III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?




Kleptokracja

Po co to wszystko?  W imię czego restaurować stare punkty łagierne i wypełniać więzienia?  Po co zabójstwa, wywłaszczenia i rejderstwo?  W jakim celu gromadzić tak ogromne bogactwa w rękach kilku wybranych, którzy boją się własnego cienia, mimo że opływają we wszystko?  W poprzednim wcieleniu sowietów celem była ponoć Świetlana Przyszłość, nawet jeżeli tylko nieliczni naiwni naprawdę w nią wierzyli.  Można było przynajmniej próbować usprawiedliwić braki na rynku, głód i biedę, strach i prześladowania, trudnościami budowy nowego, wspaniałego świata.  Ale jak wytłumaczyć dzisiejszą „Rosję”?  Czyżby jedynym celem było nakraść więcej niż inni?  Nachapać się, wetknąć do kieszeni, zebrać więcej niż można udźwignąć?  Trudno się nie zgodzić, że w pierwszych latach prezydentury Putina czekiści po prostu zastąpili komsomolską oligarchię z czasów Jelcyna.  Przyjaciele Putina z dacznej kooperatywy Oziero przenieśli się na Kamiennyj Ostrow na Newie.  Mieszkają w pałacach, w których zabawiali się niegdyś król Stanisław Poniatowski i Aleksander Puszkin, organizują przedstawienia, koncerty i balety, bale przebierańców i orgie, wśród przepychu i rozpasania.  Obsługa i artyści opłacani są diamentami, złotem lub gotówką, a niekiedy nawet przy pomocy starożytnych ikon, byle tylko uniemożliwić znalezienie jakichkolwiek śladów tych ekscesów.  Oczywiście, ludzie, jak to ludzie, gadają, ale anonimowe świadectwa zawsze można zbyć jako plotki.  Ba, czy tak nie było w sowietach zawsze?

Na górze! Na górze! Na górze!
Chciałoby się żyć najpełniej i najdłużej!
O to warto się postarać!
To jest nałóg, zrozum to!
Tam się żyje jak za cara!
I ot co!

Na dole, na dole, na dole
Szklanka wódki i razowy chleb na stole.
I my wszyscy, tam – i tutaj
Tłum rozdartych dusz na pół,
Po huśtawce mdłość i smutek
Choćbyś nawet co dzień walił głową w stół!

Tak śpiewał Kaczmarski o sowietach, ale w tamtych czasach, pomimo strumieni szampana i wódki, mimo gór kawioru i blinów, w których tarzała się partyjna wierchuszka, mowy nie mogło być o wystawnym przepychu na skalę dzisiejszych multimiliarderów sowieckich, mowy nie było o podróżach zagranicznych (chyba że do Bułgarii) i własnych willach na Lazurowym Wybrzeżu.  Oprócz tego istniała wówczas w sowietach urawniłowka terroru, jak pisał Mackiewicz:

wielka, prawdziwa równość wobec niełaski, aresztu, zesłania, katorgi i tego, co w państwach „burżuazyjnych” zwykło się przezywać patetycznym mianem – szafotu, a co w warunkach sowieckich równa się po prostu runięciu ciała w uprzednio wykopaną jamę.

A czy i ta groteskowa karykatura egalitaryzmu nie została zachowana bez zmian?  Ludzie sowieccy w dzisiejszej „demokratycznej Rosji” są nadal równi w oczach bezprawia.  Każdy na równi może popaść w niełaskę: miliarder znany na całym świecie i anonimowy policjant, dziennikarka i modelka, sędzia i lokalny kacyk, którzy posłusznie wykonują rozkazy, właścicielka salonu piękności i szef leningradzkiego portu, wszyscy znaleźć się mogą w ciupie, bez sądu, bez prawa odwołania, bez wyraźnie określonej przyczyny – ot, taka równość i braterstwo.

A zatem wszyscy są pod butem Sieczina, sieczeni knutem Putina.  Miliarder Deripaska zarzeka się, że odda całe swoje bogactwo, jeżeli tylko państwo sobie tego zażyczy – nie musi dodawać: państwo w osobie Putina.  Zależność miliarderów od Putina wzrosła podczas kryzysu kredytowego na Zachodzie, gdy państwo uratowało przed bankructwem wiele prywatnych firm zadłużonych po uszy w zachodnich bankach.  Putinowskie państwo nie nacjonalizowało prywatnych przedsiębiorstw, jak postępowały w tym czasie rządy zachodnie – jest to trudny do przełknięcia paradoks współczesnego nam wcielenia socjalizmu, że więcej go jest na Zachodzie niż na Wschodzie – ale w zamian ofiarowało gigantyczne pożyczki, poprzez sieć banków kontrolowanych przez kgb.  Pożyczki te są jawnie instrumentem kontroli, gdyż mogą być w dowolnym momencie oprotestowane, a majątek miliardera zajęty.  Można więc z każdym oligarchą zrobić to samo co z Chodorkowskim, ale o wiele sprawniej.  Co więcej, ludzie Putina najzwyczajniej w świecie posyłają zadłużonym miliarderom rozkazy: daj miliard dolarów na olimpiadę, daj $100 milionów na stadion albo na most.  Pieniądze idą z kieszeni oligarchów do kieszeni kagiebistów, w których posiadaniu są firmy konstrukcyjne.  Np. zbudowanie 48 kilometrów dróg i kolei, łączących wioskę olimpijską w Soczi ze stokami narciarskimi, kosztowało 9 i pół miliarda dolarów „czyli trzy razy tyle co wyprawa na Księżyc”.  Abramowiczowi nakazano być gubernatorem Czukotki i finansować budowę infrastruktury z własnej kieszeni.  Dobrze mu tak.  Ale zakup Chelsea FC w Londynie, do czego jeszcze powrócę, był także zainspirowany przez Putina.

To samo pytanie powraca: po co to wszystko?  Najprostszą i najbardziej popularną odpowiedzią jest – kleptokracja.  Rosją Putina rządzą złodzieje.  Jedynym celem zagarnięcia władzy było bogacenie się wąskiej kliki skupionej wokół Kremla.  Głównym proponentem tej hipotezy jest Bill Browder.  Browder osobiście, jest dobrym przykładem „ewolucji od komunizmu do kapitalizmu”.  Jest wnukiem Earla Browdera, genseka amerykańskiej kompartii i wieloletniego agenta czeki, sługusa i piewcy Stalina, a sam założył fundusz inwestycyjny Hermitage, który zarobił krocie w Rosji Jelcyna, po czym stracił miliony w Rosji Putina, którego nb. mocno popierał.  Browder wydaje mi się należeć do tej samej grupy, co Nawalnyj, tzn. jest trzymany w odwodzie na czasy deputinizacji.  Jego poparcie będzie w przyszłości znakomitą legitymacją dla następnej ekipy.

Belton argumentuje, że reżym Putina nie jest kleptokracją.  Trafnie, moim zdaniem, wskazuje, że skala tego, co się działo przed kilkunastu laty w sowietach (i dzieje nadal do pewnego stopnia), wyklucza samobogacenie jako jedyny motyw.  Psychologicznie jest to niepodważalnie słuszne.  Ci ludzie mają wszystkie materialne dobra, jakich dusza może zapragnąć, ale nie odpływają na najbardziej luksusowych jachtach ku zachodzącemu słońcu, tylko pracują nadal jak mrówki dla Putina.  Żadna droga na świecie nie może kosztować $10 miliardów, chyba że podczas jej konstrukcji wysysa się ogromne sumy dla innych celów.

I w ten sposób wracamy do obszczaka.  Do mafijnej puli czarnej forsy, używanej w rozmaity sposób, wyjętej poza otwartą kontrolę współczesnego państwa, bez rachunków, bez potrzeby uzasadniania czegokolwiek, bez krytyki i bez dyskusji, i jedynie wąska grupa ludzi może mieć mgliste pojęcie, jak te pieniądze są wykorzystywane.

Obszczak

Była o nim mowa w pierwszych częściach niniejszego cyklu.  Budowali go czekiści w porcie leningradzkim, w Banku Rossija, w Fibeco i WNK, w banku WTB, a podczas drugiej kadencji Putina poczęli go rozwijać ze zdwojoną energią.  Rozpoczęło się od parcelacji pól naftowych Jukos.  W pierwszym rzędzie, należało uzyskać niezależną wycenę aktywów firmy Chodorkowskiego.  Zajął się tym usłużnie Dresdner Bank, a w nim szczególnie Matthias Warnig, przyjaciel ze stasi z lat 80., o którym była już mowa wielokrotnie.  Zakupili je za bezcen Akimow i Timczenko – kolejni fumfle z dawnych lat, znani nam choćby z Operacji Energia, opisanej w Części VI – po czym w cztery dni później sprzedali je Rosnieft, gdzie u steru zasiadł Sieczin.  Skomplikowane finansowe manewry wokół własności pól naftowych Jukos, zezwoliły nie tylko ludziom Putina zarobić miliony, ale także ośmieliły zachodnie banki i firmy naftowe do żywienia nadziei, że po pozbyciu się Chodorkowskiego będzie można robić interesy z Putinem (BP wdała się wówczas w długotrwałą i kosztowną spółkę z sowieciarzami).  Bardziej wnikliwi obserwatorzy nazwali to „syropem dla przełknięcia gorzkiej pigułki”, Belton natomiast uważa, że Putin odkrył w ten sposób słabość Zachodu:

W ostatecznym rozrachunku, finansowe interesy zawsze przeważą wątpliwości co do praworządności czy braku demokracji. [sic] Przekonanie że Rosja nie stanowi zagrożenia, stało się częścią beztroskiego samozadowolenia – a do pewnego stopnia arogancji – Zachodu; byli pewni, że rozpad sowietów spowodował upadek tak głęboki, że Zachodowi pozostało tylko wybrać rodzynki z sowieckiego tortu przemysłu energetycznego.

Nie sądzę, żeby to było prawdą.  Putin niczego tu nie odkrył, bo to wie każdy, kto zna krótkowzroczność Zachodu w stosunkach z sowietami; każdy kto zna historię, a Putin ją zna.  Lenin miał rację, gdy mówił, że kapitaliści sprzedadzą sowieciarzom sznur, na którym zostaną powieszeni.  Wiedzieli to Andropow i Gorbaczow, sądzę, że nawet Jelcyn, w chwilach trzeźwości, pamiętał tę zasadę, a Putin nie zapomniał jej nigdy.  Nie było tu więc żadnego odkrycia, a zaledwie wprowadzenie na wielką skalę zasady stosowanej wobec Zachodu przez prawie sto lat: sowieciarze mogą kapitalistom swobodnie plwać w gęby, a ci uwierzą, że to deszcz pada, byle tylko pomachać im marchewką zysku przed oczami.

Gdy oczy obserwatorów skupione były na procesie Chodorkowskiego i mozolnej procedurze rozparcelowania aktywów Jukos, serie transakcji na moskiewskiej giełdzie przeszły niezauważone.  Jest to klasyczna metoda bolszewicka: użyć dramatycznych wydarzeń dla odwrócenia uwagi i jednocześnie, po cichu wprowadzić w życie ważne przemiany.  Operacja rozpoczęła się od sprzedaży mało znanej firmy ubezpieczeniowej, Sogaz, w trzech ratach.  Akcje zakupione zostały przez mętne firmy związane, jak się później okazało, z bankiem Rossija.  Sogaz należał do Gazpromu i sprzedany został za grosze.  W ciągu następnych miesięcy, Jurij Kowalczuk, używając pustych skorup fikcyjnych firm, które kontrolował przez swój bank, nabył dziesiątki miliardów aktywów przemysłowych, finansowych i medialnych, które nagromadził przez lata Gazprom.  Akcjonariuszami w banku Rossija byli głównie członkowie spółdzielni Oziero (na liście udziałowców bywali w różnych okresach także bandyci z leningradzkiego półświatka).  Wyprzedaż nie byłaby możliwa, gdyby ludzie Putina nie objęli najpierw kontroli nad państwowym Gazpromem.  Jakunin, Iwanow, Akimow, Kostin, wszyscy zostali prezesami wielkich państwowych firm o strategicznym znaczeniu dla gospodarki.  Inni, jak np. Timczenko, rozbudowywali swoje operacje zagranicą.

Operacja ta pozostałaby w cieniu, gdyby nie ucieczka na Zachód jednego z aktorów tych wydarzeń, Sergieja Kolesnikowa.  Był on jednym z wielu naukowców, pracujących w tajnych laboratoriach sowieckich.  Instytuty takie były zawsze pod opieką kgb i miały ścisły związek ze szpiegostwem, bo naukowcy nie tylko wykorzystywali skradzione na Zachodzie sekrety, ale także składali wobec wywiadu konkretne pytania i zadania; np.: wiemy, że taki a taki instytut w Cambridge pracuje nad tym problem – proszę ukraść ich wyniki.  Zachodziła tu więc naturalna osmoza między dwiema nie przystającymi do siebie sferami.  Najsławniejszym osiągnięciem tej symbiotycznej relacji była kradzież planów bomby atomowej w latach 40.

W latach 90. Kolesnikow założył firmę na spółkę z Gorełowem, byłym rezydentem kgb w Danii, i Szamałowem, agentem kgb w Siemensie – obaj byli dawnymi przyjaciółmi Putina (Szamałow był członkiem spółdzielni Oziero).  Ich firma, Pietromed, sprzedawała niemiecki sprzęt medyczny sowieckim szpitalom i świetnie sobie radziła, ale po dojściu Putina do władzy, poczęła przyjmować miliony dolarów w „donacjach” przeznaczonych rzekomo na zakup takiego sprzętu (np. w lipcu 2001 Abramowicz podarował im $203 miliony).  Zajęło Kolesnikowowi wiele lat, by zrozumieć, że były to „feudalne daniny”, „haracz bojarów dla cara”.  Pieniądze złożone przez Pietromed w banku Rossija, użyte zostały następnie dla wykupienia firm należących do Gazpromu.  Wkrótce Szmałow i Gorełow nabyli udziały w Rossiji, a Matthias Warnig został jej prezesem.  Pieniądze były następnie przelewane w skomplikowany sposób do firm i na konta w Lichtensteinie, Monaco, Panamie i w Brytyjskich Virgin Islands.  Zakupili fundusz emerytalny Gazpromu, przez co otrzymali dostęp do ponad 7 miliardów dolarów, których użyli następnie do wykupienia Gazprombanku, trzeciego co do wielkości banku w Rosji.  W ten sposób, używając pieniędzy państwowego Gazpromu, przejęli „prywatnie” kontrolę nad gigantyczną częścią „państwowej” gospodarki, i nikt tego nawet nie zauważył.  Manipulacje akcjami po cichu wyssały 60 miliardów dolarów państwowych aktywów w ręce kilku udziałowców banku Rossija.

Kolesnikow uważa, że ta operacja przemieniła Rosję w „feudalne poletko Putina”.  Pałac na wybrzeżu Morza Czarnego, o powierzchni 4 tysięcy metrów kwadratowych, z trzema lądowiskami dla helikopterów, letnim amfiteatrem, przystanią dla jachtów, basenami i kortami tenisowymi, miał kosztować miliard dolarów i sfinansował go Pietromed z trybutów bojarskich, co ma, zdaniem Kolesnikowa, uzasadniać zarzut kleptokracji i feudalizmu.  Ale obszczak może mieć różne zastosowanie, na tym przecież polega jego praktyczna przydatność.  Herszt bandy dostaje haracz, ale reszta pieniędzy ma inne przeznaczenie.

Jezioro Genewskie

Tuż obok Ogrodu Angielskiego nad Jeziorem Genewskim, ma swoją siedzibę firma Gunvor, jeden z największych na świecie maklerów naftowych, handlujących ropą i produktami naftowymi.

Szwajcaria była zawsze ulubionym miejscem do robienia ciemnych interesów.  Tu prowadzili tajne rokowania cesarze i papieże, to tu intrygowali królowie francuscy i włoscy książęta, Napoleon i Hitler, ale nikt nie zbliżył się nawet do lubieżności, z jaką sowieciarze zanurzyli się w szwajcarski szacunek dla dyskrecji.  Genewa i Zurych były miejscem szpiegowskich gier i intryg, to tu przechowywane było czekistowskie złoto, to tu poszły pieniądze kompartii, gdy pod koniec lat 80. próbowano budować podziemną gospodarkę.  Gunvor założony został przez Timczenkę (o którym wiele już słyszeliśmy) i w pierwszej dekadzie tego wieku rozwinął się na potęgę.  Już w 2008 roku miał obroty $70 miliardów rocznie.  W pierwszym rzędzie Timczenko wyparł innych sowieckich maklerów, np. Petroval, i zmonopolizował handel sowiecką ropą, a następnie stał się największym maklerem ropy z Ameryki Południowej i Afryki.

Firma jest prywatna, więc nie musi ogłaszać swej struktury ani zysków.  Była początkowo w posiadaniu Timczenki i Torbjörna Törnqvista, szwedzkiego maklera.  Od początku istniał wszakże trzeci, tajny partner, którego nazwisko nie mogło być wymienione, podejrzewano więc, że musi to być Putin we własnej osobie.  Z czasem „śpiący współwłaściciel” został „odkryty” jako Piotr Kolbin.  Kto?!  Ot, żaden spec od ropy, ale za to mało znany przyjaciel Putina z dzieciństwa.  Timczenko potrafił zawsze pozostać w cieniu, sławny jest na przykład z tego, że unika elektronicznych metod komunikacji.  Pugaczow, jeden z najważniejszych informatorów Belton, utrzymuje, że Timczenko jest najbliższym finansistą prezydenta, ale sam przyznaje, że opiera się głównie na aurze tajemniczości, jaką Timczenko był otoczony na Kremlu oraz wyraźnej wrażliwości Putina na punkcie ich stosunków.  Przytacza między innymi anegdotę, że zapytał kiedyś prezydenta o Timczenkę, przy okazji swego spotkania z Bierezowskim w Londynie.  Putin zbladł jak ściana, gdy usłyszał, że Bierezowski pragnie wyciągnąć na wierzch koneksje Putina z Timczenką w celu wywołania głośnego skandalu.  Putin miał w odpowiedzi przerwać rozmowę, nawet nie pytając, czego ów skandal miałby dotyczyć.  Inni informatorzy mówią, że Gunvor należy całkowicie do Putina, a Timczenko i Törnqvist zaledwie nim zarządzają.  Firma jest naprawdę „sakiewką”, wielomiliardową sakiewką, po którą Putin może sięgnąć, kiedy zechce.  Zanim przyjdzie czytelnikowi na myśl, żeby zbyć anonimowe rewelacje jako gderliwe utyskiwania malkontentów, zwrócę uwagę, że Departament Stanów Zjednoczonych także jest zdania, że Putin kontroluje Gunvor. [1]

Timczenko lekką rączką podarował willę w Biarritz Kiryłowi Szamałowi, narzeczonemu córki Putina, po czym przekazał mu 17% akcji Sibur, największego koncernu petrochemicznego w Rosji.  W teorii, Timczenko jest wart 20 miliardów dolarów, więc zapewne może sobie pozwolić na tak ekstrawaganckie prezenty.  Tylko że zapytany o nie, odparł przez prawników, że były to transakcje po rynkowych cenach.  W takim razie powstaje pytanie, skąd p. Szamałow miał miliardy, żeby zakupić udział w Siburze?

Mogłoby się wydawać, że wszystkie te szczegóły, luksusowe wille na południu Francji, jachty i piękne kobiety, że wszystko to potwierdza hipotezę kleptokracji i feudalizmu XXI wieku, gdy mąż carównej jest obsypywany podarunkami przez bojarów.  Jednak Belton znalazła wśród genewskich luksusów wskazówki, że obok napychania własnej kabzy, ludzie Putina nie tracą z oczu szerszych celów strategicznych.  Pośród nazwisk bankierów pojawia się swojsko brzmiące imię Jean Goutchkov, szef sekcji rosyjskiej banku HSBC.  Iwan Guczkow jest Francuzem, ale jest także wnukiem Aleksandra Guczkowa, którego czytelnicy Józefa Mackiewicza znają jako reformatora i manipulatora w historycznej powieści Sprawa pułkownika Miasojedowa.  Szkoda, że Belton nie czytała Mackiewicza, bo może wówczas, pomijając już inne absurdy, nie przypisałaby może Guczkowowi pochodzenia ze starej arystokratycznej rodziny.  Aleksander należał do znanej i szanowanej rodziny starowierców, ale był pochodzenia chłopskiego, co zresztą zadaje kłam idiotycznym obrazom carskiej Rosji, jako kraju, w którym nie było możliwości „awansu społecznego”.  Byłoby to bez znaczenia dla naszej opowieści, gdyby nie fakt, że Belton kładzie nacisk na rzekomo arystokratyczną proweniencję „Białych Rosjan”, u których Putin znaleźć miał ideologię imperialnej Rosji.

To właśnie Guczkow przedstawił Timczence Törnqvista (już w latach 90.), a w roku 2010 wybrał się na pielgrzymkę z Putinem i Timczenką do Monastyru Wałaamskiego na jeziorze Ładoga (że też święta, prawosławna ziemia, znosi czekistów z takim spokojem!…).  Zważywszy, jak dobrze są udokumentowane kontakty Timczenki z Guczkowem i Guczkowa z Putinem, trudno zrozumieć, dlaczego Timczenko i Guczkow nie przyznają się do znajomości.  Belton sugeruje, że jedyną przyczyną tej tajemniczości, jest strategiczny charakter siatki, do której należą Timczenko i Guczkow.  Należą oni do nielicznych widzialnych zachodnich końcówek sieci stworzonej pod koniec lat osiemdziesiątych, to oni wprowadzają w życie posunięcia podyktowane szerszą strategią.

Operowanie tajnymi funduszami leżało w sercu działań komunistów poza granicami sowdepii od samego początku jej istnienia.  Nieprzejrzyste siatki, mętne finansowe koneksje, potajemne akcje i intrygi domagają się funduszy równie sekretnych, co pewnych.  Kagiebiści używali przez lata różnicy w cenie ropy między sowieckim rynkiem wewnętrznym, gdzie były zafiksowane sztucznie nisko, a zachodnim wolnym rynkiem, gdzie sprzedawali ropę z wielokrotnym zyskiem, dla finansowania aktywnych działań poza granicami.  Od końca lat 80. podnieśli tę starą metodę do poziomu sztuki, rozbudowali ją i przemienili w potężną broń, zgodnie z zaleceniami Andropowa i bez odbiegania od klasycznego modus operandi czekistów od czasów Dzierżyńskiego.  W latach 80. Markus Wolf zakładał przyjazne firmy na Zachodzie i umieszczał zaufanych ludzi na ważnych stanowiskach – dzisiaj jego następcy używają tych firm i rozbudowują rozległe koneksje na podłożu fundamentów założonych 30-40 lat temu, a może jeszcze dawniej.

Andrej Pannikow, wyrzucony kiedyś ze Szwecji za szpiegostwo na rzecz sowietów, potwierdza dziś, że w latach 80. taki właśnie plan był przygotowywany: nowa faza w walce przeciw Zachodowi.  Nie ma czegoś takiego jak „były oficer kgb”, więc nie mam pojęcia, czy można mu do końca ufać, pozostaje jednak niewątpliwe, że obszczak, którego bank Rossija i Gunvor są tylko jednymi z rozlicznych przykładów, pozostaje całkowicie poza normalnymi systemami kontroli państwowej, choć jest jednocześnie pod ścisłą kontrolą kagiebistów z Putinem na czele.  Obszczak pozwala im, zależnie od potrzeb chwili, na finansowanie terrorystów lub na ingerowanie w cudze wybory; umożliwia robienie tego wszystkiego, co kgb zawsze robiło, ale na znacznie większą skalę, z prawdziwym rozmachem.  A ich cele pozostają te same: subwersja, tworzenie chaosu i zamieszania, podważanie i podkopywanie, nieład i niepewność, wszystko, co robili na całym świecie od 1917 roku.

Ale zanim się temu przyjrzymy bliżej – tj. rozważymy ideowe założenia i cele tej nowej fazy – będziemy musieli przenieść się w odległe czasy, na inny kontynent, do kraju oddalonego od wygodnej Genewy o osiem tysięcy kilometrów na wschód, ale bardziej odległego od wystawnej obfitości, w jaką opływali nasi bohaterowie nad Jeziorem Genewskim, niż Dżyngis Chan różnił się od Bonnie Prince Charlie.

_______

  1. A w każdym razie był w roku 2014, jak wskazuje uzasadnienie sankcji amerykańskich, które można znaleźć tu: https://www.treasury.gov/press-center/press-releases/Pages/jl23331.aspx


Prześlij znajomemu

0 Komentarz(e/y) do “Niektórzy nazywają to „upadkiem komunizmu”. Część IX”

  1. Brak Komentarzy

Komentuj





Language

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej!.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.