III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




W roku 2017 ukazało się nowe wydanie wyboru pism Józefa Mackiewicza pt. Nudis verbis.  Pierwsza edycja wyszła w roku 2003 w tzw. „czarnej serii” jako 16 tom Dzieł.  Od samego początku, koncepcja wyboru była taka, żeby oddać konsekwencję myśli politycznej Mackiewicza w czasach przed, podczas i po II wojnie światowej.  Wojna nie była w moim przekonaniu cezurą w twórczości Mackiewicza, choć bez wątpienia wydarzenia owych lat miały na niego ogromny wpływ.  Nudis verbis zawierać miało wybór artykułów pisanych od 1 stycznia 1939 roku do końca roku 1949, w chronologicznym porządku. 

Zaznaczę w tym miejscu, w postaci dłuższej dygresji, że jestem odosobniony w twierdzeniu, iż II wojna światowa nie była cezurą w twórczości Mackiewicza.  W wydanej niedawno książce pt. Tylko prawda jest ciekawa, Adam Fitas wyraża opinię przeciwną.  Jego zdaniem, bolszewizm i przewroty po 1917 roku były wprawdzie przyczyną „przemiany świata”, o której traktują wielkie powieści, Kontra, Lewa wolna i Sprawa pułkownika Miasojedowa – „stopniowe przechodzenie starych XIX-wiecznych porządków w stulecie zniewolenia człowieka”, jak to trafnie formułuje w skrócie Fitas – a pomimo to:

Jednak prawdziwa cezura następuje podczas drugiej wojny światowej i dotyczy zarówno tekstów stricte politycznych, jak i rozmaitej rodzajowo literatury: wspomnieniowej, reportaży, a następnie powieści.  O ile granica z komunizmem biegnie w twórczości przedwojennej Mackiewicza przestrzennie, wzdłuż linii wyznaczonej traktatem ryskim, o tyle w latach 40. przybiera charakter czasowy: wszystko zmienia się z nastaniem okupacji sowieckiej.

Wydaje mi się bezdyskusyjne, że okupacja sowiecka była zasadniczą cezurą w życiu obojga Mackiewiczów.  Wojna w ogóle, a życie pod sowietami w szczególności, były doświadczeniem zasadniczym.  Pozwolę sobie przytoczyć fragment opowiadania, który jest także cytowany przez Adama Fitasa:

Wojna oczywiście zmienia z gruntu wszystkie warunki życia.  Ale w stanie pokoju, dopóki ludzie są po tej stronie chrześcijańskiej, po niebolszewickiej stronie życia, mogą się kochać lub nienawidzić, kłócić czy godzić, ale wieczerza wigilijna pozostaje tym samym, niezmiennym, obowiązującym wszystkich jednako dekretem tradycji.  Tak też było w okresie stuletnich zaborów na wszystkich naszych ziemiach, polskich, litewskich i ruskich, aż do chwili czerwonej kresy przeciągniętej przez bolszewizm.

Zgadzamy się zatem, że był to przełomowy moment w ich życiu, ale moim zdaniem, nie w twórczości Mackiewicza.  Mówił o komunizmie przed wojną po wielekroć, pisał ze zgrozą o postępach bolszewizacji w Wolnej Polsce („Chaty na biało, dusze na czerwono”), pisał o fatalnym stosunku państwa polskiego do komunizmu („Co się wyrabia w odległości 70 km od Mińska”) i do sowdepii („Czy panowie pożyczyli, czy darowali bolszewikom 1 i pół miliarda złotych?”).  I dlatego właśnie, pomimo tej zasadniczej cezury życiowej, tak ważne wydawało mi się, żeby wybór artykułów do Nubis verbis obejmował dramatyczny rok 1939, czasy litewskie z wieloma artykułami poświęconymi bohaterskiej walce Finów z sowieckim najeźdźcą, okupacje sowiecką i niemiecką oraz wczesny okres emigracji.  Jego antykomunizm nie był bowiem „reakcją na groby katyńskie” (jak się czasami słyszy) ani na deportacje, nie był odpowiedzią na codzienny koszmar sowietyzmu, a wynikał z uprzedniej, klarownej, przeżytej i wyartykułowanej, tradycyjnej moralności i konserwatywnego poglądu na świat.

Mamy więc w tym tomie reportaże z obozu w Zbąszyniu, gdzie przetrzymywano wysiedlonych z Niemiec Żydów polskich, i reportaże z zagarniętej przez Niemców Kłajpedy, przeplatane interwencyjnymi artykułami w obronie miejscowej ludności Wileńszczyzny przed nadużyciami ze strony napływowej administracji polskiej.  Mamy także zabawny dowód owej stałości postawy i myśli w artykule pt. „Szabla i pałka gumowa” z kwietnia 39 roku, który warto porównać z esejem pod tym samym tytułem (od niego pochodzi tytuł 23 tomu Dzieł) napisanym w 1962 roku dla Russkoj Mysli.  Z czasem coraz więcej było o Hitlerze, o Stalinie i nadchodzącej wojnie, ale jeszcze w sierpniu 1939 pisał o semibolszewickim etatyzmie polskiej biurokracji („Ponura tajemnica nie stotalizowanego pustelnika…”).  W tomie znalazł się następnie znakomity artykuł napisany w Kownie, pt. „My, Wilnianie…”, za który oskarżano Mackiewicza o zdradę; obszerny wybór z redagowanej przez niego Gazety Codziennej oraz wszystkie artykuły z niemieckiego Gońca Codziennego.  Emigracyjną publicystykę otwierał felieton „Ech, wrócić-by!”, który ukazał się w listopadzie 1945 roku w rzymskim Orle Białym.

Pomiędzy nimi zionęła ogromna dziura.  Wiedzieliśmy bowiem od samych Mackiewiczów, że w Wilnie napisał on książkę pt. „Prawda w oczy nie kole”, a w 1944 roku w Warszawie, Józef i Barbara Mackiewiczowie wydawali pismo Alarm, którego trzy numery ukazały się „wiosną-latem”, jak wspominała Toporska, na krótko przed wybuchem powstania.  Natomiast w październiku tegoż roku, Biuro Studiów hrabiego Ronikiera, wydało w Krakowie broszurę Mackiewicza pt. „Optymizm nie zastąpi nam Polski”.  Mackiewiczowie zdołali przeszmuglować egzemplarze Alarmu i broszury na Zachód (trzy numery Alarmu przewiózł na Zachód Studnicki), ale przepadły, gdy zostały oddane do przechowania znajomym z „obrosłej w domki, od lokatorów ciasne, emigracji” londyńskiej.

Nie można przecenić wagi tych trzech pism, a to ze względu na cenzurę.  Przedwojenne Słowo borykało się z koszmarną cenzurą i było najczęściej konfiskowanym pismem w Polsce.  Litewska cenzura zdołała przebić sanacyjne szykany i w końcu odebrano Mackiewiczowi prawo do wydawania i redagowania pism na Litwie.  Niemiecka gadzinówka Goniec Codzienny, oczywiście podlegała ostrej cenzurze władz okupacyjnych, a po wojnie Mackiewicz natknął się na niespodziewany problem cenzury emigracyjnej (pisałem o każdym z tych aspektów obszernie w nadal nie ukończonym cyklu pt. „Józef Mackiewicz i cenzura” ), a o konkretnych problemach Słowa, także we Wstępie do Bibliografii w II wydaniu Nudis verbis).  A zatem „Prawda w oczy nie kole”, Alarm i „Optymizm nie zastąpi nam Polski” są wyjątkowymi przypadkami, gdyż będąc całkowicie nielegalne wobec każdej panującej władzy, były zupełnie wolne od jakichkolwiek nacisków.

Podczas mozolnej i długotrwałej pracy nad pierwszym wydaniem Nudis verbis, uważałem te trzy wydawnictwa z lat wojny za bezpowrotnie stracone.  Ale wydawca Dzieł Mackiewicza, Pani Nina Karsov, nigdy nie przestała ich poszukiwać.  I tak, jeszcze przed ukazaniem się Nudis verbis, odnalazła w wileńskim archiwum ponad 200-stronicową kopię tekstu „Prawda w oczy nie kole”, którą wydała następnie jako 17 tom Dzieł.  W 2005 ukazał się świeżo znaleziony „Optymizm nie zastąpi nam Polski” jako tom 18.  Niestrudzone poszukiwania doprowadziły Ninę Karsov także do odnalezienia tekstów usuniętych ze Słowa przez cenzurę.  Toteż dodaliśmy do nowego wydania Nudis verbis artykuł z marca 1939, napisany przez Józefa Mackiewicza po wywiezieniu do obozu w Berezie naczelnego redaktora pisma, Stanisława Cata Mackiewicza.

I w takim stanie, z ogromnie rozwiniętą Bibliografią, drugie wydanie zostało oddane do druku, pod koniec 2017 roku.  Ostatnie słowa Wstępu do Bibliografii brzmiały:

Nadal jednak, pomimo wieloletnich poszukiwań, nie udało się znaleźć podziemnego pisma Alarm wydawanego przez Barbarę i Józefa Mackiewiczów w Warszawie w 1944 roku.

Kiedy książka została przesłana do rozpowszechnienia wybuchła bomba.

Pan Janusz Klemens znalazł pierwszy numer Alarmu w Chełmskiej Bibliotece Publicznej. * Zaklasyfikowany został w katalogu jako pismo NSZ, co jest o tyle zrozumiałe, że prlowski mon przypisywał Narodowym Siłom Zbrojnym wydawanie podziemnego pisemka pt. Alarm! (z wykrzyknikiem w tytule).  Prędko orientując się w wadze odkrycia, Pani Nina powstrzymała dystrybucję gotowych książek i błyskawicznie wydała Suplement, zawierający faksymile oryginału i pełną zawartość pisma.  Historia odnalezienia pierwszego numeru Alarmu wydaje mi się fascynująca, ale treść tego pisma jest jeszcze ciekawsza.

Alarm.  Nadpartyjny organ do walki z bolszewizmem

Numer 1 pisma datowany jest 26 czerwca 1944 roku w Warszawie.

Dla lepszego zrozumienia tła powstania podziemnego pisemka, warto zajrzeć do największej powieści Mackiewicza (moim zdaniem, tylko moim zdaniem, największej), do Nie trzeba głośno mówić.  Jeden z głównych bohaterów tej epopei wojennej, Leon, przyjechał do Warszawy z Wilna na wiosnę 1944 roku i miasto zrobiło na nim ogromne wrażenie.

Znał je sprzed wojny dobrze nawet.  Ale lata okupacji sowieckiej, i następnie niemieckiej na ziemiach wschodnich w „Ostlandzie”, i to wszystko co się tam działo, było tak odmienne od tego, co się działo w Warszawie, że miara, do której już przywykł, nie miała żadnego zastosowania.  I jemu rzuciły się w oczy najpierw otwarte sklepy, restauracje, kawiarnie, ruch uliczny, zamożność, obfitość towarów.  Nie było tego dużo w porównaniu do kiedyś, ale w porównaniu do nędzy „wschodniej” tyle, że rugowało dawne porównania!  Życie codzienne oparte było w pełni na „prywatnej inicjatywie”, i czuł się wskutek tego przeniesiony w inny świat.  Druty kolczaste, bunkry niemieckich placówek, „sztrajfy” policyjne, syreny wozów Gestapo, strzały, świadczące o toczącej się jawnie walce, przydawały temu miastu o czystych obrusach i kelnerach z serwetą pod pachą – zupełnie szczególny, po prostu niewyobrażalny dotychczas wygląd, połączenia nowoczesnej wojny z nowoczesnym sybarytyzmem.  Po raz pierwszy zetknął się z fenomenem, gdzie terror nie wykluczał dobrobytu terroryzowanych.

Ledwo zdołał ochłonąć z zachwytów nad obfitością zamrożonej wódeczki, pasztecików „jakich przed wojną nie jadłeś”, kawusi z likierem i pięknych kobiet, Leon rzucił się w wir dyskusji politycznych.  Jego interlokutorami byli przedwojenni znajomi, którzy jeszcze przed kilku laty nazywaliby się konserwatywną elitą, a teraz, wobec nadchodzącej armii czerwonej, rozmyślali, co będzie dalej.  Byli wśród nich także wysoko postawieni przedstawiciele Podziemia.  Sceny te są z pewnością oparte na rozmowach Mackiewicza w Warszawie, a postać pana Aleksandra – na Aleksandrze Bocheńskim.

Ważniejsza wszakże od okoliczności wydania Alarmu, od perypetii zagubienia kopii, odnalezienia egzemplarza i jego wydania, jest treść pisma.  Dla mnie osobiście, jest fascynujące, co Józef Mackiewicz miał do powiedzenia w Warszawie, w czerwcu 1944 roku.

Wychodzi z założenia, że pismo takie powinno było pojawić się o wiele wcześniej.  Rozważa różne punkty zwrotne wojny i konkluduje:

Może powinno było wytrysnąć spod ziemi zaraz na samym początku i wychodzić bez przerwy do dnia dzisiejszego i wołać od razu – od tego straszliwego września 1939 roku, gdy największy z wrogów napadł zdradziecko z tyłu, złamał traktat o nieagresji, a nasze wojska zdezorientowane i udręczone szły do niewoli.

Należało wskazywać, że sowiety są wrogiem najgorszym.  Z Niemcami nie można pertraktować, bo tego nie chcą, trzeba z nimi walczyć.  O niebezpieczeństwie Hitlera dla Polski nie stanowi, że depcze godność Polaków, tylko że „swą tępą polityką pcha nas w ramiona bolszewizmu”.  W rezultacie, jawne wystąpienie przeciw sowietom jest z miejsca zepchnięte do pozycji kolaboracji z Niemcami.  Nie tylko w Polsce – w całej Europie.

Niemcy przegrali wojnę.  Bolszewicy ją wygrywają.  Niemcy odchodzą.  Bolszewicy przychodzą!  I dlatego w tej ostatniej jeszcze chwili, póki nie za późno, wzywamy do mobilizacji przeciwko bolszewikom wszystkie siły i wszystkie warstwy Narodu Polskiego.  Jest to sprawa nadrzędna.  Stojąca ponad rozgrywki dyplomatyczne i rozgrywki partyjne.

Sytuacja była dramatyczna – ogromna ofensywa sowiecka runęła przed kilku dniami na Białoruś i Ukrainę, krasnoarmiejcy zbliżali się do Wilna, a dowództwo AK szykowało Operację Ostra Brama, by ich wspomóc w „wyzwalaniu miłego miasta” (o czym rzecz jasna, wydawca Alarmu nie mógł jeszcze wiedzieć, podobnie zresztą nie wiedział jeszcze o ofensywie, pisząc o „ciszy na froncie wschodnim”), a trzy tygodnie wcześniej Alianci dokonali inwazji w Normandii – i być może z tego powodu Mackiewicz uciekał się w desperacji do rzucania haseł:

W praktyce międzynarodowej nie ceni się przyjaciół całkowicie oddanych.

Wobec zjednoczonych narodów nie jesteśmy petentem, ale kontrahentem.

Zdobywając Cassino wypełniliśmy tylko obowiązek wobec sojuszników, którego Anglia i Francja nie wypełniły we wrześniu 1939 roku. **

Front wschodni zaistniał dla nas nie z dniem 22 czerwca 1941 r., a z dniem 17 września 1939 roku.

W osobnym, krótkim tekście, odważył się wypowiedzieć herezję wobec polskiej ortodoksji owych czasów.  Oto „z miliona ust” dobywało się westchnienie: oby wojna skończyła się jak najprędzej.  Polacy powinni jednak być wyjątkiem wobec tego powszechnego życzenia.

Nie kiedy się ona skończy, ale jak się ona skończy, jest dla nas kwestią najważniejszą.

Porównuje zmienne koło wojennej fortuny do gry w karty.

Nasza karta jest bita na forum międzynarodowym, niestety.  Aleśmy nie przegrali jeszcze, pozostało nam jeszcze tyle kapitału, którym operując w sensownych stawkach, odbić możemy przegraną.  Jeszcze zasiadamy przy stoliku.  Gdybyśmy od niego wstali dzisiaj, wstalibyśmy przegrani.  Ale na szczęście gra trwa dalej.  Na szczęście dla nas.

Jest złym patriotą i złym Polakiem ten, który tęskni do jej przerwania.

Słowa te brzmią szokująco nawet dzisiaj.  Musiały być wstrząsem dla nielicznych czytelników Alarmu w Warszawie w lecie 44 roku.  W przeciwieństwie do przytłaczającej większości polskiego narodu, widział, co się święci, więc rozumiał, że jedyna nadzieja była jeszcze w przeciągnięciu wojny, gdy „polski instynkt narodowy” pokładał nadzieję w niczym nie uzasadnionym optymizmie.  Tę dziecinną ufność opisywał Mackiewicz w postaci „błędów, które należy zwalczać”:

Bolszewicy tu przyjdą inni.

Sowiety i Rosja, to to samo.

Czerwona Polska, to także Polska.

Mord w Katyniu jest dziełem Niemców.

Centralne miejsce w Alarmie zajmuje artykuł pt. „W rozstrzygającej chwili”.  Niemiecki terror, choćby nawet stał się jeszcze okrutniejszy, nie mógł zmienić faktu, że „Niemcy wojnę przegrały i są wrogiem, który prędzej czy później odejdzie, bo odejść będzie zmuszony”.  Natomiast żadna zmiana w polityce sowieckiej, nie mogła „zabić w nas przekonania, że są wrogiem i to wrogiem, który ma zamiar nadejść”.  Logika stanowiska Mackiewicza jest tym bardziej uderzająca, im bardziej sprzeczna z psychicznym nastawieniem całego narodu w tych tragicznych dniach.  A zatem przyszłe stosunki polsko-niemieckie zredukować można do „ponurego rejestru doznanych krzywd, wraz z wystawionym za te krzywdy rachunkiem”.  Natomiast jak obronić Polskę przed nadchodzącymi bolszewikami jest pytaniem zasadniczym.

Odwracając znaną formułę o „sojuszniku naszych sojuszników”, Mackiewicz twierdzi, że trzeba patrzeć na sowiety jako „wroga naszych wrogów”, ponieważ nie wyklucza ona, że wróg naszego wroga jest także naszym wrogiem.  Skoro tak, to wojna między dwoma wrogami, jest nam na rękę.  Polska nie może odegrać roli języczka u wagi w tej wojnie, a zatem

realne i właściwe jest zajęcie przez Polskę stanowiska neutralnego wobec działań wojennych na froncie wschodnim – tzn. tego rodzaju stanowiska, które by doczekało się klęski Niemiec na Zachodzie, zanim jeszcze bolszewicy zaleją nasz kraj i ogłoszą go jako Republikę Czerwoną, w myśl haseł Karty Atlantyckiej o „wyrażaniu woli ludności”, którą to wolę tak po mistrzowsku umieją fałszować.  W ten sposób wojna z Niemcami mogłaby się zakończyć przed początkiem dramatu Polski.

Takie stanowisko zwiększałoby szansę, że „pożoga wojenna oszczędzi nasz kraj”.  Mackiewicz liczył na osłabienie sowietów w wyniku przeciągającej się wojny z Niemcami, co mogłoby potencjalnie dać odrodzonej Polsce szansę na ocalenie przed zalewem bolszewickim.  Nie wykluczał nawet pomocy Aliantów w przyszłej wojnie o Polskę.

Łatwo wydrwiwać tę koncepcję jako nierealistyczną, znając dalszy przebieg wypadków, ale warto może pamiętać, że w niecały rok później połączone sztaby brytyjskich sił zbrojnych rozpatrywały poważnie taki właśnie scenariusz (pisałem o tym obszernie w cyklu pt. Operation Unthinkable czyli jak Churchill planował bronić świata przed sowiecką zarazą” ).  Tymczasem, Mackiewicz wskazywał:

Zwekslowanie epilogu wojennego na zachodni front wojenny da Polsce przede wszystkim tę wielką korzyść, że pokój, który nastąpi nie będzie podyktowany przez Sowiety.  Po drugie zwiększy szanse uniknięcia przez Niemcy skomunizowania wewnętrznego, co by im niechybnie groziło w wypadku gdyby armie niemieckie rozgromione zostały przez bolszewików.  W ten sposób zażegnane zostanie największe niebezpieczeństwo grożące Europie, całemu światu, a Polsce w rzędzie pierwszym.

Mackiewicz uważał tę koncepcję za bardziej realistyczną niż wszelkie próby współpracy z bolszewią.

Nie ma takich ustępstw, które by nasycić mogły czerwony, bolszewicki, stalinowski imperializm sowiecki.  Nie istnieją żadne przesłanki, że bolszewicy tym razem będą „inni”, że zaniechają swych podstępnych metod podboju Polski, że wyrzekną się fałszowania „woli ludności”, organizacji zdradzieckich „reprezentacji narodowych” i że raz stanąwszy mocną nogą na ziemi polskiej, nie przystąpią do zniszczenia Narodu Polskiego, do masowych deportacyj, aresztowań itd.  Stwierdzamy to z taką stanowczością dlatego, że metody te bynajmniej nie zależą od dobrej czy złej woli rządzących sfer sowieckich, lecz stanowią organiczną, nieodłączną funkcję ustroju sowieckiego, jaką stanowi dla organizmu ludzkiego oddech i pożywienie.

Wobec natury bolszewickiego zagrożenia wysuwał jeden konkretny i bardzo aktualny wniosek:

Współpraca Armii Krajowej z bolszewikami byłaby niczym innym, jak pchaniem młodzieży polskiej na sowiecką gilotynę i to w formie dla bolszewików najbardziej dogodnej, bo umożliwiającej im branie nas i niszczenie gołymi rękami.

Pisał to przed tragicznym błędem „wyzwalania Wilna”, przed podobną operacją AK we Lwowie, przed „procesem 16”, przed aresztowaniami, egzekucjami i wywózkami.

Mackiewicz, w typowy dla siebie sposób, wzywał przede wszystkim do dyskusji.  Bił na alarm, żeby podjąć zbiorowy wysiłek do jakiejkolwiek akcji, zmierzającej „ku uodpornieniu nas wobec zagrażającego niebezpieczeństwa sowieckiego”.  Odrzucał politykierstwo i partyjne spory, a domagał się tworzenia ducha oporu wobec nadchodzącego najeźdźcy – są to tematy dobrze znane z jego powojennej publicystyki.  Otwierał „Wolną Trybunę” i zapraszał do nadsyłania artykułów poprzez kolporterów, zastrzegając sobie tylko prawo repliki.

Już w pierwszym numerze – przypominam, jedynym, jaki udało się odnaleźć – zamieścił taki dyskusyjny artykuł w „Wolnej Trybunie”, pt. „Teoria oporu przeciw najeźdźcom”, sygnowany X.Y.  Wstępna lektura tego tekstu nasunęła mi przypuszczenie, że jego autorem był wspomniany Aleksander Bocheński.  Autor nie ukrywa swej irytacji wobec tonu artykułów w nowym podziemnym pismie:

„Planować w duchu zwątpienia – realizować w duchu wiary”, powiedział Salazar, i żadne bodaj powiedzenie nie daje nam równego dowodu na wielkość tego męża stanu XX wieku.  Obawiam się, że uświadomienie sobie teorii oporu, podważyłoby nieco tezy redakcji, wypowiedziane we wstępnym artykule.  Dlatego to dla uwag niniejszych proszę o miejsce we „Wolnej Trybunie”.

Nie ulega wątpliwości, że obaj autorzy znali się dobrze i dyskutowali swoje, tak skrajnie przeciwstawne, tezy.  Autor „Teorii oporu” powołuje się na Dmowskiego i Wielopolskiego, dla wskazania, że współpraca z okupantem, a nie opór, dają największą szansę na zachowanie spójni społecznej, ponieważ tworzy ją oświata, a nie prześladowania.  Co więcej powołuje się na książkę Koźmiana pt. „Rzecz o roku 1863”, w której Koźmian argumentuje przekonująco przeciw oporowi.  Twierdzi np., że duch oporu, który ma być duchem ofiarności, prowadzi na ogół do skutków odwrotnych niż zamierzone.  Jego zdaniem, nieuniknione prześladowania, które następują po każdym powstaniu, skutecznie łamią ducha oporu, a zatem ich rezultatem nie jest wcale ofiarność, ale triumf egoizmu w czasach klęski.

W książce pt. „Kryzys Polski i kryzys ludzkości”, z roku 1982, Aleksander Bocheński nie tylko wspominał tę samą, mało znaną książkę Koźmiana, ale pisał także:

Oto po każdym klęskowym wzlocie poświęcenia i ofiarności nadchodził zawsze czas marazmu, wyrzeczenia się ideologii i sprowadzenia sensu życia do egoistycznego sobkostwa.

Moja supozycja co do autorstwa tekstu X.Y. została potwierdzona, gdy w prywatnym archiwum Aleksandra Bocheńskiego znalazł się odpis artykułu z Alarmu, z odręczną notką w kwestii autorstwa.

Mackiewicz obiecywał, że odpowie na artykuł X.Y. w jednym z kolejnych numerów Alarmu.  Wielka szkoda, że nie znamy jego riposty, ale sądzę, że znając jego myśl, można pokusić się o odtworzenie kontrargumentacji.  Krótko mówiąc, Bocheński – podobnie jak Dmowski czy Koźmian, Wielopolski i inni konserwatywni politycy polscy przed nim – miał rację!  Miał rację tak długo, jak chodziło o carów i kajzerów, o starych, dobrych cesarzy, o czasy szabli, a nie pałki gumowej.  Jednak argumenty X.Y. nie mogły mieć zastosowania wówczas, gdy Polacy mieli do czynienia z czymś tak diabolicznie odmiennym w treści od carskiego państwa, jak sowiety czy III Rzesza.  Nie-walka z nimi skazuje na zagładę.

Dlatego uważał za konieczność polityczną stworzenie „polskiego frontu wschodniego”, frontu walki z nadchodzącą armią czerwoną.  Kończył swój ostatni artykuł w pierwszym numerze Alarmu:

Nasz polski front wschodni mógłby nie istnieć tylko w jednym wypadku, mianowicie w tym, gdyby pobicie Niemiec było celem samym w sobie.  Ale dla nas pobicie Niemiec nie jest celem, tylko jednym ze środków do celu.  Celem wojny, którą prowadzimy, jest odrodzenie potężnej, niepodległej, suwerennej Rzeczypospolitej Polskiej. – Temu świętemu celowi, zagraża w tej chwili bardziej niż w latach poprzednich, front wschodni.

Leon, w Nie trzeba głośno mówić, prędko dostosował się do tonu dyskusji w przedpowstaniowej Warszawie; jak to sam sobie tłumaczył, „stotalizował się”.  Szybko doszedł do przekonania, że próba walki z tym powszechnym chceniem bycia oszukanym, jest walką z wiatrakami.

Józef Mackiewicz bił na Alarm.

_______

* Artykuł Janusza Klemensa na temat odkrycia Alarmu, ma się ukazać od dawna w kolejnym numerze Archiwum Emigracji.

** Niektóre z tych haseł są wzięte z pism płk Wacława Lipińskiego, zamordowanego w lochach ubecji w 1949 roku.  Na wieść o jego śmierci, Mackiewicz ogłosił 1 maja, we Lwowie i Wilnie, artykuł pt. „Spotkanie z Lipińskim”, w którym m. in. podawał, że niektóre hasła podane w Alarmie, były pióra Lipińskiego.  I ten artykuł można także znaleźć w Nudis verbis.



Prześlij znajomemu

43 Komentarz(e/y) do “Kiedy Józef Mackiewicz bił na Alarm

  1. 1 gniewoj

    W ramach czytelniczej erraty.
    Najwyraźniej do tekstu zakradł się chochlik przybierający kształt niedorobionego Anubisa. Ani Anubis, ani Nubis a Nudis winno być w zdaniu: „I dlatego właśnie, pomimo tej zasadniczej cezury życiowej, tak ważne wydawało mi się, żeby wybór artykułów do Nubis verbis obejmował dramatyczny rok 1939,…”

  2. 2 michał

    Drogi Panie Gniewoju,

    Dzięki za tak uważną lekturę! To już nie jest chochlik, ale cały ogromny Chochoł, który wiedzie nas w ospałym korowodzie gnuśności drogą donikąd. „Słowa Anubisa” byłyby to przecież słowa bożyszcza śmierci z głową szakala, więc Chochoł wiedział w tym wypadku, co robi.

    Ale „NUBIS verbis” jest jeszcze bardziej komiczne i złowrogie. „Nubis” oznacza bowiem „zamglony”, „mętny”, od „nubes” – chmura, dym, a nawet niekreślona groźba (jak „chmura na horyzoncie”).

    A zatem nasz Chochoł wiedzie nas nie tylko w letarg, ale także w groźne mącenie jasnych i prostych, nagich słów Józefa Mackiewicza. Prowadzi nas do zaprzeczenia, do odwrócenia sensu, do zaprzaństwa.

    Bardzo jestem wdzięczny za Pańską uwagę. Za uwagę przy czytaniu i za zwrócenie mi uwagi. Bez Pana podążałbym nadal w korowodzie śmierci ku mętnym dwuznacznościom. A tu przecież trzeba bić na Alarm!

  3. 3 gniewoj

    Panie Michale,

    To raczej nie Panu a mi należy napisać co nieco o gnuśności i letargu.

    Było to tak. Wyczekiwałem jak te, nie przymierzając dziesięć biblijnych panien, na kolejne wydanie Nudis Verbis. A to dlatego, że bardzo ciekaw jestem artykułu autorstwa JM pokazującego jak to i jemu udzielił się hurra-optymizm sanacyjnej propagandy. Jak to on sam przewidywał, że jeśli Hitler zdecyduje się na jakąkolwiek poważniejszą awanturę to nie skończy się ona niczym innym jak rychłą defiladą zwycięstwa wojsk polskich w Berlinie. W odróżnieniu od biblijnych panien, zasklepiały w letargu i gnuśności, najwyraźniej o dwa lata przeoczyłem fakt wypuszczenia kolejnego wydania NV. Zaraz po przeczytaniu Pana artykułu rzuciłem się do Internetu, żeby zamówić tę pozycję a tam… niespodzianka. Najwyraźniej, w czasie ostatnich trzech-czterech lat, przeminęła swego rodzaju moda na Mackiewicza. Nie wiem, czy popularność jego twórczości z lat dziesiątych dwudziestego pierwszego wieku można porównywać do wspominanej kilkakrotnie przez Pana popularności Mackiewicza w latach osiemdziesiątych zeszłego wieku ale wiem, że jeszcze niedawno naprawdę wiele księgarń oferowało mniej lub bardziej obszerny wybór dzieł Mackiewiczów (o ile pamięć mnie nie zawodzi dystrybuował je nawet komunistyczny empik). A dziś..?! Nakłady wyczerpane, pozycje niedostępne, powiadomimy cię o dostępności, takie komunikaty można znaleźć na witrynach księgarskich. Szukać ze świeczką, a jeżeli się nawet znajdzie księgarnię z dziełami JM to wybór mizerny. Z góry uprzedzam, nie chodzi mi to czy można w kraju nabyć coś z Mackiewiczów czy nie można (mnie się ostatecznie udało a zamówiony egzemplarz NV powinien być niedługo w drodze) ale o sam fakt pojawienia się względnego zainteresowania Mackiewiczem w wolnym już przecież prlu. Najwyraźniej, tak jak to zainteresowanie niespodziewanie przyszło, równie niespodziewanie (przynajmniej dla mnie) przeminęło i nic konstruktywnego dla antykomunizmu, z tej chwilowej popularności, nie wniknęło.

    Nie wiem czy Pan o tym słyszał, ale dzisiejszy kraj tak się przepoczwarzył, że nawet w podręcznikach do języka polskiego były fragmenty z Mackiewicza, bodajże z Drogi donikąd. Było to jakieś pięć-sześć lat temu, w podręcznikach dla licealistów. A może nie przepoczwarzył?! A może doszło do tego czego właśnie chciał uniknąć Mackiewicz, do jakichś wykoślawionych fragmentów publikowanych w kraju?!

  4. 4 michał

    Drogi Panie Gniewoju,

    Sądzę, że brak zainteresowania Mackiewiczem, a w każdym razie spadek zainteresowania, zbiegł się z objęciem władzy w prlu przez pis. Wedle ich propagandy, to był prl, tak długo, jak oni nie byli u władzy, i wówczas Mackiewicz był im wygodny, a teraz dorwali się do żłoba, więc na co im „Zwycięstwo prowokacji”?

    Nie dziwi mnie wybiórcze cytowanie w podręcznikach. Włączenie pisarza do spisu lektur szkolnych jest najlepszą metodą na zamordowanie go dla całego pokolenia.

  5. 5 Andrzej

    Szanowny Panie Gniewoju,

    Pozwoli Pan sobie polecić: https://bookstore.dsh.waw.pl/bookstore/category/jozef-mackiewicz-i-barbara-toporska/scroll
    Albo też o ile nie ma Pan zbyt daleko do tego miejsca, bezpośrednio: https://dsh.waw.pl/o-nas/ksiegarnia

    Swoją drogą niezmiernie mnie zdumiewa (a raczej mierzi) to, że wciąż i wciąż na tzw. patriotycznej scenie peerelu pojawia się temat braku książek Mackiewicza na rynku księgarskim. Swego rodzaju moda to jedno, a rzeczywiste zainteresowanie i popyt to drugie. Ta moda, zdaje mi się tworzy zasłonę dymną dla typowej tutaj, fałszywej „dobrej woli”. Proszę się zapoznać z tym oto przekazem.

  6. 6 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Te wymiany na twitter-twatter są genialnie komiczne, ale ma Pan rację, że to jest żałosne i na dłuższą metę mierzi. Bredzić przez dziesiątki lat, że książek nie ma, kiedy są, to jest swego rodzaju osiągnięcie w heglowskim zaprzeczaniu rzeczywistości. Ale czego innego spodziewać się po prlu?

    Na marginesie, jakim prawem ten jakiś ciućmok spod koziego ogona, który nie odróżnia „tak” od „nie”, białego od czerwonego, ani swojego ramienia od własnego zadka, otóż jakim prawem ten gość podpisuje się „Józef Mackiewicz (@MackiewiczJozef)” https://twitter.com/MackiewiczJozef ?? Domyślam się, że dla niego to tylko zestaw liter, więc wolno mu robić, co zechce, ale to jest skandaliczne i jakże typowe dla chamskich czasów gumowej pałki.

    Jak pisaliśmy tu wiele razy, ci ludzie nie różnią się wiele od „Nowaków i Garlińskich”. Tamci odmawiali podjęcia dyskusji zasłaniając się tzw. „sprawą Mackiewicza” czyli wieloletnią nagonką na wielkiego pisarza. Ich potomkowie odmawiają czytania Mackiewicza w imię tego, że nie można kupić jego książek, kiedy można. Po to tylko, by nie musieć skonfrontować swoich życiowych wyborów, swego popierania prlu bis. „Druga sprawa Mackiewicza” polega na napaściach na wydawcę, a jednocześnie najwybitniejszego znawcę, jego twórczości, w imię nieobecności książek, które można swobodnie nabyć w drodze kupna.

    Ech, nawet i splunąć się nie chce na coś takiego.

  7. 7 gniewoj

    Ojej Panie Andrzeju!!!

    Muszę przyznać, że nie jest na bieżącą z tym o czym ćwierka Internet. Z podesłanego przez Pana linku wynika mi, że niczego nie tracę. Z drugiej strony, zaglądając jedynie na WP czuję zawsze pewien dyskomfort wynikający ze świadomości, że zamykam się być może na jakieś ważne informacje, które tak jak kiedyś lektura Mackiewiczów, przewróciłyby do góry nogami mój ogląd świata. Niestety, nie mam ani tyle wiedzy ani tyle samozaparcia co Pan Michał aby ciągle wystawiać próbie weryfikacji swoja ocenę otaczającej mnie rzeczywistości.

    Dziękuję za wskazanie księgarni. Nie znałem jej dotychczas. „Moja” księgarnia (wymieniona na liście ćwierkacza) przegrywa z „Pana” pod względem ilości tytułów Toporskiej, wygrywa za to jeżeli chodzi o Mackiewicza. A to dzięki temu, że oferuje dwa czy trzy tytuły w okładce czarnej i do wyboru również w kolorowej oraz… uwaga, uwaga: „Kubek Józef Mackiewicz z hasłem przewodnim pisarza: Jedynie prawda jest ciekawa!”

  8. 8 gniewoj

    Panie Michale,

    U ćwierkacza znalazłem wpis o tym, ze książki autorstwa Mackiewicza są drogie. Może, tu pies pogrzebany? Może chciałby on, żeby dzisiejszy prl dofinansowywał jakoś albo subsydiował zakup tych pozycji?
    A gdyby tak wspomniane przez Pana dzisiejsze władze popisały się i zakupiły wielką partię książek Wydawnictwa KONTRA i zasiliły nimi i centralne i gminne i lokalne i jeszcze szkolne biblioteki publiczne?!
    To by dopiero było coś i w miarę i na miarę!!!

  9. 9 michał

    Panie Gniewoju,

    Właściwie, im więcej się nad tym zastanawiam, tym bardziej cholera mnie bierze. Proszę spojrzeć raz jeszcze na to, co pisze ów anonim, podpisujący się „Józef Mackiewicz” https://twitter.com/MackiewiczJozef

    Niby człowiek robi tzw. „dobrą robotę”, wybiera cytaty z wielkiego pisarza i podaje w formie strawnej dla półgłówków, którzy nie są w stanie przeczytać kilkusetstronicowej książki. No, niech mu będzie, mało to niedouczonych na świecie? Może i im trzeba pomóc. Ale proszę się przyjrzeć uważniej tym cytatom… Na pozór, wszystko pięknie: przytoczenie oraz źródło. Nie ma wszak ani słowa o tym, że każdy z tych tekstów został wydany przez Kontrę i jest osiągalny w 30 tomach Dzieł. Nie dość tego, jest niezwykle mało prawdopodobne, że anonim trudził się poszukiwaniem oryginału nowojorskiego Nowego Świata i żmudnym przepisywaniem w bibliotece, raczej przepisał z tomu „Wielkie tabu i drobne fałszerstwa”. Czyżby znalazł Dodatek Tygodniowy Ostatnich Wiadomości z Mannheim, żeby przepisać fragment z eseju „Na tematy literackie…” (z wielokropkiem w tytule)? Hm, chyba nie, raczej przepisał z tomu „Szabla i pałka gumowa”. I wreszcie moje ulubione: czyżby naprawdę znalazł numer Głosu Polskiego z Buenos Aires z artykułem „Moje refleksje dyskusyjne”? Byłoby to osiągnięcie nie lada, bo Głos jest trudny do znalezienia, ale sądzę, że wygodniej było przepisać z tomu „Szabla i pałka…”

    „Przygoda w ostatnią wigilię” została znaleziona dopiero w ubiegłej dekadzie, więc gdzie ją czytał, jak nie w tomie „Tajemnica żółtej willi”? A w jakim wydaniu czytał „Prawda w oczy nie kole”? Z czyjego wydania przepisywał cytat z „Optymizm nie zastąpi nam Polski”? Gdzie czytał listy?

    Do tego mamy jeszcze kwiatki w rodzaju cytatu z Mackiewicza rzekomo wziętego z „Pod pręgierzem” – czyli facet nie wie nawet, co to jest „Pod pręgierzem”. Prawdę mówiąc, nie chce mi się dalej zajmować tym chłamem.

    I ten człowiek, którzy cytuje z 30 tomów Dzieł wydanych przez Ninę Karsov – trzydziestu tomów! – JEDNOCZEŚNIE twierdzi, że tych książek nie ma, kiedy są, po czym prezyduje nad pseudo-dyskusją, która jest ciągiem napaści na wydawcę tychże 30 tomów.

    To już nawet nie jest rozdwojenie jaźni – jak pisał tenże Mackiewicz o ludziach, którzy próbowali wymazać jego w wkład w sprawę Katynia – to jest kliniczny przypadek schizofrenii. Anonim, podpisujący się „Józef Mackiewicz”, który zwalcza jedynego prawowitego wydawcę i największego znawcę pisarstwa Józefa Mackiewicza, cytując z wydań Kontry, musiał paść ofiarą rozpadu osobowości.

  10. 10 Andrzej

    Szanowni Panowie,

    Można by tak długo na ten temat ale czy jest to warte naszej uwagi?

    Czegóż można się spodziewać po przedstawicielach środowiska, które za zasadę przyjmuje rozdwojenie jaźni, z jednej strony powołując się na Mackiewicza i afirmując jego poglądy, a z drugiej akceptując i czynnie wspierając komunistyczną fikcję, pomimo oczywistych faktów. Oto ostatni przykład (przepraszam, że znowu „tłit” ale to już, niestety, obligatoryjna forma przekazu myśli aktualnych czasów).

    W takim to rozdwojeniu, cóż pozostaje innego do wykorzystania jak chamstwem owinięta pałka gumowa w jednej dłoni, a pusty, kruchy kubek ze „sztandarowym” cytatem w drugiej?

  11. 11 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Kiedy przed ponad 12 laty Darek wystąpił z propozycją założenia niniejszej witryny, to jednym z głównych punktów, który przekonał mnie do przyłączenia się do Wydawnictwa Podziemnego, było moje przeświadczenie, że nikt nigdzie nie występuje przeciw obłudzie tego tałatajstwa, napadającego na wydawcę Józefa Mackiewicza.

    Pierwszy artykuł opublikowany na wp wystąpił przeciwko „Redzie” http://wydawnictwopodziemne.rohnka5.atthost24.pl/2007/08/31/cham-chamem/ – pamięta Pan takiego? To był oczywiście pesudonim, ale proszę zwrócić uwagę, że ten pseudonim nie pojawił się ponownie po moim artykule. Jest zupełnie możliwe, że przeceniam swoją rolę w zamknięciu Redy, ale „Cham chamem” stał się tytułem długiego wątku, który przewija się przez naszą witrynę od początku http://wydawnictwopodziemne.rohnka5.atthost24.pl/category/polemiki-i-watki/cham-chamem/. Niestety zbyt często musimy się zajmować tymi sprawami, ale, proszę wybaczyć, nie mogę się zgodzić, że to nie jest warte naszej uwagi. Gdybym używał tego tfuiiter, to z pewnością zabrałbym głos w tamtej pseudo-debacie, i wstyd mi, że nikt nie odpiera tak oczywistych kłamstw. Jeden wyjątek, nieśmiało napomknął, że znalazł książki bez problemu i zamilkł.

    Oczywiście ma Pan rację, że wolałbym się zajmować czymś ciekawszym, a nie wypocinami półgłówków, ale co robić, taki los.

    Niech mi Pan jeszcze wyjaśni, o co chodzi z tym czeskim filmem. Rozumiem, że na tfuitter uchodzi za dyskusję, jeżeli się napisze „świetne” albo „obejrzę”, albo „nie widziałem”. Natomiast co do treści, to ja nie rozumiem. Czy chodzi o to, że serial opisuje spisek kgb? To nie jest rzadkość. Takich filmów nawet Hollywood nakręcił wiele. Spisek, konspiracja, zakrojona na ogromną skalę prowokacja, to jest chleb powszedni dla Choliłódź. Jest mnóstwo seriali i filmów, które wprost mówią o wielkim spisku, ale to jest po prostu schemat opowiadania, który się dobrze sprzedaje, bo jeżeli spisek, to naturalne napięcie i nie wiadomo, kto jest kto itd. Im to odpowiada mentalnie. Najchętniej kręciliby o spiskach Białego Domu albo wielkich korporacji, ale nie można w kółko o tym samym, więc czasami jest o „ruskich”. Ludzie oglądają „Salt” i idą na hamburgera, albo siedzą godzinami przed ekranem, oglądając „The Company” i opychając się pizzą – nie wynika z tego nic. Nie widzę w tym rozdwojenia jaźni. Bardziej niepokoi mnie, kiedy ktoś (np. ten Zychowicz) ogląda serial tv, po czym pisze: „Jeżeli kulisy obalenia komuny naprawdę wyglądały tak, jak ukazano je w serialu – to wszyscy żyjemy w wielkiej iluzji KGB.” To nie jest schizofrenia. Opierać swą wiedzę o świecie na fikcyjnym serialu telewizyjnym, to jest debilizm.

    Bardzo Pana jednak proszę, niech Pan koniecznie podsyła takie kawałki, bo to jest, na swój perwersyjny sposób, zajmujące.

  12. 12 Andrzej

    Panie Michale,

    Dobrze. Zajmować należy się wszystkim co nas dotyczy, w tym także peerelowską sceną. Lecz ona jest dla mnie tak zakłamana, tak odstręczająca, tak bagnista i śmierdząca jak cały ten „nowy, wspaniały” peerel – twór komunistycznych strategów. Przeciwstawianie się temu to nasz obowiązek, ale czy drążnie do dna nie będzie stratą czasu, skoro już z wierzchu widać, że to samo bagno i nie wolno do niego wchodzić?

    Nie znam tego serialu. Nie wiem, czy jest oparty na faktach, czy nie. Fakty o „upadku komunizmu” są powszechnie znane ale jak widać nie budzą zainteresowania Piotra Zychowicza i innych peerelowskich „antykomunistów”, podczas gdy czeski serial telewizyjny, fikcyjny czy nie, może wywołać ich refleksję. W ogromnej mierze bez wartości, ale ktoś tam jednak, w swoim komentarzu napisał: „Ja żyję w iluzji, że nie żyję w iluzji.”. Czy nie trafnie opisał stan rzeczy w peerelu? Czy nie napisał tego szczerze (jak sądzę niezamierzenie)? Udają przed sobą, że fikcja to rzeczywistość a rzeczywistości się wypierają. Pozostaje im więc opisywać rzeczywistość na podstawie czeskich seriali telewizyjnych.

  13. 13 michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Jak zwykle, ma Pan rację. To z mojej strony pokrętne wygodnictwo, bo mnie nie ma w prlu, nie wiem, co się tam dzieje i ani myślę się tym zajmować, więc znajduję takie historie „perwersyjnie zajmującymi”. Oczywiście słuszność jest po Pańskiej stronie, bagno i tyle. Osobiście zamierzam zawsze reagować, jeśli natknę się gdziekolwiek na takie napaści, jak te w pseudo-dyskusji o JM, ale ich nie szukam, a moje poleganie na innych, żeby mi je podsuwali, jest nadużyciem dobrej woli szanownych Panów.

    Tak, widziałem ten komentarz o życiu w iluzji, że nie żyje w iluzji. Wydało mi się to i trafne, i szczere, i zamierzone – i żal mi się zrobiło p. Grzegorza Rossy, ale co ja wiem?

    Pozwolę sobie zmienić temat. Czy słyszał Pan o zabójstwie Solejmani? Trump jest zaiste wybuchową mieszanką. Wycofał się z Syrii, po czym wydał rozkaz zabójstwa architekta sytuacji w Syrii. Obawiam się, że zrobił to z konkretnych powodów, jako odwet za atak an ambasadę, ale potwierdza się, jak bardzo jest nieobliczalny. Nieprzewidywalność jest dobrą cechą w polityce, tylko że jej nieuniknioną konsekwencją jest całkowicie przypadkowy jej charakter.

  14. 14 Paweł

    W pewnym związku ze znajomością dzieł Józefa Mackiewicza, ale tym razem pozytywnie.
    Niejaki Jakub Surowiec – katolik, anglista, wymienia 12 książek które warto przeczytać w 2020 roku. Wśród nich są trzy tytuły Mackiewicza: dwie książki o polityce Watykanu oraz „Kontra”:
    https://www.salon24.pl/u/jakub-surowiec/1009336,12-ksiazek-na-12-miesiecy-czyli-subiektywnie-o-dobrej-literaturze

    Szanujący się księgarze powinni w tym roku – 2020 – zamówić przynajmniej powieść ‚Lewa wolna”. Ale żeby tak zrobić musieliby WIEDZIEĆ. Moja myśl jest taka, ażeby dotrzeć do ludzi, którzy zajmują się szkoleniem księgarzy.

  15. 15 michał

    Pięknie, Panie Pawle. Ale gdzie jest merytoryczna dyskusja nad treścią tego, co miał Mackiewicz do powiedzenia? Pan Surowiec zdaje się przeczytał książki watykańskie – choć zdumiało mnie, że poleca je czytać w odwrotnej kolejności – ale ogranicza się do podania kontrowersyjnych punktów (fakt, że taka jest poetyka tego rodzaju list).

    Co rzekłszy, bardzo mi się podoba lista książek przez niego polecana.

    Jasne, że księgarz, który nie wie, że ludzie szukają książek Mackiewicza i nie mogą ich znaleźć, podczas gdy książki leżą w hurtowni i wystarczyłoby je zamówić, powinien czem prędzej zmienić zawód. Ale problem jest szerszy i poważniejszy, jak widać było z wczorajszych wymian. To jest problem rozdwojenia jaźni: oni NIE CHCĄ, żeby książki były dostępne, bo to burzy ich piękną tezę, że „wydawca zabija pisarza”. Wolą bredzić, że książek nie ma.

    Przepraszam, że powtórzę ten sam argument, co powyżej, ale w jaki sposób ten anonimowy „Józef Mackiewicz” na twitter, potrafi jednocześnie obszernie cytować z 30 tomów Dzieł wydanych przez Kontrę i twierdzić, że książek nie ma? To przechodzi moje pojęcie.

  16. 16 Paweł

    Panie Michale, absolutnie ma Pan rację, że cytując należy podawać adres wydawniczy publikacji.

    Ale opinie o tym, że książek Mackiewicza raczej nie ma – można zrozumieć. Rzecz w tym, że łatwo je kupić w księgarniach internetowych, ale na pewno jest wiele księgarni stacjonarnych, w których tych książek nie widać.

  17. 17 michał

    Nie. Nie o to wcale chodzi, że należy podawać adres. Na tym polega właśnie niesłychany cynizm całej operacji. On właśnie niekiedy PODAJE (niepełne) adresy. Podaje adresy, których nikt nie będzie mógł znaleźć, bo ani Nowy Świat z Nowego Jorku, a ani Głos Polski z Buenos Aires nie są łatwe do znalezienia, Dziennik Polski z Detroit powinien być łatwiejszy do dotarcia – ale nie jest. On podaje ograniczony adres, datę itp., które przepisuje z tomu Dzieł, ale CELOWO pomija milczeniem, że bierze to z tomu Kontry. To jest tak, jakby napisał, że jakiś fragment z księgi Jeremiasza jest ze zwojów z Qumran, a nie podał, że jest też w Biblii. Postępuje tak celowo, ponieważ jego główną tezą jest, że „wydawca zabija pisarza”. Wydawca, który wydał 30 tomów Dzieł tego pisarza, każde w kilku wydaniach; który odnalazł teksty zagubione (o czym mowa w artykule powyżej), który niezmordowanie pracuje nad zachowaniem spuścizny wielkiego pisarza – wedle tych nikczemników, „zabija tego pisarza”.

    Trzeba cierpieć na rozszczepienie świadomości, żeby utrzymywać takie tezy jednocześnie. Toteż ci ludzie dokonują akrobatycznych sztuczek, by je móc prezentować.

    Nie rozumiem Pańskich słów o łatwości zakupu na internecie, a nie w księgarniach. Księgarz powinien książki zamówić, bo są w hurtowni. Czytelnik powinien się zwrócić do księgarza, by je zamówił. Ale akurat wczorajsze czastuszki pokazują, że książki są w księgarniach, a rzekomo nie ma ich w księgarniach internetowych: https://twitter.com/hashtag/CzytajmyMackiewicza?src=hash

    W jakim więc sensie „można zrozumieć opinie o tym, że książek Mackiewicza raczej nie ma”?? Jeżeli Pan rozumie tę ekwilibrystykę myślową, to gratulacje. Może się Pan podzieli swoim rozumieniem?

  18. 18 Paweł

    Problem w tym, że dyskutując nie mamy pod ręką twardych danych statystycznych – w ilu księgarniach są książki Mackiewicza a w ilu nie ma. I oczywiście chodzi o dane z całej Polski. Okolice Krakowskiego Przedmieścia chyba nie są tutaj reprezentatywne.

  19. 19 michał

    Widzę, że nie dowiem się, jak – i dlaczego? – Pan rozumie słowa, że „książek Mackiewicza raczej nie ma”.

    Może Panu brak statystycznych danych, Panie Pawle, mnie ich nie brakuje i nie wydaje mi się to problemem. Która część zdania: „księgarz powinien książki zamówić z hurtowni”, wydaje się Panu dyskusyjna? Jeżeli książki są w hurtowni, a nie ma ich w księgarniach, to czyja to jest wina?

    Czy Pan poważnie mówi o „danych z całej Polski”, czy drwi sobie ze mnie? W tej pseudo-dyskusji na tfuitter była mowa o tym, że brak popytu jest mitem. Nie jest mitem. Sądzę, że popyt na książki w ogóle, a w tym na książki Mackiewicza, w Cisnej – jest nikły. Może idą tam kryminały, ale od zasad popytu i podaży nie ma ucieczki, choć mam nadzieję, że nie wyrządzam krzywdy Cisnej, gdzie było bardzo pięknie.

  20. 20 Sonia Belle

    „największej powieści Mackiewicza (moim zdaniem, tylko moim zdaniem, największej), do Nie trzeba głośno mówić”

    Zartujesz chyba. „Nie trzeba głośno mówić” to bezsprzecznie najwybitniejsze dzielo, nie tylko Jozefa Mackiewicza, ale polskiej literatury wogole…

  21. 21 michał

    Ach, Soniu! Bardzo się cieszę, że się zgadzamy. W każdym razie, największa polska powieść XX wieku.

    Kiedy napisałem „tylko moim zdaniem”, to nie miałem na myśli, że nikt inny nie jest tego zdania, ale że wypowiadam TYLKO własne, bez pretensji do ferowania wyroków.

  22. 22 Sonia Belle

    A co do powyzszej dyskusji, to dodam to: ksiazki „papierowe” powoli znikaja i prawdopodobnie znikna prawie zupelnie za kilkanascie lat. Nie tylko ksiazki Mackiewicza, ale wszystkie ksiazki. Ludzie beda tylko kupowac elektroniczne wersje (jak rowniez audiobooki). Wydawnictwo Kontra predzej czy pozniej tez bedzie musialo wydac dziela Mackiewicza elektronicznie.

    I w tedy cale te gledzenie o „braku Mackiewicza w ksiegarniach” stanie sie absurdem. Obecnie absurdem nie jest, poniewaz nawet dziela Aleksandra Fredry sa niezwykle trudne do znalezienia w ksiegarniach (poza Zemsta i Slubami panienskimi)…

  23. 23 michał

    Soniu,

    Sądzę, że pogłoski o nadchodzącej śmierci książki drukowanej są przesadzone. Oczywiście, starcy tacy jak ja, są bez znaczenia, ale znam wielu młodych ludzi, którzy wolą czytać druk niż z ekranu, w każdym razie, kiedy idzie o książki (gazety drukowane rzeczywiście zamierają). Czytałem jakieś statystyki na ten temat, że książki drukowane przeżyły renesans chyba w 2018 roku (może tylko w Londynie). To się potwierdza też anegdotycznie: 5 lat temu więcej ludzi czytało w pociagach z elektronicznych ekranów, a dziś zdecydowanie więcej widzi się książek. Księgarnie, które zamykały się kilka lat temu, odżyły i robią zyski; i to nie małe antykwariaty, tylko ogromne domy książki.

    Więc to nie jest zupełnie tak, jak mówisz, ale masz z pewnością rację, że elektroniczna wersja wypiera, i prawdopodobnie z czasem zamorduje, biblioteki i czytelnie. Czytam teraz pewien klasyczny poemat w kilku przekładach jednocześnie; mam dwa przekłady w książkowej wersji, ale oprócz tego dostęp do bardzo wielu wersji elektronicznych i mogę też zajrzeć do oryginału, jeśli mam ochotę sprawdzić jakiś drobiazg. To nie byłoby możliwe nawet 15 lat temu i z pewnością zmienia się sposób dotarcia do literatury.

    Ale nie sądzę, żeby drukowane książki znikły w ciągu najbliższych 15 lat.

  24. 24 Paweł

    Książka papierowa czy elektroniczna, ważne aby myśl Józefa Mackiewicza była obecna. Ostatnio myśl ta wypłynęła w ważnej dyskusji:
    https://wpolityce.pl/polityka/480062-prof-nowak-polska-nie-jest-w-izolacji-ws-klamstw-putina

  25. 25 michał

    Proszę wybaczyć moją ignorancję, ale na czym polega ważność tej dyskusji? Ja akurat cenię Nowaka, ale nie mówi tu nic odkrywczego, a na dodatek ta „Rosja”… Niech mi Pan wytłumaczy, dlaczego Polska musi mówić jednym głosem? Nowak zna Mackiewicza, więc jest raczej dziwne, że jednym tchem się nań powołuje i domaga, by „Polska mówiła jednym głosem”.

  26. 26 Paweł

    Nowak mówi „Polska”, ale – jak rozumiem – chodzi mu o grupę rządząca. Co innego wyrażanie własnych odmiennych opinii przez pisarzy, publicystów, a co innego głos rządu. Chociaż tu jest sprawa bardziej złożona, gdyż chodzi o grupę – nie wiem jak ją określić – decyzyjną.
    Przypomina mi się sprawa reprezentacji Polski na konferencji w Wersalu w 1919 roku. Piłsudski właśnie chciał aby Polska mówiła „jednym głosem” (oczywiście w pewnym stopniu).
    Podobno gdzie dwóch Polaków tam trzy partie. Piłsudski i Dmowski żrący się w Wersalu? Dalibóg, panie Michale, toż to despekt!

  27. 27 michał

    Panie Pawle,

    Ta „Polska” jest w prostej linii pochodną od decyzji powziętych wówczas, gdy Józef Mackiewicz bił na Alarm. Czy grupa decyzyjna prlu bis będzie mówić jednym głosem, czy beczeć polifonicznie, to mnie jest doprawdy obojętne.

    Ale niezależnie od prlu, to „zgoda będzie zgubą”, jak to kiedyś ładnie powiedział chyba Karol Zbyszewski.

  28. 28 Andrzej

    Panie Michale,

    Prawdę mówiąc nie wiem co myśleć o tej grze Trumpa. On jest istotnie nieprzewidywalny. Wydaje mi się, że jest to jednak, typowa dla niego, forma niezbyt udolnych „negocjacji” (jak w przypadku koreańskich i chińskich komunistów). Już twierdzi, że chodziło mu o powstrzymanie wojny, ale to raczej już nie nastąpi (chyba, że pod presją siły, albo Moskwy i Pekinu). Wydaje mi się, że poprzeczka jest postawiona dość wysoko. Rzucenie wyzwania było by zrozumiałe, gdyby wojska USA pozostawały w Syrii jako zabezpieczenie ew. teatru walki jakim uczyniono Irak, ale Trump wycofał je wcześniej do baz irackich.

    Ciekaw jestem co zrobi Turcja. Na razie, wspierając sowietów i komunistów chińskich, przestrzegają przed eskalacją. Pewnie jednak, korzystając z okazji, postara się upiec swoją pieczeń przy tym ognisku, co zdają się sugerować listopadowe spotkania Erdogana z Trumpem.

  29. 29 michał

    Panie Andrzeju,

    Mnie się wydawało dotąd, a Trump potwierdzał to na każdym kroku, że każde jego posunięcie jest zawsze elementem kampanii wyborczej. Wszystko jest podporządkowane celowi re-elekcji (tylko co będzie robił w drugiej kadencji?! grał w golfa?). W tym świetle, zamach na irańskiego generała wygląda na niekonsekwencję, ponieważ Trump „postawił na pokój”, krytykował zawsze awanturnictwo innych polityków i amerykański interwencjonizm, co z pewnością było popularne w Ameryce.

    Wykluczam z góry możliwość, że nie wiedział, co robi, wydając rozkaz zamachu. Są jasno określone, proceduralne kroki, przez które musiał przejść: zarówno Pentagon, jak Departament Stanu, musiały określić, jak w ich oczach będą wyglądały skutki tej akcji. Skutki są oczywiste: Trump już posłał więcej żołnierzy do Iraku czyli zrobił to dokładnie, za co krytykował swoich poprzedników.

    I tu się zaczyna zagwozdka. Jeżeli bowiem kalkuluje, że Iran jest na ostatnich nogach – sankcje plus zamieszki – i zamach może pchnąć reżym do desperackiej akcji, która spowoduje ich upadek, to byłaby niegłupia kalkulacja. Tylko że to nie ma sensu w roku wyborczym! Ostatnia rzecz, jaka mu potrzebna, to atak terrorystyczny w Ameryce albo trupy amerykańskich żołnierzy na ekranach tv. Jeśli natomiast ocenia, że wyjdzie na silnego prezydenta, to otwiera się na cytaty ze swojej własnej krytyki poprzedników.

    Mnie się to widzi jako akcja jak najbardziej słuszna, zarówno politycznie jak moralnie. Solejmani był masowym mordercą i terrorystą, a irański reżym jest obok Kima i chrlu najbardziej destabilizującym reżymem na świecie. Walczyć z nimi, jest lepiej niż nie walczyć, niezależnie od tego co myślę o Trumpie i sowietyzującym się Zachodzie. Ale czy Trump naprawdę chce wojny? Nie wydaje mi się.

    Ma Pan rację, że Turcja jest tu najważniejsza. Wyobrażam sobie, że Erdogan miał dosyć „szyickiego półksiężyca”, który był rzekomo dzieckiem Solejmaniego, i powstrzymanie ekspansji irańskiej jest mu na rękę. Czy to go pcha dalej w ręce Putina? Nie mam pojęcia.

  30. 30 Andrzej

    Panie Michale,

    Obawiam się, że Trump nie patrzy na świat jak polityczny strateg tylko jak człowiek interesu (własnego). Kto dziś stanowi jego zaplecze polityczne? Stratedzy czy też może lojalni wobec niego politycy drugiego sortu (mówiąc łagodnie)? Akcja likwidacji Solejmaniego jest słuszna, ale dlaczego przeprowadzono ją akurat w Iraku?Żołnierze amerykańscy z miejsca staną się celem ataków odwetowych i nienawiści. To wywraca całą koncepcję przychylnego USA, olnego Iraku, która zdaje mi się była podstawą amerykańskiej polityki w regionie. Fakt, że ostatnio już należała ona do przeszłości, jako że wpływ Iranu na ten kraj był ostatnio przeważający i wzrastał ale jakieś punkty zaczepienia jeszcze pewnie były. Sądzę, że ta akcja raczej wzmocni Iran i jego działania w regionie. Najbardziej prawdopodobna wydaje mi się teraz rozgrywka o Irak i możliwy jego podział na trzy lub więcej części: amerykańską, irańską, kurdyjską i pewnie turecką.

  31. 31 michał

    Panie Andrzeju,

    Och, tak. O żadnej strategii mowy nawet nie ma. Ostatni strategicznie nastawiony członek tej administracji, generał Mattis, został zmuszony dawno do rezygnacji. Ale nawet na własne, osobiste interesy można także patrzeć ze strategicznej perspektywy, a Trump nie jest do tego zdolny.

    Dlaczego w Iraku, to chyba jasne: tam go mogli dostać. W Iranie byłoby trudniej. W Syrii też. Ale dlaczego akurat teraz? Odwet za atak na ambasadę jest zazwyczaj przytaczany, ale jeśli to prawda, to to jest niemądre. Nie jestem przekonany, co do Pańskiej argumentacji, że Irakijczycy obrócą się przeciw Ameryce. Trzecia część Irakijczyków to szyici, i ci będą przeciw, ale reszta to sunniccy Arabowie i Kurdowie; ani jedni, ani drudzy nie mają nic przeciw takiemu zamachowi. Niedawno protestowali przeciw obecności i machinacjom Solejmaniego w Iraku.

    Od 2003 roku pozostaję przy przekonaniu, że jedyną słuszną polityką byłoby rozbicie Iraku na trzy państwa: szyickie wokół Basry, sunnickie z Bagdadem i kurdyjskie na północy. Ale tak się nie stanie, bo Turcja jest przeciwna. Podział na pewno ma wiele słabych stron, ale to jest „sztuczne państwo” stworzone przez Francuzów i Anglików po wyczynach Lawrence’a, więc rozpad byłby dość naturalny. Co ma Pan na myśli, mówiąc o tureckiej części? O ile wiem, oni nie mają pretensji terytorialnych do Iraku, a tylko nie chcą wolnego Kurdystanu. Iran i tak kontroluje szyicką część, więc to byłoby tylko rozpoznanie sytuacji już istniejącej.

  32. 32 Andrzej

    Panie Michale,

    Kurdowie, jak sądzę, nie są już po stronie Ameryki. Dostali nauczkę w Syrii. Od jakiegoś czasu układają się z sowietami, a nawet z nimi wiążą. I pewnie sowieci wezmą ich pod swoją kuratelę („w obronie przed Turkami”) i to wykorzystają.

    Wydaje mi się, że Erdogan może chcieć ustanowić kolejną „strefę bezpieczeństwa” od strony irackich Kurdów, którzy są chyba lepiej zorganizowani niż syryjscy, a zresztą nie są przecież od nich oderwani. Gdy chodzi o swój kraj, gotowi są zapewne zjednoczyć się.

  33. 33 michał

    Tak, Kurdowie zostali wystawieni do wiatru przez Trumpa w Syrii, zostawieni na łasce (raczej niełasce) Erdogana i Assada, więc próbowali się dogadać z kim mogli. To mi ciut przypomina sytuację Kozaków (do pewnego stopnia w odwróceniu): gdyby od nich zależał wybór, to poszliby „z Zachodem”, ale Zachód ich nie chce. W rękach Putina mogą stać się atutem w jego grze z Erdoganem.

    Kurdowie w Iraku mają za sobą 15 lat de facto niezależności, choć przez nikogo nie zostali uznani. Ale co więcej, mają ropę, więc mają pieniądze. Dlatego głównie Turcja jest tak bardzo przeciwna rozpadowi Iraku. Nie ma żadnych wątpliwości, że Kurdowie z Iraku, Syrii, Iranu i Turcji pragną się zjednoczyć i stworzyć po raz pierwszy własne państwo. Irakijska enklawa jest ich Piemontem, ale w przeciwieństwie do XIX wiecznych Włochów, to jest autentyczny naród. To z Kurdami walczyli Agesilaos, Xenofont i Aleksander. Oni zamieszkiwali tamte ziemie na długo przed Persami, Rzymianami, Arabami, a zwłaszcza Turkami.

    Nacjonalistą nie będąc, jestem zdania, że jeżeli dany naród pragnie niepodległości, to ma do niej prawo. Ale to na pewno nie interesuje Trumpa, który sławetnie powiedział, że „Kurdowie nie pomogli nam podczas II wojny”…………

  34. 34 tomasz
  35. 35 michał

    Drogi Panie Tomaszu,

    Dzięki za zachętę, ale nie widzę w nim interesującego. Artykuł wydaje mi się mieszanką oczywistości z niczym nie uzasadnionymi supozycjami.

    Irak jest państwem (?) uzależnionym od amerykańskiej pomocy i jest, w najlepszym razie, względnie tylko niezawisły. Włączenie terrorystycznej organizacji do „irakijskich sił zbrojnych” nie zmienia doprawdy jej statusu jako terrorystycznej organizacji. Haszd-al-Shaabi jest szyicką, zbrojną organizacją, którą słaby rząd Iraku próbował spacyfikować, włączając ją – bez jakiejkolwiek kontroli – do „armii”. Szyici z pomocą Iranu walczyli z Isis, więc można im przypisać zasługę „uratowania Iraku”, ale to tak jak by powiedzieć, że Stalin uratował Polskę przed Hitlerem. Abu Mahdi wykonywał rozkazy Solejmaniego, np. strzelanie do sunnickich demonstrantów w październiku ub.r., kiedy podobno 500 zostało zabitych a 17 tysięcy rannych (takie rzeczy są prawie niemożliwe do sprawdzenia).

    Repetowicz może bić na alarm, że „chaos grozi”, ale tam chaos panuje od dawna. Terror Mahdiego i Solejmaniego nie jest w niczym lepszy niż terror Saddama. Gdyby tylko Ameryka miała POLITYCZNĄ wolę coś zrobić, to bardzo dawno temu mogła wprowadzić tam względny porządek, ale jeżeli nie zrobił tego Bush, to nie można liczyć na ludzi pokroju Obamy lub Trumpa.

    Dlatego tak dziwna i niezrozumiała jest ta ostatnia akcja sprzed kilku dni.

  36. 36 michał

    Cha, cha! Ten „Józef Mackiewicz @MackiewiczJozef” https://twitter.com/MackiewiczJozef zdołał przekroczyć normalnie przyjęte wśród mackiewiczologów spod ciemnej gwiazdy, ramy idiotyzmu i chyba ciupasem pragnie się dołączyć do Bandy Czterech (czy to już jest raczej Siedmiu Psychopatów?).

    Tym razem opublikował rzekomy cytat z Mackiewicza – jak zwykle zaczerpnięty z książkowego wydania Kontry, wyboru pt. „Droga Pani…” – z artykułu pt. „Polityka polska wobec Białorusinów”. Niestety dureń nie zauważył, że to nie jest tekst pióra Józefa Mackiewicza, ale Barbary Toporskiej.

    I tak to bywa, że głupcy i kłamcy sami się ośmieszają.

  37. 37 Dariusz Rohnka

    Poziom peerelowskich speców od Józefa Mackiewicz wzrósł, jak widać, niebywale. Co robić z takim niekompetentnym chamstwem, które używa sobie dowolnie imienia i nazwiska Pisarza?

  38. 38 Łukasz Kołak

    Panie Michale,

    Ja w kwestii Kurdów. Zdaje się, że główną siłą polityczną u nich jest Partia Pracujących Kurdystanu, która jest partią komunistyczną. Czy gdyby powstało niepodległe państwo kurdyjskie nie stałoby się od razu sowieckie?…

  39. 39 Sonia Belle

    „Ja w kwestii Kurdów. Zdaje się, że główną siłą polityczną u nich jest Partia Pracujących Kurdystanu, która jest partią komunistyczną. Czy gdyby powstało niepodległe państwo kurdyjskie nie stałoby się od razu sowieckie?”

    Brytyjski premier Lloyd George na konferencji wersalskiej w 1919 roku: „Ja w kwestii Polakow. Zdaje się, że główną siłą polityczną u nich jest Polska Partia Socjalistyczna. Czy gdyby powstało niepodległe państwo polskie nie stałoby się od razu sowieckie?”

  40. 40 michał

    Darek, piętnować. Co innego możemy robić?

  41. 41 michał

    Soniu i Panie Łukaszu,

    Sonia ma rację do pewnego stopnia. Komunisci są główną siłą w tureckiej częsci Kurdystanu, ale nie w irackiej. W Iraku Kurdowie są o wiele bardziej pragmatycznie nastawieni, ponieważ tam własnie są najbliżej jakichkolwiek autentycznych rezultatów.

    Sonia ma natomiast absolutnie rację proównując tę sytuację do sytuacji Polski, ponieważ Piłsudski miał ten sam pomysł, wsiadając do czerwonego tramwaju, by wysiąsć na stacji NIEPODLEGŁOSĆ.

  42. 42 Andrzej

    Tylko patrzeć, gdy wkroczą na scenę sowieci i zaoferują „rozejm” pod ich nadzorem, jako siły „pokojowe” w Iraku, bardzo możliwe, że wraz z wojskami głównych krajów UE(b). Obawiam się, że Trump im to umożliwi. Nie będą im do tego potrzebni Kurdowie. Niemniej, jak sądzę, Kurdowie będą im przychylni. Nie dlatego, że są komunistami lecz dlatego, że sowieci obiecają im pomoc i dalszą współpracę oraz samostanowienie (do czasu).

  43. 43 michał

    Otóż to, otóż to. Nie dość, że Trump im to umożliwi, ale wręcz będzie szczęśliwy, że to nie Amerykanie będą umierać na Bliskim Wschodzie. W końcu przecież „America first!”

    A że strategiczna pozycja sowieciarzy na Bliskim Wschodzie – i w ogóle, na globie – się bezustannie poprawia, to w końcu drobiazg, za który będzie można obwinić następną administrację. Albo poprzednią. Albo kogokolwiek.

Komentuj





Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej!.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.