działają. Mao nie był nigdy narzędziem Stalina. Nawet prlowscy kacykowie byli wysokimi urzędnikami międzynarodowego komunizmu, a nie, jak to się zbyt często przedstawia, zastrachanymi urzędasami, kłaniającymi się w pas „namiestnikowi” w ambasadzie sowieckiej. To nie znaczy oczywiście, że byli niezależni. Robili, co im kazano, ale zasiadali przy stole prezydialnym i brali udział w podejmowaniu decyzji (stan wojenny jest tego dobrym przykładem). Putin i Xi są partnerami, z pewnością mają długoterminowy plan, ale nie widzę nadal, na czym on polega.

    Rzekomo sprawcza i kierownicza rola chrlu jest hipotezą niepopartą jakimkolwiek śladem dowodu, a na dodatek ma tę wadę, że niczego nie wyjaśnia. Proszę się zastanowić: dlaczego Putin tak dziwnie prowadzi swą wojnę? Bo Xi mu tak kazał?

  84. 84 michał

    Darek,

    Ustąpienie Johnsona to pewnie zły znak dla Ukrainy. Oczywiście, nie wiadomo, kto będzie premierem, i nie wątpię, że ktokolwiek wygra, będzie kontynuował tę samą retorykę. Sądzę jednak, że jego ustąpienie wzmocni te siły, zwłaszcza w Europie, które chcą ugłaskać Putina. Dla Borysa była to sztandarowa polityka, bo nie miał żadnej innej. Szedł pod sztandarem Ukrainy, bo Ukraińcy go kochają, a wszyscy inni go nienawidzą. Jego następca, prędzej czy później, pójdzie na kompromis z Francją, Niemcami i Włochami, bo będą mu potrzebni z innych powodów. Borys był gotów iść na udry z niunią i chwała mu za to.

    Kraje Nato udzieliły Ukrainie prawie 7.2 miliarda funtów pomocy militarnej, z czego £850 milionów przyszło z mojej kieszeni (to znaczy od brytyjskich podatników). Po pierwsze, zważywszy opłakany stan finansów prawie wszystkich krajów zachodnich, trudno sobie wyobrazić, jak to może trwać. Ale po drugie i ważniejsze, cała ta pomoc jest niewystarczająca. Wedle jednej z najdziwnieszych statystyk, czerwoni wystrzeliwują 50 tysięcy pocisków artyleryjskich dziennie, a niebiesko-żółci tylko 6000. Przy takiej dysproporcji, to jest wyłącznie kwestia czasu (rzecz jasna, jeżeli sowieciarze są w stanie utrzymać taki poziom produkcji). Nie tylko Mariupol, ale cała Ukraina zostanie sprowadzona do epoki kamienia łupanego, a ściślej do poziomu osiągniętego w naszym wieku przez Aleppo i Grozny.

    Boris Johnson ma niewielkie znaczenie wobec 50 tysięcy pocisków armatnich dziennie.

  85. 85 Dariusz Rohnka

    Michał,

    50:6 (w dodatku to 6 – osiągane przy udziale zachodniego wsparcia) to ogromna dysproporcja, która (chyba) wyrasta ponad wszystkie dotychczasowe zestawienia, może poza jednym elementem: lotnictwa. Wiem, że słusznie stronisz od pochopności wniosków, ale czy taka miażdżąca przewaga, także w najistotniejszym elemencie współczesnej sztuki prowadzenia wojny, jakim jest lotnictwo strategiczne, nie oznacza (lub nie może oznaczać?), że od początku nie chciano szybkiego rozwiązania, ale wielkiej krwawiącej, ropiejącej rany „na skraju” dwóch nie całkiem przyjaznych wobec siebie światów? Z których pierwszy, prężący muskuły, ale potencjalnie słabszy, chce narzucać (i narzuca) warunki gry, a drugi z chęcią, skwapliwie, byłby skłonny te warunki przyjąć, tyle, że męczą go lewackie (dawniej mówilibyśmy o burżuazyjnych) uprzedzenia, bo jakoś nie wypada… Czy próba upokorzenia, wasalizacji Europy nie może być jednym z istotniejszych celów?

    Jeżeli tkwi w takim obrazie ziarno prawdy, to zepchnięcie ze stołka jedynego w Europie człeka, który przynajmniej deklaratywnie chciałby wojować, mocno upraszcza sytuację, pozwalając na efektywne działania koncyliacyjne, możliwie przed zimą (nawet bardzo ciepłą, ale jednak mroźną).

    Czy możliwe jest, że BJ zastąpi równie dziarski człek, czy raczej nie dostrzec takiej ewentualności?

  86. 86 gniewoj

    Panie Darku,

    Proszę nie stawiać jeszcze krzyżyka na osobie BoJo. Proszę zauważyć, że jak na razie przestał być przewodniczącym Partii. Z jego wczorajszych wypowiedzi wynika, że nie odda łatwo teki premiera. Twierdzi, że ma mandat, bodajże, czternastu milionów wyborców, że ma misję do wypełnienia i że pozostanie na posterunku aż do wyłonienia godnego go następcy.

    Niby do jesieni niedaleko, ale poczekajmy.

  87. 87 michał

    Darek,

    Europa, zwłaszcza jej część zachodnia, wydaje mi się zwasalizowana i upokorzona wystarczająco, po jaką cholerę do tego potrzebna jest wojna? Jej uzależnienie od sowgazu byłoby większe dziś, gdyby nie było wojny, a ceny byłyby niewiele niższe, bo gazu brak i tak, o co się postarali nasi zieloni milusińscy, uniemożliwiając od lat poszukiwania i eksplorację złóż gazowych i ropy. Jej polityczne upokorzenie byłoby jeszcze gorsze bez wojny, bo przecież brali pieniądze garściami z Moskwy, a teraz przestali, bo teraz im wstyd. Europa była tak słaba, że mogli ją brać gołymi rękami, a teraz nagle nie mogliby. W tej chwili się raczej na to nie zanosi. Co oczywiście nie oznacza, że Europa się jakoś wzmocniła, oznacza wyłącznie, że … nie wypada mieć z nimi do czynienia i trzeba to robić po cichu.

    Nie jestem przekonany, że BoJo był aż tak bardzo dziarski. Rzucił się na Ukrainę jak głodny na chleb, bo nic innego mu się nie udawało. Tu nagle wyglądał jak przywódca, jak lider, którym tak bardzo chciał być. Co do następcy, to nie ma oczywistego kandydata. Jak dotąd zaledwie troje się zadeklarowało i żadne z nich nie zasługuje na miano konserwatysty. Najpoważniejszym kandydatem jest Ben Wallace, minister obrony, ale ponoć się nadal waha, czy wysunąć swoją kandydaturę. Kiedy piszę te słowa, to reklamują go poplecznicy. On jest także faworytem.

    Torysi to jest partia władzy. Będzie mnóstwo zakulisowych ruchów i nacisków, żeby uniknąć długiej kampanii wyborczej i ogłosić nowego wodza przez aklamację. To się jednak raczej nie uda tym razem ze względu na osobiste ambicje ludzi takich jak Sunak czy Truss (kanclerz i minister spraw zagranicznych).

    Ben Wallace i Liz Truss równie głośno popierają Ukrainę i domagają się ostrej akcji przeciw Putinowi. Wydaje mi się jednak, że będą bardziej chętni goić rany z niunią. Wallace jest Szkotem i oficerem; służył w Irlandii Północnej, więc na pewno nie jest mięczakiem.

  88. 88 michał

    Panie Gniewoju,

    Nie sądzę, żeby miał Pan rację. W tym kraju jest taki zwyczaj, który zdumiewa zawsze Amerykanów, że nie ma okresu przejściowego między dwiema administracjami. Ten, kto wygrał wybory, wprowadza się do Number 10, gdy jego pokonany poprzednik się nadal wyprowadza tylnymi drzwiami. Natomiast, kiedy nie ma oczywistego zwycięzcy, poprzednik pozostaje premierem do czasu wyłonienia następcy, np. w 2010 roku Brown pozostał na Downing St, aż sformowano koalicję. Podobnie w 2019, May zrezygnowała z pozycji lidera parti w czerwcu, ale pozostała premierem, do czasu aż BoJo pokonał Hunta w wyborach na nowego lidera, dopiero wówczas ustąpiła. Taka jest oczywista konwencja.

    Ludzie domagają się ustąpienia Johnsona z pozycji premiera głównie ze względu na wydarzenia ostatnich dni, na niestosowne (niektórzy mówią, gorszące i nie licujące z pozycją) zachowanie Borysa, gdy odmawiał przyjęcia do wiadomości, że nie ma poparcia. Ale to jest właśnie sprzeczne z konwencją.

    Skłonny jestem przypuszczać, że nawet on widzi teraz swój błąd. To nie jest Trump, tupiący nogami i wyrzucający smoczek z wózka. To jest inteligentny i kulturalny człowiek. Borys nie przegrał wyborów, ale stracił kontrolę nad swoją partią. To wszystko. Czy powinien był dostrzec, że obrócili się przeciwko niemu? Ależ oczywiście, że tak! Ale czy my bylibyśmy inni? Czy my wszyscy w życiu wiemy od razu, kiedy się poddać, a kiedy walczyć dalej? Ludzie patrzą z boku i myślą: co za głupiec, przecież to oczywiste, że nie ma żadnych szans na ratowanie swego małżeństwa, swej posady, kariery – a my mimo to nie poddajemy się o wiele zbyt długo. Tak bywa w życiu.

    W moim przekonaniu, Boris Johnson ustąpi z uśmiechem, kiedy przyjdzie jego czas.

  89. 89 Dariusz Rohnka

    Panowie,

    Nie mnie rozstrzygać, który z Panów ma rację, jeśli idzie o polityczną żywotność BJ, ale to wszystko interesujące. Jeszcze bardziej ciekawa wydaje mi się pytanie o kwestie ideowe, choć może zupełnie pozbawione sensu, ale je zadam:

    Czy w głowie BoJo, gdy przyłączył się do wsparcia dla Kijowa, mogło zaświtać z kim faktycznie zadziera? Że Putin to przeciwnik z tego samego gatunku co Corbyn, tyle że nierównie większego formatu? Czy, nieco zmieniając płaszczyznę pytania, a w nawiązaniu do „nieuświadomionego gonienia bolszewika” w brytyjskiej kulturze politycznej pojawiają się (czy tylko mogą się pojawiać) przebłyski świadomości tego rodzaju? Czy jest tam takie środowisko? A jeśli tak, przez kogo reprezentowane?

    Jeśli idzie o kwestię wasalizacji, polityczne przełknięcie tak smrodliwego kąska jakim jest agresja na… powiedzmy dla uproszczenia… ościenne państwo, wydaje mi się w rankingu upokorzeń stać nierównie wyżej od aprobaty dla energetycznego uzależnienia. Pieniądze nie mają tu nic do rzeczy, istotne jak dalece wasal da się spętać. W 2014 przełknięto kawałek Ukrainy, teraz – być może – znacznie więcej, a jeśli tak… to nie wydać na horyzoncie granicy ustępstw. Klasyczna, aby nie napisać – banalna – eskalacja.

  90. 90 gniewoj

    Panie Jacku,

    z dostępnych informacji wynika, że Antonov Airlines, właściciel AN-225 to cześć składowa ukraińskiego, w pełni państwowego, konglomeratu zbrojeniowego Ukroboronprom.

    Antonov Airlines współtworzyły, do grudnia 2018, Ruslan Salis GmbH, gdzie współudziałowcem był Volga-Dnepr Group. VDG to zarejestrowana w Moskwie firma zajmująca się powietrznym transportem towarowym. Po wycofaniu się VDG ze wspólnego przedsięwzięcia Antonov Airlines weszło w kooperację z niemieckim GSA Aircargonet tworząc firmę spedycji lotniczej Antonov-Logistics-Salis GmbH z siedzibą w Lipsku. Na rynku brytyjskim, przez jakiś czas, funkcjonowało podobne przedstawicielstwo pod nazwą Dreamlifts Ltd. Lipsk jest o tyle istotny, że po ataku czerwonych na lotnisko Hostomel właśnie tam przeniesiono bazę Antonov Aitrlines. W 2021 roku Firma Antonov Airlines za pośrednictwem swojego agenta Antonov Logistics SALIS GmbH otrzymała pięcioletni kontrakt z Agencją Wsparcia i Zaopatrzenia (NSPA) Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) na kontynuowanie prac nad programem Strategic Airlift International Solution (SALIS).
    https://www.aviation24.be/airlines/antonov-design-bureau/antonov-to-provide-a-further-five-years-of-strategic-airlift-for-nato-and-the-eu/

    Teraz o samym samolocie. Jeszcze w styczniu 2022 lądował na rzeszowskim lotnisku Jasionka.
    Dlaczego samolot nie został przebazowany? Ponieważ w dniu inwazji miał zdemontowany silnik w ramach przeprowadzanych prac obsługowych. Taką wiadomość można znaleźć na stronie AirCargoNews.
    https://www.aircargonews.net/airlines/freighter-operator/unique-antonov-an-225-reportedly-destroyed-in-fighting/

    Ciekawy jest los drugiego egzemplarza AN-225. W roku 2016 podpisana została umowa współpracy z ChRL. Drugi egzemplarz miał powstać w roku 2019.
    https://web.archive.org/web/20160902163802/http://patrioty.org.ua/ecomomic/mriia-plyne-v-kytai-pidnebesna-vykupyla-v-ukrainy-prava-na-vyrobnytstvo-naipotuzhnishoho-vantazhnoho-litaka-svitu-131942.html

    Krajowi internauci dyskutują nad losami części, które już powstały i mogłyby posłużyć do budowy drugiego egzemplarza AN-225. Nie jestem pewien czy te elementy zostały przeniesione do ChRL czy pozostały na Ukrainie.
    https://web.archive.org/web/20160901144549/http://economics.unian.ua/industry/1496664-antonov-pidpisav-dogovir-pro-seriyne-virobnitstvo-an-225-mriya-v-kitaji.html

  91. 91 gniewoj

    Panie Andrzeju,

    Niestety, nie znam w ogóle niuansów określających ukraińską magnaterię. Muszę przyznać, że do tej pory była to dla mnie pomniejsza banda pobratymców moskiewskich magnatów. Widać bardzo się myliłem. Co do Firtasza, to proszę zwrócić uwagę, że mimo osadzenia we Wiedniu UP domniemywa, że jednak mógł podjąć ryzyko i udać się na Węgry i na Cypr.
    Według UP: „The oligarch Dmitry Firtash has been in Austria since 2014. But the plane belonging to Firtash’s business arrived in Hungary on 6 March, then flew to Cyprus. From Cyprus it returned to Vienna, where the oligarch lives.”

    Mnie ciekawi co spowodowało, że na dwa tygodnie przed inwazją czerwonych panowie magnaci zaczęli tak gremialnie uchodzić ze swej ojczyzny.
    Pisząc o areszcie domowym Kołomoisky’iego pisałem w kontekście lutowego, przedinwazyjnego, eksodusu pozostałych magnatów i tego, że Kołomoisky nie uciekł wtedy bo nie mógł, gdyż grozi mu ekstradycja. Ale to jest zapewne doskonale znana Panu rzecz. Znowu powołując się na UP czytamy: „Igor Kolomoisky has been in Ukraine since the beginning of the war, as he has been for most of the last three years. He is under the American FBI’s investigation into a possible withdrawal of funds from Privatbank, and therefore he is not leaving the country to avoid extradition to the United States.”

    Ciekawa jest też, według mnie, mapa którą publikuje Forbes. Wynika z niej, że Mariupol to dominia Akhmetova i Novinsky’ego. Bezsensowność i długotrwałość ostrzału miasta, zrównanie go praktycznie z ziemią przywodzi mi na myśl bezsensowność i zajadłość Hitlera w niszczeniu kwartałów Warszawy na których funkcjonowało żydowskie getto. O ile wiem zniszczenia były tak ogromne, że po wojnie nie było sensu odgruzowywać tej części miasta. Została ona przykryta warstwą ziemi i na tym podwyższeniu pobudowano powojenny Muranów.

  92. 92 gniewoj

    Panie Jacku,

    żeby zamknąć wątek antonova-225. Wygląda na to, że ostatni start tej maszyny miał miejsce 5-go lutego z duńskiego lotniska Billund. Imponująca maszyna.

  93. 93 michał

    Panie Gniewoju,

    Antonow bardzo imponujący.

    Czy ma Pan na pewno na myśli Muranów czy może Osiedle za Żelazną Bramą?

    Darek,

    Jeżeli chodzi Ci o to, czy Borys (albo ktokolwiek inny) dostrzega, że Putin jest bolszewikiem, że komunizm nie upadł, że jest pełna ciągłość celów i metod, instytucji i prostytucji, między putinowskim pseudopaństwem i sowdepią, to moja odpowiedź brzmi jednoznacznie: NIE.

    O jakim środowisku Ty mówisz? Jest tylko Podziemie.

    Albo nie rozumiem Twoich słów o wasalizacji, albo się z nimi nie zgadzam. Jeżeli jestem watażką Zimbabwe, niby dlaczego mam się czuć upokorzony, że ktoś podbił Wschodni Timor? Piłsudski sprzedał Ukrainę bolszewii, a potem Polska została sprzedana bolszewii. Nie sądzę, żeby ktokolwiek na Zachodzie czuł się z tego powodu upokorzony. Podobnie, jak Ty nie czułbyś się upokorzony, gdyby jakiś Zulus podbił Beczuanę. Ale najpewniej źle Cię zrozumiałem.

  94. 94 Paweł

    W 1921 roku, Piłsudski wypowiedział do oficerów ukraińskich internowanych pod Kaliszem takie oto słowa:
    „Ja was przepraszam, panowie. Ja was bardzo przepraszam. Tak nie miało być”

  95. 95 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Może problem wiąże się z pojedynczym słowem. Przypomina mi się pewna zjadliwie womitalna anegdota, którą jakiś czas temu czytałem na podziemnej witrynie. Istotnie, może to słowo nie bardzo pasuje do pewnej kategorii ludzi aktywnych w sferze publicznej. Są w stanie przełknąć każdą substancję, byle im tylko pozwolono, o wstydzie nie myślą (bo go nie znają).

    Powinienem zatem najniesłuszniej zastosowane słowo zastąpić innym – tylko jakim? Czy sytuacja, w której będzie się zmuszonym do przyjęcia kolejnego (mimo krzyków sprzeciwu i niezgody) ustępstwa, kolejnego… kompromisu, do złożenia jeszcze jednego trybutu etc. etc., do po raz kolejny okazania wątłości w biodrach, czy takie coś nie będzie pogłębieniem słabości?

    Trwają od jakiegoś czasu intensywne zabiegi „dyplomatyczne” wobec jednej turbiny regenerowanej w kraju-chlubie najbardziej modern-demokratycznym, Kanadzie. Bez tej części zamiennej, w domach kochających wszystko co dobre zachodnioeuropejczyków, mróz może nie za długo wymalowywać na szybach przepiękne esy-floresy. Jest minimalna szansa, że tego nie będzie, wystarczy przyjaźniejszym okiem spoglądnąć na dokonujące się barbarzyństwo.

    Czym będzie to spojrzenie? Jak je ubrać w słowa?

  96. 96 michał

    Panie Pawle,

    Czy czułby się Pan lepiej, gdyby Chruchill wypowiedział podobne słowa pod adresem oficerów polskich w Anglii, potem jak oddał Polskę Stalinowi? Przynajmniej odmówił internowania Polaków i nie wydał ich Stalinowi, tak jak Kozaków, ale mnie osobiście takie przeprosiny nie wzruszają.

    Piłsudski oddał bolszewii Ukrainę i miliony ofiar Hołodomoru wołają o pomstę. Podobnie jak miliony ofiar w Polsce muszą ważyć na sumieniu Chruchilla.

    Ale Piłsudski oddał nie tylko Ukrainę. Wojska polskie zajmowały Mińszczyznę, gdy Grabski w Rydze oddał ją bolszewikom. Polacy nie tylko nie parli dalej na wschód, by zetrzeć zarazę, ale wycofali się z ziem zdobytych, wyzwolonych już od czerwonej zarazy, prastarych ziem Rzeczypospolitej. Zdrada ryska, zdrada całego polskiego Wschodu, tej szczęsnej ziemi, którą nazywano błędnie Kresami, a prawidłowo Wielkim Księstwem Litewskim i Prawobrzeżną Ukrainą, ta zdrada zemściła się na Polsce już w 20 lat później.

    Jak to mówią Anglicy: what goes around, comes around.

  97. 97 michał

    Darku drogi, musisz się wyrażać mniej Ezopowo, bo ja doprawdy nie rozumiem, o co chodzi. Najlepiej użyj słów jednosylabowych. Jakoś ułomny jestem na umyśle i zaczynam chyba dziecinnieć.

  98. 98 gniewoj

    Panie Michale,

    Ma Pan rację i Osiedle za Żelazną Bramą i Nowolipki i Muranów.

    Tutaj jest chyba dość rzetelny opis.
    https://www.rp.pl/historia/art5607191-chichot-historii

    a tutaj zdjęcia lotnicze. Wyraźnie odróżnia teren dawnego getta, od ruin Warszawy z września 1939 i tych po Powstaniu Warszawskim.

  99. 99 michał

    Panie Gniewoju,

    Zdjęcia lotnicze ruin Warszawy są fascynujące. Myślałem, że rozpoznam wśród morza ruin jakieś znajome okolice (w takim sensie, jak się patrzy na mapę z zarysami ulic), ale absolutnie nie udało mi się. Czy wiadomo, kiedy te zdjęcia zostały zrobione i przez kogo? Przez Wisłę przerzucony jest most, który wygląda bardzo solidnie, więc sądzę, że to musi być wiosną lub w lecie 1945, i zdjęcia są sowieckie (bo nikomu innemu nie pozwoliliby latać nad Warszawą).

  100. 100 Jacek

    Panie Gniewoju,

    Dziękuję za linki z Mriją, przypominają mi się lata 80-te, kiedy zachwycaliśmy się tą maszyną. Teraz, z perspektywy lat widzę tylko kolejną kopię zachodniej myśli technicznej. Protoplasta An-a-225, Rusłan, był w zasadzie kopią C-5 Galaxy, a Mrija to część schyłkowego sowieckiego programu kosmicznego. Paradoksalnie, zamiast transportowania Burana (kolejna kopia, tym razem nieudana), doskonele sprawdził się jako najcieższy typ cywilnego transportowca, o imponujących możliwościach.

    Z dostępnych doniesien wynika, że tak, jak sądziłem, gabaryty i stopień skomplikowania konstrukcji uniemożliwiły ewakuację tego monstrum z Hostomela. Gdyby sowieci przechwycili tę maszyną w stanie nienaruszonym nie zmieniłoby to jednak jakoś znacznie ich zdolności mobilnych. An-225 nie nadawał się do operowania w warunkach braku przewagi powietrznej. To byłby doskonały cel, już nawet nie dla myśliwców, ale dla pojedyńczego partyzanta z Piorunem, czy Stingerem. Błąd użycia porównywalnego w tamtej epoce transportowca popełnili Niemcy podczas ewakuacji Africa Korps z Afryki Północnej w 1943 roku. Gigantyczne Messerschmitty 323 były masowo zestrzeliwane przez myśliwce alianckie, bez żadnych szans obrony. Z Mriją byłoby podobnie.

  101. 101 michał

    Wracając do pytania Darka z 8 lipca 2022 o 6:10 (powyżej) i mojej odpowiedzi, sytuacja się zmieniła.

    Ben Wallace, faworyt na stanowisko premiera i zapewne najlepszy kandydat, ogłosił, że nie zamierza stanąć w wyborach. Nowym faworytem jest Rishi Sunak, były kanclerz, a na drugim miejscu, Penny Mordaunt, przystojna i inteligentna, była pani minister obrony (PM4PM). Jak to się ma do Ukrainy? Sądzę, że z czasem im wychłódnie, ktokolwiek wygra. Nie będzie już takiego zapału dla sprawy Ukrainy, jak za czasów Johnsona, choćby z tej prostej przyczyny, żeby się odróżnić od poprzednika. Co rzekłszy, ktokolwiek wygra, najpewniej będzie próbował podtrzymać tę samą retorykę. W końcu, demagogia nic nie kosztuje.

    Nie sposób w tej chwili wskazać, kto zwycięży, bo wyścig jest autentycznie otwarty. Sądzę, że zakulisowe układy spowodują konsolidację głosów przeciwko, raczej niż pozytywnej aklamacji. W tym sensie, kampania przeciwko Sunakowi nabierze zapewne tempa. Tego rodzaju kampanie powodują zazwyczaj wybór kandydatów kompromisowych, przeciętnych, nijakich. To w ten sposób John Major stał się następcą Thatcher – ponieważ był (i pozostaje) nikim. Ale to rzadko jest dobre rozwiązanie.

  102. 102 gniewoj

    Panie Michale,

    według opisu ten krótki film jest animacją komputerową powstałą w oparciu o kilkaset sowieckich zdjęć z wiosny 1945. Wyłapał Pan bezbłędnie pewną niekonsekwencję autorów. Skoro są mosty to dlaczego nie ma żywego ducha na ulicach. Jeżeli chodzi o poziom zniszczeń na terenie getta w Warszawie to można odszukać wiele zdjęć publikowanych w Internecie, pokazujących to czego dokonali Niemcy z tą częścią Warszawy po likwidacji getta. Pozostawili tam istne morze gruzów.

    Wracając do „dziwnej wojny” a przede wszystkim do Mariupola, nasuwa mi się pytanie czy Putin chciał zrobić z Ukraińców bohaterów czy raczej zrobić psikusa właścicielowi Azowstal zrównując te zakłady z ziemią?

  103. 103 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Czytałem, że Ben Wallace wycofał swoją kandydaturę (bodajże w sobotę), ale nic ponadto. Czy podał powód? Czy to się często zdarza, żeby faworyt w takim wyścigu rezygnował?

    Wygląda zatem na to, że, jak piszesz, zapał przygaśnie odnośnie Ukrainy. To będzie się dobrze komponowało ze śmiałością z jaką wraca się do tematu rosyjskiego gazu.

  104. 104 michał

    Panie Gniewoju,

    Więkoszość mostów na tych zdjęciach jest zerwana (przęsła leżą w nurcie rzeki), ale jeden jest zadziwiająco nowoczesny i gładki, jak na most pontonowy, który sowieccy saperzy przerzucili przez Wisłę w styczniu 45.

    Psikusy właścicielom huty w Mariupolu możemy chyba wykluczyć. To jest trochę tak, jak klasyczne rozróżnienie scholastyczne między intencją a motywacją. Mąż wstaje i mówi, że umyje samochód. Jego intencją jest umycie auta, ale jego motywacją może być chęć wyjścia z domu, by nie wysłuchiwać żoninych narzekań. Psikusy mogą być tylko drugorzędnym, sympatycznym efektem ubocznym głównych działań.

  105. 105 michał

    Darek,

    Mój plan na zreformowanie demokracji zaczyna się od punktu pierwszego, który brzmi: ktokolwiek zgałasza swą kandydaturę na wybieralne stanowisko, powinien być wykluczony z wyborów. Oczywiście, to nie mój pomysł, ale Twaina.

    Wallace nie zadeklarował swej kandydatury, co czyni go jeszcze lepszym kandydatem.

  106. 106 Dariusz Rohnka

    Michał,

    To bardzo zgrabnie powiedziane, poza mylącym początkiem, który sugeruje, że to Ty masz plan reformowania demokracji. Niezorientowany czytelnik mógłby stąd wnosić, że stałeś się demokratą, bo przecież jedynie demokrata z przekonania może reformować demokrację, faszysta faszyzm, nacjonalista nacjonalizm, no i, rzecz jasna, komunista komunizm.

    Stawiam kolację?

  107. 107 michał

    Aaaa, to jest kwestia dotycząca ogólniejszej teorii państwa i zwłaszcza demokracji. Masz rację, że demokratą nie będąc, nie powinienem oferować potencjalnych reform. Ale to co nazywamy demokracją, ma w sobie zalążek czegoś istotnego, a mianowicie równości praw w systemie rządzenia. Gdybyż tylko jakiś mądry człowiek przed dwu i pół tysiącem lat nie wybił słów demos i kratos, a na przykład isos i nomos, to świat nie schodziłby dziś na psy.

    Co rzekłszy, reforma demokracji dotyczyć ma, w moim obrazoburczym zamierzeniu, samej istoty udziału rządzonych w rządzeniu. Podałem powyżej pierwszy punkt reformy: ktokolwiek wysuwa siebie jako kandydata, jest wykluczony. Drugi punkt ma bardziej współczesne brzmienie. Nie oglądam telewizji, ale słyszę, że są popularne programy, w których gawiedź głosuje na uczestników jakichś czastuszek. Otóż moja propozycja reformy byłaby taka, że ktokolwiek głosuje w takich konkursach, traci głos w wyborach.

    O wiele ciekawsze, że w wyborach na lidera Torysów, zostało dziś ośmioro kandydatów na placu boju, z czego tylko dwóch, to biali mężczyźni i obaj odpadną w przebiegach (krążą oskarżenia, że Jeremy Hunt został uratowany przez Sunaka, który wolałby go mieć za przeciwnika w ostatecznej rozgrywce). Czy to nie interesujące w tym bastionie rasizmu i męskiego szowinizmu, jakim ma być partia Torysów? Zanim komuś przyjdzie do głowy postawić tezę, że jest to przykład pozytywnej dyskryminacji, to podkreślę, że nie wydaje mi się. Jest to raczej przykład merytokracji zmieszanej z przeświadczeniem wśród białych mężczyzn, że są do niczego i nikt ich nie kocha.

    Ale podczas tych wyborów, Ukraina zeszła z tapety. Nie inaczej jest w Ameryce, gdzie establishment pochłonięty jest próbami zachowania prawa do mordowania nienarodzonych dzieci oraz sposobami na usunięcie zdziecinniałego prezydenta (jeżeli zejdzie do mentalnego poziomu płodu, to aborcja byłaby rozwiązaniem).

    Ukraine? This is a far away country of which we know nothing.

  108. 108 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Dwa punkty to w praktyce wyrok śmierci dla demokracji, eliminacja zarówno czynnych jak i biernych uczestników farsy. Ci drudzy zawsze pchać się będą, wedle formuły, „nieee chce, ale musze”; do tych drugich – głosujących na głupoty – należy przecież doliczyć całą widownię w domowych fotelach. Jaki jest 3 punkt i kolejne?

    Malejące zainteresowanie Ukrainą jest wprost proporcjonalne do chęci powrotu do niedawnej, wypróbowanej stabilizacji. Im mniej krzyku, tym więcej działań koncyliacyjnych.

  109. 109 michał

    Darek,

    Punkt trzeci i ostatni byłby taki, że jeżeli Gnębon Puczymorda i Fiszorek Piszpunta mają po jednym głosie, to ja powinienem mieć co najmniej dwadzieścia.

    Jasne, że zainteresowanie Ukrainą spada. Nie słyszałem jeszcze odpowiednika, że nikt nie chce umierać za Gdańsk, ale może to dlatego, że nikt nie mówi o umieraniu. Penny Mardaunt jest bardziej atrakcyjna niż trupy i ruiny, a Ameryka woli demonstrować przeciw karabinom, które zabijają dzieci i za prawem do zabijania dzieci nienarodzonych. A do tego jeszcze jest codzienny spektakl Bidena, więc na co komu Ukraina?

  110. 110 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Do tej dwudziestki trzeba by chyba dorzucić kilka zer, 3 lub 4, inaczej efekt Twojej reformy będzie mizerny.

    Czy Penny Mardaunt reprezentuje też atrakcyjność polityczną, bądź ideową? Czy istnieje w Brytanii trend na poszukiwanie nowej Thatcher? Samo takie dążenie byłoby już niejaką wartością.

  111. 111 michał

    Darek,

    Penny jest bardzo atrakcyjna, ale nie jest konserwatystką. To niby nie jest koniec świata. Borys też konserwatystą nie jest, ale Mordaunt jest klasyczną reprezentantką dzisiejszego tzw. centrum, które jest zdecydowanie na lewo. Najbliższym jej wzorem był chyba Blair. Blair był Torysem i dlatego wygrał dla lejburzystów tyle wyborów. Penny Mordaunt może osiągnąć to samo, bo popiera blm i lgbrxyzplus, żeby się przypodobać. Ma dobre zaplecze w armii i dlatego jest popularna. No, a poza tym jest inteligentna i przystojna.

    Liz Truss mianuje siebie samą jako nową Maggie, ale ona ma intelekt wiejskiej radnej.

    Johnson ponoć spiskuje za kulisami, żeby nie dopuścić do wyboru Sunaka. Jednym z pierwszych oskarżeń pod adresem Sunaka, jest jego rzekoma słabość do Putina. W jego planach ma leżeć złagodzenie sankcji i to co nazwałeś powrotem do niedawnej stabilizacji.

  112. 112 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Należałoby postawić u buków na Sunaka?

    Czytam jeszcze o szansach niejakiej Kemi Badenoch.

    Co jeden, to lepszy kandydat. Demokracja w rozkwicie. Nic przy zdrowych zmysłach nie chce robić w polityce. Czy tak to właśnie wygląda?

  113. 113 michał

    Darek,

    Kemi Badenoch jest przynajmniej autentyczną konserwatystką. Nie ma niestety żadnego doświadczenia, była tylko pomniejszym ministrem i nie była w gabinecie. Ale Thatcher też nie miała doświadczenia. Kemi nie zasypia gruszek w popiele, tylko atakuje lewaków.

    Wyraźnie zarysowują się dwie przeciwstawne kampanie: „ktokolwiek, byle nie Sunak” i „powstrzymać Penny”. Penny jest faworytką wśród wyborców i członków partii, a Sunak faworytem posłów. Ale posłowie wybiorą tylko dwóch kandydatów, a wówczas z tych dwojga wybiorą lidera członkowie partii. To drugie głosowanie Penny ma ponoć w kieszeni, chyba że powie coś głupiego i straci popularność, bo ona jest „woke”. W takiej sytuacji często zwycięża kandydat kompromisowy, którego mniej nienawidzą niż Sunaka czy Mordaunt. W taki sposób premierem po Thatcher został Major, który był zerem.

    Może tak się stać, że Mordaunt i Sunak odpadną w przedbiegach i wtedy wygra Truss, która jest beznadziejna.

  114. 114 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Czyli Kemi Badenoch to jedyna ciekawa postać w tym gronie, zdaje się nie bez szans na wejście do drugiej tury? To by oznaczało, że torysi bywają konserwatystami.

    Poza tym, klasyczny wybór pomiędzy dżumą i cholerą?

  115. 115 michał

    Darek,

    Kemi Badenoch jako jedyna ma odwagę wprost mówić rzeczy, które oburzają lewacki establishment od bbc przez Timesa do Economisty. Ponieważ jest Murzynką, to nie odsądzają jej od czci i wiary, jak robili z Borysem, ale z politowaniem kiwają głowami. Powiedziała np. słusznie: „Net zero carbon policy is unilateral economic disarmament”.

    Inny cytat:

    “Our ability to defend the free market as a way to help people prosper has been undermined. It has been undermined by a willingness to embrace protectionism; it has been undermined by retreating in the face of Ben & Jerry’s tendency — those who say a business’s main priority is social justice, not productivity and profit.”

    Nawiązanie do jednostronnego rozbrojenia jest bardzo znaczące i oczywiście słuszne. Zielone arbuzy są czerwone w środku i rozbrajają jednostronnie Zachód (nie tylko ekonomicznie). Ona ich atakuje, a nie wykręca się i wije w desparacji, żeby się przypodobać lewackiej tłuszczy.

    Oficjalna nazwa partii Torysów brzmi the Conservative and Unionist Party. Jasne, że są wśród nich konserwatyści. Szkoda tylko, że są w mniejszości.

    Chyba nie masz racji, że to jest wybór między dżumą a cholerą. Trump-Clinton to był taki wybór, jak się wóczas wydawało, ale przy całej mej niechęci do Trumpa, przy całej jego groteskowej postaci króla Ubu, on był nadal lepszym prezydentem niż Biden.

    Pośród kandydatów na premiera, Braverman, Badenoch, Truss, są z pewnością po prawej stronie partii. Mordaunt i Sunak są w centrum, a Tugendhat i Hunt po lewej. Sunak i Tugendhat są zapewne najzdolniejsi, ale politycznie szemrani. Oczywiście, to są tylko demokratyczne przepychanki, które można zbyć machnięciem ręki, bo są „po drugiej stronie ściany”. Jednak nie można stawiać tych ludzi na tej samej płaszczyźnie, co Corbyn, Starmer czy Angela Rayner (nowa gwiazda lejburzystów, która skończyła szkołę, mając więcej dzieci niż zdanych egzaminów i została najmłodszą babcią w historii Izby Gmin). To jest bolszewia, dżuma i cholera, zaraza.

    Tymczasem Torysi próbują nieudolnie powstrzymać tę nawałnicę. Ale czy powiedziałbyś, że wybór między księciem Lwowem i Leninem, to był wbór między dżumą i zarazą? Bo ja nie.

  116. 116 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Dzięki za objaśnienie sytuacji. W przypadku Kemi Badenoch ciekawe jest stanowisko, jakie zajmowała w rządzie BoJo – ministra od spraw równości czy jakoś tak. Skoro i na tym stanowisku politycznym nie boi się mówić co myśli, to znak, że warto przyglądać się jej poczynaniom.

    Nie wiem w jakich historycznych warunkach miałby się dokonywać wybór pomiędzy księciem Lwowem a Leninem, ale o to mniejsza – wedle mnie brakuje tu analogii… Lenina trzeba by chyba zastąpić Kiereńskim i zapytać, który w swojej spolegliwości wobec bolszewizmu gorszy: zadżumiony demokrata czy scholeryczały socjalista-rewolucjonista?

    Czy nie podobnie jest obecnie u Torysów?

  117. 117 michał

    Darek,

    Książę Lwow był premierem rewolucyjnego rządu na kilka miesięcy przed bolszewickim puczem. Pojęcie „wyboru” nie oznacza przecież tylko demokratycznej elekcji, ale wybór między dwiema możliwościami. Rząd kadetów pod wodzą Lwowa był lewacki, ale dajcie mi Lwowa, jeżeli za rogiem czeka Liowa Trocki. Zatem analogia wydaje mi się oczywista: kandydaci na premiera Zjednoczonego Królestwa mnie nie zachwycają, ale wolę najgorszego z nich niż Angelę Rayner.

    Oni wszyscy są odpowiednikiem kadetów, porządni i poczciwi, ale nie rozumieją zagrożenia. Kiereński natomiast byłby tu odpowiednikiem Tony Blaira, Obamy, Bidena, Macrona – ci tylko prostują ścieżki dla nadejścia bolszewizmu.

  118. 118 michał

    PS do powyższego. Cytat a propos, z książki, którą mi sprezentowałeś (zaczem dziękuję):

    „Najskromniejsze bowiem programy ówczesnych partii politycznych przewidywały nie wykup, ale odebranie całej ziemi „obywatelskiej” bez żadnego odszkodowania. W Petersburgu toczyło się wesołe przelicytowanie się w radykalizmie społecznym. Była moda na „polewienie”, to jest równanie na lewo całej myśli politycznej. Tyle tylko, że partie skrajnie lewe chciały wszystkiego zaraz, a partie prawe troszkę potem.” Michał K Pawlikowski, Wojna i sezon.

    Ziemia obywatelska, to znaczy należąca do obywateli ziemskich czyli ziemian. – To dla uniknięcia nieporozumień.

    Wydaje mi się, że analogia między dzisiejszą sytuacją, a rokiem 1917 w Rosji, jest uderzająca.

  119. 119 Dariusz Rohnka

    Michał,

    „Porządność” i „poczciwość” dzisiejszych torysów wydaje mi się ciut podejrzana. Jeśli mają odrobinę oleju w głowie, powinni zdawać sobie sprawę z notorycznej grabieży, jaka dokonuje się na współobywatelach (a w której biorą udział). Tymczasem odgrywają kabaret (deprawującej i destrukcyjnej) dobroczynności państwa, nie dopowiadając skąd to państwo czerpie środki. Owszem, nie rozumieją zagrożenia (przynajmniej w pełni), ale nie przypuszczam,aby byli wolni od refleksji uczestniczenia w czymś żenująco paskudnym.

    Nie jestem pewien czy można mówić o pełnej analogii z 1917. Wonczas, zachowanie politycznej elity było jak uderzenie gromu, dzisiejszy klimat budowano dobrych kilkadziesiąt lat.

    Z drugiej strony, „polewienie” wykluwało się tam kto wie czy z nie większym mozołem i lepszym skutkiem. Nie było w imperialnej Rosji salonu, w którym nie tliłoby się przy stole zarzewie buntu. To stanowi trudno uchwytną, ale jednak różnicę. Dzisiejsze „elity” gotowe są wyciągać monetę garściami z cudzych kieszeni, tamte sięgały do swoich (rzecz jasna, w wielkim uogólnieniu).

    Oczywiście, pieniądze są tu jedynie ilustracją pewnej uniwersalnej tendencji.

  120. 120 michał

    Darku drogi,

    Nie bywałem w salonach Imperialnej Rosji, więc nie mam pojęcia, co się tam tliło. A jednak Twoje uogólnienie wydaje mi się „nazbyt wielkie”. Rosję obaliła inteligencja rosyjska, to oni są odpowiedzialni za dziecinną chorobę lewicowości i za sam bolszewizm. Salony były w większości (na pewno nie wyłącznie) ziemiańskie i arystokratyczne. I to byli właśnie ludzie, którzy najbardziej ucierpieli w pogromach – używam tego słowa z pełną świadomością – dworów oraz w wojnie domowej. To oni walczyli bohatersko w Armii Ochotniczej, to oni zostali zniszczeni, utopieni w morzu krwi.

    Tamten „klimat”, jak to określasz, powstawał przez wiele dziesiątków lat, co najmniej od przyjścia Mikołaja I, od Dekabrystów i rewolucji w Warszawie. Jaki grom? Co za grom?

    Lewackość tu panuje także od dekad. Zatrzymała ześlizg Margaret Thatcher, ale od jej czasów ześlizg jest wzmożony i przemienił się w zjazd. Ale Ty to wszystko wiesz. Dlaczego zatem oskarżasz tych nielicznych, którzy próbują przynajmniej powstrzymać jeden aspekt ześlizgu – podatki – o coś przeciwnego? W całej debacie o inflacji, podatkach, monetaryzmie i wyciąganiu pieniędzy z kieszeni podatnikó – Torysi są akurat po dobrej stronie. To oni akurat mówią: to nie są pieniądze rządu, ale wasze, podatników. Skąd więc Twoje oskarżenie, że „odgrywają kabaret (deprawującej i destrukcyjnej) dobroczynności państwa, nie dopowiadając skąd to państwo czerpie środki”??

  121. 121 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Jaki grom? Grom rewolucji lutowej, dopuszczenia do „dwuładzy”, współnierządu z tłuszczą. Gabinet Lwowa (podobnie jak jego zaplecze polityczne) składał się w znaczącej części z ziemian i arystokratów. To oni utorowali drogę do władzy bolszewikom. Lwow ustąpił, bo nie chciał rozpędzać i strzelać do przedstawicieli rad robotniczych etc. W ten sposób przyczynili się do hekatomby własnego stanu. Tak, to byli przedstawiciele inteligencji.

    Nie mam Twojej wiedzy na temat sytuacji podatkowej w UK i snutej wokół propagandy, dlatego pewnie nie dostrzegam tendencji, które zmierzałyby do uzdrowienia sytuacji. Słyszę natomiast od czasu do czasu o jakichś nowych podatkach, wprowadzanych przez Johnsona. Przez ostatnie dwa lata oglądałem (sporadycznie) wystąpienia BoJo w parlamencie. Nie słyszałem, żeby wołał do współobywateli: Uwaga! Wyciągamy wam z kieszeni portfele. Jeżeli tak robi, to ok. Czy to jednak coś zmienia, poza przyjemnością wsłuchiwania się w miłą dla ucha retorykę?

  122. 122 michał

    Darek,

    Czy to był grom, czy nie, jest najwyraźniej kwestią interpretacji i różnimy się tu zasadniczo. Biesy były napisane na pół wieku przed puczem bolszewików, podobnie Katechizm Nieczajewa, a Szto diełat’ Czernyszewskiego jeszcze wcześniej. Ale ‚let’s agree to disagree’, jak to mówią Anglicy.

    Wracając wszakże do punktu wyjścia tej dyskusji, to zwolnienie Wieniediktowej i Bakanowa przez Zelenskiego mogłoby wskazywać, że miałeś rację, pisząc o koordynacji działań między stronami w dziwnej wojnie. Ale czy rzeczywiście?

  123. 123 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Nie wydaje mi się, żeby można było cokolwiek domniemywać na podstawie ukrainnych ruchów personalnych. Równie skutecznie można by rzucać monetą lub wróżyć z fusów. Ja przynajmniej nie mam stosownej wiedzy, żeby cokolwiek wyrokować. Roszady personalne w instytucjach niesprawiedliwości czy bezpieczeństwa równie dobrze mogą być motywowane chęcią spowolnienia określonych działań jak i ich sanacją. Nie mówią niczego na temat mniemanej koordynacji.

    Z lokalnego podwórka przypominam sobie karierę pewnej pani sędziny, która po latach przewodniczenia jakiejś sprawie, otrzymała awans na ministra niesprawiedliwości. Działania procesowe trzeba było rozpoczynać od nowa. Ze względu na wielką ilość nagromadzonych już akt, nowy sędzia dostał dwa lata… na zapoznanie się z tak obszernym materiałem. I w tym przypadku ministerialna nominacja mogła mieć charakter zwykłej koincydencji.

  124. 124 michał

    Darek,

    Słusznie. Ale równie trudno opierać domniemania, że wszystko jest z góry ukartowane, na podstawie jakichkolwiek innych przesłanek. A mimo to, wyrokujesz.

    Jestem absolutnie przekonany, że sądownictwo, generalicja i w ogóle cała wierchuszka, jest ta sama w prlu, na Ukrainie i w sowietach, czyli bolszewicka. Pod wieloma względami, najnowszy artykuł p. Andrzeja, jest tego najlepszym odzwierciedleniem. Ale to co innego, niż twierdzenie, że działania wojenne są skoordynowane. Bolszewicka wierchuszka poddana tego rodzaju agresji, broni się. Nie przymierzając, jak Trocki (dla przykładu).

  125. 125 Dariusz Rohnka

    Michał,

    Nie twierdzę, że „wszystko jest z góry ukartowane”, albo też, że strony koordynują każdy pojedynczy wystrzał armatni.

    Twierdzę natomiast, że od początku obowiązywało założenie, że wojna ma być prowadzona długo, niesprawnie, z wykluczeniem możliwości kremlowskiego zwycięstwa w pierwszych tygodniach wojny. Jestem także przekonany, że propagandowa klęska Kremla została wpisana w modus operandi tej wolny oraz w jej cele.

    Czy mam twarde dowody? Nie mam. Bazuję na przesłankach: na zastosowaniu asymetrycznych do potrzeb środków militarnych oraz propagandowych.

    Wyraziłeś jakiś czas temu pogląd, że koordynacja działań obu stron jest po prostu niemożliwa (ponieważ prędzej czy później zostałaby wykryta). Nie podzielam tego przekonania. Koordynacja dotyczyć może najogólniejszych ram strategicznych konfliktu, nie zaś poczynań taktycznych. Przy stopniu zażyłości stron takie podstawowe ustalenia nie stwarzają (według mnie) problemów logistycznych.

  126. 126 michał

    Darek,

    Pięknie. Cieszę się, że nie wszystko jest ukartowane. Ale to drugie twierdzenie – „od początku obowiązywało założenie”… – jest właśnie „wyrokowaniem”, dla którego nie ma żadnych przesłanek. Nie dowodów – bo o takie trudno zawsze w tak skomplikowanych warunkach – ale nawet przesłanek, by tak sądzić.

Komentuj





Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej!.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.