(Polski)

Józef Mackiewicz
The Triumph of Provocation
 
Michał Bąkowski
Votum separatum
 
Dariusz Rohnka
Szkice o Józefie Mackiewiczu
 
Jeff Nyquist
Origins of the Fourth World War
 
« (Polski) Pół wieku w „tupiku”. O 36. i 37. tomie <i>Dzieł</i> Józefa Mackiewicza raz jeszcze (II) <sup>[1]</sup>

Sorry, this entry is only available in Polski.



15 Comments "(Polski) Sen Raskolnikowa Część XI"

  1. amalryk

    W świecie “bolszewickiego raju” indywidualny terroryzm zostaje również “uspołeczniony” teraz kolektywni asasyni noszą nazwę czeka. Więc gdy gpu, nkwd, kgb (czy tam inne akronimy tej mutującej zarazy) wkracza na arenę dziejową wówczas dla, czy to dotkniętego syfilisem alkoholika Karakozowa czy szlachetnego intelektualisty Kaliajewa po prostu nie ma miejsca.
    Jakieś konspiracyjne kółka w raju krat? Wolne żarty! Takie fanaberie to tylko w carskiej Rosji , w tym “więzieniu narodów”. W wymarzonym nowym świecie wyłaniającym się z “jutrzenki wolności” kółka oczywiście również zakładać może tylko czeka ( to najgłośniejsze znane jako “Trust”)…
    Niechby jakiś Wania tylko zaczął coś kombinować , w świecie gdzie od etażowej w hotelu poprzez taksówkarzy i prostytutki aż do szacownych profesorów uniwersytetu wszyscy są “stukaczami” nkwd, to w przeciągu doby ocknąłby się w ciemnej, zawilgoconej piwnicy w czułych objęciach śledczych z gpu. A gdzie dostęp do broni, do materiałów wybuchowych? Wolne żarty! W świecie gdzie na milicji rejestrowano posiadanie wiatrówki?
    No i skala imponująca! Gdy organizacja bojowa eserów zamordowała ok. dwustu ludzi to efekty radzieckie idą w miliony trupów, których już nikt nie jest w stanie zliczyć….

  2. michał

    Drogi Panie Amalryku,

    Społeczna własność środków masowego mordu, to jest oczywiście bardzo trafne. Uspołecznienie jest tu rzecz jasna tej samej natury, co w wypadku własności środków produkcji. Ma Pan z pewnością także rację co do większej części historii sowietów. A jednaak, jeszcze we wczesnej fazie były zabójstwa Wołodarskego i Uryckiego, no i była oczywiście także Fanny Kapłan…

    Wiem, wiem, powie Pan, że wszystkie trzy zamachy są bardzo podejrzane. Wszystkie trzy można interpretować jako bolszewicką prowokację wykonaną rękami eserów. W każdym wypadku zamach był na rękę bolszewikom i wszystkie te wątpliwości są jak najbardziej uzasadnione.

    Czy można wszakże tę niemożliwość konspiracji rozciągnąć na lata 80. w prlu? W moim głębokim przekonaniu, pozwalano nam wówczas spiskować, bo było to na rękę komunistom: przygotowywali grunt pod prowokację pt. “upadek komunizmu”. (Nawiasem mówiąc, dopiero uświadomiwszy sobie ten fakt, zdecydowałem się na emigrację.) Ale fakt pozostaje faktem, że “konspiracyjne kółka w raju krat” były wówczas możliwe. A zatem pytanie Mackiewicza pozostaje chyba otwarte: dlaczego nikt nigdy pod bolszewią nie chce strzelać?

    Jak pisałem tu wielokrotnie, a między innymi w niniejszym cyklu, mam osobiście wątpliwości co do moralnej strony indywidualnego terroru, podobnie jak co do jego skuteczności W dzisiejszej sytuacji. Ale Józef Mackiewicz nie pytał o moralność indywidualnego terroru, tylko dlaczego zanikł w obliczu najgorszych reżymów, jakie świat widział.

  3. amalryk

    Kannegiser, Siergiejew i Fanny Kapłan to ludzie wychowani jeszcze w normalnym świecie a więc obdarzeni “remanencją” normalności (pomijając już, że ostatnia para to eserzy). Nie ma co do nich przykładać miary tych całkowicie zsowietyzowanych pokoleń (rzeczywiście “urodzonych w niewoli i zakutych w powiciu”). Sądzę że miał całkowitą rację Zinowiew, gdy mówił wszystkim “ludziom radzieckim” (a ja uważam , że można tę grupę śmiało poszerzyć o urodzonych i wychowanych w demoludach); chcesz zobaczyć homososa – to spójrz w lustro!

    Wszak tu, na łamach “Wydawnictwa Podziemnego” słusznie onegdaj zauważyliśmy, że terror i masowe mordy są immanentną cechą komunizmu ale nie dla dewiacyjnych skłonności jego luminarzy (choć całkowicie wykluczyć się tego nie da) lecz dla stłumienia wszelkich odruchów buntu. Po przejęciu i ugruntowaniu władzy bywa używany dorywczo i w stanach uznawanych za konieczne. O wiele ważniejsze jest wykuwanie jaźni “nowego człowieka”. Gdy już go mamy , w peerelu pojawił się gdzieś wraz z gomułkowską “naszą małą stabilizacją”, to jest już nasz! Wtedy mogą już sobie zakładać swe kółka (mogą nawet być “krzywe”) a Henryk Krzeczkowski może wykuwać młode prawicowe kadry na potrzeby upadniętego komunizmu… Tylko wówczas to ewentualne “lekceważenie śmierci i ofiarność” zda się psu na buty.

  4. michał

    Panie Amalryku,

    Co robić, ma Pan rację (i nawet Edward Stachura tu nic nie poradzi ze swoją restauracją). Ale jednak pozwoli Pan, że będę drążył nadal, bo przecież sam terror nie wystarczył. Terror niemiecki przemieniał Polaków w bohaterów, a terror sowiecki przemieniał nas wszystkich w gówno. Niemcy traktowali podludzi jak bydło, czym niechcący wzmagali opór (Kube miał się wyrazić, że gdyby spotkał równego sobie Rusina, to musiałby go zastrzelić). Tymczasem bolszewicy robią zawsze wszystko dla dobra tych, których zniewalają.

    Och, czyli znowu wychodzi na to, że ma Pan rację, że sowietyzacja wszystko wyjaśnia. Strzelali eserzy i monarchiści, homososy już tylko robią polskie październiki, praską wiosnę, Solikorność i naprawianie błędów i wypaczeń. Nic dziwnego, że sowieciarze mogli sobie pozwolić na inscenizację upadku komunizmu.

    (Musiałem sprawdzić, kto to jest Henryk Krzeczkowski, ale chyba nie chodzi Panu o ojczyma Anny German?!)

  5. amalryk

    Ojczym Anny German, a jakże on, on.

  6. michał

    Mój Boże! Szumiała mu Oka, jak Wisła szeroka, kościuszkowiec pod Lenino, a tu nagle wykuwanie prawicowych kadr?

    Wyznaję, że nie byłem nawet świadom jego nazwiska, mimo że czytałem (i mam do dziś) Frazera i Gravesa w jego przekładzie. Oczywiście, każdy ma prawo zmienić poglądy, nie jest wykluczone, że Krzeczkowski plunął z pogardą na swą bolszewicką przeszłość. Ale z drugiej strony, przyjaźń ze Stefanem Kisielewskim wskazywałaby raczej na dość specyficzne rozumienie “prawicowości”. Może dlatego właśnie, tak nieapetyczne są te prlowskie “kadry” prawicowe, że wykuwane w znoju przez takich kowali.

    Czy to prawda, że Anna German jest nadal popularna w sowietach?

  7. amalryk

    O ile poznałem (niestety ze względu na koneksje rodzinne) te czekistowskie klimaty to plunąć sobie na bezpieką zawsze można ale gdy sobie o koledze z “organów” towarzysze przypomną, to może być bardzo smutno. A II Oddz. Szt.Gen. to takie tutejsze gru…

    Te nasze prawicowe tuzy z jego kuźni to m.in. Bartyzel, Walendziak, Hall, Ujazdowski, Jurek, rzec by można creme de la creme. Jest demokracja to musi być i prawica, nieprawdaż? I jeszcze taka ciekawostka z łamów Tygodnika Powszechnego;
    “Juliusz Kurkiewicz, pisząc (…) w „Gazecie Wyborczej”, zauważył pewien paradoks: oto powojenne środowisko warszawskich konserwatystów, do którego należał Hertz (a także m.in. Zygmunt Mycielski i Henryk Krzeczkowski), tworzone było w dużej mierze przez homoseksualistów.”

    Teraz to bez znaczenia ale onegdaj na pewno nie.

  8. michał

    Czy ja dobrze rozumiem, Panie Amalryku, że Krzeczkowski był w wojskowej razwiedce? Czy mi się zdaje, czy z takich jaczejek można wyjść tylko nogami do przodu?

    Całe to “literackie koło warszawskie” wygląda na prawicę wprost wziętą z pepeeru, mówiąc prawdę.

  9. amalryk

    Nie inaczej Panie Michale, nie inaczej. Wygląda na to , że podczas “upadku komunizmu” niczego nie pozostawiono ślepemu losowi…

  10. michał

    I tak to jest z komunistycznym “konserwatyzmem”. “Konserwatystą” miał być Jegor Ligaczow, żeby Gorbaczow mógł wyglądać na “centrystę”, a Jelcyn na “lewicowca”. Ech, ty, bolszewicka twoja chrząstka… (jak by powiedział Józef Mackiewicz).

    Jak wiadomo, słowa takie jak “socjalistyczny”, komunistyczny, demokratyczny i im podobne, są przymiotnikami niwelującymi, które zmieniają znaczenie rzeczownika na przeciwne wobec ogólnie przyjętego.

  11. amalryk

    Właśnie! Vide filozofia “marksistowska”, ten zbiór: banalnych aksjomatów, niesprawdzalnych hipotez i oczywistych bredni…

  12. michał

    O tak, to kolejny niwelujący przymiotnik. Ale z marksizmem jest jeszcze gorzej, ponieważ Karol Marks nie był w ogóle filozofem. I to nie w moim, antykomunistycznym mniemaniu, ale wedle jego własnych słów. Jedenasta teza Marksa o Feuerbachu brzmi:

    “Filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat; idzie jednak o to, aby go zmienić.”

    Rzecz jasna, jedynym przedmiotem filozofii jest zrozumienie świata. Marks był ideologiem, ponieważ podporządkował dociekanie nadrzędnemu celowi – zmienieniu świata. W rezultacie, prawda przestała być celem, musiała być złożona na ołtarzu “dobra” – dobra proletariatu, dobra partii, czy dobra Wodza Rewolucji – to już obojętne, to już tylko detal, bo kiedy raz podporządkowało się prawdę “czemuś innemu”, to już wówczas nie ma odwrotu.

  13. amalryk

    To jeszcze jeden z rozlicznych nonsensów komunizmu. Mimo tak jednoznacznej deklaracji głównego z “ojców założycieli”, klasyfikujących filozofów jako bezużytecznych mądrali, komunistyczni ignoranci z żarliwą gorliwością ( wynikającą zapewne z kompleksu nieuka ) definiowali wypierdy swych uzurpatorów mianem “filozofii” marksistowsko-leninowskiej – koń by się uśmiał.
    Nasuwa się tu cytat ze Szpota;

    “Nie mogąc małamedom sprostać,
    musieli wnet kompleksów dostać,
    bo jak nas uczy Freud profesor,
    w człowieku rodzi się agresor,
    gdy mu o sobie złe mniemanie
    nasunie z innym porównanie,
    gdyż nikt nie godzi się z ochotą
    z tym, że jest zwykłym idiotą.”

    Przy czym w oryginale chodzi o szmaciaków zazdroszczących “partyjnym małamedom” ale mechanizm chyba jest ten sam…..

  14. michał

    Marksistowskie szmaciaki filozoficzne, to jest kwintesencja tej myślowej degrengolady.

  15. amalryk

    Verum dixisti.

Comment



Wydawnictwo Podziemne